Publicystyka społeczna. Tom 1. Myślenie obywatelskie, Żydzi, kwestia kobieca - Eliza Orzeszkowa

Kup ebooka

44.70 zł
37.10 zł (38,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

IPUBLICYSTYKA ELIZY ORZESZKOWEJ JAKO SZKOŁA MYŚLENIA OBYWATELSKIEGO1

Tytuł tak prosty, że aż oczywisty. Wszakże w samym terminie "publicystyka" mieści się sugestia odnosząca tekst autorski do spraw istotnych dla całej zbiorowości. W pewnym więc sensie każde wystąpienie publicystyczne spełnia zamysł obywatelski, byle było uczciwe i rzetelne. Kiedy jednak przyglądamy się innym projektom publicystyki pozytywistycznej, zaproponowanym np. przez Świętochowskiego i Prusa, widzimy wyraźnie, iż realizują one własne - konkretne i konsekwentne - strategie społecznego działania. Trudno je zamknąć w formule obywatelskiej. Świętochowski, o czym miałam już okazję pisać, tworzy ekskluzywny na gruncie polskim program liberalny2; Prus - o czym także kiedyś napomykałam - szuka reguł "dobrego życia", które zapewniłyby pomyślność jednostkom i społeczeństwom3. Jeden jest arystokratycznym liberałem; drugi - pragmatykiem, etykiem, filozofem życia.

Mimo wszelkich podobieństw ideowych i pokoleniowych Orzeszkowa jest inna. Jej przestrzeń społeczna została zbudowana wokół pojęcia cnoty, w sensie łacińskiej virtus, która oznacza zarówno dzielność i męstwo wykazane w niebezpieczeństwie, jak i szlachetną czystość myślenia praktykowaną w czasach pokoju. Oczywiście, samo pojęcie cnoty pochodzi z filozofii greckiej. Pierwszy teoretyczny opis zjawiska dał Sokrates, twierdząc, iż cnota jest jedna, nie można się jej nauczyć i że stanowi połączenie dobra i mądrości, które występują razem. Teoretyczne rozważania Platona i Arystotelesa pozwoliły doprecyzować starożytne pojmowanie cnoty jako "dzielności etycznej", decydującej o stałej dyspozycji do zachowań rozumnych, rozsądnych, trzymających miarę rzeczy. Ostatecznie, filozofia grecka mówiła o czterech cnotach kardynalnych: roztropności, męstwie, umiarkowaniu i sprawiedliwości4.

Starożytny Rzym wyposażył pojęcie cnoty w jeszcze jeden kontekst interpretacyjny: w pojęcie obywatelstwa (obywatelskości). Rzymskie terminy civis, civitas zakładają równowagę między sferą wolności obywatelskiej i praw jednostki a świadczeniami na rzecz zbiorowości. W ten sposób ustalił się na stulecia kanon regulujący wzajemne stosunki jednostki i społeczeństwa (państwa): jednostka - kierując się zasadami cnoty - korzystała z przysługujących jej praw w sposób roztropny, wyważony i sprawiedliwy, nie zapominając o świadczeniach na rzecz wspólnoty. Wielka encyklopedia powszechna ilustrowana z początku XX wieku informuje nas, że: "Pod wyrazem o b y w a t e l s t w o rozumiemy: albo ogół uprawnień, albo ogół cnót, poczucie wspólnego celu społecznego"5. To "albo-albo" nie oznacza tutaj dysjunkcji; jest jedynie wskazaniem dwu zakresów działania obywatelskiego: jeden wynikał z nabytych praw, drugi - z przyjętych obowiązków.

ZŁOTY ŚRODEK

Projekt dzielności etycznej opartej na pojęciu cnoty nie pojawia się w publicystyce Orzeszkowej od razu. W otwierającej ten dział twórczości recenzji z pracy Henry'ego Thomasa Buckle'a (1866) jest on prawie w ogóle niewyczuwalny. Pisarka zdaje się podzielać stanowisko angielskiego autora, który powodzenie cywilizacji ludzkiej uzależnia przede wszystkim od zdolności umysłowych człowieka:

Jakkolwiek niedostateczną jest dotychczasowa metafizyka - dowiedzioną jest rzeczą, że prawa rządzące duchem ludzkim dzielą się na moralne i umysłowe. Prawa moralne wskazują człowiekowi obowiązki, umysłowe uczą je spełniać. Jedne z nich, możniejsze w skutkach, muszą być dźwignią dziejową. Według Buckle'a prawa umysłowe nad moralnymi przeważają i właśnie są podstawą i bodźcem wszystkiego, co dobre w ludzkości.

Do postępu pobudzać może tylko to, co samo postępuje, a prawa moralne stoją. Od najdawniejszych wieków zasady, uznane dzisiaj za prawdy moralne, znane były i czczone i w niczym dotąd nie zmieniły się, nie postąpiły. Przeciwnie, nic tak szybko nie zmienia się i nie postępuje jak prawa umysłowe. To, co w jednym pokoleniu czczone jest jak niewzruszony dogmat, staje się pośmiewiskiem drugiego; to, co w jednym wieku niepodobieństwem, spełnione zostaje w następnym. Przy ścisłym przyjrzeniu się historii, można odkryć, iż ludzie przejęc[i] silnie moralnymi prawdami, jeżeli nie byli oświeceni umysłowo, najwięcej złego wyrządzili światu6.

Ten fragment recenzji jest przykładem zastosowania w dyskursie krytycznym mowy pozornie zależnej: wydaje się, że Orzeszkowa przyjmuje stanowisko Buckle'a za własne, zaciera dystans między tekstem komentowanym a komentującym. A jednocześnie jakby trochę się chowa za relacjonowaną rozprawą. Postęp cywilizacyjny jest dla niej bez wątpienia kwestią wiedzy i oświaty. Problem praw moralnych pomija milczeniem, zawieszając swój sąd w tej sprawie. Ale już w drukowanym kilka lat później artykule O postępie (1874) bada związek między cnotą a wiedzą. Definiuje cnotę jako rzeczownik zbiorowy, "zamykający w sobie pojęcia wszystkich dobrych uczuć, szlachetnych popędów, wzniosłych zalet, które stanowić mogą moralne sumienie człowieka, a więc: dobroci, prawości, czystości obyczajów, miłosierdzia, przebaczenia, wspaniałości, itd."7, i pyta, czy istnieje postęp w dziedzinie moralności. Zdając sobie sprawę z kontrowersyjności własnego sądu, np. w świetle stanowiska Buckle'a, skłania się ku odpowiedzi twierdzącej. Postęp w dziedzinie moralnej warunkowany jest - zdaniem pisarki - stopniem wolności dostępnej jednostce ludzkiej. Kiedy bowiem człowiek pozostaje wolny, dokonane przez niego wybory zyskują uzasadnienie w płaszczyźnie moralnej. Drugi czynnik wpływający na podejmowane decyzje to wiedza o istocie rzeczy. "Cnota, aby istotnie cnotą była, nie zaś instynktem - powiada Orzeszkowa - musi być nie tylko własnowolną, ale samowiedną"8. Nie ma zatem zasadniczej sprzeczności między postępem umysłowym a postępem moralnym. Obu zjawiskom sprzyja mnożenie wiedzy na temat ogólnych praw rządzących rozwojem świata biologicznego i społecznego. Im więcej wiemy, im większą swobodą działania dysponujemy, tym większą mamy szansę podejmowania decyzji moralnych. Zdaniem pisarki postęp wiedzy "dwojako wpływa na postęp moralności: naprzód przez wzmocnienie i usamowolnienie woli człowieka, następnie przez wyjaśnienie przed nim natury jego własnej i świata"9.

Bardzo interesująco przedstawia się w omawianym artykule perspektywa historyczna. Idąc, być może, za którymś z autorów przywołanych w podtytule rozprawy - najpewniej za błyskotliwym Edmé Caro10, a być może odwołując się do przedstawionego w Wykładach z filozofii dziejów stanowiska Hegla11, Orzeszkowa nie wiąże źródła cnót obywatelskich z cywilizacją starożytną. Uważa, iż świat antyczny nosił w sobie zarodek upadku. Niewolnictwo sprzyjało osłabieniu woli i zepsuciu się instytucji państwowych. Doktryna chrześcijańska, podnosząca kwestię równości między ludźmi i nawołująca do wzajemnej miłości i przebaczenia, właściwiej ukierunkowywała rozwój cywilizacji europejskiej. Orzeszkowa nie byłaby, oczywiście, dziewiętnastowieczną myślicielką, gdyby nie dopełniła tego stanowiska istotnym zastrzeżeniem: wspominając o zawładnięciu Niderlandów przez katolickich fanatycznych i absolutystycznych władców hiszpańskich, oddzielała moralne przesłanie chrześcijaństwa od zła wyrządzonego w imię fałszywie pojętych ideałów religijnych.

Związek wiedzy i cnoty pojawia się również jako oś kompozycyjna obszernej i świetnie napisanej rozprawy O wpływie nauki na rozwój miłosierdzia (1876)12. Autorka polemizuje z potocznym sądem, że "nauka wysusza serce"13. Pokazuje - na przykładzie niedoli umysłowo chorego, skazańca i ubogiego - iż stosunek do nich i skuteczność udzielanej im pomocy zależą ściśle od wiedzy medycznej, prawnej, ekonomicznej. W przeszłości tylko ubogi mógł liczyć na współczucie i ewentualnie jałmużnę; chorzy psychicznie i przestępcy doświadczali rozmaitych i nieuzasadnionych - rozmiarami faktycznej lub domniemanej winy - aktów przemocy. Rozwój nauki pozwolił nie tylko zrozumieć istotę biedy, choroby i występku, ale też wskazał skuteczne sposoby zapobiegania złu, humanitarne warunki odbywania kary. Szaleńców zaczęto leczyć, uznając pracę fizyczną za najlepszy środek terapii, przestępców - resocjalizować, ubogich - włączać w ruch spółdzielczy i samopomocowy. Te nowe sposoby społecznych działań podjęto pod wpływem ustaleń naukowych, które wzmocniły chwiejne i niedostateczne jako remedium poczucie miłosierdzia.

Autorytety naukowe przywołane przez pisarkę sporo mówią o jej zainteresowaniach i oczytaniu. Trudno jednak uznać, że odniesienia te za każdym razem równie trafnie oddają jej stanowisko i poglądy. Można się zastanawiać, czy odwołanie się do Frédérica Bastiata, francuskiego ekonomisty, autora pracy Les Harmonies économiques (cz. I, 1850), zwolennika doktryny liberalnej i wolnej konkurencji, przeciwnika socjalizmu utopijnego, oznacza akces do obozu liberalnego. Bastiatowski ideał harmonii społecznej był jej bliski, ale sposoby jego osiągania - zaspokajanie potrzeb i przeświadczenie, iż każdy zysk indywidualny służy dobru społecznemu - mógł budzić opory. Przypominając postać Bastiata, Orzeszkowa ulegała raczej magii tytułu jego dzieła niż faktycznej zawartości książki, która już w latach sześćdziesiątych XIX stulecia była krytykowana za propagowanie radykalnej postaci liberalizmu14; raczej legendzie otaczającej autora niż doniosłości jego koncepcji ekonomicznych15, których chyba nie potrafiła do końca ocenić.

Tymczasem dla pisarki postęp jest równie ważny jak cnoty społeczne. We wczesnym okresie publicystyki Orzeszkowej pojęcie cnoty pełni funkcję "złotego środka", z jednej strony równoważy nieobliczalną siłę uczuć i namiętności, z drugiej zaś wspiera ideę postępu materialnego, dbając o to, by to, co wiemy o świecie, przekładało się na działania fortunne, służące dobru i sprawiedliwości. Cnota, zakładając umiar, rozwagę i - to już pomysł Orzeszkowej - wszechstronną analizę warunków działania, stanowi istotny czynnik życiowego powodzenia. Utrzymuje bowiem organizm ludzki (i na tej samej zasadzie organizm społeczny) w równowadze, która jest synonimem zdrowia przeciwstawionego chorobie.

CNOTY PROSTE

W tym samym mniej więcej czasie, we wczesnych latach siedemdziesiątych, pisarka włącza pojęcie cnoty w działania na rzecz etyki życia codziennego. W artykule Cnoty proste (1874) stwierdza:

Nie każdemu dano być bohaterem lub mędrcem, olbrzymich dokonywać zadań, uczuciem góry przenosić lub rozumem przebudowywać światy; ale każdy przy odpowiednim ukształceniu rozsądkowym i moralnym może i powinien pełnić cnoty proste, codzienne, do których zobowiązują go tysiące długów zaciągniętych względem ludzi otaczających go i wzajem mu posługujących. Śmiało nawet powiedzieć można, że takimi to właśnie prostymi obowiązkowymi cnotami napełnia się w najznaczniejszej mierze duchowa skarbnica każdego społeczeństwa w szczególności i ludzkości w ogóle, że ich to obfitość lub niedostatek najstalej podnoszą albo obniżają tak skalę moralną ogółu, jak materialne jego powodzenie i dobrobyt16.

Orzeszkowa namawia do spłacania długów, do solidności kupieckiej, do uczciwości wobec ludzi zatrudnianych w bogatych domach, do poszanowania pracy intelektualnej i tak zwanych wolnych zawodów. Utrzymuje, że społeczeństwo jest organizmem, solidarną wspólnotą; zachwianie którymkolwiek elementem tej całości grozi katastrofą. Źle wynagradzany lekarz może nie pojawić się w nagłej potrzebie! Podobnie z pogardzanym guwernerem, adwokatem! Choćby dla własnej wygody i własnego bezpieczeństwa trzeba dbać o honoraria, zobowiązania, składki; one to bowiem budują przestrzeń społecznego zaufania i równości opartej na wymianie usług i bezkolizyjnym przepływie pieniądza. To spragmatyzowane pojęcie cnoty, dobrze odpłacającej się tym, którzy ją praktykują, należy w publicystyce Orzeszkowej do wyjątków. I wiąże się - jak można przypuszczać - z okresem "mieszczanienia"17, któremu pisarka poddaje się, nie bez wewnętrznych oporów, w połowie lat siedemdziesiątych.

Budowanie etosu mieszczańskiego dokonuje się w opozycji do tradycyjnych cnót ziemiańskich; zgodnie z normami szlacheckimi branie pieniędzy uchodzi za dyshonor. Płacenie innym, pisze Orzeszkowa, wytwarza w ziemianach błędne poczucie, że wszyscy żyją z "obywateli". Tymczasem zasady życia społecznego zakładają taką wymianę usług i świadczeń. Nie można nie zauważyć, iż upominając się o honor kupiecki, Orzeszkowa upomina się o coś znacznie jej bliższego: o honor inteligencji zarobkującej w bogatych domach, o jej miejsce w hierarchii społecznej.

O motywowaną pożądanymi skutkami społecznymi zmianę ideałów wychowawczych apeluje pisarka w artykule Zabawy dziecinne (1873). Zgodnie z najnowszymi koncepcjami wychowania, którym patronowało nazwisko Friedricha Fröbla, dzieci powinny być zaprawiane do wysiłku fizycznego. Zabawy na świeżym powietrzu, sportowa rywalizacja, wędrówki po ziemi ojczystej nie tylko sprzyjać mają zdrowiu najmłodszego pokolenia, ale także jego wrażliwości na uroki otoczenia. Ideały praktyczne, powiązane mocno z nawykami moralnymi, przyświecać będą Orzeszkowej również jako autorce rozprawki Ogrody owocowe (1874). Tytuł nie jest żadną metaforą. Pisarka uważa, iż zakładanie ogrodów uprawnych przez właścicielki mniejszych lub większych gospodarstw i majątków może służyć rozmaitym celom: po pierwsze, przyczynić się do podniesienia dochodów i różnorodności pożywienia; po drugie, wzmocnić związek domowników z rodzinną ziemią, dodatkowo zaś nauczyć ich praktyczności, zainteresowania sprawami materialnymi. Praca włożona w przedsięwzięcie ogrodnicze dobrze służy moralności. Nie ten jest bowiem cnotliwy, kto w łatwym geście filantropa rozdaje grosz ubogim, lecz ten, kto umie zapewnić im na przykład miejsca pracy. Do interesów ogrodniczych zachęca Orzeszkowa szczególnie kobiety. To one przede wszystkim powinny chcieć nauczyć się tej pracy, modyfikując w ten sposób własne pojęcia i wyobrażenia moralne, bo: "Cnota to wysilenie woli, to zwycięstwo odniesione nad skłonnościami własnymi dla celów dobrych"18.

Idea budowania cnót prostych pojawia się też w szkicu Wydziedziczeni (1875). Orzeszkowa upomina się tutaj o tych, o których polska kultura dziewiętnastowieczna (poza Żmichowską, a później Konopnicką i może jeszcze kilkoma wyjątkami) nie chce pamiętać: o służących, lokai, kucharki, stangretów. Publicystka zaczyna swój wywód od argumentów praktycznych: ludzie wynajęci nigdy nie staną się uczciwymi pracownikami i świadomymi obywatelami, jeżeli nie zostaną wciągnięci w krąg elementarnych wartości kulturowych, które może im zapewnić podstawowa wiedza wyniesiona na przykład ze szkół ludowych lub - wzorem państw protestanckich - ze szkółek niedzielnych.

W publicystyce z lat siedemdziesiątych Orzeszkowa stara się przekonać swego czytelnika, że pożądane zachowania społeczne muszą łączyć wysokie standardy moralne z wiedzą na temat warunków życia publicznego, także wiedzą ekonomiczną. Cnota jest tutaj sprzęgnięta ze znajomością rzeczy. I jedna drugą skutecznie wspiera. Podparta nauką moralność nabiera światowego blichtru; otwiera się na świat współczesny i jego potrzeby. Wobec wiedzy obudowanej wartościami słabnie argument oskarżający poznanie naukowe o przyziemny materializm. Eseistyka Orzeszkowej, podobnie jak książki Fryderyka Skarbka i Józefa Supińskiego19, a także tłumaczenia bądź streszczenia dzieł klasyków gatunku - Adama Smitha, Davida Ricarda, Henry'ego Charlesa Careya, Thomasa Malthusa, Frédérica Bastiata, Jeana Charlesa Léonarda Sismonde de Sismondiego, ma przełamywać niechęć polskiej opinii publicznej do nauk ekonomicznych i szerzej - do całej dyscypliny konkretnej wiedzy o społeczeństwie, którą przyniosła epoka popowstaniowa.

PATRIOTYZM, KOSMOPOLITYZM, NACJONALIZM, SOCJALIZM

Opublikowaną w roku 1880 rozprawą Patriotyzm i kosmopolityzm Orzeszkowa wchodzi w krąg wielkich debat ideologicznych. Ich geneza nawiązuje pośrednio do istotnych zmian na oficjalnej i nieoficjalnej scenie politycznej zarówno Polski, jak i Europy. Z jednej strony powstaje silny ruch socjalistyczny i robotniczy, z drugiej - rysuje się ostry kryzys tradycyjnych wartości, takich jak praca, solidarność, patriotyzm. Ideologia pozytywistyczna okazuje się za mało wyrazista na te czasy: nie zadowala ani sympatyków socjalizmu, ani zwolenników myśli narodowej, którzy domagają się radykalniejszych form ekspresji patriotycznej20. Pisarka doskonale zdaje sobie sprawę z tych napięć i ogólnego kryzysu społecznego i intelektualnego, szerszego niż przypadek polski. Ale nie kapituluje. Polemiczne ostrze rozprawy zwraca w kierunku obu tych stanowisk.

I robi to elegancko, prawie niepostrzeżenie. Spośród wielu możliwych ujęć wybiera formułę "studium społecznego", a zatem rozprawy naukowej, zmierzającej do starannego, niespiesznego rozbioru poruszanych kwestii. Ten wybór jest ściśle przemyślany i tak go pisarka uzasadnia:

Przeciw krytycyzmowi - postawić krytycyzm, na pytania dać odpowiedzi, uznawszy fakt za istniejący - iść ku przyczynom jego i wskazywać je ludziom, aby wiedzieli, jakimi są źródła myśli ich i uczuć - oto środki, z pomocą których jedynie bronić można idei wszelkich i obronić je wobec pokoleń, których łzy i wyrzekania nudzą bardziej, niż roztkliwiają, które gromionymi być nie lubią, rozkazom opornie się stawią, a przekonanymi zostać żądają. Wytłumaczyć i przekonać - jedyna to dziś droga, którą dosięgnąć można zamierzonego celu. (...) Przedmiotowe, bezstronne, beznamiętne traktowanie przedmiotu, traktowanie oparte na dowiedzionych prawdach nauki, na poznaniu istotnych właściwości natury ludzkiej i na wiedzy o popędach i potrzebach społeczeństw dzisiejszych - metoda to pracy trudna różnostronnie, lecz dziś obowiązująca ściśle i niezłomnie21.

A zatem zamiast krzyczeć i lamentować, pisarka tłumaczy i przekonuje. Przedstawia genezę narodów i sposób kształtowania się uczuć patriotycznych. Idąc za ustaleniami etnologii, antropologii i socjologii, Orzeszkowa pokazuje proces wyłaniania się pierwiastkowych instytucji społecznych, rodziny, rodu, ludu, a także proces rozproszenia poszczególnych szczepów na kuli ziemskiej i ich różnicowanie się pod wpływem czy po prostu w zgodzie z warunkami klimatycznymi, geograficznymi, krajobrazowymi. Fenicjanie i Żydzi wywodzą się z jednego szczepu semickiego, ale dzieli ich właściwie wszystko: upodobania moralne, temperament, ukierunkowanie zdolności, sposób bycia. Te różnice stanowią - zdaniem Orzeszkowej - konsekwencję odmiennych warunków egzystencji. Ludy nadmorskie są zwykle bardziej ruchliwe, mocniej zainteresowane materialnym kształtem świata; ludy kontynentalne cenią przede wszystkim moralność, solidność, stałość. Owa zgodność charakteru ludzi i miejsca - to jeden z dogmatów dziewiętnastowiecznej filozofii świata. Znajdziemy ją wszędzie: u Herdera, Taine'a, Buckle'a, Spencera - i Orzeszkowej.

Na tej jedności ludzi i miejsca buduje się tożsamość narodowa. Nie ma więc niczego dziwnego w tym, że obce sobie plemiona, rzucone w to samo otoczenie, wytwarzają z czasem jednolity narodowy organizm, jak na przykład Saksoni i Normanowie w Anglii. Do reguły należy też to, że narody poddane presji innych organizmów społecznych mimo naporu i siły zachowują swoją odrębność, jak Irlandczycy wobec Anglii czy Czesi wobec Niemców. Jako przykład narodu strzegącego swej tożsamości mimo oderwania od miejsca pierwotnego zamieszkania podaje Orzeszkowa Żydów. Wiemy jednak z innych tekstów pisarki, iż kwestia narodowości żydowskiej była dla niej pytaniem otwartym.

Kończąc wywód na temat pochodzenia narodów, Orzeszkowa podejmuje dwie kwestie: czy fakt, iż w dziejach ludzkości zmienia się jednak mapa świata - jedne narody umierają, czyniąc miejsce innym - świadczy o czasowości tej formy zbiorowej egzystencji; i - po co nam ludy prymitywne, upośledzone? Na oba te pytania Orzeszkowa odpowiada jak prawdziwa naturalistka: być może śmierć wpisana jest w organizmy narodowe, jak i w inne organizmy, ale to długi proces, nieprzeczący istocie narodu. W odpowiedzi na drugą kwestię dowodzi, iż nie możemy patrzeć na świat wyłącznie z perspektywy europocentrycznej. Świat jest bogatszy niż nasze wyobrażenia na jego temat.

