Sad nie tylko wiśniowy - Monika Raczkowska-Zabawa

Kup ebooka

25.00 zł
20.75 zł (21,25 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1.

- Odważnie. - Miłosz rozejrzał się po okolicy.

Kirka, nic nie odpowiadając, wzruszyła ramionami. - Czy ja wiem? Co w tym odważnego, że robię, co lubię.

- Ale w pewien sposób dziwne. Ładna dziewczyna mieszkająca sama tylko ze zwierzętami. To dziwne albo, wybacz, głupie.

- A ty masz dziwne imię, wredny zawód, nie wiem, co prawda, z kim mieszkasz...

Nie dokończyła zdania, ponieważ Miłosz wtrącił:

- Mieszkam z kotem. Nazywa się Rex.

- No właśnie, kota nazwałeś jak psa. To też dziwne. - Kirka westchnęła. - Ale ja nie dopytuję dlaczego i nie oceniam.

- Pewnie na Instagramie ani na portalach społecznościowych też cię nie znajdę. - Miłosz udawał, że z zainteresowaniem przegląda magazyn o zwierzętach.

- Nie znajdziesz. Lecz mam stronę internetową swojego ośrodka dla... no wiesz. - Kirka miała już dość tej rozmowy. To Teodor namówił ją, aby pogadała z tym młodym dziennikarzem, który chciał napisać artykuł o niebanalnej osobie mającej niebanalne zainteresowania.

- Moje zainteresowania są jak najbardziej banalne - odpowiedziała Teodorowi - a ja jestem najbardziej banalną i zwykłą dziewczyną, jaką pewnie miałeś okazję poznać.

- No nie jestem pewien. - Teodor, jak ostatnio często podczas ich spotkań, tajemniczo się uśmiechnął, co Kirkę irytowało, ale nie miała chęci zwierzać mu się ze swoich reakcji, jakie powoduje jego zachowanie. Zresztą rzadko bezpośrednio ze sobą rozmawiali czy się spotykali. Okazyjnie, jak na przykład wówczas gdy przyjechał namawiać ją na pogawędkę z dziennikarzem Miłoszem.

- Czy rodzice dali ci na imię Miłosz ze względu na sympatię do Noblisty1? - zapytała Kirka uznając, że nie tylko on może zadawać pytania bądź co bądź w jej domu.

Miłosz, co bardzo ją zdziwiło, nagle się zdenerwował. Może nawet nie tyle zdenerwował, co jakby przestraszył pytania albo... tego, co mu się z tym pytaniem skojarzyło.

- Poniekąd - odpowiedział, a następnie szybko zmienił temat. A tak w ogóle to nie o sobie przyjechałem rozmawiać tylko o tobie - oświadczył dość niesympatycznie, zerkając na Kirkę. - Więc...

- Więc od czego mam zacząć swoją opowieść o sobie? - Kirka roześmiała się, uważając, że w ten sposób spowoduje w miarę miły nastrój. Chyba jednak źle oceniła sytuację, bo Miłosz spojrzał na nią jeszcze mniej sympatycznie niż przed chwilą i zapytał, z czego się śmieje.

- Chyba masz jakiś problem - odważyła się powiedzieć Kirka.

- Miałem rację, że jesteś odważna. - Miłosz trochę się rozchmurzył.

- Ponieważ stwierdziłam coś co oczywiste?

- Pewnie tak...

- I?

- To właśnie odważne - powtórzył.

- W twoim świecie prawda to odwaga? - Kirka usiadła na wiklinowym fotelu, z zaciekawieniem przyglądając się Miłoszowi.

- Pewnie tak... - znowu powtórzył. - Na pewno tak - dodał. - Dlatego chciałem cię poznać.

- Zatem to nie przypadek, że Teodor namawiał mnie na spotkanie z tobą?

- Nie przypadek, choć zaczęło się od opowieści Teodora o tak zwanym harcie ducha podczas jakiegoś wspólnego pikniku w górach u naszej wspólnej znajomej Olki Drwęc.

- Gdy mieszka się w górach, to niezbędna cecha - z obojętnością spuentowała Kirka. - Co ja mam z tym wspólnego?

- Przecież miałaś tak przykre doświadczenia w życiu, że nie musiałaś...

- Musiałam. - Kirka nie pozwoliła mu dokończyć zdania. - I to żaden hart ducha tylko... może miłość. Bo życiu trzeba kogoś kochać, prawda? Albo przynajmniej to, co się robi.

- Idealistka. Po co ci to? - Miłosz ponownie wziął do ręki magazyn o zwierzętach i pomachał nim do Kirki.

- Początek był zupełnie inny. Mojej historii oczywiście. Nie chcesz wiedzieć - żachnęła się. - To osobiste.

- Chcę wiedzieć, chociaż nie muszę o tym pisać. Niech będzie tylko osobiste.

Kirka nie wiedziała, dlaczego czuła zaufanie do tego młodego, jeszcze bardziej dziwnego od niej mężczyzny. Sympatii do niego nie czuła, ale zaufanie. Czy tak być może, czy się nie wyklucza? - pomyślała. Co tam. Piękna pogoda sprzyjała zwierzeniom, tym bardziej że siedzieli w sadzie, na wiklinowych fotelach, przy wiklinowym stole, na którym Kirka ustawiła wraz ze szklankami z orzeźwiającą lemoniadą patery z owocami oraz kruchymi ciasteczkami, które specjalnie na tę okazję upiekła.

- Pyszne! - szczerze pochwalił jej wypieki Miłosz. - Jak chcesz, możemy też pogadać o twoich zdolnościach cukierniczych. - W końcu uśmiechnął się, nakładając sobie na talerzyk kilka ciasteczek.

- Otóż pewnego razu była sobie nieśmiała, niezbyt ładna dziewczynka. - Kirka natomiast dolała sobie do szklanki lemoniady. Wszystkiego mu nie powie - stwierdziła. Ale trochę owszem - postanowiła przełykając cytrynowo-cynamonowy napój.

- Zaczyna się jak bajka - szepnął Miłosz.

- Żadna bajka, zaś wstęp, przyznaj, banalny. - Kirka przymknęła oczy, ponieważ promienie słońca coraz bardziej oświetlały jej twarz. Przynajmniej tak jej się wydawało...

- Człowiek musi kochać. Czasem nie zdaje sobie sprawy, że miłość motywuje go do robienia czegoś, działania.

- To dopiero banał. - Miłosz parsknął.

- Uważasz, że tylko miłość do człowieka jest ważna i prawdziwa?

- W rezultacie każda miłość jest ważna, a czy prawdziwa? Przecież miłość to nie kategoria, rzecz, lecz duch. Uff! Ale mi się powiedziało. - Westchnął.

- A to, że ludzie kochają pieniądze, przedmioty... Dobra, miłość do człowieka jest najbardziej oczywista i najbardziej upragniona. Przynajmniej tak się myśli do pewnego momentu.

- Do jakiego momentu? - zdziwił się Miłosz.

- Do momentu gdy sobie uświadomisz, że na przykład on jest łotrem, a ona nie jest warta twojego uczucia.

- No pewnie. Bywa - Miłosz przytaknął.

- Jaka jestem? - niespodziewanie zapytała Kirka.

- Znaczy, co masz na myśli?

- Czy mogę się podobać? - Uśmiechnęła się nieśmiało.

- Oczywiście. Czemu nie. Zależy, co się komu podoba. Niczego ci nie brakuje do podobania - Miłosz trochę plątał się w odpowiedzi.

- Właśnie. Obiektywnie każdy może się podobać. Wystarczy, że dziewczyna jest dziewczyną, a chłopak jest chłopakiem i trafią na siebie. On nie był nadzwyczajny... tak obiektywnie. Ale mnie wówczas, gdy zobaczyłam go na kursie przygotowawczym do matury, to były takie korepetycje szkolne z matematyki, uczucie, jak to się mówi, powaliło. Ja naprawdę do tej pory nie wiem dlaczego. Po prostu spojrzałam i wiedziałam, że to ten, na którego czekałam całe swoje dotychczasowe życie, aby się w nim zakochać.

- Chcesz czegoś ode mnie? - zapytał, gdy chyba zbyt natarczywie mu się przyglądałam.

Szybko próbowałam coś wymyślić, aby jakoś wytłumaczyć swoje zachowanie.

- Tak, tak. Trochę rysuję, maluję i zainteresowała mnie twoja twarz. Zastanawiałam się, jakbyś wyglądał narysowany niebieską albo zieloną kredką, a może ołówkiem?

- I dlatego się tak na mnie patrzyłaś?

- Dlatego. Wyłącznie dlatego - ledwo odpowiedziałam, czując, że głos robi mi się coraz bardziej drżący.

- A co z twoim głosem? - dociekliwie dopytywał.

- Trochę boli mnie gardło, chyba początek grypy lub anginy - przejęta, ledwo wykrztusiłam.

- Rety! To jak uciekam, bo mnie zarazisz! - Wyraźnie wystraszony, zniknął gdzieś pomiędzy osobami z kursu.

Ale wymyśliłam! - pomyślałam ze złością o sobie. Zamiast go zatrzymać na dłuższą rozmowę, to po minucie miał dość mojego towarzystwa.

- A rysujesz? Malujesz? - zapytał Miłosz.

- Coś ty! Nie mam zupełnie zdolności w tym kierunku. Ale coś musiałam powiedzieć. I powiedziałam. - Kirka opuściła głowę. Myślała o czymś, a może po prostu poczuła się niemiło, ponieważ wydawała się zdruzgotana.

- Nie przejmuj się tak bardzo. Przecież to było lata temu - szepnął Miłosz.

- W rezultacie został moim chłopakiem - Kirka też szepnęła.

- To świetnie! Dał się nabrać na te twoje kłamstwa o rysunkach? - Miłosz zatarł ręce, jakby zaraz miał wyrabiać ciasto na makaron.

- Owszem - Kirka powiedziała jeszcze ciszej. Spojrzała na Miłosza, lekko się uśmiechając. - No cóż, wykonałam jego portret, tłumacząc mu, że jestem na etapie inspiracji Picassem oraz abstrakcją. No wiesz, życie jest abstrakcją. Wydaje się, że wszystko pasuje, jest zaplanowane przez naturę, a okazuje się, że ta natura tworzy zaskakujące wersje zarówno w przyrodzie, jak i w życiu.

- Jeżeli tak gadałaś na randkach, to chyba zbyt długo ze sobą nie byliście? - z zakłopotaniem stwierdził Miłosz.

- Chyba z innego powodu. - Kirka znowu opuściła głowę i nie można było się zorientować, czy nad czymś myśli, czy się zamartwia.

- Nie podobał mu się portret! - Miłosz krzyknął, jakby chciał zawołać: eureka!

- Wyobraź sobie, że podobał! Naprawdę! Gdy spotkałam go dwa lata temu, twierdził, że wciąż wisi na ścianie w jego domu.

- Miałaś talent - dodał mimo wszystko bez przekonania. - Czyli historia pierwszej miłości, jakich na pęczki - podsumował nieco rozczarowany Miłosz.

- Ale wciąż nie wiesz, dlaczego się rozstaliśmy i jak poznaliśmy.

- Przecież mówiłaś, że...

- Pierwszy raz zgodził się ze mną umówić, bo był pijany, gdy zaproponował randkę. A właściwie nie randkę tylko obiad, za który prosił, abym zapłaciła, ponieważ jego matka nie zdążyła nic przygotować, a on pieniądze na obiad wydał na piwo. Wzruszyłam się, że może być głodny, a zawsze łatwo się wzruszam. Poszliśmy więc do baru mlecznego na naleśniki. Zjadł też moją porcję, ale kto by mu liczył, ile zjadł! Wtedy nawet przeżuwanie sera, którym nadziane były naleśniki, uważałam za niezwykle, wręcz boskie w jego wydaniu.

- Jak jem też cię malarsko inspiruję? - zapytał.

- Naturalnie. Artystę inspiruje wszystko u osoby, która jest jego natchnieniem. A jestem w trakcie malowania twojego portretu - odpowiedziałam.

- Aha! To zdaje się nazywa proces twórczy czy coś takiego - powiedział z ustami pełnymi naleśnika.

- Skąd znasz tajemnice umysłu artysty? - szczerze się zdziwiłam.

- Nie wiem, czemu nawiedzone dziewczyny snują się koło mnie. Jesteś już trzecią malującą obrazy, która mną się zainspirowała - odpowiedział bez entuzjazmu. - Masz jeszcze kasę na kawę? Chyba wypiłem o jedno piwo za dużo.

Wygrzebałam z portmonetki ostatni banknot i zamówiłam kawę.

- Oszalałaś! Kawa zbożowa z mlekiem! Czy ja wyglądam na niemowlaka?

- I tak zakończyła się nasza pierwsza randka. On był na kacu ja też. Ale oboje z innego powodu.

- Rzeczywiście początek waszej znajomości nie był banalny - Miłosz wepchnął sobie do ust kilka ciastek naraz.

- Uważaj, bo się udławisz, co też nie będzie banalne podczas wywiadu - zauważyła Kirka. - Tym bardziej że muszę doprecyzować, że cały nasz związek trwał na innym niż normalnym poziomie świadomości.

- Nie rozumiem - Miłosz jednak bez przeszkód przełknął ciastka.

- Po prostu on podczas naszych randek zawsze był po piwie albo po czymś innym, co powodowało, że myślałam, że jest niezwykły, a on pewnie podobnie myślał o mnie. Gdy wytrzeźwiał, znalazł sobie inną. Jaki z tego dla mnie wniosek? Na trzeźwo nikt się we mnie nie zakocha.

- No wiesz! Przecież głupotą jest tak myśleć! Chłopak był nałogowcem, patolem, a ty określasz siebie poprzez takiego typa! Chyba znasz innych facetów.

- Znam i co z tego. Nic.

