#14 2026 rok LXX
Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku
Redaktor naczelny
Daniel Cichy
Redaktor prowadzącyPiotr Mika
Sekretarz redakcji
Maciej Kucharski
[email protected]
Zastępca redaktora naczelnego
Festiwale
Krzysztof Stefański
[email protected]ści, Swoboda RuchuPiotr [email protected]
Koncerty, Archiwum R
Karolina Dą[email protected]
Wydawnictwa
Michał Mendyk
[email protected]
Teatr muzyczny
Jacek Marczyński
Sekretariat
Katarzyna Dubiel
[email protected]
Dyrektor artystyczny
projekt graficzny
Marek Knap
[email protected]
Studio graficzne
Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)
Redakcja i korekta
Agnieszka Kurpisz
Archiwizacja i redakcja zasobów cyfrowych
Dominika Kulik-Sendur, Wojciech Kopeć-Łępicki
Internet
Mateusz [email protected]
Wydawca
Polskie Wydawnictwo Muzyczne
Aleja Pokoju 1, 31-548 Kraków
Oddział w Warszawie
ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa
[email protected]
Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów. Za treść reklam redakcja nie odpowiada.
Adres
ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa
tel.: +48 885 860 332
email: [email protected]
www.ruchmuzyczny.pl
ruchmuzyczny ruchmuzyczny RuchMuzyczny
Kontakt telefoniczny w sprawie prenumeraty: 12 422 70 44 wew. 183 lub 885 860 336 (Jakub Stankiewicz), mail: [email protected]
"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych
informacje na www.defacto.org.pl
Ikonki: www.flaticon.com/freepick
Na okładce Elżbieta Stefańska, fot. Bartek Barczyk
Myśleć MUZYKĄ
z EUGENIUSZEM KNAPIKIEM rozmawia
Magdalena Stochniol
Fot. Polskie Wydawnictwo Muzyczne/Bartek Barczyk
Magdalena Stochniol: Jak długo uczyłeś kompozycji w katowickiej Akademii?
Eugeniusz Knapik: Klasę kompozycji prowadziłem od początku lat dziewięćdziesiątych. W naszej uczelni praktykowano zasadę, że pedagogami kompozycji mogły zostać tylko osoby zatrudnione na stanowisku profesora. Z perspektywy moich wieloletnich doświadczeń rozumiem, dlaczego tak było. Prowadzić zajęcia z kompozycji nie oznacza po prostu uczyć. Każde spotkanie ze studentem jest zjawiskiem osobnym, nie ma więc jednej, powtarzalnej metody wypracowania relacji pedagog-student. Rolą pedagoga jest odkrycie, kim ten młody człowiek jest, co takiego ma do powiedzenia, dokąd zmierza, i wypracowanie odpowiednich narzędzi. W przeciwieństwie do swoich kolegów wykonawców student kompozycji nie ma się na czym oprzeć, musi stworzyć coś z niczego. Może kopiować przez jakiś czas - co jest nawet wskazane. Pedagog musi jednak pamiętać, że chodzi o delikatne pchnięcie w odpowiednim kierunku, a nie narzucanie swojego zdania i metody komponowania.
Gdy przychodzi do ciebie na konsultacje młody człowiek, jak rozpoznajesz, że ma to "coś"?
To nie jest kwestia warsztatu ani wiedzy. U młodych ludzi widzę coś na granicy subtelnej wrażliwości i chęci podzielenia się własnym światem z innymi. Pozwalam komponować to, na co mają ochotę. Jako pedagog wskazuję na miejsca wymagające korekty, mówiąc: zobacz, tu jest coś nie tak, sam oceń, jak to naprawić. Identyfikuję problem: forma, instrumentacja, rytm, harmonia. Student czasem się zgadza, czasem się obrusza - szanuję obie te reakcje, bo są prawdziwe. Ale w świat jego upodobań estetycznych zanadto nie wkraczam. Pozostawiam wybór. Mówię: nie odrzucaj żadnego materiału a priori. Skomponuj utwór, a wtedy będziesz pewien, czy trzeba iść dalej, czy to odrzucić.
Czy tak właśnie wyglądały twoje lekcje z Henrykiem Mikołajem Góreckim?
