Rozdział II
W łazience Kornelia nie mogła na siebie patrzeć. Ogarnęła ją wściekłość na samą siebie i czuła, że fala złości dosłownie ją zalewa. Zrobiła z siebie pośmiewisko, a Kacper pewnie uznał, że jest idiotką.
Nie.
On był przekonany, że nią jest.
Stała przed lustrem i patrzyła na swoje odbicie - czerwona od płaczu twarz, oczy opuchnięte, a z nosa płynęła wodnista strużka smarków, którą szybko otarła wierzchem dłoni. To nie było nowe uczucie. Parę miesięcy temu sądziła, że jeśli przefarbuje - właściwie to za namową mamy - połowę włosów na niebiesko, to łatwiej jej będzie zaakceptować siebie. Obie zatem przemalowały włosy, a Kornelia, widząc efekt, nieśmiało pozwoliła sobie na trochę wiary w siebie. Pamiętała, tę nutkę ekscytacji, kiedy myślała, że następnego dnia w szkole będzie inaczej. Że ludzie spojrzą na nią i zobaczą kogoś ciekawego.
Nikt nie spojrzał.
Była naiwna.
Wbiła paznokcie w nadgarstek. Mocno. Chciała poczuć coś innego niż tylko obrzydzenie sobą. Ciężko oddychała, jakby przebiegła maraton. Najchętniej zbiłaby lustro, byle nie musieć na siebie patrzeć. Ale przecież to nie pomoże, nie zmieni jej.
- Jesteś potworna! - wykrzyczała do swojego odbicia w lustrze.
Przez chwilę próbowała znaleźć w sobie cokolwiek, na co mogłaby spojrzeć bez obrzydzenia.
Nie znalazła.
Chciałaby zobaczyć siebie inaczej, chciałaby widzieć piękną, atrakcyjną dziewczynę, taką, której wszystko wychodzi.
Zobaczyła jednak coś innego.
Starą maszynkę do golenia taty.
Sięgnęła po nią.
Drżącymi dłońmi wyjęła ostrze i przyłożyła do skóry cienki kawałek stali. Poczuła delikatne ukłucie, na którym skupił się jej cały wewnętrzny ból. Przyniosło to odrobinę ukojenia, a kiedy przycisnęła mocniej i zaczęło piec, przestała myśleć o tym, jak źle czuła się w swojej skórze. Nie zastanawiała się, czy po tym zostaną jej szkaradne, zawstydzające blizny, świadczące o jej niskiej samoocenie. To nie miało teraz znaczenia - za bardzo pragnęła pozbyć się nagromadzonego uczucia porażki.
W lustrze widziała kogoś, kogo nie chciała znać. Zacisnęła powieki i zaszlochała bezgłośnie. Już nawet jej rysunki przestały się jej podobać - ostatni przekreśliła tyle razy, że rozerwała papier. Miała wrażenie, że wszystko, co wychodziło spod jej ręki, okazywało się niedoskonałe tak jak ona sama. Że nie warto było jej kochać czy doceniać. Pragnęła zniknąć.
Stała tak - z rękami opartymi o umywalkę, ze spuszczoną głową - dobrych kilka minut. Próbowała się uspokoić, jeszcze rodzice wrócą wcześniej i zaczną dobijać się do drzwi łazienki, zobaczą, co zrobiła i stworzy się nowy problem. Wolała tego uniknąć.
Rana przestała już piec, ale pulsujący ból przypominał o tym, co zrobiła.
Wzięła głęboki oddech, otarła łzy z policzków i spojrzała w lustro.
"C-co...?" - pomyślała.
Spojrzała jeszcze raz w odbicie.
Nie zobaczyła dziewczyny z potarganymi włosami, napuchniętą buzią. Ujrzała siebie taką, jaką zawsze chciała być - starannie wyprostowane oraz ułożone włosy, twarz bez śladów przebarwień, a tęczówki oczu lśniły blaskiem, jakiego chyba nigdy nie widziała w swoich oczach. A co najważniejsze - jej odbicie nie miało zbędnych kilogramów, które odbierały jej pewność siebie. Zamrugała kilkukrotnie, jakby to miało przywrócić prawdziwy obraz.
- Oszalałam... - mruknęła, wypuszczając z palców żyletkę.
Wpatrywała się w swoje nowe oblicze. Czy od nagromadzonych emocji jej umysł zaczął szwankować?
Odbicie przekrzywiło głowę w prawo.
Kornelia zrobiła to samo.
Otworzyła szerzej oczy.
