Prolog
Prolog
Pewnego dnia w 2002 roku, gdy miałem jakieś
osiem lat, a mój brat Edino właśnie skończył dziesięć, napisaliśmy
opowiadanie o duchach. Najpierw w gabinecie ojca pojawił się Bu. Później
dołączyły do niego kolejne: Siłacz, Śmieszek, Pływak i inni. Dla nas nie
były to tylko wyssane z palca historyjki czy słowa zapisane na papierze,
ale coś więcej. W naszych dziecięcych głowach wszystko było prawdziwe.
Bez dobrodusznego Siłacza nie potrafiłem zasnąć, a Bu wszędzie nam
towarzyszył. Te duchy były dla nas jak żywe. Dawały nam ciepło, czułość
i ochronę - wszystko, czego tak bardzo potrzebowaliśmy jako dzieci.
Minęło kilka lat, a ja nadal często rozmyślałem o cudownych latach
mojego dzieciństwa. Uważałem ten okres za beztroski, ale też nieco
dziwny. No bo jak można wierzyć w duchy? W międzyczasie zdążyłem
dorosnąć, zupełnie nieświadomy tego, że właściwie nic się nie zmieniło.
Duchy, które stworzyliśmy razem z bratem, zostały zastąpione innymi, a miejsce naszych opowiadań i wyobrażonego przez nas świata zajął świat
duchowy mojego ojca, w który wierzyliśmy całą rodziną.
W tej książce opisuję moje doświadczenia związane z wiarą w ten
wymyślony duchowy świat. Opowiadam o swoich przeżyciach związanych z przedziwnymi sytuacjami, które się rozegrały; o tym, jak zatraciłem
siebie, dorastając w niezdrowym systemie; jak mnie złamano i jak skrajne
pociągnęło to za sobą skutki: jak coraz bardziej nie do zniesienia
stawało się moje życie. I wreszcie o tym, jak wyzwoliłem się z wiary, w której fikcja i rzeczywistość splatały się w jedno. Ta książka to
historia o tym, jak odnalazłem siebie na nowo, i o działaniach, które
podjąłem, aby uwolnić się od życia, w którym tkwiłem: o opuszczeniu
gospodarstwa w Ruinerwold.
Nie przedstawiam w niej pełnego opisu sytuacji, które wydarzyły się w mojej rodzinie i jej otoczeniu, ale dzielę się swoimi wspomnieniami
zdarzeń z naszej wspólnej przeszłości. Ta opowieść to zapis moich
własnych przeżyć, które mogą różnić się od doświadczeń innych członków
rodziny. Ponieważ największe piętno odcisnęła na mnie manipulacja
psychologiczna, to właśnie na niej koncentruje się moja opowieść. W życiu mojej rodziny wydarzyło się o wiele więcej niż tylko to, o czym
mogę i chcę opowiedzieć w tej książce. Niektóre z tych zdarzeń były
naprawdę trudne. Ale nie składają się one bezpośrednio na moją historię.
Część tych doświadczeń ujrzała już zresztą światło dzienne, część być
może na zawsze zostanie z tymi, którzy przez nie przeszli. To od nich
zależy, czy podzielą się swoimi przeżyciami. Dlatego na tyle, na ile
mogłem, starałem się wyłączyć członków mojej rodziny z tej opowieści.
Ponieważ jednak system, w którym dorastałem, był nierozerwalnie związany
z moim ojcem, jest on wyjątkiem od tej reguły. Moje życie ukształtowało
się pod jego kontrolą i wszystkie moje doświadczenia są bezpośrednio lub
pośrednio związane z nim i jego wpływem.
Nie próbuję udzielić odpowiedzi na pytanie, dlaczego te wydarzenia w ogóle nastąpiły. Wiele spraw pozostaje dla mnie wciąż tajemnicą. Tok
rozumowania mojego ojca bywał nieprzenikniony. Wyjaśnienie stanu, w jakim się znajdował, jest zadaniem dla psychiatrów.
W pierwszych dwóch rozdziałach przybliżam filozofię mojego ojca, z którą
stykałem się wielokrotnie w jego książkach i która stanowi fundament
jego wiary. W dalszej części opisuję moje uczucia i przeżycia z perspektywy tamtych chwil. To, jak postrzegam przeszłość, całkowicie się
zmieniło i większość spraw widzę dziś zupełnie inaczej. Tam, gdzie
kiedyś prawie wcale nie wyrażałem emocji - nie było na to miejsca -
teraz, patrząc wstecz, odczuwam ich naprawdę sporo. Mimo to w książce
staram się możliwie jak najdokładniej przedstawić to, kim wtedy byłem,
aby oddać sprawiedliwość tej historii.
Mam nadzieję, że moja opowieść będzie wsparciem dla wszystkich osób
szukających wyjścia z sytuacji, które powstrzymują je od bycia sobą. Mam
nadzieję, że da siłę tym, którzy starają się odnaleźć własną drogę do
szczęścia. W każdym, nawet najtrudniejszym położeniu, zawsze jest jakieś
wyjście, jakiś sposób, by odzyskać wolność. Z pewnością nie jest to
łatwe, ale każdy zasługuje na to, by być wolnym. Zasługuje na to, by być
sobą. Bo będąc sobą - tak, również ty, czytelniku - jesteś najlepszy,
najpiękniejszy i najcenniejszy.
Rozdział 1
1
Raz jeszcze unosi głowę. Ból przeszywa go
aż do kości. Słońce świeci mu w twarz. Niebiosa zwracają się ku niemu
jeszcze jeden, ostatni raz. Światło go oślepia, ból otumania.
- Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? - woła Jezus, a łzy powoli
spływają po jego twarzy. Dźwięk krwi rytmicznie kapiącej na gorący
piasek niesie się aż do bram nieba. Z każdą kolejną kroplą uderza w nie
coraz mocniej. Bicie jego serca słabnie. Potem zapada cisza.
Spektakl dobiegł końca. Dziesiątki gapiów rozchodzą się, by na powrót
zająć się swoimi ziemskimi sprawami. Zostają tylko nieliczni. To
mężczyźni i kobiety wiary. Ich zdumienie jest niepojęte. Przyszłość
maluje się w ciemnych barwach. Droga się urywa.
