Przedmowa: Więzienie kobiece w Sablino
W ciągu kilku dekad studiów poświęconych
seryjnym zabójcom i różnego typu mordercom odwiedziłem wiele zakładów
karnych przeznaczonych dla kobiet, ale jeden z nich wyróżnia się wśród
pozostałych: więzienie kobiece w Sablino. Z tego względu zasługuje na
wzmiankę na początku niniejszej książki; powody staną się oczywiste
później.
W Sablino, położonym czterdzieści pięć kilometrów od Sankt Petersburga,
przebywa około tysiąca ośmiuset więźniarek. Zakład karny wznosi się w środku ogromnej, pustej równiny.
Istnieje tylko jedna droga dojazdowa.
W zimie okolica jest pokryta nieskazitelnie białym śniegiem i przypomina
odlew z gipsu.
Temperatura spada do minus trzydziestu pięciu stopni. Para zmienia się w lód. Miałem białą brodę jak Święty Mikołaj... Drogi gruntowe rozmarzają
dopiero na wiosnę i tworzą ocean błota. Lód utrzymuje się dłużej tylko w miejscach, gdzie w krótkich, mroźnych dniach zimy pojawiły się zaspy
nawiane przez wiatr.
W nocy reflektory z rzadka przejeżdżających samochodów oświetlają pola
zwiędłej trawy, zbity śnieg, zamarznięty strumień o barwie taniny -
dokładnie taki sam kolor ma brudna woda płynąca z kranów mieszkańców
tego regionu, rozciągającego się na obszarze setek kilometrów
kwadratowych wokół Sablino. Gdzieniegdzie widać przewrócony słup
wysokiego napięcia albo deskę służącą jako prowizoryczny mostek.
Wszystko spowija mgła.
W Sablino nie ma dworca kolejowego. Nawet stacji końcowej, bo nie
docierają tam pociągi z ubranymi w zielone mundury konduktorami o surowych obliczach, którzy parzą dla pasażerów herbatę w gorących
samowarach otoczonych kłębami pary. Jeśli kierowca autobusu jest w dobrym humorze, może pojechać do Sablino, ale pod warunkiem, że dostanie
napiwek, który pozwoli mu kupić ulubiony napój - wódkę. Kiedy usiądzie z powrotem za kierownicą, będzie prawdopodobnie pijany w trupa. Policjanci
drogowi nigdy nie zatrzymują autobusów ani licencjonowanych taksówek,
chyba że sami potrzebują pieniędzy na wódkę i muszą wystawić mandat pod
wyimaginowanym pretekstem.
Gdy odwiedziłem więzienie kobiece w Sablino, było piętnaście stopni
poniżej zera i temperatura wciąż spadała. Szalała zamieć. Teren
więzienia patrolowały strażniczki, brnąc po kolana w śniegu; prowadziły
groźne wilczury, które szarpały smycze. W Sablino nie ma błyszczących
zasieków z drutu żyletkowego - aby uzmysłowić sobie wygląd tego miejsca,
wyobraźcie sobie nazistowski obóz koncentracyjny w Auschwitz zimą. Mimo
to z powodu mojej wizyty "dziewczęta" czyściły chodniki, tłukąc lód
łopatami i spychając go na bok.
Wszystkie wiedziały, że przyjadę. Załatwili to policjanci z Sankt
Petersburga, oczywiście za łapówkę. Że wybieram się do Sablino,
wiedzieli, odkąd przybyłem do Buzułuku w obwodzie orenburskim.
Skontaktował mnie z nimi mój opiekun - dla bezpieczeństwa będę go
nazywać "Igorem" - dawny pilot helikoptera ze specnazu (rosyjskich
komandosów). Pociąg do Samary i lot do Sankt Petersburga były
pierwszorzędne i darmowe. Spasibo!
Żadnych problemów ze znalezieniem luksusowego pokoju hotelowego -
wszystko załatwili policjanci, za dodatkową gratyfikację. Normalka.
Taksówki? Broń Boże! Samochody dostarczyła policja. Błękitne koguty
wozów policyjnych oświetlają wnętrze zatłoczonej ekskluzywnej
restauracji. Legitymacja policyjna gwarantuje darmowy stolik na koszt
normalnie płacących gości, którzy już jedzą swój posiłek. Potoki wódki,
aż wreszcie wszyscy są kompletnie pijani i przysięgają sobie przyjaźń do
końca świata.
Sale sypialne w Sablino mają powybijane okna; w większości z nich
gnieździ się przeszło sto więźniarek, które śpią na pryczach stłoczone
jak śledzie. Prawie każda ma własnego kota. W salach czuć ohydny smród
ludzkich ciał, kocich odchodów i moczu. Żadnej intymności. Brak radia.
Ocenzurowana telewizja. Nie ma ogrzewania. Jedzenie podawane więźniarkom
jest tak niesmaczne, że w Wielkiej Brytanii nikt nie dałby go nawet psu.
Oto one. Szare grupki przygarbionych, stłoczonych kobiet. Dygotały z zimna - stare i młode - ubrane w cienkie kombinezony i tanie plastikowe
buty.
Mimo to więźniarki z Sablino jakoś sobie radzą. Naczelniczka więzienia,
Anna, ma w sobie coś z Matki Teresy; osobiście uczy każdą z kobiet
czytać i pisać, jeśli są analfabetkami. Państwo przekazuje na utrzymanie
zakładu karnego skromne środki finansowe, więc więźniarki, żeby zdobyć
pieniądze na jedzenie, wytwarzają plastikowe pudełka na kasety
magnetofonowe. Pracują w lodowatej szopie, do której wiatr nawiewa
śnieg.
Szefowa kucharek, pracująca w wypełnionej parą kuchni, trafiła do
więzienia za zabicie męża, który ją maltretował. Poćwiartowała go, a następnie zaprosiła nieświadomych przyjaciół i sąsiadów na ucztę.
Marinka pojawi się jeszcze na kartach tej książki.
Wciąż do niej pisuję, nawet dzisiaj.
W Sablino przebywa kilka kobiet, które dokonały wielu zabójstw.
Wszystkie są związane z gangami oraz mafią, żadnej nie skazano za
przestępstwa seksualne (w istocie rzeczy w całym zakładzie karnym w Sablino nie ma ani jednej kobiety skazanej za tego typu przestępstwa).
Otrzymałem bezprecedensową zgodę na obejrzenie najpilniej strzeżonej
mieszkalnej części więzienia, przypominającej zardzewiałą żelazną
klatkę. Rozmawiałem z wielokrotnymi morderczyniami, które uczestniczyły
w napadach rabunkowych albo mafijnych egzekucjach; dawałem im w podarunku paczki papierosów Marlboro. Bardzo chwaliły panią naczelnik.
Do mnie odnosiły się z szacunkiem.
W Sablino nie spotkamy rosyjskiej Rose West ani Myry Hindley.
Nie ma również luksusów. Na terenie więzienia działa dość ładny zakład
fryzjerski. Jest to niewielka salka pomalowana na różowo; na wilgotnych
ścianach wiszą fotografie międzynarodowych gwiazd show-biznesu,
starannie wycięte z zachodnich czasopism. Fryzjerki próbowały mnie
namówić, żebym się ostrzygł, ale uprzejmie odmówiłem.
