Część I Pierwotne wyzwania: szkic o uniwersalnych ograniczeniach podmiotowości
Podmiotowość ewoluuje wraz z rozwojem rozmaitych zdolności i predyspozycji osobowościowych. Umożliwiają one samorealizację w różnych obszarach funkcjonowania -pod warunkiem, że podmiot owe predyspozycje aktywnie i twórczo wykorzysta (Bandura, 1982, 2007; Tomaszewski, 1984; Obuchowski, 1985, 1993, 2000; Kozielecki, 1987, 2002). Zanim stanie się do tego zdolny, musi sprostać nie lada wyzwaniom: pokonać liczne ograniczenia w samym sobie - ograniczenia o charakterze uniwersalnym, od których nikt nie jest wolny. Co to za ograniczenia?
Wiążą się one z naturalnymi, pierwotnymi właściwościami psychiki. Są wśród nich przesłanki zachowań, nad którymi podmiot nie ma władzy. Dotyczy to nie tylko nieuświadomionych popędów i emocji czy bezwiednego uczenia się świata, ale i myślenia o nim: umysł przetwarza złożone informacje, a podmiot nie zdaje sobie z tego sprawy (por. Reber, 1989; Holyoak, Morrison, 2005). W przeważającej mierze samoregulacja doskonale podmiotowi służy, ale są i takie procesy, które mają charakter destruktywny, a podmiot nie jest zdolny, by się temu przeciwstawić.
Dzięki automatycznej regulacji funkcjonowania, większość funkcji psychicznych toczy się bez angażowania świadomości i woli podmiotu. Nie tylko w okresie niemowlęcym, ale i przez całe życie psychika pełni swe funkcje głównie bez udziału świadomości i interwencji podmiotu. Jej podstawowe zadanie polega na ochronie przed zagrożeniami i sprostaniu wymogom adaptacji do środowiska zewnętrznego. Człowiek może tak funkcjonować całe życie: bez wglądów w mechanizmy leżące u podstaw własnych zachowań i z nastawieniem na bronienie swego, bez względu na okoliczności i otaczający świat.
W poniższym szkicu przywołane zostaną główne pojęcia odnoszące się do właściwości, nad którymi podmiot pierwotnie nie ma władzy. Dotyczy to (1) nieświadomości reguł funkcjonowania psychiki i źródeł własnych zachowań, (2) automatycznego charakteru pierwotnych reakcji emocjonalnych, (3) szczególnej wrażliwości na zagrożenia oraz
(4) konieczności poświęcania energii i uwagi obronie siebie i zaspokajaniu innych podstawowych potrzeb.
1. Przewaga regulacji automatycznej nad refleksyjną
Pośród różnych możliwych poziomów świadomości (Ornstein, 1992; Natsoulas, 1997), warto dokonać rozgraniczenia pomiędzy funkcjami psychiki z udziałem i bez udziału wglądów podmiotu: pomiędzy jej funkcjami automatycznymi (samoczynnymi, mimowolnymi, czy - jak się to dziś mówi - "bezwysiłkowymi") a funkcjami związanymi z namysłem, refleksją i wolą. Obszary te są ilościowo i jakościowo asymetryczne. Pierwszy z nich - system regulacji automatycznej - jest ilościowo (jeśli mierzyć to proporcją czasu pochłanianego przez procesy obu rodzajów) nieporównanie większy. Drugi - system regulacji refleksyjnej - jest jakościowo bardziej znaczący (jeśli uznać za miarę znaczenia regulację specyficznie ludzką, podmiotową).
1.1. O dominacji regulacji nieświadomej nad regulacją świadomą
Podstawowe, pierwotnie dominujące funkcje procesów orientacyjnych związane są z koniecznością ochrony własnej egzystencji i adaptacji do środowiska. Chodzi więc głównie o ustalenie, czy to, co się dzieje, jest bezpieczne, korzystne, ale także o to, by mieć w tych kwestiach pewność jak najszybciej (Cacioppo, Gardner, 2001). Ważne jest więc nie tyle to, by dowiedzieć się o danym obiekcie, stanie rzeczy czy kontekście, co to jest, ile to, by jak najszybciej zorientować się jakie to jest. Tym potrzebom sprzyja pewna ważna właściwość funkcjonowania układu nerwowego: napływające informacje są już na najniższych piętrach układu nerwowego (a więc bez udziału świadomości - por. Panksepp, 1998a, 2005; Damasio, 1999; Herzyk, 2003; LeDoux, 1996; Zagrodzka, 1999) nie tylko dekodowane (zgrubnie), ale i wartościowane (holistycznie, bez niuansów - ze względu na wymogi obrony i adaptacji). Oba te rodzaje procesów (jak to w psychologii nazywamy: deskryptywne i ewaluatywne - por. Lewicka, 1985) są tak sprzężone, że emocje są zarazem podstawowymi "kodami orientacji" (Obuchowski, 1970). Tak właśnie bywa (i to nie tylko na początku drogi rozwojowej), że poszukiwanie informacji o czymś rozpoczyna się wówczas, gdy to coś jest znaczące emocjonalnie: z punktu widzenia podstawowych potrzeb. Innymi słowy, pierwotne właściwości procesów orientacji wyznaczają powierzchowność ocen oraz ich ścisłą zależność od tego, jak napływające sygnały mają się do potrzeb obronno-adaptacyjnych.
Pierwotnie potrzeby orientacyjne dotyczą tylko tego, co dostępne zmysłom, ale stopniowo wiążą się w coraz większym stopniu z zaciekawieniem wykraczającym poza "tu i teraz", poza wymogi adaptacji do środowiska. Rozwijają się formy procesów poznawczych - nie tylko eksploracja i ciekawość poznawcza tego, co pojawia się w polu widzenia (Pisula, 2003), ale i zainteresowanie tym, czego dostrzec się nie da, zaciekawienie tym, co zmysłom niedostępne, bo zaszło w przeszłości, bo zdarzyć się może w przyszłości, czy też - bo dzieje się obecnie, ale wedle jakichś nieznanych reguł, których wyjaśnieniu można chcieć poświęcić całe dalsze życie (np. z zafascynowania tajemnicami wszechświata). W swojej głośnej teorii hierarchii potrzeb człowieka, Abraham Maslow (1964) nie wymienił potrzeb orientacyjnych u podstaw postulowanej hierarchii, natomiast na jej "górze" umieścił "potrzeby wiedzy i rozumienia" (motywacje ukierunkowane na wyjaśnianie, przewidywanie, programowanie działań), rządzące się zupełnie innymi regułami niż te, które wynikają z konieczności doraźnego dostosowania się do fizycznego otoczenia.
