Q. Teoria spiskowa, która zmieniła świat - Mike Rothschild

Kup ebooka

54.90 zł
42.93 zł (38,43 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

 

 

ROZDZIAŁ 1

 

Nauka czytania mapy: podstawy ruchu QAnon

 

 

 

 

Czym jest QAnon?

 

Nim się zastanowimy, jaką rolę odgrywa QAnon w kształtowaniu współczesnego krajobrazu politycznego i społecznego, musimy zacząć od tego, czym właściwie jest Q.

W najprostszym ujęciu Q to niezidentyfikowana postać utrzymująca, że jest oficerem wywiadu wojskowego, publikująca na imageboardach, czyli forach obrazkowych, niejasne, zagadkowe wiadomości o nadchodzącej wielkiej czystce tajnego rządu, zachęcając tym samym anonimowych użytkowników, nazywanych "anonami", do interpretowania przekazu i szukania dalszych informacji na własną rękę w dowolnie obranym przez siebie kierunku.

Oczywiście jest to zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Zjawisko, które zaczęto nazywać QAnonem, jest złożoną siecią, w której przeplatają się ze sobą mitologia, teorie spis­kowe, osobiste interpretacje i założenia, a wraz z nimi szeroki przekrój postaci, wydarzeń, symboli, przesądów i żargonu. Z całą pewnością można postrzegać to zjawisko jako teorię spis­kową, tyle że można również natrafić w niej na ślady ruchów sekciarskich, alternatywnych religii, internetowych oszustw i doktryn politycznych. Nie da się w pełni zbadać każdego z licznych aspektów QAnonu. Są tak rozproszone, mają tak wiele znaczeń i odchodzi od nich tak wiele rozmaitych wątków, że jest to niemożliwe do wykonania. Wiemy natomiast, że wszystko zaczęło się od anonimowego wpisu na 4chanie.

Jego autor, podpisujący się jako Q Clearance Patriot, co jest bezpośrednim odniesieniem do rzeczywistego poświadczenia bezpieczeństwa upoważniającego do dostępu do informacji niejawnych w Departamencie Energii Stanów Zjednoczonych, twierdził, że stanowi zbiorowy awatar niewielkiej grupy pracowników wywiadu wojskowego[10]. Ich zadanie miało polegać na rozpowszechnianiu informacji o rozgrywającej się w tajemnicy wojnie toczonej tuż pod nosami niczego nieświadomych uśpionych mas. Zaczęli rozsyłać wiadomości, ponieważ walka dobra ze złem miała wkrótce dobiec końca, uwalniając świat od tego drugiego, wymazując z jego powierzchni siatki przemytników dzieci, na dobre rozprawiając się z "tajnym rządem" i niosąc ludziom prawdziwą wolność.

Jeśli brzmi to trochę jak standardowe wieszczenie nadchodzącego końca, to dlatego, że w dużym stopniu tym właśnie jest. Ale niezupełnie. Innowacja polega na tym, że Q przemawia bezpośrednio do ludzi, a ci mogą mu odpowiadać. To nie mono­log, tylko dialog. Zamieszczane przez Q wrzutki zachęcają do współpracy. Ponadto Q nagradza anonów, którzy wykazują się inicjatywą w intepretowaniu i teoretyzowaniu.

Od samego początku każdy mógł czytać oryginalne wpisy Q i tworzyć wokół nich własną narrację. Chcesz, żeby magia istniała naprawdę? Marzysz o milionach dolarów nagle zasilających twoje konto? Podejrzewasz, że podróże w czasie są możliwe? Wszystko, czego ci potrzeba, znajdziesz właśnie w postach zamieszczanych przez Q, czyli wrzutkach.

Jedyną szansą na zrozumienie fenomenu, któremu brakuje wewnętrznej spójności, jest cofnięcie się do początku i niespuszczanie oka z najistotniejszych pytań. Musimy określić, jak działa Q i dlaczego, kim są aktorzy w tym teatrze, jak porozumiewają się ze sobą zwolennicy Q, a także jak zbierają i rozróżniają informacje. Zanim o czymś powiemy, trzeba przecież to zrozumieć. Jak mawia Q, musimy "pojąć komunikat".

 

 

Dwie prawdy i stek kłamstw

 

Już teraz powinno być jasne, że odpowiedź na pytanie, czym w zasadzie jest QAnon, może być zupełnie różna w zależności od tego, komu je zadamy.

Gdyby zapytać o to wyznawcę QAnonu, dowiedzielibyśmy się, że mamy do czynienia z operacją ujawniania informacji wywiadowczych, którą można śledzić na bieżąco w internecie. Rdzeniem tego mitu jest przekonanie, że Q to zespół "mniej niż dziesięciu osób", wśród których "jest troje wojskowych". To zatem wojskowo-cywilna grupa upubliczniająca zakodowane wyrywki niejawnych danych na internetowych forach obrazkowych. Kto tylko chce, może je przeczytać, ale jedynie wybrani, nazywający się anonami, są w stanie zrozumieć, co tak naprawdę oznaczają zakodowane fragmenty tekstu.

Zanim zapytasz, jak ktokolwiek mógł uwierzyć, że wywiad wojskowy miałby informować o swoich tajnych operacjach na 4chanie (później także na cieszącym się jeszcze gorszą sławą 8chanie), warto przypomnieć, że istnieje pewien precedens dla przeświadczenia, że służby transmitują zaszyfrowane wiadomości z użyciem powszechnie dostępnych kanałów komunikacyjnych. W okresie zimnej wojny przez dziesięciolecia entuzjaści radiofonii krótkofalowej mogli nastawiać częstotliwość swoich odbiorników na radiostacje numeryczne, owiane tajemnicą kanały nadające długie ciągi liczb rozdzielone zagadkowymi zwrotami lub fragmentami utworów muzycznych. Tylko odbiorcy takich komunikatów, dysponujący specjalnym kluczem, mogli odkodować tajemnice uwięzione między liczbami. Dla pozostałych nasłuchujących pozostawały całkiem niezrozumiałe. Czy w takim razie wrzutki Q nie są po prostu współczesnym odpowiednikiem zimnowojennych radiostacji numerycznych?

Co takiego jest właściwie ujawniane? Wrzutki początkowo skupiały się na rzekomo nieuniknionym postawieniu w akt oskarżenia całej kliki złoczyńców w najwyższych kręgach władzy i mediów. Treść wpisów obiecywała szereg niejawnych trybunałów wojskowych; w wyniku postawienia przed nimi osadzeni w więzieniach lub straceni mieli zostać wszyscy uznani za winnych zdrady narodowej albo handlu ludźmi w celu wykorzystania seksualnego.

Nawet jeśli trudno pojąć cokolwiek związanego z Q, warto postarać się zrozumieć chociaż jedną, lecz istotną rzecz. To nie jest kolejna teoria spiskowa, nikt nie traktuje tego jak zabawy. To bilet na miejsce tuż przy ringu na finałową walkę dobra ze złem - a gdy uniesiony młot wreszcie opadnie, nastąpi sprawne i brutalne rozliczenie z poplecznikami zła. Mieszanka biblijnego wymierzania kary ze sprawiedliwością partycypacyjną okazała się na tyle atrakcyjna, że przekonała do siebie liczne grono ludzi na całym świecie[11].

Z kolei mało konkretna, profetyczna podstawa QAnonu czyni go silniejszym i bardziej elastycznym, niż można by sądzić. Porażka republikanów w wyborach śródokresowych w 2018 roku wcale nie zadała mu śmiertelnego ciosu, podobnie jak pandemia koronawirusa, blokady kont na Facebooku, Twitterze i YouTubie, a nawet porażka Donalda Trumpa w wyścigu o fotel prezydencki w 2020 roku. Każda przegrana i wszelkie niesprzyjające okoliczności jedynie układały się w mityczny "szerszy plan". Wbrew pozorom ma to sens w świetle tego, iż Q od początku utrzymuje, że zawsze mówi prawdę, a kłamstwem się brzydzi, nawet jeśli wszystko dookoła sugeruje co innego.

