Zapiął pas, marszcząc czoło
w zamyśleniu.
Od zaginięcia Kajsy Berg minęły
dwa dni. Tydzień, odkąd skończyła dwadzieścia lat. Rok, odkąd
przeprowadziła się do ich miasta.
Mimo młodego wieku dała się poznać
jako świetna piłkarka ręczna. Nie tylko w klubie w Larviku, lecz
także w kadrze narodowej. Tryskająca optymizmem dziewczyna o rumianych
policzkach szybko stała się ulubienicą mediów.
Dzisiaj wszyscy zastanawiali się, co
się z nią stało.
We wtorek 18 lipca wyszła ze swojego
mieszkania w Langestrand, żeby trenować w Spenst. Droga do centrum
sportowego zabierała jej dwie minuty, a jednak gdzieś na tym krótkim
odcinku dwudziestolatka przepadła bez wieści.
- Myślisz, że był przeznaczony dla
niej? - spytał Hammer, wyrywając Wistinga z zamyślenia.
- Co?
- Grób.
Hammer dodał gazu i z piskiem opon
wyjechał z małej zatoczki na drodze krajowej, żeby zdążyć przed
samochodem ciągnącym przyczepę kempingową.
- Myślisz, że był przeznaczony dla
Kajsy Berg? - Hammer doprecyzował pytanie.
Komisarz nie odpowiedział od razu.
- Gdyby tak było, już by w nim
leżała.
- Chcesz to tak zostawić? Nie
zamierzasz zabezpieczyć miejsca zdarzenia ani wysłać tam Mortensena
z jego walizkami kryminalistycznymi?
- Jeszcze nie. - Wisting ustawił
wentylatory, żeby chłodne powietrze wiało mu prosto w twarz. - Nie,
dopóki nie będziemy mieć pewności, że rzeczywiście mamy jakieś
miejsce zdarzenia.
Jechali w milczeniu. Komisarz przyglądał
się falującemu rolniczemu krajobrazowi. Urządzenia do nawadniania
pracowały pełną parą.
- Kurwa, jak gorąco! - zaklął
Hammer, przerywając ciszę. Skinął głową na cyfrowy wskaźnik
temperatury znajdujący się pod prędkościomierzem. - 28
stopni!
Wisting przytaknął i pochylił
się, żeby podkręcić dźwięk w radiu, gdy zaczął się serwis
informacyjny.
- "Policji w Larviku nadal nie udało
się ustalić miejsca pobytu zaginionej piłkarki ręcznej Kajsy Berg"
- oznajmił spiker. - "Już drugą dobę trwają poszukiwania
z użyciem psów tropiących w okolicy, w której dwudziestolatka
była widziana po raz ostatni. W akcji biorą udział również
wolontariusze z Czerwonego Krzyża. Policja rozważa poszerzenie obszaru
poszukiwań".
Wisting wyłączył dźwięk w chwili,
gdy spiker oddawał głos specjalnemu wysłannikowi radia.
- Jedź do jej domu - poprosił
krótko.
- Do domu Kajsy?
- Tak. - Komisarz westchnął,
potarł policzek i poczuł pod palcami kilka kłujących, pominiętych
przy goleniu włosków. - Gdzieś przecież musi być jakaś wskazówka,
która naprowadzi nas na jej trop.
W domu, w którym mieszkała
Kajsa Berg, mieścił się ostatni sklep kolonialny w Langestrand,
ale i on w końcu został zamknięty. Jeden z potomków kupca
Myhrego wyremontował budynek, a dawny magazyn i starą piekarnię
w piwnicy przerobił na mieszkanie do wynajęcia. Sam zajmował dwa
wyższe piętra.
- To już trzecia wizyta policji -
żalił się.
Był to niski mężczyzna o siwych
włosach, które zwisały bez życia, zakrywając mu uszy. Nos miał
wyraźne zgrubienie u nasady, które najprawdopodobniej było pamiątką
po złamaniu.
- Ale moja pierwsza - uśmiechnął
się pobłażliwie Wisting, podczas gdy mężczyzna gmerał przy
zamku.
- To znaczy, że niczego się nie
dowiedzieliście? - ciągnął gospodarz, otwierając drzwi. - Nie
wiecie, co się z nią stało?
- Nie - odparł komisarz i wyjął
klucz z zamka. - Później do pana zajrzymy.
- Jeszcze jakieś pytania?
