Ruch Muzyczny 5/2025 - Opracowanie Zbiorowe

Kup ebooka

6.90 zł
5.73 zł (5,86 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#5 2025 rok LXIX

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktor prowadzącyPiotr Mika

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

[email protected]

Zastępca redaktora naczelnego

Festiwale

Krzysztof Stefański

[email protected]ści, koncertyPiotr Mika, Karolina Dą[email protected]

Swoboda Ruchu

Dominika Micał, Piotr [email protected]

Wydawnictwa

Michał Mendyk

[email protected]

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

[email protected]

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

[email protected]

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz [email protected]

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

[email protected]

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów. Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Adres

ul. Wiejska 19, 00-480 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: [email protected]

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

RuchMuzyczny

Kontakt telefoniczny w sprawie prenumeraty: 12 422 70 44 wew. 183 lub 885 860 336 (Jakub Stankiewicz), mail: [email protected]

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Na okładce ilustracja Stanisława Gajewskiego

Brzmienia odzyskane

W literaturze przedmiotu ostatnia wersja EUFONU jest nieobecna i mam wrażenie, że tu Ernst Chladni przemawia bezpośrednio do mnie, żebym jego dzieło ZREKONSTRUOWAŁ

z PAWŁEM ROMAŃCZUKIEM rozmawia

Jakub Kukla

Program 2 Polskiego Radia

Fot. Łukasz Rajchert

Jakub Kukla: Ernst Chladni [1756-1827 - red.] - człowiek wielu talentów, fizyk, geolog, badacz meteorytów, zajmujący się intensywnie akustyką - to wyjątek na tle epoki czy raczej dziecko swoich czasów?

Paweł Romańczuk: Zdecydowanie wyjątek. To autor pierwszego podręcznika do akustyki! Ten życiowy wybór początkowo napotykał przeszkody: ojciec pchał Ernsta w stronę prawa, on nie potrafił się sprzeciwić, więc ukończył studia w tym kierunku. Ale kiedy tylko rodzic zmarł, syn wrócił do muzyki, dźwięków, akustyki.

I czym konkretnie się zajmował?

Grał na instrumentach, ale nigdy nie osiągnął wirtuozowskiej biegłości. Fascynowały go dźwięk, zjawisko drgań. Jego zainteresowania były więc na poły artystyczne i naukowe. Wyraźnie frapowało go to, czego nauka wtedy jeszcze nie znała, czyli sposób rozchodzenia się drgań w materiałach stałych, środowiskach sprężystych, również w powietrzu. Jako naukowiec dał się poznać, przede wszystkim, opisując zjawisko znane dziś jako figury Chladniego.

Figury przyniosły mu wielką sławę. Wyjaśnijmy, czym konkretnie są.

To zjawisko, które obserwujemy na płaszczyźnie drgającej, najlepiej cienkiej blasze, na której rozsypujemy sypki materiał. Gdy wprowadzimy płytę w drgania, w zależności od ich częstotliwości, drobinki utworzą różne kształty. Każdy dźwięk charakteryzuje się innym obrazem.

Chladni omawiał figury w czasie pokazów. Jak przyjmowała je publiczność?

Utrzymywał się z takich wykładów. Podróżował po Europie, prezentując swoje odkrycia. Publiczność traktowała to w pewnym sensie jak pokaz magicznych sztuczek - w przypadku figur do przesuwania się materii dochodzi samoczynnie, przyczyna wywołująca ruch jest niewidoczna.

To były pokazy o charakterze rozrywkowym czy, mimo wszystko, naukowym?

Wydaje się, że miały dwojaki charakter. Chladni przedstawiał swoje odkrycia naukowe z dziedziny akustyki i dokładnie je objaśniał. A były to sprawy na tyle ciekawe, że po prostu przyciągały gapiów. Dodatkowo należy przywołać pokaz instrumentów muzycznych, których twórcą był Chladni.

Te instrumenty to klawicylinder i eufon. Zacznijmy od pierwszego. Jak wygląda? Jak brzmi? Na jakiej zasadzie działa?

To instrument klawiszowy, wewnątrz którego mieści się szklany walec, obracający się poziomo wokół własnej osi. Trze on o metalowe elementy, zbliżane do niego dźwignią klawisza, wprawiając je w drgania, które są źródłem dźwięku.

Do czego można taki dźwięk porównać?

