ROZDZIAŁ 1
BananOwiec - król trzeciegO świata
Banan. Któż nie zna banana? A kto wie, że tym owocem ludzie delektują się już prawdopodobnie od 10 tysięcy lat? Najbardziej prawdopodobny przodek odmian, które jemy dzisiaj, rośnie dziko w południowo-wschodniej Azji. Chociaż znane Europejczykom w starożytności, banany były owocami o silnych egzotycznych konotacjach: botanika grecka i rzymska wyśledziła ich trop aż do Indii.
Teofrast
uważał, że w cieniu bananowych drzew gromadzili się mędrcy, żeby spożywać ich owoce. Odmiany zdolne do przystosowania się prawie do każdego klimatu strefy tropikalnej i podzwrotnikowej uprawiane były w okresie, który uważamy za rozkwit średniowiecza. Rosły w południowych Chinach i w wielu regionach Afryki, od jednego do drugiego wybrzeża. Były nawet ogrodowymi roślinami w muzułmańskiej Hiszpanii, choć chrześcijańscy zdobywcy nie podjęli ich uprawy.
Teofrast z Eresos
,
(ur. ok. 370 p.n.e., zm. ok. 287 p.n.e.) - grecki uczony i filozof. Uczeń i przyjaciel Arystotelesa. W swoich badaniach skupiał się na filozofii przyrody.
Pierwszymi europejskimi hodowcami bananów byli koloniści z Wysp Kanaryjskich, gdzie drzewo to zadomowiło się na dobre na początku xvi
wieku. Gonzalo Fernández de Oviedo, pilny kronikarz przybywania do Ameryki nowych roślin uprawnych, odnotował pojawienie się pierwszych bananów z Wysp Kanaryjskich w 1516 roku. W Europie tak naprawdę rozpowszechnili go Arabowie, dlatego jego nazwa pochodzi od arabskiego słowa banan, co oznacza ni mniej, ni więcej tylko... palec.
Ciekawe...
Nazwa owocu pochodzi od arabskiego słowa banan
, co oznacza ni mniej, ni więcej tylko... palec.
Co do starożytności banana w Azji nigdy nie było wątpliwości. Wiemy o tym nie tylko od starożytnych pisarzy greckich i rzymskich, lecz również arabskich, którzy wymieniają bananowca jako nadzwyczajne drzewo owocowe rosnące w Indiach. Pliniusz podaje nawet, kiedy Grecy po raz pierwszy zetknęli się z bananami. Było to w czasie wyprawy Aleksandra Wielkiego za Pendżab. Dziwnym wydaje się, że skoro były one od tak dawna uprawiane w Indiach, dlaczego nie znano ich w Syrii i Egipcie.
Ibn Battuta
(ur. w 1304, zm. w 1377) - pochodzący z Tangeru podróżnik, uważany za ostatniego z wybitniejszych geografów arabskich późnego średniowiecza.
Ukija
- arabska jednostka wagi, która posiadała niejednolitą wagę: w Egipcie - 37,5 g, w Syrii - 154,16 g, na Półwyspie Arabskim - 125 g, w Iraku - 3385 g.
W xiv
wieku sytuacja przedstawia się zgoła inaczej, co potwierdza relacja Abu Abdullaha Muhammada Ibn Battuty
na temat Zafari al-Humuz lub Zafaru, znanego też jako Dufar względnie Dolar - miasta leżące w Arabii Południowej w części wybrzeża zwanego Mahra:
W odległości pół dnia drogi od Zafari leży miasto al-Ahkaf, zamieszkałe przez lud Ad. [...] W ogrodach Zafari rośnie mnóstwo drzew bananowych, których owoce bywają niekiedy ogromnych rozmiarów. Kiedy zważono przy mnie jeden z owoców, wonczas okazało się, że miał dwanaście
ukija
.
Już Marco Polo
wzmiankował o mieście Kalatu, które za czasów Ibn Battuty było portem w południowej części Omanu słynącym z handlu korzeniami i końmi. Ale nie tylko:
W niewielkim oddaleniu od Kalhatu leży osada Tibi, jedno z najpiękniejszych miasteczek. Przez Tibi przepływają liczne bystre strumienie, pełno też w nim drzew i sadów. Wywozi się stąd owoce do Kalhatu. Rosną tu pod dostatkiem banany zwane al-murwari, co w mowie perskiej znaczy "perły", a te wysyłają do Ormuzu i do innych miast
.
Kluczem do rozróżniania odmian jest najstarszy angielski opis, pozostawiony nam przez Thomasa Nicholsa, kupca cukrowego, który stawał przed kanaryjską inkwizycją, a w roku 1583 opublikował opowieść o swoich przeżyciach: "Przypomina ogórek i najlepiej go jeść, gdy sczernieje, bo wtedy jest słodszy od każdego cukierka". Jeśli Nichols nie był wyjątkowo łasy na słodycze, jego opis sugeruje, że miał na myśli kwaśne banany - Musa paradisiaca lub dwarf cavendish - które stanowiły podstawę wyżywienia w Afryce Wschodniej.
Marco Polo
(ur. w 1254, zm. w 1324)
- wenecki kupiec i podróżnik. Wraz z ojcem i stryjem dotarł do Chin, przemierzając Jedwabny Szlak. Byli oni jednymi z pierwszych przedstawicieli Zachodu, którzy dotarli do Państwa Środka.