- Z pewnością na większość z nich
już pan odpowiedział, ale chciałbym zadać je panu jeszcze raz. -
Wisting zatrzymał wzrok na mężczyźnie. - Jest pan ostatnią osobą,
która ją widziała...
"... przy życiu" - już miał to
dodać, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Nadal nie wiedzieli, co
się wydarzyło. Wciąż jest nadzieja, że dziewczyna żyje, pomyślał
i wszedł do jej mieszkania.
Pierwotny styl pomieszczeń
został w dużym stopniu zachowany, co nadawało pokojom surowy
charakter. Ściany z otynkowanych i pomalowanych na biało cegieł
były poprzecinane pociągniętymi brązową bejcą drewnianymi
belkami. Z sufitu zwisały reflektory punktowe przymocowane do
drutu. Najbardziej uderzyło go to, że mieszkanie sprawiało wrażenie
dziwnie pustego, niemal nagiego. Kilka kartonów stało pod jedną
z dłuższych ścian, zupełnie jakby Kajsa Berg nie zdążyła się
tu na dobre zadomowić.
Stanął na środku salonu, w którym
znajdowały się dwa duże okna wychodzące na południowy wschód. Miały
dokładnie taką wysokość, że człowiek mógł oprzeć wygodnie ramiona
o parapet i przyglądać się dachom domów zbudowanych kaskadowo na
wzgórzu, które opadało w kierunku morza.
Po drugiej stronie pokoju był aneks
kuchenny. Na blacie stała pusta szklanka po mleku i talerz ze
zjedzoną do połowy kanapką. Brzegi wędliny wyschły i skurczyły
się. Nad talerzem latała mucha. Jej brzęczenie na chwilę wypełniło
powietrze. W końcu owad usiadł i zapadła cisza.
Poza tym wszędzie było czysto
i schludnie.
W pokoju najbardziej rzucała się w oczy
meblościanka z dużym telewizorem otoczonym wieloma metrami półek
z filmami DVD.
Na ławie stał wazon z pojedynczą
uschniętą różą i patera z owocami. Banany zaczęły pokrywać
się brązowymi plamami.
Do róży była przyczepiona
karteczka. Wisting podszedł do ławy i wziął do ręki bilecik. Na
pierwszej stronie znajdował się rysunek przedstawiający bijące serce,
a na odwrocie wydrukowany był kiczowaty wierszyk o miłości.
- "Twój Kristoffer" - przeczytał
na głos.
- Jej chłopak - oznajmił Hammer,
częstując się jabłkiem. - Kristoffer Berven. Powinniśmy uciąć
sobie z nim pogawędkę - dodał i ugryzł kawałek.
Wisting przytaknął. Musiał odsunąć
na bok myśli o Ingrid i poważnie zająć się tą sprawą. Nie
mógł oprzeć się wrażeniu, że wszyscy inni wiedzieli o zaginięciu
dziewczyny więcej od niego, chociaż to on prowadził dochodzenie.
- Interesowała się filmem -
powiedział na głos, chociaż głównie do siebie, i podszedł
do meblościanki. Przyłapał się na tym, że mówi o Kajsie Berg
w czasie przeszłym.
- Co właściwie masz zamiar tutaj
znaleźć, czego Torunn lub Espen nie znaleźli przed nami? - spytał
Hammer.
- Nie wiem - odparł i wziął do
ręki czarny notes leżący na telewizorze. - Ale muszę spróbować
stworzyć sobie jej obraz, żeby lepiej zrozumieć, co się stało.
Notatnik zawierał długą listę tytułów
filmów i dat, które prawdopodobnie oznaczały daty ich zakupu. Pismo
było kanciaste, a nagryzmolone słowa w wielu miejscach trudne do
odczytania.
Wszystkie filmy były ponumerowane.
- 178 - powiedział i wyciągnął
z półki przypadkowy film. Była na nim biała nalepka z numerem
odpowiadającym numerowi i tytułowi zapisanym w notesie.
- Hm?
- Ma 178 filmów.
Wisting położył notatnik na szczycie
meblościanki i dalej rozglądał się po pokoju.
- To trochę niezrozumiałe -
Hammer mlaskał, jedząc jabłko. - Nie chodzi mi o filmy, ale o to,
że zniknęła. Jest młoda, ma zdrowe zainteresowania, zdrowe nawyki
i zdrowych przyjaciół. Jest wysportowana, odnosi sukcesy na boisku,
nieźle zarabia, ma porządnego chłopaka. Po prostu nie pasuje do tego
typu osób, które dają nogę.
