SEXEDPL. Dorastanie w miłości, bezpieczeństwie i zrozumieniu. Przewodnik dla rodziców - Anja Rubik

-
Proszę czekać

Płeć a orientacja

MJ: Wcześniej nigdy nie pomyślałam o sobie, że jestem cispłciowa. Wiedziałam, kim jest gej, lesbijka. Ale nie przyszło mi do głowy, że jak każdy człowiek, mam jakąś tożsamość płciową.

To bardzo ważne dla tej rozmowy, żebyśmy jasno określili, że czym innym jest orientacja seksualna, czy jak teraz coraz częściej nazywamy: tożsamość seksualna, a czym innym tożsamość płciowa.

Orientacja seksualna dotyczy tego, do kogo odczuwamy pociąg seksualny, czy w ogóle odczuwamy do kogoś pociąg, kto nam się podoba, z kim wyobrażamy sobie stworzenie bliskiej, intymnej relacji, uprawianie seksu, jak myślimy o sobie w kontekście bycia z partnerem lub partnerką.

Tożsamość płciowa oznacza, jak opisuję swoją płeć, czyli to, kim się czuję, z jaką płcią się identyfikuję, kim jestem: kobietą, mężczyzną czy osobą niebinarną.

MJ: Co to znaczy być osobą niebinarną?

Najkrócej rzecz ujmując: osoba niebinarna, to ktoś taki, kto wychodzi poza binarny podział na dwie płcie. Innymi słowy, nie utożsamia się z jedną konkretną płcią i nie identyfikuje się z tym, co kultura i społeczeństwo uważają tradycyjnie za kobiece albo męskie. Niebinarne osoby mogą identyfikować się z dwiema płciami albo nie identyfikować się z żadną. Tożsamość osoby niebinarnej może być też płynna. Nie mieszczą się w sztywnych społecznych kategoriach i nie chcą tak być postrzegane. Płeć dla nich jest niejako poza granicami. Na początku naszego życia zdecydowana większość z nas jest wychowywana w ścisłych rolach: ubiór, zabawki, postawy, zachowania, do których nas się zachęca i których nas się uczy, są sztywno określone - to narzuca heteronorma. Ona jest dla większości z nas przezroczysta, a to znaczy, że nawet jej nie zauważamy i uznajemy za coś oczywistego, charakterystycznego dla wszystkich. Tymczasem ekspresja osób niebinarnych, to, jak chcą, aby się do nich zwracać, przełamywanie granic i ta płynność, o której wspomniałam, dla wielu osób jest czymś niezrozumiałym i "spoza normy" właśnie. Nasze myślenie o płci jest najczęściej bardzo hermetyczne i skostniałe i w związku z tym stosunek wielu osób do osób niebinarnych jest agresywny i krytyczny. Są oceniane, wyśmiewane, często traktowane z pogardą. Tak być nie powinno. Kobiecość i męskość w dużym stopniu są konstruktami kulturowymi i każdy z nas w zasadzie - jeśli chce - może uczyć się od osób niebinarnych zadawania sobie pytań o to, co dla mnie oznacza kobiecość lub męskość, lub płeć w ogóle.

PJ: Większość ludzi nie zastanawia się nad tym, czym jest płeć. W szpitalu po urodzeniu wpisano nam K albo M - i tyle.

Dokładnie tak. Przyjmujemy to jako fakt, którego nie poddajemy refleksji. A pytań można zadać sobie bardzo dużo. Jakie cechy postrzegam jako kobiece/męskie i co na to wpłynęło?

Czy i jak zmieniło się moje myślenie o kobiecości/męskości na przestrzeni lat? Zresztą, kiedy mówimy o płci, trzeba jeszcze wyjaśnić, że istnieje płeć metrykalna - jeden z wielu wyznaczników płci, czyli taka, jaką wpisano nam do dokumentów, najpierw w szpitalu zaraz po narodzinach, a potem w urzędzie. Wpisano nam ją, bo lekarze/ki, pielęgniarki/rze i rodzice, oglądając dziecko, stwierdzili płeć na podstawie wyglądu genitaliów. Mogli nie mieć żadnych wątpliwości, jakiej płci jest dziecko, a mogli się nad tym zastanawiać, bo część dzieci rodzi się z nietypowo wyglądającymi narządami płciowymi (o interpłciowych noworodkach piszemy w pierwszym rozdziale tej książki - przyp. red.). Niezależnie jednak od tego, czy płeć metrykalną było łatwo, czy trudno określić, to przynależność: chłopiec/mężczyzna albo dziewczynka/kobieta ustalono tylko na podstawie wyglądu zewnętrznych narządów płciowych. Ale cechy cielesne nie muszą odpowiadać temu, jaką dziecko ma tożsamość płciową.

MJ: W moim przypadku odpowiadały. Teraz już wiem, że to oznacza, że jestem osobą cispłciową.

Tak. Osoby, których tożsamość płciowa zgadza się z płcią metrykalną, nazywamy cispłciowymi. Jeśli ktoś urodził się z żeńskimi zewnętrznymi narządami płciowymi, w związku z tym ma przypisaną w dokumentach płeć żeńską i czuje się kobietą, to jest osobą cispłciową. Tak samo w przypadku osoby, która czuje się mężczyzną i taka została mu nadana płeć przy urodzeniu. Ale są osoby, które mają inną tożsamość płciową, niż wydawało się w chwili porodu i określania płci. To są osoby transpłciowe.

Można prosto powiedzieć, że płeć jest przede wszystkim w głowie - w sposobie, w jaki o sobie myślimy, jak się czujemy, a nie w genitaliach. I tu można zadać sobie pytanie, co to znaczy dla mnie/dla każdej indywidualnej osoby być kobietą lub mężczyzną. W jednej ze starych książek przeczytałam zdanie, że swojej kobiecości czy męskości oraz bycia niejako poza granicami płci uczymy się całe życie. Każdy może się temu przyglądać, niezależnie od tego, czy jest cis, czy trans, czy niebinarny.

MJ: Niestety powszechne jest mylenie tożsamości płciowej z orientacją seksualną. Nawet w sądach, podczas procesu dotyczącego tożsamości i pozwalającego na oficjalną zmianę oznaczenia płci metrykalnej w dokumentach, można usłyszeć pytania o to, z kim osoba uprawia seks, jakie ma doświadczenia seksualne. Takich pytań w ogóle nie powinno się w tym miejscu zadawać.

Pytanie z grupy "Transpłciowość w rodzinie": Czy osoba transpłciowa może mieć orientację homoseksualną?

Osoba transpłciowa może mieć orientację/tożsamość seksualną jak każda inna osoba. Obecnie najczęściej wyróżniamy cztery tożsamości. Innymi słowy, oznacza to, że transpłciowa kobieta, może być hetero-, homo-, bi- lub aseksualna. Tak samo transpłciowy mężczyzna. Ale chciałabym podkreślić, że coraz częściej odchodzi się od jej określania, bo różne osoby przeżywają siebie w indywidualny sposób i w wielu krajach na świecie nikt nie prosi o zadeklarowanie swojej tożsamości. Nie jest to takie sztywne, jak często ma to miejsce u nas. Niemniej tożsamość płciowa nie określa, do kogo odczuwa się pociąg seksualny, z kim chce się być w relacji romantycznej, tylko KIM SIĘ JEST.

MJ: Kiedyś nie rozumiałam tych wszystkich kwestii związanych z odczuwaniem swojej płci. Właściwie nie zastanawiałam się nad nimi. Była to dla mnie jakby "przezroczysta" część rzeczywistości. Potem przeszłam "przyspieszony kurs" i teraz widzę, jak bardzo mylone są pojęcia orientacji i tożsamości. Nawet na paradach równości widać głównie hasła dotyczące orientacji seksualnej, np. "Love is love". Takie hasła mówią o tym, że każdy ma prawo do miłości, do tworzenia bliskich związków niezależnie od tego, czy kocha osobę tej samej płci co własna, czy innej. Osoby transpłciowe, takie jak nasze dziecko, walczą o coś jeszcze: o prawo do tego, żeby być sobą.

PJ: Walczą o prawo do życia w ogóle. Tranzycja ratuje życia. Tu nie chodzi o to, czy komuś dzięki temu będzie przyjemniej, milej, wygodniej - tylko w wielu przypadkach o to, czy w ogóle ta osoba będzie żyć, czy popełni samobójstwo.

Osoba transpłciowa pragnie w każdym aspekcie życia móc być sobą. Dla niej/niego cierpieniem są setki zwykłych, codziennych czynności.

PJ: Nasza córka musiała odebrać z urzędu odpis skrócony aktu urodzenia. To był dla niej niewyobrażalny stres. Musiała odebrać metrykę chłopca, a jest kobietą. Nigdy nie wiadomo, na kogo trafi się w okienku. Czasem wystarczy, że urzędnik czy urzędniczka krzywo spojrzy i taka osoba wraca do domu roztrzęsiona. Nasza córka po odebraniu tego dokumentu przez tydzień nie wychodziła z pokoju.

Osoby cispłciowe nie zdają sobie z tego sprawy, bo dla nich to wszystko jest normalne, naturalne. Świat osób cis jest transparentny, oczywisty, nie wymaga zastanawiania się, refleksji, postawienia znaku zapytania. Cispłciowa dziewczyna wkłada sukienkę (albo spodnie, jeśli tak chce, ale to jej wybór). Przedstawia się żeńskim imieniem, mówi swobodnie: "Poszłam, wzięłam". Cispłciowy chłopak w podobny sposób używa męskiego imienia i męskich zaimków, nie miesiączkuje, jego ciało naturalnie zmienia się biologicznie, jak u większości innych chłopców. Dopiero kontakt z osobą trans lub osobą niebinarną każe nam się zatrzymać i podać pewne oczywiste dotąd rzeczy w wątpliwość. Bo osoba transpłciowa również chce móc być sobą, kiedy zakłada ubranie, przedstawia się, pokazuje dowód osobisty. Mówi o sobie, używając form gramatycznych, zgodnych z tym, jak się czuje, słucha, jak inni o niej/nim mówią. Chce być nazywana swoim imieniem w szkole, na studiach, w pracy. I co często najważniejsze - w domu. Chce funkcjonować normalnie, bez wyjaśniania intymnych szczegółów swojego życia przypadkowym osobom, np. nauczycielowi/nauczycielce, trenerowi/trenerce, pani/panu w rejestracji u lekarki/lekarza czy właśnie lekarce/lekarzowi.

PJ: Powiedział mi pewien transpłciowy dorosły mężczyzna, wiele lat po korekcie płci, że jest jedno miejsce, w którym zawsze musi się na nowo wyoutować: gabinet lekarza. Musi powiedzieć, że bierze hormony, bo mogą wchodzić w interakcje z przepisywanymi lekami. Reakcje bywają różne, nie wiadomo, na kogo się trafi.

Ochrona przed przemocą seksualną

Mówiłaś o tym, że nastolatek jest trochę zagubiony, nie wie, kim jest i czego potrzebuje. Jak w takim razie ma pilnować swoich granic, jak ma się dowiedzieć, co dla niej, dla niego w seksie (i nie tylko w seksie) jest okej, a co już jest naruszeniem? Jak pomóc dziecku się tego nauczyć?

Do tego można podejść od pozytywnej strony, to znaczy zacząć rozmawiać o tym, jak poznać, że nam z kimś dobrze. Jak rozpoznać w swoim ciele sygnały, które świadczą o tym, że przy kimś czujemy spokój, radość, błogość, pewność. Wtedy, poprzez przeciwieństwo, wiadomo, co budzi w nas dyskomfort, niechęć, sprzeciw.

Jeśli taka rozmowa dobrze się toczy, możemy pogadać o tym, kiedy jest odpowiedni czas na kontakty seksualne i z kim. Że to powinna być osoba, przy której dobrze się czuję, mogę swobodnie porozmawiać o antykoncepcji.

Nastolatki często pytają mnie, jak poznać, że jest się gotowym na seks. Z jednej strony to dobrze, że o tym chcą porozmawiać, z drugiej myślę, że jeśli osoba potrzebuje takiego zapewnienia z zewnątrz ("tak, jesteś gotowa, gotowy"), to tej osobistej pewności jeszcze nie ma. To przekonanie powinno płynąć z wewnątrz.

Przy okazji hasła #metoo przez świat przetoczyła się dyskusja o tym, gdzie są granice flirtu, co jest naruszeniem drugiej osoby bez jej zgody. Można te ramy jakoś określić?

W wielu krajach dokonuje się teraz zmiana prawnej definicji gwałtu. Chodzi o wyraźnie wskazanie, że gwałt to kontakt intymny, który odbywa się bez zgody wszystkich zaangażowanych stron. To ustawia jasną granicę. Po prostu na każdą aktywność seksualną trzeba uzyskać zgodę, aby uznać ją za konsensualną. Wyraźne "tak", zanim kogoś pocałujemy, dotkniemy, przytulimy. Dotyczy to wszystkich aktywności, również tych, które dzieją się przez internet, takich jak maile, czaty, wysyłanie zdjęć, filmów, rozmowy wideo. To ważne, żeby młodym ludziom o tym mówić - sprawdź, czy druga osoba ma na to ochotę. Nie polegaj na bzdurnych wskazówkach z internetu, że jak on, ona patrzy się na ciebie w jakiś sposób, to pewnie chce seksu.

Jak rodzice powinni traktować dziecko, które wyjawia, że padło ofiarą przemocy seksualnej?

Przede wszystkim potraktować to poważnie. Przyznam, że często słyszę o rodzicach, którzy bagatelizują przemoc seksualną. Np. nastolatek, nastolatka mówią im, że ktoś im zrobił zdjęcie w toalecie. Albo że koleżanka, kolega przymusza do rozbierania się. A rodzice próbują to zbyć. Mówią, że to jest pewnie jakaś zabawa, żart, że dziecko powinno mieć więcej dystansu. Odrzucają dziecko, a ono przyszło do nich z czymś bardzo prywatnym, delikatnym, zrobiło duży krok, potrzebowało wsparcia i pomocy. Czasem może być niepewne, jak się nazywa to, co się wydarzyło, ale czuje, że to wyrządziło mu, jej krzywdę. Jeśli rodzice podważą prawdziwość tych uczuć, to krzywda się powiększa. Przemoc seksualna to nie tylko gwałt. To może być np. zmuszanie do oglądania pornografii, wysyłanie nagich zdjęć bez zgody, upublicznianie czyichś intymnych zdjęć i wiele innych. Reakcją rodzica powinno być jak najszybsze przerwanie przemocy. Włącz dziecko w proces reagowania, jeśli będzie tego chciało. Każdy taki akt może zgłosić w szkole, w miejscu, gdzie się to zdarzyło, oraz po prostu złożyć zawiadomienie o przestępstwie.

Podważanie relacji osoby, którą ktoś wykorzystał, to jeden z elementów tzw. kultury gwałtu. Choć odpowiedzialność za przemoc zawsze ponosi osoba, która jej używa, to przemoc między ludźmi nie dzieje się w próżni. Razem tworzymy społeczność i możemy reagować na przemoc obok nas, zatrzymywać ją albo mniej lub bardziej świadomie wspierać. Właśnie na tym polega kultura gwałtu; zaczyna się od akceptowania żartów z przemocy, seksistowskich tekstów, co jest bazą do przymykania oka na obmacywanie, klepanie, a to z kolei sprzyja coraz bardziej drastycznym formom. Aby lepiej zrozumieć, jaką rolę odgrywa kontekst społeczny, żarty, stereotypy dotyczące kobiecości i męskości, bardzo polecam rodzicom miniserial Miasto niedźwiedzia.

Pytanie od Zosi: Nie mam pojęcia, co bym zrobiła, gdyby córka powiedziała mi, że nie pamięta, co się stało, nie wiem, co robić, gdyby ktoś ją skrzywdził...

Jeśli wiemy albo tylko podejrzewamy, że nastoletnie dziecko zostało zgwałcone, w pierwszym kroku dbamy o jego lub jej podstawowe bezpieczeństwo fizyczne i psychiczne. Jest to przestępstwo, które możemy zgłosić policji lub prokuraturze. Podczas zgłaszania cały czas możemy dziecku towarzyszyć. Przesłuchanie powinno odbyć się tylko raz, dziecko powinno mieć prawo wyboru, jakiej płci osoba je przesłuchuje. Jeśli policja nie skieruje nas z dzieckiem na obdukcję, to sami o to zadbajmy. Wówczas można też zrobić testy w kierunku wykrycia pigułki gwałtu (najpopularniejszy środek, czyli GHB, jest wykrywalny w moczu tylko do 12 godzin). Osobie zgłaszającej przysługuje też darmowa antykoncepcja awaryjna (tabletka po) oraz PEP - profilaktyka poekspozycyjna, która zmniejsza szansę rozwoju zakażenia HIV. Aby zadziałała, trzeba ją przyjąć najpóźniej 48 godzin po zdarzeniu, ale jeśli wiadomo, że sprawca lub sprawczyni przemocy żyje z HIV, to leki przyjmuje się nawet do 72 godzin. Pamiętaj, że na każdym etapie możesz pytać, co się wydarzy. To bardzo ważne, aby twoje dziecko usłyszało, jakie będą kolejne kroki, a szczególnie jak będzie dotykane podczas badania. Niezwykle ważne jest też zapewnienie, że stoisz za swoim dzieckiem, a przede wszystkim, że wierzysz w jego, jej słowa. To jest główna obawa, o której słyszę od młodych osób, czyli że mama albo tata im nie uwierzy. W każdym momencie możesz też zwrócić się po wsparcie do osób specjalizujących się tym temacie, np. na naszą Antyprzemocową Linię Pomocy, a jeśli potrzebujecie porady prawnej, może być to Fundacja Feminoteka, Fundacja Przeciw Kulturze Gwałtu.

Burzliwy czas dojrzewania

MW: Przez co przechodzi osoba między 12. a 15. rokiem swojego życia?

MP: To trudny okres, w którym młodzi ludzie przechodzą liczne zmiany hormonalne i somatyczne. W ich organizmach wzrasta stężenie hormonów płciowych: testosteronu, estrogenu, progesteronu. Właśnie te hormony, poza wywoływaniem widocznych zmian w ciele, wpływają także na emocje, a w konsekwencji na zachowanie. Pierwsza faza dojrzewania płciowego zwana jest przedpokwitaniową. Po niej następuje faza pokwitania właściwego, a jeszcze później faza młodzieńcza. Dzisiejsze badania pokazują, że pokwitanie właściwe może rozpocząć się jeszcze przed 10. rokiem życia, choć zazwyczaj przypada ono na przedział, o którym rozmawiamy. U dziewcząt najczęściej pierwszym sygnałem pokwitania jest rozwój gruczołów piersiowych, u chłopców natomiast powiększenie się jąder. Wraz z zakończeniem okresu pokwitania człowiek osiąga dojrzałość płciową i zdolność do rozmnażania.

Pamiętam swój okres dojrzewania i to był bardzo burzliwy czas. Ale patrzę dzisiaj na moje czternastoletnie dziecko i mam wrażenie, że jej i jej rówieśnikom jest znacznie trudniej.

Tak, widać to po tym, z jakimi problemami zgłaszają się rodzice nastoletnich dzieci. Pracuję w zawodzie od kilkunastu lat i widzę, jak narastają problemy. Skala zachorowań na depresję i różnego rodzaju zaburzenia lękowe jest ogromna. U młodych ludzi jest bardzo duże ryzyko samobójstwa. Właściwie większość nastolatków, z którymi pracuję, po jakimś czasie ujawnia myśli i skłonności samobójcze. Z oficjalnych statystyk Komendy Głównej Policji wynika, że w 2020 roku w grupie wiekowej 13-18 lat odnotowano 106 zakończonych śmiercią prób samobójczych. W 2021 roku było to już 125 osób oraz zarejestrowano aż 1411 prób samobójczych nastolatków w tym przedziale wiekowym. Dane te pokazują wzrost liczby prób samobójczych dzieci i młodzieży w ostatnich latach. Naprawdę jest im teraz bardzo trudno.

Pod jakim względem nasze pokolenie, pokolenie współczesnych rodziców, miało w młodości łatwiej?

Kiedy byłem nastolatkiem, miałem tylko kilka grup, do których mogłem przynależeć; być depeszem, punkiem, metalem, hipisem, harcerzem... Dzisiaj jest tak dużo możliwości, że nie wiadomo, co wybrać. A możliwość przynależenia do jakiejś grupy jest w tym okresie życia szczególnie ważna. W tym wieku stajemy przed najbardziej zasadniczym pytaniem naszego życia: "Kim ja jestem?". Odpowiedź buduje się na bazie tego, co się wie o świecie. A my dzisiaj mamy takie wzorce i taką różnorodność, że powstaje chaos. On przenika do człowieka, do wewnątrz. Gubimy się w nim.

Różnice w edukowaniu osób różnych płci

W jakich tematach nastolatki mają braki?

Tak naprawdę muszę powiedzieć, że we wszystkich. Skoro nie mają kompleksowo prowadzonego przedmiotu w szkole, rozmowy z rodzicami są trudne dla obydwu stron, nie mogą samodzielnie pójść na wizytę lekarską, to pozostaje im dowiadywanie się od rówieśników i rówieśniczek, szukanie informacji w internecie - badania pokazują, że to są główne źródła ich wiedzy. To znaczy, że docierają do nich szczątki informacji, mieszają się z fake newsami, trudno jest je zweryfikować. Przez to młode osoby wystawione są na działanie stereotypów, zawstydzania, zastraszania, bo nie mają wiedzy, którą mogłyby się chronić.

Jakie są skutki takiego straszącego przekazu o seksie i ciąży?

Dziewczyny są przerażone oceną społeczną i tym, że mogą zajść w ciążę. Nie wiedzą do końca, jak do tego może dojść, więc tym bardziej się boją. Wystraszone piszą do nas, że mają np. ból pleców, a w internecie przeczytały, że to objaw ciąży. Po dłuższej rozmowie okazuje się, że nie przeżyły jeszcze sytuacji, która mogłaby doprowadzić do zapłodnienia. Wciąż dostajemy pytania o to, czy mogą zajść z klamką. Już tłumaczę, o co chodzi: dopytują, czy jeśli jakiś domownik ma na dłoni spermę i zamknie drzwi od łazienki, a potem dziewczyna dotknie tej klamki, zrobi siku i dotknie się tą samą dłonią, to czy zajdzie z klamką, a właściwie z tym mężczyzną, w ciążę. To pytanie naprawdę nie jest rzadkie podczas Anonimowych Konsultacji, które nasi eksperci i ekspertki prowadzą regularnie na stronie www.sexed.pl. Wyobraźmy sobie, co przeżywa taka młoda osoba. Dodam jeszcze, że strach i wstyd raczej nie doprowadzają do braku aktywności seksualnej. Nastolatki dalej się rozwijają, decydują się na różne formy zbliżeń, ale w sytuacji tak dużej niewiedzy i lęku trudno mówić o świadomych, bezpiecznych decyzjach. Czyli seks jest i towarzyszy mu ogromny stres. Później otrzymujemy wiadomości: "Nie mogę sobie pozwolić na ciążę, ojciec mnie zabije, to będzie mój koniec". I to nie jest przesadne określenie, dziewczyna naprawdę tak bardzo się boi, nawet jeśli nie wiadomo, czy w ogóle do ciąży doszło.

A tego seksu przecież nie uprawiała sama. Dlaczego w tym procesie odpowiedzialności za konsekwencje faceci gdzieś nagle znikają?

Myślę, że bardzo brakuje tematu ryzyka ciąży, dzielenia się odpowiedzialnością za antykoncepcję w rozmowach z chłopakami. Zresztą nawet badania Instytutu Badań Edukacyjnych, które wspominałam wcześniej, pokazują, że rodzice w ogóle rzadziej rozmawiają na jakiekolwiek tematy związane z seksualnością z chłopakami. Ja to widzę tak, że gdy na dziewczyny nakładany jest wstyd, zakazy i strach, to względem chłopaków temat raczej jest przemilczany, a oni opuszczeni. Chłopaki również potrzebują tych rozmów, nawet na tematy najbardziej podstawowe. Jedną z trudności, z jakimi do nas przychodzą, jest zamartwianie się długością swojego penisa. Porównują swoje wymiary z danymi znalezionymi w internecie. Są tak zestresowani i zawstydzeni, że nie zauważają faktu, że np. porównują swoje szesnastoletnie ciało, które całe jeszcze rośnie (wraz z penisem), z wymiarami dorosłych ludzi. Dodatkowo w tych tabelkach zazwyczaj podaje się wymiary penisa w erekcji. Tacy chłopcy boją się, że ktoś uzna ich za niemęskich, że nie będą przez to dobrzy w łóżku, pytają nas, czy mogą kochać się tylko po ciemku albo szybko zakładać prezerwatywę, żeby nikt nie zobaczył członka. Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby wiedzieli, jak rośnie ciało, że męskość nie jest ukryta w penisie, lub kiedy ludzie odczuwają przyjemność w seksie.

Jakie są jeszcze różnice w podejściu do dziewczyn i chłopaków?

Popatrzmy na to, jakiego języka używamy do rozmowy o debiutach: utrata dziewictwa, odebranie cnoty. Przecież obydwoje przeżywają to samo doświadczenie, ale o chłopaku nikt nie powie, że ktoś mu zabrał wianek, a on bezpowrotnie stracił część siebie. Mit czegoś, co dawniej nazywano błoną dziewiczą, upadł. Część osób, nie wszystkie, na głębokości ok. 1 cm od wejścia do pochwy ma cieniutką fałdkę błony. Nazywamy ją hymen, koroną albo wieńcem pochwowym. Jest elastyczna, naciąga się, może mieć różny kształt od obwódki-pierścionka po półksiężyc czy błonkę z dziurkami lub inny. Teraz już wiemy, że hymen nie jest znakiem braku doświadczenia seksualnego, bo miewają go nawet osoby, które są w ciąży.

Albo inny przykład - dziewczyny spotykają się z tak zwanym slut-shamingiem, czyli zastraszaniem, wmawianiem, że jeśli będą wyrażać swoją seksualność, to spotka je kara. To może polegać np. na powtarzaniu im, że ich ubiór powoduje, że chłopaki w szkole nie mogą skupić się na nauce. Taki przekaz jest wstępem do nauki, że cechy dziewczyny są odpowiedzialne za zachowania seksualne chłopaka. Oraz że seksualność chłopaków jest dzika, zagrażająca, nie podlega samokontroli. Jest to krzywdzące dla wszystkich, a w dalszej perspektywie buduje to grunt dla przemocy seksualnej.

Czy to nie jest tak, że nawet rodzice, którzy są dość postępowi, mają liberalne poglądy, po prostu boją się o córki? Nadal przecież to kobieta musi się zmagać z niechcianą ciążą, a partner często znika.

Tylko że przed niechcianą ciążą nie ochroni jej nakaz noszenia golfów. Postraszenie konsekwencjami pewnie nie powstrzyma jej przed seksem, tylko doda jej stresu. To, co zmniejsza ryzyko niechcianej ciąży, to dobra antykoncepcja i edukacja seksualna, a szczególnie wiedza, jak dochodzi do zapłodnienia, kiedy jest dobry moment na debiuty seksualne, jak poznać, które relacje są bezpieczne, jak stawiać granice.

Co rodzice powinni powiedzieć synowi?

Bardzo się cieszę, że o to pytasz! Bo powinni powiedzieć dokładnie to samo córce, synowi, dziecku niebinarnemu. Młodej osobie każdej płci mówimy o dojrzewaniu, zmianach ciała, psychiki, o relacjach, seksie, zabezpieczeniach, przyjemności, różnorodności - wszystkich tematach poruszanych w tej książce. Dzielenie informacji edukacyjnych ze względu na płeć podtrzymuje podziały między osobami różnej płci. Jest też odklejone od codziennego doświadczenia, bo przecież osoby różnej płci żyją obok siebie, a większość z nas tworzy nawet związki różnopłciowe. Nie ma tajnych informacji, które powinien znać tylko chłopak. Wszyscy powinniśmy mieć taką samą bazę informacji z zakresu edukacji seksualnej.

Chciałbym, żebyś odpowiedziała na takie pytanie: czy to jest okej, że dziewczyna jest aktywną stroną relacji i to ona wybiera faceta, który jej się podoba? Takie pytania pojawiają się w mediach społecznościowych.

A wiesz, że faktycznie nastolatki się tym martwią? Podobnie jak innymi sprawami, które obarczone są stereotypami płci. Często dostajemy pytanie, czy to normalne, że dziewczyna się masturbuje. Tak, to jest normalne, masturbują się osoby niezależnie od płci. I tak, to normalne, że dziewczyna inicjuje znajomość. Ją, tak samo jak chłopaka w tej sytuacji, obowiązuje szacunek dla granic tej osoby, robienie tylko tego, na co druga strona wyraża zgodę. To są zasady uniwersalne.

Jeszcze nie tak dawno powszechny był stereotyp, że mężczyzna jest zdobywcą, który ma kobietę podbić, jakby była twierdzą. I jest w dobrym tonie, żeby ona się trochę broniła, bo jak za łatwo ulegnie, to znaczy, że jest łatwa. Skąd chłopak ma wiedzieć, na co ona się godzi?

Zapytać. Czy mogę cię pocałować? Czy chcesz, żebym cię tak dotknął? Chciałbym cię przytulić - czy to jest dla ciebie okej? Gdy rozmawiam o tym na warsztatach, często słyszę, że takie pytanie zepsuje klimat. Myślę jednak, że na takie pytanie nie ma złej odpowiedzi. Pierwsza opcja jest taka, że usłyszymy, że ta osoba chce tego, co my. Druga to nie - dzięki niej nie skrzywdzimy osoby, na której nam zależy. Rodzice jak najbardziej powinni uczyć swoje dzieci, i to w każdym wieku, że podstawą bezpiecznych relacji jest pytanie o zgodę na bliski kontakt. I warto o tym nie tylko mówić, ale i stosować w domu. Przykładowo pytać, czy mogę przytulić nastoletnie dziecko.

Jak rodzic może sprawdzić, czy to, co mówi do swojego dziecka, nie jest obarczone stereotypami płci?

Można to dość łatwo sprawdzić. Jeśli mówisz coś do swojego dziecka, to przemyśl sobie, czy taką samą wskazówkę albo uwagę wyraziłbyś i w stosunku do syna, i do córki. Jeśli to różnicujesz, to pewnie przypisujesz osobom różnej płci różne cechy. Bardzo możliwe, że opierasz je właśnie na stereotypach. Zwróć uwagę, czy w tym, co mówisz, nie powielasz np. hasła, że chłopaki muszą się wyszaleć. Czy pomijasz kwestię ciąży, bo akurat masz syna? Albo temat przemocy seksualnej? Każda osoba powinna wiedzieć, jak nie naruszać granic innych ludzi, i każda może spotkać się z próbą skrzywdzenia jej czy jego. Sprawdźmy też, czy własnym zachowaniem nie wzmacniamy stereotypów. Dziecko najwięcej uczy się, obserwując nas. I dobrze wychwytuje wszelkie sprzeczności. Jeśli mama powtarza córce: "To ważne, żebyś była silną, niezależną kobietą", a potem ta córka widzi, jak mama po pracy wykonuje drugi etat w domu, zarządza życiem rodziny, sprząta, gotuje, prasuje i jeszcze pakuje tatę na wyjazdy, to widzi niekonsekwencję. Mama wymaga od córki czegoś, czego sama nie potrafi zrealizować.

Rozwój w czasie przedszkola i początku szkoły

MS: Na jakim etapie rozwoju seksualności jest dziecko w tym wieku - na przełomie przedszkola i początku szkoły podstawowej?

MI: Między 5. a 7. rokiem życia mówimy o etapie zainteresowania ciałem, narządami płciowymi. Dziecko jest bardzo ciekawe tego, jak ono samo wygląda, jak wyglądają inne dzieci i dorośli. Na tym etapie mogą się pojawiać (albo trwać) tzw. zabawy seksualne, które właśnie polegają na poznawaniu nagości innych dzieci, odtwarzania ról ze świata dorosłych. Dzieci bawią się w lekarza, w rodzinę. Ktoś jest tatą, ktoś mamą, ktoś dzieckiem. To także czas tzw. ekshibicjonizmu dziecięcego. Dzieci czują satysfakcję, gdy mogą się rozebrać i biegać na golasa. To jest taka radość z tego, że ma się ciało i to ciało robi różne niesamowite rzeczy. Nie tylko ręce, nogi i głowa, ale całe ciało, również miejsca intymne.

W tym okresie dzieci mogą zadawać też pytania o znaczenie różnych słów związanych z seksualnością - orgazm, masturbacja, aborcja, w zależności od tego, co i gdzie usłyszą. Poza tym przyswajają zasady dotyczące funkcjonowania w społeczności - te zasady mogą brzmieć np. "Panowie kupują kwiaty paniom", jeśli obserwują w swoim otoczeniu takie zwyczaje. Ale mogą też przyswajać zasady typu: "Mój sprzeciw nie ma znaczenia", gdy osoba w rodzinie notorycznie tarmosi włosy dziecka pomimo wyraźnego sprzeciwu. Ważnym elementem budowania tego rodzaju przekonań jest to, czy rodzice są spójni w swoich przekazach. Czyli np. czy mama mówi: "Wszyscy ludzie są piękni", a sama nieustająco narzeka na swój wygląd i z ciągłym niezadowoleniem korzysta z zabiegów upiększających czy diet. Albo czy tata mówi do córki: "Moja księżniczko, pamiętaj, że twoje potrzeby są ważne", a sam dotkliwie ubliża swojej partnerce. Dwie inne kwestie to kształtowanie się tożsamości płciowej, dziecko zaczyna rozumieć, co to znaczy być dziewczynką albo chłopcem, i odpowiednio dla siebie przeżywać swoją tożsamość, a także zaczyna czuć identyfikację z rodzicem tej samej płci. W rodzinach, gdzie nie ma osoby tej samej płci co dziecka, taka identyfikacja dzieje się w kontakcie z wujkiem, ciocią, osobą z przedszkola czy nauczycielem albo sąsiadką. Dorosła osoba tej samej płci nie musi mieszkać z dzieckiem, żeby doszło do zdrowej identyfikacji.

MS: Jak reagować na bieganie na golasa?

Jeśli dziecko w tym wieku usłyszy pozytywny komunikat, że jego ciało jest świetne, to nabierze pewności, że tak naprawdę jest, i to na całe lata, na całe dorosłe życie.

U rodziców pojawiają się obawy typu: "Jeśli pozwolę mu biegać na golasa po domu, to potem będzie próbować rozbierać się w miejscach publicznych". Ale od tego są rodzice, by nauczyć dziecko w tym wieku, że w domu, przy najbliższych osobach można być nago, a w sklepie czy przedszkolu - nie. Poza tym nie ma konieczności demonizować tej potrzeby dziecka. To nie jest tak, że dziecko ma w sobie potrzebę rozebrania się w sklepie i pobiegania w nim na golasa - ono widzi, że inni tak nie robią i przyswaja to w mig. Chyba że notorycznie karcimy je za nagość, wtedy może próbować odreagować. Albo ma niewygodne, drapiące ubrania, które już teraz potrzebuje z siebie zedrzeć, żeby poczuć ulgę.

MS: A jeśli dwoje dzieci się rozbiera i ogląda nawzajem?

To jest typowa w tym wieku zabawa, podyktowana naturalną i zdrową ciekawością. Dziecko interesuje się, jak ono samo jest zbudowane i jak wygląda drugie dziecko, chce to porównać. Zdobywa wiedzę na temat ciała po to, żeby móc z niej korzystać potem, powiedzmy w wieku 15, 16 lat i w dorosłym życiu, kiedy być może zacznie mieć pierwsze seksualne kontakty z drugą osobą. W wieku 5-6 lat to jest poznawanie ciała drugiego człowieka na zasadzie: "Aha, czyli to tak wygląda".

MS: Jak pokazywać dziecku, że pewnych granic nie należy przekraczać? My, jako rodzice, właśnie teraz dotykamy tego tematu. Widziałem, jak dzieciaki się spotkały, bawiły i w czasie tej zabawy rozebrały się, tarzały, oglądały swoje miejsca intymne. Czy rodzic w takiej sytuacji powinien wkroczyć? Czy niewinna zabawa dwóch małych golasków może stać się czymś, co namąci dzieciom w głowach? Z drugiej strony, wyobrażam sobie też, że zła reakcja rodzica na to, co się dzieje, też może spowodować jakąś krzywdę na przyszłość.

Taka zabawa, kiedy dzieci się rozbierają, patrzą na siebie, zaczynają się dotykać, jest naturalna i właściwa, pod warunkiem że bawią się dzieci mniej więcej w tym samym wieku. Powiedzmy: dwoje pięciolatków, czterolatka z pięciolatkiem, czterolatka z sześciolatką. Ale jeśli w takiej zabawie bierze udział dziecko pięcioletnie i dziesięcioletnie, to już jest coś nietypowego i zastanawiającego. Dziecko w wieku 10 lat ma inne potrzeby i inną wiedzę o swoim ciele niż pięciolatek. Nie ma między nimi równowagi i wtedy to już nie jest tylko oglądanie siebie z ciekawością. Tutaj może dojść do nadużycia, przy czym należy pamiętać, że w takiej sytuacji nadużywane jest zarówno młodsze dziecko, jak i to starsze, które z dużym prawdopodobieństwem odgrywa własne nadużycie przez kogoś innego, w tym również zaniedbanie. Zaniedbane dziecko w tym wypadku to takie dziecko, które nie otrzymało wiedzy odpowiedniej dla własnego rozwoju i zostało pozostawione samo sobie bez żadnej opieki, mając dostęp np. do materiałów pornograficznych czy innego rodzaju treści. W takiej sytuacji należy zająć się i jednym, i drugim dzieckiem. Po pierwsze, nie należy reagować paniką. Jeśli doszło do nadużycia młodszego dziecka, należy zacząć obserwować - czy zachowuje się inaczej niż zwykle, mniej je, gorzej śpi, skarży się na bóle brzucha, odgrywa scenki w zabawie. Jeśli tak, konieczna jest konsultacja specjalistyczna. Jeśli nie, najprawdopodobniej wszystko jest w porządku, jednorazowa sytuacja nie wyrządziła dziecku krzywdy. W przypadku starszego dziecka należy od razu zasięgnąć porady specjalistycznej oraz spróbować ustalić, czy dziecko rzeczywiście może doświadczać zaniedbania. Jakiego rodzaju? Jeśli to nasz mały sąsiad, sąsiadka - obserwujmy, jak się bawi, co mówi. Warto pamiętać, że po konsultacji specjalistycznej lepiej nie zadawać dziecku zbyt wielu pytań o tamto zajście i nie drążyć tematu na własną rękę. Nieodpowiednie pytania mogą tylko namieszać w całej tej sytuacji. Ważne jest, czy dziecko starsze nie jest dzieckiem z jakimś rodzajem niepełnosprawności - w Polsce takie dzieci wciąż otrzymują za mało wiedzy na temat seksualności, w związku z czym mogą nieodpowiednio do wieku korzystać z zabaw seksualnych, ale nie z powodu nadużycia, a bardziej z powodu zaniedbania tego tematu przez dorosłych.

Drugi warunek bezpiecznej zabawy: dzieci nie przekraczają naturalnych granic swojego ciała - nikt nikomu nigdzie nic nie wtyka. Nie chodzi tylko o genitalia, ale też uszy, nos.

Jeśli chodzi o reakcję rodziców - na pewno nie należy reagować gwałtownie i mówić rzeczy w stylu: "Co wy robicie?! Tak nie wolno! Fu, obrzydliwe!". Taka reakcja nie spowoduje, że dziecko uzna: "Aha, czyli nie należy się rozbierać przy innych, bo w naszym społeczeństwie chodzi się w ubraniach". Nie. Ona spowoduje, że dziecko nabierze przekonania: "Moje ciało jest obrzydliwe. Z moim ciałem jest coś nie tak. W ogóle coś jest ze mną nie tak".

MS: A weźmy taką sytuację: wchodzimy do pokoju, pięciolatek leży na sześciolatce na golasa. Co zrobić?

Dobrze by było na chwilę zamknąć drzwi, uspokoić się (bo najprawdopodobniej tam naprawdę nie dzieje się nic groźnego) i zostawić dzieci w spokoju. One nie robią niczego złego, dzieci zaspokoją ciekawość i przestaną. Mają prawo do tego rodzaju zabaw. Jeśli jednak trudno nam wytrzymać i koniecznie potrzebujemy opatrzyć to komentarzem, to po chwili oddechu możemy spokojnie wejść jeszcze raz do pokoju i zapytać, w co się dzieci bawią. Co robią, czy wszystko jest okej. Po ich odpowiedziach ja bym jeszcze nazwała to, co się działo, np.: "Jesteście zainteresowani tym, jak wyglądacie, tak?". Reagujemy adekwatnie do tego, co usłyszymy. Jeśli widzimy, że jedno dziecko jest zdenerwowane, wycofane, zamrożone, to przerywamy taką zabawę i pomagamy dzieciom. Ważne, żeby nie krzyczeć, to może tylko przestraszyć, wywołać uczucie wstydu, co w konsekwencji zakryje wszystkie inne uczucia i nie pozwoli zrozumieć dzieciom, co takiego się stało. Bez moralizowania - i jeśli trzeba po rozdzieleniu dzieci - spokojnie pytamy, czy coś się stało, czy coś boli. Mówimy: "Wydaje się, że to nie było dla ciebie przyjemne. Można się przestraszyć, jeśli ktoś robi coś, czego nie chcemy" lub "To cię mogło przestraszyć, jestem z tobą".

Chciałabym jednak bardzo wyraźnie zaznaczyć, że absolutna większość tzw. zabaw seksualnych jest w normie, więc nie nakręcajmy się, że właśnie dzieje się jakaś przemoc. A ponadto pamiętajmy, że małe dziecko NIGDY nie może nadużyć seksualnie innego dziecka. Jeśli dochodzi do jakiegoś nadużycia, to w tej sytuacji szukamy winy i odpowiedzialności w dorosłych, nigdy w dziecku! Dziecko, które rzeczywiście zmusza inne dziecko do jakichś czynności, odreagowuje własne nadużycie czy zaniedbanie i potrzebuje pomocy i opieki.

MS: Czy to jest dobry moment na rozmowę o tym, że strefy intymne są takim szczególnym kawałkiem ciała, którego nikt obcy nie powinien dotykać?

Taka zabawa sześcioletnich dzieci jest powodowana ciekawością. Jeśli chcą dotknąć swoich ciał, to nie po to, żeby się wzajemnie masturbować, ani w żadnym seksualnym celu. To jest zdziwienie: "O! Ja mam penisa, ty masz cipkę". Jeśli rodzic w tym momencie wejdzie z komunikatem, że nikt nie powinien dotykać tych miejsc, to może przestraszyć dziecko. Zostawiłabym tę sytuację tak, jak jest. A potem w osobnej rozmowie oczywiście warto porozmawiać o tym, że ciało jest naszą własnością, że nikt nie może go dotykać, jeśli tego nie chcemy. I wtedy można wykorzystać tę sytuację zabawy, przywołać ją jako przykład, na zasadzie: "Wtedy obydwoje chcieliście się tak bawić i to było okej. Ale pamiętaj, że gdyby ktoś chciał cię dotknąć, to możesz tego nie chcieć, masz prawo się nie zgodzić i wtedy nikt nie może cię dotknąć. Nawet gdy to jest dorosła osoba, to możesz się nie zgodzić. Jeśli ciebie nie słucha i dalej próbuje cię dotknąć, to szybko mi o tym powiedz. Ja cię obronię".

Internet i pornografia

AŻ: Dzieci informacji o seksie szukają w internecie. Tam też nawiązują znajomości, już dziesięciolatki mają konta w mediach społecznościowych, choć wymogiem wieku większości platform jest 13 lat. Na co zwrócić uwagę, by uchronić je przed treściami i osobami, które mogą mieć na nie zły wpływ?

Edukować wcześniej! Zarówno na temat złego dotyku, jak i nadużyć w internecie. W dzisiejszych czasach to konieczne. Warto się zainteresować dostępnymi materiałami, są książki dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym na ten temat (również mojego autorstwa) i filmiki w internecie, np. słynne Owce w sieci. Internet będzie coraz bardziej obecny w życiu dziecka i może być to wartościowe, ale gdy dzieje się w bezpiecznych warunkach.

AŻ: Podobno dzieci w tym wieku oglądają pornografię...

Młodzież, pytana o to, kiedy pierwszy raz oglądała filmy o treściach pornograficznych, w większości odpowiada, że to były okolice trzeciej, najpóźniej czwartej klasy szkoły podstawowej, czyli mieli 9-10 lat. Odpowiedź jest jednoznaczna: tak, dzieci w wieku 10-12 lat bardzo często już zetknęły się z treściami pornograficznymi, i nie należy tego tematu zamiatać pod dywan.

Pytanie od Agnieszki: Czy rozmawiać o zagrożeniach związanych z pornografią? Dzieci oglądają różne treści na komórkach.

Dzieci pokazują sobie najdziwniejsze sceny - seks ze zwierzętami, wkładanie do waginy różnych przedmiotów. To oglądają najczęściej chłopcy, ale zdarza się, że dziewczynki też. Jeszcze nie odczuwają pożądania, podniecenia, nie mają reakcji fizjologicznych, ale potrafią poruszać się po internecie i szukać tego, co zaskakujące. Niestety takie inicjacje są fatalne. Potem już pełnoletni chłopcy mówią, że to, co zobaczyli w internecie, było bardzo niefajne. Brakowało im rozmowy z rodzicami o tym, że są takie filmy i że mogą się z nimi zetknąć.

Pytanie od Eli, mamy dwunastolatka: Jak rozmawiać o pornografii w sieci?

Ten temat można poruszyć przy okazji rozmowy o bezpiecznym korzystaniu z internetu. Dzieci w tym wieku doskonale już rozumieją, czym jest fikcja, np. w grze komputerowej. Tak samo jak gra nie jest życiem, tak samo pornografia, szczególnie ta łatwo dostępna w internecie, nie jest prawdziwym seksem. Tym nieco starszym można powiedzieć, że osoby różnych płci czasem oglądają pornografię, ale skupianie się tylko na niej jest totalnym ograniczaniem wyobraźni. Pracując z młodzieżą, porównuję to do wybierania książek i filmów - sami decydujemy o ich poziomie. Łatwo dostępne porno to takie obrazy o seksie z niskiej półki. Ponadto zawierają dużo nieprawdziwych obrazów i szkodliwych przekazów, np. o nieprzerwanej erekcji albo o zachowaniach przemocowych. To dobra okazja, żeby porozmawiać o zasadzie wzajemnej zgody na określone zachowania, znajomości własnych potrzeb i wzajemnym zaufaniu. Można też wyjaśnić dziecku, że takie filmy są kręcone dla pieniędzy i dla osób dorosłych, że występują w nich aktorzy i aktorki. Na początku tego przedziału wiekowego dobrze sprawdzają się filtry rodzicielskie, ale zaraz dziecko będzie w stanie samo je wyłączać.

AŻ: Co w takim razie robić, gdy zauważę, że moje dziecło wyłączyło filtry? Pytanie anonimowe: W jaki sposób rozmawiać z dzieckiem, które widziało pornografię?

Nie zamiatać sprawy pod dywan. Uznać, że los podsunął nam konieczność rozmowy o pornografii z dzieckiem. To w pierwszej kolejności. W drugiej o wzajemnym zaufaniu (kwestii wyłączenia filtrów) - zapewne te kwestie wymagają aktualizacji, żeby nie żyć w fikcji i wzajemnym oszukiwaniu się.

