Ruvataris - Karolina Luiza Czapla
49.00 zł

Reflow text when sidebars are open.
Korekta: Ela Wołoszyńska-Wiśniewska
Projekt okładki: Tadeusz Bisewski
Projekt graficzny środka: Tadeusz Bisewski
Korekta składu: Karol Wąsik
Copyright ? by Karolina Luiza Czapla
Copyright ? by Pan Wydawca
ISBN 978-83-68622-73-7
Wydanie 1
Gdańsk 2026
Pan Wydawca
panwydawca.pl
Karolina Luiza Czapla
Ruvataris
Prolog
Cisza w Komnacie Narodzin nie była przerywana żadnym dźwiękiem od wielu lat. Kapłani, którzy tu przebywali, byli świadomi każdego nowego istnienia na Ziemi. Trudno ich było zaskoczyć, więc gdy w tamtej chwili pomieszczenie rozświetlił oślepiający blask, ich oczy natychmiast skupiły się na jednym punkcie hologramu planety. Na miejscu, w którym właśnie się znajdowali. Doskonale wiedzieli, co się właśnie stało.
Narodziła się ich Nadzieja.
Jeden z kapłanów natychmiast wybiegł z komnaty i ruszył na poszukiwanie Królowej, aby poinformować ją o tym niezwykłym wydarzeniu. Kobieta, jak tylko usłyszała nowinę, ruszyła za mężczyzną, by na własne oczy zobaczyć to potężne światło. Nie mogła oderwać od niego wzroku, jednakże musiała się upewnić, musiała sprawdzić... Obróciła się na pięcie i szybkim krokiem ruszyła na wyższe piętra pałacu. Wpadła w jeden z korytarzy, aby po chwili się zatrzymać - usłyszała płacz niemowlęcia. W tym momencie była już pewna. Przyszłość zarówno jej Królestwa, jak i całej planety spoczywała na barkach malutkiej istoty, która właśnie przyszła na świat z łona jej najlepszej przyjaciółki. Szeroki uśmiech pojawił się na twarzy Królowej i spokojnym krokiem weszła do komnaty, gdzie ujrzała kobietę o załzawionych niebieskich oczach, które znała od lat. Podeszła bliżej łoża i w objęciach błękitnookiej dojrzała drobne ciałko jej nowonarodzonej córeczki. Uklękła tuż obok, łapiąc dłoń kobiety. Nie zdążyła jednakże powiedzieć choć słowa, bo do jej boku przytulił się kilkuletni chłopiec, który pojawił się znikąd. Z ciekawością przyglądał się noworodkowi. Gdy tylko spojrzenia dzieci się spotkały, pojawił się w nich tajemniczy blask, a chłopiec, z nieznaną dotąd nikomu odwagą, podszedł do dziewczynki i złożył na jej czółku czuły pocałunek.
Królowa już wtedy wiedziała, jak zapisane są karty ich przyszłości.
Rozdział 1
Ze łzami w oczach obserwowałam moją kuzynkę, która spokojnym i dumnym krokiem szła w kierunku ołtarza. Jej suknia migotała tysiącami kryształków, które odbijały słoneczne promienie zza okien, tworząc wokół niej tęczową łunę.
Moja malutka Ella bierze ślub.
Wiedziałam, że tak się stanie już w momencie, gdy Antonio po raz pierwszy przekroczył próg domu jako świeżo upieczony chłopak mojej kuzynki. Sposób, w jaki obecny pan młody na nią patrzył, tylko utwierdzał mnie w przekonaniu, że miałam rację. Są dla siebie stworzeni. Po cichu wyjęłam chusteczkę z torebki i otarłam łzy. Ella zawsze była otoczona wianuszkiem wielbicieli, jednak żaden nie zawrócił jej w głowie tak, jak właśnie Antonio. W tym momencie był dla mnie jak brat i doskonale wiedział, że skopię mu tyłek, jeśli w jakikolwiek sposób skrzywdzi moją kuzynkę.
- Tylko czekać, aż na ciebie przyjdzie pora. - Z zamyślenia wyrwał mnie cichy głos mojej cioci.
Spojrzałam na nią, wymuszając lekki uśmiech. Cała ciocia, zawsze pierwsza na wesela, swatanie i poszukiwania kawalerów. Pomimo że przekroczyła już czterdziestkę, sama była starą panną, ale w żadnym wypadku nie przeszkadzało jej to w wypytywaniu mnie o faceta przy każdym naszym spotkaniu.
- Do tego jeszcze daleko, ciociu. Teraz jestem zbyt zajęta karierą. Na ślub jeszcze mam dużo czasu - odpowiedziałam tą samą formułką co zawsze, na co ona przewróciła oczami.
- Masz już dwadzieścia dwa lata, czas ucieka - mruknęła z niezadowoleniem, że po raz kolejny nie zaświeciłam jej brylantem przed oczami, zapowiadając rychłą zabawę z confetti.
Na ten komentarz, na szczęście, nie musiałam odpowiadać, ponieważ właśnie rozpoczęła się oficjalna część zaślubin, wyciskająca z moich oczu kolejne łzy.
Gdy po niecałej godzinie ceremonia się skończyła, wszyscy ruszyliśmy do aut i autokarów, które miały nas zawieźć do sali weselnej pod miastem. Pomagałam Elli z organizacją, więc musiałam pojechać jako jedna z pierwszych. Szybko poprawiłam makijaż i dopilnowałam ostatnich szczegółów na powitanie młodych. Gdy reszta gości, wraz z nowożeńcami, dotarła na miejsce, każdy dostał po lampce szampana i wznieśliśmy toast za ich małżeństwo. Następnie usiedliśmy do obiadu, słuchając cichej muzyki granej przez DJ-a, i rozmawialiśmy na przeróżne tematy.