Nie naśladowałem jego stylu prowadzenia zajęć. Być może podświadomie zachowywałem się tak, jak sam tego doświadczałem. Moje lekcje z Henrykiem Mikołajem wyglądały tak: zamawialiśmy w szatni dwie herbatki, które serwowano nam w popularnych wówczas musztardówkach, siadaliśmy w malutkiej, nieistniejącej już sali numer 37, w której mieściły się tylko dwa fotele i mały fortepian. I rozmawialiśmy. O wszystkim, co się dało. Przede wszystkim o muzyce, ale nie tylko. W takim wzajemnym otwarciu na siebie wytwarzała się atmosfera spotkania, wartość najcenniejsza. A przy okazji, jakby od niechcenia, omawialiśmy elementy warsztatu, miejsca w partyturze wymagające poprawy.
Czy którąś lekcję z Góreckim pamiętasz szczególnie dobrze?
Tak, to był drugi piątek października 1970 roku. Na pierwszej lekcji umówiliśmy się na termin, powiedział: "To za tydzień niech pan coś napisze". I tyle. Więc przez cały tydzień intensywnie pracowałem i skomponowałem utwór, który był całkowicie strukturalny, bo byłem wówczas zapatrzony w różne awangardowe nurty. Myślałem z satysfakcją: no, to się teraz zobaczy! A że był to utwór na fortepian, to Górecki poprosił, abym go zagrał. Skończyłem grać. Górecki siedzi, siedzi..., a ja nie wiem, co się dzieje, bo nie słyszę żadnej reakcji. W końcu odzywa się: "No dobrze, ale za tydzień niech pan napisze coś dla ludzi". Zgłupiałem, szczerze powiem, nie wiedziałem, o co mu chodzi. Czy to było dobre? Niedobre? Nic nie powiedział. No ale skoro tak, to wróciłem do domu i zacząłem pisać Sonatę na skrzypce i fortepian. Z tego utworu, widziałem, Górecki był już zadowolony. Podejrzewam, że to moment, w którym Górecki nieświadomie skierował mnie w zupełnie innym kierunku, niż potencjalnie mogłem pójść. Takie małe "pchnięcia" na początku przynoszą po latach nieoczekiwane konsekwencje.
A to był rok 1970 i Górecki stał już u progu przełomu estetycznego...
Ale ja tego nie wiedziałem! Twórczość Góreckiego znałem z jedynej płyty, która była wówczas dostępna, a tam było Scontri, Genesis II, Epitafium i Refren. On już był blisko skomponowania Ad Matrem i II Symfonii. Jego reakcja na pierwszej lekcji wynikała zapewne z analizy własnych przekonań.
Z czasem te lekcje się zmieniły?
Moje rozmowy z Góreckim stawały się coraz bardziej głębokie i osobiste, czasem jak rozmowy dwóch szanujących się kumpli. Rozmawialiśmy o sprawach niezwykle ważnych i codziennych. Nie czułem presji estetycznej, ale zrozumiałem, że komponować to wyrażać siebie w taki sposób, aby dotrzeć do własnych "korzeni". Myśleć swoją muzyką. Wtedy masz szansę być oryginalnym. Niebawem zacząłem przychodzić do jego domu, gdzie żona Jadwiga częstowała nas wspaniałymi, domowymi jabłecznikami. To był typ kontaktu pełen wzajemnego zrozumienia.
Wtedy też zacząłeś budować swój idiom twórczy?