MŻ: Dzieci w tym wieku używają internetu codziennie do nauki, gier, oglądają śmieszne filmiki, zaczynają interesować się mediami społecznościowymi. O jakich aspektach korzystania z internetu warto z nimi porozmawiać?

Sądzę, że podstawową sprawą jest kwestia bezpieczeństwa w sieci i wszystkiego, co jest związane z odpowiedzialnością za szerzenie nienawiści. Jednoznacznie uważam, że należy w tym wieku z każdym dzieckiem o tym rozmawiać, nie strasząc, ale uświadamiając, że każdy z nas w jakiś sposób odpowiada za otoczenie społeczne swoją postawą. Wiem, że to brzmi poważnie, ale takie właśnie jest. Warto podawać przykłady negatywne (hejt, trolling), jak ludzie wyrządzają sobie krzywdę (indywidualnie i zbiorowo poprzez manipulowanie opinią), ale jeszcze ważniejsze są moim zdaniem przykłady pozytywne (społecznych akcji pomocowych, działań fundacji, grup zainteresowań, itp.).

AŻ: Słyszałam, że dzieci coraz częściej zakładają konta na mediach społecznościowych otwartych od 13. roku życia. Czy powinno się zabronić dziecku to robić?

Nie odpowiem na to pytanie, ponieważ to zależy od naszego sposobu wychowania dziecka. Nie sądzę, żeby zabranianie miało jakikolwiek sens, ponieważ jeśli będzie chciało, to i tak to zrobi. Myślę, że jeśli sami korzystamy z mediów społecznościowych, to powinniśmy szczerze pokazać dobre i złe strony tego uczestnictwa i porozmawiać o tym, w jakim celu istnieją limity wieku.

Akceptacja własnego ciała

Z badań wiadomo, że jesteśmy na ostatnim miejscu w Europie, jeśli chodzi o zadowolenie nastolatków i nastolatek ze swojego wyglądu. Dlaczego tak jest?

Jesteśmy wychowani w takiej kulturze, w której mówić o sobie źle, jest cnotą. Mam wręcz wrażenie, że jest jakiś niepisany zakaz mówienia o sobie dobrze i cieszenia się z tego, kim jestem, jaki czy jaka jestem. Córki słyszą, co mówią o sobie matki, jak sobie dowalają, jak się same krytykują. Straszne jest to ciągłe komentowanie wyglądu. Jako mężczyzna w ogóle nie miałem pojęcia, jakie wymagania stawia świat, a potem i same kobiety własnemu ciału - dopiero jako terapeuta dowiedziałem się, że można być tak niezadowolonym ze swoich kolan, że to wpływa na sposób ubierania, zachowania, na to, jaką aktywność ktoś wybiera. Chłopców też dotyczy ten problem, bo męskie ciała też są szeroko komentowane.

Oni również chorują na zaburzenia odżywiania (bulimię i anoreksję). Często dosłownie nienawidzą tego, jak wyglądają, i starają się to zmienić. Jest to oczywiście objaw depresji, niskiej samooceny, wysokich wymagań i promowanego dzisiaj perfekcjonizmu, także dotyczącego wyglądu mężczyzn.

Ja się bardzo powstrzymuję, żeby w domu nie krytykować swojego wyglądu. Kiedyś mówiłam: "Przytyłam, dupa mi wisi, starzeję się". Ale nie chcę przekazywać swojemu dziecku poczucia, że wygląd jest aż tak ważny i można z jego powodu być z siebie niezadowolonym. Walczę też z moim tatą, dumnym dziadkiem, żeby nie mówił Marysi, jaka jest ładna, tylko podkreślał jej działania, sprawczość - coś, na co ona sama ma wpływ, a nie jej powierzchowność.

Koncentrowanie się na wyglądzie kobiety, dziewczynki to dla niej sygnał, że to się liczy. Że musi wyglądać ładnie. Podczas igrzysk olimpijskich była mowa o pięknych siatkarkach czy biegaczkach, jakby nie liczyły się ich dokonania, tylko uroda. Myślę, że każdy z nas nieświadomie powtarza takie opinie. Ważne, żeby to sobie uświadamiać. Jak to wpływa na samoocenę. Jak bardzo prowokuje do porównań, do tego, by czuć się gorszą. Media społecznościowe jeszcze nakręcają to odnoszenie swojego wyglądu do wyglądu innych. Swoją drogą, podkreślanie, że atrakcyjność fizyczna jest najważniejszą cechą kobiety - to jest przykład tej sławnej seksualizacji.

A jaki przekaz dostają chłopcy?

Że nie mogą okazywać słabości i emocji. "Jesteś jak baba" to najgorsza obelga. Dwie straszne rzeczy w jednym komunikacie: że nie wolno okazywać emocji, np. płakać. I że bycie kobietą jest słabe. Tak, jakby bycie mężczyzną było lepsze. Mówi się czasem "komplement": "To baba z jajami". Okropne! Dlaczego jaja mają być lepsze?!

Ile razy ja słyszałam to na swój temat... Kiedyś utożsamianie mnie z męskimi cechami pochlebiało mi. Chciałam zostać wyścigowym kierowcą motocyklowym, ale słyszałam, że dziewczyny "takich" rzeczy nie robią. Więc ubierałam się jak chłopak, miałam krótko obcięte włosy. To się nie wiązało z niepewnością co do mojej identyfikacji płciowej, ale i tak to był dla mnie czas męczarni. Nie mogłam być taka, jaka chciałam być.

Stereotypy płci są szkodliwe z wielu powodów. Powodują pogardę, protekcjonalne traktowanie. Wystarczy przyjrzeć się, jak mówi się o miesiączce. "Ona pewnie ma okres, bo taka cięta". "A tobie co, okres się zbliża?" Miesiączka, nawet bolesna, nie znosi poczytalności, naprawdę.

Ale z drugiej strony - chłopak słyszy, że powinien "zachować się jak facet", że powinien komuś "przywalić". Potem ludzie się dziwią, skąd agresja w młodych ludziach. No stąd, że nie pozwalamy im się wypłakać, tylko każemy odreagować przez przemoc.

Wracając do wyglądu. Ja pozwalam córce ubierać się, jak chce. Nawet malować gwiazdki na twarzy, skoro to się jej podoba. Czy słusznie? Wielu rodziców kontroluje, jak dziecko jest ubrane, i narzuca swoją wizję.

Mogę odpowiedzieć tak: sam w wieku kilkunastu lat chodziłem na okrągło w czarnej bluzie z kapturem i martensach. Nawet w trzydziestostopniowym upale. I nie było siły, która by mnie od tego odwiodła. Myślę, że nie warto kruszyć kopii o ubranie. Okres dorastania to czas poszukiwań. Poprzez ubiór dziecko zaczyna się identyfikować z daną grupą równieśniczą, ich poglądami, wartościami, muzyką itd. To bardzo ważne, aby miało do tego prawo. Dzięki temu staje się sobą. Przecież my, dorośli, też określamy się poprzez to, co posiadamy, jak się ubieramy. Sami możemy o tym decydować, pozwólmy na to nastolatkom.

Pytanie od Wioletty: Jak rozmawiać z córką, która jest piękną dziewczyną, a mówi, że jest brzydka? Jest szczupła, a martwi się, że jest gruba?

Najpierw, żeby dotrzeć do dziecka, trzeba uznać za prawdę to, co ono mówi. Zrozumieć, że ono tak naprawdę myśli. "Słyszę, że źle czujesz się ze sobą. To musi być okropne, tak nie lubić siebie. Chodź, przytulę cię. To jest coś, co teraz mogę zrobić". Może uda się stworzyć taką bliskość, że dziewczyna popłacze, wyżali się, poczuje się lepiej. Można potem powiedzieć: "Rozumiem, że czujesz się gruba i brzydka. Moja perspektywa jest inna. Dla mnie jesteś piękna. Mam nadzieję, że ty też kiedyś to zobaczysz".

Absolutnie nie należy w reakcji na słowa dziecka rzucać: "Co ty opowiadasz, śliczna jesteś". To nie zadziała, tylko uniemożliwi porozumienie. Darujmy sobie także mówienie: "Jak możesz tak uważać! Przykro mi, przecież jesteś moją piękną córką". Nasze dziecko nie powinno teraz zajmować się tym, że nam przykro.

To jest trudne, bo intuicyjnie chcemy zaprzeczyć słowom dziecka. Ale to nie pomoże.

Dziewczyny

AŻ: O czym rodzice powinni porozmawiać z dziewczyną?

Także powinni powiedzieć, że będzie się zmieniał zapach ciała. Jeszcze przed pierwszą miesiączką pojawi się większa ilość wydzieliny z pochwy. Warto uczyć dziewczynkę, by obserwowała, jak ta wydzielina się zmienia i jak pachnie. Jeśli czuje brzydki zapach, to powinna o tym powiedzieć dorosłym. Brzydki zapach ciała świadczy zwykle o infekcji. Nie trzeba się tym martwić, tylko pójść na wizytę lekarską i wyleczyć, czyli zastosować odpowiednią maść lub globulki. Rodzice powinni jeszcze przed dojrzewaniem powiedzieć, że kobiety korzystają z pomocy ginekologicznej. To zadanie obydwojga rodziców, choć dziewczynka może czuć się swobodniej, rozmawiając o tym z mamą.

Trzeba nauczyć dziewczynkę dokładnej higieny - powinna myć całą wulwę razem z wargami sromowymi i napletkiem łechtaczki. Dziewczynka powinna mieć świadomość swoich narządów płciowych. Warto pooglądać z nią różne obrazki, pokazujące to, że kobiety mają różny kształt i wielkość warg sromowych oraz że mają trzy ujścia: cewki moczowej, waginy (pochwy) i odbytu. Można także podpowiedzieć córce, że swoje miejsca intymne może pooglądać za pomocą lusterka.

Oczywiście u dziewczynek w tym wieku pojawiają się włosy pod pachami i na wzgórku łonowym, wargach sromowych i na udach, tkliwość i wrażliwość piersi. Jeśli zależy na tym córce, można jej pokazać, jak skraca się lub goli włosy, bez uczenia jej, że koniecznie musi to robić. Te wszystkie zmiany są naturalne i dobre, warto przedstawiać je jako przejaw zdrowia, prawidłowego rozwoju.

AŻ: Dla mnie trudne było to, że bardzo długo czekałam na pierwszą miesiączkę, niepokoiłam się, że się nie pojawia. Nie mam córki, ale czy - gdybym ją miała - powinnam jej o tym opowiedzieć, czy lepiej jej nie straszyć swoimi własnymi przeżyciami?

Namawiam rodziców do opowiadania dziecku o tym, jak u nich wyglądał okres dojrzewania, jakie zachodziły zmiany w ciele i kiedy się zaczęły. Jest prawdopodobne, że u ich dziecka będzie podobnie. To da dziecku szansę oswoić się ze zmianami, które nadejdą.

Pytanie anonimowe: Córka lat 9. Ostatnio zaczęłam z nią rozmawiać o okresie. Klęska! Usłyszałam: "Ja nie chcę dorastać!". Jak przygotować dziewczynkę do pierwszej miesiączki?

Najdalej w wieku 9 lat dziewczynka powinna wiedzieć, że będzie miała miesiączkę. Niech to będzie radosna wiadomość, zapowiedź czegoś ważnego i ekscytującego w życiu córki.

Jestem zwolenniczką tego, by na wcześniejszym etapie córka miała okazję zobaczyć, jak mama zmienia podpaskę, używa tamponu, myje kubeczek menstruacyjny; jak to wygląda, gdy wypływa krew. Najważniejsze, żeby widziała, że to nic strasznego, że mamie nie dzieje się żadna krzywda. Osobiście uważam, że to samo powinien wiedzieć chłopiec. To jest element jego edukacji. Dzięki temu później nie ma nierealnych wyobrażeń, że kobieta nie ma włosów, pachnie różami, nie krwawi. Widok podpaski nie obudzi w nim obrzydzenia. W dzisiejszych czasach w wielu toaletach są różowe skrzyneczki - mogą być świetną okazją do rozmowy na temat miesiączki już w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym.

Pytanie od Agnieszki, mamy dziesięciolatki: Jak rozmawiać z córką o pierwszej miesiączce, aby jej nie zawstydzić?

Jeśli od początku rozmawia się z dzieckiem otwarcie, to przebiega to naturalnie. Mówiąc o miesiączce, można zrobić eksperyment - wylać na podpaskę łyżkę keczupu czy soku wiśniowego. Wtedy pojawiają się też pytania, np. czy to boli, ile tej krwi wylatuje.

Ważne jest, żeby córka widziała w tej rozmowie troskę. Np. o to, by wiedziała, jak sobie poradzić, gdy miesiączka pojawi się w czasie lekcji czy na wyjeździe wakacyjnym. Można od 10. roku życia wspólnie schować jej do plecaka podpaskę na wszelki wypadek.

- Miesiączka występuje co ok. 21-35 dni.

- Trwa zazwyczaj od 3-5 dni.

- Cykl liczymy od pierwszego dnia krwawienia do ostatniego dnia przed kolejnym. Warto zapisywać, ile dni trwają cykle, aby obserwować, czy jest to stały odstęp czasu.

- Przez pierwsze 2 lata miesiączkowania nieregularne cykle zdarzają się dość często, ale duże wahania należy skonsultować z ginekolożką lub ginekologiem.

- Ból i pogorszone samopoczucie kilka dni przed i w trakcie krwawienia dotyczą wielu osób, ale nie powinniśmy tego ignorować, szczególnie jeśli ból jest silny. Może być pierwszym znakiem poważnych problemów zdrowotnych, np. endometriozy.

AŻ: Które środki menstruacyjne są odpowiednie na początku?

Po pierwsze zdanie naszej córki w tej kwestii jest najważniejsze. Naszym zadaniem jest zapoznanie z różnymi środkami higienicznymi, poczynając od różnorodnych rodzajów podpasek, przez tampony, majtki i kubeczki. Na dobry początek polecam majtki okresowe - nie dość, że są ekologiczne, to są niewidoczne pod ubraniem i zabezpieczają przed poplamieniem (a okresy w pierwszym roku cyklów bywają bardzo nieregularne). Na dodatek są bardzo estetyczne i ładne. Na noc warto wybrać większe podpaski, a na basen, jeśli córka jest otwarta na manipulacje przy okolicach intymnych, można zaproponować mały tampon. Oczywiście warto pokazać, jak prawidłowo przyklejać podpaskę do majtek, można też wylać trochę jakiegoś płynu na podpaskę lub/i majtki okresowe, żeby zaobserwować ich wchłanialność. Używanie tamponu można zaproponować po pierwszej wizycie ginekologicznej, jak dziewczynka będzie zapoznana teoretycznie i praktycznie z własną budową. Warto pokazać, w jakiej pozycji najłatwiej umieścić tampon w waginie, czyli z jedną nogą podniesioną, zgiętą, opartą na podwyższeniu, np. brzegu wanny.

AŻ: Podobno pierwszą miesiączkę warto wręcz jakoś celebrować - jakie są wskazane sposoby, a czego lepiej unikać?

Można, ale to zależy, jak dziewczynka to przeżywa. Należałoby to ustalić z dziewczynką, jak chciałaby to uczcić, zanim to nastąpi. Wiele dziewcząt opowiada mi o swoim skrępowaniu, kiedy mama bez uprzedzenia dzwoniła do ojca z wiadomością o miesiączce albo mówiła o tym na imprezie rodzinnej. Jeśli córka tego chce, można ten fakt jakoś uczcić, np. prezentem, kwiatami, babskim wypadem, kupnem ładnego stanika. Można to celebrować tak samo, jeśli wychowują ją tylko tata.

Tożsamość seksualna i płciowa

Co zrobić, kiedy syn przyprowadza częściej do domu kolegę niż koleżankę albo córka przyprowadza dziewczynę. Czy powiedzieć wprost: ,,Słuchaj, synu, to jest okej. Jeśli podobają ci się faceci, możesz mi o tym powiedzieć. Nic strasznego się nie stanie"? Albo: "Córko, cokolwiek łączy cię z tą dziewczyną, ja to akceptuję"? Czy w ogóle tego tematu w ten sposób nie ruszać?

Widać, że jesteś akceptującym tatą, a to nie jest częste wśród ojców. Dane Kampanii Przeciw Homofobii pokazują, że tylko 12% tęczowej młodzieży czuje się akceptowane przez swoich ojców. Poziom homofobii w Polsce jest bardzo wysoki, najwyższy w Unii Europejskiej, jak pokazują raporty ILGA-Europe. Nieheteronormatywne nastolatki czują to na wielu polach.

Wiele z nich zgłasza się do nas, gdy chcą powiedzieć swoim rodzicom, ale właśnie boją się odrzucenia i homofobii. Dlatego myślę, że przejęcie inicjatywy przez rodzica, zadeklarowanie z góry wsparcia jest super i może zaoszczędzić tęczowemu dziecku wiele stresu. Edukacyjnie muszę jeszcze dodać, że pojedyncze zachowania seksualne z osobą tej samej płci nie muszą świadczyć o orientacji nieheteronormatywnej. Młoda osoba może po prostu chcieć spróbować, jak to jest się z kimś pocałować, niezależnie od płci tej osoby i własnej orientacji. Ale jeśli syn często przyprowadza do domu chłopaka, a ich zachowanie świadczy o tym, że tam może być relacja miłosna, to pewnie tak właśnie jest. Nie znaczy to od razu, że syn jest gejem, ale raczej jest osobą nieheteronormatywną. W takiej sytuacji nie trzeba specjalnie dopytywać o charakter ich kontaktów. Jeśli będzie tego chciał, to pewnie sam opowie. Rodzice mogą za to miło przywitać tego chłopaka, traktować go jako kogoś, kto jest lubiany w domu. To zresztą przejaw zaufania dziecka do rodziców, że przyprowadza do domu bliską sobie osobę.

A jeśli rodzice martwią się tą sytuacją? Nie dlatego, że sami są homofobami, ale wiedzą, jakie jest nastawienie w Polsce do osób nieheteronormatywnych?

Wtedy warto rozdzielić dwie sprawy: tożsamości lub orientacji dziecka i swoich własnych emocji. Jeśli jestem w szoku, to tego szoku staram się nie przenosić dalej. Moje reakcje emocjonalne są moją odpowiedzialnością, nie mojego dziecka. Mogę próbować się dowiedzieć, co to znaczy być osobą niehetero, skontaktować się z psychologiem, psycholożką. Dobrym źródłem wsparcia emocjonalnego i informacji mogą być inni rodzice w podobnej sytuacji - przykładowo ze stowarzyszenia "My, Rodzice". Nie zarzucam tym mojego dziecka, bo to nie ono ma mnie wyedukować w tym temacie. Z dzieckiem mogę rozmawiać o tym, czy mogę mu jakoś pomóc, czy z czymś się mierzy, czy ktoś je gorzej traktuje - bo dyskryminacja takich osób jest powszechna.

I nie traktować tego jak choroby, którą jakoś można wyleczyć.

Klasyfikacje medyczne od pięćdziesięciu lat traktują homoseksualność jako w pełni zdrowy wariant normy. O tożsamości seksualnej się nie decyduje; młody człowiek nie podjął decyzji, że będzie gejem, bo taką ma ochotę. Tak samo jest z płcią - jej też nie wybieramy ani sobie nie zmieniamy (można natomiast dokonać korekt różnych cech, aby odpowiadały odczuwanej tożsamości płciowej). Rodzice również nie mają wpływu na to, czy ich dziecko będzie homoseksualne, czy nie. Polskie Towarzystwo Seksuologiczne, a także inne organizacje eksperckie, podaje, że zarówno orientacja jak i tożsamość płciowa są głównie uwarunkowane biologicznie.

Dojrzewanie, edukacja, rehabilitacja

Jak można przygotować dziecko na trudne momenty, które mogą nastąpić w jego rozwoju psychoseksualnym?

Takim trudnym momentem jest okres dojrzewania, szczególnie okolice 12-16 lat. Wtedy nastolatki ostrzej oceniają wygląd ludzi, również swój (i to bez względu na to, czy są sprawni, czy nie). Dziecko, które urodziło się bez kończyn albo ich nie używa, uważa, że to normalne. Dopiero w III-IV klasie szkoły podstawowej odkrywa boleśnie, że jego lub jej ciało wygląda inaczej niż u innych dzieci. Ta wiedza staje się podstawą kompleksów, przedmiotem cierpienia.

Bardzo często dzieciaki z niepełnosprawnością padają ofiarą przemocy rówieśniczej. Jeśli żyły w izolacji, a rodzice z nimi nie rozmawiali na te tematy, to nie wiedzą, skąd się biorą dzieci albo co to jest penis. I to bawi rówieśników. Tylko kiedy takie dziecko jest wyśmiewane, to nie za bardzo może się obronić, obrócić na pięcie czy jakkolwiek zagrozić. Może się za to posiłkować wiedzą. Kiedy pracuję na co dzień z młodzieżą z niepełnosprawnością, to mówię im: "Wiedza jest waszą obroną. Jeżeli ktoś będzie próbował sobie z was robić jaja, to walniecie naukowymi określeniami i tym, że doskonale wiecie, na czym polegają zaburzenia erekcji. Tak im powiecie o rodzajach stymulacji łechtaczki, że się zamkną". Ważne jest również rozeznanie w tym, jacy dorośli w środowisku szkolnym mają dobry kontakt z naszym dzieckiem i są godni zaufania, żeby dziecko mogło na bieżąco powiedzieć o sprawie i liczyć na mądrą interwencję. W kształtowaniu się poczucia sprawczości w stawianiu granic konieczne jest wsparcie dorosłych. Zadaniem rodziców jest bycie nimi i wskazanie takich osób w otoczeniu szkolnym.

Pytanie anonimowe: Moje nastoletnie dziecko ma znaczną niepełnosprawność ruchową. Co będzie, gdy zacznie odczuwać popęd seksualny? Czy jakoś o to podpytywać, czy poszukać osoby, z którą będzie mógł rozmawiać?

Dobrze byłoby, żeby takie dziecko jeszcze przed okresem dojrzewania miało możliwość rozmowy ze specjalistą, któremu zada wszystkie pytania. To powinna być osoba wyspecjalizowana w sprawach osób z niepełnosprawnością, bo zwykły lekarz nie wszystko będzie wiedzieć. Rodzice też nie wszystko wiedzą; poza tym może się u nich pojawiać jakiś niepokój: "Dlaczego o to pyta? A może coś widziała, słyszała?", "Lepiej sprawdzić, co on ma w komputerze, skoro zadaje takie pytania".

Na taką rozmowę dziecko idzie z rodzicem. Ale jestem zdania, że powinno to wyglądać tak, że rodzic wychodzi z gabinetu i daje dziecku swobodnie porozmawiać.

Swoistą edukację seksualną stanowią różne formy obozów organizowanych dla nastolatków z niepełnosprawnościami. Na nich czują się normalni, nikt tam nikogo nie ocenia. Mają czas na swoje nastolatkowe przeżycia, na zakochania. Mogą rozmawiać o tym wszystkim, co wiąże się z dojrzewaniem, z seksem.

Pytanie od Jakuba: Jak wygląda rehabilitacja seksualna?

Rehabilitacja seksualna polega na diagnozowaniu funkcji organizmu - czy są zachowane, w jakim stopniu, czy coś można zrobić, poprawić, kompensować. Chodzi o to, żeby nastolatek czy nastolatka, wchodząc w okres dojrzewania, dysponował wiedzą na swój temat. Mądrych praktyków, doświadczonych specjalistek najlepiej szukać poprzez fundacje, ponieważ tam działają ludzie autentycznie zaangażowani w pracę i pozostający w dobrym kontakcie z pacjentami. Często na stronach fundacji są podawane osoby współpracujące lub polecane przez daną społeczność.

Pytanie anonimowe: Jak poradzić sobie z własnym zakłopotaniem tematem seksualności? Jak nie zalewać dziecka własnymi obawami?

To jest podstawowe zadanie rodzica: być rodzicem. Rodzice nie mogą obciążać dziecka swoimi lękami, a dziecko nie może czuć się odpowiedzialne za stan emocjonalny rodziców. Można o swoich obawach rozmawiać, ale z innymi dorosłymi. Mam do rodziców taki przekaz, żeby nie bali się psychologów. Psychoterapia trwa rok, dwa, ale to jest inwestycja w samego siebie, pozwala samemu sobie poukładać ważne sprawy.

Dobrze jest, jeśli rodzice mają takie miejsce dla siebie, gdzie mogą spotkać innych rodziców w podobnej sytuacji, wymieniać się informacjami czy porozmawiać o problemach. Wszystkie fundacje, z którymi współpracuję, to są organizacje pozarządowe stworzone przez rodziców. To właśnie rodzice stworzyli najlepsze projekty, np. pomagające w edukowaniu na temat seksualności dzieci z niepełnosprawnością. Warto korzystać z pomocy i wiedzy innych, a nie próbować się edukować na własną rękę i czuć się przy tym jak samotna wyspa. Miejsca, które mogę polecić, to Fundacja Aktywnej Rehabilitacji, Podaj dalej, Avalon, Fundacja SMA, ale też Instytut Pozytywnej Seksualności czy SEXEDPL.

Pytanie od Martyny: Skąd czerpać informacje, jeśli sama chcę dobrze edukować moje dziecko? Czy są gdzieś materiały uwzględniające perspektywę mojego dziecka? Jak dostosować przekaz?

Każde dziecko rozwija się indywidualnie, każde ma inne ograniczenia związane ze swoją niepełnosprawnością. Najważniejszy jest po prostu bezpośredni kontakt z ludźmi z podobnymi doświadczeniami - mam na myśli rodziców, fizjoterapeutów, same dzieci, lekarzy, wolontariuszy. To jest środowisko ludzi, którzy wymieniają się wiedzą i wspierają.

Warto wiedzieć, że są książki, filmy, spotkania dla osób z niepełnosprawnością (i nie tylko dla nich, też dla ich rodziców, bliskich) dotyczące tematów seksualności. Tam już w bardzo dosłowny, konkretny sposób mówi się o tym, jak wygląda seks przy różnych rodzajach niepełnosprawności, jakie są możliwości, co się może podobać. Myślę tu np. o konferencji SexOn, o książce wydanej przez Czarną Owcę: Pełnosprawni! Uniwersalny przewodnik po seksie dla tych, którzy żyją z niepełnosprawnością, chronicznym bólem i chorobą, o filmie Touch me not (uprzedzam - jest bardzo trudny). Pomocne będzie również wiele materiałów na SEXED.PL.

Rodzice nie mogą obciążać dziecka swoimi lękami, a dziecko nie może czuć się odpowiedzialne za stan emocjonalny rodziców.

Etapy rozwoju seksualności

MP: Jakie najważniejsze etapy rozwoju psychoseksualnego pojawiają się między 15. a 18. rokiem życia?

BB: Dojrzewanie, szczególnie dojrzewanie seksualne, ma bardzo indywidualny przebieg; każda osoba, także w tym przedziale wiekowym, jest unikatowa. Myślę, że to ważne, żeby rodzice patrzyli na swoje dziecko jak na kogoś jedynego, niepowtarzalnego, ze swoimi przeżyciami i poglądami. Ale oczywiście pewne ogólne etapy rozwoju, pojawiające się u większości nastolatków, możemy wskazać.

Zwykle mówi się tu głównie o burzy hormonalnej. I rzeczywiście poziom hormonów płciowych rośnie, a dzięki nim nastolatka czy nastolatek z dziecka przekształca się w osobę dorosłą. Ale dużo zachowań młodej osoby wynika nie tyle z bezpośredniego wpływu hormonów, ile z burzliwych przemian zachodzących w tym okresie w mózgu. Przebudowie ulegają połączenia między różnymi jego obszarami, a to usprawnia ich współpracę. Intensywnie rozwija się kora przedczołowa, czyli część mózgu odpowiedzialna m.in. za empatię, zarządzanie emocjami i samokontrolę, przewidywanie konsekwencji własnych działań i ocenę ryzyka. Do tego układ nagrody jest wówczas wyjątkowo wrażliwy. Zachowanie osoby na tym etapie może się wydawać trochę...

Niekonsekwentne? Chaotyczne?

A do tego spontaniczne, intensywne, czasem mało zrozumiałe, także dla tej osoby. Zanim kora przedczołowa całkiem dojrzeje, odczuwamy emocje, ale trudno jest nam się z nimi obchodzić. Nastolatki dopiero uczą się, jak rozumieć, skąd te uczucia się wzięły, jak je nazwać, co oznaczają, jak je łagodzić albo adekwatnie na nie reagować. W tym czasie, mówiąc potocznie, reagują trochę bardziej sercem niż rozumem. Co nie znaczy, że młoda osoba nie jest zdolna do racjonalnych decyzji. Jest i powinna móc je podejmować. Dokonywania odpowiedzialnych wyborów człowiek uczy się w działaniu, ćwicząc je. Jeśli rodzice decydują o wszystkim za dziecko, utrudniają w ten sposób dojrzewanie do dorosłości. Korzystniejszą opcją jest rozmawianie z dzieckiem o konsekwencjach różnych decyzji, wspólne analizowanie opcji.

Rodzice mówią o swoich nastoletnich dzieciach, że są w tym okresie bardzo skupione na sobie, przewrażliwione na swoim punkcie. Skąd to się bierze?

Rzeczywiście, w tym wieku osoby są bardzo wrażliwe i bardzo biorą do siebie wszelkie uwagi, szczególnie te zawierające negatywne oceny. To zrozumiałe, jeśli przypomnimy sobie, że to jest czas intensywnej pracy nad swoją tożsamością, czyli nad odpowiedzią na pytanie, kim ja właściwie jestem. W psychologii mówimy, że jest to wręcz główne zadanie w tym wieku, a jest ono teraz wyjątkowo trudne. U takiej osoby bardzo szybko zmienia się nie tylko ciało, ale także to, jak odczuwa i myśli. Dorosłym trudno jest to sobie wyobrazić czy przypomnieć. Osoba dojrzała ma pewne, mniejsze lub większe, poczucie stałości. Kiedy świat wali się dookoła nas, my nadal wiemy, kim jesteśmy. Znamy swoje reakcje, wiemy, co jest dla nas ważne. Dojrzewająca osoba dopiero to w sobie buduje. W pewnym sensie żyje w stanie ciągłej niepewności, bo oswaja się z czymś, co jest w ciągłym procesie, co się wciąż zmienia - z samą sobą.

Czego wtedy potrzebuje?

Szuka potwierdzenia tego, kim jest i jaka powinna być. Szuka wskazówek, wzorców, autorytetów. Przygląda się rówieśnikom i rówieśniczkom, poszukuje ich aprobaty. Testuje siebie w grupie społecznej innej niż rodzina, ale rodziny wciąż bardzo potrzebuje. W czasie prób i intensywnych zmian dom może być bezpiecznym, stałym, przewidywalnym miejscem, a rodzice osobami dającymi poczucie ugruntowania. Dobrze by było, gdyby dawali dziecku przestrzeń do testowania coraz większej niezależności, ale wciąż byli obecni, stali krok za dzieckiem i pomogli, gdyby dziecku powinęła się noga. Mogą pokazywać, że są stale, bezwarunkowo po stronie dziecka. Nie wycofują się, dają oparcie.

To brzmi, jakby rodzice mieli za zadanie akceptować wszystkie pomysły nastolatka.

Chodzi mi o coś innego. Rodzicowi może się jakieś zachowanie nie podobać i to ważne, aby zostało to wyrażone. Rozmawianie o uczuciach, również tych nieprzyjemnych, to dobre doświadczenie rozwojowe. Rozwija nas emocjonalnie i społecznie. Ale pamiętajmy, że mówimy do osoby szczególnie dotkliwie przyjmującej krytykę. To, co mogę doradzić, to jasne nazwanie własnych uczuć i odnoszenie ich do konkretnego zachowania dziecka, przykładowo: "Zdenerwowało mnie to, że przyszedłeś później, niż się umówiliśmy" zamiast przytłaczających uogólnień: "Zawsze się spóźniasz, nigdy nie można na tobie polegać". Można nie akceptować jakiegoś zachowania dziecka, ale wciąż akceptować swoje dziecko.

Mówisz tu dużo o emocjach. A jak wygląda w tym wieku przeżywanie swojej seksualności? Jakie zachowania podejmują nastolatkowie w wieku 15-18 lat?

Zahaczasz o pytanie, którego rodzice mi wprost nie zadają, a jednocześnie mam wrażenie, że bardzo się nim stresują, czyli: "Czy seks jest obecny w życiu mojego dziecka?". Najprawdopodobniej w jakiejś formie już jest, ponieważ - i tu dochodzimy do kolejnej cechy tego etapu - nastolatki coraz intensywniej odczuwają potrzeby seksualne. Czują napięcie seksualne i pociąg do innych osób. Nie dotyczy to wszystkich; niektórych ta sfera nie interesuje, niektórzy jeszcze tego nie czują albo nawet nigdy nie poczują. Jeśli tak właśnie ma twoje dziecko, to - o ile mu lub jej nie przysparza taka sytuacja kłopotów ani cierpienia - nie trzeba się tym martwić. Istnieją osoby dorosłe, które nie uprawiają seksu. Jeśli tego chcą, mogą być w związku i zakładać rodziny. Po prostu nie trzeba mieć seksu, aby być szczęśliwym. To samo dotyczy osób nastoletnich. Zdrowo dojrzewająca osoba nie musi koniecznie interesować się seksem.

Jeśli jednak ma takie potrzeby, to jak może wyglądać życie seksualne w tym wieku?

Zgodnie z polskim prawem uznajemy, że osoba, która ma ukończone 15 lat, jest w stanie podejmować świadomą decyzję, czy chce uprawiać seks, czy nie. To nie oznacza, że większość zaczyna właśnie w tym momencie. Średni wiek rozpoczęcia współżycia w Polsce wypada na koniec etapu, o którym rozmawiamy, lub nawet później. Dzieje się to około 18.-19. roku życia, ale osób, które decydują się na seks w wieku 15-16 lat, jest całkiem sporo. Mylne może być tu pojęcie "pierwszego razu", bo daje wrażenie, jakby na jednym spotkaniu nagle miał się wydarzyć stosunek z penetracją, a zazwyczaj kontakt między nastolatkami staje się bardziej intymny dopiero z czasem. Raczej jest to cała seria debiutów seksualnych, stopniowego zdobywania doświadczeń. Młodzi mogą się całować, dotykać nawzajem swoich ciał, na początku z pominięciem miejsc intymnych, ocierać się o siebie przez ubrania, uprawiać petting, czyli różne pieszczoty bez penetracji ciała. Mogą tygodniami, miesiącami zatrzymywać się tylko na jednej aktywności. Niektórzy zdecydują się na dotykanie genitaliów, seks oralny. Czasem słyszę o tym, że pierwszą formą penetracji, jaką wybierają, jest seks analny, ponieważ wydaje im się, że tak unikną ciąży bez stosowania antykoncepcji. To świadczy o braku edukacji seksualnej, bo nie jest to forma bezpieczna, jest wręcz najbardziej ryzykowna, jeśli chodzi o możliwość złapania infekcji; może też być trudna i bolesna dla osoby stawiającej pierwsze kroki w aktywności seksualnej.

Czy, twoim zdaniem, rodzice współczesnych nastolatków zdają sobie sprawę z tego, co zmieniło się w inicjacji seksualnej od czasów ich młodości?

Gdy cofniemy się pamięcią do naszego dojrzewania, pewnie okaże się, że my również stopniowo przechodziliśmy podobne etapy. Myślę jednak, że dorośli nie zdają sobie sprawy, jak dużo tych doświadczeń aktualne nastolatki zdobywają za pośrednictwem internetu. Znaczna część ich życia społecznego dzieje się właśnie tam. W internecie poznają ludzi, flirtują, budują związki, podejmują pierwsze seksualne aktywności. To może mieć formę czatów z podtekstem seksualnym, wysyłania sobie zdjęć, filmów, rozmów z włączoną kamerką. Według badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę mniej więcej co dziesiąta osoba z tej grupy wiekowej przyznaje, że wysłała komuś swoje nagie zdjęcie lub film. W rzeczywistości tych osób pewnie jest więcej, bo gdy pytamy ich, czy otrzymali czyjeś intymne zdjęcia, twierdząco odpowiada niemal co druga osoba. Te dane pochodzą jeszcze sprzed pandemii, więc teraz, gdy wszyscy korzystamy z internetu w większym stopniu, możliwe, że dzieje się to jeszcze częściej.

Rodzice, którzy właśnie zdali sobie z tego sprawę, czytając naszą rozmowę, mogą w pierwszej chwili zareagować przestrachem, a w drugiej - chęcią zwiększenia kontroli nad życiem intymnym swojego dziecka.

W świecie seksualności nastolatków dużo się dzieje, ale nie opowiadam tego po to, aby przestraszyć rodziców. My, jako dorośli, możemy być dla nastolatków realnym wsparciem wówczas, gdy orientujemy się w tym, jak wygląda ich świat. Przymykając oczy na fakty, nie zatrzymamy rozwoju seksualnego dziecka. Będzie i tak przebiegał, tylko poza naszą świadomością. Dokładną odpowiedź na pytanie, jak wygląda życie seksualne mojego dziecka, zna tylko ono samo. Na podstawie moich rozmów z nastolatkami mogę powiedzieć, że z góry możemy założyć, że pewnie mają za sobą więcej doświadczeń, niż sądzą ich rodzice.

Przymykając oczy na fakty, nie zatrzymamy rozwoju seksualnego dziecka. Będzie i tak przebiegał, tylko poza naszą świadomością.

Z tego, co mówisz, wynika, że nastolatek raczej przeżywa swój rozwój seksualny w samotności lub w relacji z grupą rówieśniczą albo z kimś bliskim z tej grupy. To, że nie przychodzi do rodziców dopytywać, zwierzać się, szukać wsparcia, jest normą?

Ja to widzę inaczej. Normą jest brak wiedzy rodziców o tym, co dokładnie dzieje się u młodej osoby, oraz to, że dziecko nie opowiada tego ze szczegółami. Ale według mnie to nieprawda, że nie przychodzi dopytywać. Nastolatek potrzebuje wsparcia rodziców i stara się o nie, ale raczej nie robi tego wprost. Przez zawstydzenie, zmieszanie, lęk przed oceną, uczenie się radzenia sobie z trudnymi emocjami, trudno mu czy jej powiedzieć po prostu: "Tato, potrzebuję pomocy, bo śniło mi się, że całowałam się z Kaśką, czy to znaczy, że zostanę lesbijką". Mogę ci opowiedzieć, w jaki sposób - nie wprost - nastolatki pytają mnie o swoje sprawy. Czasem zadają pytanie w imieniu kolegi albo opisują trudną sytuację swojej znajomej. Czasem zaczynają rozmowę od pytania o moje poglądy, np.: "Co pani sądzi o osobach biseksualnych?". Rozumiem, że jest to rodzaj testu na to, czy mogą liczyć na bezpieczną rozmowę bez odrzucenia. Później okazuje się, że ta rozmowa jest właśnie o nich. Dlatego jeśli rodzic słyszy historie o znajomych albo zagajenie o jakiś z pozoru abstrakcyjny temat dotyczący seksualności, to zachęcam do niereagowania w pierwszej kolejności ostrą oceną, która zamknie temat. Bardzo możliwe, że właśnie zaczynacie rozmowę o intymnych sprawach dziecka.

Czy można określić, co świadczy o tym, że młody człowiek rozwija się prawidłowo, a jakie sygnały pokazują, że być może w tym poszukiwaniu tożsamości się gdzieś zagubił? Po czym poznać, że nastolatek, nastolatka potrzebuje naszej reakcji, pomocy?

Zmiany stylu ubierania się, fryzury, słuchanej muzyki, a nawet poglądów, sprzeciwianie się narzuconym zasadom - nie są czymś nietypowym w tym wieku. O tym, że dzieje się coś niebezpiecznego, wiemy przede wszystkim od dziecka, gdy mówi, że mierzy się z czymś trudnym. Wówczas gdy obserwujemy, że cierpi, wycofuje się z aktywności, które wcześniej sprawiały radość, gdy mówi o poczuciu beznadziei, ma problemy z zachowaniem swojego typowego rytmu dnia, utrzymywaniem podstawowej higieny, z koncentracją, snem - jeśli takie objawy utrzymują się dłużej niż dwa tygodnie, to nie traktujemy ich jak kilku gorszych dni, tylko idziemy na konsultację psychiatryczną lub psychologiczną. Inne czerwone lampki to np. znaki cięcia swojego ciała, obsesyjnie odchudzanie się, wywoływanie wymiotów, wspominanie o własnej śmierci. W tych przypadkach nie czekamy, od razu, gdy je widzimy, organizujemy pomoc.

Co zrobić, jeśli zobaczymy, że dziecko się tnie?

Dziecko może to robić z przeróżnych powodów. Jeśli zauważymy sznyty, blizny, dziwne skaleczenia na dłoniach, przedramionach, nogach, nie czekajmy na rozwój sytuacji. Zwróćmy się o pomoc do specjalisty/ki, psychologa/żki, psychiatry/ki. Autoagresywne zachowania świadczą o tym, że dziecko cierpi. Tu nie pomoże zakazywanie, straszenie ("Jak jeszcze raz to zrobisz, to popamiętasz"). Nie wiemy, dlaczego dziecko to robi, ale na pewno nie dlatego, że za mało boi się rodzica.

Rozwój seksualności

JO: Porozmawiajmy o samych początkach rozwoju seksualności u dzieci. Jakie ważne momenty pojawiają się w rozwoju psychoseksualny od narodzin do ukończenia 5 lat?

AS: Nie jestem zwolenniczką dzielenia rozwoju na etapy i ważne momenty. Te pierwsze lata życia to gromadzenie różnych doświadczeń, a największy wpływ na późniejszy rozwój ma suma powtarzających się, codziennych sytuacji. Takich jak przytulanie, mycie, kąpiele, zabawa, bycie blisko z innymi ludźmi.

Moja córka ma dopiero 9 miesięcy. Wie, co to spacer, co to jedzenie, ale nie rozumie jeszcze złożonych pojęć, takich jak seksualność. Od kiedy możemy myśleć o dziecku, że jest istotą seksualną?

Seksualność jest cechą, z którą się rodzimy, i choć często tak tego wprost nie nazywamy, to jednak wiemy, że dzieci mają seksualność. Przykładowo, kiedy ludzie spodziewają się dziecka lub wyobrażają sobie, że chcieliby mieć dziecko, to zwykle myślą, że będzie jakiejś płci - a płeć jest jednym z elementów naszej seksualności. Czy tego chcemy, czy nie chcemy, patrzymy na ludzi i na relacje, dostrzegając płeć, również u małych dzieci. Możemy jedynie robić to mniej lub bardziej świadomie. Więc dla mnie to pytanie dotyczy nie tego, od kiedy zajmować się seksualnością dziecka, tylko czy warto to robić świadomie.

To jak zajmować się seksualnością tak małego dziecka?

Uczyć dziecko, że każdy człowiek ma ciało i że może się w nim czuć dobrze i bezpiecznie. Że każdy ma swoje granice, o które może się troszczyć, np. komunikując, co jest dla niego czy dla niej okej, a czego nie chce. Uczyć języka, którym dziecko może mówić o sobie, o swoim ciele. W seksualności jest tak, że wszystko zaczyna się od relacji ze sobą. Ktoś, kto dobrze się ze sobą czuje, lubi siebie, akceptuje swoje ciało, buduje dobry fundament pod swą seksualność.

To także nauka bycia w bliskiej relacji. Dziecko poprzez kontakt z rodzicami dowiaduje się, jak to jest być z kimś blisko. Czy to jest coś przyjemnego, dającego poczucie bezpieczeństwa.

W jaki sposób my, rodzice, możemy dzieciom takim małym jak Helenka albo większym, do 5. roku życia, pokazywać, że dobrze jest być w relacji? Kiedy zacząć taką naukę?

Od samego początku. Dziecko zbiera doświadczenia od pierwszych dni życia. Już noworodek sygnalizuje, że czegoś nie chce, np. najadł się i odwraca głowę od piersi/butelki. Kiedy bierzemy to pod uwagę, pokazujemy mu, że szanujemy jego sprzeciw. Tak zaczynamy uczyć dziecko, że ma granice i że są one ważne dla innych ludzi.

Czyli chodzi o bycie z małym dzieckiem w bliskiej relacji, a nie odpowiadanie na "trudne" pytania o seksualność?

W pierwszych latach życia dziecka wspieranie go w rozwoju seksualności nie polega tylko i wyłącznie na udzielaniu odpowiedzi na pytania. Nie czekamy, aż dziecko zacznie się interesować tym, jak różnią się chłopcy od dziewczynek albo dlaczego dziecko pojawia się w brzuchu mamy. Takie pytania przychodzą dość późno i na nie też odpowiadamy. Chodzi jednak o to, że uczenie bliskości zaczyna się od początku, zanim jeszcze dziecko zaczyna mówić.

Zastanawiam się, co rodzice mogą zepsuć we wspieraniu rozwoju seksualności dziecka na tak wczesnym etapie? Jakie są najczęstsze błędy rodzicielskie, które niosą dla dziecka znaczne konsekwencje i z których trudno mu potem wyjść?

Myślę, że z większości trudnych sytuacji, poza trwałym uszkodzeniem ciała, można wyjść. Tylko wymaga to jednak wysiłku i pewnej dozy świadomości. Natomiast gdybym miała powiedzieć, co się może niekorzystnego wydarzyć, to myślę sobie o takiej sytuacji, w której wokół seksualności w domu jest bardzo dużo napięcia. Gdy pokazujemy dziecku, że to jest brudny, okropny temat, że wiąże się z tym stres i poczucie zagrożenia i że w ogóle lepiej o tym nie rozmawiać. Im dłużej rodzice tak postępują, tym trudniej jest później to zmienić.

Czy chodzi o wzbudzanie wstydu dookoła tego tematu?

Wstydu, poczucia winy, przekonania, że dzieci się tym tematem nie powinny interesować. Przykłady takich zachowań to karanie dziecka, gdy dotknie swoich genitaliów. Mówienie, że jest złe, gdy interesuje się, jak wygląda nagie ciało. Odrzucanie dziecka po tym, kiedy zadaje pytania o tę sferę, czy pokazywanie przez rodzica obrzydzenia własnym ciałem albo ciałem dziecka.

Mówimy tu o bezpiecznej więzi z rodzicami. Ale czy to jest tak, że szczęście na przyszłe życie daje tylko bezpieczna więź z dwojgiem rodziców, pełna rodzina? Co w sytuacji, gdy jest tylko jeden rodzic, opiekun lub opiekunka prawna? Czy jedna osoba może dać dziecku fundament na całe życie?

Człowiek potrzebuje więzi - to wiemy z całą pewnością. Ale więź i relacja z drugim człowiekiem jest dla mnie zjawiskiem, które przekracza tradycyjny model rodziny. Ten pomysł: "mama, tata, dziecko" jest wytworem kultury. Z całą pewnością dziecko potrzebuje relacji z bliskim, dostępnym emocjonalnie, troskliwym dorosłym. Pewnie warto, żeby tych dorosłych było więcej niż jeden, bo wtedy jest łatwiej. Ale to, jakiej płci jest ten dorosły i jaka jest natura tej relacji, czy to jest biologiczna więź, czy nie - to są rzeczy o wiele mniej znaczące niż to, że ten dorosły po prostu jest obecny. I nie ma najmniejszego znaczenia orientacja tego dorosłego, narodowość, status ekonomiczny, światopogląd czy fakt, że jest osobą z niepełnosprawnością czy bez. Ważniejsza od tego, czy nasza rodzina mieści się w tradycyjnym modelu, jest jakość kontaktu emocjonalnego.

