Wisting podjechał pod dom
na Herman Wildenveys gate i zaparkował możliwie najbliżej drzwi
wejściowych. Mortensen zatrzymał się tuż za nim. Komisarz postanowił,
że umieści kartony w salonie w piwnicy. I tak nigdy z niego nie
korzystał. Ściany były murowane, a całe pomieszczenie miało jedynie
dwa wąskie okna, znajdujące się niemal pod sufitem.
Za każdym razem, kiedy wnosił do domu
kolejne pudło, spoglądał w głąb ulicy, w stronę domu córki. Nie
mógłby udzielić jej żadnej sensownej odpowiedzi, gdyby nagle zjawiła
się u niego i zaczęła zadawać pytania.
Mężczyzna, który miał
zainstalować alarm, przybył punktualnie. Wisting wybrał prosty alarm
antywłamaniowy. Łączenie go z alarmem przeciwpożarowym byłoby zbyt
skomplikowane i czasochłonne. Poinstruował montera, że drzwi i okna
w salonie w piwnicy mają być zabezpieczone stykami magnetycznymi,
a samo pomieszczenie wyposażone w wykrywacz kamer. Panel obsługi
miał się znajdować na ścianie tuż za drzwiami. Komisarz nie
chciał tabliczki informującej o zainstalowanym alarmie. Natomiast
powiadomienia miały być wysyłane bezpośrednio na telefon komórkowy
jego i Mortensena oraz do wewnętrznej syreny alarmowej.
Mortensen zaczekał, aż monter skończy
pracę. W tym czasie Wisting pojechał do centrali firmy ochroniarskiej
po liczarkę do banknotów.
Przeszedł szybkie szkolenie w zakresie
obsługi maszyny. Musiał wybrać rodzaj waluty. Liczarka była
wyposażona w czujniki rozpoznające nominały, a dzięki promieniowaniu
podczerwonemu i ultrafioletowemu automatycznie wykrywała fałszywe
banknoty. Jej efektywność wynosiła tysiąc dwieście banknotów na
minutę. Wynik liczenia pojawiał się na drukarce, którą należało
do niej podłączyć.
W drodze powrotnej komisarz zahaczył
o sklep z artykułami i sprzętem biurowym i kupił dziesięć dużych
kartonów oraz taśmę do pakowania, o które prosił Mortensen. Gdy
wrócił do domu, monter właśnie skończył pracę. Wisting spojrzał
na detektory umieszczone po dwóch stronach pokoju.
- Musiałem wybrać kod - powiedział
Mortensen. I żeby zademonstrować czynność, wpisał cztery cyfry na
panelu obsługi. - 1808. To dzisiaj. 18 sierpnia.
Alarm wydał z siebie krótki dźwięk
i błysnął na czerwono. Technik ponownie wpisał kod. Dźwięk ucichł
i zapaliła się zielona lampka.
Przysunęli stół z pieniędzmi do
ściany. Wisting umieścił liczarkę w rogu stołu, natomiast Mortensen
złożył nowe pudła i wyjaśnił, co i jak będą robić.
- Przeliczymy pieniądze i przełożymy
je do pustych kartonów. Stare pudła zbadam pod kątem odcisków
palców, pieniądze zresztą też, ale musimy dokonać wstępnej selekcji
banknotów, które przekażemy do laboratorium Kripos.
Zanim zabrali się do pracy, rozległ
się dzwonek do drzwi.
Wisting wyszedł na korytarz i przez
szybę zobaczył, że to Line i Amalie.
- Zamknąłeś drzwi na klucz? -
zdziwiła się córka.
Wisting zajął się gorliwie Amalie,
która rzuciła mu się na szyję. Zwykle nie zamykał drzwi na
klucz. Córka i wnuczka wchodziły do niego bez pukania.
- Mortensen i ja jesteśmy zajęci -
odparł i zrobił małej karuzelę w powietrzu. Dziewczynka roześmiała
się.
- Przygotowałam mrożoną herbatę
- powiedziała Line, wyciągając w jego stronę dzbanek. -
Przyniosłyśmy ci trochę.
Kostki lodu zabrzęczały o ścianki
naczynia, gdy wolną ręką wziął dzbanek.
- Wspaniale - skomentował, nie
ruszając się z miejsca.
Zapadła cisza.
- Mały z niej złodziejaszek -
odezwała się Line, wskazując głową córkę.
Wisting odstawił dzbanek i spojrzał
wnuczce głęboko w oczy.
- Co też mama mówi? - spytał
poważnym tonem.
Dwulatka zwykle paplała wesoło
i z radością tworzyła nowe słowa. Tymczasem teraz milczała,
odwracając wzrok.
- Siedziała w wózku, kiedy byłyśmy
w sklepie - wyjaśniła Line. - A gdy wyszłyśmy, okazało się,
że zabrała pudełko cukierków.
- I co zrobiłyście?
- Musiałyśmy wrócić do sklepu
i oddać słodycze. Stały na statywie obok kasy.
- Głupi sklep - skwitował Wisting
i potarł nosem policzek wnuczki, tak że dziewczynka znowu zaczęła
się śmiać.
- Nie mów tak - zganiła go Line,
wyciągając ręce w stronę córki. - W ten sposób nie zrozumie,
że zrobiła coś złego.
Spoważniał i spojrzał wnuczce prosto
w oczy.
- Dziadziusiowi jest przykro, kiedy
robisz takie rzeczy - powiedział, przekazując dziecko matce. -
Ale dwulatce nie tak łatwo ogarnąć, o co chodzi z płaceniem -
dodał.
- Amalie rozumie, co jest dobre,
a co złe - stwierdziła Line.
Wisting uśmiechnął się. Line była
dobrą matką.
- Kiciuś - powiedziała
dziewczynka.
- Kiciuś? - powtórzył.
- Mamy w ogrodzie kota - wyjaśniła
Line.
- Aha. - Uśmiechnął się.
- Jeśli teraz jesteś zajęty,
możemy wpaść wieczorem - zaproponowała.
- Doskonale!
Stał w drzwiach, dopóki nie skręciły
w stronę domu, i dopiero wtedy zamknął drzwi na klucz.
Włożyli lateksowe rękawiczki. Wisting
usunął zabezpieczenie i otworzył pierwszy karton. Mortensen wyjął
kilka banknotów leżących na wierzchu z myślą o ekspertyzie
daktyloskopijnej.
- Wyglądają na mało używane -
skomentował komisarz i włożył pierwszy plik do liczarki. Banknoty
zaszeleściły. Mortensen przyjrzał się przeliczonym dolarom.
- Są z 2001 i 2003 roku -
stwierdził, chowając je do pustego pudła. - Najczęściej banknoty
są w obiegu przez dziesięć lat. W tym czasie zużywają się tak
bardzo, że wracają do mennicy i trafiają na przemiał.
Wisting założył okulary do czytania
i przyjrzał się kolejnemu plikowi. Te banknoty również nie były
zniszczone.
- Wszystkie pochodzą z 2003 -
powiedział.
- To daje nam pewną wskazówkę, jak
daleko powinniśmy się cofnąć, szukając odpowiedzi - skwitował
technik.
Komisarz wziął następny plik.
- Z 2001 i 2003 - oznajmił. -
Nie wydaje mi się, żeby numery serii tworzyły jakiś system. Nie
pochodzą z jednej partii. W każdym razie nie są ułożone
w porządku numerycznym.
Wsunął do maszyny nowy
plik banknotów. Tymczasem Mortensen usiadł z telefonem
w ręce i zaczął szukać informacji na temat amerykańskich
studolarówek.
- W Stanach mają trochę inny system
- wyjaśnił. - Rok 2003 to rok, w którym zaprojektowano wzór
banknotu, co oznacza, że serię z 2003 drukowano aż do 2006, kiedy
wprowadzono zmiany w projekcie.
- To znaczy, że chociaż na banknocie
widnieje rok 2003, banknot może pochodzić z 2006? - spytał
Wisting.
- Nie do końca - rzekł
Mortensen. - W maju 2005 roku na czele Departamentu Skarbu Stanów
Zjednoczonych stanęła nowa pani sekretarz. Wtedy stworzono nowy banknot
z jej podpisem i zaczęto drukować serię 2003A, dopóki studolarowy
banknot nie zyskał nowego wizerunku w 2006.
- Mamy jakieś banknoty 2003A?
Mortensen przetasował plik studolarówek
jak talię kart.
- Chwilowo nie - odparł.
Ręczna kontrola znacznie spowolniła
liczenie pieniędzy. Dopiero po niespełna czterdziestu pięciu minutach
zobaczyli dno pierwszego kartonu. Według danych z wydruku były w nim
dwa miliony i czterdzieści osiem tysięcy dolarów w banknotach stu-
i pięćdziesięciodolarowych.
- Kurs wynosi nieco ponad osiem koron
- powiedział Mortensen i sięgnął po komórkę, żeby się
upewnić. - Dokładnie osiem siedemnaście - dodał i przeliczył
kwotę na korony norweskie: - Wychodzi szesnaście milionów
i siedemdziesiąt tysięcy.
