Miasto bez płotów
W listopadzie 1918 roku, w momencie zakończenia pierwszej wojny światowej i rozbrajania przez ludność wojsk niemieckich, Warszawa była miastem okaleczonym. Rok 1917 okazał się dla niej tragiczny. Spowodowany wojną niedobór żywności głód, zwłaszcza wśród robotników. W dzielnicach robotniczych szerzyły się tyfus, gruźlica i dyzenteria. W latach 1917-1918 zmarło około 19 tysięcy mieszkańców stolicy, a liczba zgonów największa była w skupiskach robotniczych, takich jak Wola[1]. Niemcy skonfiskowali na potrzeby wojenne wszelkie wyroby z metali kolorowych. Wprowadzili również ścisłe racjonowanie żywności i opału. Doraźna organizacja kuchni dożywiających miejską biedotę oraz kuchni robotniczych dla zatrudnionych w fabrykach nie wystarczyła. W dzielnicach robotniczych, a nawet w samym śródmieściu wybuchły z tego powodu rozruchy. Tłum włamywał się do piekarń, aby zdobyć chleb. Najważniejszą rolę w tych zamieszkach odgrywały kobiety i dzieci z rodzin robotniczych. Niszczone były artykuły luksusowe oraz żywność, której nie można było przejąć, "byleby burżuje się nie najadali"[2]. Zimą z 1917 na 1918 roku brak opału był tak dotkliwy, że zdarzały się przypadki zamarznięć. Mieszkańcy spalili w piecach niemal wszystkie drewniane płoty.
Według danych podawanych przez warszawski magistrat z różnych form dobroczynności publicznej korzystało w roku 1917 ponad 500 tysięcy osób, w tym 380 tysięcy osób narodowości polskiej i 180 tysięcy Żydów mających własne organizacje pomocowe[3]. Za koordynowanie tej pomocy odpowiadały Komitety Obywatelskie, powstałe jeszcze przed wycofaniem się sił rosyjskich i utrzymane przez niemieckich okupantów. Były to jednak organy reprezentujące głównie koła mieszczańskie, niechętnie nastawione do robotników. Kwoty przeznaczane na pomoc dla pracowników fabryk, bezrobotnych i ich rodzin, były daleko niewystarczające.
Sytuację pogarszały powszechne spekulacje, również towarami pierwszej potrzeby, takimi jak opał czy żywność. Dieta robotnicza pogorszyła się znacznie w porównaniu z czasami okupacji rosyjskiej[4].
Panowało bezrobocie. Przed 1915 rokiem wycofujący się z miasta Rosjanie ewakuowali znaczną część przemysłu, w tym wszystkie zakłady uznane za ważne dla wysiłku wojennego. Wraz z fabrykami na teren Rosji przesiedlano robotników, inżynierów, pracowników administracji, kolejarzy, a także ich rodziny. W ten sposób z miasta wysiedlono tysiące mieszkańców. Dokładna liczba ewakuowanych jest trudna do wyliczenia, jednak było to co najmniej 200 tysięcy osób[5]. Zmniejszenie się liczby ludności spowodował również pobór, najpierw do armii carskiej, a później niemieckiej, choć w tym drugim przypadku ruch robotniczy bardzo skutecznie przeciwstawiał się brance. Następował też odpływ ludności, najczęściej tej biedniejszej, na tereny wiejskie. Dodatkowo wzrosła umieralność, zwłaszcza w wyniku epidemii tyfusu. Chorowali przede wszystkim niedożywieni robotnicy i bezrobotni, dużo rzadziej przedstawiciele mieszczaństwa czy arystokracji. Pomimo włączenia przez władze niemieckie w skład miasta licznych przedmieść ludność Warszawy zmniejszyła się między 1914 a 1918 rokiem o około 14%[6]. Pobór mężczyzn do wojska lub na roboty na rzecz armii oraz wysiedlenia spowodowały, że liczba kobiet w mieście przewyższała liczbę mężczyzn o przeszło 32%[7].