W Sablino jest dobrze wyposażona biblioteka i niewielka kaplica, do
której zaprowadziła mnie jedna z więźniarek. Modliła się w niej, by jak
najszybciej wrócić do swoich dzieci. Później odwiedziłem dużą świetlicę,
gdzie obejrzałem przejmujące przedstawienie w wykonaniu kobiet, które
przeznaczyły część swoich nędznych zarobków na to, by mnie uhonorować i podziękować mi za przyjazd. Byłem pierwszym mieszkańcem Zachodu, który
kiedykolwiek odwiedził rosyjskie więzienie dla kobiet; poza tym mogłem
filmować, co chciałem.
O ile wiem, żaden cudzoziemiec nie dostał później zgody na taką wizytę.
Sablino nie otrzymuje od władz gigantycznej dotacji w wysokości około
stu osiemdziesięciu tysięcy funtów na rzekomą resocjalizację
przestępców, jak brytyjskie więzienie Bronzefield, w którym odsiaduje
wyrok seryjna morderczyni Joanna Dennehy, prowadząc przyjemniejsze
życie, niż na to zasługuje.
W Sablino więźniarki występowały w ludowych strojach przy
akompaniamencie muzyki regionalnej; głównym tematem przedstawienia była
Matuszka Rossija. W Bronzefield wygląda to inaczej: kobiety odbywające
tam karę fikają nogami w pończochach i bieliźnie, by podniecać
lubieżnych miłośników takich atrakcji, których stać na zakup biletów za
czterdzieści funtów w imię rzekomej resocjalizacji. W Sablino nie można
zobaczyć występów tego rodzaju, podobnie zresztą jak w innych
więzieniach, które odwiedzałem w ciągu czterdziestu lat w wielu krajach
świata.
Pożegnanie z naczelniczką więzienia w Sablino - utrwalone na taśmie
filmowej - było przejmujące. Siedziała za biurkiem i zaproponowała,
żebym porozmawiał z czterema jej podopiecznymi, które cierpliwie czekały
przed drzwiami gabinetu. Mówiły łamaną angielszczyzną. Przed przybyciem
do Sablino prawie nie umiały czytać i pisać po rosyjsku. Teraz,
wykształcone, chichotliwe i zadowolone z siebie, wkrótce miały wrócić do
społeczeństwa.
Dziewięćdziesiąt sześć procent skazanych Rosjanek nigdy nie popełnia
nowego przestępstwa i łatwo zrozumieć dlaczego.
Moją wycieczkę do Sablino zorganizowała wytwórnia September Films z Londynu oraz policja z Sankt Petersburga za kilka "gratyfikacji":
butelkę szkockiej whisky, kruche ciasto dla żon funkcjonariuszy oraz
plik nowiutkich, szeleszczących banknotów dolarowych, które na czarnym
rynku można wymienić na ruble.
Trzeba wziąć pod uwagę jeszcze jedną kwestię. Pani naczelnik absolutnie
odmówiła przyjęcia ode mnie w zamian za pomoc choćby jednego dolara.
"Proszę powiedzieć mieszkańcom Anglii, że ja i mój personel opiekujemy
się dziewczętami, a to bardzo ciężka praca" - oświadczyła. Później
załamała się i rozpłakała.
Opuściłem Sablino, wsiadłem do odrapanej policyjnej skody z popękaną
przednią szybą (wydaje się to czymś powszechnym), po czym zostałem
odwieziony na sygnale do czterogwiazdkowego hotelu w Sankt Petersburgu.
Dwaj eskortujący mnie funkcjonariusze mieli już dobrze w czubie po
wypiciu sporej dawki wódki.
Po jakimś czasie pani naczelnik znalazła tysiąc dolarów w nowiutkich,
szeleszczących banknotach, które potajemnie wsunąłem pod książkę leżącą
na jej biurku. Zatelefonowała do mnie i powiedziała: "Spasibo,
spasibo. Teraz będzie pan znany w Rosji jako "Christopski"". Życzę jej
wszystkiego najlepszego!
W ciągu dwóch tygodni Rosjanie podejmowali mnie z gościnnością, którą
okazują tylko Anglikom. Jest w tym pewna doza szacunku. Amerykanie,
hałaśliwi, krzykliwie ubrani, nie budzą w nich entuzjazmu. Naczelniczka
zakładu karnego w Sablino może być dumna ze swojego gospodarstwa. Przez
wiele dekad miałem nieograniczony dostęp do więzień na całym świecie - w Stanach Zjednoczonych, Unii Europejskiej, Indiach i na Dalekim
Wschodzie. Bóg mi świadkiem, że nigdy wcześniej nie słyszałem, by
jakikolwiek zakład karny wydał sto osiemdziesiąt tysięcy funtów na
przedstawienie teatralne, podczas którego więźniarki tańczą w bieliźnie
i ze strusimi piórami, jak to się dzieje w Bronzefield, o czym
wspomniałem wcześniej. Domyślam się, że zawsze musi być pierwszy raz,
ale uważam to za kompletny skandal! Zacytujmy jedną z kobiet
odbywających karę w tym zakładzie: "Panują tu [w Bronzefield]
koszmarne warunki. Wstyd i hańba. Słyszymy tylko: "Rób, co ci każę,
natychmiast!"" (Joanna Dennehy w liście do autora w 2014 roku).
Nigdy nie zapomnę więzienia w Sablino, a także szczerej gościnności
rosyjskich policjantów i zwykłych mieszkańców tego kraju. Właśnie
dlatego nie wierzę ludziom pokroju Joanny Dennehy, która się skarży, że
warunki w Bronzefield jej się nie podobają. Do tego stopnia, że
planowała ucieczkę, ale udaremniono ją po znalezieniu w celi notatek ze
szczegółami planu. Później służba więzienna wydała następujące
oświadczenie: "We wrześniu 2013 roku w trakcie przeszukania personel
zakładu karnego odkrył materiały, które można interpretować jako plan
ucieczki. Sprawę załatwiono szybko, bez narażania na szwank
bezpieczeństwa więzienia, a osadzona [Dennehy] została przeniesiona na
oddział o zaostrzonym rygorze".
Moim zdaniem w porównaniu z warunkami panującymi w Sablino więzienie
Bronzefield, wyposażone w najnowocześniejsze udogodnienia - centralne
ogrzewanie, klimatyzację, doskonałą kuchnię, całodobową opiekę lekarską,
psychoterapię i różnorodne możliwości rekreacji - jest miejscem, dokąd
kobiety, które popełniły przestępstwa, powinny chcieć trafić, ZAMIAST
STAMTĄD UCIEKAĆ!
Joanna Dennehy i inne odrażające zbrodniarki jej pokroju to w gruncie
rzeczy szczęściary!
