OD REDAKCJI
STRASZNE SKUTKI AWARII ŚWIATA
Piotr Matwiejczuk
Fot. Rafał Masłow
Jakie będą dalekosiężne skutki pandemii COVID-19? Do znudzenia od kilku miesięcy zadajemy sobie to pytanie, a przecież zdumiewają nas co rusz te krótkofalowe. Konsekwencje wirusa i związane z nim restrykcje odczuwamy we wszystkich sferach życia, także w tej kulturalnej. Twórczość artystyczna utrzymywana wyłącznie z prywatnych pieniędzy niemal zupełnie zamarła. Niedawno rozmawiałem z pewnym amerykańskim dyrygentem, który - pytany o życie muzyczne w Stanach Zjednoczonych - powtarzał jedno słowo: "katastrofa". Jak jest w Europie, mniej więcej wiemy.
Dynamiczna sytuacja epidemiczna powoduje, że jesteśmy zaskakiwani a to nakładaniem dodatkowych obostrzeń, a to ich zdejmowaniem niemal z dnia na dzień. Od pierwszego lutego otwarte zostały galerie i muzea, a także centra handlowe. Te ostatnie zapewne tylko z przyczyn ekonomicznych. W czym jednak muzea są bezpieczniejsze od zapełnionych publicznością w jednej czwartej (jak jeszcze niedawno) teatrów czy filharmonii? Przecież ryzyko zakażenia koronawirusem nawet przy zajęciu połowy miejsc na widowni jest bardzo niskie. Dowodzą tego niemieckie badania, o których niedawno pisał "New York Times". "Konzerthaus Dortmund - czytam na stronie ruchmuzyczny.pl - zlecił Towarzystwu Fraunhofera, największej w Europie organizacji prowadzącej badania w dziedzinach przemysłowych, sprawdzenie, z jakim ryzykiem wiąże się ewentualne otwarcie sali koncertowej. Badania zostały wykonane z użyciem manekina symulującego ludzki oddech, w foyer, holu oraz na widowni". Istotne są tu dobre systemy wentylacji, którymi dysponują z reguły właśnie teatry, filharmonie, nowoczesne sale koncertowe. "Najlepszym programem pomocy, jaki możemy teraz zastosować, jest przywrócenie sceny artystom", powiedział dyrektor Konzerthaus Dortmund Raphael von Hoensbroch. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że nasz rząd otworzył cokolwiek. W wielu krajach europejskich wciąż więcej instytucji jest zamykanych niż otwieranych (czemu z drugiej strony trudno się dziwić, skoro sytuacja epidemiczna jest zła). Ministerstwo wsparło też kulturę 80 milionami złotych.
Program "Kultura w sieci" był ogromną pomocą dla twórców i artystów, firm, organizacji pozarządowych i instytucji kultury. Jego efekty relacjonowaliśmy na bieżąco, a w tym numerze znajdą Państwo wielkie podsumowanie internetowego życia muzycznego ostatnich miesięcy. Pokusiliśmy się również o wątek futurologiczny. Dobrą podstawę dał ubiegłoroczny festiwal Sacrum Profanum, który od początku zaplanowany był jako wydarzenie wyłącznie internetowe, ze wszystkimi tego następstwami. "Było dla mnie jasne, że trzeba się zastanowić, czym jest festiwal online i co to właściwie znaczy: odbierać kulturę przez ekran - mówi Adamowi Suprynowiczowi Krzysztof Pietraszewski. - Istnieje taki stereotyp, że kiedy nagrywamy muzykę poważną, graną z nut na klasycznych instrumentach, to musi być ona sfilmowana na długim oddechu, ze szlachetnym montażem. My chcieliśmy eksperymentować z dzieleniem ekranu, montowaniem dynamicznym...". Rezultat okazał się znakomity, co tylko potwierdza fakt, że internet nie jest po to, by zastępować żywy kontakt z muzyką, lecz po to, by tworzyć nowe sposoby obcowania ze sztuką, kreować formy artystyczne poza siecią nieistniejące, o czym dyskutowaliśmy już w #11/2020. Należy do nich choćby technologia Virtual Reality, o której kilka stron dalej pisze Joanna Kołodziejska.
