Psychologia zła. Jak Hitler omamił umysły - Joel E. Dimsdale

Kup ebooka

49.99 zł
39.99 zł (37,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Wstęp

Protagoniści

Wprowadzenie

Część I Przed procesem norymberskim

Rozdział 1 Holokaust. Czym się różniło to ludobójstwo od wszystkich pozostałych?

Rozdział 2 Obóz internowania Ashcan

Część II Norymberga

Rozdział 3 Procesy norymberskie. Co zrobić ze zbrodniarzami wojennymi?

Rozdział 4 Zbrodniarze wojenni, psychiatrzy i psycholodzy

Część III Oblicza zła

Rozdział 5 Robert Ley. "Uszkodzony mózg"

Rozdział 6 Hermann Göring. "Sympatyczny psychopata"

Rozdział 7 Julius Streicher. "Zły człowiek"

Rozdział 8 Rudolf Hess. "Szalony w oczywisty sposób"

Część IV Norymberga - epilog. Testy Rorschacha i wzajemne oskarżenia

Rozdział 9 Współpracownicy z piekła rodem

Rozdział 10 Komunikat w testach Rorschacha?

Rozdział 11 Zło na kontinuum. Perspektywa psychologów społecznych

Rozdział 12 Zło jako dzieło "innego". Spotkanie z "innością"

Podsumowanie

Podziękowania

Wstęp

Początki - w świecie obornika i krwi

Gdy wie­je ze wscho­du, w Sio­ux City w sta­nie Iowa czuć za­pach gno­ju i krwi. Woń nie jest nie­przy­jem­na i przy­po­mi­na o rol­ni­czym cha­rak­te­rze re­gio­nu. Gdy do­ra­sta­łem tam w la­tach 40. i 50. ubie­głe­go wie­ku, było to chy­ba naj­bez­piecz­niej­sze miej­sce na Zie­mi - za­ką­tek świa­ta ukry­ty w ser­cu roz­le­głe­go kon­ty­nen­tu ame­ry­kań­skie­go, oto­czo­ny ty­sią­ca­mi mil kwa­dra­to­wych pre­rii i Wiel­kich Rów­nin, z dala od nie­bez­piecz­nych gra­nic kra­ju.

A jed­nak na­wet i tam do­tar­ły cie­nie woj­ny. Wil­liam Faulk­ner stwier­dził: "Prze­szłość ni­g­dy nie umie­ra. Wła­ści­wie na­wet nie jest prze­szło­ścią". Sio­ux City sta­ło się do­mem dla wie­lu oca­la­łych z obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych - przy­cią­ga­ły ich tu pięk­ne, ła­god­ne wzgó­rza, rol­ni­czy cha­rak­ter re­gio­nu i izo­la­cja od świa­ta, któ­ry chcie­li zo­sta­wić za sobą i któ­ry nie za­pew­nił im bez­pie­czeń­stwa. Mój dzie­się­cio­let­ni brat do­strzegł to pierw­szy. Pod­czas roz­no­sze­nia ga­zet za­uwa­żył ta­tu­aż na przed­ra­mie­niu jed­ne­go z na­szych są­sia­dów. Męż­czy­zna wy­glą­dał na za­że­no­wa­ne­go, a mój brat nie wie­dział, co ten nu­mer ozna­cza. Na­sza mama, któ­rej rzad­ko kie­dy bra­ko­wa­ło słów, tym ra­zem mu­sia­ła czuć się nie­kom­for­to­wo i zby­ła nas ja­kimś krót­kim wy­ja­śnie­niem.

Mu­sia­łem mieć sześć lub sie­dem lat, gdy do­wie­dzia­łem się, co to za cie­nie prze­szło­ści cią­gną się za na­szy­mi są­sia­da­mi. Sta­ło się to pod­czas wie­czor­ne­go spa­ce­ru z moim oj­cem, któ­ry był le­ka­rzem. To mu­siał być ma­rzec lub kwie­cień, gdyż zie­mia w po­bli­skim par­ku była jesz­cze roz­mię­kła od top­nie­ją­ce­go śnie­gu. Pach­nia­ło świe­żo­ścią i na­siąk­nię­tą wil­go­cią gle­bą. Trwa­ło Pe­sach - Świę­to Wio­sny - ale mój oj­ciec był za­chmu­rzo­ny. My­ślał o wi­zy­cie do­mo­wej, któ­rą zło­żył wcze­śniej w ty­go­dniu. Je­den z jego pa­cjen­tów miał po­waż­ną an­gi­nę. To oczy­wi­ście nie wy­star­czy­ło­by, aby za­smu­cić mo­je­go ojca. Zaj­mo­wał się wszyst­ki­mi przy­pad­ka­mi i zdą­żył już przy­wyk­nąć do śmier­ci. Po­ru­szył go mo­ment, w któ­rym roz­wi­nę­ła się cho­ro­ba u tego wła­śnie pa­cjen­ta. Był to czło­wiek oca­la­ły z obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go, któ­ry wi­dział, jak mor­do­wa­no całą jego ro­dzi­nę wła­śnie w dniu Pas­chy. Było to w in­nym kra­ju z ła­god­ny­mi wzgó­rza­mi, kra­ju krwi i za­pa­chu obor­ni­ka. Jego wia­ra na­ka­zy­wa­ła mu ra­do­wać się z wol­no­ści w tym wy­jąt­ko­wym, świą­tecz­nym dniu, ale bo­le­sne wspo­mnie­nia nie po­zwa­la­ły mu na to.