Wisting powiódł wzrokiem po jednej
ze ścian, na której wisiały zdjęcia drużyny i kilku koleżanek
piłkarek.
- Właśnie to mnie niepokoi -
powiedział i zatrzymał się na zdjęciu Kajsy i dziewczyny w takim
samym klubowym stroju. Stały w deszczu, obejmując się i uśmiechając
do fotografa. Krótko obcięte czarne włosy Kajsy przylegały płasko
do głowy, a krople deszczu ściekały jej po twarzy. Mimo to dziewczyna
uśmiechała się promiennie. Zupełnie beztrosko.
- Od tej pory badamy tę sprawę pod kątem
ewentualnego popełnienia przestępstwa - mówił dalej. - Bierzemy
pod uwagę nie tylko nieszczęśliwy wypadek, ale także udział osób
trzecich.
Hammer już miał coś powiedzieć, ale
potknął się o miskę z jedzeniem dla kota stojącą przy aneksie
kuchennym. Sucha karma potoczyła się po podłodze i rozsypała na
kawałki pod butami policjanta, który niechcący ją rozdeptał.
- Do diabła! - zawołał Hammer
i zaczął zgarniać okruchy butem na jedną kupkę.
Wisting odwrócił się i ruszył
w stronę sypialni. Była czysta i prosto urządzona, i równie jasna
jak reszta mieszkania. Łóżko było szerokie, podwójne, ale w jego
nogach leżała zwinięta tylko jedna kołdra. Na ścianie wisiało
wiele zdjęć z boiska do piłki ręcznej.
Usiadł na brzegu łóżka i otworzył
szufladę nocnego stolika. Ponad dwadzieścia pięć lat służby
w policji nauczyło go, że to tam ludzie najczęściej przechowują
swoje tajemnice. Najbardziej osobiste przedmioty, których inni nie
mieli widzieć ani o nich wiedzieć.
Miał świadomość, że Torunn i Espen
przeszukali całe mieszkanie dzień wcześniej i nie znaleźli niczego
interesującego. Mimo to westchnął z niezadowoleniem, gdy otworzył
szufladę i odkrył, że jest w niej jedynie kilka gumek do włosów,
krem nawilżający, balsam do ust i paczka pastylek.
- Tutaj jest jej dziennik! - zawołał
Hammer stojący przy aneksie kuchennym.
- Dziennik? - powtórzył Wisting
i podniósł się gwałtownie.
- Leżał na lodówce -
wyjaśnił. Stanął w drzwiach sypialni i zaczął przeglądać mały
skoroszyt.
- Nic ciekawego - skwitował
szybko i podał go koledze. - Jest tylko mowa o tym, co i jak
trenuje.
Komisarz wziął do ręki pamiętnik
i przekartkował go. Pod każdą datą znajdowały się informacje
dotyczące rodzaju treningu, jego długości, intensywności i tego, jak
się po nim czuła. Ostatni wpis dotyczył poniedziałku, 17 lipca. Dzień
przed zaginięciem Kajsa zanotowała: "Trening interwałowy 8
× 3 minuty w B?keskogen z Miną. Czułam, że wczorajszy obiad
z Kristofferem nadal leży mi na żołądku. Mina objęła prowadzenie
na trzech ostatnich krokach. Na koniec pływanie w Farris - woda
miała co najmniej 25 stopni. Cudownie. Jutro trening siłowy".
- Kto to jest Mina? - spytał
Wisting.
- Mina Kopstad - odparł Hammer. -
Nie śledzisz wiadomości? Nowy bramkarz Klubu Piłki Ręcznej
Larvik.
Wisting podał dziennik treningów
Hammerowi.
- Powinniśmy z nią porozmawiać -
westchnął. - Powinniśmy porozmawiać ze wszystkimi zawodniczkami
z drużyny.
Mieszkanie nie powiedziało im
nic więcej. Nic, co mogłoby naprowadzić ich na trop zaginionej
dziewczyny.
Komisarz zamknął drzwi i przekręcił
klucz w zamku. Nagle zadzwonił telefon komórkowy. W pierwszej chwili
pomyślał o Ingrid, ale na wyświetlaczu pojawiło się imię jego
ojca. To go jednak nie uspokoiło. Wręcz przeciwnie. Poczuł ukłucie
w sercu jak zawsze, gdy dzwonił ojciec. Choroba przyszła nagle
i zupełnie niespodziewanie. Ojciec przez całe życie był okazem
zdrowia. W ciągu czterdziestu lat pracy jako chirurg w szpitalu,
na zwolnieniu lekarskim przebywał tylko jeden dzień, może
dwa. W okolicach Wielkanocy doznał zawału serca. Co prawda zawał
nie był rozległy i uszkodzenia okazały się stosunkowo niewielkie,
ale od tego czasu ojciec bywał przygnębiony i bał się zostawać
sam w domu.
