Robotnicza Warszawa 1918-1939 - Piotr Ciszewski

Kup ebooka

29.90 zł
23.92 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przy­pisy

[1] Ma­gi­strat m. st. War­szawy, Rocz­nik Sta­ty­styczny War­szawy 1918-1920, War­szawa 1923, s. 18.
[2] Jo­lanta Ni­klew­ska, Po­stawy war­sza­wia­ków wo­bec kwe­stii nie­pod­le­gło­ści opi­sane we wspo­mnie­niach i dzien­ni­kach z lat 1915-1918, [w:] red. Bar­bara Hen­sel-Mosz­czyń­ska, Anna To­pol­ska, Od­zy­skana sto­łecz­ność. War­szawa 1915-1918, War­szawa 2018.
[3] "Prze­gląd Po­ranny" 1 stycz­nia 1918.
[4] Alek­san­der Krau­shar, War­szawa pod­czas oku­pa­cji nie­miec­kiej 1915-1918; re­la­cje na­ocz­nego świadka, Lwów 1921.
[5] Krzysz­tof Du­nin-Wą­so­wicz, War­szawa w cza­sie pierw­szej wojny świa­to­wej, War­szawa 1974, s. 82.
[6] An­drzej Gaw­ry­szew­ski, Roz­wój de­mo­gra­ficzno-spo­łeczny War­szawy w XX wieku, "Ma­zow­sze, Stu­dia Re­gio­nalne" 2010, nr 5, s. 11-28.
[7] Krzysz­tof Du­nin-Wą­so­wicz, War­szawa w cza­sie..., dz. cyt., s. 83.
[8] Ma­gi­strat m. st. War­szawy, Rocz­nik Sta­ty­styczny War­szawy 1918-1920, War­szawa 1922, s. 9.
[9] Tamże, s. 66.
[10] Oku­pa­cja nie­miecka Kró­le­stwa Pol­skiego. Straty wo­jenne po­nie­sione przez ma­gi­strat War­szawy w cza­sie I wojny świa­to­wej. Spra­woz­da­nie, AAN 2/40/0/3/54
[11] "Prze­gląd Po­ranny", 9 paź­dzier­nik 1918.
[12] Sta­ni­sław Misz­tal, Prze­kształ­ce­nia struk­tury prze­my­słu War­szawy, [w:] Atlas War­szawy, War­szawa 1998, z. 6, s. 21-22.
[13] Pa­weł Grata, Walka z nie­rzą­dem w po­li­tyce pań­stwa pol­skiego w la­tach 1918-1939, [w:] red. Ma­te­usz Ro­dak, Me­ta­mor­fozy spo­łeczne, t. 6, Mar­gi­nes spo­łeczny Dru­giej Rze­czy­po­spo­li­tej, War­szawa 2013, s. 255.
[14] An­drzej Chwalba, Wielka wojna Po­la­ków 1914-1918, War­szawa 2018, s. 240.
[15] "Na­sza Try­buna" 1918, nr 2.

Pa­ryż Pół­nocy?

.

"Pa­ryż Pół­nocy"? Nie. To nie o nim jest ta książka. Taką na­zwę dla War­szawy wy­my­śliła śmie­tanka kul­tu­ralna oraz elita po­li­tyczna mię­dzy­wo­jen­nej Pol­ski. Te kilka pro­cent miesz­kań­ców War­szawy, które mo­gło po­zwo­lić so­bie na by­wa­nie w ka­ba­re­tach, re­wiach i dro­gich re­stau­ra­cjach, miesz­kańcy No­wego Światu, Alej Ujaz­dow­skich i kilku in­nych re­pre­zen­ta­cyj­nych ulic. Ci, któ­rzy na jedną za­bawę w re­stau­ra­cji prze­zna­czali wię­cej, niż wy­no­siły prze­ciętne za­robki więk­szo­ści war­sza­wia­ków.

