Serce Nadżołnierza - Caroline V. Dragon

Kup ebooka

28.27 zł
23.46 zł (24,03 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Logan Wolf

Wszedłem do strzelnicy ze słowami:

- Jeśli jeszcze kiedykolwiek wpadniecie na pomysł, by wysłać mnie po zakupy, utnę wam jaja pazurami.

Spojrzałem na Kibę, który w ogóle nie zareagował na moje słowa, tylko siedział zamyślony na recepcji, marszcząc brwi. Podszedłem do niego w absolutnej ciszy i rzuciłem reklamówkę na kontuar - tak się wystraszył, że stracił równowagę na krześle i padł do tyłu z głośnym:

- Ał! Do cholery, Wolf!

- Nie wiedziałem, że potrafisz spać z otwartymi oczami - wyznałem, kiedy ten zbierał się z podłogi. - Ćwiczysz jakąś nową wersję śpiącej królewny?

- Wal się - warknął i usiadł z powrotem. - Myślałem o Chris.

- Ach tak? Więc zapytam, najpierw grzecznie: Dlaczego, do kurwy nędzy, śnisz na jawie o Mojej żonie, zamiast wypełniać swoje obowiązki?

Łypnął na mnie zirytowany.

- To było według ciebie grzeczne?

- Nie chcesz wiedzieć, jak to pytanie zabrzmi, kiedy będę niemiły.

Zakręcił zirytowany oczami i oświadczył:

- Do Chris przyszła koleżanka.

Jak to usłyszałem, aż się wyprostowałem.

- Koleżanka?

- Tak twierdziły. Chris chciała oprowadzić ją po strzelnicy. Myślisz, że gdyby mnie nie prosiła, siedziałbym tutaj i umierał z nudów?

- Przecież ona nie ma koleżanek - powiedziałem w końcu, na co ten westchnął i powiedział:

- Stwierdziłem to samo, na co tamta się wkurzyła i na mnie najechała, że jestem niedelikatny. Ona dziwnie pachnie - wyznał nagle. - Nie pachnie do końca jak człowiek.

- Poszła ją oprowadzić? - ruszyłem do części z salkami.

- Tak, ale Wolf? - zatrzymałem się i spojrzałem na niego. - Wygląda na to, że one znają się od niedawna. Chris powiedziała, że to ona ją strzygła.

Zamrugałem zaskoczony, przypominając sobie zakład fryzjerski.

- Trochę niższa od Chris, Mulatka z długimi do połowy pleców czarnymi włosami?

Zamrugał i pokiwał zaskoczony głową. A więc to faktycznie była ta fryzjerka... Czemu Chris mi nie powiedziała, że się za kumplowały? No i... nie do końca człowiek? W zakładzie było tak gęsto od oparów szamponów, jakiejś henny i innych smrodów, że trudno mi było oddzielić tam jakikolwiek zapach poza zapachem Chris.

A więc mogła to być prawda...

- Sam sprawdzę - oświadczyłem i ruszyłem za zapachem swojej najdroższej, choć czasem cholernie irytującej żony.

Saber

Nie wiedziałam, dlaczego uciekam - mogłam stamtąd po prostu wyjść. Jednak jej zachowanie, a zwłaszcza zachowanie jej faceta... Pojawił się tak szybko, że zrozumiałam, że nie mam do czynienia z człowiekiem. Myślałam nawet, że przez jej zachowanie ją uderzy...

Wyminęłam recepcję, chcąc wybiec z budynku.

Dlaczego, kiedy ujrzałam, jak ten ją obejmuje, jak czule do niej odzywa, poczułam się aż tak okropnie? Nie chciałam źle, martwiłam się o nią...

Czy ten mężczyzna, ten "inny", rzucił na nią czar?

"Nie" - uznałam praktycznie od razu, chcąc otworzyć drzwi. - "Gdyby to było zaklęcie, zachowywałby się zupełnie inaczej..." - moja myśl się urwała, bo w chwili, gdy otworzyłam drzwi i wybiegłam na zewnątrz, wpadłam na kogoś, a ten, od siły, z jaką na niego wpadłam, zwyczajnie padł na ziemię, a ja na niego. Chciałam wstać i przeprosić tego kogoś, ale jak ujrzałam, na kim leżę, zwyczajnie oniemiałam.

- Ał - jęknął, trzymając za głowę i kręcąc nią, próbując ocucić.

Po chwili otworzył oko i spojrzał na mnie - ujrzałam piękne oczy koloru bardzo jasnego błękitu, które nim pojęłam wręcz zajaśniały z radości.