Zatem jedną z niewielu korzyści z pandemii byłoby opanowanie skomplikowanego, multimedialnego narzędzia, jakim jest sieć. Przyda nam się z pewnością, skoro wielu naukowców wskazuje, że obecna pandemia to dopiero nowy początek wcale nienowych kłopotów ludzkości z wirusami. Ogromna gęstość zaludnienia niektórych rejonów świata oraz bliskość wielkich skupisk zwierząt różnych gatunków - i zatrważające obchodzenie się z nimi - to idealne warunki do rozwoju i swobodnej migracji kolejnych niebezpiecznych drobnoustrojów. Zresztą one z pewnością już tu są, tylko my jak zwykle jesteśmy bardzo zajęci czymś zupełnie innym.
Cytat numeru:
Według NAJCZARNIEJSZYCH scenariuszy weszliśmy w erę życia od pandemii do pandemii, więc powinniśmy tę nową rzeczywistość raczej oswajać - i to jest zadanie dla kultury
--Krzysztof Pietraszewski
AKTUALNOŚCI
Elżbieta Markowska (1943-2021)
Grzegorz Michalski
Elżbieta Markowska, luty 2013 roku, fot. Towarzystwo im. W. Lutosławskiego, dzięki uprzejmości Katarzyny Naliwajek-Mazurek
Z Elżbietą Markowską zetknąłem się po raz pierwszy na początku studiów na Uniwersytecie Warszawskim w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Zgrabna, roześmiana dziewczyna od razu budziła sympatię, ale za tą ujmującą powierzchownością krył się żelazny charakter.
Pod koniec studiów była już mężatką - związała się z utalentowanym operatorem, wkrótce także reżyserem filmowym Markiem Nowickim. Rodzina i wciągające środowisko artystyczne męża niewiele zostawiały miejsca dla towarzyskiej aktywności w gronie dawnych kolegów. Rychło też, już w roku 1970, została dziennikarką w bodaj najciekawszym wówczas Programie 3 Polskiego Radia. Jej terenem działania od początku była muzyka poważna, w radiowej Trójce wątek raczej drugoplanowy, ale ambitnie pomyślany. To wtedy poznała warsztat zawodowy Jana Webera - ówczesnej osobowości radiowej. Nagrywała kolekcję rzetelnych, dziś bezcennych, rozmów z wybitnymi postaciami polskiego życia muzycznego - Witoldem Lutosławskim, Zygmuntem Mycielskim czy Romanem Palestrem. Przyciągnęła do współpracy wybitnych muzykologów, między innymi Mirosława Perza, którego audycje wciąż pozostają wzorem doskonałej formy popularyzacji muzyki. Wreszcie inicjowała nagrania utworów twórców "źle obecnych".
Rozkwit talentu Elżbiety Markowskiej nastąpił po objęciu przez nią dyrekcji Programu 2 Polskiego Radia w roku 1991. Przemiana, jaka w niepodległej Polsce nastąpiła w publicznym radiu i telewizji, pozwoliła nadać tej antenie nowy kształt - ambitnego programu kulturalnego dla amatorów poważnej muzyki i literatury. Okazało się, że najistotniejsze kwestie były już wcześniej przez nową szefową przemyślane i sprawdzone. Dwójka jej pomysłu otwierała słuchaczom dostęp do najbardziej wartościowego dorobku muzycznego i literackiego oraz wprowadzała w świat ludzi sztuki. Systematycznie kompletowała archiwum polskiej muzyki i literatury (zwłaszcza dramatu). Współpracowała z europejskimi radiofoniami publicznymi. Skupiała możliwie najbardziej fachowy zespół redaktorów i pozyskała ciekawych autorów.