Na fil­mach oraz zdję­ciach z epoki kró­lują wi­doki Alej Ujaz­dow­skich, Mar­szał­kow­skiej, Alej Je­ro­zo­lim­skich, No­wego Światu. Efekt błysz­czą­cych jezdni osią­gano, po­le­wa­jąc je przed wy­ko­na­niem zdjęć wodą. Fil­mo­wano przede wszyst­kim od­no­wione fron­tony bu­dyn­ków, dro­gie sklepy oraz re­stau­ra­cje czy sznury li­mu­zyn pod­jeż­dża­ją­cych pod te­atry. Taki ob­raz mia­sta nie­wiele miał wspól­nego z rze­czy­wi­sto­ścią. Uję­cia z lotu ptaka ury­wają się zwy­kle tuż przed gra­ni­cami ro­bot­ni­czej Woli czy dziel­nicy Je­ro­zo­lima, jak wów­czas na­zy­wano dziel­nicę Ochota. Zdję­cia ulic nie przed­sta­wiają naj­bar­dziej za­tło­czo­nych re­jo­nów Na­le­wek czy oko­lic Hal Mi­row­skich. Wy­ide­ali­zo­wany wi­ze­ru­nek pręż­nie roz­wi­ja­ją­cej się sto­licy zo­stał nie­stety za­ak­cep­to­wany na­wet przez część var­sa­via­ni­stów jako prawda hi­sto­ryczna. Nie­wy­godną prawdę wy­parto ze świa­do­mo­ści.

Ro­bot­ni­cza War­szawa 1918-1939 to książka skie­ro­wana za­równo do czy­tel­ni­ków za­in­te­re­so­wa­nych te­ma­tem, jak i tych, któ­rzy nie mieli do­tąd wie­dzy o sy­tu­acji spo­łecz­nej w mię­dzy­wo­jen­nej sto­licy. Książka opo­wiada o mie­ście wiel­kich nie­rów­no­ści spo­łecz­nych. Bo­ha­te­rami nie są wiel­kie po­sta­cie mię­dzy­wo­jen­nej po­li­tyki czy ży­cia kul­tu­ral­nego. Bo­ha­ter zbio­rowy to ci, któ­rzy za­miesz­ki­wali drugą War­szawę - mia­sto prze­lud­nione, w któ­rym ro­bot­ni­cza pen­sja wy­star­czała cza­sem je­dy­nie na wy­na­ję­cie łóżka w za­tło­czo­nym po­koju lub na­wet przed­po­koju.

Przez cały okres dwu­dzie­sto­le­cia mię­dzy­wo­jen­nego War­szawa była mia­stem kon­tra­stów. Ro­sły one lub ma­lały w za­leż­no­ści od ko­niunk­tury go­spo­dar­czej. Ni­gdy nie udało się wła­dzom sto­licy za­gwa­ran­to­wać więk­szo­ści war­sza­wia­ków go­dzi­wych wa­run­ków za­miesz­ka­nia. Nie do­ko­nał tego na­wet, ide­ali­zo­wany we współ­cze­snej hi­sto­rio­gra­fii, ko­mi­sa­ryczny pre­zy­dent mia­sta w la­tach 1934-1939 Ste­fan Sta­rzyń­ski.

Praw­dziwe ży­cie to­czyło się już nie­opo­dal ele­ganc­kich ar­te­rii, w bocz­nych ulicz­kach za­miesz­ki­wa­nych przez rze­mieśl­ni­ków, ro­bot­ni­ków i bez­ro­bot­nych. Za re­pre­zen­ta­cyj­nymi fron­to­nami ka­mie­nic wy­ra­stały ciemne po­dwórka-stud­nie z prze­peł­nio­nymi miesz­ka­niami oraz sła­bym do­stę­pem do in­sta­la­cji sa­ni­tar­nych. Na tych po­dwór­kach pa­no­wał ści­sły po­dział spo­łeczny. Miesz­ka­nia od ulicy zaj­mo­wali bo­gaci - przed­sta­wi­ciele wol­nych za­wo­dów lub urzęd­nicy. Da­lej wy­zna­czono miej­sce ro­bot­ni­kom - tym wy­kwa­li­fi­ko­wa­nym, jak i nie­wy­kwa­li­fi­ko­wa­nym. Mo­gli się oni uwa­żać za szczę­śliw­ców, gdyż mieli wła­sne miesz­ka­nia. Wielu przy­by­wa­ją­cych do mia­sta za chle­bem nie było stać na taki luk­sus.