- Oszalałam - zdecydowała, bo przecież to odbicie powinno naśladować ją, a nie na odwrót.
Dziewczyna z lustra uśmiechnęła się do niej, pokazując olśniewająco białe zęby.
Ten uśmiech nie należał do Kornelii - brak przebarwień, lekko wysunięta trójka także zniknęła. Chciałaby nosić aparat na zębach, ale po pierwsze: nie miała jeszcze usuniętych wszystkich mleczaków, po drugie: aparat ortodontyczny wiązał się z kosmicznymi kwotami, więc wolała nie prosić o niego rodziców.
Odbicie odsunęło się nieznacznie i postać, patrząca na Kornelię, stanęła w mroku, po czym błyskawicznie przysunęła się do tafli lustra. Zimne ręce przeniknęły przez niewidzialną grań, pochwyciły zaskoczoną Kornelię i wciągnęły ją do alternatywnego świata.
Świat wokół Kornelii wirował, wszystko w niej wywracało się do góry nogami, żołądek miała tak ściśnięty, że aż bolał. Nie rozumiała, co się stało, do czasu, aż stanęła przed tą drugą, znacznie szczuplejszą, ładniejszą i modniejszą wersją siebie.
Gdyby nie włosy, mogłaby pomyśleć, że to ktoś inny, ale te niebieskie końcówki - symbol wyzwolenia, pomysł mamy, który miał zmienić wszystko, a nie zmienił niczego - jasno wskazywały, że to Kornelia.
- Czy jesteś mną z przyszłości? - zapytała niepewnie.
Druga skrzywiła się nieznacznie, ale nic nie odpowiedziała. Może nie mogła nic powiedzieć albo Kornelia uderzyła się w głowę i to wszystko jej się śniło, a tak naprawdę leżała teraz nieprzytomna w łazience. Rodziców miało nie być w domu do wieczora, mówili rano, że mają dużo spraw do załatwienia na mieście. Miała zamówić sobie pizzę.
Nagle klon pokręcił przecząco głową i zrobił ręką gest, jakby chciał, żeby Kornelia zobaczyła, gdzie są. Dziewczyna wykonała to, co proponowała jej nieznajoma.
Zobaczyła, że stały w niemalże identycznej łazience - tylko tej nie poznawała. Ręczniki wisiały równo, inne złożono w jednakowe prostokąty. Na półkach stały flakoniki - wszystkie takie same, bez etykietek, brakowało przypadkowych butelek z przyklejonym na krzywo plastrem z napisem "KORNELIA". Nawet pasta do zębów, zakręcona i niewygnieciona, stała obok szczoteczki. Wszystko znajdowało się na swoim miejscu.
- Boże! Jak tu czysto. - Nie mogła wyjść ze zdumienia. - Jeśli śnię, tu jest fantastycznie!
Druga za to, milcząc, pokręciła głową z dezaprobatą, po czym otworzyła usta i przemówiła melodyjnym, łagodnym głosem:
- Ja nie jestem tobą, a to nie jest twoja łazienka, tylko moja. Jesteś... Jakby to ująć, gorszą wersją mnie w świecie, w którym człowiek naiwnie myśli, że może mieć nad czymkolwiek kontrolę.
- Nie rozumiem. - Korni zmarszczyła brwi i lekko pokręciła głową. - Chcesz powiedzieć, że wciągnęłaś mnie tu, żeby pokazać mi, jak u was jest cudownie? I niby kto rządzi tą stroną rzeczywistości?
- To nie jest strona rzeczywistości, tylko prawdziwy świat. Tu wszystko jest realne, ma swoją strukturę i ład, nie ma wojen, nie ma chaosu, jaki często obserwuję przez lustro w twoim świecie. U nas jest wszystko uporządkowane, bo ścieżkę naszego funkcjonowania wyznaczają nam istoty znacznie inteligentniejsze od nas.
- Marsjanie? - zapytała, śmiejąc się ze swojego żartu.
Każde słowo dziewczyny wydawało się odrealnione. Kto niby był tak przewidujący i mądry, żeby sterować ludźmi? Dlaczego na to pozwolono?
- Mało zabawne. Z tego, co wiem, trwają daleko posunięte prace nad eksplorowaniem planety Mars. Nie rozumiem, dlaczego z tego żartujesz? - Założyła ręce na piersi, patrząc na drugą z wyższością.
"Oszałamiająco piękna..." - pomyślała, ale bez poczucia humoru, co nieszczególnie spodobało się Kornelii. "Z takim wyglądem, nie miałabym problemu z odezwaniem się do Kacpra" - westchnęła ciężko w duchu. Pewnie też znalazłaby sobie koleżankę. Nie, nie tylko koleżankę. Stałaby się przecież najbardziej popularną osobą w szkole.