Przez długie lata widzieli ścieżkę prowadzącą ku niebu. Niemalże mogli
jej dotknąć. On wskazał im drogę. On był drogą.
Nieco dalej stoi też ona, ich jedyna nadzieja. Rośnie w niej jego
dziecko. Dziecko mężczyzny na krzyżu.
Po tym, jak zawodzi go ziemia, czeka na niego piekło. Przez trzy dni
przebywa w mrocznych korytarzach, w których rządzi anioł śmierci.
Pierworodny Boga staje oko w oko z władcą ciemności: Lucyferem.
Osiem tysięcy lat wcześniej ten anioł nad aniołami porzucił niebiańską
ścieżkę czystości i wkroczył na ścieżkę grzechu. Odwrócił się od swojego
stworzyciela, wszechmogącego Boga.
Mniej więcej w tym samym czasie na ziemi zjawiły się pierwsze dzieci
Boże: tak powstał człowiek. Adam i Ewa zamieszkali w pięknym ogrodzie
Eden i często rozmawiali z Bogiem. On przykazał im, jak mają żyć.
Modlitwa była dla nich czymś tak naturalnym jak oddychanie. Wszystko, co
czynili, czynili z polecenia swojego niebieskiego Ojca. Był ich
nauczycielem.
Adama i Ewę otaczały Boże anioły. Te niebiańskie istoty zasiedlały świat
duchowy, Adam i Ewa zaś żyli na ziemi, w świecie materialnym. Anioły i ludzie codziennie ze sobą rozmawiali. To, co duchowe, i to, co
materialne, wzajemnie się przenikało. W Edenie wszystko było jednością.
Ale Lucyfer, który miał nieść światło, zwiódł ludzi ku złu. Najpierw
Ewę, a potem Adama. Porzucili oni Boga, przestali Go słuchać. Ideał
Edenu został zaprzepaszczony. Od tej pory dzieci rodziły się w ciemnościach. Kain zamordował Abla. Na ziemi szerzyły się zazdrość i nienawiść.
Abel dzielił teraz świat duchowy z Bożymi aniołami. Nie rozmawiał jednak
ze swoimi rodzicami, ponieważ nie mogli oni komunikować się ze światem
duchowym: przestali go widzieć. Grzeszne żądze sprawiły, że ludzie
zaczęli przedkładać fizyczność nad kwestie duchowe. Ciemność Lucyfera
doprowadziła do rozłamu: świat duchowy i świat materialny oddzieliły się
od siebie.
Po śmierci Abla anioły zaczęły przygotowywać ludzkość na ziemi na
przyjście dziecka Bożego. Prób było wiele: Noe, Abraham, Jakub, Józef,
Dawid, Elizeusz. Żaden z nich nie był jednak wystarczająco czysty, aby
być pierworodnym synem Bożym. A tylko syn Boży mógł otworzyć drogę do
królestwa niebieskiego i tym samym odrodzić ideał Edenu. Tylko On mógł
pokonać siły upadłego anioła i ponownie zwrócić człowieka ku Bogu. Po
ośmiu tysiącach lat w końcu nadszedł czas. Chrystus zstąpił na ziemię.
Przybył Mesjasz, aby uratować ludzkość. Narodził się Jezus, syn Boży
pośród ludzi.
Teraz jednak Jezus patrzy władcy piekieł prosto w oczy. Lucyfer się
zaśmiewa. Jego zwycięstwo jest przesądzone, trzyma syna Bożego w garści.
Walka trwa trzy dni. Nieszczęsny mężczyzna czuje głęboki wstyd. Po
trzydziestu pięciu latach stracił życie na krzyżu. Bóg i niebiańscy
aniołowie przez tysiące lat robili co w ich mocy, aby mógł przyjść na
ziemię, wielu o to walczyło. A on tkwi teraz głęboko w podziemiach,
pokonany. Świat jest skazany na zagładę.
Bóg musi być nim mocno rozczarowany. Przyszłość rysowałaby się
wspaniale, gdyby tylko dane mu było wskazać ludziom drogę. Zaprowadziłby
pokój i doskonałość, raj, o jakim najwięksi ziemscy mędrcy nie śmieli
nawet marzyć. Ludzie żyliby razem ze swoimi odległymi przodkami. To, co
duchowe, i to, co materialne, znowu byłoby jednością. Smutek przestałby
istnieć, a nienawiść odeszłaby w niepamięć.
Czy to koniec? Czy Lucyfer już zawsze będzie panował nad ludźmi? Czy z księgi historii wymazano nadzieję?
Musi istnieć jakieś wyjście, Bóg jest wszechmogący i będzie trwał
wiecznie. Diabeł nigdy nie odniesie zwycięstwa.
Trzeciego dnia Jezus odzyskuje wiarę. Nie może wrócić na ziemię, aby
otworzyć ludziom drogę do nieba. Może ich jednak przygotować do
wkroczenia na nową drogę, która pojawi się, choć w odległej przyszłości.
Ściany piekła pękają. Maleńkie światełko opuszcza ciemną dolinę podziemi
niczym przecinająca niebo gwiazda. Jezus wraca do nieba. Skrywa
tajemnicę, o której nie wiedzą nawet aniołowie. To skarb, który po sobie
zostawił: po ziemi chodzą jego potomkowie.
Podążają oni na zachód. Uciekają daleko, jak najdalej od tragedii, która
dotknęła ich przodka. Aż do morza. To zarówno koniec ich podróży, jak i początek Bożej pracy. Tutaj musi narodzić się syn Boży. Musi minąć dwa
tysiące lat, zanim Bóg ponownie podejmie próbę uratowania ludzkości.
Siedemset trzydzieści tysięcy dni wojny i niedoli.
We wrześniu 1952 roku w małej miejscowości, w pozbawionym znaczenia
kraju, gdzieś na zachodnim wybrzeżu Europy przychodzi na świat syn Boży.
Po tych wszystkich latach pierworodne dziecię Boga znów jest pośród
ludzi. Tym dzieckiem jest mój ojciec.