Wtedy, może zainspirowany tą "dziwną" lekcją, zacząłem dostrzegać w komponowaniu pewną prawidłowość. Pomiędzy ideą, która mnie porusza - takowa jest niezbędna w każdym procesie twórczym - a językiem kompozytorskim istnieje niezwykła, skryta więź. Mówiąc wprost, zacząłem rozumieć, że te dwa niezależne byty muszą być w najwyższym stopniu koherentne. Budzące się wtedy w mojej wyobraźni idee nie mogły być w sposób zadowalający zmaterializowane, bowiem mój ówczesny typ języka nie pozwalał mi się do nich zbliżyć. Nie mam na myśli warsztatu, ale rodzaj materiału dźwiękowego. Próbowałem coś z tym zrobić, i tak zacząłem budowę swojego języka, która trwała ponad 20 lat, aż do La liberta chiama la liberta, a w pełni ujawniła się w Up into the Silence. Ten fascynujący i konsekwentny proces otwierał przede mną nieznane mi wcześniej perspektywy muzyczne. Rozpocząłem od oczyszczania języka. Pozbywałem się niepotrzebnych dźwięków, współbrzmień bez znaczenia, harmonii prowadzących donikąd, prymitywnych dekoracji sonorystycznych, fałszywych gestów i całej tej sztuczności, a poszukiwałem stabilnej, czystej konstrukcji, pozwalającej na udźwignięcie mojej narracji muzycznej. Po czasie, ku swemu zdziwieniu, w recenzjach czytałem, że jestem kontynuatorem tradycji, że jest to passé, że to próba rekonstrukcji dur-moll i odbudowa znaczenia melodii, i takie tam bzdury. Nie miałem takiego zamiaru. Szukałem wyłącznie języka równowagi pomiędzy ideą a materią. Dziwię się, że nikt tego nie zauważył. Wiele lat później znalazłem uzasadnienie tego zjawiska w znakomitej książce Richarda Weavera pod inspirującym tytułem Idee mają konsekwencje. Po raz pierwszy podświadomie zauważyłem tę zależność w La fl?te de jade, czyli już na trzecim roku studiów. Gdybym wtedy nie zdecydował się na ten krok, to zapewne po 10 latach przestałbym komponować, uznał to zajęcie za jałowe i zająłbym się pianistyką.
A pracujesz teraz nad jakąś nową kompozycją?
Od 1987 roku przez ponad 30 lat komponowałem bez przerwy niemal wyłącznie wielkie formy wokalno-instrumentalne: cztery potężne opery z Moby Dickiem na czele, Up into the Silence, Beauty radiated in eternity, Blessing gentle breeze, oratorium, jeszcze Concerto of Song Offerings i wiele innych utworów. Zmęczyłem się tym nawałem pracy i doszedłem do wniosku, że nadszedł czas redakcji moich kompozycji, by poprawić w nich uchybienia i błędy. Ta korekta jest dla mnie źródłem wielkiej satysfakcji. Są to jednak setki tysięcy nut! Odkładam pracę z poczuciem, że w nich jestem cały ja. W swoim ostatnim utworze słowami Czesława Miłosza dzielę się swoim odkryciem: "Dzień taki szczęśliwy. [...] Pracowałem w ogrodzie [...] Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle".
Eugeniusz Knapik, #1951, kompozytor, pedagog, pianista, były rektor Akademii Muzycznej w Katowicach i wiceprezes Związku Kompozytorów Polskich. 9 lipca obchodzi 75 urodziny.
Edward Borowiak (1934-2026)
18 czerwca w wieku 91 lat zmarł Edward Borowiak, puzonista, muzykolog, członek Warsztatu Muzycznego. Informację przekazał w mediach społecznościowych Zygmunt Krauze, lider zespołu. "Przez 25 lat działalności Warsztatu spędziliśmy z sobą ogromnie dużo czasu na pracy z muzyką. Zawsze pomocny, lojalny, dokładny. Był człowiekiem, któremu w pełni ufałem i nigdy się nie zawiodłem. Jako muzyk niezwykle skromny, wielce wrażliwy, z zapałem poszukiwał nowych sposobów gry na swoim instrumencie. Udowodnił, że puzon we właściwych rękach ma niemal nieograniczone możliwości ekspresji - czytamy we wpisie. - Miał też duże poczucie humoru, co było szczególnie przydatne w realizacji utworów z elementami teatralnymi. W niezliczonych podróżach Warsztatu odpowiadał za logistykę i robił to perfekcyjnie. Jego odejście to bezpowrotne zamknięcie pewnego rozdziału w historii polskiej muzyki eksperymentalnej". --MAK
Powrót rękopisu
gov.pl, ispan.pl