Chyba do wibrafonu, którego sztabki pociera się smyczkiem. Chociaż to dość odległe porównanie. Bliższa byłaby pewnie harmonika szklana, ale to instrument mało obecny w naszej rzeczywistości. Klawicylinder odróżniało to, że wydobywany dźwięk nie miał wyraźnego początku. Zwiększanie siły naciśnięcia klawisza powodowało, że dźwięczący element dosuwał się do pocierającego ją cylindra. W ten sposób można było stopniować dynamikę.

Brak wyraźnego początku dźwięku to cecha wspólna dla klawicylindra i eufonu. I tu przechodzimy do clou twojej działalności w ostatnim czasie, czyli do eufonu właśnie.

Eufon wyprzedził budowę klawicylindra o zaledwie kilka lat. Opierał się na podobnej koncepcji. To bodaj pierwszy w historii instrument składający się z dwóch elementów o różnych funkcjach. Zwykle kiedy mówimy o generatorze, czyli o tej jego części, która wprowadza dźwięczący element w drgania, mamy na myśli jakieś zewnętrzne działanie na drgającej materii. To może być struna, którą trzeba poruszyć smyczkiem albo szarpnąć palcem, czy membrana, którą należy uderzyć. Chladni połączył dwa ciała: wkręcił w metalowy element szklany pręt, który pozyskał z termometru, i wykorzystał właściwości szkła brzmiącego na skutek pocierania go mokrym palcem. Myślę, że każdy potrafi sobie wyobrazić, co się dzieje, kiedy mokry palec trze o szkło. Tarcie generowało drgania przenoszone bezpośrednio na metal. To trochę tak, jakbyśmy przykleili na stałe smyczek do struny skrzypiec. Tę koncepcję Chladni uznał za wartą rozwinięcia w postaci instrumentu.

O swoich przemyśleniach i osiągnięciach pisał w ówczesnej prasie naukowej i muzycznej. Wielu badaczy zatrzymało się na jego wcześniejszych pismach, a ty dotarłeś do najpóźniejszych. Jakim sposobem?

Nie było tak, że Chladni od początku otwarcie dzielił się szczegółami konstrukcyjnymi swojego instrumentu. W XIX wieku popularne było przecież podkradanie pomysłów. Wielu naśladowców próbowało kopiować demonstrowane publicznie projekty. Chladni prezentował eufon nawet przed Napoleonem w Paryżu, ale czynił to tak, by nie było widać, jak dokładnie funkcjonuje. Cesarza ciekawiła zasada działania, jednak odkrywca, nie bez obaw, odpowiedział, że nie może zdradzić szczegółów, ponieważ konstrukcja jest objęta tajemnicą. Napoleon to uszanował.

Przez trzy dekady Chladni nie publikował informacji dotyczących konstrukcji eufonu. Tę wiedzę traktował jako swój kapitał. Badaniom poświęcił dużo czasu, w zasadzie to są odkrycia jego życia. Dopiero po wielu latach, w 1821 roku, ukazała się książka - 65-letni wówczas Chladni uznał, że przyszedł czas, żeby się swoją wiedzą podzielić. Być może doszedł do wniosku, że skoro przez 30 lat eufon nie znalazł zauważalnego zastosowania w muzyce, lepiej opublikować informacje na jego temat, niż zabrać je do grobu.

Z tekstów wynalazcy wynika, że to, co odkrył na samym początku, mimo 30-letnich doświadczeń, stanowiło o największej atrakcyjności instrumentu. I na tym właściwie można by zakończyć tę historię... Jednakże przez przypadek trafiłem na późniejsze o rok publikacje. Okazało się, że w ciągu tych kolejnych kilkunastu miesięcy Chladni dokonał rewolucyjnych odkryć w zakresie konstrukcji eufonu. Nowa metoda doprowadziła do powstania instrumentu o dużo lepszej skuteczności, dwukrotnie głośniejszego od wcześniejszych wersji, a także - co było istotne z punktu widzenia człowieka nieustannie się przemieszczającego - mieszczącego się w niedużej obudowie.

Co sprawiło, że eufon i klawicylinder nie weszły na stałe do klasycznego instrumentarium?

