#6 2023 rok LXVII
Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku
Redaktor naczelny
Daniel Cichy
Redaktorka prowadzącaDominika Micał
Sekretarz redakcji
Maciej Kucharski
[email protected]
Zastępca redaktora naczelnegofestiwale, koncerty
Krzysztof Stefański
[email protected]
Swoboda ruchu, muzyka dawna
Karolina Kolinek-Siechowicz
[email protected]
Swoboda ruchu, muzyka współczesna
Dominika Micał[email protected]
Wydawnictwa
Michał Mendyk
[email protected]
Teatr muzyczny
Jacek Marczyński
Redaktor senior
Józef Kański
Sekretariat
Katarzyna Dubiel
[email protected]
Dyrektor artystyczny
projekt graficzny
Marek Knap
[email protected]
Studio graficzne
Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)
Redakcja i korekta
Maria Konopka-Wichrowska
Internet
Mateusz [email protected]
Wydawca
Polskie Wydawnictwo Muzyczne
al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków
Oddział w Warszawie
ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa
[email protected]
Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.
Za treść reklam redakcja nie odpowiada.
Redakcja czynna od godz. 10.00 do 15.00
Adres
ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa
tel.: +48 885 860 332
email: [email protected]
www.ruchmuzyczny.pl
ruchmuzyczny
ruchmuzyczny
Ruch Muzyczny
"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych
informacje na www.defacto.org.pl
Ikonki: www.flaticon.com/freepick
Na okładce Hania Rani, fot. Aleksandra Zaborowska/dzięki uprzejmości Gondwana Records
PŁYTOTEKA INSPEKTORA BANKSA
Dominika Micał
Fot. archiwum prywatne
W pierwszym tomie kryminalnego cyklu o inspektorze Alanie Banksie Peter Robinson wkłada w usta głównego bohatera krytykę gustu muzycznego jego żony: "Wiesz, jak na kogoś, kto ceni artystyczne ukazanie nagiego ludzkiego ciała, muzycznie jesteś kompletną filisterką". Banks przeżywa wtedy okres fascynacji operą, do pracy chodzi z walkmanem, na którym odtwarza Dydonę i Eneasza albo Traviatę. Już w drugiej odsłonie serii przerzuca się jednak na angielską muzykę chóralną i folk (choć nawet przed sobą trudno mu przyznać, że jego zapał do opery osłabł). Trzecia książka przynosi rozmowę: "Trąbka z tłumikiem lamentowała, a Sara Martin śpiewała Death Sting Me Blues. "Co się stało z operą?" - spytała Jenny. Banks nalał jej porcję Laphroaiga. "Na świecie jest mnóstwo muzyki - odpowiedział. - Chcę usłyszeć tak dużo, jak tylko zdołam, zanim się zwinę z tego padołu". "Czy to obejmuje heavy metal i middle-of-the-road?". Banks się skrzywił". I zmienił temat.
W kolejnych tomach policjant słucha między innymi Grateful Dead, The Rolling Stones, The Who, Lany Del Rey, Briana Eno, Gustava Mahlera, a nawet Symfonii "Kadisz" Mieczysława Wajnberga. Cała lista utworów pojawiających się w 28 książkach zajęłaby pewnie pół numeru # i obejmowała kilkanaście gatunków. Alan Banks jest książkowym - nomen omen - przykładem muzycznego wszystkożercy. Jak tę postawę wyjaśnić? I jak umieścić omniworyzm na mapie muzycznych gustów? Co prawda, Maria Opałka tylko sugeruje możliwość bliższego przyjrzenia się temu interesującemu zjawisku w przyszłości, ale już jej aktualne badania co nieco wyjaśniają. Choćby dlaczego dotychczas źle formułowano pytania wobec respondentów. Twórczość dźwiękowa wcale nie jest tak jasno podzielna na gatunki, jak chcieliby ci, którzy odpowiadają za jej sprzedaż. Pod pewnymi względami muzyce dawnej może być znacznie bliżej do rozrywkowej, niż nam się często wydaje. Dla Hani Rani to źródło inspiracji; jedno z wielu - o czym opowiada w rozmowie z Filipem Lechem.