Przed zła­pa­niem Adol­fa Eich­man­na[1] lu­dzie wo­le­li nie wie­dzieć o Ho­lo­kau­ście. Ro­bert Jay Li­fton za­uwa­żył w książ­ce De­ath in Life: Su­rvi­vors of Hi­ro­shi­ma (1968), że oso­by, któ­re prze­ży­ły ogrom­ną trau­mę, za­zwy­czaj wy­wo­łu­ją lęk wśród lu­dzi, któ­rych spo­ty­ka­ją na swo­jej dro­dze ży­cio­wej. Mnie jed­nak trud­no było za­po­mnieć o Ho­lo­kau­ście; za­pew­ne dla­te­go, że w ma­łych miej­sco­wo­ściach lu­dzie lu­bią ta­jem­ni­ce i du­chy.

W mło­do­ści nie za­sta­na­wia­łem się zbyt wie­le nad kwe­stią zła. Te­le­wi­zja na­dal była no­wo­ścią, a wia­do­mo­ści trwa­ły je­dy­nie kwa­drans. Do­ra­sta­łem więc oto­czo­ny przez pa­pie­ro­we sym­bo­le zła z ko­mik­sów - Jo­ke­ra, Lexa Lu­tho­ra i Dok­to­ra Do­oma. To nie był świat, w któ­rym zło by­ło­by zniu­an­so­wa­ne. Zło było po pro­stu prze­ci­wień­stwem do­bra - tym "in­nym", de­mo­nicz­nym, czymś, co cał­ko­wi­cie róż­ni­ło się od zwy­kłych oby­wa­te­li i bo­ha­te­rów ko­mik­sów. Dla­te­go też nie po­win­no dzi­wić, że - po­dob­nie jak więk­szość lu­dzi w la­tach 40. i 50. - są­dzi­łem, że na­zi­ści, któ­rzy zbu­do­wa­li i pro­wa­dzi­li obo­zy kon­cen­tra­cyj­ne, byli cał­ko­wi­cie zde­pra­wo­wa­ni i zu­peł­nie po­zba­wie­ni czło­wie­czeń­stwa.

Kat w moim biurze

Mi­ja­ły lata. Po col­le­ge'u wzią­łem udział w eks­pe­dy­cji ar­che­olo­gicz­nej, grze­biąc znacz­nie głę­biej pod po­wierzch­nią XX wie­ku i od­kry­wa­jąc po­kła­dy po­pio­łów, bę­dą­ce do­wo­dem prze­mo­cy, któ­ra wy­da­rzy­ła się wie­le wie­ków wcze­śniej. Na stu­dia ma­gi­ster­skie wy­bra­łem so­cjo­lo­gię, by móc le­piej zro­zu­mieć, w jaki spo­sób siły spo­łecz­ne kształ­tu­ją na­sze ży­cie, a na­stęp­nie skoń­czy­łem me­dy­cy­nę, by do­wie­dzieć się, jak le­czyć lu­dzi.

Praw­do­po­dob­nie te­mat Ho­lo­kau­stu po­zo­sta­wił­bym za sobą, gdy­by nie te­le­fon od przy­ja­ciół­ki mo­ich ro­dzi­ców. Ko­bie­ta za­pro­si­ła mnie na ko­la­cję, by uczcić po­czą­tek stu­diów me­dycz­nych. Za­bra­ła mnie do jed­nej ze sta­rych, ro­dzin­nych re­stau­ra­cji w Sio­ux City, gdzie przy tra­dy­cyj­nej ko­la­cji Środ­ko­we­go Za­cho­du, zło­żo­nej ze słod­kich ru­rek z kar­me­lem jako przy­staw­ki, klop­sów z pie­czo­ny­mi ziem­nia­ka­mi oraz prze­go­to­wa­nej fa­sol­ki i kawy Fol­gers, opo­wie­dzia­ła mi o swo­im ży­ciu w obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych. Stwier­dzi­ła, że ni­g­dy wcze­śniej ni­ko­mu o tym nie mó­wi­ła, ale po­nie­waż sta­rze­je się, to chcia­ła­by, aby ktoś o tym wie­dział. Na woj­nie stra­ci­ła całą ro­dzi­nę, ale w Iowa uda­ło jej się zbu­do­wać nowe ży­cie - ży­cie, któ­re wy­da­wa­ło się cał­ko­wi­cie nor­mal­ne, je­śli nie li­czyć kosz­ma­rów, któ­re na­wie­dza­ły ją co noc. Roz­ma­wia­li­śmy przez wie­le go­dzin, a tego wie­czo­ru kar­me­lo­we rur­ki, z któ­rych sły­nę­ła re­stau­ra­cja, wca­le nie uło­żył się zbyt do­brze w moim żo­łąd­ku.

In­te­re­so­wa­łem się hi­sto­rią i si­ła­mi, któ­re kształ­tu­ją spo­łe­czeń­stwo, nic więc dziw­ne­go, że w koń­cu zo­sta­łem psy­chia­trą i za­czą­łem ba­dać oso­by, któ­re prze­ży­ły obóz kon­cen­tra­cyj­ny. Pró­bo­wa­łem się do­wie­dzieć, w jaki spo­sób uda­ło im się prze­trwać nie­wo­lę i jak pod­cho­dzą do swo­je­go oca­le­nia. W 1974 roku na­pi­sa­łem ar­ty­kuł na ten te­mat. Tekst przy­cią­gnął uwa­gę me­diów lo­kal­nych i to ich re­kla­mie za­wdzię­czam spo­tka­nie, któ­re nada­ło nowy kie­ru­nek moim za­in­te­re­so­wa­niom ba­daw­czym.