Gdybyśmy jednak o to, czym jest QAnon, zapytali dziennikarzy i demaskatorów, którzy spoglądają na ruch sceptycznym okiem, odkąd ten wypłynął na powierzchnię w 2017 roku, powiedzieliby nam, że Q to obiecujący dobrobyt przekręt, którego autorom udało się złapać na haczyk sporą grupę ludzi z pokolenia baby boomers poprzez wmówienie im, że za wszystko, co ich zdaniem jest nie tak ze społeczeństwem, winę ponoszą Barack Obama i George Soros. Według nich wpisuje się to w tradycję wcześniejszych oszustw, które ciągnęły się latami i pozbawiły swoje ofiary milionów dolarów, i które - podobnie jak QAnon - zapowiadały, że już niebawem wydarzy się coś wielkiego, co odmieni znany nam świat[12].

Tyle że wrzucanie QAnonu do jednej szufladki razem z wcześniejszymi szwindlami zakrojonymi na szeroką skalę zakłada jakiś stopień umyślności oraz istnienie określonego celu przyświecającego ludziom, którzy rozgłaszają tę teorię. Jeśli natomiast o sprecyzowanie, czym jest QAnon, poprosilibyśmy jeszcze bardziej sceptycznego obserwatora, usłyszelibyśmy, że to zaledwie efekt zabawiania się internetowych trolli kosztem łatwowiernych jeleni, który przy okazji pozwala czerpać z tego możliwie największe korzyści.

Gdziekolwiek plasujesz się ze swoimi poglądami - należysz do zagorzałych wyznawców, demaskujesz oszustów czy jesteś świadkiem psikusa wymykającego się spod kontroli - jedno jest pewne: zwolennicy QAnonu są jak najbardziej prawdziwi, a ich liczba tylko rośnie.

 

 

Czy musimy nazywać je "wrzutkami"?

 

W wydanej w 1951 roku publikacji poświęconej ruchom masowym, pod tytułem Prawdziwy wyznawca, badacz Eric Hoffer pisze, że jeśli doktryna takiego ruchu "nie jest niezrozumiała, musi być mętna, jeśli zaś nie jest ani niezrozumiała, ani mętna, musi być przynajmniej nieweryfikowalna"[13].

Jeśli uznamy QAnon za ruch masowy - a zdecydowanie nim jest - wrzutki Q stanowią jego doktrynę. Spełniają wszystkie trzy kryteria Hoffera: są niezrozumiałe, mętne i nie da się ich zweryfikować. Często jednocześnie.

Wrzutki Q mają formę krótkiego tekstu. Stawiają przed czytelnikiem pytania retoryczne, podsuwają mu zagadki, podrzucają strzępki informacji do rozszyfrowania lub też pełnią funkcję publicznego zaprzysiężenia do klubu wtajemniczonych.

Taka wrzutka może liczyć kilkaset słów albo ograniczać się do odnośnika prowadzącego do wpisu na Twitterze. Może być memem, zdjęciem, zrzutem ekranu. Zdarza się, że wrzutki Q się powtarzają. Czasem pojawiają się w nich literówki, później poprawiane, co Q tłumaczy pośpiechem, byciem w ruchu. Niektóre wrzutki to miszmasz żargonu brzmiącego po wojskowemu, inne są zagadkami liczbowymi. Q zamieszczał linki do muzyki ambientowej, zdjęcia podkradane z archiwalnych doniesień prasowych, zestawienia banków centralnych będących rzekomo we władaniu Rothschildów; bombardował zwolenników QAnonu wizerunkiem amerykańskiej flagi. Kilku­krotnie dał się nabrać, wierząc w dość oczywiste fałszywe historie, padał też ofiarą hakerów.

Ale skoro ludzie stojący za QAnonem są anonimowi, to czy nie jest przypadkiem tak, że każdy może wrzucać posty, podając się za Q? Słuszne pytanie, na które odpowiedzi należy szukać w mechanice ulubionych forów Q, czyli 4chana później zastąpionego 8chanem, a wreszcie 8kunem. Ich użytkownicy nie rejestrują się z użyciem adresów e-mailowych. Zamiast tego system rozpoznaje ich i rozróżnia na podstawie "tripkodów", czyli zaszyfrowanych wersji haseł, za pomocą których logują się na forum. Tak więc każdy użytkownik posługuje się jedynie nazwą użytkownika i hasłem, przy czym to drugie jest widoczne pod publikowanymi przez nich postami w zaszyfrowanej lub "zhashowanej" postaci. Zatem w teorii, ktokolwiek postuje jako Q, występuje pod konkretnym tripkodem, dzięki czemu wiadomo, że oto mamy do czynienia z jedynym prawdziwym Q.

Mimo solidnej kryptograficznej fasady i pozornego skomplikowania, które ma utrudniać ich rozszyfrowanie, tripkody są w swej naturze niepewne i łatwe do zhakowania. Potwierdza to kilka udanych ataków hakerskich, które skutecznie dezorientowały całe masy QAnonowców. W każdym z tych wypadków pod postami Q nagle pojawiał się nowy tripkod, a sam Q ogłaszał, że zabezpieczenia jego konta zostały naruszone przez wroga.

Przeważająca większość wrzutek jest nasycona teoriami konspiracyjnymi, zagadkami, pytaniami retorycznymi i najczystszej postaci urojeniami. Za przykład niech posłuży nam wrzutka #2559:

 

ROSJA = PRAWDZIWA KONSPIRACJA.

Zdefiniuj słowo "PROGNOZA".

Co się stanie, kiedy stracą kontrolę i PRAWDA wyjdzie na jaw?

Co się stanie, gdy LUDZIE przestaną wierzyć i słuchać FAKE NEWSÓW KONTROLOWANYCH MEDIÓW, KONTROLOWANEGO HOLLYWOOD, KONTROLOWANYCH WABIKÓW NIEBIESKICH ZNACZKÓW TWITTERA, ITD. ITD.?

WIELKIE PRZEBUDZENIE.

NIE BĘDZIE JUŻ OWIECZEK.

MY, NARÓD.

W IMIĘ BOGA I OJCZYZNY - WALCZYMY!

Q[14].

 

Czym są te krótkie dopiski na końcu wrzutki? Zgadza się, Q ma własne powiedzonka, niczym Steve Urkel z sitcomu Family Matters czy Iron Man. Zwolennicy Q, niejako uchylając wirtualnego kapelusza przed współwyznawcami, powtarzają je między sobą, rzucając na przykład: "Gdzie idzie jeden, tam idziemy wszyscy" (te same słowa rzekomo wytrawiono na dzwonku okrętowym na pokładzie jachtu Johna F. Kennedy'ego) i "Nie sądzili, że przegra", co stanowi odniesienie do wyborczej klęski Hillary Clinton w 2016 roku.

Czasem Q postuje z istną zapamiętałością, wrzucając po piętnaście, a nawet dwadzieścia wpisów dziennie. Innym razem znika na parę tygodni albo dłużej. W niektórych wrzutkach trudno szukać czegokolwiek przydatnego, inne natomiast są kopalnią tajemniczych informacji i "sekretów". Część wrzutek ma jedynie udowadniać, że Q rzeczywiście jest tym, za kogo się podaje. W 4953 wpisach opublikowanych za prezydentury Trumpa Q wykładał frustrującą, eliptyczną i zarazem fascynującą historię, która sprawiała, że nawet najbardziej zagorzali zwolennicy QAnonu niejednokrotnie łamali sobie nad nimi głowy, zastanawiając się, kiedy wreszcie, do jasnej cholery, zrobią porządek z całym tym tajnym rządem.

Co na to Q? Zwykle uspokaja niecierpliwych zapewnieniami "[JUŻ NIEBAWEM]" lub "W PRZYSZŁYM TYGODNIU". Oczywiście to "niebawem" nigdy nie nadchodzi.