W odróżnieniu od odmian popularnych obecnie na Zachodzie, gdzie ludzie lubią obierać słodkie, twarde banany i jeść je na surowo, przypominają one odmianę plantain - banany spożywane tylko po ugotowaniu, popularne w zachodnich Indiach i we wschodniej, zachodniej i środkowej Afryce, gdzie przyrządza się z nich smaczne potrawy, przygotowywane i podawane w sposób przypominający ignam i kasawę. Wspomina o tym peruwiański jezuita Blas Valera w xvi
wieku:
[...] dojrzewają w kadziach, przykrywają je pewnym zielem ułatwiającym dojrzewanie; miąższ jest miękki, słodki, delikatny, wysuszony wydaje się smażony w cukrze; zjadają je na surowo i pieczone, gotowane lub duszone w potrawach i na każdy sposób smakują. Z odrobiną miodu lub cukru (bo niedużo trzeba) robią z bananów różne konserwy; grona dojrzałe na drzewie słodsze są i smaczniejsze; drzewa mają wysokości dwa sążnie,
jedne mniej, drugie więcej
.
Banan nie jest drzewem, ale przeogromną, zadziwiającą byliną. Wyrasta z bulwiastego kłącza i w ciągu roku może osiągnąć wysokość dziewięciu metrów. Liście spiętrzone są wokół nibyłodygi zakończonej czubem liści. Na szczycie znajduje się kwiatostan, który w miarę rośnięcia zaczyna odchylać się od swej osi, zwisając ku dołowi.
Ciekawe...
Najstarszy angielski opis banana brzmi: "Przypomina ogórek i najlepiej go jeść, gdy sczernieje, bo wtedy jest słodszy od każdego cukierka".
Każda grupa kwiatów tworząca koronę wokół łodygi przekształca się w kiść bananów. Przekształca się, a nie rodzi, ponieważ nie było zapłodnienia. Kwiaty bananowca są sterylne. Dlatego właśnie Budda uczynił z bananowca symbol marności dóbr tego świata. Klasyczna ikonografia chińska przedstawia go na ogół medytującego nad kluczem do mądrości u stóp bananowca, który potrafi zrodzić nawet do czterech tysięcy owoców.
Ciekawe...
Banan nie jest drzewem, ale przeogromną, zadziwiającą byliną. Wyrasta z bulwiastego kłącza i w ciągu roku może osiągnąć wysokość dziewięciu metrów.
Roślina ta daje jeden tylko taki pęk w swoim życiu, po czym umiera. Bananowce nie mają nasion, dlatego też nowa roślina może powstać jedynie z kłączy swego zmarłego krewniaka. W miejscu zupełnie nowym można sadzić kawałki kłączy bądź odpadłe flance. Ten dziw natury - drzewo, które jest byliną, a jego kwiaty i owoce nazywane są tak z braku innego określenia zgodnego z istniejącymi systemami klasyfikacji - wydaje się z innego świata.
Ciekawe...
Roślina ta daje tylko jeden pęk owoców w swoim życiu, po czym umiera. Bananowce nie mają nasion, dlatego też nowa roślina może powstać jedynie z kłączy swego zmarłego krewniaka.
Dziś banan nie budzi już egzotycznych asocjacji. Jest to jeden z najpopularniejszych owoców świata - ustępuje tylko winogronom, które w większości idą na wino. Zawdzięczamy to plantacjom bananowym w obu Amerykach. Chociaż większość produkcji i konsumpcji bananów przypada na Afrykę. Trzy czwarte światowego handlu nimi pochodzi z wysp i okolic Morza Karaibskiego.
Koran wymienia drzewo bananowe pomiędzy drzewami rajskimi, lecz "bananizacja" Gwatemali, Hondurasu, Kostaryki, Panamy, Kolumbii i Ekwadoru nasuwa przypuszczenie, że jest to drzewo piekielne. Hiszpanie i Portugalczycy zabrali bananowce z Maroka do Ameryki i tam zapoczątkowali uprawę. Później przerodzi się ona w eksportową monokulturę, jeden z filarów współczesnego kapitalizmu, którego symbolem staną się owe republiki bananowe.
Narodziny imperium Minora Keitha
Historia uprawy bananów w Ameryce Środkowej od lat 80. xix
wieku aż do lat 70. wieku xx
nierozerwalnie związała małe biedne republiki z interesami potężnych Jankesów. Korupcja, wyzysk, zamach stanu... - to przyszło później. Wszystko zaczęło się tak po prostu, gdyż banany nie były powszechnie znane w Stanach Zjednoczonych. Zajadali się nimi tylko marynarze pływający na karaibskie wyspy.
Wszystko zmieniło się w 1870 roku, kiedy to kpt. Lorenzo Dow Baker kupił na Jamajce 160 kiści bananów i 11 dni później sprzedał je w New Jersey. Naprawdę nieźle na tym zarobił. Każdego pojedynczego banana wycenił na 10 centów (dzisiaj ok. $3), a że w jednej kiści jest od 100 do 400 bananów, to rachunek końcowy zachęcił go do rozkręcenia bananowego interesu. Wraz z Andrew Prestonem założył Boston Fruit Company. 28 lat później Amerykanie zjadali 16 milionów kiści rocznie.
Ciekawe...
Jeszcze w 1870 roku banany nie były powszechnie znane w Stanach Zjednoczonych, ale już 28 lat później Amerykanie zjadali 16 milionów kiści rocznie.
Jednak początki upraw bananów wiążą się z historią 23-letniego przemysłowca z Brooklynu, Minora Keitha. W 1871 roku jego wuj, Henry Meiggs, zaangażował się w budowę linii kolejowej w Kostaryce między Puerto Limón i San José. Projekt był bardzo trudny do zrealizowania, ponieważ tory prowadziły przez mokradła tropikalnych lasów. Ich położenie kosztowało życie tysięcy ludzi (aż 4 tysiące - w tym dwóch braci Keitha - zginęło przy budowie 25-milowego odcinka; całość to 103 mile).
Minor Keith kontynuował interes po śmierci swojego wuja w 1877 roku. Miał wielkie ambicje i był człowiekiem gotowym na wszystko, byle tylko osiągnąć cel (poślubił nawet córkę kostarykańskiego prezydenta). Opłaciło się, skoro polatach zyskał tytuł "Niekoronowanego Króla Ameryki Centralnej".