Wszystkie te rodzaje potrzeb poznawczych opisywane są najczęściej w sposób sugerujący, że człowiek poszukuje informacji i wykorzystuje je świadomie. Tak jednak nie jest: psychika jest systemem mechanizmów regulacji, wyznaczających procesy toczące się samoczynnie, automatycznie i w przeważającej mierze bez udziału świadomości (Panksepp, 1998b, 2005; Bargh, 1999a; Damasio, 1999; Herzyk, 2003; Grabowska, 2001). A to, co dzieje się bezwiednie, związane jest bądź z nieświadomością pierwotną (dotyczącą tego, co nigdy nie zostało w świadomości odzwierciedlone), bądź wtórną (dotyczącą tego, co było w polu świadomości, ale z niego zniknęło). Oba te obszary są niewyobrażalnie rozległe.
Jeśli wszelkie rodzaje procesów wzbudzanych przez napływające stymulacje opisze się w terminach przetwarzania informacji, wyznaczających sposoby reagowania, to można stwierdzić, że gros docierających do człowieka informacji przetwarzana jest poza polem świadomości. Jak podaje Andrzej Wróbel, fizyk i neurobiolog: "Ilość informacji docierającą w ciągu sekundy na powierzchnie recepcyjne naszych zmysłów szacuje się na 100 miliardów bitów, podczas gdy w tej samej sekundzie jesteśmy w stanie uświadomić sobie nie więcej niż 100 bitów" (Wróbel, 2001, s. 24). Oto skala dysproporcji: toczące się procesy odbioru informacji mają głównie postać podprogową (nie docierają do pola świadomości, nie są w niej odzwierciedlane). Zatem - choć nie jest to subiektywnie łatwe - musimy zdać sobie sprawę, że jesteśmy nieświadomi nie tylko tego, co działo się w okresie życia płodowego i niemowlęctwa (tj. w okresie, gdy umysł nie był zdolny do świadomego odzwierciedlania zdarzeń i późniejszego ich świadomego przywoływania), ale i większości procesów zachodzących w psychice w okresie osiągnięcia zdolności do świadomości i samoświadomości (LeDoux, 1996; Damasio, 1999; Panksepp, 2005).
Informacje docierają do rozmaitych obszarów układu nerwowego, a impulsy wywołują rozmaite reakcje samoczynnie, poza wiedzą podmiotu oddziałują na jego zachowanie. Co więcej, odbierane nieświadomie informacje są rejestrowane i składają się na zakodowane w umyśle doświadczenie i utajoną wiedzę (Underwood, 2004), która służy człowiekowi i sprawia, że funkcjonuje on w złożonym świecie nawet wtedy, gdy niezbyt się natrudził, by wiedzę o nim świadomie pogłębić ("wiesz więcej, niż wiesz" - por. Jarymowicz, 2005). Innymi słowy, informacje gromadzą się same. Warunkiem koniecznym i wystarczającym poszerzania zasobów wiedzy utajonej jest "bywanie w świecie": szeroki dopływ informacji (uprzywilejowani są więc ludzie, bogatych stymulacyjnie, środowisk) i ich mimowolne przyswajanie. Fakt ten wyjaśnia, dzięki czemu ludzie słabo wykształceni i mało dociekliwi wiedzą dostatecznie dużo, by w miarę efektywnie funkcjonować. Może też być pociechą dla wykładowców, jeśli zdadzą sobie sprawę z tego, że nawet mało uważny słuchacz sporo z ich wykładu wyniesie i zyska (przekonują się o tym ludzie, którym zdarzyło się - niespodziewanie - po kilkudziesięciu latach przypomnieć sobie słowa, które padły niegdyś na nieuważnie słuchanym wykładzie).
Skala bezwiednego przetwarzania informacji i ich automatycznego wpływu na funkcjonowanie jest niewyobrażalna (o czym poucza dorobek wielu dyscyplin psychologii - por. Bargh, 1999a; Dixon, 1981; Grabowska, 2001; Grzesiuk, 2005) - nie tylko dla przeciętnego człowieka, ale i dla adeptów, a nawet dla specjalistów uprawiających rozmaite dyscypliny nauk o człowieku. Studentom psychologii, choć znają prawa warunkowania i mechanizmy reagowania odruchowego (jak ślinienie się psa Pawłowa na sam dźwięk brzęczyka zapowiadającego pokarm, czy skurcz mięśni człowieka na widok strzykawki w rękach zbliżającej się pielęgniarki), trudno jest zrozumieć, że noworodek może płakać bez świadomości głodu czy odczuwania bólu, bo warunkiem koniecznym wzbudzenia (bezwarunkowej, a później i warunkowej) reakcji płaczu jest (bezwarunkowy lub warunkowy) bodziec, wynikający ze stanu organizmu (wygłodzonego czy przegrzanego), a odczuwanie tego stanu nie jest konieczne do tego, by powstała reakcja płaczu - swoistego wzywania otoczenia "na ratunek" w potrzebie. I choć wyniki badań sugerują, że i mrówki miewają odczucia (Godzińska, 2002), to trzeba przyjąć do wiadomości, że część procesów - w tym procesów emocjonalnych - zachodzi bez udziału świadomych doznań (Panksepp, 1998b, c, 2005; LeDoux, 1996; Zagrodzka, 1999; Herzyk, 2003; Damasio, 2004).
Fakt, że odbiór bodźców i ich znaczeń może odbywać się poza świadomością, wciąż bywa ignorowany. A przecież powszechne jest we współczesnej psychologii rozróżnienie takich pojęć, jak poznanie jawne i poznanie utajone (Maruszewski, 1993; Underwood, 2004), emocje jawne i utajone (Oatley, Jenkins, 2003; Ohme, 2007), czy postawy jawne i utajone (Greenwald, Banaji, 1995). Co więcej, nie są to rozróżnienia nowe: od dawna funkcjonowały pojęcia progów wrażliwości, czułości, świadomości (oznaczające, że część bodźców działa nieświadomie: podprogowo - por. Pastuszka, 1947; Woodworth, Schlosberg, 1963; Jarymowicz, 2007), a eksperymentalne badania nad procesami nieświadomymi rozpoczęto jeszcze w XIX wieku (por. Abramowski, 1903, 1910, 1912, 1914, 1980). Wiążą się one z klasycznymi rozróżnieniami uwagi, pamięci, uczenia się na dowolne i mimowolne, ale współcześnie "mimowolne" oznacza także mimowolne dlatego, że całkowicie niedostępne świadomości.