Rozdział 2
2
Syn Boży nosi imię Gerrit Jan, ale świat
nie jest jeszcze gotowy na jego przyjęcie. To jezusowe chrześcijaństwo
miało przygotować na to ludzkość. Zadaniem chrześcijan powinno być
chronienie dziecka Boga. Powinni oni je wychować, opowiedzieć mu o jego
zadaniu tu, na ziemi. Powinni przyjąć go jak zbawiciela.
Tymczasem Gerrit Jan rodzi się w złowrogim i pozbawionym wiary świecie.
Większość ludzi nie wierzy w nic. Niektórym wydaje się, że wierzą w Boga, ale nie znają prawdy. Dalej uważają Jezusa za swojego wybawcę,
choć od dwóch tysięcy lat nie jest już mesjaszem.
Nikt nie wie, kim w rzeczywistości jest Gerrit Jan. Jest dzieckiem jak
każde inne. Jezus go opuścił, aniołowie zajmują się swoimi sprawami w innych zakątkach ziemi i nawet Bóg nie pokłada już wiary w swoim synu.
W międzyczasie na wschodnim półwyspie kontynentu azjatyckiego tworzy się
grupa religijna, która daje początek nowemu wyznaniu - religii
fałszywego proroka.
Ten urodzony w Korei Północnej fałszywy prorok nosi imię Sun Myung Moon.
Wierzy on, że zbawi świat od wszelkiego grzechu, że położy kres wojnom i dzięki niemu na ziemi znów zagości światłość. Sun Myung Moon sądzi, że
jest mesjaszem. Objawia mu się to, gdy ma szesnaście lat. W Wielkanoc
przychodzi do niego Jezus i roztacza przed nim wizję jego życiowej
misji. Wypełnij zadanie, którego sam nie mogłem wykonać na ziemi.
Coraz więcej ludzi przyłącza się do Sun Myung Moona. Raz za razem
dokonują się kolejne cuda i wszyscy dosłownie padają przed Moonem na
kolana. Jego wyznawcy nazywają siebie Kościołem Zjednoczeniowym. Gdy
Boży syn na ziemi dorasta w całkowitej nieświadomości swojego znaczenia,
fałszywy prorok rośnie w siłę.
Gerrit Jan wychowuje się w chrześcijańskiej rodzinie. Choć dobrze zna
Biblię, nie znajduje w niej drogi dla siebie. W szkole świetnie sobie
radzi i wcześnie trafia na uniwersytet. Studiuje psychologię, najpierw w Groningen, później w Amsterdamie.
Zaczyna interesować się tekstami filozoficznymi. Po śmierci ukochanej
babci oddaje się rozważaniom nad śmiercią. Boi się jej. Dlaczego ludzie
umierają? Dokąd trafiają? Jak to się dzieje, że tak nagle odchodzą? Czy
ból, który pozostaje po ich śmierci, jest nieodłączną częścią życia? To
przecież niemożliwe. Musi istnieć coś więcej niż śmierć. Tylko co?
Zastanawia się nad tym dniem i nocą.
Podczas pracy w domu opieki dla osób z demencją uświadamia sobie, w jak
beznadziejnym położeniu znajdują się tamtejsi pacjenci. Wszyscy ci
ludzie umierają w samotności i nędzy. Nikt się nimi nie interesuje. Jaką
wartość ma ich życie? Urodzili się, podrośli, poszli do szkoły,
pracowali, mieli dzieci, a teraz samotnie czekają na śmierć. Czy temu ma
to wszystko służyć? Czy w chwili narodzin otrzymujemy wyrok w postaci
osiemdziesięciu lat czekania na śmierć? Gdzie można jeszcze znaleźć
nadzieję? A szczęście? Świat wydaje się stracony.
Gerrit Jan rozmyśla nad losem świata i nie może pogodzić się z poczuciem
braku sensu. Musi istnieć jakiś wyższy cel, ideał, przy którym śmierć
jest prawie tak piękna jak narodziny. Coś musi się zmienić. Ale kto
dokona tej zmiany? I jak?
Uświadamia sobie, że istnieje tylko jedna osoba, która może to zrobić.
Tym kimś jest on sam. Rzuca pracę i przerywa studia. Wyrusza na
poszukiwanie ścieżki wiodącej do zbawienia.
Jego poszukiwania trwają długie miesiące. Odwiedza setki kościołów,
poznaje wiele religii. Nigdzie jednak nie odnajduje swojej drogi. Nikt
nie potrafi wskazać mu ideału, którego szuka.
Wtedy do jego drzwi puka członek Kościoła Zjednoczeniowego. Po
przeczytaniu książki Sun Myung Moona, Gerrit Jan ma już pewność. Oto
jest droga, oto jest prawda.
W 1979 roku wstępuje w szeregi wiernych, ma wtedy dwadzieścia sześć lat.
Sun Myung Moon, który każe się nazywać Prawdziwym Ojcem, jest wcieleniem
Jezusa: Chrystusem na ziemi.
Gerrit Jan uczestniczy w sekciarskim życiu kościoła przez pięć lat.
Dowiaduje się o istnieniu świata duchowego, w którym przebywają wszyscy
ci, którzy odeszli. Nareszcie śmierć przestaje być stratą. Umieranie nie
oznacza końca. Duchy mogą żyć razem z ludźmi na ziemi. A on może
rozmawiać ze zmarłymi; może porozmawiać ze swoją nieżyjącą babcią.
Gerrit Jan traktuje swoje zadania w kościele nadzwyczaj poważnie. Zrobi
wszystko, żeby uczynić świat lepszym. Przychodzi do niego syn
Prawdziwego Ojca, który w wieku osiemnastu lat zginął w wypadku
samochodowym. Nazywa się Heung Jin Moon i przemawia do Gerrita Jana ze
świata duchowego. Również Jezus odwiedza go coraz częściej.
Komunikowanie się z tym światem staje się dla Gerrita Jana czymś
naturalnym. Wszystkie rozmowy z duchami przeprowadza po angielsku. To
jedyny język, w którym Bóg może właściwie się wyrazić, dlatego nakazał,
aby nauczyli się go wszyscy niebiańscy aniołowie.
Podczas swoich wizyt Jezus ujawnia Gerritowi Janowi coraz więcej, a ten
zaczyna pojmować swoje zadanie. Jest ważniejszy, niż przypuszczał.