W Muzeum Instrumentów w Lipsku znajduje się jedyny zachowany egzemplarz klawicylindra. Natomiast z tego, co mi wiadomo, nie zachował się żaden egzemplarz eufonu. Pewną przeszkodą w jego upowszechnieniu mogło być dość oniryczne brzmienie. Nie był dynamiczny, nie miał też szerokiego ambitusu, bo zaledwie 42 dźwięki. W tamtym czasie dla instrumentu klawiszowego to było zdecydowanie za mało. Niełatwo było też opanować technikę gry. Sam Chladni wskazywał na pewne problemy wykonawcze. Moczenie ręki w czasie wykonania nie było tak proste, jak naciskanie klawisza, i na pewno nie oferowało tak wirtuozowskich możliwości, jak pianoforte czy klawesyn.

Wspomniałeś, że żaden eufon się nie zachował. A może jest cień szansy? Chladni zmarł nagle we Wrocławiu. Jest zatem możliwe, że miał wtedy ze sobą eufon i że w archiwach wrocławskich instytucji przetrwała jakaś niepozorna skrzyneczka...

Chciałbym w to wierzyć. Rzeczywiście, w - jak się okazało - ostatnią podróż Chladni udał się do Breslau. Spoczął około 700 metrów w prostej linii od obecnej pracowni Małych Instrumentów, na nieistniejącym już cmentarzu. Czy we Wrocławiu miał ze sobą eufon? Być może. Ostatnia wersja, której opisy udało mi się znaleźć, została zbudowana cztery lata przed śmiercią konstruktora. Skoro była mobilna, można przypuszczać, że zabrał ją w podróż. Stało się to jednak prawie 200 lat temu, więc trudno powiedzieć, czy taki instrument miał w ogóle szansę przetrwać do naszych czasów. Ale warto sprawdzić wszelkie możliwe tropy.

W literaturze przedmiotu ten ostatni eufon jest nieobecny i mam wrażenie, że tu Chladni przemawia bezpośrednio do mnie, żebym jego dzieło zrekonstruował. Zarówno książka, jak i artykuły, które opublikował, są bowiem adresowane do kogoś, kto - rozwijając jego koncepcje - chciałby taki instrument samodzielnie zbudować. Dlatego podjąłem się rekonstrukcji oryginalnego eufonu, którą mam zamiar dokończyć w tym roku.

Nie masz chyba wyjścia, bo na to przedsięwzięcie dostałeś pieniądze z ministerstwa kultury. Co przewiduje umowa?

Zobowiązałem się do zbudowania instrumentu inspirowanego eufonem Chladniego. Nazywam to inspiracją, ponieważ w wyniku pogłębionych poszukiwań dotarłem do wszystkich dostępnych opracowań. Informacje są na tyle dokładne, że już teraz wiem, jak eufon powinien być zbudowany, jak będzie wyglądał i jakie dokładnie będzie miał wymiary. Natomiast jeśli wystarczy mi czasu, chciałbym zaprezentować na koniec roku cztery instrumenty z tej grupy, które będą oparte na koncepcjach Chladniego. Jeśli plan się powiedzie, zaproszę Państwa do wrocławskiej galerii Toy Piano na prezentację i opowieści o eufonie.

Paweł Romańczuk, #1975, kompozytor, konstruktor instrumentów, założyciel zespołu Małe Instrumenty, pomysłodawca galerii Toy Piano we Wrocławiu.

Pieniądze są i przez rok (a nawet dwa) będą

gov.pl

"48 projektów otrzymało dofinansowanie na łączną kwotę prawie 1,5 miliona złotych w ramach programu "Zamówienia kompozytorskie". Zadania będą realizowane w trybie jednorocznym (w 2025 roku) i dwuletnim (w latach 2025-2026)" - ogłosiło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Największe wsparcie dwuletnie dostaną Warszawskie Towarzystwo Sceniczne (82 380 złotych na utwór sceniczny Tomasza Praszczałka na mezzosopran, kontratenor, dwóch wiolonczelistów performerów i kilkanaście instrumentów), Teatr Wielki - Opera Narodowa (56 000 złotych na muzykę symfoniczną Przemysława Zycha do produkcji baletowej Blade Runner w choreografii Roberta Bondary), Orkiestra Muzyki Nowej (50 400 złotych na projekt multimedialny Marty Śniady), Teatr Wielki w Łodzi (48 000 złotych na operę kameralną dla dzieci Turkusowy potwór) oraz Sinfonietta Cracovia (46 800 złotych na utwór Grażyny Pstrokońskiej-Nawratil na puzon i orkiestrę kameralną). Natomiast najwyższe dofinansowanie jednoroczne przyznano Narodowemu Forum Muzyki (54 000 złotych na dzieło Zygmunta Krauze na solistów, chór mieszany, chór dziecięcy i orkiestrę symfoniczną), Związkowi Kompozytorów Polskich (45 000 złotych na utwór Ewy Trębacz na zespół wokalny, orkiestrę i multimedia) i fundacji Instytut Art Intelligence (44 100 złotych na kompozycję Ignis Teoniki Rożynek).

Ponadto 66 projektów otrzymało dofinansowanie (w sumie ponad 3,5 miliona złotych) w ramach programu "Muzyczny ślad", którego celem - jak czytamy - jest "utrwalanie i wprowadzanie do obiegu wartościowych, niekomercyjnych nagrań utworów muzycznych, publikacji nutowych oraz naukowych i popularnonaukowych dotyczących muzyki oraz tańca". Z budżetu MKiDN finansowane będą nagrania audio, audio-wideo oraz wydania nut dzieł skomponowanych przed 1945 rokiem przez kompozytorów tworzących na terenie Polski. I to nie wszystko: ponad 1,9 miliona złotych zyskało 26 inicjatyw z programu "Taniec". Pełna lista beneficjentów jest dostępna na stronie internetowej resortu kultury. --MAK

Uznany i nagradzany

chopin.edu.pl, MKiDN, polskieradio.pl

Skrzypek Krzysztof Jakowicz otrzymał tytuł doktora honoris causa warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. Uroczystość odbyła się w ramach obchodów 215 rocznicy założenia uczelni. Laudację wygłosił rektor Tomasz Strahl.

Jakowicz studiował u takich wirtuozów, jak Tadeusz Wroński, Josef Gingold, János Starker i Henryk Szeryng. W dorobku ma między innymi III nagrodę i nagrodę specjalną Henryka Szerynga, zdobyte na IV Konkursie Wieniawskiego w Poznaniu (1962). To także pierwszy w Polsce skrzypek, który zarejestrował (dla Polskiego Radia) wszystkie sonaty i partity Johanna Sebastiana Bacha. Artysta gra na instrumencie Paola Albaniego z 1698 roku. Tuż przed wręczeniem honorowego doktoratu został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, przyznanym przez prezydenta Andrzeja Dudę za "wybitne zasługi dla kultury polskiej, za osiągnięcia w działalności artystycznej i twórczej". --MC, MAK

Nagrody w 20 kategoriach

oper-awards.com, "Rzeczpospolita"

Prestiżowe nagrody niemieckiego magazynu "Oper!" przyznane. "Niemcy są krajem z największą liczbą teatrów operowych na świecie. Nigdzie nie wykonuje się tylu oper i operetek. Nagrody "Oper!" są jedyną międzynarodową nagrodą operową w Niemczech, wręczaną co roku działającym zarówno na scenie, jak i w kulisach" - piszą organizatorzy. Gala odbyła się w La Monnaie. Brukselska scena zdobyła bowiem tytuł najlepszego teatru operowego - doceniono ją za oryginalne i różnorodne poszukiwania repertuarowe, na które składały się także wystawiane tam spektakle Krystiana Lady. Uwagę polskich mediów przyciąga przede wszystkim wyróżnienie w kategorii najlepsza produkcja dla wystawionego na Festiwalu w Salzburgu Idioty Mieczysława Wajnberga w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego. W uzasadnieniu wyboru jury napisało: "Opera opowiada o bezsilności dobrych ludzi w społeczeństwie naznaczonym chciwością, nihilizmem i dekadencją. Krzysztof Warlikowski zrealizował tę przypowieść w sposób wstrząsająco intensywny". Nagrody "Oper!" przyznawane są w 20 kategoriach, a w jury zasiadają dziennikarze muzyczni. Jak zauważa Jacek Marczyński na łamach "Rzeczpospolitej", mają one znaczenie europejskie, ponieważ ocenia się przedstawienia operowe i artystów nie tylko z krajów niemieckojęzycznych. --MC, MAK

Niewygodny patron

BR Klassik

Szkoła muzyczna w Tauberbischofsheim w Badenii-Wirtembergii nosi imię Richarda Trunka, kompozytora urodzonego w tym mieście, będącego też jego honorowym obywatelem i mającego tu nawet swoją ulicę. Kłopot w tym, że był on nazistą. Do NSDAP wstąpił w 1931 roku (numer legitymacji 659.692), pisał muzykę propagandową, w tym regularnie wykonywany chóralny utwór Feier der neuen Front do tekstu Baldura von Schiracha, przywódcy Hitlerjugend, gauleitera Wiednia, zbrodniarza wojennego, skazanego w Norymberdze na 20 lat więzienia. W 1934 kompozytor stanął na czele Akademii Muzycznej w Monachium. Wolfgang Rathert, muzykolog z Uniwersytetu Monachijskiego, podkreśla, że Trunk był "krystalicznie czystym narodowym socjalistą, agitującym przeciwko muzyce Republiki Weimarskiej". Władze Tauberbischofsheim zdają sobie sprawę z problemu. Burmistrzyni Anette Schmidt zaznaczyła, że honorowego obywatelstwa zmarłemu w 1968 roku Trunkowi odebrać się nie da, ponieważ tytuł wygasł w momencie jego śmierci. Obiecała jednak intensywnie zająć się sprawą zmiany patrona szkoły. --MC

PASSEGGIATA...

fb.com

Opery Alojzego Dworzaczka odnalezione. Do Teatru Wielkiego w Poznaniu krewni kompozytora przynieśli należące do niego partytury i dokumenty. Dworzaczek od 1921 roku mieszkał w tym mieście i pracował jako kierownik chóru Teatru Wielkiego. "Informacje z katalogu Opery polskie prof. Kornela Michałowskiego są już nieaktualne. Spuścizna [...] Dworzaczka nie jest już zaginiona" - napisał na Facebooku baryton Szymon Mechliński, który od lat zajmuje się poszukiwaniem zaginionych partytur. "Boruta jest w całości w rękopisie, brakuje partytury Żywili, ale są wszystkie głosy orkiestrowe, więc można ją odtworzyć [...]. Maria jest w całości" - wylicza Mechliński. --MC, MAK

bip.mazovia.pl

Karuzela konkursowa się kręci. Tym razem Zarząd Województwa Mazowieckiego ogłosił konkurs na kandydata na stanowisko dyrektora Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca Mazowsze. Oferty można składać do 31 marca, a ich rozpatrzenie nastąpi do 31 lipca. Dodajmy, że od dekady dyrektorem Mazowsza jest Jacek Boniecki. Na stronie internetowej zespołu czytamy, że "działalnością dyrygencką zajął się w wieku 14 lat w ruchach amatorskich". Na szczęście od następcy nie wymaga się powtórzenia tego wyniku. W ogłoszeniu podano, że kandydat musi mieć "minimum 3-letnie doświadczenie: na stanowisku kierowniczym w obszarze działalności muzycznej bądź kulturalnej". O dyrygenturze nie wspomniano. --MAK

metopera.org

Nasi za oceanem. W sezonie 2025/2026 Metropolitan Opera zaplanowała 12 wznowień oraz sześć nowych produkcji. W premierowej inscenizacji Tristana i Izoldy Wagnera jako Kurwenal wystąpi Tomasz Konieczny, który później pojawi się też w roli Mandryki w Arabelli Straussa. W Purytanach Belliniego Riccardo Forthem będzie Artur Ruciński, Alfredem w Traviacie Verdiego - Piotr Buszewski, a w La Boh?me Pucciniego jako Mimi zaśpiewa Aleksandra Kurzak. Ponadto rolą Komandora w Don Giovannim Mozarta w Met zadebiutuje Adam Palka, a Joe Kavaliera w The Amazing Adventures of Kavalier & Clay Batesa - Andrzej Filończyk (usłyszymy go też jako Sharplessa w Madamie Butterfly Pucciniego). Atrakcją wznowionej opery Andrea Chénier Giordana będzie natomiast udział Piotra Beczały. --JM, MAK

gov.pl

"Tradycje Wigilii Bożego Narodzenia w Polsce" decyzją ministry kultury zostały wpisane na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Opisując zwyczaje, uwzględniono nie tylko dzielenie się opłatkiem, 12 postnych dań czy pasterkę, lecz także śpiewanie kolęd oraz tradycję kolędniczą, w tym kaszubską gwiôzdkę.

--MAK