A potem był moment, o który Ella prosiła mnie całymi dniami, zanim się zgodziłam. Na początku nie chciałam śpiewać do ich pierwszego tańca. Przez to, że byłam znaną na całym świecie piosenkarką, bałam się, że uwaga gości skupi się wyłącznie na mnie zamiast na niej i jej ukochanym. Jednakże mojej kuzynce tak bardzo zależało, abym to ja zaśpiewała jej w tak ważnym momencie na żywo, zastępując klasyczną melodię do pierwszego tańca, że nie mogłam jej odmówić, tym bardziej że przypomniała mi obietnicę złożoną za dawnych czasów. W końcu od dziecka była moją największą fanką, kiedy to jeszcze nie było mowy o wielkiej scenie i karierze. To jej głębokiej wierze we mnie i zawziętemu zachęcaniu mnie do działania zawdzięczałam swoją obecną pozycję w przemyśle muzycznym.
Spokojnym krokiem weszłam na scenę, po drodze odbierając od muzyka mikrofon. Z uśmiechem skinął mi głową, dając znak, że jest gotowy do puszczenia podkładu. Odwzajemniłam gest i stanęłam na scenie, biorąc głęboki wdech.
- Ello, Antonio, drogie rodziny państwa młodych, przyjaciele. Zapewne powinnam mieć na tę chwilę przygotowaną długą i rozczulającą przemowę, jak to nasi dzisiejsi bohaterowie dnia są dla siebie idealni, że mają być razem całą wieczność, ale po pierwsze wypłakałam już dzisiaj cały swój zapas łez na najbliższy miesiąc, a po drugie wszyscy wiemy, że są dla siebie stworzeni. Jest to oczywiste jak słońce! Dlatego pomińmy moje gadanie, bo i tak nie powiem niczego, czego byśmy już nie wiedzieli. Drodzy goście, pozwolę sobie, w imieniu młodych, podziękować wam za tak liczne przybycie, za te wspaniałe prezenty, kwiaty i grube koperty. Za to, że po prostu jesteście z nimi w niezwykle ważnej dla nich chwili. Ello, Antonio... jestem z was naprawdę dumna. Jestem szczęśliwa, że odnaleźliście siebie, wnosząc masę uśmiechu w nasze życia, i życzę wam go jeszcze więcej w kolejnych latach pięknego małżeństwa. A teraz chodźcie na parkiet wytańczyć nową drogę życia w waszym pierwszym tańcu - zakończyłam swoją przemowę z uśmiechem, słysząc kilka śmiechów przy obu stołach weselnych.
Nowożeńcy ruszyli na parkiet, trzymając się za ręce, i DJ puścił wcześniej umówiony kawałek. W odpowiednim momencie zaczęłam śpiewać jedną ze swoich piosenek - romantyczną balladę, którą Ella uwielbiała, odkąd usłyszała ją po raz pierwszy. Dobrze znałam ich układ, pomagałam kuzynce ćwiczyć kroki, gdy widziałyśmy się przez ostatnie miesiące, i nie raz byłam na ich próbach. Teraz mogłam spokojnie rozejrzeć się po gościach zgromadzonych wokół parkietu, zarówno tych mi znanych, jak i zupełnie nowych twarzach. Uwaga każdego skupiała się na znajdującej się przed nimi parze, każdy z mniejszym lub większym podziwem obserwował kolejne obroty, podnoszenia i figury, aż natknęłam się na parę przeszywających brązowych oczu, wpatrzonych w moje, zamiast w gwiazdy wieczoru. Poczułam, jak przechodzi mnie dreszcz, jednak lata spędzone na scenie pozwoliły mi zatuszować tę reakcję i szybko odwróciłam wzrok, zanim zacząłby plątać mi się język. Na szczęście niedługo później piosenka się skończyła, więc ze spokojem zeszłam ze sceny. Szłam brzegiem parkietu, gdy w moim kierunku ruszyła rozchichotana Ella.
- Lu! - Kuzynka rzuciła mi się na szyję. - Byłaś wspaniała, dziękuję! To spełnienie marzeń!
- To ja dziękuję - szepnęłam, tuląc ją do siebie. - Poza tym spełnieniem marzeń jest zobaczyć cię tak szczęśliwą. - Spojrzałam jej przez ramię na uśmiechniętego pana młodego. - Powinnam ci w tym momencie grozić, że cię zabiję, jak jej włos z głowy spadnie, ale już słyszałeś ode mnie tę wiązankę. Dobrze wiem, że o nią zadbasz. - Puściłam mu oczko i gdy Ella wypuściła mnie ze swoich objęć, w silnym uścisku zamknął mnie jej mąż.
- Oczywiście, że tak, przerabialiśmy to milion razy, Lu - odpowiedział.
- Ale i tak wciąż mi nie powiedziałeś, gdzie zabierasz ją w podróż poślubną! - Trzepnęłam go żartobliwie w ramię.
- W rodzinne strony i kilka innych ciekawych miejsc. Powiem ci, jak nie będzie słyszała - zaśmiał się.
- Toni, gratulacje! - Usłyszeliśmy wesoły głos i gdy spojrzeliśmy w bok, zobaczyliśmy wysokiego chłopaka, mniej więcej w moim wieku, z kieliszkiem wina w dłoni i wielkim uśmiechem na twarzy.
- Dzięki, Michel. - Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie. - Poznaj kuzynkę mojej cudownej żony...
- Louisa Gattana, znana na cały świat piosenkarka. - Tajemniczy Michel wszedł mu w słowo, uśmiechając się uroczo, i machnął dłonią. - Jestem Michel Gardear, dobry przyjaciel Antonia. Miło mi cię poznać. - Uścisnął moją dłoń.
- Ciebie również. - Wyszczerzyłam się w odpowiedzi. - Aż dziwne, że nigdy wcześniej nie słyszałam o tobie ani słowa, zwykle Antonio mówi mi wszystko.
- Och nie, mówiłem! - Toni wtrącił ze złośliwym uśmiechem. - Pamiętasz, jak mówiłem ci o tym idiocie, który obczaja tyłki wszystkich facetów dookoła? To właśnie on.
- No dzięki. - Michel przewrócił oczami na te słowa, a ja się zaśmiałam. - Nie moja wina, że wy, Włosi, macie się czym pochwalić.