Okazuje się, że ma do odegrania kluczową rolę w zbawieniu świata.
Zapisuje wszystkie swoje objawienia.
Dzięki Jezusowi wie już, jak prawdziwie się modlić. Choć modlił się też
jako dziecko, była to jednostronna komunikacja. Na wzór otaczających go
chrześcijan wygłaszał monologi, nie słuchając przy tym Boga. Prawdziwa
modlitwa jest rozmową z Nim, która, tak jak bijące serce, nigdy nie
ustaje. Gerrit Jan wreszcie słyszy Jego głos. Bóg mówi do niego w każdej
minucie każdego dnia. Wszystko, co robi, wykonuje z Bożego rozkazu.
Heung Jin coraz częściej mówi nie tylko do niego, lecz także poprzez
niego. Członkowie Kościoła Zjednoczeniowego gromadzą się, aby usłyszeć
syna ich mesjasza przemawiającego poprzez Gerrita Jana. Jest on nowym
ciałem Heung Jina. Młody mężczyzna, który odszedł o wiele za wcześnie,
wrócił na ziemię. To cud. Świat duchowy i materialny znów stają się
jednością, tak jak w ogrodzie Eden dziesięć tysięcy lat temu.
Jezus także korzysta czasem z ciała Gerrita Jana, aby przez niego
przemawiać. Po dwóch tysiącach lat ludzie znów mogą słuchać słów
Chrystusa. Jezus stąpa po ziemi w ciele nowego syna Bożego.
Gerrit Jan od wielu lat jest aktywnym członkiem Kościoła
Zjednoczeniowego, ale nigdy nie spotkał Prawdziwego Ojca osobiście. Ten
jednak musi być świadomy jego istnienia. Jezus musiał przecież
powiedzieć mu o Gerricie Janie? A jeśli nie, to na pewno jego rodzony
syn, Heung Jin, przekazał ojcu, że przez niego przemawia.
W listopadzie 1984 roku w świecie duchowym Jezus i Heung Jin
przyprowadzają do Gerrita Jana córkę Prawdziwego Ojca. Na imię jej Hye
Jin Moon. Zmarław niemowlęctwie, jednak cudownym sposobem dorosła w świecie duchowym, gdzie nauczali ją Jezus i Boży aniołowie. Obecnie jest
już dorosłą kobietą.
Tego samego dnia Gerrit Jan poznaje w Danii dwanaście osób, w większości
Austriaków. Usłyszeli, że przemawia przez niego Heung Jin, i chcą za nim
podążać. Jest on ich nową drogą.
Gerrit Jan głosi swoje nauki dwanaściorgu uczniom. Przemawia do nich
słowami Jezusa i Heung Jina. Szczególną uwagę poświęca jednej uczennicy,
Magdalenie. Dzięki temu dowiaduje się, że kobieta utrzymuje potajemną
relację z jednym z pozostałych uczniów: dwudziestotrzyletnim Josefem.
Gerrit Jan mówi jej, że to sprawka szatana. Seksualny grzech, który
popełniła z Josefem, sprawił, że droga do Boga się dla nich zamknęła.
Ich pragnienia mają charakter cielesny, a to wyklucza prowadzenie życia
poświęconego Bogu i duchom.
W ciągu kolejnych miesięcy Gerrit Jan doświadcza szeregu nowych objawień
ze świata duchowego. Narasta w nim też potrzeba krytyki swoich
współwyznawców: wielu z nich nie traktuje nauk Prawdziwego Ojca z należytą powagą, czym niszczą kościół. Do ich wspólnoty wdarł się
Lucyfer.
Chcąc sprowadzić swoich braci w wierze na właściwą ścieżkę, Gerrit Jan
dzieli się swoimi spostrzeżeniami ze światem: przywódcy Kościoła
Zjednoczeniowego są pod wpływem Lucyfera i muszą odciąć się od szatana.
Gerrit Jan popada w konflikt ze swoim kościołem. Ten ostatni sięga po tę
samą broń, którą posługuje się Gerrit Jan: kilku ważnych przywódców
stwierdza, że to Gerrit Jan znalazł się pod wpływem szatana. Musi więc
przesiadywać w swoim pokoju, odizolowany od innych. Codziennie jest
posypywany świętą solą, która ma wypędzić z niego diabła. Mimo to
napięcia narastają. Gerrit Jan czuje się zagrożony i występuje z kościoła. Przez kilka kolejnych lat błąka się poza nim, choć
jednocześnie cały czas czuje się jego częścią. Podejmuje też wiele
bezskutecznych prób nawiązania kontaktu z Prawdziwym Ojcem.
We wrześniu 1985 roku Gerrit Jan osiąga indywidualną doskonałość.
Oznacza to, że od tej chwili jest wolny od wszystkiego, co złe. Przestał
grzeszyć, jest czysty i doskonały jak stworzony przez Boga Adam. Objawia
mu to sam Bóg. Wszystko, co od tej pory czyni, jest wyrazem Bożej woli.
Jego czyny są Jego czynami, jego myśli są Jego myślami, jego pragnienia
są Jego pragnieniami. Jest doskonałym dzieckiem Bożym.
Odtąd nie musi już służyć jako ciało Heung Jina. Gerrit Jan jest zbyt
doskonały, aby być ciałem dla ducha. Chociaż sam rozmawia z duchami, one
już przez niego nie przemawiają. Nawet Jezus nie jest wystarczająco
czysty, aby wstąpić w jego ciało.
Krótko potem żeni się z córką Prawdziwego Ojca, Hye Jin. Po raz pierwszy
mężczyzna na ziemi żeni się z kobietą w świecie duchowym, a ich
małżeństwo jednoczy oba te światy. To Boże błogosławieństwo. Eden jest
już bardzo blisko. Wszyscy przywódcy religijni odwiedzają ich w świecie
duchowym, aby złożyć gratulacje: Mojżesz, Jakub, Jezus, Budda, Mahomet,
Abraham, Izaak, Elizeusz, Adam, Gabriel, Konfucjusz, Michał, święty
Franciszek i wielu innych. Gerrit Jan zapełnia całą księgę pięknymi
słowami, którymi obdarzono go w tym dniu, w całości po angielsku,
ponieważ jest to język Boga. Słowo końcowe należy do Jezusa:
Zwolle, Holandia, 1 lipca 1985
Najdrożsi Gerricie Janie i Hye Jin, ukochany Bracie i ukochana Siostro.