Dzięki nowej wiedzy, dotyczącej nieświadomego przetwarzania informacji, rewizji wymagają rozmaite koncepcje psychologiczne. Tak na przykład, w latach siedemdziesiątych XX wieku doszło do sporu o relacje pomiędzy emocjami a poznaniem. Gdy pojawiły się tezy o tym, że afekt może wyprzedzać poznanie (Zajonc, 1985, 1998a,b, 2000), reakcje na nie (w obronie zdroworozsądkowego poczucia - najpierw poznać, a potem ocenić) były nader gwałtowne. Spór pomiędzy psychologami emocji o orientacji kognitywistycznej a tymi o orientacji neurobiologicznej znalazł swoje odzwierciedlenie w fachowym piśmiennictwie (por. Lazarus vs Zajonc - w: Ekman, Davidson, 1998). A przecież dziś spór ten powinien zostać uznany za bezprzedmiotowy. Niewątpliwie emocje mogą wyprzedzać rozpoznanie świadome. Bez trudu można zaobserwować, że pod wpływem nagłego huku reakcja strachu jest szybsza niż uświadomienie sobie, że nie ma powodu do obaw, bo strzelają na wiwat. Tezę kognitywistów - zgodnie z którą warunkiem koniecznym powstawania wszelkich emocji jest uprzednie rozpoznanie bodźca - można więc zaakceptować, jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż nie musi to być poznanie świadome. Odbiór bodźców na poziomie podkorowym podlega przecież takiej samej sekwencji: najpierw ich utajone dekodowanie ("poznanie"), a następnie ich utajone wartościowanie. Kolejność procesów poznanie-emocje zgodna jest z logiką rozumowania kognitywistów, ale odkrycia neurobiologii pozwoliły zrozumieć (LeDoux, 1996), że reakcja emocjonalna na bodziec powstaje zarówno wtedy, gdy został on "rozpoznany" podprogowo (tj. w sposób niedostępny świadomości), jak i wtedy, gdy może on być świadomie identyfikowany. Nie sposób zrozumieć reguł funkcjonowania człowieka bez tej tezy w jej obecnym sformułowaniu (popularnie, klarownie, zgodnie z modelem LeDoux, opisał te dwie drogi - świadomą i nieświadomą - powstawania emocji Daniel Goleman, 1997). Wiedza o mechanizmach utajonego poznania i wartościowania ma rozliczne implikacje.
Z punktu widzenia rozważań nad podmiotowością sfera pierwotnego nieświadomego funkcjonowania może być postrzegana dwojako: jako rodzaj ograniczeń, ale i szans. To, co toczy się nieświadomie, wymyka się spod kontroli podmiotu. Ale też dzięki ogromowi tego wszystkiego, co w psychice dzieje się samoczynnie, uwalniają się (jak się to dziś mówi - por. Maliszewski, 2005) "zasoby poznawcze" podmiotu, który dzięki temu może poświęcić uwagę czemuś innemu.
Oprócz nieświadomości pierwotnej, obejmującej wszystko to, co nigdy nie zostało w świadomości odzwierciedlone, trzeba wziąć pod uwagę także i to, co składa się na nieświadomość wtórną. Treści doraźnie funkcjonujące w polu świadomości wkrótce z niego znikają. Świadomie przetwarzane informacje i przeżywane doświadczenia przestają w jakiejś chwili koncentrować uwagę: usuwane są z pola świadomości. Nie znikają jednak z umysłu: zostają zakodowane i pozostają w postaci latentnej (Lewicki, 1963). Jak stwierdził Edward Abramowski (1910, s. 13) w związku z badaniami nad pamięcią utajoną: "przekonały nas o tym, że zapomniane żyje". Czasami jest przywoływane świadomie, ale nawet gdy tak się nie zdarzy, ma wpływ na funkcjonowanie. Wraz z innymi utajonymi informacjami (i "markerami somatycznymi" - por. Damasio, 2000) wyznacza kierunki aktywności i sposoby działania. Stanowi też podstawy intuicji (Kolańczyk, 1991; Balas, 2003), bez której człowiek nie mógłby przetrwać. Także ten obszar nieświadomości uwalnia podmiot od konieczności koncentrowania uwagi i inwestowania energii w nadzorowanie funkcjonowania. Ale wyznacza też automatycznie rozmaite zachowania, które mogą być sprzeczne z celami i wolą podmiotu i wielce dla niego niekorzystne.
Dotyczy to zwłaszcza tego obszaru nieświadomości wtórnej, w którym przechowywane są rozmaite informacje wyparte obronnie i niedopuszczane do świadomości (Epstein, 1994). Chodzi o grupę zjawisk wynikających z lęku przed przyjęciem do wiadomości określonych treści. Za sprawą wciąż nader tajemniczych sił nieuświadomione intencje sprawiają, że nie widzimy, nie słyszymy, nie dostrzegamy, nie pamiętamy (a dokładniej: nie możemy sobie przypomnieć - choć pamięć utajona nie jest zaburzona) czegoś, czego świadomość wiąże się z dyskomfortem, którego nie potrafimy znieść. Do zjawisk tych należą freudowskie mechanizmy obrony ego, działające z lęku przed naruszeniem standardów superego i zagrożeniem dobrego mniemania o sobie (Drat-Ruszczak, 1995; Erdelyi, 2001; Grzegołowska-Klarkowska, 1986, 2001; Hilgard, 1977). Opisano też liczne inne rodzaje mechanizmów nieświadomych, prowadzące do błędów poznawczych (nazwano je mechanizmami samooszukiwania), pod wpływem innych rodzajów lęku (jak lęk przed zagrożeniem życia - por. Greenwald, 1986) czy dążenia do zaspokojenia rozmaitych innych potrzeb (Greenwald, 1980; Dymkowski, 1996; Szmajke, 1996; Brycz, 2004). Przemożną rolę w samooszukiwaniu odgrywają jednak mechanizmy egotystyczne i dążenie do podtrzymania poczucia własnej wartości - mechanizmy uważane za jeden z podstawowych (wynikających z socjalizacji) mechanizmów zachowania (Grzelak, 1965; Greenwald, Banaji, 1995; Nowak, Vallacher, 2004; Tesser, Felson, Suls, 2004; Kernis, 2006).
Tego typu mechanizmy mogą zasadniczo zmienić funkcjonowanie człowieka wbrew jego interesom, woli i przeciwko najistotniejszym dla niego wartościom. Tak właśnie może być w przypadku, gdy pod wpływem skrajnego lęku przed przemocą coś nieświadomego doprowadza do bezwolnego poddania się agresorowi. Mechanizm ten - nazwany "identyfikacją z agresorem" - opisany został przez Annę Freud (1937/2004). Jedynym sposobem na pozbycie się poczucia przerażającego zagrożenia jest "pokochanie agresora": poczucie więzi z nim, chęć służenia mu, bycia jak najbliżej. Mechanizm taki pojawia się w stosunku do agresorów bezwzględnych, stosujących przemoc bez cienia wahania i w formach skrajnych. Słowem, nie chodzi o ludzi, którzy czasem zachowują się bardzo agresywnie (ze strachem, jaki pojawia się sporadycznie, można żyć). W praktyce mechanizm ten często powoduje opowiedzenie się za złem i gorliwe jego realizowanie - spójnie z życzeniami agresora (przywódcy bandy czy władcy-satrapy). Miłość tego rodzaju mija w chwili ustania zagrożenia - równie bezwiednie, jak jej pojawienie się (można tu przywołać choćby obserwacje gwałtownych zmian uczuć gorących wielbicieli Stalina po jego śmierci). Dlatego człowiek (często posądzany o cynizm) może nagle przyłączyć się do grona przeciwników kogoś (np. Stalina), komu sprzyjał z nieuświadomionego wewnętrznego przymusu, a zmianie zachowania nie towarzyszy poczucie dysonansu i niespójności, bo własna wrogość nigdy nie zniknęła: była tylko tłumiona i w bezpiecznych warunkach pojawiła się ponownie automatycznie.