 

 

Kolejna warstwa

 

Wyznawcy Q czytają jego wrzutki niczym święte teksty, a wokół głoszonej przez niego ewangelii wyrosła struktura przypominająca wczesne chrześcijaństwo. Pojawili się dekoderzy, swoiści przewodnicy duchowi, cieszący się w QAnonowym świecie statusem mikrocelebrytów. Ich działalność polega na repostowaniu wrzutek na Twitterze, interpretowaniu ich na blogach albo odczytywaniu i tłumaczeniu ich w nagraniach na YouTubie. Łączą kropki, wydobywają z treści wrzutek Q ukryte znaczenie, które budzący grozę "oni" woleliby zachować w tajemnicy, osadzają wpisy w kontekście bieżących wydarzeń, splatają nowe wrzutki ze starymi.

Dekoderzy są niemal tak ważni dla ruchu Q jak on sam. Nie jest rzadkością, że uznawane za autorytet osobistości w uniwersum QAnonu, ludzie posługujący się pseudonimami takimi jak Praying Medic czy InTheMatrixxx, gromadzą setki tysięcy obserwujących pod publikowanymi przez siebie filmami i wątkami na Twitterze. Za swoje zaangażowanie w sprawę są nagradzani viralową sławą. Przemawiają na wiecach, pozują do zdjęć, nierzadko mają nieźle rozkręcony interes na Patreonie i sprzedają w internecie własne gadżety. Owszem, Q przedstawił ludziom "plan ratowania świata", po czym tak samo zatytułował swój obejrzany przez miliony osób film niejaki Joe M, jeden z QAnonowych guru[15]. I nagle się okazuje, że ratowanie świata może być bardzo intratnym zajęciem, o ile tylko wiemy, jak się do tego zabrać.

 

 

Mam duszę, ale nie jestem cyfrowym żołnierzem

 

Aby zaciągnąć się w szeregi wojowników Q, nie trzeba mieć przeszkolenia wojskowego ani wywiadowczego. Nie ma tu testów sprawności fizycznej, dyżurów w kuchni ani obowiązkowego umundurowania. Wystarczy mieć dostęp do internetu, czytać wrzutki Q i się udzielać. Właśnie element współuczestnictwa odróżnia QAnon od szablonowych teorii spiskowych, które czynią ze swoich zwolenników biernych obserwatorów. Można jedynie siedzieć z założonymi rękoma i czekać, aż katolicy, Żydzi, masoni, zakon iluminatów, krzewiciele nowego porządku świata, Bracia Muzułmanie albo też przedstawiciele tyrańskiego rządu wpadną razem z drzwiami do naszego domu. Być może chwycimy za broń, a może tylko uniesiemy wysoko ręce. Tak czy owak niewiele będziemy mogli zrobić.

Ale jeśli zostaniemy cyfrowymi żołnierzami (określenie to zostało podkradzione przez Q z przemowy Michaela Flynna wychwalającego krótko po wyborach w 2016 roku zebraną ad hoc armię trolli Trumpa), będziemy mogli stawić czynny opór[16]. Niektórzy wyznawcy Q filmują się, jak składają wojskową przysięgę, najwyraźniej głęboko wierząc w to, że bycie żołnierzem cyfrowym jest tożsame z wstąpieniem do rzeczywistej armii. Ta koncepcja miała się stać ważną częścią tożsamości Q po tym, jak do QAnonu zaczęli nadciągać dawni wojskowi i oficerowie wywiadu, którzy albo byli przekonani, że wszystko, co wypisuje Q, jest prawdą, albo - co bardziej prawdopodobne - dostrzegli doskonałą okazję do zarobienia na tych, którzy dawali temu wiarę. "Przysięgę cyfrowego żołnierza" złożyła też rodzina Flynna, czego dowodem jest film nagrany przez nich samych w czwartolipcowy weekend 2020 roku. Nagranie nie pozostawiło też złudzeń co do tego, że Flynnowie byli na dobre wplątani w działalność QAnonu[17].

Prawdziwi cyfrowi żołnierze nie dbają jednak o tak przyziemne sprawy jak pieniądze. Ich celem jest przystąpienie do walki i rozprawienie się z tymi złymi. Tak się składa, że QAnon pozwala nie robić nic i wierzyć przy tym, że robi się bardzo wiele. Wystarczy stworzyć mem z Trumpem z doczepionymi anielskimi skrzydłami, Trumpem jadącym na czołgu albo Trumpem z muskułami Rocky'ego Balboa. W dobrym tonie są też memy z głową prokuratora generalnego Williama Barra na tułowiu teutońskiego rycerza, grafiki stanowiące "dowód" na to, że Barack Obama jest gejem i muzułmańskim uzurpatorem, czy obrazki z altprawicową maskotką żabą Pepe wylewającą łzy radości po ostatniej "bombie" zrzuconej przez Q. Można publikować w sieci fajne logotypy Q, a nawet hand­lować QAnonowymi gadżetami. Na YouTubie i na Twitterze rozszyfrowywać znaczenie wrzutek Q, a także udostępniać cudze filmy i wątki - a przynajmniej można było to robić, dopóki oba serwisy nie zdelegalizowały treści powiązanych z QAnonem.

Po wyjściu z domu można obnosić się ze swoją przynależnością do QAnonu, ubierając się w stosowną "firmową" odzież. Dokonywać wpłat na konta akolitów Q na platformach Patreon czy GoFundMe, żeby zyskać dostęp do ekskluzywnych materiałów. Opowiadać wszystkim wokół o rewelacjach Q tak długo i z takim uporem, że nikt już nie będzie chciał nas słuchać. Nic nie stoi też na przeszkodzie, żeby na zderzaku swojego auta umieścić QAnonową naklejkę. A jeśli to za wiele, wystarczy zatweetować "Przysłał mnie Q!" pod udostępnionym przez niego tweetem. Wierzyć w QAnon jest bardzo łatwo, trzeba tylko wykazywać się inicjatywą. Większość z wymienionych tu działań może podejmować każdy, kto ma choć trochę czasu do zagospodarowania. Aczkolwiek dysponowanie odrobiną wolnej gotówki na książkę czy jakiś gadżet z pewnością nie zaszkodzi.

Q pozwala ludziom poczuć, że są częścią czegoś dużo większego niż ich małe życie. Daje swoim wyznawcom wyższy, szlachetny cel. Podsuwa wyjaśnienia codziennych okropieństw. Dużo łatwiej jest przecież uwierzyć, że za wszystkim, co dzieje się złego, stoją spiskowcy spod ciemnej gwiazdy, niż przyznać, że wpływowi ludzie, włącznie z przywódcami politycznymi, są najzwyczajniej w świecie chciwi i niekompetentni.

W cyfrowym świecie, w którym jesteśmy coraz bardziej samotni i fizycznie odizolowani, co szczególnie uwydatniła pandemia COVID-19, takie połączenie internetowej wspólnoty i rozgrywki zespołowej przeciwko kozłom ofiarnym może się wydawać niezwykle kuszące. To jedna z przyczyn, dla których pokolenie baby boomers z tak zadziwiającą łatwością połknęło haczyk zarzucony przez Q - wiele z tych osób po odchowaniu dzieci mieszka w na wpół pustych domach, czasem już w pojedynkę, często są na emeryturze. Pewnego dnia rozejrzeli się wokół i zdali sobie sprawę, że nie dostali od życia wszystkiego, co im obiecano, chcieli więc znaleźć winnego.

I właśnie wtedy trafili na Q, który podsunął im idealnych wrogów oraz sposób, by się na nich odegrać. A także rzeszę nowych przyjaciół, którzy pragną tego samego.

 

 

Bardzo tajny rząd

 

Skoro Q wraz z dekoderami i całą rzeszą swoich zwolenników walczą po stronie dobra, to kto właściwie jest ich przeciwnikiem? Wiemy, kim są ci prawi, ale co z tymi niedobrymi?