Miejska infrastruktura była w tragicznym stanie. Główną inwestycją miejskiego magistratu, utworzonego przez niemieckiego generała-gubernatora Hansa von Beselera, była wymiana bruku na ulicy Marszałkowskiej i w Alejach Jerozolimskich ze starej kostki drewnianej na trwalszą, kamienną. Ukończono również budowę gmachu Poczty Głównej, czego domagały się niemieckie władze okupacyjne.
8 kwietnia 1916 roku niemiecka administracja wydała dekret powiększający powierzchnię miasta o przedmieścia, podzielone na jedenaście komisariatów. Były to głównie wsie i folwarki położone dotąd przy wcześniejszych granicach administracyjnych. Zamieszkiwała je przeważnie ludność biedna - chłopi, bezrobotni oraz, rzadziej, robotnicy. Infrastruktura była tam w jeszcze gorszym stanie niż na terenie samej Warszawy. Niemożliwe okazało się wytyczenie nowych szlaków komunikacyjnych i ulic, między innymi ze względu na skomplikowane kwestie własności działek, które należałoby wykupić. Ponadto, ani rosyjska, ani niemiecka administracja nie wykazywała zainteresowania polepszeniem sytuacji w dzielnicach robotniczych i podmiejskich.
Pewne ożywienie miało miejsce dopiero po pokoju brzeskim, zawartym 3 marca 1918 roku między państwami centralnymi a Rosyjską Federacyjną Republiką Socjalistyczną. Na mocy tego układu na tereny okupowane przez Niemców i Austro-Węgry zaczęli powracać zdemobilizowani żołnierze oraz ewakuowane przez carskie władze osoby narodowości polskiej. Do Warszawy wróciło ponad 61 tysięcy osób[8].
Warunki mieszkaniowe w Warszawie u progu niepodległości były bardzo trudne. W mieście nie budowano nowej infrastruktury mieszkaniowej, a istniejące budynki w większości niszczały nieremontowane. Powrót ludności po pokoju brzeskim jeszcze bardziej skomplikował sytuację. Ponad połowa mieszkańców Warszawy gnieździła się w mieszkaniach jedno- lub dwuizbowych. Na robotniczej Woli odsetek ten sięgał 87,6%, a na Powązkach i Marymoncie, również zamieszkanych głównie przez robotników i bezrobotnych, 85,6%[9]. W ogromnej większości były to mieszkania o bardzo niskim standardzie. Na przedmieściach dominowała parterowa i drewniana zabudowa wiejska. Pozbawiona jakichkolwiek miejskich instalacji sanitarnych. Niewiele lepsze warunki były w tradycyjnych dzielnicach robotniczych. Ewakuacja mieszkańców oraz migracje zmniejszyły wprawdzie zagęszczenie ludności, które było problemem przedwojennej Warszawy, jednak przeludnienie nie zniknęło. Zamieszkiwane przez robotników kamienice nie miały dostępu do bieżącej wody i należytego ogrzewania. Dlatego tak częste były zachorowania na dur brzuszny czy czerwonkę. Według raportu przygotowanego przez warszawski magistrat na walkę z chorobami przeznaczono równowartość 5,5 mln marek. Nie była to kwota duża i z pewnością nie wystarczała na skuteczną ochronę zdrowia warszawiaków. Dla porównania w tym samym czasie na utrzymanie policji, a przede wszystkim niemieckiej załogi, miasto wydało w latach 1915-1918 ponad 15,5 mln marek[10].
Problem stanowiły również działania właścicieli budynków. Rada Stanu zakazała wprawdzie eksmisji bez wcześniejszych wyroków sądowych, jednak warszawska prasa pełna była doniesień o próbach wyrzucania najemców bez podania przyczyny. "Przegląd Poranny" skomentował, iż obrona lokatorów istnieje tylko na papierze[11].
Ogromny problem stanowił brak pracy dla powracających ze wschodu. W roku 1913 w Warszawie oraz sąsiadujących z nią wioskach funkcjonowało wiele fabryk zatrudniających około 100 tysięcy osób. Było to 34% czynnej zawodowo ludności. Robotnicy znajdowali pracę również w mniejszych miasteczkach, takich jak Mszczonów, Ożarów, Pruszków czy Wołomin. Już wówczas uformowały się zręby Warszawskiego Okręgu Przemysłowego. W bliższych i dalszych okolicach Warszawy zlokalizowanych było około 40 ośrodków przemysłowych, czyli miejscowości, w których pracowało ponad 100 robotników. Znaczna część ludności regionu pracowała w rzemiośle. Działały 133 fabryki średniej wielkości, zatrudniające od 101 do 500 osób, i 11 dużych - powyżej 500 pracowników. Na ziemiach zaboru rosyjskiego od Warszawy i okolic dynamiczniej rozwijał się jedynie przemysł okręgu łodzkieg[12].