- Może znowu zastosuj tę swoją gadkę o malowaniu. Niejeden da się nabrać.

- A może ja bym chciała tak bez kłamstwa?

- Oj tam! Miłość to iluzja, a życie - abstrakcja. Sama to stwierdziłaś. Więc bardzo malownicze tło do rozmaitych historii. Na początek oczywiście. Następnie można przejść do bardziej realnych i konkretnych relacji. Od czegoś trzeba zacząć. Zawsze tak jest. - Miłosz znowu włożył sobie do ust kilka ciastek.

- Widzę, że bardzo smakują ci moje albertynki. Niezły początek.

- Rety! Muszę do toalety! Chyba jednak za dużo truskawek! - Miłosz pobiegł w kierunku łazienki.

Kirce chciało się płakać. Może dolać mu do lemoniady trochę ginu. Ech! - machnęła ręką. Podeszła do grządki porośniętej miętą. To najbardziej się przyda, gdy wróci z toalety. Zatem kubek z zaparzoną miętą czekał na Miłosza, a Kirka nie czekała już na nic. Jedynie obowiązki na nią czekały. Musiała pokochać te obowiązki. A może je kochała?

- To było osobiste! - oświadczyła Kirka. - Tylko do twojej wiadomości.

- Pewnie! - Miłosz kiwnął głową po powrocie z toalety. - Tak ogólnie nie dla publiczności, prawda? - Uśmiechnął się, wciąż trzymając rękę w miejscu gdzie znajduje się u człowieka żołądek. - Co to, zielsko mi podajesz? - Spojrzał na kubek z zaparzoną miętą.

- Pomoże. Zioła pomagają, nawet nie wiesz jak bardzo. Moja babcia była zielarką, a właściwie z wykształcenia biologiem. Gdy dziadek rozchorował się na płuca, uznała, że to wszystko wina zanieczyszczeń miasta, w którym mieszkali przez pół wieku swojego życia i postanowili przeprowadzić się na wieś.

- Olka też uciekła z miasta, mimo że chciała tu mieszkać - dodał Miłosz.

- Olka uciekła nie z powodu zanieczyszczenia powietrza spalinami tylko jakby... czymś innym, co powodowało u niej alergię - wyjaśniła Kirka z miną wyrażającą zrozumienie i rozpacz jednocześnie. - Bardzo mi jej brakuje!

- Tylko nie płacz! - Miłosz był uprzedzony przez Teodora, że Kirka w ciągu sekundy potrafi zalać się łzami, gdy temat, który zostanie poruszony wzruszy ją lub przygnębi.

- No dobra. Wracam myślami do babci, więc się nie popłaczę. Otóż babcia wraz z domem kupiła ogród oraz sad, w którym posadziła mnóstwo rozmaitych ziół. Część z nich była przeznaczona jako przyprawy do potraw i drinków, a część na leki. Chcesz zobaczyć jej Księgę Mocy?

- Co ty, Kirka, twoja babcia prowadziła jakąś filię Hogwartu2?

- Skąd! Leczyła duszę swoją i dziadka!

- Ziołami?

- Między innymi - zdawkowo odpowiedziała Kirka jakby obrażona.

- No dobrze, chętnie zapoznam się z tą Księgą Mocy twojej babci, bo ta nalewka ziołowa, którą mi podałaś, bardzo mi pomogła. Ale czy ty przypadkiem tego chłopaka, który ciągle był czymś upojony, nie poiłaś ziołami swojej babci?

- Za kogo ty mnie masz? On poił się sam. Ja nie miałam z tym nic wspólnego. Poza tym, gdybym to ja go czymś poiła, to na pewno taką miksturą, dzięki której wciąż bylibyśmy razem - chlipnęła.

- Miałaś nie płakać!

- To przez ciebie, ponieważ drążysz tematy, które są dla mnie przykre i upokarzające.

- Taka, niestety, jest moja robota. Jeżeli chcę napisać ciekawy artykuł, muszę podrążyć w korytarzach wspomnień osoby, z którą rozmawiam.

- Więc już co nieco wydrążyłeś, ale to wszystko jest osobiste, więc nie do publicznej wiadomości!

- Nawet informacje o babci? To przecież bardzo ciekawe. Od razu będzie wiadomo, skąd u ciebie miłość do przyrody - z lekką ironią stwierdził Miłosz.

- Bo coś lub kogoś trzeba kochać. Już ci to mówiłam - bardzo poważnie obwieściła Kirka. - Ale Księgę Mocy pokażę ci później. Nie byłam przygotowana, że będę jej potrzebować.

Miłosz nic nie odpowiedział, choć zdziwił się, że do pokazania jakiegoś, jak przypuszczał starego, zeszytu potrzeba szczególnych przygotowań.

