Potrzebujemy odważnego programowania
z Janem Bartošem rozmawia
Mateusz Ciupka
Fot. Vojtěch Havlík
Mateusz Ciupka: Pierwszy raz na żywo usłyszałem pana w 2018 roku na Muzycznym Maratonie Leoša Janáčka. Był to też pierwszy raz, kiedy na żywo usłyszałem Janáčka... Pamięta pan ten festiwal?
Jan Bartoš: Oczywiście, tego się nie da zapomnieć. Występowałem po wielu latach w Ostrawie, moim rodzinnym mieście, a recital transmitowano w Czeskim Radiu. Z pamięci grałem wszystkie fortepianowe utwory Janáčka, co trwało prawie dwie godziny. Pod każdym względem to było duże wyzwanie.
W którymś wywiadzie powiedział pan, że Janáček jest jednym z pańskich ulubionych kompozytorów, co nie zaskakuje - jego twórczość zna pan pewnie od urodzenia. Co pana w nim intryguje?
Urodziłem się w tym samym regionie, co Janáček. Czuję silną więź z morawską muzyką tradycyjną, jej poetyką, którą on się inspirował, i z jej instrumentarium. Pochodzę z muzycznego domu, prawie wszyscy moi krewni na czymś grali. Mój dziadek miał zespół cymbalistów! Ponadto nasza rodzina łączy się z Janáčkiem w osobie współpracującej z nim Lucie Bakešovej, wybitnej zbieraczki ludowych pieśni i tańców z Moraw, etnografki i choreografki.
Aby dobrze wykonywać utwory Janáčka, trzeba trochę zapomnieć, czego się uczyło na lekcjach fortepianu. Na przykład, aby osiągnąć typową dla niego artykulację, trzeba grać staccato z wciśniętym prawym pedałem. On sam mówił, że jego fortepianowa muzyka musi brzmieć jak "cymbały na świeżym powietrzu".
Wśród spraw, za które jestem panu wdzięczny, jest też to, że dokonał pan z symfonikami z Bambergu i Jakubem Hrůšą nagrania Koncertu fortepianowego Viktora Ullmanna, twórcy pochodzącego z tego samego regionu, co my. Co pana do niego przyciągnęło?
Pierwszy raz ten utwór usłyszałem w 2005 roku w amsterdamskim Concertgebouw, w interpretacji Garricka Ohlssona. I pomyślałem: "Co za niesamowita muzyka!". Jeszcze 30 lat temu twórczość Ullmanna była prawie nieznana.
W Czechach?
Koncert Ullmanna w Czechach pierwszy raz zabrzmiał zaledwie parę miesięcy temu. Ja dokonałem z kolei słowackiego prawykonania, z Filharmonią w Koszycach.
Pan żartuje! Przecież Terezin jest w Czechach tak istotny. Chyba często gra się tę muzykę...
Nie tak często, jak by na to zasługiwała. W latach dziewięćdziesiątych propagował ją u nas Gerd Albrecht, ówczesny szef Filharmonii Czeskiej. To on sprawił, że w Pradze zaczęto grać częściej Ullmanna, Kleina, Krásę czy Schulhoffa. Chodziłem na te koncerty, zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Dziś mam poczucie, że tę muzykę trzeba wreszcie uwolnić z terezińskiego getta, gdzie jej twórcy byli uwięzieni. Powinna być włączana na normalnych zasadach do programów, a nie umieszczana wyłącznie pod szyldem "Muzyka z Terezina".
Skoro jesteśmy przy odkryciach: przypomniał pan niedawno o postaci Antonína Rejchy - równolatka Beethovena - wykonując jego Koncert fortepianowy Es-dur z Orkiestrą Symfoniczną Czeskiego Radia. Nie pociąga pana praktyka historyczna?