Rosja? Uwielbiam ten kraj. Zawsze go uwielbiałem, odkąd jako młody
człowiek obejrzałem film Doktor Żywago z 1965 roku, z udziałem Omara
Sharifa i Julie Christie. Popłynąłem do Rosji na pokładzie statku MS
Dunera w ramach szkolnej wycieczki edukacyjnej, a później jeszcze nieraz
ją odwiedzałem.
Tak, mafia współpracuje z policją. Tak, szerzy się korupcja. Koniec,
kropka!
Zrzuciwszy z piersi ten ciężar, przejdę teraz do bieżących problemów:
Rozmów z seryjnymi morderczyniami i odwiecznego pytania, czy kobieta
jest bardziej śmiercionośna od mężczyzny.
CHRISTOPHER BERRY-DEE
Southsea
Wstęp
Własnoręcznie poderżnęłam gardła sześciu kobietom. Szeptałam do jednej
z ofiar, o imieniu Hanen, kiedy umierała.
seryjna morderczyni Sakina Aly-Hamman, stracona wraz ze swoją siostrą
Rayą w Aleksandrii w Egipcie w poniedziałek 16 maja 1921
Mam ogromną prośbę, abyście przeczytali
niniejszy wstęp i nie przeskakiwali od razu do pierwszego rozdziału w poszukiwaniu makabrycznych opisów trupów i zakrwawionych narzędzi
zbrodni albo pośpiesznie wykopanych płytkich grobów, z których ścian
osypuje się piasek. Proszę o to z dwóch powodów.
Po pierwsze, napisałem ten wstęp dla Was.
Po drugie, kupiliście tę książkę, a zatem z każdego jej słowa
powinniście czerpać jakąś korzyść.
Tak więc z góry Wam dziękuję...
Od kilkudziesięciu lat prowadzę rozmowy z seryjnymi zabójcami płci
męskiej. Było ich bardzo wielu i można by nawet powiedzieć, że gdyby
przerzucić piłkę nad murem któregokolwiek z amerykańskich więzień,
byłaby duża szansa, że podniesie ją seryjny zabójca seksualny o cechach
psychopatycznych.
Seryjne morderczynie pojawiają się jednak niesłychanie rzadko - w Stanach Zjednoczonych skazano zaledwie około pięćdziesięciu takich
kobiet, a w Wielkiej Brytanii jeszcze mniej. Wszystko to zaprzecza
prawdziwości wiersza Samica swego gatunku napisanego przez Josepha
Rudyarda Kiplinga w 1911 roku. Powtarza się w nim zdanie: "Gdyż od samca
dużo bardziej śmiercionośną jest samica"1 - daleko idące
uogólnienie mające niewielki związek z rzeczywistością. Można je poprzeć
cytatem z dzieł greckiego tragediopisarza Eurypidesa: "Nie ma nic
gorszego od złej kobiety, lecz nie ma nic zgoła, mówiąc z wszelką
możliwą przesadą, co by było lepsze od dobrej kobiety"2. Kiedy
Eurypides był nieco starszy, jego poglądy się zmieniły. W pewnym
momencie bardzo się zdenerwował - prawdopodobnie z powodu rozstania albo
afrontu ze strony osoby płci pięknej - i pozostawił potomności
następujące zdanie: "Straszną jest siła morskich fal, straszny jest prąd
rzeki i gorący powiew ognia; strasznem jest ubóstwo i niezliczone inne
rzeczy; lecz nie ma równie strasznego zła jak kobieta"3.
Niechaj go Bóg błogosławi!
Możemy również zacytować mizoginiczny, niesprawiedliwy aforyzm Jeana
Giraudoux (1882-1944), francuskiego powieściopisarza, eseisty,
dramaturga i dyplomaty, który niedyplomatycznie oświadczył: "Wszystkie
kobiety rodzą się złe. Niektóre po prostu realizują swoje możliwości
później niż inne". Niestety, nie wiadomo, co sądziła o tym jego żona
Suzanne Boland, ale jeśli Jean miał taką opinię o kobietach, małżonka
musiała uważać ich związek za koszmar!
Pamiętam o przedstawicielach młodszych pokoleń i nie chcę pomijać Elvisa
Presleya (1935-1977), który tak scharakteryzował jedną z kobiet: "Wygląd
anioła, kroki anioła, mowa anioła, ale teraz rozumiem: jesteś przebranym
diabłem"4.
Alice Cooper (ur. 1963) śpiewa: "Stara Jezabel z piekła otchłani. Czemu
jej nie poznałem?"5.
W jednej z piosenek Billy'ego Joela (ur. 1949) pojawia się następujące
zdanie: "Wybuchnie śmiechem, widząc twą krew, kiedy beztrosko cię
zrani"6.
Może nie powinniśmy zakładać, że kobiety są bardziej śmiercionośne od
mężczyzn. Warto zwrócić uwagę, że liczba seryjnych zabójców płci męskiej
przebywających w zakładach karnych podlegających Departamentowi
Więziennictwa stanu Teksas jest większa od liczby wszystkich seryjnych
morderczyń w historii przestępczości w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej
Brytanii, a nawet na całym świecie.
Kiedy piszę tę książkę, skazano pięćdziesiąt dwie morderczynie
działające w Stanach Zjednoczonych; niektóre przebywają w celach
śmierci. Pojawiają się i odchodzą - czasem zostają stracone, czasem
ułaskawione. To zaledwie dwa procent wszystkich więźniów przebywających
w amerykańskich celach śmierci, czyli bardzo niewielki odsetek. Wiele z tych kobiet to matki; dopóki nie popełniły morderstwa z premedytacją,
miały przed sobą całe życie. W tej chwili są pozbawione przyszłości.
Jak informuje amerykańskie Biuro Statystyczne Wymiaru Sprawiedliwości, w więzieniach federalnych i stanowych USA przebywa w danym momencie 2 220
300 mężczyzn i 111 300 kobiet. Władze brytyjskie podają, że w zakładach
karnych przebywa co najmniej 82 000 mężczyzn oraz 3919 kobiet. Oznacza
to, że prawdopodobieństwo znalezienia się mężczyzny za kratkami jest
dwadzieścia dwa razy większe niż w przypadku kobiety - wszystkie te
fakty w jakiś sposób zaprzeczają teoriom, że kobiety są bardziej
śmiercionośne, groźniejsze, gorsze lub bardziej skłonne do popełniania
przestępstw niż mężczyźni.
FBI ocenia, że na terenie Stanów Zjednoczonych grasuje zawsze około
pięćdziesięciu seryjnych zabójców płci męskiej. Nie istnieją nawet
hipotetyczne szacunki, ile jest seryjnych morderczyń, co nie oznacza, że
ich nie ma. Nieustanny wzrost narkomanii i niszczące skutki działania
metamfetaminy sprawiają, że seryjne morderczynie zawsze będą się
pojawiać.
W tej chwili znamy dwanaście brytyjskich seryjnych morderczyń,
współczesnych i dawnych. Niektóre działały same, inne przy współudziale
mężczyzn. Oto one: pielęgniarka Beverly Allitt, jasnowłosa Myra Hindley,
Mary Ann Britland, Mary Ann Cotton, Joanna Dennehy, opiekunka dzieci
Amelia Dyer, Catherine Flannigan, Margaret Higgins, Rosemary West,
Margaret Waters, Catherine Wilson i Mary Elizabeth Wilson.