Do tego doszła organizacja własnych wydarzeń artystycznych. Tutaj szerokość zainteresowań Elżbiety Markowskiej oraz jej osadzenie w środowisku twórców okazały się niezwykle pomocne. Obcy jej był lęk przed nieznanym. To był żywioł Elżbiety i nigdy nie zapomnę radości koleżanek z Redakcji Literackiej planujących swoje festiwale poetyckie albo Krystyny Nawojskiej, układającej sezony koncertowe Dwójki czy Andrzeja Chłopeckiego projektującego swoje akcje adresowane do niepokornych kompozytorów. Skorzystałem i ja, organizując z inicjatywy Elżbiety Festiwale Muzyczne Polskiego Radia i wiele koncertów, które gdzie indziej nie mogłyby liczyć na akceptację. Pod ręką Elżbiety Markowskiej zmieniła się istota programu: zamiast "bufetu kulturalnego" - "fabryka kultury", zamiast erudycyjnej opowieści o wydarzeniach przeszłości - współtworzenie dzisiejszego oblicza kultury. Takiego radia nie da się robić, podłączając odtwarzacz płyt kompaktowych do nadajnika, nawet jeśli do dyspozycji stoi całkiem bogata płytoteka. Dzięki tej postawie i praktyce nasza Dwójka stała się partnerem podobnie działających radiofonii, jak France Musique czy BBC 3, a dzięki wynegocjowanemu przez Elżbietę członkostwu w Europejskiej Unii Nadawców korzystali na tym wszyscy: twórcy, słuchacze naszego programu, mieszkańcy Żoliborza, podhalańskiego Zębu i zapomnianych zakątków naszego kontynentu.
Na wyjaśnienie zasługuje tajemniczy epizod z biogramu Elżbiety Markowskiej - jej dwukrotne sprawowanie funkcji dyrektora Programu 2, w latach 1991-1995 i 1999-2007. Otóż odejście z funkcji w roku 1995 było wyrazem protestu wobec ograniczenia najpierw zasięgu nadawania, a potem - godzinowego wymiaru Dwójki. Przewidywania Elżbiety były trafne - Program 2 został całkowicie pozbawiony swojej częstotliwości, a wkrótce zapakowany w taki sposób, że słuchający od rana Radia Bis nagle po południu dowiadywali się, że to właśnie Program 2, który zniknie o świcie. Ponowne objęcie przez Elżbietę stanowiska dyrektora stało się możliwe po spełnieniu jedynego warunku, jaki postawiła w roku 1999 Zarządowi Polskiego Radia - powrotu do całodobowego formatu. Dziś rozumiem, że jej definitywne rozstanie z radiem i odesłanie na emeryturę było zapowiedzią "dobrej zmiany".
Dzięki temu Elżbieta Markowska mogła poświęcić więcej czasu szczególnemu zainteresowaniu, jakim darzyła muzykę i osobę Witolda Lutosławskiego. Została jedną z założycielek Towarzystwa jego imienia, przygotowała poświęcony patronowi okazały album. Kolejną publikacją, stworzoną wspólnie z Katarzyną Naliwajek-Mazurek, była monumentalna praca o okupacyjnych losach muzyków. Zwieńczeniem tych aktywności była funkcja prezesa Towarzystwa, piastowana przez Elżbietę Markowską w latach 2015-2018, co wiązało się między innymi z organizacją corocznego festiwalu Lutosławskiego "Łańcuch".
Jej śmierć była dla najbliższych całkowitym zaskoczeniem. Odeszła w pełni sił, wbrew swoim zasadom zostawiając niedokończone projekty. Być może niektóre uda się jeszcze zrealizować, ale gdzie znaleźć tak tryskającego energią projektanta i organizatora wielkich kulturalnych przedsięwzięć?
Amadeus resurgens
dg-stage.com
Allegro D-dur KV 626b/16 po raz pierwszy zabrzmiało 27 stycznia w Fundacji Mozarteum w Salzburgu z okazji 265 rocznicy urodzin Wolfganga Amadeusa Mozarta. Utwór wykonał Seong-Jin Cho. W ten sposób zainaugurowano Mozartwoche Festival 2021.
Allegro D-dur KV 626b/16 zapisane ręką Mozarta na obu stronach pojedynczego arkusza pochodzi prawdopodobnie z początku 1773 roku. Ukończone zostało pod koniec trzeciego tournée 17-letniego kompozytora po Włoszech lub wkrótce po powrocie do domu, do Salzburga. Najpewniej partytura z majątku najmłodszego syna kompozytora znalazła się w kolekcji urzędnika państwowego i muzyka amatora Aloysa Fuchsa, a potem, być może przez pomyłkę, została przekazana w inne ręce. Pod koniec XIX wieku należała do wiedeńskiego antykwariusza, a po jego śmierci w 1899 roku została wystawiona na aukcję. Istnienie kompozycji odnotowano w trzecim i kolejnych wydaniach katalogu Köchela z dziełami Mozarta, ale utwór umknął naukowym badaniom, mimo że w latach 1900-1928 jego partytura była kilkakrotnie prezentowana na aukcjach. W 2018 roku Fundacja Mozarteum w Salzburgu otrzymała ofertę kupna Allegra od rodziny właściciela manuskryptu, francusko-holenderskiego inżyniera, który pod koniec lat dwudziestych nabył rękopis od sprzedawcy w Paryżu. Zespół Fundacji wraz z ekspertami ze Stanów Zjednoczonych i Niemiec potwierdził autorstwo Mozarta.