Tytułowy Zielony papież Miguela Angela Asturiasa, który opisał proces konkwisty i wywłaszczenia Ameryki Środkowej, to właśnie Minor Keith, ojciec United Fruit Company, pożeracz państw. John Dos Passos w pierwszym tomie trylogii U.S.A. również nakreślił niezwykły życiorys Minora Keitha, będący "biografią" przedsiębiorstwa:
Keith kazał zakładać plantacje bananów, żeby kolej miała co wozić; chcąc dostarczać banany na rynki światowe, musiał zostać armatorem. Taki był początek karaibskiego imperium owocowego. A robotnicy przez cały czas marli od gorzałki, malarii, żółtej febry i dyzenterii. Umarli trzej bracia Minora Keitha.
Minor Keith nie umarł. Budował koleje, zakładał sklepy detaliczne wzdłuż całego wybrzeża, w Bluefields, Belize, Limon, kupował i sprzedawał kauczuk, wanilię, szylkret, sarsaparylę; wszystko, co mógł kupić tanio, kupował; wszystko, co mógł sprzedać drogo, sprzedawał. W 1898, wespół z Boston Fruit Company, założył United Fruit Company, które później stało się jedną z najpotężniejszych organizacji przemysłowych świata. W 1912 stworzył Towarzystwo Międzynarodowych Kolei Ameryki Środkowej. Wszystkie one zostały wybudowane za banany.
W Europie i w Stanach Zjednoczonych ludzie zaczęli jeść banany, więc w całej Środkowej Ameryce karczowano dżungle i zakładano plantacje, budowano koleje, żeby je wozić, i
z
każdym rokiem coraz więcej parowców Wielkiej Białej Floty płynęło na północ z ładowniami pełnymi bananów. Oto historia amerykańskiego imperium nad Morzem Karaibskim
.
To literacka, nader lapidarna wersja, ale zacznijmy od początku. Równocześnie z budową kolei Keith zaangażował się w zupełnie inny, pionierski projekt - uprawiał wokół budowanych torów banany. Eksperymentalnie zaczął zakładać małe plantacje już w 1873 roku. Plantacje kwitły, a kiedy po 19 latach kolej została w końcu ukończona, możliwy stał się tani eksport bananów na chłonne rynki USA i Europy. 10 lat później Minor Keith posiadał trzy bananowe firmy. Wcześniej jednak przyszły kłopoty.
Gdy w 1882 roku rząd kostarykański nie zdołał zapłacić swoich długów, Keith został zmuszony do pożyczenia z londyńskich banków i od prywatnych inwestorów 1,2 mln funtów na dokończenie budowy kolei. W zamian za to rząd Kostaryki przekazał mu 800 tysięcy akrów wzdłuż torów i 99-letni zarząd nad transportem kolejowym. Linię kolejową otwarto w 1890 roku, ale okazało się, że ilość pasażerów nie była w stanie pokryć długów kompanii.
Tymczasem dziwne pomysły Minora uratowały spółkę: lukratywnym interesem okazał się nie przewóz ludzi, ale właśnie bananów - pociągiem do Limón i stamtąd statkiem do USA. Wkrótce przedsiębiorstwo Keitha zdominowało handlową uprawę bananów w Ameryce Środkowej i na karaibskim wybrzeżu Kolumbii. Wcześniej jednak, w 1899 roku Keith zbankrutował - bynajmniej nie z winy bananów, lecz nieudanej inwestycji na giełdzie nowojorskiej.
Chcąc ratować swój interes, doprowadził do fuzji z konkurentem - Boston Fruit Co. W ten sposób powstała potężna United Fruit Company - bananowy monopolista (75% udziałów w bananowym rynku USA). Keith został wiceprezesem, Preston prezesem. Ten drugi wniósł do firmy swoje plantacje w Indiach Zachodnich, flotę statków towarowych (zwanych Wspaniałą Białą Flotą), i swój rynek zbytu na północno-wschodnim wybrzeżu USA. Keith atomiast wniósł plantacje i koleje w Ameryce Środkowej oraz rynek południowy i południowo-wschodni w USA.
Pejoratywne określenie "republika bananowa" przypisywane jest humoryście amerykańskiemu Williamowi Sydneyowi Porterowi, znanemu lepiej pod pseudonimem O. Henry, który odniósł je do pewnego fikcyjnego kraju - Anchurii (ale pierwowzorem był Honduras) w swej głośnej na początku xx
wieku powieści Cabbages and Kings.
Ciekawe...
Pejoratywne określenie "republika bananowa" przypisywane jest humoryście amerykańskiemu Williamowi Sydneyowi Porterowi, który odniósł je do pewnego fikcyjnego kraju - Anchurii.
Koncepcja "bananowej republiki" zbudowana została m.in., a może w szczególności, na przykładzie Gwatemali: rząd ściśle współpracował z firmą United Fruit Company, doprowadzając do skrajnych nierówności w społeczeństwie i dostarczając taniej siły roboczej. UFCo. oczywiście nie była autorem tej struktury, ale czyniła wszelkie wysiłki na rzecz jej rozszerzenia i utrzymania.
O rozmiarach tej społecznej plagi świadczyć może autentyczna historia z początku drugiej połowy xx
wieku. Oto w pewnej gwatemalskiej wsi ludzie, którym nauczyciel czytywał głośno fragmenty indiańskiej księgi Popol Vuh, przekonani byli, że jest to oryginał, jeden, niepowtarzalny egzemplarz. Wiadomość, że mają do czynienia z drukowaną w ich ojczystym języku księgą, brzmiała dla nich nieprawdopodobnie. Wynalazek druku dla nich nie istniał...
Ciekawe...
Współcześnie bananowa republika to nazwa odnosząca się do małego (latynoskiego) państwa, zdominowanego przez zagraniczny kapitał, uzależnionego od monokulturowego rolnictwa (banany, kawa, kakao), często autorytarnego, rządzonego przez skorumpowane kliki bogaczy.
Współcześnie bananowa republika to nazwa odnosząca się do małego (latynoskiego) państwa, zdominowanego przez zagraniczny kapitał, uzależnionego od monokulturowego rolnictwa (banany, kawa, kakao), często autorytarnego, rządzonego przez skorumpowane kliki bogaczy. Kontrola ziemi i konkurencji, monopol w najlepszym wydaniu. To dlatego Jorge Amado nazwał Amerykę Południową "ziemią krwi i przemocy", ale także "ziemią złotych płodów".
Ciągle jeszcze banany są podstawowym źródłem dewiz dla Hondurasu, Panamy i Ekwadoru. Około 1930 roku Ameryka Środkowa eksportowała rocznie trzydzieści milionów bananowych kiści. UFCo. płaciła Hondurasowi podatek w wysokości jednego centa od kiści. Nie było jednak sposobu, żeby kontrolować opłatę tego mini-podatku, który potem nieco wzrósł. I nadal nie ma sposobu, ponieważ nawet obecnie UFCo. eksportuje i importuje, co tylko zapragnie, bez wglądu państwowych urzędów celnych.
Zarówno bilans handlowy, jak i bilans płatniczy tego kraju są czystą fikcją, opracowanie ich zleca się specjalistom o płodnej wyobraźni. Wyniszczenie stało się udziałem zarówno ziemi, jak i ludzi. Ziemi zabierano wilgoć, ludziom - płuca. Ale zawsze można było znaleźć nowe ziemie i nowych robotników do eksploatacji. Dyktatorzy, ci operetkowi dygnitarze, czuwali z nożem w zębach nad powodzeniem UFCo. - konstatuje Eduardo Galleano.
Nic dziwnego, że w tych warunkach - nacisków ekonomicznych i przekupywania polityków przez UFCo., zbrojnych interwencji i okupacji krajów przez armię amerykańską - wyrosła w Strefie Karaibskiej kasta dyktatorów: Trujillo w Dominikanie, Somoza w Nikaragui, Ubico w Gwatemali, Maximiliano Martinez w Salwadorze, Tiburcio Carías w Hondurasie, Duvalier w Haiti. Każdy z nich zapisał się krwawymi kartami w historii, pozostawiając po sobie zgraję pogrobowców i zauszników, zawsze gotowych do drapieżnego skoku po władzę.
Bananowy protest-song
W 1901 roku dyktator Gwatemali, Manuel Estrada Cabrera przyznał UFCo. prawo do przewożenia poczty między Gwatemalą a USA. Było to też pierwsze spotkanie UFCo. z tym krajem. Dla Keitha autorytarna Gwatemala, potrzebująca amerykańskich inwestycji, była idealnym klientem. Stworzył on Guatemala Railroad Co., jako filię UFCo., i zgodnie z kontraktem miał zbudować kolej na trasie między Ciudad de Guatemala a Puerto Barrios.
W dodatku UFCo. otrzymała prawo do zakupu po preferencyjnych cenach działek w porcie (tak naprawdę jedynym gwatemalskim oknie na świat) oraz milowy pas ziemi wokół miejskich nabrzeży na własny użytek. Wygrała także kontrakt na budowę linii telegraficznej. W ten sposób firma opanowała dosłownie wszystkie środki transportu i komunikacji.
Również polityka została objęta tym monopolem, zgodnie z aktualnym wówczas powiedzeniem, że w Hondurasie "muł kosztuje więcej niż poseł". Ba, w całej Ameryce Środkowej władza ambasadorów USA była większa niż władza krajowych prezydentów. Podobnie jak Gwatemala, w macki firmy dostały się także inne państwa Ameryki Środkowej i Południowej, chociaż żadne nie było tak uzależnione od "Ośmiornicy" - oddział gwatemalski przynosił firmie 25% całkowitej produkcji.
Ciekawe...
Do historii przeszła jedna z najgłośniejszych łapówek UFCo. - milion dolarów w 1975 roku dla honduraskiego prezydenta Oswaldo Lópeza za zwolnienie z wprowadzonego właśnie podatku eksportowego na banany.
Swoją główną siedzibę ulokowała w mieście nazwanym nomen omen Bananera. Tam rodziły się założenia bananowej polityki i stamtąd opłacano gwatemalskich urzędników wszystkich szczebli. Do historii przeszła jedna z najgłośniejszych łapówek UFCo. - milion dolarów w 1975 roku dla honduraskiego prezydenta Oswaldo Lópeza za zwolnienie z wprowadzonego właśnie podatku eksportowego na banany.
Korporacja zaczęła też działać w Kolumbii, gdzie warunki pracy wywoływały tak wiele protestów, że stały się pożywką dla rodzącego się w Kolumbii ruchu robotniczego. UFCo. korzystała jednak z uprzywilejowanej pozycji. Nie było ustawodawstwa pracy, Frutera mogła sobie pozwolić na bagatelizowanie petycji robotników.
Romain Gary
(ur. w 1914, zm. w 1980)
- właśc. Roman Kacew, znany również pod pseudonimem Émile Ajar, francuski pisarz pochodzenia żydowskiego, scenarzysta i reżyser filmowy, dyplomata.
Wspierane przez CIA międzynarodowe koncerny nie wzdragały się przed inspirowaniem zamachów stanu i wywoływaniem wojen w Ameryce Środkowej, żeby tylko utrzymać całą produkcję pod swoją kontrolą. W listopadzie 1928 roku blisko 10 tysięcy bananeros w regionie Ciénaga rozpoczęło kolejny strajk, domagając się poprawy warunków pracy. Agenci UFCo. nie potrafili poradzić sobie z tą sytuacją, więc zwrócono się do rządu federalnego z prośbą o przysłanie armii do stłumienia strajku. Odbyło się to w podobny sposób, jak w republice bananowej stworzonej przez Romaina Gary'ego, którego bohater:
W czasie jednego z nielicznych strajków, jaki wybuchł w dzielnicach podmiejskich, zorganizował brygadę represyjną, która działała tak brutalnie i błyskawicznie, że zaproponowano mu przekształcenie jej w stałą organizację. Wiele razy używano jego "lotnej brygady" na prowincji, kiedy chłopi usiłowali palić zbiory na znak protestu przeciwko zbyt niskim cenom, które im płacono i które nie wystarczały im na to, by żyć. Regularna policja zachowywała się wobec niego przyjaźnie. Nigdy nie wtrącała się do jego akcji represyjnych, które prasa przedstawiała zawsze jako "żywiołowy odruch samoobrony zdrowych elementów w kraju"
.
6 grudnia 1928 roku strajkujący zostali zwabieni na spotkanie z gubernatorem prowincji Magdalena i szefami UFCo., lecz do Santa Marta nie przybył żaden przedstawiciel rządu. Wojsku został wydany rozkaz strzelania do strajkujących. Na dachach budynków ustawiono karabiny maszynowe, zamknięto uliczki odchodzące od placu. Żołnierze mieli nie oszczędzać amunicji. Świadkowie mówili o pociągach, którymi wywożono ciała zabitych topione potem w morzu.
Po takiej brutalnej odpowiedzi pozostali przy życiu robotnicy szybko przystąpili do negocjacji, które zakończyły się obcięciem ich pensji o połowę. Generał Cortés Vargas, który wydał rozkaz, tłumaczył swoją decyzję m.in. informacjami o zbliżających się amerykańskich statkach wojennych, gotowych do desantu na wybrzeża kolumbijskie w celu obrony obywateli amerykańskich i interesów UFCo.
Wydał więc rozkaz, aby zapobiec tej inwazji. Jego postawa została skrytykowana w senacie, a Jorge Eliécer Gaitán stwierdził nawet, że tych samych kul, które użyto wobec Kolumbijczyków, można byłoby użyć przeciw obcej inwazji. Nie ustalono nigdy dokładnej liczby zabitych. Według rządowego komunikatu zginęło jedynie 9 osób.
Autorzy najlepszego opracowania na temat wydarzeń z 1928 roku, opierającego się na korespondencji między ambasadą w Bogocie i Departamentem Stanu USA, a także na danych UFCo. wymieniają liczbę ofiar sięgającą nawet 2000 ludzi. Tym samym UFCo. działająca w latach 1899-1970 stała się typowym przykładem ingerencji wielkiej korporacji międzynarodowej w politykę wewnętrzną państw, w których działała.
UFCo. stała się też czarnym charakterem w twórczości Pablo Nerudy czy Gabriela Garcíi Márqueza (w Stu latach samotności przedstawił literacką wizję masakry w Santa Marta, podobnie jak jego przyjaciel Álvaro Cepeda Samudio w La casa grande). Na przeciwnym biegunie znajduje się Willis J. Abbot, który w książce Panama And The Canal wydanej w 1913 roku pisał:
Republiki Ameryki Środkowej były państwami bez dostępu do morza, dopóki nie przybyła United Fruit Company i nie przemieniła nizinnych karaibskich wybrzeży w ogrody i nie stworzyła z dziewiczego pustkowia portów takich, jak Barrios, Cortés, Limón czy Bocos del Toro
.
Prawda przedstawia się tak, że pomiędzy 1950 a 1960 rokiem eksport na przykład kakao z Ekwadoru wzrósł o 30%, ale jego wartość zwiększyła się tylko o 15%. Pozostałe 15% Ekwador musiał podarować państwom bogatym, które w tym samym czasie sprzedawały mu produkty przemysłowe po rosnących ciągle cenach.
Gospodarka ekwadorska zależna jest od eksportu bananów, kawy i kakao, trzech artykułów, których cena ulega ciągłym wahaniom. Według urzędowych statystyk - co podaje Eduardo Galeano w swojej książce Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej - 70% Ekwadorczyków cierpi z powodu niedożywienia. Wskaźnik umieralności w tym kraju jest najwyższy na świecie.
Tymczasem do wcale nie tak rzadkich obrazków należy widok głębokich dołów, dokąd wrzucane są tony bananów, odrzuty z eksportu. Ktoś powie, że to marnotrawstwo, ale dojrzałe owoce zbyt szybko albo pokryły się podejrzanym nalotem, albo też właściciel plantacji lub firmy przewozowe zapomniały zapłacić jakiś podatek narzucony przez mafie działające w tej branży. Jak to obrazowo opisuje Luis Sepúlveda:
Tysiące ton gnijących owoców tworzą gęstą, bulgoczącą masę, przyprawiającą o mdłości. Wszystkie odpadki lądują w kadzi, a ów monstrualny wywar wzbogacony jest nie tylko naturalnymi odpadkami: gniją tam również przeciwnicy różnych lokalnych kacyków, z ciałami
naszpikowanymi ołowiem lub porąbanymi maczetą. Kadź kipi bez wytchnienia. Buchający odór zagłusza zapach morza i odstrasza nawet kury
.
Wraz ze stopniową utratą monopolu na ziemię i transport w Ameryce Środkowej rozpłynął się też status United Fruit Company jako czarnej bestii kapitalizmu. Przyczyniła się do tego również udana kampania marketingowa firmy. Pierwszym krokiem była zmiana nazwy, która miała pozwolić wykreować globalną markę.
Ciekawe...
United Fruit Company przemieniło się w Chiquita
Brands International. Było to rezultatem udanej kampanii marketingowej, mającej zmienić negatywny wizerunek firmy.
Tak w połowie lat 80. powstała Chiquita Brands International, która obecnie posiada swoje plantacje w Gwatemali, Kostaryce, Hondurasie oraz w Panamie i ciągle jest numerem 1. Jest największa i najlepsza, wszak banany Chiquity to nie są zwykłe banany. Tak jednak powie tylko ten, kto nie jadł tych najlepszych - zgodnie z arabską genealogią nazwy - wielkości palca.
Co było pierwsze: banan czy plantan?
Dla awanturników poszukujących zysku Ameryka Środkowa jest nadal miejscem błogosławionym. O dziwo, drugi raz - zdaje się - w dziejach wojen, można powiedzieć, że podbita Grecja/Ameryka zwyciężyła Rzym/Europę. To oczywiście skrót myślowy i tak jak w przypadku Hellenów chodziło o ich kulturę, tak w przypadku Indian o rośliny, choć nie tylko, bo zdaniem - uznawanego za arbiter gastronomiae Europy przełomu xviii
i xix
wieku - Anthelme'a Brillat-Savarina: "Indyk jest bez wątpienia najpiękniejszym podarkiem, jaki Nowy Świat ofiarował Staremu".
Jednak rola, jaką odegrały ziemniaki, kukurydza, pomidory - długo by wymieniać - jest o wiele większa. Jak zaznacza Maguelonne Toussaint-Samat:
[...] żywność jest znakiem społecznym. Od czasów ludożerców z żywnością wiąże się magia identyfikacji. Pożywienie silniejszego - tak samo jak jego pokarm duchowy, religia - zawsze jest najlepsze. A najsilniejszym jest ten, kto umie narzucić swoje pożywienie
.
Tym razem to wcale nie najsilniejszy narzucił swoje pożywienie. Gdyby w kulinarnej historii świata wyznaczać daty przełomowe, jedną z nich byłoby odkrycie Ameryki, która - zdaniem brazylijskiego pisarza Luisa Fernando Verissimo - "[...] jest produktem europejskiego podniebienia. Cała wielka przygoda imperialna była aromatyczna, napędzana przez pieprz i imbir, miętę i gałkę muszkatołową".
Ciekawe...
Gdyby w kulinarnej historii świata wyznaczać daty przełomowe, jedną z nich byłoby odkrycie Ameryki.
Do odkrycia przyczynił się zatem pewien głód, który ziemia amerykańska zaspokoiła, dostarczając Europejczykowi wiele możliwości. Nowy ląd wyposażony był we wszelkie bogactwa materialne i niematerialne - mógł stać się polem eksperymentu, utopii. Dawał europejskiemu osadnikowi możliwości stwarzania świata od nowa, wreszcie zmieniał jego światopogląd, weryfikując dotychczasową wiedzę o świecie. W sensie materialnym przede wszystkim popychał gospodarkę, rozwijał handel.
Ciekawe...
Dzięki produktom żywnościowym sprowadzanym z Nowego Świata dieta Europejczyków wzbogaciła się o liczne wartości odżywcze, na przykład białka, w które obfitowały amerykańskie fasole.
Rzeczywiście, dzięki produktom żywnościowym sprowadzanym z Nowego Świata dieta Europejczyków wzbogaciła się o liczne wartości odżywcze, na przykład białka, w które obfitowały amerykańskie fasole. Nowe smaki rozbudziły jednak apetyty kolonizatorów tak, że chęć uzyskania profitów zamykała ludziom oczy na kwestie moralne i humanitarne. Cytowana wcześniej Toussaint-Samat konstatuje bez ogródek:
Po zdziesiątkowaniu w niezwykle szybkim tempie rdzennej ludności kontynentu amerykańskiego, w imię cywilizacji, a w gruncie rzeczy w celu zaspokojenia nowych, przeniesionych z daleka zwyczajów żywieniowych, sięgnięto po "zasoby ludzkie" Afryki. Poszukiwania ogromnych ilości czekolady, kawy i herbaty oraz innych przysmaków stanowią prawdziwą księgę przygód w tylu odcinkach, ile jest półek w sklepie kolonialnym. Księgę pełną smaków i kolorów, rozkoszy zmysłów, ale i trwogi
.
Według najstarszych tradycji banan w południowo-wschodniej Azji uważany jest za rodzaj owocu pierwotnego, dar bogów. Dlatego też botanicy odrodzenia, naśladując Arabów, nadali mu nazwę Musa paradisiaca. U zarania dziejów roślina ta nie wytwarzała ani kwiatostanu, ani bananów! Tak też się kończą najczęściej próby aklimatyzowania banana w Europie, choć są wyjątki, jak na przykład okolice Hersonissos na Krecie.
Ciekawe...
Próby aklimatyzowania banana w Europie kończą się najczęściej tym, że roślina nie wytwarza ani kwiatostanu, ani bananów!
Tajemnica banana staje się jeszcze trudniejsza do rozwikłania, gdy zdamy sobie sprawę, iż z drugiej strony globu, w Ameryce Środkowej i na Karaibach, nie rośnie on dziko, w postaci Musa acununiata, lecz wyłącznie jako roślina uprawna, dająca banany. W dodatku od tak dawna, że w każdym narzeczu nosi inną nazwę. Zanim jeszcze José de Acosta opisał ją na swój sposób, wspomina o niej jako o drzewie miejscowym, jednakże nie z Peru, lecz z wybrzeży Atlantyku.
José de Acosta
(ur. w 1539, zm. w 1600) - hiszpański misjonarz jezuicki. W kwietniu 1569 roku został wysłany do Limy w Peru. Był założycielem kilku kolegiów, m.in. w Arequipa, Potosí, Chuquisaca, Panama i La Paz.
Znany historyk zajmujący się badaniem cywilizacji amerykańskich, William Prescott, twierdził, że banany były podstawowym pożywieniem Indian, w ciepłej i umiarkowanej strefie imperium Inków jeszcze przed przybyciem Hiszpanów. Podobno opierał się na skądinąd godnych zaufania danych kronikarza hiszpańskiego o inkaskich korzeniach, Garcilaso de la Vegi, który pisał ponadto:
Są inne banany, mniejsze, aby je odróżnić od większych, nazywane są dominikanami, bo ich łupina, gdy się grono rodzi, jest biała, a gdy owoc jest dojrzały, ma w sobie w łatki części białe i czarne. Są o połowę mniejsze od poprzednich, ale we wszystkim je przewyższają, jednakże nie ma ich w takiej ilości jak tamtych
.
Rozprzestrzenianie się pewnych roślin musiało dokonać się przy świadomym udziale człowieka. Nie może być mowy o przypadkowych dryfach. Przeniesienie tych roślin odbyło się w wyniku zamierzonych wypraw kolonizacyjnych. Drzewo chlebowe lub bananowe rozmnaża się wyłącznie z młodych pędów, które puszczają korzenie. Rośliny te w takiej postaci nie stanowiły zapasów żywnościowych w trakcie długich wypraw morskich.
Ciekawe...
Z powodu długiego transportu jeszcze w latach 20. zeszłego stulecia eksport bananów był prawie niemożliwy, gdyż powyżej 12°C dojrzewają one bardzo szybko, a poniżej marzną.
Z powodu długiego transportu jeszcze w latach 20. zeszłego stulecia eksport bananów był prawie niemożliwy, gdyż powyżej 12°C dojrzewają one bardzo szybko, a poniżej marzną. Dopiero po I wojnie światowej przewidziano specjalne ładownie na statkach pozwalające wyeliminować ten problem. Wcale w nie tak zamierzchłej przeszłości jeżeli banan wędrował z człowiekiem, to wyłącznie w jednym celu: zasadzeniu i rozmnożeniu go w nowym miejscu osiedlenia.
Przeniesienie roślin z jednej wyspy na drugą w pełnomorskich statkach było jednak znacznie trudniejsze aniżeli migracja samych ludzi. Rośliny - w przeciwieństwie do ludzi - należą do kategorii bezradnych pasażerów o różnej odporności na słońce, wiatry i słoną wodę. Jeśli człowiek przybywał na jakąś wyspę, czy to koralową, czy też pochodzenia wulkanicznego, miał zdecydowanie większą szansę przystosować się do warunków środowiska naturalnego niż rośliny.
Plantan
,
inaczej figa rajska - drzewo tropikalne podobne do bananowca, o długich podłużnych liściach i owocach przypominających kształtem banany i podobnie jak banany rosnących w kiściach.
Nawet w przypadku przetrwania trudów podróży mogły wyrosnąć jedynie wtedy, gdy gleba spełniała ich określone wymagania. Według niektórych plantan
lub banan uprawnyze Starego Świata był już znany w prekolumbijskiej Brazylii oraz w Peru. Ich "oczka" można z łatwością transportować na dalszą odległość przy minimalnej opiece, nie pozbawiając ich zdolności kiełkowania.
Najstarszym miejscem uprawy banana były Indie, lecz nie była to jego ojczyzna. Nie znaleziono go tam nigdy w stanie dzikim i wiadomo, że został sprowadzony do Indii przed 300 rokiem p.n.e., nie wiadomo tylko, na jak dawno przed tą datą. Znamy jego przypuszczalnych przodków. Uważa się, że są to: Musaacuminata i Musa balbisiana.Zasięg geograficzny obydwu tych gatunków ogranicza się do Malezji i Indonezji.
Tak więc udomowienie banana musiało mieć miejsce w południowo-wschodniej Azji zapewne w latach 1500-1000 p.n.e. Tam również wyselekcjonowano i rozmnożono odmiany uprawne, które rozprzestrzeniły się na wschód i zachód, podbijając strefę tropikalną i subtropikalną, czyniąc od siebie zależnymi miliony ludzi i to w takim stopniu, że dla określenia tej zależności można chyba w niektórych wypadkach użyć słowa "symbioza".
Bananowce musiały egzystować w Ameryce na długo przed konkwistą, gdyż w starożytnych grobowcach peruwiańskich niekiedy odnajdywano ich liście. Mimo to niektórzy uparcie starają się udowodnić tezę, iż zasługi sprowadzenia banana na ten kontynent należy przypisać europejskim przybyszom w xvi
wieku, a przede wszystkim omasowi de Berlanga, który w 1516 roku zasadził kłącze na Haiti.
Trudno uwierzyć, iż w niespełna trzydzieści lat banan był w stanie rozpowszechnić się w tak błyskawicznym tempie, że konkwistador Francisco de Orellana, spływając Amazonką, mógł podziwiać plantacje bananów wzdłuż całego górnego biegu rzeki. Przypuszczenie było słuszne: banan hodowlany nie ma amerykańskich korzeni, jednak dotarł na te tereny znacznie, znacznie wcześniej.
Zainteresowanych
podobnymi zagadkami odsyłam do mojej książki Prehistoryczni żeglarze
, wydawnictwo BELLONA, Warszawa 2011.
Potwierdza to tezę o istnieniu kontaktów między różnymi społecznościami przez Pacyfik i środkowe międzymorze amerykańskie, ponieważ przeniesienie sadzonek bananowca w sposób naturalny, na przykład przez ptaki, w ogóle nie wchodzi w rachubę. Niektórzy badacze wysuwają tezę, że mogły go przynieść prądy morskie. Nie tłumaczy to jednak, jak roślina dostała się na przeciwległy kraniec międzymorza, od strony Atlantyku
.
Uzdrowiciel z tropików
Do zauroczenia bananem Amerykanów i Europejczyków pośrednio przyczynił się musical z udziałem Josephine Baker, która przybrana jedynie w krótką spódniczkę z bananów śpiewała: "Lubię banany, bo nie mają kości w środku".Refren nieco głupawy, ale okazał się skutecznym "dżinglem" reklamowym. Z czasem na owoc ten spojrzano innym okiem, zwłaszcza gdy okazało się, że znajduje się on wśród pokarmów mających działanie przeciwbakteryjne.