Powstają intrygujące pytania o podmiotowość. Dlaczego w warunkach zagrożenia jedni cierpią, przeżywając lęk, a inni - sprzeniewierzając się sobie - albo redukują go świadomie, schlebiając temu, kto zagraża, albo pozbywają się lęku poprzez różne formy nazwane samooszukiwaniem? Wiele nas dzieli od możliwości odpowiedzi na tak postawione pytania, ale sformułujemy tu pewne ogólniejsze hipotezy dotyczące wyznaczników podmiotowości, które powinny sprzyjać (a) zmniejszaniu prawdopodobieństwa reagowania panicznym lękiem na napotykane zagrożenia i (b) możliwości dochowania wierności własnym ideałom nawet w warunkach poważnego zagrożenia.
Reasumując - funkcjonowanie człowieka jest w zasadniczej mierze wyznaczone przez mechanizmy i procesy, nad którymi podmiot nie ma świadomej kontroli. Regulacja świadoma, a w szczególności refleksyjna, występuje znacznie rzadziej. Spektakularnie odnotował to Bertrand Russell (1999) w autobiografii napisanej pod koniec długiego, niezwykle bogatego intelektualnie życia. Choć w wieku kilkunastu lat, władając biegle greką i łaciną, czytał dzieła wybitnych filozofów, a przez całe życie pracował twórczo, u jego schyłku wyraził żal, że myślał nie częściej niż... "trzy razy w tygodniu".
W istocie, nie mamy zbyt wiele czasu na pogłębione refleksje. Często nie mamy też motywacji do myślenia. Bywa, że w osobowości danego człowieka nie ukształtują się żadne przesłanki takich motywacji. A przecież to dzięki refleksji osiąga się nowe rodzaje wglądów, decydujące o zasadniczych przemianach osobowości. Kluczem do jej rozwoju jest zdolność i motywacja do autorefleksji oraz rezultaty myślenia o samym sobie.
1.2. O dominacji afektu nad intelektem
Orientacja co do tego, czy coś jest pozytywne, czy negatywne, to jeden z dwóch głównych pierwotnie celów regulacji zachowania - po pierwsze, szybko zorientować się co do znaczenia sytuacji, a po drugie, zareagować w określony sposób. W tym drugim zakresie do dziś w wielu koncepcjach człowieka poprzestaje się na opisie takiej właśnie zasady funkcjonowania: przyjemne - przybliżyć się, przykre - oddalić się (lub przybliżyć się po to, by zaatakować). Szczęśliwie rozwój osobowości sprawia, że ta prosta zasada przyjemności może być czymś zastąpiona. Decydujące znaczenie ma fakt, że odczytywaniem znaczeń zajmują się dwie istotnie różniące się instancje psychiki - dwa względnie niezależne systemy wartościowania: system automatycznego reagowania afektywnego oraz system oceniania refleksyjnego (Gołąb, 1978; Reykowski, 1985; por. też: Jarymowicz, 2001a). Pierwotnym wskaźnikiem wartości stymulacji jest bezpośrednia, pojawiająca się automatycznie reakcja afektywna: część emocji ma charakter całkowicie odruchowy - pojawiają się one bez pośrednictwa namysłu, a podmiot może nie mieć żadnej wiedzy na temat podstaw własnego reagowania (rozdrażnieniem, niechęcią czy pożądaniem). W dalszych etapach rozwoju kształtują się przesłanki pojęciowe rozumienia dobra i zła oraz refleksyjne kryteria rozróżniania ich przejawów (Reykowski, 1985). Wraz z rozwojem osobowości zmieniają się i źródła emocji (jakości bodźców, które mogą wywołać poruszenie, zwane emocją), i sposoby ich powstawania (odruchowego bądź pochodnego od namysłu nad wartością różnych obiektów i stanów rzeczy), i jakości uczuć (uważa się, że pierwotnie bodźce wzbudzić mogą tylko kilka rodzajów emocji, a w wyniku rozwoju człowiek reaguje na tak wiele sposobów, że brakuje słów dla nazwania różnorodnych emocji - por. Plutchik, 1980). Afektywny, automatyczny system wartościowania ma jednak właściwości, które sprawiają, że pierwotnie w pełni dominuje on nad systemem wartościowania pojęciowego, intelektualnego.
Przyjmuje się, że każda stymulacja jest wartościowana: wzbudza jakieś emocje (Reykowski, 1968; Wojciszke, 1988). Tak sformułowana teza ma sens tylko wtedy, gdy przez emocje rozumie się wszelkie formy szacowania znaczenia bodźców, zachodzącego w różnych instancjach organizmu - w tym, w toku procesów, które przebiegają poza świadomością, a wywierają wpływ na zachowanie. W szerokim spektrum emocji znajdują się zarówno takie, które stanowią warunek przetrwania (zachodzą więc szybko, bez "wyczekiwania" na świadome deliberacje), jak i takie, które wynikają z subtelnego świadomego wartościowania i przeżywania przez podmiot złożoności świata. Emocje ludzi dotyczą nie tylko tego, co najbardziej niezbędne dla własnego losu, dla przeżycia, ale i tego, co dotyczy siebie w przyszłości, wszechświata, przyrody czy jeszcze nienarodzonych pokoleń. W grę wchodzą więc wielorakie emocje - zróżnicowane nie tylko co do treści przeżyć, ale i co do podstawowych mechanizmów ich wzbudzania. Część z nich jest wspólna dla ludzi i zwierząt, część zaś jest dana tylko człowiekowi (Panksepp, 2005). Nie można zrozumieć specyfiki ludzkich emocji bez odwołania się do wiedzy neurobiologicznej (por. Ekman, Davidson, 1998) i badań nad mechanizmami powstawania emocji (ich początki sięgają XIX wieku - por. Arnold, 1968).
Zarówno podstawy, przejawy, jak i konsekwencje emocji są istotnie zróżnicowane - zależnie od tego, czy w grę wchodzą racje "serca", czy "rozumu". Ta stara, znana od niepamiętnych czasów, dychotomia mechanizmów wartościowania zyskała współcześnie nowe oblicze, głównie za sprawą odkryć neurobiologii (LeDoux, 1996). A spójna z tymi odkryciami, systematycznie gromadzona wiedza psychologiczna (Zajonc, 1985, 1998a,b) przybliża możliwość rozróżnienia nie tyle pomiędzy emocjami a ich brakiem (po prostu nie ma takich stanów), ile pomiędzy emocjami, które podmiot odczuwa lub nie jest ich świadom, oraz pomiędzy emocjami, które nad nim panują wbrew jego woli, a emocjami, nad którymi to on może zapanować (Cacioppo, Gardner, 2001; Ekman, Davidson, 1998; Jarymowicz, 1997, 2001a; Oatley, Jenkins, 2003; Panksepp, 1998c, 2005).
