ROZDZIAŁ 4
Claes Brobacke zaparkował przed siedzibą urzędu wojewódzkiego przy ulicy Slottsgatan. Poprawił krawat, zerknął na zegarek i wysiadł z samochodu. Przez chwilę przyglądał się brzydkiemu, dwukondygnacyjnemu budynkowi z brązowej cegły, który jego zdaniem przynosił wstyd całemu miastu. Budynek stał wciśnięty między siedemnastowieczny zamek a pochodzący z piętnastego wieku kościół pod wezwaniem Świętego Mikołaja. Brobacke doszedł do wniosku, że władze Halmstadu powinny wyburzyć tego potworka i zbudować na tym miejscu coś, co wpisze się w krajobraz miasta. Nawet ustawione we wszystkich oknach świeczniki adwentowe nie były w stanie dodać budynkowi urody.
Na schodach przed wejściem spotkał radną ?sę Ericson i naczelnika Wydziału Ochrony Środowiska, Olę Ljungberga. Oboje przywitali się z nim i zaprowadzili go do sali konferencyjnej, w której czekał już Ulf Ludvigsson, szef działu administracji Wydziału Ochrony Środowiska, i radny Tobias Wikström, dobry przyjaciel Claesa. Serdecznie się przywitali i zajęli miejsca przy stole konferencyjnym, na którym stały termosy z kawą i leżały talerze z kanapkami.
- Witaj, Claes - zaczął Wikström, patrząc na pozostałe osoby siedzące przy stole. - Chcemy cię zapewnić, że bardzo doceniamy twoją inicjatywę.
Pozostałe osoby skinęły głowami na potwierdzenie, że zgadzają się z jego słowami. Tylko Ericson zrobiła taką minę, jakby to, co zrobił Brobacke, nie wywarło na niej żadnego wrażenia.
- Urząd Miasta i Gminy spełnia swoje zadania tylko wtedy, gdy ściśle współpracuje z przedsiębiorcami - kontynuował Wikström. Zrobił poważną minę i powiódł wzrokiem po pozostałych. - Jak zdążyłem się zorientować, propozycja Claesa należy do tych, na których zyskują wszystkie strony - stwierdził. Rozłożył swojego laptopa, przesunął okulary na czubek nosa i kilka razy stuknął w klawiaturę. Chwilę później na ściennym ekranie wyświetliło się wykonane z drona zdjęcie plaży w Steninge. - Grunty, o których mowa, mam na myśli tereny skażone odpadami pochodzącymi z działającej tam sto lat temu huty szkła, ograniczają się właściwie do jednego terenu - wyjaśnił. Sięgnął po pilota z laserowym wskaźnikiem i na ekranie pojawił się czerwony punkt, który zaczął się przemieszczać z miejsca na miejsce. - Teraz twoja kolej, Ola. Przedstaw nam wyniki analizy pobranych na miejscu próbek.
Brobacke uważał Ljungberga - jednego z entuzjastów zielonej fali - za mięczaka. Ljungberg, który tego dnia ubrany był w koszulę i bojówki, praktycznie całym dniami przesiadywał w biurze. Był tak chudy i blady, że na pewno stosował dietę wegetariańską, a może nawet wegańską. Brobacke doszedł do wniosku, że tak wygląda ktoś, kto żywi się samymi warzywami. Tacy jak Ljungberg pewnie nigdy się nie zastanawiają, co by było, gdyby nagle zaprzestać produkcji nabiału i mięsa. Skąd braliby do tych swoich upraw nawozy naturalne? Pozyskiwaliby je z marchewki i sałaty? Bo przecież sztucznych nawozów też nie stosują?
Ljungberg chrząknął ostrożnie.
- To bardzo nudny raport pełen równie nudnych danych z analizy próbek, które pobraliśmy ubiegłego lata. Państwowa Inspekcja Pracy stwierdza w swojej ekspertyzie, że skażenia pozostałe po działalności huty w Steninge, te wszystkie osady i resztki szkła, znacznie przewyższają normy dopuszczalne dla użytkowania ziemi. Chodzi tu głównie o arszenik, ołów i rtęć. Zanotowano też wysoki poziom policyklicznych węglowodorów aromatycznych. Wniosek z tego taki, że przebywanie na tym terenie stwarza zagrożenie dla zdrowia. Należy więc podjąć konkretne działania, i to natychmiast. Jeśli tego nie zrobimy, będziemy musieli zamknąć nie tylko plażę, wydmy i kąpieliska, ale także cały teren porośnięty drzewami i młodniakiem, który rozciąga się między letnią willą a kawiarnią przy plaży. Właściwie trzeba będzie zamknąć całą plażę, a ściślej mówiąc teren rozciągający się między kawiarnią w północnej części plaży a restauracją w jej części południowej.
- To zła wiadomość - stwierdził Brobacke. - Na szczęście moja firma, CLB Bygg & Anläggning, może zaproponować pewne rozwiązanie. Jak już wspomniałem, gotowi jesteśmy pokryć koszty usunięcia szkodliwych osadów z całego terenu. Możemy zacząć natychmiast, żeby wydmy, tereny zielone i grunt w okolicach kawiarni przy plaży mogły się znowu odrodzić. Dzięki temu już następnego lata będą mogły być znowu użytkowane bez ryzyka utraty zdrowia.
Ericson podniosła rękę i zabrała głos:
- Koszty i tak poniesie państwo, chociaż obowiązek usunięcia zanieczyszczeń spadnie na gminę Halmstad. Taką informację przekazano mi w urzędzie wojewódzkim.
Brobacke kontynuował wypowiedź.
- Nie mam zamiaru was pouczać, co macie robić, ale prawda jest taka, że nasze państwo przeznaczyło na liczne projekty związane z usuwaniem takich skażeń i zanieczyszczeń na terenie całego kraju zaledwie kilka milionów koron. Żeby wystąpić o te środki, potrzeba kilku miesięcy. Potem będziecie musieli poczekać na decyzję o ich przyznaniu i wykonać ekspertyzy, które stwierdzą, ile piachu i ziemi należy stąd wywieźć i oczyścić. Najgorsze jest to, że wszystkie prace związane z oczyszczeniem terenu muszą się odbyć w ramach przetargu zgodnie z ustawą o zamówieniach publicznych. Takie procedury pochłaniają mnóstwo czasu. Mówimy o przynajmniej trzyletnim okresie, chociaż najprawdopodobniej potrwa to pięć lat. Jak myślicie, czy mieszkańcom Steninge się to spodoba? A co z turystami? Czym się to skończy dla małżeństwa, które prowadzi kawiarnię i restaurację? Co ze schroniskami turystycznymi? Nie wspomnę o tym, że ceny domów polecą na łeb na szyję.
Ericson zacisnęła zęby i wycedziła:
- Rozumiemy, o czym pan mówi, ale musimy działać w granicach prawa.
Pieprzona biurokratka - pomyślał Brobacke, ale zmusił się do uśmiechu. Baby powinny się zajmować czymś innym niż podejmowanie decyzji. Oczywiście z wyjątkiem Louise. Z facetami łatwiej się dogadać, bo potrafią się koncentrować na sprawach ważnych i nie czepiają się szczegółów. Dzięki jego ofercie gmina i państwo zaoszczędzą mnóstwo pieniędzy.
- Obliczyłem, że w sumie będzie to kosztować od siedemnastu do dwudziestu milionów koron, a może nawet więcej - powiedział i zrobił pauzę, żeby wysokość tej kwoty wywarła na wszystkich większe wrażenie i utrwaliła im się w pamięci. Puknął palcami w blat stołu i ciągnął: - Wszystko zależy od tego, jaka jest zawartość PAH w gruncie. Pobrane z ziemi próbki są niewystarczające. W raporcie czytamy na przykład, że w ziemi zakopano resztki materiałów zawierających kreozot, ponieważ wszystkie budynki stały na piasku, a kreozot dodawany do drewna przedłużał jego żywotność. Moja propozycja oznacza, że wasza gmina nie wyda ani jednej korony. W zamian proszę o przekazanie mi kilku działek.
Wikström uniósł palec.
- Nie możemy debatować nad tym raportem dłużej niż dwa dni, bo potem będziemy musieli opublikować jego treść i poinformować opinię publiczną. Wszyscy chyba wiedzą, co to oznacza. Ludzie nas rozszarpią, zaczną wymagać od urzędników i radnych rozwiązania problemu. Nikomu, powtarzam: nikomu nie spodoba się to, że cała procedura będzie trwać od trzech do pięciu lat. Jestem więc za tym, żeby przyjąć propozycję Claesa, bo pozwoli nam to oczyścić plażę i okoliczne tereny, zanim zacznie się lato. Dzięki temu nasi restauratorzy, stali mieszkańcy i turyści ucierpią na tym w minimalnym stopniu. Co państwo na to?
Ludvigsson popatrzył na Ljungberga, który skinął głową.
- Ja i Ola już o tym rozmawialiśmy i obaj jesteśmy za przyjęciem oferty. Uważamy, że oczyszczanie terenu powinno się zacząć jak najszybciej.
- Dziękuję - skomentował jego słowa Wikström, który nie mógł powstrzymać uśmiechu. - Zgadzam się z waszą opinią. ?sa, jakie jest twoje zdanie na ten temat?
Ericson obróciła się na krześle, popatrzyła w okno i dopiero po dłuższej chwili odpowiedziała na pytanie:
- Myślę, że gmina mogłaby przekazać w zamian grunty położone w Skedali, Klastorpie albo Flygstaden.
Brobacke uśmiechnął się do niej i odparł:
- To piękne tereny, ale nie jestem zainteresowany.
- Może pan jednak przemyśli tę propozycję? Kiedy opinia publiczna dowie się, jakie tereny dostał pan w zamian za złożoną ofertę, sytuacja może się zrobić... hm... jak by to powiedzieć... niepokojąca.
Brobacke pozbierał ze stołu swoje papiery, włożył je do aktówki i wstał.
- W takim razie dziękuję państwu za to, że mogłem przedstawić moją ofertę, ale pozostanę przy tym, co powiedziałem. Rozumiem, że chcielibyście przedyskutować moją propozycję we własnym gronie. Chyba błędnie zrozumiałem cel tego spotkania. Myślałem, że podpiszemy umowę, ale jeśli...
- Ależ, Claes - przerwał mu zdecydowanym tonem Wikström. - Bądź tak miły i usiądź. ?sa, rozmawialiśmy o tej sprawie wczoraj i wszyscy zgodziliśmy się podpisać papiery. Już nie pamiętasz?
Brobacke z trudem zachowywał powagę. Wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak przewidywali razem z Wikströmem. Obserwował, jak Ericson walczy ze sobą. Urzędniczka siedziała na krześle sztywno, jakby kij połknęła, miała rozbiegany wzrok i ściągnięte usta. W końcu skinęła głową.
- Zgoda. Ja też podpiszę.