- To będzie jakieś misterium, moment prezentowania mi katalogu ziół twojej babci? - mimo wszystko zapytał.

- Dowiesz się w swoim czasie - mruknęła Kirka. - Zresztą to coś więcej niż dziedzictwo zainteresowań. To także jeden z moich kolejnych problemów, który doprowadził do tego, że mieszkam tutaj gdzie sobie gawędzimy.

- Wybacz Kirka, ale książki o Harrym Potterze3 to nie moja bajka zainteresowań oraz fascynacji. Zmieńmy zatem kontekst.

- Ale to nie ma nic wspólnego z tymi książkami! Ty zacząłeś gadać coś o Hogwarcie, nie ja! - krzyknęła oburzona Kirka.

- Oczywiście! Ty z niczym nie masz nic wspólnego co ciebie dotyczy! Czy to nie dziwne? Zastanów się!

- A ty zastanów się, do jakiej gazety chcesz pisać swój artykuł? Poradnik dla botaników, miłośników zwierząt czy poradnik dla szukających pasji w życiu?

- Najbardziej odpowiada mi ta ostatnia opcja dotycząca pasji w życiu - postanowił się już z nią nie droczyć i jej nie krytykować. Ostatecznie to on się do niej wprosił, a nie ona zabiegała o spotkanie z nim. Pomimo to przez kilka minut nie odzywali się do siebie. Kirka wystawiła twarz do słońca, zachwycając się jego promieniami, zaś na jej bladych policzkach pojawiły się nieliczne jeszcze piegi. Miłosz natomiast udawał, że przegląda notatki w tablecie.

- Powiesz co to za determinujące dziedzictwo po babci, które powoduje problemy? - cicho zapytał jakby nieobecną Kirkę. Natychmiast ocknęła się z zamyślenia.

- "Dziedzictwo" to może rzeczywiście za dużo powiedziane. W rezultacie to pewnie przypadek. Nawet na pewno. Ale wiesz, czasem tak się mistycznie nakręcam, że sprawy zwyczajne wydają mi się niezwykłe - szepnęła oblizując wargi.

- To tak jak z twoim byłym chłopakiem. Zdaje się totalny palant, a ty widziałaś w nim bóstwo. Wy, dziewczyny, tak macie.

- Wy, chłopaki, też - odpaliła Kirka. - W tej kwestii chyba po równo brakuje nam czasem obiektywizmu.

- Chyba - zgodził się Miłosz. Znowu zapanowała kilkuminutowa cisza. - Obraziłem cię?

- Nie. Masz rację. Był palantem, a ja jeszcze głupsza, że widziałam w nim... no tego apolla.

- Nie. Bóstwo powiedziałem - powtórzył Miłosz.

- Dobra, apollo czy bóstwo to prawie to samo.

- Poniekąd - znowu przytaknął.

- Gdy skończyłam studia, dostałam niezłą pracę. Czy ważne gdzie? - Kirka bez wstępu zaczęła opowiadać.

- Niekoniecznie.

- Praca była ciekawa, ale przełożony i niektóre osoby tam pracujące straszne! Nie mam na myśli wyglądu, ale... zawartość mentalną.

- Człowiek to nie szafa - mruknął Miłosz i stwierdził, że jest nieco złośliwy w ocenie Kirki.

- A właśnie jest trochę jak szafa. Ma różną zawartość. Tego, co je, tego, co myśli, tego, jak ukształtował swoje cechy charakteru, jaki ma zestaw myśli, wiedzy, jaką ma wrażliwość... osobowość po prostu.

- Więc rozumiem, że te straszne osoby miały straszną osobowość. - Jeszcze trochę posłucham tych jej głupot i zacznę być strasznie złośliwy, pomyślał Miłosz.

- One w ogóle nie miały osobowości. Ludzie maszyny. Bez serc, bez ducha... no takie tam, ale nie poezję mam na myśli. W każdym razie, gdy wyjątkowo mi dokuczyli, pomyślałam sobie coś niemiłego, a nawet powiedziałam, a następnie się to wydarzyło! Wstydzę się tego, ale cóż, pewnie to przypadek.

- Źle komuś życzyłaś? - zaniepokoił się Miłosz.

- Nie. Tylko powiedziałam kierownikowi, że jak będzie ciągle szczypał w tyłek każdą panienkę, to złapie syfa. I złapał!

- Ma zatem nauczkę! Miłosz parsknął śmiechem.

- No i jeszcze kilka takich przepowiedni. W rezultacie nikomu nic się nie stało poza tym, że nauczką dla mnie było, aby takich rzeczy nie mówić i o nich nie myśleć. Bo się przestraszyłam sama siebie!

- Moc z księgi babci? - Miłosz się uśmiechnął.

- Żadnych ziół nie piłam i nie piję. Tylko w czasie choroby. Ale tak, jak babcia uciekła na wieś ze względu na złe powietrze, tak ja uciekłam tutaj, aby źle o innych nie myśleć. A wiesz, że w dużym gronie ludzi nie da się myśleć tylko dobrze.

- Przecież to normalne i nie ma w tym nic niezwykłego. Po prostu o jednych myślisz sobie tak, a o innych siak. Kirka, ty naprawdę przesadzasz ze swoim wpływem na jakieś sytuacje, na które w efekcie nie masz żadnego wpływu.

- Ja nie przesadzam, tylko ci opowiadam. Bez emocji przedstawiając genezę mojego zamieszkania tutaj. Ale to też osobiste i nie wolno ci nikomu o tym powiedzieć, a tym bardziej napisać!

- Zaraz, zaraz... zastanawiałem się, skąd ty masz ten dom, działkę, boksy dla zwierząt. Jak na tak młodą osobę nie mogłaś na to zarobić... chyba że wzięłaś kredyt albo ja nie wiem o jakichś twoich dokonaniach sportowych. Bo w obecnym świecie tylko sportowcy zarabiają nagle mnóstwo pieniędzy.

- Nie, ze sportem też nie mam nic wspólnego. - Kirka roześmiała się szczerze.

- Więc czyżby ten dom to dom twojej babci?!

- Brawo! Dedukujesz prawie tak doskonale jak Teodor! - Tym razem w wyznaniach Kirka nie wydawała się szczera, choć rozbawiona była szczerze.

- A gdzie babcia? Gdzie dziadek? - zapytał.

- Znowu zmienili miejsce zamieszkania - wzruszyła ramionami.

- Gdzie teraz mieszkają?

- Nie wiem. W każdym razie dom zostawili i przeznaczyli dla mnie. Wiedzieli, że dobrze go zagospodaruję. Dobrymi emocjami, dobrymi uczynkami. Staram się nigdy źle o nikim i niczym nie myśleć.

- A jeżeli musisz? - Miłosz nie rozumiał, jak można sobie nakazać źle o niczym i nikim nie myśleć.

- Wówczas piję zioła i znowu jestem zdrowa. Jak twój żołądek?

- Wciąż świetnie. Pyszna herbatka czy coś takiego.

- Bardziej coś takiego... choć herbacianego. - Kirka napiła się lemoniady. To tylko lemoniada - wyjaśniła, wskazując na swoją szklankę. Mój przepis. Zwyczajny, z kilkoma plasterkami cytryny.

Kirka odetchnęła. Czuła się znużona i zmęczona. Miłosz to fajny chłopak, ale ta rozmowa na tematy osobiste wyczerpywała ją i nudziła. Na szczęście tego dnia już sobie poszedł, przedtem uraczony miętą, a następnie zieloną herbatą. Rześki i zdrowy wsiadł na rower, którym przyjechał i zapowiedział się na następny dzień. Kirka westchnęła. Nie miała ochoty na ciąg dalszy opowieści o sobie, a tym bardziej o swojej rodzinie. Doszła do wniosku, że i tak zbyt dużo powiedziała na niektóre tematy, uznane w jej rodzinie za tabu. To znaczy tradycją było nie przekazywać pewnych informacji nikomu poza członkami rodziny. A ona, rozbawiona nastrojem i sytuacją, zaczęła się zwierzać osobie, o której właściwie nic nie wiedziała poza tym, że osoba ta chce wydobyć z niej jak najwięcej informacji. Nie podobało jej się to. W ogóle nie lubiła wywalania z siebie wszystkiego, jak z szafy na przykład, aby zainteresować tym innych. Ceniła swoją prywatność, a gdyby miała potrzebę opisywania poszczególnych elementów lub epizodów swojego życia, założyłaby sobie profil na portalu społecznościowym. Nigdy tego nie zrobiła i pewnie nie zrobi. Nie zarzekała się jednak, ponieważ człowiek się zmienia i może kiedyś także ona zechce pokazywać na Facebooku, jaki ma dom, jak urządzony oraz jak chodzi w domu ubrana albo nie ubrana. Roześmiała się. Gdyby Miłosz napisał artykuł na jej temat, z pewnością spowodowałby, że ludzie byliby jej bardziej ciekawi. A tu nic więcej oprócz tekstu o zwierzętach i wariatce, która samotnie się nimi opiekuje. No może jeszcze kilka słów o Janku i jego żonie pomagających jej w kwestiach związanych z weterynarią. Ale czy oni się zgodzą? Wystukała numer telefonu do Janka.