- Chwila, nie jesteś stąd? Ale twój akcent... - Zmarszczyłam brwi i przyjrzałam się mu uważniej, dopiero teraz dostrzegając, że typ jego urody faktycznie nie wskazywał na włoskie korzenie.
- Nie, pochodzę z Ruvataris. W Rzymie tylko studiuję, ale dziękuję za komplement. Dobrze wiedzieć, że jednak aż tak się nie wyróżniam - zaśmiał się.
- Ruvataris? - Zmarszczyłam brwi, czując przechodzący mnie dreszcz, gdy tylko wypowiedziałam nazwę nieznanego mi miejsca, i spojrzałam na chłopaków pytająco.
- To wyspa na Oceanie Atlantyckim, niedaleko Europy, ale na północ od Włoch - wyjaśnił Toni, wzruszając ramionami.
- Nie kojarzę, bym kiedykolwiek słyszała o polityce tego kraju. Prezydent Włoch przedstawiał mi wszystkich innych prezydentów obecnych na zebraniu europejskim... - Podrapałam się po dłoni zażenowana swoim brakiem wiedzy.
- Ruvataris ma monarchię. Michel jest zresztą jego księciem. - Toni znów wzruszył ramionami i objął Ellę w pasie. Na dźwięk tych słów sapnęłam cicho i skłoniłam się delikatnie.
- Proszę mi wybaczyć, nie miałam pojęcia! - zaczęłam się prędko tłumaczyć.
- No i po coś jej mówił, głupi. - Michel, a raczej książę Michel westchnął teatralnie. - A już było tak fajnie, jak myślała, że jestem normalny.
- Ty nie jesteś normalny, nawet nie patrząc na twój tytuł. - Toni przewrócił oczami.
- Za to jestem szałowy. - Michel żartobliwie poprawił włosy, wysuwając biodro w bok w pozie modela z okładki, po czym wysunął ramię w moją stronę. - Chodź, Louiso, dajmy gołąbeczkom się sobą nacieszyć i poznajmy się lepiej, już cię zdążyłem polubić. Tylko proszę, bez tych tytułów. Przyjaciółka mojego przyjaciela jest moją przyjaciółką, nie potrzebujemy tu formalności. - Puścił mi oczko i gdy posłusznie złapałam go pod ramię, ruszyliśmy w stronę jednego ze stolików.
- Co studiujesz w Rzymie? - spytałam, popijając wino w kieliszku zabranym od kelnera.
- Stosunki międzynarodowe, ale udało mi się załatwić technologię dźwięku jako drugi kierunek - prychnął rozbawiony. - Długo musiałem o to walczyć, według mojej matki księciu nie przystoi studiowanie muzyki, powinien wybrać coś bardziej pożytecznego, więc poszedłem na kompromis.
- Bo wiesz, że nasza matka zawsze dostaje dokładnie to, czego chce. A chce dla ciebie jak najlepiej, Mich - usłyszałam za sobą rozbawiony głos, od którego zjeżyły mi się włosy na karku.
Jeśli aniołowie mogą zstąpić na Ziemię i wybrać się na wesele, to jeden właśnie to zrobił. Taki głos nie mógł należeć do zwykłego faceta.
Powoli obróciłam się na pięcie i zmierzyłam wzrokiem stojącego przede mną wysokiego mężczyznę. Czerwony mundur idealnie dopasowany do jego ciała podkreślał zarys mięśni, kieliszek trzymany w dłoni z największą gracją, a zarazem niedbałością, chwalił się zawartością czerwonego wina, a nonszalancka poza opartego o kolumnę mężczyzny wskazywała na całkowite rozluźnienie. Moje spojrzenie powoli przeszło wyżej po idealnych ustach rozciągniętych w delikatnym uśmiechu, ułożonych w perfekcyjną "nie muszę z nimi nic robić, a wyglądają świetnie" fryzurę z ciemnobrązowych włosach, aż natrafiło na jego oczy.
Te same oczy, od których zaschło mi w gardle, gdy śpiewałam na scenie. Super. Ciekawe, jak teraz mam zachować choć resztki klasy, jeśli istny bóg czekoladowych oczu stoi tuż przede mną i przygląda mi się z mieszanką rozbawienia i ciekawości.
- Dobrze o tym wiem, braciszku, niemniej jednak to nie mnie przypadnie rządzenie krajem, ja jestem tylko niewiele znaczącym książątkiem - usłyszałam śmiech Michela obok mnie.
Braciszku? Nie no to zajebiście, od razu mi lepiej. Nie dość, że jest chodzącym ideałem, to jeszcze jest księciem. Zaliczę glebę, patrząc na taki próg, zanim zdążę zrobić krok w jego stronę.
- I całe szczęście, bo byśmy mieli niezłe problemy z twoim podejściem. - Mój bóg przewrócił oczami i przeniósł wzrok z powrotem na mnie, przez co poczułam wypływający na moje policzki rumieniec. - Nie przedstawisz nas?
- Oczywiście. Poznaj Louisę Gattanę, światowej klasy piosenkarkę i idolkę tysięcy, wróć, milionów nastolatek, która również jest kuzynką naszej słodkiej panny młodej. Louiso, poznaj Davida Gardeara, następcę tronu Ruvataris, księcia koronnego, przez którego piszczą poddane i nie tylko, mojego starszego brata, który... - Michel ciągnął teatralnie sarkastycznym tonem, aż David mu przerwał.
- Daruj sobie, co? To wesele, a nie przesłuchanie do cyrku.
- To dla mnie zaszczyt cię poznać, wasza wysokość - powiedziałam, dygając delikatnie, a David spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Ciebie również, Louiso. Ale proszę, wystarczy David. Formalności są dla reszty świata, jesteśmy tu prywatnie i prywatnie się poznajemy. - Chwycił moją dłoń i pocałował jej wierzch, patrząc mi w oczy i sprawiając, że całe powietrze uleciało mi z płuc.