Wisting zakleił taśmą pierwszy
karton.
- Żadnych banknotów z serii A -
podsumował. - Czyli cofamy się do kwietnia 2005.
Mortensen przytaknął.
- Znajdźmy karton z euro -
powiedział i usunął zabezpieczenie z kolejnego pudła.
Ten karton nie był wcześniej
otwierany. Wisting poszedł po nóż, żeby przeciąć taśmę.
- Tu są funty - oznajmił. -
Brytyjskie banknoty pięćdziesięciofuntowe.
- Kiedy je wyemitowano? - spytał
Mortensen i chwycił jeden plik, żeby sprawdzić to samodzielnie.
- W 1994 - odczytał Wisting.
Sięgnął ręką głębiej, żeby wydobyć
inny plik, i odkrył, że spomiędzy dwóch banknotów wystaje jakiś
przedmiot. Czarny przewód.
Wyłowił go dwoma palcami.
Był to oderwany fragment kabla
z mniejszymi przewodami, czerwonym i niebieskim, które wystawały
z uszkodzonego końca, oraz z małą metalową wtyczką na drugim
końcu.
- Minijack - stwierdził
Mortensen. - Do przesyłania sygnałów analogowych.
Wyjął torebkę strunową na dowody
rzeczowe. Wisting przyglądał się przez chwilę małej wtyczce, po
czym wrzucił ją do torebki.
- Bardzo rozpowszechniona -
ciągnął technik, opisując torebkę. - Używana niemal we wszystkich
słuchawkach nausznych, dousznych, radiostacjach...
Komisarz przytaknął. Było za wcześnie
na wyciąganie wniosków i snucie hipotez, ale nie mógł się oprzeć
wrażeniu, że chodziło o jakąś tajną operację, podczas której
wszystko działo się bardzo szybko i coś poszło nie tak.
Podniósł kolejny plik.
- Tu też jest 1994 - stwierdził. -
Na wszystkich banknotach, o ile się nie mylę.
Zmienił ustawienie waluty na liczarce
i załadował pierwszy plik. Mortensen przeczytał o funtach brytyjskich
na stronie Banku Anglii.
- Wygląda na to, że rok emisji
odpowiada wzorowi banknotu. W 2011 ukazał się nowy banknot o nominale
pięćdziesięciu funtów. Na wszystkich banknotach wyemitowanych między
1994 a 2011 jest rok 1994.
Po trzech kwadransach doliczyli się stu
osiemdziesięciu sześciu tysięcy funtów.
- Trochę ponad milion dziewięćset
tysięcy koron norweskich - obliczył technik.
Od kurzu unoszącego się w powietrzu
Wistingowi zaschło w gardle. Dzbanek z mrożoną herbatą od Line stał
na półce tuż obok drzwi. Kostki lodu dawno się rozpuściły. Poszedł
do kuchni, przyniósł dwie szklanki i nalał im herbaty.
- Musimy coś zjeść -
stwierdził. - Dzwonię po pizzę.
Czekając na jedzenie, zabrali się do
przeglądania kolejnego kartonu. Ten zawierał banknoty euro o różnych
nominałach.
- Kiedy właściwie wprowadzono
euro? - spytał Wisting i wybrał nową walutę na liczarce.
Mortensen sprawdził w telefonie.
- Banknoty wprowadzono do obiegu
w styczniu 2002 - odparł.
- To nam trochę zawęża przedział
czasowy - skwitował komisarz. - Pieniądze pochodzą z okresu od
stycznia 2002 do kwietnia 2005.
- Ale nadal nie wiemy, kiedy Clausen wszedł
w ich posiadanie - zauważył Mortensen. - Wiemy tylko tyle, że
to mogło być najwcześniej w 2003, gdy banknot studolarowy trafił
do obiegu.
Dalej pracowali w milczeniu. Po
półgodzinie usłyszeli, że przed domem zatrzymał się
samochód.
- Pizza - rzekł Wisting.
W tej samej chwili liczarka wydała
dźwięk, jakiego wcześniej nie słyszał, i zatrzymała się w środku
pliku.
- Co się dzieje? - spytał
technik.
Komisarz sprawdził.
- Kawałek papieru - powiedział
i wyjął go z maszyny. - Musiał leżeć między banknotami.
Kartka była wielkości pudełka zapałek
i miała dwie równe i dwie postrzępione krawędzie, jakby została
oderwana z rogu większej kartki. Na jednej stronie znajdował się
jakiś napis wykonany niebieskim długopisem.
Po chwili rozległ się dzwonek do
drzwi. Wisting podał kartkę Mortensenowi, zdjął rękawiczki
i poszedł otworzyć dostawcy pizzy.
