Rozwikłanie - Katarzyna Młyńska

Reflow text when sidebars are open.
Na środku stołu leży czarna broszura. Semnet podchodzi do niej i ją podnosi. Widzi, że jest na niej napisane złotymi literami DZIENNIK GHARINOW. To jest... bardzo dziwne. Nie wie, co to może znaczyć.
- Czy kontynuujemy? - pyta nagle jej dziewczyna, która musiała pojawić się za jej plecami.
- Co mamy kontynuować? - Semnet odwraca się do niej, zdziwiona. Co ona tu w ogóle robi? To jest jej dom rodzinny na Ciri, nie Rosorur, gdzie teraz mieszka. Po co by tu była, dlaczego tu jest? Skąd się tutaj wzięła?
Przypomina jej to sen... bo to jest sen, do próżni ciemnej, jak się wkrótce orientuje. Oczywiście, że tak. Kolejny tego sortu.
Czuje dotyk na plecach. Przeszukuje łóżko nogą i znajduje drugą - nogę Felifery.
Semnet odwraca się i ją przytula. Fela przybliża swoje ciało do ciała Semnet, która rozwiera zaspane, rezystujące powieki i patrzy na piękno jej twarzy, jej zamknięte oczy, jej cienkie usta, a wszystko to otoczone długimi brązowymi falami włosów. Semnet przyciąga ją jeszcze bliżej i całuje w czoło. Po potrzebnym dla zdrowia czasie wstaje z łóżka.
Idzie do łazienki i wchodzi do nowoczesnego - lecz nie zbytnio, biorąc pod uwagę ich przynależność do klasy średniej - prysznica automatycznego. Drzwi się zamykają, Semnet naciska przycisk, ustawia temperaturę na niezbyt zimną, ale na pewno nie gorącą, i wyciąga ramiona na boki. Woda pryska z każdej strony ze ścian prysznica.
Semnet potem kręci włosy do góry według powszechnej mody rosorurskiej, myje zęby i twarz, i maluje się w sposób komplementujący jej podłużną, niebieskawą twarz i ciemne oczy.
Następnie, po ponownym sprawdzeniu, czy Felifera nadal śpi, zmienia ubrania na dzienne i robi sobie herbatę.
Kiedy kubek jest pełny, Semnet bierze go z deski i upija łyk. Herbata jak każda inna. Nie jest znakomita, ale orzeźwiająca i generalnie smaczna.
- Też sobie coś zrobię. - Za plecami słyszy głos Feli. W odróżnieniu od Semnet nie była jeszcze w łazience, więc jej włosy nie są w najlepszym stanie i wciąż ma zaspane oczy. To nie zmienia faktu, że Semnet bardzo się cieszy, że ją widzi.
- Ja mogę ci zrobić. - Wstaje i wstawia nowy kubek do maszyny, klika przyciski potrzebne, żeby wytworzyć smak soku pomarańczowego, który, jak Semnet wie, jest ulubionym Felifery, po czym podchodzi do niej i całuje ją w usta. - Wiesz, picie przed myciem zębów nie jest zbyt zdrowe.
Felifera uśmiecha się z miłością.
- Picie teiny na pusty żołądek też nie jest zbyt zdrowe.
Semnet śmieje się i podaje jej sok.
- Masz mnie.
Druga kobieta bierze łyk, po czym odstawia kubek na stół.
- Wygląda na to, że dzisiaj mam co robić wokół domu... Lepiej pójdę się za to wziąć.
- Pewno, ale najpierw... - Semnet prowadzi ją na sofę i przytula.
Felifera kładzie głowę na jej kolanach, po czym leżą leżą tak przez jakiś czas.
