Ścinkowe opowieści - Barbara Kosmowska

Kup ebooka

47.99 zł
39.83 zł (31,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Na tropie szczęścia?

Witajcie w naszej rodzinie

Ten przystojny, kolorowy i niezwykle słodki królik, to właśnie ja, wasz Ścinek!

Myślę, że każdy królik to taki mały król. Wprawdzie bez korony i berła, ale po co pluszakowi królewskie klejnoty? Co innego, gdybym urodził się sroką. Pewnie chciałbym nosić różne świecidełka.

Mistrz Antoni Filc zamierzał uczynić mnie nieskazitelnie białym królikiem. Jednak w naszej pracowni krawieckiej nie może zmarnować się nawet centymetr bezcennego pluszu. Kiedy więc na stole zostały skrawki materiałów po mojej pluszowej poprzedniczce, Mistrz uznał, że są idealne, aby z nich stworzyć mnie, kolorowego Ścinka. Innego niż wszystkie króliki.

- Bycie innym nie oznacza bycia gorszym - szepnął, gdy po raz pierwszy spojrzał w moje oczy zrobione z błyszczących paciorków. - Oznacza tylko, że jesteś jedyny w swoim rodzaju.

Gdy już wszyscy pojawiliśmy się na świecie, zabawkarz nie ukrywał zachwytu.

- Dzieło skończone! - szepnął. - Najwyższy czas, aby dzieci was poznały i pokochały z całych sił.

- Dzieci? - wykrzyknęliśmy jednocześnie. Z lekkim przerażeniem.

- Właśnie tak - przytaknął stary krawiec. - Nie znajdziecie lepszych przyjaciół! To dzieci powierzą wam swoje sekrety, będą was tulić i kochać - rozmarzył się, głaszcząc nas po pluszowych grzbietach i piórach.

- Ale ja nie wiem, czy chcę takiej przyjaźni - fuknął najeżony jeż Zwierz. - Martwię się o moje piękne kolce! Jeśli, na przykład, zapragną je wyrywać?

- Twoje kolce są bezpieczne - uspokoił jeża Zwierza Mistrz Filc. - Jesteś wyjątkowym, czarnym jeżem Zwierzem, tylko przestań się tak jeżyć!

Jadzia, dość osowiała sowa, też nastroszyła pluszowe pióra.

- Że co? Mam być czyjąś poduszką? Ktoś mnie będzie tarmosił? Przygniatał i obśliniał? Nie życzę sobie żadnego przytulania! - Tupnęła nogą z potężnymi szponami.

- Nie wiadomo, czy będziesz przytulana - odrzekł Mistrz. - Być może przeleżysz wiele nocy w kartonie z zabawkami, które nie są do tulenia. I nigdy się nie dowiesz, jak to jest zasypiać w objęciach dzieci - powiedział Mistrz przekornie.

- Hmm. - Jadzia mocno się zasępiła. - W rzeczy samej, nie mam o tym pojęcia - mruknęła. - A na karton absolutnie nie wyrażam zgody! Ostatecznie mogę spróbować z tym przytulaniem - dodała pokojowo i zajęła się porządkowaniem swej nastroszonej grzywki.

- Jeśli chodzi o mnie, to tak, tak, tak! Uwielbiam i kartony, i przytulanie! - miauknęła kotka Kluska. - Nadaję się do tego idealnie. - Wyprężyła swój rudy grzbiet. - Wolę jednak, aby to mnie pieszczono i przytulano. W końcu jestem najpiękniejsza, najbardziej miękka i najładniej mruczę do snu.

- Jaka tam najpiękniejsza! - obruszyła się sowa. - A mruczeć każdy potrafi, nawet ja! - Klasnęła skrzydłami, po czym głośno wyrzuciła z siebie złowrogie "hu, hu".

Aż wszystkim ścierpła pluszowa skóra.

- To nie jest mruczenie! - oburzyła się Kluska. - To pohukiwanie! Potrafisz nas przerazić, kiedy wrzeszczysz, skrzeczysz, kwilisz albo syczysz!

- Umiem też szczekać i miauczeć! - pochwaliła się sowa. Na szczęście nie zdążyła szczeknąć i miauknąć, bo przerwał jej Pan Pieseł oburzony tymi przechwałkami.

- Spokojnie, moja panno! - zawarczał. - Jesteś tylko wyszczekana, co nie oznacza, że potrafisz szczekać! Trzeba też wiedzieć, kiedy szczekać, a kiedy milczeć - dodał tonem mędrca. - Ja odzywam się głośno tylko w sytuacjach alarmowych, aby ostrzec przed niebezpieczeństwem. Na przykład przed zarozumiałą sową - dokończył złośliwie, podwijając niebieski ogon. Bo z jakichś powodów Mistrz Filc uszył Pana Pieseła z błękitnego pluszu.

- A ty, mój Ścinku - zwrócił się do mnie Mistrz Antoni. - Czy jesteś gotowy wyruszyć z pracowni? Poznać nowych przyjaciół i zamieszkać z dziećmi?

- Jestem gotowy - szepnąłem nieco drżącym głosem, bo nie należę do odważnych zabawek. Nic dziwnego! Wyglądam dziwacznie w tym kolorowym futrze. Pamiętam, jak mnie przywitały inne pluszaki, i zapewniam was, nie było to miłe.

Kiedy Mistrz Antoni oderwał ostatnią nitkę od mojego ogona i postawił na półce wśród pozostałych zabawek, usłyszałem ich zbiorowy śmiech.

- Co za pstrokacizna! - wykrzywiały pluszowe dzioby, mordki i pyszczki.

- Masz, nasz bracie, łatę na łacie! - dokuczały.

- Podobny do nikogo! - parskały śmiechem.

Nie pozwoliłem im dłużej z siebie kpić.

- O co wam chodzi? - zapytałem zdumiony. - Przecież każda moja łatka jest urocza jak wy! Mam piękny sowi ogonek, niebieską plamę na grzbiecie, więc z grzbietu przypominam Pana Pieseła. Dostały mi się rude łapy sprytnej kotki Kluski. No i czarne uszy! Wprawdzie nie są kolczaste, ale czynią mnie nieco podobnym do jeża Zwierza.

- Racja - przyznał nieco speszony jeż Zwierz.

- Niby tak - zgodziła się sowa Jadźka, zachwycona moim szarym ogonem.

- Co tu dużo mówić. Rude łapy są najlepsze - oceniła Kluska.

Poczułem wielką ulgę. Zrozumiałem, że choć ze mnie dziwak, właśnie zostałem przyjęty do pluszowej rodziny.