Jakże się cieszę, mogąc złożyć Wam życzenia w tym Błogosławionym Dniu.
Cóż to za radość, widzieć, że Bóg może teraz podarować Wam to, co chciał
przedtem dać mnie oraz - rzecz jasna - Adamowi i Ewie. Bolesne
wspomnienia ukrzyżowania wreszcie zblakną. Na ziemi wypełni się Boska
wola. Królestwo Niebieskie powstanie tak na ziemi, jak i w niebie.
Kilkoro z dwanaściorga uczniów podąża w ślad za Gerritem Janem, gdy ten
opuszcza Kościół Zjednoczeniowy. Coraz częściej dają mu też pieniądze.
Dzięki nim jest w stanie przeżyć i skupić się na nauczaniu swoich
wyznawców. Z jednymi rozmawia codziennie, z innymi tylko wymienia listy.
Prawie zawsze jest przy nim Magdalena, czasami Josef.
Gerrit Jan pisze książki, aby inni mogli zapoznać się z jego naukami.
Prawda, którą przelewa na papier, może uratować świat. Razem z żoną
zamieszkującą świat duchowy zaczynają prowadzić dziennik, ponieważ gdy
tylko ludzie odkryją, że jest on synem Bożym na ziemi, będą chcieli znać
wszystkie szczegóły z jego życia. Gerrit Jan jest przekonany, że jego
dziennik będzie kiedyś czytany częściej od Biblii.
Groningen, 11 października 1986
G.J.: Ja, Gerrit Jan, i moja Oblubienica zaczynamy dzisiaj pisanie tego
dziennika w Groningen w Holandii.
Będziemy prowadzić go z myślą o przyszłych pokoleniach. Musi on dać
życie przyszłym pokoleniom.
Naszym celem jest uświadomić ludziom, że Bóg uczestniczy w codziennym
życiu każdego z nas. Że jest blisko, bardzo blisko. Że bardzo, bardzo
się martwi. I że nic, nawet najmniejszy szczegół, w oczach Boga nie jest
mały. O, nie, każdy "najmniejszy szczegół" nabiera niebagatelnego
znaczenia, jeśli my, istoty ludzkie, dzieci Boga, żyjemy w prawdzie.
Hye Jin: Te zapiski pochodzą od Oblubienicy Gerrita Jana. Mój mąż,
Prawdziwy Adam, Gerrit Jan, pisze je swoją lewą ręką, ale słowa i sens
są moje. Życie Gerrita Jana jest pełne tragedii i cierpienia. Nie
jesteście w stanie wyobrazić sobie, ile w nim bólu. Żyje on tylko dla
Boga, dla budowania Bożej Rodziny i dla ludzkości. Dlatego poświęca dla
mnie wszystko. Jako mąż jest kochający i surowy. Podziwiam go za to.
Właśnie dlatego w pełni mu ufam i dlatego jesteśmy całkowitą jednością.
Chcę, żeby każdy to wiedział, aby każdy mógł się od nas uczyć i naśladować ten niebiański wzór.
Magdalena kształci się w wierze. Przez dwa lata przyjmuje nauczanie
Gerrita Jana prawie codziennie. Jej ciało zostaje oczyszczone z wszystkich grzechów, które popełniła w dotychczasowym życiu. To
oczyszczenie odbywa się poprzez modlitwę. Ważną rolę odgrywa w nim
również tajemnicze działanie Bożej dłoni za pośrednictwem ciała Gerrita
Jana.
W kwietniu 1988 roku oczyszczenie dobiega końca. Magdalena jest już
wystarczająco święta, aby mógł przez nią przemawiać duch żony Gerrita
Jana. Tak jak wcześniej w jego ciele żył Heung Jin, tak teraz Hye Jin
żyje w ciele Magdaleny. Po pewnym czasie staje się jasne, że ta wymiana
jest ostateczna. Odtąd Magdalena jest Hye Jin Moon, żoną Gerrita Jana.
Nigdy więcej nie będzie już Magdaleną. Ta umarła i żyje dalej w świecie
duchowym. Jej przeszłość została wymazana, a rodzina już nigdy nie
będzie mogła z nią porozmawiać. Hye Jin - choć zmarła jako niemowlę -
znów stąpa po ziemi. To cud, który stał się możliwy dzięki wierze
Gerrita Jana.
Ze strony Prawdziwego Ojca nie nadchodzi żadna reakcja. Możliwe, że Sun
Myung Moon nawet nie wie o istnieniu tego Holendra, który już od kilku
lat nie jest członkiem jego kościoła. Mimo to Gerrit Jan się nie
poddaje. W końcu Prawdziwy Ojciec będzie musiał zaakceptować go jako
zięcia. Z wytęsknieniem wyczekuje dnia, w którym Moon stanie u jego
drzwi. Latami czeka na cud.
Ale ten nie następuje. Kościół Zjednoczeniowy o nim zapomniał. Wtedy do
Gerrita Jana wreszcie dociera, że Prawdziwy Ojciec nie jest wcale taki
prawdziwy, za jakiego się podaje - jest oszustem działającym w imieniu
diabła. To antychryst, fałszywy prorok, który przez cały czas usiłował
powstrzymać go przed odkryciem prawdy, że to on jest mesjaszem. Gerrit
Jan potrzebuje nowego imienia - w końcu jest pierwszym Prawdziwym Ojcem.
Poznał prawdę, którą kiedyś pozna cały świat, i dlatego od tej pory
będzie zwał się Pierwszym Ojcem. Tak będą się do niego zwracać przyszłe
pokolenia.
