ROZDZIAŁ 5
Charlotte naciągnęła na głowę kominiarkę, włożyła rękawiczki, zabrała leżący na fotelu pasażera plecak i wysiadła z wozu. Przez ostatnie dziesięć minut siedziała w ciemnościach z wyłączonym sinikiem i zgaszonymi światłami, więc była pewna, że nikt jej nie zauważył. W tym czasie nie przejechał obok niej ani jeden samochód, nie zauważyła też przechodniów ani ludzi, którzy wyszli na spacer z psem. Minęła dwudziesta trzecia, ale w większości stojących w willowej dzielnicy domów nadal paliło się światło. Wcześniej zrobiła rundę po osiedlu, ale użyła do tego volkswagena caddy, który miał na bocznych drzwiach logo Domowej Opieki Medycznej. W czasie tego objazdu zatrzymała się koło latarni stojącej przed willą należącą do Oskara Levina, podeszła do niej i ją kopnęła. Latarnia zgasła. Listopad to odpowiedni miesiąc, jeśli ktoś chce się poruszać po takiej dzielnicy niezauważony. Szybko robi się ciemno i ludzie wolą siedzieć w domach niż chodzić po ulicach. Zaletą Stenhuggeriet - eleganckiej dzielnicy Halmstad, w której mieszkał Levin - było to, że wszystkie rozległe posesje, na których stały duże wille, otoczone były wysokimi murami.
Charlotte wstrzymała oddech i zaczęła nasłuchiwać, ale słyszała jedynie swój oddech. Puls jej gwałtownie skoczył, krew szybciej krążyła w żyłach. Dopiero teraz czuła, że żyje! Zabawa się zaczęła i Charlotte wiedziała, że to ona podejmuje decyzje. Jest dyrygentką, rozstrzyga o tym, kto zasługuje na śmierć, kogo trzeba ukarać, bo stawia się ponad innymi i wydaje mu się, że dzięki pieniądzom albo pozycji w społeczeństwie może kontrolować system. To, co planowała zrobić, przypominało jej zabawę w Pana Boga.
Levin nadal przebywał w swojej restauracji. Charlotte kazała obserwować to miejsce do czasu, aż sama wykona zadanie. Skulona podbiegła do kutej bramy prowadzącej do ogrodu Levina i ostrożnie nacisnęła klamkę. Bała się, że brama zaskrzypi, ale na szczęście zawiasy były naoliwione. Szybko zamknęła ją za sobą, przeszła przez ogród i stanęła przed drzwiami. Żeby włamać się do środka, użyła elektrycznego wytrycha. Urządzenie do uruchamiania i blokowania alarmu znajdowało się w przedpokoju, po lewej stronie. Wiedziała, że jeśli alarm nie zostanie wyłączony, uruchomi się pod dwóch minutach od wejścia do willi. Wykonała kilka niezbędnych czynności i system pokazał, że przechodzi na zasilanie z baterii. Ostrożnie poluzowała pokrywę i wstrzyknęła do środka kilka kropel kleju epoksydowego, żeby odciąć baterie od systemu. Światełko w centralce zgasło. Charlotte opuściła pokrywę na poprzednie miejsce i kilka razy głęboko westchnęła, żeby zapanować nad nerwami. Zaletą obowiązującej w Szwecji zasady otwartości jest to, że na każdym budynku znajduje się schemat, który można zeskanować i zapisać w pamięci telefonu. Wyjęła z tylnej kieszeni latarkę i podświetlając podłogę, poszła do gabinetu Levina. Nie miała zbyt wiele czasu. Jeśli prąd znów popłynie, centralka ponownie uruchomi system alarmowy.
