Pustkowia spokoju - Anna Fobia

Kup ebooka

35.90 zł
28.72 zł (19,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Prolog

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Epilog

Podziękowania

Prolog

Drobne płomienie tańczyły w kominku, zamieniając w popiół nie tylko drwa, ale także gorzkie słowa niespełnionej obietnicy. Młoda kobieta przyglądała się temu spektaklowi i zastanawiała, co zrobiła w życiu źle. Otarła z policzków resztki łez i obiecała sobie, że już nigdy nie pokocha. Nie wiedziała jednak, że złamie dane słowo szybciej, niż byłaby to sobie w stanie wyobrazić. Los bowiem miał dla niej inne plany, chciał podarować jej miłość tak piękną i prawdziwą, jakiej nigdy dotąd nie doświadczyła.

Podarła ostatnią kartkę listu od mężczyzny, dla którego poświęciła wszystko, a on zostawił ją i odnalazł szczęście u boku innej kobiety. Wrzuciła podarte kawałki do kominka, a potem przysiadła na miękkiej kanapie, otulając się puszystym kocem zamiast jego ciepłymi ramionami, jak czyniła to wcześniej.

Gdy emocje powoli już opadały, a wraz z nimi wygasał ogień w kominku, usłyszała coś jakby płacz. Wyrywało ją to z letargu.

Szybko rozwarła spuchnięte powieki i nasłuchiwała, czy aby się nie przesłyszała.

Wyplątała się z koca i na bosaka ruszyła do okna, próbując ominąć skrzypiące stare deski na podłodze - te, które on obiecał naprawić.

Zerknęła przez szybę, ale w ciemnościach Alaski ciężko było cokolwiek zobaczyć, nie docierały już do niej również żadne dźwięki. Ziewnęła ze zmęczenia i pokręciła z zażenowaniem głową. Pomyślała, że głosy musiały być chyba wytworem jej wyobraźni. Odwróciła się w kierunku wąskiego holu i ruszyła do sypialni. Pragnęła zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Po chwili jednak przystanęła. Znowu to usłyszała i tym razem była już pewna, że to nie mogły być omamy. Głośny płacz mieszał się z wyciem wilków. Zadrżała ze strachu. W panice podbiegła do drewnianej, starej skrzyni stojącej tuż przy drzwiach wejściowych i wyjęła z niej strzelbę, którą sprawdzała codziennie. Dom kobiety był oddalony o kilka kilometrów od najbliższej wioski i musiała się jakoś bronić przed dzikimi zwierzętami.

Włożyła na stopy ciepłe śniegowce ze skóry renifera i w samej koszulce wyszła na drewniane patio. Próbowała dostrzec cokolwiek w spowitym mrokiem lesie. Coś poruszyło się w pobliskich krzakach, a płacz nabrał smutnego tonu, co sprawiło, że pomimo strachu poczuła, że musi działać. Sięgnęła po małą latarkę wiszącą na haku obok schodów i uderzyła nią kilka razy w barierkę, modląc się, aby zadziałała. Wiedziała, że jej chłopak miał wymienić w niej poprzedniego dnia baterie, ale się nie pojawił, wysłał tylko list, oświadczając, że odchodzi.

Wycie wilków zmieniło się w ciche ujadanie, a potem w warczenie.

Ile może ich być? - pomyślała, a potem krzyknęła i prawie upadła, gdy światło latarki ją oślepiło. Odgłosy się zbliżały. Czuła, że wilki chcą zaatakować. Wycelowała latarkę w kierunku dochodzących dźwięków i zadrżała, gdy jasność odbiła się w białych ślepiach dwóch potężnych zwierząt. Ostre kły wystawały im z pysków, a nosy marszczyły się przy każdym oddechu. Pod kobietą ugięły się nogi, a lawina strachu wstrząsnęła jej ciałem. Wiedziała jednak, że nie może uciec, bo tuż za wilkami na śniegowej poduszce leżało zmarznięte niemowlę.

Krążąca w żyłach adrenalina dodała jej odwagi. Rzuciła na śnieg latarkę i szybko odbezpieczyła strzelbę. Oddała w niebo jeden strzał. Siła pocisku była tak potężna, że upadła z krzykiem. Wilki ucichły, płacz dziecka również, ale nie spowodowało to, że zwierzęta uciekły. W świetle latarki, na wpół przykrytej śniegiem, zobaczyła dwa cienie zbliżające się w jej kierunku. Próbowała przeczołgać się na łokciach do drzwi, ale bestie były szybsze. Dopadły ją. Przykryła twarz dłońmi, czując zbliżającą się śmierć.

- Dostanę to, o co niedawno poprosiłam - wyszeptała. - Śmierć. - Załkała.

Ale śmierć nie nadeszła. Poczuła za to zimne nosy na nagiej skórze nóg, a potem na policzkach. Wilki wąchały ją i lizały, ale żaden nie ruszył jej zębami. Zaskoczona odsłoniła twarz i zobaczyła, jak powoli się oddalają. Jeden z nich podniósł pyskiem latarkę i rzucił ją obok dwóch małych stworzeń. Potem zwierzęta zerknęły jej przelotnie w oczy i uciekły w las. Kobieta podniosła się, spojrzała w świetlistą łunę i zobaczyła młodego wilczka wtulonego w niemowlę. W dziecko, którego sama nie mogła urodzić.