Line jeszcze raz powiodła
wzrokiem po obcym pomieszczeniu. Mała kuchnia była wyposażona tylko
w najpotrzebniejsze sprzęty: szafki, blaty, kuchenkę i lodówkę. Dwa
wysokie okna wychodziły na podwórze. Na półce z przyprawami kwitła
bazylia, oregano i melisa cytrynowa, zasłaniając widok z okna.
Mężczyzna siedzący po drugiej
stronie stołu piętnaście lat temu zabił człowieka. Nigdy by się
tego nie domyśliła. Siedział odchylony do tyłu, z łagodnym wyrazem
twarzy. Był czysty, ładnie ubrany i miał zadbane włosy. Zwróciła
uwagę na jego myślące spojrzenie i spokojny, miarowy oddech. A jednak
Line czuła się nieswojo i zastanawiała się, czy jej reportaż nie
był pomyłką.
Pomysł był dobry. Miała
przeprowadzić wywiad z sześcioma osobami skazanymi za zabójstwo,
pięcioma mężczyznami i jedną kobietą, które łącznie odbyły karę
prawie stu lat więzienia. Chciała, żeby opowiedzieli jej o latach
spędzonych za kratami. O tym, jak to jest, kiedy czas wlecze się
niemiłosiernie. Kiedy każdy dzień jest dniem straconym, skracającym
resztę życia.
Chciała pokazać, jak wpłynęła na
nich kara, czy stali się lepszymi, czy też przeciwnie - gorszymi
ludźmi. Zamierzała zadać pytanie, czy kara więzienia jest celowa
i zasadna. W czasach, gdy wzrost przestępczości wymagał większej
liczby policjantów posiadających rozległe uprawnienia, a jednostkowe,
wyjątkowo odrażające przestępstwa były opisywane szeroko w mediach,
łatwo było domagać się zaostrzenia kar, widząc w tym skuteczny
środek prewencyjny. Ludziom, którzy nigdy nie siedzieli w więzieniu,
trudno było sobie wyobrazić, jak traumatycznym przeżyciem było
wieloletnie pozbawienie wolności. Kara miała być surowa i dotkliwa,
co zdaniem Line stanowiło swego rodzaju paradoks w społeczeństwie,
którego podstawowa zasada brzmiała, że należy pomagać ludziom
będącym w trudnej sytuacji życiowej, uśmierzać ich ból, łagodzić
cierpienie.
Dzięki tym wywiadom Line chciała
spróbować znaleźć odpowiedź na pytanie, czy surowe kary miały
jakikolwiek sens. Pokazać, co stało się z ludźmi, którzy
w więzieniu spędzili wiele lat. Chciała postawić hipotezę, że
umiarkowany wymiar kary, rozważne stosowanie przymusu państwowego
mogą przyczynić się do ukształtowania bardziej humanitarnego
społeczeństwa.
Materiał miał się ukazać
w magazynie weekendowym pod koniec lata. Line dostała osiem stron i dwa
tygodnie na przeprowadzenie wywiadów. Liczba stron mogła wzrosnąć,
wszystko zależało od tego, czy dostarczy dobre zdjęcia. Zamierzała
pracować nad tą sprawą również w czasie wakacji, więc miała
do dyspozycji w sumie pięć tygodni. Postawiła sobie ambitny cel:
trafić z artykułem na pierwszą stronę.
Jej pierwszym rozmówcą był
41-letni Henning M?rk. Teczkę z materiałami na jego temat
zostawiła w samochodzie. Składały się one głównie z wycinków
prasowych z maja 1994 roku, gdy M?rk udusił trzynastoletniego
chłopca z sąsiedztwa, Kristiana Stor?sa. W większości artykułów
mężczyzna był nazywany dzieciobójcą. Ohydna zbrodnia wstrząsnęła
całym krajem.
Dwa dni przed popełnieniem morderstwa
Henning M?rk skończył dwadzieścia sześć lat, tyle samo, ile teraz
miała Line. Był krótko po ślubie i właśnie został zatrudniony
w firmie produkującej lakier proszkowy. Jego żona była w ósmym
miesiącu ciąży. Świat stał przed nim otworem.
Mimo to zaczął potajemnie romansować
z ukochaną z dzieciństwa, która właśnie przeprowadziła się na
tę samą ulicę. Z wycinków prasowych wynikało, że żona była na
wizycie kontrolnej u ginekologa, gdy trzynastoletni sąsiad przyłapał
M?rka z kochanką w ich małżeńskim łożu.
Line denerwowała się na myśl
o spotkaniu z zabójcą, ale nie spodziewała się, że będzie
aż tak nieprzyjemnie. Jego ciemne oczy przeszywały ją na wylot,
w sposobie, w jaki marszczył brwi i patrzył na nią, było coś
niepokojącego. Przerażał ją. Czuła, że jest niebezpieczny. Że
czai się w nim coś ciemnego i nieobliczalnego.
Wrażenie, jakie na niej robił,
mocno kontrastowało z tym, jak bardzo był chętny do współpracy
i otwarty na jej pytania. Trzymał się tematu i udzielał
wyczerpujących odpowiedzi. Opowiadał szczerze o życiu za kratami
i o trudnym powrocie na łono społeczeństwa. O swoim obecnym samotnym
życiu. I nie ukrywał, jak bardzo stał się zgorzkniały. Postanowiła
spróbować pójść dalej. Przycisnąć go do muru.
- Jak z perspektywy czasu ocenia
pan to, co pan zrobił? - spytała.
Wbił w nią wzrok, zaciskając prawą
dłoń wokół szklanki, która stała przed nim na stole.
Line podniosła swoją szklankę
i napiła się, jakby chciała złagodzić wydźwięk pytania.
- To był impuls, działanie
pod wpływem chwili - odparł i odchrząknął. - Zrobiłem to,
zanim zdążyłem pomyśleć. I za to pozbawili mnie piętnastu lat
życia.
- Uważa pan, że kara była zbyt
surowa?
Zbliżył szklankę do ust i napił
się powoli, nie spuszczając z niej wzroku. Potem odstawił naczynie
i odpowiedział:
- Nie powinienem w ogóle zostać
skazany.
Line zawahała się.
- Co pan ma na myśli? Przecież
przyznał się pan do zabójstwa?
- Zabiłem go - przytaknął. -
Sędzia stwierdził, że źle zrobiłem, ale ja się z tym nie
zgadzam.
Zapadła nieznośna cisza. Line
zaczęła się wiercić na krześle.
- Nie rozumiem... - zaczęła. -
Twierdzi pan, że postąpił słusznie...
Bała się, że nazwanie zbrodni,
której się dopuścił, zabrzmi zbyt prowokacyjnie, więc nie
dokończyła zdania.
- To, czy zabójstwo jest
słuszne, czy nie, zależy od tego, jakie ma konsekwencje dla wszystkich
zainteresowanych - wyjaśnił. - Jeśli łączne konsekwencje są
dobre, zabójstwo jest moralnie usprawiedliwione. Jeśli są złe,
zabójstwo jest czymś niewłaściwym.
Line zmarszczyła czoło. Nie kryła,
że z trudem nadąża za jego tokiem myślenia.
- Niech pani sobie wyobrazi
sytuację, w której może pani uratować dwie osoby, zabijając
jedną. Czy zabójstwo byłoby wtedy czymś właściwym czy nie?
Musiała przyznać w duchu, że na
to pytanie natury etycznej nie miała gotowej odpowiedzi.
- Ale przecież to nie był ten
przypadek.... - zaoponowała.
- A co z uniknięciem
niewyobrażalnych cierpień? - przerwał jej M?rk. - Czy nie
byłoby słuszne zabicie jednej osoby, by oszczędzić długotrwałych
tortur wielu innym? Czy suma konsekwencji nie usprawiedliwiałaby tego
zabójstwa?
Nie odpowiedziała.
- Albo inna sytuacja: zdrowa osoba
zostaje zamordowana po to, by jej organy mogły uratować życie innym
ludziom, którzy potrzebują serca, wątroby i nerek. Niewykluczone,
że takie zabójstwo przyczyniłoby się do stworzenia lepszego świata,
z większą liczbą szczęśliwych istnień, niż świat, w którym ci,
którzy czekają na przeszczep organów, muszą umrzeć. Czy odebranie
życia jednej zdrowej osobie nie byłoby moralnie słuszne?
- Kristian Stor?s miał
trzynaście lat - przypomniała mu Line. Czuła, że M?rk celowo
ją prowokuje.
- I był postrachem dzielnicy
- zripostował. - Inne dzieciaki bały się go. Dręczył
je. Bił i okradał. Młodszych zmuszał do jedzenia dżdżownic
i chrząszczy. Zakradał się do sąsiednich domów i kradł pieniądze,
które leżały na wierzchu. Właśnie w ten sposób znalazł się
u nas. Gdybym go nie powstrzymał, nie wiadomo, co by z niego wyrosło,
ale zapowiadał się nieciekawie. Nawet rodzona matka spisała go na
straty.
Henning M?rk mówił z coraz większym
zapałem. Przechylił się do przodu, a w jego spojrzeniu było coś
triumfującego, jakby był przekonany, że zabijając dziecko, uwolnił
świat od okrutnego sadysty.