Największe znaczenie przed rokiem 1914 miały zakłady przemysłu maszynowo-metalowego, w tym pięć wyróżniających się fabryk strategicznych: Lilpop, Rau i Loewenstein; K. Rudzki i Spółka; Bormann, Szwede i Spółka S.A.; Labor S.A. oraz Warsztaty Artyleryjskie przy ulicy Stalowej. Każdy z zakładów maszynowo-przemysłowych zatrudniał ponad tysiąc pracowników. Wszystkie duże i większość średnich zakładów zostały ewakuowane przed niemiecką ofensywą roku 1915 w głąb Rosji. W pozostałych w mieście fabrykach zdemontowano niezbędne do podjęcia produkcji maszyny. Przemysł po roku 1915 opierał się na mniejszych manufakturach i warsztatach, które przetrwały rosyjską ewakuację miasta. Zatrudnienie spadło. Działało tylko kilka dużych zakładów nastawionych na produkcję militarną dla Niemców. W związku z brakami zaopatrzenia pod koniec wojny światowej sytuacja przemysłu nie była jednak dobra.
Spowodowało to wzrost bezrobocia. W roku 1918 bez pracy było około 100 tysięcy warszawiaków. Rozpad administracji lokalnej i brak zainteresowania ze strony warszawskiego magistratu przyczynił się z kolei do wzrostu przestępczości. Było to widoczne zwłaszcza w rejonach podmiejskich oraz dzielnicach robotniczych. Nagminne stały się kradzieże oraz napady, w tym z bronią w ręku. Prasa donosiła o częstych włamaniach tak zwanych pajęczarzy - złodziei wchodzących po rynnach do mieszkań na piętrach. Znacząco wzrosła też skala żebractwa, a wychodzące w Warszawie dzienniki pełne były doniesień o samobójstwach popełnianych z biedy.
Inną plagą Warszawy była prostytucja. Liczba prostytutek rosła, wiele z nich wywodziło się spośród bezrobotnych kobiet. Urzędy sanitarno-obyczajowe miały za zadanie kontrolować prostytutki, a także zwalczać na przykład rozprzestrzenianie się chorób wenerycznych. Dopiero 4 kwietnia 1919 roku, już po przejęciu przez polską administrację, urzędom wydano instrukcję nakazującą likwidację działających dotychczas legalnie domów publicznych[13].
Milicja Miejska, stworzona w wyniku umowy prezydenta miasta z niemieckim gubernatorem Beselerem 1 lutego 1916 roku, powołana między innymi do ścigania przestępstw kryminalnych, nie sprawdziła się. Funkcjonariuszy było mało, a biura otwarte jedynie w ograniczonych godzinach. Ponadto ludność, zwłaszcza robotnicza, nie ufała milicji powołanej przez okupanta i składającej się z arystokratów oraz drobnomieszczaństwa. Podczas wojny robotnicy określali milicjantów pogardliwym mianem "pałkarzy"[14]. Magistrat warszawski zdawał sobie z tego sprawę. Na początku listopada 1918 roku powołał komisję do spraw zorganizowania tak zwanej samoobrony społecznej. Na czele tego ciała stanął naczelnik Milicji Miejskiej. Spowodowało to oburzenie wśród robotników. Pomysł odrzuciła zarówno Polska Partia Socjalistyczna, jak i PPS - Lewica oraz Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy. Wydawana przez SDKPiL "Nasza Trybuna" donosiła: "Biała gwardia za pieniądze miejskie to prowokacja rzucona Warszawie robotniczej"[15].
Milicja Miejska przetrwała do stycznia 1919 roku, kiedy to została wcielona do nowo powstającej Policji Państwowej.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki