Ruch Muzyczny nr 5/2022 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

5.90 zł
4.90 zł (5,02 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#5 2022 rok LXVI

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktor prowadzącyKrzysztof Stefański

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

[email protected]

Zastępca redaktora naczelnegofestiwale, koncerty

Krzysztof Stefański

[email protected]

Swoboda ruchu, muzyka dawna

Karolina Kolinek-Siechowicz

[email protected]

Swoboda ruchu, muzyka współczesna

Dominika Micał[email protected]

Wydawnictwa

Michał Mendyk

[email protected]

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Redaktorzy seniorzy

Józef Kański, Olgierd Pisarenko

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

[email protected]

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

[email protected]

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz Ciupka [email protected]żystaRadosław Wieczorek

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

[email protected]

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.

Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Adres

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: [email protected]

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

Ruch Muzyczny

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Na okładce ilustracja Marka Knapa

Manifestacja poparcia dla Ukrainy na pl. Solidarności w Szczecinie, w tle gmach Filharmonii, 27 lutego 2022, fot. Krzysztof Worotyński

NOWE OTWARCIE

Krzysztof Stefański

Fot. Rafał Masłow

W 2009 roku odbyła się na naszych łamach polemika między Marcinem Gmysem a Andrzejem Chłopeckim. Poszło o programowany przez tego pierwszego festiwal Polskiego Radia "Emigranci" i skrytykowane przez drugiego szerokie kryteria nadania artystom takiego miana. Według Chłopeckiego emigracja miała być zawsze motywowana politycznie i jako zjawisko właściwie zanikać: "jeszcze chwila, jeszcze moment, a na całym naszym globie problem kompozytorów emigrantów przestanie istnieć". Kryzys migracyjny 2015 roku pokazał, jak bardzo się mylił. W naszych słownikach na nowo zadomowiły się terminy "migrant" i "uchodźca", gotowe do użycia, gdy w zeszłym roku tysiące ludzi szukających lepszego życia i zwiedzionych fałszywymi obietnicami pośredników stanęło na granicy polsko-białoruskiej. To właśnie z myślą o nich postanowiliśmy podjąć temat muzycznych migrantów i nie spodziewaliśmy się, że nabierze tak ponurej aktualności. W momencie oddawania numeru do druku do Polski miało dotrzeć już prawie pół miliona uciekinierów przed wojną w Ukrainie. I choć dziś budująca jest oferowana im instytucjonalna i prywatna pomoc, trudno nie zapytać, co będzie jutro, za miesiąc i rok, jakie perspektwy rozwoju - także artystycznego - możemy zaoferować uchodźcom.

Aby lepiej zrozumieć problem, warto przyjrzeć się motywacjom, jakie towarzyszą polskim artystom wybierającym życie za granicą. Niektórych przyciągają studia i możliwość rozwoju, innych praca i lepsze warunki ekonomiczne. Dla jeszcze innych, jak Wojtek Blecharz, którego małżeństwo nie jest uznawane w Polsce, ważna jest otwartość zachodnich społeczeństw na osoby LGBTQ+. Rozmowy, które Izabela Smelczyńska i Katarzyna Gardzina przeprowadziły z zagranicznymi muzykami i tancerzami w Polsce, kreślą aż zaskakująco pozytywny obraz. Oferta studiów i programów stypendialnych jest atrakcyjna dla klasycznych artystów, a liczne zespoły dają możliwość rozwoju zawodowego. Może przydałyby się tylko większe wsparcie instytucjonalne dla scen niezależnej i eksperymentalnej, a także większa otwartość środowiska muzycznego na współpracę z zagranicznymi artystami. To właśnie ona wydaje się tu kluczowa. W ostatnich dniach otworzyliśmy drzwi i serca dla uchodźców z Ukrainy. Jak długo takie pozostaną? Czy muzyka naszych wschodnich sąsiadów zagości na naszych estradach, antenach i łamach tylko na chwilę, czy już na stałe i wreszcie bez protekcjonalnego traktowania? I czy na taką samą otwartość zdobędziemy się wobec każdego, kto szuka w Polsce lepszego albo po prostu dobrego życia? Historia muzyki - pisana przez wielu migrantów - uczy, że możemy tylko na tym skorzystać.

AKTUALNOŚCI

COŚ WE MNIE PĘKŁO

z ukraińskim skrzypkiem WADIMEM BRODSKIM rozmawia

Jacek Marczyński

Wadim Brodski, koncert w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej, 24 lutego 2022, fot. Krzysztof Bieliński

Jacek Marczyński: Gdy rozmawialiśmy kilka dni przed pana występami w Warszawie i w Krakowie, na których miał pan wykonać I Koncert skrzypcowy D-dur op. 6 Niccola Paganiniego na skrzypcach będących niegdyś jego własnością, był pan mimo wszystko optymistą w sprawie sytuacji w Ukrainie.

Wadim Brodski: Rzeczywiście byłem, mimo że już wtedy wiele rzeczy nie mieściło mi się w głowie. Wydawało się jednak, że w najgorszym wariancie konflikt będzie dotyczył Ługańska i Doniecka. W ostatnich latach te tereny zostały zresztą tak rozgrabione, że nie wiem, co tam może powstać. Atak na Kijów był dla mnie niewyobrażalny. Gdy zobaczyłem czołg, który na ulicy rozjeżdża samochód z człowiekiem w środku, zrozumiałem, że Putin pokazał swoje prawdziwe oblicze. Ta wojna zmieniła moje życie.

A ona nie dotyczy tylko Ukrainy.

Niebywałe, że po potwornych doświadczeniach lat 1939-1945 mamy kolejną wojnę. I że są ludzie, których historia niczego nie nauczyła. Widziałem w internecie fragment programu telewizji rosyjskiej, w którym publicysta wygłosił ziejącą nienawiścią antypolską przemowę, że wy, Lachy, niczego nie zrozumieliście w 1939 roku. Najedziemy na was tak samo, jak wtedy, i wam pokażemy, bo mamy najlepszą broń. A wie pan, jaką potęgę ma dziś telewizja? Znany rosyjski aktor Walentin Gaft napisał piękny wiersz o tym, że igła z Ostankino, czyli z wieży telewizyjnej w Moskwie, wlewa w ludzi straszną truciznę. Narodzie rosyjski, obudź się!

Nie sądzi pan, że Europa wyciągnęła jakieś wnioski z lekcji 1939 roku? Ukraina nie jest dziś kompletnie osamotniona, jak my wtedy.

Tak, ale przede wszystkim mam nadzieję, że nie dojdzie do ostatecznej tragedii. We mnie coś pękło. Jestem Ukraińcem, ale wychowałem się w kulturze rosyjskiej, na Tołstoju, Czechowie, Czajkowskim, Szostakowiczu. Teraz wszystko, czym nasiąkałem, co jest we mnie, muszę przeanalizować i przewartościować. I świat też to robi, dlatego muzycy La Scali powiedzieli, że nie chcą grać, gdy dyryguje Walerij Giergijew. Dlatego w Nowym Jorku stał się on persona non grata.

Gdy na Ukrainę napadła armia rosyjska, a pan miał grać w Warszawie i zaraz potem w Krakowie, mógł pan w ogóle myśleć o muzyce?

W Warszawie grałem po prostu bardzo dobrze, ale w Krakowie coś we mnie wstąpiło. To był mój najlepszy koncert. Wszystko się na to złożyło - i wojna, i akustyka sali, i to, że się zżyłem ze wspaniałym instrumentem Paganiniego. W Krakowie muzyka stała się częścią mojego organizmu. Rozsądnie podchodzę do swoich umiejętności, wiem, co mogę, ale tym razem przeżyłem rodzaj uniesienia. Nigdy mi się to nie zdarzyło. Kiedy gram Koncert D-dur, ludzie zwykle klaszczą po pierwszej części. Tym razem zadedykowałem każdą nutę tego utworu Ukrainie, moim przyjaciołom i rodzinie z Kijowa. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z mocy mojej wypowiedzi i z tego, jak zostanie przyjęta.

I co dalej?

Musiałem wrócić do rzeczywistości. W Kijowie mam bliskich. Zacząłem wydzwaniać, żeby im pomóc, by przewieźć do Polski jedną rodzinę. Udało się załatwić dla nich mieszkanie, zaoferowali je moi znajomi. Ale nie da się całkowicie oderwać od muzyki. Dostaję instrument do ręki i to jest moja praca, muszę ją wykonać.

Jest w panu jeszcze trochę optymizmu?

Na konferencji prasowej w Krakowie powiedziałem, że mam swoje lata i zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie ostatni raz zagram na skrzypcach Paganiniego. A po koncercie podszedł do mnie włoski senator i poinformowal, że prawdopodobnie za pół roku zagram na tym instrumencie w Genui. Otrzymałem też Order Gwiazdy Włoch, bardzo wysokie odznaczenie. Więc jeśli oczekuje pan ode mnie odrobiny optymizmu, to powiem, że mam nadzieję, iż kiedy spotkamy się następnym razem, porozmawiamy wyłącznie o muzyce.

Tego NAJBARDZIEJ się boję

z VICTORIĄ VATUTINĄ rozmawia

Jacek Marczyński

Jacek Marczyński: Czy agresja Rosji na Ukrainę była dla pani zaskoczeniem?

Victoria Vatutina: Pochodzę z Ukrainy Zachodniej, która miała już niejednokrotnie kontakt z Rosją, ale nie sądziłam, że Rosjanie posuną się do ataku na tę część naszego kraju. Stało się inaczej. I już pierwszego dnia wojny miasto, w którym mieszka moja mama, zostało zbombardowane. W tym momencie całkowicie pochłonęła mnie sprawa pomocy, by mama wydostała się stamtąd i przyjechała do mnie do Szczecina, co było szalenie trudne. Wszystkie drogi na zachód zostały w Ukrainie zakorkowane; na dodatek taki tłum na szosach jest bardzo łatwym celem dla agresora. Trzeba było odczekać kilka dni. A poza tym mam dużą rodzinę w Kijowie i w obwodzie iwanofrankiwskim, gdzie już pierwszego dnia zbombardowano lotnisko. Starałam się wszystkim im pomóc.

Była pani przed wybuchem wojny w Ukrainie?

Nie, już tam nie jeździłam. Wszyscy moi bliscy przyjeżdżali do mnie. Najistotniejsze jest dla mnie w tej chwili uporządkowanie spraw rodzinnych. Myślę, że znalezienie pracy dla moich bliskich w Polsce nie byłoby takie skomplikowane. Pozostaje jednak pytanie, jak ich stamtąd wydostać.

Rozumiem, że w tej sytuacji jakiekolwiek myślenie o pracy artystycznej jest niesłychanie trudne.

W ogóle niemożliwe. Przez pandemię i tak straciłam wiele możliwości występów. Teraz nawet dzwoniono do mnie z pytaniem, czy mogę wystąpić na koncercie, ale na razie nie zdołam. Myślę przede wszystkim o tym, jak mogę pomóc tym, którzy tam zostali. Nie wiem, jak zdobyć pieniądze i wesprzeć nasze wojsko, bo po prostu nie jestem w stanie śpiewać. Dostałam też wiadomość, że w obecnej sytuacji Maciej Figas, dyrektor Opery Nova w Bydgoszczy, odwoła zaplanowaną premierę Eugeniusza Oniegina i trudno się temu dziwić. Wiem natomiast, co muszę teraz przede wszystkim zrobić. Ważne jest wytłumaczenie wszystkim Polakom, że Rosji nie chodzi o zdobycie terytorium Ukrainy, ona dąży do pacyfikacji narodu ukraińskiego. Różni ludzie w Polsce próbują mnie uspokoić, mówiąc, że Putin nie będzie nas niszczył, ale wystarczyło posłuchać jego przemówień, w których wyraźnie stwierdził, że zamierza udowodnić, iż Ukraińcy jako naród nie istnieją. Jemu chodzi o naród, a nie o ziemię. Zatem będzie nas niszczył. Tego najbardziej się boję.

Victoria Vatutina - śpiewaczka, od 2007 roku solistka Opery Nova w Bydgoszczy i Opery na Zamku w Szczecinie

Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę

polskieradio.pl, wyborcza.pl, arts.gov.ua

Wiele instytucji muzycznych w Polsce, w geście solidarności z Ukrainą, zdecydowało o usunięciu utworów kompozytorów rosyjskich ze swoich programów. Masowo zrezygnowano z wykonywania dzieł między innymi Czajkowskiego, Rachmaninowa, Strawińskiego i Szostakowicza. Niektórzy zadeklarowali, że nie będą grać rosyjskiej muzyki aż do końca sezonu. Powszechne stało się otwieranie koncertu hymnem Ukrainy.

Jednocześnie do bojkotu Rosji przyłączyli się znani artyści. Swój koncert w Moskwie, który miał się odbyć pod koniec maja, odwołał Piotr Beczała. "Nie jestem politykiem i nie mam wpływu na decyzje polityczne. Ale jestem artystą i mogę używać swojego głosu, by wyrazić swój sprzeciw wobec wojny, która toczy się tuż za granicą mojej ukochanej ojczyzny" - napisał w oświadczeniu znany śpiewak. Z udziału w spektaklach Lohengrina w Teatrze Bolszoj wycofał się też Rafał Siwek. Dyrygent Michał Klauza poinformował w radiowej Dwójce o zawieszeniu swojej wieloletniej współpracy z Teatrem Bolszoj w Moskwie. Przygotowana przez niego premiera Borysa Godunowa w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej została odwołana, a sam TW-ON czasowo udostępnił mieszkania dla ukraińskich matek z dziećmi. Podobnie zrobił ZAiKS, który otworzył dla uchodźców wojennych pięć domów pracy twórczej.

"Są takie chwile, które wymagają zajęcia zdecydowanego stanowiska i wypowiedzenia słów, które zabrzmią dobitnie i jednoznacznie. Nie ma dla mnie większej wartości niż życie człowieka, dlatego stanowczo potępiam każdą wojnę, w tym tę wypowiedzianą [...] przez rząd Rosji przeciwko Ukrainie. Jestem głęboko poruszony dramatem naszych Sąsiadów" - napisał dyrektor artystyczny Filharmonii Narodowej Andrzej Boreyko, który pochodzi z polsko-rosyjskiej rodziny.

Władze Ukrainy w specjalnym oświadczeniu zwróciły się do świata artystycznego z apelem o anulowanie projektów kulturalnych realizowanych za rosyjskie pieniądze, a także o zerwanie współpracy z artystami, którzy otwarcie popierają Władimira Putina i działania zbrojne. W całkowitej izolacji znalazł się dyrygent Walerij Giergijew, znany z proputinowskich sympatii. Zerwały z nim współpracę filharmonie w Monachium i Rotterdamie oraz La Scala, a także festiwale w Edynburgu, Lozannie i Verbier. Nowojorska Carnegie Hall zrezygnowała z zaplanowanych na maj dwóch koncertów Giergijewa z orkiestrą Teatru Maryjskiego. Dla wielu światowych instytucji napaść Rosji na Ukrainę oznacza zmianę planów repertuarowych, ale gotowe są tego dokonać. Metropolitan Opera zerwała koprodukcję premiery Lohengrina z Teatrem Bolszoj i zapowiedziała własną inscenizację. Dyrektor Peter Gelb wydał też oświadczenie, że "mimo długoletniej przyjaznej wymiany z artystami i instytucjami rosyjskimi nie możemy angażować artystów lub instytucji, które popierają Putina lub są popierane przez Putina".

Szef Filharmoników Berlińskich Kiriłł Pietrienko napisał: "Podstępny atak Putina na Ukrainę, który łamie prawo międzynarodowe, jest nożem wbitym w plecy pokojowego świata. To także atak na sztukę, która, jak wiemy, jednoczy ponad wszelkimi granicami. W pełni solidaryzuję się moimi ukraińskimi kolegami i mogę mieć tylko nadzieję, że wszyscy artyści staną razem w obronie wolności, suwerenności i przeciwko agresji". -JM, MAK, MC

Dzieło obronione

filharmonia.lodz.pl

W sporze sądowym między Filharmonią Łódzką a Narodowym Funduszem Zdrowia zapadł korzystny dla tej pierwszej wyrok ostatniej instancji. Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie w sprawie skargi Filharmonii na decyzję prezesa NFZ.

Wyrok dotyczy efektu kontroli prowadzonej w FŁ na przełomie lat 2019 i 2020 przez łódzki oddział Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. FŁ została zobowiązana do zapłacenia zaległych, zdaniem ZUS, składek. Zakwestionowano zasadność zawarcia kilkuset umów o dzieło z artystami wykonawcami, wskazując, że powinny to być umowy zlecenia, co łączyłoby się z obowiązkiem uiszczenia składek ubezpieczeniowych i zdrowotnych. Jak czytamy na stronach FŁ, kontrolerzy ZUS twierdzą, że artyści gościnni nie tworzą dzieła, a co najwyżej je odtwarzają. FŁ nie zgodziła się z taką interpretacją. ZUS prowadzi postępowania w przypadku wykonawców, którzy powinni opłacać wszystkie składki ubezpieczeniowe - obecnie sprawy toczą się w Sądzie Okręgowym oraz w Sądzie Apelacyjnym w Łodzi. W kwestii osób, które miałyby do opłacenia jedynie składki zdrowotne, na wniosek ZUS postępowania prowadziły oddziały wojewódzkie NFZ, a następnie prezes NFZ.

Jako pierwsza została zaskarżona do WSA w Warszawie niekorzystna decyzja dla FŁ. Sąd ten wydał pomyślny dla niej wyrok, z którym nie zgodził się prezes NFZ, zaskarżając go do NSA. NSA nie miał jednak żadnych wątpliwości, że racja jest po stronie FŁ. Wojewódzki Sąd Administracyjny - którego wyrok zaskarżył prezes NFZ - orzekł, że umowy zawarte z jedną z artystek "mają cechy umowy o dzieło, a nie umowy zlecenia. Zainteresowana wykonywała rolę prelegenta koncertów i miała za zadanie odpowiednie połączenie wypowiedzi z wykonywanymi podczas koncertów utworami muzycznymi. W przypadku takich wydarzeń artystycznych, jak koncerty w Filharmonii, nieuprawniona jest próba dokonania sztucznego podziału czynności artystów występujących w ramach wspólnego widowiska na takie, które decydują o jego indywidualnym charakterze, i takie, którym tej cechy przypisać nie można - argumentował WSA i dodał: - Strony spornej umowy określiły w sposób jednoznaczny przedmiot umowy, którym miał być udział zainteresowanej w konkretnych koncertach, w charakterze osoby prowadzącej ten koncert, a tego typu przedmiot umowy w pełni spełniał wymogi umowy o dzieło o charakterze niematerialnym". NSA przychylił się do tej argumentacji. Zgodził się, że "poprowadzenie koncertu muzycznego, a wcześniej przygotowanie autorskiego scenariusza tej wypowiedzi, w ramach działalności kulturalnej Filharmonii, należy uznać za dzieło o charakterze niematerialnym". -MAK

Zmiany w Warszawie, Barcelonie oraz...

sinfoniavarsovia.org,

obc.cat, martagardolinska.com

Sinfonia Varsovia obchodzi 38 urodziny. Z tej okazji nie tylko zaplanowano uroczysty koncert w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej, lecz także ogłoszono nazwisko pierwszego gościnnego dyrygenta. Został nim Aleksandar Marković, Serb urodzony w 1975 roku w Belgradzie. Marković ukończył dyrygenturę orkiestrową pod kierunkiem Leopolda Hagera na Universität für Musik und Darstellende Kunst w Wiedniu. Był dyrektorem artystycznym Filharmonii Koszalińskiej (2004-2005), głównym dyrygentem Tyrolskiego Państwowego Teatru i Orkiestry w Innsbrucku (2005-2008), dyrektorem muzycznym i pierwszym dyrygentem Filharmonii w Brnie (2009-2015) i dyrektorem muzycznym Opera North w Leeds (2016-2017). Od września 2021 roku jest głównym dyrygentem Orkiestry Symfonicznej Wojwodiny w Nowym Sadzie.

Spore zmiany zaszły także u Marty Gardolińskiej. Polka została powołana na stanowisko pierwszego dyrygenta gościnnego Barcelońskiej Orkiestry Symfonicznej i Narodowej Orkiestry Katalonii. Funkcję tę będzie pełnić od sezonu 2022/2023 przez kolejne dwa lata. W Barcelonie artystka zadebiutowała w zeszłym roku, dyrygując pieśniami z cyklu Des Knaben Wunderhorn Mahlera, w których partie wokalne zaśpiewali Ian Bostridge i Dorothea Röschmann, a także Małą suitą Witolda Lutosławskiego. "Praca z orkiestrą przebiegała w dobrej atmosferze. Od początku świetnie się rozumieliśmy" - wspomina dyrygentka. Nominacja Gardolińskiej wpisuje się w czas zmian w BOS. "Czuć powiew świeżego powietrza, dużo odwagi w wyborze repertuaru i to mi się bardzo podoba, dobrze czuję się w takiej atmosferze odkrywania i ambitnych planów" - dodaje. Marta Gardolińska do Polski zawita już 8 maja, by poprowadzić Narodową Orkiestrę Symfoniczną Polskiego Radia w Katowicach w koncercie ze skrzypkiem Linusem Rothem. -MAK

...w Berlinie

operawire.com

Zmiany nastąpią również w Komische Oper Berlin. Opera ogłosiła nominację Jamesa Gaffigana na dyrektora muzycznego od początku sezonu 2023-2024. Kontrakt będzie obowiązywał do lata 2027 roku. "James Gaffigan idealnie pasuje do profilu artystycznego Komische Oper Berlin. Potrafi pracować w zespole, jest muzykiem młodym i ciekawym świata, a jednocześnie doświadczonym i wyczulonym na różnorodność stylistyczną KOB" - oświadczyli Susanne Moser i Philip Bröking, dyrektorzy artystyczni z lat 2022-2023. "Jego szeroki i różnorodny repertuar, a także pozostałe zainteresowania, w tym edukacja muzyczna, będą bardzo cenne w nadchodzących latach i pomogą sprostać różnorodnym wyzwaniom związanym z gruntownym remontem siedziby Komische Oper Berlin" - wyjaśnili. -MAK

Moniuszkowski rekord

To rekord! 428 zgłoszeń z 47 krajów napłynęło na 11 Międzynarodowy Konkurs Wokalny im. Stanisława Moniuszki. Oznacza to, że zgłosiło się o 100 osób więcej niż poprzednio, a zarazem najwięcej w historii konkursu.

Jedna czwarta ubiegających się o prawo startu to młodzi śpiewacy z Polski, ale dużo nagrań wpłynęło także z Rosji, Ukrainy, Chin, USA, Niemiec i Korei Południowej. Do pracy przystąpi teraz komisja kwalifikacyjna, którą tworzą: René Massis - były śpiewak, od kilkunastu lat prowadzący Agence Massis Opéra z siedzibą w Paryżu, Sarah Playfair - wieloletnia dyrektorka i konsultantka ds. obsad najważniejszych instytucji operowych w Wielkiej Brytanii, oraz Agnieszka Rehlis. Lista zakwalifikowanych uczestników zostanie ogłoszona do 25 marca. Trzyetapowy konkurs główny odbędzie się w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej 6-11 czerwca. Przewodniczącym 16-osobowego jury jest wybitny brytyjski krytyk i redaktor naczelny magazynu "Opera" John Allison. Razem z nim uczestników oceniać będą dyrektorzy między innymi Metropolitan Opera, Covent Garden, Teatro Real w Madrycie, Opernhaus w Zurychu czy Staatsoper w Stuttgarcie, a także Izabela Kłosińska, Olga Pasiecznik, Ewa Podleś i Mariusz Kwiecień. -JM

Josephine Veasey (1930-2022)

deccaclassics.com, operawire.com

"Niezwykle zasmuciła nas wiadomość o śmierci brytyjskiej mezzosopranistki Josephine Veasey. Była cenioną śpiewaczką Wagnerowską oraz czołową interpretatorką dzieł Berlioza, które nagrywała z sir Colinem Davisem. Będzie nam jej brakowało" - czytamy na stronach wytwórni Decca.

Urodzona w Peckham w południowym Londynie, Veasey studiowała pod kierunkiem Audrey Langford i w 1949 roku została członkinią chóru Royal Opera House. W roku 1955 zadebiutowała jako solistka ROH rolą Pazia w Salome Straussa. Potem zaśpiewała Cherubina w Weselu Figara, Dorabellę w Cos? fan tutte, Marinę w Borysie Godunowie, Eboli w Don Carlosie, Amneris w Aidzie oraz tytułową rolę w Carmen. Od 1957 roku była stałym gościem festiwalu w Glyndebourne i zasłynęła z interpretacji Charlotte w Wertherze i Oktawiana w Kawalerze z różą. Została zauważona przez Georga Soltiego, a wtedy jej kariera nabrała rozpędu, i pod batutą wielkiego dyrygenta zaczęła śpiewać role Wagnerowskie, takie jak Waltraute i Fricka w Walkirii. Nagrała także rolę Fricki dla Deutsche Grammophon pod batutą Herberta von Karajana. Natomiast pod kierunkiem sir Colina Davisa śpiewała w operach Berlioza Trojanie i Potępienie Fausta. Obie opery zostały zarejestrowane przez Deccę.

Występowała ponadto w Operze Paryskiej, La Scali, wiedeńskiej Staatsoper, Metropolitan Opera i San Francisco Opera oraz na festiwalach w Aix-en-Provence i Salzburgu. Była zaangażowana w światowe premiery oper: Król Priam Michaela Tippetta w 1962 roku oraz Dochodzimy do rzeki Hansa Wernera Henzego w 1976 roku. Josephine Veasey rozpoczęła karierę jako Paź w Salome, a zakończyła ją rolą Herodiady w tej samej operze w Covent Garden w 1982 roku. Następnie uczyła między innymi w Royal Academy of Music w Londynie. Zmarła w swoim domu w Whitchurch w wieku 91 lat. -MAK