Podobna do genezy narodów jest geneza patriotyzmu: patriotyzm bowiem to uczucie wobec bliskich nam ludzi (także przodków) oraz rodzimej ziemi, krajobrazu. Bardzo mocno podkreśla pisarka właśnie ową więź międzypokoleniową: "Jakimikolwiek bowiem byłyby winy, zaniedbania i omyłki szeregu pokoleń tych, które żyły przed nami, większymi od nich musiały być prace ich i cnoty, czego dowodzi już sam fakt przedłużającego się w czasie naszego istnienia i postęp, nie zaś cofanie się składowych części naszej cywilizacji: dobrobytu, wiedzy, uobyczajenia"22. Odczuwanie więzi pokoleniowej, adresowane nie tylko do przodków biologicznych, ale po prostu do tych, którzy minęli, zostawiając nam instytucje życia społecznego i dorobek kulturowy, świadczy - zdaniem pisarki - o tym, że patriotyzm wykracza poza sferę uczuć. To także wyrozumowany stosunek do własnej przeszłości i przyszłości, to sposób postrzegania własnych obowiązków wobec społeczeństwa.

Obowiązki te Orzeszkowa precyzuje bardzo szczegółowo i oryginalnie: przede wszystkim praca, nie tylko fizyczna, zmierzająca do wytworzenia bogactw materialnych, ale także moralna, polegająca na doskonaleniu własnej natury, poznaniu historii narodowej i narodowego piśmiennictwa. Nie jest to poznanie dla poznania, ale wysiłek, dzięki któremu będziemy zdolni rozpoznać interes ogółu i działać zgodnie z dobrem wspólnym. Po drugie - poświęcenie części siebie na rzecz ogółu. Po trzecie - odwaga mówienia prawdy, także prawdy trudnej, odsłaniającej ujemne strony własnej społeczności.

Jaki kosmopolityzm przeciwstawia autorka tak rozumianemu patriotyzmowi? Nie chodzi jej bynajmniej o kosmopolityzm ludzi niskich i podłych, działających w zgodzie z zasadą ibi patria, ubi bene, ale o jaśniejszy odcień teorii, która

mieści w sobie żądanie zniesienia wszystkich różnic i odrębności narodowych ku większemu pożytkowi ludzkości całej. Odcień ten marzy i mówi o jakimś porozumieniu pomiędzy organizmami ludzkimi a przyrodą i sercami, umysłami, temperamentami wszech miejsc i czasów, porozumieniu dziwnym i niepojętym, które by sprawiło, że Grenlandczyk z rozkoszą zamieszkiwać by mógł Brazylią, a Brazylijczyk silnie i zdrowo wzrastałby w Grenlandii23.

Orzeszkowa, przesiąknięta konstytutywnym dla wieku XIX przekonaniem o związku człowieka i ziemi, nie może zrozumieć takich tez i dążności. Jeśli dostrzega jakiś sens w myśleniu uniwersalistycznym, to zamyka się on w pewnej proporcji: jednostka do narodu ma się tak jak naród do świata. Jako jednostki i jako członkowie wspólnot narodowych uczestniczymy w większych od siebie całościach, z którymi wiążą nas wzajemne zobowiązania, umowy na przykład w sprawie podziału pracy, wymiany usług. Innym uzasadnieniem dla idei kosmopolitycznych jest przestrzeń etyki międzynarodowej, która regulowałaby zachowania wobec cudzoziemców, jeńców itd. Idee humanitaryzmu powinny górować nad poczuciem zemsty nawet wobec najgorszego wroga. Orzeszkowa zwraca też uwagę, że w historii powstawały twory ponadpaństwowe (za czasów rzymskich i chrześcijańskich), ale zwykle wcześniej czy później rozsypywały się w organizmy narodowe.

Czwartą część rozprawy pisarka poświęca refleksji nad negatywnymi objawami patriotyzmu, powszechną nienawiścią i samouwielbieniem społeczeństw. Idąc między innymi za socjologią Spencera, skłania się do tego, by niektóre z tych grzechów przypisać po prostu naturze ludzkiej. Prawdą jest jednak (i Orzeszkowa to potwierdza), że ideologia narodowa wykorzystuje często ludzką agresję, żywi się nią i potęguje jej negatywne skutki. Pisarka chce wierzyć, że złe strony ludzkiej natury można osłabić drogą konsekwentnie prowadzonej edukacji, o którą jednak trudno - bo oficjalnie głoszone nakazy moralne kłócą się często z praktyką życia codziennego. Młodzi lordowie angielscy po wykładach na temat miłosierdzia idą na okrutne polowania i biorą udział w dręczeniu zwierząt. I każdy z nas uczestniczył nieraz w czymś, co było sprzeczne z wcześniej odebranymi nakazami etyki.

Opublikowana w roku 1880 rozprawa Orzeszkowej jest rodzajem matrycy wyznaczającej stanowisko pisarki w takich sprawach, jak patriotyzm, nacjonalizm, ruch narodowy24. Wszystkie - mądre i błędne - rozstrzygnięcia podjęte w tych kwestiach przez Orzeszkową powinny odsyłać do tego tekstu wyjściowego. Błąd był właściwie jeden, za to gruby i zapamiętany na zawsze: bezpardonowy, ślepy atak na Josepha Conrada. W znanym artykule Emigracja zdolności (1899) Orzeszkowa zarzuciła mu, iż wybrał pisanie po angielsku dla pieniędzy:

A kiedy mowa o książkach, to powiedzieć muszę, że ten pan, który po angielsku pisuje powieści poczytne i opłacające się wybornie, o mało mię ataku nerwowego nabawił. Czułam, czytając o nim, taką jakąś rzecz śliską i niesmaczną, podłażącą mi pod gardło. Jak to! Więc i zdolności twórcze przyłączyć się mają do "exodu"? (...) Zdolność twórcza to sama korona rośliny, sam szczyt wieży, samo serce serca narodu. I ten kwiat, ten szczyt, to serce odbierać narodowi swemu i oddawać Anglosaksonom, którym ptasiego mleka nawet nie brakuje, dlatego że drożej za nie płacą! Ależ o tym pomyśleć nawet niepodobna - bez wstydu!25

Orzeszkowej zupełnie nie mieściło się w głowie, że pisarz może tworzyć w oderwaniu od ojczystej ziemi. Nie mogła też zrozumieć, że człowiek inteligentny, wywodzący się z rodziny o tradycjach patriotycznych, zapomina o swoich obowiązkach wobec ojczyzny, przodków, historii. Przypadek Korzeniowskiego bardzo wyraźnie pokazuje, że Orzeszkowa pojmowała stosunek do ojczyzny jako proporcję praw i obowiązków: otrzymujemy wiele, ale po to, by dawać innym. Każdy świadomy obywatel bierze na siebie pewne zobowiązanie wobec rodzimej zbiorowości, z którego powinien się wywiązać. Emigracja zarobkowa, podejmowana przez ludzi wykształconych, wewnętrznie bogatych, mogących wiele dać własnemu społeczeństwu, jest dla niej rodzajem dezercji i podłości.

Etyka patriotyczna Orzeszkowej, dzisiaj niezadowalająca, zupełnie bezproduktywna w sytuacji duchowej "bezdomności" twórców, nosi silne znamiona chwili, w której powstała. Pisarka zbudowała ją w opozycji do dwu niepokojących zjawisk społecznych: dającego się zaobserwować - szczególnie na kresach dawnej Rzeczypospolitej - słabnięcia więzi patriotycznych oraz - przeciwnie - agresywnej ideologii narodowej, którą szerzono i na łamach "Głosu", i z ust wielu działaczy Ligi Polskiej przemianowanej później na Ligę Narodową.

To pierwsze zjawisko charakteryzowała pisarka niejednokrotnie w swoich powieściach i opowiadaniach. Szczególnie dramatyczny obraz sytuacji przedstawiła w liście do przyjaciela Aurelego Drogoszewskiego. Zdaniem pisarki najgroźniejsze było dziesięciolecie 1870-1880. Duch polski słabł, bo najwybitniejsze jednostki zginęły w powstaniu. "Pozostali z małym wyjątkiem najsłabsi, najsamolubniejsi i zrodzili, a następnie wychowali dzieci pod czarnymi skrzydłami terroru, w trwodze, w gryzącej trosce, w upokorzeniu, w zwątpieniu..."26 Te dzieci szły do rosyjskich szkół, często też na rosyjskie uniwersytety, na których przygotowywano do objęcia posad rządowych. Jednostki szlachetniejsze ulegały wpływom socjalistycznym. Ci, którzy nie wyjeżdżali na uniwersytety, musieli zadowolić się najpodlejszymi posadami i pod groźbą utraty chleba strzegli ich jak oka w głowie. Nic więc dziwnego, że po latach:

Miasta nasze zapełniły się były dziwną mową i dziwnymi postaciami. Mowa była czymś na kształt żargonu splecionego ze słów polskich, rosyjskich i białoruskich, w sposoby najszczególniejsze przemięszywanych i przekręcanych, a postacie w porach świątecznych i wakacyjnych przechadzały się po ulicach: młodzieńcy w czerwonych bluzach, w czapkach z pawimi piórami, jacyś nadęci, wzgardliwi, szyderczo uśmiechający się na wzmiankę o czymkolwiek miejscowym, swojskim, i dziewczęta z rozpuszczonymi włosami, z postawami i minami a la diable m'emporte, głośno mówiące po rosyjsku lub mocno z rosyjska. A myśmy wiedzieli, gdzie rodziły się te biedne, brzydkie dzieci i że - to nasze dzieci. Jedna z takich, inteligentna bardzo i ładna, po dwuletnim pobycie w Petersburgu na kursach bestużewskich przyszła do mnie z prośbą o pożyczenie jej do czytania książek rosyjskich, a kiedy powiedziałam, że nie mam ich w domu wcale, z najnaiwniejszym zdziwieniem zawołała: "Jak to! soczinitielnica i nic nie czyta!" - Owszem, czytam wiele, w językach rozmaitych, ale przeważnie książki polskie, co i jej radziłabym czynić, choćby dlatego, aby do reszty nie zapomniała mówić tym językiem... A ona na to z grymasem wzgardy na ładnej twarzyczce: "Polska! pieśń otpieta!"27.

Ciesząc się z pewnej odmiany sytuacji, jaką przyniósł przełom wieku, z ożywionego zainteresowania kulturą i językiem polskim, Orzeszkowa nie zamykała oczu na te przejawy ekspresji patriotycznej, które kłóciły się z duchem etyki. Szczególnie mocno raziła ją retoryka nacjonalistyczna. Protestowała przeciwko niej w niedrukowanym za życia tekście Nowe hasło (Z powodu książki p. Zygm[unta] Balickiego pt. "Egoizm narodowy"), który stanowi swego rodzaju votum separatum wobec tez poczytnego teoretyka polskiej myśli nacjonalistycznej.

Wydana w 1903 roku książeczka Balickiego przynosi pełne uzasadnienie postawy egoizmu narodowego jako podstawowego regulatora etyki społecznej. Potępiając idee humanitaryzmu (okazywanego na przykład Rosjanom), Balicki pisał:

Samowiedny egoizm narodowy stawia w szeregu obowiązków społecznych przede wszystkim utrwalenie bytu narodowego, jego niezależność, rozwój wszechstronny i wcielenie swego charakteru indywidualnego w odpowiednie formy państwowego ustroju. Naród, jako organizm żywy, ma prawo moralne rozrastać się nie tylko kosztem żywiołów biernych, bezmyślnych i społecznie bezkształtnych, ale nawet kosztem narodów innych, byle ten rozrost był naturalnym i nie opierał się na sile brutalnej, przymusie i prawach wyjątkowych28.

Orzeszkowa nie dała się zwieść frazesom osłaniającym groźną amoralność sformułowanych postulatów. Apelowała o odnowienie myślenia etycznego, także w działaniu politycznym. Ideologię zła i przemocy określała jako krótkowzroczną, zabójczą dla tego, kto ją przyjął i kto w nią uwierzył. A sprzeciwiając się zawłaszczaniu tradycji romantycznej przez myśl narodową, parafrazowała - w apostrofie do Ojczyzny - tegoż samego Krasińskiego, którego co krok przywoływał Balicki: "Wyjdź z "próby grobu" nie jako żagiew zapalona u pożóg zbrodniczych, lecz jako brylant, którego tęcze zapłonęły u ogni niebieskich"29.

Roztrząsając kwestię patriotyzmu w sposób tak subtelny i wolny od ideologicznych uproszczeń, Orzeszkowa musiała nawiązywać do odpowiednich lektur, zdolnych zaspokoić jej wysokie standardy moralne i badawcze. W latach osiemdziesiątych mistrzem w teoretycznym rozpatrywaniu spraw społecznych był z pewnością Herbert Spencer, którego prace pisarka przyswajała we francuskich tłumaczeniach30. Od autora Wstępu do socjologii Orzeszkowa przejęła nie tylko istotne ustalenia, dotyczące na przykład siły społecznego oddziaływania altruizmu i egoizmu (religii miłości i religii nienawiści), ale też potrzebę obiektywizowania własnych sądów, emancypowania się spod presji uprzedzeń i stereotypów. Oboje - Spencer i Orzeszkowa - wiedzieli, jak jest to trudne. We wprowadzeniu do socjologii znakomity autor angielski pisał:

Stwierdzono już dostatecznie tę ogólną prawdę, że obywatel, wskutek wcielenia swego w pewne społeczeństwo, staje się do pewnego stopnia niezdolnym sprawiedliwie ocenić właściwości i działalności swego społeczeństwa do odpowiednich właściwości i działalności innych społeczeństw. Dowiedziono również, że jeśli członek danego społeczeństwa dąży do tego, żeby wyzwolić się od wpływów szczepu, kraju i miejscowości, które sądy jego fałszują, łatwo poddaje się wpływom wprost przeciwnym, a równie sądy jego paczącym: z perihelii patriotyzmu wpada w afeliją antypatriotyzmu i można być prawie pewnym, że zamiast wyrobić sobie poglądy zaokrąglone, zostające w pewnej między sobą równowadze, dojdzie on do poglądów ekscentrycznych31.

Sposobem wyjścia z błędnego koła była ciągła relatywizacja własnych sądów i odczuć wobec cudzego doświadczenia. Orzeszkowa podejmowała się tego trudu: jej wielostronne, różnokulturowe zainteresowania były próbą skonfrontowania losu polskiego z innymi stanowiskami. Jednocześnie spenceryzm pisarki stanowił najbardziej dyskusyjny (i najmocniej dyskutowany) element jej socjologicznych artykułów. W obszernym i rzetelnym omówieniu rozprawy Patriotyzm i kosmopolityzm Kazimierz Kaszewski, recenzent "Kłosów", upomina się o szersze uwzględnienie znaczenia chrześcijaństwa dla budowania pożądanych więzi społecznych między jednostkami i między państwami. Wzór zachowań altruistycznych (traktowanych zarówno przez Spencera, jak i Orzeszkową jako przeciwwaga egoizmu) podsuwa, zdaniem publicysty, przede wszystkim Ewangelia:

Tu nie istnieje prawo odwetu, dozwalające wyrywać oko za oko i ząb za ząb: tu nie ma nakazu pomsty, ograniczonego doznaniem poniesionej krzywdy, jak w moralności grecko-rzymskiej: tu każą przebaczać krzywdy aż do nieskończoności. Tu wreszcie ów przyrodzony popęd współczuciowy nie jest wskazywany jako ornament duszy ludzkiej, dopełniający jej doskonałość, ale jako organiczna k o n i e c z n o ś ć do utrzymania tej duszy w stanie boskości (ażebyście byli synami bożymi), do jej zbawienia32.

Organizacja społeczna ma w swojej strukturze komponent sakralny, a naruszenie tego elementu prowadzi do niepokojów i burz społecznych. Człowiek z woli Stwórcy nosi w sobie możliwość i konieczność zostania istotą społeczną. Wiedza (socjologiczna) może tylko pomóc w zrealizowaniu tego celu. "Rzecz ma się tak samo - powiada publicysta - jak na przykład ze stosunkiem medycyny do miłosierdzia. Uczucie miłości, nie zaś umiejętność zakłada szpital dla niesienia pomocy i ulgi chorym: ale umiejętność, dbając tylko o swoje metody, czyni tę pomoc skuteczniejszą: i tak we wszystkich momentach życia"33.

Tymczasem Aleksander Świętochowski zaczerpnięte od Spencera przejście od religii nienawiści do religii miłości nazywa ciągiem "utopicznych marzeń" i bezwzględnie je odrzuca: "Herbert Spencer jest niezawodnie poważnym myślicielem, przecież w tym razie zbacza on nieco od kierunku pozytywnego, a owe dwie religie zakrawają na doktrynerski paradoks"34. Zamiast tego wybiera znacznie mniej optymistyczne, ale bardziej realne przekonanie, że z patriotyzmem, jak z każdą inną budzącą emocje ideą, można zrobić właściwe wszystko, wykorzystując do dobrych i złych celów. Jako liberał Świętochowski mocno też powątpiewa, czy takie ścisłe uspołecznienie świata, powiązanie go w jedną gromadę, okaże się korzystne dla wybitnych, zawsze wyprzedzających tłum, jednostek.

Można częściowo podtrzymać te zarzuty, przypominając wszakże, iż w swojej refleksji socjologicznej Orzeszkowa nie poprzestała na spenceryzmie, choć też nie poszła wprost żadną z dróg zasugerowanych przez recenzentów. W jej publicystyce coraz większego znaczenia nabierał element etyczny, który najwyraźniej zaprezentuje się w tekstach poświęconych tak zwanej kwestii rosyjskiej i kwestii żydowskiej. Postawa etyczna każe oceniać świat nie z punktu widzenia interesów jakiejś grupy społecznej, ale z punktu widzenia ogólnych, niezmiennych ideałów moralnych, takich jak dobro, sprawiedliwość, miłość. Także w ocenie idei socjalistycznych Orzeszkowa odwołała się do wzorów etycznych. W nieukończonej, lecz świetnie zapowiadającej się broszurze Do Polskiej Partii Socjalistycznej (1906) publicystka próbowała uczciwie i bez uprzedzeń odnieść się do doktryny i poczynań polskich socjalistów.

Bojąc się agresywnych polemik, które mogłyby uderzać w jej dobre imię i osobę, zamierzała wydać całą rzecz pod pseudonimem. Że nie chodziło tu tylko o rosyjską cenzurę, świadczy fakt konsekwentnego ukrywania się w tekście pod męskimi formami rodzajowymi. Na marginesie artykułu pisarka daje deklarację swojej apolityczności czy - może lepiej - ponadpartyjności:

Z tego [politycznego - dop. G.B.] względu jestem zupełnie nikim; czyli nie jestem ani socjalistą żadnego odcienia, ani demokratą narodowym, ani demokratą postępowym, ani realistą, ani zgoła niczym w tym rodzaju. Nie należę do żadnego stronnictwa, na które rozpadł się naród nasz. Stanowisko to z wielu względów niedogodne jest i bolesne. Ale cóż czynić, skoro ani zasady, ani sposoby działania żadnego ze stronnictw, ze względu na przekonania i na uczucia moje, nie mogą aż do końca być moimi. W każdym ze stronnictw jest cóś, co mię pociąga, i cóś, co mię odpycha, cóś, na co się zgadzam, i cóś, czemu zaprzeczam z całej siły35.

Głos Orzeszkowej jest głosem niezależnym, "dzikim", jak powiada autorka, choć brzmi nader logicznie i jasno. Publicystka nie odmawia socjalistom czystych intencji, tego pierwiastka duchowego, który ongiś przepajał poczynania Kochanowskiego, Mickiewicza, Kościuszki czy Traugutta. Uważa, że najpoważniejszy argument przemawiający za istnieniem doktryny socjalistycznej stwarza kapitalizm, jego wynaturzenia, wyraźny proces rozkładu. Walka o pieniądze, klienta, niezdrowa konkurencja i nieuczciwa reklama, którą pisarka nazywa wariatką wykreowaną przez współczesną cywilizację, dopełniają obrazu klęski. Toteż pojawienie się socjalizmu, przynoszącego odnowienie idei braterstwa, równości wobec dobra i szczęścia, stanowi nieuchronną konsekwencję tamtego upadku. Orzeszkowa akceptuje punkt wyjścia socjalistów: sprzeciw wobec cywilizacji współczesnej; nie akceptuje natomiast sposobów walki, taktyki, propagandy, haseł. Wszystkie bowiem zmierzają do jednego celu: sytości fizycznej, przywłaszczenia cudzych dóbr materialnych, zniszczenia przeciwników. Na wyżynach, pośród teoretyków socjalizmu, pojawiają się szczytne ideały; na dole, pośród tłumu, "jest tylko mowa o potrzebach i nasyceniach fizycznych"36. Pisarka zarzuca politykom i doktrynerom krótkowzroczność, rezygnację z pracy zmierzającej do "uświadomienia społecznego". Oczywiście, Orzeszkowa mogłaby wybrać sprawiedliwość dziejową zamiast sprawiedliwości boskiej (wiecznej), odwołującej się do czystych wartości dobra i miłości, ale tego nie robi. Twardo trwa przy swoich zasadach. A jej obraz rewolucji przypomina trochę sceny z dramatu Krasińskiego. Potwierdzenie tego spostrzeżenia znajdujemy w liście do Marii Konopnickiej z 20 marca 1905 roku: "Po wsiach naszych są już napady na dwory i grabieże, pierwsze sceny Nieboskiej komedii. Duch mój łączy się z duchem Zygmunta i z jego bólem wobec "kuźni czarta""37.

Jeszcze wyraźniej postawa etyczna zaznacza się w innym niedrukowanym za życia tekście. W roku 1906 na prośbę rosyjskiego dziennikarza Salomona Polakowa pisarka przygotowała wypowiedź O karze śmierci. I nie tylko sprzeciwiła się jej stosowaniu, co było zgodne z głosami całej formacji pozytywistycznej (także Spencera) i wielu innych intelektualistów przełomu wieków, ale stanowczo podkreśliła, że błędną jest sama idea kary - jakiejkolwiek:

Nie idzie za tym, abym była zwolenniczką zasady niesprzeciwiania się złu i pozwalania na to, aby ludzie dotknięci nieszczęściem złej albo słabej woli mogli swobodnie i bez przeszkody oddawać się wyrządzaniu krzywd i szkód jednostkom i społeczeństwom. Wyniknęłoby z tego również mnóstwo krzyczących niesprawiedliwości i wyniknąć by musiała anarchia stosunków i pojęć38.

Chodzi raczej o to, że nikt nie ma prawa karać, bo żaden śmiertelnik ani nie jest w stanie poznać wszystkich okoliczności, które składały się na popełnienie zbrodni lub występku, ani sam nie jest człowiekiem bez skazy. Wszystko, na co może zdobyć się społeczeństwo zagrożone przez złoczyńcę - to rozbroić go, pozbawić wolności osobistej, swobody działania. Posunięcie się do zemsty, kary, odwetu powiększa tylko rozmiary ziemskiego zła. Wymierzenie zaś kary śmierci nazwała Orzeszkowa zbrodnią w obliczu dobra moralnego i krwawym głupstwem w obliczu rozumu.