Racje "serca" rozumie się potocznie jako przejawy żywych, silnie odczuwanych emocji, nad którymi człowiek nie panuje. To uproszczone pojmowanie emocji niekontrolowanych rozmija się dość istotnie ze współczesną wiedzą naukową. Chodzi o to, że niekontrolowane są wszelkie emocje powstające bez udziału myślenia (namysłu i pojęciowego analizowania znaczeń) - a "wszelkie" oznacza zarówno emocje nieświadome, jak i odczuwane. By to wyjaśnić, trzeba odwołać się do wiedzy o budowie mózgu i dróg, jakimi muszą przebiec impulsy, by wzbudzić afekt: elementarną składową każdego procesu emocjonalnego. Afekt powstaje automatycznie po dotarciu impulsów do określonych obszarów układu nerwowego: do układu limbicznego, a w szczególności do ciała migdałowatego (por. LeDoux, 1996; Herzyk, 2003; Zagrodzka, 1999). A to oznacza, że podstawowa składowa wszelkich rodzajów procesów emocjonalnych powstaje wskutek pobudzenia struktur podkorowych, a więc poza świadomością. Gdy dojdzie do wzbudzenia afektu, może on pozostać nieuświadomiony (tego typu procesy nazywamy emocjami utajonymi) lub odzwierciedlony w świadomości (powstają emocje jawne), ale to dzieje się później i pod warunkiem, że dojdzie do pobudzenia odpowiednich obszarów kory mózgowej. A że większość stymulacji przebiega poza świadomością, to i większość reakcji afektywnych ma charakter nieświadomy. Gdy zaś afekt jest odczuwany, podmiot może zupełnie nie zdawać sobie sprawy ani z jego źródła (jak w przypadku nagle odczuwanej niechęci do napotkanej osoby, czy ogólnego nastroju lekkości z niewiadomego powodu), ani z jego rozmaitych skutków - w postaci wpływu na sposoby przetwarzania informacji i zachowania (takich, jak dostrzeganie w kimś samych zalet lub wad, czy faworyzowanie przy każdej okazji swoich względem obcych).
Afekty mogą powstawać na dwa sposoby: wyprzedzać świadome rozpoznanie i ocenianie bodźców (afekty pierwotne) lub następować po "obróbce" świadomej (afekty wtórne). Jest to związane z "topografią" przebiegu impulsów w centralnym układzie nerwowym, ujętą w modelu Josepha LeDoux (1996) dwóch dróg powstania emocji - pod wpływem bodźców z eksteroreceptorów. W obu przypadkach dochodzi do pobudzenia ciała migdałowatego, ale część impulsów trafia tam "na skróty", drogą "dolną" - omijającą korę mózgową, a część "drogą górną" - najpierw do kory, a dopiero potem do ciała migdałowatego. Dzięki drodze górnej bodziec może być uświadomiony, a towarzysząca mu emocja mieć charakter jawny. Procesy emocjonalne powstające na tych dwóch dostępnych anatomicznie drogach mają odmienne właściwości.
Gdy impulsy docierają do ciała migdałowatego drogą dolną, podkorową, wzbudzane emocje utajone wywierają bezpośredni wpływ na zachowanie. Ciało migdałowate ma liczne powiązania nie tylko z wyższymi piętrami centralnego układu nerwowego, ale i z ośrodkami niższymi, a także z układami wegetatywnym i obwodowym. Impulsy z ciała migdałowatego mogą więc pobudzić efektory i doprowadzić do zareagowania szybciej, niż możliwe jest uświadomienie sobie tego, z czym mamy do czynienia. Możemy więc uskoczyć wcześniej niż zdamy sobie sprawę z tego, że coś spada z góry wprost na naszą głowę. Innymi słowy - mimo że nie dochodzi do pobudzenia kory i przeżycia (odczucia) emocji, zachodzi reakcja wartościująca, a w jej następstwie - dalsze reakcje na bodziec: wegetatywne, ekspresyjne, behawioralne (unikania bądź dążenia). Takie najbardziej pierwotne mechanizmy szacowania działają szybko. Są często zawodne, bo rozpoznania bodźców są nader zgrubne i często mylne. Ale - jak podkreśla LeDoux (1996) - lepiej, by wędrowiec uskoczył, zanim rozpozna, że uschła gałąź to nie wąż, niż gdyby z opóźnieniem rozpoznał węża, bo za ten drugi rodzaj pomyłki mógłby zapłacić życiem. Po wielokroć takie nieświadome diagnozy są jednak nie tylko nietrafne, ale i dysfunkcjonalne (gdy utajone alarmy bez powodu popychają człowieka do czegoś lub powstrzymują go przed czymś).
Znany neurobiolog, Antonio Damasio, charakteryzuje emocje sterujące zachowaniem w taki sposób, jakby świadomość była ich zbędnym atrybutem. Swoje wystąpienie na amsterdamskim międzydyscyplinarnym sympozjum, zwołanym w celu integracji współczesnej wiedzy o emocjach, poświęcił ich biochemicznym mechanizmom (Damasio, 2004) i zakończył stwierdzeniem, że część emocji może przejawiać się w postaci odczuć (nie poświęcając tym emocjom w referacie uwagi). Wiedza o złożoności nieświadomych procesów emocjonalnych w niewielkim stopniu przenika jednak do wiedzy potocznej. Wprawdzie obecnie ludzie dość powszechnie używają pojęcia "chemia miłości" (co świadczy o jakiejś wiedzy na temat automatycznego podłoża uczuć), ale owa chemia jest kojarzona z silnymi doznaniami, a nie z ukrytymi przesłankami własnych zachowań.
Część afektów wzbudzanych przez impulsy biegnące w układzie nerwowym drogą dolną jest oczywiście w świadomości odzwierciedlana - w postaci określonego odczucia (które, jako atrybut reakcji afektywnej, pojawia się bez względu na to, czy tego chcemy, czy nie chcemy). Dzieje się tak wtedy, gdy impulsy z ciała migdałowatego przedostają się następnie do określonych obszarów kory (Panksepp, 1998b). Doznanie dramatycznie zmienia sytuację: podmiot otrzymuje sygnał, który może wyzwolić świadomą aktywność. Ale kierunek działania może być całkowicie podporządkowany dyktatowi afektu: odczuwana niechęć może zaowocować nagonką na kogoś, odczucie pociągu fizycznego może zakończyć się próbą zbliżenia do kogoś niezależnie od jego życzenia czy okoliczności. Dzieje się tak, gdyż reakcja afektywna jest szybsza niż świadome rozpoznanie bodźca. Gdy jest ona słaba, możliwa jest dominacja emocji pochodnych od namysłu nad znaczeniem bodźców. Ale gdy pierwotna reakcja afektywna jest silna, dominuje nad myśleniem i zachowaniem. Takie właśnie mechanizmy leżą u podstaw rozmaitych "czynów w afekcie". Im większa siła pierwotnego afektu, tym mniejsza nad nim kontrola - co może prowadzić do wspaniałych szaleństw lub przynieść niepowetowane straty. Gdy podmiot spotyka z tego powodu coś złego, nie może on odżałować własnych słów, wyborów, decyzji czy czynów.