W dużym skrócie zaliczają się do nich: demokraci, hollywoodzkie elity, biznesowi magnaci, zamożni liberałowie, medyczny establishment, celebryci i środki masowego przekazu. Są kontrolowani przez Baracka Obamę, uśpionego muzułmańskiego agenta, Hillary Clinton, krwiopijczą upiorzycę mordującą każdego, kto wejdzie jej w drogę, oraz Johna Podestę, rozdającego karty wśród politycznych elit Waszyngtonu. Całą trójkę finansują George Soros i związana z bankowością rodzina Rothschildów (pokrewieństwa z autorem nie stwierdzono).

Werbują dziesiątki zdrajców i figurantów, którzy opanowują rządowe struktury, agencje wywiadowcze i wymiar sprawiedliwości. Tworzą tak zwany tajny rząd, w którym zasiadają antytrumpiści z wywiadu, dyrektorzy światowych banków, gwiazdy Hollywood, bohaterowie sportowi i sędziowie-aktywiści, zasadniczo każdy, kto stoi w opozycji do Trumpa i tym samym sprzeciwia się wolności. To wrogowie demokracji, którzy trzymają w kieszeni największe spółki medialne i każdego dnia rozdzielają gotowe do zaprezentowania treści między CNN i MSNBC. "Zużywają amunicję" na organizację ataków terrorystycznych pod fałszywą flagą lub przygotowanie złożonych oszustw na masową skalę, takich jak pandemia koronawirusa. W filmach, muzyce i telewizji potajemnie umieszczają satanistyczne symbole, które mają osłabić naszą determinację i powstrzymać nas przed zadawaniem pytań. Zmuszają nas do przyjmowania szczepionek, żywienia się tanim, przesłodzonym jedzeniem i leczenia się antybiotykami, chcąc mieć absolutną pewność, że już nigdy nie zerwiemy łańcuchów psychicznego i fizycznego zniewolenia. Dziesiątki razy usiłowali dokonać zamachu na Donalda Trumpa, próbowali torpedować jego osiągnięcia jako prezydenta, robili, co tylko mogli, by podkopać powszechną wiarę w jego prawość i sprawiedliwość. W dodatku większość z nas nie zdaje sobie sprawy z ich istnienia, nie staramy się też niczego o nich dowiedzieć. I to właśnie największy fortel, jaki zastosowali wrogowie QAnonu.

Ale Q dobrze wie, kim oni są, i to Q ich powstrzyma. Z pomocą Boga, kilku wybranych liderów i niezliczonych patriotów na całym świecie, walczących w okopach cyfrowej wojny, która może i toczy się pod naszymi nosami, ale mało kto o tym wie.

 

 

Kim jest ten cały Q?

 

Trudno jednoznacznie ocenić, jak dużym ruchem jest QAnon, ale z całą pewnością daleko mu do rozmiarów, do jakich urasta w oczach swoich oddanych zwolenników. Wyznawcy Q twierdzą, że są ich setki milionów, nie istnieją jednak żadne świadczące o tym dowody, nie ma też jak ich policzyć. Sceptycy domniemywają, że rzeczywista liczba QAnonowców jest bliższa liczbie osób, które publicznie deklarują wiarę w doktryny scjentologii, a zatem poniżej stu tysięcy. Tyle że nie sposób tego zmierzyć, pozostaje nam więc opierać się na domysłach.

Ale w zasadzie nie ma to większego znaczenia. Akolici Q swoją mało imponującą liczebność z nawiązką nadrabiają poświęceniem dla sprawy. Jest też ogrom ludzi, którzy wierzą w mitologię Q, choć nie identyfikują się jako wyznawcy QAnonu. Wielu z nich twierdzi, że każdą wolną chwilę poświęcają intensywnemu zbieraniu materiałów - czytaniu wrzutek Q (często wielokrotnemu), oglądaniu filmów i transmisji na żywo, słuchaniu podcastów oraz dokopywaniu się do powiązań, o których Q tylko napomknął. Otwarcie przyznają, że cierpią na zaburzenia snu, ponieważ wciąż myślą o przerwanym odkrywaniu prawdy. Mówią, że to, co wcześniej dawało im radość, przestało ich cieszyć. Odrzucają wszystko, co nie potwierdza istnienia spisku. Takiego oddania próżno szukać poza najbardziej ortodoksyjnymi odłamami religijnymi, ewentualnie ekstremalnie obsesyjnymi krańcami fandomów.

Czy nie tak zachowują się członkowie sekt? A jeżeli QAnon jest sektą, kto w takim razie jest jej przywódcą?

Tożsamość osoby lub osób publikujących posty jako Q prawdopodobnie niejednokrotnie się zmieniała. Kogoś anonimowego zastępował ktoś równie tajemniczy. Pojawiło się sporo teorii na ten temat, czasem lepszych, czasem gorszych, zidentyfikowano też paru delikwentów, których potencjalnie można by wskazać palcem. Jak do tej pory jednak nikt nie przyznał się do autorstwa któregokolwiek z wpisów Q ani nie przedstawił na to dowodu. W rzeczywistości anoni uważają, że Q jest autentyczną postacią, ponieważ chcą wierzyć, że odkrywa przed nimi twardą, fundamentalną prawdę. Gdyby personalia osoby stojącej za wrzutkami zostały ujawnione, wcale nie nadwątliłoby to gorliwości zwolenników Q. Nawet jeśli ich odtajnienie nie pozostawiłoby wątpliwości, że osoba ta nie ma powiązań ani z Trumpem, ani z wywiadem wojskowym, w umysłach wyznawców QAnonu nie zaszłaby żadna zmiana. Albo znaleźliby wygodne wytłumaczenie (np. że kimkolwiek ta osoba naprawdę jest, pełni jedynie funkcję pośrednika odpowiadającego za publikowanie wrzutek), albo uznaliby tę rewelację za podpuchę. Zaprzeczenie czemuś sprawia jedynie, że wyznawcy wierzą w to jeszcze mocniej, z jeszcze większą stanowczością. Tak więc zdemaskowanie Q jako oszustwa byłoby podręcznikowym zaprzeczeniem - sceptykom pozwoliłoby kpić z wierzących, ci z kolei głośno i z dumą deklarowaliby, że nie ma to dla nich żadnego znaczenia.

 

 

W głąb króliczej nory

 

Tożsamość Q i jego pierwsze wrzutki to istotne elementy QAnonowej mitologii, ale każde z nich jest tylko częścią większej całości, niczym więcej. Jeśli chcemy naprawdę zrozumieć, czym jest QAnon, nie obędzie się bez zagłębienia się w dziwaczny, beznadziejnie pokręcony świat teorii spiskowych, kryptografii, myślenia godnego kultów religijnych, pseudonauk medycznych oraz paniki moralnej wywołanej problematyką handlu dziećmi i białego niewolnictwa; trzeba się cofnąć o kilkanaście lat, by wygrzebać z czeluści internetu to, co istotne, a potem przenieść się o kilkaset lat wstecz, żeby wyśledzić antysemickie tropy. Części składowe QAnonu są tak głęboko zakorzenione w zachodnim sposobie rozumowania, że niektórych z nich można się doszukać choćby w XII stuleciu, gdy posądzano Żydów o dopuszczanie się rytualnych mordów na nieżydowskich dzieciach, a nawet wcześniej, w pochodzącym z VI wieku dziele Historia sekretna autorstwa bizantyjskiego historyka Prokopiusza z Cezarei, w którym pod adresem cesarzowej Teodory padają oskarżenia o wybryki seksualne[18].