POLSKA I ROSJA

Jak każdy wybitny publicysta doby popowstaniowej Orzeszkowa musiała chcąc nie chcąc podjąć temat rosyjski. Był to twardy orzech do zgryzienia zarówno ze względu na bogatą, zawikłaną tradycję roztrząsania spraw polskich w kontekście Rosji, jak i skomplikowaną politycznie i psychologicznie sytuację po powstaniu styczniowym. Tradycja dziewiętnastowieczna rozbrzmiewała wielością głosów i tonów; od niechęci, a nawet nienawiści - po wiarę w autonomię Polski pod skrzydłami cesarstwa rosyjskiego39. Powstanie - jak podobno powiedział jeden z przywódców ruchu, Stefan Bobrowski - oddzielało Polaków od Rosjan rzeką krwi, stwarzając nieprzekraczalną zaporę przeciwko najeźdźcy40. Czy jednak rzeczywiście tak było? Czy przelana krew dawała gwarancję narodowej odrębności? Wydaje się, że powstanie zmieniło jedno: uświadomiło Polakom, że nie ma szans na odzyskanie niepodległości drogą zbrojną. Wzajemny układ stosunków stał się w ten sposób jeszcze bardziej pogmatwany: liberalne kręgi inteligencji rosyjskiej czuły się oszukane przez Polskę. Wybuch powstania traktowano jako zerwanie procesu "pojednania", które - zdaniem strony rosyjskiej - zaczęło się po klęsce wojny krymskiej. Niechętny stosunek liberałów rosyjskich do Polski po roku 1863 wpływał na zaostrzenie popowstaniowych represji, a pokolenie organicznikowskie stawiał w bardzo trudnej sytuacji. Program pozytywistyczny zakładał bowiem jakąś formę koegzystencji z Rosją. Na czym można było oprzeć tę współpracę, skoro zasady systemu szkolnictwa, cenzury, polityki obsadzania stanowisk państwowych opierały się na całkowitym i bezwzględnym wyzuciu Polaków z ich praw obywatelskich?41

Świętochowski występował w tej kwestii jako wyznawca Realpolitik. We Wskazaniach politycznych (1882) zachęcał do porzucenia postawy romantycznej i poszukania szczęścia na wschodnich rynkach zbytu. W pełni autonomiczne miejsce znalazł temat rosyjski w publicystyce towarzyszącej wydarzeniom 1905 roku. Świętochowski z uporem twierdził, że:

Aż do ostatniej, przełomowej chwili my w masie nie znaliśmy wcale narodu rosyjskiego, znaliśmy tylko urzędników rosyjskich. Był on dla nas bohaterem bajki, którą tu i owdzie opowiadano, ale której w ogóle nie wierzono. Polacy mieszkający w Rosji stale lub przebywający w niej chwilowo zapewniali nas, że tam żyje lud dobry, uczciwy, wspaniałomyślny, ofiarny, głęboko odczuwający cudzą krzywdę i niedolę, że o nim nie daje nam żadnego albo raczej najgorsze wyobrażenie dobór dokonywany w celach politycznych i przysyłany do nas. Również literatura rosyjska przesuwała przed nami galerię charakterów zdumiewającej siły i czystości. Ale wszystkie te zapewnienia tłumaczyliśmy wynaturzeniem się naszych rodaków w odmiennych warunkach, a te opowieści przyjmowaliśmy tak jak wątki "bylin"42.

Publicysta uważał, iż nadszedł czas, by zdjąć z siebie pancerz niechęci wobec Rosji. W tym i innych felietonach wyrażał przekonanie, że Rosja się zmieniła, że dysponuje liczącym się w kręgach władzy odłamem liberalnej demokracji. Z przedstawicielem tego kierunku politycznego - Aleksandrem Lednickim - Świętochowski nawiązał kontakt, który przerodził się w otwartą współpracę prorosyjskiego Związku Postępowo-Demokratycznego z ugrupowaniem Konstytucyjnych Demokratów.

Nieco inna była droga Prusa do "rosyjskości". Osobiście doświadczony represjami, po powstaniu styczniowym starał się odbudować w sobie niewinną świeżość spojrzenia na Rosjan. Na przykładzie biografii Wokulskiego udowadniał, że prawdziwym dylematem człowieka współczesnego jest wolność egzystencjalna i nakładane na nią ograniczenia (np. imperatyw miłości i śmierci), a nie wąsko rozumiana wolność polityczna. Dlatego nie miał żadnych oporów, by przyjacielem Wokulskiego uczynić Suzina, a losy głównego bohatera scharakteryzować zdumiewającymi słowami: "Odetchnął dopiero na Syberii"43. Kapitalnym tekstem, pokazującym sposób myślenia Prusa o Rosji i rosyjskości, był esej Wystawa malarzy rosyjskich w Warszawie (1884). Na marginesie tego wydarzenia pisarz dokonał dwu konstatacji: po pierwsze, nie znamy Rosjan ani ich sztuki i sądząc z frekwencji, jaką cieszyła się wystawa, nie chcemy ich poznawać. (Tu Prus uprzedzał stanowisko Świętochowskiego). Po drugie, analiza przedstawionych dzieł dowodzi, że jesteśmy zupełnie różni, że Polacy i Rosjanie reprezentują całkowicie odmienne sposoby widzenia świata:

Rosjanie przedstawiają owe średnie wartości biegu życia, znakomicie definiują życie i oddziaływają na umysły widzów, Polacy zaś wyszukują "maksymów", przedstawiają komplikacje najwyższe i oddziaływają na uczucie. Powszedniość i wyjątkowość, rozsądek i uczucie, definicja i wzruszenie, oto są przeciwne bieguny, u których skupia się twórczość rosyjska i polska. Z tego powodu domyślam się, że obrazy polskiego pędzla z trudnością są pojmowane przez publiczność rosyjską i odwrotnie. Dla Polaka znakomity obraz rosyjski wyglądać musi jak satyra, dla Rosjanina obraz polski będzie utworem chorobliwego uczucia44.

Wydaje się, że Prusowi, który był także malarzem "średnich biegów życia", sztuka Rosjan mogła bardzo odpowiadać. Co więcej: pewna kategorialność ujęcia sugerowała, iż chodzi nie tylko o sztukę, lecz również o mentalność, charakter. Rosjanie prezentowali rzetelny stosunek do życia, Polacy - wieczne (żałosne, jak napisał Prus przy okazji rysunków Grottgera) marzycielstwo.

Na przełomie wieków powraca mocne przekonanie, że los Polski wiąże się z przyszłością Rosji i że trzeba szukać porozumienia z liberalną demokracją rosyjską. Podziela je na przykład Jan Baudouin de Courtenay, profesor rosyjskich uniwersytetów, człowiek duchowo niezależny i niezdolny do żadnych kompromisów z własnym umysłem i wyznawanymi przez siebie wartościami. Referując przebieg jubileuszu Puszkina w Krakowie w roku 1899, cytował z aprobatą fragment wielokrotnie przez siebie komplementowanego przemówienia profesora Kazimierza Morawskiego:

Kiedy człowiek o dążeniach do ugody i zgody wypowiada myśli, którym by się chciało przyklasnąć, zawsze się tu przypomina myśl o greckim bohaterze Telefusie, synu Herkulesa. On podążył pod Troję i tu został zraniony oszczepem Achillesa. Długo jęczał i bolał, aż go uleczyło lekarstwo, wygotowane z rdzy tej samej broni, która go zraniła. To jest wielka filozofia polityki ugodowej, żądająca, aby rdza pokryła ostrze, które rani, i aby ten, który rani, zgotował ulgę i lekarstwo. Ale my nie możemy przy tym grać roli zupełnie biernej. I na nas ciążą pewne obowiązki, na ludziach uczciwie myślących i gorąco czujących. My powinniśmy usilnie pracować nad zbliżeniem do tego, do czego zbliżyć się warto, nad poznaniem wszystkiego, co w Rosji poznania godnym, nad ocenianiem słusznym tego, co w niej na podziw zasługuje. Obok prasy nikczemnej, która opluwa i kala wszystko, co polskie, ku rozkoszy i śmiechowi ks. Bismarcka w jego pamiętnikach, ku rozradowaniu jego ucha i ludzi z jego ducha poczętych, snuje się przecie jak nić złota przez piśmiennictwo rosyjskie myśl pogodzenia dwóch zwaśnionych narodów, zażegnania wszelkich bólów i przyczyn tych bólów, podania ręki nad mętami i odmętami nieszczęścia, które wprzódy zniknąć powinno. Tym myślom my wtórować i dla tego posiewu my grunt gotować powinniśmy45.

Przywołanie Bismarcka pokazuje jeszcze jeden kontekst zwrotu w stronę Rosji: był nim lęk przed germanizacją, hakatyzmem. Bardzo silnie wątek ten zaznaczył się w publicystyce Prusa i Świętochowskiego. Nieobcy był też innym pisarzom i publicystom.

Odmienność stanowiska Orzeszkowej wobec Rosji była funkcją doświadczeń jej życia: miejsca zamieszkania, udziału w powstaniu, obcowania na co dzień z różnymi formami kultury rosyjskiej, także pewnej jej atrakcyjności, niedostrzeganej przez innych jako swego rodzaju zagrożenie46. Orzeszkowa niechętnie zabierała głos na tematy całkowicie niecenzuralne. Obawiała się, że ingerencje w tekst mogą wypaczyć (i tak się często działo) jego pierwotny sens i narazić autorkę na niechęć ze strony opinii publicznej. Miała w pamięci oskarżenia pod swoim adresem w związku z opublikowaniem w petersburskim "Kraju" powieści Dwa bieguny - zanim ukazał się pierwodruk polski47 - i inne podobnego rodzaju przygody. Po ukazaniu się rosyjskiego przekładu Argonautów w "Wiestniku Jewropy", w edycji wyprzedzającej nieco druk w "Tygodniku Ilustrowanym", "Przegląd Wszechpolski" napisał o Orzeszkowej, iż jest kobietą "bez rozumu politycznego i bez odwagi cywilnej"48. Często zarzucano jej także zbyt intensywną - zdaniem niektórych - współpracę z ugodowym "Krajem" i jego redaktorem Erazmem Piltzem. Grono przyjaciół warszawskich, między innymi Jan Karłowicz i Leopold Méyet, usiłowało zmusić pisarkę do zerwania tego kontaktu. Uradowana zdjęciem tego przyjacielskiego zakazu pisała do Méyeta: "Z rezultatu Waszej narady tyczącej "Kraju" jestem bardzo zadowoloną, bo rozwiązuje mi ręce i zdejmuje ciężar z sumienia. Długo o tym mówić. Wy w Warszawie tych rzeczy nie znacie jak my"49.

Właśnie, Orzeszkowa ulegała nieodpartemu wrażeniu, że jej sytuacja jest inna, bardziej skomplikowana, niejasna. Miała większe być może powody niż inni, żeby Rosjan nienawidzić. I też więcej okazji, by ich poznawać, podziwiać, nawiązywać literackie (choć zawsze ostrożne, oficjalne) stosunki. Zdawała sobie sprawę, że jest w Rosji bardzo znaną i szanowaną pisarką, wydawano jej książki w dużych nakładach, czytano powszechnie, obsypywano dowodami uznania. Z uśmiechem i nieskrywaną satysfakcją donosiła Méyetowi, że otrzymuje gratis rosyjskie miesięczniki, jedną gazetę codzienną oraz wiele listów: "Pisują nawet kandydatki na autorki z prośbami o rady i podlotki z żądaniem wskazówek dla życia dalszego i - błogosławieństwa(!)"50. Wiedziała też, że współpraca z polskojęzycznymi pismami wychodzącymi w Rosji umożliwia opublikowanie tego, co w Warszawie, a tym bardziej w Wilnie, nigdy nie doczekałoby się pozwolenia cenzora.

Orzeszkowa znalazła się więc w trochę innej sytuacji niż jej warszawscy koledzy po piórze. Nie musiała poznawać Rosji w pośpiechu i na siłę, naglona jakimiś nadzwyczajnymi okolicznościami. Znała Rosję - ze wszystkich, dobrych i złych stron, i nie zamierzała rezygnować z pewnych form kontaktu, które uważała za honorowe i uczciwe. Jednocześnie zdawała sobie sprawę, że będzie to trudne, że nie wszystkim wolno tyle samo. Jej - pisarce kresowej - było wolno z pewnością mniej. Może też i dlatego, że nie wchodziła w żadne koterie, nie miała za sobą żadnych redakcji, zinstytucjonalizowanych form poparcia. A może dlatego, że była kobietą i bano się, iż może ulec jakimś przelotnym wzruszeniom prowadzącym do politycznych niezręczności. Tymczasem każde naruszenie niepisanego kodeksu zachowań mogło się okazać dramatyczne w skutkach. Nawet gdy było dyskusyjne lub wątpliwe. Dlatego wszystkie oficjalne wypowiedzi kierowane do Rosjan redagowała z wielką starannością, ważąc każde słowo i - pisała je zawsze po polsku lub francusku. Dlatego konsultowała swe decyzje z przyjaciółmi w Warszawie. I wliczała w swoje działania ryzyko błędu i potknięcia.

Ale na tym układzie, zbudowanym przez kontakty literackie i idiosynkrazję Polaków pod zaborami, sprawa się nie wyczerpuje. Sytuację komplikował fakt, iż w wielokulturowej przestrzeni Grodna, a jeszcze wyraźniej Wilna, żywioł polski nie był wcale dominujący. Miasta te stanowiły kulturowy tygiel, w którym mieszały się pierwiastki polskie, żydowskie, białoruskie, litewskie, rosyjskie, ormiańskie i inne. Przytoczony wcześniej fragment listu do Drogoszewskiego pokazuje proces przejmowania wzorów rosyjskich: w mowie, zachowaniach, ubiorze, zainteresowaniach. Kultura rosyjska okazywała się atrakcyjna nie tylko dla modernizujących się Żydów, Białorusinów wyznania prawosławnego, ale też dla Polaków. W każdym razie dawała się zauważyć; była widoczna, prężna i ekspansywna. Czasy po powstaniu styczniowym na Litwie współczesny badacz opatruje określeniem: "rosyjski "Kulturkampf""51. Nie przemówiłby więc do Orzeszkowej argument warszawskich intelektualistów, że trzeba Rosję poznawać i że nasze nieszczęścia wynikają stąd, iż nie znamy najbliższych sąsiadów. Że gardzimy Rosją z poczucia fałszywej dumy. Pisarka obserwowała coś przeciwnego - skutki przenikania wątków rosyjskich do kultury polskiej, fascynację jej skrajnymi odłamami, takimi jak nihilizm, socjalizm. Nie zamknięcie więc kultury polskiej, ale jej słabość, podatność na najbardziej wątpliwe wpływy była problemem Orzeszkowej. Oburzała się w liście do Teodora Tomasza Jeża, że Kraszewski uznał jej Patriotyzm i kosmopolityzm za książkę mało przydatną, za znak "grasującej gdzieś daleko epidemii". Pytała retorycznie: "Czy nie czuć w niej, że kocham i kochanie pragnę obudzić tam, kędy ono zanika tak szybko, tak niepowstrzymanie, iż doprawdy nie jest to wcale "epidemią grasującą z daleka", lecz chyba paraliżem dotykającym tkankę po tkance, nerw po nerwie, tuż, tuż pod samym sercem naszym"52.

Kiedy w pierwszej dekadzie nowego stulecia wydawało się, że powiały nieco szczęśliwsze wiatry, że głęboko przechowywana polskość wybuchła z nową siłą, Orzeszkowa tylko w liście prywatnym - i to kierowanym do osoby darzonej wielkim zaufaniem - zwierzyła się ze swoich lęków. Dopiero w roku 1905 na prośbę Aleksandra Ldowa, redaktora rosyjskiej gazety "Birżewyje Wiedomosti", przemówiła publicznie, zwracając się z listem otwartym do społeczeństwa rosyjskiego53. Dała w tym tekście piękny przykład odwagi i niezależności myślenia. Pisała o latach ucisku, represji, o stanie szkolnictwa i oświaty, o zachowaniach rosyjskich urzędników. Wszystkie te działania pozostawiły - zdaniem pisarki - niekorzystne ślady w duszy polskiej: "nie chcąc nienawidzić, nienawidzimy"54. Aby zmienić ten stan rzeczy, potrzebna jest zmiana polityki rządu rosyjskiego wobec Polski. Orzeszkowa bardzo trzeźwo i wyraźnie stawia ten postulat. Nie łudzi się, że można zbudować porozumienie polsko-rosyjskie poza czy ponad polityką. Polityką szacunku dla innej narodowości, religii, potrzeb duchowych, pragnienia autonomii i wolności. I pyta: "Czy my, Polacy, możemy spodziewać się, że Rosja dziś już na drogę takiej polityki wejdzie i zdoła swój szeroko pojęty interes zarówno państwowy, jak narodowy pogodzić ze sprawiedliwością względem podwładnych jej ludów?"55 Dając odpowiedź w zasadzie pozytywną, daje także nadzieję.

Ale nieodległa przyszłość przyniosła inne odpowiedzi na to pytanie. W roku 1909 rząd rosyjski powrócił do zapowiadanego od lat projektu wydzielenia ze wschodnich powiatów guberni siedleckiej i lubelskiej tak zwanej guberni chełmskiej i włączenia jej do Cesarstwa. Powodem czy pretekstem była przewaga ludności prawosławnej na tych terenach. Francuski publicysta Pierre Rocheverre napisał w tygodniku "L'Opinion", że w ten sposób przeprowadzony zostanie kolejny rozbiór Polski56. Orzeszkowa nawiązała do tej wypowiedzi artykułem W sprawie chełmskiej (1909). W bardzo podniosłej i metaforycznej formie powtórzyła to, co napisała w liście do Ldowa: nie będzie demokratycznej Rosji bez zmiany jej stosunku do Polski. "Rosja nie stanie nigdy na czele narodów słowiańskich i nie zajmie miejsca wśród ludów szlachetnych, wolnych i szczęśliwych, dopóki nie wyrzeknie się dążeń do zniszczenia (exterminer) narodu, który z rozmaitych względów może być nazwany jej starszym bratem"57.

W obu tych tekstach pojawia się przekonanie, że warunkiem osiągnięcia wielkości historycznej jest cnota, zdolność kultywowania takich wartości, jak dobroć, sprawiedliwość, braterstwo, miłość. To powiązanie historii świętej i świeckiej łączy projekt Orzeszkowej z myślą romantyczną, tradycją mistycznego Mickiewicza i tradycją Krasińskiego. Ale są też istotne różnice. Pisarka nie obdarowuje Polski misją odkupicielską. Polska nie może, jak pisał tuż po powstaniu - zafascynowany koncepcjami romantycznymi - Kraszewski, odmienić swym cierpieniem oblicza Rosji58. Każdy naród musi zostać odkupicielem własnej winy i własnych grzechów: "Przyszłość państwowa i narodowa Rosji może być bardzo wielką, lecz prowadzić do niej musi polityka również wielka, a wielka nie w sensie Machiawelów lub Neronów, lecz w sensie - Chrystusa"59. Do cnoty trzeba dojrzeć, ale tylko ona jest rękojmią przetrwania narodów. Choćby inaczej mówiła historia, choćby inaczej myśleli ludzie.

IIŻYDZI ORZESZKOWEJ

Temat żydowski należał do obszaru stałych zainteresowań Orzeszkowej. Badacze jej twórczości podkreślają, że już we wczesnych latach siedemdziesiątych XIX stulecia pisarka rozpoczęła systematyczne studia nad "kwestią żydowską". W sierpniu 1870 roku zwróciła się do Samuela Henryka Peltyna, redaktora "Izraelity", z prośbą o wskazówki bibliograficzne. Chodziło jej o lektury na temat historii narodu żydowskiego, "szczególniej o dzieje Izraelitów w chrześcijańskiej już erze, o pisma izraelskich mędrców z tej ery, o poznajomienie się tak z treścią judaizmu, jak z formą, w jakiej wyraża się ta religia i z różnicami tej formy, oddziałami i odcieniami"60.

Objaśniając powody swego zainteresowania, pisarka podsuwała dwa tłumaczenia. Jednym była analogia losów Polski i Izraela:

Co do mnie, miałam zawsze dla Izraelitów spółczucie i pewną sympatią wzmożoną jeszcze tym, że w losie ich niezmierne widzę podobieństwo do losów naszego narodu i z boleścią przypuszczam, że przyszłe obu społeczeństw przeznaczenia mogą się jeszcze ściślej zbratać wspólną dolą - nieszczęścia, tułactwa i poniżenia61.

Drugim - potrzeba bezstronnego wniknięcia w "wewnętrzny" świat Żydów: "Dla tych więc powodów postanowiłam, o ile można najlepiej, najgruntowniej poznać społeczność izraelską, aby ją móc potem najbezstronniej, najprawdziwiej pokazywać innym"62. Wiele lat później, po zajściach antysemickich w Częstochowie w roku 1902 i po pogromie w Kiszyniowie w roku 1903, dorzucała do wcześniejszych deklaracji przysłonięte względami cenzuralnymi wyznanie:

Do dwóch tych wysokich pobudek przyłączyła się z biegiem czasu trzecia. Nadbiegł czas, który wytchnął z siebie i wetchnął w piersi ludzkie współczucie dla tych wszystkich, którzy zamieszkiwali społeczne doliny. A że ludność żydowska, krom nieznacznej mniejszości, zamieszkiwała dolinę bujnie zarosłą chwastami upośledzenia i nędzy, więc spłynął na nią wzrok, a razem ze wzrokiem spłynęły współczucie serdeczne i natchnienie artystyczne tych, którzy są społeczeństwa swego okiem, sercem i natchnieniem63.

POZNAWANIE I WSPÓŁODCZUWANIE

W pracach Orzeszkowej na temat Żydów myślenie analogiami pojawiło się najwcześniej (Pan Graba, 1872); było jednakowoż słabe i niejasne. W historiozofii pozbawionej mistycyzmu, tak charakterystycznego dla spojrzenia romantyków, podobieństwo między narodem polskim i izraelskim mogło oznaczać zaledwie wspólne doświadczenie upodrzędnienia, na które składała się nie tylko przemoc ze strony zwycięzcy (agresora), ale też własne samoograniczenia przyjęte w szczególnych okolicznościach. Wskazuje na to przykład Mirtali64, żydowskiej dziewczyny, która swoje zainteresowanie Rzymem i jego kulturą, a także miłość do wroga, przypłaca życiem, zabita przez współrodaka. Napięcie między "swoimi" i "obcymi", między zdradą i wolnością pojawi się także w wielu "polskich" utworach Orzeszkowej, każąc z ostrożnością osądzać wszelkich odstępców. Co wcale jednak nie znaczy, iż w Mirtali Orzeszkowa podjęła sprawę żydowską instrumentalnie, traktując ją jako kostium dla sprawy polskiej65.

Znacznie ciekawszy jest drugi powód wymieniony przez Orzeszkową: owa potrzeba wniknięcia w świat Żydów, poznania ich, zrozumienia. W liście do Peltyna z 12 (24) kwietnia 1871 roku Orzeszkowa wyrzekała na powszechną nieznajomość spraw żydowskich, także pośród elit pisarskich:

Głęboko i szczerze poczytuję za złe pisarzom polskim, że tak mało i pobieżnie dotąd, i niekompletnie zajmowali się żywotem polskich Izraelitów. Jestem pewna, że nie pochodziło to ze złych chęci i uczuć, ale z nieszczęsnego separatyzmu szlachty naszej ze wszystkim, co nie było nią, separatyzmu, który dziś, jak wiele innych błędów naszych, zdemaskowany i w fatalnych skutkach poznany, do przeszłości niepowrótnej należy66.

Sama zdecydowała się przełamać tę złą passę. Podjęła systematyczne studia nad historią i kulturą Żydów. Korzystała nie tylko z pomocy Peltyna, ale też ze wskazówek Méyeta, Henryka Nusbauma, Stanisława Posnera, Karłowicza i innych. Poznawała dzieła Cohena, Soury'ego, Josta, Geigera, Salvadora, Graetza, Renana; z prac polskich autorów - broszurkę Butrymowicza, dzieła Czackiego, Niemcewicza, Kraushara, Ludwika Gumplowicza67. Czytała księgi święte judaizmu, nierzadko w przekładach na język francuski, niemiecki lub nawet rosyjski68, nie stroniła od tekstów anonimowych, przyswajanych polszczyźnie głównie z języka niemieckiego, które przynosiły sygnały rozmaitych uprzedzeń wobec Żydów i ich religii.