- David. - Skinęłam, potwierdzając, że zrozumiałam przekaz. Gdy wypuścił moją dłoń, napiłam się wina, chcąc uspokoić nerwy, i rozejrzałam się po sali, aż mój wzrok wylądował na tańczących w czułym uścisku nowożeńcach. - Cieszę się, że im się udało.
- To prawda, zasługiwali na szczęście. Nie mogę się doczekać, aż Ella zobaczy Shoranya mudhy. Żałuję, że mnie przy tym nie będzie - zaśmiał się cicho Michel.
- Co to jest Shoranya mudhy? - spytałam zaciekawiona, patrząc na obu mężczyzn.
- To jedno z... hmm, to nasz odpowiednik hrabstwa. Jest naprawdę urokliwym miejscem, pomimo że w Ruvataris jest okolicą przede wszystkim pustynną. No i pamiętajmy, że będą powitani z najwyższymi honorami, biorąc pod uwagę, że Toni jest lordem - wyjaśnił David.
- Lordem? - spytałam z niedowierzaniem. - Dlaczego on ukrywał przede mną takie rzeczy? - jęknęłam niezadowolona. - Do tego przyjaźni się z wami, no wydaje mi się, że taką informacją powinien się ze mną podzielić, nawet w formie głupiego ostrzeżenia...
- Lud naszego państwa jest dość skryty. Mimo że regularnie mamy gości z różnych krajów i udzielamy się w sprawach zagranicznych, samymi sprawami wewnętrznymi i tym, co nas dotyczy w społeczeństwie, za bardzo się nie dzielimy. Nie wiń go za to, w ten sposób był wychowany - powiedział łagodnie David, kładąc dłoń na moim ramieniu.
- Rozumiem - westchnęłam. - Po prostu... przyjaźnię się z Tonim od lat, nie sądziłam, że mógłby przede mną trzymać w tajemnicy chociażby fakt, że ma tak wysoki tytuł w społeczeństwie. Jeśli miał przede mną tajemnice, zawsze to szanowałam, to w końcu jego prywatne sprawy i nie mój biznes, nie wypytywałam nawet dokładnie o jego pochodzenie, bo i na ten temat niewiele mówił. Po prostu...
- Nie martw się, teraz masz nas, a my jesteśmy wygadani. - Michel wyszczerzył się, zarzucając rękę na moje ramię, przez co spadła z niej dłoń jego brata. - Trochę ci opowiemy o naszej uroczej wysepce, co ty na to? Chodź, przy tamtym stoliku mają wyśmienite wino! - Nie zważając na brata, pociągnął mnie w stronę stołu na drugim końcu sali.
Rozdział 2
- Dobra, mamuś, muszę się zbierać. - Zerknęłam na zegarek i podniosłam się, by zebrać swoje rzeczy. Niedzielne odwiedziny u moich rodziców były już naszą tradycją, jednak wyjątkowo musiałam skrócić wizytę ze względu na plany służbowe.
- Powodzenia, córeczko. - Mama uśmiechała się ze zrozumieniem, całując mój policzek i odprowadzając mnie do wyjścia.
- Dziękuję. Pa, tato! - Zerknęłam do salonu i zobaczyłam ojca oglądającego mecz ulubionej drużyny.
- Trzymaj się, mała! - Tata, wciąż wpatrzony w ekran, pomachał mi na pożegnanie.
- Cały tata, mecz zawsze pierwszy. Dbaj o niego. - Pokręciłam głową rozbawiona i pocałowałam mamę na pożegnanie w czoło. Spokojnym krokiem ruszyłam do auta, wybierając numer swojego menedżera.
- Lu, za ile będziesz? - odezwał się zamiast normalnego przywitania.
- Za jakieś piętnaście minut, właśnie ruszam od rodziców. - Uruchomiłam silnik i skierowałam się w stronę wieżowca stacji radiowej, w której miałam mieć wywiad.
- Okej, czekamy. Michel też już tu jest - odpowiedział menedżer, wywołując wielki uśmiech na mojej twarzy.
Od czasu wesela jestem z Michelem w stałym kontakcie. Spędziliśmy ze sobą większość wieczoru i okazało się, że facet jest materiałem na świetnego przyjaciela, mamy ze sobą wiele wspólnego i nie kończą nam się tematy do rozmów. Takim oto sposobem wymieniliśmy się numerami telefonów i towarzyszymy sobie przy każdej możliwej okazji.
- Świetnie! Powiedz mu, że ma sprawdzić koszulę! - Rozłączyłam się i przyśpieszyłam, a niedługo później dojechałam na miejsce.
- No nareszcie. - Nim zdążyłam wysiąść, mój przyjaciel już stał obok auta z naburmuszoną miną. - Miałaś rację, znowu wylazła. A ten twój menedżer to straszna maruda! On jest gorszy ode mnie, a wiesz przecież, jakie to osiągnięcie.
- Bo ty jesteś marudnym książątkiem. - Pokazałam mu język, zamykając auto.
- No ja przynajmniej mam do tego podstawy - prychnął, zakładając ręce pod boki i patrząc w stronę mojego menedżera z pogardą.
- On też, po prostu jest perfekcjonistą i się o mnie troszczy. - Złapałam Michela pod ramię i pociągnęłam w stronę wejścia. Tam zobaczyłam Paola z irytacją wypisaną na twarzy.
- Lu, gdzieś ty się podziewała? On cały czas narzekał, że musi zobaczyć jako pierwszy twoją sukienkę. - Mój menedżer przewrócił oczami, wskazując na mojego przyjaciela.
- Obaj macie świetne powody się wściekać - mruknęłam rozbawiona. - Dojechałam szybciej, niż przewidywałam. I nie mam sukienki na zmianę, tylko jeansy i koszulkę. To wywiad radiowy, nie telewizyjny, Mich. Nie muszę nie wiadomo jak wyglądać.
- No ale jeansy? - jęknął.
- Nie jestem tu pierwszy raz, mają tu naprawdę przyjazny domowy klimat. - Poklepałam go po ramieniu. - Kiedyś przywykniesz, że odstawiam się na większe okazje.
