- DOROTA
Rano zbudził mnie Robert z niespodziewaną wizytą. Szukał Kamili, a ja nie potrafiłam mu pomóc. Całkowicie zaspana wróciłam do łóżka, w którym leżał Sebastian. O dziewiątej zadzwonił budzik i odkryłam, że jestem sama. Przygotowałam sobie kubek mocnej herbaty i zajęłam się poranną rutyną. Sebastian musiał wyjść międzyczasie. Byłam mu wdzięczna, że nie został do rana i uniknęliśmy łóżkowych niezręcznych rozmów. Nie bardzo wiedziałam jak do tego doszło. Wczoraj, kiedy do mnie przyszedł naprawdę byłam na niego zła. Wkurzył mnie swoją powierzchowną oceną mojej osoby. Nie byłam rozpieszczoną panienką. Rodzice nie dawali mi kasy ani na mieszkanie, ani na ubrania. Na wszystko zarabiałam sama. On nic o mnie nie wiedział. Nie wiem jakim cudem wczorajsze rozgniewanie zmieniło się w wybuch namiętności. To było naprawdę udane zbliżenie. Sebastian zaskoczył mnie, kiedy w tak wspaniały sposób zajął się mną, a jeszcze bardziej zaskoczył mnie, kiedy tak po prostu wyszedł. Miałam go za niedojrzałego cwaniaczka, a wczoraj zachował się jak mężczyzna. Oboje nie potrzebowaliśmy tego typu komplikacji w naszym życiu. Miałam nadzieję, że dla niego to było jasne. Usiadłam w kuchni przy swojej herbacie i sięgnęłam po telefon. Napisałam krótką wiadomość do Kamili, o którą zaczynałam się już porządnie martwić. Spojrzałam na SMS od Wiktora, który musiał przyjść w nocy. Pisał to co poprzednio, że za mną tęskni, że myśli o nas i abym mu dała szansę. Nie zamierzałam odpisywać. Wiedziałam, że odezwanie się do niego spowoduje tylko, że będzie pisał więcej i częściej. Liczyłam na to, że zrozumie aluzje w postaci mojego milczenia. Wypiłam herbatę, wybrałam się na zakupy do pobliskiego supermarketu. Trochę mi zeszło na spacerowaniu pomiędzy półkami, ale przecież nie miałam nic innego do roboty. Po powrocie do mieszkania zrobiłam zapiekankę ziemniaczaną, aby mieć co jeść przez kilka kolejnych dni. Przed piętnastą wyszłam z mieszkania i poszłam do pracy. Miałam mieć wolne, ale Szymek napisał, że zagra dziś jakiś zespół i będę potrzebna. Można powiedzieć, że w taki sposób mijał mi każdy kolejny dzień. Pub był całkowicie pusty, przy barze siedział samotnie Szymek.
- Hej przystojniaku - powiedziałam i podeszłam do niego. Uśmiechnął się do mnie szeroko.
- Cześć - powiedział. Pochyliłam się i cmoknęłam go w policzek.
- Jak się trzymasz?
- Dobrze. Szykuję pokój dla Marysi. Kiedy wróci będzie miała niespodziankę. Liliana dzwoniła. Są już po pierwszej terapii - opowiedział. Pogładziłam go po ramieniu i przeszłam za bar. Zaczynałam sama, a chłopcy mieli przyjść później. Nim pojawili się pierwsi goście zajęłam się sprzątaniem sceny. Przetarłam też stoliki, powycierałam kufle i przyniosłam z zaplecza kilka butelek whisky. Zaczęli się pojawiać klienci i na sali zrobiło się gwarno. Najpierw zjawił się Bartek w wyjątkowo dobrym humorze i wziął się za pracę nucąc coś pod nosem. Szymek zawinął się na górę, kiedy zrobiło się naprawdę tłoczno i wtedy pojawił się Sebastian.
- Przyniesiesz beczkę z piwem - zagadnął go Bartek na wejściu. Chłopak skierował się na zaplecze, a ja ruszyłam za nim. I tak miałam iść po paluszki i orzeszki, a przy okazji musiałam choć przez chwile zostać z nim sam na sam.
- Pomóc ci? - zagadnęłam zwyczajnie. Spojrzał na mnie pytająco.
- Nie ma potrzeby - odpowiedział i wyciągnął metalową beczkę z piwem. Beczki nie były zbyt ciężkie, bo mieściło się w nich po dziesięć litrów, więc Sebastian bez większych problemów podniósł jedną. Nadal stałam przy drzwiach magazynu i przytrzymałam mu drzwi, kiedy wyszedł. Sama nie wiedziałam czego się powinnam spodziewać. Sebastian nie zachowywał się inaczej niż zwykle. To ja panikowałam i to niepotrzebnie. Podeszłam do półek i wyciągnęłam kilka opakowań przekąsek. Sebastian wrócił po minucie po drugą beczkę.
- Wszystko jest ok? - zagadnęłam go wprost. Przystanął mijając mnie i uśmiechnął się szeroko.
- Oczywiście, że tak.
- Wczoraj... - zaczęłam niepewnie. Sebastian oparł się o regał i teraz górował nade mną. Poczułam się przy nim taka mała i bezbronna. Zwykle nie czułam się tak przy mężczyznach. Nie onieśmielali mnie.
- Myślałem, że wczoraj było taką jednorazową akcją - powiedział spokojnie.
- Tak. Tak właśnie było - zapewniłam go.
- Czyli dziś zapominamy o wszystkim i jest tak jak było. Nadal się nie lubimy - dodał, a na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Naprawdę ładnie się uśmiechał.
- To nie tak, że ja cię nie lubię - powiedziałam i dałam mu delikatnego kuksańca w bok. Zaśmiał się głośno.
- Ja też cię lubię Dorota, ale bez obaw to co się stało wczoraj zostanie między nami i nigdy się nie powtórzy. Chyba, że będziesz chciała - powiedział po czym odszedł i podniósł kolejną beczkę.
- Nie będę - zapewniłam. Sebastian mrugnął do mnie zawadiacko po czym wyszedł. Poszłam za nim i wróciłam do pracy. Było jak zawsze w weekend. Pub tętnił życiem, a my uwijaliśmy się jak szaleni, aby wszystkich obsłużyć. Dopiero po dziesiątej miałam okazje usiąść i odetchnąć. Sebastian stał przy loży na wprost baru. Grupka, która tam siedziała pojawiła się już kilka godzin temu i zamawiali kolejną kolejkę piwa. Dwóch mężczyzn, osiłków prosto z siłowni. Niemal łyse głowy i szerokie bary. Mieli na sobie niemal identyczne stroje z jakimś logo. Przy nich cztery dziewczyny. Dwie wyglądały na starsze, a dwie całkiem młode. Długonoga blondynka z kucykiem właśnie pogładziła ramię Sebastiana i zaśmiała się z czegoś. Ewidentnie z nim flirtowała. Obserwowałam, jak ten rozmawia z nimi zbierając zamówienia.
- Nasz Casanova znowu w akcji - skwitował Bartek stając obok mnie.
- Jak zawsze - westchnęłam. Obserwowałam jak nasz kolega odchodzi od stolika a blondynka wodzi za nim wzrokiem i mówi coś do koleżanek. Sebastian wszedł za bar i podszedł do kranu z piwem.
- Ale z ciebie czaruś - zagadnął go Bartek.
- Nie robię tego specjalnie. To mój wrodzony urok osobisty - powiedział z uśmieszkiem.
- Co za skromność - zaśmiałam się. Sebastian spojrzał na mnie pytająco.
- Nie bądź zazdrosna.
- Jestem - powiedziałam. Uśmiechnął się szeroko. Wiedział, że się z nim droczę.
- Blondynka jest gorąca - skwitował Bartek. Sebastian napełnił kolejny kufel piwem i odstawił go na tacę.
- Gorąca i chętna. Ciekawe jak byś sobie poradził z laską, która dla odmiany nie jest tobą zainteresowana i na twój widok nie zdejmuje majtek przez głowę - powiedziałam z ironią w głosie.
- Brzmi jak wyzwanie - zaśmiał się Bartek i pochylił na ladę, aby lepiej słyszeć.
- Nie bawię się w takie coś.
- No daj spokój. Wyciągnij tylko numer telefonu, aby się umówić - zachęcił Bartek i spojrzał na stolik, który obsługiwał. Siedziała przy nim szczupła brunetka z warkoczykami. Całkowite przeciwieństwo napalonej blondynki. Wyglądała na młodszą i z całą pewnością była tutaj pierwszy raz.
- Ta z warkoczykami. Nie masz u niej szans - powiedziałam. Sebastian popatrzył na nią. Postawił ostatnie piwo i sięgnął pod ladę po sok.
- Nie jest w moim typie.
- Nie każe ci się z nią żenić. Wyciągnij tylko numer telefonu - powiedziałam. Sebastian popatrzył na nią, a potem na mnie i widziałam po jego minie, że przyjął wyzwanie. Bartek zaśmiał się, kiedy ten wrócił do stolika i zaczął stawiać na nim zamówienie. Sok był właśnie dla tej dziewczyny. Gdy stawiał go przed nim coś powiedział, a ona cała zarumieniona odpowiedziała. Blondynka nie odpuściła i zaczęła coś mówić, aby zwrócić na siebie jego uwagę, ale Sebastian nie spuszczał oczu z brunetki. Odszedł i przeszedł do kolejnego stolika, który obsługiwał, ale nie odpuszczał, posyłał dziewczynie czarujące spojrzenia, na które ona reagowała rumieńcem. Byłam pewna, że nie pójdzie mu z nią tak łatwo. Raczej wprowadzał ją w zakłopotanie niż czarował. Bartek wziął się za sprzątanie, więc i ja podniosłam tyłek i zajęłam się pracą. Pod koniec zmiany Sebastian tryumfalnie oznajmił, że jest z nią umówiony. Poklepałam go po ramieniu z aprobatą. Poszłam po swoje rzeczy na zaplecze, a on ruszył za mną.
- Dorota. Między nami naprawdę jest wszystko po staremu? - zapytał.
- Jasne. Posłuchaj młody. Nie jestem szukającą stałego związku laską. Chyba się wcale do tego nie nadaję. Było miło, ale to była jednorazowa akcja między nami i nie ma się co nad tym rozczulać - powiedziałam. Podeszłam i poklepałam go po ramieniu, a on patrzył na mnie podejrzliwie.
- Chciałem się tylko upewnić.
- Spoko. Jest dobrze. A teraz zmykam do domu - zapowiedziałam po czym wyszłam. Chłopcom pozostało jeszcze zmyć podłogę i zamknąć. Z racji, że przyszłam dziś wcześniej to mogłam wyjść przed sprzątaniem. Po uliczkach przy rynku krążyli jeszcze jacyś imprezowicze. Na ławce w parku, przez który przechodziłam spał jakiś typ. Wyciągnęłam telefon z torebki, aby sprawdzić czy Kamila mi odpisała, natomiast dostałam kolejne wyznania miłości od Wiktora. Zaczynałam się naprawdę martwić o przyjaciółkę. Prosiła by dać jej czas, że musi sobie to wszystko na spokojnie przemyśleć. Ale to była już lekka przesada, bo zaszyła się w domu rodzinnym i do nikogo nie odzywała. Kamila kochała Roberta od zawsze i mimo to, że nigdy mi o tym wprost nie mówiła to widziałam jak na niego patrzy. Nie dziwiłam się jej, bo Robert Adamczyk był jednym z najprzystojniejszych facetów jakich znałam. O ile ciche wzdychanie do niego nie było czymś niedozwolonym to wdanie się z nim w romans, kiedy on wziął ślub nie mieściło mi się w głowie. Współczułam jej bardzo, bo cierpiała, ale z drugiej strony zazdrościłam jej, bo kochała. Ja nigdy nie czułam smaku miłości. W moim życiu pojawiali się faceci, ale nigdy nie było to coś poważnego. W gimnazjum był Damian, przystojny, grał w kosza był popularny i pocałował mnie po szkolnej dyskotece. To był bardzo nieudany pocałunek, podczas którego kompletnie nie wiedziałam co mam zrobić i kiedy już liczyłam na więcej okazało się, że zaczął się spotykać z Izą. Wkurzona i przekonana o tym, że byłam kiepska w całowaniu postanowiłam nabrać doświadczenia. W tym pomógł mi Szymek. Nigdy nie byliśmy parą, ale nie przeszkadzało mi to, aby kilka razy zajść do jego pokoju obok garażu. Szymek miał wtedy wyjechać na studia i zrobił mi wielką przysługę spędzając ze mną noc. Był moim pierwszym mężczyzną. Potem pojawił się Jarek, byłam z nim na kilku randkach po których baraszkowaliśmy na tylnym siedzeniu samochodu jego ojca. Lubiłam go, ale bez wzajemności, bo okazało się, że w każdy piątek spotyka się z dziewczyną ze wsi obok. Na studniówkę poszłam z Patrykiem, z którym chodziłam do jednej klasy, podobał mi się szalenie, ale prócz balu i całkiem udanej nocy w hoteliku, nic więcej się między nami nie wydarzyło. Potem był Michał i Filip obaj poznani na wakacjach po zakończeniu szkoły. Przystojni, czarujący, ale jednorazowi. Już wtedy wiedziałam, że seks i miłość nie muszą iść ze sobą w parze, że mogę sypiać z facetami kompletnie nic do nich nie czując i czerpać z tego przyjemność. Kiedy pojechałam pracować do Niemiec był Wiktor. Sebastian był siódmym mężczyzną, z którym spałam. Czasem zastanawiałam się czy ta liczba oznaczała, że byłam puszczalska. Nie czułam się rozwiązłą kobietą. Znałam laski, które na każdej imprezie zaliczały faceta. Owszem lubiłam flirtować, ale nie każdy facet, do którego się uśmiechałam lądował między moimi nogami. Podobało mi się, kiedy mężczyźni się za mną oglądali, zagadywali mnie i próbowali zdobyć. Specjalnie ich kokietowałam nie raz z góry zakładając, że i tak nic z tego nie będzie. Czy było w tym coś złego? Chciałam się zakochać. Poczuć to coś, o czym mówiła Kamila i Szymek, ale nie potrafiłam. Czekałam na jakiś grom z jasnego nieba. Moment, w którym zobaczę tego jedynego i będę wiedziała, że to właśnie jest to. Liczyłam na to, że moje serce zabije mocniej, poczuje te motyle w brzuchu, stracę oddech z miłości. Coraz częściej docierało do mnie, że może to się nigdy nie wydarzy, że czekam bez sensu na coś wzniosłego a nie skupiam się na tym, że wokół mnie pojawiają się mili, ciekawi mężczyźni z którymi mogłabym spróbować być. Może byłam niepoprawną romantyczką? A może po prostu byłam głupia?