Nie odnotowano żadnych seryjnych morderczyń grasujących w Szkocji i Walii, ale znamy sześć z Australii: Catherine Birnie, Kathleen Folbigg,
Caroline Grills, Sarah Makin, Marthę Needle oraz Marthę Rendell.
W Austrii działała Elfriede Blauensteiner. Do historii przeszły również
"Anioły Śmierci z Linzu" - Maria Gruber, Irene Leidolf, Stephanija Mayer
i Waltraud Wagner - które w latach 1983-1989 zamordowały czterdziestu
dziewięciu pacjentów. Czechy mogą się poszczycić tylko jedną seryjną
morderczynią: Marie Fikáčkovą, powieszoną w 1961 roku za zabicie
dziesięciorga dzieci. Kanada ma swoją Elizabeth Wettlaufer; w Danii w latach 1913-1920 Dagmar Johanne Amalie Overby zamordowała od
dziewięciorga do dwudziestu pięciorga dzieci, w tym jedno własne.
Wydaje się, że w Chińskiej Republice Ludowej nie było seryjnych
morderczyń; to samo odnosi się do następujących krajów: Kolumbii,
Chorwacji, Ekwadoru, Indonezji, Iraku, Iranu, Izraela, Włoch, Jamajki,
Japonii, Kazachstanu, Łotwy, Filipin, Macedonii, Nowej Zelandii,
Pakistanu, Polski i Portugalii.
Najsłynniejszymi seryjnymi morderczyniami Egiptu były Raya i Sakina,
stracone wraz z mężami w 1921 roku. W Finlandii działała tylko jedna
seryjna morderczyni - Aino Nykopp-Koski, która dokonała pięciu zabójstw
i pięciu usiłowań zabójstw.
Francja może się pochwalić niewielką liczbą seryjnych morderczyń, ale
niektóre z nich należały do arystokracji: Marie-Madeleine-Marguérite
d'Aubray (trzy zabójstwa), Hél?ne Jégardo (dwadzieścia trzy zabójstwa),
Christine Mal?vre (trzydzieści zabójstw). Głośny był także przypadek
Jeanne Weber, która popełniła sześć morderstw. Wszystkich tych zbrodni
dokonały delikatne, kruche istoty - wyglądające jak rejestratorki
medyczne albo, w najlepszym razie, policjantki drogowe o kwaśnych
minach.
W Niemczech, jeśli wziąć pod uwagę rozmiar tego kraju, działało
zadziwiająco niewielu seryjnych morderców, w tym pięć kobiet. Marianne
Nölle, pielęgniarka z Kolonii, zabiła siedmiu pacjentów szpitala i jest
podejrzewana o dokonanie siedemnastu innych zbrodni. Sophie Charlotte
Elisabeth Ursinus zamordowała swoją ciotkę, przyjaciela i męża.
Elisabeth Wiese, znana jako "Dzieciobójczyni z St. Pauli", otruła
morfiną jedno ze swoich wnucząt i czworo innych dzieci, po czym spaliła
ich ciała w piecu. W 1811 roku powieszono trucicielkę Annę Marię
Zwanziger, która popełniła cztery zabójstwa.
Węgry słyną z powodu Elżbiety Batory, zwanej "Krwawą Hrabiną" -
żeńskiego odpowiednika Włada Palownika. Mordowała służące; istnieją
wiarygodne świadectwa, że zabiła około sześciuset osób. Urodziła się w 1560 i zmarła w 1614 roku, co oznacza, że w ciągu swojego życia
popełniała przeciętnie jedenaście morderstw rocznie, co czyni ją
najbardziej krwiożerczą kobietą, jaka kiedykolwiek stąpała po ziemi.
Z moich informacji wynika, że seryjne morderczynie to zjawisko prawie
nieznane w Indiach, choć istnieją wyjątki. W chwili gdy piszę tę
książkę, Seema Gavit i Renuka Shinde czekają na wykonanie wyroku śmierci
przez powieszenie - wszystkie ich apelacje odrzucono. Byłyby to pierwsze
od siedemdziesięciu dwóch lat kobiety stracone w Indiach. Rozmawiałem z nimi i szczegółowy opis ich zbrodni znajduje się w dalszej części
książki.
W Meksyku pojawiło się wiele kobiet, które popełniły liczne morderstwa:
dawna zawodowa zapaśniczka Juana Barraza (zamordowała od czterdziestu
dwóch do czterdziestu ośmiu staruszek), Sara Aldrete, Magdalena Solís,
siostry Delfina i María de Jesús González, Anna Villeda, Silvia Meraz i Felícitas Sánchez Aguillón, znana jako "Potwór z Colonia Roma", oraz
Magdalena Solís. W Holandii działała Maria Swanenburg, która w latach
osiemdziesiątych XIX wieku zabiła od dwudziestu siedmiu do
dziewięćdziesięciu osób.
Możemy już dostrzec pewne prawidłowości. Kiedy analizujemy modus
operandi seryjnych morderczyń, widzimy, że gdy działają same,
najczęściej posługują się trucizną, zabijają starców, chorych, dzieci i niemowlęta.
Często spotykane motywy to chęć usunięcia znienawidzonej rywalki,
zdobycia pieniędzy albo czysto sadystyczna przyjemność, jak w przypadku
Darii Nikołajewny Sałtykowej, rosyjskiej szlachcianki z Moskwy, która w XVIII wieku torturowała i zabiła w swoim majątku trzydziestu ośmiu
chłopów pańszczyźnianych.
Irina Gajdamaczuk, zwana "Szatanem w Spódnicy", w latach 2002-2010
zamordowała w obwodzie swierdłowskim siedemnaście starych kobiet.
Otrzymała łagodny wyrok, gdyż skazano ją zaledwie na dwadzieścia lat
więzienia. W rosyjskich zakładach karnych przebywa mnóstwo kobiet, które
popełniły więcej niż jedno zabójstwo, i wiele z nich spotkałem. Ale
teraz zajrzyjmy na chwilę na Słowację, do Słowenii, RPA i Korei
Południowej: otóż nie odnotowano tam przypadków wielokrotnych zabójstw
popełnionych przez kobiety.
W Hiszpanii działało dwunastu seryjnych zabójców, w tym zaledwie dwie
przedstawicielki płci pięknej. Francisca Ballesteros, znana jako "La
Viuda Negra" (Czarna Wdowa), w latach 1990-2004 otruła męża i dwoje
swoich dzieci. Można ją nazwać zawodniczką wagi lekkiej w porównaniu z Enriquetą Martí, która uważała się za czarownicę latającą na miotle.
Była z pewnością szalona, jeśli wierzyć relacjom na jej temat. Nie ulega
wątpliwości, że na początku XX wieku zabiła w Barcelonie kilkoro małych
dzieci; zmuszała je do prostytucji, a z ich szczątków wykonywała
magiczne napoje. Została zamordowana w więzieniu, gdy oczekiwała na
proces. Istnieją jednak dowody, że odnalezione w jej domu ugotowane
kości były głównie zwierzęcego pochodzenia.