Gram Haydna, Mozarta i Beethovena na współczesnym fortepianie, więc nie widzę powodu, dla którego miałbym grać Rejchę na historycznym. Nie wierzę w filozofię powrotu do przeszłości. Interesuje mnie raczej, w jaki sposób muzyka odnosi się do teraźniejszości, jak rezonuje z tym, co dzieje się wokół nas. Mam nadzieję, że gdy za 200 lat ktoś sięgnie po Święto wiosny, nie będzie naśladował nagrań Strawińskiego czy Bouleza, aby nadać utworowi "autentyczność". Nie chcę traktować muzyki jak eksponatu w muzeum. Interesuje mnie, co każdy utwór znaczy tu i teraz.
Oczywiście, w utworach Rejchy nie stosuję tej samej dynamiki, co u Liszta. Nie dlatego, że w tamtych czasach nie grano w ten sposób, ani że instrumenty nie miały takiej mocy, lecz ze względu na to, że charakter muzyki tego nie wymaga. Rejcha uczył postępowych kompozytorów, jak Liszt, Berlioz czy Franck. Był eksperymentatorem i wizjonerem. W jego pismach teoretycznych można znaleźć nawet wzmiankę o ćwierćtonach! Dlaczego więc ograniczać się do instrumentów historycznych? Oba podejścia, historyczne i nowoczesne, powinny współistnieć, oba są słuszne. Rejcha czy Beethoven patrzyli w przyszłość, czuli to, czego większość ludzi jeszcze nie czuła. Czech popadł jednak w zapomnienie, gdyż nie promował swojej muzyki. Jego prace wywarły wpływ na późniejsze pokolenia, lecz muzyka nie była wykonywana ani za życia, ani tym bardziej po śmierci twórcy.
Pan też nie przepada za maszynerią marketingową.
Ma pan rację.
A jednak dołączył pan do jednej z największych agencji artystycznych w świecie klasyki - do IMG Artists. Serwis operaplus.cz w nagłówku wiadomości o tym napisał: "Jan Bartoš míří mezi elitu" ("Jan Bartoš znalazł się w elitarnym gronie").
Cóż, muszę przyjąć, że to część mojej pracy. Media społecznościowe i marketing nie pasjonują mnie. Cieszę się, że mam agencję, która może mi pomóc.
Niech pan zdradzi, jak to się robi. Jak dostać się do tak ważnej agencji?
Przedstawiciele agencji znali mnie od pewnego czasu, słuchali na kilku koncertach. Współpraca zaczęła się w grudniu, po moim występie ze Staatskapelle Berlin i Jakubem Hrůšą. To dla mnie ważne, bo znalazłem się w tej samej agencji, co Mitsuko Uchida czy Murray Perahia.
Oprócz solowego grania zajmuje się pan także uczeniem. Studenci wiedzą, że muszą się promować i media społecznościowe temu służą. Inwestują w nie czas i wysiłek, co pewnie ma swoje konsekwencje...
Zasiadałem niedawno w jury Konkursu Busoniego w Bolzano. Zauważyłem, że młodzi ludzie mają dzisiaj trudniej, niż mieliśmy my, gdy się uczyliśmy. To teraz normalne, że 16-latek gra Gaspard de la nuit Ravela czy sonaty Skriabina. Wywierana jest na niego ogromna presja, jest nieustannie narażony na porównania. Staram się swoim uczniom i studentom pomóc znaleźć własny głos, tożsamość - artystyczną, ale i ludzką. W pewnym sensie media społecznościowe mogą w tym pomóc. Zanim jednak skorzystamy z narzędzia do wyrażania siebie, trzeba poznać swoją naturę i wiedzieć, do czego się w życiu dąży. Im bardziej stechnologizowany staje się świat, tym potrzebniejsze jest to, co nosi znamiona indywidualności i niepowtarzalności człowieka.
O czym pan marzy, jeśli chodzi o odkrycia repertuarowe? Co ma pan ochotę zagrać?