- Mów, co chcesz - odpowiedział Janek. - Czytam tylko książki i prasę zawodową. Jest mi obojętne, co o mnie gdzieś napiszą. Żona ciągle coś umieszcza z naszego życia na Instagramie albo Facebooku, więc jestem przyzwyczajony do publikowania różnych treści na mój temat. Osobiście tego nie znoszę, ale skoro ją to cieszy... Uff! Kirka, gdy będziesz sobie wybierać męża, koniecznie sprawdź, czy macie podobne punkty widzenia na kwestie zasadnicze.

- Co rozumiesz jako kwestie zasadnicze? - zapytała.

- W tym przypadku obecność na portalach społecznościowych i prowadzenie dziennika dnia oraz każdego swojego kroku w tym dzienniku. Oboje musicie to lubić. Czy ty wiesz, że ja czasem czuję się inwigilowany przez własną żonę? - Janek się roześmiał. - Cyka zdjęcia, gdy widzę to lub nie, a następnie informuje o tym, co robiłem przy płocie, gdy padał śnieg.

- A co robiłeś?

- Lepiłem bałwana. I ten bałwan stał się hitem tego dnia, choć ja o tym nic nie wiedziałem.

- Co w tym złego? - Kirka też zaczęła się śmiać.

- To, że nie wiedziałem, że ona w tym czasie robiła mi zdjęcia, a następnie umieściła w Internecie. - Tym razem Janek już się nie śmiał, lecz wydawał zirytowany.

- Skąd zatem zaufanie do mnie, że to, co ewentualnie powiem o tobie czy o was, a Miłosz umieści w swoim tekście, spodoba się wam?

- Nieistotne, czy nam się spodoba, ale czy powiesz o nas prawdę. Nie mamy nic złego na sumieniu, a ja ci ufam, bo zawsze byłaś i jesteś wobec nas szczera. - Janek westchnął.

- Czemu wzdychasz? Nie jesteś pewny tego, co powiedziałeś? - zaniepokoiła się Kirka.

- Jestem pewny tego, co mówię i dlatego dodam, że znam nieco ciebie i nie jestem pewny, czy dobrze zrobiłaś, godząc się na ten wywiad.

Kirka nie wiedziała, co odpowiedzieć, bo właściwie zgadzała się z wątpliwościami Janka.

- Też nie jestem tego pewna - szepnęła jakby zawstydzona. - Gdy sobie przypomnę, jak zachowałam się podczas tej rozmowy, robi mi się niedobrze. Gadałam jak nakręcona na lewo i prawo, głupio się uśmiechałam i dobrze, że nikt w tym czasie nie robił mi zdjęć.

- Jeszcze zrobią. Bo co to za artykuł bez zdjęć - bez entuzjazmu stwierdził Janek.

- No tak. Masz rację.

Gdy się rozłączyli Kirka najpierw pomyślała o Teodorze i telefonie do niego. Ale przecież on jej podesłał Miłosza, więc z pewnością będzie ją zachęcał do kontynuowania tego, co już zaczęli. Może zatem pogada z Olką. Co ona o tym myśli? Za sekundę telefon łączył ją z Aleksandrą. Jednak odezwała się tylko poczta głosowa z prośbą o nagranie wiadomości. Zdecydowała się także na telefon do Miłosza, aby powiadomić go o tym, co postanowiła. Jednak i w tym przypadku połączyła się z pocztą głosową. Machnęła ręką. Włączyła laptopa, aby wyguglować wiadomości o Miłoszu. Ten na pewno ma swój profil na Facebooku, a może nawet pisze bloga. Bez trudu znalazła, czego szukała, choć momentalnie pojawiły jej się łzy w oczach. Poczuła się bezradna, oszukana i wykorzystana. Miłosz na swoim blogu zachęcał do przeczytania tekstu, którego zwiastuny już zaprezentował. Było w nim wszystko to, co Kirka nazwała "osobiste" i prosiła, aby Miłosz zachował tylko do swojej wiadomości. Okazało się jednak, że tymi wiadomościami podzielił się już ze sporą liczbą osób, z niecierpliwością czekających na ciąg dalszy.

Przecież obiecał - szepnęła do siebie, a łzy płynęły jej po policzkach jak potok. Siedziała przed ekranem laptopa i szlochała. Nie czuła się na siłach odebrać telefon, ale gdy zobaczyła, że dzwoni Olka, odebrała.

- Znowu płaczesz! - od razu zawołała Ola. - Misiek ma pchły czy spanielka Zuzka złamała ząb?

- Ale ty jesteś... U psiaków dobrze, gorzej ze mną.

- Masz COVID?

- Jestem zdrowa... choć nie wiem, czy właściwie reaguję. - Chlipała.

- Kirka! Co jest? Mów! - Olka wyraźnie była bardzo zdenerwowana.