Dla­tego w Ro­bot­ni­czej War­sza­wie 1918-1939 głów­nym te­ma­tem są sprawy, które były naj­waż­niej­sze dla ogrom­nej więk­szo­ści miesz­kań­ców: koszty ży­cia i miesz­ka­nia, do­stęp do edu­ka­cji, a także moż­li­wość zna­le­zie­nia pracy. Nie­któ­rych zdzi­wić może, iż wię­cej miej­sca po­świę­ci­łem w książce walce o umowy zbio­rowe dla pra­cow­ni­ków miej­skich czy me­ta­low­ców niż na przy­kład po­grze­bowi Jó­zefa Pił­sud­skiego. Szo­ku­jące może się wy­dać, iż w roku 1920 wielu war­sza­wia­ków, za­miast tłum­nie sta­wać do "obrony cy­wi­li­za­cji" pod­czas bi­twy war­szaw­skiej, po pro­stu wal­czyło o go­dziwe wy­na­gro­dze­nia. Przy­jęła się bo­wiem roz­po­wszech­niona przez pra­wicę nar­ra­cja, iż pa­trio­tyczne po­rywy są waż­niej­sze niż sprawy by­towe. Wów­czas oskar­żano war­szaw­skich ro­bot­ni­ków o by­cie "agen­tami Mo­skwy i Ber­lina". Jakże zna­jomo brzmią dziś te oszczer­stwa.

Ro­bot­ni­cza War­szawa 1918-1939 nie jest jed­nak tylko opo­wie­ścią o bie­dzie i wy­zy­sku. Klasa ro­bot­ni­cza sto­licy po­tra­fiła wal­czyć o swoje prawa. Przez mia­sto prze­ta­czały się nie­kiedy bar­dzo duże fale straj­kowe. Lata 1920-1921, rok 1936 to zu­peł­nie za­po­mniane epi­zody walk spo­łecz­nych. Ro­bot­nicy wie­dzieli, iż do zwy­cię­stwa jest im po­trzebna or­ga­ni­za­cja - związki za­wo­dowe, a także par­tie ro­bot­ni­cze. Te róż­nie ro­zu­miały wy­zwo­le­nie spo­łeczne i sto­so­wały róż­no­rodne tak­tyki. Ry­wa­li­za­cja ko­mu­ni­stów, PPS-u i ży­dow­skich so­cja­li­stów o wpływy w kla­sie pra­cu­ją­cej sta­nowi je­den z wąt­ków mo­jej książki. Sta­ra­łem się zwró­cić uwagę rów­nież na różne kon­cep­cje walki o po­prawę bytu ro­bot­ni­ków. Jedna z nich to spół­dziel­czość, w tym sta­no­wiąca wi­zy­tówkę mia­sta War­szaw­ska Spół­dziel­nia Miesz­ka­niowa. Ist­nie­jąca do dziś WSM po­wstała jako ini­cja­tywa dzia­ła­czy, któ­rzy chcieli two­rzyć ta­nie i no­wo­cze­sne bu­dow­nic­two, do­stępne dla prze­cięt­nego ro­bot­nika. Warto przy­po­mnieć ich hi­sto­rię w cza­sach, gdy spół­dziel­czość jest uwa­żana za re­likt mi­nio­nych cza­sów.

Przy przy­go­to­wy­wa­niu pu­bli­ka­cji się­gną­łem przede wszyst­kim po ma­te­riały z epoki. Były to mię­dzy in­nymi bro­szury do­ty­czące kwe­stii za­trud­nie­nia, spół­dziel­czo­ści oraz roz­woju urba­ni­stycz­nego mia­sta. Rocz­niki sta­ty­styczne Mia­sta Sto­łecz­nego War­szawy czy Małe Rocz­niki Sta­ty­styczne są bar­dzo waż­nymi do­ku­men­tami, po­ka­zu­ją­cymi za po­mocą liczb, jak wy­glą­dało ży­cie w mię­dzy­wo­jen­nej sto­licy. Same liczby to jed­nak za mało, aby przed­sta­wić co­dzienną eg­zy­sten­cję. Tę po­ka­zują mię­dzy in­nymi ga­zety. Dają one wgląd w to, co in­te­re­so­wało wów­czas po­szcze­gólne klasy spo­łeczne. Prasa ro­bot­ni­cza, taka jak "Ro­bot­nik", "Ty­dzień Ro­bot­nika" czy "Czer­wony Sztan­dar", była oczy­wi­ście naj­bar­dziej przy­datna. Czę­sto jed­nak peł­nego ob­razu do­star­cza do­piero ze­sta­wie­nie tych ty­tu­łów z prasą miesz­czań­ską - "Kur­je­rem War­szaw­skim", bul­wa­rową "Ga­zetą Po­ranną za 2 gro­sze", sa­na­cyjną "Ga­zetą Pol­ską" czy na­wet en­dec­kim "ABC".