Chcę też powiedzieć, a może przestrzec, że jakość tego kontaktu może się zmieniać. Jak myślę o rodzicielstwie i mojej relacji z dzieckiem, to wiem, że ja daję mu teraz to, co w tym momencie potrafię. Uczę się różnych rzeczy i może za pół roku będę mu dawać coś innego, bo się czegoś nauczę. Przykładowo: może wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że to, w jaki sposób komentuję własne ciało przy dziecku, ma wpływ na to, jak ono ocenia własne. Ale po przeczytaniu tej książki już to będę wiedzieć. Wierzę, że dziecko będzie z naszej relacji czerpać różne rzeczy i układać je sobie w głowie. Ten "fundament" buduje się długo i na różne sposoby.

Transpłciowość - diagnoza, terapia, tranzycja

Pytanie z grupy "Transpłciowość w rodzinie": Dlaczego moje dziecko jest transpłciowe? Skąd to się wzięło? Wychowuję dziecko sama, czy dlatego moja córka chce być chłopcem?

Czy transpłciowość może być wynikiem internetu i mangi?

Naukowcy i naukowczynie wciąż pracują nad poznaniem tego, jak tworzy się nasze psychiczne poczucie płci, nasza tożsamość płciowa, czyli zarówno cispłciowość, jak i transpłciowość. Według obecnie obowiązującej koncepcji kluczowe znaczenie ma wpływ czynników hormonalnych na określone struktury w mózgu w okresie rozwoju płodowego.

Na pewno transpłciowość nie jest (jak twierdzą osoby nierozumiejące tego stanu) kaprysem, zachcianką, kwestią mody; nie można się nią zarazić, nie pojawia się także w wyniku oglądania mangi, nie wywołuje jej też to, że dziecko wychowuje jeden rodzic jakiejś płci.

Pytanie z grupy "Transpłciowość w rodzinie": Czy transpłciowość to choroba psychiczna?

Transpłciowość nie jest chorobą psychiczną. Natomiast osoba, która doświadcza niezgodności płciowej (dziecko, nastolatek/nastolatka lub osoba dorosła), która nie otrzymuje wsparcia, jest nieakceptowana i musi ukrywać swoją prawdziwą tożsamość płciową, cierpi. Dodatkowo przeżywane utrwalone cierpienie w związku z rozbieżnością pomiędzy przypisaną płcią a jej przeżywaniem, czyli dysforia płciowa, jest jedną z podstaw postawienia diagnozy i rozpoczęcia terapii i leczenia. Celem terapii jest zmniejszanie cierpienia, a osiąga się to przez możliwie jak najlepsze dopasowanie m.in. wyglądu, różnych elementów życia tej osoby do tego, z jaką płcią się ona/on identyfikuje, często przy pomocy psychologa/psycholożki, terapeuty/terapeutki. Czyli kierunkiem terapii jest wspieranie osoby, by mogła żyć zgodnie z odczuwaną płcią, a nie zmiana tego, co czuje. Metody "konwersyjne", czyli wszelkie próby zmiany odczuć i przeżywania swojej tożsamości płciowej, są formą manipulacji. Są zatem nieetyczne i niebezpieczne dla zdrowia takiej osoby. Nie przynoszą efektów, które rzekomo obiecują. Nie da się komuś wmówić, że ma czuć i myśleć coś innego, niż czuje.

Pytanie z grupy "Transpłciowość w rodzinie": Moje dziecko ma 5 lat. Czy mam pozwolić mu być "innej" płci?

To nie jest kwestia pozwolenia albo zabronienia. Jeśli dziecko w tym wieku mówi o sobie, jako o osobie odmiennej płci, to przede wszystkim warto zwrócić się o wsparcie do specjalisty. Wielu rodzicom trudno wtedy zachować spokój, najczęściej są zdezorientowani i trudno im się dziwić - martwią się, nie wiedzą, jak mają reagować. W stosunku do dziecka zawsze trzeba reagować ze spokojem - ono nie rozumie, o co rodzicowi chodzi, bo przecież zachowuje się w sposób dla siebie naturalny. Pięciolatek nie ma jeszcze wykształconego aparatu poznawczego, świadomości ani języka, żeby wyjaśnić rodzicowi, o co mu chodzi. Zalecenia specjalistów/specjalistek są takie, żeby umożliwić dziecku naturalne rozwijanie się w taki sposób, w jaki ono siebie przeżywa, ale także żeby uważnie je obserwować. Jeśli chce chodzić w sukienkach, to niech chodzi, choć zwykle najlepiej w domu. Tak samo, jeśli chce bawić się z chłopcami lub dziewczynkami, bo z nimi bardziej się identyfikuje. Można do dziecka zwracać się imieniem, jakie dziecko preferuje, ale nie dążyć do zmiany dokumentów ani nie podejmować innych daleko idących interwencji. W przypadku dzieci przed okresem dojrzewania sprawa jest bardzo złożona. Nie ma pewności, czy niezgodność płciowa się utrzyma. To czas bardzo wczesnego życia, w którym dziecko wciąż się rozwija i kierunek tego rozwoju jest zadaniem trudnym bądź niemożliwym w tym momencie do przewidzenia.

U dzieci przed okresem pokwitania mogą pojawiać się takie zachowania, ale według różnych badań tylko od 2% do 39% dzieci z rozpoznaniem niezgodności płciowej/dysforii płciowej w dzieciństwie utrzymuje to poczucie trwale i rozwija je po czasie dojrzewania. W zdecydowanej większości przypadków dziecko rozwija tożsamość zgodną z metrykalną. Niemniej potrzebuję tu zaznaczyć, że wiele dorosłych osób transpłciowych, patrząc wstecz na swoje życie, wspomina, że bardzo wcześnie, właśnie w wieku kilku lat, poczuło, że jest kimś innym, niż wszyscy sądzili. Pamiętało, jak było przekonane, że jest dziewczynką - chciało być traktowane jak koleżanki, myślało, że ma takie same narządy płciowe, chciało się bawić z tą grupą rówieśniczą, czuło większą przynależność do określonych postaci kobiecych w życiu i bajkach i nie rozumiało, kiedy ktoś mówił, że jest chłopcem. Jak widzicie zatem, nie jest to jednoznaczne. Warto pamiętać, że rodzice ani inne osoby z otoczenia nie mają wpływu na to, jak ukształtuje się tożsamość płciowa dziecka (tak samo jak nie mają wpływu na jego orientację seksualną). Nie wybierają ani płci, ani orientacji dziecka. Karząc je, również tego nie zmienią, tylko skrzywdzą dziecko. Mogą za to sprawić, by dziecko dorastało w poczuciu bezpieczeństwa i otrzymywało od bliskich akceptację oraz wsparcie, co będzie kształtować i wzmacniać jego/jej poczucie osobistej wartości.

Pytanie z grupy "Transpłciowość w rodzinie": Kiedy jest dobry moment, żeby zacząć tranzycję?

Tranzycja, czyli procedura pozwalająca żyć w zgodzie z odczuwaną płcią, w polskich realiach to długi i skomplikowany proces. To procedura medyczno-prawna umożliwiająca osobie funkcjonowanie społeczne zgodne ze swoją tożsamością. W naszym systemie składa się na nie między innymi: diagnoza, podawanie leków hormonalnych odpowiadających określonej płci, zmiana imienia w Urzędzie Stanu Cywilnego, sprawa w sądzie i w jej wyniku zmiana oznaczenia płci w dokumentach, a także wsparcie chirurgiczne i kosmetologiczne. To również tranzycja społeczna, związana m.in. z posługiwaniem się imieniem i zaimkami odpowiadającymi płci tej osoby, wyglądowi, sposobowi bycia. Nie każda osoba transpłciowa chce skorzystać ze wszystkich tych możliwości. Warto rozpocząć od rozmowy z dzieckiem i zapytania, czego ono potrzebuje, i wtedy zdecydować, czy i jakie wsparcie jest potrzebne. Jeśli chce z kimś po prostu porozmawiać, to trzeba znaleźć dobrego psychologa/psycholożkę - z wiedzą na temat seksualności człowieka i umiejętnością wspierania osób LGBT+. W zależności i od wieku dziecka, i od jego/jej potrzeb, pomoc może różnie wyglądać. Psycholog na podstawie rozmów z rodzicami i dzieckiem będzie potrafił pokierować rodziców i dziecko dalej. Czasem może wystarczyć psychoedukacja, pomoc w radzeniu sobie ze stresem, a czasem formy pomocy będą bardziej zróżnicowane. Wiele z elementów tranzycji i wsparcia jest kosztownych. Rzadko rodzicom udaje się uzyskać jakąś refundację z NFZ.

Pytanie z grupy "Transpłciowość w rodzinie": Co jeszcze poza kontaktem ze specjalistami mogą zrobić rodzice?

Dla dziecka bardzo ważne jest, aby bliscy posługiwali się imieniem i zaimkami zgodnymi z odczuwaną przez dziecko płcią. Niemal wszystkie dzieci, i te trans-, i cispłciowe, chwilę przed dojrzewaniem lub w jego trakcie, wyrażają siebie swoim wyglądem i zachowaniem. Dla dziecka doświadczającego niezgodności płciowej szczególnie ważne jest, aby mogło o tym decydować. Chodzi o wybór fryzury, ubrania, dodatków, również o sposób zachowania, uprawianie preferowanych sportów. Zakazywanie noszenia sukienek nie zatrzyma procesu rozwijania swojej tożsamości osobie, która czuje się dziewczyną. Nauczy ją, że musi przed rodzicami ukrywać, kim jest. Dojrzewający transpłciowi chłopcy mogą potrzebować bindera. To rodzaj ścisłego topu, który spłaszcza klatkę piersiową. Noszenie go, zwłaszcza kiedy piersi są większe, zmniejsza stres związany ze zmieniającym się ciałem. Czasem rodzice taki rodzaj bielizny szyją, czasem te osoby, które są już po operacji i nie potrzebują bindera, przekazują go innej osobie. Musi być dobrze dobrany, żeby nie powodował otarć, ran, nie deformował sylwetki. Rosnące piersi, zmieniający się głos, sylwetka (zwłaszcza jeśli zmiana jest znacząca, a dziecko nie ma w niej wsparcia), powodują wzrost dysforii, czyli cierpienia związanego z coraz bardziej rosnącą dysproporcją pomiędzy tożsamością a wyglądem ciała. Rola rodziców jest tu nie do przecenienia, bo swoją postawą, towarzyszeniem mogą wzmacniać dziecko.

Rodzice ani inne osoby z otoczenia nie mają wpływu na to, jak ukształtuje się tożsamość płciowa dziecka.

Pytanie z grupy "Transpłciowość w rodzinie": Jak zapewnić dziecku wsparcie ze strony szkoły?

W przypadku dziecka chodzącego jeszcze do szkoły można zadbać o to, żeby była ona możliwie najbezpieczniejszym środowiskiem: porozmawiać z nauczycielami/nauczycielkami, dyrekcją, zaproponować przeprowadzenie warsztatów na temat transpłciowości. Warto wiedzieć, że nie ma żadnej podstawy prawnej, która zakazywałaby zwracać się do dziecka imieniem innym niż to funkcjonujące w dokumentach. Jeśli osoba wcześniej znana w szkole jako Kasia mówi, że jest chłopcem o imieniu Staś, to proceduralnie nie ma problemu, aby takiego nastolatka nazywać Staś. Można także zmienić imię w dzienniku elektronicznym, dostosować łazienki, umożliwiać ćwiczenia na wuefie z osobami, z którymi nastolatek się identyfikuje. Tak naprawdę mało czego szkoła nie może. Prawo wymaga jedynie, by na świadectwie szkolnym i legitymacji widniało imię z aktu urodzenia. Reszta to kwestia dobrej woli. Niemniej dziecko powinno oczywiście być przez rodzica przygotowane na to, że osoby w jego otoczeniu mogą zareagować w sposób nieżyczliwy. Gdybym była na miejscu rodzica, który dowiaduje się, że jego dziecko czuje się szykanowane, zwróciłabym się bezpośrednio do szkoły. Coraz więcej placówek prosi specjalistów/specjalistki o szkolenia w celu uwrażliwienia kadry na kwestie transpłciowości, coraz częściej szkoły z otwartością przyjmują transpłciowych nastolatków i nastolatki, chcąc zapewnić im właściwe warunki do nauki i rozwoju. Jednak rodzice, stawiając na pierwszym miejscu bezpieczeństwo dziecka, powinni powiedzieć mu, że jeśli spotka je jakaś nieprzyjemna sytuacja: ktoś je zacznie wyzywać, wyśmiewać, uderzy, zabierze coś lub zdarzy się cokolwiek innego - żeby przyszło natychmiast do nich, a oni zareagują. Dziecko powinno czuć, że stoimy po jego stronie. Warto ustalić również, do kogo ze szkoły dziecko może się zwracać - czy ma to być psycholog/psycholożka szkolna, czy pedagog/pedagożka, czy wychowawca/wychowawczyni.

Pytanie z grupy "Transpłciowość w rodzinie": Jak przebiega proces korekty płci? Od jakiego lekarza zacząć?

Cały proces korekty płci zaczyna się od diagnozy. Choć określenia "korekta" i "tranzycja" nie oznaczają precyzyjnie tego samego zjawiska - tranzycja może być np. społeczna, a korekta płci jest sformułowaniem raczej dotyczącym procedur medycznych przybliżających ciało osoby transpłciowej możliwie najbardziej do płci odczuwanej, to powszechnie zwykło używać się ich wymiennie. Do całego procesu najpierw trzeba specjalisty/specjalistki psychologa/psycholożki i lekarza/lekarki ze specjalizacją z seksuologii. Po dokonaniu procesu diagnozy lekarz/lekarka pokieruje nastolatka/nastolatkę do innych specjalistów/specjalistek, np. do endokrynologa/endokrynolożki. Ta osoba może zlecić badania, aby dobrać odpowiednie dawki hormonów.

Pytanie z grupy "Transpłciowość w rodzinie": Dlaczego nie poczekać do "18" dziecka? Lekarze sugerują, żeby poczekać.

Nie chodzi o to, żeby przeprowadzać dziecku pełny proces tranzycji w wieku 12 lat, tylko zauważyć, co się z nim/nią dzieje, poddać analizie psychologicznej i zaproponować odpowiednie oddziaływanie terapeutyczne lub farmakologiczne, wspierające dziecko i umożliwiające w przyszłości pełny proces diagnostyczny i tranzycję. Specjaliści/specjalistki kierują się tu określonymi wytycznymi i rekomendacjami, na podstawie których, jeśli kryteria całościowej oceny funkcjonowania są rzecz jasna spełnione, osobom na początku okresu dojrzewania można wprowadzić leki blokujące dojrzewanie. Ich działanie jest całkowicie odwracalne. Nie mają one za zadanie zmieniać występujących już cech biologicznych, tylko czasowo wstrzymać proces dojrzewania. To ważne z dwóch powodów. Po pierwsze: nastolatek odczuwa bardzo silne cierpienie, gdy ciało biologicznie rozwija się w kierunku płci, z którą on/ona się nie utożsamia. Zatrzymanie tych zmian (rośnięcia piersi, mutacji, pojawiania się zarostu na twarzy itp.) zmniejsza to cierpienie i nastolatek bez obciążeń w postaci lęków, depresji, może swobodniej badać swoją tożsamość. Po drugie - w przyszłości wprowadzenie hormonów docelowej, przeżywanej płci będzie skuteczniejsze, jeśli osoba nie przeszła zmian typowych dla okresu dojrzewania. Lekarze/lekarki w Polsce coraz częściej podążają za tymi rekomendacjami. To ważne, bo jak wskazują niedawno opublikowane badania, wstrzymanie dojrzewania dosłownie ratuje tym dzieciom życie. Oczywiście, do ukończenia 18. roku życia nastolatek/nastolatka potrzebuje zgody rodzica lub opiekuna prawnego na wszelkie działania medyczne.

Po postawieniu diagnozy rozpoczyna się leczenie hormonalne odpowiadające danej płci. To wywołuje stopniowe zmiany wyglądu i fizjologii ciała. m.in. głosu, rysów twarzy, sylwetki, owłosienia, zatrzymania miesiączki.

Z medycznego punktu widzenia następnym krokiem mogą być interwencje chirurgiczne. Ale nie ograniczają się tylko do klatki piersiowej i genitaliów, jak się powszechnie uważa. Niektórzy lekarze/lekarki wykonują operację klatki transmężczyznom - zanim dojdzie do zmiany oznaczenia płci w dokumentach. Można wykonywać też inne zabiegi feminizujące lub maskulinizujące. Niektóre osoby transpłciowe decydują się na korektę w obrębie genitaliów. Dla części osób jest to ważne - i mogą to zrobić, ale dopiero po prawnym uzgodnieniu płci i uprawomocnieniu się wyroku. Na początku 2022 roku stan prawny jest taki, że osoba transpłciowa, chcąc dokonać sądowej zmiany oznaczenia swojej płci w dokumentach, musi pozwać swoich rodziców i wystąpić do sądu o ustalenie jej czy jego płci. Jeśli rodziców nie ma, wyznacza się kuratorów. Rodzice i dziecko stają w sądzie po przeciwnych stronach. Dla wszystkich jest to stresujące, niepotrzebne doświadczenie, zwłaszcza dla takiej osoby, której rodzice nie akceptują. Społeczności wspierające osoby LGBT+, organizacje pozarządowe, prawnicy/prawniczki od dawna zabiegają o zmianę tych przepisów, bo czasem prowadzą one do dodatkowych, niepotrzebnych napięć w rodzinie osoby transpłciowej. Dodam, że głównym powodem wejścia na drogę sądową nie jest wcale chęć operacji, jak się powszechnie uważa, tylko zmiany oznaczenia płci w oficjalnych dokumentach, co pozwala - w końcu - być sobą.

Pytanie z grupy "Transpłciowość w rodzinie": Czy wszystkie osoby transpłciowe przechodzą operację genitaliów?

Nie. Także nie wszystkie osoby transpłciowe przechodzą kurację hormonalną. To zależy od indywidualnej sytuacji i decyzji osoby. Niektórzy decydują się na częściową korektę, np. operację klatki piersiowej, ale nie na operacje narządów płciowych. Powody mogą być różne. Ktoś może chcieć pozostać przy swoich narządach, bo je lubi, inni nie chcą operacji ze względu na możliwe powikłania, jeszcze inni ze względu na brak środków finansowych. Za każdym razem decyzje wiążą się z intymnymi przeżyciami osoby i to on/ona powinna o tym decydować. Często osoby transpłciowe są o tak intymne sprawy wypytywane nawet przez obcych ludzi, którzy uważają, że podstawą korekty są operacje genitalne - w ślad za tym, o czym już rozmawialiśmy, czyli że o kobiecości lub męskości świadczą tylko narządy płciowe.

Pytanie z grupy "Transpłciowość w rodzinie": A co, jeśli dziecku minie? Co będzie, jeśli dziecko rozpocznie procedurę tranzycji, a potem zmieni zdanie i znów będzie chciało żyć zgodnie z płcią metrykalną?

To pytanie często zadawane przez rodziców dzieci transpłciowych. Z jednej strony jest podyktowane troską o dziecko. Rodzice nie chcą narażać jej/jego na dodatkowy stres, a siebie na przeżywanie kolejny raz smutku po utraconym synu/utraconej córce. Ale z drugiej strony w takim pytaniu czai się brak zrozumienia dla tego, czym dla ich dziecka jest proces korekty płci. Trochę tak, jakby to była zachcianka, która może przestać się podobać. Jakby tranzycja była czymś takim, jak zrobienie sobie tatuażu - można go zrobić ale można też nie zrobić, i żyć dalej.

Tymczasem dla osoby transpłciowej procedura tranzycji to jest często kwestia życia lub śmierci. Taka osoba nie umie, nie może żyć, udając, że jest kimś innym. Odsetek prób samobójczych wśród młodzieży z dysforią płciową jest ogromny, sięga 41%. To najwyższy wskaźnik spośród wszystkich grup nastolatków. To skutek agresji, przemocy, odrzucenia, stanów depresyjnych i lękowych, które nie są zakorzenione w dziecku, tylko są efektem niewspierającego środowiska. I z tymi postawami, to znaczy masywnym odrzuceniem ze strony rodziny czy najbliższego środowiska, wiąże się właśnie to, o co pytacie, tzn. detranzycja. Bardzo mała liczba osób w ogóle jej dokonuje, powiedziałabym, że są to marginalne liczby. Najnowsze statystyki z 2021 roku, uwzględniające dane z 27 różnych badań na przestrzeni 30 lat, mówią o raptem 0,9% (!) osób żałujących tranzycji. I chciałabym tu zaznaczyć, że żal nie jest związany z tym, że ktoś przestał się czuć osobą transpłciową, tylko wynika z odtrącenia i wykluczenia z najbliższej grupy społecznej i potężnego uczucia osamotnienia. Drugim powodem są nieudane operacje, błędy i powikłania, co znowu dowodzi, że operacja genitalna powinna być świadomą decyzją każdej osoby, nikt nie powinien być do niej zmuszany.

PJ: Jedna z matek osób transpłciowych powiedziała mi coś takiego: "Być może moje dziecko kiedyś, w przyszłości, będzie chciało dokonać detranzycji. Być może pojawią się w nim wątpliwości. Nie wiem tego. Ale przynajmniej będzie żyło".

Pytanie z grupy "Transpłciowość w rodzinie": Czy moje dziecko po korekcie płci będzie szczęśliwe?

To zależy, jak rozumiemy szczęście. Rodzice mogą sobie wyobrażać szczęście stereotypowo: dziecko skończy dobrą szkołę, pójdzie na studia, zdobędzie prestiżową pracę, weźmie ślub, będzie miało dzieci. Osoba po korekcie płci może mieć takie życie, ale jeśli on/ona tego chce. Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie: "Czy moje dziecko będzie szczęśliwe?", trzeba przyjąć perspektywę dziecka. Czego ono chce i potrzebuje? Nie - czego ja, rodzic, dla niego/niej chcę. Być może marzenia o dobrej pracy, rodzinie i dzieciach to tylko moja wizja szczęśliwego życia.

Dla osoby transpłciowej zazwyczaj największym marzeniem jest możliwość życia w zgodzie ze sobą, w prawdzie. I jeszcze poczucie, że ważni dla niej ludzie to rozumieją i akceptują. Jeśli tak spojrzymy na tę sprawę, to sami możemy pomóc swojemu dziecku żyć szczęśliwie. Jeśli patrzymy na szczęście, jako na subiektywną poprawę jakości życia, największą satysfakcję z budowania relacji, pewność siebie, poczucie własnej wartości, zmniejszenie objawów depresyjnych, lękowych, ryzyka prób samobójczych, to tak, osoby transpłciowe, kiedy mogą być sobą, są szczęśliwe. To potwierdzają doniesienia naukowe z wielu krajów.

Nagość i seksualność w rodzinie

Pytanie anonimowe: Czy przy dziecku w wieku 5-9 lat rodzice mogą chodzić nago? Jesteśmy młodymi rodzicami - mamy 26 lat i siedmioletniego syna, od pocza?tku chodzimy przy dziecku nago, ale zastanawiam sie?, kiedy przestac?, kiedy zacznie robic? sie? to niezdrowe, z?e widzi matke? nago.

W tej kwestii wyraźnie widać różnice kulturowe. W Skandynawii nagość rodzica właściwie przez cały okres bycia dziecka w domu, do pełnoletności, może być czymś zupełnie normalnym. W Polsce rodzice raczej przestają się pokazywać nago kilkuletniemu dziecku. Ważne jest to, żeby zaobserwować, jak reaguje dziecko - czy się krzywi, brzydzi, zamyka w łazience, mówi wprost, żeby się ubrać? Jeśli się wstydzi, to trzeba to uszanować. I oczywiście, jeśli to dorosły odczuwa dyskomfort, będąc przy dziecku nago, to też należy za tym iść. Na nagość musi być przyzwolenie obu stron.

KBS: Nasz Tadek ma 5 lat. Na basenie chodzi w kąpielówkach, ale na plaży czasem woli je zdjąć. Czy to jest okej, żeby pięciolatek był nago na plaży?

Na kwestię chodzenia nago ma wpływ kultura. Dzieci około 6.-7. roku życia zaczynają obserwować, jak są ubrani rówieśnicy i rówieśniczki, i zaczynają mieć potrzebę, żeby raczej ubierać się tak jak oni. W tej kwestii kierowałabym się potrzebami dziecka, tym, czego ono samo chce. Jeśli ma ochotę biegać nago, nie ma w tym niczego niewłaściwego.

KBS: Kiedy karmiłam piersią młodszego syna, to zdarzyło mi się, że musiałam zrobić to w przedszkolu u starszego. Jego koledzy byli tym bardzo zainteresowani. Później, kiedy spotykaliśmy się w innych okolicznościach, mówili: "A Tadzik to pewnie głodny?". W końcu skojarzyłam, że chcą popatrzeć na karmienie. Dla mnie karmienie piersią jest całkowicie naturalne, ale zastanawiałam się, czy w ten sposób u tych pięcio-, sześciolatków nie wywołuję jakichś niezdrowych podniet, czego bym nie chciała.

To nie są niezdrowe podniety. To jest właśnie zdrowa reakcja. Dzieci interesuje proces karmienia, a nie erotyzm związany z nagą piersią. One potrzebują takiego opatrzenia się z ciałem. To nie znaczy, że mamy wszyscy chodzić nago, ale w naturalnych, uzasadnionych sytuacjach pokazywać ciało, nie wstydzić się go. Dzięki temu, jako osoby dorosłe, będą wiedzieć, że ciało nie jest niczym gorszącym i nie jest jedynie erotyczne. Ma płeć, różne miejsca intymne, ale nie musi kojarzyć się z seksem.

Pytanie od Sylwii i Michała: Dziecko weszło do sypialni podczas seksu rodziców. Co mu powiedzieć?

Przede wszystkim - rodzice powinni dbać o zamknięte drzwi, ale jeśli zdarzy się tak, że dziecko wejdzie, to moje pierwsze pytanie brzmi, czy dziecko się zatrzymało i stoi, i patrzy, co tu się dzieje. Czy w ogóle zwróciło uwagę na jakieś zamieszanie. Mogło niczego niezwykłego nie zauważyć, ale mogło też się przestraszyć. Rodzice powinni przerwać aktywność i spokojnie zwrócić się do dziecka, sprawdzić, jak się ma, i pomóc nazwać, co ono czuje ("Widzę, że się zdziwiłaś", "O, chyba się przestraszyłeś"), wyjaśnić, że nic złego się nie dzieje, nikomu nie dzieje się krzywda, po prostu rodzice uprawiali seks i wszystko jest okej. "Dorośli tak robią, kiedy chcą być bardzo blisko i mają ochotę tak spędzić czas". Nie trzeba się bać, że to jakoś rozbudzi dziecko. To nie wywoła w dziecku pożądania.

Zakładam, że w tej sytuacji chodzi o tradycyjny seks. Jeśli rodzice używają gadżetów albo mają mniej stereotypowy seks, np. podwieszają się, wiążą, oglądają pornografię itp., to wtedy szczególnie ważne jest, aby zadbali o to, żeby dziecko nie miało możliwości podejrzenia ich - pornografia oglądana przy dziecku jest po pierwsze szkodliwa dla jego rozwoju, po drugie jest wbrew prawu. Jeśli rodzice lubią aktywności seksualne polegające na zadawaniu bólu, to również powinni szczególnie zadbać o to, aby dziecko nie miało możliwości podejrzenia ich - to może dziecko przestraszyć i negatywnie na nie wpływać.

Stereotypy płci

Dziwię się, kiedy słyszę, że ktoś szuka "dziewczęcego fotelika samochodowego" lub "wózka dla chłopca". Dla swojej córki szukam rzeczy zupełnie neutralnych, zwykłych ubrań, sprzętów, nie kieruję się płcią. Ubieramy Helenę w ubrania ze wzorami typu brokuły albo dinozaury na wrotkach. Dlatego trudno mi sobie wyobrazić, że inaczej wychowuje się dziewczynki i chłopców. Czy naprawdę dzieci różnej płci różnie się traktuje?

Jest duża szansa, że dziewczynka spotka się z innymi oczekiwaniami i innymi reakcjami, a chłopiec z innymi. Takie wnioski płyną z wielu badań. Np. do małych dziewczynek dorośli więcej mówią niż do małych chłopców, częściej je też przytulają. Chłopcy są częściej zachęcani do eksploracji, do ryzykowania, dziewczynki są raczej hamowane. Kiedy dorośli mówią o dzieciach, to u dziewczynek raczej dostrzegają wygląd, ubranie, uczesanie, a w przypadku chłopców zwracają uwagę na to, czym dziecko się bawi, co je interesuje.

Sposób, w jaki dziewczynki są ubierane, często utrudnia doświadczanie swojego ciała i swobodną zabawę.

Od dziewczynek często wymaga się, by były czyste, schludne, grzeczne, by zachowywały się zgodnie z oczekiwaniami dorosłych. Żeby były niemal idealne. Chłopcom bardziej pozwala się na to, by się brudzili albo przełamywali różne ograniczenia. Choć chcę podkreślić, że oczekiwania dotyczące niepopełniania błędów i bycia idealnym dotyczą wszystkich płci, tylko w innych obszarach. Jeśli te wymagania będą stawiane również podczas okresu dojrzewania, to mogą one wpływać na dorosłe życie. Tradycyjnie wychowywanej dziewczynie może być w przyszłości trudniej podejmować wyzwania, bo spotykała ją kara za porażki. Z kolej stereotypowo wychowywany chłopak może mieć trudność w wyrażaniu emocji innych niż te związane z działaniem i siłą (np. smutku, wzruszenia).

Kiedy byłam w ciąży, usłyszałam od kogoś, że to fajnie, że będę mieć dziewczynkę, bo: "Dziewczynki są takie do strojenia". Zmroziło mnie, że nadal, w 2020 roku, można usłyszeć takie zdanie. Zastanawiałam się nawet, co powiedziałaby ta osoba, gdybym spodziewała się chłopca. Że będę miała rozrabiakę? Już widzę, że Helena jest aktywna i ciekawska, jest bardzo żywym dzieckiem - ona na pewno nie jest do strojenia, bo wszystko by z siebie zdarła, gdyby tylko mogła. Zastanawiam się jednak, co wywołuje u dzieci taki przekaz, takie odmienne traktowanie różnych płci?

Dzieci mogą mieć zupełnie różne doświadczenia. Jeśli do dziewczynki dorośli dużo mówią, to ona także może wcześniej zacząć mówić i znać więcej słów. Uważa się, że pod względem rozwoju mowy dziewczynki wyprzedzają chłopców, ale ta różnica może nie wynikać z płci, tylko z różnego traktowania. W dorosłości może się to przekładać na przykład na inne zdolności tych grup do wyrażania siebie.

Myślę, że dobrze jest mieć tego świadomość i sprawdzać ze sobą, czy nie ulegamy stereotypom.

A jak to zrobić? Jak sprawdzić, czy udaje się nam unikać stereotypów dotyczących płci?

Warto patrzeć na dziecko jako na "jednostkę ludzką" jedyną w swoim rodzaju. Jeśli rodzice mają trzech synów, to przecież wyraźnie widzą, że ci chłopcy nie są identyczni. Każde dziecko jest inne, ma inne potrzeby, reakcje, upodobania. Rodzicom, którzy chcą więcej poczytać na ten temat, polecam książkę Różowy mózg, niebieski mózg autorstwa Lise Eliot.

No, dobrze, ale jak w praktyce możemy sprawdzić, czy nie myślimy o dziecku stereotypowo?

Jedną z sytuacji, która bardzo ujawnia nasz sposób myślenia o płci, jest taka, gdy przykładowo trzyletni chłopiec prosi, żeby mu pomalować paznokcie. Jakie to wzbudza emocje? Czy mamy opory, żeby spełnić prośbę dziecka? Czy taka sama byłaby nasza reakcja, gdyby o to poprosiła dziewczynka? Albo inna sytuacja: dziewczynka chce się bawić wyłącznie samochodami, a chłopiec marzy o wózku dla lalek - co my, dorośli, myślimy o tej sytuacji, jak na nią reagujemy?

Inny sposób to obserwowanie swoich reakcji na dziecięce zabawy. Małe dzieci, bawiąc się, odgrywają różne role. Często traktują je wymiennie - ktoś jest mamą, ktoś tatą, niezależnie od tego, jaką ma płeć. Chłopiec w zabawie może rodzić dziecko, karmić piersią. Dla niego to jest naturalne, jak odgrywanie strażaka, policjantki. Można więc sprawdzić: jak ja się czuję, gdy widzę, że dziecko wchodzi w rolę, której ludzie zwykle nie łączą z jego lub jej płcią.

Powiedziałaś tu o postrzeganiu płci. Zastanawia mnie, od kiedy dzieci zaczynają czuć się chłopcem, dziewczynką lub dzieckiem niebinarnym?

Nie ma tu sztywnych ram i granic. Małe dzieci dowiadują się od otoczenia, jak inni ludzie nazywają ich płeć. To, co same o sobie myślą i jak się czują, czyli ich tożsamość płciowa, może kształtować się długo, nawet w wieku dorosłym.

Dzieci obserwują swoje ciało i ciała innych ludzi. W przedszkolu rozmawiają między sobą, jakie sprawy wiążą się z płcią. Dla przedszkolaków może być ważniejsze to, czy nosi się spinki we włosach, niż to, czy ma się siusiaka, czy cipkę.

A jeśli dziecko przychodzi do rodziców i prosi, by nazywać je imieniem innym niż jego własne i do tego innym niż jego płci? Jak na to reagować?

Jeśli małe dziecko prosi, żeby nazywać je innym imieniem albo zwracać się do niego: "królowo" lub "królu", to ja bym taką prośbę spełniała. W ten sposób pokazuję, że szanuję jego lub jej zdanie, że zależy mi na tym, by dobrze się czuło w relacji ze mną. Uznaję, że ma prawo decydować w takiej kwestii. Nie widzę powodu, by jakoś się temu przeciwstawiać. W tym wieku taka prośba nie oznacza, że dziecko będzie w przyszłości miało inną tożsamość płciową niż przypisana mu lub jej przy urodzeniu. Może tak być, ale może też tak nie być. A mówienie do dziecka zgodnie z taką prośbą nie sprawi, że zmienimy dziecku tożsamość płciową.

Czasem jest tak, że dziecko rodzi się z nietypowo wyglądającymi zewnętrznymi narządami płciowymi. Co wtedy powinni zrobić rodzice? Czy powinni zdecydować się na operację, która zmieni ich wygląd?

Byłabym bardzo ostrożna z decydowaniem się na jakiekolwiek ingerencje chirurgiczne, które nie są podyktowane względami medycznymi. Operowanie narządów płciowych wiąże się z bólem, ryzykiem, a przede wszystkim skomplikowaną pielęgnacją po zabiegu. Ciało dziecka rośnie, zmienia się i może okazać się, że blizny przeszkadzają w rozwoju. Poza tym warto zastanowić się nad sensem przeprowadzania operacji, która ma w przyszłości uchronić dziecko przed jakimś dyskomfortem, np. przykrym komentarzem. Nie wiemy, czy taka sytuacja kiedykolwiek w ogóle nastąpi. I najważniejsze - o takiej operacji należałoby decydować za świadomą zgodą dziecka, bo to ta osoba będzie żyła z jej konsekwencjami. Wstrzymanie estetycznych operacji na genitaliach noworodków to jeden z głównych postulatów organizacji osób interpłciowych.

Nagość

Podoba mi się taka idea, żeby całe rodziny chodziły razem na basen czy do sauny i żeby dzieci mogły oglądać ciała innych ludzi. Ale czy dziecko powinno oglądać nagość?

W przebieralni na basenie albo na plaży dzieci mogą porównywać, jak różnie wyglądają ciała. To są dobre, naturalne sytuacje, w których dowiadują się różnych rzeczy o cielesności i seksualności. Widzą ciała nie tylko młode, szczupłe, wydepilowane, posmarowane olejkami i gładkie, ale także stare, większe i mniejsze, po chorobach, poruszające się na wózku.

Są ludzie, którzy wspólnie kąpią się z dziećmi. Ja do nich należę, bo tak mi jest po prostu wygodnie. Helena jest jeszcze na tyle malutka, że trzeba jej bardzo pilnować w wannie. Ale zastanawia mnie, do jakiego momentu można kąpać się z dzieckiem? Pytanie anonimowe: Do jakiego wieku dziecko pozostaje nieskrępowane, widząc nagość rodziców? Czy córka powinna widzieć tylko nagość matki, a syn tylko nagość ojca?

To jest kwestia związana z granicami rodziców i dziecka. Nagość jest odpowiednia wtedy, gdy obie strony wyrażają na nią zgodę. To dotyczy przebierania się przy dziecku, kąpania się z nim. Jeśli obie strony czują się okej, to jest to okej. Odnoszę przy tym wrażenie, że dorośli często są zbyt podejrzliwi ("Czy postępuję właściwie?") w sytuacji, gdy wszyscy zainteresowani czują się komfortowo. A nie widzą problemu w sytuacjach, w których naruszają granice dziecka, gdy ono protestuje, płacze, bo np. jest na siłę ubierane, czesane, karmione.

Nagość w domu i na basenie jest okej, ale jak uczyć, że nagość może być niekiedy źle odbierana i nie zawsze jest odpowiednia w danym miejscu, a jednocześnie nie zawstydzać takimi określeniami dziecka?

Rozmawiając o tym, że w różnych miejscach i w różnych sytuacjach obowiązują różne zwyczaje. W domu możemy być na golasa albo w samych majtkach, ale nie rozbieramy się na środku supermarketu.

Jak reagować, gdy od kogoś z otoczenia (opiekunki, dziadków) dziecko słyszy inny przekaz na temat nagości niż od rodziców? Np. dziecko usłyszy, że powinno się ubrać, bo to brzydko być na golasa?

Jeśli dziecko w domu słyszy jedno, a poza domem co innego, to sądzę, że pojawi się w nim pytanie: "Ciekawe, dlaczego ta osoba mówi co innego niż rodzice?". Raczej potraktuje to z dystansem, a nie z przekonaniem, że na pewno tak jest.

Mam zdjęcia z dzieciństwa, jak ganiam sobie po plaży zupełnie wolna, wyzwolona, bez kostiumu. Tak było jakoś do 3. roku życia, później już mam założony kostium. Pytanie anonimowe: Zastanawiam się, jak podchodzić do kwestii ubierania lub rozbierania dzieci na plaży. Niektórzy rodzice uważają, że nagie dziecko jest zachętą dla pedofila i dzieci nie powinny biegać nago na plażach. Co jest w tej sytuacji odpowiednie i bezpieczne?

Jeśli chodzi o to, że ktoś mógłby podglądać dziecko, robić mu z ukrycia zdjęcia, to myślę sobie, że byłoby to mało prawdopodobne. Pedofil wie, że w ten sposób naraża się na ujawnienie. Ale w tym pytaniu pojawia się dla mnie ciekawa kwestia. Seksualność jest taką sferą, w której wszelkie kwestie z nią związane traktujemy dość podejrzliwie, póki ktoś nam nie powie, że to, co robimy, jest w porządku. Otóż: nie ma takiego zbioru zasad, co należy, a czego nie należy robić. Warto mieć świadomość tego, że to, o czym tu rozmawiamy, to w większości nie są jakieś ściśle wyznaczone zasady. Wszyscy rodzice muszą sami znaleźć odpowiedź na pytanie, co według nich dla ich dziecka - w danej chwili i danej sytuacji - jest dobre, a co takie nie jest.

A co mogą zrobić rodzice, aby ochronić dziecko przed wykorzystaniem seksualnym? Jak takiemu maluchowi wytłumaczyć, co to jest zły dotyk?

U tak małych dzieci nie ma szansy na to, że dziecko samo ochroni się przed wykorzystaniem przez dorosłą osobę. To po stronie rodzica stoi świadome wybieranie, pod czyją opieką przebywa dziecko. Mam też duże opory przed opowiadaniem bardzo małym dzieciom o złym dotyku, kiedy one jeszcze tak mało wiedzą o seksualności. Co najwyżej warto dzieciom mówić, że jeśliby się działo cokolwiek, co jest dla nich niemiłe, to żeby mówiły o tym rodzicom. Ale i tak większe znaczenie ma to, czy rodzice szanują granice dziecka i słuchają, co ono mówi, niż to, co na ten temat opowiadają. Gdy rodzice reagują na próby wymuszania kontaktu fizycznego z dzieckiem przez inne osoby, gdy sami szanują "nie" dziecka, to właśnie wtedy uczy się ono, że może mówić "nie".

Pornografia - świadomość i profilaktyka

MS: Jak przygotować dziecko, zanim pójdzie do szkoły, na to, że może mieć styczność z pornografią. Bo ten kontakt z pewnością nastąpi. Co zrobić, by dziecku nie stała się krzywda, kiedy zobaczy ostre obrazy i filmy?

Dzieci między 7. a 10. rokiem życia są w okresie jakby uśpienia, latencji - sprawy seksu nie są już dla nich tak interesujące. Do 6.-7. roku życia nasycają się wiedzą na temat budowy ciała i potem nie są już na tym tak skupione, za to zaczynają je bardzo interesować relacje z rówieśnikami. Niestety, jak wynika ze statystyk, właściwie już siedmio-, ośmioletnie letnie dzieci mają kontakt z pornografią. W tym wieku oglądanie takich scen może być wręcz traumatyzujące i dawać takie same skutki jak wykorzystanie seksualne. Dziecko może się przerazić, a z drugiej strony odczuwać ekscytację. Rodzice powinni być bardzo ostrożni, jeśli chodzi o pozwalanie dzieciom na korzystanie z urządzeń z dostępem do internetu, nie zostawiać ich z tym samych, zakładać blokady rodzicielskie.

Ale ponieważ nie wszystko da się przewidzieć i nie wszystkiemu zapobiec, to ważne, żeby dziecko wiedziało, że do rodziców może przyjść z każdą sprawą. Jeśli ma do rodziców zaufanie, to powie, że kolega lub koleżanka pokazali coś takiego dziwnego.

Pytanie od Magdaleny: Córka 7 lat. Trafiła między bajkami na YT na film porno. Jak reagować?

Rozmawiać. Bardzo spokojnie, bez straszenia ani ganienia. Nie mówić: "To obrzydliwe, nie wolno tego oglądać". Nie zabraniać kontaktów z dziećmi, które takie treści pokazały.

Wytłumaczyć, że to rodzaj filmów przeznaczonych dla dorosłych. Że to są takie filmy, które przedstawiają z reguły przerysowane, a wręcz nieprawdziwe rzeczy. To, co dziecko widziało, to zapewne były sceny seksu, ale seks między dorosłymi zwykle tak nie wygląda. Niektórzy dorośli chcą oglądać takie filmy, a inni nie. I rozmawiamy o emocjach, mówiąc: "Mogłeś, mogłaś się przestraszyć albo mogło to ci się wydać obrzydliwe, a może cię to zainteresowało. Wszystko, co czujesz, jest okej. Kiedyś zdecydujesz, czy chcesz coś takiego oglądać, ale na razie jest na to za wcześnie".

KBS: Chodzi o to, żeby dziecko zrozumiało, że to dla niego nieodpowiednie?

Tak, i żeby rozumiało, co się z nim dzieje. Można odwołać się do gatunków filmowych, np.: "Dzieci nie powinny oglądać horrorów, bo to nie jest dla nich dobre, mogą się potem bać. Z tymi filmami jest podobnie".

Można też wprost powiedzieć: "Niepokoi mnie, że twój kolega, twoja koleżanka ma taki wolny dostęp do tego. Zastanawiam się, czy mogę coś zrobić, żeby mu, jej pomóc".

MS: W tej rozmowie zakładamy, że dorosły dowiedział się o całej sytuacji.

KBS: A co zrobić, żeby ten kontakt z pornografią wyprzedzić? Czy jakoś z dzieckiem porozmawiać o tym, co może je spotkać?

Można rozpocząć rozmowę, wychodząc z poziomu ciekawości, np.: "Hej, wiem, że dzieci czasem pokazują sobie takie filmiki z seksem. Tak się zastanawiam, czy coś o tym słyszałaś, słyszałeś? A może jest jakiś temat, na który chcesz porozmawiać?". Nie wypytywać jak detektyw, nie kontrolować, tylko okazać zaciekawienie.

I na pewno nie można zakładać, że dziecka to nie dotyczy, bo np. chodzi do dobrej szkoły.

KBS: Myślę, że jak my zaczniemy ten temat, to w przyszłości dziecko przerażone, obrzydzone jakimiś treściami przyjdzie i nam o tym powie. Jak będzie się bało, że zrobiło coś złego, to nie przyzna się do tego.

Zachowania seksualne

Pytanie od Wojtka: Wcześniej wróciłem z pracy i wpadłem na syna podczas masturbacji. Nie wiem, który z nas był bardziej zmieszany. Co mam mu powiedzieć?

Wkroczyliśmy właśnie nadmiernie w intymność dziecka, do której nikt nas nie zapraszał. Mówimy: "Przepraszam", wychodzimy, zamykamy drzwi. Nastolatkowi czy nastolatce w tym wieku nie trzeba tłumaczyć: "Hej, to, co robiłaś, to jest masturbacja i to jest okej". Osoba w tym wieku już wie, że to była masturbacja. Nie sądzę, żeby trzeba było o tym jakoś szczególnie rozmawiać, chyba że dla którejś strony było to bardzo trudne przeżycie. Warto natomiast lepiej zadbać o zasady prywatności w domu; zawsze pukać do swoich drzwi, zarówno gdy nastolatek wchodzi do pokoju, gdzie są rodzice, jak i wtedy, gdy rodzice wchodzą do pokoju nastolatka.

Czyli nie traktować tego jako tematu, który należy przerobić później, tylko jak wejście do toalety, gdy ktoś tam jest i załatwia swoją potrzebę?

Właśnie tak. To może być trudne dla rodzica, bo nagle widzi i nie może zaprzeczyć temu, że dziecko ma potrzeby seksualne. Ale podkreślę, że masturbacja w tym wieku jest typowa. Jeśli mamy dziecko w takim wieku, to najprawdopodobniej ono się masturbuje. Zresztą masturbuje się i część dzieci, i nastolatki, i osoby dorosłe, także te, które są w związkach. Jest to zachowanie naturalne i zdrowe, rzadko staje się problematyczne. Czasami może się wiązać z jakimiś trudnościami. Jeśli mamy wrażenie, że np. nasz nastolatek ma z tym jakąś trudność, możemy zapytać, czy chce z kimś o tym porozmawiać (niekoniecznie z nami), i pomóc zorganizować spotkanie ze specjalistą lub specjalistką od zdrowia seksualnego. Jakie to mogą być trudności? Nie ma obiektywnych miar, ile masturbacji tygodniowo czy miesięcznie jest liczbą zbyt wysoką. Tu są ważne osobiste odczucia, np. jeśli osoba czuje, że przez masturbację trudno się jej, jemu uczyć, zachować swój rytm dnia, że w jej, jego osobistej ocenie robi to zbyt często. Kolejną trudnością, o której słyszę od nastolatek i nastolatków, jest używanie masturbacji do regulowania silnych emocji. Masturbacja łagodzi napięcia, również te spoza sfery seksualnej, ale gdy dojrzewamy, szczególnie wraz z rozwojem inteligencji emocjonalnej, coraz lepiej potrafimy zrozumieć, co czujemy, i decydować, jak na to zareagujemy. Czyli np. gdy ktoś mnie zdenerwuje, mogę obniżyć napięcie masturbacją, ale mogę też powiedzieć tej osobie, co czuję. Przyznam jednak, że najczęściej, gdy rozmawiam z nastolatkami o masturbacji, to słyszę o poczuciu winy i wstydzie. Choć masturbuje się większość osób, to wiedza o tym, że jest to zazwyczaj naturalne i typowe zachowanie seksualne, nie jest powszechna.