Wyjątkowość tego programu samoedukacyjnego nie ulega wątpliwości. Dotąd żaden polski pisarz, może poza Kraszewskim, nie wykazał podobnej determinacji i systematyczności w poznawaniu tematu żydowskiego. Czy to znaczy również, że Orzeszkowa podjęła studia wystarczająco rozlegle, by mówić o zgłębieniu i zrozumieniu sprawy żydowskiej? Zauważmy, iż wymienieni wyżej warszawscy konsultanci pisarki byli (nie licząc Karłowicza) zasymilowanymi Żydami, gorąco orędującymi na rzecz integracji z ludnością polską. Także lektury polecone Orzeszkowej, przede wszystkim zaś ogromne monografie Josta i Graetza, oceniały judaizm i jego nurty z punktu widzenia dążeń oświeceniowych i asymilacyjnych. Można więc założyć, że Orzeszkowa była bardziej zorientowana w sprawach żydowskiej haskali, że interesowały ją z naturalnych względów głównie ruchy integracyjne, oświeceniowe, obywatelskie. I że zachowywała dystans zarówno wobec tradycyjnej żydowskiej religijności (mitnagdim), jak i wobec chasydyzmu69.

Ale trzeba jednocześnie założyć, że te ograniczenia i niedostatki nie były zupełnie mimowolne, że wynikały z ukierunkowanego myślenia o polskich Żydach i ze świadomego zawarowania sobie określonej pozycji wobec całego problemu. Orzeszkowa dążyła do maksymalnego rozpoznania sytuacji, nie tracąc jednocześnie własnego punktu widzenia; można powiedzieć, że wobec poruszanej kwestii usytuowała się w środku i na zewnątrz. W głębi i na powierzchni. Żaden inny polski publicysta tego okresu nie powielił jej strategii; wypowiedzi Prusa, Konopnickiej czy Świętochowskiego formułowane były bardziej przedmiotowo, z większego dystansu, który, oczywiście, nie wykluczał współczucia i zrozumienia (pomijam późniejszą twórczość Posła Prawdy, otwarcie antysemicką). Orzeszkowa chciała widzieć i widziała więcej. Umiała dostrzec w Żydach nie tylko biedę, ale też ich geniusz; słabość i wielkość. To zbliżenie było w ostatecznym rozrachunku podstawą do wprowadzenia perspektywy uniwersalnej, wydobywającej z żydowskich bohaterów pełnię człowieczeństwa.

BYĆ W ŚRODKU I NA ZEWNĄTRZ

Wyjątkowość postawy Orzeszkowej umyka czasami uwadze badaczy, także młodszych, poholokaustowych, którzy w każdym, najlżejszym przejawie dystansu do sprawy żydowskiej szukają nieprzekraczalnych barier poznawczych i zapowiedzi antysemityzmu. Zbliżeniu się do prawdy nie sprzyja także postawa multikulturalistyczna, przyjmująca założenie równości kultur; założenie w swej istocie szlachetne i słuszne, ale nieprzystające do sytuacji polskich Żydów w połowie XIX stulecia. Te uproszczenia prowadzą do nazbyt generalizujących wniosków, że w kwestii żydowskiej poglądy polskich pisarzy pozytywistycznych "przesunęły się z pozycji liberalnych, pro-emancypacyjnych i pro-asymilacyjnych na bardziej konserwatywne" i że ta ewolucja wydaje się "charakterystyczna dla całej polskiej inteligencji"70. Były wszakże wyjątki od tej reguły i na pewno do tych wyjątków należała Orzeszkowa. Zdobyła się ona na własny stosunek do kwestii żydowskiej - i nie tylko nie odstąpiła od programu asymilacji, nie uwsteczniła z czasem swoich poglądów, ale być może w jakimś stopniu starała się przekroczyć wpisane w nie ograniczenia71. Pozostała solidarna z własną kulturą i jej oświeceniowymi standardami, jednocześnie starając się wniknąć, maksymalnie głęboko, w żydowski świat. Dystans nie do końca wykluczał próbę rozumienia; empatia nie oznaczała pełnej integracji z przedmiotem poznania.

Bardzo dobrze tę dialektykę patrzenia z wewnątrz i z zewnątrz uchwycił w odniesieniu do Meira Ezofowicza wywodzący się z rodziny żydowskiej pisarz następnego pokolenia - Leo Belmont. Sądzę, iż jego spostrzeżenia można rozciągnąć na całą "żydowską" twórczość Orzeszkowej:

zdumiewać się wypada, że Orzeszkowa zobaczyła t y l e i t a k zobaczyła. Idąc od z e w n ą t r z i notując wszystko w pamięci - zachwycone oblicza mistyków, ściśnięte pięści fanatyków, wychudłe, przygarbione postaci nędzarzy, kołyszące się ciałka męczonych w chederze dzieciaków, srebrne włosy patriarchów, chytre spojrzenia oszustów, brylantami łez błyszczące oczy szlachetnych marzycieli, lepianki karaimów, duszne i brudne izby szkolne, potrafiła autorka zajść ogromnie daleko w głąb, w e w n ą t r z, do targanych bólem trzew dzieci Izraela, w tragiczne odmęty wiekowej ciemnoty, w nagłe i potężne przypływy tęsknoty za światłem, w mroki męczarni, pogardy, nienawiści, złości i nędzy, na szlaki wspomnień, zachwytów, marzeń, przebaczenia, miłości, na bezkresne pola niewinnych win w łono życia, drgające posiewami szlachetniejszej przyszłości... Zdumienie z powodu tego m o ż l i w i e n a j w y ż s z e g o z b l i ż e n i a do tematu dla kogoś, co idzie z daleka, od zewnątrz, staje się tym większe, gdy pomyślimy, że potrafiła to uczynić Orzeszkowa wówczas, gdy niczyje oko nawet z ciekawości nie zajrzało w tę stronę, gdy po prostu nie domyślano się, że pod tą kupą ludzkiego śmiecia, pod tymi ruszającymi się łachmanami może bić serce porysowane tysiącami ran, może szlochać dusza nad niepowrotną przeszłością, może pracować myśl, wyrywająca się ku przyszłości, że w tych nizinach ludzkich wrą walki duchowe, wyrastające do godności tragedii ducha72.

Ta dialektyka patrzenia z zewnątrz i od środka nadawała Orzeszkowej nadzwyczajne znaczenie jako pisarce. Autorka Meira Ezofowicza okazywała się nie tylko prekursorką dojrzałej (wysoko artystycznej) literatury polskiej na tematy żydowskie, ale też - co Belmont szczególnie mocno podkreśla - pierwowzorem dla narracji w językach jidysz i hebrajskim, a być może i punktem odniesienia dla rodzącej się dopiero samoobserwacji i literackiej samowiedzy polskich Żydów. Przy okazji Belmont zauważa, że pisarze żydowscy być może mogą zajść w świat własny głębiej, niż to uczyniła Orzeszkowa, ale "bodaj nie są w stanie iść tak daleko o d w e w n ą t r z n a z e w n ą t r z, aby odnaleźć tę perspektywę, która daje moc sądu, obiektywnego widzenia, artystycznej sprawiedliwości"73.

Jak trudno taką pozycję utrzymać, jak trudno w nią w ogóle uwierzyć, świadczą znamienne nieporozumienia wokół żydowskich prac Orzeszkowej. Wyciągając poszczególne nitki tego splotu, kreowano pisarkę na przyjaciółkę lub wroga społeczności żydowskiej. Dla Jana Jeleńskiego była Orzeszkowa wcieleniem filosemityzmu: bezwstydnie służyła Żydom74. Wielokrotnie zarzucano jej antysemityzm; Lewental wstrzymał na trzy lata publikację Mirtali, dopatrując się w powieści silnych akcentów antyżydowskich. W międzywojniu publicyści endeccy chwalili Orzeszkową za postawę - ich zdaniem - wyraźnie antysemicką. I w Elim Makowerze, i w Meirze Ezofowiczu dopatrywano się krytyki żydostwa. Tolerancja wobec Żydów - taka była interpretacja wymienionych utworów Orzeszkowej - opierała się na założeniu, że rychło porzucą oni swoją religię i swoją narodowość75. Ta zdumiewająca różnorodność odczytań charakteryzuje także współczesne prace o Orzeszkowej: dla Władysława Panasa Meir Ezofowicz to powieść tranzytywna, pozwalająca samej autorce mimowolnie przekroczyć własny horyzont nastawień i oczekiwań, na przykład rezerwę wobec różnych form żydowskiej religijności; Marcin Wodziński, badacz historii polskich Żydów, a więc ktoś, kto patrzy na cały problem raczej z tamtej, żydowskiej strony, odczytuje ten tekst jako "otwarcie wrogi" wobec chasydyzmu76.

Szczególnie cenna wydaje się w tej sytuacji opinia Belmonta. Opinia, która - to prawda - naraża na dyskomfort logikę prostego myślenia i prostych formuł. Orzeszkowa wobec Żydów widziana w podwójnej perspektywie zbliżenia i dystansu. Orzeszkowa jako arbiter i krytyk sprawy żydowskiej, a jednocześnie - przepraszam za niezręczność - jako mąż zaufania, powiernica żydowskich serc. Ale taką właśnie rolę pełniła.

Emblematycznie, wzorcowo sytuacja bliskości i oddalenia ujawnia się z całą oczywistością na przykład w korespondencji pisarki z jej tłumaczką na język niemiecki, polską Żydówką Malwiną Blumberg, wnuczką rabina Meiselsa, który za swą działalność propolską został skazany na kilkuletnie wygnanie. Kontakt zawodowy przeradza się powoli w znajomość bliższą, pełną obustronnego zaufania. Malwina Blumberg opowiada Orzeszkowej o swoim życiu, prosząc o dyskrecję. Wyraźnie nie jest przyzwyczajona, by mówić o sobie z kimś "stamtąd". Zwierza się jednak ze swego poczucia obcości w rodzinnym mieście, Warszawie. Przedstawia powody osiedlenia się w Wiedniu, gdzie utrzymuje się z przekładów polskiej literatury na język niemiecki. Znaczna część tych przekładów to utwory autorki Nad Niemnem. W liście z 26 września 1897 roku pojawia się kwestia i prośba niewiarygodna:

Jak szanownej Pani wiadomo, agituje się obecnie sprawa odbudowy niezależnego państwa żydowskiego, na samą myśl o tym serce me żywszym uderza tętnem i głowa od rozkosznych roi się marzeń. Boże mój!, więc będzie istnieć jeszcze kiedyś jedno miejsce na ziemi, gdzie dręczonych, gnębionych moich współwyznawców nikt upokarzać nie będzie miał prawa, i miejscem tym - starodawna nasza Jerozolima! (...) Szanowna Pani znasz życie Żydów, i nie tylko ich życie, lecz ich myśli, uczucia, marzenia, żale. Nieraz już - w imię ich sprawiedliwości - ujmowałaś się za moich współbraci. Czy nie zechciałabyś napisać mi, jak na sprawę powyższą się zapatrujesz? List ten - jakakolwiek byłaby jego osnowa - ogłosiłabym w niemieckim tłumaczeniu w jednym z pism żydowskich wychodzących w Wiedniu. Jestem przekonaną, że jeżeli szanowna Pani przemówi, słowa jej wzbudzą ogólne zaciekawienie i wszyscy miarodajnego Jej głosu słuchać będą z ogromnym zajęciem77.

TEKSTY PUBLICYSTYCZNE

A więc to Orzeszkowa miała powiedzieć Żydom, co mają myśleć o idei odrodzenia ich państwa. Czyż list ten nie jest dobitnym dowodem podwójnej funkcji, jaką pisarka pełniła wobec środowiska żydowskiego (a przynajmniej jego części)? Funkcji, która jednocześnie zakładała bliskość i oddalenie. Dystans i zaangażowanie. Ta sama dialektyka patrzenia z zewnątrz i od wewnątrz utrzymuje się w całym bloku publicystyki na tematy żydowskie. Wchodzą tutaj w grę trzy teksty opublikowane: O Żydach i kwestii żydowskiej (1882), Wtór do głosu Wyborcy z Trok (1907) oraz O nacjonalizmie żydowskim (pośmiertnie 1911), a także artykuł napisany zaraz po pogromie w Kiszyniowie, który jednak wobec dużych ingerencji cenzury Orzeszkowa postanowiła pozostawić w rękopisie: List otwarty Elizy Orzeszkowej do Pana Ferdynanda Hoesicka z powodu wypadków zaszłych w Kiszyniewie.

W rozprawie z roku 1882 Orzeszkowa zadaje dwa typy pytań: co my, Polacy, wiemy o Żydach, na czym opieramy swój sąd i co możemy dla Żydów zrobić, oraz - zmieniając perspektywę - co sami Żydzi mogą zrobić dla uzyskania statusu obywateli? Polakom publicystka zaleca dystans wobec uprzedzeń, zbudowanych na fałszywych uogólnieniach (typu: wszyscy Żydzi to oszuści), Żydom - wejście w krąg edukacji obywatelskiej, która uczyniłaby z nich nie gości, ale współgospodarzy zamieszkiwanej ziemi. Orzeszkowa zdaje sobie sprawę z wewnętrznych podziałów różnicujących społeczność żydowską: obok warstwy oświeconej są Żydzi półoświeceni i ciemny tłum. Każda z tych grup znajduje się w innej relacji do społeczności polskiej. Żydzi oświeceni są z nią zintegrowani, półoświeceni szukają dopiero dla siebie wzorów cywilizacyjnych i często lgną do kultury niemieckiej. Żydowskie masy, poddane edukacji religijnej, uzależnione od talmudystów lub "wpółdzikich" chasydów, reprezentują zbiorowość całkowicie odizolowaną od świata współczesnego, niepoczuwającą się do żadnych obowiązków obywatelskich. Ucywilizowanie tych mas może dokonać się pod wpływem zmian wprowadzonych przez Żydów oświeconych. Publicystka rzuca ryzykowny pomysł, by wznowić publiczne narady najwybitniejszych żydowskich intelektualistów i teologów, czyli sanhedryny, na których ustalono by nowe (to znaczy nowoczesne, obywatelskie) zasady wychowania i edukacji Izraelitów. Na marginesie tych rozważań pisarka formułuje swój sąd na temat religii żydowskiej. Nigdzie jej nie atakuje i nie podważa; przeciwnie - podnosi kwestię starszeństwa judaizmu wobec chrześcijaństwa. Wnosi natomiast zastrzeżenia wobec pewnych form uprawiania wiary, pewnych form kultu religijnego. Chasydyzm jest dla niej jedną z takich fanatycznych i zamkniętych na świat współczesny form uprawiania judaizmu. Orzeszkowa tę formę odrzuca, ponieważ kłóci się ona z jej skalą wartości wyznaczoną z jednej strony - przez wiedzę, naukę, racjonalizm; z drugiej - przez obowiązki wobec polskiej zbiorowości.

W niedokończonej rozprawie o nacjonalizmie żydowskim Orzeszkowa spełnia niejako prośbę przedstawioną ongiś przez Malwinę Blumberg. Pisze o żydowskim poczuciu solidarności narodowej. Tutaj zależność pisarki od idei asymilacji78 oraz stanowiska asymilatorów79 jest wyraźna: jako zwolenniczka i propagatorka idei integracyjnej nie dostrzega w społeczności żydowskiej uzasadnienia dla ruchów separatystycznych opartych na poczuciu odrębności narodowej. Dostrzega wyłącznie odmienność religii. Liczy się jednak z tym, że przybierające na sile pod wpływem represji rządowych poczucie narodowe Żydów może ulec wzmocnieniu i wtedy odmówić im prawa do tworzenia odrębnego organizmu państwowego nie sposób. Jest najuczciwiej rozdarta między ciekawością i życzliwością a obawą i niepokojem:

W psychologii przywódców nacjonalistycznego ruchu Żydów istnieje niezawodnie szczere, choć przedwcześnie ustalone przekonanie o rzeczywistym istnieniu odrębnej narodowości żydowskiej, a więcej jeszcze z pobudek demokratycznych płynąca, choćby na mylnej drodze rozwijana, lecz zawsze szlachetna chęć służenia przez zaszczepianie tego przekonania ciemnej i cierpiącej masie żydowskiej. Światła to są jej ormuzdowe. Ale jest też w tej psychologii niechęć, jeżeli nie nienawiść, dla narodu otaczającego, połączona z dziwnym, bo ze wzgardą prawie graniczącym lekceważeniem jego charakteru, kultury i interesów, czyli tego, co stanowi jego duszę, przez pracę wieków ukształtowaną i jego prawo święte, łez i krwi strumieniami oblane.

I to są tej psychologii arymanowe ciemności80.

ZWROT ETYCZNY

Orzeszkowa nie jest pewna wyników tego przesilenia, w którym zmagają się ciemne moce Arymana i światłość Ormuzda. Spodziewa się, że czas przyniesie jakieś rozstrzygnięcia, ale jakie one będą - trudno powiedzieć.

Pisarka zdaje sobie sprawę, że u progu nowego wieku zmienia się scena społeczna i polityczna. Artykułują się nowe postawy: socjalistów, syjonistów, endeków, i trzeba wobec tej trudnej, niejasnej rzeczywistości zająć jasne stanowisko. Z nacjonalizmem polskim daje sobie stosunkowo łatwo radę: nie chce takiego patriotyzmu, który domaga się nienawistnej postawy wobec innych narodów. Ale wobec kwestii socjalnej, a szczególnie wobec sprawy żydowskiej, czuje się trochę bezradna. Uczciwość każe jej uznać sprawę za otwartą. I rzeczywiście, jej niedokończony, przerwany śmiertelną chorobą tekst o nacjonalizmie żydowskim gwarantuje takie niezmienne, stałe otwarcie (zamknięcie).

Ale dopóki żyje, zabiera głos, pisze. Pisze świadoma, że nie ma w kwestii żydowskiej dobrych rozwiązań. Że asymilacja, choć nie jest ideą skompromitowaną, nie spełnia wszystkich pokładanych w niej nadziei. W nacjonalizm Żydów, w ich potrzebę odrębności całkowitej nie wierzy do końca, ale się z nią liczy. Tak czy inaczej choć nie jest pesymistką ani defetystką, nie dostrzega żadnego rozwiązania, które na progu XX wieku można by uznać za obiecujące, służące pewnemu rozwiązaniu kwestii żydowskiej. I właśnie w tym miejscu, w momencie absolutnego splątania zawiedzionych nadziei, przerażających perspektyw otwierających się na nowe konflikty, zawodów i konsternacji Orzeszkowa dokonuje genialnego ruchu: przesuwa kwestię żydowską na płaszczyznę etyczną. Zawsze wrażliwa na kontekst moralny, empatycznie zwrócona w stronę przedmiotu swoich studiów, czyni z perspektywy etycznej główny, pierwszoplanowy, wyprzedzający konsekwencje socjologiczne, praktyczne, polityczne - punkt odniesienia. W artykule z roku 1907 przyłącza się do głosu czytelnika z Trok i postuluje, by jeden z mandatów przysługujących Polakom w wyborach do Dumy oddać wyborcom żydowskim. Wierzy, iż ten gest - dobrowolnego zrzeczenia się praw na rzecz kogoś, kto ich nie posiada - może przynieść niewyobrażalne skutki moralne.

Jeszcze raz wiem - pisze Orzeszkowa - że przy czytaniu słów tych na usta wielu spomiędzy czytelników wybiegnie wyraz: filosemityzm. Nie przeczę temu, że jak w ogóle wszystkim na świecie ludziom, Żydom dobrze życzę; ale to, co mówię teraz, wypływa z filopolonizmu, to jest z gorącego ukochania narodowego i z takiejże dbałości o wielkie, o rzetelne, o trwałe jego interesy81.

A więc znowu wraca dialektyka mówienia z boku i ze środka; i to jakże paradoksalnie i przewrotnie. Okazuje się, że uczciwy stosunek do "innych" odbudowuje poprawne, istotne relacje ze "swoimi". Im bardziej otwieramy się na zewnątrz, tym bardziej rośnie nasza siła "środka". Po wypadkach w Kiszyniowie Orzeszkowa jeszcze wyraźniej opowiedziała się po stronie etyki jako głównego kryterium oceny procesów społecznych. Zrozumiała, że agresji antysemickiej nie tłumaczą do końca żadne względy gospodarcze, praktyczne. Gdyby odebrać Żydom wszystkie sklepy i fabryki, postawa wobec nich niewiele by się zmieniła. Źródłem niechęci nie jest bowiem żadna sprzeczność interesów, żądza potęgi, współzawodnictwo czy potrzeby ekonomiczne. Powodem pogromów są niepojęte, ciemne strony ludzkiej psychiki: nienawiść, chęć odwetu, pokryte nalotem cywilizacyjnym - dzikość i pierwotność. Ratunku trzeba szukać w etyce, w przypominaniu i utrwalaniu chrześcijańskiej zasady: homo homini res sacra, w odbudowie świata wartości, w ustaleniu zasady nietykalności osoby ludzkiej, w mądrym programie edukacyjnym.

Już raz znanej maksymy Seneki użyła Orzeszkowa w kontekście spraw żydowskich. W jednym z pierwszych numerów "Roli" znalazła list Matejki, w którym artysta pisał: "Ustępstwa nasze na każdym kroku i na każdym miejscu, wielki upadek ducha, energii, ospałość w sprawach społecznych, oraz bierne, powiedziałbym nawet, służalcze poddanie się wpływom hebrajskim, spowodowały, że wyznawcy Talmudu mają nas już dzisiaj za trupów chodzących, nad którymi wolno się nawet i znęcać"82. Oburzona komentowała to wystąpienie w liście do Karłowicza:

Czytając list Matejki szczujący na Żydów, pomiędzy wierszami widziałam migocące, stare, bardzo stare słowa: "Człowiek dla człowieka świętym jest". Wyrzekł je poganin i taki nawet, którego bogactwa zniesławiły go przed potomnymi. Pewną jednak jestem, że zgromadził je w sposób dostojniejszy i piękniejszy z nich zrobił użytek, niż to obecnie czyni popularny nasz, przez mistrza Jana gorąco pochwalany - żydożerca83.

Polemika w "Roli" z udziałem Matejki toczyła się w roku 1883, list w sprawie Kiszyniowa napisała publicystka równo dwadzieścia lat później. W międzyczasie nic się nie zmieniło, a na pewno nie zmieniło się na lepsze. Orzeszkowa mogła powtórzyć słowa z listu do Ignacego Baranowskiego, napisane po puszczeniu w świat plotki, jakoby jej lekarz, Żyd, doktor Zamkowski, zabił na macę swoją służącą: "Tak tworzą się legendy, ale po co ja tu, w Grodnie, przed dwudziestu kilku laty pisałam Meira Ezofowicza? Po co pisać, pracować, walczyć? Kamienie są głuche i nieruchome"84.

Opublikowane przez Orzeszkową rozprawy o Żydach spotkały się z charakterystycznym przyjęciem. Pisano o ich humanitaryzmie, elegancji wywodu. Ale równocześnie w głosach recenzentów pobrzmiewała pewna pobłażliwość. Józef Kotarbiński napomykał o szlachetnym idealizmie autorki i o braku wskazówek praktycznych. Dawał też do zrozumienia, że kwestia żydowska dotyczy przede wszystkim zaboru rosyjskiego, gdzie za sprawą posunięć rządowych konflikty przybrały ostrą formę. Bez zmiany polityki państwowej niczego nie da się zmienić85. Podobnie Aleksander Kraushar; on także pisał o potrzebie interwencji władzy. Publicystyka pozostawała bezradna. Bez udziału sił politycznych wszystko wróci rychło do porządku dziennego86, czyli do pogromów, nienawiści, pogardy, niechęci.

Także inny publicysta żydowski, Adolf J. Cohn, powątpiewał, czy szlachetne rady udzielane przez Orzeszkową na przykład inteligencji żydowskiej w sprawie sanhedrynów mają szansę powodzenia, czy wykształceni Żydzi mogą mieć jakiś wpływ na ciemne tłumy87. Żydowskie powieści Orzeszkowej spotykały się z podobnymi laudacjami i podobnymi zarzutami. Chwalono autorkę za szlachetność, wytykano jej utopijność, zacność, idealizm88. Były w tych zarzutach niepodważalne racje. Ale były też zasadnicze nieporozumienia. Orzeszkowa nie występowała jako polityk ani nawet wyłącznie jako socjolog życia codziennego - mimo że jej prace były szeroko uargumentowane i świadczyły o ogromnej erudycji i fachowym przygotowaniu autorki. Orzeszkowa mówiła w nich głosem etyki, oddzielając od sfery możności, którą opisuje nauka czy polityka, sferę powinności. W kapitalnej recenzji tomu Z jednego strumienia Jan Sten zauważył, że obok głosu boskiego, który grzmi piorunami, i głosu ludzkiego, który huczy krwią, słyszymy czasami głos człowieczeństwa: "Choć większy od nas, jest jak my bezsilny. Potępiać nie chce, przebaczać i zbawiać nie może - zna tylko jedną ulgę: niewyczerpaną miłość"89. To z podszeptu tego dajmoniona przemawiała w sprawach żydowskich Orzeszkowa.