W 35 rocznicę podpisania polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy do kraju wróciły kolejne bezcenne zabytki. Wśród nich fragment średniowiecznego rękopisu z zapisem Gaude, mater Polonia. Odnaleziony w Staatsbibliothek zu Berlin, powstał prawdopodobnie w drugiej albo trzeciej ćwierci XIV wieku. Zidentyfikował go i opisał Paweł Figurski z Zakładu Muzykologii Instytutu Sztuki PAN. Jak czytamy na stronie internetowej Instytutu, "odnaleziony [...] fragment zawiera warianty tekstowe odmienne od najstarszego kompletnego przekazu i tym samym jest najprawdopodobniej najstarszą zachowaną notacją tego hymnu". Na pergaminowych kartach zachowały się pieczątki Biblioteki Seminaryjnej w Płocku. W 1939 roku niemieccy okupanci przeznaczyli budynek seminarium na cele wojskowe, część zasobów książnicy spalili, a część - w tym cenne manuskrypty i inkunabuły - wywieźli. Zgodnie z przekazami przewieziono je do stacji kolejowej w Sierpcu, a następnie pociągiem do Królewca. Najpewniej w ten sposób Płock opuścił również rękopis z Gaude, mater Polonia. --MAK
Tajemniczy zeszyt
pl.euronews.com
Muzykolodzy i muzycy znów wstrzymali oddech. Podobno we Francji odkryto "nowe kompozycje" Wolfganga Amadeusa Mozarta. Fakty okazały się jednak mniej sensacyjne, w przeciwieństwie do medialnych doniesień. "Po 31 latach pracy jako konserwator we Francuskiej Bibliotece Narodowej muzykolog François-Pierre Goy powoli przygotowywał się do emerytury. 2 lutego przeglądał rękopisy w jednym z magazynów instytucji, gdy natknął się na nieznany zeszyt. W środku znalazł 44 strony nut z 1778 roku" - relacjonuje portal Euronews. Goy, kustosz zbiorów z wieków od XVI do XVIII w dziale muzycznym Biblioth?que nationale de France, uznał, że rozpoznaje charakter pisma i styl Wolfganga Amadeusa Mozarta. Co więcej, Armin Brinzing, dyrektor Bibliotheca Mozartiana w Salzburgu, uwierzytelnił autentyczność manuskryptu. Utwory tylko częściowo zostały zapisane ręką Salzburczyka. W 1778 roku Mozart przebywał w stolicy Francji i wówczas poproszono go, by udzielał lekcji kompozycji Marie-Louise-Philippine de Bonni?res de Guînes, uzdolnionej harfistce i córce dyplomaty. Odnaleziony zeszyt jest świadectwem tej pracy nauczycielskiej. Zawiera wpisy pedagoga i uczennicy. "Nauka u mistrza nie zaowocowała wielkimi sonatami, oboje zdołali ukończyć sześć ćwiczeń kompozytorskich, które najpewniej pochodzą od pomysłów zaproponowanych przez samego Mozarta" - donosi Euronews. --MAK
Czarne chmury nad Gardinerem
mdr.de
John Eliot Gardiner znów na cenzurowanym. Europejskie media obiegła informacja o "nagannym" lub "nieprzyzwoitym" zachowaniu dyrygenta wobec jednej z osób po występie w Lipsku. Niemiecka rozgłośnia MDR Kultur postanowiła dokładniej przyjrzeć się aferze. Według relacji świadków muzyk miał zaatakować pracownicę Bachfest Leipzig tuż po koncercie. W nagraniu wideo, do którego dotarli dziennikarze, widzimy osobę, która podczas końcowych oklasków w Kościele św. Tomasza podchodzi do Gardinera. Kobieta - pragnąca zachować anonimowość - niesie kilka rulonów papieru (dyplomów tradycyjnie wręczanych muzykom zamiast kwiatów), po czym dotyka ramienia dyrygenta. Wówczas ten odwraca się, odbiera od niej jeden ze zwojów, a następnie skonfundowany próbuje go zwrócić, co wygląda, jakby usiłował wcisnąć dyplom za jej dekolt. Kobieta odebrała to zachowanie jako napaść. W wydanym oświadczeniu kierownictwo festiwalu określiło zdarzenie mianem "przekroczenia granic". Rzecznik Gardinera oświadczył z kolei, że ten "w żadnym momencie nie umieścił jakiegokolwiek przedmiotu pod koszulką kobiety". Na krótką chwilę miał jednak wsunąć rulon pod łańcuszek, który miała na szyi. Stało się to "w chwili szczerego zakłopotania", gdyż kontakt ten był dla niego niespodziewany. Sam Gardiner odrzucił zarzut napaści seksualnej. Według informacji przekazanych przez Bach-Archiv Leipzig, organizatora wydarzenia, dzień po incydencie odbyło się spotkanie z udziałem dyrygenta. Miał on przyznać się do niewłaściwego zachowania i przeprosić. Kobiecie zaproponowano wsparcie psychologiczne. Wiadomo, że poszkodowana złożyła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Szefostwo Bachfest Lepizig zapowiedziało, że "dokładnie zbada incydent" i rozważy, czy w przyszłości nie odstąpić od zapraszania muzyka. Przypomnijmy, że dwa lata temu John Eliot Gardiner został oskarżony o spoliczkowanie śpiewaka Williama Thomasa. Do zdarzenia doszło na Festival Berlioz w La Côte-Saint-André po wykonaniu opery Trojanie. --MAK
PASSEGGIATA...