Wyminąwszy przyjaciela i menedżera, ruszyłam do windy, po drodze witając się z recepcjonistką. Gdy we trójkę weszliśmy do windy, grzecznie czekałam, aż wjedziemy na odpowiednie piętro, a niedługo później ruszyliśmy korytarzem do odpowiedniej sali.
- Pamiętasz wszystko? - upewniał się Paolo, mrucząc mi do ucha kolejne daty i wydarzenia.
- Pamiętam, spokojnie. Jestem w stanie wyrecytować ci to wszystko przez sen. Do tego sama jestem podekscytowana. - Westchnęłam cicho i uśmiechnęłam się szeroko.
- Poradzisz sobie, wiem to. - Spojrzał mi w oczy i zrobił minę jak moja.
- Zawsze sobie radzę - zachichotałam. - Zachowujesz się, jakbym pierwszy raz miała wywiad.
- Wiem, ale po prostu wszyscy długo czekali na te ogłoszenia i jednak to zupełnie inny koncept, niż zwykle mieliśmy.
- Ale z pewnością się spodoba - odpowiedział za mnie Michel. - Nie martw się, uspokoję go. - Pocałował mnie w policzek i wepchnął do pomieszczenia.
- Lu! - Z miejsca po mojej prawej wyszczerzył się do mnie prezenter i zerwał się na równe nogi, aby mnie przytulić.
- Hej, Rodi! Kopę lat. - Odwzajemniłam uścisk i spojrzałam na idącą w naszą stronę wysoką blondynkę. - Patricia, nowy kolor włosów? Pasuje ci - wyszeptałam, gdy oboje zamienili się miejscami w moim uścisku.
- Dzięki, ty też wyglądasz niesamowicie. Chodź, siadaj, mamy jeszcze chwilę, zanim przejmiemy audycję. - Zerknęła na zegarek i wszyscy zajęliśmy miejsca, ja pośrodku, naprzeciw wielkiej szyby. - Co u ciebie? Mam nadzieję, że wszystko okej?
- Po staremu, chociaż i mam parę nowości w zanadrzu. - Puściłam jej oczko i podsunęłam pendrive. - To nowy singiel. Chcę, żebyście to wy, jako pierwsi, go zagrali. Jest taka możliwość?
- Dla ciebie zawsze - pisnęła podekscytowana. - Tak bardzo się cieszę, nie mogłam się doczekać nowych kawałków! Szykujesz jakąś płytę?
- Zapytaj o to później - zaśmiałam się, dając jej do zrozumienia, że rzeczywiście niedługo wydam nowy krążek.
- No to szykuje nam się niezła fala. - Rodi spojrzał na mnie, kręcąc głową z rozbawieniem, a ja wzruszyłam niewinnie ramionami i wyciągnęłam telefon, żeby wrzucić na social media post o nadchodzącym wywiadzie.
- Fani gotowi? - spytała Pat i pokiwałam głową.
- Oni zawsze są gotowi - powiedziałam z dumą w głosie i zerknęłam na powiadomienia.
Z zakładki wszystkich powiadomień przeszłam na zweryfikowane i przeglądałam miłe słowa od znajomych gwiazd oraz celebrytów. W pewnym momencie poczułam, jak moje serce przyśpiesza.
Książę David Gardear polubił Twój post!
Co kurwa? Czemu on mi to polubił? Skąd on ma moje konto?
Okej, to głupie pytanie, akurat moje konta społecznościowe są zdecydowanie publiczne i łatwe do znalezienia.
Ale to wciąż nie tłumaczy, dlaczego polubił ten post.
- Lu? - usłyszałam głos Rodiego.
- Hm? Wybacz, zamyśliłam się. - Zamrugałam, gwałtownie podnosząc wzrok.
- Pytałem, czy jesteś gotowa, wchodzimy za trzy minuty - odparł rozbawiony.
- Tak, tak, jak zawsze. - Uśmiechnęłam się lekko i założyłam słuchawki.
Do pomieszczenia weszło dwóch mężczyzn. Przywitali się cicho, po czym włączyli kamery, które nas nagrywały. Chwilę później zapalił się nad szybą sporych rozmiarów neon oznaczający rozpoczęcie naszej audycji i Rodi przywitał słu-chaczy.
- Dzisiaj z nami bardzo specjalny dla nas gość, do naszego studia zawitała Louisa Gattana! - wtrąciła Patricia i wszyscy zaczęli cicho klaskać, wydając z siebie okrzyki powitania.
- Dzięki, dzięki! Witam wszystkich obecnych zarówno tutaj, jak i przy odbiornikach. Mam nadzieję, że wasz dzień dobrze mija - powiedziałam na luzie do mikrofonu i pomachałam do kamery.
- Nasz już jest dużo lepszy, skoro do nas wróciłaś! Słyszeliśmy, że ruszyły prace nad nową płytą i nie próżnujesz. Ile z tego jest prawdą? - spytał Rodi, rozsiadając się wygodnie.
- Właściwie wszystko! Prace nad płytą są prawie zakończone, zostało tylko kilka poprawek. No i mam już datę wydania, to nią chcę się z wami podzielić. Ale później, odrobinę cierpliwości. - Puściłam oczko do kamery.
- Nareszcie! - westchnęła zadowolona kobieta po mojej prawej, wywołując u mnie śmiech.
- To tylko półtora roku bez płyty! A pamiętajmy, że byłam jeszcze w trasie!
- Wiesz, że jestem twoją fanką, czekam na każdy kawałek.
- Dlatego dziś... przyniosłam wam nowy singiel - ogłosiłam, wskazując na pendrive w dłoni mężczyzny, który pomachał nim do kamery. - Jeśli macie ochotę go dziś puścić, to proszę bardzo, wasza wola.
- No, kochani, Louisa nas dzisiaj rozpieszcza! Z pewnością już niedługo usłyszycie nowy hit naszej ulubionej piosenkarki, a w międzyczasie zapraszamy na naszą stronę internetową, gdzie możecie zadawać jej pytania. Czy jest piosenka, którą chciałabyś, żebyśmy teraz puścili?
