ROZDZIAŁ II
"Cześć. Z tej strony Liwia. Wpadłam na Ciebie dwa tygodnie temu w mieście. Czy Twoja propozycja jest nadal aktualna?"
Robert leżał w łóżku, cały czas wpatrując się w wiadomość, którą otrzymał od tajemniczej nieznajomej. Intensywnie zastanawiał się, co nią kierowało, że jednak do niego napisała.
Chwilkę... jak ona wyglądała?, próbował sobie przypomnieć, drapiąc się w głowę. Aaa, już pamiętam. Taka szczupła, średniego wzrostu, z ciemnymi włosami.
W zasadzie SMS od dziewczyny trochę go zaskoczył. Nie oczekiwał, że naprawdę się odezwie, tym bardziej w ostatnim dniu, w którym jego propozycja miała obowiązywać. Chyba była bardzo zdesperowana, skoro jednak się przemogła, pisząc do niego wiadomość.
Może jednak bym się z nią spotkał?, rozmyślał nad różnymi scenariuszami. Przynajmniej babcia dałaby mi spokój na jakiś czas, jeśli przyprowadzę Liwię do domu jako swoją partnerkę. Chociaż najpierw musiałbym się dowiedzieć, co to za jedna.
"Hej, jednak jesteś zainteresowana? Jeśli tak, może spotkamy się, żeby to przegadać?"
Postanowił dać szansę swojemu pomysłowi, więc jeśli dziewczyna nie zmieni zdania, mogą się spotkać, trochę poznać i omówić ewentualne szczegóły współpracy.
Od razu będzie musiał jej zapowiedzieć, że nie szuka miłości, dlatego lepiej, aby za bardzo się do niego nie przywiązywała. Nie chciałby mieć kolejnej zakochanej adoratorki na sumieniu. I tak ciągle obrywa od babci za łamanie niewieścich serc.
***
Liwka siedziała na łóżku, rozmyślając nad odpowiedzią. Nie miała pojęcia, czy to wszystko ma sens, ale pragnęła chociaż raz zrobić coś dla siebie, spróbować zawalczyć o swobodę wyboru chłopaka, dlatego po krótkim namyśle wysłała do Roberta odpowiedź:
"Chciałabym wysłuchać szczegółów Twojej propozycji, ponieważ jestem w kryzysowej sytuacji. Gdzie możemy się spotkać?".
Robert zaczął się zastanawiać, jakie problemy może mieć nieznajoma. Czy to ma związek z kretynem, który ostatnio tak nieprzyjemnie potraktował ją na ulicy? Może jej grozi lub nachodzi? W tej sprawie istniało sporo niewiadomych, lecz zapewne Liwia co nieco mu opowie, jeśli się spotkają.
"Masz czas jutro o szesnastej? Moglibyśmy umówić się w kawiarni "Lenkiewicz" na Wielkich Garbarach. To fajne, klimatyczne miejsce, będziemy mogli spokojnie pogadać".
Dziewczyna szybko zaakceptowała propozycję. To stanowiło jej być lub nie być. Zdawała sobie sprawę, że sama nie da rady przeciwstawić się rodzicom. Podejmowała już tyle prób, ale zawsze na końcu została sprowadzona do parteru i potraktowana jak niemądra smarkula.
Może ojciec z matką kochali ją na swój sposób, ale mieli dziwny sposób wyrażania uczuć. Czuła się bardzo samotna, nie miała nikogo bliskiego, komu mogłaby się wyżalić, wypłakać na ramieniu. Jej jedyna bliska koleżanka ze studiów, Nina, miała zupełnie inną sytuację rodzinną, więc nie potrafiła zrozumieć, jakie chłodne relacje panują w domu Liwii.
Na dodatek Kacper coraz częściej zaczął przebąkiwać przy rodzicach o ich związku, co było urzeczywistnieniem najgorszych koszmarów dziewczyny. Może dawniej, gdy był zupełnie innym człowiekiem, ten pomysł nie wydawałby się tak odrażający, ale obecnie Liwia nie wyobrażała sobie życia u jego boku, szczególnie po tym, jak ostatnio usłyszała jego wizję związku i małżeństwa, o której opowiadał przyjacielowi.
Kacper również nie posiadał rodzeństwa, a jego rodzice związani byli z palestrą. Brygida Matusiak była sędzią, natomiast Edmund Matusiak sprawował funkcję prokuratora, dlatego chłopak także studiował prawo na tym samym roku, na którym była Liwia. Rodzice wychowywali ich podobnie. On również był zobowiązany do spełniania postawionych przez nich wymagań, dlatego tak chętnie zgodził się na związek z Liwią.
Z tego, co opowiadał koledze, dowiedziała się, że ma zamiar traktować ją jak zbędny balast. Będzie ją zdradzał na prawo i lewo, ale w taki sposób, aby zachować pozory cudownego małżeństwa. Dla Kacpra liczyły się głównie pieniądze i prestiż, dlatego słuchał rodziców, robiąc wszystko, o co go poprosili, aby nie utracić wszelkich korzyści, które z tego płynęły.
Liwia przez całe swoje życie również była taka uległa, bezproblemowa. Stwierdziła, że to ostatnia szansa, aby pokazać, jaka jest naprawdę. Seweryn i Honorata muszą zdać sobie sprawę, że ma własną wolę i nie będzie realizować ich planu.
***
Robert obudził się rano z bólem głowy. Na dodatek tak wiercił się w czasie snu, że poduszka się przesunęła i spadła z łóżka. Większość nocy przespał w bardzo niewygodnej pozycji, przez co odczuwał sztywność karku. Zerkając na zegarek, stwierdził, że najwyższy czas, aby wstać i wziąć się do pracy, której miał sporo, a chciał się wyrobić przed spotkaniem z Liwią o szesnastej.
Niestety w łazience spotkała go niemiła niespodzianka. Jakiś dowcipniś, który chciał ewidentnie go wkurzyć z samego rana, dorysował mu markerem długie, czarne wąsy. Wyglądał jak Zorro we własnej osobie.
- No cholera jasna, co to za debilne żarty?! - Zdenerwował się niemiłosiernie, gdyż dziś zupełnie nie był w nastroju na dowcipy. - Niech ja go dorwę, to na pewno Leon. Ewentualnie bliźniaczki, ale dowiem się, a wtedy niech nie liczą na moją dobroduszność. Zemszczę się!
Gdy trochę pogadał sam ze sobą, od razu zrobiło mu się lepiej. Szybko wziął się za zmywanie wąsów, z którymi wyglądał jak człowiek niespełna rozumu.
W kuchni Helena wyrabiała właśnie ciasto na pierogi, a Józef siedział przy wyspie i pił kawę, przeglądając przy tym gazetę. Od dłuższego czasu bacznie przyglądał się, jak żona wkłada całą siłę w rzucanie ciastem o blat.
- Hela, czy ty właśnie kogoś dusisz w myślach? Mam nadzieję, że nie mnie - powiedział wesoło.
Spojrzała na męża z uniesioną brwią, tajemniczo się uśmiechając.
- Ja? Przecież jestem taką łagodną osobą. No powiedz, czy ja cię kiedykolwiek uderzyłam?
Józef na chwilę zamilkł, po czym zachichotał.
- Żeby ino raz - odparł z szerokim uśmiechem.
- A idź, tylko głupoty ci w głowie, a potem się dziwić, po kim te chłopaki są takie bezmyślne! - Machnęła nerwowo ręką, wracając do wyrabiania ciasta.
Patryk z impetem wbiegł do kuchni, przeszukując blat i wyspę, czym zwrócił uwagę dziadków, którzy przyglądali mu się ze zdziwieniem.
- Dziecko, czego ty tak szukasz? - zapytała Helena, obserwując gorączkowe ruchy wnuka.
Patryk w końcu spojrzał na babcię z paniką w oczach.
- Zgubiłem pendrive'a, na którym miałem pracę zaliczeniową - wydusił zdenerwowanym głosem.
Józef zerknął najpierw na żonę, a następnie na wnuka.
- Zgubiłeś co? - zapytał chrapliwie, lekko się gubiąc.
Staruszka uderzyła się dłonią w czoło, lekko brudząc się mąką, jednak nie zwróciła na to uwagi.
- Jeszcze na dodatek słuch straciłeś na starość? Powiedział, że zgubił pendrejsa, na którym ma pracę zaliczeniową - odpowiedziała mężowi, patrząc na niego z politowaniem.
- A co to jest ten pendrejs? - zapytał zdziwiony Józef.
W innej sytuacji Patryk pewnie by się roześmiał, ale był tak zestresowany, że nie było mu wesoło ani trochę. Młodszego brata uratował Robert, który wszedł właśnie do kuchni, trzymając w ręku pendrive'a, który był przyczyną zamieszania.
- Tego szukasz? - zapytał z ironicznym uśmieszkiem.
Patryk natychmiast do niego podbiegł, chwytając zagubioną rzecz.
- Dzięki, ratujesz mi tyłek!
- Żeby to pierwszy raz! Wiesz, bracie, jak mówią: dlaczego bałaganiarz nie może zostać złodziejem? Bo wszędzie zostawia ślady!
Patryk, nie odpowiadając na zaczepkę, szybko wyszedł z kuchni, był już bowiem lekko spóźniony na zajęcia.
Robert ruszył po czajnik, nalewając do niego wody. Przygotował również szklankę z herbatą, po czym usiadł obok dziadka, czekając, aż woda się zagotuje. Helena, uważnie obserwując wnuka, postanowiła zapytać, co planuje na dzisiejszy dzień, ponieważ do głowy przyszedł jej pewien pomysł.
- Robercik, a czy ty dzisiaj po południu będziesz w domu?
Natychmiast skierował wyczulony wzrok na babcię, szybko kręcąc głową.
- Niestety nie, mam spotkanie - odpowiedział zdawkowo, chcąc zainteresować starszą panią.
Przeszyła wnuka intensywnym spojrzeniem.
- Znowu z dentystką? Czy może tym razem z fryzjerką? - zapytała, patrząc na niego karcąco. Podejrzewała, że znowu stara się ją oszukać.
- Tym razem, babciu, to randka z dziewczyną... normalną, prawdziwą - odparł, lekko rozbawiony jej zachowaniem.
- Tak, to kiedy ją przyprowadzisz do domu? - zapytał tym razem dziadek Józef.
- Może niedługo. Trzymajcie kciuki, żeby dzisiejsze spotkanie przebiegło pomyślnie - odpowiedział Robert, naprawdę mając to na myśli.
***
Liwia z duszą na ramieniu wchodziła do kawiarni, w której była umówiona z Robertem. Nie wiedziała, czego się spodziewać. Nigdy nie była na spotkaniu z chłopakiem sama, w miejscu, którego nie znała. Zazwyczaj nie chodziła do takich kawiarni. Rodzina preferowała inne, bardziej ekskluzywne lokale, więc tak naprawdę nie miała okazji zaznać normalności.
Po przestąpieniu progu wytężyła wzrok w poszukiwaniu chłopaka. Nie pamiętała, jak dokładnie wyglądał, ale była pewna, że go rozpozna. Oczywiście, nie myliła się i już po chwili dotarła do stolika, przy którym siedział Robert. Był skupiony na przeglądaniu zawartości telefonu, dlatego nawet nie zauważył, kiedy Liwia do niego podeszła.
- Witaj - powiedziała cicho, nadal stojąc.
Robert szybko podniósł wzrok znad smartfona, wstał i lekko się uśmiechnął.
- Cześć! Siadaj, jesteś bardzo punktualna - rzucił wesoło.
Liwia zastanawiała się, czy Robert odsunie jej krzesło, ale widząc, że chłopak się do tego nie kwapi, szybko zdjęła z ramienia torebkę i sama wysunęła mebel, na którym po chwili usiadła.
- Nigdy się nie spóźniam, ponieważ to brak szacunku dla drugiej osoby - powiedziała poważnie, gdy już zajęła miejsce.
Robert spojrzał na nią trochę zdziwiony.
- Spoko, to nie był zarzut czy coś. Dobrze, że nie musiałem czekać, bo martwiłbym się, że mnie wystawiłaś - rzucił wesołym głosem, starając się zażartować.
Liwia nie zrozumiała jego intencji.
- Nigdy bym tak nie zrobiła, to strasznie niegrzeczne - odparła speszona.
Boże, ta rozmowa wygląda jak z książki o dobrym wychowaniu, pomyślał zaskoczony. Za chwilę da mi po łapach linijką.
- Okej, zostawmy już ten temat - powiedział, chcąc zakończyć dziwną wymianę zdań. - Powiedz lepiej, dlaczego jesteś w tak kryzysowej sytuacji, że zdecydowałaś się na moją pomoc?
Obawiała się tego pytania, ale wiedziała, że ono padnie. Zastanawiała się jednak, co może powiedzieć nieznajomemu chłopakowi. Czy on nie jest wariatem lub osobą niezrównoważoną? Czy może mu zaufać?
Postanowiła zwierzyć się ze swoich problemów, ale w bardzo okrojonej wersji, żeby nie podawać zbyt wielu szczegółów. Kto wie, jak Robert mógłby później to wykorzystać.
- Rodzice zmuszają mnie do związku z synem znajomych, którego poznałeś wtedy na ulicy. Kacper nie jest jednak materiałem na partnera, dlatego muszę coś wymyślić, aby przekonać ich do zmiany zdania.
Robert był zszokowany wszystkim, czego się dowiedział.
- Jak to możliwe? Czy my żyjemy w średniowieczu? W ogóle tego nie kumam - rzucił zdegustowanym głosem.
Liwia nie zrozumiała ostatniego zdania, które wypowiedział, ale nie zająknęła się na ten temat. Odpowiedziała na pierwsze pytanie chłopaka.
- Pochodzę z szanowanej, prawniczej rodziny, a rodzice mają zaplanowane całe moje życie. Uważają, że Kacper świetnie nadaje się na partnera życiowego. Jeszcze nigdy się nie postawiłam, ale tym razem muszę coś zrobić, ponieważ coraz bardziej naciskają, abym podjęła decyzję. Jeśli się sprzeciwię, mogą mnie odciąć od wszystkiego, a ja nawet nie miałabym gdzie się podziać.
Robert aż zaniemówił z wrażenia, słuchając jej historii. W porównaniu z nią problemy z babcią swatką były niczym. Jak rodzice mogą tak przedmiotowo traktować dziecko, to nie mieściło mu się w głowie.
- Aż się nie chce wierzyć, że rodzice mogą ingerować w życie dorosłego dziecka. A ile masz lat? Nie możesz iść do pracy i sama zacząć się utrzymywać?
Liwia delikatnie się zaczerwieniła, słysząc jego pytanie.
- Chyba nie dałabym rady... Nawet nie wiem, gdzie miałabym pójść, a tym bardziej co miałabym robić. Od października zaczynam czwarty rok studiów prawniczych i w zasadzie nigdy nigdzie nie pracowałam... W ogóle ciężko mi się odnaleźć w zwykłym życiu.
- Studiujesz prawo? A chociaż sama wybrałaś kierunek czy rodzice zrobili to za ciebie? - rzucił cicho Robert, domyślając się odpowiedzi.
Tylko głośno westchnęła.
- Okej, zrozumiałem. Cóż, nie wiem, czy będę w stanie ci pomóc - odparł szczerze, rozkładając ręce.
- Dlaczego? - zapytała szybko, lekko zaniepokojona, że jednak pozostanie ze wszystkim sama.
- Bo zapewne twoi rodzice zejdą na zawał, gdy dowiedzą się, że masz chłopaka rolnika, który jeździ po polu ciągnikiem.
Dziewczyna zaniemówiła. Tego zdecydowanie się nie spodziewała.