ROZDZIAŁ 7
Na parkingu przed wejściem do dwukondygnacyjnego budynku stały dwa nieoznakowane radiowozy. Mimo to Nora od razy je rozpoznała. Zaparkowała na ulicy przed domem, w którym na parterze mieścił się zakład malarski, i czekała. Nigdzie nie zauważyła niebieskobiałej taśmy, co oznaczało, że policja nie zabezpieczyła terenu. Nic też nie wskazywało na obecność innych funkcjonariuszy. Domyśliła się, że sprawę zabójstwa postanowiono utrzymać w tajemnicy dopóty, dopóki będzie to możliwe. Kilka minut po jej przyjeździe na miejscu zjawił się autobus należący do Sekcji M. Miał przyciemnione szyby, anteny i zamontowany na dachu system klimatyzacyjny. Jego wygląd zawsze wzbudzał zainteresowanie przechodniów. Nora odczekała, aż Simon zaparkuje, i dopiero wtedy wysiadła z samochodu. Podeszła do autobusu, drzwi otworzyły się z sykiem.
W tym samym momencie usłyszała za sobą trzaśnięcie drzwi i w jej kierunku zdecydowanym krokiem ruszył mężczyzna. Ubrany był w dżinsy, zimowe buty i gruby płaszcz. Nora od razu go poznała. Nie uszło jej uwagi, że i on ją poznał, bo spojrzał na nią zdumionym wzrokiem.
- Nie wolno ci tu parkować - powiedział.
- Owszem, wolno - usłyszała głos Petrovicia. Jej szef wysiadł z autobusu, podszedł do nich i się wylegitymował. - Nazywam się Luka Petrović i jestem szefem Sekcji M. To my przejęliśmy śledztwo w sprawie zabójstwa Sachsa. Czy mógłby pan poinformować pozostałe osoby, że już jesteśmy?
Policjant mruknął coś pod nosem przez zaciśnięte zęby. Petrović zerknął na Norę i wymownym ruchem głowy wskazał jej drzwi autobusu. Oboje weszli do środka i drzwi od razu się zamknęły.
- Witaj - powiedział Petrović, wskazując jej wolne miejsce na kanapie obok Charlotte.
Nora zdjęła kurtkę i usiadła naprzeciwko Alby, Carla i Simona. Cała trójka miała napięty wyraz twarzy. Petrović stał obok stołu.
- Dzięki - odparła Nora i skinęła wszystkim głową.
- W drodze do Katrineholm zdążyliśmy omówić kilka spraw, ale przed spotkaniem z miejscową policją streszczę ci pokrótce wyniki naszej dyskusji. Znasz tych ludzi, bo wcześniej tu pracowałaś. Mam nadzieję, że nie spotkają nas z tego powodu jakieś trudności.
Nora spojrzała Petroviciowi w oczy i dostrzegła w nich nutkę sarkazmu. Wzruszyła ramionami.
- Na pewno nie z mojego powodu - odparła. Nie było sensu wyjaśniać, że spośród osób, z którymi pracowała kiedyś w wydziale zabójstw, nikt już nie pozostał. Ulrik nie żył, Kristian przebywał podobno za granicą, a ona od pewnego czasu pracuje w Sekcji M, bo z Katrineholmu postanowiono się jej pozbyć.
Aston zaczął bębnić niecierpliwie palcami po stole.
- Przejdźmy do rzeczy. W mieszkaniu czekają na nas zwłoki. Tracimy czas.
Petrović zmrużył oczy i zacisnął wargi. Nora spodziewała się, że przygwoździ Astona jakimś miażdżącym komentarzem, ale Petrović odwrócił się i spojrzał na nią.
- Ofiara nazywa się Nils Sachs - zaczął. Na ekranie pojawiło się zdjęcie paszportowe przedstawiające twarz mężczyzny po sześćdziesiątce. - Sachs był lekarzem medycyny sądowej, prowadził badania naukowe i od ponad trzydziestu lat pracował w szpitalu imienia Kullberga w Katrineholmie. Czy wiesz, o kim mówię?
- Tak - odparła Nora. - Zetknęłam się z nim przy okazji kilku śledztw.
- Jaki był? - spytała Charlotte.
- Nie znałam go prywatnie, bo utrzymywaliśmy jedynie kontakty zawodowe. Pamiętam jednak, że był cichy i spokojny, cieszył się powszechnym autorytetem i nikt nie kwestionował jego opinii.