Po­mocne były także druki ulotne - ulotki, bro­szury i biu­le­tyny związ­ków za­wo­do­wych, ode­zwy oraz uchwały wy­da­wane przy oka­zji głów­nych ak­cji straj­ko­wych. Przy opra­co­wy­wa­niu frag­men­tów na te­mat sy­tu­acji miesz­ka­nio­wej bar­dzo przy­dały się bro­szury wy­da­wane przez dzia­ła­czy spół­dziel­czych, a także spra­woz­da­nia roczne z dzia­łal­no­ści War­szaw­skiej Spół­dzielni Miesz­ka­nio­wej oraz biu­le­tyn "Ży­cie WSM".

Się­gną­łem rów­nież po re­la­cje świad­ków naj­waż­niej­szych wy­da­rzeń, a także opo­wie­ści o ży­ciu co­dzien­nym na Woli czy Po­wi­ślu. Nie są to wspo­mnie­nia zna­nych po­staci hi­sto­rycz­nych, lecz zwy­kłych ro­bot­ni­ków i ro­bot­nic, bez­ro­bot­nych i bie­da­ków, sta­no­wili oni bo­wiem więk­szość miesz­kań­ców mia­sta.

Za­kres oraz ob­ję­tość pu­bli­ka­cji spra­wiły, iż wiele wąt­ków zo­stało wspo­mnia­nych tylko po­bież­nie. Se­lek­cjo­no­wa­nie in­for­ma­cji jest za­wsze bar­dzo trud­nym za­da­niem, więc mam na­dzieję, iż udało mi się ująć w książce naj­waż­niej­sze te­maty. Li­czę, że wzbu­dzą one za­in­te­re­so­wa­nie hi­sto­rią ro­bot­ni­czej War­szawy.

Przy pi­sa­niu książki ko­rzy­sta­łem rów­nież z sze­regu pu­bli­ka­cji na­uko­wych i po­pu­lar­no­nau­ko­wych, które wy­ko­rzy­sty­wa­łem jako uzu­peł­nie­nie dla głów­nych źró­deł hi­sto­rycz­nych.

Za po­moc w przy­go­to­wa­niu pu­bli­ka­cji pra­gnę po­dzię­ko­wać mo­jej żo­nie Be­acie, bez któ­rej wspar­cia nie uda­łoby mi się na­pi­sać tej książki.

Dzię­kuję także Prze­my­sła­wowi Pre­kie­lowi - hi­sto­ry­kowi ru­chu ro­bot­ni­czego i bio­gra­fowi Sta­ni­sława Du­bois, za wy­ja­śnie­nie szcze­gó­łów bio­gra­fii tego dzia­ła­cza so­cja­li­stycz­nego, Ja­ro­sła­wowi To­ma­sie­wi­czowi za po­moc przy przy­go­to­wa­niu frag­men­tów o mi­li­cjach ro­bot­ni­czych, a także Bo­że­nie Keff, Prze­my­sła­wowi Kmie­cia­kowi, Woj­cie­chowi Kuź­nic­kiemu i Ra­fa­łowi Rud­nic­kiemu za udo­stęp­nie­nie ma­te­ria­łów do książki. Dzię­kuję rów­nież hi­sto­ry­kowi Au­gu­stowi Grab­skiemu za wy­ja­śnie­nia do­ty­czące szcze­gó­łów ży­cia ży­dow­skiej klasy ro­bot­ni­czej w War­sza­wie.

Mia­sto bez pło­tów

W li­sto­pa­dzie 1918 roku, w mo­men­cie za­koń­cze­nia pierw­szej wojny świa­to­wej i roz­bra­ja­nia przez lud­ność wojsk nie­miec­kich, War­szawa była mia­stem oka­le­czo­nym. Rok 1917 oka­zał się dla niej tra­giczny. Spo­wo­do­wany wojną nie­do­bór żyw­no­ści głód, zwłasz­cza wśród ro­bot­ni­ków. W dziel­ni­cach ro­bot­ni­czych sze­rzyły się ty­fus, gruź­lica i dy­zen­te­ria. W la­tach 1917-1918 zmarło około 19 ty­sięcy miesz­kań­ców sto­licy, a liczba zgo­nów naj­więk­sza była w sku­pi­skach ro­bot­ni­czych, ta­kich jak Wola[1]. Niemcy skon­fi­sko­wali na po­trzeby wo­jenne wszel­kie wy­roby z me­tali ko­lo­ro­wych. Wpro­wa­dzili rów­nież ści­słe ra­cjo­no­wa­nie żyw­no­ści i opału. Do­raźna or­ga­ni­za­cja kuchni do­ży­wia­ją­cych miej­ską bie­dotę oraz kuchni ro­bot­ni­czych dla za­trud­nio­nych w fa­bry­kach nie wy­star­czyła. W dziel­ni­cach ro­bot­ni­czych, a na­wet w sa­mym śród­mie­ściu wy­bu­chły z tego po­wodu roz­ru­chy. Tłum wła­my­wał się do pie­karń, aby zdo­być chleb. Naj­waż­niej­szą rolę w tych za­miesz­kach od­gry­wały ko­biety i dzieci z ro­dzin ro­bot­ni­czych. Nisz­czone były ar­ty­kuły luk­su­sowe oraz żyw­ność, któ­rej nie można było prze­jąć, "by­leby bur­żuje się nie naja­dali"[2]. Zimą z 1917 na 1918 roku brak opału był tak do­tkliwy, że zda­rzały się przy­padki za­mar­z­nięć. Miesz­kańcy spa­lili w pie­cach nie­mal wszyst­kie drew­niane płoty.