- To wygląda jak numer telefonu -
powiedział technik, gdy Wisting wrócił do pokoju.
- Norweski?
- Osiem cyfr, bez numeru kierunkowego
- odparł i sprawdził numer. - Zarejestrowany na Gine Jonasen
w Oslo.
- Zjedzmy na dworze - zaproponował
komisarz.
Mortensen włożył kartkę z numerem
do plastikowej torebki i nadał jej numer. Potem aktywowali alarm,
zamknęli salon i wyszli na taras po drugiej stronie domu.
Jedli prosto z pudełka, popijając pizzę
colą w puszce. Od czasu do czasu dolatywały do nich przytłumione
odgłosy miasta. Wisting zatrzymał wzrok na żaglówce wpływającej
do zatoki przy Stavernsodden.
- Masz jakiś pomysł, o co może
chodzić? - spytał.
- Tajne źródło pieniędzy w obcej
walucie. Pieniędzy, dzięki którym władze mogą wykupić się
z problemów. Pieniędzy, które trafiają do somalijskich piratów,
talibów albo tak zwanego Państwa Islamskiego.
Wisting snuł wcześniej podobne
domysły.
- Clausen był ministrem spraw
zagranicznych w rządzie Himlego - powiedział. - Sekretarz partii
poinformował go o pieniądzach. Himle z pewnością wiedziałby o tym,
gdyby zginęły znaczne rezerwy pieniężne. Nie poszliby z tym do
prokuratora generalnego, tylko zatroszczyli się, żeby posprzątać
po Clausenie.
Mortensen sięgnął po kolejny kawałek
pizzy.
- Nie znam się na polityce. Zresztą
na pieniądzach też nie.
- Nie jestem pewny, czy odpowiedź
znajdziemy w polityce. Chcąc rozwiązać tę sprawę, musimy
porozmawiać z ludźmi, którzy go znali.
- Trudno to połączyć z tajnym
śledztwem - zauważył Mortensen. - Poza tym we dwóch się z tym
nie wyrobimy.
- Mogę włączyć do zespołu ludzi,
których potrzebujemy.
- Masz na myśli kogoś
konkretnego?
Wisting przytaknął, nie mówiąc nic
więcej.
Gdzieś w ogrodzie świerszcz rozpoczął
koncert. Dokończyli pizzę w milczeniu.
W końcu komisarz wstał.
- Wracamy do pracy? - spytał.
Mortensen skinął głową i zszedł za
nim do salonu w piwnicy.
Wisting liczył pieniądze, natomiast
Mortensen skupił się na odciskach linii papilarnych. Rozłożył płasko
kartony, każdą powierzchnię pokrył środkiem chemicznym w sprayu
i zostawił na kilka minut do wyschnięcia. Następnie położył na
nich specjalne płótno i użył żelazka parowego, żeby ujawnić
odciski palców.
Każda odbitka linii papilarnych
została sfotografowana, zapisana i przygotowana do wprowadzenia do
rejestru.
- Są tu stare i nowe odciski -
skomentował. - Najnowsze należą prawdopodobnie do sekretarza partii,
który znalazł kartony, a te najmniej wyraźne do Clausena. W każdym
razie wyglądają na kilku- albo kilkunastoletnie.
Dalej pracowali w milczeniu. Tuż przed
dwudziestą drugą zbliżali się do końca. Wisting widział już dno
ostatniego kartonu, gdy nagle dostrzegł coś, co wystawało spomiędzy
banknotów.
- Klucz - powiedział, sięgając
po przedmiot.
Prawdopodobnie był to klucz do
zewnętrznego zamka, ponieważ w wielu miejscach metal był
skorodowany.
Mortensen wyjął go Wistingowi
z rąk.
- To nie jest żaden klucz systemowy
- stwierdził. - Nie ma na nim nawet znaku fabrycznego.
- Dorobiony?
Technik przytaknął.
- Nie da się go w żaden sposób
namierzyć.
Wyjął nową torebkę strunową,
włożył do niej klucz i opisał ją, a następnie położył na
stole obok dwóch pozostałych dowodów rzeczowych: kartki z numerem
telefonu i fragmentu przewodu zakończonego metalową wtyczką.
Wisting przeliczył resztę
pieniędzy. Praca zajęła im prawie sześć godzin. Po podsumowaniu
wydruków z liczarki Wisting przepisał liczby do notesu:
5 364 400 dolarów
2 840 800 funtów
3 120 200 euro
W przeliczeniu na
korony norweskie - ponad osiemdziesiąt milionów.