Natura afektów pierwotnych uniemożliwia dystans do własnych emocji i możliwość powstrzymania zachowań nimi sterowanych. Powoduje to ważne następstwa społeczne, bo choć wiele elementów interakcji nie poddaje się świadomej kontroli, to często partnerzy przypisują sobie nawzajem świadome intencje. U podstaw tych mylnych atrybucji (jak psychologia nazywa domyślne przypisywanie atrybutów i przyczyn obiektom i zjawiskom) leżą intuicje, że człowiek jest "intencjonalny" (Obuchowski, 1993) i może panować nad sobą. Wprawdzie, wraz z rozwojem osobowości, staje się to w coraz większym stopniu możliwe, ale "punkt wyjścia" jest taki, że gdy działa afekt, nie potrafimy nad nim zapanować, a co więcej - gdy go odczuwamy, nie potrafimy dostrzec żadnych powodów do powściągliwości. Bo wartościowanie czysto afektywne jest holistyczne: nie pozostawia miejsca na wątpliwości, na kontestowanie własnego stanu - przeciwnie, podmiot jest z nim "bezgranicznie" zidentyfikowany, nie jest w stanie zdystansować się wobec własnego afektu. Nie ma ochoty na pozbycie się żalu czy nienawiści, taka jest bowiem funkcja pierwotnych emocji: w pełni zmobilizować system do zareagowania, do odparcia zagrożenia, bez namysłu i deliberacji, bo na to potrzeba czasu, a zagrożenie często wymaga działań natychmiastowych.
Część pierwotnych reakcji afektywnych powstaje samoczynnie, w następstwie naruszenia biologicznej homeostazy. Jednakże źródła pierwotnych afektów "rozmnażają się", bo w toku doświadczenia powstają coraz to nowe "punkty podparcia dla równowagi" -dla homeostazy biologicznej i psychologicznej (Cannon, 1927): stany równowagi psychicznej wyznaczone są już nie tylko przez pierwotne programy biologiczne, ale i przez te, które wynikają z przyzwyczajeń związanych z trybem życia. Stopniowo organizm nie może się obyć nie tylko bez pokarmu, ale i bez pokarmu określonego rodzaju (związanego z preferencjami smakowymi), a nawet bez szkodliwych używek. Automatyczne afekty powstają też w wyniku naruszenia homeostazy psychologicznej: wówczas gdy zagrożone są potrzeby bezpieczeństwa czy społecznej aprobaty.
Część afektów pierwotnych nie wynika z naruszenia homeostazy, lecz stanowi wynik bezwiednego przejmowania sposobów emocjonalnego reagowania od otoczenia. Zwłaszcza w dzieciństwie jest to podstawowy sposób uczenia się znaczenia bodźców. Dziecko bezwiednie odbiera sygnały reakcji rodziców czy innych osób znaczących i reaguje w analogiczny sposób. Nie sposób ogarnąć ogromu doświadczeń, jakie człowiek zdobywa (przez całe życie) tą drogą.
Powstałe w wyniku kontaktów z otoczeniem mechanizmy wartościowania świata zależą od formy przekazu. Niezależnie od tego, jaką mądrość przekazuje środowisko i kultura, gdy przekaz nie jest oparty na wyartykułowaniu przesłanek rozumienia dobra i zła, podmiot nie może dokonywać ich rewizji. W procesie socjalizacji znacznie częstsze jest bezwiedne dostarczanie dziecku niewerbalnych sygnałów przychylności lub nieprzychylności wobec niego, kogoś czy czegoś (przejmowane przez dziecko empatycznie, bezwiednie), niż wytłumaczenie mu powodów i kryteriów określonego oceniania ludzi i zjawisk. Jest to kolejny powód afektywnego wartościowania świata: komunikaty płynące z otoczenia znacznie częściej mają postać przekazu afektywnych ustosunkowań niż uzasadniania sądów.
Niektóre emocje są nie tylko odzwierciedlane w świadomości, ale i zależne od tego, jak określony stan rzeczy jest świadomie oceniany i przeżywany. Jest to możliwe dzięki istnieniu tzw. drogi górnej impulsów do ciała migdałowatego - drogi korowej (LeDoux, 1998). Dzięki niej niektóre impulsy biegną najpierw do kory, a potem do ciała migdałowatego. W związku z tym bodźce są wcześniej świadomie rozpoznane i ocenione, a dopiero wtórnie pobudzone zostaje ciało migdałowate, gdzie dochodzi do wzbudzenia afektu ("afektu wtórnego") - spójnego z dokonaną świadomie oceną. Innymi słowy, dzieje się to, co każdy z nas doskonale zna z codziennego doświadczenia: dowiadujemy się, że coś się wydarzyło, oceniamy czy to źle, czy dobrze i - w zależności od konkluzji - smucimy się, złościmy czy cieszymy. Reakcje afektywne mogą więc być pochodne od bardzo złożonych intelektualnie analiz rzeczywistości - w tym analiz powiązanych z abstrakcyjnymi pojęciami aksjologicznymi.
Niemniej jednak i ta sfera emocji - emocji świadomych, pochodnych od świadomych analiz i oceniania rzeczywistości - może być zdominowana przez pierwotne reakcje afektywne. Bo gdy to samo zdarzenie wartościowane jest na dwa sposoby - i czysto afektywnie, i poznawczo - to o dominacji afektu nad intelektem decyduje pierwszeństwo reakcji afektywnej. Pułapka bez wyjścia? Tak można sądzić, gdyby wziąć pod uwagę trwałość i sztywność nasyconych afektywnie przekonań (niektórych nie może zmienić żadna wymowa faktów). Obserwacje są jednak inne: rozsądek bywa górą. Rola intelektu w wyznaczaniu i ewolucji przekonań jest niewątpliwa. Powstaje jednak pytanie o to, w jakich warunkach staje się to możliwe?
Reasumując - o dominacji wartościowania afektywnego nad intelektualnym decyduje to, że reakcje afektywne powstają w odpowiedzi na napływające bodźce szybciej niż możliwe jest dokonanie świadomego ocenienia sytuacji, a raz wzbudzone - wpływają na myślenie i formułowanie sądów. Wartościowanie świata jest więc wyznaczone częściej przez emocje powstające automatycznie, niż przez emocje pochodne od zastanowienia się nad tym, jak dalece coś jest pozytywne lub negatywne, i posługiwania się w ocenianiu kryteriami wypracowanymi intelektualnie.