We­dług da­nych po­da­wa­nych przez war­szaw­ski ma­gi­strat z róż­nych form do­bro­czyn­no­ści pu­blicz­nej ko­rzy­stało w roku 1917 po­nad 500 ty­sięcy osób, w tym 380 ty­sięcy osób na­ro­do­wo­ści pol­skiej i 180 ty­sięcy Ży­dów ma­ją­cych wła­sne or­ga­ni­za­cje po­mo­cowe[3]. Za ko­or­dy­no­wa­nie tej po­mocy od­po­wia­dały Ko­mi­tety Oby­wa­tel­skie, po­wstałe jesz­cze przed wy­co­fa­niem się sił ro­syj­skich i utrzy­mane przez nie­miec­kich oku­pan­tów. Były to jed­nak or­gany re­pre­zen­tu­jące głów­nie koła miesz­czań­skie, nie­chęt­nie na­sta­wione do ro­bot­ni­ków. Kwoty prze­zna­czane na po­moc dla pra­cow­ni­ków fa­bryk, bez­ro­bot­nych i ich ro­dzin, były da­leko nie­wy­star­cza­jące.

Sy­tu­ację po­gar­szały po­wszechne spe­ku­la­cje, rów­nież to­wa­rami pierw­szej po­trzeby, ta­kimi jak opał czy żyw­ność. Dieta ro­bot­ni­cza po­gor­szyła się znacz­nie w po­rów­na­niu z cza­sami oku­pa­cji ro­syj­skiej[4].

Pa­no­wało bez­ro­bo­cie. Przed 1915 ro­kiem wy­co­fu­jący się z mia­sta Ro­sja­nie ewa­ku­owali znaczną część prze­my­słu, w tym wszyst­kie za­kłady uznane za ważne dla wy­siłku wo­jen­nego. Wraz z fa­bry­kami na te­ren Ro­sji prze­sie­dlano ro­bot­ni­ków, in­ży­nie­rów, pra­cow­ni­ków ad­mi­ni­stra­cji, ko­le­ja­rzy, a także ich ro­dziny. W ten spo­sób z mia­sta wy­sie­dlono ty­siące miesz­kań­ców. Do­kładna liczba ewa­ku­owa­nych jest trudna do wy­li­cze­nia, jed­nak było to co naj­mniej 200 ty­sięcy osób[5]. Zmniej­sze­nie się liczby lud­no­ści spo­wo­do­wał rów­nież po­bór, naj­pierw do ar­mii car­skiej, a póź­niej nie­miec­kiej, choć w tym dru­gim przy­padku ruch ro­bot­ni­czy bar­dzo sku­tecz­nie prze­ciw­sta­wiał się brance. Na­stę­po­wał też od­pływ lud­no­ści, naj­czę­ściej tej bied­niej­szej, na te­reny wiej­skie. Do­dat­kowo wzro­sła umie­ral­ność, zwłasz­cza w wy­niku epi­de­mii ty­fusu. Cho­ro­wali przede wszyst­kim nie­do­ży­wieni ro­bot­nicy i bez­ro­botni, dużo rza­dziej przed­sta­wi­ciele miesz­czań­stwa czy ary­sto­kra­cji. Po­mimo włą­cze­nia przez wła­dze nie­miec­kie w skład mia­sta licz­nych przed­mieść lud­ność War­szawy zmniej­szyła się mię­dzy 1914 a 1918 ro­kiem o około 14%[6]. Po­bór męż­czyzn do woj­ska lub na ro­boty na rzecz ar­mii oraz wy­sie­dle­nia spo­wo­do­wały, że liczba ko­biet w mie­ście prze­wyż­szała liczbę męż­czyzn o prze­szło 32%[7].