Interesuje mnie muzyka Europy Środkowej, twórcy, którzy żyli w Pradze i Wiedniu - na skrzyżowaniu kultur. Uwielbiam Mozarta, Beethovena, Schuberta i Brahmsa. Chcę także grać muzykę czeską, która skrywa wiele arcydzieł. Wciąż mamy przecież utwory, które nie zostały dobrze wykonane - Zdenka Fibicha, Josefa Suka, Vítězslava Nováka, Bohuslava Martinů...
A czeska publiczność? Chce słuchać tylko Mojej ojczyzny?
Oczywiście, że nie, ale często jej słuchała w Roku Muzyki Czeskiej. Powstało wiele wartościowych projektów, ale zabrakło czasu na przygotowanie tych ambitniejszych. Ze względu na politykę dotacyjną, większość instytucji w naszym kraju funkcjonuje z roku na rok, co w świecie muzyki jest niezwykle krótkim okresem. Czeska publiczność jest raczej konserwatywna, ale młodsze pokolenie zdecydowanie potrzebuje muzyki współczesnej. Na przykład Praska Wiosna wprowadziła serię Prague Offspring, która cieszy się ogromną popularnością. Jako dyrektor artystyczny orkiestry PMP oraz dwóch festiwali - Prague Music Performance oraz Music Is - wspieram sztukę współczesną, co roku inicjując prawykonania. Otwartości i śmiałego programowania potrzebujemy zawsze.
Schönberg w ogniu
nytimes.com, pap.pl, vatmh.org
"Niszczycielskie pożary w hrabstwie Los Angeles wydają się najkosztowniejszymi w historii Kalifornii. Cal Fire [California Department of Forestry and Fire Protection - red.] szacuje, że zniszczeniu uległo ponad 12 tysięcy budynków, a nasi analitycy [...] oceniają straty ubezpieczeniowe na kwotę od 10 do 30 miliardów dolarów" - poinformowano w raporcie Goldman Sachs. Gubernator stanu, Gavin Newsom, stwierdził, że pożary będą pewnie najbardziej katastrofalną w skutkach klęską żywiołową w dziejach Stanów Zjednoczonych. Ogromne straty odnotowuje się również w świecie muzyki. Filharmonicy z Los Angeles odwołali większość styczniowych koncertów. Studia nagraniowe, pracownie lub domy stracili członkowie orkiestry, między innymi oboistka Marion Kuszyk, trębacz Christopher Still i skrzypaczka Aroussiak Baltaian. Dla wsparcia tej ostatniej została założona specjalna zbiórka. Mimo dramatycznej sytuacji, odbędzie się wręczenie nagród Grammy. Galę zaplanowano na 2 lutego w hali sportowo-widowiskowej Crypto.com Arena. Akademia Fonograficzna nie pozostała jednak obojętna na tragiczne wydarzenia, więc uroczystości towarzyszyć będzie akcja charytatywna. Jak na razie nie odwołano także lutowej odsłony festiwalu Schoenberg at 150. Tymczasem przeszło 100 tysięcy partytur i materiałów orkiestrowych spłonęło w Belmont Music Publishers, firmie założonej przez potomków Arnolda Schönberga, specjalizującej się w promowaniu jego muzyki. Archiwum mieściło się w domu 83-letniego Larry'ego Schönberga, w dzielnicy Pacific Palisades. "Utrata kolekcji może przysporzyć problemów orkiestrom, zespołom kameralnym i solistom planującym wykonania dzieł Schönberga w nadchodzących miesiącach" - czytamy w "The New York Times". W pożarze zostały zniszczone również cenne pamiątki, między innymi fotografie, listy, plakaty, książki, rękopisy oraz aranżacje utworów Austriaka autorstwa innych kompozytorów. Schönberg mieszkał w Los Angeles po wyemigrowaniu z Europy w 1933 roku aż do śmierci w 1951. --MC, MAK
Paszporty i nie tylko
icma-info.com, pizzicato.lu, polityka.pl, Polskie Radio
Jan Bartoš, #1981, czeski pianista, uczeń Alfreda Brendla i Ivana Moravca, wykładowca Akademie múzických umění w Pradze; nagrywa nieznane dzieła muzyki czeskiej, między innymi utwory Miloslava Kabeláča, Vítězslava Nováka czy Václava Talicha; od grudnia 2024 roku reprezentuje go nowojorska agencja IMG Artists.