Tyle wynika z uzyskanych przeze mnie informacji. Oczywiście z praktycznych powodów nie mogę wymienić wszystkich stu dziewięćdziesięciu
krajów świata i jestem pewien, że drobiazgowi Czytelnicy znajdą inne
seryjne morderczynie z odległych zakątków globu. W tej chwili chciałbym
odpowiedzieć na pytanie, dlaczego piszę książkę o seryjnych
morderczyniach.
Jak zwykle nie był to mój pomysł. Przez kilka dziesięcioleci zajmowałem
się badaniami kryminologicznymi i przeprowadziłem niezliczone wywiady z maniakalnymi mordercami oraz funkcjonariuszami organów ścigania. Mogę na
tej podstawie orzec, że czasami nie da się dostrzec większej różnicy
między brutalnym, prymitywnym policjantem (na przykład Frederickiem
Allanem Gore'em albo Gerardem Johnem Schaeferem) a obłąkanym agentem
ubezpieczeniowym w rodzaju Michaela Bruce'a Rossa. Zdarzało mi się
czasem rozwikłać nierozwiązaną sprawę, odwiedzałem miejsca zbrodni,
napisałem przeszło trzydzieści książek i poświęciłem mnóstwo czasu na
próby wejścia do więzień zbudowanych po to, by nikt nie mógł ich
opuścić. W tym czasie nigdy nie przychodziło mi do głowy pisać o zdemoralizowanych przedstawicielkach płci pięknej. Prawdę mówiąc, pomysł
ten wpadł nagle do głowy mojemu wydawcy, Johnowi Blake'owi, któremu
najprawdopodobniej podsunął go najlepszy redaktor naczelny, o jakim może
marzyć pisarz. Toby Buchan doznał "morderczego olśnienia" w chwili, gdy
zamierzałem się zająć hodowlą róż, a może nawet zdrowej żywności.
Tak czy inaczej, wkrótce po otrzymaniu mejla z propozycją napisania tej
książki sam również doznałem olśnienia. Nie był to oślepiający błysk,
raczej słaby ognik. Drzemałem na łóżku - moje drugie hobby, ponieważ
jestem już dość stary i w nieubłagany sposób zbliża się dzień, gdy
opiekunka będzie zmieniała mi pieluchy. "Hej, Christopherze! -
pomyślałem. - Dlaczego nie wpadłeś na ten pomysł wcześniej, na przykład
trzydzieści lat temu? Jakiś ty głupi!" Później światło przygasło, bo
zauważyłem kilka przeszkód.
Nie jestem mizoginistą, jak wspomniany wcześniej Jean Giraudoux,
przyszło mi jednak do głowy, że nawet w najlepszych chwilach trudno mi
zrozumieć większość kobiet. Szczególnie nie pojmuję pań, które ćwiartują
zwłoki - a czasem nawet smażą na maśle i zjadają te części ciała, które
mężczyźni szczególnie cenią i które często stanowią główne źródło ich
procesów myślowych.
Pewna rosyjska morderczyni właśnie tak postąpiła - a później sprzedawała
sąsiadkom "mięso" w niewielkich, starannie zawiniętych paczuszkach.
Poznałem tę niezmiernie tęgą kobietę w więzieniu w Sablino, kiedy
kręciłem film dokumentalny dla telewizji; pełniła tam funkcję szefowej
kuchni więziennej. Doskonale rozumiem, dlaczego zamordowała brutalnego
męża, i myślę, że Czytelnicy również się tego domyślają. Był
alkoholikiem i ją maltretował, aż miała siniaki na całym ciele, a kiedy
się skarżyła - wyrzucił z domu na dwudziestostopniowy mróz. Gdy zaczęła
pukać w okno, otworzył je, polał ją benzyną do zapalniczek i podpalił -
"żeby się rozgrzała". Ale na tym nie koniec. Gwałcił dwoje swoich
dzieci, w tym trzyletniego chłopca. Nie wiedząc, co robić, kobieta
wzięła ze stosu drewna siekierę i zarąbała zwyrodnialca. Dobra robota!
Drugą przeszkodą, z którą musiałem sobie poradzić, był niezaprzeczalny
fakt, że kobiety potrafią być wszechstronne, natomiast mężczyźni
funkcjonują jednotorowo: szczególnie odnosi się to do mnie. Chciałbym
jednak dodać pewne zastrzeżenie: wczuwanie się w psychikę seryjnych
morderców płci męskiej przychodzi mi łatwo, ponieważ bez większego trudu
nawiązuję z nimi empatyczny kontakt. Mężczyźni są w stanie się skupić
tylko na jednej rzeczy i robić jedną rzecz w danej chwili; zrozumienie
psychiki tych tak zwanych samców alfa nie sprawia mi trudności. Kobiety
są skonstruowane zupełnie inaczej.
Mimo to zdołałem poczuć entuzjazm dla pomysłu napisania tej książki,
ponieważ w swoim czasie pracowałem z wieloma seryjnymi morderczyniami,
korespondowałem z nimi - często długo - i przeprowadzałem wywiady.
Przykładem może być Aileen "Lee" Carol Wuornos, stracona w więzieniu na
Florydzie we środę 9 października 2002 roku. Szczegółowo opisałem życie
i przestępstwa Aileen w książce Monster; na jej kanwie nakręcono w 2003 roku tak samo zatytułowany film fabularny, w którym zagrała
Charlize Theron.
Inną seryjną morderczynią, z którą nawiązałem kontakt, była biseksualna
Joanna Dennehy, urodzona w Wielkiej Brytanii, sadomasochistka
chorobliwie zafascynowana krwią. Odsiaduje w tej chwili wyrok dożywocia,
bez możliwości przedterminowego zwolnienia, w więzieniu Bronzefield w Ashford w hrabstwie Kent. Jeśli ktoś nawiązał z nią romans i postanowił
dzielić łóżko, nigdy nie był pewien, czy się obudzi następnego ranka.
Dotyczyło to również kobiet - próbowała zabić dwie więźniarki, w tym
Rose West. Pozwala mi to wrócić do kwestii, jak zrozumieć psychikę
kobiety. Wyobraźcie sobie, że wczuwacie się w umysł kogoś takiego jak
Dennehy, która nim zaczęła zabijać, dwukrotnie trafiła do szpitala na
mocy ustawy o zdrowiu psychicznym!
Seryjny zabójca (mężczyzna lub kobieta) to osoba, która popełniła co
najmniej trzy morderstwa w dłuższych odstępach czasu. Sprawca masakry
zabija wielu ludzi w tej samej chwili, na przykład strzela do ofiar z broni palnej, ponieważ czuje do nich żal albo po prostu ma zły dzień.
Kolejny typ wielokrotnego mordercy to człowiek, który krąży po okolicy i zabija przypadkowe osoby; może to trwać minuty, a nawet godziny, nim
policja go aresztuje albo zastrzeli. W niniejszej książce nie zajmujemy
się również terrorystkami ani okrucieństwami popełnionymi przez kobiety,
które dopuściły się zbrodni wojennych, ponieważ są to zupełnie inne
kategorie przestępstw.