Kartki żyw­no­ściowe

Miej­ska in­fra­struk­tura była w tra­gicz­nym sta­nie. Główną in­we­sty­cją miej­skiego ma­gi­stratu, utwo­rzo­nego przez nie­miec­kiego ge­ne­rała-gu­ber­na­tora Hansa von Be­se­lera, była wy­miana bruku na ulicy Mar­szał­kow­skiej i w Ale­jach Je­ro­zo­lim­skich ze sta­rej kostki drew­nia­nej na trwal­szą, ka­mienną. Ukoń­czono rów­nież bu­dowę gma­chu Poczty Głów­nej, czego do­ma­gały się nie­miec­kie wła­dze oku­pa­cyjne.

8 kwiet­nia 1916 roku nie­miecka ad­mi­ni­stra­cja wy­dała de­kret po­więk­sza­jący po­wierzch­nię mia­sta o przed­mie­ścia, po­dzie­lone na je­de­na­ście ko­mi­sa­ria­tów. Były to głów­nie wsie i fol­warki po­ło­żone do­tąd przy wcze­śniej­szych gra­ni­cach ad­mi­ni­stra­cyj­nych. Za­miesz­ki­wała je prze­waż­nie lud­ność biedna - chłopi, bez­ro­botni oraz, rza­dziej, ro­bot­nicy. In­fra­struk­tura była tam w jesz­cze gor­szym sta­nie niż na te­re­nie sa­mej War­szawy. Nie­moż­liwe oka­zało się wy­ty­cze­nie no­wych szla­ków ko­mu­ni­ka­cyj­nych i ulic, mię­dzy in­nymi ze względu na skom­pli­ko­wane kwe­stie wła­sno­ści dzia­łek, które na­le­ża­łoby wy­ku­pić. Po­nadto, ani ro­syj­ska, ani nie­miecka ad­mi­ni­stra­cja nie wy­ka­zy­wała za­in­te­re­so­wa­nia po­lep­sze­niem sy­tu­acji w dziel­ni­cach ro­bot­ni­czych i pod­miej­skich.

Pewne oży­wie­nie miało miej­sce do­piero po po­koju brze­skim, za­war­tym 3 marca 1918 roku mię­dzy pań­stwami cen­tral­nymi a Ro­syj­ską Fe­de­ra­cyjną Re­pu­bliką So­cja­li­styczną. Na mocy tego układu na te­reny oku­po­wane przez Niem­ców i Au­stro-Wę­gry za­częli po­wra­cać zde­mo­bi­li­zo­wani żoł­nie­rze oraz ewa­ku­owane przez car­skie wła­dze osoby na­ro­do­wo­ści pol­skiej. Do War­szawy wró­ciło po­nad 61 ty­sięcy osób[8].

Wa­runki miesz­ka­niowe w War­sza­wie u progu nie­pod­le­gło­ści były bar­dzo trudne. W mie­ście nie bu­do­wano no­wej in­fra­struk­tury miesz­ka­nio­wej, a ist­nie­jące bu­dynki w więk­szo­ści nisz­czały nie­re­mon­to­wane. Po­wrót lud­no­ści po po­koju brze­skim jesz­cze bar­dziej skom­pli­ko­wał sy­tu­ację. Po­nad po­łowa miesz­kań­ców War­szawy gnieź­dziła się w miesz­ka­niach jedno- lub dwu­izbo­wych. Na ro­bot­ni­czej Woli od­se­tek ten się­gał 87,6%, a na Po­wąz­kach i Ma­ry­mon­cie, rów­nież za­miesz­ka­nych głów­nie przez ro­bot­ni­ków i bez­ro­bot­nych, 85,6%[9]. W ogrom­nej więk­szo­ści były to miesz­ka­nia o bar­dzo ni­skim stan­dar­dzie. Na przed­mie­ściach do­mi­no­wała par­te­rowa i drew­niana za­bu­dowa wiej­ska. Po­zba­wiona ja­kich­kol­wiek miej­skich in­sta­la­cji sa­ni­tar­nych. Nie­wiele lep­sze wa­runki były w tra­dy­cyj­nych dziel­ni­cach ro­bot­ni­czych. Ewa­ku­acja miesz­kań­ców oraz mi­gra­cje zmniej­szyły wpraw­dzie za­gęsz­cze­nie lud­no­ści, które było pro­ble­mem przed­wo­jen­nej War­szawy, jed­nak prze­lud­nie­nie nie znik­nęło. Za­miesz­ki­wane przez ro­bot­ni­ków ka­mie­nice nie miały do­stępu do bie­żą­cej wody i na­le­ży­tego ogrze­wa­nia. Dla­tego tak czę­ste były za­cho­ro­wa­nia na dur brzuszny czy czer­wonkę. We­dług ra­portu przy­go­to­wa­nego przez war­szaw­ski ma­gi­strat na walkę z cho­ro­bami prze­zna­czono rów­no­war­tość 5,5 mln ma­rek. Nie była to kwota duża i z pew­no­ścią nie wy­star­czała na sku­teczną ochronę zdro­wia war­sza­wia­ków. Dla po­rów­na­nia w tym sa­mym cza­sie na utrzy­ma­nie po­li­cji, a przede wszyst­kim nie­miec­kiej za­łogi, mia­sto wy­dało w la­tach 1915-1918 po­nad 15,5 mln ma­rek[10].