Semnet uważa Feliferę za niezwykłą kobietę. Tak piękną, kochającą i dobrą. Założyła i jest liderem Przywilejów dla Nieuprzywilejowanych (PdNup), powszechnie cenionej organizacji skupiającej się na znajdowaniu miejsc pracy i domów dla bezdomnych, ochronie osób dyskryminowanych i innych przeróżnych cudownych rzeczach dla potrzebujących. Jest bardzo dumna ze swojej dziewczyny. Sama nie zrobiła dużo dla świata prócz okazjonalnego pomagania ludziom. Te parę piosenek, które napisała, też mogłyby się liczyć, ale nie sądzi, żeby były bardzo dobrymi kompozycjami. Przesłanie tam jest, owszem, lecz same melodie... Nie może ich słuchać. Jednak Felifera utrzymuje, że je uwielbia, więc może i nie są aż tak złe.
Kiedy tak leżą, Semnet wyznaje, co siedzi w jej głowie od czasu, gdy się obudziła.
- Znowu miałam dziwny sen. Nie pamiętam wszystkiego, ale widziałam jakąś czarną, papierową broszurę w domu moich rodziców i ty tam byłaś... - Kręci głową, jakby odrzucała sen jako bezsensowny żart. - To wszystko takie z dupy wyjęte. Musiałam być wykończona...
- Hm. Bardzo dziwne, tak. - Fela przytula ją mocniej i wstaje. - Muszę zabierać się do pracy. Za kilka chwil będę z powrotem i wtedy jeszcze się porządnie pożegnamy, obiecuję.
- Wróciłam! - ogłasza Felifera, wchodząc z powrotem do dużego pokoju, teraz całkiem ubrana i umyta. - I zgadnij, co znalazłam w skrzynce.
Semnet patrzy na papier, który ląduje na stole. Natychmiast otwiera szerzej oczy. Instynkt mówi jej, żeby wstać.
- Niemożliwe. - Zachłannie bierze broszurę w ręce.
- Wygląda na to, że twoje sny są prorocze - mówi półżartem Felifera.
- Zaprawdę dziwne... Wygląda dokładnie jak ta ze snu. Jeśli kiedykolwiek zobaczę wygrane numery na loterii w jednym z moich snów, od razu ci powiem. - Semnet się uśmiecha, kontynuując żart. - Ale to musi być po prostu jakiś zbieg okoliczności - dodaje pod nosem.
- Więc, idziemy? - pyta Felifera.
- Gdzie mamy iść...? - Semnet z tego wszystkiego zapomniała przeczytać broszurę, na której złotymi literami jest wypisane zaproszenie na maskaradę... Widnieją tam ich imiona, dzisiejsza data, współrzędne astronomiczne... i to tyle. - Nie wydaje ci się to trochę podejrzane?
- Tak... To znaczy może. Nie wiem. Co ty o tym myślisz?
- Hm. - Semnet patrzy na Felę. - Zaprosili nas osobiście. Czy to nie intrygujące? Myślę, że powinnyśmy pójść, jeśli nie żeby naprawdę się pobawić, to chociaż z ciekawości. Dla wiedzy.
- Być może nie jest to zbyt ostrożne z naszej strony, ale przygoda raz na jakiś czas nie powinna nam zaszkodzić. - Mina Felifery od razu się rozjaśnia. - Hm, dobrze. Załatwię nam zwolnienie na dzisiaj.
***
Miejsce, w którym odbywa się szemrana maskarada, wygląda zaskakująco... solidnie. Można by powiedzieć, że prestiżowo. Może nawet za bardzo. Biało-złota estetyka kontrastuje z kreacją Semnet - czerwono-czarną suknią z czarną peleryną Semnet. Maska, którą musiała sama przynieść, ale na szczęście miała w domu, także wpasowuje się w obraz - jest czarna z czerwonymi końcówkami. Jej ubiór, na co zwraca teraz większą uwagę, nie różni się bardzo od stroju Felifery, który jest jednak bardziej praktyczny i w pewnym sensie prostszy, lecz nadal niezwykle magiczny i piękny. Fela wygląda na skupioną, obserwując gości na gali.
Recepcjonistka bierze zaproszenia, które podaje jej Semnet. Kobieta także ma na sobie maskę. Wygląda na człowieka, nie robota.