Oba systemy wartościowania - automatyczny i refleksyjny - stopniowo mogą być w coraz większym stopniu zintegrowane. Afekt może zawładnąć myśleniem człowieka. Zarazem jednak to, co wypracowane refleksyjnie, może zmienić reguły funkcjonowania automatycznego. Myślenie może doprowadzić do "dominacji racji rozumu nad porywami serca". Człowiek jest w stanie rozwinąć bardzo szczególną zdolność: cenienia sobie i kierowania się w postępowaniu czymś przeciwstawnym do tego, czego bardzo pożąda. Wybitna przedstawicielka psychologii humanistycznej, Charlotte Bühler (1968), uznała ten typ motywacji - do powściągania samego siebie i samokontroli - za najwyższy poziom motywacji człowieka.
Wprowadzenie
Zamysł wypowiedzenia się na temat ludzkiej podmiotowości może wydać się zbyt śmiały. Jak podmiotowość opisać? Czy psycholog może takiemu zadaniu sprostać? Czy próba taka może mieć sens?
Asumpt do podjęcia niniejszej próby stanowiły - po pierwsze - inspiracje, jakich dostarczają liczne polskie koncepcje osobowości człowieka inicjującego, aktywnego, "transgresyjnego", otwartego na świat (Twardowski, 1894/1965; Tomaszewski, 1963,1966,1977, 1984; Reykowski, 1975, 2002; Obuchowski, 1985, 1993, 2000; Kozielecki, 1987, 2002), a po wtóre - wyniki prowadzonych badań, skłaniające do refleksji nad dojrzewaniem człowieka ku podmiotowości.
Prezentowane badania prowadzone były przez wiele osób, głównie doktorantów Katedry Psychologii Osobowości Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Dotyczyły one tego, co - we własnej osobowości - podmiotowość ogranicza (reagowanie automatyczne, obronne, bezwiedne, impulsywne, egocentryzm, samooszukiwanie, nieświadomie tendencyjne traktowanie siebie, swoich i obcych) oraz tego, co można uznać za przejawy podmiotowości (świadomość tego, kim się jest, dlaczego coś się wybiera i ku czemuś zmierza, zdolność do dystansowania się wobec samego siebie, kontrolowania własnych poczynań, wyboru reguł traktowania innych ludzi).
Przedstawimy tu wyniki badań eksperymentalnych, po części laboratoryjnych. Zdajemy sobie sprawę z tego, że wiadomość ta może być odstręczająca: czy w laboratorium można badać właściwości osobowości, czy można uchwycić całą złożoność podmiotowości? Nie, nie można! Można tylko zarejestrować pewne jej przejawy - w tym takie, które nie są widoczne "gołym okiem", a zatem ich rozpoznanie dostarcza wiedzy, jakiej nie da się zdobyć w warunkach naturalnych. Wiedza ta pozwala wnioskować o rozmaitych ukrytych podstawach funkcjonowania, a także pobudza do dalszych dociekań, rozważań, refleksji nad niezwykłością osobowych właściwości człowieka.
Piszemy to opracowanie z myślą o adeptach nauk społecznych - z zamiarem podjęcia kwestii rzadziej obecnie niż kiedyś w psychologii podejmowanych. Można się o tym przekonać, dokonując oglądu indeksów przedmiotowych w podręcznikach psychologii XXI wieku: nie ma w nich pojęć takich, jak podmiotowość, wartości, ideały, uczucia czy wola. Chodzi nam o podzielenie się wiedzą pochodzącą z badań, które - jak się zdaje - bronią statusu tych pojęć (także z perspektywy współczesnej psychologii akademickiej).
Samoświadomość i samostanowienie
Co uznać za przejawy podmiotowości człowieka? Odpowiedź na to pytanie musi być różna z perspektywy różnych dyscyplin. Nie ma tu miejsca na ich przywoływanie i porównywanie. Odwołamy się więc tylko do pojęć, jakie we współczesnej psychologii osobowości odnoszą się do charakterystyk człowieka samoświadomego i zdolnego do samostanowienia.
Trzeba rozróżnić pomiędzy podmiotem - funkcjonującą osobą ("aktorem" - por. Lewicka, 1993), a jej podmiotowością - zbiorem atrybutów, które sprawiają, że osoba wpływa na sposób własnego funkcjonowania. Jest to możliwe przede wszystkim dzięki temu, że człowiekowi dana jest nie tylko świadomość, ale i samoświadomość (Damasio, 2000). W polu świadomości "kłębią się" rozmaite doznania, odczucia, spostrzeżenia, skojarzenia i myśli. Większość z nich pojawia się w "strumieniu świadomości" (James, 1890) automatycznie, bez względu na to czy tego chcemy, czy nie chcemy (często wbrew woli - jak w wypadku natrętnych, niechcianych myśli czy halucynacji). Po części jednak pole świadomości wypełniają treści pochodne od naszych zaciekawień, namysłu i refleksji: od stawiania sobie najrozmaitszych pytań i poszukiwania na nie odpowiedzi. Jesteśmy wszak zdolni do tego, by kierować własnymi myślami. Szczególną zaś zdolność stanowi to, że możemy kierować uwagę, a zwłaszcza myśli, na siebie (przypuszczamy, że ta zdolność jest dana tylko ludziom). Stopniowo stajemy się zdolni do samoobserwacji i samoocen (Prudhomme, 2005). W dalszych etapach rozwoju możliwe staje się uświadamianie sobie sensu własnych dążeń i przesłanek dokonywanych samodzielnie wyborów, wytyczanie sobie celów, a także sterowanie sobą tak, by je zrealizować. To właśnie uznamy za kluczowe atrybuty dojrzałej podmiotowości, a za podstawowe narzędzia ich rozwoju - osiągnięcie i wykorzystywanie w praktyce zdolności do refleksyjności: do posługiwania się intelektem i myśleniem podporządkowanym regułom logiki w odbiorze siebie i świata.
Rozwój podmiotowości wiąże się z unikalną zdolnością człowieka do uczynienia samego siebie przedmiotem poznania. Ta dwoistość bycia zarazem podmiotem i przedmiotem w procesie zdobywania wiedzy, poszerzania orientacji i wglądów (por. Epstein, 1980: self as a knower i self as an object of knowledge) sprawia, że możliwe staje się zmienianie samego siebie pod wpływem tychże wglądów. Obok Ja-podmiotowego - Ja jako funkcjonującego podmiotu-wyodrębnia się Ja-przedmiotowe (Bobry k, 1981), którego kształtowanie zmienia stany i możliwości Ja-podmiotowego. Dostrzeganie samego siebie, kształtująca się wiedza na swój temat i samoświadomość, wizje różnych wcieleń i postaci siebie (obecnie, w przeszłości i w przyszłości), umożliwiają reagowanie na te wizje (zadowoleniem, zawodem, wstydem lub dumą), kształtowanie postaw wobec siebie (samoakceptacji czy krytycyzmu), formułowanie zamiarów (stawiania sobie celów) zmieniania siebie (osiągania sukcesów, wewnętrznej harmonii, rozwijania określonych potencji). Samowiedza może być mniej lub bardziej wnikliwa, złożona czy uproszczona, trafna bądź tendencyjna, a wynikające z niej uczucia i cele, jakie stawia sobie podmiot, mogą być mniej lub bardziej globalne czy specyficzne, zachowawcze czy wzrostowe, ukierunkowane na siebie lub na świat.