Pytanie anonimowe: Nasza szesnastoletnia córka chce pojechać ze swoim chłopakiem pierwszy raz na obóz. Czy powinnyśmy się zgodzić?

W którym momencie oficjalnie pozwolić dziecku na suwerenne decyzje dotyczące jego życia seksualnego? Jak w takiej sytuacji się odnaleźć, jeśli wcześniej nie było rozmów z dzieckiem o seksie, a nagle okazuje się, że na takie rozmowy jest już trochę za późno, bo ewidentnie seks już się dzieje.

Cieszę się, że w taki sposób zadałeś to pytanie, bo ono doskonale pokazuje iluzję, jaką często rodzice mają, że oni o tym decydują. Rodzic nie decyduje o tym, kiedy nastoletnie dziecko przeżyje swój debiut seksualny. Nawet jeśli będziemy przeróżnymi sposobami próbowali to utrudniać, to jeśli osoba jest zdecydowana, nie będzie potrzebowała wyjazdu pod namiot. Zrobi to gdziekolwiek. Jeśli wprowadzimy bardzo dużo zakazów, to po prostu stracimy informacje o tym, co się dzieje w tej dziedzinie życia nastolatka, nastolatki. Jeśli my znacznie ograniczymy osobie przestrzeń życiową, to ona ją sobie zbuduje gdzie indziej, poza nami. Możliwe, że będzie musiał czy musiała kłamać, ukrywać ten aspekt życia przed nami. A jego czy jej rozwój seksualny będzie się dział bez naszej wiedzy.

To nie znaczy, że rodzic musi się zgodzić na każdy pomysł. Absolutnie nie. Rodzice mogą się nie zgodzić na wyjazd nastoletniego dziecka pod namiot z chłopakiem lub dziewczyną. Chodzi mi jednak o to, że to wcale nie oznacza, że właśnie opóźnili pierwszy seks. Dla wielu rodziców kontrowersyjnym pomysłem jest to, aby chłopak czy dziewczyna nocowali u córki, u syna. Znam takich rodziców, którzy się na to zgadzają, ale należą do mniejszości. Ani namiot, ani nocowanie nie oznacza, że seks się pojawi.

Jak rozmawiać z nastoletnim dzieckiem o tym, że martwimy się, że za szybko wchodzi w aktywność seksualną?

Myślę, że mówimy teraz o zderzeniu własnych oczekiwań z tym, jak naprawdę wygląda seksualność nastoletniego dziecka. Gdy prowadzę warsztaty na ten temat, zastanawiamy się z osobami uczestniczącymi, jak wybrać dobry moment na rozpoczęcie aktywności seksualnej. Gdy uczestniczy w tym grupa młodzieży, wymieniają np. że wtedy, gdy wiadomo, że osoby są zdrowe, gdy czują się razem bezpiecznie, ufają sobie, gdy mogą swobodnie rozmawiać, mają antykoncepcję, nie czują przymusu itp. Gdy grupa składa się z dorosłych, słyszę, że dobry moment jest wtedy, gdy zdasz maturę, dostaniesz się na dobre studia, skończysz je, dostaniesz dobrą pracę i się usamodzielnisz. Wtedy można przeżyć pierwszy raz. Potem zadaję pytanie: "Czyli rozumiem, że wszyscy z nas, jak tu jesteśmy, zaczęliśmy uprawiać seks, gdy mieliśmy około trzydziestki?". Wtedy wszyscy wybuchają śmiechem, a jeśli ktoś chce się podzielić swoim doświadczeniem, to mówi, że to był raczej koniec liceum czy technikum, początek studiów.

To ćwiczenie dobrze pokazuje, jak niewiele nasze wyobrażenia mają wspólnego z rzeczywistością. A kiedy uderzamy w moralizatorskie tony, nie jesteśmy dobrym źródłem informacji dla nastolatka, nastolatki, budujemy jeszcze większą przepaść między doświadczeniami i co najważniejsze, nie udzielamy praktycznych informacji.

Jak w takim razie powinniśmy postąpić, żeby nie spłoszyć nastolatka ani nie wyjść w jego oczach na dziadersa, który niczego nie rozumie?

Zacznijmy od porozmawiania właśnie o tym, kiedy jest dobry moment na debiuty. Taka rozmowa jest naprawdę dobrym pomysłem. Można w niej poruszyć jeszcze kwestie presji na seks, wymuszania seksu przez żądanie okazania dowodu miłości, presji rówieśniczej: "bo wszyscy znajomi mają to już za sobą".

Dlaczego dojrzewanie seksualne kojarzy się rodzicom z potencjalnym zagrożeniem, a nie z szansą na normalny rozwój?

Pewnie z wielu powodów. Dorośli mogą nie znać i nie rozumieć świata nastolatków. Wcześniej rozmawialiśmy o tym, że przez wady systemu wszystkim nam brakowało dobrej edukacji seksualnej. Sądzę, że głównie z tego powodu bardzo wielu rodziców podczas własnego dojrzewania doświadczyło bolesnych, trudnych, niebezpiecznych sytuacji. Teraz chcą przed tym uchronić swoje dzieci i robią to najlepiej jak potrafią. Myślę, że książka taka jak ta może pomóc rodzicom zwiększyć ich kompetencje i ich pewność siebie w byciu dobrymi towarzyszami rozwoju. Mam nadzieję, że to pozwoli odejść od straszenia zagrożeniami i skupić się na tym, jak pomagać nastolatkowi, nastolatce świadomie i bezpiecznie wchodzić w aktywność seksualną. Dla większości osób bliskie, intymne relacje i seks są jednym z głównych źródeł szczęścia w życiu. Twoje dziecko jest właśnie na etapie, gdy się tego uczy. Buduje obszar w życiu, który będzie dla niej, dla niego ważny i będzie dawać szczęście.

O czym na pewno warto porozmawiać, gdy widzimy, że syn czy córka zaczyna się z kimś spotykać, nazywa tę osobę swoją dziewczyną, swoim chłopakiem?

Jeszcze przed rozmowami zaprośmy tę osobę, poznajmy, przywitajmy w naszym domu. Doceńmy, że dziecko przedstawia nam tę osobę. Nawet jeśli syn czy córka nie są chętni do takich spotkań, to pewnie świadomość, że ta specjalna osoba jest mile widziana w domu i akceptowana będzie bardzo ważna. A co do rozmów - pomyślmy, jak możemy pomóc dziecku bezpiecznie, świadomie decydować. Na przykład rozpoczynając rozmowę o tym, co jest dla niej, dla niego ważne w związku, jak czuje się w tej relacji, żebyśmy mogli poznać perspektywę dziecka. Koniecznie pogadajmy też o tym, jakie cechy mają bezpieczne i dobre związki.

A jak poznać, czy związek jest bezpieczny, czy niebezpieczny?

Bezpieczny związek to taki, w którym czuję się swobodnie, nie muszę udawać. Mogę czegoś odmówić i nie spotkają mnie za to przykre konsekwencje. Druga osoba nie szantażuje mnie, nie wymaga ode mnie niczego, czego nie chcę robić. Czuję wolność podejmowania własnych decyzji. Druga strona interesuje się tym, co czuję i myślę.

Czy takim sygnałem, że związek może być niebezpieczny, jest duża różnica wieku między partnerami? Czy to powinien być powód do niepokoju, że piętnastoletnia dziewczyna spotyka się z partnerem, który ma 25-30 lat?

Kontakty seksualne między osobą dorosłą a nastolatkiem lub nastolatką poniżej lat 15 traktujemy, według prawa, jako przestępstwo. Osoba, która ukończyła 15 lat, może samodzielnie decydować o relacji z kimś starszym od siebie, ale tak duża różnica wieku to jest sytuacja nierównowagi doświadczeń, nierównowagi dojrzałości psychicznej, posiadanych środków, a w takim układzie łatwiej o wykorzystanie. Niekonieczne taki związek musi być szkodliwy, ale na pewno rodzic powinien wtedy być w bliskim kontakcie z dzieckiem, rozmawiać i uważnie obserwować sytuację. Zachęcam do przemyślenia, co się wydarzy, jeśli rodzice na wstępie zakażą córce spotykać się z tym człowiekiem. Czy efektem nie będzie trwanie tego związku w tajemnicy i odcięcie rodziców od wszelkich informacji. Poza tym ostry zakaz może przyspieszyć rozwój związku nie tylko dlatego, że zakochanie jest tak silne, ale również przez nastoletnią potrzebę przeciwstawienia się sztywnym zakazom.

W przypadku dziewczynek zwłaszcza ojcowie (zapewne sądząc po własnych doświadczeniach z wieku chłopięcego) mają takie przeświadczenie, że chłopak chce tylko seksu i że na pewno będzie chciał jego dziecko w jakiś sposób wykorzystać. Jak zmienić takie myślenie i zaufać, że córka wie, co robi, wchodząc w relację z chłopakiem?

To jest nie tylko zaufanie do dziecka, ale też zaufanie do samego siebie, że zrobiłem dobrą robotę jako rodzic.

Myślę, że ta obawa to przejaw chęci zapobieżenia przemocy seksualnej. Przed tym możemy dziecko chronić na różne sposoby, bez zakazywania wszelkich bliskich kontaktów. Przede wszystkim o przemocy seksualnej dobrze jest rozmawiać wprost: o tym, jak przemoc seksualna może wyglądać, po czym poznać, że ktoś nas do czegoś zmusza, przekracza granice. Tu nie chodzi jedynie o gwałt, ale też różnego rodzaju wymuszenia, momenty gdy czuję, że coś nie jest moją osobistą decyzją wynikającą z mojej ochoty, potrzeby, prawdziwego pragnienia. Na naszej stronie można znaleźć wiele przydatnych informacji na ten temat, stworzonych w ramach kampanii Antyprzemocowej Linii Pomocy SEXED.PL, czyli telefonu, pod którym pomagamy osobom uwikłanym w przemoc. Rodzice przez całe życie dziecka mogą je uczyć, jak to jest, gdy druga osoba szanuje twoje granice. Niestety rodzicom łatwo jest naruszać granice dziecka i, nieświadomie, uczyć je podporządkowania komuś, kto wywiera presję.

Podasz jakiś przykład?

Myślę o sytuacji, gdy rodzic czegoś zakazuje albo do czegoś zmusza i mówi: "Robię to, bo cię kocham". Dziecko słyszy, że osoba, która je kocha, może je do czegoś zmusić. Z drugiej strony, dając dziecku możliwość swobodnego decydowania o sobie, pokazujemy: "Twoje "tak" jest ważne i twoje "nie" jest dla mnie ważne". "Kocham cię, więc szanuję twoje "tak" i "nie"". Podstaw tego, jak funkcjonują związki miłosne, dziecko uczy się w relacji z nami. To bywa dla rodziców trudne. Czasem z autentyczną troską pytają mnie o rady, jak uczyć dziecko odwagi do mówienia "nie", żeby potrafiło się obronić, a jednocześnie wymagają, aby dziecko w stosunku do nich było zawsze grzeczne, nie buntowało się. Tego nie da się połączyć. Aby umieć powiedzieć "nie" w bliskim związku, dziecko musi mieć możliwość mówienia "nie" w relacji z rodzicem.

Rodzice dają też taki przekaz: "Dostaniesz nagrodę (moją uwagę, mój zachwyt, dumę, miłość), jeśli zrobisz to, co ci każę". W praktyce np. będę z ciebie dumny, jeśli dostaniesz się do liceum X. Rozumiem, że potem takie dziecko może traktować manipulację w związku jako pewną normę?

Takie dzieci uczą się, że muszą zasłużyć, wykonywać pewną rolę, niezależnie od tego, na co mają naprawdę ochotę. Nastolatki, tak jak wcześniej mówiliśmy, przeżywają czas niestabilności i ciągłych zmian, więc bardzo polegają na ocenie ważnych dla siebie osób. Kiedy rozmawiam z nastolatkami, często słyszę: "Strasznie się boję powiedzieć, że nie chcę tego robić, bo mnie zostawi, bo przestanie mnie kochać". Albo widzę, że chłopcy tak bardzo chcą grać rolę macho, że nie przychodzi im do głowy, że mogą nie uprawiać seksu ze swoją dziewczyną, gdy mają 17 lat i jeszcze nie czują na to ochoty.

Zapytałem kiedyś młodą dziewczynę, na której profilu w mediach społecznościowych było bardzo dużo zdjęć mocno nacechowanych erotycznie, dlaczego je publikuje, o co w tym chodzi. Odpowiedziała, że to z kompleksów. Pozytywne reakcje to dla niej taka kroplówka pewności siebie, upewnienie, że może być atrakcyjna. Co mają zrobić rodzice, którzy widzą, że ich dziecko ubiera się w sposób, który oni uznają za wyzywający, albo publikuje zdjęcia, które dla nich wiążą się z przekroczeniem norm?

Nastoletnie dziecko - zarówno córka, jak i syn - może się różnie ubierać. To wynika z potrzeby testowania, poszukiwania, sprawdzania, kim się jest, jakim się jest. Niektórzy mają bardzo dużą potrzebę wyrażania siebie właśnie przez ubiór, makijaż. To często z czasem mija, choć nie zawsze.

Myślę, że rodzice, którzy bardzo restrykcyjnie zakazują jakiejś formy ubioru, popełniają błąd. To prowadzi do ucięcia kontaktu z dzieckiem. Duże restrykcje, ostre zakazy warto zachować na momenty, gdy naprawdę coś jest bezpośrednim zagrożeniem życia albo zdrowia dziecka.

Jeśli nasze dziecko robi coś, co wydaje się nam niebezpieczne, to trzeba o tym porozmawiać. Zapytać, dlaczego to robi, jaka potrzeba za tym stoi. Bez atakowania i osądzania, za to z ciekawością - to zwiększa szansę, że dowiemy się prawdy.

Edukacja seksualna

Dlaczego, według ciebie, tak trudno jest w naszym kraju rozmawiać otwarcie o seksualności?

Od lat 90. narzucano nam konkretną narrację na temat seksualności, głównym narzędziem wykorzystywanym w tym celu był system edukacji. Wprowadzono wówczas do szkół przedmiot wychowanie do życia w rodzinie, który rzekomo miał uczyć o ludzkiej seksualności. Podstawą prawną tego kroku była ustawa z 1993 roku, znacznie ograniczająca dostęp do aborcji, która wcześniej w Polsce była dość łatwo osiągalna. Zapewne według zamysłu ustawodawców dostęp do wiedzy o tym, jak zachodzi się w ciążę, miał być alternatywą dla jednego z najbardziej restrykcyjnych praw antyaborcyjnych w Europie. Teraz już wiemy, że tak się nie stało.

W Polsce zaostrzono jeszcze bardziej prawo antyaborcyjne i paradoksalnie właściwie zlikwidowano powszechną edukację seksualną. Kluczowym momentem był tutaj rok 2017, gdy zaostrzono podstawę programową przedmiotu WDŻ, okrojono z obiektywnych danych o seksualności i niemal całkowicie wycięto z niej słowo seks. Na marginesie dodam, że w tym czasie ruszyliśmy z pierwszą akcją "Cała Polska zacznie rozmawiać o seksie", w której zachęcaliśmy do zwykłych rozmów. Wszystkie filmy z tamtej akcji dostępne są na naszym kanale na YouTubie. Odzew był tak duży, że początkowo planowana pojedyncza kampania przerodziła się z czasem w fundację i multimedialną platformę edukacyjną.

Jak w praktyce wyglądają lekcje wychowania do życia w rodzinie?

Gdy w SEXED.PL pytamy nastolatków, jak wyglądają te zajęcia, najczęściej opowiadają nam o nauce savoir-vivre przy stole, jak być dobrym przyjacielem, jak założyć rodzinę. Co do seksualności, wspominają tylko o miesiączce, ale często mówią, że jest to temat poruszany na zajęciach dzielonych według płci i kierowany tylko do dziewczyn. Oczywiście nie wszystkie zajęcia WDŻ tak wyglądają. Jesteśmy w kontakcie z fantastycznymi nauczycielami, którym zawsze chętnie doradzamy, jak rzetelnie prowadzić takie zajęcia, a ci korzystają w szkole z naszych materiałów. Niestety wiemy, że takie osoby są nielicznymi wyjątkami. Główny problem ze standardowymi zajęciami WDŻ polega na tym, że dostarcza nieprawdziwych i nieadekwatnych do wieku informacji. To, jak założyć rodzinę, z pewnością jest ważne, ale osoba piętnastoletnia potrzebuje w tym momencie wiedzieć np. co zrobić z niespodziewanymi erekcjami albo że ma prawo nie zgadzać się na seks, albo jak chronić się przed infekcjami. Według statystyk zakładaniem rodziny, małżeństwem większość również będzie zainteresowana, ale dopiero gdy będzie mieć mniej więcej 28-30 lat. Dodatkowo powszechne skupianie się na zajęciach WDŻ na aktywności seksualnej po zawarciu małżeństwa jest naprawdę dalekie od rzeczywistości zachowań seksualnych Polaków i Polek. Z badań seksuologa prof. Izdebskiego wynika, że ze współżyciem do ślubu czeka w Polsce ok. 1% ludzi. Pomijanie doświadczeń 99% osób aktywnych seksualnie w uczeniu o seksualności jest absurdalne.

Ale dlaczego w takim razie młodzież nie może liczyć na dobrą edukację seksualną w domu?

Nie zgadzam się na obwinianie rodziców i mówienie, że to oni zawalają sprawę. Opisałam właśnie, jak głęboki i długotrwały jest problem systemu edukacji seksualnej w Polsce. To nie jest kwestia ostatnich kilku lat. Zarówno ty, jak i ja już dorastaliśmy w takim klimacie. Jeśli aktualni rodzice byli tak wychowywani, to skąd mają wiedzieć, jak wspierać seksualność swoich dzieci? Wyjście z tego jest naprawdę trudne, wymaga przyznania się do niewiedzy i własnych ograniczeń, świadomej pracy, szukania informacji, często skonfrontowania się z własnymi trudnymi wspomnieniami. Myślę, że to wymaga odwagi. Osoba, która przeczyta naszą książkę, już będzie na dobrej drodze.

Jak wyglądają rozmowy o seksie z nastoletnimi dziećmi w polskich domach?

Przypominają mi się badania przeprowadzone w 2015 roku przez Instytut Badań Edukacyjnych na reprezentatywnej grupie rodziców i młodzieży o edukacji seksualnej. Pokazały one, że rodzice chcą rozmawiać, ale właśnie nie wiedzą, jak i na jakim etapie poruszać konkretne tematy. Częściej takie rozmowy prowadzi mama z nastolatkami każdej płci, najrzadziej tata mówi o tym z córką. Najbardziej popularne są wątki higieny, ważnych wartości oraz uczuć i emocji związanych z relacjami. Najtrudniejszymi i najrzadziej poruszanymi przez rodziców tematami jest masturbacja (w 83% domów milczy się na ten temat), na czym polega stosunek (temat pomijany przez 80% rodzin) oraz to, że relacje seksualne dają radość, satysfakcję (przemilczane w 80% rodzin). To zastanawiające, czemu tak trudno jest mówić, że życie seksualne sprawia przyjemność, prawda?

Może dlatego, że wielu dorosłych samych nie nauczyło się czerpać radości z seksu... Do tego dochodzi poczucie winy ze swobodnego celebrowania swojej seksualności, narzucone przez Kościół, i mamy odpowiedź na twoje pytanie.

Ochrona przed seksualizacją

MS: Myślę, że rozmowa o edukacji seksualnej dzieci w wieku 5-9 lat może wywołać rodzaj oburzenia czy przestrachu. "Jak to, już w tym wieku?!"

Edukacja seksualna kojarzy się zwykle z nakładaniem prezerwatywy na banana albo uczeniem się o tym, kiedy może dojść do zapłodnienia. Takie jest powszechne przekonanie - że będzie mowa o tym, co erotyczne, o akcie seksualnym. I to budzi obawy, bo słowo "seks" wypowiadane obok słowa "dziecko" brzmi podejrzanie. Ale jeśli chodzi o dzieci, zupełnie nie o takie edukowanie chodzi! Edukacja seksualna dla dzieci to rozmowy nie tyle o seksie, ile o seksualności, czyli np. o tym, jak czujemy się jako mężczyzna, jako kobieta, w jakie relacje wchodzimy z innymi ludźmi, co sprawia, że czujemy z kimś więź. Mam wrażenie, że kiedy rozmawiam z rodzicami o tym, jak edukować dzieci, większość tematów dotyczy po prostu człowieczeństwa - tego, jak czuję i traktuję siebie, na ile blisko chcę być z innymi ludźmi.

MS: Często słyszy się zarzut, że mówienie o edukacji seksualnej równa się seksualizowaniu dzieci. Czym jest seksualizowanie dzieci?

Seksualizacja to sprowadzanie osoby tylko do jej lub jego funkcji seksualnych i wyglądu. Osoba seksualizowana jest postrzegana jedynie jako obiekt seksualny. Może dotyczyć to osób dorosłych, ale również dzieci. Przykłady seksualizowania dzieci w tym wieku to m.in. wtłaczanie dzieci w role płciowe, traktowanie ich jako małych mężczyzn, małe kobiety. Podkreślanie ich cech płci, sugerowanie, że już małe dzieci wchodzą w relacje romantyczne. Ocena dzieci tylko na podstawie ich atrakcyjności fizycznej, uczenie ich stereotypów płciowych. Seksualizowaniem są sytuacje, gdy chłopiec trzyma kolegę za rękę i go przytula, a dorośli myślą, że to przejaw orientacji homoseksualnej. Albo gdy mówią, że dziewczynka ma w przedszkolu narzeczonego.

KBS: Czy ubieranie małych dziewczynek w dwuczęściowe stroje kąpielowe nie jest seksualizowaniem dzieci? Sześciolatka nie ma piersi, które musiałaby zakrywać.

Tak, to jest rodzaj seksualizacji. To jest podkreślanie cech płci u małego dziecka. Podobnie jest z noszeniem biustonoszy czy kolczyków przez małe dziewczynki. Ale jeśli mama takiej dziewczynki ubiera się w typowo kobiece stroje, maluje paznokcie, nosi dużo biżuterii, to dziewczynka może chcieć ją naśladować. I na to należy pozwolić, bo dziecko w tym wieku ma potrzebę budowania siebie na wzór rodzica tej samej płci. Tak samo chłopiec może smarować twarz pianką do golenia i udawać, że goli się jak tata.

Seksualizowaniem jest kupowanie małym dziewczynkom specjalnych kosmetyków do higieny intymnej. Chłopcom się takich produktów nie podsuwa. Dziewczynka rośnie w przekonaniu, że jej miejsca intymne wymagają specjalnego mycia, jakby z jej wulwą było coś nie tak. Dla kobiet takich kosmetyków są całe półki, dla mężczyzn może jeden produkt na cały sklep. To się przekłada na stosunek kobiet do swojego ciała. Wiele wstydzi się swojego naturalnego zapachu. Oczywiście trzeba dbać o higienę, ale maskowanie normalnego, zdrowego zapachu czy wydzielin jest zwyczajnie szkodliwe.

KBS: Ja mam pytanie o stosunek dziewczynek do własnego ciała. Z badań i obserwacji wiem, że polskie nastolatki mają z tym duże problemy, uważają, że tylko szczupłe osoby o idealnych kształtach są wartościowe. Domyślam się, że ten czas, do 9. roku życia, to jest dobry moment, żeby wyrabiać w dzieciach pozytywny stosunek do własnego ciała.

Zgadza się. Zwróciłabym uwagę na dwie sprawy. Pierwsza: monitorujmy to, w jaki sposób mówimy o własnym wyglądzie. Jeśli mama wciąż narzeka, że jest za gruba i że nogi ma niezgrabne, jeśli dorośli komentują wciąż wygląd innych osób, rzucają teksty typu: "O, ale przytyła, na jej miejscu nie włożyłabym takiej sukienki", to dziecko uczy się, że wygląd jest bardzo ważny. Że można kimś gardzić tylko dlatego, że nie ma idealnego ciała jak z reklamowego zdjęcia. Oczywiście warto także pamiętać i mówić, że takie idealne ciała na zdjęciach, plakatach, reklamach, to nie tylko kwestia wyglądu modela czy modelki, tylko wynik pracy bardzo wielu osób, w tym grafików i graficzek komputerowych. I często na reklamach postaci są niemal takie same, widać jeden ideał urody. A kiedy rozejrzymy się wokół siebie, to ludzie są różni i to jest coś pozytywnego.

Druga sprawa: małe dzieci mają jeszcze dziecięce ciałka. Trochę wypięte brzuszki, trochę tłuszczyku pod skórą. Niestety czasem takie dziecko słyszy od członków rodziny komentarze, że jest grubaskiem, klopsikiem, kluseczką... Potem dziecko wchodzi z takim przekonaniem w bardzo trudny okres dojrzewania. I cierpi. W takich sytuacjach, gdy słyszymy, jak ktoś z rodziny rzuca durny tekst, warto zatrzymać tę osobę i powiedzieć wprost: "Hej, nie chcę, żebyś mówił tego rodzaju rzeczy do mojego dziecka. To nie jest potrzebne i nie wpływa dobrze na rozwój", "Nie używaj, proszę, przy mnie takiego języka, uważam, że jest szkodliwy". Można też zwrócić się do dziecka: "Ciocia myśli, że taki tekst jest zabawny, ale ja uważam, że nie powinno się w taki sposób komentować wyglądu innych osób. Co o tym myślisz?".

KBS: Z drugiej strony dziewczynki często słyszą zachwyty, że są śliczne, zgrabne i szczupłe. I kiedy w okresie dojrzewania tracą tę szczupłość, to czują się gorsze.

Tak. I dlatego lepiej nie skupiać się tak bardzo na wyglądzie dziecka. Nie wciskać w stroje, które są, zdaniem dorosłych, urocze, ale ograniczają swobodę ruchu. Dziewczynka w falbanach na placu zabaw nie będzie czerpać radości z zabawy. Chyba że to jej własna decyzja, żeby w takim stroju iść na plac zabaw.

KBS: Jak rozmawiać z dziećmi o zainteresowaniu drugą płcią, o miłości? Ja złapałam się na tym, że gdy starszy syn wracał z wycieczki, wypytywałam go, czy były jakieś romanse, czy podoba mu się jakaś dziewczyna albo chłopak. Mówiłam tak, żeby czuł się akceptowany, ale zaczęłam się zastanawiać, czy nie przesadzam.

MS: Te pytania zawstydzają chłopaków.

Rzeczywiście w tym okresie latencji, uśpienia, czyli 7-10 lat, takie pytania mogą zawstydzać. Myślę, że dla bezpieczeństwa lepiej zostawić ten temat, a jeśli dziecko będzie chciało, to samo zacznie mówić. Natomiast takie ogólne stwierdzenie, że to może być albo chłopak, albo dziewczyna, to dobry pomysł.

Temat orientacji warto wprowadzać wcześniej, przed początkiem szkoły podstawowej, najlepiej pokazując przykłady: "Ludzie z reguły łączą się w pary i te pary mogą być różne. Ja jestem z tatą. A wujek ma chłopaka". Natomiast lepiej powstrzymać się od komentowania tego, kogo lubi dziecko. Dorośli często mówią: "A jak tam w przedszkolu, masz już dziewczynę, chłopaka?". Albo nazywają dziecięcą przyjaźń zakochaniem. To jest właśnie seksualizowanie dzieci. Dzieci w wieku 5-9 lat uczą się nawiązywać przyjaźnie i nie należy temu nadawać innego znaczenia, bo to się dzieje ze szkodą dla dziecka.

KBS: Trudne to wszystko.

Rodzice popełniają błędy, mają swoje przechyły, czasem palną coś bez sensu i to jest okej, trzeba sobie wybaczyć. Mnie się czasem zdarzyło zapytać córkę, czy będzie chciała mieć dużo dzieci, i słyszałam w głowie swój głos: "Zamknij się! Po co o to pytasz!", i wiem, że wynika to z mojego pragnienia posiadania wnucząt. I wiem też, że to jest durne, nie powinnam tak mówić, a i tak to zrobiłam. No i trudno. Żaden rodzic nie jest idealny i nie powinien być. Po prostu warto być w kontakcie z sobą i z dzieckiem, i monitorować to, co się mówi i co się robi.

Tożsamość i orientacja. W poszukiwaniu siebie

ROZMAWIAJĄ:

Iza Jąderek

Magdalena Jacoń

Piotr Jacoń

Na rozmowę umówiliśmy się w Gdyni, w mieszkaniu bohaterów. Już na klatce schodowej przywitały nas dwa przemiłe psy. Usiedliśmy przy dużym kuchennym stole, na którym, prócz filiżanek, stało, upieczone przez Piotra, czekoladowe ciasto. Rozmawialiśmy długo, dotykając po kolei różnych wątków tak żywych w historii rodziny Jaconiów.

Iza Jąderek, psycholożka, psychoterapeutka, certyfikowana seksuolożka kliniczna i psychoseksuolożka, doradczyni w zakresie HIV Krajowego Centrum ds. AIDS. Pracuje również jako wykładowczyni w Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego oraz w Szpitalu Bielańskim w Warszawie. Współpracowniczka organizacji pozarządowych zajmujących się edukacją na temat znaczenia seksualności, pomocą i wspieraniem dzieci, osób narażonych na wykluczenia społeczne, profilaktyką i wsparciem w zakresie HIV/AIDS. Autorka badań i artykułów naukowych o zasięgu krajowym i międzynarodowym. Autorka książki Zmieniam się. Co się dzieje ze mną podczas dojrzewania. Przez wiele lat współpracowała z Fundacją Trans-Fuzja działającą na rzecz osób transpłciowych.

Magdalena Jacoń, kiedyś dziennikarka radiowa, od lat specjalistka ds. public relations, zawodowo związana z Gdyńskim Centrum Filmowym i Festiwalem Polskich Filmów Fabularnych.

Piotr Jacoń, dziennikarz radiowy, prasowy i telewizyjny. W stacji TVN24 prowadzi m.in. programy Bez polityki i Dzień po dniu. Dla magazynu Czarno na białym przygotował słynny reportaż Wszystko o moim dziecku o rodzicach dzieci transpłciowych i niebinarnych. Jak sam powiedział, zrobił ten materiał dla swojej córki i w trosce o jej bezpieczeństwo. Napisał również książkę My, trans pokazującą realia osób transpłciowych w Polsce.

Magdalena i Piotr Jaconiowie są rodzicami dwóch córek, w tym jednej transpłciowej.

Magdalena i Piotr z córką Wiktorią; zdjęcia z rodzinnego albumu

Budowanie relacji rodzic - nastolatek/ka

Pytanie anonimowe: Jestem naprawdę otwarta i chcę rozmawiać z moim synem o seksualności, ale on się zamyka, nic nie mówi, o nic mnie nie pyta. Jak zacząć rozmowę? Jak poprawiać relację z nastoletnim dzieckiem i zacząć rozmowy o seksualności, które wcześniej zaniedbaliśmy?

Jeśli mamy dobry kontakt, to każdy moment jest właściwy, żeby zacząć rozmowę. Jeśli jednak nie interesowaliśmy się życiem tej osoby wcześniej, to w tym momencie będzie dość trudno odbudować więź. Ale zdecydowanie warto próbować! Tylko pewnie trzeba będzie zainwestować w to trochę czasu i autentycznego zaangażowania. Od nastolatków słyszę, że w rozmowie z rodzicami czują się jak na przesłuchaniu. Jak było w szkole? Jaką ocenę dostałeś? Masz chłopaka? Albo że rodzic próbuje nagle, po wielu latach unikania tematu, robić pogadankę na temat antykoncepcji. Taka rozmowa będzie sztuczna i niezręczna dla obu stron.

Co zamiast tego?

Szukać okazji do rozmów w codziennym życiu albo takie stworzyć. Można razem obejrzeć serial, np. Sex Education, i zacząć o nim rozmowę: "A co ty o tym myślisz?", "Czy coś takiego zdarzyło się u ciebie w szkole?". Gdy wychodził Sex Education, razem z Netflixem nakręciliśmy SEXEDPL ROOM - kilka krótkich filmów, w których komentujemy wątki poruszone w serialu. One też mogą być dobrym startem do rozmowy. Sposobem na to, by otworzyć się w rozmowie, jest dzielenie się swoją opinią. Ujawnianie swoich emocji, opowiadanie, jak ja się czuję w danej sytuacji. I pytanie o to, jak myśli i czuje nastolatek.

Trzeba się przygotować na to, że to nie zawsze będzie superudana rozmowa. Nastolatek może być skrępowany albo nie mieć ochoty rozmawiać i wtedy lepiej jest odpuścić na jakiś czas. Może być w momencie, w którym potrzebuje mocno zaznaczyć różnice między sobą a rodzicami. Dobrze, aby rodzice o tym wiedzieli i nie brali tego bardzo do siebie, jako robienie im na złość albo celowe sprawianie przykrości. Młody człowiek skupiony na budowaniu swojej tożsamości może przechodzić etap określania jej przez negację rodziców. Można to opisać jako komunikat: "Nie wiem jeszcze, kim jestem, ale już wiem, że nie jestem tobą". Jeśli w tym momencie rozmowa jest zbyt trudna, można podrzucić nastolatce, nastolatkowi naszą pierwszą książkę.

Czyli dobrym pomysłem jest skupienie się w rozmowie na trzeciej osobie, na jakichś bohaterach serialu, książki, głośnej sprawy?

Tak, to świetne rozwiązanie. Można zacząć od rozmowy o przeżyciach Otisa albo Maeve ze wspomnianego wcześniej serialu, albo innych postaci z ulubionego filmu, serialu, komiksu nastolatka, nastolatki.

Myślę, że problemem obustronnym jest też wstyd. Dziecko się zawstydza w momencie, kiedy orientuje się albo domyśla się, że jego rodzice "jeszcze to robią". Pamiętam, jaki ja byłem wstrząśnięty, kiedy znalazłem jakieś środki antykoncepcyjne w domu. Tak samo rodzic może nie chcieć myśleć o tym, że jego mały synek czy mała córeczka może mieć coś wspólnego z seksem. Przez to zaczynamy nagle chodzić wokół tematu na paluszkach i używać języka, który albo jest infantylny, albo unikowy. W każdym razie zaczynamy się zachowywać sztucznie. Jak znaleźć właściwy język opisu tej rzeczywistości?

Fajnie, że mówisz o wstydzie. Myślę, że warto wyjaśnić, że celem edukacji seksualnej nie jest walka z uczuciem wstydu, tylko zrozumienie go. Zawstydzenie, zmieszanie może być dla nas sygnałem, że właśnie zbliżamy się do jakiejś granicy. To, co opisujesz, brzmi jak rozpoznawanie granic nastoletniego dziecka i rodziców. Te dwa obszary, szczególnie w tym wieku, nie powinny się zlewać. Rodzice mają swoje życie intymne, a dziecko swoje. We wspierającym domu można rozmawiać o seksualności bez opowiadania sobie wszystkich intymnych detali. Przykładowo to może być rozmowa o tym, co mi daje mój związek, bez opowiadania, co ja robię w łóżku z partnerem albo partnerką. Gdy rodzic coś takiego mówi, to jest to przekraczanie granic dziecka. Naruszeniem granic jest też ciągłe kontrolowanie dziecka. Np. otwieranie drzwi do pokoju, wchodzenie bez pukania, zaglądanie, gdy u dziecka jest chłopak albo dziewczyna. To jest naruszanie prywatności. I może w nas samych uderzyć - dziecko też może wejść do pokoju, gdy rodzice są w intymnej sytuacji.

Co mają zrobić rodzice, którzy stosują różne ograniczenia z lęku, że dziecko zrobi coś, czego będą się wstydzić, co może spotkać się ze złą oceną rodziny, znajomych?

Trzeba się zastanowić, dlaczego opinie znajomych, rodziny są dla nas tak bardzo ważne, że aż miałyby wpływać na to, co myślimy o swoim dziecku i jak je wychowujemy. Jeśli sami poddajemy się presji społecznej, a obawa przed tym, co powiedzą inni ludzie, wpływa na nasze zachowanie, to dajemy dziecku taki przekaz: "Twoje zachowanie też powinna regulować opinia innych ludzi". Na pewno chcemy uczyć właśnie tego?

Życie w sieci

Kiedyś, jak ktoś ci powiedział, że jesteś głupi, albo dowiedział się o tobie czegoś nieprzyjemnego, to mógł powiedzieć jednej koleżance, dwóm. Teraz ktoś wrzuca twoje zdjęcie do mediów społecznościowych i już w tej samej chwili wie o tym 100, 200, 500 osób, a jak się to rozwija viralowo, to pół Polski. Jak to jest dorastać w takiej presji związanej z mediami społecznościowymi?

Kiedy miałem 12-13 lat, na moim osiedlu pojawił się napis na bloku: "Ala daje dupy za parę kolczyków". Dzień później ojciec tej dziewczyny to zamalował i choć wydarzenie było szeroko komentowane, to zostało rozwiązane lokalnie w społeczności. Teraz nastolatki i nastolatkowie są nieustannie oceniani i czytają mnóstwo negatywnych komentarzy o sobie. Spotyka ich to na takim etapie rozwoju, kiedy są absolutnie bezbronni, krusi, wrażliwi. Nie wiedzą, jak sobie z tym poradzić.

Ja pracuję w mediach 25 lat, jestem dorosła, a czasem komentarze w sieci mnie też ruszają. A dzieci? My, dorośli, nie mamy w ogóle takich doświadczeń, więc trudno nam się wczuć w sytuację dziecka, bo my w ich wieku żyliśmy w zupełnie innym świecie.

Na dodatek to jest przemoc, która trwa nieustannie. Dawniej, kiedy ktoś był prześladowany w szkole, to jak z tej szkoły wychodził, nękanie się kończyło. A teraz się nie kończy, w internecie trwa cały czas.

Niestety rodzice to bagatelizują. Mówią: "Oj nie przejmuj się, że ktoś coś napisał, wyłącz to". A w dziecku zostaje rana. Nie należy tego lekceważyć. Warto porozmawiać o tym, co się wydarzyło, jak się czuje, i wesprzeć w tej trudnej chwili. Jeśli zobaczymy, że dziecko zaczyna być wycofane, apatyczne, traci apetyt czy przesypia cały dzień i nie chce chodzić do szkoły, warto także zgłosić się do psychoterapeuty młodzieżowego.

Dlaczego dzieci tak łatwo krzywdzą rówieśników?

Piszą coś w internecie, nie widzą reakcji krytykowanej osoby. Nie mierzą się ze skutkami tego, co zrobili. Kiedy mówi się coś przykrego komuś w twarz, to widzi się, że ta osoba się złości, płacze, jest smutna. W internecie tego nie ma, dzieci nie uczą się empatii, rozumienia emocji drugiego człowieka. To tylko awatar.

Gdy rozmawiam z dzieciakami w tym wieku, słyszę od nich, że wolą napisać coś, niż porozmawiać. Znajomości też najłatwiej im zakończyć bez słowa. My, jako młodzi ludzie, nie musieliśmy się mierzyć z czymś takim jak ghosting, czyli zniknięcie bez wyjaśnienia. Przyjaźnisz się z kimś, a ta osoba nagle wirtualnie się odcina, blokuje cię, wyrzuca ze znajomych. Zachodzisz w głowę, co się stało, dlaczego. Jak sobie z tym poradzić?

Mówiąc językiem fachowym, to dziecko jest porzucone i ma do przejścia żałobę. To jest bardzo trudny proces, który trzeba przeżyć po każdej stracie. Te dzieci są na to narażone cały czas; to, o czym mówisz, dzieje się nagminnie. Niestety nie znam sposobu, by się przed takim doświadczeniem uchronić, ale wiem, co zrobić, gdy coś takiego kogoś spotka.

Co konkretnie?

Dawać dziecku przestrzeń na przeżywanie tej straty i mówić o tym, że jeśli coś takiego cię spotkało, to to jest trudne. "Masz prawo płakać, masz prawo posiedzieć w domu, jeśli tego potrzebujesz, ja mogę z tobą spędzić więcej czasu". Dla nastoletniego dziecka to jest jak śmierć kogoś bliskiego. Musi to sobie jakoś poukładać. A my musimy mu dać prawo płakać, cierpieć, złościć się. Porzucenia w internecie bolą tak, jak te w realu.

Wśród nowych zjawisk, z jakimi mierzą się dzieci, jest jeszcze sexting. Za czasów mojej młodości mogłam co najwyżej usłyszeć: "Pokaż cycki". Dzisiaj dziewczyna czy chłopak poddaje się presji, by wysłać intymne zdjęcie w dowód sympatii, miłości. A potem to zdjęcie dostaje się do sieci, rozprzestrzenia. Dla tej osoby to koszmar. Jak na to reagować?

W serialu Sex Education jest taka piękna reakcja, gdy upubliczniono nagie zdjęcie jednej dziewczyny i cała szkoła zadeklarowała: "to moja wagina". Takie zachowanie normalizuje to, że wszyscy mamy genitalia. Gdyby seksualność nie była tematem tabu, to może ujawnienie czyjegoś nagiego zdjęcia nie byłoby takim dramatem. Ale to serial i inna rzeczywistość. Sexting, czyli wysyłanie wiadomości, zdjęć, filmików z podtekstem seksualnym, jest dzisiaj bardzo popularne wśród dzieci i dorosłych. Podobnie jak wszystkie inne zachowania seksualne, może być konsensualny, czyli odbywać się za zgodą obu stron, oraz przemocowy, gdy ktoś wysyła nam treści erotyczne bez naszej zgody lub żąda czegoś podobnego od nas.

Jestem zwolennikiem profilaktyki. Warto z dzieckiem porozmawiać i - nie, nie zakazywać robienia zdjęć, bo zakazy są mało skuteczne. Uważam, że lepiej powiedzieć: "To jest twoje ciało, możesz je fotografować, jest piękne, wspaniałe. Ale pomyśl najpierw, czy to jest dla ciebie bezpieczne". Czym innym jest wysyłanie takich zdjęć przez znanych sobie rówieśników, a czym innym - obcym ludziom. Ponadto każde zdjęcie, które trafia do sieci, zostaje tam na zawsze i nie mamy na to wpływu. O tym także należy dziecku powiedzieć.

Może ktoś się oburzy, że nie zakazałbym wprost robienia takich zdjęć. Ale ja po prostu wiem, że taki zakaz nie działa, nastolatki i nastolatkowie i tak będą je robić. To lepiej, żeby robili to z zachowaniem zasad bezpieczeństwa, na przykład w taki sposób, żeby nie pokazywać twarzy, nie ujawniać tożsamości. Moje stanowisko jest takie, że zakaz prowadzi do buntu, a spokojna i bezpieczna rozmowa do refleksji, która może odwieźć dziecko od tego kroku.

A jeśli na profilaktykę już za późno? Zdjęcie zrobione, rozpowszechnione?

No to się stało, trudno. I teraz ważne, żeby nie zrobić okropnej rzeczy, czyli nie dać znać dziecku, że to jego wina. A to się często dzieje. Dziecko jest ofiarą przemocy, bo ktoś rozesłał jego nagie zdjęcie. Potem przychodzi do rodziców i zostaje powtórnie zwiktymizowane, czyli jeszcze raz jest atakowane: "Jak ci nie wstyd, jak mogłeś, mogłaś?!". Po pierwsze - w ten sposób rodzice jeszcze bardziej pogłębiają cierpienie dziecka, po drugie - ono już nigdy nie przyjdzie do nich, gdy będzie potrzebowało pomocy.

Pamiętajmy, że upublicznianie takich zdjęć jest przestępstwem, które można zgłosić na policję. Dziecko potrzebuje w tym jednak wsparcia osoby dorosłej. Dobrze jest, aby dostało jasny przekaz, że wyrządzono mu krzywdę i można w związku z tym wyciągnąć konsekwencje wobec sprawcy lub sprawczyni. Bardzo ważne jednak, aby rodzice wsparli swoje dziecko i wspólnie z nim, z nią ustalili, co zrobią dalej. Znam przypadki, kiedy dzieci nie chciały zgłaszać sprawy na policję i rodzice uszanowali ich decyzję. W innych przypadkach wyciągnięto prawne konsekwencje.

Podobno dziewczynki zapytane o to, jak chciałyby wyglądać, odpowiadają, że tak jak one same po użyciu filtra z aplikacji w telefonie. Czy współcześni rodzice zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo dziewczyny czują się oceniane w mediach społecznościowych? Jak poprzez filtry tworzą swój wizerunek i jak bardzo obawiają się, by nikt nie zobaczył, jakie są naprawdę?

Nie wiem, w jakim stopniu rodzice zdają sobie z tego sprawę, ale sądzę, że część problemów sami nakręcają. Począwszy od tego, że małym dzieciom robią zdjęcia z filtrami, zmieniając wygląd dziecka w pieska czy kotka, i zachwycają się, jakie słodkie zdjątko, chwalą się nim w sieci. Tak zaczynają uczyć dzieci tworzenia awatarów tożsamości. Takiego zlepka pozorów.

Problem jest także w tym, że dzieci dostają smartfony na 8. czy 9. urodziny i nikt ich nie uczy, jak z tego mądrze korzystać. Zamiast zakładać blokady, które szybko w tym wieku są obchodzone, uczmy dzieci, jak poruszać się po internecie. Spiszmy ważne zasady na papierze. Żeby wszystko było jasne. Na przykład: że nie używamy smartfona przed szkołą czy przy stole, gdy jemy posiłek, albo zostawiamy go na noc poza pokojem, w którym śpimy.

Profil w mediach społecznościowych można zakładać od wieku 13 lat. Wiele dzieci ten zakaz obchodzi, podają nieprawdziwą datę urodzin. Zgadzać się na to?

Ja uważam, że nie. Po pierwsze to jest pokazywanie, że zasady można łamać, jeśli się chce. Po drugie z praktyki terapeutycznej wiem, co spotyka młodych ludzi w mediach społecznościowych, z jakim hejtem muszą sobie radzić. Poza tym to jest bardzo ważne, żeby uczyć stawiania granic. Rodzic stawia granicę i tego się trzyma.

A jeśli wszystkie dzieci mają konta, a moje dziecko nie?

To będzie miało takie doświadczenie, jak to jest, jak wszyscy mają, a ono nie. Ale możemy zrobić coś innego. Założyć sobie konto i pozwalać dziecku oglądać, jaki to jest świat, co tam jest. Razem, w bezpieczny sposób, ucząc, jak się tam poruszać.

Dziecko kończy jednak te 13 lat i może wejść do mediów społecznościowych już samodzielnie. Jak pomóc jej/jemu bezpiecznie się nimi posługiwać?

Najlepiej tak jak w przypadku smartfonów, ustalić pewne zasady. Wejdźmy razem z dzieckiem w daną aplikację. Zobaczmy, jak działa, kto może się z nim kontaktować. Ustalmy reguły przyjmowania znajomych i pisania do ludzi. Na przykład takie, że dziecko dodaje do znajomych tylko osoby, które realnie zna, oraz że rodzic też jest w grupie znajomych lub może dziecko obserwować. Omówmy, na jakiego typu treści zgadzamy się, aby dziecko publikowało. Odwołajmy się także do języka. Jeśli w domu zabraniamy używać wulgaryzmów, podobne zasady niech obowiązują je też w sieci.

Orientacja psychoseksualna

MŻ: Jak opowiadać dziecku o różnych orientacjach seksualnych?