Tegoroczny Mozartwoche, planowany z udziałem publiczności, został odwołany z powodu lockdownu w Austrii. Festiwal postanowił jednak uczcić urodziny kompozytora skróconym programem, przygotowanym specjalnie na potrzeby transmisji online. --MAK
Podwójna moc kobiet
"Polityka", Opéra national de Lorraine
Marta Gardolińska, fot. Bartek Barczyk
Dwie świetne informacje i to jednego dnia! Dyrygentkę Martę Gardolińską 26 stycznia powołano na stanowisko dyrektorki muzycznej Opéra national de Lorraine. Kilka godzin później Ania Karpowicz została laureatką przyznawanych po raz 28 Paszportów "Polityki" w kategorii muzyka poważna.
Marta Gardolińska jest pierwszą kobietą i pierwszą Polką na tym prestiżowym stanowisku. Pozostanie na nim od sezonu 2021/2022 przez trzy lata. Dyrygentka została mianowana na wniosek Matthieu Dussouilleza, dyrektora generalnego i artystycznego opery w Nancy. Kandydaturę poparła Rada Dyrektorów Opéra national de Lorraine. W ramach swoich obowiązków Gardolińska będzie prowadziła koncerty orkiestry operowej oraz jedną lub dwie produkcje operowe w sezonie. Międzynarodowa kariera Marty Gardolińskiej nabrała tempa od czasu, gdy w sezonach 2018/2019 i 2019/2020 współpracowała z Bournemouth Symphony Orchestra. Następnie odniosła sukces w Stanach Zjednoczonych, gdzie zadebiutowała z Los Angeles Philharmonic Orchestra jako stypendystka Gustavo Dudamela oraz uczestnicząc u jego boku jako drugi dyrygent w wykonaniu i nagraniu dla Deutsche Grammophon IV Symfonii Charlesa Ivesa. We Francji Gardolińska została okrzyknięta przez media "talentem" podczas krajowej premiery Der Traumgörge Zemlinskiego w Nancy, w październiku ubiegłego roku (relacja w #22/2020). "To ogromna radość rozpocząć nową przygodę z zespołem Opéra national de Lorraine. Nasza współpraca zaczęła się w trudnych okolicznościach - wspólnym wysiłkiem wystawiliśmy potężną, zapomnianą operę postromantyczną, co w czasie pandemii było prawdziwym wyzwaniem. Z próby tej wyszliśmy obronną ręką i osiągnęliśmy świetne rezultaty, co napawa mnie optymizmem na dalszy rozwój naszej współpracy. W Nancy szybko poczułam się jak w domu. To dla mnie powód do dumy, że mogę brać udział w kształtowaniu życia kulturalnego miasta, na które wcześniej tak duży wpływ miał jeden z królów Polski - Stanisław Leszczyński. Mam nadzieję, że uda mi się być tu godną reprezentantką kultury polskiej", stwierdziła Gardolińska.