- Jasne! - Zerknęłam na ekran przede mną i podałam tytuł piosenki, która rzuciła mi się w oczy. Po chwili napis "ON AIR" zgasł.
- Niezły początek. - Uśmiechnął się Rodi.
- Dzięki, zastanawiałam się, czy wypadłam z wprawy. - Napiłam się podanej mi wody.
- No co ty, jesteś do tego stworzona! - odparła Patricia.
- Z jednej strony tak, ale z drugiej scena, a radio czy telewizja to jednak coś innego. - Westchnęłam, zakręcając butelkę, i przeciągnęłam się, patrząc za szybę.
- Michel, jak podoba ci się radio? - Uśmiechnęłam się do przyjaciela, a on uniósł kciuki w górę.
- Nie pierwszy raz tu jestem, wiesz o tym? - prychnął rozbawiony.
- No wybacz, zapominam jakoś, kim jesteś. Dla mnie jesteś po prostu moim przyjacielem. - Pokazałam mu język.
- Awwww, jesteście uroczy! - zachichotała blondynka.
- Dopóki sobie nie dogryzają, jest okej - wtrącił Paolo.
- I kto to mówi? - Uniosłam brew. - Jeden lepszy od drugiego!
- I to ja jestem przystojniejszy! - Mój przyjaciel poprawił włosy.
- No chyba śnisz! - oburzył się menedżer.
- Właśnie o tym mówiłam. - Pokręciłam głową i zerknęłam na zegarek na ekranie, aby spojrzeć, ile mamy czasu do powrotu na antenę. Została minuta.
Szybko wyciągnęłam telefon i odblokowałam go, wtedy ponownie zobaczyłam powiadomienie o polubieniu od księcia. Weszłam na jego profil i dałam mu follow. W zamyśleniu weszłam na jego zdjęcie profilowe i zagryzłam wargę, patrząc na jego wizerunek w mundurze. Po chwili poczułam palec szturchający mnie w ramię. Gdy uniosłam wzrok, dostrzegłam, że blondynka odlicza na palcach od pięciu. Szybko zablokowałam komórkę i odłożyłam ją na stół, uśmiechając się w podziękowaniu.
- Iiiii... witamy z powrotem, z Louisą w naszym studiu. A więc, przyszły już pierwsze pytania od fanów. Julietta pyta, czy planujesz koncert w Neapolu podczas trasy koncertowej nadchodzącej płyty? - Rodi spojrzał na mnie z wyczekiwaniem.
- Oczywiście, Julietto, z wielką chęcią powrócę do Neapolu! Już teraz, z tego miejsca, serdecznie cię zapraszam! Nawiązując troszeczkę, to planujemy stworzyć stronę internetową, na której moi fani z całego świata będą mogli składać prośby, w jakich miastach i krajach chcą, abym wystąpiła. Te miejsca, które zdobędą wystarczającą liczbę... nazwijmy to głosów... Tam będę miała koncerty - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- To wspaniały pomysł! - Patricia sapnęła z podekscytowa-niem.
- Dziękuję. Aby go podtrzymać, musiałam dzielnie walczyć z moją ekipą, jednak moi fani są moją rodziną i chcę ich uszczęśliwić. - Uśmiechnęłam się szeroko z dumą.
- Pomysł zdecydowanie wart obrony. - Rodi pokiwał głową z uznaniem. - Kolejne pytanie jest od Maksa i dotyczy liczby piosenek na nowej płycie.
- Wersja podstawowa będzie miała trzynaście lub czternaście utworów, wersja deluxe najpewniej poprzestanie na dziewiętnastu kawałkach - powiedziałam, zerkając na Paola, i odwróciłam wzrok, gdy skinął w moją stronę.
- I ostatnie pytanie od Veroniki! "Ostatnio widziano cię z księciem Michelem Gardearem, jednak wiemy o tym, że znasz również księcia Davida. Którego z nich wolisz?" No, no! Luiso, jak na to odpowiesz? - Moje serce się zatrzymało. Wokół mnie usłyszałam gwizdy i śmiechy, a po chwili zapadła cisza pełna oczekiwa-nia.
- Cóż - odchrząknęłam zdenerwowana. - Wybrnę z tego dyplomatycznie. Michel jest gejem, o tym wie każdy. Z kolei jego brata nie znam za dobrze, więc ciężko by było powiedzieć, którego z nich bym wolała. - Spuściłam wzrok zażenowana.
- Wyczuwam kłamstwo! Widziałem to dyskretne wycieranie ślinki na widok mojego braciszka! - usłyszałam krzyk zza szyby i gdy spojrzałam w tamtą stronę, zobaczyłam zadowoloną minę mojego przyjaciela. Zanim jednak zdążyłam odpowiedzieć, u jego boku ujrzałam... jego brata.
Ja pierdolę.
Myśl, Gattana, jak z tego wybrnąć!
Kurwa, co za wstyd!
Najgorsze było to, że Michel krzyknął tak głośno, że na bank poszło to w eter. Potwierdził to wzrok Rodiego!
- Teraz to ty kłamiesz. Ślinka to cieknie tobie, jak widzisz tego piłkarza z twojej tapety w telefonie! - odpyskowałam i przewróciłam ostentacyjnie oczami, rozkładając się w fotelu. Wtedy usłyszałam prychnięcie mojego menedżera. Powoli odwróciłam wzrok w stronę starszego z książąt i zobaczyłam, że obserwuje mnie z błąkającym się po ustach uśmiechem.
Boże, dopomóż, te usta...
Skup się!
Uśmiechnęłam się lekko i pomachałam mu delikatnie.
- O wilku mowa! Kochani słuchacze, tego nie widzicie, ale właśnie na horyzoncie pojawił się rzekomy książę z bajki naszej Louisy! - zachichotała Patricia.
- Tylko białego rumaka mu brakuje, co nie? - zażartował Rodi.
- Trochę szacunku - zaśmiałam się i przewróciłam oczami.
- Masz rację, ten rumak powinien być kary i ze złotą zbroją - dodała blondynka. - A teraz zapraszamy na kolejny utwór z playlisty przygotowanej przez Gattanę!