W procesie analizowania tych zjawisk przyjmujemy założenie, że zdolności, które stanowią podstawę podmiotowości, rozwijają się stopniowo i przejawiają na wiele sposobów, a początek tego procesu związany jest ze zdolnością do dostrzeżenia unikalności samego siebie - jako istoty odróżniającej się od "całej reszty". Początkowo ma to postać globalnego poczucia "ja to ja", zyskiwanego wraz ze świadomością granic własnego ciała. W dalszych etapach przybiera postać samowiedzy: wizerunku własnej osoby, pochodnego od poznawania specyficznych atrybutów, własnej niepowtarzalnej biografii, niepowtarzalnej fizyczności i osobowości.
Podmiotowość przejawia się - po pierwsze - w sferze orientacyjnej, poznawczej: samoświadomością i samowiedzą, sposobem dookreślenia własnej tożsamości i rozumienia własnych relacji ze światem, zdolnością do dystansowania się wobec samego siebie, a także (co szczególnie ważne) do budowania pożądanych wizji własnej osoby.
Podmiotowość przejawia się - po drugie - w sferze emocjonalnej i motywacyjnej: zdolnością uznania czegoś za złe lub dobre oraz wskazania kryteriów dobra i zła, zdolnością do oceniania siebie i świata wedle własnych kryteriów, do kierowania się własną wolą, do dokonywania wyborów i rozpoznawania ich przesłanek, do formułowania celów, programów własnych działań, przewidywania ich następstw.
Po trzecie wreszcie - podmiotowość przejawia się w sferze wykonawczej: zdolnością do samokontroli i sprawstwa, do sterowania sobą, kierowania własnymi czynami i własnym rozwojem, do podejmowania odpowiedzialności za własne dokonania.
Innymi słowy, podmiotowość jest pochodna od różnicowania się perspektyw Ja jako podmiotu i Ja jako przedmiotu (poznania, oceniania, sterowania), a wyznacza nowe stany podmiotu (coraz to nowe wglądy w siebie i własne miejsce w świecie, świadomość przesłanek wyborów i dokonywania ich zgodnie z własną wolą, umiejętność planowania, przewidywania oraz kontrolowania samego siebie). Wszystko to przekłada się na nowe, odmienne jakościowo formy życia: egzystencji w świecie przyrody i ludzi (Kozielecki, 1997; Obuchowski, 1993, 2000). Podmiotowość przybiera określoną postać w rezultacie rozwoju zdolności, które nigdy nie są człowiekowi dane w pełni: proces rozwoju podmiotowości nie ma końca.
Główne tezy opracowania
Wydaje się, że w epoce nadmiaru informacji (stresu informacyjnego - Ledzińska, 2006) warto na wstępie wyłuszczyć tezy, które będą stanowić przedmiot refleksji. Być może zabieg ten ułatwi decyzję co do tego, któremu fragmentowi książki poświęcić uwagę.
Teza 1
Z psychologicznego punktu widzenia podmiotowość nie jest człowiekowi dana, lecz kształtuje się za sprawą:
(1) uniwersalnych, naturalnych procesów rozwojowych (takich jak: rozwój zdolności chodzenia, umożliwiającego wybór kierunku, w jakim chcemy się przemieścić), oraz
(2) specyficznych, własnych, celowych aktywności podmiotu, wymagających zaangażowania woli i wysiłku.
Podmiotowość osiąga więc u poszczególnych ludzi mniejszy lub większy stopień dojrzałości.
Teza 2
Kształtowanie się podmiotowości wymaga przezwyciężenia wielu pierwotnych ograniczeń, związanych z uniwersalnymi właściwościami psychiki, od których nikt nie jest wolny.
Teza 3
Najpoważniejsze ograniczenia podmiotowości wiążą się z:
(1) brakiem wglądów w samego siebie - nieświadomością tego, co dzieje się w psychice, i reguł rządzących własnym zachowaniem (co dotyczy nie tylko wieku niemowlęcego, ale całego życia) oraz
(2) koniecznością obrony samego siebie przed rozmaitymi zagrożeniami (obrony przybierającej nader często formy nieuświadomione i irracjonalne).
Teza 3a
Kłopoty z wglądami w samego siebie i poznawczą kontrolą nad samym sobą wynikają z pierwotnego egocentryzmu: niezdolności dostrzegania perspektyw innych niż własna, a także z egocentryzmu wtórnego, pochodnego od automatycznych reguł szczególnej koncentracji uwagi na własnych potrzebach.
Teza 3b
Podstawowe, obronno-adaptacyjne potrzeby człowieka wymuszają koncentrację na zagrożeniach i zachowaniach ukierunkowanych na ich likwidację - ograniczają tym samym skupianie uwagi na potrzebach wyższych i pozaosobistych.
Teza 4
Podstawowym warunkiem koniecznym przezwyciężania ograniczeń na drodze do formowania się własnej podmiotowości jest zdolność do autorefleksji - nie jest to jednak warunek wystarczający: potrzebna jest jeszcze wola wykorzystywania tej zdolności.
Teza 5
Do najbardziej istotnych dla rozwoju podmiotowości efektów uprawiania autorefleksji trzeba zaliczyć:
(1) rozwój wiedzy o sobie jako unikalnej jednostce (samowiedzy),
(2) formowanie pożądanych wizji własnej osoby, świata i własnych relacji ze światem (ideałów) oraz
(3) kształtowanie się wyartykułowanych, samodzielnie dookreślonych i uznanych za własne, kryteriów rozumienia dobra i zła, służących identyfikowaniu ich przejawów w życiu codziennym (poznawczych standardów wartościowania).
Teza 6
Rozwój podmiotowości ma związek z rozwojem moralności. W sferze pierwotnej regulacji automatycznej dominują mechanizmy zabezpieczania własnych podstawowych potrzeb, a to często prowadzi do bezwiednego lub świadomego pogarszania sytuacji innych. Wraz z rozwojem intelektu i pochodnej od niego zdolności do decentracji (dostrzegania perspektyw innych niż własna), wzrasta prawdopodobieństwo wyboru reguł funkcjonowania ukierunkowanych na pomnażanie dobra innych ludzi czy dobra ogólnego.
Teza 7
Ukształtowane refleksyjnie przesłanki zachowania mają wpływ na przebieg procesów automatycznych, w tym - nieświadomych. Pierwotnie automatyczne reakcje podporządkowane są podstawowym potrzebom związanym z obroną własnej egzystencji, ale wtórnie nawet bezwiedne reakcje zależą od tego, co i jak człowiek przemyślał.
Liczne zawarte w powyższych tezach wątki nie podlegają dyskusji. Inne są spójne z intuicjami. Niektóre jednak nie wydają się oczywiste i wymagają argumentacji. Celem dalszego wywodu jest przyczynienie się do jej wzbogacenia.