Większa część książki jest poświęcona seryjnym morderczyniom. Analiza
dziejów przestępczości wskazuje, że wiele z nich nigdy nie popełniłoby
przestępstwa, gdyby nie miało wspólniczki albo wspólnika, najczęściej
dominującego mężczyzny. Na przykład Myra Hindley nigdy nie zostałaby
seryjną morderczynią, gdyby nie manipulacje jej kochanka Iana Brady'ego,
który sprowadził ją na ścieżkę zbrodni i skłonił do popełniania
najohydniejszych przestępstw - choć nie zmniejsza to winy Hindley.
Sugeruję również, że to samo odnosi się do Rosemary West i Fredericka
"Freda" Waltera Stephena Westa - to Fred odgrywał dominującą rolę. W przypadku Joanny Dennehy było zupełnie odwrotnie, gdyż to ona w szatański sposób manipulowała Garym Stretchem, nazywanym "Przedsiębiorcą
Pogrzebowym".
Podobne relacje podporządkowania występują również wśród par seryjnych
zabójców płci męskiej. W trakcie lektury tej książki należy pamiętać, że
słabszy ze wspólników bywa narzędziem wykorzystywanym przez dominującego
partnera. Aby zwabiać w pułapkę niczego niepodejrzewające kobiety, Fred
West często wysyłał swoją żonę jako przynętę. W identyczny sposób Brady
wykorzystywał Hindley, polując na dzieci. Dennehy używała Gary'ego
Stretcha jako wielofunkcyjnego narzędzia do popełniania krwawych
morderstw. To samo odnosi się do Cathy May Wood, która nie mogłaby zabić
pięciorga pensjonariuszy domu starców, gdyby nie pomagała jej
ograniczona umysłowo lesbijska kochanka Gwendolyn Graham.
Panuje przekonanie, że kobiety powinny przejawiać instynkt opiekuńczy i macierzyński. Większość normalnych ludzi nie potrafi zrozumieć, jak to
się dzieje, że kobieta, stworzona do bycia matką, może mieć w sobie
głębokie pokłady zła, perwersyjną skłonność do niszczenia ludzkiego
życia, zwłaszcza gdy posuwa się do makabrycznych okrucieństw w rodzaju
torturowania dzieci - tak postępowały Myra Hindley i inne podobne
morderczynie opisane w dalszej części książki.
W telewizyjnym filmie dokumentalnym Women on Death Row, wyemitowanym w 2017 roku przez kanał Discovery, Deborah Denno, profesor prawa z Fordham
Law School, wygłosiła następującą tezę: "Kobiety są zwykle postrzegane
jako osoby obdarzone instynktem opiekuńczym. Kiedy popełniają brutalne
zbrodnie, tracą taką tożsamość i mogą się wydawać bardziej przerażające
i bardziej potworne od mężczyzn".
Trudno sobie wyobrazić, że Angielka potrafiła zwabiać bezbronne dzieci,
dusić je, owijać w gazety, a następnie wyrzucać zwłoki jak śmieci. Jakie
były tego motywy?
W Bombaju w Indiach Seema Gavit i Renuka Shinde posunęły się jeszcze
dalej. Nie tylko porywały dzieci w brudnych slumsach, ale katowały je,
łamały im ręce, nogi i szczęki, polewały twarze i ciała kwasem, a następnie zmuszały do żebraniny i prostytucji. Po upływie "okresu
przydatności" ofiary były duszone. Otrzymałem bezprecedensową zgodę na
rozmowę z tymi przerażającymi zbrodniarkami w centralnym więzieniu w Bombaju. Zaszokuje was to, co przeczytacie w dalszej części książki.
Jakie były ich motywy? Założę się, że już się domyśliliście... Możecie
mieć rację albo możecie się mylić - rozwiązywanie zagadek kryminalnych
to pasja każdego, kto próbuje naśladować Sherlocka Holmesa albo obejrzał
w całości jeden z odcinków serialu Columbo.
Panuje powszechne przekonanie, że wszyscy seryjni mordercy to
psychopaci. Nie podzielam tej opinii. Terminy "psychopata" i "socjopata"
to tylko wygodne etykietki dla seryjnych morderców, choć rzeczywistość
często jest zupełnie inna. Może zaszokuję Czytelników, ale zupełnie nie
zgadzam się z oceną, że Aileen Wuornos była psychopatką. Mój pogląd z pewnością okaże się trudny do przełknięcia dla profesjonalistów, którzy
do końca swoich dni będą dowodzić, że ich diagnoza była trafna.
Każde zabójstwo ma również swoją drugą stronę.
Kiedy w rzadkich przypadkach mam okazję obserwować rzekomą skruchę
seryjnego zabójcy, analizuję język jego ciała i patrzę mu głęboko w oczy. Nawet jeśli widzę kilka krokodylich łez, potrafię wyczuć kłamstwo
na kilometr. Mordercy nigdy nie żałują swoich ofiar, ich przyjaciół ani
członków najbliższych rodzin, którym przysporzyli straszliwych cierpień.
Płaczą tylko nad sobą, ubolewają, że znaleźli się w koszmarnej sytuacji.
Warto w tym miejscu zacytować Biblię: "Ukarzę was według plonu waszych
uczynków - wyrocznia Pana - i w lesie jej podłożę ogień, by pochłonął
wszystko, co ją otacza"7.
Nie jestem fanatykiem religijnym, ale werset czternasty dwudziestego
pierwszego rozdziału Księgi Jeremiasza wydaje się odpowiednim wstępem do
krótkiej dygresji na temat Judias "Judy" Buenoano, która spędziła
przeszło dekadę w celi śmierci, nim w poniedziałek 30 marca 1998 roku o siódmej zero jeden została stracona na krześle elektrycznym w więzieniu
stanowym Starke na Florydzie. Rozmawiałem krótko z tą zimną jak lód
morderczynią, gdy odwiedziłem w zakładzie karnym Aileen "Lee" Wuornos;
przez kilka lat prowadziłem z Judy nieregularną korespondencję. Jeśli
istniał kiedyś idealny przykład seryjnej morderczyni, którą można nazwać
wilkiem w owczej skórze, była to właśnie Buenoano.
W skrócie sprawa wygląda następująco: Judy, czyli Judias Welty, urodziła
się w niedzielę 4 kwietnia 1943 roku w stolicy okręgu Hardeman w Teksasie, niewielkim miasteczku Quanah, liczącym około dwóch tysięcy
mieszkańców. Często podróżowałem po Teksasie i uwielbiam ten stan, ale o Quanah mogę powiedzieć tylko tyle, że powstało około 1884 roku jako
przystanek kolejowy na linii prowadzącej do Fort Worth i Denver. Nazwa
pochodzi od imienia ostatniego wielkiego wodza Komanczów, Quanaha
Parkera. Nawiasem mówiąc, Quanah/Kwana oznacza "odór" - wiele to mówi
o poziomie higieny osobistej wodza. Jeszcze bardziej godny uwagi jest
fakt, że ten indiański wojownik miał aż siedem żon, choć, jak sądzę, nie
jednocześnie.