IIIORZESZKOWA A KWESTIA KOBIECA

DEFINIOWANIE EMANCYPACJI

Jeśli nie liczyć recenzji z dzieła Buckle'a90, można powiedzieć, że publicystyczna działalność Orzeszkowej rozwinęła się pod presją tematu kobiecego91. Pisano zresztą wówczas o emancypacji kobiet powszechnie: aprobatywnie i krytycznie, dając przegląd opinii między innymi w dziedzinie wychowania, edukacji, tak zwanej pracy pozadomowej, statusu kobiety zamężnej, jej miejsca w rodzinie i społeczeństwie. Pierwszy tekst Orzeszkowej O kwestii kobiecej (z powodu artykułu pana Antoniego Nowosielskiego)92 stanowi - jak wynika z tytułu - wypowiedź polemiczną uwikłaną w dyskusję nie tylko z przywołanym artykułem publicysty (krytyka Antoniego Marcinkowskiego), ale też z innymi wypowiedziami - artykułem Kazimierza Kaszewskiego 93 i prelekcją Józefy Dobieszewskiej94, do których tekst Marcinkowskiego się odnosił.

Autor artykułu z "Gazety Polskiej"95 przedstawił emancypację kobiet jako ideę zrodzoną w specyficznej i nagannej moralnie atmosferze Stanów Zjednoczonych, sztucznie przeniesioną na grunt polski. Nadwyżka białych mężczyzn w stosunku do kobiet tej samej rasy rozbudziła ambicje płci żeńskiej. Zdaniem Nowosielskiego Amerykanki przesadnie uwierzyły w swoją siłę i dowodzą jej na tych polach, które nie służą ani rodzinie, ani moralności, ani społeczeństwu. Pierwszą część swojej rozprawy zakończył kasandrycznym proroctwem. Że jeśli rzeczy pójdą dalej takim trybem, to znaczy jeśli amerykańskie kobiety będą wstępowały na uniwersytety, swobodnie dysponowały własną osobą, korzystały z rozwodów, a może także uprawiały wolną miłość, to:

rasa miejscowa Amerykanów zginie najdalej za lat 20, ustępując miejsce mniej już postępowym i wyrafinowanym kolonistom, którzy coraz więcej napływają tu z Europy - mianowicie Irlandczykom i Niemcom. Tak więc nazwana kwestia kobieca wyludni sobą Amerykę, zmieni tam całkowicie zamieszkującą ten kraj rasę; do tyla bowiem pewną to jest rzeczą, że wszelki pojaw przeciwny prawu przyrodzenia zawsze musi wywołać sobą w końcu zgubne dla społeczności następstwa96.

Orzeszkowa w zgrabny i przekonujący sposób odrzuciła argumenty swego przedmówcy. Odwołując się między innymi do dzieł Edouarda Laboulaye'a i Charles'a Alexisa de Tocqueville'a, wypowiedziała się z najwyższym uznaniem o kolonistach budujących Amerykę na podwalinach wiary, nauki i miłosierdzia. Podkreśliła prężność i dynamizm społeczeństwa amerykańskiego, które nie broni się przed przyjęciem do swojej świadomości pewnych negatywnych zjawisk - i umie na nie reagować. W końcu związki pozamałżeńskie znane są także Europie. Tylko tutaj nikt o tym nie mówi: "Co do mnie - komentowała Orzeszkowa - wyznaję, że z dwojga złego przekładam występek jawny jak skryty, bo i prędzej przeżyje sam siebie, i łatwiej dostrzec fatalne jego skutki"97.

Jeszcze ważniejsza dla Orzeszkowej jest druga kwestia podniesiona przez Nowosielskiego: obcość idei emancypacyjnej w warunkach polskich. Pisarka podkreśla, że dopiero stając się wykształconą i świadomą swych obowiązków obywatelką, kobieta może dobrze spełniać nałożone na nią powinności matki, żony, gospodyni. Przygotowanie kobiet do życia społecznego to nie jest kwestia miejscowa, ale uniwersalna. W Polsce zaś, ze względu na specyficzną sytuację polityczną, wyjątkowo ważna. Orzeszkowa zwraca też uwagę na los kobiet samotnych i niezamężnych. Czym mają one wypełnić swoje życie, skoro nie mogą pracować na korzyść własnych rodzin? Czy przygotowanie ich do życia społecznego i zawodowego nie jest rozwiązaniem humanitarnym i na wskroś użytecznym?

Orzeszkowa nie może też zgodzić się ze stwierdzeniem swojego przedmówcy, że kobietom przypada w rodzinie rola cichych aniołów, płaczek i cierpiętnic. Taka "ekonomika" życia społecznego zupełnie do niej nie przemawia. Pisarka poddałaby chętnie swoje bohaterki innym rachubom - praw i obowiązków. Dostrzega bowiem "mnóstwo dusz kobiecych niedokończonych, niekompletnych, niezapełnionych, zbłąkanych i upadłych, a jednak tak pięknych z natury swej, tak bogatych, tak zdolnych do wstępowania na wyżyny, z których strąca je ta część społeczeństwa, która dotąd podziela pojęcia pana N[owosielskiego] o kobietach"98.

W cytowanym powyżej artykule polemicznym Orzeszkowa buduje między wierszami definicję emancypacji. W jej ujęciu to nie tyle idea zrównania praw kobiet z prawami mężczyzn, ile włączenie podmiotów kobiecych w ekonomię obywatelskiego działania, które opiera się na równowadze praw i obowiązków. Orzeszkowa upomina się o prawa kobiet, na przykład do nauki, ale podkreśla, że prawa te mogą owocować tylko na przygotowanym gruncie. Nie wystarczy uzyskać prawo robienia czegoś, trzeba umieć je spożytkować. Problem więc nie leży wyłącznie w tym, że emancypacja jest hamowana przez konserwatywnie myślących mężczyzn, rzecz polega także na przełamaniu złych nawyków praktykowanych przez kobiety. Tę myśl rozwinie pisarka w ogromnej rozprawie Kilka słów o kobietach (1870):

W tym jest klucz otwierający tajemnicę wyrazu: emancypacja kobiet.

Nie od urojonej tyranii mężczyzn, nie od świętych i przynoszących szczęście obowiązków rodzinnego życia, nie od przyzwoitości i prostoty, ale od słabości fizycznej bardziej narzuconej niż od natury wziętej, od braku sił moralnych na samoistne i logiczne życie, od klątwy wiecznego niemowlęctwa i anielstwa, od wypatrywania z cudzej ręki kawałka powszedniego chleba, od wiecznego zamykania przed nimi dróg poważnej i użytecznej pracy mają i powinny emancypować się kobiety99.

Wystrzegając się jakkolwiek pojętej roszczeniowości, deklarując siostrzane uczucia przyjaźni wobec świata męskiego, Orzeszkowa z całą surowością piętnuje społeczną i życiową inercję kobiet, ich zgodę na wegetację bluszczu przyklejonego do drzewa. Pisarka stara się nie tylko o to, by nie pojawiały się żadne zarzuty wobec - powiedzielibyśmy dzisiaj - społeczeństwa patriarchalnego, ale też o to, aby emancypacja nie zakładała rywalizacji między kobietami i mężczyznami i nie była pojmowana jako wyścig do społecznych zaszczytów. Tutaj wzorem negatywnym jest już nie tylko kobieta-lalka i kobieta-anioł, ale również kobieta-lwica, afiszująca się z powierzchownymi oznakami wyzwolenia, i sawantka, popisująca się swoją (Bóg jeden wie, jak głęboką) wiedzą.

Rozprawa Orzeszkowej zadziwiła opinię publiczną swego rodzaju konserwatyzmem. Inna znakomita autorka tego czasu, Maria Konopnicka, tak pamiętała po latach tamto zaskoczenie:

Spodziewano się Orzeszkowej na ławie najburzliwszych i najbardziej krańcowych duchów. W ciągu jej krótkiej jeszcze podówczas, ale już znamiennej działalności pisarskiej przyzwyczajono się widzieć ją zawsze na czele śmiałej opozycji, ożywioną bardzo ostrym krytycyzmem do urządzeń społecznych i do tradycji. Oczekiwano tedy rozwinięcia jakiegoś bardzo jaskrawego sztandaru, oczekiwano wprost sankiulotyzmu. Samo więc już pojawienie się autorki Kilku słów w pewnej odległości tak od lewicy, jak i od prawicy poruszyć musiało oba stronnictwa100.

Dlaczego Orzeszkowa wybrała tak ugodową strategię publicystyczną? Dlaczego nie atakowała obyczajów, instytucji społecznych odpowiedzialnych za socjalną niedojrzałość kobiet? Czy to była tylko strategia, czy może raczej konsekwencja jej niełatwej sytuacji jako podmiotu mówiącego? Wydaje się, że oba tłumaczenia mogą wchodzić w grę. Zarówno poczucie pewnej niezręczności, że to właśnie ona, kobieta zabiegająca o rozwód, żyjąca samotnie, bez rodziny, męża i dzieci, zarabiająca piórem, upomina się o poszerzenie praw kobiecych; jak i przeświadczenie, że w konserwatywnym społeczeństwie Polski postszlacheckiej może być wysłuchany i przyjęty tylko głos respektujący pewne zasady życia zbiorowego. Orzeszkowa mówiła tak, by tych zasad nie podważać: świętości rodziny i macierzyństwa, czystości obyczaju. Starała się wykazać, że to dopiero emancypacja, taka, o jaką się upominała, ustawi te zasady na trwałym fundamencie kobiecej siły (moralnej i fizycznej), wiedzy, spokoju, przydatności, skromności i pracy. I wydaje się, że takie ujęcie emancypacji nie było żadną grą, że odpowiadało zapatrywaniom pisarki.

Mają więc rację ci101 , którzy podkreślają, iż w rozprawie Kilka słów o kobietach Orzeszkowa nawiązała do dzieł Herberta Spencera, przede wszystkim zaś do jego pracy O wychowaniu umysłowym, moralnym i fizycznym102. Stamtąd autorka zaczerpnęła trójkowy podział przestrzeni psychicznej na potrzeby ciała, serca i umysłu, na którym oparła kompozycję rozprawy. Tam znalazła potwierdzenie swego dystansu wobec religii jako głównego regulatora moralności kobiet103.I tego przemożnego wpływu spenceryzmu nie zmienia fakt, iż w polu jej widzenia pozostawały także inne koncepcje wychowania - między innymi Jędrzeja Śniadeckiego i Friedricha Fröbla. Ważniejsze jednak od tych paranteli jest to, że Orzeszkowa wmontowała argumenty Spencera (i innych) w kontekst własny, że odmiennie rozłożyła akcenty, że nie używała żadnych argumentów liberalnych, wolnościowych. Mówiła o emancypacji językiem społecznych obowiązków, które powinny pozostawać w równowadze z nabytymi prawami.

KOBIETA POLSKA

Dla Orzeszkowej emancypacja nie była, jak już powiedzieliśmy, lokalną sprawą Amerykanów, co sugerował jej polemista z "Gazety Polskiej". Na dobrą sprawę przestała być także kwestią uniwersalną. Począwszy od lat osiemdziesiątych pisarka patrzyła na tak zwaną kwestię kobiecą przez pryzmat polski. W Listach o sprawach kobiet, drukowanych w piśmie "Świt" w roku 1884, upomniała się w serii brawurowych pamfletów o dostęp Polek do wyższego wykształcenia. Jak wiadomo, w tym czasie (a także i później) nie było w żadnym zaborze studiów uniwersyteckich dla kobiet. Jedynie w Krakowie funkcjonowała ich namiastka - wyższe kursy żeńskie doktora Baranieckiego. Orzeszkową ten stan rzeczy oburza. Bo chociaż nie ma studiów, to są studentki! Polki wstępują na uczelnie w innych krajach, przede wszystkim w Szwajcarii i Rosji, zdobywają wykształcenie na różnych kierunkach z medycyną włącznie.

Pamflet Orzeszkowej tchnie dowcipem, ale i goryczą. Los studiujących Polek przedstawia pisarka w tonacji heroicznej. Kobiety pochodzą najczęściej z biednych lub zubożałych rodzin. Muszą utrzymywać się za bardzo małe pieniądze. Latami nie dojadają, nie leczą się, chodzą głodne i zmarznięte. Bez wsparcia przyjaciół i znajomych, w obcym kraju nierzadko zapadają na różne choroby i umierają przed zakończeniem studiów. Pozostaje pytanie: dlaczego studiują? Dlaczego podejmują ten trud? Orzeszkowa nie ma wątpliwości: z konieczności. Wyższe studia dla zdolnych, pragnących wiedzy kobiet stały się nieodzownym rozwiązaniem, nieusuwalną potrzebą, losem.

Orzeszkowa chce wierzyć, że w całej Europie, nie mówiąc już o Ameryce, los lgnących do wiedzy kobiet jest jakoś rozwiązany: mogą studiować na Sorbonie, w Cambridge, w Monachium, Getyndze, Zurychu, Genewie, Bolonii - i kilku jeszcze ośrodkach. Pisze z goryczą:

Na koniec, co już dostatecznie przekonywać powinno o zupełnej przyzwoitości wyrazu: studentka, to przebywanie na uniwersytecie w Cambridge panny Gladstone. Panna Gladstone - jest studentką. Uważnie tylko wmyślcie się w te kilka wyrazów. Panna Gladstone, córka lorda i pierwszego angielskiego ministra, jest studentką. Mam nadzieję, że od chwili otrzymania tej wiadomości osoby dobrego tonu i smaku bez zarumienienia się już wyraz ten wymawiać będą104.

Wiemy między innymi ze słynnego eseju Virginii Woolf, jak bardzo niedoskonała była edukacja wyższa angielskich dziewcząt. Ale i tak, przy wszystkich ograniczeniach, Angielki, Francuzki, Rosjanki i Niemki mogły znaleźć dla siebie miejsce w rodzimych szkołach wyższych, Polki - niestety, nie.

Po raz pierwszy w Listach Orzeszkowa przyznaje, że kobiety tworzą coś w rodzaju odmiennej grupy czy klasy społecznej:

Dobrze to bowiem czy źle, wesoło czy smutno, ale tak jest, że społeczność kobieca wskutek przyczyn dziejowych, wychowawczych, ekonomicznych, z samej natury pochodzących lub sztucznie wytworzonych, posiada swoje odrębne przymioty, przywary, słuszne lub niesłuszne żądania, swoje odrębne niedostatki, tak moralne, jak umysłowe, i z nich pochodzące potrzeby zaradczych środków, swoje upragnienia materialnego bytu i wszechstronnego postępu. Tak dzieje się z każdą grupą społeczną, którą setki albo tysiące lat w pewien sposób kształtowały. Kobiety stanowią jedną z grup takich, a rozważanie właściwych jej cech i interesów, jak też do pewnego przynajmniej stopnia kierowanie nimi, nie jest bynajmniej pustą igraszką słów, lecz takim samym oraniem gruntu pod społeczne żniwa, jak to, które dopełnia się na wszelkich innych punktach zbiorowego życia105.

Czy jest w tych słowach ostrzeżenie przed lekceważeniem kobiet? Jeżeli tak, to bardzo powściągnięte, wyciszone. Być może przed ostrym radykalizmem żądań powstrzymuje Orzeszkową i to, że w latach osiemdziesiątych (w czasie przygotowywania rozprawy o Polkach dla amerykańskiego wydawcy Theodore'a Stantona106) rozwinęła ona pewien trop myślowy, głęboko ukryty w jej wcześniejszych rozprawach: przekonanie, iż ruch emancypacyjny, polski ruch emancypacyjny, nie stanowi rewolty i zerwania z tradycją, ale jest naturalną konsekwencją wolnościowego ustroju dawnej Polski i wysokiej pozycji kobiet w polskim (tj. szlacheckim) domu.

To bardzo ciekawy wątek; warto mu się przyjrzeć z uwagą. Tradycyjnie wysoką pozycję kobiet w Polsce wywodzi pisarka z tradycji rzymskiej - w czasach pisania pracy Kilka słów o kobietach ocenianej negatywnie, a w każdym razie gorzej niż pewne etapy historii po nastaniu chrześcijaństwa. Teraz te oceny uległy odwróceniu:

Ze strony życia cywilnego kobiet polskich, ogromne posiadały znaczenie i wpływ wywarły: naprzód, kultura łacińska, która przenikając aż do rdzenia narodowego ducha, wnosiła weń wzory starorzymskich cnót i obyczajów; następnie, społeczno-polityczny ustrój państwa.

Istotnie, jeżelibyśmy chcieli pośród nowożytnych narodów szukać form życia najbardziej zbliżających się do wzorów rzymskich z epoki poprzedzającej panowanie cezaryzmu, moglibyśmy je znaleźć w Polsce do początków XVII stulecia. Taż, co u starych Rzymian prostota i surowość życia, mowy i charakteru, toż same całkowite oddawanie się sprawom i służbom publicznym, tenże sam hart ciał i duchów, przygotowywanych od dzieciństwa do ciężkich wojennych zapasów z wrogami, tenże sam ustrój rodzinno-społeczny, w którym kobieta wobec ustaw prawnych była niczym, wobec zaś opinii i uczuć publicznych wysokiego doświadczała poważania107.

To, co od razu rzuca się w oczy, to wyraźna - szczególnie w porównaniu z wcześniejszymi tekstami - marginalizacja tradycji chrześcijańskiej. Potwierdza to w pełni pisany mniej więcej w tym samym czasie list do Jana Karłowicza:

postawić chcę tezę cale w piśmiennictwie naszym nową, mianowicie, iż niezupełnie prawdą jest, jakoby chrześcijanizm wyzwolił kobietę. Silnie jestem przekonaną i dowieść tego chcę, iż jedynym dobrodziejstwem przez chrześcijanizm kobiecie przyniesionym było ustalenie instytucji i obyczaju jednożeństwa, a i tu są zastrzeżenia, gdyż naprzód, jednożeństwo panowało już w Rzymie (a po części też w Judei i Grecji), następnie, do ustalenia się go dopomogły właściwości klimatyczne i rasowe w połączeniu ze sprzyjającą udostojnieniu tradycją Germanów. Owszem, wprowadzeniem w pojęcia i obyczaj ascetyzmu, podniesieniem do wysokości dogmatu judejskiej legendy o zgubicielce Ewie chrześcijanizm dużo powstrzymał rozwój sprawiedliwości w stosunku do losów kobiecych, przeciwstawiona zaś temu wszystkiemu cześć Marii nie była nowością, bo przecie starożytne ludy posiadały różnorodne boginie swe, wpływ których na społeczne ustosunkowanie wcale od wpływu tej nowej bogini mniejszym nie był. W ogóle twierdzić będę, iż chrześcijanka wieków średnich, aż do odrodzenia się nauk i aż prawie do wielkiego ruchu umysłów i stosunków w wieku XVIII, nie tylko w dostojności i szczęściu nie wzrosła, lecz przeciwnie, zsunęła się niżej od kobiety rzymskiej, po części nawet greckiej i judejskiej108.

Stawiając sprawę tak jasno i dobitnie, znacznie modyfikując swoje stanowisko wyrażone kilkanaście lat wcześniej, Orzeszkowa podkreślała teraz, że nie zaszczepiły się w Polsce dwa modele chrześcijańskiej kobiecości: wzór kobiety ascetki, która w swym uwielbieniu Boga posuwa się aż do mistycznej ekstazy, i wzór kobiety rozpustnej, wysłanniczki szatana, która wiedzie swą prywatną wojnę z Bogiem i światem. Nie ma więc polska kultura ani (dodajmy dla porządku: wielu) autorek mistyczek, ani żarliwych zakonnic, ani wielkich kurtyzan, które pośrednią drogą wpływały na politykę i decyzje władców. Ma za to Polska kobiety obywatelki. Ukształtowaniu tego modelu kobiecości służyły zarówno przeniesione do kultury szlacheckiej wzory rzymskiej praworządności, jak i specyficzny, jedyny w swoim rodzaju charakter polskiego domu.

Zasady jego funkcjonowania rekonstruuje Orzeszkowa w sposób fascynujący w dwu tekstach pisanych dla odbiorcy zagranicznego - w cytowanej rozprawie O kobiecie polskiej oraz w znacznie późniejszym tekście pisanym na zamówienie Francuzów. Polski pierwodruk rozprawy nosił tytuł Polka109, w wydaniu książkowym Orzeszkowa zmieniła go na trochę inny - O Polce Francuzom. Zauważmy, że obecność tradycji rzymskiej bardzo delikatnie współbrzmi z mitycznymi uzurpacjami na ten sam temat wpisanymi w mentalność sarmacką. Czy pisarka rewaluuje w ten sposób przynajmniej część tradycji szlacheckiej, staropolskiej? Niewykluczone, jeśli zważyć, z jaką ostrożnością formułowała swoje zastrzeżenia wobec Polski przedrozbiorowej; w liście do przebywającego na emigracji nestora polskich pisarzy, Tomasza Teodora Jeża pisała:

Nie mogę w żaden sposób wyobrazić sobie, jakim by sposobem zbiór samych tylko niedołęgów, głupców mógł utworzyć historią narodu długą, niepoślednią wcale, owszem, pełną kart poważnych i bohaterskich. Małe zresztą wiadomości o dziejach ojczystych, które posiadam, a także mnóstwo spostrzeżeń, które przez całą młodość moją czynić mogłam, żyjąc nie wśród innej, tylko wśród tej właśnie warstwy społeczeństwa naszego, sprzeciwiają się formalnie wyobrażeniu takiemu. (...) Otóż jeżeli powyższe poglądy nie są zupełnie mylnymi, przedstawianie szlachty polskiej w przeszłości i w teraźniejszości jako zbiorowiska ludzi zgangrenowanych do szpiku kości i fosforu w mózgach doszczętnie pozbawionych nie zawiera w sobie prawdy110.

Zdaniem pisarki dom szlachecki faktycznie nasiąkał pierwiastkami śródziemnomorskimi: głównie ideą rzymskiego prawa i poczuciem obywatelskiej powinności. Służyły temu podróże, studia na europejskich uczelniach, powroty do kraju, otwarte debaty, którym przysłuchiwały się także kobiety. Nabierały one prawa biernego choćby współuczestniczenia w sprawach wagi państwowej, ponieważ wcześniej przyjęły na siebie liczne obowiązki domowe: prowadzenie gospodarstwa, doglądanie dzieci i służby, sprzedaż niektórych produktów. Czasami dochodziło do tego administrowanie majątkiem i kształcenie potomstwa, szczególnie w sytuacji przedłużającej się nieobecności męża. Zdarzało się, że kobiety musiały stawać w obronie własnych domostw i swoich bliskich; znany, choć nie jedyny, jest przypadek Anny Chrzanowskiej z Trembowli.