- Cześć piękna - usłyszałam pełne ciepła, lecz ja zerwałam się z niego szybko, czując, że ze wstydu palą mnie policzki.

- Bardzo pana przepraszam - i wręcz uciekłam biegiem.

- Nie ma sprawy! - usłyszałam jeszcze, jak za mną krzyczy. - Możesz tak robić, kiedy tylko zechcesz!

*

Następnego dnia, zamiast siedzieć w pracy, siedziałam przed głowami rodu Silver, czyli własnymi rodzicami. Wezwali mnie do siebie z samego rana, a ja nie miałam innego wyboru, jak odłożyć spotkania i przyjść, choć dobrze wiedziałam, po co mnie wezwali.

Zawsze chodziło dokładnie o to samo.

- Kiedy masz zamiar porzucić ten głupi zawód? - usłyszałam. - To, co wyczyniasz, jest niegodne tego, kim się narodziłaś! Myślisz, że robiąc tak durne rzeczy, składasz hołd swojej imienniczce? To zwykły skandal, niegodny duszy, którą posiadłaś!

- Tyle że ja nie jestem tamtą Saber! - rzekłam, mając tak naprawdę w głowie słowa Chris.

To, co mi wtedy powiedziała, było logiczne i tak prawdziwe, że czułam się głupio, że sama o tym nie pomyślałam. Rodzice, a właściwie cała rodzina, tak bardzo trzymała się schematów, tradycji... tymczasem wszystko przecież było zależne od tego, jakie były czasy, jakiemu było się Naprawdę.

- Ja jestem sobą! Jestem inną Saber, tą, która żyje teraz, a nie setki lat temu! Nie zmusicie mnie, bym robiła to, czego nie chcę!

Rodzice byli tak zaskoczeni moim zachowaniem, że nawet nie zareagowali, gdy wstałam i sobie poszłam. Po raz pierwszy w życiu się im postawiłam - i to tylko dzięki temu, co powiedziała mi Ona.

Temu, co powiedziała mi Chris.

*

Następnego dnia byłam z powrotem w zakładzie fryzjerskim i strzygłam klientki, rozmyślając o dniu, kiedy poznałam Chris oraz o tym wszystkim, co się wydarzyło - o jej wybuchu, a szczególnie o moim własnym zachowaniu. Ten facet... Logan. On naprawdę zachowywał się całkiem inaczej, niż się po nim spodziewałam. Właściwie był całkiem inny niż ten, którego poznałam, strzygąc tamtego dnia Chris. Kiedy wybuchła te dwa dni temu... nawet ja zauważyłam, jak wielkim uczuciem ten ją darzy. Był dla niej bardzo czuły, a to, jak ją tulił - zwłaszcza teraz, gdy byłam pewna, że nie jest człowiekiem - w widoczny sposób mówiło każdemu, że on nie tylko ją kocha, ale i pragnie chronić, dając poczucie bezpieczeństwa - wręcz się nim dla niej stając.

Nie chciałabym mieć go za wroga. I nie chciałam, by moja relacja z Chris skończyła się w taki sposób. Właściwie im dłużej o tym myślałam, tym bardziej rozumiałam, że to, co się stało, było wyłącznie moją winą. Nie potrafiłam się zamknąć, choć ta wyraźnie prosiła, bym przestała, na dodatek w taki sposób, by zachować między nami dobre relacje. Tak naprawdę dała mi kilka szans, bym dała temu spokój - dlatego teraz czułam się po prostu wstrętnie.

Poznałam taką ciepłą, inteligentną kobietę. A przez własne podejrzenia, własne tak naprawdę spaczenia, wpojone przez rodzinę, że należy chronić "słabszych" za wszelką cenę, źle oceniłam sytuację. Wręcz namawiałam ją do zrobienia czegoś - odrzucenia kogoś - choć nawet go nie znałam, i zwyczajnie nie miałam prawa się tak zachować, szczególnie że dobrze wiedziałam, że ona go naprawdę kocha.

Musiałam tam iść - iść i ją przeprosić, tak samo jak jej faceta. To, że wydawał się zwyczajnie gburem... nie oznaczało, że musiał być złą osobą.

Nagle drzwi zakładu otworzyły się i spojrzałam na nie, chcąc się przywitać, ale słowa uwięzły mi w gardle. Do środka wszedł mężczyzna i to nie byle jaki.

Do zakładu wszedł mąż Chris. Mężczyzna o imieniu Logan.