Pro­blem sta­no­wiły rów­nież dzia­ła­nia wła­ści­cieli bu­dyn­ków. Rada Stanu za­ka­zała wpraw­dzie eks­mi­sji bez wcze­śniej­szych wy­ro­ków są­do­wych, jed­nak war­szaw­ska prasa pełna była do­nie­sień o pró­bach wy­rzu­ca­nia na­jem­ców bez po­da­nia przy­czyny. "Prze­gląd Po­ranny" sko­men­to­wał, iż obrona lo­ka­to­rów ist­nieje tylko na pa­pie­rze[11].

Ogromny pro­blem sta­no­wił brak pracy dla po­wra­ca­ją­cych ze wschodu. W roku 1913 w War­sza­wie oraz są­sia­du­ją­cych z nią wio­skach funk­cjo­no­wało wiele fa­bryk za­trud­nia­ją­cych około 100 ty­sięcy osób. Było to 34% czyn­nej za­wo­dowo lud­no­ści. Ro­bot­nicy znaj­do­wali pracę rów­nież w mniej­szych mia­stecz­kach, ta­kich jak Msz­czo­nów, Oża­rów, Prusz­ków czy Wo­ło­min. Już wów­czas ufor­mo­wały się zręby War­szaw­skiego Okręgu Prze­my­sło­wego. W bliż­szych i dal­szych oko­li­cach War­szawy zlo­ka­li­zo­wa­nych było około 40 ośrod­ków prze­my­sło­wych, czyli miej­sco­wo­ści, w któ­rych pra­co­wało po­nad 100 ro­bot­ni­ków. Znaczna część lud­no­ści re­gionu pra­co­wała w rze­mio­śle. Dzia­łały 133 fa­bryki śred­niej wiel­ko­ści, za­trud­nia­jące od 101 do 500 osób, i 11 du­żych - po­wy­żej 500 pra­cow­ni­ków. Na zie­miach za­boru ro­syj­skiego od War­szawy i oko­lic dy­na­micz­niej roz­wi­jał się je­dy­nie prze­mysł okręgu łodz­kieg[12].

Naj­więk­sze zna­cze­nie przed ro­kiem 1914 miały za­kłady prze­my­słu ma­szy­nowo-me­ta­lo­wego, w tym pięć wy­róż­nia­ją­cych się fa­bryk stra­te­gicz­nych: Lil­pop, Rau i Lo­ewen­stein; K. Rudzki i Spółka; Bor­mann, Szwede i Spółka S.A.; La­bor S.A. oraz Warsz­taty Ar­ty­le­ryj­skie przy ulicy Sta­lo­wej. Każdy z za­kła­dów ma­szy­nowo-prze­my­sło­wych za­trud­niał po­nad ty­siąc pra­cow­ni­ków. Wszyst­kie duże i więk­szość śred­nich za­kła­dów zo­stały ewa­ku­owane przed nie­miecką ofen­sywą roku 1915 w głąb Ro­sji. W po­zo­sta­łych w mie­ście fa­bry­kach zde­mon­to­wano nie­zbędne do pod­ję­cia pro­duk­cji ma­szyny. Prze­mysł po roku 1915 opie­rał się na mniej­szych ma­nu­fak­tu­rach i warsz­ta­tach, które prze­trwały ro­syj­ską ewa­ku­ację mia­sta. Za­trud­nie­nie spa­dło. Dzia­łało tylko kilka du­żych za­kła­dów na­sta­wio­nych na pro­duk­cję mi­li­tarną dla Niem­ców. W związku z bra­kami za­opa­trze­nia pod ko­niec wojny świa­to­wej sy­tu­acja prze­my­słu nie była jed­nak do­bra.