- Semnet Mellen, numer osobisty 71342102; Felifera Cygnus, 86420604?
- Owszem - odpowiada ta druga.
Czy przyszły jako ostatnie ze wszystkich, czy naprawdę znają ich tu wystarczająco, by ich rozpoznać?
- Witam. - Recepcjonistka zaprasza ich na salę gestem ręki.
- Rozdzielmy się, ale trzymajmy blisko na wszelki wypadek, jeśli coś by się stało - mówi Felifera, kiedy wchodzą w nieskazitelny chaos imprezy. - Jak coś znajdziemy, kontaktujemy się.
Semnet przytakuje niechętnie i przytula swoją dziewczynę.
- Powodzenia. Kocham cię. - Nie bardzo chce jej się iść samej pomiędzy tych wszystkich ludzi.
- Też cię kocham. Pa, pa. - Felifera kieruje się w przeciwną stronę.
Semnet nie potrafi zrozumieć wzoru łączącego gości, który by tłumaczył, dlaczego zostali zaproszeni oni, a nie inni. Spogląda do tyłu, na Feliferę. Chyba spotkała koleżankę z pracy i z nią rozmawia. Ta informacja nie prowadzi do żadnych wniosków, ale i tak jest to coś, co warto mieć na uwadze, idąc dalej.
Chodzi po sali, aż dociera do miejsca, które wydaje jej się punktem centralnym. Dookoła są poustawiane ławki, na których siedzą jacyś ludzie, a spojrzawszy w dół, widzi, że pośrodku widnieje kołowy wzór uniesiony lekko nad podłogą. Na pewno ma się tu wydarzyć coś ważnego. Może wróci tu później i zobaczy, o co chodzi.
Nagle ludzie zaczynają klaskać, przyciągając uwagę innych, stojących za nimi, którzy odwracają się i robią to samo. Czy zaczął się pokaz? Nie widzi żadnych zmian w oświetleniu ani nikogo wchodzącego na scenę. O-o, w co ona się wpakowała?
Semnet wydaje z siebie coś na kształt kaszlu i śmiechu.
- Naprawdę nie wiem, co mam robić, bardzo przepraszam... - przyznaje się widowni.
Mężczyzna siedzący na ławce daje jej mikrofon do ręki. Jest człowiekiem średniej budowy, ma na sobie złoty garnitur oraz niebieską maskę na oczach i wydaje się mieć trzydzieści parę lat.
- Dziękuję - szepcze do niego Semnet i kontynuuje w mikrofon: - Więc... Mam zaśpiewać? Chyba mogę zaśpiewać...
- Po prostu niech powie pani coś, czym chce się z nami podzielić! Anegdotę, żart, przesłanie... - naprowadza ją ten sam mężczyzna. - Forum jest do pani dyspozycji.
- Dobrze. - Kaszle. - Chciałabym powiedzieć, że... nawet jeśli nie wiem do końca, o co chodzi w tej imprezie... - Brak reakcji od widowni. Albo nie wiedzą, kim jest, albo wiedzą, ale ona ma być tego nieświadoma. - To zaszczyt być tu i mam nadzieję spotkać tu dużo... miłych ludzi. Wyszło na to, że zebrałam w sobie sporo odwagi, więc jeszcze dodam, byście... dzielili się miłością. Znajdźcie spełnienie i pomagajcie innym je znaleźć. - Semnet kłania się i kiedy oklaski ponownie wybuchają, oddaje mikrofon mężczyźnie, który odkłada go na stolik.
- Świetna przemowa - mówi, podchodząc do niej i odprowadzając ją na stronę.
- Dziękuję. Dziękuję za wskazówkę, co mam robić.
- Nie ma problemu. Tak jak pani powiedziała, dobrze jest pomagać ludziom. - Otacza ręką ramiona Semnet. - Powie mi pani, jakie imię nosi dama, która tak pięknie się wysławia?
