Sałatka przyprawiona miłością - Weronika Karczewska-Kosmatka

Kup ebooka

24.23 zł
20.11 zł (20,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Letnie grillowanie

Siedzieliśmy na tarasie Darii i Martina i popijaliśmy piwko, zajadając się grillowanymi kiełbaskami, które przyrządził na ruszcie mąż mojej kuzynki. Wszystko byłoby zwyczajne, gdyby nie fakt, że Daria upiła dwa łyki piwa bezalkoholowego, co chwilę się uśmiechała, jakby była najarana i zerkała nerwowo na Martina. Coś tu się kroiło, tylko ja nie miałam bladego pojęcia co i nie mogłam tego rozszyfrować.

Kiedy Daria zniknęła w czeluściach domu, ja chciałam zagadać do Martina, ale ten również po chwili zerwał się z fotela ogrodowego i wszedł do mieszkania.

Michał siedział jakby nigdy nic i zajadał się kiełbaską, jakby spożywał ambrozję.

- Michał, co się tutaj dzieje? - spytałam, a on spojrzał na mnie i przestał przeżuwać. Przełknął, popił piwem i dopiero wtedy się odezwał.

- Ale co ma się dziać? - No jasne, przecież to facet, więc nic nie zauważył. Przewróciłam oczami i nachyliłam się, by tylko on mnie usłyszał.

- Daria dziwnie się zachowuje. Wydaje mi się, że coś się stało, tylko nie wiem co.

- Przesadzasz. - Ponownie przewróciłam oczami i wtedy weszła Daria z Martinem.

Ona niosła niewielki kartonik upominkowy, a on tort. Zmarszczyłam brwi, gdy się pojawili.

- Świętujemy coś? - spytałam, dobrze wiedząc, że żadne z nich nie obchodzi urodzin.

Daria przytaknęła, a potem podała mi upominek. Nie byłam pewna, czy go otworzyć, ale ostatecznie otworzyłam pudełko. Nie zdążyłam nawet dobrze rozeznać się, co tam się znajduje, a Daria wydarła się na całe gardło:

- Jestem w ciąży!

- O matko! Gratulacje! - krzyknęłam, zerwałam się z fotela i mocno ją wyściskałam. - Wiedziałam, że coś się kroi! Kurczę, ale się cieszę. Zostanę ciocią. Michał, powiedz coś! - upomniałam męża i pospiesznie na niego zerknęłam. Wstał, ale chyba nie wszystko do niego dotarło.

- Gratuluję bracie. - Michał uściskał Martina po męsku, a potem podszedł do Darii i ucałował jej policzek. - Cieszę się waszym szczęściem.

- Na kiedy masz termin? - dociekałam.

- Początek stycznia. I mam nadzieję, że tak urodzę, grudniowe urodziny są do bani.

- Zawsze to ma swoje plusy. Dłużej zachowujesz młodość. - Zaśmiałyśmy się, ale Daria miała rację. Grudniowe urodziny są totalnie do bani.

- Martin, rozkrawaj tort, bo chce mi się słodkiego - zaskomlała Daria.

- Już masz zachciewajki? - spytałam.

- Już? Chyba dopiero - skomentował Martin i zaczął kroić tort.

Michał i Martin rozmawiali, popijając piwko, a my dwie trajkotałyśmy jak szalone.

Nigdy bym nie pomyślała, że mam wiedzę na temat ubranek dla dzieci, wózków i innych gadżetów. Daria pokazywała mi strony, na których chciała zamówić różne rzeczy, a ja zaoferowałam, że mogę kupić część z nich. Chciałam jej pomóc.

- A pokój dziecięcy, gdzie urządzicie? - dociekałam.

- Na górze, obok sypialni. Czekam tylko na wieści o płci, a potem będę szaleć z meblami.

- My też pomożemy. W remontach jestem słaba, ale mogę pomóc ci poszukać mebli i innych dodatków.

- No pewnie, że cię zaangażuję. Nie mam nikogo bliższego od ciebie. Jesteśmy jak siostry.

- Reszta rodziny wie o twojej ciąży? - Daria pokręciła głową.

- Nie chciałam nic mówić, aż zakończę pierwszy trymestr. No, ale tobie musiałam powiedzieć. Jeszcze chwila, a nie da się tego ukryć, gdy brzuch mi się uwydatni.

- Cieszę się, że mi powiedziałaś. I szanuję to, że chcecie poczekać. Ja niczego nie powiem Monice.

- Dzięki. - Gdy byłyśmy same, to mówiłyśmy o naszej teściowej po imieniu, tak było nam łatwiej.

Kto, by pomyślał, że pewnego dnia będziemy nosić to samo nazwisko i będziemy miały tą samą, wredną teściową.