Spo­wo­do­wało to wzrost bez­ro­bo­cia. W roku 1918 bez pracy było około 100 ty­sięcy war­sza­wia­ków. Roz­pad ad­mi­ni­stra­cji lo­kal­nej i brak za­in­te­re­so­wa­nia ze strony war­szaw­skiego ma­gi­stratu przy­czy­nił się z ko­lei do wzro­stu prze­stęp­czo­ści. Było to wi­doczne zwłasz­cza w re­jo­nach pod­miej­skich oraz dziel­ni­cach ro­bot­ni­czych. Na­gminne stały się kra­dzieże oraz na­pady, w tym z bro­nią w ręku. Prasa do­no­siła o czę­stych wła­ma­niach tak zwa­nych pa­ję­cza­rzy - zło­dziei wcho­dzą­cych po ryn­nach do miesz­kań na pię­trach. Zna­cząco wzro­sła też skala że­brac­twa, a wy­cho­dzące w War­sza­wie dzien­niki pełne były do­nie­sień o sa­mo­bój­stwach po­peł­nia­nych z biedy.

Inną plagą War­szawy była pro­sty­tu­cja. Liczba pro­sty­tu­tek ro­sła, wiele z nich wy­wo­dziło się spo­śród bez­ro­bot­nych ko­biet. Urzędy sa­ni­tarno-oby­cza­jowe miały za za­da­nie kon­tro­lo­wać pro­sty­tutki, a także zwal­czać na przy­kład roz­prze­strze­nia­nie się cho­rób we­ne­rycz­nych. Do­piero 4 kwiet­nia 1919 roku, już po prze­ję­ciu przez pol­ską ad­mi­ni­stra­cję, urzę­dom wy­dano in­struk­cję na­ka­zu­jącą li­kwi­da­cję dzia­ła­ją­cych do­tych­czas le­gal­nie do­mów pu­blicz­nych[13].

Mi­li­cja Miej­ska, stwo­rzona w wy­niku umowy pre­zy­denta mia­sta z nie­miec­kim gu­ber­na­to­rem Be­se­le­rem 1 lu­tego 1916 roku, po­wo­łana mię­dzy in­nymi do ści­ga­nia prze­stępstw kry­mi­nal­nych, nie spraw­dziła się. Funk­cjo­na­riu­szy było mało, a biura otwarte je­dy­nie w ogra­ni­czo­nych go­dzi­nach. Po­nadto lud­ność, zwłasz­cza ro­bot­ni­cza, nie ufała mi­li­cji po­wo­ła­nej przez oku­panta i skła­da­ją­cej się z ary­sto­kra­tów oraz drob­no­miesz­czań­stwa. Pod­czas wojny ro­bot­nicy okre­ślali mi­li­cjan­tów po­gar­dli­wym mia­nem "pał­ka­rzy"[14]. Ma­gi­strat war­szaw­ski zda­wał so­bie z tego sprawę. Na po­czątku li­sto­pada 1918 roku po­wo­łał ko­mi­sję do spraw zor­ga­ni­zo­wa­nia tak zwa­nej sa­mo­obrony spo­łecz­nej. Na czele tego ciała sta­nął na­czel­nik Mi­li­cji Miej­skiej. Spo­wo­do­wało to obu­rze­nie wśród ro­bot­ni­ków. Po­mysł od­rzu­ciła za­równo Pol­ska Par­tia So­cja­li­styczna, jak i PPS - Le­wica oraz So­cjal­de­mo­kra­cja Kró­le­stwa Pol­skiego i Li­twy. Wy­da­wana przez SDK­PiL "Na­sza Try­buna" do­no­siła: "Biała gwar­dia za pie­nią­dze miej­skie to pro­wo­ka­cja rzu­cona War­sza­wie ro­bot­ni­czej"[15].

Mi­li­cja Miej­ska prze­trwała do stycz­nia 1919 roku, kiedy to zo­stała wcie­lona do nowo po­wsta­ją­cej Po­li­cji Pań­stwo­wej.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki