Rozdział 1
Raija skończyła siedemnaście wiosen, od dwóch lat była żoną Karla, zaledwie dziewiętnastolatka. Trzeci członek rodziny, Maria, przez wszystkich zwana Mają, niespełna roczne dziecko, właśnie zaczęło stawać na nóżki. Ciekawe świata kręciło się wokół i nie raz rodzice musieli ratować je z opresji.
Niedługo Raija miała zostać sama z córką. Jak większość mieszkańców nadbrzeżnych okolic fiordu Lyngen rodzina Elvejordów prowadziła niewielkie gospodarstwo i żyła z rybołówstwa. Raija doglądała zwierząt i uprawiała niewielki spłachetek ziemi, Karl miał za sobą kilka sezonów spędzonych na morzu. Zeszłej zimy był na Lofotach, a teraz zbliżał się kolejny okres połowów. Każdy, kto pragnął zapewnić rodzinie strawę i odzienie, musiał myśleć o wyprawie. Karl ruszał na północ, na łowiska położone u wybrzeży Finnmarku.
Raija była żoną rybaka i do niej należało dbanie o ekwipunek męża. Czekało ją mnóstwo obowiązków, zbyt wiele dla dziewczyny, która najchętniej spędzałaby dni na marzeniach. Lecz Raija Elvejord od dawna już nie oddawała się marzeniom. Biedne żony rybaków wypełniały całe dnie znojną pracą.
Kiedy Karl wyruszy na wyprawę, zostanie sama. Reijo, najlepszy przyjaciel Karla, wyprawił się wcześniej z inną załogą na te same łowiska Finnmarku.
W przeciwieństwie do Karla Reijo dawno już porzucił mrzonki o złożach złota w górach otaczających fiord Lyngen.
Reijo i jego ojciec, Antti Kesäniemi, byli oprócz teścia Kristiana jedynymi przyjaciółmi Raiji w tej nadmorskiej osadzie. Matka Karla, Marta, zachorowała i zmarła poprzedniej zimy.
Kristian również ruszał na morze. Tylko Antti zostawał w domu.
Raija uważała, że czynił tak ze względu na nią, choć Antti gorąco zaprzeczał. Na swój sposób był jej ojcem, którego tak potrzebowała - ten godny zaufania Kwen z domku na cyplu zawsze spieszył jej z pomocą. Raija nie bała się ciężkiej pracy i była gotowa zrobić wiele dla ludzi, których darzyła sympatią. Wrogom nie pobłażała, nie leżało to w jej naturze.
Ludziom, których kochała, poświęcała wszystkie siły. Tej wiosny przygotowała ekwipunek dla męża, ale nie zapomniała o teściu i Reijo. Raija dbała o swoich. Szycie nie było jej mocną stroną, ale zdołała zapewnić wszystkim trzem mężczyznom ciepłe odzienie. Tylko ona wiedziała, ile bezsennych nocy spędziła na tym zajęciu.
Zbliżał się czas wypłynięcia, więc Raija piekła od rana do wieczora. Zapasy cennej mąki kurczyły się w oczach, ale Raija uznała, że da sobie radę. Zdarzało się latem, iż do Lyngen docierał ten czy ów kupiec znad Zatoki Botnickiej, często poza wyznaczonymi terminami targowisk. Da sobie radę. Jak wróci Karl, wszystko znów będzie po staremu.
Trzej mężczyźni dostaną na podróż wystarczający zapas chleba i sucharów. Nikt nie zarzuci jej, że lekko traktuje obowiązki. żaden z nich nie zazna głodu na łowiskach. Karl oczekiwał wyprawy z niechęcią. Nosił w sobie przekonanie, że nie urodził się do zawodu rybaka. Miał tysiące planów i jedno wielkie marzenie, nie dość jednak czasu, by je spełnić.
Życie dziewiętnastolatka układało się w jednostajny ciąg obowiązków. Jako ojciec rodziny musiał przede wszystkim dbać o żonę i dziecko. Walka o chleb codzienny trwała okrągły rok. Na marzenia zostawało niewiele czasu.
Wciąż natykał się na przeszkody, które skazywały go na ten sam los, jakby na zawsze już miał pozostać zgarbionym od pracy rybakiem.