Ważne jest powiedzenie dziecku, że tak się zdarza, że kocha się i pragnie bliskości z osobą tej samej płci. To powinno wiedzieć już dziecko w wieku 9, 10 lat. Najlepiej, jeśli w swoim otoczeniu ma starsze od siebie, dorosłe osoby LGBT+ i widzi, że są tak samo wartościowe, lubiane przez rodziców. To pozwala na zupełnie inną jakość poznawania swojej orientacji, bez strachu o to, że będzie się odrzuconym.

Pytanie od Dagmary: Jeśli dziewczynka zakocha się w koleżance, to oznacza, że będzie lesbijką?

Z badań wynika, że to prawdopodobne, że tak będzie. Ale nie ma takiej pewności i myś­lę, że ona do niczego nie jest nam potrzebna. Umysł ludzki lubi ludzi szufladkować, ale w relacji z dzieckiem podstawą jest po prostu podążanie za jego emocjami. Jeśli dwunastoletnia córka przychodzi do nas z tekstem: "Jestem jakaś dziwna, bo mi się Kasia podoba", to skupiłabym się na tym, że właśnie okazała nam zaufanie. Warto o tym pomyśleć z wdzięcznością i dumą, że wychowaliśmy dziecko, które mówi nam otwarcie, co czuje. A jeśli mamy w sobie jakiś niepokój, to zastanówmy się, dlaczego, skąd się on bierze. Bo to jest nasz problem i nie można odpowiedzialności za niego przerzucać na dziecko.

Pytanie od Agnieszki, mamy dwunastoletniej Sofiji: Córka ma 12 lat, jest przekonana, że jest osobą homoseksualną. Czy w tym wieku można być już tego pewnym?

Tak jak powiedziałam wcześniej, nie można jednoznacznie stwierdzić, że córka będzie mieć homoseksualną tożsamość w przyszłości. Należy to uwzględnić, ale nie przesądzać, bo to na tym etapie rozwoju nie ma sensu. Istnieje zarówno zjawisko fazy homofilnej w rozwoju psychoseksualnym, tzn. wczesne nastolatki dosyć często odkrywają swoją seksualność z rówieśnikami tej samej płci, jak i płynności seksualnej u osób dorosłych, czyli że kategorią najważniejszą w kierowaniu uczucia i pożądania jest osoba, a nie jej lub jego płeć. Dziecko od rodzica najbardziej potrzebuje miłości i akceptacji, a nie etykietowania. W okolicach 17.-18. roku życia, kiedy zadaniem rozwojowym jest formowanie własnej tożsamości, samo sobie odpowie na to pytanie.

Pytanie anonimowe: Jedenastolatek pyta: Jak uprawiają seks pary homo? Ma dwie ciocie, normalka, ale podawać mu szczegóły?

Odpowiedziałabym, że uprawiają seks tak, jak chcą i lubią. Sprawiają sobie radość w sposób cielesny, tak samo jak ludzie heteroseksualni. Dziecko może być oczywiście zainteresowane sprawami technicznymi, ale trudno tu odpowiedzieć jednoznacznie, bo nie ma jednego sposobu. Można przypomnieć o strefach erogennych i o tym, że osoby każdej orientacji sprawiają sobie przyjemność, pieszcząc te okolice ciała. Jeśli dziecko pyta konkretnie o to, czy możliwy jest stosunek seksualny, odpowiadamy, że tak, ponieważ stosunki różnie wyglądają.

Masturbacja

MŻ: Czy dzieci w tym wieku się masturbują?

Oczywiście, że tak. Dzieci już w wieku niemowlęcym i przedszkolnym stymulują swoje narządy płciowe. U części będzie to kontynuacja tych zachowań, u innych może się pojawić jako sposób rozładowywania napięcia seksualnego albo napięcia w ogóle. Jest kilka motywów masturbacji, najczęściej jest to masturbacja rozwojowa, czyli przyjemnościowa, ale zdarza się, że jest zachowaniem związanym z nadmiernym napięciem emocjonalnym (masturbacja instrumentalna). W pierwszym przypadku dbamy o intymność dziecka, w drugim traktujemy to jako sygnał do zwiększenia poczucia bezpieczeństwa w jakimś obszarze życia (potrzeba zredukowania stresu w rodzinie, w szkole, gronie rówieśników).

MŻ: Czy jeśli będziemy w dobry, otwarty sposób wspierać dziecko w rozwoju seksualności, to ono będzie się mniej masturbować?

Tu nie chodzi o to, czy będą to robić częściej, czy rzadziej. Chodzi o to, jakie się z tym wiąże przeżycie. W okresie dojrzewania pojawia się napięcie seksualne i pożądanie, czyli to, że pragniemy bliskości z drugą osobą. Osoba wchodząca w wiek nastoletni powinna wiedzieć, że może odczuwać potrzebę rozładowania napięcia seksualnego w ten sposób i że jest to obszar jego lub jej seksualnej intymności. Co z tą wiedzą zrobi, to sprawa tej osoby (bo to jest jej/jego intymność!). Jeśli wcześniej będzie o tym wiedzieć, nie będzie skazane na niepokój, poczucie winy i wstydu. To bardzo ważne u młodej osoby, żeby nie kojarzyła tego, co seksualne, z czymś złym. I na tym polega wsparcie rodziców.

Pytanie anonimowe: Co robić, gdy dziewczynka w wieku 10 lat pręży się, napina, ociera. Przeważnie ma nogi skrzyżowane, jest spocona. Jak reagować?

U chłopców sprawa z masturbacją jest prosta, bo wiedzą, jak się dotykać. Penisa dotykają od czasu nauki samodzielnego korzystania z toalety, biorą go do ręki i siusiają, wiedzą, że przyjemne jest nawet dotykanie go przy myciu. W przypadku dziewczynek dostęp do narządów płciowych jest trudniejszy. Dziewczynki w wieku przedszkolnym ocierają się o różne rzeczy. Dziewięciolatce warto powiedzieć, że małe dziewczynki się ocierają, a starsze dziewczynki i kobiety dotykają się ręką. To ostatni moment, żeby przekazać taką informację - dwunastolatka będzie już tym zawstydzona. Nasza reakcja powinna być spokojna i empatyczna. Dziesięcioletnia dziewczynka z pewnością jest już w stanie zrozumieć, czym jest masturbacja/samomiłość, dlatego należy jej to wyjaśnić - zaczynając od budowy (powiedzieć i pokazać na rysunku, jakie części są szczególnie wrażliwe, czyli w przypadku dziewczynki jest to łechtaczka, w przypadku chłopca żołądź penisa), opisać bardziej dojrzałe formy masturbacji (pieszczoty ręką) z podkreśleniem, że są oczywistym zachowaniem seksualnym wielu dorosłych kobiet, oraz napomknąć o intymności, masturbacja jest zachowaniem intymnym, jak wiele innych czynności związanych z cielesnością, więc powinna się wydarzać bez świadków. Jeśli dziecko nie może opanować samostymulacji w sytuacjach publicznych, należy się o nie zatroszczyć w zupełnie inny sposób. Prawdopodobnie radzi sobie w ten sposób z napięciem wywołanym lękiem. Wskazana jest obserwacja pod kątem sytuacji lękowych i terapia, która pomoże dziecku w inny sposób radzić sobie ze stresującymi sytuacjami i regulować emocje - to bardzo ważne.

AŻ: Po co mówić o tym, że dziewczynka i kobieta może się dotykać?

Kiedy rozmawiam z dorosłymi kobietami, słyszę od nich, że kiedy przechodziły z dziecięcej formy masturbacji na bardziej dorosłą, czuły się "chore", "zboczone", "nienormalne".

Dziecko każdej płci jeszcze przed okresem dojrzewania powinno dowiedzieć się, że łechtaczka i końcówka penisa to są takie miejsca w ciele, które są bardzo wrażliwe i będą odgrywały ważną rolę w ich życiu seksualnym. Chłopiec powinien wiedzieć o erekcji i ejakulacji, żeby nie był tym zaskoczony. A dziewczynka powinna wiedzieć, że ma łechtaczkę i że to jej narząd seksualny. Bez tego nie da się wytłumaczyć, że ludzie dorośli lubią być ze sobą blisko fizycznie i się dotykać w intymny sposób.

AŻ: Jak reagować, gdy zobaczy się masturbujące się dziecko?

Jeśli rodzic wszedł do pokoju dziecka i je zobaczył, to powinien przeprosić i wyjść, zamknąć drzwi, a potem, przy okazji, powiedzieć, że to, co dziecko robiło, jest okej. Można powiedzieć: "Nie zapukałam/nie zapukałem przed wejściem do twojego pokoju. A ty wtedy potrzebowałeś/potrzebowałaś prywatności. Przepraszam. Gdy jesteś sam/sama możesz się tak dotykać, to normalna sprawa. Inni też tak robią".

Jeśli zaś dziecko masturbowało się w miejscu, w którym mogli je widzieć inni ludzie, trzeba mu wyjaśnić, że to naturalna, ale intymna czynność i robimy to, kiedy jesteśmy sami, np. w swoim pokoju albo w łazience. To pozwoli uniknąć sytuacji, kiedy nastolatki z poczuciem upokorzenia i wstydu masturbują się w ubikacji. Sprowadzanie budzącej się seksualności do takich odczuć i zachowań nie jest drogą do harmonijnego rozwoju psychoseksualnego.

Masturbacja i jej przyczyny

Pytanie anonimowe: Córka ma 6 lat. Kiedy ogląda bajki, zakłada nogę na nogę, dociska je mocno, po paru minutach poci się i męczy. Ona twierdzi, że sprawia jej to dużą przyjemność. Bardzo się denerwuje, kiedy ktoś jej przerywa i nie może tego robić. Jestem w szoku, że taka mała dziewczynka zaspokaja się seksualnie. Jak mam się zachować? Co robić, żeby przestała? Boję się, że zacznie to robić w przedszkolu i w miejscach publicznych.

Dzieci jak najbardziej odczuwają przyjemność podczas dotykania genitaliów. To nie jest orgazm, ale dotykanie łechtaczki, penisa jest dla nich przyjemne, bo od początku życia te miejsce są bardziej wrażliwe na dotyk.

Odkąd dzieci mogą dosięgnąć swoich narządów płciowych, mogą się masturbować. To jest tzw. masturbacja rozwojowa, wiedziona ciekawością i chęcią poznania swojego ciała, tego, jak ono wygląda i jak reaguje. Charakterystyczne jest to, że dziecko przestaje się dotykać, kiedy zainteresuje je coś innego.

Nie znam szczegółów opisanej sytuacji, ale wygląda to bardziej na tzw. masturbację instrumentalną, czyli taką, która jest wykorzystywana do rozładowywania jakiegoś napięcia. Zastanawiam się, jakie bajki ogląda wtedy, gdy to robi. Czasem dzieci bardzo przeżywają to, co się dzieje w filmie. Bajka może wzbudzić lęk, gniew, ekscytację, a małe dziecko dopiero uczy się regulować swoje emocje. Może właśnie tak jest w tym przypadku, że dziewczynka potrzebuje się sama ukoić? Wówczas warto spróbować usiąść razem z nią przy bajkach i jej pomóc, na przykład przytulić, jeśli się przestraszy.

W przypadku masturbacji instrumentalnej zastanawiamy się nad tym, jakie impulsy w otoczeniu dziecka mogą powodować napięcie, i staramy się je usuwać.

Dziecko może oczywiście także dotykać się, będąc w przedszkolu. Jeśli przestaje to robić, gdy opiekunka lub opiekun zainteresują je inną zabawą, to w ogóle się tym nie zajmujemy. A jeśli dziecko nie chce się w nic angażować, tylko siedzi skupione na dotykaniu swoich genitaliów, to szukamy przyczyn - co może sprawiać, że czuje napięcie?

Jeśli rodzice i opiekunowie nie są w stanie wyeliminować tego, co dziecko odbiera jako zagrażające, to trzeba pomyśleć o pomocy psychologa lub psycholożki.

MS: Czy taka forma rozładowywania napięcia może prowadzić do uzależnienia?

Nie ma czegoś takiego jak uzależnienie od czynności seksualnej - od masturbacji, seksu, pornografii. Ale zdarza się, że ktoś poprzez aktywność seksualną reguluje swoje emocje. Nie radzi sobie z przeżywaniem trudnych sytuacji i używa np. masturbacji, żeby się ukoić. To nie sama masturbacja jest problemem, tylko brak umiejętności radzenia sobie z emocjami. Równie dobrze można je rozładowywać, obgryzając paznokcie, jedząc batoniki czy oglądając bajki.

Warto umieć rozróżniać, co dziecko robi i dlaczego - czy dotyka swoich genitaliów, bo jest ciekawe ciała i jego reakcji (ale po odwróceniu uwagi przestaje to robić), czy też nie radzi sobie z trudnymi przeżyciami, potrzebuje ukojenia i rodzice powinni jakoś zareagować.

MS: To może jeszcze powiedzmy wyraźnie, czym może grozić nadmierna reakcja na masturbację dziecka, jakieś krzyki, zakazy. Jakie to może powodować efekty?

Bardzo często kończy się to restrykcyjnym podejściem do własnego ciała, do własnej seksualności. To może się przekładać na to, jak osoba wchodzi w związki. Czy jest w stanie się podniecić i przeżywać przyjemność. Czy ma pozytywne nastawienie do własnych, naturalnych odczuć.

Głos zewnętrzny rodzica staje się głosem wewnętrznym dziecka, kiedy ono dorośnie. Jeżeli w dzieciństwie rodzic bardzo karcił za to, że syn lub córka się dotyka albo przygląda swojemu ciału, to potem staje się to częścią jego, jej tożsamości. Taka osoba nie myśli: "No tak, kiedyś ojciec mnie walił kijem po rękach, jak się dotykałam, więc teraz mam trudności z przeżywaniem orgazmu". Ona czy on po prostu nie akceptuje swojego ciała, boi się dotyku, cierpi. U kobiet to może powodować pochwicę lub dyspareunię, czyli zaburzenie, w którym penetracja jest bardzo bolesna lub w ogóle niemożliwa. U mężczyzn też mogą pojawić się doznania bólowe, problemy z erekcją, lęk przed bliskością fizyczną. To czasem powoduje, że rozpadają się związki, że osoba ma problem z zaufaniem komukolwiek. Na tym przykładzie wyraźnie widać, że seksualność to nie tylko seks, że dotyczy tego, czy człowiek może żyć szczęśliwie.

KBS: Dodam, że ostre reakcje na ciało dziecka przekładają się często na zaburzoną relację z jedzeniem - jako dietetyczka znam wiele takich przykładów.

Wychowanie a płeć

MS: Czy skrytość i trudność w mówieniu o emocjach u chłopców i mężczyzn są uwarunkowane genetycznie, biologicznie, hormonalnie czy tylko kulturowo?

Według mojej wiedzy wyłącznie kulturowo. Bardzo polecam książkę Różowy mózg, niebieski mózg, gdzie podane są konkretne badania i ogrom wiedzy na ten temat. Cechy, o których mówisz, mogą wynikać z socjalizacji, czyli tego, jak warunkujemy chłopców do bycia mężczyznami. Rozejrzyjcie się czasem i posłuchajcie, co znajomi mówią do synów. "Taki duży chłopiec i płacze?", "Bądź mężczyzną!" - to tylko przykłady. Ale tego rodzaju tekstów jest cała masa i to na porządku dziennym. Jeśli chłopiec słyszy to ciągle, to w końcu buduje w sobie przekonanie, że nie może płakać, nie może być "słaby", nie może prosić o pomoc. Podziwia się go, gdy nie mówi o swoich trudach czy słabościach, jest taki dzielny. Mały mężczyzna! Rycerz. Nie ma niczego rycerskiego w duszeniu w sobie emocji. To prowadzi do dysfunkcjonalnych relacji i do chorób.

MS: Ja często mam świadomość, że nie umiem opowiedzieć o tym, co czuję, a nawet tego zrozumieć. Po prostu nie mam czegoś w swoim wyposażeniu. To już jest jakiś krok, że to pojąłem. Ale - jak mam przekazać chłopcom umiejętność, której nie mam? Jak wyjść z tego zaklętego kręgu?

To jest bardzo trudny kawałek swojego rozwoju: najpierw zauważenia siebie, żeby to potem można było przekazać dziecku. Dzieci uczą się od rodziców, obserwując ich. Poza pracą nad sobą, żeby stać się lepszym wzorcem dla dziecka, możemy świadomie pomagać dzieciom w tych obszarach. W przypadku trudności, o której mówisz, rodzice mogą dodatkowo wykonywać pracę, która polega na nazywaniu uczuć dziecka, np.: "Widzę, że jest ci smutno", "O, zezłościłaś się". Nic z tym nie robimy, tylko nazywamy stan. To jest żmudna praca, bo trzeba to ciągle powtarzać, ale to ma sens. U dziecka rozwija to inteligencję emocjonalną, choć powiedziałabym, że u rodziców również.

Uczenie wyrażania emocji to problem każdej płci. Tradycyjnie dziewczynki uczą się, że niewłaściwe jest wyrażanie złości, siły, dumy. Chłopcy, że nie można mówić o smutku, żalu, trudnościach, słabościach. W dorosłości może to utrudniać bycie w relacjach. Dorosłe osoby zamiast być ze sobą w kontakcie, są w kontakcie z przekonaniami na swój temat. Mężczyzna myśli: "Nie powiem nikomu, że się boję, bo mnie wyśmieją". Kobieta: "Nie powiem, że mnie to wkurza, bo mnie zostawi". Nie da się tak na dłuższą metę funkcjonować! To są najprostsze przykłady, ale choć może to brzmi banalnie, banałem nie jest, bo dotyczy to większości osób, z którymi mamy na co dzień do czynienia. Mężczyźni częściej niż kobiety popełniają samobójstwa właśnie z tego powodu. Przyjrzyjcie się i sprawdźcie, czy nie macie w swoim otoczeniu takiej historii, że jakiś wujek, znajomy zabił się, a po jego śmierci rodzina dowiedziała się, że ma długi, że był hazardzistą. Czyli że najpierw uciekał od trudności w hazard, a potem nie mógł nikomu powiedzieć, że jest w totalnej bezradności i poczuciu porażki, więc odebrał sobie życie.

KBS: A w kontekście seksualności - dzieci też są uczone różnego wyrażania siebie, zależnie od płci?

Tak. Jeśli mały chłopiec ściąga w końcu pieluchy i zaczyna biegać z penisem na wierzchu, to często rodzina się zachwyca. Natomiast jak dziewczynka chce sobie obejrzeć wulwę w lusterku - to jest już koniec świata. Chłopców uczy się dumy z genitaliów, dziewczynki się zawstydza.

Różne nastawienie i oczekiwania wobec dzieci widać też po tym, jakie zabawki dajemy chłopcom, a jakie dziewczynkom. Dziewczynki dostają raczej rzeczy, które leżą i jakoś wyglądają, np. lalki, misie. A chłopcy - piłki, samochody - coś, co jest w ruchu i zachęca do działania. Później chłopców i mężczyzn podziwiamy za to, co robią, a dziewczynki i kobiety za to, jak wyglądają.

Myślę, że warto dążyć do równowagi. Nie chodzi o to, żeby w ogóle nie mówić dziewczynkom, że są śliczne, a chłopcom, że fajnie coś robią. Tylko żeby i jednym, i drugim mówić różne rzeczy. Bez naciskania, że muszą być idealni, perfekcyjni. Niech wiedzą, że są okej tacy, jacy są, i że - niezależnie jakiej są płci - mają prawo zmieniać zdanie.

Intymność i decydowanie o sobie

Pytanie od Oli spod Gorzowa Wlkp.: Jak chronić przed niebezpieczeństwem dzieci, które mogą mieć kłopoty z obroną siebie przed zagrożeniem? Jak same mogą się chronić, kiedy ogranicza ich fizyczność?

AK: Dla mnie to ważne, żeby Amelka znała nazwy części ciała, wiedziała, jak ludzie je określają. Także po to, żeby móc nam powiedzieć, jeśli ktoś by ją dotykał, namawiał do pokazania ciała. Żeby umiała wytłumaczyć, co się stało.

DS: Dziecku z niepełnosprawnością trudniej jest się bronić przed nadużyciami seksualnymi. Czego je uczyć, żeby umiało zadbać o swoje bezpieczeństwo?

Kluczowa sprawa dotyczy intymności. Jeśli dziecko wymaga pomocy przy czynnościach intymnych - myciu, załatwianiu się, ubieraniu - to musi wiedzieć, że to ono decyduje, co ktoś może z nim robić.

Rozwojowo około 6. roku życia u dziecka kształtuje się poczucie intymności, czyli poczucie własnej odrębności cielesnej, przyswojenie norm związanych z granicami ciała (ale również przestrzeni), o których może decydować tylko ono, a nie inni. Ale u dziecka z niepełnosprawnością, przyzwyczajonego, że ktoś je obsługuje w czynnościach intymnych, może nie pojawić się takie poczucie niezgody na dotyk oraz potrzeby zaznaczenia granicy i zasad dotyczących bliskich, intymnych relacji. U osób, których granice niecielesne nie zostały wykształcone, ponieważ nie były dostrzegane i respektowane, typową reakcją jest dysocjacja - oddzielenie kwestii cielesnych od psychicznych. Ciało staje się niejako "cudzą własnością". Ten brak poszanowania intymności u starszych dzieci można traktować jako formę nadużycia, dlatego podkreślam, że czas na budowanie odrębności cielesnej i poczucia sprawczości u dziecka przypada na wiek przedszkolny, bez względu na poziom niepełnosprawności fizycznej. Zaniedbanie, pomijanie tego aspektu rozwoju psychoseksualnego będzie prowadzić do tego, że nastolatek, nastolatka albo młody mężczyzna, młoda kobieta, osoba z niepełnosprawnością, jeśli nie odczuwa swojej cielesności jako części siebie samego/samej, może być narażony na nadużycia.

DS: Jak to wzmacniać?

To się może wydawać absurdalne, ale nawet mama i tata powinni pytać o zgodę - czy mogą dotknąć, rozebrać, umyć. Trzeba powtarzać do znudzenia, co będziemy robić i po co, i pytać je o zgodę. Żeby dziecko wiedziało, że to nie jest tak, że każdy może je dotykać czy oglądać nago. W okresie dojrzewania rodzic innej płci może się troszkę odsunąć na drugi plan albo bardzo pilnować szanowania intymności. Np. jeśli pomaga się umyć, to dziecko osłania się ręcznikiem, rodzic wszystko przygotowuje i dziecko samo myje miejsca intymne. Ono jest właścicielką lub właścicielem swego ciała i ono decyduje. To wstęp do tego, by później dziecko decydowało, kto będzie je intymnie dotykał. To również nauka tego, aby w przyszłości samo pytało o zgodę na intymny kontakt i nie naruszało granic innych osób.

Kiedy dziecko jest małe, kiedy ma kilka lat - powinno wiedzieć, że jeśli jakiś pan albo pani chce je umyć, to powinno to od razu zgłosić rodzicom, opiekunom. Ale kiedy ono dojrzeje, to być może na taką propozycję odpowie: "Ale na pewno chodzi ci o mycie? Czy chcesz, żebyśmy się pobawili?". Trzeba w wychowaniu zadbać o to, żeby młoda osoba potrafiła odróżnić pomoc w higienie od wykorzystania i od konsensualnych zabaw seksualnych.

AK: Ostatnio mieliśmy taką sytuację, że Amelka powiedziała do mnie: "Ubierz się, nie chcę, byś chodziła przy mnie goła".

To dobra wiadomość, ponieważ jest jasnym sygnałem, że wasza córka rozumie kategorię intymności i już ją uwewnętrzniła. Trzeba też powiedzieć dziecku o tzw. złym dotyku. Są na ten temat różne książeczki, rysowanki z zaznaczaniem miejsc intymnych, czyli tych, których poza samym dzieckiem nikt dotykać nie powinien, historyjki, jak zareagować w różnych sytuacjach. Nawet jeśli jesteśmy przekonani, że nic takiego dziecka nie spotyka i nie spotka, to ono powinno wiedzieć, co zrobić, jak ktoś obcy przychodzi, puka i chce wejść do domu, albo jak ktoś podchodzi i częstuje osławionymi już cukierkami. Albo mówi, że zrobi piękne zdjęcia czy nakręci film, w którym dziecko wystąpi. Warto powiedzieć, że to nie musi być ktoś obcy, to może być osoba, której się zwykle ufa, jak nauczyciel, nauczycielka, ksiądz, sąsiad lub sąsiadka. Najczęstszym sprawcą nadużyć seksualnych jest tzw. przyjaciel rodziny, ale może być to również osoba należąca do rodziny.

Pytanie od Kasi, mamy Bartka: Jak uczyć dziecko tego, komu może zaufać?

Właśnie dlatego, że czasami osoby z najbliższego otoczenia, takie, które dziecko lubi lub jest do nich przywiązane, dokonują różnego typu nadużyć (nie tylko seksualnych, emocjonalnych również) i manipulują dzieckiem, trudno dziecku wytłumaczyć, komu można ufać, a komu nie. W przypadku młodszych dzieci uczy się je jasno postawionych granic typu: nikt nie dotyka twoich intymnych części ciała, nikt nie może namawiać ciebie do rozbierania się (tylko lekarz w obecności rodzica), zawsze mówisz nam o sytuacjach, kiedy inna dorosła osoba namawia ciebie do dochowania jakiejś tajemnicy itp. Starsze dzieci uczymy rozumienia pojęcia zaufania i odróżniania go od manipulacji - głównymi składnikami zaufania jest więź, tzw. próba czasu, pomoc w trudnych sytuacjach, a nie sympatyczna powierzchowność. Najlepszą nauką rozpoznawania kategorii zaufania jest głęboka, oparta na szczerej komunikacji więź z dzieckiem. Jeśli dziecko wie, że może powiedzieć rodzicowi wszystko i nie będzie ocenione negatywnie za mówienie prawdy, jeśli czuje, że rodzice ufają mu i nie kwestionują tego, co czuje, to nie będzie odczuwało konieczności realizowania potrzeby bliskości i zrozumienia poza rodziną oraz będzie mogło lepiej wyczuwać nieszczere intencje.

DS: Czy można jakoś ustrzec dziecko przed wykorzystaniem tego, że jest emocjonalne, otwarte, że bardzo chce poznawać nowe osoby? Chodzi mi o to, że na świecie są ludzie, którzy dla zaspokojenia swoich potrzeb są skłonni wykorzystać osobę bardzo spragnioną kontaktu.

To, o co pytasz, nie ma nic wspólnego z niepełnosprawnością. To jest typowy niepokój rodzica, który martwi się, że ktoś skrzywdzi jego lub jej dziecko. Ale odradzam obwinianie dziecka albo straszenie, że świat jest pełen niebezpiecznych ludzi.

Gdybyś miał w domu sprawną, zbuntowaną piętnastolatkę, to musiałbyś jakoś sobie poradzić z faktem, że ona zamierza sobie zrobić 15 tatuaży, drinkuje na osiedlu i chodzi do łóżka, z kim chce.

Taki ojciec ma wiele do zrobienia. Na pewno nie to, że zwymyśla córkę: "Co ty robisz, nie tak cię wychowałem, szanuj się!".

DS: Co powinien powiedzieć córce?

Że ją kocha, że życzy jej jak najlepiej, że chce, żeby jako kobieta miała takie życie seksualne, które zostawia zadowolenie. Że ufa jej dobrym wyborom. A jeśli okaże się, że są one złe, to, że zawsze stanie w jej obronie, a potem naprawdę to robić.

AK: Ja byłam taka jako nastolatka. Chciałabym, żeby wtedy ojciec przyszedł i porozmawiał ze mną, powiedział mi, jak o siebie zadbać, czym to się może skończyć. Że seks jest okej, że to naturalne, normalne i przyjemne. Tak samo chciałabym, żeby porozmawiała ze mną mama.

Nikt ze mną nie poruszał tego tematu. Czym jest seks, dowiedziałam się od koleżanek z filmów porno. Chciałam się im przypodobać, więc poszłam z pierwszym lepszym facetem do łóżka, bo one już miały pierwszy raz za sobą.

Najprostsza rada dla rodziców: mieć taki kontakt z dzieckiem, żeby ono chciało z nami rozmawiać, nie bało się nas, tylko wiedziało, że ma rodziców po swojej stronie. W okresie dojrzewania nastolatki są szczególnie wrażliwe na krytykę, dlatego zamiast wyrażać oburzenie, okazywać brak zaufania i zalewać dziecko swoim lękiem, o wiele więcej zdziałamy jako rodzice, zachowując spokój, odwołując się do zasobów nastolatka, odzwierciedlając - czyli okazując zrozumienie dla jego, jej przeżyć. I chociaż to bywa trudne, jest najrozsądniejszym sposobem zachowania więzi w tym czasie. Osobiście lubię porównanie tej fazy rozwojowej do sytuacji, kiedy nastolatek pływa samodzielnie w basenie, ale rodzic siedzi na brzegu i patrzy. Jest obecny i gotowy zawsze skoczyć na pomoc. Nastolatki bardzo potrzebują takiej akceptującej obecności: "wierzę w ciebie", "dajesz radę w tym skomplikowanym świecie", "jestem dumna z ciebie", ale też "widzę cię", "wspieram, staram się zrozumieć", "jestem, kiedy mnie potrzebujesz", "jesteś w porządku taka/taki, jaka/jaki jesteś", "kocham cię za to, że jesteś, a nie jaka/jaki jesteś".

AK: A czy mówienie swojemu dziecku o własnych przeżyciach seksualnych jest dobre czy nie?

Fajnie, jeśli dziecko wie, że rodzice uprawiają seks i że to jest coś dobrego. Ale nie powinni się zwierzać dzieciom. Jeśli tata mówi dziecku, że jest bardzo zazdrosny o mamę, albo mama skarży się, że tata jej nie zadowala, to jest to niewłaściwe.

O swoich przeżyciach warto mówić z wyczuciem, zastanawiając się, po co to opowiadamy. Dla dziecka jest wartościowe, jeśli rodzic czasem zejdzie z piedestału, powie o sobie coś takiego, co pokazuje, że sam jest normalnym człowiekiem, ma wątpliwości, przeżył jakieś rozczarowania. Nastoletnie dziecko przeżywa różne kryzysy - zwykle między 16. a 20. rokiem życia, także później. Wtedy można w rozmowie odkryć trochę kart. Ono może zapytać o różne rzeczy, np. "Kto był twoim pierwszym chłopakiem lub dziewczyną? Kochałaś tę osobę? Jak się czułaś, kiedy się rozstaliście?".

Osoba z niepełnosprawnością wśród innych

AK: Wielu ludziom wydaje się, że ludzie z niepełnosprawnością nie mają takiej części życia jak seksualność, że to nie istnieje. Jak zmieniać taki pogląd?

Mówić o tym, podawać przykłady. Twój profil śledzi wielu rodziców dzieci z niepełnosprawnością. Świetnie, że podejmujesz ten temat. Jeśli ktoś prosi mnie o udział w jakimś wystąpieniu w mediach, często stawiam taki warunek, żeby zaprosić także osoby wyglądające w sposób nienormatywny.

Ważne jest też, by osoby z niepełnosprawnościami mogły na równych prawach funkcjonować w życiu społecznym. Żeby były widoczne jako ludzie, którzy pełnią różne funkcje: urzędnika, psychologa zajmującymi się różnymi pacjentami (nie tylko takimi na wózku), wykładowczyni akademickiej, informatyczki.

Pytanie anonimowe: Moje dziecko spotykają złośliwości ze strony znajomych. Co mogę zrobić?

Prześladowanie, naśmiewanie się może dotyczyć każdego, nie tylko osób z niepełnosprawnościami. Podstawową sprawą jest zadbanie o to, by dziecko nie czuło się, że jest z tym same. Przygotowanie na takie sytuacje trzeba zacząć już w wieku przedszkolnym. Chodzi o to, by dziecko wiedziało, że ma w swoim otoczeniu dorosłych, do których może przyjść z każdym problemem, i ci dorośli zaraz zareagują. Zwrócą uwagę, porozmawiają z wychowawcą.

Oczywiście nie zmienimy świata. Ale działając spokojnie i stanowczo, przynajmniej zaszczepiamy w krzywdzących osobach wątpliwość, czy słusznie robią.

To jest w ogóle ważne, żeby dziecko miało w rodzicach dobry przykład. Żeby widziało, że oni nazywają rzecz po imieniu, np. "Człowiek, który tak mówi, wyrządza komuś przykrość". Jest wtedy szansa, że kiedy spotka je jakaś złośliwość, ono pomyśli: "Ten ktoś zachował się okrutnie". I nawet jeśli samo nic nie powie, bo przecież ma prawo się bać w takiej sytuacji, to raczej pomyśli, że z tą osobą jest coś nie tak, a nie z nim. Ważne są takie codzienne rozmowy pokazujące, w jaki sposób stawać po stronie dobra. Albo wyjaśniające, że człowiek, który jest silny i ma dobrą samoocenę, nie dowala innym, tylko staje w obronie krzywdzonych osób.

Pytanie anonimowe: Od nauczycieli dziecko słyszy w szkole nieprawdziwe, krzywdzące treści o osobach z niepełnosprawnością. Jak reagować?

Opowiem krótko - natychmiast, to najważniejsze. Rozmawiać bezpośrednio z nauczycielem, psychologiem szkolnym, proponować edukację w formie spotkań z osobami z fundacji z kadrą nauczycieli w pierwszej kolejności, a potem na lekcjach wychowawczych z dzieciakami. Pokazać ciekawe formy współpracy z fundacjami, akcje społeczne i np. takie, które będą burzyć szkodliwe stereotypy.

Pytanie od Anny: Jak rozmawiać ze sprawnym dzieckiem o seksualności osób z niepełnosprawnością? W jakim wieku wprowadzać ten temat?

Już w wieku przedszkolnym. Dzieci zaczynają wtedy zadawać różne pytania. Dobrze byłoby, gdyby miały kontakt z ludźmi, którzy różnie wyglądają. Jeśli dziecko dopiero w okresie dojrzewania ma pierwszy raz styczność z ciałem, które określa się jako nietypowe, to może to wywołać bardzo silne emocje. Pamiętam, że sama miałam taki debiut, byłam na obozie młodzieżowym, gdzie był chłopak z niepełnosprawnością, który mnie podrywał. Nie umiałam się zachować asertywnie; to mną tak wstrząsnęło, że musiałam odejść na bok i płakałam. On mnie potraktował normalnie, a ja jego nie. Gdybym miała styczność z takimi osobami w wieku przedszkolnym, to nie zwróciłabym uwagi na to, że on inaczej wygląda.

AK: Do mnie napisała dziewczyna, że była podrywana przez chłopaka z niepełnosprawnością i nie potrafiła się w tej sytuacji zachować. Było jej go szkoda i bała się, że go urazi, a nie chciała, żeby ją podrywał. Nie potrafiła powiedzieć "stop".

Nie umiemy zareagować, kiedy nie jesteśmy oswojeni z jakąś sytuacją.

Ale trzeba wiedzieć, jak zareagować w zgodzie z sobą, także dlatego, żeby ta osoba miała jasną odpowiedź. Osoba, która dostaje asertywną odpowiedź, że pewnych rzeczy ma nie robić, uczy się zachowań seksualnych. Jeśli takiej nauki nie otrzymuje (i to od wieku przedszkolnego), to potem nie umie się odpowiednio zachować. I cierpi. Są takie sytuacje, że np. chłopak jest kierowany do seksuologa, bo się nieodpowiednio zachowuje, a jego po prostu nikt nie nauczył, co jest właściwe, a co nie.

AK: Jak rodzice mogą pomóc dziecku bezpiecznie dojrzewać w niesprzyjającym systemie, np. w szkole, opiece zdrowotnej?

Jak system nie jest dla ludzi, to należy omijać system. A jeśli jest na to siła - to ten system ruszać. Myślę tu np. o grupie rodziców z Gdyni, którzy stworzyli Dom Marzeń. Przez kilkanaście lat chodzili, załatwiali, starali się. Powstało miejsce, w którym znajdą kiedyś opiekę ich dzieci, a oni będą mogli spokojnie zestarzeć się i umrzeć. Bo ich dzieci będą zawsze zależne od innych osób, a rodziców nie będzie zawsze. Od lat współuczestniczę w zajęciach dla rodziców dzieci poruszających się na wózkach organizowanych przez Fundację Aktywnej Rehabilitacji i obserwuję, jak tych kilka godzin wpływa na podejście do tematu seksualności i wypuszczania w dorosłość. Ostatnio z podobną inicjatywą wyszli rodzice z Fundacji SMA.

Antykoncepcja, zdrowie, bezpieczny seks

W jaką wiedzę i umiejętności wyposażyć dziecko, żeby mogło przygotować się świadomie do rozpoczęcia życia płciowego?

Ważne jest, żeby pomóc w dostępie do rzetelnych informacji. Proponuję podsunąć nastolatce, nastolatkowi naszą pierwszą książkę #SEXEDPL. Rozmowy Anji Rubik o dojrzewaniu, miłości i seksie i powiedzieć: "Słuchaj, myślę, że pora, żebyś to przeczytał, przeczytała. Pewnie część z tych rzeczy wiesz, ale to jest akurat źródło sprawdzonych informacji, zależy mi, żebyś sprawdził, sprawdziła, czy to wszystko jest dla ciebie jasne. Jeśli będziesz mieć jakiekolwiek pytania, powiedz, poszukamy wiarygodnych odpowiedzi".

Wydawałoby się, że młodzież, mając dostęp do internetu, może wszystko znaleźć, ale w sieci jest dosłownie wszystko. Wyzwaniem jest selekcja informacji i sprawdzenie ich wiarygodności. A gdy szuka ich zestresowana młoda osoba, łatwo może trafić na głupoty.

Czy w ramach takiego świadomego przygotowania do seksu dziewczyna powinna pójść do ginekologa?

Aktualne zalecenia Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego są takie, aby do 15. roku życia odbyła się pierwsza wizyta zupełnie niezależnie od tego, czy ta osoba planuje zacząć współżyć. Jeśli do tej pory nastolatka nie była u ginekologa, ginekolożki, na pewno warto to nadrobić. Osoba poniżej 18. roku życia na taką wizytę potrzebuje zgody rodzica lub opiekuna prawnego. Czasami lekarze, lekarki zgadzają się na zgodę pisemną, ale zazwyczaj chcą, aby pacjentka przyszła z rodzicem. Przed wizytą dobrze jest opisać dziewczynie, jak to będzie wyglądało, czego może się spodziewać, jak się przygotować, czyli np. żeby spisała sobie datę ostatniej i pierwszej miesiączki, niepokojące objawy (jeśli jakieś ma), pytania, problemy zdrowotne, choroby występujące w rodzinie. Przed wizytą myje się, zakłada świeże majtki, nie musi się golić. Ustalcie, czy chce, aby rodzic wszedł z nią do gabinetu. Zachęcam, by pozwolić jej zdecydować, z którą opcją będzie się czuła bardziej komfortowo, a rodzica od razu uspokajam, że nawet jak nie wejdzie do gabinetu, to i tak ma dostęp do dokumentacji medycznej, jeśli potrzebuje tych informacji. Dość często słyszę o nieprzyjemnych pierwszych wizytach, dlatego bardzo polecam wytłumaczyć też córce, że chociaż jest młoda, to w pełni przysługują jej prawa pacjentki. Ma prawo oczekiwać, że zostanie wysłuchana, potraktowana poważnie, że uzyska odpowiedzi na swoje pytania. Nie musi się na nic zgadzać w gabinecie, nawet na badanie ginekologiczne, wizyta może zakończyć się tylko na rozmowie. Może w każdym momencie wyjść, jeśli poczuje się tam niedobrze. Znajomość prawa przyda się też, jeśli nastolatka usłyszy odmowę wypisania recepty na antykoncepcję nie ze względów medycznych, tylko przez osobiste wartości lekarza, lekarki, czyli tzw. klauzulę sumienia. Lekarz, lekarka nie może z tego powodu odmówić przepisania antykoncepcji. Jeśli spotka to nasze dziecko, najpierw domagamy się odmowy na piśmie, potem możemy złożyć skargę do oddziału NFZ, Rzecznika Praw Pacjenta. W tym pomoże Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. To samo robimy, gdy specjalista/ka ginekologii odmówi przyjęcia osoby niepełnoletniej.

Czasami rodzice, zamiast wspierać dziecko przed pierwszą wizytą u ginekologa, wydają się zaniepokojeni faktem, że córka wybiera się do tego lekarza.

Wiem, że niektórzy rodzice przekładają pierwszą wizytę, bo sami są nią zawstydzeni lub boją się, że porada ginekologiczna zachęci dziecko do seksu. Nastolatki podejmują decyzję o seksie z innych powodów, nie dlatego, że mają dostęp do opieki zdrowotnej. Poza tym pamiętajmy, że do ginekologa, ginekolożki chodzi się nie tylko po to, by ustalić najlepszą formę antykoncepcji, ale przede wszystkim, żeby sprawdzić, czy osoba jest zdrowa. Dziewczyny w tym wieku często mają problemy z nieregularnymi cyklami, bolesnymi miesiączkami. Mogą one świadczyć o poważniejszych problemach, np. o endometriozie, która - nieleczona - może prowadzić do niepłodności i innych bardzo poważnych konsekwencji zdrowotnych. Córka nie zawsze powie rodzicom o tych objawach, bo często też słyszy taki przekaz, że miesiączka musi boleć. To nieprawda.

Tak samo jak córkę do ginekologa, ginekolożki, syna warto zapisać do urologa, urolożki.

Po co?

W tym samym celu - żeby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku, dać mu możliwość porozmawiania o swoich intymnych sprawach, o higienie. Chłopakowi również trzeba opowiedzieć, jak wygląda taka wizyta, zapewnić o jego prawach w gabinecie. W ostatnim czasie zgłasza się do nas coraz więcej chłopaków i mężczyzn żyjących latami ze stulejką - przewężeniem napletka, które można dość szybko wyleczyć. Uczenie nastolatków, że regularne badania i wizyty lekarskie są po prostu elementem życia dorosłej osoby, jest bardzo wartościową lekcją. Ważne jest też nauczenie dzieci samobadania. Osoba każdej płci powinna się samodzielnie regularnie badać, mam na myśli badania piersi i jąder. Możemy na lustrze w łazience powiesić wydrukowany schemat, jak takie badanie wykonać. On zresztą pewnie przyda się też dorosłym, którzy zapominają badać siebie.

Niektórzy obawiają się wizyty u ginekologa i przepisania córce antykoncepcji hormonalnej, bo słyszeli, że pigułki mogą być szkodliwe dla zdrowia. Jak podchodzisz do takich obaw? Czy jest jakaś zupełnie obojętna dla zdrowia metoda antykoncepcji?

Nie ma żadnej metody antykoncepcji, która jest idealnie uniwersalna i dobra dla każdej osoby. Nawet prezerwatywa może zaszkodzić komuś uczulonemu na lateks. Dlatego tak ważne jest wybranie antykoncepcji, która będzie odpowiadała właśnie tej osobie. A dostępnych jest teraz tak dużo środków, że jest z czego wybierać. Te najbardziej popularne to tabletki, plastry, krążek, wkładka, implant, zastrzyk. Najlepiej jest podjąć decyzję z fajnym lekarzem, lekarką. Przed wypisaniem recepty może zlecić badania (to może być cytologia, badanie piersi, pomiar ciśnienia, morfologia, krzepliwość krwi, próby wątrobowe lub inne), uwzględnić tryb życia pacjentki lub pacjenta, to czy branie jakiegoś środka codziennie, raz na tydzień czy nawet rzadziej jest wygodniejsze.

Warto też wiedzieć, że antykoncepcja hormonalna szybko się zmienia w kierunku zmniejszania dawek hormonów, dzięki temu ewentualne efekty uboczne są łagodniejsze, a nadal utrzymuje się efekt antykoncepcyjny. Wreszcie - antykoncepcję hormonalną lekarze czasem przepisują z powodów innych niż antykoncepcja, np. przy bardzo uporczywym, nasilonym trądziku, zaburzeniach hormonalnych lub bolesnych miesiączkach.

Pytanie od Natalii z Gdańska: Czy nastolatka może wziąć tabletkę po?

Tabletka po to forma antykoncepcji przeznaczona do wzięcia po stosunku, gdy z jakiegoś powodu ten stosunek nie był zabezpieczony, np. pękła prezerwatywa. W ulotce brak jest wskazanego limitu wieku do i od kiedy można ją zażyć. Im szybciej się ją przyjmie po tym zdarzeniu, tym większa jest jej skuteczność, najpóźniej można ją wziąć po 120 godzinach. Tabletka zatrzymuje owulację, ma zatrzymać komórkę jajową, aby ta nie spotkała się z plemnikiem. Czyli nie jest to tabletka wywołująca poronienie, tylko powstrzymująca zapłodnienie. Producenci dwóch najbardziej popularnych w Polsce środków tego typu gwarantują, że jeśli już powstanie zarodek, to tabletka nie ingeruje w ten proces. W Polsce, aby tę tabletkę kupić w aptece, trzeba mieć na nią receptę. Może ją wystawić lekarz, lekarka każdej specjalizacji. Może się to odbyć na wizycie on-line, może być to e-recepta. Jeśli kogoś spotka odmowa, to składamy skargę (jak to opisałam wcześniej) oraz zgłaszamy się do sieci Lekarze Kobietom, która szybko dostarcza recept w takim przypadku. Europejska Agencja Leków uznaje ten lek za na tyle bezpieczny, że nie wymaga wizyty lekarskiej przed jej wzięciem, dlatego w niemal wszystkich krajach Unii Europejskiej recepta na nią nie jest wymagana; można ją swobodnie kupować w aptece, często nawet w drogerii. W Polsce dostęp do niej jest bardzo ograniczony.

Ale nie ma chyba u nas większego problemu z dostępem do innych form antykoncepcji?

Porównanie naszej sytuacji z innymi krajami mówi coś innego. W lutym 2022 Europarlamentarne Forum ds. Praw Seksualnych i Reprodukcyjnych opublikowało kolejną edycję raportu Atlas Antykoncepcyjny analizującego dostępność antykoncepcji w Europie. Spośród 46 państw to w Polsce najtrudniej jest zdobyć zabezpieczenie. Ta sytuacja się nie poprawia, zajęliśmy niechlubne ostatnie miejsce już trzeci raz z rzędu. W takim klimacie nastolatkom jest naprawdę arcytrudno mieć bezpieczne pierwsze kontakty.

Co zrobić, kiedy rodzice znajdą u dziecka prezerwatywy albo tabletki antykoncepcyjne? Rozmawiać na ten temat, czy uznać, że to prywatna sprawa dziecka, które ewidentnie rozpoczęło już współżycie?

Jeśli jesteśmy zaskoczeni, to najpierw robimy wdech-wydech i spokojnie rozmawiamy. Posiadanie antykoncepcji nie musi oznaczać, że dziecko jest już aktywne seksualnie. Możliwe, że się nad tym zastanawia i odpowiedzialnie do tego przygotowuje. Jeśli znaleźliśmy tabletki, to dobrze jest sprawdzić, co to za lek i skąd go dziecko ma, czy na pewno od lekarza, lekarki. Widać, że dziecko interesuje się ochroną. Zaproponujmy pomoc w zorganizowaniu wizyty lekarskiej w celu wybrania dobrej metody antykoncepcyjnej. Pogadajmy też o ochronie przed infekcjami, o testowaniu się w kierunku infekcji przenoszonych drogą płciową. Listę punktów, w których można wykonać bezpłatny i anonimowy test na HIV, znajdziemy na: aids.gov.pl/pkd.

A gdy mówimy o HIV, to dodam jeszcze, że jeśli rodzic wie o dużej aktywności seksualnej swojego dziecka i boi się, czy ono na pewno zawsze używa prezerwatyw, to może rozważyć inną formę ochrony. Jest to terapia PrEP. Najczęściej polega ona na przyjmowaniu jednej tabletki dziennie. Miesięczna cena terapii to ok. 130 zł (koszt może się zmieniać). Do tego trzeba doliczyć wydatki na wizyty i badania.

