ROZDZIAŁ I
Budynek, przed którym znalazła się Adrianna, był rodzajem wieżowca z wielkimi, przeszklonymi szybami. Wprawdzie z roku na rok w mieście pojawiało się coraz więcej budowli, jednak ten obiekt wyróżniał się niesamowitymi detalami. Szklana fasada sprawiała, że monumentalny wieżowiec prezentował się luksusowo. Do środka wpadało sporo naturalnego światła.
Widoki z wyższych pięter obejmowały większą część metropolii, więc przyjemnością było samo obserwowanie, jak miasto tętni życiem, szczególnie w godzinach szczytu. Praca w takim miejscu była wielkim marzeniem Adrianny. Dziennikarstwo bardzo ją pociągało. Uwielbiała szukać ciekawych zagadnień, pisać na ich temat artykuły i rozmawiać z ludźmi, którzy mają coś interesującego do opowiedzenia.
Dzisiaj, stojąc w tym miejscu, zaczęła się mocno denerwować. Tak bardzo chciała, aby szczęście jej dopisało, by mogła dostać tę pracę, nawet jeśli na początku musiałaby tylko parzyć kawę i odbierać telefony. Drżącą ręką lekko wygładziła włosy. Pragnęła zaprezentować się z jak najlepszej strony, nie mogła pozwolić sobie na żadną wpadkę. Drugiej szansy zapewne nie będzie.
Dłoń, w której trzymała teczkę z dokumentami, zaczęła się pocić, więc szybko wytarła ją w sukienkę i ruszyła przed siebie. Wolno przeszła przez wielki hol wyłożony marmurowymi płytami. Tym razem założyła buty na wysokich obcasach, ponieważ chciała wyglądać profesjonalnie. Niestety, znając jej szczęście i brak umiejętności, gdyby szła za szybko, mogłaby wyłożyć się jak długa na wypolerowanej, lśniącej posadzce.
Gdy bez żadnych przeszkód dotarła na umówione miejsce, wyznaczony pracownik już na nią czekał. Chłopak w wieku około dwudziestu pięciu lat spojrzał z uśmiechem, wyciągając dłoń na powitanie.
- Witaj, jestem Mateusz i zaraz zaprowadzę cię do szefowej - zagadnął miło, przyglądając się z ciekawością.
Nieśmiało podała spoconą dłoń.
- Cześć, mam na imię Adrianna. Miło cię poznać.
Mateusz, niski i szczupły chłopak o miłej aparycji, próbował dodać jej otuchy, widząc, że bardzo stresuje się rozmową o pracę.
- Spokojnie. Nasza szefowa to fajna babka, chociaż na początku może wydawać się surowa i oschła. To jednak tylko kamuflaż. Jak już ją lepiej poznasz, sama zobaczysz, że bardzo ceni swoich pracowników.
- Mam nadzieję, że będzie mi dane lepiej ją poznać - odparła z nadzieją w głosie.
Po krótkim okresie oczekiwania Mateusz odebrał telefon. Szefowa prosiła do siebie. Zaprowadził Adę przed drzwi, gdzie znajdował się pokój przełożonej.
- Powodzenia, będzie dobrze - szepnął na odchodne, serdecznie się uśmiechając.
Dziewczyna lekko skinęła głową w geście podziękowania. Nie była w stanie wydusić z siebie ani słowa. Musiała wziąć się w garść, jeśli chciała otrzymać to stanowisko.
Nigdy nie była przesadnie przebojową osobą. Nie unikała ludzi, ale najlepiej czuła się w towarzystwie najbliższych osób. Pochodziła z małej wsi, co również wpłynęło na jej pewność siebie. Mimo że nigdy się tego nie wstydziła, czasem odczuwała różnice pomiędzy nią, wiejską dziewczyną, a innymi, bardziej obytymi w świecie kobietami z miasta. Nie chciała jednak się ograniczać, dlatego postanowiła spełniać marzenia o byciu dziennikarką.
Miała wsparcie w rodzinie i znajomych, co dawało potężnego kopniaka do działania, chociaż nie zawsze tak było. Ostatni rok spędziła na drugim końcu Polski, będąc na wymianie studenckiej. To doświadczenie stanowiło dla niej cenną lekcję życiową, dzięki której zrozumiała, że musi zawalczyć o siebie. Była dumna, że jest w tym miejscu, że nigdy się nie poddała, mimo kłód rzucanych pod nogi.
Dziewczyna cicho zapukała. Gdy usłyszała pozwolenie, weszła do gabinetu. Pokój zrobił na niej ogromne wrażenie. Tak jak się spodziewała, wielkie okna zapewniły fascynujący widok na miasto. Za biurkiem siedziała starsza kobieta, na oko sześćdziesięciolatka. Wpatrywała się w nowo przybyłą z chłodną miną, nie okazując żadnych emocji.
Po dłuższej chwili ciszy, głośno i pewnie przemówiła:
- Witam, Adrianno. Proszę, usiądź.
Ada szybko zajęła wskazane miejsce. Szefowa przez moment milczała. Dziewczyna zaczęła się czuć nieswojo. Miała zamiar się odezwać, aby przerwać krępującą ciszę, jednak nie zdążyła.
- A więc chciałabyś u nas pracować? - zapytała starsza kobieta, patrząc na nią wyczekująco.
- Tak, oczywiście. Skończyłam studia licencjackie na kierunku dziennikarstwo, a teraz kontynuuję naukę na studiach magisterskich i... - Nie zdążyła dokończyć wypowiedzi, gdy kobieta weszła jej w słowo.
- Nie musisz mi streszczać swojej historii, mam przed sobą CV i list motywacyjny - odparła, zerkając na dokumenty leżące na biurku. - Zadam ci tylko jedno pytanie, nic więcej zresztą mnie nie interesuje.
Ada poczuła, jak na jej czoło wystąpił pot. Nigdy nie była tak zestresowana jak dzisiaj. Kobieta siedząca przed nią sprawiała przerażające wrażenie.
- Tak, słucham - odpowiedziała cicho.
- Dlaczego mamy zatrudnić akurat ciebie na to stanowisko? - zapytała, unosząc brew.
Milion zdań zaczęło pojawiać się w umyśle Ady. Jak powinna odpowiedzieć na to pytanie? Czy powinna zachwalać siebie, swoje umiejętności? Może trzeba pokazać swoją determinację i przebojowość? Czego mogła oczekiwać od niej kobieta?
Postanowiła pójść na całość.
Może taka okazja już nigdy się nie pojawi, pomyślała w przypływie odwagi. Przynajmniej nie będę pluła sobie w brodę, że zachowałam się jak szara myszka.
- Ponieważ jestem najlepszą kandydatką, mam odpowiednie umiejętności, które idealnie pasują do pani wymagań. Jestem przekonana, że nikt inny nie będzie w stanie zaoferować takiego poziomu zaangażowania i kompetencji jak ja - odparła z największą pewnością siebie, na jaką ją było stać w tym momencie.
Starsza kobieta chyba nie spodziewała się takiej odpowiedzi, gdyż szeroko otworzyła oczy i przez chwilę wpatrywała się w nią z zamyśleniem.
- Dobrze, dziękuję za rozmowę. Jeśli będziemy zdecydowani cię zatrudnić, do końca przyszłego tygodnia dostaniesz odpowiedź.
Adrianna szybko wstała z miejsca.
- Również dziękuję i mam nadzieję do zobaczenia - powiedziała na odchodne, nie wiedząc, jakie wrażenie wywarła na potencjalnej szefowej.
Wychodząc z biura, zdążyła jeszcze pożegnać się z Mateuszem, który życzył jej szczęścia. Wydawał się bardzo miły. Zastanawiała się, czy reszta załogi również była taka sympatyczna jak on. Wracając do auta, wpadła jeszcze do sklepu spożywczego na szybkie zakupy, po czym odjechała w kierunku domu.
***
W domu rodziny Tylczyńskich panowała wyjątkowa cisza. W pewnej mierze było to spowodowane nieobecnością najmłodszych dzieci, które wyszły się bawić do ogródka. Dwaj najstarsi bracia, Piotrek i Robert, przebywali w salonie.
Piotrek od dłuższego czasu szukał pracy. Właśnie kończył studia i chciał się usamodzielnić oraz trochę odciążyć rodziców. Mimo że rozesłał już kilkadziesiąt życiorysów, dostał raptem trzy propozycje rozmowy o pracę, które jednak nie zakończyły się pozytywnie. Chłopak był trochę zdołowany.
Jeśli niczego nie znajdę, będę musiał zapomnieć o swoich zainteresowaniach i szukać jakiegokolwiek zatrudnienia, myślał zdesperowany.
Robert, widząc podły nastrój brata, postanowił trochę podnieść go na duchu.
- Stary, pamiętaj, że w dzisiejszych czasach szukanie pracy to ciężka orka. Nie poddawaj się, na pewno znajdziesz coś, co w końcu cię zainteresuje.
Piotrek spojrzał na młodszego brata z politowaniem.
- Chłopie, znalazłem tyle ogłoszeń, które mnie interesują. Co z tego, gdy oni nie są zainteresowani mną?
Robert zerknął na Piotrka w zamyśleniu.
- Wiesz co? Powinieneś przestać wysyłać CV przez internet. Kiedyś czytałem, że robisz najlepsze wrażenie na pracodawcy, gdy sam roznosisz papiery do różnych firm. Już na początku masz przewagę, bo kojarzą twoją twarz, dlatego szanse w rekrutacji rosną.
- O tym nie pomyślałem... - odparł Piotrek, intensywnie się zastanawiając. - Może masz rację. Jutro z rana zabiorę dokumenty i pojadę do miasta. Pokręcę się trochę po miejscach, które mnie interesują. Dzięki, brat - dodał, po czym poklepał Roberta po ramieniu.
Młodszy chłopak nie mógł powstrzymać uśmiechu, który pojawił się na jego twarzy.
- Zawsze powinieneś mnie słuchać. Ile razy mam powtarzać, że jestem nie tylko przystojny, ale też mądry? - powiedział, udając śmiertelną powagę.
Piotrek roześmiał się wesoło.
- Hej, kolego, nie dodawaj sobie. Lepiej szykuj się na ognisko, bo jak dziewczyny dopadną łazienkę, to będziesz musiał iść śmierdzący i brudny - rzucił na odchodne.
- Bezczelność! - krzyknął Robert, próbując powąchać się pod pachą. - Wcale nie śmierdzę!
- Może masz katar? - Piotrek parsknął śmiechem, wchodząc po schodach na piętro.
Robert jeszcze raz postanowił sprawdzić świeżość swoich pach.
No dobra, chyba jednak idę się wykąpać, pomyślał, po czym szybko wbiegł na górę, kierując się w stronę łazienki.
***
Letnie ogniska stanowiły starą tradycję młodzieży zamieszkującej wieś Dąbrowę. Każdy, kto był dostępny, starał się dotrzeć na wydarzenie. Ogniska organizowano w różnych miejscach, w zależności od tego, na kogo tym razem wypadła kolej. Dzisiejsza impreza odbywała się w ogrodzie sąsiadów Tylczyńskich.
Adrianna razem z młodszą siostrą właśnie wychodziły z domu. Starsza dziewczyna nie miała ochoty uczestniczyć w zabawie, lecz uległa prośbom i błaganiom Ani, która nie chciała iść sama, dlatego Ada postanowiła dotrzymać jej towarzystwa. To była pierwsza impreza od czasu, gdy wróciła z wymiany studenckiej.
Z jednej strony cieszyła się, że spotka dawno niewidzianych znajomych, jednak z drugiej na pewno będzie tam obecny chłopak, którego nie miała ochoty oglądać. Natychmiast przypomniało jej się ostatnie spotkanie, na którym go widziała. To była totalna katastrofa. Gdy o tym myślała, zalewała ją fala wstydu. Tak bardzo nie znosiła tego człowieka. On wyzwalał w niej najgorsze instynkty. Postanowiła, że tego wieczoru nie da się sprowokować. Nie chciała powtórki z rozrywki. Tym razem będzie bardziej zrównoważona i spokojna, przynajmniej taką miała nadzieję.
Ogród, w którym odbywało się ognisko, zaczął zapełniać się młodzieżą. Było dosyć głośno, z dwóch głośników stojących przed domem wydobywała się ogłuszająca muzyka.
Po krótkim spacerze Ada z siostrą dotarły na miejsce, a Ania zaraz zauważyła przybycie rodzeństwa Tylczyńskich. Zapytała Adę, czy idzie się przywitać, próbując przekrzyczeć muzykę dudniącą z głośnika. Zdawała sobie sprawę, że siostra nie znosi Piotrka, dlatego nie chciała jej do niczego zmuszać.
Ada postanowiła, że będzie go po prostu ignorować, a z pozostałym rodzeństwem chętnie się uściska, ponieważ wszystkich darzyła ogromną sympatią.
Klaudia z Melanią pierwsze zauważyły Adę i Anię, które przeciskały się w ich kierunku. Dziewczyny szeroko się uśmiechnęły na swój widok. Melania nie widziała Adrianny od momentu, gdy przypadkowo na siebie wpadły podczas biegania. Do powitań dołączyła reszta rodzeństwa Tylczyńskich.
Piotrek w końcu dostrzegł Adę. W tym samym momencie złapała jego wzrok. Stali tak przez chwilę, zaciekle się w siebie wpatrując. Dziewczyna nie miała zamiaru odpuścić.
Niech on pierwszy stchórzy i odwróci wzrok, pomyślała gniewnie, z błyskiem w oczach.
Z kolei Piotrek nie mógł się nadziwić, jak Ada się zmieniła od czasu, gdy ostatnio się spotkali. Czy ona zawsze miała takie niebieskie oczy?, zastanawiał się intensywnie.
Tak długo się nie widzieli, że być może obraz dziewczyny zatarł się w jego pamięci.
Rozmyślania przerwał Robert, który zaczął szturchać starszego brata łokciem.
- Tylko nie róbcie dzisiaj żadnych akcji - powiedział do niego ostrzegawczo.
Piotrek oburzył się na te słowa.
- Dobrze wiesz, że to ona zawsze zaczyna. Ale okej, postaram się trzymać nerwy na wodzy - dodał, po czym opuścił towarzystwo, całkowicie ignorując dziewczynę, której nienawidził.
Adrianna nie była zdziwiona jego zachowaniem. Gdyby w końcu trochę wydoroślał i miał chociaż odrobinę kultury, powiedziałby po prostu "cześć" i sobie poszedł.
On oczywiście musiał ją całkowicie olać.