W tym czasie, a jest rok 1990, Gerrit Jan wprowadza się do wynajętego
mieszkania w Hasselt, w pobliżu miejsca swojego urodzenia, niedaleko
Zwolle. Nie utrzymuje kontaktu z rodzicami i resztą rodziny. Nie są
wszak jego prawdziwymi krewnymi. Jest pierworodnym synem Boga, nie ma
rodziców, cioć i wujków, siostrzenic i siostrzeńców. Jeśli ci chcą mieć
z nim kontakt, muszą najpierw uznać go za jedynego Prawdziwego Syna
Boga. Tak się jednak nie dzieje, więc wszelki kontakt się urywa.
Pozostaje przy nim garstka uczniów z Kościoła Zjednoczeniowego.
Większość z nich przebywa w Austrii. Dzięki pieniądzom, które mu
przesyłają, może w pełni skoncentrować się na powierzonym mu zadaniu:
zbawieniu świata.
Pisze książki, mnóstwo książek. Jego teksty są narzędziem służącym
realizacji tego Bożego celu, prawdą, która po raz pierwszy wychodzi na
jaw. To Słowo Boże. Gerrit Jan dalej naucza też osoby ze swojego
otoczenia. Kilkoro z nich to osoby fizyczne, jego uczniowie, jednak
przeważającą większość stanowią duchy, które są dla niego niemal tak
prawdziwe jak obecni przy nim ludzie. Czasami duchy przychodzą do jego
salonu i godzinami z nimi rozmawia. Czasami opuszcza swoje ciało, aby
przekazać nauki dużej grupie duchów gdzieś w królestwie niebieskim.
Kiedy jego własna dusza jest daleko, ciało Gerrita Jana wypowiada słowa
na głos. Ma zamknięte oczy. Widzi tylko świat duchowy. Z myślą o przyszłości rejestruje wszystko na kasetach magnetofonowych: godziny
wykładów dla świata duchowego. Dowód dla potomnych.
W międzyczasie rośnie troje dzieci Gerrita Jana. Razem z nim żyją one w tej niezwykłej rzeczywistości. Po raz pierwszy ziemskie dzieci wychowują
się wspólnie z Bożymi aniołami i niebiańskimi duchami. W tym domu świat
duchowy i materialny są jednością, a Bóg jest zawsze obecny. Modlitwa
jest dla tej rodziny równie ważna, jak oddychanie. Wszystko przebiega
zgodnie z odwieczną boską wolą. Jest tak jak niegdyś w Edenie.
Rozdział 3
3
W poniedziałek 31 stycznia 1994 roku
przychodzi moja kolej, aby stać się częścią tego wyjątkowego świata.
Jestem jednym z Pierwszych Dzieci.
Moje narodziny są trudne i długie: jestem dużym noworodkiem. Mojej
matce, Hye Jin w ciele Magdaleny, jest bardzo, ale to bardzo ciężko. Nie
wolno jednak wezwać lekarza. Ludzie ze świata zewnętrznego są nieczyści.
Wraz z ich wizytą do naszego domu mogłyby przeniknąć złe duchy, a nawet
sam diabeł. Obecność innych ludzi w domu podczas porodu może sprawić, że
dziecko stanie się nieczyste, i przestanie być pełnoprawnym dzieckiem
Bożym. Mój ojciec nie może wziąć na siebie takiego ryzyka, dlatego nikt
nie może towarzyszyć mojej matce.
Przy narodzinach mojego starszego brata ojciec popadł w konflikt z urzędnikami gminnymi, którzy chcieli, żeby niemowlę zostało zbadane.
Ojciec odmówił, ale ostatecznie musiał się ugiąć. Zgodził się na wizytę
lekarza, ale nie pozwolił mu dotykać dziecka. Ponieważ ojciec nie chce
być już kiedykolwiek zmuszony do wpuszczenia lekarza do domu,
postanawia, że nikogo nie poinformuje o moich narodzinach. Mam dorastać
w tajemnicy, z dala od złego świata i jego złego wpływu, pod całkowitą
kontrolą ojca.
Po mnie rodzi się jeszcze pięcioro dzieci, z których wszystkie dorastają
w tajemnicy. Państwo holenderskie nigdy nas nie zarejestruje. Dzięki
temu nie będzie mogło nam niczego narzucić, a ojciec nie będzie musiał
posyłać nas do szkoły. Nie będzie nas niepokoił żaden lekarz. Nikt poza
naszym ojcem nie będzie miał prawa o nas decydować. Ojciec będzie mógł
wychowywać nas tak, jak zechce.
Jedynie dwóch moich starszych braci i siostra muszą chodzić do szkoły.
Nie mam pojęcia, czym jest szkoła. Wiem tylko, że musi to być złe
miejsce, bo ojciec często się wścieka, gdy widzi, że mój brat lub
siostra kolejny raz przynoszą stamtąd zły wpływ.
Sam jestem nauczany w domu, zazwyczaj razem z moim młodszym bratem.
Pisanie, liczenie, geografia, mamy to wszystko umieć. Najważniejsze są
jednak książki ojca. Musimy znać Słowo Boże na pamięć. Niektóre książki
powstały specjalnie z myślą o dzieciach. Czytamy je po setki razy.
Często przepisujemy je w całości. Każde słowo musi się zgadzać: w tekstach zawierających Słowo Boże nie może być błędów.
Książki ze Słowem Bożym należy zawsze traktować z szacunkiem. Ojciec
zrobił na nie piękny regał. Jest to najświętsze miejsce w naszym domu, a nasz dom z kolei jest najświętszym miejscem na ziemi.
Dla świata zewnętrznego nasz dom w Hasselt jest jednym z wielu
szeregowców znajdujących się w tej miejscowości. To zwykłe mieszkanie na
wynajem, przylegające z obu stron do dwóch innych budynków, które
wyglądają dokładnie tak samo. Przed domem jest niewielki ogródek. Od
ulicy oddziela go niski żywopłot, który zasadził ojciec. Kwiaty i krzewy
rosnące przy wejściu dodają mu uroku.
Za drzwiami frontowymi znajduje się korytarz. Jest on śluzą oddzielającą
nasz świat od świata zewnętrznego. Gdy tylko się do niego wejdzie,
należy się oczyścić. Nie fizycznie, ale duchowo. Odbywa się to poprzez
modlitwę. Kierując swoje myśli ku Bogu, wypędza się złe wpływy i złą
energię pochodzące z zewnątrz. Równie ważne jest ściągnięcie w korytarzu
butów i kurtek, które często są nimi przesiąknięte.