Monika Wenarska uchodziła za teściową z kawałów. Była mroczna, wredna, paskudna i wolałam jej unikać. A jednocześnie była stałym dodatkiem do każdych świąt, imprez rodzinnych, urodzin i tak dalej. Ona była jak sos winegret do sałatki. Był doskonały, ale czasem nie pasował. Z Moniką Wenarską było dokładnie tak samo. Była perfekcjonistką, która nie zawsze pasowała do imprezy.

Monika nie lubiła mnie i z wzajemnością. Gdy tylko o niej myślałam, ciarki przechodziły mi po plecach. A po każdym spotkaniu musiałam odchorować, bo zawsze musiała mnie skrytykować.

Z Darią trajkotałyśmy tak długo, że nie zauważyłyśmy, jak niebo się zaróżowiło, a potem słońce zniknęło za horyzontem. Komary zaczęły ciąć jak szalone, więc zakończyliśmy imprezę i każda z nas poszła do swojego domu.

Gdy tylko przekroczyłam próg naszego, zrzuciłam ze stóp baleriny i klapnęłam na kanapie w salonie.

- Kurczę nie mogę uwierzyć, że Daria spodziewa się dziecka. Zostanę ciocią, ty wujkiem. Ale ekstra sprawa, co nie? - mówiłam. Czekałam na odpowiedź Michała, ale nie doczekałam się. - Powiesz coś?

- Cieszy mnie wiadomość o ich dziecku, ale...

- Ale...?

- Też moglibyśmy mieć dziecko. - Zamurowało mnie. Przecież rozmawialiśmy na ten temat kilku miesięcy temu.

- W walentynki mówiłeś co innego - oznajmiłam.

- No tak, bo wtedy tak myślałem.

- A teraz myślisz inaczej?

- Wiesz, mój brat będzie miał dziecko. To takie naturalne, że przychodzi czas na dziecko.

- Michał, ochłoń. To, że twój brat spodziewa się dziecka, nie oznacza, że my też musimy je teraz mieć.

- Ale możemy.

- Na razie mamy psa. A właśnie, gdzie schowała się Beza? - Rozejrzałam się po salonie, ale jej nie znalazłam. Beza uwielbiała przesiadywać w naszej sypialni. Miała tam swoje posłanie, ale przepadała za leżakowaniem pod naszym łóżkiem.

- Pewnie leży w sypialni - oznajmił i zaczął wspinać się po schodach.

- Skończyłeś rozmawiać ze mną? - powiedziałam, zrywając się z kanapy.

- Tak. Nie chcesz mieć ze mną dziecka. Koniec rozmowy.

- Nie chcę mieć teraz dziecka. Uważam, że nie jestem gotowa na to, by zostać matką.

- Jesteśmy coraz starsi, za chwilę kończysz trzydziestkę.

- A ty co, wiek mi będziesz wypominać. Wiem, ile mam lat, ale wiem też, co czuję. Nie chcę mieć teraz dziecka. Przyjdzie na nie czas.

- A może ja chciałbym je mieć.

- Oszaleję za chwilę! - krzyknęłam i zaczęłam chodzić po salonie, a Michał stał na jednym stopniu od kilku minut i przyglądał mi się, jakby liczył, że zaraz powiem: zgadzam się. - Czy ty jesteś zazdrosny o dziecko własnego brata?

- Nie, oczywiście, że nie - powiedział i zaczął drapać się po brodzie. Jego gesty zbyt mocno go zdradzały. Znałam go doskonale.

- Michał... - powiedziałam łagodnie i wdrapałam się na schody. - Na dziecko przyjdzie czas. Musimy być oboje na nie zdecydowani. Nie możemy działać pod wpływem chwili i emocji. Tak się nie da.

- Nie chcesz mieć dziecka ze mną?

- Chcę! - Zapewniłam go. - Ale nie jestem pewna, czy będę dobrą mamą, czy się nadaję na nią. Pozwól mi jeszcze na bycie sobą, nie chcę brać odpowiedzialności za maleństwo. Proszę cię, nie decyduj za mnie. - Pocałowałam go łagodnie. - Chodźmy spać, jest późno.

- Masz rację, jest późno.

Myślałam, że przyzna mi rację w sprawie dziecka, ale tak się nie stało.

Każdy z nas wziął szybki prysznic, a potem położyliśmy się do łóżka. Michał zasnął od razu, jednak ja nie mogłam usnąć. Nie rzucałam się po łóżku, po prostu patrzyłam w sufit i myślałam o słowach, które padły z ust Michała.

Wiedziałam, że wypił trochę alkoholu i miałam wrażenie, że właśnie to rozwiązało jego język. W tej chwili zastanawiałam się, czy Michał był ze mną szczęśliwy.

A może Beza miała mi zasugerować to, co dzisiaj powiedział Michał? Może to był test na macierzyństwo?

Uwielbiałam Bezę, ale dziecko... To zupełnie inny obowiązek.