Zdjęła plecak, wyjęła z niego laptopa i uruchomiła komputer Levina. Najpierw musiała ustalić jego adres IP, żeby na krótki czas przejąć uprawnienia administratora. Ten głupek nie miał nawet hasła zabezpieczającego. Weszła w menu, kliknęła w "System" i wybrała "Zdalne ustawienia". Potem weszła w "Panel kontrolny", kliknęła w "Zaporę sieciową" i postawiła krzyżyk na kratce ze słowem "Wyłącz". Otwarła swojego laptopa, weszła w menu "Start", wpisała numer IP przypisany do komputera Levina i nacisnęła funkcję "Połącz". Wszystko działało jak należy, ale jej dudniło w skroniach i cała była zlana potem. Zaschło jej w gardle, ale czuła się tak, jakby wokół niej unosiły się kłęby pary. Od tego momentu albo ona, albo ktoś z Sekcji M będzie mógł zdalnie zmieniać ustawienia w komputerze Levina. Uśmiechnęła się do siebie. Już wkrótce policja dowie się z historii logowania, że Levin szukał w internecie informacji o tym, jak zbudować bombę rurową.
Kiedy było po wszystkim, włożyła laptopa z powrotem do plecaka, wyłączyła komputer Levina i poszła na piętro, gdzie znajdowała się sypialnia. Weszła do przylegającej do pokoju łazienki, otworzyła szafkę i znowu się uśmiechnęła. Ludzie są jednak bardzo przewidywalni. W szafce po lewej stronie znalazła dużą golarkę, nożyki, płyn po goleniu i szklankę z niebieską szczoteczką do zębów. Po prawej stronie stała taka sama szklanka z różową szczoteczką. Na każdej z nich znajdowało się z pewnością mnóstwo odcisków palców. Zadowolona z siebie włożyła jedną ze szklanek do papierowej torebki i schowała ją do plecaka. Wyszła tą samą drogą, którą przyszła. Przy samochodzie kilka razy głęboko odetchnęła, żeby się odprężyć. Jutro będą ją trochę boleć mięśnie, jak po treningu.
Odjeżdżając spod willi, pomyślała o Petroviciu. Kiedy usłyszał, że będzie musiał wrócić do pracy w Sekcji M, był bardzo niezadowolony.
- Poinformowałem nasz dział personalny, że nie jestem zainteresowany - próbował argumentować. - Szukam innej pracy. Nie chcę wracać. Nigdy więcej. Zrobiłem swoje i wystarczy. Odpokutowałem wszystkie winy. Poszukaj sobie innego lokaja.
Charlotte podeszła do niego, położyła mu dłoń na rozporku i objęła go palcami. Nie za bardzo, ale na tyle mocno, żeby poczuł. Petrović próbował się uwolnić, więc mu to umożliwiła, chociaż czuła, że członek mu zesztywniał. Uśmiechnęła się i odparła:
- Nie chcę nikogo innego i w dziale personalnym dobrze o tym wiedzą. Nie dostaniesz nowego przydziału.
- W takim razie zostanę ochroniarzem albo siądę na kasie w sklepie.
- Powinieneś pomyśleć o swoich dzieciach. Pewnie mają króliczka i pieska? Byłoby im przykro, gdyby zwierzątkom stało się coś złego, prawda?
- Poradzą sobie bez zwierzątek. Ja też. Proszę cię, Charlotte... błagam. Pozwól mi odejść. Zatrudnij kogoś, kto będzie chciał tu pracować.
Charlotte nie przestawała się do niego uśmiechać.
- Jak ty sobie poradzisz bez żony i dzieci?
- O czym ty mówisz?
Charlotte wzruszyła ramionami.
- Naprawdę nie rozumiesz? Nie udawaj głupka. Dostaliśmy nowej zlecenie w Halmstad. Wszystko zaplanowałam i przygotowałam. Spotkamy się w naszym biurze w komendzie policji pojutrze o dziewiątej rano. Nie spóźnij się. Simon i Alba też przyjdą. Do tego czasu masz załatwić czerwone audi A5 sportback i kilka innych rzeczy. Dostaniesz listę ze szczegółowym spisem.
- A co z Norą i Carlem?
- Nora pracuje w Halmstad. Jak wiesz, do nas trafiła tylko na pewien czas. Aston wrócił do policji bezpieczeństwa. Jeśli będzie nam potrzebny śledczy i lekarz medycyny sądowej, na pewno kogoś znajdziemy, bo takich fachowców nie brakuje. Na szczęście tym nie musisz się martwić, sama się tym zajmę. Oboje byli w naszej sekcji tylko na pokaz, żeby otoczenie patrzyło na nas przychylnym wzrokiem. Legitymizowali naszą pracę, chociaż o tym nie wiedzieli.
- Jesteś pewna? Carl i Nora kwestionowali wiele rzeczy, które działy się w naszych śledztwach.
Charlotte westchnęła i rozłożyła ręce.
- Ale teraz już ich z nami nie ma. Od tej pory będziemy pracować według naszego, a właściwie mojego uznania.
Petrović obrzucił ją długim spojrzeniem i skinął zrezygnowany głową, ale Charlotte zdążyła zauważyć w jego oczach coś, co jej się nie spodobało. Było to coś w rodzaju ukrytego sprzeciwu, hardej przekory. Kiedyś to z niego wyciągnie.
Przejazd samochodem spod willi Levina do centrum Halmstad zajął jej niecały kwadrans. Zaparkowała, podeszła do samochodu, z którego Petrović obserwował restaurację Levina, i usiadła na miejscu pasażera.
- Co słychać? - spytała.
- Nic szczególnego. W termosie jest kawa. Wszystko załatwiłaś?
- Zgodnie z planem - odparła. Poziom adrenaliny znacznie opadł i chciało jej się pić. Skusiłaby się na cokolwiek, nawet lurowatą kawę. Nalała więc sobie do kubka czarnego napoju i wypiła kilka łyków.
- Levin jest w lokalu z trzema innymi osobami. Pewnie siedzą w jego chambre séparéé w piwnicy i żrą.
- Dobrze byłoby posłuchać, o czym rozmawiają, ale ich radosne życie i tak się wkrótce skończy.
Charlotte wyjęła telefon, odszukała w nim numer Simona i zadzwoniła. Bauer odebrał, jeszcze zanim wybrzmiał pierwszy sygnał.
- Wszystko pod kontrolą - oznajmił spokojnym tonem. - Nie miałem problemu z chwilowym odłączeniem systemu. Bomba jest już na miejscu.
- Świetnie - pochwaliła go Charlotte. Była naprawdę zadowolona. Wszystko poszło zgodnie z planem. Odwróciła się do Petrovicia.
- Wracam do siebie. Kiedy personel zamknie lokal i pójdzie do domu, wejdziesz tam z Simonem poszukać kluczy.
Charlotte wysiadła i poszła do swojego wozu. Zamierzała wrócić prosto do domu i położyć się spać, żeby wypocząć przed następnym dniem, ale nie mogła się powstrzymać i najpierw pojechała na Muraregatan.
Ulice były niemal puste. Silne podmuchy wiatru sprawiały, że rzęsisty deszcz coraz mocniej uderzał o szybę samochodu. Wycieraczki pracowały monotonnie, więc Charlotte włączyła radio, żeby nie słyszeć ich jednostajnego ruchu. Kilka minut później jej oczom ukazała się ceglana ściana wielorodzinnego domu z lat siedemdziesiątych. Co za paskudztwo! Zatrzymała samochód i wyłączyła silnik. W oknie na drugim piętrze paliło się światło. Dwupokojowe mieszkanie należało do Nory. Niedawno je kupiła.
Przez pewien czas czekała z nadzieją, że ją zobaczy, ale po dwudziestu minutach zrezygnowała i ruszyła do Göteborga. Przez całą drogę powrotną myślała o Wallinie. Czuła, jak ogarnia ją coraz większa radość. Kiedyś to on wszystkim kierował, teraz jego rolę przejęła ona. Próbował się jej pozbyć, ale ona nigdy mu nie odpuści. Wie, kto pociągał za sznurki, i teraz to on będzie tańczył, jak mu zagra.