- To naprawdę nie była tak dobra przemowa... lecz dziękuję, ponownie. Jeśli chodzi o moje imię, nie wydaje mi się, żebym mogła je ujawnić. Te maski mają jakiś cel, czyż nie?
- Cóż, tak, racja, wybaczy pani. Pewno jestem zmęczony... - Sięga dłonią pod maskę i wyciera oko. - W takim razie jak mam panią nazywać?
Semnet wzrusza ramionami.
- Myślę, że jakkolwiek pan chce.
Kusi ją ucieczka od tego dziwaka, ale ma przeczucie, że on coś wie i może wytrzymywanie jego głupstw wyjawi jakieś informacje na temat maskarady.
On w tym czasie zastanawia się ostentacyjnie.
- Przypomina mi pani czarnego ptaka... Wrona. Tak, Wrona. To do pani pasuje. Od teraz jest pani Wroną.
Z jego ust wydobywa się chichot. Kiwa głową.
- W porządku. Ja będę Wroną. A pan... - patrzy na jego niebieską maskę - ...będzie Sójką.
Pan Sójka uśmiecha się i wyciąga rękę.
- To zaszczyt panią poznać, Wrono.
Semnet-Wrona ściska jego dłoń i potakuje na potwierdzenie.
- Proszę, niech powie pani coś o sobie.
- Staram się znaleźć dla siebie miejsce w tym wielkim i niestety wielce nieprzyjemnym świecie. Mam dziewczynę. To daje mi jakąś stabilność i nadzieję na przyszłość.
- Mhm. - Sójka wydaje się zbity z tropu, bowiem kierunek, w którym poszła konwersacja, nie wydaje się po jego myśli. - Powiedziała pani, że nie może znaleźć miejsca w świecie. Czy mogłaby pani rozwinąć tę myśl?
- Cóż, ja... - Wykonuje nieokreślony gest ręką, którą nie trzyma właśnie maski, jakby chciała wybadać powietrze w poszukiwaniu dalszych słów. - Myślę, że nie robię wystarczająco w życiu, rozumie pan? Napisałam parę piosenek, ale nie są zbyt dobre. Poza tym w dzisiejszych czasach, nawet jeśli miliony by ich słuchały, to nie jest już realistyczny sposób na zarobek. Muszę pracować od rana do nocy w pracy, której wcale nie lubię, żebym mogła żyć. Chciałabym być pomocą dla świata. Ale szczerze, moja dziewczyna robi to za nas obie. A pan?
- Ja znalazłem swoje miejsce.
Semnet zaprasza go gestem dłoni do rozwinięcia myśli.
- Nie mogę nic powiedzieć... na razie.
Kobieta mruży oczy.
- Mhm. Nawet pan nie powie, gdzie pracuje?
Mężczyzna kręci głową.
To bardzo dziwne. On na pewno coś wie.
- Cóż, w porządku. Wie pan, o co chodzi z tą maskaradą? Dlaczego dostaliśmy zaproszenie? - Jeśli nie będzie chciał powiedzieć nawet tego, zostawi go.
- Wiem. By się bawić - odpowiada monotonnie.
- Och tak, na pewno. To wszystko, co pan wie? - drąży.
- Nie.
- Więc czemu mi pan nie powie?
- Sama się pani dowie prędzej czy później.
Co to, do cholery, ma znaczyć? Widząc jej zdziwioną minę, pokazuje gestem, że zamyka buzię na klucz.
Semnet kiwa głową i odchodzi. Patrzy na tłum, by znaleźć Feliferę, szczęśliwie ta właśnie do niej idzie.
- Jakieś postępy? - pyta Fela.
- Nie bardzo... Jest taki pan... - Wskazuje na Sójkę. - On coś wie, ale nie chce nic powiedzieć. Poza tym musiałam wygłosić przemowę.
Fela się uśmiecha.
- Widziałam cię. Dobrze sobie poradziłaś. Jestem z ciebie dumna!
Semnet się rumieni.
- Dziękuję. A ty coś odkryłaś?