Gdy lampka z informacją o byciu na żywo zgasła, powoli podniosłam się ze swojego miejsca, a do pomieszczenia wszedł mój półbóg.
No dobra, nie mój. Ale pomarzyć każdy może, nie?
- Lu. - Uśmiechnął się i przytulił mnie lekko na przywitanie, a dziennikarze zerwali się z miejsc, by pokłonić się przed nim.
- David. Wybacz tę akcję, moi fani potrafią być dość... - zmieszałam się.
- Ciekawscy? - Uniósł brew w rozbawieniu, podpowiadając.
- Tak, to dobre określenie. - Pokiwałam głową i spojrzałam na ekipę, wciąż tkwiącą w ukłonie.
Wzrok mojego towarzysza powędrował na nich i westchnął ledwo słyszalnie:
- Wstańcie, proszę, nie chcę robić zamieszania. Po prostu dostałem informację, że mam mieć w tym pomieszczeniu wywiad za dziesięć minut, ale jak widzę, jednak jest zajęte. - Wzruszył ramionami.
- To niemożliwe - sapnął Rodi i rzucił się na rozpiskę. - Wasza Wysokość, proszę nam wybaczyć. Ktoś musiał popełnić błąd, twój wywiad miał być jutro! - jęknął załamany.
- To nie problem, serio. Cieszę się, że mogłem się dowiedzieć, że o mnie się mówi więcej, niż sądziłem - zażartował David i moje policzki pokryły się rumieńcem.
- Szef nas zabije - sapnęła Pat, opadając na swoje siedzenie.
- Nie, jeśli wywiad z księciem się odbędzie - powiedziałam po chwili w zamyśleniu.
- Przecież nie możemy przerwać twojej audycji w połowie! - zaprzeczył momentalnie Rodi.
- Davidzie - spojrzałam na niego - masz ochotę na wspólny wywiad? Najwyraźniej moje fanki są ciekawe, rozgłośnia też będzie miała z tego sporo słuchaczy, a i nie będzie konsekwencji z pomyłki dotyczącej twojego wywiadu.
- Jasne, czemu nie. - Uśmiechnął się i oboje zajęliśmy miejsca.
- Czy to moment, w którym śpiewam piosenkę o miłości czy coś? - zachichotał Michel.
- Śpiewanie zostaw mnie, ty nadzoruj social media, co się na nich dzieje - prychnęłam, zakładając słuchawki.
- Lu, muszę cię ostrzec. Wiesz, jakie to może mieć konsekwencje? - powiedział ze swoją typową powagą Paolo.
- Jestem tego w pełni świadoma. Bardziej martwię się o reputację księcia. Jeśli o mnie chodzi, to ludzie pogadają i przestaną. A skoro mogę pomóc moim dobrym znajomym, to chętnie to zrobię. - Wskazałam dłonią na prowadzących.
Mój menedżer przyglądał mi się chwilę i pokiwał głową.
- Tu pomoże twoja znajomość z tym tutaj. - Machnął ręką w stronę mojego przyjaciela. - Zawsze można jakoś to wyjaśnić.
- Więc nie masz o co się martwić.
- Halo, ja tu jestem. - Michel uniósł brew, opierając ciężar ciała na jednej nodze i wysuwając biodro w bok. - Wciąż jestem księciem, mogę cię ściąć! - Pogroził palcem mężczyźnie obok niego.
- Nie dramatyzuj, braciszku, dobrze wiesz, że nie pozbawiamy ludzi głów - mruknął David i założył słuchawki. - Gotowa? - Spojrzał na mnie.
- Ja zawsze jestem gotowa. - Puściłam mu oczko.
Po szybkim wrzuceniu informacji, że na audycję dołączył do mnie książę, wróciliśmy na antenę. Zanim jednak ktokolwiek zdążył zabrać głos, odezwałam się jako pierwsza:
- Moi kochani, wywołaliście wilka z lasu! Dołączył do nas sam książę David Gardear, powitajcie go ciepło! - powiedziałam do mikrofonu, patrząc prosto w kamerę.
- Witam wszystkich gorąco i serdecznie. - David uśmiechnął się profesjonalnie i skinął głową do kamery.
- No, ludziska, robi się coraz ciekawiej, Lu nie pozwala nam się nudzić. Ale nie ukrywam, że zaskoczyło nas wasze powitanie! Swoją drogą, drodzy słuchacze, żałujcie, że tego nie widzieliście! - Rodi zerknął w obiektyw. - Tak właściwie możemy wiedzieć, jak się w ogóle poznaliście?
- W zeszłym tygodniu moja kuzynka brała ślub, zarówno David, jak i jego brat byli obecni ze względu na znajomość z panem młodym - wyjaśniłam.
- Wiedziałaś od początku, z kim masz do czynienia? - spytała Pat, na co pokręciłam głową.
- Ani trochę! Pierwszego poznałam Michela, po chwili rozmowy dowiedziałam się o jego tytule. Na szczęście książę koronny pojawił się na horyzoncie, jak już byłam świadoma, inaczej zaliczyłabym niezłą gafę - zażartowałam i wcześniej wymieniony zaśmiał się cicho.
- Żadna gafa, zaczęłabyś rozmowę jak z normalnym człowiekiem. To byłoby wspaniałe wytchnienie od codziennego protokołu - odpowiedział mój towarzysz. - A ukłony zdecydowanie należały się tobie, powaliłaś swoim głosem każdego na kolana.
- Dobrze, że para młoda dała radę tańczyć, to oni byli gwiazdami wieczoru - zachichotałam. - Ale dziękuję.
- Czyli chcesz nam powiedzieć, że nasza Lu również na tobie zrobiła tak wielkie wrażenie? - spytała Patricia, zerkając na księcia.
- Oczywiście, że tak. Niesamowicie zaśpiewała do pierwszego tańca, a miałem okazję po raz pierwszy usłyszeć jej głos na żywo i nie ma mowy, by odmówić jej talentu - skomplementował mnie, wywołując u mnie rumieniec.