Sie­dzia­łem w swo­im biu­rze na pod­da­szu bu­dyn­ku nie­co od­da­lo­ne­go od głów­ne­go kom­plek­su Mas­sa­chu­setts Ge­ne­ral Ho­spi­tal. Roz­le­gło się gło­śne pu­ka­nie do drzwi. By­łem za­sko­czo­ny, gdyż nie spo­dzie­wa­łem się żad­nych go­ści. Do ga­bi­ne­tu wszedł krę­py męż­czy­zna, któ­ry bez sło­wa wstę­pu po­wie­dział: "Je­stem ka­tem i przy­sze­dłem do pana". Roz­siadł się na mo­jej so­fie, wska­zał na skrzyn­kę na pi­sto­le­ty, któ­rą ze sobą przy­niósł, a ja od­mó­wi­łem krót­ką mo­dli­twę. Gdy otwo­rzył skrzyn­kę, zo­rien­to­wa­łem się, że nie za­wie­ra­ła bro­ni, ale do­ku­men­ty z okre­su dru­giej woj­ny świa­to­wej. "By­łem ka­tem w No­rym­ber­dze, a te do­ku­men­ty po­twier­dza­ją, że je­stem tym, za kogo się po­da­ję". Na­stęp­nie oznaj­mił, że jest dum­ny ze swo­jej pra­cy i cho­ciaż pod­cho­dził do niej z peł­nym pro­fe­sjo­na­li­zmem, to jed­nak wie­sza­nie mor­der­ców spra­wia­ło mu praw­dzi­wą przy­jem­ność. "Byli naj­gor­szy­mi szu­mo­wi­na­mi, pa­nie Dims­da­le, i to ich po­wi­nien pan ana­li­zo­wać, nie oca­lo­nych".

Przypadkowe spotkania

Ta­kie­go spo­tka­nia nie moż­na za­po­mnieć. Nie zdo­pin­go­wa­ło mnie ono do na­tych­mia­sto­we­go dzia­ła­nia, ale wciąż tkwi­ło w mo­jej pa­mię­ci. I wte­dy do­szło do dru­gie­go przy­pad­ko­we­go spo­tka­nia. By­łem na przy­ję­ciu w Ga­ine­svil­le na Flo­ry­dzie, na któ­re zo­sta­ła tak­że za­pro­szo­na dok­tor Mol­ly Har­ro­wer, psy­cho­loż­ka i ce­nio­na spe­cja­list­ka od te­stu Ror­scha­cha. To wła­śnie Mol­ly opo­wie­dzia­ła mi o wy­ko­rzy­sta­niu te­stu plam atra­men­to­wych w ba­da­niu na­zi­stow­skich zbrod­nia­rzy wo­jen­nych w No­rym­ber­dze oraz zwią­za­nych z tym ta­jem­ni­cach i kon­tro­wer­sjach.

Ta książ­ka przed­sta­wia mrocz­ną hi­sto­rię, któ­ra pod wzglę­dem geo­gra­ficz­nym roz­cią­ga się od Nie­miec po Szwaj­ca­rię oraz - w nie­zwy­kły spo­sób - od New Jer­sey po Ka­li­for­nię. Nie spie­szy­łem się z pi­sa­niem; nie chcia­łem tego ro­bić. Hi­sto­ria była dla mnie zbyt po­nu­ra, ale wciąż do mnie wra­ca­ła i gdy już się ze­sta­rza­łem, do­sze­dłem do wnio­sku, że nie mogę przed nią dłu­żej ucie­kać. Tak więc książ­ka ta bada spu­ści­znę po No­rym­ber­dze i przed­sta­wia to, cze­go do­wie­dzia­łem się na te­mat zła. Stąd wła­śnie wziął się jej ty­tuł.

Przypisy

[1] Pojmanie Adolfa Eichmanna nastąpi­ło w 1960 roku (przyp. tłum.).

Protagoniści

Bur­ton C. An­drus, ko­men­dant obo­zu Ash­can i straż­nik w No­rym­ber­dze

Gu­sta­ve Gil­bert, ame­ry­kań­ski psy­cho­log wię­zien­ny

Her­mann Göring, mar­sza­łek Rze­szy, do­wód­ca nie­miec­kie­go lot­nic­twa woj­sko­we­go Luft­waf­fe

Mol­ly Har­ro­wer, psy­cho­loż­ka ame­ry­kań­ska i spe­cja­list­ka od te­stu Ror­scha­cha

Ru­dolf Hess[1], za­stęp­ca Füh­re­ra

Ro­bert Jack­son, sę­dzia Sądu Naj­wyż­sze­go Sta­nów Zjed­no­czo­nych, oskar­ży­ciel z ra­mie­nia USA w głów­nym pro­ce­sie no­rym­ber­skim

Do­uglas Kel­ley, psy­chia­tra ame­ry­kań­ski

Ro­bert Ley, przy­wód­ca Nie­miec­kie­go Fron­tu Pra­cy

Her­mann Ror­schach, psy­chia­tra szwaj­car­ski

Ju­lius Stre­icher, wy­daw­ca na­zi­stow­skie­go pi­sma "Der Stür­mer"

Przypisy

[1] Hess - to sposób transkrypcji kilku popularnych nazwisk niemieckich, co może prowadzić do pewnych nieporozumień, ponieważ było dwóch zbrodniarzy wojennych o tym samym imieniu i bardzo podobnym nazwisku. W tej książce koncentruję się na Rudolfie Hessie (pisownia oryginalna to Heß), który był zastępcą samego Adolfa Hitlera. "Drugi" Rudolf Höß (Höss, Hoess) był komendantem niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau - został postawiony przed Najwyższym Trybunałem Narodowym, który skazał go na karę śmierci, wykonaną w 1947 roku.

Wprowadzenie

Założyciele i prawodawcy państw winni zawsze zakładać z góry, że wszyscy ludzie są źli i że niechybnie takimi się okażą, ilekroć będą mieli po temu sposobność.

Niccol? Machiavelli, Rozważania nad pierwszym dziesięcioksięgiem historii Rzymu Liwiusza[1]

Wystarczy, by dobrzy ludzie nic nie robili, a zło zatriumfuje.

słowa przypisywane Edmundowi Burke'owi

Skąd się bierze zło?