Kilka godzin po informacji o nominacji polskiej dyrygentki "Polityka" ogłosiła laureatów swoich Paszportów. W kategorii muzyka poważna nagrodzona została Ania Karpowicz. "Polityka" wskazuje, że "w jej rozległym repertuarze szczególne miejsce ma twórczość XX i XXI wieku. Współpracuje z kompozytorami, dokonując licznych prawykonań utworów jej dedykowanych. Od 2013 roku kieruje założoną przez siebie kooperatywą muzyczną Hashtag Ensemble, koncertując, ale też angażując się w inicjatywy improwizatorskie i edukacyjne. Zespół występuje na większości festiwali nowej muzyki w Polsce. Karpowicz jako solistka angażuje się też w promocję twórczości kobiet". "Nie wierzę w podział na "życie" i "twórczość". Jeśli w życiu codziennym nie dajesz podważyć swojego zdania, to w pracy muzycznej tym bardziej. [...] Szczególnie w muzyce nowej, w której naprawdę trudno oczekiwać, aby dyrygent czy kolega z pulpitu znał specyfikę każdej techniki rozszerzonej na każdym instrumencie, partnerstwo i otwartość wydają się po prostu konieczne", stwierdziła Ania Karpowicz w wywiadzie udzielonym Izabeli Smelczyńskiej w #5/2020. --MAK, MC
Carillony na liście
muzeumgdansk.pl
Carillony z Gdańska znalazły się na "Krajowej liście niematerialnego dziedzictwa kulturowego", ogłosił Narodowy Instytut Dziedzictwa. Obecnie lista liczy 49 pozycji. Wpis umożliwi Gdańskowi oraz Muzeum Gdańska podjęcie starań o wpis prawie pięciusetletniej tradycji muzycznej miasta na "Listę reprezentatywną niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości" UNESCO. Pierwszy koncert carillonowy został wykonany z wieży Ratusza Głównego Miasta 23 września 1561 roku z okazji zamontowania na iglicy pozłacanej figury króla Zygmunta II Augusta. Od tamtej pory, aż do 1942 roku, miasto utrzymywało ponad 38 carillonistów miejskich i ich pomocników. Dzięki pracy dziesiątek osób najważniejszym uroczystościom miejskim, na przykład wizytom koronowanych głów, czy codziennemu życiu miasta towarzyszyły okolicznościowe utwory wybrzmiewające z dzwonów o masie od kilku do kilkuset kilogramów. Po zniszczeniach drugiej wojny światowej Gdańsk jest jedynym miastem w Polsce, które dziś może się poszczycić działającymi carillonami. W ciągu ostatnich 30 lat dzięki staraniom Pawła Adamowicza odbudowano carillony w kościele św. Katarzyny (50 dzwonów) i Ratuszu Głównego Miasta (37 dzwonów). Trzeci - carillon "Gdańsk" - to mobilny instrument (48 dzwonów), który może dostać się do niemal każdej miejscowości w Polsce i w Europie. Wszystkimi zarządza Muzeum Gdańska. Ratyfikowana przez Polskę Konwencja UNESCO w sprawie ochrony niematerialnego dziedzictwa kulturowego z 2003 roku nakłada na państwa strony obowiązek inwentaryzacji, zgodnie z jej zaleceniami i standardami, przejawów tego dziedzictwa znajdujących się na ich terytoriach. W niedzielę 30 stycznia gdańskie carillony odegrały hymn Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. --MAK
Sto lat w jeden rok
amuz.krakow.pl
Władysław Żeleński zmarł 21 stycznia 1921 roku. W stulecie śmierci kompozytora Akademia Muzyczna im. Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie przypomni dorobek założyciela uczelni. "Twórca wszechstronny, sięgający do większości gatunków i form. Rzetelny w rzemiośle strażnik kompozytorskiej tradycji. Artysta odpowiedzialnie podchodzący do sztuki, wybitny organizator życia muzycznego w kraju. Następca Stanisława Moniuszki. Taki wizerunek Władysława Żeleńskiego kreuje piśmiennictwo historyczne pierwszej połowy XX wieku, piórem wybitnych muzykologów związanych z Krakowem: Zdzisława Jachimeckiego i Józefa Reissa", pisze Maria Wilczek-Krupa na stronach Akademii. "Do wspomnianych aktywności publicyści dopisują kilka innych ról. Recenzent muzyczny "Czasu Krakowskiego". Koncertujący pianista, występujący także społecznie - na cele związane z rozbudową miasta. Organista kojarzony z bazyliką Mariacką. Sumienny i wymagający dyrygent, pedagog, pomysłodawca i pierwszy dyrektor Konserwatorium Towarzystwa Muzycznego w Krakowie. Reiss pisał o Żeleńskim wprost: "oto muzyczny dyktator królewskiego miasta"", czytamy.