- Zajrzysz do mnie dzisiaj? -
spytał.
Wisting zwlekał z odpowiedzią.
- Dzisiaj nie bardzo mi pasuje -
odparł wymijająco, gdy wracali do samochodu.
- Chodzi o tę piłkarkę
ręczną? - chciał wiedzieć ojciec. Zawsze interesował się
sprawami, nad którymi pracował jego syn. - Myślisz, że doszło do
przestępstwa? - pytał dalej, zanim Wisting zdążył odpowiedzieć
na pierwsze pytanie.
- Jeszcze się nie odnalazła -
odparł z uśmiechem. - Jestem teraz u niej w domu.
- Aha, w takim razie już ci nie
przeszkadzam.
- Nie przeszkadzasz mi -
zapewnił. - Zobaczę, czy uda mi się wpaść do ciebie jutro.
- Byłoby miło. - Ojcu wyraźnie
poprawił się humor na myśl o wizycie syna. - Masz jakieś wieści
od Ingrid?
- Jeszcze nie.
- Nie powinna się wkrótce
odezwać?
- Powinna - przyznał i zakończył
rozmowę zapewnieniem, że postara się odwiedzić ojca następnego
dnia.
Dwa lata temu żona Wistinga wzięła
urlop ze szkoły, w której uczyła, i wyjechała do Zambii z ramienia
NORAD[1], by poprowadzić program edukacyjny skierowany do młodych
dziewcząt. Niedawno została poproszona o wyjazd do Angoli w ramach
projektu pomocowego zorganizowanego we współpracy z Radą do spraw
Uchodźców. Chodziło o dystrybucję materiałów edukacyjnych
i podręczników dla nauczycieli w obozach dla uchodźców. Był to
rodzaj wyjazdu naukowego, który miał dać odpowiedź na pytanie, czy
w ramach tego projektu można pomóc także innym krajom Afryki. Ingrid
miała podróżować samochodem razem z dwiema innymi osobami i przy
okazji doświadczyć dzikiej afrykańskiej przyrody. Mieli do pokonania
dwa tysiące kilometrów. Wisting nie był tym zachwycony. Od ponad
czterdziestu lat kraj nękały konflikty zbrojne.
Westchnął i włożył telefon do
kieszeni. Przez chwilę stał i patrzył na ulicę, którą musiała
iść Kajsa Berg. Czuł, że powinien się skupić i zebrać myśli
wokół prowadzonego dochodzenia.
- Odniosę klucz i pogadam
z właścicielem domu - wyjaśnił i skinął w stronę wyższych
pięter budynku. - A potem wrócę do komendy.
Hammer splunął i wsiadł do
samochodu.
- Umów mnie z Kristofferem Bervenem
- ciągnął komisarz. - Niech przyjdzie wieczorem. On i ta
przyjaciółka Kajsy z drużyny.
Hammer skinął głową i uruchomił
auto. Wisting patrzył za nim przez chwilę, po czym wrócił do domu
i zapukał do drzwi Stiga Myhrego.
- Znaleźliście coś? - spytał
mężczyzna, nie zapraszając komisarza do środka.
- Nie - odparł Wisting. -
Może mi pan opowiedzieć, jak to było, kiedy Kajsa wyszła stąd we
wtorek?
- Tak, no więc - zaczął
Myhre i oparł się o futrynę - wpadłem na nią przez
przypadek. Ciągnąłem wąż ogrodowy wokół domu, żeby podlać
ogród.
- To było o jedenastej? - przerwał
mu Wisting, zaglądając do notatek.
- Tak przypuszczam. W każdym razie
to było, zanim wróciłem do domu, żeby coś przekąsić.
Komisarz skinął głową na znak, by
mężczyzna mówił dalej.
- Wyszła z mieszkania, uśmiechnęła
się i powiedziała "cześć". Uśmiechnąłem się i odwzajemniłem
pozdrowienie. Rzuciła jakiś komentarz, że zrobiło się bardzo sucho,
a ja powiedziałem, że chyba będziemy musieli zacząć modlić się
o deszcz.
- Powiedziała, dokąd się
wybiera?