Zresztą, czy na przykład Antonio Vivaldi, z wciąż powtarzającymi się zwrotami harmonicznymi i emocjonalną przystępnością, nie bywa bliższy kiczowi (dla jasności - uwielbiam Vivaldiego) niż choćby - należąca przecież do szeroko rozumianej muzyki popularnej - twórczość Stevena Wilsona? Przypominają się też przypadki Zbigniewa Preisnera i Piotra Rubika, z którymi z sobie właściwą bezwzględnością rozprawiał się Andrzej Chłopecki. Czy dzisiaj jeszcze potrafimy, jako krytycy, postawić tak ostro kwestię wartości utworu? I czy w ogóle powinniśmy? Czy w naszym relatywistycznym świecie pojęcie kiczu jeszcze cokolwiek znaczy? Karolina Dąbek nie tylko kreśli historię terminu, lecz także pokazuje, jak kicz stał się materią dla muzyki współczesnej. I co pozytywnego ze sobą niesie. Trudno mi uwierzyć, że ironiczne używanie go przez młodych kompozytorów nie świadczy o jakimś rodzaju dowartościowania i słabości do niego. Czy to sposób na otwarte przeżywanie swoich guilty pleasures tak, żeby nie narazić się na negatywną ocenę?
Mamy nadzieję, że w tym numerze znajdzie się coś do czytania i słuchania dla Czytelników o różnych gustach. Relacjonujemy festiwale muzyki współczesnej i abonamentowe koncerty, rozmawiamy z Ianem Bostridge'em i Łukaszem Borowiczem, recenzujemy płyty od muzyki dawnej po jazz i alternatywną, kreślimy sylwetkę mało znanego awangardzisty.
A ja, cóż, myślę, że po pracy będę czytać kryminał o Alanie Banksie, słuchając Doris Day. A może Stevena Wilsona. Albo Vivaldiego.
Cytat numeru:
[Kicz] ma w sobie dziwnie fascynującą, przyciągającą MOC, perwersyjny urok
--Karolina Dąbek
Jako dziecko BYŁEM zafascynowany ŚMIERCIĄ
z IANEM BOSTRIDGE'EM rozmawia
Jakub Kukla
Polskie Radio
Fot. Simon Fowler/ Warner Classics
J akub Kukla: Kiedy zorientował się pan, że w przyszłości zostanie raczej klasycznym śpiewakiem niż kolejnym Normanem Daviesem?
Ian Bostridge: To zajęło mi trochę czasu. Śpiew był początkowo wyłącznie hobby. Równocześnie bardzo mocno przemawiały do mnie niemieckie pieśni, głównie dzięki mojemu nauczycielowi muzyki. Kochałem Fischera-Dieskaua, mógłbym słuchać wszystkiego, co śpiewa, nie tylko repertuaru niemieckiego. Niemniej wydawało mi się, że skoro jestem Anglikiem, nie mam szans, żeby zostać specjalistą od niemieckiego romantyzmu. Poza tym, kiedy wkraczasz na ścieżkę akademicką, dochodzisz do wniosku, że niczym innym nie powinieneś się zajmować. Tym bardziej że to kochałem, miałem wspaniałego opiekuna pracy doktorskiej, profesora Keitha Thomasa. Niestety przyszłość uczelniana nie rysowała się dobrze. Regularnie zacząłem więc organizować koncerty, brałem udział w konkursach. Ale wszystko odbywało się niespiesznie. Z dzisiejszej perspektywy nie wygląda to jak pełna zwrotów akcji historia przygodowa.
Nie rozważał pan łączenia kariery akademickiej z pracą zawodowego śpiewaka?
Wydaje mi się, że po osiągnięciu pewnego poziomu nie byłoby to niemożliwe, ale zajmowanie się jednym i drugim przysparzałoby sporych trudności. Jeden z moich starych przyjaciół pracuje w Oksfordzie - zajmuje się językiem francuskim, a równocześnie udziela w teatrze. Wydaje mi się, że osiągnąłby lepsze efekty, gdyby angażował się wyłącznie na scenie.
Pański repertuar sięga od muzyki wczesnego baroku do kompozycji współczesnych. Czy w tym zestawie pieśń artystyczna zajmuje szczególne miejsce?
Staram się nie usztywniać swojego podejścia. Najbliżej jest mi chyba do muzyki barokowej i do romantycznego repertuaru pieśniowego. W ostatnim czasie śpiewałem dość dużo włoskiej muzyki barokowej, przede wszystkim neapolitańskiej. Poza tym było też dużo Händla. Tę muzykę również ubóstwiam. Retoryka barokowa to zjawisko bardzo zbliżone do wymowy pieśni.
Z czego wynika pana zainteresowanie pieśnią artystyczną, w szczególności niemieckim romantyzmem?
Myślę, że chodzi przed wszystkim o brzmienie tej muzyki.
Brzmienie?!
Kiedy pierwszy raz zaśpiewałem pieśń, miałem jakieś 12-13 lat. Mój nauczyciel muzyki poprosił mnie, żebym wykonał Der Hirt auf dem Felsen Schuberta z towarzyszeniem klarnetu. Gdzieś w domu powinienem mieć jeszcze tamto nagranie. To było bardzo pokręcone. Musiałem opanować niemiecką wymowę. Wtedy ten język jeszcze do mnie nie przemówił, chociaż zachwycił mnie sam utwór. W szkole średniej trafiłem z kolei na wybitnego nauczyciela niemieckiego. Miał niezwykłą wiedzę na temat pieśni. Na jednej z pierwszych lekcji puścił nam Króla olch. Śpiewał Dietrich Fischer-Dieskau, towarzyszył mu Gerald Moore. Nie rozumiałem tekstu, nie znałem też tej historii, ale zachwyciło mnie samo brzmienie słów. Nie chodzi więc wcale o wartość literacką. Kompozytorzy czasem sięgają po marne wiersze. Schubert nawet nieudany tekst potrafił przemienić w piękne dźwięki. Oczywiście śpiewak musi opowiedzieć jakąś historię. Ale przecież czyni to, podpierając się muzyką i prozodią.
Co w pana opinii pomaga w wejściu na ścieżkę interpretatora Lieder?
Z jakiegoś powodu ta estetyka przyciąga konkretne osoby. Ja na przykład byłem dzieckiem niezwykle romantycznym. Po raz pierwszy zakochałem się szaleńczo, kiedy miałem 12 lat. Ale ona mojego uczucia nie odwzajemniała. Poza tym już wtedy byłem zafascynowany śmiercią. To zainteresowanie przychodzi zwykle z wiekiem, dzieci z reguły się nad tą kwestią nie zastanawiają. W moim przypadku było inaczej, choć nie mam pojęcia, dlaczego. Romantyczny świat bardzo mnie pociągał.
Wielokrotnie zarejestrował pan Podróż zimową. Z jakiego powodu Schubertowski cykl jest dla pana tak istotny?
To porażające dzieło. Ma w sobie oczywiście mnóstwo z XIX wieku, ale jest równocześnie ponadczasowe. Zawiera niezwykły ciężar egzystencjalny, jest prekursorskie, niemal psychoanalityczne i w tym wymiarze wręcz awangardowe. Poza tym znam ten cykl na wylot i śpiewanie go przychodzi mi z wielką łatwością. Kiedy wykonuję Podróż zimową, nie muszę się niczym martwić. To bardzo wyzwalające doświadczenie. Mam świadomość, że na koncercie całkowicie mogę poddać się nastrojowi chwili, a wtedy może wydarzyć się coś zupełnie nieoczekiwanego.
Nie musi pan ćwiczyć?
Podróży zimowej? Nie, nigdy nie ćwiczę tego utworu.
Cyklowi Schuberta poświęcił pan także książkę.
Ta książka stanowi wyraz pobłażania wobec samego siebie. Przetłumaczyłem poszczególne pieśni, a potem spisałem to, co na ich temat przyszło mi do głowy. Są tam passusy, które mają charakter na poły muzykologiczny, inne odnoszą się do warstwy kulturowej, jeszcze inne do naukowej. Z jednej strony próbowałem to dzieło jakoś okiełznać, a z drugiej - wyciągnąć rękę do tych, którzy utworu nie znają.
Planuje pan napisanie kolejnych książek dotyczących muzyki?
Owszem, kolejną wziąłem nawet ze sobą. Ukazuje się w kwietniu.
Song and self. Czyli?
Ta książka powstała na podstawie wykładów, które wygłosiłem na uniwersytecie w Chicago w samym środku pandemii. Chodzi w niej o problem tożsamości w muzyce. Więcej nie chciałbym teraz zdradzić.
Z biegiem lat zmienia się ciało, zmienia się także głos. Ale mam wrażenie, że akurat pański cały czas brzmi bardzo świeżo i młodo.
To ważne, żeby zachować młodzieńczą świeżość. Wielu śpiewaków porusza się w ciężkim repertuarze operowym. Zdarza im się forsować głos - wcale nie dlatego, że odczuwają taką potrzebę, często orkiestra gra po prostu bardzo głośno. Nie mają innego wyjścia. Przed 20 laty słuchałem słynnego tenora wagnerowskiego w partii Tristana. Jego głos stracił blask, bo zbyt długo go forsował, ale jego forma nie miała dla publiczności większego znaczenia, ponieważ wszyscy słuchali go przez pryzmat dawnych dokonań. Ludzie zamykają się w bańkach. Także w świecie operowym. A ja nie przepadam za bańkami.
Jan Tomasz Adamus stwierdził, że jest pan nie tyle śpiewakiem, co medium.
To miłe.
A jak pan postrzega swoją rolę?
Staram się o tym nie myśleć! Jestem po prostu szczęśliwy, że mogę się tym zajmować. Zawsze interesowała mnie przeszłość, historia, więc teraz z pomocą głosu mam szansę, żeby w pewnym sensie przywoływać miniony czas.
Ian Bostridge, #1964, angielski tenor, od lat dziewięćdziesiątych uważany za jednego z najwybitniejszych współczesnych interpretatorów niemieckiego repertuaru pieśniowego.
RICORDI ANCORA
pwm.com.pl
Polskie Wydawnictwo Muzyczne wznawia współpracę z włoskim wydawnictwem Ricordi, a także z jego międzynarodowymi partnerami, którzy wchodzą w skład Universal Music Publishing Classics & Screen. "Tym samym Dział Zbiorów Nutowych naszej Oficyny staje się miejscem, w którym wszystkie działające w Polsce orkiestry, teatry operowe, instytucje kultury, szkoły i uczelnie oraz podmioty organizujące wydarzenia muzyczne otrzymają dostęp do materiałów nutowych dzieł z katalogów zdecydowanej większości najbardziej cenionych wydawnictw muzycznych na świecie" - komentuje dr Daniel Cichy, dyrektor i redaktor naczelny PWM. "Ze względu na dużą popularność utworów znajdujących się w katalogach takich oficyn, jak Éditions Durand-Salabert-Eschig (Paryż) i UMP Editio Musica Budapest, które wchodzą w skład grupy, będzie to dla nas nie tylko duża przyjemność, ale i ekscytujące wyzwanie" - podkreśla. Włoskie wydawnictwo Ricordi, mające filie w Berlinie, Londynie i Nowym Jorku, dysponuje jednym z największych katalogów nutowych, zawierającym dzieła takich kompozytorów, jak: Giuseppe Verdi, Giacomo Puccini, Gioacchino Rossini, Vincenzo Bellini i Gaetano Donizetti; utwory klasyków XX wieku: Luigiego Nona, Gérarda Griseya, Edgarda Var?se'a oraz mistrzów współczesności: Luki Francesconiego, Giorgia Battistellego, Olgi Neuwirth i Julii Wolfe. --MC, MAK
Tymczasowa zmiana warty
polskieradio.pl, umwd.dolnyslask.pl, "Gazeta Wyborcza"
Wbrew oczekiwaniom mediów zmiana warty w Operze Wrocławskiej odbyła się w sposób cywilizowany. Izabela Kurc-Kuriata, wicedyrektorka Wydziału Kultury w Urzędzie Marszałkowskim, została p.o. dyrektora teatru. Priorytetem jest dla niej ustalenie sytuacji materialnej placówki.
Przypomnijmy, że powodem zwolnienia Haliny Ołdakowskiej, dotychczasowej dyrektorki, było naruszenie dyscypliny finansów publicznych, wykazane na podstawie kontroli przeprowadzonej w Operze przez Urząd Marszałkowski i Najwyższą Izbę Kontroli oraz orzeczenia Regionalnej Komisji Orzekającej działającej przy Regionalnej Izbie Obrachunkowej, wydanego po zawiadomieniu złożonym przez Rzecznika Finansów Publicznych. Ponadto w instytucji trwają kolejne urzędowe kontrole w sprawie zorganizowanej tam imprezy urodzinowej z udziałem ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka.
Halina Ołdakowska w audycji Wybieram Dwójkę w Polskim Radiu tłumaczyła, że Opera "zamknęła rok 2022 na plusie, pracownicy nie stracili dochodów, a wszystkie należności zostały spłacone". Ponadto była dyrektorka uznała obecność ministra na prywatnej imprezie za bardzo potrzebną, "w związku z rozmaitymi programami edukacyjnymi, które prowadzi placówka i które są współfinansowane przez Ministerstwo. Do tego opera przecież zarobiła na tym wynajmie".
Jak zapowiedział Krzysztof Maj, członek Zarządu Województwa Dolnośląskiego odpowiedzialny za sprawy kultury: "Najpóźniej za trzy tygodnie poznamy nazwisko nowego dyrektora". Wcześniej zaś powinniśmy otrzymać wyniki trwających kontroli. --MAK, MC
"Urodziłam się, by śpiewać..."
polskieradio.pl, gov pl
Wybitna polska śpiewaczka Krystyna Szostek-Radkowa skończyła 90 lat.
Zaczynała w Operze Śląskiej, ale już na początku lat sześćdziesiątych związała się ze sceną warszawską. Śpiewała w najważniejszych teatrach Włoch, Francji, Niemiec, Austrii, Rosji i obu Ameryk. Występowała w różnorodnym repertuarze koncertowym, oratoryjnym, brała udział w wykonaniach dzieł współczesnych - Witolda Lutosławskiego czy Tadeusza Bairda. Jako pedagog w stołecznej Akademii Muzycznej wychowała całe pokolenie znanych dziś śpiewaczek. "Od początku kariery zachwycała Pani publiczność i słuchaczy wyjątkowymi walorami głosowymi oraz żywiołowym temperamentem scenicznym, które w połączeniu z wytrwałą pracą zagwarantowały międzynarodowy sukces. [...] Potwierdzeniem wysokiej rangi Pani dokonań było uhonorowanie licznymi odznaczeniami, w tym Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Złotym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis" - napisał wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński w liście gratulacyjnym. "Gdybym urodziła się jeszcze raz, to też zostałabym śpiewaczką. Śpiew to moja miłość, moje wszystko. Śpiewam na każdym kroku, idąc ulicą, wchodząc po schodach. Ja muszę śpiewać" - mówiła w radiowej Dwójce znakomita artystka. "Na mszę w Boże Narodzenie poszłam do kościoła z córką i śpiewałam kolędy. Głosem prostym, zwykłym, nie ze sceny. Przed nami siedziała para nobliwie wyglądających starszych państwa. Co chwilę się odwracali i uśmiechali. Wychodzimy, córka mówi, że poznali mnie ze sceny. A wtedy oni podchodzą i mówią: pani ma taki piękny głos, tak pięknie pani śpiewa, pani się powinna uczyć, bo nigdy nie jest za późno. To był największy komplement" - stwierdziła. --MAK
Łabędzie w Paryżu
wyborcza.pl, opera.poznan.pl
Spektakl Łabędzie Teatru Wielkiego w Poznaniu, przygotowany przez tancerza i choreografa Tobiasza Sebastiana Berga, zdobył nagrodę publiczności Fedora Prizes Biennale. Nagrodę wręczono podczas gali w paryskim Palais Garnier.
"Łabędzie to spektakl teatru tańca tworzony we współpracy z tancerzami niewidomymi, słabowidzącymi oraz poruszającymi się alternatywną motoryką. [...] Do realizacji tego projektu zaprosiliśmy osoby twórcze, które niestety często są pomijane w procesie tworzenia i odbioru szeroko pojętej sztuki. Wspólnie stworzyliśmy taniec otwarty dla tych, którzy nie mogą zobaczyć ruchu na własne oczy. Razem podjeliśmy dialog ze skodyfikowaną formą tańca klasycznego, poszerzając ją dzięki wyobraźni twórców i czyniąc bardziej dostępną" - czytamy na stronach poznańskiego Teatru Wielkiego.
"W spektaklu odnosimy się do pojęcia magii zawartej w Jeziorze łabędzim Czajkowskiego. Samego Łabędzia traktujemy jako symbol przemiany. Bezpośrednio odnosimy się tylko do jednej sceny z Czajkowskiego (duet Odetty i Zygfryda). Ważniejsze jest dla nas pojęcie baletu. Jezioro łabędzie [...] jest dla nas podstawą do polemiki z gatunkiem i skostniałymi formami tańca" - powiedział choreograf Tobiasz Sebastian Berg. Fedora Prizes Biennale to jeden z najważniejszych konkursów operowych i baletowych w Europie. Łabędzie zdobyły 1694 głosy! --MAK
Happy birthday
"Gramophone"
Brytyjski miesięcznik "Gramophone", założony przez szkockiego pisarza Comptona Mackenziego, właśnie obchodzi setne urodziny. Pierwszy numer ukazał się w kwietniu 1923 roku.
Pismo wydawane było do 2013 roku przez Haymarket Media Group. Dziesięć lat temu zostało przejęte przez Mark Allen Group. Bardzo długo reklamowało się jako "Światowy autorytet w dziedzinie muzyki klasycznej od 1923 roku". Ostatnio jednak na okładce miesięcznika pojawia się nieco zmodyfikowane określenie: "Najlepsze na świecie recenzje muzyki klasycznej". Magazyn co rok przyznaje prestiżowe Gramophone Awards nagraniom, które uznaje za najlepsze w różnych kategoriach. W przeszłości do laureatów nagrody należały takie gwiazdy muzyki klasycznej, jak Herbert von Karajan, Nigel Kennedy, sir Simon Rattle, Riccardo Chailly, sir John Eliot Gardiner, Nelson Freire. Od 2012 roku odbiorcy "Gramophone" mogą w ramach abonamentu korzystać z pełnego archiwum online, w którym zgromadzono wszystkie wydania pisma od pierwszego numeru z 1923 roku. Uroczysty koncert z okazji stulecia magazynu odbędzie się 14 maja w Wigmore Hall w Londynie. Udział zapowiedzieli między innymi śpiewaczka Fatma Said, pianiści Jean-Efflam Bavouzet i Bertrand Chamayou oraz znany gitarzysta Miloš. 78-letni "Ruch Muzyczny" życzy brytyjskiemu koledze co najmniej 200 lat. --MAK
PASSEGGIATA...
Radio Classique, "Il Messaggero"
La Scala przypomniała sobie, że na świecie istnieją kobiety poza śpiewaczkami. Włoszka Silvia Colasanti będzie pierwszą kompozytorką, której dzieło zostanie wystawione na mediolańskiej scenie. Tematem ma być życie Anny Achmatowej. Premiera odbędzie się w lutym 2025 roku. Dodajmy, że do pierwszego przełomu doszło w styczniu 2022 - włoska dyrygentka Speranza Scappucci jako pierwsza kobieta poprowadziła orkiestrę La Scali w spektaklu I Capuleti e i Montecchi Belliniego. --MC
Encore, Classic FM
Lata mijają, a muzycy nie dojadają. W ciągu ostatniego roku 26 procent artystów rezygnowało z co najmniej jednego posiłku w ciągu dnia z powodów finansowych. To prawie dwa razy więcej niż w przypadku reszty społeczeństwa. 66 procent muzyków odnotowało spadek dochodów; 39 zauważa, że klienci odwołują rezerwacje terminów z powodu rosnących kosztów życia; 79 przyznaje, że z powodu rosnących cen paliwa ogranicza długie podróże - wynika z badań, które przeprowadziła platforma bookingowa Encore na grupie 301 muzyków. --MC
Classic FM, PAP
Osiołek na czerwonym dywanie nie pomógł. Chyba wszyscy kinomaniacy trzymali w Polsce kciuki za Oskara dla filmu IO Jerzego Skolimowskiego z muzyką Pawła Mykietyna. Obraz konkurował z Na zachodzie bez zmian i niestety przegrał. Akademia Filmowa zignorowała też Tár Todda Fielda z Cate Blanchett, chociaż film otrzymał aż sześć nominacji w kategoriach: najlepsze film, reżyseria, aktorka, scenariusz oryginalny, zdjęcia, montaż. --MC, MAK
"Classical Music", "Gramophone", "Guardian"
Brytyjska rozgłośnia BBC poinformowała, że etatowy chór kameralny BBC Singers, na rok przed stuleciem istnienia, zostanie zlikwidowany. Decyzja wzbudziła ogromne kontrowersje i liczne głosy sprzeciwu. Petycję przeciwko niej podpisało dotąd ponad 74 tysiące osób. Likwidacja BBC Singers oznacza, że 20 etatowych śpiewaków oraz pracowników administracji straci pracę. Simon Webb, szef orkiestr i chórów BBC poinformował, że zamiast tego rozgłośnia zainwestuje pieniądze w inne grupy chóralne z całej Wielkiej Brytanii. Dodał, że powstanie także ogólnokrajowy program rozwoju chórów, który ruszy w momencie, gdy zaczną działać nowe studia muzyczne BBC. --MC
"New York Times" "Rzeczpospolita"
Metropolitan Opera będzie musiała zapłacić Annie Nietriebko ponad 200 tysięcy dolarów za 13 odwołanych występów. Kontrakty były podpisane na zasadzie play or pay ("graj albo płać") - nawet jeśli teatr ostatecznie nie angażuje artysty, musi mu wypłacić honorarium. Met broniła się, że Nietriebko, nie odcinając się od Putina, złamała panującą w Operze zasadę, ale arbiter Howard C. Edelman uznał, że "sprzymierzenie się z Putinem nie jest moralną podłością ani samo w sobie nie zasługuje na to, by śpiewaczkę potraktować niewłaściwie". --MC