Trzeba odwagi, by się przeciwstawić przeznaczeniu. Znacznie więcej odwagi, niż Karl Elvejord był w stanie z siebie wykrzesać. Kiedy już jednak minie czas połowów... jesienią, wtedy porozmawia z Raiją...
Najtrudniejsza jest zawsze ostatnia noc. Dla tego, kto rusza w drogę, i dla tej, która zostaje z brzemieniem odpowiedzialności za dom, inwentarz i rodzinę.
- Może nie powinienem wypłynąć - szepnął Karl ze wzrokiem utkwionym w powałę. I on, i Raija wiedzieli, że nie ma wyboru. - Tylu podłych ludzi się tu kręci. Zostaniesz sama z Mają, wszystko się może zdarzyć...
Raija roześmiała się.
- Kalle, Kalle - rzekła pieszczotliwie - nie ty jeden ruszasz w drogę. Zostają kobiety, dzieci i starcy. Dam sobie radę. Jeśli ktoś zechce mi się naprzykrzać, będę mruczeć pod nosem zaklęcia. Jak wrócisz, dowiesz się, że masz czarownicę za żonę...
- Nie igraj z ogniem, Raiju - wzdrygnął się. - Czarownice się pali...
Jego uwaga wydała się Raiji niezwykle zabawna.
Dziewczyna miała szczególne poczucie humoru.
- Nic mi się nie stanie - zapewniła męża z młodzieńczą pewnością siebie. - Antti będzie mnie odwiedzał, założę się, że kilka razy dziennie, tak niby przypadkiem. Co może mi grozić?
Karl nie odpowiedział, ale pomyślał o czymś bardzo konkretnym. Kiedy wyjeżdżał z domu, zawsze prześladowały go te same natrętne myśli.
Najgorsze mówiły mu, że Raija go opuściła. Na Lofotach zlany potem budził się z koszmaru, w którym widział opustoszałe domostwo.
Raija nigdy nie zrobi tego z własnej woli. Nie dlatego, że brak jej odwagi, raczej z nadmiaru lojalności. Karl wiedział jednak, że jej lojalność kończy się tam, gdzie zaczynają uczucia.
Istniał jeden człowiek, dla którego Raija rzuciłaby wszystko. Człowiek, który mógł urzeczywistnić koszmary Karla.
Minęły dwa lata, odkąd widzieli go po raz ostatni, i zapewne sporo jeszcze upłynie wody w strumieniu, zanim ujrzą go ponownie. Mimo to Karl nie wątpił, że tamten w końcu się pojawi. Nikt, kto darzy Raiję uczuciem, nie oprze się pokusie. A jego rywal kochał Raiję. Tego właśnie Karl Elvejord obawiał się najbardziej - że tamten zjawi się w Lyngen pod jego nieobecność.
- Masz szczęście, że możesz się stąd wyrwać. - W głosie Raiji pojawiła się nuta rozmarzenia.
Strach złapał Karla za gardło.
- Więc tęsknisz? Chcesz wyjechać? Dokąd? - W tych urywanych słowach zawarł cały swój niepokój.
- Nie mogę przecież ruszyć z wami na połów. Komu potrzebna kobieta na łodzi? - roześmiała się głośno.
- Gdybyś jednak mogła wyjechać - drążył, unosząc się na łokciu. Wpatrywał się w żonę poprzez mrok, ale nie potrafił wyczytać nic z jej twarzy. Ledwo ją widział.
- Gdybyś mogła, Raiju, wyjechałabyś?
- A ty nie? - rzuciła wymijająco.
Obojętny ton jej głosu wzbudził czujność Karla. Zdradziła się. Nie odpowiedziała wprost, ale i tak się zdradziła.
- Do Finlandii? - zapytał, choć znał odpowiedź.
- Czego miałabym tam szukać? - spytała beznamiętnie. - Wszyscy pewnie pomarli.
- Więc na północ?
Jej wahanie trwało o ułamek sekundy zbyt długo. - Nie wiem...
Karl jednak wiedział. Raija nie miała nikogo w Finlandii, ale na północy ktoś na nią czekał...
- Ale to się nigdy nie stanie... - Raija zwracała się bardziej do siebie niż do niego. - W naszej rodzinie ty jesteś podróżnikiem. Zostanę z Mają tutaj, gdzie nasze miejsce.
