Masz prawo walczyć o swoje dobro
Kiedy zauważasz, że ktoś nie szanuje Twoich granic i notorycznie je przekracza, zadaj sobie pytanie, dlaczego Ty mu na to pozwalasz. Znam kobiety, które dopiero po pięćdziesiątce odkryły, że kształt ich życia zależy od nich. To bardzo dużo zmienia, kiedy mamy poczucie kontroli i przestajemy postrzegać rzeczywistość jako tę, do której musimy się dostosować mimo swoich uczuć i pragnień. W tym temacie przeprowadziłam ostatnio ciekawą rozmowę.
- Wiesz, to tak zawsze u nas wygląda, jak jest impreza - mówiła do mnie sfrustrowana Kamila, która od pięciu lat wychowuje dwoje dzieci sama.
Zaraz, zaraz... przecież Kamila ma męża. Co on robi wtedy, kiedy ona pilnuje dzieci, a w międzyczasie zmienia zastawę, serwuje potrawy i sprząta?
- On korzysta z tych urodzin na maksa. I z każdym zdąży porozmawiać - żali się.
Kamila praktycznie całość imprezy spędziła w pokoju dziecięcym, bo małe dzieci wymagały czujnej opieki. Towarzyszyłam jej od czasu do czasu, bo wymienialiśmy się z mężem, ale odkąd zaczęła mi się zwierzać, pomyślałam, że będę solidarna. Zostałam z nią, by pogłębić ważny temat, który zaczęłyśmy. Ton głosu Kamili lekko mnie zaniepokoił. Była po prostu zmęczona. Wychodziła do salonu tylko wówczas, gdy chciała podać jedzenie gościom. Patrząc na nią, przypomniałam sobie siebie z okresu świąt Bożego Narodzenia, kiedy również głodowałam, bo ważniejsze było nakarmienie rodziny i gości, niż zadbanie o swoje podstawowe potrzeby.
- Ach, szkoda gadać... Zawsze to tak wygląda - macha ręką.
Jej zdenerwowanie ustępuje. Pojawia się... akceptacja?
- Kamila, a tobie to pasuje, że w sumie to tylko ty ogarniasz dzieci na imprezach?
Odpowiada mi wymijająco. Słyszę coś o tym, że jej znajome też tak mają.
- Ale ty jesteś z tym okay czy nie? - drążę, bo chcę wreszcie od niej usłyszeć to, co przypuszczam, że wiem. Chcę, żeby to wypowiedziała i coś z tym zrobiła.
- No nie pasuje mi, ale u nas tak to już jest - Kamila wykrztusiła to zdanie z wielkim trudem.
Zwierzenie się z tego, jakie ma potrzeby i pragnienia, spotkało się z natychmiastowym usprawiedliwieniem: "ale u nas tak to już jest". Pomyślałam, że chociaż jej to przeszkadza, jednocześnie godzi się na to, żeby to właśnie w ten sposób funkcjonowało. Co się kryje za brakiem inicjatywy do zmiany? Czy Kamila posiada tak wielką trudność w mówieniu o swoich uczuciach i potrzebach, że woli je dusić w sobie, niż powiedzieć o nich mężowi? Dlaczego nie chce skonfrontować swoich emocji z reakcją męża?