Następnie przechodzi się do salonu. Wejście do środka ze złym duchem
jest ciężkim grzechem. Czasami przychodzą do nas uczniowie. Jeśli jest z nimi zły duch, ojciec bardzo, bardzo się denerwuje. Wyrzuca ich wtedy z pokoju, aby wypędzić szatana z tej świętej przestrzeni. Czasami ojciec
wygania z pokoju także mojego starszego brata, bo przynosi ze szkoły zły
wpływ.
W salonie stoi wielki stół, przy którym wspólnie spożywamy posiłki. Obok
salonu znajduje się niewielka kuchnia, w której gotuje matka. W salonie
stoi też telewizor. Raz lub dwa razy dziennie wolno nam oglądać programy
dla dzieci. Po południu są to zwykle bajki na Zappelin, a gdy moje
starsze rodzeństwo jest w szkole - programy edukacyjne na Schooltv.
Ojciec też często ogląda telewizję. Wysyła nas wtedy na górę, ponieważ
nie wolno nam oglądać razem z nim. Na pierwszym piętrze znajdują się
trzy pokoje. Jeden z nich jest przeznaczony do zajęć ogólnych. Stoją tam
regały wypełnione książkami z różnych dziedzin. Jakich dokładnie, tego
nie wiem, bo interesuje mnie tylko jedna część regału: książki dla
dzieci. W przeciwległym rogu pokoju stoi maszyna do szycia. Matka używa
jej do naprawiania naszych ubrań, a czasem coś na niej szyje.
Jest osobny pokój dla dziewczynek i osobny dla chłopców, w którym śpią
wszyscy moi bracia poza najstarszym. Na poddaszu znajduje się duża
przestrzeń, w której bawimy się samochodzikami, klockami lego,
pluszakami i innymi zabawkami. Jeden z narożników poddasza oddziela
drewniana ściana. To tam śpi mój najstarszy brat. Nie wolno nam z nim
rozmawiać. Ojciec powiedział, że jeśli będziemy to robić, ulegniemy jego
złemu wpływowi.
Za domem znajduje się podwórko ze zjeżdżalnią i drabinkami. Po uzyskaniu
zgody wolno nam też wyjść na ulicę. Ze starszym o półtora roku bratem
często chodzimy na położony nieco dalej plac zabaw. Poza tym biegamy po
ścieżce rowerowej i od czasu do czasu bawimy się z innymi dziećmi.
Najpiękniejsze chwile przeżywam właśnie z bratem. Najfajniejsze są
wakacje, bo wtedy zawsze jest w domu. Mnie także jest wówczas łatwiej,
bo nie muszę się ciągle ukrywać. W trakcie roku szkolnego nie wolno mi
za dnia wychodzić na zewnątrz, to wzbudziłoby podejrzenia. Nikt nie może
się dowiedzieć, że siedzimy w domu, kiedy inne dzieci są w szkole.
Stanie w oknie lub przebywanie poza domem między dziewiątą a trzecią są
absolutnie zakazane. Jako dziecko nie zawsze panowałem nad tym, jak
głośno mówiłem. "Cisza!" - upominali mnie rodzice prawie codziennie.
W wakacje jest mnóstwo czasu na zabawę. Udajemy, że jesteśmy tatą:
zajmujemy się ważnymi sprawami, "pracując" na laptopach z kartonu. Na
poddaszu budujemy zagrodę z desek dla plastikowych zwierzątek.
Wieczorami czytamy książki Karola Maya o Winnetou i Old Shatterhandzie.
Żyjemy w ich świecie. W lesie zabieramy gałęzie i robimy z nich srebrną
rusznicę Winnetou. Rysujemy mapy skarbów i sami ukrywamy skarb w zagajniku przy ścieżce rowerowej.
Czasami uczę się od starszego brata nowych rzeczy. Po powrocie do domu
opowiada mi, czego dowiedział się w szkole. Powoli zmienia się moje
wyobrażenie na temat tego miejsca. Zaczynam się zastanawiać, dlaczego do
niej nie chodzę, a moja ciekawość ciągle rośnie. Bardzo chciałbym
zamienić się z bratem na jeden dzień i przekonać się, jak to jest
chodzić do szkoły. Czasami nawet o tym śnię.
Wszystko jednak będzie dobrze, bo zadbał o to nasz ojciec. Często
przypomina nam, jak ważne jest chronienie nas przed kontaktem ze światem
zewnętrznym. Pod żadnym pozorem nie wolno nikomu wspominać o mnie i moim
młodszym rodzeństwie. Za każdym razem ojciec daje to jasno do
zrozumienia moim starszym braciom i siostrze.
Potrzebujemy siebie nawzajem; jesteśmy od siebie zależni. Jeśli jedno z nas zrobi coś niewłaściwego, wszyscy ponosimy tego konsekwencje.
Nieprzestrzeganie zasad naszej wiary jest występkiem przeciwko Bogu.
Samodzielne dokonywanie wyborów jest zdradą, która naraziłaby wszystkich
na niebezpieczeństwo. A wtedy nasze życie stałoby się jeszcze
trudniejsze.
Tymczasem ojciec zakłada własną firmę: Natural Homes. Z naturalnych
surowców, takich jak glina, siano i drewno, wytwarza zabawki i elementy
budowlane. Uczniowie, którzy nadal za nim podążają, pracują w jego
firmie. Jest ich czterech, sami Austriacy. Niektórzy, w tym Josef,
mieszkają w Holandii. Josef jest zawodowym stolarzem. Wykonuje wiele
spośród drewnianych zabawek, choć robi także meble na wymiar. Jego
specjalnością są wnętrza statków.
Praca odbywa się w ogromnym budynku przemysłowym w Meppel. Ojciec
urządził tu warsztat stolarski i wytwórnię cegieł suszonych, które
produkuje się z gliny, piasku, słomy i wody. Jest też część biurowa.
Ojciec nie tylko pracuje w warsztacie, lecz także nadzoruje pracę swoich
uczniów, którzy prowadzą w Austrii biuro architektoniczne - projektują i stawiają domy z jak największej ilości naturalnych materiałów.