- Jeszcze nie. Spotkałam Cono z departamentu dystrybucji, ale to tyle. Ona też nie wie, co się dzieje. Szukajmy dalej.
Rozdzielają się i Semnet jest znowu sama.
Co ma w ogóle tu robić? To widocznie jakieś oszustwo, coś się nie zgadza. Będzie musiała poszukać organizatora, jeśli w ogóle tu jest.
Podchodzi do okna i patrzy na teren na zewnątrz. Nic ciekawego. Statek kosmiczny, na którym odbywa się maskarada, jest zaparkowany na pustej, pyłowej asteroidzie w otwartej przestrzeni. Mogli wybrać każde inne miejsce, wybrali to.
Ręka zaczyna ją boleć od trzymania maski przez tak długi czas. Kiedy na chwilę zdejmuje ją z twarzy, słyszy z tyłu kroki.
- Hej! Skąd smutek? Maska z powrotem na oczy.
Semnet odwraca się do źródła dźwięku - widzi kobietę w średnim wieku. Podnosi z powrotem rękę i pyta wprost:
- Wie pani, o co chodzi w tym wszystkim? Dlaczego zaproszono akurat nas?
Kobieta wygląda na zadowoloną z pytania, być może ubawioną. Prawdopodobnie Semnet znalazła kolejną osobę, która ma wiedzę.
- Ciekawska pani jest, co? Mellen, tak?
- Skąd pani wie? Jest pani organizatorką?
Kobieta kładzie dłoń na plecach młodszej i prowadzi ją gdzieś.
- Cóż, nie wiedziałabym, jeśli nie zdjęłaby pani maski... Ale tak! To ja was wszystkich zaprosiłam.
- Skąd znała pani nasze imiona? Dlaczego my?
- Och, jestem pani wielką fanką, kochaniutka. To pani stworzyła arcydzieło pod tytułem Jaskiniowy szczur...
Znajdują się w jakimś pokoju za kulisami, z dala od gali.
- Nie nazwałabym go arcydziełem, ale dziękuję. - Nie wiedziała, że jest sławna. Nie wiedziała, że ktokolwiek jej słuchał.
- Och, nie bądź taka skromna! Jest świetny.
- Dziękuję ponownie. Czy to dlatego mnie tu pani zaprosiła? Bo podoba się pani to, co tworzę? Co z innymi? Cono, z tego co mi wiadomo, nie jest artystką.
Kobieta się śmieje.
- Dowie się pani w swoim czasie. Zaiste w swoim czasie... Jak pani powiedziała w jednym z arcydzieł: "Zabierz od diamentowej hordy, zniszczysz hordę, rozdzielisz diament między mrówki".
Semnet się uśmiecha. Naprawdę zna jej piosenki. Jednak w jaki sposób ten wers nawiązuje do zaproszonych osób?
- Jak interpretuje pani ten wers?
Organizatorka patrzy w okno i odpowiada z uśmiechem wydającym się nosić w sobie nienawiść, satysfakcję i może poczucie winy:
- Powinniśmy wzmacniać się, spożytkowując owoce pracy tych, którzy nie są wystarczająco silni, by sami ich używali.
Jak w ogóle doszła do tego wniosku? Semnet marszczy brwi.
- To oczywiście nie jest to, co miałam na myśli, i wcale nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Uważam wręcz odwrotnie. Ci, jak ich pani nazwała, którzy nie są wystarczająco silni, nie mają wystarczająco zasobów, by się wzmocnić, powinni brać od tych, którzy są zbyt silni, którzy chcą podbijać i zdobywać. To wszystko po to, żeby mogli wspólnie żyć w dobrobycie i kolektywnej sile. O co w ogóle chodzi w tej maskar...
Wtedy słyszy głośne dzwony przerywające jej wypowiedź i sprawiające, że uśmiech organizatorki się poszerza. Czy jest szczery? Nikt nie wie. Semnet nie wie też, która opcja byłaby bardziej nieprzyjemna.