- Słyszałeś już najnowszy kawałek, jaki dzisiaj nam przyniosła? - wtrącił Rodi.
- Jeszcze nie. - Książę pokręcił głową. - Louisa i ja nie mieliśmy zbytnio okazji zobaczyć się od czasu wesela. Ale zdecydowanie musimy to nadrobić. - Wyszczerzył się.
- Jak tylko będzie ku temu czas i możliwość, to na pewno zobaczycie nas w swoim towarzystwie. Pamiętajmy jednak, że oboje mamy wiele pracy - dodałam i zagryzłam wargę, gdy wyobraziłam sobie, jak mogłoby wyglądać nasze spotkanie sam na sam.
- Książę Davidzie, czy wybierasz się na któryś z koncertów Lu? - usłyszeliśmy pytanie i spojrzałam na mężczyznę z ciekawością.
- Jeśli tylko będę mógł, to wypatrujcie mnie w pierwszym rzędzie - zaśmiał się.
- No to czeka mnie sporo pracy, żeby był pod wrażeniem. Niezłe wyzwanie - rzuciłam żartem, sięgając po wodę.
- Wydaje mi się, że już jest pod wielkim wrażeniem, wcale mu się nie dziwię. - Rodi puścił mi oczko, a ja pokręciłam głową, próbując ukryć róż na moich policzkach.
- Jeszcze nie wiesz, co szykuję. Ani kiedy zacznie się trasa - odpowiedziałam.
- A podzielisz się z nami tą informacją? - spytał, siadając na krańcu krzesła z wyczekiwaniem.
Uśmiechnęłam się tajemniczo w odpowiedzi.
- Tą nie. Ale powiem wam, że płyta pojawi się w sprzedaży dokładnie za trzydzieści trzy dni - odpowiedziałam, z satysfakcją obserwując rosnące podekscytowanie na twarzach otaczających mnie ludzi, jak i w podglądzie komentarzy.
- Słyszeliście to jako pierwsi, kochani! Louisa Gattana nową płytą podzieli się z nami już za miesiąc i dwa dni, już nie możemy się doczekać! - Patricia zaklaskała szczęśliwa, podskakując w miejscu.
- Ja również. Włożyłam całe serce w tę płytę i mam nadzieję, że wam się spodoba. Opowiada o moich życiowych doświadczeniach i uczuciach. Wydaje mi się, że każdy znajdzie na niej coś dla siebie. A jak już odkryjecie swój własny kawałek, pamiętajcie, żeby dać mi znać. - Żartobliwie pogroziłam palcem do kamery.
- Z pewnością to zrobimy! Opowiesz nam o singlu, który nam przyniosłaś? - spytał Rodi, podłączając pendrive do komputera przed sobą.
- Jasne. - Skinęłam. - Nosi tytuł Search, opowiada o tym, jak ciężko czasami jest znaleźć drugą połówkę i jak samotni potrafimy się przez to czuć, jednak nie powinniśmy się poddawać, bo miłość przychodzi sama w najmniej oczekiwanym momencie, musimy po prostu być cierpliwi. Niczego nie można wymuszać i do tego czasu należy się cieszyć życiem takim, jakie jest - opowiadałam i nagle usłyszałam ciche chrząknięcie zza szyby.
Gdy spojrzałam w tamtą stronę, zobaczyłam, jak Michel trzyma kartkę z napisem "Spójrz w bok, a znajdziesz", przez co przewróciłam oczami. Wymieniona przez niego w dość perfidny sposób osoba prychnęła ledwo słyszalnie.
- Zignoruj go - szepnął ledwo słyszalnie. Tak też zrobiłam.
- Jak jesteśmy na temacie miłości, znalazłaś już swoją? - spytał Rodi gotowy do puszczenia mojej piosenki.
- Jeszcze nie. Ale mam czas, prawda? - Uśmiechnęłam się i Rodi pokiwał głową.
- Zdecydowanie. A teraz zapraszamy na premierę nowego singla Louisy Gattany pod tytułem Search!
Po chwili w słuchawkach zabrzmiała moja piosenka i wiedziałam, że teraz nas nie słychać. Na ten sygnał wstałam, zdjęłam słuchawki i ruszyłam w stronę szyby.
- Michel - syknęłam wściekła. - Zlituj się z takimi żarcikami, tu są kamery, jesteśmy w radiu! Sam na sam rób sobie jaja, ile chcesz, ale dobrze wiesz, że możesz wywołać skandal na cały świat! - fuknęłam cicho tak, żeby tylko on i mój menedżer mogli to usłyszeć.
- Już nie przesadzaj, Davidowi też dogryzam na ten temat. Patrzycie na siebie jak dwa gołębie na chleb, po prostu idźcie na randkę, to dam wam spokój - odpowiedział wyluzowany.
- Przestań pieprzyć! Dobrze wiesz, że patrzymy na siebie całkowicie normalnie! To nawet nie ma racji bytu, przecież on będzie królem! - Zacisnęłam zęby i nie czekając na jego odpowiedź, wróciłam na swoje miejsce. Wzięłam głęboki wdech i założyłam z powrotem słuchawki, czując na sobie pytający wzrok Davida.
- Coś się stało? - szepnął tak, bym tylko ja mogła go słyszeć.
- Nie, wybacz. Po prostu Michel znowu robi kiepskie dowcipy i raczej wolałabym, żeby nie narobił ci wstydu - odpowiedziałam cicho, kręcąc głową. - Nie martw się, już go opieprzyłam.
Spojrzałam na ekran i zobaczyłam czerwony napis "7 sekund".
- Ty nigdy nie byłabyś wstydem - odparł po chwili ciszy David i zanim zdążyłam mu odpowiedzieć, nad nami zaświeciła się informacja, że znowu jesteśmy na żywo. Nie mając wyboru, wymusiłam uśmiech, udając, że wszystko jest w porządku.
A nie było.
Bo słowa Davida wywołały w mojej głowie istną burzę, a nic nie zapowiadało zmiany pogody i odpowiedzi na pytania.