Judy figuruje na stronie internetowej Quanah jako dawna mieszkanka
miasta. Poza tym ma ono niewiele do zaoferowania, chyba że ktoś jest
zainteresowany faktem, że wśród znanych osób urodzonych w miasteczku
jest William "Bill" Lawrence Evans, który otrzymał Brązową i Srebrną
Gwiazdę za odwagę okazaną w czasie drugiej wojny światowej, a na dodatek
był zawodowym graczem w baseball. Inni znani mieszkańcy to Welborn
Barton Griffith junior, amerykański oficer, uczestnik drugiej wojny
światowej, oraz John Sandford Gilliand junior, dziennikarz radiowy. Jest
także astronauta Edward "Ed" Givens, Fred Chase Koch, inżynier chemik i założyciel Koch Industries, a ponadto strażnik Teksasu William "Bill"
Jesse McDonald, znany jako "Kapitan Bill McDonald".
Ze względu na swoich amerykańskich czytelników nie mogę jeszcze
zakończyć opisu Quanah. Chciałbym dodać na marginesie, że Ed Givens w ogóle nie poleciał w kosmos. Zginął w wypadku samochodowym, nim
przydzielono go do załogi statku kosmicznego choćby w charakterze
rezerwowego - spotkał się ze Stwórcą w innych okolicznościach.
Bill Evans, mający sto osiemdziesiąt osiem centymetrów wzrostu, był
rezerwowym miotaczem grającym w drużynie Chicago White Sox, a później
Boston Red Sox. Jest podziwiany, bo rzucał prawą ręką. Dobra robota,
Bill!
Jeśli szukamy w internecie informacji o Welbornie, widać, że wyróżnia
się jako wyjątkowa postać - można się dziwić, że miasto, w którym się
urodził, nie wzniosło pomnika, by uczcić jego znane na całym świecie
osiągnięcia. Przejdźmy teraz do Eda Kocha. On również nie ma pomnika.
Fred odniósł międzynarodowy sukces jako biznesmen. Przez całe życie
cierpiał na problemy zdrowotne i w końcu zmarł na zawał w czasie
polowania na kaczki. Według jego syna Davida: "Miał palpitacje serca i nie strzelał zbyt dobrze. W końcu nadleciał samotny ptak. Ojciec
strzelił i trafił. Kaczka spadła na ziemię. Odwrócił się w stronę
pomocnika ładującego broń i powiedział: "O rety, znakomity strzał".
Później przewrócił się i umarł".
W końcu dochodzimy do strażnika Teksasu Billa McDonalda. Wyszukałem o nim informacje w internecie (namawiam Czytelników, by poszli za moim
przykładem) i uważam, że to człowiek naprawdę godny uwagi, całkowite
przeciwieństwo Judy Buenoano, znanej również jako "Czarna Wdowa".
Buenoano skazano za otrucie arszenikiem byłego męża Jamesa Goodyeara, a następnie pozbycie się w ten sam sposób Bobby'ego Joego Morrisa,
partnera, który z nią mieszkał. Później otruła sparaliżowanego syna i zepchnęła go z łodzi do wody (jeszcze żywego). Utonął pod ciężarem szyn
ortopedycznych noszonych na rękach i nogach. Zamierzała uzyskać
odszkodowanie od firmy ubezpieczeniowej. Spróbuję opisać, jakie wrażenie
robiła na ludziach, którzy ją kiedykolwiek spotkali, w tym na mnie.
Była drobna, wręcz krucha, i wydawała się ucieleśnieniem cnoty.
Wyobraźcie sobie jedną z organizatorek kościelnego spotkania w niedzielę, starannie ubraną, skromną i uprzejmą. Wyobraźcie sobie
rejestratorkę w gabinecie waszego lekarza, starą pannę, albo
nauczycielkę organizującą akcje charytatywne w małym miasteczku -
właśnie tak wyglądała Judy Buenoano. Ale przeczytajmy jej własny,
mrożący krew w żyłach wiersz Maski, który dość nerwowo napisała przed
egzekucją. Wyraża on wszystko, co może powiedzieć psychopatka, która nie
ma żadnego poczucia winy aż do nieuniknionej śmierci na krześle
elektrycznym: "Nie dajcie się oszukać. Nie dajcie się oszukać mojej
twarzy, bo noszę tysiące masek. Boję się je zrzucić, a żadna z nich nie
jest mną. Udawanie to sztuka, która staje się drugą naturą, ale nie
dajcie się oszukać. Na miłość boską, nie dajcie się oszukać!".
Odwiedziłem sąd, gdzie Buenoano skazano na śmierć. Nad fotelem sędziego
znajduje się cytat z Księgi Powtórzonego Prawa: "Dąż wyłącznie do
sprawiedliwości"8. Judy była pierwszą i ostatnią
kobietą na Florydzie straconą na krześle elektrycznym. Inżynier Fred A.
Leucher junior, konsultant i projektant krzeseł elektrycznych
stosowanych w trzech stanach, zeznał w trakcie rozprawy apelacyjnej, że
taka egzekucja to okrutna, nieludzka kara, po czym ponuro dodał:
"Buenoano spłonie żywcem" (Okręgowy Sąd Apelacyjny, sprawa numer 160
663). Nie zaprosiłbym go do swojego domu.
Nawiasem mówiąc, po zbadaniu krzesła elektrycznego na Florydzie Leucher
orzekł, że jest wadliwie skonstruowane i wymaga modernizacji za trzy
tysiące czterysta dwadzieścia pięć dolarów, co władze stanu Floryda
uznały za "zbyt kosztowne". Wielki Boże... Zaledwie trzy tysiące czterysta
dolarów, by naprawić rzekomo humanitarną maszynę śmierci? Za te
pieniądze nie można kupić nawet przyzwoitej kuchenki marki Aga!
Następnie specjalista od krzeseł elektrycznych uzasadnił wysokie koszty
i dodał: "Oczywiście nie obejmuje to kajdan na nogi wraz z dwiema
elektrodami, nowego hełmu ani kosztów transportu". Później oświadczył:
"Pan Robin Adair [funkcjonariusz Departamentu Więziennictwa stanu
Floryda] nie jest kompetentny, by tworzyć projekty krzeseł
elektrycznych. Zastosowany przez niego stary wojskowy but z miedzianą
elektrodą nie wystarczy do prawidłowego przeprowadzenia egzekucji".
Zakończył następująco: "Ta kobieta zostanie poddana torturom, będzie
odczuwać straszliwy ból". Lektura tych zeznań budzi mdłości, prawda?
Wieczorem w przeddzień egzekucji Buenoano spotkała się z dwojgiem
dzieci, kuzynką i księdzem, który udzielił jej komunii. Według
dokumentacji oddziału wykonywania wyroków śmierci spała od pierwszej do
czwartej nad ranem, po czym zjadła ostatni posiłek złożony z gotowanych
warzyw, świeżych truskawek i gorącej herbaty.