Karl nie był tego taki pewien. Mocne więzy łączyły Raiję i Maję z innym miejscem na ziemi. Pilnował się, by głośno nie wyrazić swoich przypuszczeń. Przysunął się do żony i objął ją.
- Długo mnie nie będzie - mruknął, wtulając wargi w zagłębienie na jej szyi. Zanurzył się w świeżym zapachu jej włosów. Raija pogłaskała go po ramionach. Przez ostatni rok Karl bardzo zmężniał. Tak, długo go nie będzie.
Znalazł ustami jej wargi, a ona się nie cofnęła. Nie była stworzona do życia w samotności, potrzebowała fizycznej miłości równie mocno jak on. Trzymając ją w objęciach, Karl mógł nieomal wyobrazić sobie, że Raija go kocha. Nie był już tym niezdarnym kochankiem z nocy poślubnej.
Wiele się nauczył, również w tej dziedzinie. Delikatnie pieścił dłońmi każdy skrawek jej ciała.
Uwielbiała pieszczoty i potrafiła je odwzajemnić.
Pocałował ją, a Raija się uśmiechnęła. Jej miękkie wargi potrafiły doprowadzić go do szaleństwa, obsypując pocałunkami w niezwykłych miejscach.
Raija przywarła do męża, zachęcając, by w nią wszedł. Ciała obojga błagały o spełnienie. Karl przykrył ustami jej wargi i kiedy ich języki spotkały się w namiętnym tańcu, zniknął rozsądek, słowa i świat wokół. Nie istniało nic poza niewyobrażalnym szczęściem.
Karl usłyszał własny głos, szepczący słowa pełne miłości, słyszał jęki Raiji, czuł jej gorący oddech na policzku. Paznokciami wpiła się w jego ramiona, ale nie sprawiło mu to bólu. Unosił się na falach miłości, póki świat wokół nie eksplodował w spazmie rozkoszy.
Doszedł do siebie po dłuższej chwili. Leżał wciąż u boku Raiji, spocony i rozgrzany bliskością jej rozpalonej skóry. Futrzana kapa zsunęła się na ziemię, ale Karl nie czuł chłodu. Jakże mógł marznąć w objęciach Raiji? Było w niej więcej ognia niż w palenisku.
Żaden z mężczyzn w osadzie nie dzielił łoża z równie namiętną kobietą. Słuchał ich rubasznych opowieści i wiedział, że fantazjowali, ale nawet w ich najodważniejszych relacjach nie znajdował nic, co równałoby się jego doznaniom w ramionach Raiji.
A kiedy ze znaczącymi uśmieszkami pytali go o to samo, Karl zaciskał usta. Nigdy nie przyznałby, jaki skarb przypadł mu w udziale. Nie mógł znieść pożądliwych spojrzeń, którymi obrzucali jego żonę, nie chciał kusić ich ponad miarę intymnymi zwierzeniami.
- Będziesz tęsknić? - szepnął, przykrywając ją futrem. - Do tego...? - dodał w przypływie odwagi.
- Oczywiście - odpowiedziała leniwie. - Przecież wiesz...
Wiedział. Nie był tylko pewien, czy jej tęsknota obejmowała coś więcej. Łóżko to jedyne miejsce, w którym potrafił ją zadowolić. Poza nim nie spełniał jej oczekiwań.
Tylko w takiej chwili, w czułych objęciach nocy, Karl miał pewność, że jest w nim dość męskiej siły, by zaspokoić pragnienia Raiji. Było zbyt ciemno, by dostrzegł ten nieuchwytny cień, który kładł się między nimi.
Dość tych ponurych myśli!
Dłoń Karla spoczywała na udzie żony. Ciało Raiji nabrało krągłych, kobiecych kształtów, a jej skóra była niewyobrażalnie miękka. Nie mógł się powstrzymać, jego palce zaczęły wędrówkę. Miał przed sobą długie miesiące rozłąki.
Wiedział, że może dać upust żądzom w inny sposób. Chętnych dziewcząt nie brakowało. Na poprzednich wyprawach zdarzało mu się znaleźć chwile ukojenia u obcych kobiet, ale nie pozostało mu po nich nic poza wyrzutami sumienia. żadna nie potrafiła ofiarować mu tego, co Raija.