- Poniekąd - odparł Myhre, gdy
nagle czarno-biały kot przemknął między jego nogami i wybiegł na
trawnik. - Niosła torbę treningową, a ja spytałem, czy naprawdę
ma siłę trenować w takim upale. "Dzień bez treningu to dzień
stracony", odpowiedziała.
Wisting przytaknął, śledząc wzrokiem
kota. Zeznania właściciela domu pokrywały się z tym, co ustalili na
jej temat. Cztery razy w tygodniu w środku dnia trenowała w centrum
sportowym Spenst. Centrum znajdowało się w odległości zaledwie
kilkuset metrów od jej mieszkania.
Nagle coś mu przyszło do głowy.
- To jej kot? - spytał, wskazując
zwierzę, które biegało w kółko, próbując złapać własny
ogon.
- Nie, mój.
- A gdzie kot Kajsy?
Myhre spojrzał na komisarza.
- Ona też mnie o to spytała -
odparł. - Spytała, czy widziałem Nille. Zawsze, kiedy wyjeżdżała
na mecze albo zgrupowania, zostawiała ją pod moją opieką. Ale teraz do
mnie dotarło, że nie widziałem Nille od wielu dni. Dziwna sprawa. Jej
kotka nigdy się stąd nie oddalała.
Wisting zastanawiał się, czy zaginięcie
kotki może mieć znaczenie dla sprawy.
- I jeszcze jedno - powiedział
nagle. - Właśnie sobie o czymś przypomniałem. Kajsa próbowała
przywołać kotkę, ale szybko zrezygnowała. Wyszła na ulicę, ale
nagle się cofnęła i wróciła do mieszkania. Stałem wtedy przy
krzewach róż. Była w środku przez minutę i znowu wyszła.
- Jakby o czymś zapomniała? -
podsunął Wisting.
- Właśnie tak! - przytaknął. -
Wepchnęła coś do torby, zanim przerzuciła ją znowu przez
ramię. Potem już jej nie widziałem.
Kot stanął z powrotem w drzwiach
i z czułością przycisnął głowę do łydek właściciela. Stig
Myhre miał na nogach brązowe sandały. Skóra jego stóp była twarda,
sucha i popękana na piętach. W głębi korytarza stała para butów
do biegania. Były na oko o dwa numery mniejsze od tych, które nosił
właściciel domu.
- Mieszka pan sam? - spytał
Wisting.
- Tak - potwierdził mężczyzna, ale
podążając za wzrokiem komisarza, dodał szybko: - To znaczy teraz
jest u mnie siostrzeniec.
Policjant automatycznie zmarszczył
brwi.
- Od dawna tu mieszka?
- Od tygodnia - odparł Myhre
z wahaniem. - Ale on prawie nie wychodzi - dodał pospiesznie.
- Jest teraz w domu?
- Teraz akurat nie. Poszedł
popływać.
- Ile ma lat?
- Proszę posłuchać - zaczął
Myhre. - Rozumiem, że mój siostrzeniec może się panu wydawać
interesujący z punktu widzenia prowadzonego śledztwa, ale w dniu,
w którym Kajsa wyszła z domu i przepadła bez wieści, on jeszcze
spał i nie ma z tą sprawą nic wspólnego.
Komisarz uśmiechnął się
rozbrajająco.
- Jak się nazywa?
- Martin Ekdal. - Mężczyzna
westchnął z rezygnacją. - To syn mojej siostry ze Skien. Jesienią
skończy dwadzieścia dwa lata.
- Czy on i Kajsa mieli ze
sobą...
- Nie - wszedł mu w słowo. -
Martin całymi godzinami przesiaduje u siebie. Zajmuje pokój
gościnny z własnym salonem na strychu i łazienką. Prawie się
nie widują.
Wisting próbował wydobyć z niego
więcej informacji, ale nie dowiedział się niczego więcej, co mogłoby
mieć znaczenie dla sprawy. Wyjął z portfela wizytówkę i podał
ją mężczyźnie. Postępowali tak od niedawna. Na początku komisarz
sceptycznie odnosił się do pomysłu rozdawania małych kartoników
z imieniem, nazwiskiem i numerem telefonu, ale z czasem doszedł do
wniosku, że było to bardzo praktyczne rozwiązanie.
- Proszę
zadzwonić, jeśli coś pan sobie przypomni - poprosił.
[1] Direktoratet
for utviklingssamarbeid - (pol.) Norweska Agencja ds. Współpracy
w Dziedzinie Rozwoju. (Wszystkie przypisy pochodzą od
tłumaczki).