Pytanie od Marii, mamy Olgi: W śmieciach znalazłam test ciążowy, ale moja córka jest na to za młoda. Czy powinnam zakazać jej spotykać się z chłopakiem?

Test w śmieciach nie musi oznaczać, że ona już uprawia seks. Bardzo często rozmawiam z nastolatkami, które - pozostawione bez wsparcia i informacji - są przerażone ciążą i nie wiedzą, jak się w nią zachodzi. Po leżeniu niedaleko chłopaka, po pocieraniu sobie nawzajem genitaliów przez ubrania, robią sobie testy. W tym przypadku również spokojnie rozmawiamy o tym, jak dochodzi do zapłodnienia, o antykoncepcji. Możemy zapytać, czy wydarzyło się w życiu córki coś, co może zakończyć się ciążą. Warto też przemyśleć sobie, czemu tak bardzo mnie stresuje temat debiutu mojego dziecka, bo seks w jego, jej życiu pewnie w końcu się pojawi. O tych swoich obawach porozmawiajmy z kimś dorosłym, a nie w pierwszej kolejności z dzieckiem.

Problemy emocjonalne

Dla mnie to jest przerażające, że na pierwszym miejscu pod względem przyczyn śmierci nastolatków w Polsce są dzisiaj samobójstwa, a nie wypadki drogowe czy choroby. Z tego, co słyszę z relacji mojej nastoletniej córki, co obserwuję wśród znajomych, wynika, że liczba samookaleczeń czy samobójstw drastycznie rośnie. I dzieciaki mówią o tym dość lekko.

Jednym z powtarzających się komentarzy, gdy ktoś popełni błąd albo gorzej wygląda, jest: "Zabij się". "Jakbym tak wyglądał, to bym się zabił". "Szmato jedna, zabij się". Nagromadzenie tego jest bardzo duże.

Dlaczego dzieci w tym wieku się samookaleczają? Czy zazwyczaj to ukrywają?

Robią to z różnych przyczyn, jest na ten temat sporo koncepcji. Z ukrywaniem bywa różnie: z jednej strony mogą czuć strach, żeby nikt tego nie zobaczył, a z drugiej strony jest to często manifestowane.

To jest wołanie o pomoc?

Tak. Rodzice przychodzą z nastolatką czy z nastolatkiem i mówią: "On, ona się chyba samookalecza". Dla mnie to jest prosta sprawa. Pytam, czy mogę zobaczyć jego, jej ręce. Podwija rękawy, ręce są pocięte tak, że nie ma tam ani jednego kawałka nienaruszonej skóry. Zastanawiam się, dlaczego rodzice mówią: "Chyba się samookalecza", zamiast to sprawdzić. Podobnie jest przy zaburzeniach odżywiania. Rodzice mówią: "Ona ciągle jest na diecie". Dziewczyna słania się na nogach i tak naprawdę musimy wzywać karetkę, bo już jest zagrożenie życia i zdrowia. A rodzice mówią: "Nie wiemy, co robić".

A co powinni zrobić rodzice, gdy widzą nacięcia na rękach, nogach?

Po pierwsze, nie mówić: "Jak mogłaś, jak mogłeś to zrobić?". Dziecko może nie wiedzieć, dlaczego to robi, ale potrzebuje pomocy, a nie łajania. Ani nie kar - to niestety częsty pomysł rodziców. "Jak jeszcze raz to zrobisz, to..." i tu pada jakaś groźba. Dziecko samo się każe bólem, nie można dokładać kolejnej kary. Ani płakać, histeryzować. Takimi reakcjami rodzic przekierowuje uwagę na siebie, pokazuje, jak zraniło go zachowanie dziecka. To kolejny ciężar wkładany na ramiona samookaleczającej się osoby.

Trzeba nazwać to, co się dzieje. "Widzę, że się tniesz". Przemyć rany, zdezynfekować, posmarować maścią na gojenie. Traktować to jak skaleczenie - jak się dziecko w palec nożem zatnie, to przecież mama albo tata założy opatrunek, a nie będzie oskarżać.

W takiej sytuacji trzeba również od razu poszukać pomocy psychologicznej.

Rodzice wstydzą się przyznać, że nie radzą sobie z dzieckiem? Że dzieje się coś, że może coś zaniedbali? No bo takie cięcie się - to jest wyraźny dowód, że mamy problem.

Zarówno przy samookaleczeniach, jak i przy myślach i zamiarach samobójczych trzeba mieć świadomość jednego: możesz być najlepszym rodzicem na świecie, a twoje dziecko i tak może to zrobić. Nie ma jednego powodu takich zachowań ani jednego złotego środka, który z tego dziecko wyleczy. Nie wszystko zależy od rodziców, przyczyny mogą być różne. Czasami jest to wynik jakiejś trudnej sytuacji spoza środowiska domowego. Czasami są to poważne zaburzenia psychiczne; rodzice zajmują się dzieckiem najlepiej jak można, wożą do lekarek i terapeutów, do szpitala. I wystarczy chwila, wahnięcie nastroju i dziecko coś sobie zrobi. Rodzice nie tylko przeżywają dramat, ale też cierpią z powodu poczucia winy.

Z drugiej strony byłoby dobrze, gdyby w pomoc dziecku, które się samookalecza, włączyli się oboje rodzice, rodzina. Jeśli jest taka możliwość, to warto udać się na terapię systemową, żeby przyjrzeć się dokładniej, co może się dziać w rodzinie, z jakimi obciążeniami być może dziecko się zmaga.

Jeśli dziecko ma obniżony nastrój, jest senne, smutne, nic mu się nie chce - iść do psychiatry?

Tak. Jeśli takie objawy utrzymują się trzy tygodnie, a my mamy pewność, że to nie jest akurat stan zakochania (bo przecież to się zdarza w tym wieku), to zapisujemy się na konsultację psychiatryczną. A jeśli widzimy, że dziecko się samookalecza albo mówi o własnej śmierci, to nie czekamy i natychmiast idziemy do lekarza. W polskich warunkach to "natychmiast" jest trudne do wykonania. Ale nie można czekać. Wtedy jedziemy na izbę przyjęć do szpitala psychiatrycznego dla dzieci i młodzieży lub szpitala dziecięcego z oddziałem psychiatrii.

Bliskie relacje

Przez pandemię większość kontaktów przeniosła się do internetu. Jak to wpłynęło na budowanie pierwszych związków, bliskich relacji?

To się jeszcze będzie okazywać. Pandemia już wyrwała dwa lata z bliskich relacji. Problemem było samotne siedzenie w domu, ale też powrót do szkół po długim czasie odosobnienia, gdy u wielu dzieci pojawiły się zaburzenia lękowe, fobia społeczna.

Mnie zaskoczyło to, jak wiele dzieci nie było w stanie wytrzymać siedzenia przed kamerką. Czuły się permanentnie oceniane, wystawione na widok, nie miały gdzie się schować. Nawet na lekcji wf oczekiwano włączonych kamer. Nikt nie czuje się bardzo komfortowo, ćwicząc w swoim ciasnym pokoju, spocony i zdyszany. A to jeszcze dotyczyło osób w okresie dojrzewania, gdy zmienia się ciało, rosną piersi... I trzeba to robić przed kamerą.

Niestety, dorośli często bagatelizują problemy nastolatków. Im się wydaje, że to głupstwa, nie ma się czym przejmować. Ale w tym okresie rozwojowym emocje sięgają zenitu. Wystarczy jedno wydarzenie - złośliwy komentarz w mediach społecznościowych, zerwanie z chłopakiem, dziewczyną, odrzucenie przez przyjaciół - i wszystko się sypie. Tak działa psychika nastolatków. I tu nie chodzi o to, żeby z każdą sprawą biegać do psychologa. Ale żeby dać dziecku przestrzeń na to, żeby było smutne, żeby się złościło.

Pytanie anonimowe: Czy dziecko w tym wieku w ogóle zna swoją orientację? Bo moje dziecko określa się słowami, których ja nie rozumiem.

Orientacja seksualna oznacza to, do jakiej płci i czy w ogóle odczuwa się pociąg seksualny. Nastolatki i nastolatkowie nad tym się zastanawiają, próbując określić, jacy są. I czasem czują się heteroseksualni (pociąg do innej płci), homoseksualni (pociąg do własnej płci), biseksualni (pociąg do minimum dwóch płci), panseksualni (pociąg do osób niezależnie od tego, jaką mają płeć), aseksualni (brak pociągu do jakiejkolwiek płci). I zaczynają się w ten sposób określać.

Czasem rodzice oczekują ode mnie, że powiem dziecku, jakiej jest orientacji. Nie jestem w stanie czegoś takiego stwierdzić. Tylko ta osoba może wiedzieć, co w niej, w środku się dzieje. Jeśli nastolatek lub nastolatka w danym momencie określa się jako osoba homoseksualna, to widocznie ma ku temu przesłanki. Ja nie mogę tego negować. Być może za jakiś czas okaże się, że ta osoba wcale nie jest homoseksualna, tylko miała takie zachowania w fazie eksperymentowania i określania siebie, a w późniejszych latach jej orientacja psychoseksualna jasno uplasuje się po stronie heteroseksualnej. Albo odwrotnie - jest osobą homoseksualną, która w wieku dojrzewania myśli o sobie jako o heteroseksualnej. Eksperymentowanie, zastanawianie się, kwestionowanie może pojawić się u osób każdej orientacji.

Pozwólmy dzieciom szukać siebie, rozumieć siebie. Wszystkie orientacje są normalne i zdrowe.

Jeśli dziecko spotyka się z kimś, to czy mogę dopytywać o tę znajomość? Czy to twój chłopak, dziewczyna, skąd się znacie, kim on/ona jest?

Rodzice mają prawo pytać, przecież chcą uczestniczyć w życiu dziecka. Ale dobrze byłoby, zamiast dopytywać, po prostu zaprosić tę osobę do domu, poznać, porozmawiać. Dać temu człowiekowi i sobie czas, bo przy pierwszym spotkaniu nie każdy wypada naturalnie.

Oczywiście rodzice chcą wiedzieć, czy dziecko jest w danej relacji bezpieczne. Są sytuacje, w których trzeba interweniować, np. trzynastoletnia dziewczyna spotyka się z mężczyzną o 20 lat starszym, z kryminalną przeszłością itp. To są rzadkie sytuacje, ale się zdarzają, i nie ma chyba rodzica, który by na taką znajomość patrzył spokojnie. W tak ekstremalnej sytuacji, jak znajomość trzynastoletniej dziewczynki z dużo starszym partnerem rodzice powinni po prostu interweniować i twardo zabronić jej spotykania się z tym mężczyzną.

W wieku kilkunastu lat mózg działa tak, że nie umie szacować ryzyka. Wtedy rodzice muszą wkroczyć, ale nie z krzykiem i karami, tylko z rozmowami i wsparciem. Np. mówić o tym, że w relacjach bywa różnie, czasem jedna osoba robi rzeczy, na które druga osoba nie ma ochoty. I powtarzać, że dziecko zawsze ma prawo powiedzieć: "Stop. Nie chcę tego. Nie rób tak". Nie tylko, jeśli chodzi o kontakty seksualne. Powiedzmy, chłopak jest zazdrosny o dziewczynę i chce kontrolować jej telefon. Ona ma pełne prawo się na to nie zgadzać i nie dawać mu tego telefonu.

Czasem bardzo trudno jest powiedzieć: "Nie". Szczególnie jeśli nasze granice przekracza ktoś bliski, np. babcia narzuca się z pytaniami o intymne sprawy albo na siłę chce przytulać wnuka. Ja w sobie wypracowałam coś takiego, jak zgoda na to, że moje dziecko może być niegrzeczne. Nie musi się na wszystko zgadzać. Ma na to moje przyzwolenie.

Dziecko powinno wiedzieć, że rodzice je wspierają w dbaniu o własne granice. Że są po jej, jego stronie, niezależnie od tego, co się dzieje.

Seks

Często zadawane przez rodziców pytanie: Pytanie od Agaty z Krakowa: Co zrobić, gdy małe dziecko wejdzie do pokoju, gdy rodzice uprawiają seks?

Przede wszystkim upewnić się, czy w ogóle coś zauważyło i czy trzeba na to jakoś specjalnie reagować. Bo zwykle jest tak, że w ciemnym pokoju jest dwoje ludzi pod kołdrą i dziecko widzi tylko dwie głowy. I to raczej skrępowanie czy wyjaśnienia rodziców mogą je bardziej zdziwić niż to, co widziało.

Zwykle chodzi o to, że dziecko obudziło się, przyszło się przytulić, chce pić, siku. Zaspokajamy jego potrzebę i tyle. Jeśli jest przestraszone albo zaciekawione, jeśli zadaje pytania - wyjaśniamy w bardzo prosty sposób. Np. "Przestraszyłaś się, bo mama była głośna? Mamie nic się nie stało, bardzo się cieszyła". "Byliśmy na golasa, bo lubimy się tak przytulać". Ale ważniejsze, od tego, co powiemy, jest to, aby przyglądać się, czego w tym momencie potrzebuje dziecko - bo raczej rzadko oczekuje szczegółowych wyjaśnień.

To jeszcze jedno odwieczne pytanie. Co odpowiadać na: "Skąd się biorą dzieci?".

Mam wrażenie, że takiego pytania już rodzice nie słyszą. Dziecko ma wiele okazji, by widzieć kobiety w ciąży, mówi się o tym, że dziecko jest w brzuchu. Może pojawić się pytanie, skąd dziecko się tam wzięło. I wtedy najlepiej jest odpowiadać prosto, krótko, bez urządzania wykładów. Sprawdzając, po udzieleniu odpowiedzi, czy dziecko jest nadal zainteresowane tematem.

Podobnie jest z innymi pytaniami. Przy czym wydaje się, że sprawy związane z seksualnością łatwiej jest wyjaśniać, jeśli zaczynamy temat wprowadzać, gdy dziecko jest dość małe. Dzieci są ciekawe, jak wygląda podpaska, tampon. Widziałam, jak z tamponów zrobiły zabawki na choinkę. Jeśli je po prostu widzą w łazience, jeśli podpaski nie są przed nimi specjalnie chowane, to takie przedmioty stają się przez to znane i nie wywołują skrępowania, gdy dziecko jest starsze.

A jeśli już dziecko spyta: "Skąd się wziąłem?" - jak dopasować odpowiedź do wieku dziecka?

Takie pytanie zadają zazwyczaj dzieci trzyletnie. Warto odpowiadać konkretnie, prosto, z użyciem znanych dziecku słów, bez opierania się na metaforach, które mogą namieszać w głowie (jak opowieści o kwiatkach i pszczółkach). Odpowiadamy na konkretne pytanie, sprawdzamy, czy o to dziecko pytało. Na pytanie: "Skąd się wziąłem?" można odpowiedzieć pytaniem: "Chcesz wiedzieć, jak się urodziłeś?". Jeśli tak, to mówimy, że dziecko było w brzuchu mamy, najpierw malutkie, potem coraz większe i silniejsze, i kiedy urosło, podczas porodu wydostało się z brzucha przez pochwę. Albo lekarz czy lekarka pomogła dziecku wyjść z brzucha - wtedy można pokazać ślad po cięciu cesarskim.

Starsze dziecko, mniej więcej w okolicach 7 lat, może dopytać, skąd się wzięło się w brzuchu mamy. Wtedy mówimy prosto: rodzice mieli seks, czyli całowali się, blisko przytulali się i było im bardzo przyjemnie. Tata wsunął penisa do pochwy mamy. Z penisa taty wydostało się nasienie i połączyło się z cząstką mamy, która nazywa się jajeczko. I powstało dziecko, czyli ty. Tak właśnie powstają dzieci. Rodzice mogą też w skrócie wytłumaczyć np. procedurę in vitro, czyli gdy nasienie łączy się z jajeczkiem poza organizmem mamy.

W teorii brzmi to świetnie, ale co robić, jeśli rodzicom trudno jest bez skrępowania opowiadać o seksualności? Np. wyjaśnić, czym jest prezerwatywa? Pytanie od Marii, mamy dwuletniej Zosi: Jak rozmawiać, jeśli sama zostałam wychowana w domu, w którym temat ten był tematem w pewnej mierze tabu, i wstydzę się o tym mówić?

Można powiedzieć dziecku: "Poczekaj, zastanowię się, jak ci to wyjaśnić". "Ze mną rodzice tak nie rozmawiali, trudno mi o tym mówić. Poszukam informacji i ci powiem". Nie musimy być idealni i znać odpowiedzi na wszystkie pytania. Możemy też nie mieć ochoty wyjaśniać tego w kolejce do kasy, gdy dziecko zobaczyło paczki prezerwatyw i zapytało o nie. Ale po powrocie do domu siadamy i rozmawiamy. Ta odpowiedź będzie zależna od tego, co dziecko już wie, ale lepiej nie robić na raz długiego wykładu. Np.: "Prezerwatywa to jest taka osłonka na penisa. Używa się jej, żeby nie zaczęła się ciąża i żeby nie złapać chorób". Dzieci, które od początku swojego życia słyszą o maseczkach i rękawiczkach ochronnych, mogą łatwiej zrozumieć, że czasem zakłada się osłonę na jakąś część ciała i że to jest normalne.

Masz rację. A czy małym dzieciom warto kupować specjalne książeczki o seksualności, rozmnażaniu?

Jest jedna genialna książka, którą polecam rodzicom: Atlas anatomiczny. Zwykły, typowy atlas dla uczniów i uczennic, z drobiazgowymi rysunkami przekrojów ludzkiego ciała. Dzieci lubią takie ilustracje oglądać, a nie ma żadnego powodu, by ukrywać przed nimi, jak jesteśmy w środku zbudowani. Na rysunkach można pokazać, wyjaśnić wszystko. Książeczki traktowałabym raczej jako uzupełnienie rozmowy i to w dalszej kolejności.

Pytanie od Ewy, mamy trzylatka: Jakie mogą być sposoby, by poradzić sobie z niewspółpracującym partnerem? Jaki wpływ ma taki rozdźwięk oczekiwań na dziecko? Co mogę zrobić, jeśli mimo sensownych argumentów mąż się ze mną nie zgadza?

To jest delikatny temat. Różnice między rodzicami mogą powodować, że komuś przyjdzie do głowy zarzut: "Postępując tak, robisz krzywdę naszemu dziecku". Dlatego myślę, że to bardzo ważne, żeby o tych różnicach rozmawiać otwarcie i to do czasu, aż rodzice się ze sobą dogadają. Warto dopytywać drugą osobę z ciekawością, na zasadzie: "Aha, ty myślisz tak, powiedz mi dlaczego?". "Potrzebuję zrozumieć, dlaczego to dla ciebie ważne". Albo powiedzieć: "Chcę, żebyś dobrze zrozumiał, zrozumiała, o co mi chodzi". Gdy trudno jest wytłumaczyć własne stanowisko, można drugiej osobie pokazać książkę lub artykuł, który je pokazuje z innej perspektywy. Jeśli nie udaje nam się porozumieć, to zapraszamy kogoś trzeciego, bezstronnego (osobę zajmującą się mediacją, psychologią, terapią, edukacją), i rozmawiamy przy takim wsparciu.

Seksualność to temat, którego nie powinno się moim zdaniem zostawiać, żeby się "sam ułożył". W wielu sprawach rodzice się różnią, to naturalne, i w niektórych kwestiach można przejść nad tym do porządku dziennego. Ale nie w kwestii seksualności. Bo tu, prędzej czy później, okazuje się, że dla jednej osoby to, co robi druga, jest w jakimś sensie niepokojące, naruszające. Pojawiają się napięcia. Lepiej to wszystko przegadać.

Internet

Powiedzmy jeszcze o pornografii. Za moich czasów trzeba było się natrudzić, by ją zdobyć, dzisiaj właściwie jest na jedno kliknięcie. Jakie skutki powoduje u nastolatków oglądanie pornografii? Dlaczego porno nie jest dobrym źródłem wiedzy o seksie?

Z tego samego powodu, z jakiego filmy science fiction nie są źródłem wiedzy o kosmosie. Pornografia jest tworzona dla osób dorosłych w celach rozrywkowych i dla zarobku. Osoby dorosłe mogą dla siebie świadomie szukać takiego porno, które im odpowiada, bo dobrze wiedzą już, jak wygląda realny seks, zdrowe relacje i znają swoje reakcje. Młodej osobie trudniej jest zachować dystans w odbiorze, a przy słabym dostępie do innych informacji o seksie jednak z tej pornografii się uczy. Pamiętam badanie przeprowadzone na nastolatkach: pokazano im cipki różnych osób - po zabiegach plastycznych i bez ingerencji.

Zapytano, które z nich wyglądają naturalnie. Nastolatki wskazywały te po zabiegach, bo właśnie takie najczęściej widywały w filmach. Skutki tego widzimy też w pytaniach, jakie kierują do nas młode osoby. Chłopcy pytają nas, czy są chorzy, bo nie potrafią tryskać taką ilością spermy jak na filmie. Dziewczyny pytają, czy koniecznie trzeba tak jęczęć i stękać.

Czy oglądanie scen przemocy seksualnej wpływa na to, jak młody człowiek sam się zachowuje w bliskiej relacji?

Są badania pokazujące, że młode osoby, które oglądają pornografię zawierającą sceny przemocy, same potem rzadziej zauważają przemoc wokół siebie. Granica się przesuwa.

To jak powstrzymać nastolatków i nastolatki przed oglądaniem takich scen?

Nieskuteczne są zakazy, blokady rodzicielskie - osoby w tym wieku lepiej znają się na komputerach niż rodzice. Znam jedną metodę potwierdzoną badaniami. Nastolatki, z którymi rodzice rozmawiają o pornografii, rzadziej ją oglądają.

W tej kwestii również zachęcam do sprawdzenia, jakie są fakty. Konkretne dane podaje np. opublikowany niedawno raport "Nastolatki 3.0", efekt badania prowadzonego przez NASK - Państwowy Instytut Badawczy - od 2014 roku i powtarzanego co 2 lata. Chodzi w nim o monitorowanie zachowań nastolatków w internecie. Raport pokazuje, że mniej więcej co druga osoba w wieku 16-17 lat potwierdza, że widziała pornografię. W rzeczywistości pewnie dotyczy to jednak większej grupy. Przy pytaniu o to, czy znajomi, znajome oglądają takie treści, okazuje się, że w grupie młodych chłopaków dotyczy to 90,2%. Autorzy i autorki badania wnioskują, że oglądanie pornografii jest powszechne, typowe i nieukrywane w tej grupie wiekowej.

Rodzice mają tego świadomość?

W badaniu zapytano rodziców nastolatków, czy ich dziecku zdarzyło się zobaczyć porno. "Tak" odpowiedziało... 11,5% osób. To kolejny przykład tego, że wiedza rodziców o życiu seksualnym ich nastoletnich dzieci jest bardzo daleka od rzeczywistości. Powtórzę: więcej zdziałamy, gdy uznamy fakty. Porno w życiu naszego dziecka już istnieje albo zaraz się pojawi. Zresztą w kontekście rozmów o internecie nie tylko temat pornografii powinien się pojawić.

A co jeszcze?

Dyskutujmy z dzieckiem, jak bezpiecznie korzystać z internetu. Mam na myśli dbanie o własną prywatność, fajnym tematem może być to, co dzieje się z naszymi danymi, zbieranymi przez różne portale, jak powstają fake newsy i jak potężny mogą mieć wpływ na to, co myślimy. Jeśli sami tego nie wiemy, dużo informacji znajdziemy np. w materiałach Fundacji Ponoptykon. Bardzo istotnym tematem będzie też korzystanie z mediów społecznościowych, szczególnie to, jak dobierać sobie treści oraz jak wchodzić w interakcje z innymi użytkownikami, użytkowniczkami. Gdy oglądamy tam treści, łatwo wpadamy w pułapkę porównywania się z innymi. Zapominamy, że zdjęcia wymagały pracy, wielu ujęć, prób, czasem profesjonalnej obróbki. Rzadko są spontanicznymi scenami z życia. Gdy prowadzę warsztaty z nastolatkami na ten temat, rozmawiamy o tym, że dobrą zasadą selekcji kont jest zadanie sobie pytania, jak to wpływa na mnie? W jaki sposób śledzenie profili zmienia to, jak się ze sobą czuję? Czy to przypadkiem nie oglądanie tego twórcy czy twórczyni wpędza mnie w poczucie winy, porażki? A jeśli tak jest, to czy na pewno chcę to oglądać.

Czego jeszcze powinniśmy nauczyć swoje dziecko w kontekście korzystania z mediów społecznościowych?

Przede wszystkim, że w internecie również obowiązują zasady prawa polskiego. Mowa nienawiści, dyskryminacja, cyberprzemoc - gdy to widzimy, możemy reagować. Zgłaszać administratorom, administratorkom, robić zrzuty ekranu, zgłaszać prokuraturze lub policji. Media społecznościowe w dużym stopniu służą nastolatkom do poznawania ludzi, niekoniecznie w kontekście seksualnym. Pogadajmy o tym, jak to robić bezpiecznie, o ostrożności przy ujawnianiu prywatnych informacji o sobie lub zdjęć. Gdy dziecko spotyka się z kimś poznanym w internecie, żeby umówiło się w miejscu publicznym, w większej grupie, ze znajomymi i wcześniej powiedziało rodzicom, gdzie to spotkanie się odbędzie. Wszystko, o czym mówię, to nauka krytycznego korzystania z internetu. Internet będzie coraz bardziej istotny w życiu nas wszystkich. Dzięki nam nasze dziecko może być w nim znacznie bardziej bezpieczne.

***

Nie jestem rodzicem.

Jednak tak jak my wszyscy byłam kiedyś dzieckiem, a potem nastolatką. Wciąż pamiętam swoje wątpliwości, zmagania i potrzebę wsparcia, tak silnie odczuwaną w tamtym okresie życia. Moje dzieciństwo było pełne miłości, ale brakowało mi wiedzy i rozmów.

Książkę, którą trzymasz w ręku, jeszcze przed publikacją dałam do przeczytania mojej mamie. Po paru dniach powiedziała mi ze łzami w oczach: "Gdyby ta wiedza była dostępna, kiedy byłaś mała, gdybyśmy tylko wiedzieli więcej". Mam cudownych rodziców i mnóstwo dobrych wspomnień wyniesionych z domu rodzinnego, ale także żałuję, że książka ta nie powstała 30 lat temu i że moi rodzice, wtedy, jej nie przeczytali.

Nikt nikogo nie uczy, jak być rodzicem. W rolę mamy czy taty trzeba wejść niejako z marszu, a potem na własną rękę szukać dróg w świecie pełnym stereotypów, uprzedzeń i sprzecznych informacji. A jednocześnie radzić sobie z codziennością w domu, w którym dzieci zmagają się ze swoją rozwijającą się seksualnością, uczą się swoich granic i budują poczucie własnej wartości.

SEXEDPL w 2017 roku wystartował jako projekt i szybko rozrósł się do fundacji.

W ciągu ostatnich kilku lat otrzymaliśmy od rodziców tysiące pytań:

- "Jak rozmawiać w domu o "słowie na "s" ?";

- "Jak upewnić się, że nasze dzieci są bezpieczne, jak pomóc im zaakceptować siebie?";

- "Świat tak bardzo się zmienił. Pomóżcie mi dać dziecku właściwą radę. Nie wiem, czego nie wiem".

Statystyki mówią wszystko: 81% rodziców w Polsce chciałoby dowiedzieć się więcej o tym, jak rozmawiać z dziećmi o seksualności. Nie powtarzajmy tych samych błędów, które popełniły poprzednie pokolenia. Dzieci są dla nas wszystkim. Każda inwestycja w ich przyszłość może stać się mostem ku dobrej, szczęśliwej i bezpiecznej dorosłości.

Tę książkę stworzyliśmy dla rodziców i z pomocą rodziców - matek i ojców z całej Polski. Wspólnie z moim zespołem SEXEDPL oraz najlepszymi specjalistami i specjalistkami w kraju przygotowaliśmy schemat, który pomoże rodzicom wspierać dzieci na każdym etapie ich rozwoju fizycznego i psychicznego.

Żyjemy w bardzo złożonym świecie i nie zawsze znamy wszystkie odpowiedzi. Ta książka obejmuje wiele aspektów podstawowej edukacji i oferuje rodzicom ramy, które będą mogli dostosować do własnych potrzeb i potrzeb ich dziecka.

Wszyscy potrzebujemy wsparcia i miłości. To właśnie czyni nas ludźmi. W roku 2022 nadszedł czas, abyśmy okazywali sobie czułość i szacunek. Właśnie temu ma służyć ta książka: wzmacnianiu rodziców w ich miłości do dzieci, by mogli wspierać je, gdy - delikatne i kruche - przeżywają swoją młodość w ciągle zmieniającym się świecie.

Opieka medyczna

Jest taki temat, który dla rodziców może być szczególnym wyzwaniem: antykoncepcja. Pamiętam, jak miałam 15 lat i wybierałam się na obóz. Moja mama, jakby nigdy nic, przy stole, przy moim tacie, powiedziała spokojnie: "Słuchaj, zapakowałam ci do plecaka prezerwatywy i globulki dopochwowe". Mój tata zakrztusił się i powiedział: "Jak możesz w ogóle o czymś takim mówić!". Mama odpowiedziała: "Ależ to jest normalny temat do rozmowy. Poza tym ona musi wiedzieć, że te globulki się bardzo pienią...". Ja siedziałam zawstydzona. Ale jednak ten przekaz, że to normalny temat i że o antykoncepcji trzeba zawczasu pomyśleć, pozostał. Czy to jest dobra droga?

Skoro przekaz został i nie wspominasz tego jak traumatycznego wydarzenia...

O dziwo, wydaje mi się raczej komiczne.

Czyli u ciebie było okej. Kontakty seksualne pewnie zaczną się w trochę późniejszym wieku i właśnie dlatego już w tym momencie należy mówić o antykoncepcji - czym jest, dlaczego się ją stosuje, że chroni przed ciążą, ale że też przed chorobami. Rzecz w tym, aby młoda osoba to wiedziała przed pierwszym seksem. Można o tym mówić przy różnych okazjach. Rozmawiamy w domu o wszystkim, to i o tym. Choćby przy lepieniu pierogów.

Ale jak zacząć?

Jeśli nie masz pomysłu, jak zacząć, to stwórz ku temu okazję. Obejrzyjcie wspólnie serial o nastolatkach, przeczytaj artykuł i zacznijcie rozmawiać. A jeśli rodzicowi trudno o tym mówić, można rozbroić tę bombę, przyznać się do tego i pośmiać. To zawsze ułatwia sprawę.

Można np. zaproponować: "Pójdźmy do ginekologa, nie na badanie, ale żeby porozmawiać"?

Oczywiście. Tylko rodzice nie chcą chodzić z córkami do ginekologa, bo często uznają, że samo pójście do lekarza będzie zgodą na to, aby córka rozpoczęła współżycie. Boją się, że to ją zdemoralizuje. Rekomendacje Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego są takie, żeby pierwsza wizyta ginekologiczna odbyła się około 12.-15. roku życia. To są okolice pierwszej miesiączki. Ja bym sugerował, żeby pójść nawet wcześniej. Można wybrać ginekolożkę lub ginekologa dziecięcego, choć takich osób w Polsce jest niewiele, a każdy ginekolog powinien przyjmować również osoby nastoletnie, poszukać opinii - razem z córką, niech ona będzie w to włączona. Fajnie jest wcześniej opowiedzieć, jak to będzie wyglądało, o czym będziemy rozmawiać. Bo taka pierwsza wizyta może być bez badania. Dla niektórych dziewczynek wizja badania może być stresująca. Dla innych zaś nie - to indywidualna sprawa. Podkreślmy, że nie musi się zgadzać na badanie i gdyby tego chciała, to w każdym momencie może wizytę przerwać. Omówmy, czy do gabinetu chce wejść sama, czy razem z nami.

A jak dziewczyna nie chce pójść, to co?

To musimy uszanować jej zdanie. Twórzmy dobry klimat wokół tego pomysłu, rozmawiajmy o tym. Na pewno nie może się to odbyć na zasadzie przymusu. Pamiętajmy, że to jest okres buntu; jeśli do czegoś zmuszamy, to rodzi się opór.

Do stomatologa chodzimy na kontrole, czy nam coś dolega, czy nie. Z ginekologiem jest tak samo.

Dokładnie. Z mojej perspektywy to jest bardzo ważne, żeby chłopcy też wiedzieli o ginekologu. Żeby w domu tworzyć pozytywny przekaz dotyczący męskości: "Jeśli ty kiedyś będziesz z dziewczyną, to pamiętaj, że ona musi chodzić do ginekologa i ty powinieneś ją w tym wspierać, pójść z nią. A jeśli będziecie mieli antykoncepcję, to pamiętaj, że to też swój obowiązek, masz się do tego po połowie dołożyć". Wiek 12-15 lat to dobry czas na taką rozmowę. Pewnie chłopak będzie czuł się poważnie potraktowany, zaproszony do grona dorosłych, odpowiedzialnych ludzi.

Wiek, w którym w Polsce można legalnie rozpocząć współżycie seksualne, to ukończone 15 lat. A wiek, w którym można samodzielnie, bez zgody rodziców, pójść do lekarza, lekarki i dostać receptę na środki antykoncepcyjne, to 18 lat. To paradoks. Ale jak w takim razie rodzic powinien zachować się na wizycie? Wyjść na chwilę, dać córce porozmawiać o antykoncepcji?

To zależy. Może być tak, że dziecko samo powie, że chce porozmawiać z lekarzem, lekarką. Możemy spytać, czy chce zostać samo i o czymś porozmawiać. To jest takie fajne zaznaczenie, że uznajemy to za sferę intymną dziecka, szanujemy potrzebę prywatności i poufności. Ale może być też taka sytuacja, że dziecko będzie się wstydziło i bało, i będzie potrzebowało wsparcia rodzica. Jeśli potrzebuje, żeby ktoś z nią był, żeby np. trzymał za rękę w czasie badania, to jest okej.

W Fundacji UNAWEZA wspieramy nastoletnie matki. Dlatego szczególnie zależy mi na tym wątku antykoncepcji. Bo prawda jest taka, że nastolatkowie i nastolatki uprawiają seks, czasem przed tą granicą 15 lat. Nie można udawać, że tak się nie dzieje. I teraz - jak do tego podchodzić? Idziemy z dzieckiem do ginekologa. Córka nie rozmawiała dotąd z matką o seksie, a tu w gabinecie prosi o receptę na tabletki antykoncepcyjne. Co zrobić?

Trzeba sobie z tym poradzić. To może być trudne dla rodziców, mogą być wściekli, rozczarowani, zdziwieni, smutni - mają prawo do wszelkich emocji. W związku z tym, że jest to tak młoda osoba, warto byłoby z nią na ten temat porozmawiać przed podjęciem decyzji. Co w ogóle sprawiło, że pomyślała o antykoncepcji? W jakiej jest relacji? Czy jest bezpieczna? Czy znamy jej chłopaka? Te pytania powinny się pojawić. Dowiedzmy się też, co w ogóle wie na temat współżycia. Pamiętajmy o obowiązującej normie prawnej (ukończenie 15. roku życia). Uważam, że dobrze byłoby pochwalić córkę, że pomyślała o zabezpieczeniu, jednocześnie starać się odroczyć jej decyzję o podjęciu współżycia. Najpierw trzeba postarać się ją zrozumieć, zapewnić, że może o tym z nami pogadać.

Czy szczepić dziewczynki przeciwko wirusowi brodawczaka ludzkiego (HPV)? Niektórzy rodzice obawiają się, że to daje przyzwolenie na uprawianie seksu.

To tak nie działa. To, że zaczniemy rozmawiać o edukacji seksualnej, nie oznacza, że raptem wszyscy zaczną uprawiać seks.

Co do szczepionek - odkąd w Australii wprowadzono darmowe szczepienia przeciwko HPV u dzieci (bo nie tylko dziewczynki można szczepić) i udoskonalono badania przesiewowe, skończył się tam problem raka szyjki macicy. Diagnozuje się sporadyczne przypadki. Ten przykład pokazuje, że szczepienie działa. W Polsce jest to jeden z bardziej śmiertelnych nowotworów. Połowa pacjentek z rakiem szyjki macicy umiera w ciągu pięciu lat od diagnozy. Aby to zatrzymać, potrzebujemy szczepień i regularnych badań.

Moim zdaniem dobrze jest, jeśli o tym szczepieniu opowiada dziecku dobry lekarz rodzinny. To pozwala uniknąć takiej sytuacji, gdy dziecko czuje, że rodzice mu znowu coś narzucają. "Muszę posprzątać w pokoju, nauczyć się do sprawdzianu, pojechać do babci i jeszcze się muszę zaszczepić. A ja mam to gdzieś, nie szczepię się". To taki etap rozwoju, gdy łatwo o bunt.

Te szczepienia są w Polsce zalecane. Jaki to jest koszt?

Od listopada 2021 wprowadzono 50% refundacji szczepionki chroniącej przed dwoma typami HPV, więc w tym momencie cały rekomendowany cykl trzech szczepień kosztuje teraz około 420 zł. Ale szczepienia bywają refundowane w 100% przez poszczególne samorządy. Listę takich miejsc można znaleźć na portalu Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego (szczepienia.info). Zazwyczaj takie programy dotyczą grupy wiekowej 12-13 lat, aby móc zaszczepić osobę, zanim podejmie współżycie. Ale szczepionkę mogą przyjmować także starsze osoby, chłopcy i dziewczyny, dorośli mężczyźni i kobiety, osoby niebinarne. Nie trzeba robić sobie wcześniej testu na HPV.

Czyli szczepimy również synów. Czy z chłopcem również powinniśmy iść na wizytę lekarską?

Tak! Z chłopcem należy pójść do lekarza urologa za każdym razem, gdy w obrębie jego penisa lub jąder pojawią się jakieś stany zapalne, infekcje, grudki, zaczerwienienia czy bolesność. Uważam, że pod koniec okresu dojrzewania warto pójść z chłopakiem do urologa, aby ocenił, czy rozwój przebiegł prawidłowo, czy penis i jądra są właściwie zbudowane. I aby chłopak mógł zadać pytania, które być może trudno jest mu skierować do rodziców.

Orientacja psychoseksualna

Pytanie od Anny: W jaki sposób określa się czyjąś orientację psychoseksualną?

Orientacja psychoseksualna, czy jak właściwie ją się w tej chwili określa - tożsamość, to coś, co odczuwa konkretny człowiek i tylko on sam może ją określić. Nie może jej zdiagnozować specjalista/specjalistka - określa się ją wyłącznie na podstawie deklaracji danej osoby, bazującej na jej sposobie przeżywania, myślach i uczuciach.

Na tożsamość seksualną składają się trzy elementy. Pierwszy dotyczy zachowań seksualnych, tego, z kim dana osoba uprawia lub chciałaby uprawiać seks, kogo pożąda. Drugi element dotyczy relacji romantycznych. Chodzi o to, z kim osoba chce być blisko, z kim wyobraża sobie założenie rodziny, wspólne mieszkanie albo z kim chce mieć zaangażowaną relację. Kogo kocha i pragnie. Trzecia kwestia to to, jak o sobie myśli, jak się definiuje. Czy uważa siebie za osobę heteroseksualną, homoseksualną, biseksualną, aseksualną? Każda tożsamość jest tak samo dobra i zdrowa, żadna nie jest lepsza i żadna nie jest chorobą. Osób o orientacji heteroseksualnej jest po prostu więcej, choć - tak naprawdę - nie wiadomo, jak wiele jest osób homoseksualnych i biseksualnych, bo statystyki opierają się jedynie na deklaracjach badanych, a nie każdy chce i może mówić o swojej orientacji. W środowiskach o niskim poziomie akceptacji dla orientacji nieheteroseksualnych w badaniach wychodzi, że orientację homo- i biseksualną deklaruje 5-10%. Dane z nowych badań, opublikowanych w 2021 roku i przeprowadzonych w 27 krajach, wskazują, że młode osoby coraz częściej chcą mówić o sobie otwarcie. Prawie 20% młodych dorosłych podaje, że nie są heteroseksualni. W samych Stanach Zjednoczonych wśród młodzieży liczba osób wprost wskazujących swoją nieheteroseksualną orientację również wzrosła o kilka procent. Nie boją się o tym mówić. Czują, że orientacja seksualna to ich osobista cecha, a nie odmienność.

Pytanie od Adama: Czy osoba o orientacji nieheteroseksualnej może być szczęśliwa?

Może być szczęśliwa, jak każdy inny człowiek, jeśli doświadcza szacunku, wsparcia, zrozumienia, akceptacji. Problemy, jakie może napotykać na swojej drodze, nie są związane z orientacją seksualną. Źródłem problemów są ludzie, którzy nie rozumieją i nie akceptują orientacji innej niż heteroseksualna. Ich często brutalne zachowania, złośliwe komentarze, niechęć, agresja powodują u osoby chroniczny stres, strach o swoje życie, wycofanie z relacji społecznych, osamotnienie. Problemem jest też nieprzyjazny system, który wyklucza i dyskryminuje osoby nieheteroseksualne i nie pozwala im realizować ich praw na równi z osobami heteroseksualnymi, np. w kwestii ślubu, wychowania dziecka, opieki medycznej.

Pytanie od mamy Tomka: Skąd dziecko, nastolatek może mieć pewność, że jest orientacji homoseksualnej?

Na to pytanie można odpowiedzieć pytaniem: A skąd może mieć pewność, że jest orientacji heteroseksualnej? Nie ma żadnego powodu, by zakładać, że orientacja heteroseksualna to pewnik dla wszystkich i że tak wszyscy się rozwijamy - tego też człowiek się o sobie dowiaduje, gdy dojrzewa.

Drugie pytanie: do czego taka pewność miałaby być potrzebna? Seksualność człowieka to złożona kwestia. Podlega rozwojowi, może być różnie odczuwana na różnych etapach życia. To jest właśnie tożsamość - kim jestem, kim się czuję, z kim chcę wchodzić w relacje. Ważne jest to, czy człowiek wchodzi w bliskie związki z własnej woli, w zgodzie z własnymi pragnieniami, czy nie jest do niczego zmuszany np. wymogami kultury. Osoba w wieku dojrzewania może przechodzić etap testowania, sprawdzać, jak czuje się w relacjach z osobami różnej płci. W tym okresie życia intensywnie poszukuje się siebie. Takie próby są zrozumiałe. Im lepiej człowiek siebie zna, tym lepiej rozumie, czego potrzebuje, czego chce. Warto zaufać dziecku, dawać mu wsparcie i dostęp do dobrych źródeł wiedzy, dzięki czemu będzie wchodzić w bliskie relacje, dbając o bezpieczeństwo swoje i innych osób. Przestrzegam przed reagowaniem na pierwsze zakochanie nastolatki/nastolatka w osobie tej samej płci hasłem: "To tylko faza, przejdzie ci" - dla niego/niej to zbagatelizowanie jego/jej uczuć, ale również zakwestionowanie tego doświadczenia. Rodzice czy w ogóle dorośli są ważnym punktem odniesienia i jeśli oni to kwestionują, dziecko najczęściej zaczyna atakować siebie.

Pytanie od Beaty z Warszawy: W takim razie jak zareagować, gdy dwunastolatek mówi nam, że jest gejem? Czy on już może to wiedzieć?

Jak najbardziej, może. I znowu mogę to porównać do sytuacji osoby heteroseksualnej. Jeśli osoba heteroseksualna pamięta, jak po raz pierwszy się zakochała i wiedziała, że podoba jej się płeć odmienna niż własna, tak samo może to wiedzieć dwunastolatek, który mówi, że jest gejem. Zobaczcie, jak wszyscy przyzwyczajeni jesteśmy do tego, żeby traktować grupę osób heteroseksualnych jako tę właściwą, naturalną, a jeśli ktoś mówi, że u niego jest inaczej, pojawia się w nas tendencja do niedowierzania. Wracając jednak do pytania, jeśli powie nam, że podobają mu się koledzy lub że jest gejem, przede wszystkim warto potraktować to jako wyraz ogromnego zaufania, którym obdarzyło nas dziecko. Nie krzyczeć, nie złościć się, nie pytać, a już na pewno nie śmiać się. Podziękować za to, że dziecko mówi o tym samo, zapytać, czy ktoś mu się podoba, powiedzieć, że cieszymy się, że to nam akurat powiedziało, zapewnić o swoim wsparciu i że dla niego jesteśmy. Ważne, żeby to było szczere. Jednak nie dla każdego rodzica taka reakcja będzie naturalna. Nie każdy na początku umie też przekazanie tej informacji docenić i dostrzec w niej chęć dziecka, aby być blisko. Jeśli nie potrafi, jeśli taka wiadomość jest szokiem i wywołuje dezorientację, to ważne, by rodzic mógł podzielić się swoimi uczuciami z kimś zaufanym lub specjalistą/specjalistką. Wielu rodziców poszukuje takiego wsparcia, prosi o poradę psychologa/psycholożkę albo innego rodzica, który był w podobnej sytuacji, o wskazówki.

MJ: Czy rodzice mają wpływ na orientację swojego dziecka? Może związane jest to ze sposobem, w jaki sami żyją? Klimatem panujący w rodzinie?

Nie. Nie mają wpływu na orientację dziecka, nie mają wpływu na jego tożsamość. Proces kształtowania się orientacji seksualnej rozpoczyna się już na etapie rozwoju płodowego, a potem wraz z własnymi doświadczeniami, poznawaniem siebie, kształtuje się nasza tożsamość. Bezwzględnie - nie ma takich badań, które mogłyby potwierdzić wpływ czynników zewnętrznych na orientację seksualną, na to, że możemy kogoś przekonać do bycia inną osobą, zmusić ją, by chciała być kimś innym, niż jest. Ale niestety swoim sposobem bycia, reakcjami, zachowaniem, poglądami, przekonaniami rodzice mogą wpłynąć na to, w jaki sposób dziecko myśli o swojej orientacji czy tożsamości płciowej. Np. osoba homoseksualna, wychowana w bardzo konserwatywnej rodzinie, w której homoseksualność jest kojarzona z grzechem, może czuć silny lęk, nienawiść do własnych pragnień i fantazji, zaprzeczać swojej orientacji. Może podejmować próby wchodzenia w związek z osobą innej płci, odcinając się od własnych emocji, oszukiwać siebie. Próbuje stworzyć alternatywny świat. Ale nie da się długo żyć w zakłamaniu i mroku.

MJ: Czy orientacja inna od hetero może być kwestią mody?

Nie. Nie jest fanaberią ani kaprysem. Jeśli w jakiejś społeczności jest wiele młodych osób określających się jako osoby homo-, bi- albo aseksualne, to nie znaczy, że dziecko, które trafi do takiej grupy, też będzie chciało być homo-, bi- albo aseksualne. Nie jest to tożsame z "zarażeniem się" orientacją lub przekonywaniem siebie. Ale może na przykład chcieć pokazać, że wspiera swoje nieheteroseksualne koleżanki i kolegów, chodząc z tęczową przypinką. Tylko to nie jest moda ani "stanie się" osobą homoseksualną, a rodzaj stanowiska otwartości, jakie dziecko wyraża. Niezależnie od tego dziecko może spróbować, jak to jest całować się z chłopakiem, dziewczyną - bardzo dobrze, że to robi. Dojrzewanie to proces kształtowania tożsamości i młode osoby poszukują siebie, odkrywają, eksperymentują. W kontekście biologii proces dojrzewania wygląda podobnie jak kiedyś, ale kontekst kultury, norm, zatem też ekspresji siebie, jest zupełnie inny niż dawniej. Niektórzy dorośli mogą za tym nie nadążać, może im się wydawać, że to moda, ale to właśnie często dzisiejsze nastolatki mówią "sprawdzam" dawnym schematom myślenia. Zadają pytania o płeć, potrzeby, tożsamość, których dzisiejsze osoby dorosłe nie miały okazji zadać, będąc w okresie dojrzewania, bo świat 20-30 lat temu wyglądał inaczej.