Inaczej niż na przykład Aleksander Świętochowski, jeden z najgłośniejszych publicystów warszawskich drugiej połowy XIX wieku, Orzeszkowa nigdy nie poddawała publicznej krytyce zbitki pojęciowej Polak-katolik; jednocześnie w sposób bardzo konsekwentny pomijała w swoich pracach publicystyczno-historycznych związek łączący państwo polskie z instytucjami Kościoła katolickiego. Marginalizowała rolę katolicyzmu w procesie kształtowania się zarówno poczucia obywatelskiego, jak i specyficznej dojrzałości kobiet. Szukała dla polskiej szlachty innych wzorów chrześcijaństwa i samorealizacji w życiu publicznym. Pisarka zwracała uwagę na proces szerzenia się arianizmu i socynianizmu jako tych doktryn, które wiążą się ze ścisłym przestrzeganiem etyki ewangelicznej. Podkreślała też (w rozprawie O Polce Francuzom) akces kobiet do tych odłamów chrześcijaństwa, i heroizm, z jakim broniły swej wiary, wiedząc, że grozi im za to konfiskata mienia i wygnanie. Właśnie socynianki są dla Orzeszkowej męczennicami: "Nie idzie tu o to, czy doktryna istotnie posiadała prawdę, lecz o to, że jej wyznawczynie były zdolnymi do szukania prawdy, do cierpienia za to, co dla nich było prawdą"111.

To myślenie o istotności wątków ariańskich dla wizerunku Polki obywatelki ma swoje bardzo intrygujące kontynuacje. Jeśli przyjąć - za wybitnymi znawcami przedmiotu, Stanisławem Kotem i Janem Dürrem-Durskim112 - że wypędzeni z Polski arianie wpłynęli w sposób znaczący na kulturę Holandii, Anglii i innych państw europejskich, przeniknąwszy pod nazwą unitarian do wielu sekt religijnych, i jeśli dodać do tego ustalenia autorów najnowszych prac na temat emancypacji w krajach protestanckich, która - zdaniem wielu badaczy i badaczek - miała swe źródła w ruchu unitarian, to okaże się, że polskie arianki i polscy arianie współtworzyli pewien model europejskiej emancypacji i liberalizmu113. Nie ma też żadnego przypadku w tym, że do arianizmu garnęły się kobiety, tak jak potem do unitarianizmu. W jednym i drugim ruchu znajdowały pole wolności związane z lekturą Pisma Świętego i podejmowaną wspólnie z mężczyznami debatą teologiczną i polityczną.

Oczywiście, uwagi te dotyczą wieku XVI. W dwu kolejnych stuleciach - pisze Orzeszkowa - kobiety zostały z powrotem zagnane do kuchni i alkierza. Emancypacja Polek byłaby tyleż powrotem do starych tradycji, odnawianych od końca XVIII wieku, co nawiązaniem do historii kobiet europejskich i amerykańskich, które prześcignęły nasze rodaczki w możliwościach uzewnętrznienia swego człowieczeństwa.

KOBIETA ETYCZNA

W latach dziewięćdziesiątych XIX wieku koronnym obowiązkiem kobiety staje się u Orzeszkowej praca na rzecz doskonalenia moralnego. Z pozoru to wyostrzenie problematyki etycznej nie zmienia w niczym logiki społecznego działania wypracowanego przez Orzeszkową: doskonalenie moralne ma przecież służyć utrwalaniu pożądanych postaw społecznych, takich jak współczucie dla pokrzywdzonych, empatia itd. Dochodzi tu jednak do jakościowego przesunięcia znaczeń: bez ukształcenia moralnego nie może dokonać się - zdaniem Orzeszkowej - postęp cywilizacyjny. Skoro kobiety biorą na siebie obowiązki etyczne, stają się one prawdziwymi promotorkami postępu i cywilizacji. Od nich zależy szczęście świata. Dlatego pisarka nie uchyla się od próby instytucjonalizacji swego pomysłu: w Liście do kobiet niemieckich (1896) postuluje powołanie Tugendbundu, Związku Cnoty, organizacji kobiecej wprowadzającej i utrwalającej wysokie standardy moralne.

W przywołanej rozprawie Orzeszkowa przypomina, iż spośród trzech wielkich ideałów ludzkości - prawdy, piękna i dobra - kobietom przypadało w udziale reprezentowanie piękna. Dobro wnoszone przez kobiety było dotąd czysto instynktownym opowiedzeniem się za pokrzywdzonymi i potrzebującymi pomocy. Tymczasem szalony rozwój cywilizacji zmusza do tego, by dobro zbliżyć do prawdy, by wrażliwość moralną powiązać z postępem naukowym, technicznym, cywilizacyjnym. W szkicach etnograficznych Ludzie i kwiaty nad Niemnem (1888) Orzeszkowa zagłębi się w meandry ludowej etymologii roślin, by pokazać, że niefachowa nazwa botaniczna kryje w sobie nie tylko rzetelną wiedzę przyrodniczą, ale też miłosny stosunek podmiotu poznającego do otaczającego go świata114 . W eseju Oblicze Matki115 (1899) będzie dowodzić niedostateczności narzędzi naukowych w poznawaniu rzeczywistości:

Błędnym jest mniemanie, że aby to oblicze (ziemi - dop. G.B.) poznać, dość zapytywać o nie uczonych książek o przyrodzie. One zapewne niezmiernie wiele nauczyć mogą, lecz z rozumem tylko do czynienia mając, nie wkraczają w dziedzinę nie swoją, która jednak zajmuje u człowieka miejsce rozległe. Jakaż to dziedzina? Istota jej tajemnicza, a potęga czarnoksięska! Jeden z największych myślicieli spółczesnych, Ruskin, ściga jej działania po długiej i krętej drodze zapytań.116

Na wiedzę składa się nie tylko prawda naukowa, ale też uczucia, emocje, nadzieje towarzyszące poznaniu. Kto ma klucz do czystej wiedzy, nie otworzy sezamu świata. Bez aury uczuciowej, bez głębokiego poczucia solidarności z ziemią i ludźmi nie zbliżymy się do tajemnicy istnienia. W czyich rękach spoczywa zatem prawdziwe narzędzie poznania? W Liście do kobiet niemieckich Orzeszkowa powiada zdecydowanie: w rękach kobiety przyszłości, kobiety apostołki i reformatorki, kobiety mędrca i anioła. Jest to postać utopijna, mesjanistyczna. Emancypacja wieków poprzednich, szczególnie XIX stulecia, skonkretyzowała jej obraz, ale nie urzeczywistniła. Istnieje bowiem zasadnicza różnica między heroicznymi kobietami przeszłości, walczącymi o prawo do nauki i pracy społecznicami dziewiętnastowiecznymi, a ideałem kobiety przyszłości. Jest ona anielskim, wyzbytym własnych ambicji uosobieniem dobra, miłości, przebaczenia:

Nad otchłanią, w której głębiach niezliczone męczarnie i winy dręczą ciała i duchy milionów, widzę unoszącą się postać wielką i słodką, mądrą i dobrą, współczującą i czynną. Przemyślnymi i niezmordowanymi rękoma kosi ona osty zawiści i nienawiści, zarastające pola; powoli, lecz nieustannie, zasadza na nich oliwne drzewa zgody i pokoju; jedną dłonią kruszy podstawę, na której wznosi się cielec zloty, drugą tępi ostrza i zamyka otwory narzędzi morderczych. Z ust jej wychodzą zaklęcia magiczne, przed którymi maleją pychy szatańskie, pierzchają żądze rozpasane i gwałty zwierzęce; promienie padające z jej czoła i oczu oświetlają wszystkie punkty świata, na których Kainowie podnoszą nad Ablami mordercze topory i nagim widokiem tych bratobójczych czynów tak świat przerażają, że uderza się on w pierś z wielkim krzykiem: moja wina!117

Orzeszkowa zdaje sobie sprawę z utopijności tego pomysłu i tej wizji. Ale nie wątpi, iż doskonalenie moralne kobiet, dokonujące się w zmaganiach dnia codziennego, odwołujące się do ideału dobra, wymagające samokontroli i poświęcenia, może przynieść pożądane rezultaty, zbawienne dla świata.

Warto jeszcze zapytać (powtarzając pytanie pisarki): dlaczego kobiety? Dlaczego na ich barki, słabsze od ramion męskich, złożony został tak nieludzki ciężar? Ponieważ długo były ofiarami, ponieważ doświadczyły poniżenia i cierpień. Tylko ten, kto doznał bólu, rozumie cierpiącego. I jeszcze jedno: odpowiedzią na zadawane cierpienie nie może być rewanż, ale okazane innym współczucie.

Wzór kobiety obywatelki, obdarzonej silnym zmysłem moralnym, patronuje także późniejszej publicystyce emancypacyjnej, podjętej przez pisarkę w czasie wyjątkowego zamieszania politycznego i dziejowego. Przegrana Rosji w wojnie z Japonią w roku 1905 oraz fala rewolucyjnych wystąpień w samym cesarstwie, jak i na jego obrzeżach, doprowadziła do chwilowego zelżenia nadzoru politycznego i cenzorskiego. Ogłoszono wybory do Dumy, zapowiedziano swobodę działań samorządowych, zaczęto udzielać koncesji na gazety polskojęzyczne wydawane na terenach wcielonych do cesarstwa, czyli między innymi tam, gdzie mieszkała Orzeszkowa. Schorowana pisarka włączyła się w działalność społeczną i dziennikarską. Często o wyraźnym nachyleniu kobiecym. W roku 1905 upominała się o dopuszczenie kobiet do pracy w samorządach ziemskich, argumentując: "Dlaczego by kobiety polskie na Litwie nie miały zostać obdarzone prawem brania udziału w pracach nad ulepszeniem stosunków materialnych i moralnych w rodzinnych swych prowincjach? Czy nie zasłużyły sobie na to prawo? Czy są niezdolne do wykonywania połączonych z nim obowiązków?"118 Przypominając o zasługach kobiet w prowadzeniu prac społecznych, począwszy od księżnej Anny Jabłonowskiej, a skończywszy na współczesnej sobie Konstancji Skirmuntównie, przestrzegała, iż biada tym, którzy sięgają po zaszczyty, a nie pamiętają o powinnościach, cnotach i obowiązkach. W roku następnym Orzeszkowa orędowała gorąco za przyznaniem kobietom praw politycznych. W apelu podpisanym wspólnie z innymi kobietami, Polkami i Litwinkami, zwracała się do przyszłych posłów Dumy, aby sprawy politycznych praw kobiet nie odkładali na później. Przekonywała, iż kobiety dojrzały do nowej roli.

Na ten apel młodsze pokolenie emancypantek zareagowało zniecierpliwieniem: o prawa kobiet nie należy prosić, ale "trzeba je samym brać przez wyższe wykształcenie, uświadomienie swych potrzeb i praw ludzkich i tworzenie związków stanowiących siłę realną, z którą by się musiano rachować" - komentowały w "Gazecie Wileńskiej" we wspólnej odezwie119 . Orzeszkowa odpowiedziała niedługim, ale świetnym artykułem Frazes120. Skoro kobiety mają dowieść swej dojrzałości politycznej - pisała - to nie mogą przemawiać głosem generałów, którzy wprawdzie nie mają armat, ale zapowiadają atak. Taki głos - to banał, pusty frazes.

FEMINIZM ORZESZKOWEJ - PRÓBA KONKLUZJI

Kobiece pisma Orzeszkowej stanowią dość trudny przedmiot opisu: po pierwsze - jak już wspomniano - były one uwikłane w rozmaite konteksty i podlegały rozmaitym uwarunkowaniom, także takim, o jakich autorka niechętnie mówiła (doświadczenia biograficzne, sytuacja życiowa); po drugie - podlegały ciągłej ewolucji, która zasadniczo wpływała na ich zakres, kierunek i stopień radykalizmu. Kiedy w liście do przyjaciela i znakomitego znawcy jej twórczości, Aurelego Drogoszewskiego, Orzeszkowa wyznawała, iż wymarzyła sobie, że napisze on książkę o ruchu kobiecym w Polsce, biorąc za przedmiot analizy pisarki dziewiętnastowieczne - Hoffmanową, Żmichowską, Konopnicką - i jej własne dzieła121, podświadomie wyrażała swój stosunek do polskiej tradycji emancypacyjnej. Był to stosunek przemyślany, daleki od entuzjazmu, selektywny i aprobatywno-krytyczny. Każda z wymienionych pisarek uosabiała zupełnie inny wzór dyskursu kobiecego. Klementyna z Tańskich Hoffmanowa opowiadała się za kobietą domową, podległą mężowi, świadomą jednak spoczywających na niej obowiązków. Narcyza Żmichowska kładła nacisk na odmienność kobiet, ich wrażliwość, łatwiejszy dostęp do wartości absolutnych: miłości, przeżycia religijnego. Była dzika i nieposkromiona, inteligentna i samotna. Maria Konopnicka rzadko wypowiadała się na tematy kobiece widziane przez pryzmat refleksji feministycznej. Kobiecość kojarzyła z biedą, nędzą, kłopotami egzystencji. Swoją (opisaną anonimowo przez Orzeszkową w jednej z rozpraw) biografię matki sześciorga dzieci, która opuszcza męża, by prowadzić życie na własny rachunek, zbywa milczeniem. Konopnicka nie mówi o emancypacji. Konopnicka po prostu żyje jak feministka, podróżując po Europie w towarzystwie swej przyjaciółki Marii Dulębianki.

Orzeszkowa bierze od każdej ze swych koleżanek po piórze jakiś rys indywidualny; od Hoffmanowej poczucie obowiązku wobec społeczności, rodziny, ojczyzny; od Żmichowskiej narastające w niej dopiero wraz z upływem lat przekonanie o inności kobiet, która pozwala na doświadczenie niezwykłej więzi ze światem; od Konopnickiej - niechęć do wyraźnego mieszania trybu publicystycznego z nurtem osobistym. Zachowuje też wobec każdej z nich znamienny dystans. Hoffmanowa jest dla niej zbyt tradycyjna, konserwatywna; przestrzeń, po której porusza się Orzeszkowa, jest bezwzględnie szersza, rozleglejsza. O grupie Entuzjastek, stworzonej przez Żmichowską, wypowiada się z dużym krytycyzmem:

Entuzjastki uwyraźniły sobą najwybitniej wszystkie dodatnie i część ujemnych wpływów tradycji, romantyzmu i świeżych jeszcze pojęć emancypacyjnych. Niezwiązane w stowarzyszenia żadne, zostawały one przecież pod wodzą autorki wielkiego talentu, a większej jeszcze dzielności charakteru, Narcyzy Żmichowskiej, piszącej pod pseudonimem Gabryelli, grupowały się wkoło niej i od niej natchnienia swe brały. Hasłami ich były: niepodległość myśli i sumienia, niezależność kobiety i prawa jej do nauki i pracy, miłość dla ludzi, gardzenie opinią publiczną, ilekroć stawała ona na przeszkodzie uzewnętrznianiu idei tych w słowie i czynie. Idee te propagowały one piórem, słowem, czynem i stosowaniem do nich własnego życia. Śmiałe aż do zuchwalstwa - jak zwykle bywa z nowatorami, a szczególniej z nowatorkami - posuwały się one czasem zbyt daleko: filozofując na prawo i lewo, wpadały w absurda; naśladując mężczyzn w obejściu się, ośmieszały siebie i swe dążenia122.

Konopnicką Orzeszkowa szanuje, ale czuje się wobec niej talentem większej miary, o szerszych horyzontach intelektualnych123.

Konkluzja pozostaje oczywista: Orzeszkowa buduje własny program emancypacyjny, podobny w kilku punktach do wcześniejszych dyskursów kobiecych, ale w istocie różny od nich i zupełnie niezależny124. Myślenie Orzeszkowej wyrasta z postawy obywatelskiej, odwołuje się do kategorii praw i obowiązków. Ten punkt wyjścia chroni pisarkę przed skrajnościami, których życie publiczne nie lubi. Bardzo oryginalne i odrębne jest w nim to, że Orzeszkowa model kobiety obywatelki wywodzi z tradycji szlacheckiej rodziny, ze zwyczajów polskiego domu, który dał kobiecie prawo współuczestniczenia w debatach publicznych i umiał walczyć o jej godność. Na przełomie wieków szczególnego znaczenia nabiera komponent etyczny. Świat sposobi się do moralnej odnowy i czeka na kobiecego Mesjasza. W eseistyce Orzeszkowej (i szerzej: w jej późnej twórczości) można odnaleźć dwa wcielenia kobiecości spełniającej swe posłannictwo: obraz kobiety anioła, który unosi się nad światem i gasi ludzkie pożary. I obraz kobiety "łąkowej", "leśnej", ludowej, żyjącej w symbiozie z naturą. W jakimś stopniu te dwa - jakże różne - obrazy godzi ze sobą, modląca się do Boga Ojca i Matki Ziemi, Seweryna z powieści Ad astra.

GATUNKI, JĘZYK, FORMA

Warto na koniec wspomnieć o formie omawianych rozpraw. Jakie gatunki publicystyki uprawiała Orzeszkowa? Jakiego używała języka? Rozprawy wcześniejsze z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych to ogromne erudycyjne studia, jak zauważyła Konopnicka w cytowanej recenzji, rozwlekłe i przeładowane cytatami125. Orzeszkowa ujawnia w nich skłonność do bardzo długich zdań, zawiłej składni, retorycznych okresów. Szczególnie ciężko napisana jest rozprawa Patriotyzm i kosmopolityzm. Zdania dłuższe niż pół stronicy stanowią normę stylistyczną tego tekstu:

Lecz przyszła chwila, w której przy wzrastającej wciąż liczbie osobników ludzkich, przy zwiększających się bogactwach, otrzymywanych za pomocą zwycięstw nad przyrodą odnoszonych, wobec potrzeb, które pomnażały się wraz z bogactwami, i niebezpieczeństw, które groziły wraz z doskonaleniem się uzbrojenia i walką o lepsze miejsce pod słońcem, rody przechowujące pamięć o wspólnym pochodzeniu, złączone z sobą jednością mowy i sympatiami powstającymi z fizjologicznych i psychicznych podobieństw, uczuły popęd do zlania się w spójniejszą jeszcze, solidarniejszą całość i - poddając się władzy jednego człowieka i jednych praw, zakreślając sobie jedne cele obrony lub zdobyczy i obowiązując ściśle wszystkich członków swych do wspólnego ku celom tym dążenia, utworzyły - lud, trzecie i do dziś przez ludzkość nieprzekroczone stadium uspołecznienia126.

Jeśli zważyć, że zdanie to było w oryginale dodatkowo rozczłonkowane przecinkami, których Orzeszkowa używa zgodnie z własną normą, oddzielając na przykład wyraz określany od wyrazów określających ("za pomocą zwycięstw, nad przyrodą odnoszonych"), to zrozumiemy, iż stopień zawiłości tego tekstu jest duży, a przyjemność lektury proporcjonalnie mniejsza.

Zgrabnie natomiast napisany został odczyt O wpływie nauki na rozwój miłosierdzia. Obfitość erudycyjnych odniesień jest lekko i bez ostentacji wbudowana w tekst, operujący krótkimi, dobrze spuentowanymi zdaniami i licznymi (logicznie uzasadnionymi) akapitami. Wydaje się, że tutaj o wyborze formy zadecydował raczej sposób prezentacji materiału (odczyt) niż cokolwiek innego. Tym bardziej zaskakuje studium O Żydach i kwestii żydowskiej. Napisane w tym samym mniej więcej czasie co rozprawa o patriotyzmie - nie powiela jej stylistycznego nadmiaru. Orzeszkowa wyposaża tekst w ramę dialogową. Sugeruje, iż stanowi on odpowiedź na pytanie jakiegoś nieznanego korespondenta (rozmówcy) o jej sąd na temat pogromu warszawskiego z grudnia 1881 roku: "Zapytujesz Pan o myśli, które powstały we mnie, gdy do cichego kąta mego wichry grudniowe przyniosły wieści o burzy warszawskiej"127. Pisarka stara się zachować w całym tekście pozór konwersacji, ściślej mówiąc: pozór wypowiedzi potocznej, dalekiej od uczoności i arbitralności sądów. Nie podąża od lektury do lektury, od autorytetu do autorytetu; realizuje własny, polemiczny, motywowany warunkami rozmowy plan wywodu, który wspiera odwołaniami do cudzych tekstów. Swobodniej dysponuje przytaczanym materiałem, nie trzyma się go niewolniczo, nie streszcza, rzadko cytuje in extenso. Odwołuje się raczej do sytuacji, historii ludzkich niż do określonych dzieł i postaw ideologicznych. Nawiązując do pracy Herberta Spencera, pisze:

W Anglii, w kraju słynnym z dumy narodowej, dość zresztą usprawiedliwionej, ten, kto tak czyni (tj. wytyka wady swym rodakom - dop. G.B.), nie uchodzi snadź za złego ptaka, skoro Herbert Spencer, po napisaniu studium o klasach handlujących angielskich, nic z powagi swej i dobrej sławy nie utracił. Nikt nigdy nie słyszał, aby poczytywano go za złego Anglika; jednak pędzel, którym malował on tę grupę rodaków swych, umoczony był nie w miodzie pochlebstwa, lecz w zdrowym a gorzkim piołunie prawdy128.

Odwołanie do dzieła Spencera wpisuje się w naczelną oś kompozycyjną tekstu, który zbudowany został na dwu zasadach: analogii i różnicy. Wybitny naukowiec (pisarz) ma prawo napominać swoich bliźnich. W Anglii to praktyka akceptowana. A w Polsce? - milcząco pyta Orzeszkowa.

W rozprawie o Żydach Orzeszkowa zastosowała po raz pierwszy na taką skalę cytat literacki i - szerzej - argument zaczerpnięty z literatury. Chcąc pokazać, iż takie przywary, jak pycha czy mentalność dorobkiewicza nie przynależą wyłącznie Żydom, pisarka porównała Fredrowskiego pana Geldhaba z Molierowskim panem Jourdainem oraz bohaterami Kollokacji i Spekulanta Józefa Korzeniowskiego. Wybierajcie, ironizowała - "lecz wiedzcie, że pycha, pycha zła i głupia, jest tu i tam, tu i tam prowadząc za sobą wszystkie grzechy główne, których jest matką: chciwość, oszustwo, pomiatanie godnością człowieczą, śmieszne pretensje żaby, usiłującej dorównać wołowi"129. Wreszcie, powołując się na publicystykę i literaturę, głównie oświeceniową, Orzeszkowa podkreślała, iż tam właśnie rozpoczęła się dyskusja o kwestii żydowskiej i tam szukać należy wiedzy na jej temat.

Można powiedzieć, iż w publicystyce Orzeszkowej coraz większą rolę gra - pojmowana na rozmaite sposoby - literackość. Teksty artystyczne nie tylko dostarczają wiedzy i argumentów, ale same w sobie, przez własne ukształtowanie językowe, tworzą pewien typ dyskursu wyposażony w określony system odniesień, określone konteksty. Rozprawa O Polce Francuzom rozpoczyna się słowami: "Jesteśmy w wieku XIV, XV. W ciemną noc surowej zimy, pośród równiny pokrytej śniegiem, pod chmurami, w szumie wichrów, zamek pański śpiewa i huczy zabawą"130. Jest to opowieść pokazująca w kilku epizodach wielowiekowe dzieje kobiety polskiej: szlachcianki i chłopki, kobiety renesansu, matrony baroku, poetki oświecenia. Opowieść dopełnia część współczesna Portret, prezentująca dziewiętnastowieczne typy Polek. Całość zamyka krótki rozdział Fakty i teorie, przynoszący komentarz do różnych teorii emancypacyjnych i ich społecznych uwarunkowań. Rozprawa przechyla się więc wyraźnie w stronę prozy artystycznej, operującej dwiema głównymi formami przekazywania słowa odnarratorskiego - opowiadaniem i opisem.

Wybór tej formy jest z całą pewnością przemyślanym działaniem artystycznym. W ten sposób Orzeszkowa wikła swój wywód w konkretne realia historyczne, polskie. Wyraźnie sugeruje, iż emancypacja Polek wiąże się z ich statusem, ich miejscem w polskim domu i polskiej historii. Tylko emancypacja zgodna z kierunkiem społecznego rozwoju może liczyć na publiczną akceptację.