Gabriela Legun laureatką Paszportu "Polityki" 2024. Nominowanych w kategorii muzyka poważna przedstawiła na gali Dorota Szwarcman. Jak podkreśliła, "w tej kategorii od lat jest najniższa średnia wieku. Co roku znajdują się w tym gronie talenty zasługujące na tę nagrodę". Tym razem nominacje otrzymali śpiewaczka Gabriela Legun, pianista i klawesynista Maciej Skrzeczkowski oraz wiolonczelista Antoni Wrona. Ponadto zgłoszeni zostali: dyrygentki Marta Gardolińska i Joanna Natalia Ślusarczyk, dyrygent Yaroslav Shemet, kompozytorki Żaneta Rydzewska i Aleksandra Słyż, kompozytor Rafał Ryterski, sopranistki Magdalena Lucjan i Dorota Szczepańska, mezzosopranistka Zuzanna Nalewajek, baryton Szymon Mechliński, skrzypaczka Maria Sławek, skrzypek jazzowy Kacper Malisz i pianista jazzowy Ignacy Jan Wiśniewski. Paszport odebrała Gabriela Legun "za zasłużone sukcesy konkursowe i sceniczne, wzruszenia i emocje, za piękny głos, osobowość i kreacje Micaëli w Carmen oraz Mimi w La Boh?me". "Są to zupełnie inne emocje niż na scenie. Jestem bardzo szczęśliwa i dziękuję całej kapitule. Będzie to dla mnie motywacja, by śpiewać dla państwa najpiękniej" - powiedziała śpiewaczka.
I to nie koniec dobrych wiadomości. Laureatów ogłosiła także kapituła International Classical Music Awards. "Zwycięzców wybrano spośród 374 nominowanych albumów, a także rozmaitych artystów i marek płytowych. Lista ta obejmowała muzyków, zarówno znanych, jak i debiutujących, oraz nie mniej niż 17 międzynarodowych wytwórni" - skomentował Rémy Franck, przewodniczący jury. Były również specjalne wyróżnienia. Nagrodę za całokształt twórczości otrzymał Gidon Kremer. Dyrygent Leonardo García Alarcón został artystą roku, wiolonczelista Benjamin Kruithof - młodym artystą roku, a pianistę Cana Saraça okrzyknięto odkryciem. Nagroda kompozytorska trafiła do Christopha Ehrenfellnera, BR Klassik ogłoszono wytwórnią roku, a ICMA-Classeek Award dostał wiolonczelista Ettore Pagano. Laury za szczególne osiągnięcia przyznano zaś dyrygentowi Ádámowi Fischerowi, pianiście Oliverowi Triendlowi oraz Düsseldorfer Symphoniker. Pośród nagrodzonych znajdziemy także Polaków. W kategorii muzyka wokalna uhonorowano album Urlicht, który Łukasz Borowicz i orkiestra Filharmonii Poznańskiej wraz z barytonem Samuelem Hasselhornem nagrali dla wytwórni Harmonia Mundi (recenzja Bartosza Witkowskiego w #24/2024). Gala rozdania statuetek odbędzie się 19 marca w Tonhalle w Düsseldorfie. Koncert z udziałem kilkorga laureatów i Düsseldorfer Symphoniker poprowadzi Ádám Fischer. --MC, MAK
We Wrocławiu (kolejne) zmiany
"Gazeta Wyborcza", Opera Wrocławska
Tomasz Konieczny objął stanowisko dyrektora castingu Opery Wrocławskiej. Jak tłumaczy w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" nowa dyrektorka sceny, Agnieszka Franków-Żelazny: "Dyrektor castingu nie jest tym samym, co dyrektor artystyczny. Ma roztaczać opiekę wokalną nad naszymi solistami, żeby mogli długo i pięknie śpiewać, obsadzać ich w rolach, które najlepiej pokażą posiadany potencjał. I tak dobierać zespół do spektaklu, żeby między artystami była chemia. Będzie również proponował reżyserów poszczególnych premier i doradzał w sprawach doboru kadry kreatywnej". Franków-Żelazny liczy nie tylko na doświadczenie śpiewaka, lecz także na jego kontakty zdobyte w czasie licznych zagranicznych występów.