Po za­koń­cze­niu dru­giej woj­ny świa­to­wej alian­ci mie­li wie­le mo­ty­wów, któ­re dyk­to­wa­ły ich dzia­ła­nia wo­bec poj­ma­nych li­de­rów na­zi­stow­skich. Ich uka­ra­nie sta­no­wi­ło istot­ny ele­ment pro­ce­su de­na­zy­fi­ka­cji Nie­miec. Kry­ła się za tym tak­że na­dzie­ja, że pu­blicz­ne pro­ce­sy mogą od­wieść przy­szłych li­de­rów od po­peł­nia­nia po­dob­nych zbrod­ni wo­jen­nych i lu­do­bój­stwa.

Oprócz tych dwóch głów­nych ce­lów w dzia­ła­niach alian­tów wi­dać było rów­nież pra­gnie­nie zro­zu­mie­nia lu­dzi, któ­rzy po­kie­ro­wa­li ca­łym kra­jem w tak nie­szczę­snym kie­run­ku. Wie­lu na­zi­stow­skich przy­wód­ców było ludź­mi wy­kształ­co­ny­mi i wy­cho­wa­ny­mi w za­chod­niej tra­dy­cji in­te­lek­tu­al­nej. Jak więc mo­gli do­pu­ścić się ta­kich zbrod­ni? Ta po­trze­ba "zro­zu­mie­nia" li­de­rów nie była wy­ra­żo­na wprost pod­czas pro­ce­sów no­rym­ber­skich, ale sta­no­wi­ła jed­ną z jego pod­staw. Za­sad­ni­cze py­ta­nie nie brzmia­ło więc: "Kto to zro­bił?", lecz "Dla­cze­go oni to zro­bi­li?" i "Jak mo­gli się tego do­pu­ścić?". Ogól­ne za­ło­że­nie było oczy­wi­ste: oskar­że­ni na­zi­ści byli be­stia­mi, po­two­ra­mi i cał­ko­wi­ty­mi "od­mień­ca­mi". Wie­rzo­no, że uda się to ujaw­nić i po­twier­dzić po­przez sta­ran­nie prze­pro­wa­dzo­ne śledz­two. W pra­sie ro­iło się od prze­róż­nych teo­rii, a hi­sto­ry­cy i przed­sta­wi­cie­le nauk spo­łecz­nych po­śpie­szy­li ze swo­imi wy­ja­śnie­nia­mi. Jed­nak były tak­że i inne, sła­biej sły­szal­ne gło­sy, któ­re przy­po­mi­na­ły, że zło jest czę­ścią na­tu­ry każ­de­go czło­wie­ka. Psy­chia­trzy, neu­ro­lo­dzy i psy­cho­lo­dzy ana­li­zo­wa­li za­cho­wa­nie na­zi­stów z jesz­cze in­nej per­spek­ty­wy i pró­bo­wa­li po­zy­skać dane, któ­re po­zwo­li­ły­by im spraw­dzić wy­su­wa­ne hi­po­te­zy. "To było spo­wo­do­wa­ne uszko­dze­nia­mi mó­zgu" - twier­dzi­li przed­sta­wi­cie­le jed­nej ze szkół my­śle­nia. "Po­wo­dem były po­waż­ne za­bu­rze­nia psy­chia­trycz­ne" - upie­ra­li się inni. A trze­cia szko­ła mó­wi­ła: "To byli nor­mal­ni lu­dzie, któ­rzy po pro­stu do­ko­ny­wa­li złych wy­bo­rów".

Jak zbrod­nia­rze wo­jen­ni w ogó­le mo­gli do­pusz­czać się ta­kich czy­nów? Czy na­praw­dę byli psy­chicz­nie cho­rzy? Byli psy­cho­pa­ta­mi i sa­dy­sta­mi? Nie­zli­cze­ni na­ukow­cy for­mu­ło­wa­li opi­nie na te­mat za­cho­wań na­zi­stów, opie­ra­jąc się przy tym na wła­snych po­glą­dach na te­mat na­tu­ry ca­łe­go spo­łe­czeń­stwa oraz za­cho­wań jed­nost­ki. Wie­lu wnio­sło cen­ny wkład w roz­wój na­uki, ana­li­zu­jąc bo­ga­te ma­te­ria­ły ar­chi­wal­ne. O wie­le mniej­sze gro­no na­ukow­ców mia­ło moż­li­wość prze­pro­wa­dze­nia bez­po­śred­nich wy­wia­dów ze spraw­ca­mi, ale na­wet oni ba­da­li ra­czej sze­re­go­wych człon­ków zbrod­ni­czej ma­chi­ny, a nie głów­nych przy­wód­ców Trze­ciej Rze­szy[2].

Pró­bu­jąc zro­zu­mieć za­cho­wa­nie na­zi­stów, sta­je­my w ob­li­czu wiel­kiej nie­wia­do­mej, jaką są li­de­rzy ru­chu na­zi­stow­skie­go. Mamy do­stęp do wy­wia­dów prze­pro­wa­dzo­nych z ich pod­wład­ny­mi, któ­rzy jed­nak sami twier­dzi­li, że byli tyl­ko nie­zna­czą­cy­mi try­bi­ka­mi ca­łej ma­chi­ny na­ro­do­wej[3]. Oczy­wi­ście, każ­dy czło­wiek jest na swój spo­sób try­bi­kiem kształ­to­wa­nym przez wie­le sił, ale nie­któ­rzy z nas ob­ra­ca­ją więk­szy­mi ko­ła­mi. Je­śli wy­stę­pu­je więc "po­śred­nic­two" (tj. od­po­wie­dzial­ność), to mu­si­my przyj­rzeć się wyż­szym szcze­blom rzą­do­wym, a więc do­kład­nie tym lu­dziom, któ­rzy byli są­dze­ni w No­rym­ber­dze.