- Wygląda na to, że twój czas się zbliża - mówi kobieta i zaprasza ją do wyjścia z pokoju, kompletnie ignorując odpowiedź Semnet.
***
- A teraz to! - wykrzykuje osoba na górze sceny, trzymając w ręku czarny, jajowaty obiekt, który wydaje się świecić od środka. - W tej formie może produkować tyle energii co żarówka, co może nie być niesamowite, ale kiedy wezmą państwo pod uwagę wzrost, jaki daje ta funkcja... - Ściska obiekt, przez który przechodzą neonowo zielone światełka. Po chwili wybucha i pozostawia fioletową mgiełkę. - To było sto razy tyle energii. Nazywamy je męczennikami energii. Chcą państwo zasilić swój dom? Zbudowaliście broń, ale nie wiecie, jak ją zasilić? Państwa wyobraźnia jest limitem tego, jak to cudo może być użyte. Więc ile możemy oczekiwać za zestaw pięćdziesięciu takich? Dziesięć tysięcy? Czy słyszę dziesięć tysięcy pięćset...?
Semnet wreszcie znajduje Feliferę w tłumie. Wszystkie osoby zaproszone na maskaradę zebrały się dokoła sceny - większość nie wie, o co chodzi, są strapione; niektóre są zafascynowane rzeczami pokazywanymi na aukcji, mniejsza grupa wyraźnie bogatych inwestorów poszła na całość na aukcji, proponując sumy, o których wiele systemów dalej od galaktycznego centrum kulturowego nie śniłoby o posiadaniu.
- Hej. Co się dzieje? - szepcze Semnet.
- Wygląda na aukcję. Zaprosili nas tu na oszustwo... - zaczyna Felifera, ale Semnet ją zatrzymuje.
- Rozmawiałam z organizatorką. Wygląda to na coś o wiele gorszego od zwykłego oszustwa.
Felifera patrzy na nią skonsternowana, nawet nie musi pytać.
- Mówiła o moich piosenkach. Podzieliła się swoją interpretacją jednego z wersów. Wydaje się dziwnie skora do podbojów. To, co tutaj widzimy, wydaje się potwierdzać to stwierdzenie. Popatrz na to miejsce, takie to wszystko drogie. I te rzeczy... Wyglądają tak... obco. Lecz znajomo, prawdziwie. Nie są zwykłymi pamiątkami...
- ...są artefaktami i zasobami innych kultur - kończy Fela.
- Dokładnie! - Semnet stara się nie uśmiechać zbyt szeroko, dumna z inteligencji swojej dziewczyny, ale też to nie jest czas ani miejsce na zbytnią radość.
- Pięćdziesiąt miliardów za pięćdziesiąt męczenników energii idzie do...
Zielony, gęsty gaz zatrzymuje aukcję. Niektóre osoby kaszlą i upadają. Semnet nawet nie wie, czy jedną z tych osób nie jest Felifera.
- Pieprzeni Lecyci! Zapłacicie za to! - Słyszy krzyczącą organizatorkę.
I to by była ostatnia rzecz, której Semnet jest pewna.
Tunel jest długi i ciemny. Migające światła usytuowane daleko od siebie na suficie nadają mu niezbyt przyjazny wygląd. Wydaje się, że został wybudowany tak specjalnie, żeby utrudnić pracę temu, kto by się odważył go zinfiltrować. Semnet nie pamięta, co tu robi, ale idzie dalej w głąb. Może to nie jest najlepszy pomysł, może powinna zawrócić. Kto wie, co tam jest? Mimo wszystko coś w tym miejscu zachęca ją do eksplorowania.
Nagły błysk światła odbija się w lewej ścianie. Odwraca się w kierunku jego źródła.
- Witaj, Wrono. - Ten, którego zna jedynie jako Sójkę, stoi przy prawej ścianie z rękami złożonymi za plecami.
- Ach, to pan. Co pan tu robi? - pyta Semnet.