Jeden z emerytowanych amerykańskich katów (wolę wymyślone przez siebie
określenie "elektrokatów") powiedział mi kiedyś: "...ostatni posiłek służy
uspokojeniu więźnia, nie ma żadnego znaczenia odżywczego. Lekarz
znajduje jedzenie w czasie sekcji zwłok, gdy bada zawartość żołądka, ale
nawet wtedy nic z tego nie wynika. Proszę o następne pytanie".
To brutalne stwierdzenie bardzo mi się podobało, zwłaszcza że
emerytowany kat zaprosił mnie na kolację i pokazał, jak powinien
wyglądać dobrze przygotowany stek - kruchy na zewnątrz, nieco różowy w środku. Musi trochę wystygnąć, zanim zostanie podany z frytkami i odrobiną sosu: pycha!
Kiedy tuż po siódmej rano Buenoano weszła do sali egzekucyjnej, mocno
ściskała ręce dwóch strażników więziennych, którzy pomagali jej iść.
Była blada, przerażona, bliska omdlenia. Potem jednak nagle postanowiła
stawić czoło śmierci ze stoicką godnością.
Funkcjonariusze odpowiedzialni za zapinanie pasów wykonali swoje zadanie
(muszę dodać, że wszyscy byli ochotnikami). Spytano ją, czy chciałaby
wypowiedzieć ostatnie słowa. "Nie, proszę pana" - szepnęła prawie
niedosłyszalnie.
Po kilku sekundach kat włączył prąd. Buenoano zacisnęła pięści i skurczyła się na siedemdziesięciopięcioletnim, wielokrotnie
wykorzystywanym, źle funkcjonującym krześle elektrycznym. Nad jej głową
pojawił się dym; wypływał spod maski i z okolic prowizorycznej
miedzianej elektrody przymocowanej do prawej nogi. Jak słusznie
przewidział inżynier Leucher, Buenoano skonała w mękach - spłonęła
żywcem - w podobny sposób jak Eduard "Del" Delacroix, grany przez
Michaela Jetera w filmie Zielona mila z 1999 roku, opartym na powieści
Stephena Kinga.
Tak wyglądała egzekucja. Biorąc pod uwagę straszliwe zbrodnie, za które
skazano Buenoano, wielu ludzi uważa, że zasłużyła na koszmarną śmierć.
Inni są przeciwnego zdania. W mojej ocenie najwyższy wymiar kary nie
działa jako środek odstraszający; z pewnością nie skłonił Buenoano do
rezygnacji z morderczych planów.
Kiedy rozmawiałem z Joanną Dennehy w więzieniu Bronzefield w Wielkiej
Brytanii, ta seryjna morderczyni powiedziała w pewnej chwili:
"Christopherze, chętnie bym cię zabiła".
Rose West chciała mnie poślubić, ale nie mogę tu zacytować swojej
odpowiedzi na jej propozycję. Sprzeciwił się temu prawnik wydawcy,
uznawszy, że mogłaby ona wytrącić z równowagi wrażliwe przedstawicielki
płci pięknej.
Z przyjemnością przyznaję, że seryjna morderczyni Aileen Wuornos nie
próbowała mnie kokietować, natomiast drobna, olśniewająco piękna
morderczyni Melanie "Mel" McGuire z New Jersey, szykowna brunetka o wyglądzie modelki z okładki kolorowego czasopisma, znana również jako
"Wielka Nierządnica" i "Królowa Śniegu", zachowywała się zupełnie
inaczej. Obficie spryskiwałem swój papier listowy perfumami Égo?ste
firmy Chanel, co bardzo jej się podobało.
Ta oczytana femme fatale z wyższych sfer, która odurzyła i zastrzeliła
swojego męża Billa, a następnie pocięła jego zwłoki piłą mechaniczną
Stihl i wrzuciła je do zatoki Chesapeake, napisała do mnie: "Mój
Najdroższy Christopherze! Bylibyśmy idealnymi partnerami. Najbardziej
lubię kuchnię azjatycką (japońską albo chińską), poza tym francuską
(niestety, w więzieniu nie można dostać przyzwoitej foie gras) oraz
owoce morza (ach, wychowałam się nad oceanem). Nie wspominam o potrawach
z Włoch, ponieważ to moje codzienne jedzenie".
A Veronica "VerLyn" Wallace Compton? W 2000 roku - w trakcie realizacji
dwunastoodcinkowego dokumentu telewizyjnego The Serial Killers -
przeprowadziłem z nią wywiad w zakładzie karnym dla kobiet w Gig Harbor
w zachodniej części stanu Waszyngton.
W dekadenckich latach 1979-1980 olśniewająco piękna Veronica pracowała w Los Angeles jako domina w kręgu miłośników BDSM. Uzależnienie od kokainy
podsycało jej sadomasochistyczne fantazje erotyczne i ogromny
biseksualny apetyt; nawiązywała kontakty również z sędziami. Część
historii Veroniki, opisanej na podstawie jej relacji, można znaleźć w drugiej części moich Rozmów z seryjnymi mordercami, w rozdziale
poświęconym Kennethowi Bianchiemu, w którym się zakochała; później na
jego polecenie bez powodzenia próbowała zabić niejaką Kim Breed.
Trzeba przyznać, że pod koniec lat siedemdziesiątych VerLyn była
rzeczywiście klasyczną pięknością o bujnych kruczoczarnych włosach.
Wielu mężczyznom ciekła na jej widok ślinka, a jedna z pań zauważyła:
"Większość kobiet dałaby się zabić za figurę VerLyn". Nawet po spędzeniu
piętnastu lat w więzieniu wciąż prezentowała się wspaniale - była żywa i bardzo inteligentna. Zasugerowała mi poza kadrem, że moglibyśmy nawiązać
najbardziej fascynującą relację erotyczną na świecie. Nie ujawniła
jednego epizodu ze swojego dobrze udokumentowanego życiorysu
kryminalnego: kiedy planowała poślubić Kena Bianchiego, który odsiadywał
karę dożywocia w więzieniu Walla Walla w stanie Waszyngton (w chwili gdy
piszę tę książkę, wciąż tam przebywa), jednocześnie korespondowała z Dougiem Clarkiem, zwanym również "Mordercą z Bulwaru Zachodzącego
Słońca". Chciała otworzyć z Dougiem zakład pogrzebowy, by uprawiać seks
ze zwłokami. VerLyn już dawno wyszła na wolność; wcześniej raz zdołała
uciec z więzienia.
W 1989 roku, w trakcie odbywania kary, wyszła za mąż za profesora Jamesa
Wallace'a z Eastern Washington University. W wywiadzie udzielonym "The
Spokesman-Review" Wallace oświadczył, że Compton pokonała uzależnienie
od narkotyków, uzyskała dyplom ukończenia studiów i przeżyła nawrócenie
religijne. W 1993 roku urodziła córkę.
Kobiety popełniają morderstwa z wielu powodów, podobnie jak mężczyźni,
ale - co udowodni niniejsza książka - bezlitosne seryjne zabójczynie i odrażające zbrodniarki różnią się od swoich męskich odpowiedników jak
ogień i woda. Śmierdzący ogień i brudna woda.
Bawcie się dobrze. Żadnych koszmarnych snów!