Ogromna większość późnej publicystyki Orzeszkowej to teksty silnie zmetaforyzowane, pisane mową figuratywną. Pisarka nie polemizuje, na przykład z Zygmuntem Balickim, na argumenty logiczne, historyczne. Hasłom nacjonalistycznym, siejącym nienawiść i zło, przeciwstawia mowę wysoką, hieratyczną:

Nie słuchaj każdej kropli żółci, która syczy: to wróg! ale słuchaj rozumu, który naucza, jak obojętnych przedzierzgać w przyjaciół, a nieprzyjaciół nie wprawiać w szał wraży. Słuchaj dobrych aniołów swoich, którzy cię, nieszczęśliwą, wiedli ku szczęściu drogami ludzkimi, nie źwierzęcymi, drogami czystymi od wyciśniętych przez Ciebie łez131.

Dlaczego tak właśnie? W grę wchodzą różne powody - także chęć uniknięcia bezpośredniego zwarcia. Ważniejsza jednak jest chyba inna przyczyna: nawiązanie do poetyki tekstu "wysokiego", w tym przypadku biblijno-romantycznego, wskazującego wzór, podającego dykcję. Pospolitości argumentów przeciwnika Orzeszkowa przeciwstawia wzniosłość zapisaną w języku, wzniosłość stylu, wzniosłość ducha. Źródłem owej hieratyczności jest bardzo często tekst Biblii. Z Pisma Świętego czerpie pisarka nie tylko wzór językowy. W artykułach z przełomu wieków zakorzenia w Biblii swoją etykę, etykę poświęcenia i miłości bliźniego, co stanowiło dopełnienie modelu wywiedzionego z ducha starożytności.

Z podobnych powodów posługuje się autorka stylem wysokim, zmetaforyzowanym w artykule o karze śmierci i w kilku innych tekstach: chodzi o zawiłość problemu, który nie podlega prostemu wysłowieniu. Bo konieczność karania przestępców jest oczywista, ale ta okoliczność nie wyczerpuje zagadnienia, zderzając się dramatycznie z ludzkim losem, z jego indywidualnymi zakrętami, tragediami, zatrącając o problematykę być może istotniejszą niż kara: problematykę sumienia, poczucia winy i grzechu. Orzeszkowa uważa, iż wszystkie okoliczności popełnienia zła może osądzić tylko ktoś nadludzki - Bóg, to jemu zatem przysługiwać musi prawo dysponowania karą ostateczną. Tutaj już nie tylko na powierzchni tekstu, ale też w jego strukturze głębokiej pobrzmiewa nowotestamentowa przestroga: "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni".

Zróżnicowaniu stylistycznemu towarzyszy zróżnicowanie gatunkowe. Wczesna publicystyka operuje zasadniczo dwoma gatunkami: artykułem polemicznym (recenzją) oraz rozbudowaną, wielostronicową, erudycyjną rozprawą. W tekstach późniejszych Orzeszkowa posługuje się także pamfletem (wyjątkowo, jednokrotnie w cyklu Listy o sprawach kobiet132), listem otwartym, odezwą; ważnym gatunkiem staje się odpowiedź na prasowe ankiety. Najistotniejszą cechą tej ewolucji jest jednak coraz wyraźniejsze odchodzenie od słowa dyskursywnego i coraz mocniejsze związanie tekstu ze słowem poetyckim. Odpowiada to zmianom doświadczanym przez pisarkę: coraz bardziej skomplikowanemu postrzeganiu świata, ewolucji jej warsztatu artystycznego, ewolucji literatury.

-

Publicystyka społeczna Elizy Orzeszkowej to - obliczone na trzy tomy - pełne wydanie jej pism publicystycznych. Na tom pierwszy składają się uporządkowane chronologicznie artykuły programowe, etyczne i filozoficzno-polityczne oraz teksty poświęcone kwestii żydowskiej i kobiecej.

Bogate zbiory zachowane w Archiwum Orzeszkowej, istniejącym przy IBL PAN, oraz w innych bibliotekach krajowych i zagranicznych pozwoliły na utrzymanie wysokich standardów edycji krytycznej.

Grażyna Borkowska

1 Niniejszy wstęp wchłonął fragmenty tekstów przygotowanych na konferencje w Kazimierzu w roku 2002 (Publicystyka Orzeszkowej jako szkoła myślenia obywatelskiego) i w Warszawie w roku 2003 (Żydzi Orzeszkowej); teksty te zostały opublikowane, pierwszy w książce Literatura i sztuka drugiej połowy XIX wieku. Światopoglądy - postawy - tradycje, pod red. B. Bobrowskiej, S. Fity, J.A. Malika, Lublin 2004, drugi w pracy zbiorowej Kwestia żydowska w XIX wieku. Spory o tożsamość Polaków, pod red. G. Borkowskiej i M. Rudkowskiej, Warszawa 2004. Rozważania na temat kwestii kobiecej u Orzeszkowej weszły do artykułu przygotowanego do książki zbiorowej pod red. Ursuli Phillips i Knuta A. Grimstada Gender and Sexuality in Ethical Context: Ten Essays on Polish Prose, Bergen 2005.

2 G. Borkowska, Arystokratyczny liberalizm Aleksandra Świętochowskiego, w: Pozytywizm. Języki epoki, pod red. G. Borkowskiej i J. Maciejewskiego, Warszawa 2001.

3 G. Borkowska, Prusa filozofia życia, w: Jubileuszowe "żniwo u Prusa". Materiały z międzynarodowej sesji prusowskiej w r. 1997, pod red. Z. Przybyły, Częstochowa 1998.

4 Zob. świetnie opracowane hasło "cnota", w: Religia. Encyklopedia PWN, t. 3, pod red. T. Gadacza, B. Milerskiego, Warszawa 2001.

5 Hasło "obywatel", "obywatelstwo", w: Wielka encyklopedia powszechna ilustrowana, S II, t. 3-4, Warszawa 1904, s. 605.

6 Li...ka (Eliza Orzeszkowa), O "Historii cywilizacji angielskiej" przez Henryka Tomasza Buckle'a, "Gazeta Polska" 1866, nr 158 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 91-92).

7 E. Orzeszkowa, O postępie, "Tygodnik Mód i Powieści" 1874, nr 21 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 121).

8 Tamże, nr 22 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 125).

9 Tamże (w t. 1 niniejszej edycji, s. 125).

10 Orzeszkowa odwoływała się w swoim artykule do prasowego pierwodruku znakomitego eseju Caro Le progr?s sociale, opublikowanego następnie w książce Les probl?mes de morale sociale, Paris 1876. W pracy tej autor powołuje się na poglądy wielkiego fizjokraty francuskiego, Anne Roberta Jacques'a Turgota, który wiele miejsca poświęcił znaczeniu chrześcijańskiej idei doskonalenia się dla zsekularyzowanej doktryny postępu.

11 Zob. G.W.F. Hegel, Wykłady z filozofii dziejów, przeł. J. Grabowski i A. Landman, wstęp T. Kroński, Warszawa 1958, t. 1, s. 179-180, gdzie filozof pisał: "Pierwszą rzeczą jest to, że niewolnictwo nie jest w chrześcijaństwie możliwe, gdyż człowiek jest teraz jako człowiek, zgodnie ze swoją ogólną naturą, wyobrażony w Bogu; każda jednostka jest przedmiotem łaski Boga i boskiego celu ostatecznego: Bóg chce, aby wszyscy ludzie dostąpili zbawienia".

12 Być może tak niezwykła u młodej Orzeszkowej prostota stylu bierze się w tej rozprawie stąd, iż pierwotnie była ona tekstem przygotowanym do wygłoszenia (odczyt odbył się w Warszawie w marcu 1875 roku).

13 E. Orzeszkowa, O wpływie nauki na rozwój miłosierdzia, Lwów 1876, s. 1 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 155).

14 Zob. E. Wejchert, O znaczeniu Bastiata, Careya i Supińskiego, "Ekonomista" 1868, I i II półrocze.

15 W jednym z listów do Méyeta Orzeszkowa pisała: "Czasem przychodzi mi na myśl Bastiat, którego dnia pewnego najniespodziewaniej znaleziono przy biurku, z piórem w ręku, nieżywym". - E. Orzeszkowa, Listy zebrane, t. 2, Do Leopolda Méyeta, do druku przygotował i komentarzem opatrzył E. Jankowski, Wrocław 1955, s. 27.

16 E. Orzeszkowa, Cnoty proste, "Przegląd Tygodniowy" 1874, nr 41 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 141).

17 O powieściowym efekcie tego zjawiska pisał interesująco J. Tynecki w artykule Orzeszkowej efekt obcości. Proces mieszczanienia we wczesnych powieściach pisarki, 1988, opublikowanym w: tegoż, Światopogląd pozytywizmu. Wybór pism, Łódź 1996.

18 E. Orzeszkowa, Ogrody owocowe, "Tygodnik Mód i Powieści" 1874, nr 42 (w t. 2 niniejszej edycji, s. 237).

19 O oskarżeniach wobec dzieła Supińskiego i powolnym przełamywaniu oporu opinii publicznej wobec prac z dziedziny ekonomii zob. Przedmowa wydawcy z poprzedniego wydania, w: J. Supiński, Pisma, Warszawa 1883, t. 1, s. 12.

20 O kryzysie i relatywnej klęsce ideologii pozytywistycznej w latach osiemdziesiątych XIX wieku pisało wielu badaczy; ostatnio interesujące uwagi zob. W. Hendzel, "Głos" (1886-1894). Literatura - krytyka - teatr, Uniwersytet Opolski. Opolskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, "Studia i Monografie" nr 278, Opole 2000, s. 17 i następne.

21 E. Orzeszkowa, Patriotyzm i kosmopolityzm. Studium społeczne, Wilno 1880, s. 6-7 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 190).

22 Tamże, s. 42-43 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 211).

23 Tamże, s. 85 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 236).

24 Swoje argumenty i przykłady powtórzy pisarka w kilku jeszcze innych tekstach, m.in. w ankiecie pisma "Promień" 1904, nr 8/9, oraz w ankiecie pisma "Patriotyzm Polski Przemysłowy, Handlowy i Fabryczny" 1908, nr 1.

25 E. Orzeszkowa, Emigracja zdolności, "Kraj" 1899, nr 12 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 332-333).

26 E. Orzeszkowa, Listy zebrane, t. 4, Do literatów i ludzi nauki: Józefy Sawickiej (Ostoi), Wilhelminy Zyndram Kościałkowskiej, Jadwigi Łuszczewskiej (Deotymy), Ignacego Baranowskiego, Józefa Kotarbińskiego, Kazimierza Zdziechowskiego, Aurelego Drogoszewskiego, Eugenii Żmijewskiej, Marii Czesławy Przewóskiej, Mariana Dubieckiego, do druku przygotował i komentarzem opatrzył E. Jankowski, Wrocław 1958, s. 126.

27 E. Orzeszkowa, tamże, s. 128.

28 Z. Balicki, Egoizm narodowy wobec etyki, Lwów 1903, s. 78.

29 E. Orzeszkowa, Nowe hasło (Z powodu książki p. Zygm[unta] Balickiego pt. "Egoizm narodowy") (w t. 1 niniejszej edycji, s. 346).

30 Uwagi na temat tych i innych lektur wykorzystanych w rozprawie Patriotyzm i kosmopolityzm znajdują się w listach do Jana Karłowicza, zob. E. Orzeszkowa, Listy zebrane, t. 3, Do literatów i ludzi nauki. Jana Karłowicza, Franciszka Rawity-Gawrońskiego, Henryka Nusbauma, Tadeusza Garbowskiego, Wrocław 1956, s. 19 (i komentarz na s. 369); 6-67 (i komentarz na s. 401), oraz w listach do Teodora Tomasza Jeża, zob. E. Orzeszkowa, Listy, t. 1, Dwugłosy. J.I. Kraszewski - T.T. Jeż (T. Miłkowski) - M. Bałucki - M. Konopnicka - St. Krzemiński - H. Skirmuntt - Wł. St. Reymont, opracował L.B. Świderski, Warszawa 1937, s. 58-59.

31 H. Spencer, Wstęp do socjologii, przeł. z oryginału H. Goldberg, Warszawa 1884, s. 249-250.

32 K. Kaszewski, rec. Patriotyzmu i kosmopolityzmu, "Kłosy" 1880, nr 778, s. 348.

33 Tamże.

34 A. Świętochowski, rec. Patriotyzmu i kosmopolityzmu, "Przegląd Tygodniowy" 1880, nr 9, s. 105.

35 E. Orzeszkowa, Do Polskiej Partii Socjalistycznej (w t. 1 niniejszej edycji, s. 413-414).

36 Tamże (w t. 1 niniejszej edycji, s. 422).

37 E. Orzeszkowa, Listy, t. 1, Dwugłosy, s. 296.

38 E. Orzeszkowa, O karze śmierci (w t. 1 niniejszej edycji, s. 404).

39 Świetny przegląd "kwestii rosyjskiej", a przede wszystkim "kwestii polskiej" w oczach Rosji daje H. Głębocki w książce Fatalna sprawa. Kwestia polska w rosyjskiej myśli politycznej (1856-1866), Kraków 2000.

40 Cyt. za: A. Witkowska, Wielkie stulecie Polaków, Warszawa 1987, s. 188.

41 Imponujący przegląd zagadnień dotyczących cenzury rosyjskiej m.in. po 1864 roku można znaleźć w pracy Piśmiennictwo - systemy kontroli - obiegi alternatywne, pod red. J. Kosteckiego, A. Brodzkiej, t. 1, Warszawa 1992 (tu szczególnie cenne artykuły F. Ramotowskiej, M. Tobery, M. Płacheckiego, P. Szretera, B. Mazana).

42 A. Świętochowski, Liberum veto, wyboru dokonał i wstępem opatrzył S. Sandler, komentarze M. Brykalska, t. 2, Warszawa 1976, s. 487.

43 B. Prus, Lalka, oprac. J. Bachórz, BN S I, nr 262, t. 1, Wrocław-Warszawa-Kraków 1991, s. 137.

44 B. Prus, Wystawa malarzy rosyjskich w Warszawie, cyt. za: tegoż, Pisma, pod red. Z. Szweykowskiego, t. 29, Studia literackie, artystyczne i polemiki, Warszawa 1950, s. 26-27.

45 J. Baudouin de Courtenay, Puszkin w Krakowie, "Dziennik Poznański" 1899, nr 142-144, cyt. za: tegoż, Dzieła wybrane, t. 6, Warszawa 1983, s. 96-97.

46 Zob. co na temat stosunku Orzeszkowej do Rosji pisze jej znakomity biograf E. Jankowski, Eliza Orzeszkowa, seria: Ludzie żywi, t. 6, Warszawa 1980 (wyd. 4), rozdział Ambasada na prowincji.

47 Orzeszkowa usiłowała opublikować powieść w Warszawie, w "Bibliotece Warszawskiej", potem w "Ateneum". Obie redakcje uznały jednak utwór za niecenzuralny - bez znacznych zmian, na które pisarka nie mogła się zgodzić, nie miał szans na druk. Zob. perypetie wydawnicze wokół publikacji Dwu biegunów w nocie J. Krzyżanowskiego do: E. Orzeszkowa, Pisma zebrane, pod red. J. Krzyżanowskiego, t. 26, Dwa bieguny, Warszawa 1950, s. 293 i następne.

48 Z...i, Listy warszawskie, "Przegląd Wszechpolski" 1899, nr 9, s. 540.

49 E. Orzeszkowa, Listy zebrane, t. 2, Do Leopolda Méyeta, s. 51.

50 Tamże, s. 62.

51 Zob. uwagi A. Romanowskiego w jego książce Pozytywizm na Litwie. Polskie życie kulturalne na ziemiach litewsko-białorusko-inflanckich w latach 1864-1904, Kraków 2003, szczególnie rozdział drugi: Rosyjski "Kulturkampf".

52 Cyt. za: E. Orzeszkowa, Listy zebrane, t. 3, s. 381 (komentarz Jankowskiego).

53 Jej wcześniejsze wypowiedzi kierowane do Rosjan były adresowane do elit intelektualnych lub artystycznych, jak np. List do literatów rosyjskich zapraszających ją na obchód Mickiewiczowski w Petersburgu, Kraków 1899, depesza z okazji setnej rocznicy urodzin Puszkina wysłana na ręce organizatorów uroczystego bankietu, list do Sałtykowa Szczedrina, lub do korespondentów prywatnych, zob. list do J. Drozdowicza, tłumacza Meira Ezofowicza na język rosyjski (w t. 1 niniejszej edycji, s. 390).

54 E. Orzeszkowa, List otwarty do społeczeństwa rosyjskiego (w t. 1 niniejszej edycji, s. 386).

55 Tamże (w t. 1 niniejszej edycji, s. 389).

56 P. Rocheverre, Le Project de démembrement de la Pologne Russe, "L'Opinion" 1909, nr 2, s. 719.

57 E. Orzeszkowa, W sprawie chełmskiej, "Kurier Litewski" 1909, nr 135 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 442).

58 Świetne rozwinięcie tematu: Kraszewski wobec Rosji po powstaniu styczniowym, można znaleźć w artykule J. Prokopa, "My i oni" Józefa Ignacego Kraszewskiego, w: Literatura południa wieku. Twórczość lat sześćdziesiątych XIX stulecia wobec romantyzmu i pozytywizmu, pod red. J. Maciejewskiego, Warszawa 1992.

59 E. Orzeszkowa, List otwarty do społeczeństwa rosyjskiego (w t. 1 niniejszej edycji, s. 389).

60 List Orzeszkowej do S.H. Peltyna z 12 sierpnia 1870 roku. Oryginał w Archiwum Elizy Orzeszkowej (AEO) w IBL PAN, sygn. 333. Korzystałam z odpisu udostępnionego mi łaskawie przez Iwonę Wiśniewską, za co serdecznie jej dziękuję. Przy okazji warto sprostować nieścisłą informację podawaną m.in. przez Juliana Krzyżanowskiego (E. Orzeszkowa, Pisma, pod red. J. Krzyżanowskiego, t. 44, Eli Makower, Warszawa 1950, t. 2, s. 377) oraz Jana Detkę (J. Detko, Narodowy aspekt kwestii żydowskiej u Elizy Orzeszkowej, odb. z: "Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego" 1961, nr 40, s. 55), że listy Orzeszkowej do Peltyna zaginęły i że jedynym śladem po nich są fragmenty zamieszczone w przedwojennej pracy I. Butkiewiczówny, Powieści i nowele żydowskie Elizy Orzeszkowej, Lublin 1937, skąd obaj badacze czerpali obfite cytaty.

61 Tamże.

62 Tamże.

63 E. Orzeszkowa, Przedmowa do książki zbiorowej, Z jednego strumienia. Nowele, pod red. i z przedmową E. Orzeszkowej, Warszawa 1905; cyt. według wydania: Warszawa 1960, s. 14 (do tej edycji słowo wstępne i przypisy przygotowała G. Pauszer-Klonowska).

64 Tytułowa bohaterka powieści opublikowanej w roku 1886 w "Kłosach".

65 Taka interpretacja wyłania się z wielu prac na temat Orzeszkowej, m.in. J. Dętki, dz. cyt., zob. także M. Opalski, I. Bartal, Poles and Jews: A Failed Brotherhood, Hanower and London 1992. Nawiązuje do niej także U. Phillips w swoim solidnym i instruktywnym artykule The "Jewish Question" in the Novels and Short Stories of Eliza Orzeszkowa, "East European Jewish Affairs" 1995, vol. 25, nr 2, zwracając jednak uwagę na zastanawiające niejasności i niekonsekwencje tej powieści (np. szlachetność i nieszlachetność żydowskiego patrioty) i niemożność mechanicznego odejścia od realiów starożytnych na rzecz paraleli polsko-rosyjskiej.

66 List Orzeszkowej do Peltyna z 12 (24) sierpnia 1871, AEO 333.

67 Orzeszkowa czytała w całości lub we fragmentach następujące książki odnoszące się do domeny żydowskiej: Josepha Cohena, Les Pharisiens, 1877; Josepha Salvadora, Histoire de la domination romaine en Judée et de la ruine de Jérusalem, 1846, oraz tegoż, Paris, Rome, Jérusalem ou la question religieuse au XIX si?cle, 1859; Abrahama Geigera, Divan des Kastiliers Juda Halevi, 1851; Heinricha (Hirsza) Graetza, Geschichte der Juden von den ältesten Zeiten bis zur Gegenwart, 1853-1876; poszczególne części monumentalnego dzieła Ernesta Renana, Histoire des origines du Christianisme, 1863-1883; zapewne jakiś wybór z dziewięciotomowej pracy Isaaka Marcusa Josta, Geschichte der Israeliten seit der Zeit der Maccabäer bis auf unsere Tage nach den Quellen, 1820-1828, dwutomowego kompendium Geschichte des Israelitischen Volkes, 1832, lub jego późniejszych książek; Jules'a A. Soury'ego, Études historiques sur les religions de l'Asie et de la Gr?ce, 1877; Tadeusza Czackiego, Rozprawę o Żydach z dodatkiem Rozprawa o Karaitach, 1807; powieść Juliana Ursyna Niemcewicza, Lejbe i Sióra, czyli Listy dwóch kochanków, 1821; pracę Ludwika Gumplowicza, Prawodawstwo polskie wobec Żydów, 1867. Pełniejszy wykaz "żydowskich" lektur Orzeszkowej znajduje się w rękopiśmiennych notatkach autorki - AEO 243.

68 Misznę np. poznawała pisarka z fragmentów przełożonych na język rosyjski; podaję za listem Orzeszkowej do Peltyna z 2 listopada 1870 roku, AEO 333.

69 W swej świetnej książce Władysław Panas podkreśla jednak obiektywizm i wielkość Orzeszkowej, która potrafiła zapanować nad własnymi uprzedzeniami: "Fascynujące w Meirze Ezofowiczu jest to, że w strukturze głębokiej powieści-poematu ujawniają się treści sprzeczne z intelektualnymi poglądami narratora. Jakby sam proces narracji - jak wiemy, nasycony językiem poetyckim - kreował własny sens, słabo kontrolowany przez opowiadacza. Czy także przez autorkę? - można zapytać retorycznie" (W. Panas, Sacer: święty - przeklęty: obraz judaizmu w literaturze polskiej drugiej połowy XIX wieku, w: tegoż, Pismo i rana. Szkice o problematyce żydowskiej w literaturze polskiej, Lublin 1996, s. 39).

70 M. Opalski, The Concept of Jewish Assimilation in Polish Literature of the Positivist Period, "The Polish Review" 1987, vol. XXXII, nr 4, s. 381.

71 Broni się przed taką interpretacją U. Phillips, dz. cyt., s. 90, pisząc, iż stanowisko Orzeszkowej pozostało, być może w sposób nieunikniony, polonocentryczne.

72 L. Belmont, Żydzi Orzeszkowej (o "Meirze Ezofowiczu"), "Wędrowiec" 1906, nr 11.

73 Tamże.

74 J. Jeleński, Hołd Żydów złożony pani Orzeszkowej, "Rola" 1901, nr 20.

75 S. Janicki, Antysemityzm Orzeszkowej, "Myśl Narodowa" 1925, nr 30.

76 M. Wodziński, Oświecenie żydowskie w Królestwie Polskim wobec chasydyzmu. Dzieje pewnej idei, Warszawa 2003, s. 196.

77 List Malwiny Blumberg do Orzeszkowej z 26 września 1897; AEO 378.

78 Ideę asymilacji rozumiem zgodnie z precyzyjną definicją H. Markiewicza zawartą w jego artykule Asymilacja Żydów jako problem literatury polskiej, 1990, przedruk w: tegoż, Literatura i historia, Kraków 1994, czyli jako "termin nadrzędny wobec terminów: akulturacja - przejęcie wzorów kultury i wartości innego narodu, identyzacja - subiektywne utożsamienie się z tym narodem, integracja - obiektywne zespolenie się z nim" (s. 15).

79 Myślę tutaj np. o dużych zbieżnościach między rozprawą Orzeszkowej a broszurką H. Nusbauma, Już wielki czas!...(Głos w kwestii żydowskiej) Warszawa 1906.