Co więcej, pewne aspekty ruchu QAnon mają niewiele, a czasem nawet nic wspólnego z wpisami zamieszczanymi przez tajemniczego Q. Spore fragmenty powszechnie akceptowanej QAnonowej mitologii, jak choćby twierdzenia, że John F. Kennedy Jr. nadal żyje (tak, wiele osób jest o tym przekonanych), a prominentni politycy są potajemnie zabijani i zastępowani klonami (tak, są i tacy, którzy w to wierzą!), ani razu nie zostały wspomniane we wrzutkach Q. Istna eksplozja zainteresowania QAnonem w czasach pandemii COVID-19 i jego przedostanie się do mainstreamowych mediów tylko w minimalnym stopniu opierały się na treściach publikowanych przez Q. Wiele osób stawiających pierwsze kroki w świecie teorii spiskowych w sparaliżowanej zarazą rzeczywistości nawet nie słyszała o Q, mimo że powtarzali jego hasła i bezmyślnie powielali QAnonową ikonografię. Krótko mówiąc, gdyby zapytać większą część zwolenników QAnonu, odparliby, że nie są tak szurnięci jak ci ludzie. Po prostu wolą umrzeć niż zakryć usta i nos przed wyjściem do sklepu po zakupy.

Jakkolwiek by patrzeć, Q opowiada swoim wyznawcom historię - dokładnie taką, w jaką chcą wierzyć. Zrozumienie niuansów tej opowieści i pojęcie, dlaczego wzbudza wśród nich aż takie zainteresowanie, jest pierwszym krokiem do rozwikłania zagadki QAnonu.

A wszystko to zaczęło się od surrealistycznego technothrillera "wyświetlonego" przed szeroką publicznością, w którym Hillary Clinton nie tylko miała zostać aresztowana (w końcu Donald Trump nawoływał do tego już od dobrych kilku lat), ale też rzeczywiście ją zatrzymano, i to na gorącym uczynku, gdy podejmowała desperacką próbę ucieczki przed szponami wymiaru sprawiedliwości pod rządami Trumpa. Ujawnienie jej rzekomego aresztowania i przestępstw, których najwyraźniej się dopuściła, by sobie na to zasłużyć, miało obrócić wniwecz dobrze nam znane amerykańskie życie.

Nadchodziła burza.

 

 

[10] Departmental Personnel Security FAQs, Office of Environment, Health, Safety & Security [Biuro ds. Ochrony Środowiska, Zdrowia i Bezpieczeństwa], dostęp: 5.03.2021, https://www.energy.gov/ehss/security-policy-guidance-reports/departmental-personnel-security-faqs.

[11] Joshua Keating, How QAnon Went Global, "Slate", 8.09.2020, https://slate.com/technology/2020/09/qanon-europe-germany-lockdown-protests.html.

[12] Nick Backovic, Joe Ondrak, NESARA and the Business of False Hope: Why Times of Austerity and Pandemic Create Fertile Ground for Die-Hard Scams, Logically, 3.09.2020, https://www.logically.ai/articles/nesara-and-the-business-of-false-hope.

[13] Eric Hoffer, Prawdziwy wyznawca: myśli o naturze ruchów masowych, przeł. Michal Filipczuk, Wydawnictwo animi2, Kraków 2020, s. 126.

[14] 5.12.2018, "qposts.online", https://qposts.online/?q=255v9&s=postnum. Wszystkie archiwalne wrzutki Q można przeglądać i wyszukiwać na stronie internetowej qposts.online.

[15] Joe M (stormisuponus), The Plan to Save the World, film zamieszczony na platformie BitChute, pierwsza publikacja: 1.07.2018, https://www.bitchute.com/video/gBXHNIkqYdBG/.

[16] Rayne, Michael Flynn's 'Revolution', "Empty Wheel" (blog), 30.03.2018, https://www.emptywheel.net/2018/03/30/michael-flynns-revolution/.

[17] Marshall Cohen, Michael Flynn Posts Video Featuring QAnon Slogans, CNN, 7.07.2020, https://www.cnn.com/2020/07/07/politics/michael-flynn-qanon-video/index.html.

[18] Roland Betancourt, What the QAnon of the 6th Century Teaches Us About Conspiracies, "Time", 3.02.2021, https://time.com/5935586/qanon-6th-century-conspiracies/.

 

Tytuł oryginału: THE STORM IS UPON US

Originally published in the English language by Melville House Publishing USA, under the title The Storm Is Upon Us

 

Copyright ? 2021 by Mike Rothschild

 

All rights reserved

 

 

Copyright for the Polish edition ? 2024 by Grupa Wydawnicza FILIA

Wszelkie prawa zastrzeżone.

 

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

 

Wydanie I, Poznań 2024

 

Projekt okładki: ? Andrzej Komendziński

Zdjęcia na okładce:  ? Ink Drop / Shutterstock

 

Redakcja: Karolina Borowiec

Korekta: MAQ Projects, Anna Nowak

Skład i łamanie: Stanisław Tuchołka | panbook.pl

Redaktor prowadząca: Małgorzata Ochab

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej:

"DARKHART"

Dariusz Nowacki

[email protected]

 

eISBN: 978-83-8357-854-5

 

 

Grupa Wydawnicza Filia sp. z o.o.

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

[email protected]

 

Seria: FILIA NA FAKTACH

 

 

 

WPROWADZENIE

 

Plan ratowania świata

 

 

 

 

 

 

6 stycznia 2021 roku uzbrojony tłum zwolenników Donalda Trumpa dokonał rzeczy, która nie udała się ani żołnierzom Konfederacji, ani oddziałom szturmowym nazistowskich Niemiec, ani dżihadystom z Al-Kaidy. Splądrowali budynek Kapitolu Stanów Zjednoczonych.

Ten dzień był zwieńczeniem wydarzeń z poprzedzających go dwóch miesięcy, w trakcie których Trump przegrał walkę o reelekcję, a następnie milionom swoich akolitów zaczął uparcie wmawiać, że nie tylko nie poniósł porażki, ale wręcz wygrał miażdżącą przewagą głosów. Wyrażał przekonanie, że tajna liberalna władza wraz z jej medialnymi sługusami i poplecznikami optującymi za globalizmem za wszelką cenę próbują zachować jego zwycięstwo w tajemnicy przed społeczeństwem.

Ustępujący prezydent w wygłoszonej przed ciżbą płomiennej przemowie deklarował: "Wiem, że niedługo wszyscy tu zebrani ruszycie na Kapitol, gdzie jako patrioci w sposób pokojowy dopilnujecie, by was usłyszano". Powiedział zgromadzonym, że mają "walczyć jak lwy", bo w przeciwnym razie "nie będą już mieli swojego kraju". Zapewniał nawet, że sam się do nich przyłączy[1].

Nie dołączył jednak do protestujących, a ci nie wmaszerowali do Kapitolu w pokojowej atmosferze. Ich frustrację podsycała nieprawdziwa informacja, jakoby zakres władzy wice­prezydenta Mike'a Pence'a pozwalał mu unieważniać głosy elektorskie ze stanów, w których stwierdzono anomalie w ich rozkładzie. Nie bez znaczenia pozostawał też fakt, że trzon grupy demonstrantów stanowili oddani zwolennicy Trumpa, postrzegający go jako wybrańca Boga i złotowłosego bojownika walczącego o sprawiedliwość. Nie brakowało im determinacji, by w imieniu swego przywódcy wojować i rozlewać krew. Tak też zrobili.

Tysiące zdeterminowanych wyznawców MAGA[2] pomaszerowało w stronę Kapitolu z zamiarem przekroczenia amerykańskiego Rubikonu. Na tym jednak nie poprzestali. Wdarli się do gmachu w ataku zbrojnym, w którego przeprowadzeniu prawdopodobnie pomagał im ktoś z wewnątrz. Protestujący zabili strażnika, zrabowali dokumentację zawierającą dane wrażliwe, masztami flagowymi okładali funkcjonariuszy policji Kapitolu i godzinami okupowali zajęte przemocą pomieszczenia. Niewiele brakowało, a skandującym "Mike Pence na stryczek!" atakującym udałoby się wtargnąć do izby Senatu, w której w tym czasie obradowano[3].