Universal Music Group
To się nazywa szybka kariera! "Decca Classics z wielką radością ogłasza podpisanie ekskluzywnego kontraktu nagraniowego z chińską pianistką Tianyao Lyu - czytamy w komunikacie prasowym wytwórni Universal. - Umowa została zawarta po przełomowych występach tej młodej artystki w czasie XIX Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie w 2025 roku". Lyu zdobyła czwartą nagrodę ex aequo z Shiori Kuwaharą, a także nagrodę za najlepsze wykonanie koncertu ufundowaną przez Filharmonię Narodową. Artystka (#2008) pochodzi z Chin, naukę gry rozpoczęła w Pekinie, obecnie uczy się w Poznaniu - jest wychowanką Katarzyny Popowej-Zydroń, dwukrotnej przewodniczącej jury warszawskiego Konkursu. --MC
eif.co.uk
"W tym roku mówimy wprost: światła gasną, telefony milkną" - stwierdziła Nicola Benedetti, dyrektorka Edinburgh International Festival. Kampania "Lights Down, Phones Off" ma zachęcić osoby biorące udział w koncertach do wyciszenia telefonów. Organizatorzy podkreślają, że tego typu dźwięki nie tylko zakłócają wykonania, lecz także są słyszalne w transmisji radiowej oraz na nagraniach. "Wierzymy, że występy na żywo mają największą wartość, gdy między artystami a publicznością nawiązuje się prawdziwa więź. [...] Prosimy o waszą pełną koncentrację, abyśmy mogli podarować wam coś niezapomnianego" - stwierdziła Benedetti. --MAK
sinfoniavarsovia.org
To był udany mariaż architektury i muzyki. Najlepsze miasto świata. Opera o Warszawie Cezarego Duchnowskiego, koprodukcja Sinfonii Varsovii i Teatru Wielkiego - Opery Narodowej, zdobyła Nagrodę Architektoniczną Prezydenta m.st. Warszawy w kategorii Wydarzenie Architektoniczne. Przypomnijmy, że libretto Beniamina M. Bukowskiego powstało na podstawie książki Grzegorza Piątka Najlepsze miasto świata. Warszawa w odbudowie 1944-1949. Prapremiera opery w reżyserii Barbary Wiśniewskiej odbyła się 19 września 2025 roku. --MAK
nifc.pl
Tegoroczny film dokumentalny Stroiciele w reżyserii Pawła Chorzępy zalicza kolejne festiwale. Tylko do końca czerwca został zaprezentowany na DC/DOX w Waszyngtonie, Norwegian Short Film Festival w Grimstad, Palm Springs International Film Festival oraz Doc Edge w Nowej Zelandii. "Stroiciele to opowieść o niewidzialnych bohaterach XVIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina z 2021 roku. Ekipa filmowa zagląda za kulisy wydarzenia i pokazuje pracę mistrzów strojenia fortepianów, od których wiedzy, doświadczenia i słuchu zależy brzmienie instrumentów" - czytamy na stronie internetowej NIFC. Dodajmy, że Chorzępa za swój obraz został nagrodzony Srebrnym Smokiem na 66 Krakowskim Festiwalu Filmowym. --MAK