Po studiach w Pradze i Paryżu, z pokaźną teczką utworów, w której znajdowały się między innymi szkice czteroaktowej opery Konrad Wallenrod, Władysław Żeleński wrócił do kraju i zamieszkał w Warszawie. Był rok 1871. Próby organizacji życia muzycznego, podjęte przez Żeleńskiego pełniącego wówczas obowiązki wykładowcy w Instytucie Muzycznym (stanowisko to objął po Stanisławie Moniuszce), a wkrótce dyrektora artystycznego Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, spotkały się z niemożliwym do przełamania oporem władz miejskich. Rozczarowany złożył rezygnację i - wraz z pierwszą żoną Wandą Grabowską i synami: Stanisławem, Tadeuszem "Boyem" oraz Edwardem - w 1881 wrócił do Krakowa na stałe. Dzięki jego inicjatywie 1 lutego 1888 roku zainaugurowało tam działalność Konserwatorium Muzyczne. --MAK
W Bayreuth (niewielkie) zmiany
"Der Neue Merker", BR-Klassik
Organizatorzy Festiwalu Wagnerowskiego chyba stracili cierpliwość. "Festiwal w 2021 roku powinien się odbyć", zapowiedziała dyrektorka Katharina Wagner, która przedstawiła dokładniejsze informacje dotyczące tegorocznej imprezy. Dmitrij Czerniakow przygotuje nową inscenizację Holendra tułacza, a za pulpitem dyrygenckim - jak już pisaliśmy w # - stanie po raz pierwszy w historii festiwalu dyrygentka: Oksana Lyniw. Będą też wznowienia, wśród nich Tannhäuser Tobiasa Kratzera i uwielbiana przez publiczność inscenizacja Śpiewaków norymberskich Barriego Kosky'ego. Zapowiedziano też cykl "Dyskurs Bayreuth", którego kuratorem jest dramaturżka Marie Luise Maintz. W jego ramach artyści wizualni i performerzy poddadzą klasyczne opery Wagnerowskie reinterpretacji poza sceną teatru festiwalowego. Nikolaus Habjan zrealizuje Złoto Renu w wersji lalkowej, Jay Scheib pokaże multimedialnego Zygfryda, a Chiharu Shiota szykuje instalację Zmierzch bogów. Tradycyjnie już, wokół festiwalu trwają przepychanki personalne. Tym razem chodzi o dyrygenta Christiana Thielemanna. Czy pozostanie on dyrektorem muzycznym imprezy? W rozmowie z radiem BR-Klassik Katharina Wagner wyjaśnia lakonicznie, że "trwa renegocjacja wygasłego kontraktu, co zajmie trochę czasu, ponieważ Thielemann ma też inne zobowiązania". Dyrygent na pewno poprowadzi na Zielonym Wzgórzu koncertowe wykonania Parsifala. Natomiast Andris Nelsons, który zerwał współpracę z Bayreuth zirytowany rządami Thielemanna, wróci w tym roku i przygotuje dwa Wagnerowskie potpourri. Otwarta pozostaje kwestia, ilu słuchaczy będzie mogło zasiąść w teatrze festiwalowym i czy w przedstawieniach będą mogły wystąpić chóry. --MD, MAK
POMÓŻMY Maciejowi Grzybowskiemu!
Redakcja #
Przyłączamy się do apelu o wsparcie dla Macieja Grzybowskiego - znakomitego pianisty, a zarazem naszego autora, współpracującego z # od lat dziewięćdziesiątych. Cukrzyca spowodowała u niego konieczność amputacji nogi. "Jesteśmy wszyscy świadkami dramatu niezwykle wartościowego człowieka - a zarazem osoby samotnej, zdanej w chwili obecnej wyłącznie na przyjaciół i ludzi dobrej woli. Jest naszym obowiązkiem, by uczynić wszystko, co możliwe, by otworzyć dla Macieja perspektywę w miarę normalnego bytu. Zwracamy się zatem, mobilizując w pierwszej linii nas samych, do wszystkich, którzy mogą w tej sytuacji pomóc", pisze dyrektor Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego Chopin i jego Europa Stanisław Leszczyński, współorganizujący zbiórkę. O wsparcie, które ma zostać przeznaczone na zakup kosztownej protezy oraz rehabilitację, apelują wybitni artyści: Jerzy Maksymiuk, Jadwiga Rappé, Ewa Pobłocka, Urszula Kryger, Olga Pasiecznik, Paweł Szymański, Andrzej Bauer, Piotr Anderszewski. Nasza redakcja dołącza do tego grona z gorącą prośbą: nie bądźmy obojętni na ludzkie cierpienie, nie zostawiajmy Macieja Grzybowskiego samego. Zbiórka prowadzona jest przez Polską Fundację Muzyczną. Wpłat można dokonywać na konto: 72 1140 1977 0000 2634 0600 1028. Szczegółowe informacje: pfm.waw.pl.