Jako psy­chia­tra mam umie­jęt­ność słu­cha­nia, dia­gno­zo­wa­nia i le­cze­nia lu­dzi z za­bu­rze­nia­mi psy­chicz­ny­mi. Dys­po­nu­ję roz­le­głym do­świad­cze­niem, prak­ty­ko­wa­łem bo­wiem w bar­dzo róż­nych miej­scach - od od­dzia­łów in­ten­syw­nej te­ra­pii, po­przez wię­zie­nia, któ­re wy­glą­da­ły tak, jak­by pro­jek­to­wał je sam Franz Kaf­ka, aż po luk­su­so­we szpi­ta­le psy­chia­trycz­ne, po ogro­dach któ­rych spa­ce­ro­wa­ły pa­wie. Pra­co­wa­łem w szpi­ta­lach pań­stwo­wych, któ­re tyl­ko cu­dem uni­ka­ły ka­ta­stro­fy bu­dow­la­nej i roz­pa­du, prze­pro­wa­dza­łem wy­wia­dy z pa­cjen­ta­mi od­dzia­łów ra­tun­ko­wych wśród krzy­ków i dźwię­ków sy­ren tak gło­śnych, że le­d­wo sły­sza­łem od­po­wie­dzi. Jed­nak wszę­dzie, gdzie pra­co­wa­łem, mia­łem do dys­po­zy­cji kar­ty pa­cjen­tów. Le­ka­rze są ni­czym hi­sto­ry­cy - zo­sta­wia­my po so­bie no­tat­ki, nie tyl­ko ze wzglę­du na za­wod­ną pa­mięć, ale tak­że dla in­nych, by po­kie­ro­wać przy­szły­mi eta­pa­mi opie­ki nad pa­cjen­ta­mi. Pi­sa­nie i od­czy­ty­wa­nie tych no­ta­tek samo w so­bie jest sztu­ką, po­nie­waż za­wsze na­pi­sa­ne są w te­le­gra­ficz­nym skró­cie, we­dle wła­snej gra­ma­ty­ki i lo­gi­ki. Dla­te­go wła­śnie czy­ta­jąc ra­por­ty me­dycz­ne i psy­chia­trycz­ne z pro­ce­sów no­rym­ber­skich, mogę spoj­rzeć na nie przez pry­zmat wła­sne­go do­świad­cze­nia kli­nicz­ne­go i trak­to­wać je jako for­mę roz­mo­wy z mo­imi ko­le­ga­mi z prze­szło­ści. Co pró­bu­ją po­wie­dzieć mi o swo­ich pa­cjen­tach? Co po­zo­sta­je nie­do­po­wie­dzia­ne?

Le­ka­rze z No­rym­ber­gi po­zo­sta­wi­li po so­bie enig­ma­tycz­ne, cza­sem sprzecz­ne, no­tat­ki z ob­ser­wa­cji przy­wód­ców na­zi­stow­skich. Moim za­da­niem było roz­szy­fro­wa­nie ich i spoj­rze­nie na nie na nowo - z punk­tu wi­dze­nia wie­dzy i poj­mo­wa­nia świa­ta XXI wie­ku.

Do­stęp do no­ta­tek psy­chia­trycz­nych do­ty­czą­cych człon­ków rzą­du jest czymś nie­zwy­kle rzad­kim. Mamy więc do czy­nie­nia z sy­tu­acją wy­jąt­ko­wą, przez to tym bar­dziej dzi­wi, że sto­ją­cy za tym ba­da­cze zo­sta­li nie­mal za­po­mnia­ni. Psy­chia­tra Do­uglas Kel­ley i psy­cho­log Gu­sta­ve Gil­bert zo­sta­li skie­ro­wa­ni do wię­zie­nia w No­rym­ber­dze, by oce­nić, czy oskar­że­ni mogą sta­nąć przed są­dem, oraz by do­dać im otu­chy. Jed­no­cze­śnie wy­ko­ny­wa­li tak­że inne za­da­nie: po­ta­jem­nie do­ra­dza­li straż­ni­kom wię­zien­nym i oskar­ży­cie­lom. Obaj kie­ro­wa­li się tak­że oso­bi­sty­mi ce­la­mi: mie­li zu­chwa­ły plan wy­ko­rzy­sta­nia te­stu plam atra­men­to­wych Ror­scha­cha do zba­da­nia na­tu­ry zła uosa­bia­ne­go przez li­de­rów ru­chu na­zi­stow­skie­go. Przez wie­le go­dzin (Do­uglas Kel­ley pi­sał, że było to 80 go­dzin po­świę­co­nych każ­de­mu osa­dzo­ne­mu) w cia­snych ce­lach wię­zien­nych prze­pro­wa­dza­li wy­wia­dy i te­sty psy­cho­lo­gicz­ne oraz ob­ser­wo­wa­li za­cho­wa­nie oskar­żo­nych pod­czas sa­me­go pro­ce­su. Wszyst­ko to ozna­cza, że ob­ser­wa­cje przy­wód­ców na­zi­stow­skich Nie­miec były wy­jąt­ko­wo roz­le­głe i wy­czer­pu­ją­ce. Ni­niej­sza książ­ka sta­no­wi pod­su­mo­wa­nie ich od­kryć i wnio­sków do­ty­czą­cych czte­rech oskar­żo­nych w pro­ce­sach no­rym­ber­skich - lu­dzi, któ­rych zło mia­ło róż­ne źró­dła i pod­sta­wy: Ro­ber­ta Leya, Her­man­na Görin­ga, Ju­liu­sa Stre­iche­ra i Ru­dol­fa Hes­sa.

Ba­da­nia nie były ła­twe dla obu prze­pro­wa­dza­ją­cych je osób. Za­rów­no Kel­ley, jak i Gil­bert zo­sta­li moc­no na­zna­cze­ni tym do­świad­cze­niem. Czym in­nym jest ana­li­zo­wa­nie zła z dy­stan­su, a czym in­nym sie­dze­nie dzień po dniu w ce­lach na wą­skich wię­zien­nych pry­czach, twa­rzą w twarz ze zbrod­nia­rza­mi - przy­glą­da­nie się im, słu­cha­nie ich, od­czu­wa­nie ich za­pa­chu. Stres wpły­nął na obu, utrud­niał ich współ­pra­cę, wy­eks­po­no­wał róż­ni­ce oso­bo­wo­ścio­we i po­czu­cie za­zdro­ści, do­pro­wa­dza­jąc w koń­cu do in­tryg, spraw są­do­wych oraz wza­jem­nych oskar­żeń. Mimo wszyst­ko to wła­śnie ich od­kry­cia i dys­pu­ty ukształ­to­wa­ły to, co ro­zu­mie­my dziś przez po­ję­cie psy­cho­lo­gii zła. Współ­cze­śni na­ukow­cy, nę­ka­ni du­cha­mi No­rym­ber­gi, prze­pro­wa­dzi­li już wie­le waż­nych ba­dań tego nie­wy­god­ne­go te­ma­tu.

Gdy pi­sa­łem tę książ­kę, opie­ra­łem się na wie­lu ro­dza­jach in­for­ma­cji. Jest oczy­wi­ście spo­ro cen­nych opra­co­wań książ­ko­wych, ale nie ogra­ni­cza­łem się do nich i się­ga­łem tak­że po inne źró­dła[4]. Ob­szer­ne re­la­cje pra­so­we z tam­tych cza­sów wska­zu­ją, w jaki spo­sób kul­tu­ra ma­so­wa po­strze­ga­ła zbrod­nia­rzy wo­jen­nych są­dzo­nych w No­rym­ber­dze. Oprócz tego wła­ści­wie każ­dy uczest­nik pro­ce­sów pi­sał wspo­mnie­nia i pa­mięt­ni­ki. To źró­dła nie­zwy­kle bo­ga­te w szcze­gó­ły. Nie­któ­re uka­za­ły się dru­kiem, ale inne przy­ta­cza­ne są je­dy­nie we frag­men­tach lub zo­sta­ły uję­te w spe­cjal­nych zbio­rach. To wła­śnie in­for­ma­cje za­czerp­nię­te z tych róż­nych źró­deł two­rzą sed­no tej książ­ki[5]. Od pro­ce­sów mi­nę­ło już 70 lat, a jed­nak cień No­rym­ber­gi wciąż jest wy­raź­ny i za­pew­nia od­po­wied­ni kon­tekst do ana­li­zo­wa­nia licz­nych przy­pad­ków zła, ja­kich do­star­cza nam współ­cze­sność.

Niezgodne poglądy

By­łem na­praw­dę za­sko­czo­ny licz­bą i za­kre­sem roz­bież­no­ści mię­dzy po­szcze­gól­ny­mi źró­dła­mi. To do­wód mo­jej na­iw­no­ści. Uczest­ni­czy­łem w spo­tka­niach na te­mat Ho­lo­kau­stu, któ­re po­tra­fi­ły prze­kształ­cić się w burz­li­we dys­ku­sje i ob­rzu­ca­nie się oskar­że­nia­mi - nie­mal wszyst­ko oprócz rzu­ca­nia krze­sła­mi. Roz­bież­no­ści są re­gu­łą, a nie wy­jąt­kiem, w każ­dych ba­da­niach hi­sto­rycz­nych, jed­nak gdy mowa o przy­pad­kach ma­so­wych mor­derstw, skłon­ność do nie­zgo­dy i kłó­tli­wo­ści ro­śnie wy­kład­ni­czo[6].

Pa­mięć, na­wet w naj­bar­dziej sprzy­ja­ją­cych oko­licz­no­ściach, jest za­wod­na, po­dat­na na kłam­stwa i de­for­ma­cję. Lu­dzie wy­bie­la­ją się i do­ko­nu­ją ra­cjo­na­li­za­cji wła­snych czy­nów, cza­sem świa­do­mie, a cza­sem nie. Tego typu zja­wi­ska są szcze­gól­nie istot­ne przy pró­bie zro­zu­mie­nia pa­mięt­ni­ków i au­to­bio­gra­fii na­zi­stów[7]. Pi­sar­ka Rose Ma­cau­lay cel­nie opi­su­je ten pro­blem: "Mu­si­my zna­leźć na­szą dro­gę przez mgłę [...] i ni­g­dy nie mo­że­my usiąść i po­wie­dzieć, że do­tar­li­śmy do Praw­dy [...], gdyż od­kry­cie praw­dy [...] ozna­cza dłu­gą po­dróż przez trud­ną do prze­by­cia dżun­glę"[8].

Ten frag­ment hi­sto­rii jest gę­stwi­ną, skom­pli­ko­wa­ną do­dat­ko­wo przez ko­niecz­ność in­ter­pre­ta­cji ję­zy­ka, któ­ry tak­że się zmie­nił. Gdy czy­ta­my za­pi­ski szpi­tal­ne lub oce­nę sta­nu psy­chicz­ne­go pa­cjen­ta sprzed 70 lat, mu­si­my pa­mię­tać, że sło­wa mają inne ko­no­ta­cje. Jak zwra­cam uwa­gę w roz­dzia­le 2, nie je­ste­śmy dziś na­wet pew­ni tego, na czym kon­kret­nie po­le­ga­ły pro­ble­my z ser­cem Görin­ga, gdyż ter­min "atak ser­ca" był wów­czas bar­dziej ogól­nym po­ję­ciem. Tego typu pro­ble­my ze zro­zu­mie­niem opi­sów me­dycz­nych są jesz­cze bar­dziej do­tkli­we w psy­chia­trii. W tej dzie­dzi­nie na­uki wy­sił­ki na rzecz usys­te­ma­ty­zo­wa­nia no­men­kla­tu­ry dia­gno­stycz­nej mają sto­sun­ko­wo krót­ką hi­sto­rię; pierw­sze wy­da­nie kry­te­riów dia­gno­stycz­nych Dia­gno­stic and Sta­ti­sti­cal Ma­nu­al (DSM) uka­za­ło się w 1952 roku. W 1945 roku nie było więc żad­nych spój­nych wy­tycz­nych ani żad­ne­go po­wszech­nie uzgod­nio­ne­go i prze­strze­ga­ne­go spo­so­bu przed­sta­wia­nia, ro­zu­mie­nia, opi­sy­wa­nia i le­cze­nia pro­ble­mów na­tu­ry psy­chia­trycz­nej. W re­zul­ta­cie od­czy­ty­wa­nie no­ta­tek psy­chia­trów z tam­tych cza­sów jest za­da­niem nad wy­raz trud­nym; ana­lo­gicz­nych pro­ble­mów na­strę­cza­ją wy­ni­ki ba­dań za po­mo­cą te­stu Ror­scha­cha, gdyż nie było wów­czas spój­ne­go spo­so­bu sto­so­wa­nia tego te­stu i za­pi­sy­wa­nia jego wy­ni­ków[9]. Z tych wła­śnie po­wo­dów wie­lu trud­no­ści na­strę­cza zro­zu­mie­nie ter­mi­no­lo­gii i wnio­sków wy­cią­gnię­tych tak daw­no temu. Sło­wa uży­wa­ne wte­dy nie za­wsze ozna­cza­ją to samo dziś.

Układ książki

Gdy mia­łem dzie­więć lat, do­sta­łem od ojca pierw­szy mi­kro­skop. Do­wie­dzia­łem się wów­czas, że naj­lep­szym spo­so­bem oglą­da­nia prób­ki jest kil­ku­krot­ne jej ba­da­nie raz w mniej­szym, raz w więk­szym po­więk­sze­niu. Po wie­lu la­tach do­sta­łem mi­kro­skop ste­reo­sko­po­wy, któ­ry po­zwa­lał oglą­dać ten sam obiekt z nie­co róż­nych punk­tów wi­dze­nia. Te­raz mo­głem do­strzec głę­bię i per­spek­ty­wę.

Wie­le lat po­świę­ci­łem na ana­li­zo­wa­nie psy­chi­ki zbrod­nia­rzy wo­jen­nych z wie­lu róż­nych per­spek­tyw - za­rów­no w "ma­łym po­więk­sze­niu" (czy­ta­jąc ich pu­blicz­ne wy­stą­pie­nia), jak w "du­żym po­więk­sze­niu" (prze­glą­da­jąc wy­wia­dy psy­chia­trycz­ne). Mo­że­my zo­ba­czyć ich za­rów­no w ce­lach, jak i na sali są­do­wej. Ale mamy do dys­po­zy­cji tak­że szcze­gó­ło­we opi­sy ich syl­we­tek - no­tat­ki psy­chia­trów i psy­cho­lo­gów pra­cu­ją­cych w No­rym­ber­dze oraz prze­pro­wa­dzo­ne przez nich te­sty psy­cho­lo­gicz­ne.

Książ­ka jest po­dzie­lo­na na czte­ry czę­ści, któ­re raz od­wo­łu­ją się do prze­szło­ści, to znów wy­bie­ga­ją w przy­szłość. Część I za­pew­nia kon­tekst hi­sto­rycz­ny - opi­su­je wy­da­rze­nia, któ­re do­pro­wa­dzi­ły do pro­ce­sów no­rym­ber­skich, oraz wy­ja­śnia, w jaki spo­sób lu­do­bój­stwo po­peł­nio­ne przez na­zi­stów wpły­wa na na­sze po­glą­dy na te­mat na­tu­ry zła. W czę­ści II przed­sta­wiam szcze­gó­ły pro­ce­sów no­rym­ber­skich w od­bio­rze opi­nii pu­blicz­nej. Znaj­du­ją się tu za­rów­no opi­sy wy­da­rzeń z sal są­do­wych, jak i in­for­ma­cje z ży­cia więź­niów w ce­lach. Część III kon­cen­tru­je się na syl­wet­kach czte­rech zbrod­nia­rzy wo­jen­nych, któ­rzy sta­no­wią przy­kład za­sad­ni­czo róż­nych źró­deł zła. Pod­czas pierw­sze­go pro­ce­su no­rym­ber­skie­go są­dzo­no 22 oso­by. Spo­śród nich wy­bra­łem czte­rech zbrod­nia­rzy, któ­rych chcia­łem pod­dać do­kład­niej­szej ana­li­zie ze wzglę­du na to, że sta­no­wi­li za­sad­ni­czo róż­ne wy­zwa­nia dia­gno­stycz­ne. Aby zro­zu­mieć róż­ne ob­li­cza zła przy­wód­ców Trze­ciej Rze­szy, wy­bra­łem lu­dzi o róż­nym za­kre­sie od­po­wie­dzial­no­ści za zbrod­nie i za­cho­wu­ją­cych się od­mien­nie w trak­cie pro­ce­sów. Część IV to po­wrót do za­sad­ni­cze­go py­ta­nia tej książ­ki: jak ro­zu­mie­my zło? Czy zło jest w każ­dym z nas, czy też nie­któ­rzy lu­dzie są na nie szcze­gól­nie po­dat­ni?