- Przepraszam, to chyba faktycznie nieodpowiedni moment na żarty - odparła zmieszanym głosem Korni. - Jak ty w zasadzie masz na imię?
- Karmelia.
Dziewczyna wyciągnęła rękę w stronę Kornelii. Uścisnęły sobie dłonie i momentalnie od siebie odskoczyły. Dłoń Karmelii była lodowata. Tak zimna, że Kornelia aż poczuła, jak wzdłuż kręgosłupa przebiegł jej dreszcz przerażenia. Ta druga nic nie powiedziała, tylko na chwilę zmarszczyła czoło i spojrzała na swoją rękę, zastanawiając się, czy nie zostały trwałe ślady na nieskazitelnej skórze. Na szczęście dotyk nie uszkodził urody dziewczyny.
- Dlaczego mnie wciągnęłaś? - zapytała szczerze zaciekawiona Kornelia. Jeśli to wszystko miało okazać się snem, to chciała jak najwięcej z niego zapamiętać.
- Byłaś bardzo smutna, nie mogłam już na ciebie patrzeć. Pomyślałam, że pokażę ci piękno. Wydawało mi się, że tego potrzebujesz, blasku, który rozświetli twoje ponure wnętrze. - Kornelii zrobiło się odrobinę głupio, bo wcale nie czuła się taka w środku... A może jednak dziewczyna mówiła prawdę? - Dlatego zadziałałam odruchowo. Wcześniej mi się to nie zdarzało. Owszem, obserwowałam, jak zmagasz się ze swoimi rozterkami, ale nie przyszło mi do głowy, żeby przenieść tu prawdziwego człowieka.
- Obserwowałaś mnie?
Kornelia mimowolnie szarpnęła za rąbek bluzy, ciągnąc materiał w dół. Karmelia chwyciła ją za nadgarstek. Kornelia zamarła. Dziewczyna o lśniących, niebieskich tęczówkach spojrzała jej głęboko w oczy, przez co uczucie zmieszania tylko przybrało na sile.
- Pokażę ci, jak może być pięknie, jeśli będziesz ze mną współpracować. Twojej figury nie zmienię, ale możemy cię trochę ulepszyć. Pomogą nam boty.
- Boty?
- Tak, nasza przenośna AI, zawsze wie, jak powinniśmy się ubrać, zmienić kolor włosów czy dobrać dodatki.
- To ty tego nie robisz sama? Nie umiesz podjąć decyzji, co założyć?
Karmelia spojrzała na przybyszkę zza lustra, jakby ją właśnie bardzo obraziła. Zmrużyła oczy w wąskie szparki, ale po sekundzie wyprostowała się i mruknęła pod nosem:
- Kto by takie rzeczy robił sam? Żeby wyglądać głupio? - Potem dodała głośniej: - Chodź lepiej ze mną, to zrozumiesz, co mam na myśli.
Szły wzdłuż korytarza, a Karmelia opowiadała o świecie, do którego zaprosiła Kornelię.
- W sumie, miejsce to zostało stworzone przez nieszczęśliwych ludzi, takich jak ty. Jesteśmy wytworami waszych kompleksów, nasz stwórca chciał w ten sposób uleczyć człowiecze dusze i w wyniku jego działań powstał nowy, lepszy świat.
Karmelia odrzuciła włosy na bok, a Kornelia zauważyła, jak pięknie lśniły. Wyglądały zdrowo, jak u aktorek widywanych przez nią w filmach. Zawsze marzyła o takich.
- Czyli jesteś moją wyobraźnią? Ja ciebie stworzyłam, bo nie do końca siebie lubię?
Ta druga stanęła i obróciła się na napięcie. Popatrzyła ze ściągniętymi brwiami na towarzyszkę.
- To nie tak, że nie do końca siebie lubisz. Ty sobą gardzisz. To po pierwsze. A po drugie, owszem, powstałam, gdy zaczęłaś patrzeć na siebie jak na nędznego robaka, ale teraz jestem samowystarczalna. Nawet jeśli jakimś cudem siebie polubisz, nie zniknę.
Kornelia zaczęła się zastanawiać, czy aby na pewno nie upadła i nie uderzyła się w głowę. Nie wierzyła w istnienie alternatywnego świata. Lubiła świat fantastyki, ale właśnie dlatego, że on nie istniał.
A teraz?
Sama była częścią takiej rzeczywistości.