Pytanie anonimowe: Moje dziecko mówi, że jest aseksualne. Nie wiem, czemu tak jest, jest atrakcyjnym chłopakiem, a my zawsze marzyliśmy o wnukach. Jak będzie wyglądało jego życie?

Aseksualność jest jedną z form tożsamości seksualnych. W ścisłym znaczeniu określa osoby, które trwale nie czują pociągu seksualnego, pożądania do innych osób - tej samej czy odmiennej płci. Nie cierpią z tego powodu, czują się z tym dobrze, nie mają potrzeby zmiany tego ani poszukiwania sposobu na wzbudzenie w sobie pożądania. Nie traktujemy aseksualnej osoby jako takiej, której potrzebna jest pomoc psychologiczna albo medyczna w związku z brakiem pożądania i chęci uprawiania seksu. To naturalny i zdrowy wariant ludzkiej seksualności. Nie oznacza to jednak, że osoby aseksualne nie mogą wchodzić w związki - mogą, i te związki również, jak każde inne, w których jest wzajemna akceptacja i szacunek, mogą być szczęśliwe. Dodatkowo osoby aseksualne mogą identyfikować się jako osoby homoromantyczne, czyli budować relacje romantyczne z osobami tej samej płci co własna, heteroromantyczne - czyli wchodzić w relacje z osobami płci odmiennej niż własna, a także mogą wchodzić w relacje z osobami niezależnie od ich płci lub w takie relacje nie wchodzić. Bliskość i intymność dla osób aseksualnych istnieją zazwyczaj poza seksem i mogą je realizować poprzez pocałunki, pieszczoty, przytulanie. Te osoby z różnych powodów mogą zdecydować się na seks, mogą również zostać rodzicami.

Pytanie od Justyny: Co znaczy I w LGBTQIAP+? To opis orientacji?

I opisuje interpłciowość - ten termin szeroko określa różnorodność w budowie, i funkcjonowaniu ciał, które nie mają typowego zestawu cech ciała kobiety albo ciała mężczyzny. Może tu chodzić o różnorodność dotyczącą np. wewnętrznych lub zewnętrznych narządów płciowych, hormonów, chromosomów, które nie odpowiadają w pełni typowym męskim lub żeńskim cechom. Jest wiele rodzajów takiego zróżnicowania. Część z nich można zauważyć od razu - np. przy urodzeniu - i stąd czasami podejmuje się kontrowersyjne i w zdecydowanej większości niepotrzebne decyzje o operacjach genitalnych u niemowląt. Część ujawnia się w okresie dojrzewania, np. dziewczyna nie dostaje miesiączki. Inne wtedy, gdy osoba chce zostać rodzicem i kieruje się na specjalistyczne badania, które to wykrywają. W takich sytuacjach można podjąć leczenie. Część może pozostać niezauważona całe życie. Co ważne, ta różnorodność nie jest związana ani z orientacją seksualną, ani z tożsamością. Przykładowo można być osobą interpłciową i heteroseksualną. W Polsce od niedawna istnieje Fundacja Interakcja - organizacja zajmująca się edukacją i wsparciem osób interpłciowych oraz ich rodzin.

Ochrona przed nadużyciami

KBS: Na spotkaniu rodzinnym ciotka chce przytulić i pocałować dziecko, a ono nie chce. Jak się zachować?

Nie zmuszać dziecka, nie stosować szantaży emocjonalnych, nie mówić: "Daj buziaka, bo cioci będzie przykro", bo w ten sposób uczymy dziecko, że jego czy jej uczucia i ciało nie są ważne, że musi się podporządkować. Ma zrobić coś, czego nie chce, bo komuś będzie przykro. To potem przekłada się na zachowania w życiu seksualnym, ale też rodzinnym, zawodowym. "Komuś będzie przykro, więc trudno, zagryzę zęby i się zmuszę do jakiejś czynności". Taki rodzaj wychowania to też baza dla przemocowych relacji w przyszłości. W ten sposób rodzice uczą dziecko, że bliscy mogą naruszać jej lub jego granice, a niezgoda dziecka nie ma żadnego znaczenia.

W takiej sytuacji z ciocią czy innej, podobnej, uczmy dziecko, że ma prawo się nie zgadzać. Albo ma prawo się z czegoś wycofać, np. przy obiedzie dziecko mówi najpierw, że chce dokładkę ziemniaków, ale potem się z tego wycofuje i mówimy: "Okej, masz prawo zmienić zdanie".

To jest bardzo ważna nauka o wyrażaniu zgody. Uczymy tego w sytuacjach nieseksualnych, żeby potem dziecko w wieku nastoletnim lub dorosłym mogło zadbać o swoje bezpieczeństwo.

A cioci wystarczy powiedzieć: "Wiesz, on, ona nie ma na to ochoty". Ciocia jest dorosła i musi sobie z tym poradzić.

MS: Co to jest grooming?

Grooming to uwodzenie dziecka, zaprzyjaźnianie się, zbliżanie się, które prowadzi do wykorzystania seksualnego. W przypadku groomingu narzędziem nawiązania kontaktu z dzieckiem jest internet, ale uwodzenie dzieci zdarza się też na żywo. To ważne, żeby wiedzieć, że osoba nadużywająca dziecko zwykle nie jest kimś, kto nagle napada dziecko. Najczęściej do nadużycia dochodzi w sytuacjach, gdy dorosły zdobywa zaufanie dziecka, bo zaspokaja jakieś jego potrzeby. To może być, i często jest, taka sytuacja, gdy dziecko jest spragnione bliskości, czułości, wsparcia, opieki. Chce być dla kogoś najważniejsze na świecie. Kiedy otrzymuje czyjąś uwagę, a ta osoba chce być blisko dziecka, to dzięki takim mechanizmom łatwiej jest dorosłemu to dziecko wykorzystać.

KBS: Nasza przyjaciółka zawsze powtarzała swojej córce, że jeżeli ktoś jej powie: "Tylko nie mów o tym rodzicom", to córka ma natychmiast przylecieć i powiedzieć rodzicom.

To bardzo mądre. Słowa: "sekret" i "tajemnica" powinny być usunięte ze słownika rodziny. Żadnych sekretów przed rodzicami, można najwyżej zrobić komuś miłą niespodziankę, ale niech to nie będzie nazywane sekretem. Właśnie dlatego, by dziecko wiedziało, że z nikim nie powinno mieć sekretów przed rodzicem czy rodzicami.

Trzeba też powiedzieć dziecku o tzw. złym dotyku. Są na ten temat różne książeczki, rysowanki z zaznaczaniem miejsc intymnych, czyli tych, których poza samym dzieckiem nikt dotykać nie powinien, historyjki, jak zareagować w różnych sytuacjach. Nawet jeśli jesteśmy przekonani, że nic takiego dziecka nie spotyka i nie spotka, to ono powinno wiedzieć, co zrobić, jak ktoś obcy przychodzi, puka i chce wejść do domu, albo jak ktoś podchodzi i częstuje osławionymi już cukierkami. Albo mówi, że zrobi piękne zdjęcia czy nakręci film, w którym dziecko wystąpi. Warto powiedzieć, że to nie musi być ktoś obcy, to może być osoba, której się zwykle ufa, jak nauczyciel, nauczycielka, ksiądz, sąsiad lub sąsiadka. Najczęstszym sprawcą nadużyć seksualnych jest tzw. przyjaciel rodziny.

Alicja Długołęcka

KBS: Ja mam pytanie od mamy sześciolatki, która bardzo lubi się rozbierać i robi to przy każdej możliwej okazji. Opowiada przeróżne historie, np. że sąsiad wkładał jej siusiaka do pupy (co okazało się nieprawdą), że widziała, jak mama uprawia seks z mężczyznami (mama jest singielką i nie ma żadnego partnera od czasu narodzin córki). Chodzi za mamą i cały czas powtarza: "Powącham twoje dupsko", a potem w przedszkolu mówi, że "ciągle wącha dupsko swojej mamy". Proszenie jej, żeby nie opowiadała rzeczy nieprawdziwych, nie przynosi żadnego efektu. Co robić w takiej sytuacji?

Może trzeba to dziecko wysłuchać, nie próbując temperować jego zachowania?

Takie skupienie na cielesności, powtarzanie słów związanych z wydalaniem, seksem, narządami płciowymi, mówienie przekleństw, rysowanie odbytów, piersi, genitaliów, opowiadanie o czynnościach fizjologicznych - to zachowania typowe dla wieku 5-7 lat. Są dzieci, które bardziej niż rówieśnicy i rówieśniczki będą zainteresowane takimi tematami, choć z czasem ta fascynacja raczej sama mija, jeśli dorośli nie zwracają na to specjalnej uwagi. Do 7.-8. roku życia zwykle takie zachowania się wygaszają.

Ale trudno cokolwiek orzec po poznaniu tylko kawałka historii. Trzeba by się było przyjrzeć sytuacji dokładnie i sprawdzić, czy dziecko nie było narażone na jakąś formę przemocy seksualnej. Do jakich treści ma dostęp, z jakimi osobami ma kontakt. Znam sytuację, w której czteroletnie dziecko snuło opowieści o tematyce seksualnej. Wszyscy się dziwili, skąd ono to bierze, a potem okazało się, że w domu były albumy sztuki erotycznej, które chłopiec oglądał i miał potem dużą potrzebę przekazania tego.

Wspieranie w rozwoju seksualności

MŻ: Czy dzieciom, które szybko zaczynają mieć wyraźne oznaki dojrzewania, jest łatwiej czy trudniej wśród rówieśników?

Ci wcześnie dojrzewający zwykle są traktowani przez rówieśników jako doroślejsi i to daje im wyższą pozycję w grupie. Z badań wynika, że są też wady tej sytuacji: wcześniej przechodzą inicjację seksualną, wcześniej zaczynają pić alkohol, palić papierosy.

Ci, którzy dojrzewają później, mają więcej czasu, by oswoić się ze zmianami w ciele, poobserwować kolegów i koleżanki, pouczyć się na cudzych błędach, potrenować wchodzenie w relacje.

MŻ: Co robić, gdy dziecko przychodzi do rodziców i mówi, żeby je przenieść do innej szkoły, bo tam jest ktoś, kto bardzo mu się podoba? Ja w swojej klasie nie umiałem nawiązywać kontaktów z dziewczynami, byłem sztywny, nieśmiały. A okazało się, że w innej szkole są dziewczyny, które chcą ze mną tańczyć, rozmawiać... Prosiłem mamę, żeby mnie przeniosła. Ale w końcu zostałem w starej szkole.

Nie odpowiem jednoznacznie. To zależy, czy to się wiąże z poczuciem osamotnienia, konfliktami rówieśniczymi, niedobrymi doświadczeniami z nauczycielami, czy wyłącznie z uczuciem, które można pielęgnować "po szkole". Warto dać temu czas i uważnie obserwować. Nie ma reguły, a decyzja jest zbyt poważna, żeby była pochopna. Istotne, żeby dziecko poczuło się wysłuchane i zrozumiane. Pewnie czasem decyzja o zmianie szkoły może znacznie polepszyć funkcjonowanie psychiczne dziecka, a czasem może być powodem wielkiego rozczarowania.

MŻ: Pamiętam, jak sam byłem zakochany w druhnie Magdzie z obozu nad Wigrami. Jakie to było silne uczucie! Pożyczyła mi sweter - pamiętam, jakie wrażenie zrobił na mnie jej zapach, który wyczuwałem w tym swetrze. Czy to dobrze opowiadać o swoich przeżyciach z okresu nastoletniego?

Dobrze, jeśli dotyczy to zmian zachodzących w ciele, tego, czego się rodzice kiedyś wstydzili, co było dla nich trudne, a co dobre. Ale odradzam mówienie o własnych doświadczeniach miłosnych, seksualnych, ponieważ stanowią one obszar naszej intymności (szanujmy intymność swoją i dziecka). Tu lepiej odwołać się do bohaterów literackich, porozmawiać o książce, reportażu; jest teraz dużo podcastów. Dobry podcast może usłyszeć już dziecko w wieku 9-12 lat, polecam szukać o nich informacji w materiałach publikowanych przez Fundację Nowoczesnej Edukacji SPUNK. Nam może się to wydawać nudne, ale dla dziecka to ważne, żeby rodzice zainteresowali się również tym, co ono ogląda. Mam na myśli popularne młodzieżowe seriale, youtuberki/rów, instgramerki/rów. To pozwala utrzymywać więź. Jeśli powiemy dziecku, że to, co ogląda, jest nudne, głupie - to ono przestanie się z nami dzielić swoimi przeżyciami, nie będzie opowiadać i zamknie się w swojej samotności. Zostanie samo także z problemami, dramatami - od zaburzeń odżywiania przez myśli samobójcze po przemoc rówieśniczą. Możemy być dla dziecka oparciem, ale tylko wtedy, jeżeli zadbaliśmy o porozumienie.

MŻ: Dla mnie wzorem był mój ojciec, który nauczył mnie wszystkiego, co według niego mężczyzna powinien umieć. Kiedy myślę o synach, ta kategoria męskości nie jest taka ważna, chcę, by byli szczęśliwi tacy, jacy są.

Dużo się zmieniło i warto mieć tego świadomość. Jest sporo młodzieży stojącej w kontrze do tradycyjnych ról płciowych - chłopców zachowujących się i wyglądających inaczej niż stereotypowy wzorzec męski, dziewczyn zachowujących się i wyglądających inaczej niż stereotypowy wzorzec kobiecy. Dużo jest postaw równościowych. Dla rodziców to może być zaskoczenie, że teraz płeć jest rozumiana w bardziej płynny sposób.

AŻ: Co z sytuacją, gdy jakieś dziecko w szkole słyszy - w ramach wyzwisk - że ktoś jest gejem? Nawet nie w znaczeniu: "homoseksualny", ale "słaby". Jak rozmawiać o tym z dzieckiem, które jest tego świadkiem?

Porozmawiać o tym, co to naprawdę znaczy "być gejem". Podobnie jak ze znaczeniem innych pojęć używanych niewłaściwie jako obraźliwe, poniżające, np. związane z mniejszościami narodowymi, kulturowymi, z niepełnosprawnością, płcią, wiekiem. To nie jest pytanie o orientacje seksualne, chociaż to warto przy tej okazji wyjaśnić. Tak naprawdę to jest pytanie o to, jak uczyć dzieci odwagi. Takiej samej odwagi, jakiej wymaga wyrażanie swoich opinii, stawanie w obronie osób słabszych, odmiennie wyglądających, młodszych. Myślę, że choć całego świata nie zmienimy, to jednak możemy uczyć dzieci szacunku dla innych ludzi i w ten sposób trochę ten świat zmieniać. Kropla drąży skałę.

MŻ: Dzieci bywają okrutnie dosłowne i szczere. Co zrobić, jeśli koledzy mówią do chłopca: "A ty to masz cycki"?

Porównują się już dzieci w wieku przedszkolnym. I już wtedy ważne jest, żeby dziecko mogło wyrabiać sobie stosunek do cielesności i różnorodności, np. oglądać różnych ludzi o różnych ciałach. Tak jak w krajach, gdzie do sauny chodzą razem dzieci, nastolatki, rodzice, dziadkowie. Fajnie jest, jeżeli dziecko już w wieku przedszkolnym, wczesnoszkolnym ma styczność z osobami z niepełnosprawnością, o różnym kolorze skóry, z różnych rodzin. Wtedy, nawet jeżeli czuje się inne, to nie ma do tego negatywnego stosunku.

Dużo także zależy od tego, czy dziecko jest wewnątrzsterowne (ufa sobie, podejmuje własne decyzje), czy zewnątrzsterowne (przyjmuje wszystko, co mówią inni, bardziej ceni opinię otoczenia). Możemy wyrabiać w dziecku wewnątrzsterowność - szanując jego zdanie, jego sprzeciw, pozwalając, by dokonywało wyborów. Ale także pokazując na własnym przykładzie, że mamy odwagę sprzeciwić się komuś, że trzymamy się swoich wartości.

MŻ: Co może zrobić rodzic w sytuacji, gdy nauczyciel lub nauczycielka straszy dziecko nieprawdziwymi informacjami dotyczącymi seksualności?

Powiedzieć prawdę! To podstawa. Po pierwsze podać prawidłowe informacje. Po drugie interweniować - "z klasą", czyli bez robienia awantur, ale rzeczowo i stanowczo. To też lekcja odwagi dla dziecka. Z doświadczenia wiem, że nie należy zakładać z góry złych intencji nauczyciela/nauczycielki, czasem ich zachowanie wynika z niewiedzy. Część osób sama naprawia błędy, kiedy zwrócimy im na to uwagę. I to też jest świetna lekcja dla uczniów, że można nie wiedzieć i się pomylić, nawet jak się jest nauczycielem lub nauczycielką.

Pytanie od Zuzy: Czy w ogóle rozmawiać na tematy seksualne, jeśli dziecko samo nie zadaje żadnych pytań?

Warto próbować takich rozmów w lekki sposób, w różnych sytuacjach. Np. matka może powiedzieć córce podczas zakupów: "O, jaki ładny stanik, chyba przymierzę. A może ty też chcesz? Jaki ci się podoba?". Może dziewczynka to podchwyci. Podobnie można próbować z innymi tematami.

Nie polecam rozmów na siłę ani słynnego: "Czego się wstydzisz? Nie ma się czego wstydzić!". Jak się wstydzi, to uszanujmy to. Spróbujmy za jakiś czas znów, delikatnie, ze świadomością, że to trudne dla dziecka. No i odradzam też takie rozwiązanie, że rodzic, widząc wstyd dziecka, sam się zaczyna wstydzić i w końcu tylko podrzuca mu na biurko ulotkę albo gdy będzie starsze - paczkę prezerwatyw. Może natomiast dać książkę "#SEXEDPL" (#SEXEDPL. Rozmowy Anji Rubik o dojrzewaniu, miłości i seksie) lub książki Moonki przeznaczone dla młodszych nastolatków i nastolatek i dodać, że uważa, że są tu ważne dla dziecka treści, że mogą razem ją poczytać.

MŻ: Jak sprawić, żeby nieodpowiednią reakcją albo nakazami czy zakazami dotyczącymi seksualności nie wyrządzić dziecku krzywdy?

Odpowiedź jest w nas w środku. Jeżeli czujemy, że jakieś zagadnienie związane z seksualnością naszego dziecka, jest dla nas trudne, to sprawdzajmy, dlaczego tak się dzieje. Można o tym porozmawiać podczas anonimowych konsultacji na www.sexed.pl, napisać do fundacji mail, wiadomość na mediach społecznościowych. Zachęcam też do otwartości, rozmów z innymi rodzicami i zastanawiania się - co się działo w mojej edukacji seksualnej, że ja teraz czuję dziwne emocje, gdy widzę, jak syn czy córka dojrzewa?

Te emocje to może być lęk, złość, bezradność. Albo wstyd, który często przykrywany jest żartem. Przestrzegam przed żartowaniem, ironizowaniem w tych tematach. Żartowanie z procesów, które dzieją się w okresie wczesnego dojrzewania, może sprawić, że dziecko poczuje się lekceważone i niedostrzegane.

Pytania o seks

Pytanie od Joanny z Kutna, mamy dziewięciolatki: Córka pyta, co to jest seks. Jak mądrze i dobrze na to odpowiedzieć?

Techniczne sprawy dziecko powinno poznać na wcześniejszym etapie, na pewno przed czwartą klasą. Dziecko w klasach od pierwszej do trzeciej powinno być przez rodziców uświadomione, czym jest stosunek seksualny, że penis pasuje do waginy, że współżycie jest bardzo przyjemne, jeśli dwie osoby tego pragną, jeśli są do tego gotowe, czyli są dorosłe i rzeczywiście tego chcą. Najważniejszą sprawą, o której dziecko powinno wiedzieć, to to, że obie osoby, które decydują się na współżycie, powinny wiedzieć, co się wydarzy, i się na to świadomie zgodzić. Już niebawem dziecko będzie kojarzyć/rozumieć pojęcia przemocy seksualnej, gwałtu i wykorzystania, więc bazą do tej wiedzy powinna być zasada wzajemnego szacunku i zgody. Wspaniałą "inwestycją" jest taka wiedza uzyskana od kochających się rodziców. Konieczne jest edukowanie i dziewczynek, i chłopców oraz dzieci niebinarnych.

Część informacji o rozrodczości dziecko dostanie na lekcjach biologii. Ale z nich raczej nie dowie się o przyjemności, o stosunku seksualnym, o obopólnej zgodzie.

AŻ: Jak powiedzieć o emocjach, które towarzyszą seksowi? I czy trzeba o tym mówić?

Oczywiście, że tak. To podstawa pozytywnej edukacji seksualnej domowej. Środowisko rodzinne, jeśli jest wypełnione miłością, jest miejscem, w którym jest miejsce na seks oparty na miłości i przyjemności. Życie seksualne rodziców jest ich intymną sprawą, ale dziecko może i powinno dostawać od rodziców informację, że seks jest czymś ważnym, związanym z okazywaniem bliskości, czułości i miłości. I że jest bardzo przyjemny. To bardzo ważne, żeby jedynymi źródłami wiedzy o seksie nie była pornografia i informacje medialne o przemocy i nadużyciach. To pozwala zachować właściwe proporcje i przekazać pozytywny, a nie lękowy stosunek do seksualności.

Pytanie anonimowe: Co to znaczy, jeśli dziecko, widząc całującą się parę, mówi: "Fuj" i okazuje obrzydzenie? Albo upomina rodziców, gdy okazują sobie uczucia?

Trudno, trzeba przyjąć do wiadomości, że zawaliliśmy sprawę. Czegoś zabrakło we wcześniejszej edukacji.

Gdyby dziecko mi tak powiedziało, odpowiedziałabym: "Okej, rozumiem, że to ciebie jakoś zawstydza, drażni, więc nie będę robić tego przy tobie". W domyśle - szanuję, że to dla ciebie intymne, ale nie zrezygnuję z tych czynności, tylko nie powtarzam tych pocałunków w obecności dziecka. Warto też wyjaśnić wtedy dziecku, że tego typu zachowania są okazywaniem sobie czułości i miłości w dorosły sposób. Powinno to powiedzieć obydwoje rodziców.

Pytanie od Pauliny z Poznania: Jak zachowywać się, jeśli dziecko nakryje rodziców podczas seksu?

Z reguły to się zdarza wcześniej, w wieku przedszkolnym, kiedy dziecko często się budzi, bo ma lęki nocne, chce się przytulać, więc często wchodzi do sypialni rodziców. W takiej sytuacji warto zadbać, żeby dziecko nie zinterpretowało tej sytuacji jakoś przemocowo i żeby oboje rodziców okazało spokój, zadowolenie i brak jakiegoś szczególnego wstydu. Żeby mama powiedziała, że wszystko jest okej, tata przytulił dziecko i też zapewnił, że wszystko jest w porządku, że się kochają. A potem odprowadzamy dziecko do łóżka - nie ma co prowadzić z nim rozmów uświadamiających w środku nocy. Potem w innym kontekście sytuacyjnym można poczytać z dzieckiem książeczkę uświadamiającą albo porozmawiać przy okazji jakiejś "sceny z całowaniem" na filmie itp.

W przypadku dziecka mającego od 9 do 12 lat na taki przebieg zdarzenia jest już trochę za późno. W tym wieku ewidentnie dziecko powinno wiedzieć, na czym polega seks między osobami dorosłymi. Jeśli zobaczyło rodziców uprawiających seks, należy porozmawiać o tym, że w takiej sytuacji się nie przygląda, tylko mówi "przepraszam" i wychodzi, ponieważ jest to obszar intymny rodziców. Podobnie jak w innych intymnych sytuacjach, np. bardzo osobistych rozmowach z kimś innym albo kiedy jest się w łazience.

AŻ: Czy dziecko powinno wiedzieć, jeśli w relacji rodziców źle się dzieje?

Nie należy się dziecku zwierzać ze swoich frustracji życiowo-partnersko-seksualnych, ale także nie należy robić dobrej miny do złej gry. Jeśli w relacji rodziców jedna lub dwie osoby są nieszczęśliwe, to dziecko i tak to widzi. Udawanie, życie w kłamstwie niczego dobrego nie daje, podkopuje wiarę w ludzi.

Bardzo dużym obciążeniem jest świadomość, że rodzice są razem nieszczęśliwi, ale trwają w małżeństwie ze względu na dziecko. Wieloletnie przebywanie w napiętej atmosferze, konfliktach i emocjonalnym zamrożeniu często się przekłada na problemy dziecka: zamknięcie w sobie, zaburzenia emocjonalne, depresję, uzależnienia, zaburzenia odżywiania.

Jeżeli między rodzicami nie układa się najlepiej, to ważne, by umieli to powiedzieć, bez wdawania się w szczegóły. A jednocześnie, by oddzielali miłość rodzicielską od miłości partnerskiej. Trzeba to wyraźnie powiedzieć, np.: "Ojciec przestał kochać mnie, ale ciebie kocha i będzie zawsze twoim tatą", "Mama wybrała innego mężczyznę (lub inną kobietę), a ciebie kocha tak samo".

Seksualność dzieci z niepełnosprawnością

ROZMAWIAJĄ:

Alicja Długołęcka

Anna Koczwara

Denis Suwała

Rozmowa odbyła się w Bytomiu, gdzie mieszkają Ania, Denis i Amelka. Dziewczynka nie była obecna podczas rozmowy, by rodzice mogli w pełni skupić się na tym, co chcą przekazać i o co chcą zapytać.

Niedługo po rozmowie Amelka przeszła kolejną, skomplikowaną i bolesną operację, która dla niej i jej rodziców była bardzo trudnym doświadczeniem. Kiedy wróciła ze szpitala, w rekonwalescencji pomagały jej cztery malutkie kocięta, które nagle pojawiły się w domu. Więcej na temat historii Amelki, jej rodziny i ich walki o niezależność przeczytacie i zobaczycie na instagramowym profilu Ani.

Alicja Długołęcka, psychoterapeutka, pedagożka, doktor nauk humanistycznych, edukatorka seksualna. Wykładowczyni na Wydziale Rehabilitacji w Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, gdzie prowadzi zajęcia z psychosomatyki i rehabilitacji seksualnej, a także na Podyplomowych Studiach Wychowania Seksualnego na UW. Autorka wielu książek, między innymi monografii Edukacja seksualna i Zwykła książka o tym, skąd się biorą dzieci.

Anna Koczwara, autorka bloga i e-booków o kuchni wegańskiej (crueltyfreeann.pl), jej profil na Instagramie @crueltyfreeann śledzi ponad 80 tys. obserwujących.

Denis Suwała, na Instagramie jako @denisrozrabia, twórca wideo, autor e-booka Historia narodzin dziecka z niepełnosprawnością z perspektywy ojca.

Ania i Denis wychowują Amelkę, sześcioletnią dziewczynkę z niepełnosprawnością.

Ania i Denis z córką Amelką; zdjęcia z rodzinnego albumu

Higiena intymna dziecka

Ostatnio zupełnie zaskoczył mnie widok płynu do higieny intymnej niemowlęcia. Zobaczyłam coś takiego w drogerii. Nie wydaje mi się, by takie preparaty były potrzebne. Powiedz, jak pielęgnować intymne rejony ciała dziecka?

Delikatnie i pamiętając o tym, że to bardzo wrażliwe obszary. Nie należy nadmiernie ingerować w ciało, ono potrafi się o siebie zatroszczyć. Obmywamy tylko te części, które są dostępne na zewnątrz, nic nie wkładamy do środka.

Tam, gdzie jest błona śluzowa, nie należy używać kosmetyków perfumowanych, o złożonym składzie. Można przyjąć zasadę, że na błonę śluzową nie stosujemy nic, czego nie odważylibyśmy się zjeść (chyba że na wyraźne wskazanie lekarza lub lekarki).

Możesz powiedzieć w paru słowach, co jest najważniejsze podczas higieny? Dla rodziców to często taki temat, w którym potrzebują podpowiedzi. Na przykład jak myć narządy płciowe?

U dziewczynki oczyszczamy najpierw wargi sromowe, a potem odbyt, czyli wykonujemy ruch od przodu do tyłu, żeby bakterii z kału nie przenieść w okolice cewki moczowej i wejścia do pochwy.

U chłopca nie wolno na siłę odciągać napletka. Noworodki mają naturalną stulejkę, czyli napletek na końcu penisa jest zwężony. Odkleja się i staje bardziej elastyczny dzięki fizjologicznym wzwodom. Później chłopiec także dotyka penisa, pociąga go i takie "manipulowanie" również pomaga w uelastycznieniu napletka. Jedynie w sytuacji, gdy pojawia się stan zapalny prącia albo chłopcu trudno się wysikać, potrzebna jest interwencja lekarska. Przy przewijaniu członek układamy w pozycji neutralnej, czyli skierowany w dół.

Rozumiem. Ja mam córkę, ale od matek chłopców wiem, że czasem nie wiedzą, jak reagować, gdy u malutkiego dziecka pojawi się erekcja.

Cieszyć się, że chłopiec jest zdrowy i wszystko u niego działa, jak powinno. Jeśli u małego chłopca nie ma w ogóle spontanicznych wzwodów, to ważny sygnał, żeby iść do lekarza lub lekarki.

Ciekawi mnie kwestia granic w kontekście czynności higienicznych. Coraz bardziej ruchliwe dziecko nie zawsze daje się przewinąć czy umyć, reaguje sprzeciwem. Co robić, gdy małe dziecko nie pozwala na czynności higieniczne?

Czasami trzeba zrobić coś, czego dziecko nie chce, np. umyć pupę, gdy kupa z pieluchy wychodzi bokiem, a dziecko nie chce dać się przewinąć. Ważne dla mnie jest, żeby rodzic wiedział, po co to robi i że naprawdę nie ma innej możliwości. Są dzieci, które nie chcą dać sobie umyć czy obciąć włosów. To już nie jest taka sprawa, że musimy to koniecznie zrobić i to po swojemu, na siłę. Można poszukać takich sposobów, żeby dziecko miało na to zgodę i żeby to nie było dla niego nieprzyjemne.

A co z podawaniem leków? Szczególnie chodzi mi o czopki i sytuację, gdy dziecko mocno przed tym protestuje. Czy podanie takiego czopka spowoduje u niego traumę?

Jeśli nie ma innego wyjścia, jak podać czopek, to trzeba to zrobić, ale możliwie jak najdelikatniej. Słyszałam kiedyś rozmowę dzieci w żłobku o czopkach. Mówiły, jak to boli, jakie jest nieprzyjemne. Znów: warto mieć tego świadomość, nie po to, żeby czuć się sparaliżowanym lękiem, ale po to, by wybierać, co i jak robimy.

Skoro jesteśmy przy higienie, chciałam zapytać, kiedy według ciebie jest dobry czas na odpieluchowanie dziecka?

Wtedy, gdy dziecko pokazuje, że jest już na to gotowe: interesuje się nocnikiem lub toaletą, chce wiedzieć, co się tam robi, sygnalizuje, że chce siku lub kupę. Zbyt wczesne wysadzanie dziecka na nocnik jest bez sensu - jeśli dziecko jeszcze do tego nie dojrzało, to nic nie wskóramy, tylko wywołamy niepotrzebne napięcie. Naciskanie na to, by przestało nosić pieluchę, niesie za sobą niekorzystne skutki, najczęściej w postaci zaparć nawykowych.

A co powoduje, że dziecko, które już umie załatwiać się do nocnika, z powrotem robi siku lub kupę w majtki?

Najczęściej dzieje się tak, kiedy w domu pojawia się jakieś źródło stresu, trudna zmiana, na przykład rodzi się rodzeństwo. To naturalne i minie, jeśli będziemy dziecko traktować ze zrozumieniem i spokojem. Czasem tak się dzieje, bo dzieci, które już nie noszą pieluchy, po prostu zapominają w czasie zabawy zasygnalizować, że muszą się załatwić. Może być też tak, że dziecko potrzebuje więcej intymności i łatwiej mu zrobić kupę w majtki, gdy kuca pod stołem albo za firanką.

Niektórzy uważają, że odpieluchowanie to jakiś krok milowy w rozwoju, a tak nie jest. Jednak takie podejście powoduje wiele niepotrzebnego napięcia. Warto tu mieć sporo cierpliwości.

Ciekawi mnie, jak dobierać słowa, mówiąc o genitaliach. Pytanie od Ani z Mielca: Jak prawidłowo i odpowiednio do wieku uczyć dzieci nazw stref intymnych? Z jednej strony aż mnie ciarki przechodzą, gdy słyszę "myszka", "mała", "muszelka" itp., ale z drugiej równie ciężko mi sobie wyobrazić trzyletnie dziecko mówiące, że np. boli go prącie albo że swędzi ją pochwa.

Po pierwsze: w ogóle nazywać. Jeśli coś nie ma nazwy, a jedynie określenie, które wskazuje, że chodzi o jakiś rejon ciała, np. "tam", "tam na dole", "z przodu" - to niesie to ze sobą poczucie, że jest z tym jakiś kłopot. Czasem rodzice czekają, aż dziecko wymyśli swoją nazwę. To jest dla dziecka sygnał, że rodzice nie wiedzą, jak nazwać te części ciała, nie znają ich, nie rozumieją, jak się nimi zajmować. Potem zdarza się, że nastolatek nie wie, co to są jądra, albo nastolatka nie wie, że ma cewkę moczową, pochwę, odbyt, i że to są trzy osobne otwory.

Druga sprawa: używać nazw, jakie nam, dorosłym, przechodzą przez usta. W różnych domach używa się różnych nazw. Medycznych, popularnych, zdrobniałych, własnych. To mogą być: penis, moszna, jądra, wulwa, wagina, cipka, jajka, siusiak, sikawka, cipcia, cipeczka, siurek, muszelka. Ważne, żeby ich używanie przychodziło naturalnie.

Pierwsze lata rozwoju psychoseksualnego

AK: W jaki sposób przebiega rozwój seksualny dziecka z niepełnosprawnością ruchową?

AD: Jeżeli dziecko jest sprawne intelektualnie, to jego rozwój seksualny przebiega tak samo, jak u sprawnych rówieśników i rówieśniczek, czyli tak, jak jest to opisane w innych rozdziałach tej książki. Takiemu dziecku może być w niektórych momentach trudniej, np. gdy rozwija się ono w innych okolicznościach zewnętrznych niż reszta dzieci w tym wieku. To bywa spowodowane tzw. niepełnosprawnością wtórną, czyli tym, że dziecko nie jest dopuszczone do kontaktów rówieśniczych w wieku przedszkolnym i szkolnym niemal w ogóle lub znacznie rzadziej niż inne dzieci. To może skutkować różnicami w rozwoju psychospołecznym, ale nie wynikają one bezpośrednio z cech tego dziecka, tylko z cech środowiska, w jakim żyje, i tego, jak się to środowisko do dziecka odnosi.

AK: Nasza córka żyje z niepełnosprawnością od urodzenia. Zastanawiam się, jak zmienia się sytuacja dziecka, gdy niepełnosprawność pojawia się dopiero w momencie, gdy ma ono kilka lub kilkanaście lat.

To diametralnie różne sytuacje, ponieważ dla dziecka, które rodzi się z określonym ciałem, kategoria niepełnosprawności nie istnieje. Ciało jest, jakie jest, i stanowi jeden z aspektów istnienia w tym świecie, po prostu bycia. Kategoria niepełnosprawności przychodzi wraz z ocenami płynącymi z otoczenia i znaczeniem, jakie jest mu nadawane. Dlatego tak wiele zależy od najbliższego środowiska i tego, żeby rodzice "przerobili ten temat". Dziecko, które traci sprawność (im później się to dzieje, tym jest to trudniejsze), będzie przechodziło wszystkie bolesne etapy straty na poziomie neurologicznym, psychicznym i społecznym. Do tego procesu należy podchodzić z olbrzymią cierpliwością i zrozumieniem - bardzo ważne jest wsparcie specjalistów/ek i instruktorów/ek aktywnej rehabilitacji.

DS: A na poziomie ciała, czy taka niepełnosprawność wpływa jakoś na biologiczne dojrzewanie albo seksualność?

Są takie typy niepełnosprawności, które wpływają nie tyle na samą seksualność, co na płodność - chodzi tu o chłopców, mężczyzn. Tam, gdzie dochodzi do uszkodzeń rdzenia kręgowego, zdolność erekcyjna może być osłabiona lub w ogóle nie występować, a wytrysk może być niemożliwy. Tacy chłopcy i mężczyźni nie czują od pasa w dół i wielu ma problemy z orgazmem. Często odczuwają popęd seksualny i mogą odczuwać przyjemność seksualną, ale nie wiąże się ona z erekcją i wytryskiem, a może pochodzić z innych rejonów ciała niż genitalia.

U dziewczyn i kobiet przeżywanie przyjemności seksualnej jest bardziej rozproszone, czyli pochodzi z różnych źródeł, np. stymulacji piersi, okolic szyjki macicy, całego ciała, więc przeżywanie rozkoszy jest dla nich bardziej dostępne bez względu na poziom uszkodzenia ciała. Zdecydowana większość z nich nie ma problemów z płodnością. Kobieta i dziewczyna, nawet z bardzo nietypowym ciałem, może zajść w ciążę. I już będąc dziewczynką, powinna o tym wiedzieć.

Czy wasza córka, Amelka, wie, skąd się biorą dzieci?

AK: Kiedyś mnie zapytała i wyjaśniłam jej prostym językiem, co się dzieje między rodzicami. Miała wtedy ponad 5 lat. Spojrzała na mnie, powiedziała: "Okej" i nie wróciła do tego tematu. Pewnie znów zapyta.

Czy myśleliście kiedykolwiek o swojej córce w kontekście tego, że ona kiedyś będzie się zakochiwała?

AK: Ona już się zakochuje...

DS: Była zakochana z pięć razy przynajmniej.

Pewnie z czasem będzie miała związane z tym coraz dojrzalsze marzenia i potrzeby seksualne. Zacznie odczuwać własną orientację psychoseksualną i bardzo możliwe, że będzie chciała się realizować jako dojrzewająca istota seksualna.

AK: Ostatnio o tym myślałam. Szczególnie że Amelka zaczyna pytać. Zapytała, jak wygląda penis. Mnie od zawsze widuje nago, ale swojego taty nie. Myślę, że jest po prostu ciekawa, jak to wygląda u osób innej płci.

DS: U mnie w domu nie chodziło się nago. Mam córkę i to było dla mnie naturalne, że przy niej pozostaję ubrany.

Amelka jest dokładnie w tym wieku, kiedy dziecko interesuje się budową ciała. Potem zaczyna zwracać uwagę na inne sprawy, dotyczące świata. Ale pięcio-, sześcioletnie dziecko uważnie ogląda siebie i innych, dostrzega różnice płciowe.

Jeśli rodzice pokazują nagość, gdy dziecko jest młodsze, do około 3 lat, to ono zazwyczaj w starszym wieku tego nie pamięta, ale przyswaja podświadomie informację, że kobieta i mężczyzna są różnie zbudowani.

Zachęcałabym, żebyś właśnie ty, jako ojciec, porozmawiał z Amelką o tych różnicach. Żebyś jej opowiedział, jak wyglądają chłopcy i mężczyźni. Dziecko w tym wieku jest totalnie ciekawskie, nie zna jeszcze wstydu i jest czymś nieocenionym, jeśli może otrzymać takie informacje od rodziców.

AK: Pamiętam, że kiedy chodziłam do przedszkola, pokazywaliśmy sobie swoje ciała. To było ciekawe i naturalne. Ale pamiętam także, że raz z kolegą się oglądaliśmy, co w ogólnie nie miało kontekstu seksualnego, i zostałam zawstydzona przez dorosłych, że to zrobiłam. To mi zapadło w pamięć. Czułam wyrzuty sumienia, wstyd.

DS: Miałem podobną sytuację. Tragedia.

Charakterystyczne jest to, że młodsze dzieci, właśnie pięcio-, sześcioletnie pokazują sobie swoje ciała zupełnie spontanicznie i swobodnie. Jeśli zostaną przy tym zawstydzone, to potem znów to robią, ale z poczuciem, że to jest coś niewłaściwego.

Najlepiej, jeżeli to obserwowanie różnic w budowie ciała dzieje się w rodzinie, i to w wieku przedszkolnym. Wtedy dziecko nie będzie narażone na taką sytuację, że mając lat 9 czy 10, kompletnie nie wie, jak wyglądają narządy płciowe. Przestrzeń na budowanie pozytywnego, stabilnego obrazu własnej cielesności to czas przedszkolny i wczesnoszkolny, kiedy dziecko jest otwarte i jeszcze nieporanione cudzymi ocenami, porównywaniem się, stereotypami przesyconymi wulgarnością i niedobrymi emocjami. Taka pozytywna baza płynąca wprost od rodziców jest wewnętrznym zasobem, który chroni i uodparnia je na negatywne, krzywdzące przekazy, zawstydzanie czy próby przekraczania granic.

Gdy rozmawiam z młodzieżą i pytam, kiedy po raz pierwszy zobaczyli scenki z seksem - zdjęcia, filmy - to mówią, że to była druga, trzecia klasa szkoły podstawowej.

DS: Ja miałem 7 czy 8 lat. Z kuzynem i z siostrą oglądaliśmy coś na komputerze. Później ktoś z dorosłych się zorientował i nas opieprzył. Okropnie się z tym czułem.

AK: Ja byłam w drugiej klasie podstawówki. Koleżanka pokazała mi film porno. Byłam przerażona, co to jest. Poszłam potem z rodzicami do kina na Opowieści z Narnii i przepłakałam cały film.

Zobaczcie, jak dobrze pamiętacie swoje emocje związane z odkrywaniem "dorosłej" seksualności. Po pierwsze osamotnienie, brak życzliwej i otwartej komunikacji z dorosłymi i poczucie winy, przerażenie. Małemu człowiekowi bardzo trudno przetworzyć takie doświadczenia i dlatego mogą one rozwijać się w kompletnie niepotrzebne wyobrażenia na temat płciowości, lęki czy uprzedzenia. Dzieci w tym wieku szukają dziwactw, oglądają rzeczy typu butelka w waginie albo seks ze zwierzętami. Ich to nie podnieca, pokazują to sobie, bo są ciekawe świata dorosłych i świata w ogóle, zwłaszcza tych ukrywanych jego części. To dobry przykład na to, że skrzętnie pomijanie przez rodziców tematów cielesności i seksualności może prowadzić do poszukiwań takich wątków w tajemnicy przed rodzicami i narażać dziecko na kontakt z okropnymi treściami. Więc jeśli wasza córka ma teraz 6 lat i będzie kontaktować się z rówieśnikami, to możliwe, że za jakieś 2-3 lata zacznie takie rzeczy oglądać. Nawet jeśli sama by tego nie szukała w internecie, to koleżanka lub kolega mogą jej coś takiego podesłać lub pokazać.

Myślę, że warto, żeby dziecko wcześniej otrzymało od rodziców przekaz, że seks to coś dobrego, że seks jest czymś normalnym w waszym życiu, a wy się kochacie, jesteście razem, blisko, i właśnie w ten sposób dajecie sobie przyjemność i okazujecie uczucie. Tak, żeby słowo seks zaistniało w najlepszym kontekście z możliwych.

DS: O co jeszcze powinni zadbać rodzice małego dziecka z niepełnosprawnością przed okresem dojrzewania?

Dziecko powinno poznawać różne osoby swojej płci, także nienormatywne, z niepełnosprawnościami, najlepiej różnych orientacji. Wasza córka powinna poznać jak najwięcej kobiet, które różnie wyglądają. Myślę tu np. o takiej świetnej kobiecie, która ma poukładane kwestie wyglądu, atrakcyjności, własnej seksualności...

AK: Sylwia Gajewska. Ona ma artrogrypozę. Założyła agencję dla modeli i modelek z niepełnosprawnością, jest pedagożką, studiuje, rozwija się, zajmuje się wizażem.

Bardzo ważne są tzw. wzorce osobowe, czyli osoby z widocznymi niepełnosprawnościami, które są seksualne, aktywne, realizują siebie, żyją pełnią życia, może mają partnerki, partnerów, dzieci. Chodzi o to, aby dzieci, a potem nastolatkowie lub

nastolatki, miały/mieli możliwość na każdym etapie życia obserwować pozytywne, urealnione przykłady funkcjonowania osób do nich podobnych. I chociaż maksyma "nie warto się porównywać z innymi" ma sens, to w rozwoju dziecka, a zwłaszcza nastolatka, odkrywanie siebie poprzez innych i wśród innych jest kluczowe w tworzeniu własnej tożsamości (co jest zadaniem rozwojowym tej fazy). Dlatego jest to tak istotne. Chodzi o to, żeby dziecko w obszarze swojej cielesności i fizycznego funkcjonowania nie czuło się takie "jedyne na świecie", inne, dziwne, pozbawione poczucia kobiecości czy męskości. Dorosłe, pozytywne osoby z niepełnosprawnością są takim "dowodem na istnienie takich jako ono" i mogą się stać źródłem rozwojowej mocy. Bardzo korzystne jest kontaktowanie się rodziców i dziecka z ludźmi odbiegającymi od sztywnych stereotypów - piękno różnorodności szeroko otwiera umysł i daje rodzicom, a potem dziecku, psychiczne oparcie, niestandardowe pomysły na satysfakcjonujące funkcjonowanie i po prostu nadzieję na dobre życie.

AK: Śledzimy na Instagramie Wojtka @lifeonwhlz. Opowiada o tym, jak dojrzewał, o tym, że też ma potrzeby seksualne. Razem ze swoją dziewczyną pokazuje np. ich zaręczyny, wspólne mieszkanie, mówi nawet o seksie. Pisze też o tym, że osoby z niepełnosprawnością, żyjące w skrajnej zależności od innych, są traktowane jak ktoś poza płcią, seksualnością, dorosłością.

On jest maksymalistą, jeśli chodzi o poziom niepełnosprawności. A przy tym jest absolutnie męski.

W Fundacji Aktywnej Rehabilitacji instruktorami są osoby z niepełnosprawnościami. To są ludzie po wypadkach - kiedyś byli sprawni. Mają w sobie dużo gniewu na to, jak są traktowani. Mają świadomość tego, jak ich życie wyglądało wcześniej, przed wypadkiem, i jak wygląda teraz. I robią wszystko, żeby nie traktowano ich jak kogoś zależnego, gorszego. Jeśli ja nagle stałabym się osobą z niepełnosprawnością i poczułabym, że przestano mnie traktować jak dojrzałą kobietę, a bycie kobietą to ważna część mnie, to być może byłabym bardziej ekspresyjna w wyrażaniu swojej kobiecości. Może nawet epatowałabym seksualnością, trochę na zasadzie walki o siebie. W Fundacji Aktywnej Rehabilitacji młode dziewczyny na wózkach, z nietypowymi ciałami, prowadzą zajęcia z nastolatkami i mogą stać się dla nich wzorcem osobowym. A mężczyźni mają zajęcia z chłopakami. Tutaj różnice płciowe są dosyć istotne, bo chodzi o tożsamość, o to, żeby chłopiec mógł poznać podobnych sobie mężczyzn z niepełnosprawnością i uczyć się od nich, jak poukładać sobie tematy płci, seksualności i niepełnosprawności. A dziewczyna od kobiet. Z tym że dziewczyny mają trudniej.