Charlotte skinęła głową.
- Ustaliliśmy, że nie był żonaty i nie miał dzieci. Jak myślisz, dlaczego?
- Podobno był homoseksualistą, ale nie mam na to dowodów. W każdym razie takie krążyły plotki. - Nora zawahała się i uśmiechnęła przepraszająco. - Jak wiecie, w każdej komendzie policji zawsze krążą jakieś plotki.
- Okej - zakończył tę część dyskusji Petrović. Ekran, na którym wyświetlone było zdjęcie Sachsa, zgasł. - Chodźmy do mieszkania zobaczyć, jak tam jest. Podobno widok, jaki nas tam czeka, nie jest zbyt przyjemny. Nora nigdy nie widziała ofiary zabójstwa która wyglądałaby "przyjemnie", ale zachowała to spostrzeżenie dla siebie. Spojrzała Charlotte w oczy i domyśliła się, że chodziło jej po głowie to samo. Uśmiechnęły się do siebie w milczącym porozumieniu.
- Uważam, że powinniśmy pójść tam wszyscy, bo tylko w ten sposób wyrobimy sobie jakiś pogląd - zaproponował Petrović. - Potem zdecydujemy, co dalej.
W tym momencie zadzwonił jego telefon. Petrović spojrzał na wyświetlacz, odebrał i się przedstawił.
- Wszystko w porządku - mruknął dwa razy, po czym rozłączył się i włożył telefon z powrotem do kieszeni marynarki. - W komendzie czekają na nas policjanci z patrolu, którzy jako pierwsi zjawili się na miejscu zdarzenia. Porozmawiamy z nimi później. A teraz już chodźmy.
Przed drzwiami mieszkania stali dwaj funkcjonariusze. Nora poznała ich i skinęła im głową, ale obaj udali, że jej nie widzą. Mimo to była pewna, że oni też ją poznali.
- Nie będziecie nam już potrzebni - powiedział do nich Petrović.
- Otrzymaliśmy rozkaz, żeby pilnować domu i wejścia do mieszkania.
- Możecie to robić gdzie indziej, zamiast tłoczyć się tu z nami.
Nora uśmiechnęła się w myślach. To był ten sam Petrović, jakiego znała. Zarozumiały i niekulturalny wobec innych. W tej sytuacji jakoś jej to nie przeszkadzało. Jej dawni koledzy dostali lekcję, która powinna ich oduczyć niegrzecznego zachowania.
Alba rozdała wszystkim kombinezony ochronne oraz osłony na buty i kazała im czekać. Do mieszkania weszła jako pierwsza w towarzystwie Carla. Kiedy otworzyła drzwi, z wnętrza uderzył ją nieprzyjemny zapach. Cisza panująca na klatce schodowej była prawie namacalna.
Po długim czasie Alba wyszła na korytarz.
- Możecie wejść - powiedziała i odsunęła się na bok, robiąc przejście. W przedpokoju poczuli ciepły, metaliczny, duszący zapach. Nora domyśliła się, że to krew i być może ekskrementy lub wnętrzności. Zastanawiała się, jaki widok tu zastaną i co zobaczą.
Alba sprawdziła, czy wszyscy naciągnęli kaptury kombinezonów głęboko na czoło i czy w prawidłowy sposób włożyli osłony na buty. Bijący z wnętrza mieszkania smród był coraz bardziej intensywny, temperatura sięgała przynajmniej trzydziestu stopni. Nora przełknęła ślinę. Zrobiło jej się niedobrze, żałowała, że nie wzięła zatyczek do nosa.
- Leży na podłodze w dużym pokoju - poinformowała Alba. - Idźcie za mną i niczego nie dotykajcie.
Widok, który ukazał się ich oczom, był dużo gorszy, niż Nora się spodziewała.
Sachs leżał na plecach na podłodze z rękami wyciągniętymi wzdłuż ciała. Był prawie całkiem nagi, miał na sobie tylko czarne bokserki. Z miejsca, gdzie powinien być brzuch, zionęła wielka dziura, jakby ktoś wlał tam żrący kwas. W usta mężczyzna miał wciśnięty pomarańczowy lejek, z oczu pozostały dwa oczodoły, brakowało dużego fragmentu brody i sporego fragmentu gardła. Wszystko było przeżarte kwasem. Nora nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziała. Pomyślała, że sprawcą musiał być jakiś szaleniec. Nie mogła oderwać oczu od zwłok. Zebrało jej się na wymioty, ale przełknęła ślinę i zaczęła oddychać przez usta. Aston, który w ich ekipie pełnił funkcję patologa, kucnął przy zwłokach.
- Nie nastąpiło jeszcze pełne stężenie - stwierdził, nie patrząc na nikogo. - Wstępnie mogę powiedzieć, że ofiara nie żyje od niecałych dwunastu godzin. Wysoka temperatura panująca w mieszkaniu ma oczywiście wpływ na ustalenie godziny zgonu, ale biorąc pod uwagę okoliczności, oceniam, że nastąpił on od ośmiu do dwunastu godzin temu.
Petrović spojrzał na zegarek.
- Jest trzynasta, więc do zbrodni doszło między północą a piątą rano.
- Zabójstwo zgłoszono po szóstej - zauważyła Nora. - O której godzinie zostaliście powiadomieni, że to my mamy przejąć śledztwo?
- Około siódmej - odparł Petrović, po czym odwrócił się do Astona i spytał: - Jak myślisz, co temu człowiekowi zrobiono?
- Moim zdaniem użyto kwasu. Na przykład siarkowego. Na rękach i nogach nie znalazłem siniaków ani zadrapań, które mogłyby wskazywać, że był przytrzymywany siłą. Widzicie? Zero śladów na paznokciach. Nawet nie próbował się bronić ani stawiać oporu. Prawdopodobnie został poddany działaniu narkotyku. Sprawca ułożył ofiarę na podłodze i nalał mu kwasu do ust, na oczy i na brzuch. Zobaczymy, co wykaże obdukcja i wyniki badań laboratoryjnych.
Nora nie zmierzała odpuścić Petroviciowi. Popatrzyła na niego i spytała:
- Jak myślisz, dlaczego tę sprawę zlecono właśnie nam?
Petrović spojrzał na nią zmęczonym wzrokiem.
- Ponieważ jesteśmy znani z tego, że rozwiązujemy sprawy, które nam się zleca. Teraz musimy się skupić na tym dochodzeniu. Czy moglibyśmy zająć się twoimi prywatnymi pytaniami później?
- Jasne, nie ma sprawy - odparła Nora i poczerwieniała na twarzy. Petrović zawsze wiedział, jak obrócić sytuację w taki sposób, żeby to Nora wyszła na kogoś, kto miesza i jątrzy.
- Albo, co masz nam do przekazania? - spytał.
Alba rozejrzała się po pokoju.
- Wygląda na to, że ofiara wpuściła swojego zabójcę do mieszkania. Nie oglądałam jeszcze drzwi wejściowych ani okien, ale na pierwszy rzut oka nie ma na nich śladów włamania. Na to, co się tutaj wydarzyło - dodała, wykonując zamaszysty ruch ręką - potrzeba było sporo czasu.
- Zgadzam się z tobą - stwierdziła Charlotte. - To nie było zabójstwo w afekcie. Miejsce zbrodni jest na to zbyt czyste. Na podstawie moich doświadczeń powiedziałabym, że motywem zbrodni była zemsta, chęć ukarania ofiary za jakieś przewinienie. Za jakie, ustalimy później. Sprawcy powinniśmy poszukać pośród osób, które znały Sachsa albo utrzymywały z nim kontakty służbowe.
- Mógł być torturowany, bo ktoś chciał coś z niego wydobyć - wtrąciła Nora. - Okoliczności wskazują, że sprawcą był zawodowiec.
- Sugerujesz, że to mogło być zabójstwo na zlecenie? - spytała Charlotte.
- To tylko luźna uwaga - odparła Nora, wzruszając ramionami.
W pokoju zapadła cisza.
- Czy ktoś chciałby się jeszcze wypowiedzieć? - spytał kwaśnym tonem Petrović, a gdy wszyscy pokręcili głowami, zakończył: - W takim razie bierzemy się do pracy. Alba i Carl zajmą się swoją robotą, Simon sprawdzi telefon i komputer ofiary, Charlotte przeszuka resztę mieszkania, a ja pojadę z Norą na komendę. Potem skontaktujemy się ze szpitalem, w którym pracował Sachs, porozmawiamy z policjantami z patrolu i tak dalej. Autobus zostanie tutaj, żebyście mieli szybki dostęp do wszystkiego, co będzie wam potrzebne.