- Podam ci adres internetowy, a ty przeczytaj, co znajdziesz pod tym adresem. Następnie dopiero pogadamy. Dobrze?

- Dobrze! - już nieco spokojniej odpowiedziała Olka. - Znam go - dodała, gdy Kirka dyktowała jej adres internetowy Miłosza.

- Więc?

- Najpierw zorientuję się, co tym razem wymyślił - oznajmiła Olka.

- Nie wymyślił. To prawda, co napisał, ale miał tego nie publikować. - Kirka wciąż szlochała.

- A ty mu uwierzyłaś? - Olka nie kryła oburzenia z naiwności przyjaciółki.

- A czemu nie?

- Ponieważ... zresztą najpierw muszę pomyśleć o tym, co przeczytam. Dasz radę przestać ryczeć? Idź lepiej nakarmić zwierzaki, bo chyba już czas ich kolacji.

- No tak, zupełnie zapomniałam! Misiek szczeka, nie da zapomnieć o swoim apetycie!

Kirka poszła w stronę boksów dla zwierząt, a Olka otworzyła laptop. Dlaczego mi nie powiedziała, że ktoś jej zaproponował taki projekt? - pomyślała Aleksandra.

- No przecież wszyscy tak mówią. - Miłosz opuścił głowę i wyraźnie był zmieszany.

Kirka pomimo tego, że postanowiła zrezygnować ze spotkania z nim i tym samym z dalszego ciągu wyznań do artykułu, przyjęła go następnego dnia u siebie w domu, a właściwie w sadzie. I tym razem na wiklinowym stole podane były owoce, ale tylko w towarzystwie wody mineralnej. Uznała, że nie będzie ostentacyjnie się obrażać, lecz najpierw wyrazi swoje rozczarowanie wobec Miłosza, a następnie zaproponuje mu kawę, owoce, wodę mineralną oraz oświadczy, że nie wyraża zgody na artykuł. Oczywiście również nie będzie płakać ani nic w tym rodzaju. Załatwię to elegancko i bez emocji - pomyślała choć czuła, że do oczu napływają jej łzy.

- Niby co mówią? - Kirka odważnie spojrzała mu w oczy, a on uciekł swoim spojrzeniem w bok.

- No wiesz, że to czy tamto jest osobiste, bardzo osobiste i wyjątkowo osobiste, a następnie, gdy nie umieszczę choćby odrobiny z tych tajemnic w tekście, mają pretensję, że artykuł nieciekawy, zwyczajny, a on lub ona niczym się nie wyróżniają. A przecież nie jestem przeciętna! - słyszałem to już z tysiąc razy. Zatem myślałem, że ty też tak. - Miłosz wzruszył ramionami, ale wciąż nie spojrzał na Kirkę ani tym bardziej w jej oczy. No dobra, wstydzę się, cholera, wstydzę! Ale ja w tym ogłupiałym świecie celebrytów i ważniaków już naprawdę nie wiem, kiedy ludzie mówią prawdę, a kiedy nie.

- Więc uznałeś, że ja stwarzam pozory, kłamię, aby zrobić na tobie wrażenie? - Kirka przyglądała się czubkom swoich butów.

- No coś w tym rodzaju... - burknął. - Ale okazuje się, że ty naprawdę jesteś wyjątkowa. Mówię serio - dodał, wciąż patrząc gdzieś w bok.

- Pewnie! Ale gdybym nie uwierzyła intuicji i nie zajrzała na twój blog, to efekt naszych spotkań byłby...

- Mylisz się. Gdybym już wszystko napisał, wersję ostateczną bym ci przed publikacją pokazał!

- Naturalnie, można tak powiedzieć, ale uwierzyć niekoniecznie. W każdym razie koniec naszej współpracy. Musisz sobie znaleźć inny temat i inną osobę, aby napisać artykuł. Jest mnóstwo celebrytów chętnych do wszystkiego, aby napisać o nich chociaż kilka zdań... gdziekolwiek.

- Kirka, ale odzew na zwiastun naszej rozmowy jest ogromny! Ludzie są bardzo ciekawi...

- Moich tajemnic?

- Przecież można jakoś to wszystko wygładzić, opisać oględnie, a jednocześnie interesująco.

- Nie! - Kirka stanowczo odpowiedziała i wstała z fotela, zawadzając głową o gałąź gruszy. Kilka owoców spadło na trawę. Podniosła je i położyła na stole.

- Możesz je sobie wziąć na deser, ponieważ na dziś koniec rozmowy i spotkania. - Uprzejmie się uśmiechnęła i wskazała ręka na furtkę. Mimo to Miłosz siedział i nie wydawało się, aby zamierzał wyjść.