Buntownicy sprawiali wrażenie zwartego, kipiącego złością tłumu, na pozór różniącego się tylko stopniem skompletowania ubioru militarnego, jednak dopuścili się tej napaści z wielu różnych pobudek. Jedni uważali Mike'a Pence'a za zdrajcę narodu. W ich mniemaniu należało ukarać go śmiercią za nieoddalenie zatwierdzonych głosów Kolegium Elektorów. Inni, żądni krwi i gotowi ją przelewać, zjawili się uzbrojeni w broń palną, ładunki wybuchowe i opaski samozaciskowe do krępowania rąk zakładnikom. Jeszcze inni chcieli po prostu poprzechadzać się po wnętrzach Kongresu, zrobić sobie kilka selfie, może zabrać na pamiątkę list z biurka przewodniczącej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi. Wśród demonstrantów znaleźli się nie tylko zwolennicy Trumpa, którzy po wszystkim twierdzili, że dali się ponieść emocjom, lecz także neonaziści rekrutujący nowych członków, szukający rozgłosu twórcy internetowi zarabiający na prowadzonych na żywo transmisjach ze szturmu, domorośli komandosi urzeczywistniający swoje marzenia o udziale w operacjach specjalnych, ekswojskowi i byli funkcjonariusze policji mający wprawę w posługiwaniu się bronią i przygotowanie taktyczne - a nawet najzwyklejsi trolle, dla których udział w próbie obalenia demokracji był po prostu świetną zabawą. Większość uczestników rebelii aresztowano w ciągu kilku następnych dni. Ich zatrzymanie w dużym stopniu ułatwił fakt, że wielu ze szturmujących Kapitol nie wyłączyło w swoich telefonach lokalizatorów GPS, a część nie zakrywała twarzy, miała na sobie dające się zidentyfikować oznaczenia bojówek lub prowadziła w internecie transmisje pod własnym nazwiskiem.

Jednak pośród chaosu zróżnicowanych motywacji, mniejszych lub większych zdolności bojowych oraz prawdziwego oddania sprawie można było wyłonić pewną wspólną im wszystkim cechę. Otóż spora grupa protestujących była wyznawcami teorii spiskowej znanej pod nazwą QAnon. Na nagraniach, które zarejestrowały szaleństwo z 6 stycznia 2021 roku, gdziekolwiek spojrzeć, przewija się ikonografia ruchu QAnon. Jednym z pierwszych demonstrantów, którzy przedarli się przez obronę Kapitolu i wdali w bójkę z funkcjonariuszami, był mężczyzna w koszulce z nadrukowaną literą Q. Zdjęcia "Szamana Q", odzianego w futro, z pomalowaną twarzą i w rogatym hełmem na głowie, obiegły cały świat, powielane w doniesieniach medialnych z wydarzeń w Waszyngtonie. W powietrzu powiewały flagi z literą Q, na transparentach widniały głoszone przez QAnon hasła. Niszcząc kamerę ekipie telewizyjnej, buntownicy wykrzykiwali treść jednej z dwuznacznych "wrzutek" na platformę 8chan. Kilka śmiertelnych ofiar zamieszek było zdeklarowanymi wyznawcami QAnonu; na swoich profilach w mediach społecznościowych ludzie ci głośno wyrażali wiarę w rewelacje rozpowszechniane w ramach działalności QAnonu, podobnie jak chęć oddania życia za Trumpa - aż do chwili, gdy rzeczywiście tę ofiarę złożyli[4].

Protestujący nie tylko byli przekonani, że złamano zabezpieczenia maszyn do głosowania, za manipulacje wyborcze częściowo odpowiadały Chiny, prawdziwym zwycięzcą wyborów był Trump, a wysiłki na rzecz unieważnienia głosowania były prawnie uzasadnione i prędzej czy później przyniosłyby oczekiwany skutek. Wierzyli także, że gdyby zawiodły środki administracyjne, do akcji wkroczyłaby armia, Trump objąłby urząd prezydenta dożywotnio, liberałowie i zdrajcy zostaliby powieszeni, a w kraju zapanowałaby wolność. To jednak nie wszystkie aspekty fantastycznej rzeczywistości, w której zanurzyli się demonstranci - wielu było przekonanych, że otrzymają ukrywane przed ludzkością lekarstwa na śmiertelne choroby, otworzy się przed nimi droga do dobrobytu i ekonomicznej stabilności, zyskają dostęp do nowych potężnych technologii, może nawet poznają prawdę o istotach pozaziemskich.

Powyższe jest częścią QAnonu - kultu, ruchu rewolucyjnego, łamigłówki, społeczności, sposobu na walkę ze złem, nowej religii, klina wbijanego niejednokrotnie między bliskich sobie ludzi, wewnętrznego zagrożenia terrorystycznego, przede wszystkim jednak teorii spiskowej wszystkiego.

Żadna inna teoria spiskowa nie oddaje obłędu ery Donalda Trumpa tak dobrze, jak właśnie QAnon. Kryjący się za tą nazwą fenomen, wraz z jego złożoną mitologią, zaczął się niepozornie - od kilku wpisów zamieszczonych w październiku 2017 roku w serwisie 4chan, mateczniku internetowych trolli - z czasem jednak rozrósł się do rozmiarów przytłaczających tradycyjne konserwatywne media i myślenie. Dokładne określenie, jak wiele osób wierzy w QAnon, jest praktycznie niemożliwe, ale najprawdopodobniej są to setki tysięcy ludzi, których przekonuje choćby część wielopłaszczyznowego przekazu - i to na całym świecie, nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Sporo osób nie zdaje sobie nawet sprawy, że to, w co wierzą, ma powiązania z QAnonem. Są tacy, którzy publicznie odcinają się od "tych świrniętych ludzi". Inni z kolei otwarcie dają wyraz swoim przekonaniom: noszą koszulki z nadrukami, umieszczają naklejki na zderzakach samochodów, wywieszają flagi na łodziach. Organizują wiece i konferencje. Piszą książki i zostają QAnonowymi influencerami w mediach społecznościowych.

Zanim atak na Kapitol uczynił QAnon międzynarodowym kuriozum medialnym, ruch ten zdążył przesiąknąć republikańskie kręgi polityczne. Michael Flynn, były asystent prezydenta do spraw bezpieczeństwa narodowego, zyskał wśród zwolenników QAnonu miano bohatera po tym, jak rzekomo nieszczerze ukorzył się przed tajną władzą, by móc zinfiltrować jej szeregi. Roger Stone wychwalał moralność tajemniczego Q i namawiał Trumpa do wprowadzenia przed wyborami w 2020 roku stanu wojennego, co stanowiłoby realizację dyżurnej fantazji QAnonu. Lojalni konserwatyści, w tym niektóre z dzieci samego Donalda Trumpa i popularni prawicowi opiniotwórcy, zaczęli publicznie schlebiać ruchowi. W latach 2018-2020 niemal setka kandydatów z ramienia republikanów deklarowała się jako zwolennicy Q, przy czym kilkorgu z nich udało się nawet zwyciężyć w wyborach. Sam Trump zresztą, nim zablokowano mu konto na Twitterze, retweetował setki postów zamieszczanych w serwisie przez wyznawców Q, w ten sposób rozsiewając brutalne fantazje i dziwaczne memy po dziesiątkach milionów feedów. Zapytany przez korespondenta z korpusu prasowego Białego Domu, czy potępia działalność Q, prezydent odpowiedział wymijająco: "Nie wiem o nich za wiele poza tym, że najwyraźniej bardzo mnie lubią, co akurat doceniam"[5].