80 E. Orzeszkowa, O nacjonalizmie żydowskim, w: Pisma. Wydanie zbiorowe zupełne ze wstępem A. Drogoszewskiego, t. 9, O Żydach i kwestii żydowskiej. Silny Samson. Daj kwiatek. Gedali. Ogniwa. O nacjonalizmie żydowskim, s. 233 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 578-579).

81 E. Orzeszkowa, Wtór do głosu Wyborcy z Trok, "Kurier Litewski" 1907, nr 232 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 556). Zdaniem niektórych znawców tematu postawa Orzeszkowej mogła wypływać także z przyczyn pragmatycznych, tj. z chęci pozyskania żydowskich głosów w wyborach do Dumy (dyskusja w Katedrze Kultury Literackiej Pogranicza Instytutu Polonistyki UJ 11 kwietnia 2005; szczególnie ważny głos Beaty Kalęby).

82 J. Matejko, List Matejki do redakcji "Roli", "Rola" 29 stycznia (10 lutego) 1883, nr 6.

83 E. Orzeszkowa, Listy, t. 2, cz. I, Do literatów i ludzi nauki. Jan Karłowicz - Franciszek Gawroński - Henryk Nusbaum - Tadeusz Garbowski, opracował L.B. Świderski, Warszawa 1938, s. 37.

84 E. Orzeszkowa, tamże, cz. II, J. Sawicka - W.Z. Kościałkowska - J. Łuszczewska - Ign. Baranowski - J. Kotarbiński - K. Zdziechowski - A. Drogoszewski - E. Żmijewska - M.Cz. Przewóska - M. Dubiecki - I. Franko - J. Vrchlický - M. Wolska, s. 93.

85 J. Kotarbiński, W obronie Żydów, "Prawda" 1882, nr 27.

86 A. Kraushar, rec. rozprawy O Żydach..., "Kłosy" 1882, nr 890.

87 A.J. Cohn, rec. rozprawy O Żydach..., "Izraelita" 1882, nr 20-21.

88 Zob. recenzje G.C. (G. Czernickiego) z Elego Makowera, "Wiek" 1876, nr 67-68; Własta (M. Komornickiej) z Mirtali, "Chimera" 1905, t. 3; anonimową recenzję Mirtali - "Biesiada Literacka" 1886, t. 22, nr 51.

89 J. Sten (właśc. Ludwik Bruner), rec. tomu Z jednego strumienia, "Krytyka" 1904, t. 2.

90 Por. przyp. 6.

91 Jak wynika z korespondencji Orzeszkowej z Józefem Sikorskim, redaktorem "Gazety Polskiej", plan rozprawy o kobietach miała pisarka przygotowany już w roku 1867. Zob. E. Orzeszkowa, Listy zebrane, pod red. E. Jankowskiego, t. 1: Do redaktorów i wydawców: Józefa Sikorskiego, Gebethnera i Wolffa, Franciszka Salezego Lewentala, Wacława Makowskiego, Erazma Piltza, Stanisława Posnera, Wrocław 1954, s. 9.

92 E. Orzeszkowa, O kwestii kobiecej (z powodu artykułu pana Antoniego Nowosielskiego), "Gazeta Polska" 1870, nr 147 i 148 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 583).

93 K. Kaszewski, Kształcenie kobiet w Stanach Zjednoczonych, "Kłosy" 1870, nr 245-248.

94 J. Dobieszewska, Wychowanie kobiet wobec dzisiejszych dążeń społecznych, "Kłosy" 1870, nr 238-239.

95 A. Nowosielski (właściwie Antoni Marcinkowski), O kwestii kobiecej..., "Gazeta Polska" 1870, nr 126 i 127.

96 Tamże, nr 126.

97 E. Orzeszkowa, O kwestii kobiecej... (w t. 1 niniejszej edycji, s. 594).

98 Tamże (w t. 1 niniejszej edycji, s. 609).

99 E. Orzeszkowa, Kilka słów o kobietach, "Tygodnik Mód i Nowości Dotyczących Gospodarstwa Domowego" 1870, nr 40-44, 48-53 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 630).

100 M. Konopnicka (recenzja w związku z publikacją tomów "kobiecych", t. 41 i 42, w Tanim Zbiorowym Wydaniu Pism), "Gazeta Polska" 1888, nr 253.

101 Np. M. Romankówna w swojej książce Na nowych drogach. Studia o Elizie Orzeszkowej, Kraków 1848.

102 H. Spencer, O wychowaniu umysłowym, moralnym i fizycznym, przełożył M. Siemiradzki, Warszawa 1879. Orzeszkowa najpewniej korzystała z przekładu francuskiego.

103 Odwołanie się do religii jako podstawy wychowania kobiety jest charakterystyczne nie tylko dla tych polskich autorek, które konstruowały dyskurs kobiecy przed Orzeszkową - Klementyny z Tańskich Hoffmanowej, Eleonory Ziemięckiej, ale także dla rówieśniczek pisarki. Zob. A. Dzieduszycka, Kilka myśli o wychowaniu i wykształceniu niewiast naszych, Lwów 1871.

104 E. Orzeszkowa, Listy o sprawach kobiet, cyt. za: Tanie Zbiorowe Wydanie Pism, t. 41, wyd. 2, Warszawa 1891, s. 174; w wydaniu tym pamflet Orzeszkowej nosi - zapewne przez jakieś przeoczenie - dwa różne tytuły: Listy o kobietach (strona tytułowa), O sprawach kobiet (jako tytuł rozdziału) (w t. 1 niniejszej edycji, s. 832).

105 Tamże, s. 151-152 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 820).

106 Chodzi o książkę The Woman Question in Europe. A Series of Original Essays edited by T. Stanton with an Introduction by F. Power Cobbe, New York 1884, gdzie zostało zamieszczone przełożone na język angielski streszczenie rozprawy Orzeszkowej. Pełna wersja ukazała się po polsku w roku 1888.

107 E. Orzeszkowa, O kobiecie polskiej, dz. cyt., s. 10-11 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 776-777).

108 Tejże, Listy. Do literatów i ludzi nauki, t. 2, cz. I, s. 13.

109 Tejże, Polka, "Ster" 1897, nr 7; w tym samym roku ukazało się tłumaczenie francuskie La Femme polonaise, "La Revue des Revues" 1897.

110 Tejże, Listy, t. 1, Dwugłosy, s. 25-26 i 29.

111 Tejże, O Polce Francuzom, w: tejże, List do kobiet niemieckich i o Polce - Francuzom, Warszawa 1900, s. 60-61 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 912).

112 Zob. S. Kot, Oddziaływanie braci polskich zwanych socynianami w Anglii, Warszawa 1936; J. Dürr-Durski, Arianie polscy w świetle własnej poezji. Zarys ideologii i wybór wierszy, Warszawa 1948. To zaskakujące, ale Orzeszkowa zdaje sobie sprawę z owego związku między arianami a pewnymi odłamami religijnymi Europy Zachodniej, choć nie zawsze jej rozpoznania są ścisłe: "Mało kto w Europie jest świadomy, że od tego produktu religijnej myśli polskiej wzięły początek rozpowszechnione dziś w Anglii i Ameryce sekty unitariuszów, antytrynitarzy i anabaptystów" (O Polce Francuzom; cyt. wg wydania osobnego, s. 60; w t. 1 niniejszej edycji, s. 911).

113 Zob. np. K. Gleadle, The Early Feminists: Radical Unitarians and the Emergence of the Women's Rights Movement 1831-1851, New York 1995; M.J. Westerkamp, Women and Religion in Early America 1600-1850. The Puritan and Evangelical Traditions, London, New York 1999; Religion in the Lives of English Women 1760-1930, ed. by G. Malmgreen, Bloomington 1986.

114 Zob. E. Orzeszkowa, Ludzie i kwiaty nad Niemnem, w: tejże, Pisma zebrane, pod red. J. Krzyżanowskiego, t. 52, cz. II, Warszawa 1952.

115 Tejże, Oblicze Matki, w: Pisma zebrane, t. 52, cz. II.

116 Tamże, s. 363.

117 Tejże, List do kobiet niemieckich, cyt. wg wydania osobnego, s. 30 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 885-886).

118 Tejże, O sprawiedliwość, "Kurier Litewski" 1905, nr 24 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 940).

119 O prawa kobiet. Odezwa, "Gazeta Wileńska" 1906, nr 32. Odezwę podpisało 65 kobiet z Wilna i okolic. Odpis tekstu zawdzięczam uprzejmości pani dr Ireny Fedorowicz z Uniwersytetu Wileńskiego, za co jej serdecznie dziękuję.

120 E. Orzeszkowa, Frazes, "Dziennik Wileński" 1906, z. 6 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 957).

121 Tejże, Listy zebrane, t. 4, Do literatów i ludzi nauki, s. 152.

122 Tejże, O kobiecie polskiej; cyt. za: Tanie Zbiorowe Wydanie Pism, s. 32-33 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 789).

123 O wzajemnych stosunkach obu pisarek zob. E. Jankowski, Razem czy "Po osobno"? Konopnicka - Orzeszkowa, w: tegoż, Z różnych sfer. Studia i portrety, Warszawa 1994.

124 Ta niezależność narażała Orzeszkową na konflikty nie tylko z konserwatywną częścią społeczeństwa, ale też z młodymi feministkami, które uważały, że pisarka powinna mówić ostrzej i żądać więcej, zob. artykuł Frazes oraz - pozostające dotąd w rękopisie - listy związane z zaproszeniem Orzeszkowej do współpracy nad artykułem o Polkach do Powszechnej Encyklopedii Kobiecej; na skutek dochodzących do Grodna protestów pisarka zrezygnowała z udzielonego jej "mandatu" (list z 9 grudnia 1892, AEO 201).

125 M. Konopnicka, "Gazeta Polska" 1888, nr 253-254. Konopnicka charakteryzuje studia poświęcone kobietom; wnioski dadzą się jednak przenieść do wielu innych rozpraw.

126 E. Orzeszkowa, Patriotyzm i kosmopolityzm..., s. 12-13 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 194-195).

127 Tejże, O Żydach i kwestii żydowskiej, s. 1 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 467).

128 Tamże, s. 10 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 472-473).

129 Tamże, s. 18 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 481).

130 Tejże, O Polce Francuzom, s. 43 (w t. 1 niniejszej edycji, s. 900).

131 Tejże, Nowe hasło (w t. 1 niniejszej edycji, s. 346).

132 Orzeszkowa planowała kontynuację Listów w tym samym pamfletowym tonie, o czym świadczą zachowane w archiwum fragmenty kolejnego artykułu poświęconego - zgodnie z zapowiedzią - dziełu Gustave'a Le Bona L'Homme et les sociétés. Leurs origines et leurs histoire (zob. w t. 1 niniejszej edycji, s. 856-861).

NOTA EDYTORSKA

Nota edytorska

Prezentowany tu obszerny wybór z dorobku publicystycznego Elizy Orzeszkowej podano w rozbiciu na trzy części. Pierwsza zawiera teksty o różnorodnej tematyce, trudne do objęcia jednym tytułem, druga poświęcona jest problematyce żydowskiej, trzecia - kobiecej. W obrębie każdej z owych całości teksty widnieją w układzie chronologicznym - wedle dat powstania (nie zaś druku).

Starano się przede wszystkim zaspokoić najważniejsze oczekiwania czytelnika: podać tekst oczyszczony z pomyłek, opatrzony objaśnieniami i metryczką, czyli notą wstępną informującą o podstawie edycji, pierwodruku i przedrukach za życia pisarki, a także o istniejącym autografie lub autografie-brulionie. W tej części zostały odnotowane również czas i okoliczności powstania tekstu. Zrezygnowano natomiast z dokładnego opisu autografu (np. podawania rozmiaru i rodzaju papieru, zaplamień, uszkodzeń itp.) oraz egzemplarza, który posłużył do przedruku. Nie wymieniano też przedruków po śmierci autorki, uznając, że istniejąca bibliografia zaspokaja tę potrzebę1. Noty wstępne poprzedzające kolejne artykuły i rozprawy różnią się ze względu na dostępność źródeł, którymi dziś dysponujemy, dotyczących okoliczności i czasu powstania danego tekstu. W przypadku okresu wczesnego (do końca lat siedemdziesiątych) materiał jest bardzo ograniczony.

Noty następujące po tekście Orzeszkowej (dodatek krytyczny) informują o różnicach pomiędzy autografem (autografem-brulionem), pierwodrukiem i przedrukami za życia pisarki. Kolacjonowanie różnych wersji umożliwiło wychwycenie wielu błędów lekcji, ułatwiło oczyszczenie tekstów z pomyłek funkcjonujących w nich na skutek zwykłej niedbałości korektorów, drukarzy oraz samej pisarki. Do objaśnień edytorskich zawartych w dodatku krytycznym kierują odsyłacze literowe. Z dodatku takiego rezygnujemy w przypadkach, gdy brak rękopisu lub gdy różnice pomiędzy autografem, pierwodrukiem a kolejnymi edycjami są tak minimalne, że można je zasygnalizować w przypisach. Niestety, nie zawsze da się stwierdzić, czy zmian stylistycznych, składniowych, skracania tekstu, korekty pisowni itp. dokonywała Orzeszkowa, czy też redaktorzy kolejnych wydań.

Największym problemem w niniejszym wydaniu było ustalenie statusu autografu-brulionu. W takiej właśnie postaci zachowały się najczęściej rękopisy zawartych w edycji rozpraw. W notach końcowych (dodatku krytycznym) przytoczono najciekawsze, pominięte potem w druku fragmenty owych brulionów oraz wyszczególniono najistotniejsze różnice innego typu. W przypadku niedostępności czystopisu są one jedynym świadectwem pracy pisarki nad tekstem. Na podstawie autografu-brulionu wprowadzano do tekstu poprawki jedynie w wypadkach, które wynikają z oczywistych błędów lekcji. Unikano jednak kontaminacji dwóch tekstów, pamiętając, że brulion jest na ogół jedną z wersji, najczęściej pierwotną. Nie wprowadzono do niniejszej edycji tych właściwości wymowy Orzeszkowej, które znajdowały odzwierciedlenie w jej ortografii. Wyjątki stanowią teksty podane tu w opracowaniu Edmunda Jankowskiego (ogłoszone z rękopisu) oraz te, których podstawą były wydania nakładowej księgarni wileńskiej "E. Orzeszkowa i S-ka". W autografach pisarki formy takie, jak: "skeptyczny", "mięszanina", "źwierzęcy", "ostróżny", "boleśny", "spójrzenie", "bol", "obłóżny", "przeséłam" występują niekonsekwentnie. Orzeszkowa akceptowała na ogół milcząco poprawki wnoszone przez redakcje, odzwierciedlające ówczesną normę językową.

W jaki sposób ustalano podstawę druku? Na ogół jest nią pierwodruk skolacjonowany z autografem (autografem-brulionem, czystopisem obcej ręki, najczęściej sekretarki-kopistki). Jeśli za podstawę przyjmowano przedruk późniejszy, na przykład w Tanim Zbiorowym Wydaniu Pism, zawsze kolacjonowano go z pierwodrukiem i autografem, podając najważniejsze różnice w nocie wstępnej (ewentualnie w dodatku krytycznym).

Oczywistych błędów podstawy edycji (na przykład literówek) nie sygnalizujemy. Zaznaczamy natomiast w nocie wstępnej lub w przypisach błędną ortografię nazwisk lub tytułów, które poprawiliśmy w tekście. Pisownię niektórych nazwisk - charakterystyczną dla wieku XIX (np. Bakon, Szyller) - zachowujemy. Sygnalizujemy też w notach lub przypisach poprawki, jakie zostały dokonane w składni. Na takie emendacje pozwalamy sobie jedynie w wypadku oczywistych błędów, zawsze informując, czy w rękopisie (o ile się zachował) była ta sama pomyłka. Błędy tego typu wynikały często z nieuwagi kopistki, która od 1879 roku wspomagała Orzeszkową w okresach nawracającej choroby oczu; w późniejszych dekadach pisarka korzystała z pomocy sekretarki i kopistek stale.

Podział tekstu na akapity zachowano taki, jak w podstawie druku, chyba że autograf dawał zupełnie inne wskazówki. Tu jednak brany był pod uwagę tylko czystopis, pomiędzy autografami brulionowymi a pierwodrukami występują bowiem zbyt duże różnice pod tym względem. Trudność sprawiał inny podział na akapity w pierwodruku i późniejszych przedrukach za życia pisarki, gdy nie wiadomo, kto zmieniał architekturę tekstu, a jeśli zmiany wprowadzone do nowej edycji nie były pomysłem Orzeszkowej, to czy były przez nią autoryzowane. W osobne akapity wydzielono jedynie wypowiedzi, które Orzeszkowa wkładała w usta kreowanych postaci jako mowę niezależną, i to tylko w wypadku, gdy jest to dłuższa wypowiedź.

Starano się sprawdzić przytoczone przez pisarkę cytaty i zasygnalizować za pomocą nawiasu kwadratowego z trzema kropkami ewentualne opuszczenia. Podział na akapity w obrębie cytatów bywa w rozprawach Orzeszkowej inny niż w oryginale. Daje się to zauważyć szczególnie w tłumaczeniach pisarki z dzieł francuskich. W takich wypadkach zachowano podział tekstu według intencji autorki (zakładamy, że ową intencję odzwierciedla podstawa druku), nie przywracając cytatowi pierwotnego kształtu. Należy zaznaczyć, że wiele fragmentów wyróżnionych w rękopisie (tak samo w pierwodruku) za pomocą cudzysłowu jako cudza mowa zostało podanych z pamięci i dlatego zniekształconych. Niektóre cytaty bądź ich fragmenty nie zaistniały w druku jako takie z winy kopistki lub składającego tekst, którzy nie zaznaczyli cudzysłowu. Przeoczenia te starano się poprawić. Pisarka tłumaczyła na ogół wiernie, ale oddalała się czasem od składni oryginału, syntetyzując kilka krótszych zdań w jedno dłuższe lub odwrotnie. Najwięcej pracy przyczyniły edytorkom cytaty bez podanego źródła, nie wszystkie udało się zlokalizować. Orzeszkowa cytowała czasem z drugiej ręki, przekładając na polski, co dodatkowo utrudniało poszukiwania. Jeśli w tekście cytowany jest przetłumaczony przez pisarkę fragment z dzieła obcojęzycznego, podajemy (tam, gdzie udało się dotrzeć do oryginału i uznano rzecz za zasadną) incipit i explicit tegoż fragmentu w brzmieniu oryginalnym. Co ciekawe, Orzeszkowa często posługiwała się oryginałami francuskimi, choć na rynku dostępne były polskie przekłady. Wiadomo, że władała francuskim biegle w mowie i piśmie. Być może, znając praktyki ówczesnych tłumaczy (parafrazowanie, skracanie, zmienianie realiów na zrozumiałe dla miejscowego czytelnika), nie ufała przekładom.

Zmodernizowano ortografię i interpunkcję. Pisownia liczebników została ujednolicona w całej edycji. Liczebniki porządkowe pisane cyfrą arabską z końcówką fleksyjną zapisano słownie. Cyfry arabskie używane na określenie wieku (np. 19-ty wiek) zastąpiono rzymskimi. Poprawki takie wprowadzono milcząco. Uwspółcześniono dawne końcówki -em, -emi charakterystyczne dla narzędnika i miejscownika l. poj. deklinacji przymiotnikowo zaimkowej rodzaju nijakiego i narzędnika l. mn. deklinacji przymiotnikowo-zaimkowej rodzaju niemęskoosobowego ("pełnem poszanowania wspomnieniem", "rozumnem zadaniem"). Pozostawiono natomiast charakterystyczne dla języka pisarki formy fleksyjne, słowotwórcze (np. "dopasowywująca") i składniowe ("lekceważyć czymś").

Starano się ujednolicić graficzną różnorodność w zaznaczaniu cytatów, tytułów, podkreśleń itp. Tak więc przyjęte zostały wyróżnienia:

- kursywa - tytuły książek, artykułów oraz wyrazy obce

- r o z s t r z e l e n i e - podkreślenia z autografu lub druku

- "zwykła czcionka w cudzysłowie" - cytaty w tekście, tytuły czasopism oraz wyrażenia zaczerpnięte z innego stylu i niektóre frazeologizmy, które Orzeszkowa wyróżnia w tekście (np. grającymi w "ślepą babkę")

- [aaaaaa] - rozwinięcia słów (skróconych w tekście) pochodzące od edytora oraz wszelkie wstawki edytorskie

- ... - wielokropek kończy zawsze niedokończony w tekście wyraz skreślony

- [?] - zapis danego wyrazu niejasny, coś niejasnego w tekście

Artykuły i rozprawy opatrujemy przypisami. Omijają one takie oczywistości, jak informacje biograficzne o Karolu Wielkim czy Koperniku. Starano się objaśnić mniej znane nazwiska, tytuły i wydarzenia historyczne, do których czytelnie nawiązuje tekst. Przetłumaczono też zwroty obcojęzyczne i wyjaśniono niektóre realia ówczesnego życia kulturalnego. Starano się także sprostować oczywiste pomyłki Orzeszkowej. Niestety, nie do wszystkich informacji udało się dotrzeć. Kłopoty z lokalizacją cytatów, ustaleniem nazwisk itp. - sygnalizujemy w przypisie.

-

Pragniemy podziękować: Marii Ciechomskiej, Irenie Fedorowicz, Beacie Obsulewicz-Niewińskiej, Ursuli Phillips, Magdalenie Rudkowskiej, Mikołajowi Sokołowskiemu i Jackowi Wójcickiemu za pomoc w poszukiwaniu materiałów do przypisów i komentarzy.

Grażyna Borkowska

Iwona Wiśniewska

Wykaz skrótów w niniejszym tomie

AEO - Archiwum Elizy Orzeszkowej w Instytucie Badań Literackich PAN w Warszawie.

ap. - aprašas (część sygnatury archiwalnej LVIA).

Dnie - Eliza Orzeszkowa, Dnie, opracowała Iwona Wiśniewska, Warszawa 2001.

[EO] - przypis autorstwa Elizy Orzeszkowej.

EO - Eliza Orzeszkowa.

K. - karta - część oznaczenia sygnatury archiwalnej.

Kalendarium, t. 1, 2 - Iwona Wiśniewska, Kalendarium życia i twórczości Elizy Orzeszkowej, t. 1, 2, Warszawa 2014.

Korespondencja - Maria Konopnicka, Korespondencja, t. 2, opracował Edmund Jankowski, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1972.

Listy - Eliza Orzeszkowa, Listy, opracował Ludwik Brunon Świderski, t. 1, 2 (cz. 1 i 2), Warszawa-Grodno 1937-1938. Po skrócie następuje łacińskie oznaczenie numeru tomu, arabskie numeru części oraz przywołanie strony także cyfrą arabską.

Lz - Eliza Orzeszkowa, Listy zebrane, pod redakcją Jana Baculewskiego (t. 1-3). Do druku przygotował i komentarzem opatrzył Edmund Jankowski, t. 1-9, Wrocław 1954-1981. Po skrócie następuje łacińskie oznaczenie numeru tomu i arabskie numeru strony.

LVIA - Lietuvos valstyb?s istorijos archyvas, Vilnius (Litewskie Państwowe Archiwum Historyczne w Wilnie).

n. st. - nowy styl - data według kalendarza gregoriańskiego.

"Nowy Korbut" - Bibliografia Literatury Polskiej "Nowy Korbut", t. 17, vol. II: Halina Gacowa, Eliza Orzeszkowa, Wrocław-Warszawa-Kraków 1999.

Pisma krytycznoliterackie - Eliza Orzeszkowa, Pisma krytycznoliterackie, zebrał i opracował Edmund Jankowski, Wrocław 1959.

Pz - Eliza Orzeszkowa, Pisma zebrane, pod redakcją Juliana Krzyżanowskiego, t. 1-52, Warszawa 1947-1953.

Rkps - rękopis.

st. st. - stary styl - data według kalendarza juliańskiego.

sygn. - sygnatura archiwalna.

t. - teczka lub tom, część oznaczenia sygnatury archiwalnej.