- Uspokój się, Kalle! - szepnęła ze śmiechem, kiedy ponownie usiłował ją do siebie przytulić, ale nie stawiała zbytniego oporu. - Noc jest długa...
Jej głos tchnął miękkością, był pełen obietnic, brzmiał niemal miłośnie.
Karl wyciągnął się na łóżku, a Raija łasiła się jak kotka. Miała rację, noc jest długa. Lato będzie jeszcze dłuższe...
Kochali się raz jeszcze, zanim poranek nie rozjaśnił mroku. Oddali się sobie nawzajem z większą czułością niż za pierwszym razem. Tak było zawsze, kolejne zbliżenie było bardziej udane niż poprzednie.
Karl usypiał, rozgrzany i zaspokojony, trzymając żonę w objęciach. Zdołał nieomal wmówić sobie, że stał się cud, i Raija go pokochała.
Nie pozwolił, by odprowadziła go nad fiord. Kiedyś Marta żegnała tak Kristiana i wrócili z pustymi rękami. Od tego czasu Kristian twardo obstawał przy tym, by żadna kobieta nie stała na brzegu, gdy łódź wychodzi w morze.
Kristian Elvejord zdawał się wiedzieć, co przyniosło im pecha, i nie chciał ryzykować powtórnego niepowodzenia. Członkowie jego załogi musieli pożegnać się ze swoimi kobietami na progu domu. Od tej prostej reguły nie było wyjątków.
Oprócz Kristiana i jego syna Karla załogę stanowiło trzech mężczyzn, ojców rodzin, i najmłodszy brat jednego z nich. Miał czternaście lat, był kuchcikiem, po raz pierwszy ruszał do Finnmarku. W przeciwieństwie do pozostałych nie powierzono mu stałych obowiązków podczas żeglugi, miał być pomocnikiem od wszystkiego i zbierać doświadczenia.
Karl spełniał kiedyś taką samą funkcję na kutrze ojca, teraz został przeniesiony na śródokręcie. Nikt nie mógł powiedzieć, że Kristian faworyzował syna - miał dość rozsądku, by przydzielać ludzi na stanowiska zgodnie z ich doświadczeniem. Karl wiedział niewiele o pracy na morzu i Kristian uznał za rzecz najzupełniej naturalną, by ustawić go najniżej w hierarchii załogi. Nikt nie protestował.
Podczas żeglugi na północ czekała Karla znojna praca, wcale nie marzył o jeszcze cięższej harówce na dziobie i rufie czy obowiązkach sternika.
Kristian był szyprem, krótko mówiąc, pierwszym po Bogu. To on wydawał rozkazy, on dowodził kutrem. Sternik pilnował kursu i informował szypra o zdarzeniach godnych uwagi, miał jeszcze inne zadania, całkiem nie do pozazdroszczenia. Jeśli statek przy pełnych żaglach przechylał się niebezpiecznie, sternik służył za balast, wychylając się za okrężnicę. W czasie żeglugi nie raz czekała go zimna kąpiel w słonej wodzie.
Człowiek na rufie pilnował brasów, poza tym pomagał szyprowi przy szotach i żaglach. Stawianie żagli na łodziach o sześciu przedziałach wiosłowych wymagało współpracy dwóch ludzi. Rufowy także czerpał wodę, bywało, że podczas żeglugi w ogóle nie odrywał się od tego zajęcia.
Rybak na dziobie pomagał sternikowi, tak jak rufowy asystował szyprowi. Obsługiwał również wiosło, którym obracano statek podczas zwrotów. Razem ze sternikiem musiał siadać na okrężnicy, by utrzymać statek na równej stępce.
Rybak na śródokręciu pracował w najgorszych warunkach, stojąc na balaście. W łodziach używanych na północy balast umieszczano za masztem. Stojąc na kupie kamieni, marynarz pomagał wylewać wodę i pilnował żagla gniezdnego, jeśli kuter był weń wyposażony.
Łódź Kristiana nie miała takiego żagla, więc Karl nie musiał zawracać sobie nim głowy. I tak cała szóstka nie narzekała na brak obowiązków. Przyszłość rodzin spoczywała w ich rękach i zależała od łaskawości morza u brzegów Finnmarku.
Raija nie poszła ich żegnać. Później miała żałować, że nie sprzeciwiła się woli Karla.