Wiemy również, kto będzie kierownikiem muzycznym wrocławskiego teatru. Od przyszłego sezonu pracę na tym stanowisku rozpocznie Gruzin Mirian Chuchunaiszwili, współzałożyciel i dyrektor Tbilisi Youth Orchestra, którego polska publiczność może kojarzyć z występów z NFM Filharmonią Wrocławską, orkiestrami Polskiej Filharmonii Bałtyckiej czy Filharmonii Sudeckiej. To pierwszy laureat Ringmann-Jaross Award, przyznawanej przez Christopha Eschenbacha, obecnego dyrektora artystycznego Narodowego Forum Muzyki. W 2020 roku Chuchunaiszwili uzyskał tytuł doktorski na Akademii Muzycznej w Krakowie. --MC, MAK
Trafią do Belwederu
gov.pl
Koniec tułaczki. Zespół Szkół Muzycznych w Poznaniu oficjalnie otrzymał nową siedzibę. W 2023 roku placówka musiała opuścić budynki przy ulicy Głogowskiej, które zajmowała od lat siedemdziesiątych XX wieku. Teraz, dzięki współpracy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z władzami miasta oraz Międzynarodowymi Targami Poznańskimi, udało się pozyskać zabytkowy gmach, w którym podczas Powszechnej Wystawy Krajowej w 1929 roku znajdowały się pomieszczenia administracyjne targów oraz ekskluzywna restauracja Belweder z salą bankietowo-koncertową. Obiekt o powierzchni 3500 m2 zostanie poddany gruntownej rewitalizacji. W głównej auli powstanie sala koncertowa, która będzie miejscem dużych wydarzeń - od uroczystych koncertów, przez egzaminy dyplomowe, aż po imprezy środowiskowe z udziałem mieszkańców Poznania. Z kolei mniejsze koncerty, spektakle czy recitale znajdą swoje miejsce w reprezentacyjnej sali kameralnej oraz kilku salach wielofunkcyjnych, które będą służyły również celom dydaktycznym. Zespół Szkół Muzycznych w Poznaniu, prowadzony przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, łączy w sobie cztery szkoły muzyczne: PSM I stopnia im. Karola Kurpińskiego, PSM II stopnia im. Fryderyka Chopina, Policealne Studium Piosenkarskie im. Czesława Niemena oraz OSM II stopnia im. Jadwigi Kaliszewskiej, potocznie nazywaną Poznańską Szkołą Talentów. --MAK
Płynne zmiany w "Glissandzie"
fb.com
Jan Topolski, po dwóch dekadach na czele magazynu o muzyce współczesnej "Glissando", rozstał się z kolektywem redakcyjnym, pod koniec ubiegłego roku ustępując ze stanowiska. Zespół zdecydował, że od 1 lutego funkcję redaktora naczelnego będzie pełnić Piotr Tkacz, pochodzący z Poznania dziennikarz, krytyk, didżej, organizator wydarzeń muzycznych, związany z "Glissandem" od 15 lat. Na jego zastępczynię wybrano Małgorzatę Heinrich. Topolski, który kierował "Glissandem" od jego powstania w 2004 roku, pozostanie w zarządzie fundacji 4.99, wydawcy pisma. Cała trójka regularnie współpracuje z #. --PM