Ciekawe...
Do zauroczenia bananem Amerykanów i Europejczyków pośrednio przyczynił się musical z udziałem Josephine Baker, która przybrana jedynie w krótką spódniczkę z bananów śpiewała: "Lubię banany, bo nie mają kości w środku".
W wielu kulturach skórka banana stosowana jest przy leczeniu kurzajek i do łagodzenia ukąszeń komarów. Ugryzione miejsce pociera się skórką banana, by zmniejszyć obrzęk, swędzenie i podrażnienie. Tajemnica tkwi być może w enzymach zawartych w skórce, łagodzących stany zapalne.
Warto sobie przypomnieć, że nasz pierwszy główny antybiotyk, penicylina, została wyodrębniona ze spleśniałego chleba. Być może to legenda, ale twierdzi się, że szczepy pleśni stosowanej obecnie do produkcji penicyliny są potomkami szczepów pobranych ze spleśniałego melona. Wraz z sukcesem handlowym penicyliny, zapoczątkowanym w latach 40. xx
wieku, naukowcy trudzą się wynajdowaniem innych naturalnych preparatów bakteriobójczych, by wyprodukować z nich nowe leki.
Możliwe jest także, że zwykłe banany obniżają poziom cholesterolu we krwi dzięki wysokiej zawartości pektyn. Jeden średniej wielkości banan zawieratyle samo pektyn, co średniej wielkości jabłko. Indyjscy naukowcy z kolei odkryli, że włókna z niedojrzałych bananów plantan podawane szczurom jednocześnie z dużymi porcjami cholesterolu znakomicie przeciwdziałają spodziewanemu wzrostowi poziomu cholesterolu we krwi.
Ważne
!
Banany to bogate źródło witaminy C, B oraz błonnika. Owoce te stanowią doskonałe źródło potasu, o niskiej zawartości sodu, dlatego też zmniejszają one ryzyko wystąpienia nadciśnienia i udaru mózgu.
Włókna z dojrzałych bananów nie działają w ten sposób. Szczury karmione cholesterolem miały wysokie poziomy szkodliwej frakcji ldl
, zaś dodanie niedojrzałych bananów plantan do ich diety powodowało spadek tego poziomu o jedną trzecią. Ponadto wzrastał o około 30% poziom korzystnego cholesterolu hdl
. Naukowcy uważają, że jest to skutkiem wysokiej zawartości hemicelulozy w zielonych bananach plantan.
Banany to bogate źródło witaminy C, B oraz błonnika. Zielone zawierają tzw. skrobię oporną, która jest wolniej trawiona, dzięki czemu nie powoduje gwałtownego wzrostu poziomu glukozy we krwi. Skrobia ta może zmniejszać ryzyko wystąpienia różnych typów chorób nowotworowych, zwłaszcza raka okrężnicy. Czerwone zawierają więcej witaminy C oraz beta- i alfa-karotenów niż żółte. Owoce te stanowią doskonałe źródło potasu, o niskiej zawartości sodu, dlatego też zmniejszają one ryzyko wystąpienia nadciśnienia i udaru mózgu.
Profesor Phyllis Crapo z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego i dr David A. Jenkins z uniwersytetu w Toronto przebadali szereg pokarmów i uszeregowali je wedle zdolności powodowania wzrostu poziomu cukru we krwi. Co ciekawe, największe skoki poziomu cukru powodują nie lody i cukierki, ale marchewka, ziemniaki i... banany (wskaźnik glikemiczny 60-69%). Podważa to dotychczas panujące poglądy o bezpiecznym stosowaniu niektórych pokarmów w cukrzycy.
Ciekawe...
"Zjadając banana dziennie możesz uniknąć częstych wizyt u lekarza" - twierdzi dr Ronald Hoffmann, autor znanej książki o niestrawności.
"Zjadającbanana dziennie możesz uniknąć częstych wizyt u lekarza" - twierdzi dr Ronald Hoffmann, autor znanej książki o niestrawności Seven Weeks to a Settled Stomach. W Indiach banany plantan cieszą się rzeczywiście ogromną popularnością jako lek na chorobę wrzodową. Według indyjskiej Materia Medica mączka z zielonych bananów i zrobione z niej ciapaty (placki) pomagają w niestrawności i wzdęciach, a "lekka kaszka z mąki bananowej przyrządzona na mleku jest dobrze tolerowanym lekko strawnym środkiem pomagającym w przypadkach zapalenia błony śluzowej żołądka".
Banany zawierają ponadto tzw. inhibitory proteazy, które przyczyniają się do niszczenia szkodliwych dla organizmu bakterii, np. Helicobacterpylori (H. pylon), które najprawdopodobniej odpowiadają za powstawanie większości wrzodów żołądka. Naukowcy brytyjscy stwierdzili, że śluzówka żołądka u szczurów karmionych bananami była wyraźnie grubsza w obrazie mikroskopowym. Badacze wnioskują zatem, że banany powodują rozrost komórek błony śluzowej żołądka i pobudzają wydzielanie śluzu tworzącego warstwę ochronną, co zapobiega szkodliwemu działaniu soków żołądkowych i powstawaniu uszkodzeń.
Pacjentom o "szczególnie wrażliwym żołądku", mającym często dolegliwości sugerujące chorobę wrzodową, podawano również sproszkowane banany w kapsułkach. U 50% badanych dolegliwości całkowicie ustąpiły, 25% zanotowało częściową poprawę, a tylko 25% nie stwierdziło ustąpienia dolegliwości. Dla porównania, w grupie kontrolnej, której podawano kapsułki placebo tylko 20% zgłaszało poprawę samopoczucia. Zatem - konkluduje Jean Carper, autorka książek o leczniczym działaniu żywności - banany były czterokrotnie bardziej skuteczne.