Zazwyczaj ojciec przebywa w warsztacie od dziewiątej do siedemnastej.
Przez kilka godzin siedzi za komputerem w części biurowej. Zna się na
stolarce, dlatego często pracuje razem z Josefem. Cały czas naucza
swoich wyznawców. Regularnie daje wykłady trwające po pięć godzin.
W tygodniu siedzę razem z młodszym bratem w wydzielonej przestrzeni
warsztatu. Ojciec przygotował dla nas pokoik, w którym stoją dwa stoły i kilka stołków. Zabiera nas tam ze sobą każdego ranka i na początku dnia
wyznacza nam zadania. Często jest to przepisywanie tekstów, czasami
przeczytanie i streszczenie fragmentu książki oraz całe mnóstwo działań
matematycznych, które zapisuje dla nas rano. Dostajemy podręczniki do
nauki różnych przedmiotów: ortografii, gramatyki i geografii, uczymy się
mapy Holandii i poznajemy historię państw europejskich. Sporo czasu
poświęcamy też nauce angielskiego, zwłaszcza pisania i czytania. To
bardzo ważne, ponieważ Słowo Boże zapisywane jest właśnie w tym języku.
Wczesnym popołudniem w porze lunchu ojciec przychodzi sprawdzić, jak nam
idzie. Jeśli czegoś nie rozumiemy, objaśnia nam to. Na koniec
przedstawiamy mu wszystko, czego nauczyliśmy się w danym dniu.
Po latach pracy w warsztacie w Meppel ojciec otwiera sklep w Zwartsluis.
Sprzedaje w nim drewniane zabawki. Część z nich to produkty pochodzące z jego warsztatu, pozostałe kupuje w hurtowniach. To dla mnie wspaniały
czas. Gdy sklep jest otwarty, przebywamy na piętrze - ojciec przebudował
je tak, żeby choć trochę nadawało się do mieszkania. Czasami wolno mi
być w sklepie podczas sprzedawania zabawek albo wyjść na zewnątrz. Wtedy
bawimy się z moim starszym bratem na ulicach Zwartsluis. Wreszcie możemy
przebywać gdzieś indziej niż na ścieżce rowerowej w Hasselt!
Równolegle muszę przygotowywać się na przyszłość. Ojciec i matka coraz
częściej mi to powtarzają. Jesteśmy zaczątkiem nowej grupy, nowego
państwa, a docelowo nowego świata. To świat Edenu. Świat, jakiego chciał
Bóg.
Wszyscy musimy wziąć odpowiedzialność za stworzenie raju na ziemi, mamy
przed sobą wiele pracy. Realizacja tego będzie możliwa tylko wtedy, gdy
każdy z nas podejmie się jakiegoś zadania. Dlatego - aby zbudować
cząstkę Bożego świata - otrzymujemy życiowe misje. To jedyny powód, dla
którego jesteśmy na ziemi.
Moją misją jest obrona, Bóg wyjawił to ojcu podczas moich narodzin.
Należy chronić Eden przed złem, przed siłami ciemności. Jak to zrobić,
muszę dowiedzieć się sam. Bóg wskaże mi właściwy sposób, gdy będę na to
gotowy. Dorastam więc z jasnym celem w życiu. Edukacja, którą otrzymuję,
ma mnie przygotować do wypełnienia tego celu. Duża jej część skupia się
na umocnieniu mnie w Słowie Bożym, mieczu, który może przeszyć władcę
ciemności.
Lucyfer, wspomniany władca ciemności, już raz został pokonany przez
ojca. Nie wiem, jak tego dokonał, ale upadły anioł siedzi zamknięty w celi Bożego więzienia. Nie jest jedyny; wielu jego poddanych w świecie
duchowym utraciło wolność. Podobnie jak niektóre z niebiańskich dusz, na
przykład Jezus i Heung Jin. Oni także zostali zamknięci, ponieważ
zwrócili się przeciwko mojemu ojcu i nie uznają go za jedynego mesjasza.
Jezus nadal pozwala, by chrześcijanie go czcili, chociaż powinien im
przekazać, że po ziemi stąpa teraz jego następca. Heung Jin przyłączył
się zaś do swojego ojca, Sun Myung Moona. Według ojca jest on
największym wrogiem Boga, ponieważ ma na ziemi dużą grupę wyznawców, a to spowalnia proces zbawiania świata.
Mój ojciec jednak nigdy się nie poddaje i ostatecznie wygrywa wszystkie
wojny w świecie duchowym. Niewielki zastęp niebiańskich dusz i aniołów
zawsze staje po jego stronie. Z ich pomocą kontynuuje on dzieło
oczyszczania świata duchowego z wszystkich czcicieli Lucyfera, Jezusa,
Moona i innych bożków. Spośród tych duchów część, która przez ten czas
dowiodła, że stoi po stronie Boga, mieszka z nami w domu. Zawsze
wspierały one ojca, także wtedy, gdy wiele innych obróciło się przeciwko
niemu. Wychowuję się razem z nimi. We wszystkim nam towarzyszą. Wiemy,
gdzie dokładnie w domu się znajdują, każdy duch ma swoje miejsce. Ojciec
widzi je i rozmawia z nimi.
W moim życiu nie istnieją inni ludzie. Nigdy nie przyjmujemy gości. Nie
znam babci ani dziadka. "Bóg jest waszymi babcią i dziadkiem", mawia
ojciec. Nie mam kuzynów ani kuzynek, z którymi mógłbym się bawić, nie
mam wujków ani cioć, którzy przyszliby w odwiedziny. Nie mam przyjaciół.
Dorastam z duchami, a mimo to nie czuję z nimi więzi. Nie widzę ich,
choć wierzę, że istnieją. Nasza rodzina jest wszystkim, co mam.
Do 2003 roku nasze życie gładko toczy się tym torem. Minie jeszcze dużo
czasu, zanim świat Edenu na ziemi stanie się rzeczywistością, ale
jesteśmy coraz bliżej osiągnięcia tego celu i poświęcamy mu każdy dzień.
Wszystko przebiega zgodnie z Bożym planem. Aż wydarza się niemożliwe i wszystko się zmienia.