- To samo co pani - odpowiada.
- Mhm... Proszę mnie zostawić - oznajmia, odchodząc.
- Więc zakładam, że nie chce pani wiedzieć, co zrobiłem.
- Co pan zrobił...? Ach!
Sójka trzyma nóż w ręku, a Felifera leży martwa pod jego stopami.
***
Światło. Dużo światła. Jasne, zimne światło. Tortury dla świeżo obudzonych oczu. Po chwili pikanie. Głośne, denerwujące pikanie. Tortury dla świeżo obudzonych uszu. Za chwilę do kakofonii dołączają szybkie kroki.
- Dzień dobry! Wreszcie się pani obudziła! - mówi pielęgniarka, która pojawia się w niewyraźnej wizji Semnet.
- Co... Jak długo byłam... nieobudzona? Gdzie jestem? - Patrzy dokoła. Wygląda to na szpital. Och, nie...
- Była pani nieprzytomna przez dwa dni. Znaleziono panią przy jeziorze między dziesiątkami, setkami innych ciał. Tylko wy przetrwaliście...
Otwiera szerzej oczy. Czuje adrenalinę w żyłach, pikanie przyspiesza.
- Czy między ocalałymi była kobieta o jasnobrązowej cerze, zielonych oczach i brązowych włosach?
- Obawiam się, że nie. Jedyni ocalali są tutaj, w tym pokoju.
Semnet podąża za wzrokiem pielęgniarki. Towarzyszy jej dwoje ludzi, oboje w szpitalnych fartuchach. Jeden trochę starszy, z jasną, szorstką skórą, drugi młodszy, z ciemną skórą i kręconymi czarnymi włosami.
- N-nieee... - Semnet drży i stara się nie zaśmiać przez łzy. - To niemożliwe... Ja...
Pielęgniarka zajmuje miejsce koło niej i oferuje chusteczki. Semnet dmucha w jedną i siedzi przez jakiś czas bez słów, patrząc pusto na ocieplaną betonową podłogę.
- Tak mi przykro - szepcze pielęgniarka.
- Czy jest spis wszystkich znalezionych ciał?
- Prawdopodobnie. Chce pani, żebym go poszukała?
Kiwa głową i pielęgniarka zgadza się, po czym wychodzi, zamykając za sobą drzwi.
- Więc nareszcie się pani obudziła, ha? - mówi mężczyzna o jasnej skórze. - Czekaliśmy na panią.
Semnet nie jest w tak samo dobrym humorze co on. Patrzy na niego z dołu i mówi:
- Dziękuję.
- Jak ma pani na imię? - pyta druga osoba entuzjastycznie. - Ja nazywum się Zoe.
- Semnet - mówi trochę nieśmiało.
- Dweł. - Dołącza szybko ostatni z trójki.
- Czy wy dwoje też byliście na tej... maskaradzie... czy aukcji... czy cokolwiek to było?
Kiwają głowami.
- Hm. Macie jakiekolwiek pojęcie, co to było? - kontynuuje Semnet.
Potrząsają głowami.
- Pewno aukcja. Ktoś musiał tam stracić kupę kasy - teoretyzuje Dweł.
- Raczej nie - poprawia go Zoe. - Wszyscy umarli.
- Ano.
- Nie - mówi Semnet. - Nie wierzę w to. Nie wierzę, że zabiliby wszystkich oprócz naszej trójki.
- A skąd takie założenie, hę? - docieka Dweł.
- Nie wiem. Z nadziei. Moja dziewczyna, którą teraz straciłam, zawsze była optymistką. Poczekajmy na ten raport. Jeśli się nie znalazła, mogę mieć nadzieję. Jeśli tak, cóż, ja... Nie wiem.
Zoe podchodzi do jej łóżka i bierze jej rękę w swoje dłonie.
- Hej... Semnet, tak? Będzie dobrze. Na pewno ją znajdziesz. Nie myśl o tym, jeśli możesz. Odpocznij. Wszyscy przeżyliśmy traumatyczne doświadczenie. Powinniśmy odpocząć.
