Ruch Muzyczny nr 22/2021 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

5.90 zł
4.90 zł (5,02 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#22 2021 rok LXV

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktor prowadzącyDaniel Cichy

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

[email protected]

Festiwale, koncerty

Krzysztof Stefański

[email protected]

Muzyka dawna

Karolina Kolinek-Siechowicz

[email protected] Micał[email protected]

Muzyka współczesna, książki, płyty

Adam Suprynowicz

[email protected]

Michał Mendyk

[email protected]

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Redaktorzy seniorzy

Józef Kański, Olgierd Pisarenko

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

[email protected]

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

[email protected]

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz [email protected]

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

[email protected]

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.

Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Redakcja czynna od godz. 10.00 do 15.00

Adres

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: [email protected]

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

Ruch Muzyczny

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Na okładce Bruce (Xiaoyu) Liu, XVIII Konkurs Chopinowski, 16 października 2021 roku, fot. Darek Golik/NIFC

OD REDAKCJI

ŻYCIE PO KONKURSIE

Daniel Cichy

Fot. Bartek Barczyk/PWM

Konkurs Chopinowski pobił w tym roku wszelkie rekordy, także jeśli chodzi o liczbę zgłaszających się młodych pianistów. Zgodnie podkreślano najwyższy poziom muzyczny w dziejach imprezy, który miał wpływ na dość swobodne podejście jurorów do zapisanych w regulaminie limitów artystów dopuszczonych do kolejnych etapów i na przyznawanie nagród. Ale rekordy nie ograniczały się przecież tylko do kwestii ściśle merytorycznych.

Raporty medialne uginały się pod naporem cytowań, a Konkurs był obecny dosłownie wszędzie, wyglądał z telewizora, dźwięczał w radiu, wyłaniał się z łamów i wyskakiwał w sieci. Komentarze krytyków muzycznych i publicystów przeplatały się z opiniami melomanów, a w mediach społecznościowych wiele osób dokonywało kulturalnego coming out i zaskakiwało znawstwem muzyki Chopina. Budziły szacunek miliony odsłon przesłuchań na YouTube, choć równie interesująca była lawina komentarzy we wszystkich językach świata. A już przesunięcie głównego wydania Wiadomości, aby widzowie mogli bez zakłóceń obejrzeć Galę Finałową, jest wydarzeniem bez precedensu.

Osiągnięte zasięgi i skuteczne wzmacnianie marki "Chopin" na rynku międzynarodowym to jednocześnie sukces i przekleństwo organizatorów. Im głośniej bowiem o wydarzeniu, tym więcej głosów krytycznych, zaś impreza o tak niespotykanym w świecie kultury medialnym oddziaływaniu i szerokim rezonansie w środowisku muzycznym musi prowokować pytania. I nie chodzi tu tylko o to, czym ma być Konkurs Chopinowski, jak wykorzystywać niemal 100-letnie dziedzictwo zasłużonej imprezy i jak budować na nim jej przyszłość. Istotniejsze jest, jakie interpretacje muzyki naszego największego kompozytora propagować, jakiego typu artystyczne osobowości wznosić na wyżyny muzycznego świata, jakie wartości w tych trudnych do ocenienia szrankach premiować, a na co wskazywać, jako na niedopuszczalne. Łączy się to z doborem jurorskiego składu. Werdykt sędziów zawsze budzi kontrowersje, niektórych zadowala, innych rozczarowuje. Nie inaczej jest w tym roku. Tyle że - właśnie przez intensywną obecność Konkursu w przestrzeni publicznej - spory na temat wyborów jurorów, konstrukcji regulaminu, transparentności, relacji między uczniami a sędziami, osiągnęły temperaturę dotąd chyba niespotykaną. Mało tego - stworzyły się grupy, które planują wystąpić do organizatorów z listą rozmaitych postulatów. Przyszłość pokaże, czy liderom ciekawych skądinąd dysput wystarczy determinacji, kiedy kurz Chopinowskich zawodów opadnie.

Nam z pewnością jej nie zabraknie, aby poruszyć na łamach # tematu pryncypiów krytyki muzycznej, a Konkurs będzie tu znakomitym pretekstem. Obok bowiem rzeczowych ocen występów pianistów, pojawiały się w mediach wypowiedzi, z którymi organicznie - jako redakcja najstarszego pisma muzycznego w Polsce - się nie zgadzamy. Tak już jest, że podczas imprez filmowych branżowe media zastanawiają się nad walorami artystycznymi prezentowanych obrazów, a serwisy plotkarskie pochylają nad garderobą gwiazd. Gorzej, jeśli osoby mieniące się krytykami muzycznymi, na poważnych łamach i uznanych antenach, posiłkują się kryteriami pozamuzycznymi i wykluczającymi do omawiania kreacji artystycznych.

Wreszcie podzwonnym Konkursu powinno być pytanie, co zostanie nam po imprezie, z której jesteśmy tak dumni. Czy ostatnie akordy wędrujących teraz po Polsce laureatów wzmogą nasz pęd do muzyki klasycznej? Czy w szkolnictwie ogólnokształcącym zapanuje moda na wspólne muzykowanie? Czy w stacjach telewizyjnych będzie więcej ambitnej twórczości? Słowem - czy muzyczne święto, które właśnie się zakończyło, będzie miało wpływ na naszą codzienność?

Cytat numeru:

Puzon POSTANOWIŁ PRZEMÓWIĆ, lecz kto go wysłucha?

--Piotr Mika

AKTUALNOŚCI

Całokształt DOCENIONY

pap.pl

Lidia Grychtołówna i Jerzy Maksymiuk otrzymali doroczną nagrodę za całokształt twórczości przyznawaną przez ministra kultury, dziedzictwa narodowego i sportu. Składają się na nią: 40 tys. zł brutto, statuetka oraz dyplom.

"Lidia Grychtołówna jest pianistką i pedagogiem, laureatką międzynarodowych konkursów pianistycznych, m.in. warszawskiego Międzynarodowego Konkursu im. Fryderyka Chopina oraz Międzynarodowego Konkursu im. Roberta Schumanna w Berlinie. Wiele razy zasiadała w jury warszawskich Konkursów Chopinowskich" - czytamy w komunikacie Polskiej Agencji Prasowej. "Jerzy Maksymiuk to pianista, wielokrotnie nagradzany kompozytor, światowej sławy dyrygent, występujący na najważniejszych światowych estradach. Jego współpraca z Polską Orkiestrą Kameralną położyła podwaliny pod utworzenie orkiestry symfonicznej Sinfonia Varsovia. Jest współtwórcą festiwalu Warszawska Jesień" - informuje PAP. Nagroda jest przyznawana od 1997 roku zasłużonym postaciom świata kultury. --MAK

Siła kobiet

kraków.pl

Rozstrzygnięto konkurs na stanowisko dyrektora Orkiestry Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa Sinfonietta Cracovia. Zespół poprowadzi kobiecy tandem: Agata Grabowiecka i Katarzyna Tomala-Jedynak.

Agata Grabowiecka przystąpiła do przesłuchań konkursowych w tandemie (co dopuszczał regulamin), przedstawiając swoją zastępczynię ds. artystycznych. W koncepcji obydwie panie postawiły "na silną obecność współczesnego repertuaru, utrzymanie kameralnego profilu zespołu, wzmocnienie międzynarodowego obiegu, a także silnego powiązania orkiestry z teatrem i filmem, aby wykorzystać w pełni przyszłe funkcje studia nagraniowego planowanego w Krakowskim Centrum Muzyki". W planach rozwoju orkiestry Agata Grabowiecka i Katarzyna Tomala-Jedynak podkreślają "troskę o zespół orkiestry oraz znaczenie rozwoju artystycznego młodych, utalentowanych muzyków, w czym pomoże organizacja warsztatów dyrygencko-wokalnych i współpraca z Akademią Muzyczną im. Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie". Ważną rolę w priorytetach nowego dyrektorskiego duetu grają działania z zakresu edukacji i wychowania przez sztukę, "pomagające kształtować wrażliwość muzyczną kolejnych pokoleń świadomych odbiorców kultury". --MAK

Koryfeusza czas wręczyć

NIMiT, e-teatr.pl

Laureatów tegorocznej nagrody Koryfeusz Muzyki Polskiej poznamy 14 listopada na antenie TVP Kultura. Odbiorą oni statuetki w kategoriach: osobowość roku, wydarzenie roku, nagroda honorowa oraz odkrycie roku.

O nagrodę w kategorii osobowość roku rywalizować będą: Łukasz Długosz "za inspirowanie kompozytorów, promocję nowej muzyki polskiej oraz liczne prawykonania w sezonie artystycznym 2020/2021", Adam Kruszewski "za wybitną kreację tytułowego Hioba w prapremierze opery Krzesimira Dębskiego w Polskiej Operze Królewskiej", Aleksander Nowak "za szereg prawykonań w sezonie artystycznym 2020/2021, ze szczególnym uwzględnieniem prawykonania utworu lo firgai. Maska przez Klangforum Wien i Agatę Zubel w Wiedniu", Martyna Pastuszka za "nową jakość na polskiej scenie muzyki dawnej oraz utrzymywanie światowego poziomu artystycznego {oh!} Orkiestry Historycznej" oraz Adam Strug za "popularyzatorską działalność radiową i telewizyjną w zakresie muzyki tradycyjnej oraz sukces filmu Agonia (reż. Tomasz Knittel) na Międzynarodowym Festiwalu Złota Praga".

W kategorii wydarzenie roku nominowano: Festiwal Sacrum Profanum, koncert "Polski Paryż. Kisielewski-Palester-Regamey", spektakle Virtuoso w Teatrze Muzycznym w Poznaniu oraz Don Carlos w Teatrze Wielkim w Łodzi. O nagrodę powalczy wydanie książki Danuty Gwizdalanki Uwodziciel (PWM).

Szansę na nagrodę w kategorii odkrycie roku mają: Michał Balas za "zdobycie Grand Prix i tytułu Indywidualność wiolonczelowa 2021 na I Konkursie Wiolonczelowym im. Dominika Połońskiego w Łodzi", Maniucha Bikont "za występy w ostatnim sezonie artystycznym", Kinga Głyk "za wirtuozerię gry na gitarze basowej", Adam Kośmieja "za nagrania płytowe muzyki współczesnych polskich kompozytorów" i Krystian Ochman "za zachwycenie publiczności telewizyjnej śpiewem operowym, a tym samym promowanie muzyki poważnej wśród osób, które nie mają okazji spotykać się z nią na co dzień". --MAK

Krakowski Wiedźmin

kultura.onet.pl

Twórcy muzyki do serialu Wiedźmin (Netflix) zarejestrowali swoje utwory wspólnie z krakowskim chórem Pro Musica Mundi. Kompozytorzy zdecydowali o współpracy z chórem po tym, jak usłyszeli jego wykonania na tegorocznym Festiwalu Muzyki Filmowej. "Byli zachwyceni atmosferą festiwalu" - powiedział Michał Zalewski, rzecznik prasowy Krakowskiego Biura Festiwalowego, które organizuje imprezę, cytowany przez kultura.onet.pl. Poziom Pro Musica Mundi kompozytorzy ocenili tak wysoko, że nagrali z nim "utwory, które były napisane do pierwszego sezonu Wiedźmina, a nie zostały wykorzystane w filmie; oraz nowe utwory, które stworzyli, ale których nie nagrali wcześniej" - wyjaśnił rzecznik KBF. Odbyło się to na początku października w studiu Kotłownia Akademii Górniczo-Hutniczej. Chórem, związanym z FMF od początku, zadyrygował prof. Wiesław Delimat, a nagrania poprowadził dr hab. inż. Paweł Małecki z AGH, który od lat współpracuje z Forum Audiowizualnym festiwalu. Twórcy ścieżki dźwiękowej wzięli udział w sesji ze swojego domowego studia w Los Angeles. --MAK

Edita Gruberová(1946-2021)

Pięć dekad z życia królowej

Edita Gruberová w operze Vincenza Belliniego Beatricie di Tenda, Opernhaus Zürich, fot. Suzanne Schwiertz/OHZ

W wieku 74 lat zmarła w Zurychu Edita Gruberová, artystka porównywana z największymi gwiazdami współczesności - z Marią Callas, Joan Sutherland czy Montserrat Caballé. Ostatnie przedstawienie z jej udziałem odbyło się w 2019 roku, ostatni koncert dała niespełna dwa lata temu, następne zostały odwołane z powodu pandemii. Ze sceny schodziła powoli, do końca utrzymując formę. Nazywano ją królową belcanta albo królową koloratur. Ale nawet ona - obdarzona wyjątkowym talentem, mająca wyczucie stylu i ogromną wiedzę o tajnikach wokalistyki - nie od razu wspięła się na szczyty.

Dorastała w biedzie na wsi pod Bratysławą. Ojciec miał winnice, które znacjonalizowano. Podczas wojny siedział w więzieniu za poglądy komunistyczne, po wojnie skazano go za krytykę nowej władzy. Zdolności wokalne Edity odkrył miejscowy pastor i przekonał rodziców, by wysłali córkę na studia do Bratysławy. W konserwatorium uznano, że będzie śpiewaczką Mozartowską, ale ona marzyła o Traviacie, co szybko się spełniło. W tej operze zadebiutowała w wieku 22 lat w teatrze w Bratysławie. Już dwa lata później, w 1970 roku, zaśpiewała Królową Nocy w wiedeńskiej Staatsoper tak udanie, że zaproponowano jej angaż. Przeniosła się do Wiednia, gdzie jednak czekało ją kilka lat rozczarowań. Dostała do zaśpiewania Olimpię w Opowieściach Hofmanna, a potem epizody: Florę w Traviacie czy Kate Pinkerton w Madamie Butterfly. Inne teatry zapraszały ją tylko do Czarodziejskiego fletu i nawet debiut w tej operze na festiwalu w Salzburgu nie spowodował poważniejszych konsekwencji.

Postanowiła ten czas poświęcić na naukę i zaczęła pracę nad partią Zerbinetty w Ariadnie na Naxos, licząc, że kiedyś będzie miała szansę w niej wystąpić. Po paru latach udało się jej dostać na przesłuchanie do Karla Böhma i otrzymać angaż. Po premierze, która okazała się jej tryumfem, narodziła się gwiazda, nawet do partii Królowej Nocy wracająca odtąd z zupełnie innej pozycji, zapraszana przez Metropolitan Opera czy festiwal w Salzburgu. Wystąpiła tam w 1978 roku w nowej, słynnej inscenizacji Jeana-Pierre'a Ponnelle'a i przez następnych sześć lat dzieliła się Królową Nocy ze Zdzisławą Donat. W 1978 roku zaśpiewała pierwszą, wielką rolę belcantową - w Łucji z Lammermooru. - Zrozumiałam, że odkryłam wreszcie mój świat. Zaczęłam szukać, co mogłabym jeszcze zaśpiewać - opowiadała mi 10 lat temu podczas pobytu w Warszawie. - Słuchałam dużo nagrań Montserrat Caballé i dzięki niej poznawałam kolejne opery belcanta, którego niezwykłość polega na tym, że pozwala wyrazić tak wiele emocji. W tej muzyce mamy wszystkie ludzkie uczucia: miłość, złość, pragnienie władzy, siłę, zdradę. Trzeba samemu sporo przeżyć, by umieć to przekazać śpiewem.

Wcieliła się w bohaterki 11 oper Donizettiego i niemal wszystkich Belliniego, ale mądrze gospodarowała głosem. Zaczynała od partii lżejszych, jak Norina w Don Pasquale czy Elwira w Lunatyczce, by przejść do dramatycznych (Anna Boleyn, Lukrecja Borgia). Przygodę z belcantem zwieńczyła nagraniem Normy (2005), potem w tej roli wystąpiła na scenie. Były też partie Mozartowskie, a Jean-Pierre Ponnelle obsadził ją w pięknej filmowej realizacji Rigoletta u boku Luciana Pavarottiego. Do wielu ról wracała, odkrywając w nich nowe możliwości wyrazowe, jej kreacje dojrzewały, nabierały głębi. Starczy porównać dwa nagrania Marii Stuart Donizettiego (Philips, 1989, Nightingale, 1998), by to dostrzec.

Śpiewała na najważniejszych scenach Europy i USA, ale od lat dziewięćdziesiątych były właściwie tylko trzy teatry, w których można było ją podziwiać: Opernhaus w Zurychu, Bayerische Staatsoper w Monachium i wiedeńska Staatsoper. Z Zurychem w 2001 roku zerwała jednak wszelkie kontakty, gdy dyrektor Alexander Pereira nie chciał wziąć odpowiedzialności za wypadek na scenie jej córki tancerki. Wróciła w 2012 roku, gdy Opernhaus miał już innego szefa, i została przyjęta entuzjastycznie w Lukrecji Borgii. Do tych teatrów ściągali wielbiciele Edity Gruberovej z całego świata. Zapowiedź, że w 2019 roku żegna się ze sceną spektaklami Roberta Devereux w Monachium w inscenizacji swego ulubionego reżysera Christofa Loya, wywołała poruszenie. A rola starzejącej się królowej, która musi zrezygnować z miłości, była idealna dla 72-letniej śpiewaczki. W wielkiej, finałowej arii nawet pewne zmęczenie głosu służyło do spotęgowania cierpienia i bólu Elżbiety.

W Polsce wystąpiła trzykrotnie w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej. W 2010 roku dała wspaniały koncert składający się z najsłynniejszych wielkich arii - Violetty z Traviaty, Lukrecji Borgii, Elwiry z Purytanów, Łucji, finału Roberta Devereux. Na bis dodała kuplety Adeli z trzeciego aktu Zemsty nietoperza, udowadniając, że jest artystką o wspaniałych możliwościach komediowych. Została przyjęta owacyjne, więc warszawskiej publiczności zrewanżowała się przyjazdem rok później i pokazaniem całej skali swych możliwości w koncertowym wykonaniu Roberta Devereux. Wreszcie w 2017 roku pojawiła się ponownie w najtrudniejszej belcantowej roli - jako Norma w koncertowej wersji dzieła Belliniego. - Przyszedłem zobaczyć, jak legenda odchodzi - powiedział mi jeden z zagorzałych jej wielbicieli. Nie tylko on był tego wieczoru zaskoczony. W głosie królowej belcanta było słychać upływ czasu: niektóre dźwięki wyśpiewane zbyt technicznie nie miały życia, krótszy oddech zmuszał czasem do urywania frazy. Ale to mało ważne detale. Jej głos był nośny i zachwycał pianem nieosiągalnym dziś dla większości gwiazd z operowego topu. I był to przede wszystkim popis mistrzowskiej sztuki interpretacji. Muzyka Belliniego - o której niektórzy mówi, że jest banalna - za sprawą Edity Gruberovej przemieniła się w przejmującą tragedię. --Jacek Marczyński

Anna Czekanowska-Kuklińska (1929-2021)

Córka antropologa Jana Czekanowskiego, Anna, wychowała się w atmosferze aktywności badawczej wybitnego ojca, założyciela lwowskiej szkoły antropologicznej. Antropologiczne, etnograficzne i matematyczne zainteresowania Czekanowskiego i związanego z nim środowiska ukształtowały jej horyzont intelektualny i zainspirowały problematykę przyszłych prac. Autorytet ojca i ambitnie zakrojona perspektywa antropologiczna w badaniach nad muzyką określiły oś jej wieloletniej działalności. Nie sposób wymienić tu wszystkich dokonań uczonej. Starczy wspomnieć nawiązujące do słowianoznawczych koncepcji Ludowe melodie wąskiego zakresu w krajach słowiańskich z 1972 roku czy zastosowanie metod statystycznych do analizy tego typu muzyki.

Przeniesienie koncepcji antropologów lwowskich na grunt polskiej muzykologii pozostaje największym osiągnięciem Anny Czekanowskiej, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę bariery utrudniające w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych taki transfer. Dotyczy to zwłaszcza piśmiennictwa na temat kultur pozaeuropejskich. W Polsce problematyka ta była prawie nieobecna. Gdy Czekanowska wkraczała w roku 1957 na ścieżkę kariery naukowej na Uniwersytecie Warszawskim, obszar i metodologia badań muzykologicznych obejmowały wyłącznie muzykologię historyczną i folklorystykę zainteresowaną polską muzyką ludową.

To za sprawą Czekanowskiej muzyka pozaeuropejska na stałe zagościła na uczelni. Miała przekonanie, że uwzględnienie muzyki odmiennej kulturowo poszerza horyzonty etnomuzykologii jako dyscypliny naukowej oraz umożliwia podjęcie dialogu i współpracy z międzynarodowym środowiskiem badaczy. Będąc specjalistką w dziedzinie polskiej i słowiańskiej muzyki ludowej, Anna Czekanowska wkroczyła na trudny teren tradycji muzycznych innego kontynentu. Rezultatem był opublikowany w 1981 roku pierwszy i jak dotąd jedyny w języku polskim podręcznik akademicki Kultury muzyczne Azji. Wobec głodu wiedzy o muzyce indyjskiej, perskiej lub arabskiej stał się on bestsellerem, choć nie mógł spełnić wszystkich oczekiwań.

W latach osiemdziesiątych muzyka różnych kontynentów była już ważnym elementem programu kształcenia w Instytucie Muzykologii UW, zwłaszcza od chwili objęcia w 1969 roku przez Annę Czekanowską funkcji kierownika Zakładu Etnomuzykologii. Owocem działalności dydaktycznej i współpracy międzynarodowej stał się w 1990 roku numer kwartalnika "Muzyka" w całości poświęcony muzyce Azji Środkowej. Znalazły się w nim teksty uczniów Anny Czekanowskiej i artykuły najwybitniejszych przedstawicieli etnomuzykologii światowej. Studia nad muzyką pozaeuropejską są dzisiaj istotnym i - co ważniejsze - zauważalnym również w środowisku międzynarodowym składnikiem polskiej etnomuzykologii.

Przeorientowanie dziedziny, wyprowadzenie jej z XIX-wiecznej, Kolbergowskiej metodologii w kierunku dającym szansę na zbliżenie z nauką światową, stanowią największą zasługę badaczki. --Sławomira Żerańska-Kominek

Bernard Haitink (1929-2021)

Przez 65 lat przewodził najwspanialszym orkiestrom, począwszy od Royal Concertgebouw Orchestra w Amsterdamie, przez London Philharmonic Orchestra, Festiwal w Glyndebourne, Królewską Operę Covent Garden, której dyrektorem muzycznym był przez 15 lat, aż do Staatskapelle Dresden i Chicago Symphony Orchestra. Zdobywca nagród Grammy i Gramophone Award, zostawił pomnikowe nagrania, wśród których szczególnie wyróżniłbym Wagnerowską tetralogię, komplety symfonii Mahlera i Brucknera. Mniej znanym aspektem artystycznego dziedzictwa Bernarda Haitinka były kursy, które prowadził w ramach Festiwalu Wielkanocnego w Lucernie. Tam co roku, ze znakomitą orkiestrą, pracował z wybraną z całego świata grupą młodych dyrygentów.

Gdy jako uczestnicy próbowaliśmy podejrzeć i ukraść część tajemnicy warsztatu Mistrza, szybko zrozumiałem, że to jedno z tych spotkań, którego piękno rodzi się w prostocie. Mówił niewiele, raczej prosił, by na chwilę oddać mu batutę i sam prowadził wybrany fragment utworu. Olśniewało nieprawdopodobne zaufanie dyrygenta do orkiestry, prawdziwe słuchanie propozycji każdego z muzyków. A też poziom ufności muzyków w doświadczenie, talent, koncepcję i muzykalność Mistrza był nieprawdopodobny. Jego Auftakt wprost wyzwalał brzmienie. Patrzyliśmy jak oczarowani i nieudolnie próbowaliśmy powtarzać - jakim cudem sam gest dyrygenta stwarzał świat dźwiękowy adekwatny i zawsze całkowicie inny: czy to w muzyce Brahmsa, czy też Beethovena, Debussy'ego lub Brucknera.

Bernard Haitink podobno swoich licznych nagrań nie lubił słuchać. Skromność wydaje się jednym z jego najbardziej ikonicznych przymiotów. A przy tym zapisał się w historii muzyki jako wielki interpretator Wagnera - w samej Covent Garden poprowadził dwie inscenizacje Pierścienia Nibelunga, a także premiery Parsifala, Śpiewaków norymberskich oraz Tristana i Izoldy. W doskonały sposób panował nad formą, architekturą i kulminacją - czy to dzieł operowych, czy wielkiej symfoniki. Po mistrzostwo sięgał nie przez wyścigi na skrajne tempa, przesadzoną artykulację lub przerysowaną dynamikę, a przez najwyższej próby szczerość, uczciwość, rzetelność wobec partytury i kompozytora. Uważał, że w muzyce "myśleć należy sercem, a czuć umysłem". Odszedł dyrygent, który przypominał w każdym takcie o tym, że w sztuce najwyższe wartości nie zmieniają się od tysiącleci i są nimi piękno, prawda i dobro.

Zmarł 21 października 2021, mając 92 lata, w swoim domu w Londynie. --Adam Banaszak