Gdy prezydentura Trumpa dobiegała końca, QAnon stał się tematem podejmowanym we wszystkich najważniejszych środkach masowego przekazu w kraju, niemal każda sieć kablowa, w tym uwielbiana przez prezydenta stacja Fox News, poświęcała Q czas antenowy. Od redakcji "New York Timesa" przez radio publiczne NPR po stacje telewizyjne na całym świecie wszyscy usiłowali rozszyfrować, czym, do cholery, jest to całe Q, o co w tym chodzi i co począć z ludźmi, którzy dają temu wszystkiemu wiarę. Mimo to wiele z tych osób doznało szoku, gdy upojony teoriami spiskowymi, napędzany niewłaściwie ulokowanym gniewem tłum splądrował budynek Kapitolu.

Choć na dobrą sprawę nie powinni być tym zdziwieni. QAnon bowiem od samego początku koncentrował się na rozwiązaniach siłowych; jeszcze przed brutalnym atakiem na Kapitol pod szyldem Q dochodziło do zabójstw i aktów terroryzmu krajowego, wielokrotnie usiłowano porywać dzieci, prowokowano pościgi policyjne, podjęto nawet próby zamachu na życie Joe Bidena i zniszczenia statku szpitalnego, na którym leczono zakażonych koronawirusem - obie na szczęście spartaczone. Jest to ruch bazujący na założeniu, że fala masowych aresztowań i egzekucji raz na zawsze wymiecie z rządu skorumpowanych polityków, pedofilów i liberałów, nie powinno więc być takim wstrząsem, że wyznawcy Q sami postanowili przeprowadzić tę długo obiecywaną czystkę.

Nadal jednak otwarte pozostaje pytanie, jak to możliwe, że coś, co narodziło się na archaicznym forum dyskusyjnym 4chan, urosło do tego stopnia, że ma realny wpływ na kształt prawej strony sceny politycznej i rozpleniło się tak bardzo, że zwolennicy Q przystąpili do rozstawiania szubienic na trawniku przed Kapitolem[6]. Aby znaleźć na nie odpowiedź, musimy się dokładnie przyjrzeć nie tylko temu, czym właściwie jest QAnon, ale również temu, skąd się wziął i jak udało mu się tak mocno utkwić w umysłach swoich zwolenników.

Teoria spiskowa QAnon, postawiona na fundamencie mitologii praktycznie niezrozumiałej dla osób z zewnątrz, koncentruje się wokół anonimowej grupy wtajemniczonych oficerów wywiadu wojskowego, którzy nazywają siebie kolektywnie Q. To rzekomi patrioci, którzy jakoby na polecenie Trumpa ujawniają wskazówki i podpowiedzi zawierające sekretną wiedzę o nadchodzącym wydarzeniu mającym odmienić świat, określanym mianem "burzy". Choć z treścią takich internetowych "wrzutek" może się zapoznać każdy, to jedynie doskonale zaznajomieni z tematem wyznawcy Q są w stanie je odczytać. Osoby te postrzegają siebie jako żołnierzy na potajemnej wojnie dobra ze złem - konflikcie, który zakończy się rzezią wrogów wolności.

Zjawisko to nieustannie staje się coraz popularniejsze. W wyniku niekontrolowanego rozkrzewiania się w mediach społecznościowych QAnon wciągnął w swoje objęcia bezkształtną, za to z całą pewnością ogromną masę ludzi - niewykluczone, że jest wśród nich ktoś, kogo znasz.

Czy wizja pogromu przeprowadzonego w imię pokoju przez patriotów powołujących się na, w ich mniemaniu, ponadkonstytucyjny mandat, budzi w tobie niepokój? Słusznie. Kłopot w tym, że gdy jedni odrzucają ideologię Q jako faszystowską fantazję, innych ciągnie do niej właśnie z tego powodu.

Przede wszystkim jednak QAnon stanowi teorię spiskową wszystkiego, jest ogromnym namiotem, do którego zapraszani są ci, którzy powątpiewają w czystość intencji rządzących, oraz ci, którzy nie ufają mediom i wolą szukać rzetelnych informacji na własną rękę. Do nikogo nie strzelają, niczego nie wysadzają w powietrze. Walczą, tworząc memy i rozkodowując "komunikaty" tajnego rządu. Nie przyjmują szczepionek, mimo zagrożenia epidemicznego odmawiają zakładania maseczek ochronnych. Ich wkładem w walkę o lepsze jutro jest uświadamianie znajomych "normików", co "tak naprawdę jest grane". Toczą potyczki na twitterowe wzmianki, wojują SMS-ami i wiadomościami w komunikatorach, w trakcie drobnych interakcji z niewierzącymi zasiewają w nich ziarno niepewności.

Kiedy "cyfrowych żołnierzy" pochłania wojna, ludzie nienależący do konspiracyjnych kręgów są przez nich porzucani[7]. Zwolennicy Q całkiem poświęcają się internetowym społecznościom, a bliskich i przyjaciół odpychają, w miarę jak "tajemna wiedza", którą posiedli, stopniowo doprowadza ich do szaleństwa i czyni agresywnymi. Ma to szczególnie opłakane skutki w wypadku starszych użytkowników mediów społecznościowych, którzy nie są wystarczająco zaznajomieni ze specyfiką internetu, by zdawać sobie sprawę, że podsuwa im się kłamstwa. Cieszą się, że znaleźli grupę podobnie myślących patriotów, z którymi mogą porozmawiać bez wdawania się w zbędne dyskusje. Jak pokazują badania, pokolenie urodzone w powojennym wyżu demograficznym dużo chętniej udostępnia na Facebooku nieprawdziwe informacje. To właśnie w tej grupie QAnon trafił na żyłę złota, to wśród baby boomerów znalazł oddaną publiczność[8].

Nie ma wątpliwości, że QAnon stanowi realne zagrożenie. Dlaczego ludzie w to wierzą? Czy zwolennicy QAnonu naprawdę uważają, że dostali od oficerów wywiadu wojskowego cynk o sekretnej wojnie? Dali się wystrychnąć na dudka rosyjskim szpiegom? Może są tylko cynicznymi trollami, które czerpią frajdę z wkładania kija w mrowisko? A może ofiarami wielkich przekrętów, które pozbawiły ich wszystkiego, co mieli? Czy powinniśmy z nich kpić, czy ich żałować? Gardzić nimi czy starać się im pomóc? Wreszcie czy w ogóle możliwe jest przekonanie wyznawców Q, żeby porzucili swoje urojenia i fantazje i powrócili na łono społeczeństwa?

Ta książka jest próbą rozwikłania tych zagadek. Podejmuję ją, ponieważ ogrom ludzi, którzy nie wiedzą, jak pomóc swoim bliskim, i nie przestają się do mnie w tej sprawie zwracać, zasługuje na odpowiedź.

Tematyką QAnonu zajmuję się od stycznia 2018 roku. Zacząłem o nim pisać na długo, zanim ubrany w kostium Szaman Q zaistniał i stał się symbolem oblężenia Kapitolu. Sprawa po raz pierwszy przykuła moją uwagę, gdy w kręgach miłośników teorii spiskowych zawrzało wokół zdjęć Johna McCaina i Hillary Clinton, na których politycy zostali uwiecznieni w butach ortopedycznych na obu stopach. Fotografiom towarzyszyły hasztagi #WWG1WGA[9] oraz #PodążajZaBiałymKrólikiem.

"O co tyle hałasu?" - zapytałem wtedy na Twitterze, po czym zwolennicy Q pospieszyli z wyjaśnieniami. Otóż McCain i Hillary mieli włożone obuwie ortopedyczne nie z powodu urazu kostki, tylko dlatego, że aresztowano ich, a następnie zwolniono za kaucją. Obszerne, wysokie buty miały zakrywać opaski dozoru elektronicznego, które obojgu założono, by nie uciekli z kraju.