- Może masz rację.
Pielęgniarka wraca z wielkim folderem, który stawia na łóżku Semnet z kiwnięciem głowy. Kobieta bierze go i wertuje uważnie...
Każda kolejna strona zwiększa napięcie. Każda kolejna strona jest możliwym dowodem na bezpowrotne zniknięcie jej miłości.
- Wiedziałam! - wykrzykuje Semnet, kiedy dociera do ostatniej strony. - Nie ma jej tam. - Opada plecami na łóżko. Pikanie znów przyspiesza, ale zaraz potem zwalnia. - Ona żyje!
Dweł bierze raport na swoje łóżko i też zaczyna go wertować.
- Może z moją córką też wszyst...
Jego nadzieja rozbija się tak szybko, jak się pojawia.
- Och. Cholera. - Patrzy pusto na listę i siedzi w ciszy.
Semnet nadal leży z szerokim uśmiechem na twarzy. Może jeszcze uratować Felę... Jedynym, co nie pozwala jej tego zrobić, jest brak informacji o tym, gdzie jest i kto ją przetrzymuje.
- Lecyci - przypomina sobie na głos. - Organizatorka wspomniała Lecytów. To musi być...
- Zaraz, kto? - pyta Zoe.
- Czyli ty wiesz, co się tam działo? - Dweł podziela jej zainteresowanie.
Semnet patrzy na nich z irytacją.
- Nie, oczywiście, że nie. Jeśli zastanawiacie się, skąd wiem, że była organizatorką, sama mi powiedziała. Zaczepiła mnie i rozmawiała ze mną przez chwilę. Mam swoje teorie, ale to tyle.
- Podziel się nimi - prosi Dweł.
- Sprzedawali rzeczy, które do nich nie należały. Zostały skradzione z innych światów i kultur.
Zoe wygląda na bardzo zamyśloną.
- Tak myślałum. Artefakty, które pokazywali, wyglądały, jakby pochodziły skądś z Nowych Rubieży... Lecyci, powiadasz?
- Tak. Krzyknęła: "Lecyci! Zapłacicie za to!", czy coś w tym stylu. Zakładam, że albo to jacyś bogowie, w których wierzy, albo to oni zdetonowali bombę gazową i wyrzucili nas koło tego jeziora. Skłaniałabym się ku tej drugiej opcji.
- Przyjrzę się temu. Prawdopodobnie zajmie mi to dzień czy dwa, żeby znaleźć informacje na ich temat po tym, jak stąd wyjdziemy - zapewnia Zoe.
- Bardzo ci dziękuję, Zoe. Jak mogę ci się za to odpłacić?
- Jedyną prawowitą zapłatą byłoby uratowanie wszystkich, którzy mogą być uratowani, i dowiedzenie się, o co chodzi.
- Zgadzam się. - Dobrze wiedzieć, że są na świecie jeszcze dobrzy ludzie. - A propos zapłaty... boję się, ile nam naliczą za tą wizytę w szpitalu. - Śmieje się nerwowo.
- Ja też. - Zoe kiwa głową.
- Ja nie. - Dweł zwraca na siebie uwagę. - Mogę udzielić wam pożyczki, jeśli nie macie wystarczająco.
- Och, to takie honorowe! Dziękuję - mówi Semnet, ale z tyłu głowy zapisuje, że pewno brał udział w aukcji.
- Nie ma problemu. Wiecie, co myślę? - pyta Dweł. - Myślę, że powinniśmy pójść powiedzieć o tym policji.
Semnet prycha.
- Wątpię, żeby zrobili cokolwiek, by nam pomóc, jeśli w ogóle wezmą nas na poważnie, ale w sumie nie szkodzi spróbować.
Zoe się zgadza.
- Zrobimy to jako pierwszą rzecz, jak się stąd wydostaniemy. Nie oczekuję, że coś zrobią, ale może zrobią, kto wie?
Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.