Te­sty psy­cho­lo­gicz­ne zbrod­nia­rzy wo­jen­nych po­zo­sta­wa­ły w ukry­ciu, nie­pu­bli­ko­wa­ne przez wie­le lat, uwi­kła­ne w tok­sycz­ną mie­sza­ni­nę am­bi­cji, zdrad i róż­nic o pod­ło­żu ide­olo­gicz­nym. Te za­po­mnia­ne do­ku­men­ty po­zwa­la­ją nam zba­dać, w jaki spo­sób zło ro­zu­mie­ją współ­cze­sna psy­chia­tria i psy­cho­lo­gia - jej spo­łecz­ne, psy­cho­lo­gicz­ne, psy­cho­pa­to­lo­gicz­ne i neu­ro­be­ha­wio­ral­ne ko­rze­nie - oraz za­sta­no­wić się nad tym, w jaki spo­sób ta stycz­ność z nim wpły­wa na na­sze poj­mo­wa­nie czło­wie­czeń­stwa.

Pró­ba zro­zu­mie­nia zja­wi­ska nie jest toż­sa­ma z jego ak­cep­ta­cją lub po­tę­pie­niem. Czy­tel­ni­cy, któ­rzy uwa­ża­ją, że przy­wód­cy Trze­ciej Rze­szy sta­no­wi­li jed­no­rod­ną gru­pę wy­na­tu­rzo­nych po­two­rów, mogą odło­żyć tę książ­kę już te­raz, gdyż - jak jed­no­znacz­nie tego do­wo­dzę - lu­dzie ci z całą pew­no­ścią nie byli ho­mo­ge­nicz­ni. Byli nik­czem­ni i pysz­ni, ale znacz­nie się od sie­bie róż­ni­li. W pra­cy tej przy­bli­żam na­tu­rę (choć wła­ści­wiej by­ło­by po­wie­dzieć: na­tu­ry) ich zła, śle­dzę tok­sycz­ny wpływ roz­praw na sa­mych śled­czych i ana­li­zu­ję, w jaki spo­sób ta hi­sto­ria ukształ­to­wa­ła współ­cze­sne ba­da­nia na­uko­we.

To bar­dzo sze­ro­kie i kon­tro­wer­syj­ne pole ba­daw­cze, peł­ne za­rów­no ostroż­nych i sta­ran­nych ocen, jak i in­sy­nu­acji oraz za­ja­dło­ści. Mam na­dzie­ję, że ta książ­ka bę­dzie dla Czy­tel­ni­ka ro­dza­jem prze­wod­ni­ka po "naj­bliż­szej oko­li­cy praw­dy hi­sto­rycz­nej"[10].

Przypisy

[1] Niccol? Machiavelli, Rozważania nad pierwszym dziesięcioksięgiem historii Rzymu Liwiusza, przeł. Krzysztof Żaboklicki, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2009.

[2] Na przykład John Steiner, którego dogłębna praca poświęcona szeregowym członkom SS jest oparta na bezpośredniej obserwacji osobistej oraz kwestionariuszach.

[3] Co ciekawe, nawet sam Rudolf Höss, komendant obozu Auschwitz, sięgnął po ten argument w liście do żony napisanym na krótko przed egzekucją. "[Byłem] trybikiem w potwornej niemieckiej machinie zniszczenia, robotem, który ślepo wykonywał każdy rozkaz" (Thomas Harding, Hanns and Rudolf: The True Story of the German Jew Who Tracked Down and Caught the Kommandant of Auschwitz, Simon and Schuster, New York 2013, s. 271).

[4] Najważniejsze to oczywiście: Douglas Kelley, 22 Cells in Nuremberg (Greenberg, Nowy Jork 1947 r.; reprint: MacFadden, Nowy Jork 1961) oraz Gustave Mark Gilbert, Nuremberg Diary, Farrar, Straus and Giroux, New York 1947; reprint: Da Capo Press, New York 1995, s. 201 (Dziennik norymberski, przeł. Tomasz Łuczak, Świat Książki, Warszawa 2012). Na temat badań z wykorzystaniem testu Rorschacha: Eric A. Zillmer, Molly Harrower, Barry A. Ritzler i Robert P. Archer, The Quest for the Nazi Personality: A Psychological Investigation of Nazi War Criminals (Lawrence Erlbaum, Hillsdale, NJ, 1995) oraz Florence R. Miale, Michael Selzer, The Nuremberg Mind: The Psychology of the Nazi Leaders (Quadrangle, New York 1995). Godna polecenia jest także książka: Jack El-Hai, Göring i psychiatra. Tragiczny pojedynek umysłów (przeł. Jarosław Skowroński, Prószyński i S-ka, Warszawa 2015), która daje istotny wgląd w życie samego Kelleya.

[5] Szczególne podziękowania dla: University of California, San Diego; University of California, Santa Cruz; National Museum of Health and Medicine; US Army Military History Institute; US Air Force Academy; McDermott Library; University of Akron Center for the History of Psychology; archiwa Columbia University; University of California, Berkeley; archiwa Yale University; archiwa Cornell University; Graduate Center of CUNY; New York University; University of Florida; Biblioteka Kongresu; Archiwa Narodowe; oraz United States Holocaust Memorial Museum.

[6] Edward H. Carr, Historia. Czym jest, przeł. Piotr Kuś, Zysk i S-ka, Poznań 1999.

[7] Joel E. Dimsdale (red.), Survivors, Victims, and Perpetrators: Essays on the Nazi Holocaust (Hemisphere, Waszyngton 1980), s. 284-287.

[8] Rose Macaulay, The Towers of Trebizond, Farrar, Straus and Giroux, New York 1956, s. 226.

[9] John E. Exner, The Rorschach Systems, Grune and Stratton, New York 1969.

[10] Valerie Hartouni, Visualizing Atrocity: Arendt, Evil, and the Optics of Thoughtlessness, New York University Press, New York 2012, s. 66.