To rozbudziło moje zainteresowanie i od tego czasu regularnie pisałem na ten temat. Im więcej artykułów poświęconych QAnonowi publikowałem, tym liczniej zgłaszali się do mnie bliscy zwolenników tego ruchu - nie mieli bladego pojęcia, co wstąpiło w ich przyjaciół i członków rodzin. W nadsyłanych e-mailach, wiadomościach na Twitterze i komentarzach pod wpisami na moim blogu zrozpaczeni ludzie nieustannie wypytywali, co powinni zrobić w sprawie QAnonu. Stracili kontakt z rodzicami, rozpadły się ich związki. Nie wiedzieli, co począć, jak im pomóc. Ani czy w ogóle dało się im jeszcze pomóc.

"Śledzę twoje artykuły od kilku lat, odkąd moje siostra i matka zostały zwolenniczkami QAnonu" - wyznała kobieta podpisująca się pseudonimem Nicole. "W ubiegłym tygodniu wzięli na celownik pracodawcę mojego męża, pracownikom grożą śmiercią. Możliwe, że już nie odzyskam mamy i siostry takimi, jakimi je znałam, ale swoimi publikacjami przypominasz mi, że nie tylko ja znalazłam się w takiej sytuacji i że przynajmniej moje dzieci są rozsądne i wszystko z nimi w porządku".

Od innej kobiety, Olivii (również pseudonim), dostałem e-mail, w którym opowiedziała o swoim mężu. Im głębiej zanurzał się w ekosystem QAnonu, tym bardziej stawał się wycofany i przygnębiony - do tego stopnia, że w pewnym momencie para na krótko się rozstała. "Mąż jest zagorzałym zwolennikiem QAnonu od grudnia 2017 roku" - napisała. "Wydaje mi się, że jest w nim jakaś drobna cząstka, która ma pewne wątpliwości. Pojawiła się, gdy dotarło do niego, że może mnie stracić. Nie da się z nim porozmawiać na żaden temat, żeby nie wspominał o QAnonie albo czyniących zło demokratach i lewicowcach".

Mężczyzna o imieniu Curtis (to także pseudonim) otrzymał taką wiadomość od matki mającej obsesję na punkcie teorii spiskowych. Nie utrzymywał z nią kontaktu od kilku lat, odkąd nabrała przekonania, a wręcz absolutnej pewności, że Barack Obama wraz ze swoją kliką wyląduje za kratkami: "Trzymaj się mocno, HRC upada. Niedługo to ogłoszą, a to dopiero początek. Wszystko jest dobrze. Nie musisz mi wierzyć. I tak nadal cię kocham. Już się zaczyna...".

Mama Curtisa wskoczyła do króliczej nory QAnonu na dobre, on sam jednak nie poszedł w jej ślady. "Przestanę ją odwiedzać" - zapewniał. "Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek będę z nią rozmawiać".

Pomimo eksplozji popularności Q i przedostania się informacji o nim do mainstreamowych mediów wiele rzeczy związanych z nim pozostaje dla nas zagadką. W dalszym ciągu usiłujemy zrozumieć, jak to możliwe, że wywodzący się z kręgów typowych konspiracjonistów fenomen tak szybko ogarnął ćwiczące jogę mamy głosujące na Berniego Sandersa, dlaczego tak wielu ludzi wierzy w opowieści, które jedna po drugiej okazują się nieprawdziwe, jak pomóc zwolennikom QAnonu wyrwać się z jego macek, a także co prezydent Trump i jego doradcy wiedzą na ten temat.

Co takiego jest w Q, że większość ludzi odpycha, za to niektórych przyciąga naprawdę mocno? Jaką pustkę wypełnia w życiu tych drugich? Nie ma bowiem wątpliwości, że jakąś lukę eliminuje; szczelinę, której rodzina, hobby, praca, religia, a nawet małżonkowie czy dzieci nie są w stanie załatać.

Oto historia Q - czym jest, co oznacza i dokąd zmierza. Ostrzegam jednak, że nie będzie to przyjemna opowieść.

 

 

 

PRZYPISY KOŃCOWE

 

 

 

 

 

 

 

 

[1] Phillip Bump, Trump's Actions That Led to the Violence at the Capitol Began Months Ago, "Washington Post", 7.01.2021, https://www.washingtonpost.com/politics/2021/01/13/trumps-actions-which-led-violence-capitol-began-months-ago/.

[2] MAGA - Make America Great Again, slogan używany w kampaniach prezydenckich Donalda Trumpa (przyp. tłum.).

[3] Peter Baker, Maggie Haberman, Annie Karni, Pence Reached His Limit With Trump. It Wasn't Pretty, "The New York Times", 12.01.2021, https://www.nytimes.com/2021/01/12/us/politics/mike-pence-trump.html.

[4] Julia Carrie Wong, We're the News Now: Pro-Trump Mob Targeted Journalists at US Capitol, "The Guardian", 7.01.2021, https://www.theguardian.com/us-news/2021/jan/07/capitol-attack-trump-targeted-journalists.

[5] Trump Praises QAnon Supporters: 'I Understand They Like Me Very Much', "Axios", 20.08.2020, https://www.axios.com/trumppraises-qanon-supporters-i-understand-they-like-me-very-much-42146fb3-bd69-4943-8e80-2f0bcf4b0b17.html.

[6] Martin Pengelly, 'Hang Mike Pence': Twitter Stops Phrase Trending After Capitol Riot, "The Guardian", 10.01.2021, https://www.theguardian.com/us-news/2021/jan/10/hang-mike-pence-twitter-stops-phrase-trending-capitol-breach.

[7] Mack Lamoureux, People Tell Us How QAnon Destroyed Their Relationships, "Vice", 11.07.2019, https://www.vice.com/en_us/article/xwnjx4/people-tell-us-how-qanon-destroyed-their-relationships.

[8] Meira Gebel, Baby Boomers Share Nearly 7 Times As Many 'Fake News' Articles On Facebook As Adults Under 30, Study Finds, "Insider", 13.01.2019, https://www.businessinsider.com/baby-boomers-more-likely-to-share-fake-news-on-facebook-study-2019-1.

[9] WWG1WGA - Where We Go One, We Go All, hasło, którym posługują się zwolennicy QAnonu, oznaczające: "Gdzie idzie jeden, tam idziemy wszyscy" (przyp. tłum.).

 

 

 

SPIS TREŚCI

 

 

 

 

 

 

 

 

Okładka

Karta tytułowa

Dedykacja

Cytat

 

Wprowadzenie. Plan ratowania świata

 

Część 1: Początki

 

Rozdział 1. Nauka czytania mapy: podstawy ruchu QAnon

Rozdział 2. Cisza przed burzą: początki QAnonu

Rozdział 3. Masz więcej, niż ci się wydaje: QAnon trafia w dziesiątkę

Rozdział 4. Będzie grzmieć: oszustwa i teorie spiskowe, które zrodziły QAnon

Rozdział 5. Teraz to o nas będą mówić: QAnonowe żniwa 2019 roku

Rozdział 6. Bóg zwycięża: dlaczego ludzie wierzą w QAnon

 

Część 2: Eskalacja

 

Rozdział 7. To nie jest gra: Liczne przestępstwa zwolenników QAnonu

Rozdział 8. Na ratunek dzieciom: Pandemiczna transformacja QAnonu w 2020 roku

Rozdział 9. Memy w odwodzie: Wojna QAnonu z mediami społecznościowymi

Rozdział 10. Czy nadchodzi zmiana Pałkarza? QAnon i wybory prezydenckie w 2020 roku

 

Część 3: Skutki

 

Rozdział 11. Jedyny kult uczący, by myśleć za siebie: Czym według ekspertów jest (i czym nie jest) QAnon

Rozdział 12. Matematyczna sprzeczność: Demaskowanie QAnonu i jego przepowiedni

Rozdział 13. Gdzie idzie jeden: Jak pomóc ludziom wydostać się z macek Q

 

Epilog. Przyjaciele i szczęśliwe wspomnienia

 

Podziękowania

Załącznik. Słownik QAnonowych terminów

Przypisy końcowe

Skorowidz

O autorze