- Mimo to... - zaczęła
Line
- Chwileczkę! - przerwał jej,
unosząc dłoń. - Obliczenia nie są jeszcze gotowe. Dokładnie
dziewięć miesięcy po tym, jak zostałem skazany, matka chłopaka
urodziła córkę. Nowe dziecko jako rekompensata za syna, którego
jej zabrałem. Gdyby nie ja, ta mała nigdy by się nie urodziła. Jak
wygląda jej życie? Ma teraz czternaście lat. Niedawno brała udział
w jednym z tych telewizyjnych talent show. Grała
na instrumencie i śpiewała kompozycję własnego autorstwa. Możliwe,
że ją pani widziała. Ładna i inteligentna. Ani ona, ani jej matka
nie doświadczyłyby tego, gdyby jej brat nie został zamordowany.
Line nie wiedziała, jakie książki
filozoficzne czytał w więzieniu mężczyzna, który przed nią
siedział, ale jego pogląd na kwestie życia i śmierci był wyjątkowo
nieciekawy. Skinęła głową, jakby na znak, że się z nim zgadza,
i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
- Jako dziennikarka powinna pani
starać się zachować bezstronność - ciągnął M?rk. - Jeśli
te wywiady mają się udać, powinna pani spróbować spojrzeć na to,
co się stało, całkowicie obiektywnie, nie z perspektywy zabójcy,
nie z perspektywy ofiary, ani też z czyjejkolwiek innej. Powinna pani
potraktować interesy wszystkich osób jako równoważne i spojrzeć
na sprawę z perspektywy wieczności.
Potrząsnęła głową, ale nie zabrała
notesu ze stołu. Punkt widzenia Henninga M?rka mógł jej pomóc
umieścić reportaż na pierwszej stronie. Dodać mu dramatyzmu.
- Zabił pan dziecko tylko po to,
by ukryć własną niewierność. Nie rozumiem, jak może pan bronić
tego, co pan zrobił - powiedziała spokojnym głosem.
- A rozumie pani, dlaczego
przeciwnicy aborcji w USA twierdzą, że zabijanie lekarzy dokonujących
aborcji jest słuszne? Dlaczego muzułmańscy myśliciele są przeciwni
samobójstwom, a mimo to uważają, że ludzie powinni oddawać życie
w świętej wojnie? W niektórych krajach wolno pomóc starym i chorym
zakończyć życie, w innych idzie się za to do więzienia. Niektóre
społeczeństwa dopuszczają, by głowa rodu zabijała członków rodziny,
którzy złamali niepisany kodeks honorowy, inne to odrzucają. Niektórzy
pozwalają na zabijanie i jedzenie zwierząt, inni praktykują
wegetarianizm. Niektórzy dopuszczają zabijanie wrogów na wojnie,
inni nie zgadzają się nawet na to.
Line pokiwała głową ze
zrozumieniem. Ludzie nie stosują tych samych norm moralnych we wszystkich
aspektach życia. Ale jej wyraz twarzy nie pozostawiał żadnych
wątpliwości, co sądzi o powoływaniu się na podwójną moralność
świata, by usprawiedliwiać własne błędne działania.
- A co z pani ojcem? - spytał
nagle. - Co z komisarzem Williamem Wistingiem?
Wyprostowała się. Najwyraźniej nie
ona jedna przeprowadziła research, przygotowując
się do tego wywiadu.
- Co z nim? - odpowiedziała
pytaniem na pytanie.
- Czy on także nie jest
zabójcą?
Słowa padły niespodziewanie i bardzo
ją poruszyły. Nagłe uczucie odrazy sprawiło, że zrobiło jej się
niedobrze. Wstała, by pokazać, że spotkanie dobiegło końca.
Siedem lat temu sprawa o zabójstwo,
nad którą pracował ojciec, zakończyła się strzelaniną. Ojciec
stanął twarzą w twarz z człowiekiem, który w bestialski
sposób torturował, a następnie pozbawił życia emeryta. Doszło do
wzięcia zakładnika i wtedy ojciec zastrzelił sprawcę. Śledztwo
przeprowadzone przez SEFO[1] uniewinniło Wistinga.
Zawsze czuła, że może porozmawiać
z ojcem na każdy temat, ale ta sprawa jakoś nigdy nie wypłynęła
w rozmowie. Nigdy o niej nie wspominali. Line wątpiła, czy ojciec
z kimkolwiek rozmawiał o tamtym zdarzeniu. Nawet z matką.
M?rk zaśmiał jej się prosto
w twarz.
- Widać życie
nie jest aż taką świętością, skoro zabójstwo w obronie własnej
uchodzi płazem.
[1] SEFO (De saerskilte etterforskningsorganene, od 1
stycznia 2005 roku Spesialenheten for politisaker) - specjalna
jednostka, której zadaniem jest prowadzenie śledztwa w przypadkach,
gdy funkcjonariusze organów ścigania są oskarżeni o popełnienie
czynu karalnego w związku ze służbą, np. o nadużycie stanowiska
służbowego. (Wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).