AK: Dlaczego dziewczyny mają trudniej?

Nastolatki każdej płci czują, że kultura stawia im pewne wymagania odnośnie atrakcyjności fizycznej. Dotyczy to również chłopaków, choć u nich raczej chodzi o cechy związane z siłą i wzrostem. W przypadku dziewczyn standardy piękna są dużo bardziej wyśrubowane i obejmują właściwie całe ciało. Dla dziewcząt z widoczną niepełnosprawnością okres dojrzewania może być bardzo trudny. Im bardziej ich ciało różni się od przyjętego wzorca, tym jest im trudniej. To ważne, żeby urealniać wizerunek kobiet. Żeby taka dziewczynka jak najwcześniej miała w swoim otoczeniu kobiety wyglądające nienormatywnie. Ona będzie się porównywała z innymi dziewczynami i na podstawie tych porównań będzie tworzyć swoją kobiecą tożsamość. Nie wystarczy jej podpatrywanie mamy, będzie swój wygląd odnosić do wyglądu innych kobiet.

AK: Jak pomóc przejść przez dojrzewanie dzieciom, które i mają niepełnosprawność, i są niebinarne?

Otwartość i dystans w stosunku do krzywdzących stereotypów to cecha wielu dorosłych osób z niepełnosprawnością, które nie mieszczą się w mainstremowych wzorcach. To osoby, które były zmuszone do wypracowania swoich pomysłów na społeczne funkcjonowanie w świecie. W dzisiejszych czasach możemy się od nich uczyć - do czego bardzo zachęcam. To już nie musi być tak bolesna, trudna i samotna droga. Osoby z najbliższego otoczenia, jeśli przestaną chronić dziecko przed światem, a zamiast tego otworzą się na kwestię różnorodności i samostanowienia, będą mogły stanowić dla niego realne oparcie. I zapewne zdołają z takiego podejścia wyciągnąć coś wartościowego również dla siebie. Przy otwartym umyśle i sercu niebinarność dziecka jest jedną z cech, która nie mieści się w większościowym schemacie i stanowi o indywidualności, wyjątkowości ich dziecka. To lekcja z miłości rodzicielskiej, takiej, która nie polega na bezwzględnych próbach formowania dziecka na kształt swoich wyobrażeń (najczęściej będących formą kompensacji własnych braków i niepowodzeń), tylko szacunku, bezwarunkowej miłości i więzi z drugim człowiekiem. Odpowiadając na pytanie wprost - największym wsparciem jest mądra miłość, a tej rodzice mogą się uczyć na różne sposoby: rozwijając swoją wrażliwość, edukując się, kontaktując z innymi rodzicami i przede wszystkim towarzysząc empatycznie w rozwoju swojego dziecka.

Zmiany w ciele dziecka

AŻ: Co robić, gdy czujemy się nieswojo, widząc, że dziecko podkreśla swoją seksualność?

Może być tak, że ojciec czuje się zawstydzony kiełkującą seksualnością swojej córki. Matka czasem czuje się zawstydzona tym, że syn zaczął się masturbować. Wtedy warto zastanowić się nad tym, jaki mamy stosunek do swojej seksualności i do seksualności dziecka. Rodzice mogą o tym porozmawiać między sobą, przyjrzeć się tym emocjom, nazwać to, co czują. Bo to są ich odczucia, dziecko za nie nie odpowiada. Po prostu się rozwija, dojrzewa.

Dziecko nie jest naszą własnością; będzie dorosłe, będzie kobietą, mężczyzną, osobą niebinarną. Teraz mamy czas, żeby się z tym oswajać.

Dziecko nie jest naszą własnością; będzie dorosłe, będzie kobietą, mężczyzną, osobą niebinarną. Teraz mamy czas, żeby się z tym oswajać.

MŻ: Czy to jest wiek, w którym powinno się ustalić jakieś zasady co do nagości dorosłych i dzieci w domu? Co będzie dla dziecka zdrowe?

Zasady... tu nie chodzi o jakieś zasady, tylko o stopniowe poszerzanie "pola" intymności. Zaczynając od dotykania części ciała w wieku przedszkolnym, przez zasłanianie ich np. kostiumem kąpielowym, po świadomą nagość przy innych. Relacje rodzinne są takim obszarem, gdzie uczymy się rozpoznawać granice i je komunikować. Uczymy się tego stopniowo.

W momencie pierwszych impulsów seksualnych wynikających ze zmian hormonalnych okresu dojrzewania już nie ma miejsca na całkowitą nagość w rodzinnych relacjach. Chodzi o to, żeby być wrażliwym na budzącą się seksualność nastolatka lub nastolatki i autonomizację w tym zakresie.

AŻ: Jak reagować, gdy dziecko chce golić nogi, pachy w tym wieku? Tłumaczyć, że nie ma nic złego w owłosieniu, czy po prostu pozwolić, by się goliło niezależnie od tego, ile ma lat?

Jeśli dziecko wstydzi się włosów na nogach i chce je ogolić, to pewnie i tak zrobi to po kryjomu. Osobiście uważam, że nie warto zakazywać tego, co jest w gruncie rzeczy niegroźne. Zostawmy sobie zakazy na takie okazje, które rzeczywiście są istotne, bo zagrażają zdrowiu i życiu, np. samookaleczanie czy radykalne odchudzanie się. Ale wtedy też nie chodzi o zakazywanie, tylko o udzielenie mądrej, wszechstronnej pomocy.

Pytanie anonimowe: Dziewczynka chce golić blond włosy na nogach. Czy to może być znak, że planuje współżycie?

Na takie pytanie rodzica odpowiedziałabym pytaniem: Jak to się dzieje, że pojawia się u Pani lub Pana taka myśl? Skąd wziął się taki pomysł, że golenie nóg to objaw chęci uprawiania seksu?

Motywacja może być różna. To może być chęć naśladowania jakiejś aktorki, piosenkarki. Może ktoś zwrócił dziewczynce uwagę, że ma widoczne włosy na nogach, i ona się tym przejmuje. Może ma niską samoocenę, czuje się odosobniona w grupie i robi różne rzeczy, żeby się przypodobać rówieśnikom i rówieśniczkom. Rodzice, którzy zainteresują się przyczyną, mogą dziecku pomóc. Sam zakaz golenia sprawia tylko, że dziecko czuje się niesprawiedliwie ocenione, traci zaufanie i uczy się kłamać i ukrywać. A podejrzewanie dziecka o to, że chce współżyć, pilnowanie i zakazywanie, może spowodować, że ono, w ramach buntu, zrobi coś, czego wcale nie chce i na co nie jest gotowe, np. przy pierwszej okazji zdecyduje się na inicjację seksualną.

Rozmowy o seksie

Co zrobić, kiedy dzieci w tym wieku nie chcą rozmawiać z rodzicami o seksie?

Moim zdaniem to jest normalna i zdrowa reakcja, jeśli nastoletnie dziecko nie chce rozmawiać z rodzicami o swojej seksualności. Jest granica pokoleniowa, dla obu stron to trudne. Czasem może nawet lepiej, że dziecko ucina rozmowę, bo niektórzy rodzice zabierają się do tego bardzo nieumiejętnie.

Wiesz, nie mieliśmy edukacji seksualnej...

Tak, ale jest mnóstwo materiałów w języku polskim na ten temat, chociażby na stronie i w książce SEXED.PL. Można poczytać, można się przygotować. Tylko trzeba w tym wszystkim pamiętać, że okres nastoletni to taki czas, w którym jedną z najczęściej przeżywanych emocji jest wstyd. To jest bardzo trudne, bo wstyd dotyczy całości mojego "ja", najgłębszych warstw tożsamości. Rozmawianie z rodzicami o seksualności zwykle dzieci bardzo zawstydza. Dlatego lepiej nie rozmawiać na siłę. Jeśli dziecko nie chce rozmawiać, zapewnijmy mu dobre źródła wiedzy. Kupmy mu książkę np. #SEXEDPL. Rozmowy Anji Rubik o dojrzewaniu, miłości i seksie, obejrzyjmy razem jakiś serial, a jeśli nie chce z nami oglądać, niech ogląda samo. Rodzice też mogą obejrzeć, a potem coś na ten temat powiedzieć, stworzyć okazję do wymiany zdań.

Okres nastoletni to taki czas, w którym jedną z najczęściej przeżywanych emocji jest wstyd.

Czyli nie dążyć do rozmowy?

Na pewno nie w taki sposób: "Porozmawiajmy o twojej masturbacji" - to jest naruszanie granic intymności. Poza tym uważam, że rodzice nie mogą oczekiwać, że ich czternastoletnie dziecko będzie chciało z nimi rozmawiać o seksie, jeśli oni przez poprzednie 14 lat omijali temat, a jak we wspólnie oglądanym filmie pojawiały się sceny miłosne, to wychodzili po chipsy do kuchni albo w popłochu zmieniali kanał. Dziecko, nawet jeśli nie odbiera przekazu słownego, doskonale rozumie przekaz emocjonalny. Wyczuwa, kiedy rodzice się napinają, denerwują, dystansują.

Problemy zaczynają się już na etapie nazywania narządów płciowych. Czy to jest cipka, pipka czy wagina? Czy to jest penis, siusiak czy fistaszek? Mówi się: "Umyj się tam" albo używa się zdrobnień, zastępczych słów - my sami, dorośli, mamy problem, krępujemy się i nie wiemy, jak TO powiedzieć. To jak nazywać organy płciowe?

Fajnie byłoby wypowiadać słowo penis albo wagina tak samo jak ucho czy nos. Tak samo: moszna, jądra, łechtaczka, macica... Ale nie dla wszystkich rodziców to będzie osiągalne. Mówi się, że te terminy brzmią medycznie. Dla mnie to piękne słowa, tylko ludzie nadają im różne znaczenia. Uważam, że lepiej, żeby rodzic w swobodny sposób powiedział pipka, cipka, siusiak, niż w wymuszony, zawstydzony sposób mówił penis, wagina. Chodzi głównie o ten przekaz, który jest pod warstwą słowną.

Ale znów będę namawiać: dokształćmy się. To, że spłodziliśmy dziecko, nie znaczy, że jesteśmy ekspertami od seksu. Poczytajmy, sprawdźmy, jak się co nazywa. Oswojenie się z tymi nazwami pomaga pozbyć się skrępowania. No i możemy zrobić coś, co świetnie działa w komunikacji z nastolatkami, tzn. przyznać głośno, że czegoś nie wiedzieliśmy. Można powiedzieć: "Wiesz, ja mam już 40 lat, ale nie uczono mnie takich nazw. Poczytamy razem?". Można to trochę obrócić w żart, ale z wyczuciem, żeby dziecka nie zawstydzić. Są sprawy, z których nigdy nie żartujemy.

Jakie?

Kiedy pracuję z dorosłymi mężczyznami i oni wspominają to, co ich spotkało w rodzinie, to czasem słyszę o przykładach okropnego przekraczania granic, obrzydliwej przemocy. Jest spotkanie rodzinne, powiedzmy wigilia, przy stole siedzą ciotki, wujkowie, babcia i jest dwunastoletni chłopak. A mama nagle na cały głos: "No, ja u Jaśka to ostatnio cały czas znajduję wilgotne chusteczki pod łóżkiem". Albo matka stoi pod drzwiami łazienki i komentuje: "Co ty tam robisz w tej łazience, co ty tam robisz w tej łazience, no patrz, on cały czas w tej łazience, co on tam robi?". Może robić cokolwiek, nikogo nie powinno to obchodzić!

Jedyna przestrzeń naprawdę intymna w domu to właśnie łazienka. Nie każdy ma swój pokój. Może raz zdarzyło mi się wejść do pokoju mojej córki bez pukania. Pukam i czekam na pozwolenie wejścia. Ale wiem, że rodzice często tego nie robią.

Rodzicom trudno jest uznać, że nastoletnie dziecko się separuje. Zaprzeczają temu, że ono się rozwija, i traktują, jakby to był mały chłopiec, mała dziewczynka, maluszek. Nie, to już jest trzynastoletni człowiek, który ma rozwinięte narządy płciowe. Pewnie już ma owulację i miesiączkuje lub ma erekcje i wytryski jak dojrzała fizycznie osoba. Uznanie seksualności swojego dorastającego dziecka jest trudne. Rodzice mają prawo czuć się skrępowani, zaskoczeni tym, że dziecko już tak się rozwinęło. Mogą sobie z tym poradzić, rozmawiając z innymi rodzicami albo na anonimowych konsultacjach na SEXED.PL.

To jak reagować, jeśli rodzic znajdzie te mokre chusteczki, plamę po płynach intymnych na pościeli? Rozmawiać czy nie rozmawiać?

Absolutnie nie rozmawiać, w ogóle nie poruszać tego tematu. Jedyna sytuacja, jaka wymaga rozmowy, to taka, gdy młoda osoba nie potrafi zadbać o swoją intymność. Np. masturbuje się w taki sposób, że widzą to inni członkowie rodziny, młodsze rodzeństwo - to już narusza ich przestrzeń. Wówczas trzeba o tym porozmawiać. To może być trudne dla rodziców, ale polecałbym rozmowę wprost i nazwanie tego, co się dzieje. Warto byłoby postawić granicę z poszanowaniem intymności tej osoby. Z jednej strony należy mu czy jej powiedzieć, że masturbacja jest normalnym zachowaniem, a z drugiej nauczyć dbania o intymność swoją i innych. W praktyce powiedziałbym, że może się masturbować, ale wyłącznie wtedy, kiedy nikt inny tego nie widzi i nie słyszy, na przykład w samotności w swoim pokoju. Jeśli jednak to nie zadziała, należy zgłosić się do specjalisty. Możemy wówczas podejrzewać, że masturbacja ma charakter kompulsywny i bardzo trudno się przed nią powstrzymać. Taki charakter zachowań masturbacyjnych wymaga jednak leczenia.

Pytanie od Agnieszki: Co robić, gdy wejdę do pokoju dziecka i zauważę, że ono się masturbuje?

Przeprosić i wyjść. I w ogóle nie nawiązywać do tematu. To jest jej albo jego intymna sprawa, nie ma powodu zawstydzać dziecka i sprawiać wrażenia, że robiło coś złego. Jeśli widzimy, że dziecko potrzebuje jakiegoś wyjaśnienia tej sytuacji, to można powiedzieć: "Przepraszam, że wszedłem, weszłam do twojego pokoju. To, co robisz, to jest twoja intymność, wszystko jest okej".

Pytanie anonimowe: Dawniej mówiło się o dramatycznych skutkach masturbacji. Że może powodować nerwice, brak koncentracji, późniejsze problemy w związkach. Czy to prawda? Czy martwić się, jeśli dziecko się często masturbuje?

Sama masturbacja nie powoduje żadnych problemów, jest normalnym, zdrowym zachowaniem, zaspokojeniem naturalnej potrzeby. Czasami może jednak być tak, że staje się zachowaniem kompulsywnym, sposobem na rozładowywanie wszelkich napięć. Jeśli rodzice widzą, że dziecko bardzo często idzie do pokoju, co chwila słyszą dźwięki porno, widzą zużyte chusteczki - to może warto skorzystać z konsultacji psychologicznej lub seksuologicznej. Z pornografii niektórzy korzystają kompulsywnie.

Trzeba jednak wiedzieć, że nastolatek i nastolatka zaraz po odkryciu, co to jest masturbacja, przez pierwszy okres, powiedzmy do pół roku, czuje taką fascynację dotykaniem siebie, że będzie to robić często. Ale nie jest to jeszcze nic niepokojącego. Z czasem zainteresowanie powinno spadać.

Pamiętam mój pierwszy kontakt z pornografią. Koledzy z osiedla zaprosili mnie i koleżankę na oglądanie filmu na VHS. Niczego nie przeczuwałam, a to, co zobaczyłam, było dla mnie wstrząsem. Jak rozmawiać z dzieckiem o pornografii? Bo współcześnie ona jest tak wszechobecna, że już dziesięciolatki mają z nią kontakt.

I regularnie oglądają takie filmy, z których wiele wypacza obraz seksu. Dla nastolatków i nastolatek to jest często jedyne źródło wiedzy o tym, jak zbudowani są dorośli ludzie, jak wygląda stosunek seksualny. Tylko że w tym popularnym porno to jest wszystko pokazane w przejaskrawiony sposób. Przykładem może być kontakt analny, który w pornografii jest prezentowany, jakby to była bułka z masłem. Nie jest pokazane, że to jest kontakt seksualny dosyć inwazyjny, do którego się trzeba przygotować, bo bez tego może być bardzo bolesny. Ściana odbytu nie jest tak elastyczna jak pochwy. Pojawiają się pęknięcia, krew. Trzeba użyć lubrykantu. Jeśli nie zrobi się lewatywy, może wydostać się kał. Potrzebna jest atmosfera bezpieczeństwa, rozluźnienia. To nie jest, jak na filmie, wstęp do seksu standardowego. Zresztą filmy kręcone są przez wiele dni, aktorzy i aktorki mogą być na silnych środkach rozluźniających, wycina się wiele scen. Wygląda to tak, że penis wchodzi w odbyt i wszystko przebiega bez problemów. A w rzeczywistości jest inaczej i dzieciaki bywają tym bardzo zaskoczone. Znam kilka dziewczyn, które dramatycznie przeżyły seks analny, łącznie z hospitalizacją na oddziale proktologii.

Ale zabraniać nastolatkom oglądania pornografii? Przecież obejdą zakazy.

Obejdą, nawet blokady na komputerze. Zresztą wystarczy, że ktoś ma telefon i już ma dostęp do pornografii. Myślę, że nie zakazywać, nie reagować jakoś specjalnie. Chyba że mamy podejrzenia, że dziecko ogląda treści zakazane, sceny zoofilii, pedofilii, ostrej przemocy.

Są osoby, które nigdy nie sięgnęły po pornografię?

Myślę, że jest wiele takich nastolatków. Duża liczba jednak ogląda pornografię epizodycznie lub robi to regularnie. Dodam, że oglądają ją zarówno chłopcy, jak i dziewczyny oraz osoby niebinarne. Proponuję ugryźć się w język tym rodzicom, którym przyjdzie do głowy powiedzieć: "Dziewczyna takich rzeczy nie robi". Robi. Tylko po takim komentarzu pomyśli, że coś z nią nie tak i zacznie mieć przez to poczucie winy. Dobrze byłoby, gdyby rodzice potrafili odpowiednio często rozmawiać z dzieckiem o pornografii. Nie chodzi o to, żeby robić to codziennie przy śniadaniu, ale znajdywać dobre do tego okazje. Najlepszą będzie oczywiście, kiedy dziecko samo zapyta. Poziom takiej rozmowy powinien być dostosowany do wieku dziecka. Na pewno nie należy robić z pornografii tabu. Jeśli rodzic przyłapie dziecko na oglądaniu pornografii, nie powinien robić awantury i stosować kar. Lepiej porozmawiać, wykazać zrozumienie, że to może być dla dziecka interesujące. Od najmłodszych lat dobrze jest budować w dziecku świadomość tego, że pornografia często przedstawia nierealistyczny obraz ludzkiego ciała, a pewne zachowania, na przykład seks bez zgody, czyli niekonsensualny, są prezentowane jako coś naturalnego. Niestety, jeśli w domu rodzinnym w ogóle nie rozmawia się o seksualności, trudno będzie stworzyć dobry klimat do rozmowy o pornografii.

Jak stwarzać w swojej rodzinie pozytywny klimat wokół spraw związanych z seksem, z rozwojem seksualnym dziecka?

Edukacja seksualna odbywa się w trybie ustawicznym, to nie jest jednorazowa akcja. To są codzienne sytuacje, w których podchodzimy do różnych przejawów seksualności w naturalny sposób. Np. dziecko przychodzi ze szkoły z pytaniem, co to znaczy walić konia. A my spokojnie tłumaczymy, że to taka trochę wulgarna nazwa na coś, co nazywa się masturbacją. A masturbacja to coś, co ludzie robią w intymnych warunkach - dotykają swoich intymnych miejsc w taki sposób, że jest im bardzo przyjemnie.

I spokojnie można się przyznać, jeśli czujemy się skrępowani. Można powiedzieć: "Wcześniej o tym nie gadaliśmy, ja czasem nie wiem, jakich słów użyć. Chodź, sprawdzimy w książce, co tam o tym piszą".

A kiedy rozmawiać o pierwszym razie? Jak dokładnie omawiać ten temat już teraz, żeby pomóc to dziecku mądrze zaplanować w swoim życiu?

Początek dojrzewania płciowego jest najlepszą okazją do rozmowy o pierwszych kontaktach seksualnych. Nie ma jednego sposobu na to, jak porozmawiać z dzieckiem o pierwszym razie. Wszystko zależy od wcześniej zbudowanej relacji i od etapu rozwoju dziecka. Do takiej rozmowy każdy rodzic powinien się przygotować, zastanowić, co tak naprawdę chce dziecku przekazać. Polecam przypomnieć sobie swój pierwszy raz. Co ci pomogło? Co budziło lęk? Co cię zraniło? Odwołaj się do swojego doświadczenia, nie zdradzając jednocześnie intymnych szczegółów. Powiedz o antykoncepcji i ochronie przed infekcjami, wytłumacz, na czym polega petting i dlaczego warto poczekać na osobę, z którą można się czuć dobrze i bezpiecznie. Niezależnie od płci dziecka należy powiedzieć, że każde zachowanie seksualne musi zostać poprzedzone zgodą obu stron. Nastolatki często nie mają świadomości norm prawnych, które nas obowiązują, i dobrze, aby to właśnie rodzice ich o nich poinformowali. Kodeks karny zakłada, że każdy, kto dopuszcza się stosunku seksualnego lub innej czynności seksualnej z osobą poniżej 15. roku życia, podlega karze. Za przestępstwo będzie odpowiadać tylko osoba, która ukończyła 17 lat. O tym też należy powiedzieć dziecku, oczywiście w atmosferze akceptacji i życzliwości.

Orientacja seksualna

MS: Czy dziecko w tym wieku może być homoseksualne?

Orientacja psychoseksualna zaczyna rozwijać się właściwie już na etapie płodowym, więc teoretycznie można powiedzieć, że ktoś już jako dziecko był homoseksualny, heteroseksualny, biseksualny, aseksualny. Ale seksualność rozwija się do 18.-20. roku życia i składa się na nią wiele aspektów. Unikałabym więc takiego szufladkowania, że sześciolatek jest homoseksualny, tak samo jak unikałabym stwierdzeń, które sugerują heteroseksualność, np.: "Krysia się zakochała w koledze z przedszkola".

MS: Wyobrażam sobie, że u części rodziców takie podejrzenia na temat homoseksualności dziecka mogą wywoływać niepokój. I chęć zapobiegania temu. Zapytam więc w ich imieniu: Czy można zapobiec rozwojowi homoseksualnych skłonności u swojego dziecka?

Nie. Nie można zapobiec rozwojowi orientacji seksualnej, tak jak nie można zapobiec rozwojowi seksualnemu. To się po prostu dzieje. Można natomiast wmówić dziecku negatywne przekazy na ten temat, ale zapobiec ani dowolnie wybrać kierunku się nie da.

Warto wiedzieć, że okres wczesnoszkolny w rozwoju dziecka to czas, kiedy dzieci zwykle wolą bawić się z przedstawicielami własnej płci. W ten sposób, obserwując kolegów lub koleżanki, dziecko uczy się swojej roli płciowej: chłopcy zachowują się tak, dziewczynki tak. Tu zwykle dzieci opierają się na stereotypach płci i warto w rozmowach podkreślać, że zarówno chłopcy, jak i dziewczynki mogą lubić i robić bardzo różne rzeczy. Ale zdarza się, że dzieci zawierają bliskie przyjaźnie, okazują sobie czułość i dla rodziców to wygląda jak przejawy homoseksualności. To błędna interpretacja. Jeśli chłopiec idzie za rękę z przyjacielem, to należy się cieszyć, że syn okazuje emocje i ma dobrą relację.

MS: Czyli jeśli rodzice w jakiś sposób zniechęcają syna do takiego okazywania uczuć, mogą wywołać problemy?

Tak. Potem taki syn, jako dorosły mężczyzna, może być człowiekiem, który dopiero po alkoholu, albo innej substancji psychoaktywnej, jest w stanie powiedzieć, co czuje. Niemówienie o emocjach może doprowadzić do poważnych problemów. Brak możliwości rozpoznawania w sobie tego, co czujemy, brak możliwości zakomunikowania tego i podjęcia (lub nie) adekwatnej reakcji na te uczucia dramatycznie zubaża naszą możliwość wchodzenia w relacje i autentycznego bycia w tych relacjach. Brak kontaktu z emocjami może prowadzić właśnie do uzależnień, depresji, zdrad czy nawet przemocy.

Pierwsze zmiany w ciele i emocjach

AŻ: Jak poznać, że dziecko wchodzi w okres dojrzewania?

AD: Najpierw pojawia się skok pokwitaniowy - dzieci rosną po kilkanaście centymetrów na rok. Okres intensywnego wzrostu trwa półtora roku-dwa lata. Bardzo szybko zmieniają się proporcje całego ciała, intensywnie wydłużają się nogi i ręce, bo rosną wtedy kości długie, rosną stopy. Dziewczyny, chłopcy i dzieci niebinarne robią się "pająkowaci". Dzieci dotąd bardzo sprawne fizycznie mogą stać się nieporadne i bardzo to przeżywają. Ciało jest w nieustającej zmianie. Zmieniają się także rysy twarzy, szczęka i nos stają się wyraziste, oczy przestają być takie duże i dziecięce. To też może budzić silne emocje.

AŻ: Kiedy zaczyna się dojrzewanie płciowe?

U dziewczynek od 10. roku wzwyż. Zwykle między 10. a 15. rokiem życia pojawia się pierwsza miesiączka. Jeżeli dzieje się to u dziewczynki ośmio-, dziewięcioletniej albo miesiączka nie pojawiła się u piętnastolatki, niezbędna jest konsultacja medyczna.

Chłopcy mają pierwsze wytryski nasienia około 12.-14. roku życia. Jeśli pojawiają się wcześniej, w wieku 10-11 lat, także należy to skonsultować. Choćby dlatego, że hormony płciowe hamują wydzielanie hormonu wzrostu. Warto również zaszczepić dzieci przeciw HPV, ponieważ w przyszłości uchroni to córki i partnerki naszych synów przed nowotworami szyjki macicy, a i dla chłopaków ten wirus może być niebezpieczny.

MŻ: A jak przebiega psychiczne dojrzewanie w tym czasie?

W okolicach 10.-11. roku życia, najpierw u dziewcząt, a nieco później (w wieku 12-13 lat) u chłopców, następuje duża zmiana. Najpierw pojawia się myślenie abstrakcyjne. Dziecko zaczyna sobie zadawać pytanie: "Kim ja jestem?" i intensywnie porównuje się z innymi. To tak zwana faza negatywna rozwoju. Mniej więcej do trzeciej klasy szkoły podstawowej dzieci rozwijające się harmonijnie są otwarte, zaciekawione światem, raczej pogodne. Koło czwartej-piątej ich zachowanie może się gwałtownie zmienić - mogą się zamykać w sobie, mniej chcieć rozmawiać, częściej się zamyślać i smucić.

MŻ: Mnie ostatnio zaskoczył mój jedenastoletni syn - zostaliśmy sami, żona wyjechała z pozostałą dwójką. Dużo rozmawialiśmy, np. o tym, czy się podobamy dziewczynom. On mi powiedział: "Tato, bo ty w siebie nie wierzysz". Poczułem się wzruszony i dumny, że tak możemy rozmawiać.

Poważnie ciebie potraktował.

MŻ: Może dlatego, że ja też go poważnie potraktowałem...

AŻ: Jak przygotować dziecko na zmiany, które zaczną się w okresie dojrzewania?

Podstawą jest mówienie o tym, co się będzie działo. Dziecko powinno wiedzieć, że wiele spraw jest uwarunkowanych genetycznie. Można porozmawiać o tym, kiedy mama i babcia miały pierwszą miesiączkę. Przyjrzeć się temu, do którego dziadka syn jest podobny i kiedy u dziadków i taty zaczął się czas intensywnego wzrostu. Warto dodać, że faza szybkiego wzrostu będzie trwała dość krótko, choć dla dziecka to cała wieczność.

Potem rozpocznie się czas, kiedy dziecko będzie się "dziwnie" czuć - ma to związek zarówno ze wspomnianym już rozwojem myślenia, jak i pojawieniem się napięcia seksualnego. Inaczej będzie to wyglądać u dzieci różnych płci.

Tabela - Pierwsze oznaki dojrzewania

- Intensywne wzrastanie

- Zmiana proporcji ciała i rysów twarzy

- Trądzik głównie na twarzy, czasem również na plecach, ramionach, dekolcie

- Mocniejsze owłosienie ciała (na wzgórku łonowym, mosznie, udach, pod pachami, na twarzy)

- Bardziej intensywny pot

- Zaczynają powiększać się genitalia

- Zwiększa się produkcja hormonów płciowych

- Rodzi się napięcie seksualne

- Pojawia się myślenie abstrakcyjne

- Osoba może stać się wycofana, zamknięta

- Zaczynają się skoki nastroju

- Może trochę obniżyć się głos

- Zwiększona ilość wydzieliny z pochwy

- Pierwsza miesiączka (10-15 lat)

- Zaczynają rozwijać się piersi

- Tkliwość piersi

- Mutacja

- Pierwsze wytryski (12-14 lat)

- Polucje nocne

- Mogą pojawić się białe grudki na penisie

- Możliwa jest ginekomastia

Relacja dziecka z ciałem

W jaki sposób można pokazywać małemu dziecku, że jego ciało jest okej?

Przede wszystkim - nie przeszkadzać dziecku czuć się w nim dobrze. Ono nie jest w stosunku do swojego ciała obserwatorem, tylko jego mieszkańcem. Chce się móc swobodnie ruszać, kłaść się, kiedy ma ochotę się położyć, biegać na czworaka, jak ma ochotę biegać na czworaka. Płakać, śmiać się, jeść to, co lubi. Wtedy dziecko się ze swoim ciałem zaprzyjaźnia. Ale dorośli mogą na różne sposoby "uczyć" dziecko, że nie powinno słuchać swojego ciała. Np. w żłobku czy przedszkolu każą siedzieć na podłodze po turecku bez ruchu, a dziecko chce się poruszyć albo usiąść inaczej.

Swojej Helence mówię, że nóżki są od skakania, od tańczenia, żeby nas zanosiły w różne miejsca. Staram się jej mówić, że ciało ma wiele funkcji i jego zadaniem nie jest to, żeby zaspokajać czyjeś potrzeby estetyczne. Ale ona czasem słyszy od innych osób, że jest śliczna, że ma ładną sukienkę - czyli jest skupienie na wyglądzie. Jak to wpływa na dziecko?

Chwalenie za wygląd to pewien rodzaj oceny. Dziecko czuje, że czymś zasłużyło na pochwałę, że ktoś ma prawo rozstrzygnąć, czy wygląda dobrze, czy źle. Dowiaduje się też, że wygląd jest ważny, że są ludzie ładni i brzydcy i że lepiej jest być ładnym. To temat-rzeka, ale krótko można ująć to tak: zachwyty nad wyglądem dziecka wcale nie wspierają jego poczucia własnej wartości, wręcz przeciwnie, w przyszłości mogą spowodować problemy z zaakceptowaniem swojego wyglądu.

Ale ważne jest, jak często dziecko słyszy jakiś przekaz. Jeśli na co dzień spotyka się z komunikatem, że ciało jest okej - takie, jakie jest - że pozwala nam poczuć przyjemność ruchu, doświadczania itp., to będzie to ważniejsze niż okazjonalne oceny wyglądu.

Jak uczyć dziecko dobrego kontaktu ze swoim ciałem?

Na przykład poprzez przytulanie skóra do skóry i pokazywanie, że to przyjemne. Dużo okazji do bliskości daje karmienie piersią (warto zadbać, by tak samo dużo dotyku było przy innych sposobach karmienia). Rodzice także masują swoje dzieci, kąpią je, noszą, przebierają, przewijają - to wszystko są okazje do nieseksualnej bliskości i nieseksualnego fizycznego kontaktu.

Taki kontakt jest niezaprzeczalnie bardzo ważny. Często widzę jednak negatywne reakcje na karmienie piersią dziecka dwu-, trzyletniego. Jak długo można karmić dziecko piersią?

Tak długo, jak chce tego dziecko i mama. Długie karmienie nie niesie za sobą żadnego negatywnego wpływu na rozwój psychoseksualny dziecka. Niestety, mama karmiąca piersią często spotyka się z negatywnymi komentarzami. To pokazuje, że na widok ciała, piersi wiele osób ma erotyczne skojarzenia w sytuacjach zupełnie nieerotycznych.

Dla starszych dzieci, wychowanych w domach, w których karmi się piersią, taki widok nie jest niczym niewłaściwym ani podniecającym. Po prostu mama daje dziecku jeść.

A jeśli chodzi o oceniające komentarze innych dorosłych, to wiele mam słyszy je często i bywa to naprawdę bardzo przytłaczające. Warto więc czasem sprawdzać, jak ważna jest dla nas opinia danej osoby. Czasem z bliskimi można spokojnie porozmawiać i powiedzieć, dlaczego nie akceptujemy takich komentarzy. A te płynące z ust obcych puszczać mimo uszu albo krótko i jasno powiedzieć, że sobie ich nie życzymy.

Widzę, że Helena potrzebuje dotyku skóra do skóry - ciągle nas podszczypuje, chce mieć kontakt z ciałem mamy i taty. Wspina się na mnie, cały czas muszę patrzeć, czy nie mam jej pod nogami... Dlaczego kontakt fizyczny z rodzicami jest taki ważny?

Kontakt fizyczny z ciałem drugiego człowieka to jedna z podstawowych, biologicznych potrzeb. Ludzie potrzebują dotyku. Dla dzieci to także ważne doświadczenie, bo uczy, że można różnie dotykać i różnie być dotykanym. Dzięki wielu doświadczeniom dzieci uczą się, że nie każdy dotyk ma znaczenie seksualne - dorośli ludzie, szczególnie mężczyźni, mają często kłopot z odróżnieniem dotyku seksualnego i nieseksualnego.

Dzieci często dostają od dorosłych komunikaty, że chłopcy nie powinni się przytulać, całować. Albo taka sytuacja: chłopiec i dziewczynka przytulają się, trzymają za ręce, a dorośli od razu nadają temu takie znaczenie, że to zakochana para. To jest nadawanie seksualnego znaczenia relacji, która nie jest seksualna - dzieci po prostu chcą kontaktu fizycznego.

Masturbacja dziecięca

Dlaczego małe dzieci się masturbują?

Bo poznają swoje ciało i orientują się, że dotykanie narządów płciowych sprawia przyjemność. Czasem stoi za tym ciekawość, potrzeba nowych bodźców, zabawy, ruchu. Dotykanie miejsc intymnych rozładowuje napięcie. Nie znaczy to jednak, że dziecko masturbuje się dlatego, że odczuwa napięcie seksualne, które odczuwa osoba dorosła. Powody mogą być różne. Warto obserwować dziecko. Może być tak, że częste dotykanie narządów nie wiąże się z potrzebą przeżycia miłego doznania, tylko z dyskomfortem, np. niewygodnym ubraniem, infekcją intymną.

Pytanie od Arlety, mamy Aurelio: A co robić, kiedy chłopiec dotyka przy rodzicach siusiaka, czerpiąc przy tym wyraźną przyjemność? Jak o tym rozmawiać, jak reagować, gdy dziecko masturbuje się przy innych ludziach?

Spokojnie, normalnym głosem, ze świadomością, że dla dziecka penis lub cipka to taka sama, pozbawiona kontekstów seksualnych część ciała jak ucho czy nos. Dotyka swojego ciała z ciekawością i dla przyjemności. Nerwowa i pełna lęku reakcja rodzica daje mu odczuć, że dotykanie ciała jest czymś złym. To może wpływać na późniejszą relację dziecka ze swoim ciałem.

Dwulatkowi można po prostu powiedzieć: "Wyjmij rękę z majtek", starsze dziecko poprosić, żeby wyszło do innego pokoju czy łazienki. Ale można też nie zwracać na to uwagi. Zwykle rodzice dostrzegają więcej niż postronne osoby. Mam też takie doświadczenie, że rodziców częściej niepokoi czy krępuje, gdy masturbuje się dziewczynka, a przy chłopcu reagują spokojniej. Karanie za masturbację może spowodować konflikt wewnętrzny związany z tym, jak dziecko doświadcza swojej seksualności - przykładowo czuje jednocześnie naturalną ciekawość oraz lęk czy wstyd. Czyli przez karanie zaczyna się bać i wstydzić swoich zdrowych, naturalnych uczuć. Uczy się, że własna seksualność jest czymś niebezpiecznym.

Dla dziecka penis lub cipka to taka sama, pozbawiona kontekstów seksualnych część ciała jak ucho czy nos.

Możesz poradzić coś osobom, które zostały wychowane w konserwatywny sposób i czują się takim zachowaniem dziecka skrępowane? Jak mają zareagować na masturbację dziecka?

Zawsze warto zadawać sobie pytanie: "Co takiego w tej sytuacji wywołuje we mnie nieprzyjemne uczucia?". Sprawdzać, skąd to się bierze. Dobrze robi też rozmowa na ten temat z innymi ludźmi. Można dzięki temu dowiedzieć się, czy tylko my mamy takie odczucia, czy w innych domach podejście do ciała było podobne. Na warsztatach, które prowadzę, rodzice zwykle przekonują się, że to, co brali za problem związany z zachowaniem seksualnym dziecka, ma źródło w tym, w jaki sposób sami myślą o seksualności. Gdy więcej dowiadują się o sobie, łatwiej im poradzić sobie z zachowaniami dziecka.

Jeśli masz jakieś pytania lub wątpliwości, możesz o nich porozmawiać podczas anonimowych konsultacji na stronie www.sexed.pl.

Pamiętam z dzieciństwa, że byłam z mamą u jej koleżanki. Ona miała córkę. W zabawie z tą dziewczynką pokazywałyśmy sobie nawzajem nasze cipki. Byłyśmy bardzo małe i obie nasze mamy jakoś fajnie zareagowały, zupełnie naturalnie do tego podeszły. Ja w takiej sytuacji też chyba starałabym się zareagować bez napięcia, może skomentować, że każdy człowiek trochę inaczej wygląda, i tyle. Ale co zrobić, gdy dzieci różnej płci, np. rodzeństwo, oglądają swoje narządy płciowe albo ich dotykają?

Sprawdzić, czy wszyscy uczestnicy zabawy wyrażają na nią zgodę. To naturalne zachowania, służące zaspokojeniu ciekawości na temat budowy ciała. Nie ma w tym żadnego podtekstu. Ale ważne, by nie naruszało to niczyich granic.

Jak poznać, że przekraczane są granice?

Pojawia się wtedy dyskomfort, chęć wycofania się z sytuacji lub zamrożenie, zesztywnienie, bierność.

Rozmowy o seksualności

MS: Co zrobić, jeśli dziecko zadaje bardzo dużo pytań związanych z seksualnością?

Pozwolić sobie na przekonanie, że po prostu jest dzieckiem, które rozwija się w zdrowy sposób i okazuje ciekawość poznawczą.

MS: A co zrobić, jeśli dziecko w ogóle nie pyta o nic, co ma związek z seksem?

Być może w którymś momencie nabrało takiego przekonania, że rodziców nie może o wszystko pytać, bo pewne tematy nie są mile widziane w domu. A być może pyta, ale nie wprost, np. zagląda do łazienki i próbuje kogoś podejrzeć. Wtedy dobrym pomysłem jest podrzucanie książek lub filmów. Byłoby wspaniale, gdyby dziecko oglądało je razem z rodzicem. Różne sceny, obrazki to dobry punkt wyjścia do rozmowy.

Co zrobić, jeśli dziecko zadaje bardzo dużo pytań związanych z seksualnością? Pozwolić sobie na przekonanie, że po prostu jest dzieckiem, które rozwija się w zdrowy sposób i okazuje ciekawość poznawczą.

MS: Jest coś szczególnie godnego polecenia dla dzieci w wieku 5-9 lat?

W tym przedziale wiekowym sprawdzi się Skąd się biorą dzieci?, Skąd się (nie) biorą dzieci?, Dziecko w brzuchu mamy, a dla dzieci od 8. roku życia Odpowiedz mi! czy Zwykła książka o tym, skąd się biorą dzieci, w których zebrano przeróżne pytania dzieci dotyczące seksualności. Ośmio- czy dziewięcioletnie dzieci mogą mieć już ciekawość dojrzewania i warto mieć pod ręką przewodnik po dojrzewaniu Moonka czy Ciało-śmiało (obie książki w wersji dla chłopców i dla dziewczynek).

MS: Nasz Tadek miał kapitalną serię japońskich książek Moje ciało, o włosach, piersiach...

KBS: Ale są też inne książki, pamiętam jedną, w której było narysowane dziecko pod prysznicem, były strzałki na różne części ciała, wszystko nazwane, a strzałka celująca między nogi miała hasło: "Płeć". Na rysunku nie było różnic, jak u takiej lalki bez genitaliów.

Przed podaniem czegoś dziecku sprawdźmy to. Są książki, które utrudniają bezpieczny rozwój, np. wprowadzają mylące nazewnictwo narządów płciowych. Oczywiście w rodzinie można używać różnych nazw. Ale dziecko powinno znać anatomiczne określenia. Chociażby ze względów bezpieczeństwa. Gdyby dziecko powiedziało rodzicom, że ktoś mu pokazał penisa, to zrozumieją, o co chodzi. A jeśli zacznie używać nazw typu "strażak" - to do rodziców może nie dotrzeć, w czym rzecz.

KBS: Jak rozmawiać z dziećmi o menstruacji? Z dziewczynką, ale z chłopcem też. Ja mam dwóch synów, oni mniej więcej od początku są z tym tematem zaznajomieni. Jak byli mali, cały czas mi towarzyszyli, więc jak byłam w łazience w trakcie menstruacji, to pytali, dlaczego mi leci krew. Tłumaczyłam im, że kobiety raz w miesiącu mają okres, że nic złego mi się nie dzieje. Ale to było takie lakoniczne wytłumaczenie dla małych dzieci.

Świetny przykład. Dobrym pomysłem na wprowadzanie przeróżnych tematów jest korzystanie z codzienności. Czyli nie robimy tak, że sadzamy przy stole i urządzamy wykład, tylko wspominamy o jakimś temacie, np. będąc na zakupach, gdy kupujemy tampony. Albo w domu myjemy kubeczek menstruacyjny. Albo mama mówi, że boli ją brzuch, musi się położyć z termoforem, bo ma miesiączkę.

Taka metoda pozwala sondować, czy dziecko jest w ogóle zainteresowane tematem. Bo może nie jest teraz ciekawe, coś tam kojarzy i nie ma potrzeby pogłębiać tej wiedzy. Ale jak pojawi się pytanie, po co termofor, to w tym wieku możemy już powiedzieć bardziej szczegółowo, co się dzieje podczas miesiączki, czyli że kobiety w brzuchu mają jajniki i raz w miesiącu w jednym z nich dojrzewa komórka jajowa, która przemieszcza się jajowodami do macicy. Tam błona śluzowa przygotowuje się na wypadek sytuacji, w której mogłoby dojść do zapłodnienia i komórka jajowa potrzebowałaby odpowiedniego miejsca do rozwoju płodu. Gdy do zapłodnienia nie dochodzi, wyściółka macicy w towarzystwie krwi wypływa przez pochwę z ciała człowieka.

Są też książki wprowadzające ten temat, np. Twoje ciałopozytywne dojrzewanie Barbary Pietruszczak, w wersji dla dziewczynek i dla chłopców. Te książeczki powinny być w bibliotece każdego dziecka, żeby mogło sobie do nich zajrzeć. To jest też baza do rozmów rodziców z dzieckiem. I rzeczywiście - o miesiączce powinien wiedzieć także chłopiec, bo to podstawowa wiedza dla każdej płci.

Pytanie od Joanny z Gliwic: Mój synek ma 7 lat i już zadał nam pytanie, co to jest orgazm. Jak głęboko wchodzić w szczegóły przy tłumaczeniu?

Gdyby mnie siedmiolatek spytał o orgazm, to byłabym przeszczęśliwa, że mi ufa i to do mnie przychodzi z tym, co go interesuje. Dziecku w tym wieku wystarczy powiedzieć, że to jest odczuwanie bardzo dużej przyjemności w czasie seksu. Jeśli za jakiś czas wróci z pytaniem, bo u kogoś usłyszał coś innego, to będzie okazja do kolejnych wyjaśnień. Jeśli zapyta, co to jest seks, to warto powiedzieć, że seks jest wtedy, gdy dorosłe osoby przytulają się, najczęściej na golasa, całują. Niektóre osoby podczas seksu wprowadzają członek do pochwy, a inne dotykają swoich narządów płciowych. Bez względu na rodzaj aktywności seks wiąże się z odczuwaniem przyjemności i radości. Dla każdego seks może oznaczać coś innego. Dzieci nie odczuwają potrzeby uprawiania seksu, ponieważ ich organizmy nie wytwarzają hormonów, które są niezbędne do tego, żeby mieć ochotę na taki rodzaj bliskości z drugim człowiekiem. Dlatego też okazują sobie bliskość na inne sposoby - obejmując się, trzymając za ręce, rozśmieszając kogoś albo śmiejąc się razem z kimś, wygłupiając, łaskocząc.

To jest pytanie wynikające z ciekawości, a nie z chęci próbowania. Rodzice mają czasem taką obawę, że jak powiedzą dziecku, że to przyjemne, to ono będzie drążyć temat i szukać okazji, żeby się samemu przekonać. To tak nie działa. Do odczuwania pożądania seksualnego potrzebne są jeszcze hormony płciowe, które do okresu dojrzewania nie są wydzielane w taki sposób, żeby to fizjologicznie było możliwe.

MS: A jak wspierać, gdy dziecko nie tylko nie zadaje pytań, ale dodatkowo ucina każdą rozmowę o seksualności, którą zaczyna rodzic?

Nic na siłę. Jeśli dziecko ucina temat, to znaczy, że z jakichś powodów nie chce rozmawiać. Wtedy nie naciskajmy. Miejmy w domowej biblioteczce książki, które temat podejmują, i tyle. Te, które są dostosowane do wieku dziecka, niech będą w zasięgu, aby mogło samo sobie je oglądać, gdy zaciekawi je ten temat.

Chłopcy

Pytanie od Ani, mamy siedmiolatka: O jakich zmianach w ciele chłopca powiedzieć mu na początek?

Że zmieni się sporo rzeczy. Będą się robiły krosty na skórze. Będą rosły włosy w różnych miejscach - pod pachami, na wzgórku łonowym, mosznie. Pojawi się mutacja, czyli głos będzie raz wysoki, raz niski, co bywa kłopotliwe, ale na szczęście trwa dość krótko. U chłopców może pojawić się ginekomastia - brodawki sutkowe są wtedy powiększone i bardzo wrażliwe.

MŻ: Sam pamiętam, jakie to było bolesne. U mnie trwało to trzy lata, chodziłem ubrany w trzy koszulki wkładane jedna na drugą, wstydziłem się powiększonych piersi, cierpiałem, nie mogłem grać w kosza. To było okropne. Co jeszcze rodzice powinni przekazać chłopcu?

Na przykład to, że w czasie dojrzewania zapach ciała się zmienia. Żyjemy w czasach, w których mało jest akceptacji dla naturalnych zapachów, więc dobrze jest wcześniej o tym dziecku powiedzieć, że ten zapach będzie inny, zanim chłopak zacznie mieć kompleksy, że śmierdzą mu nogi czy pachy. Warto wyprzedzić te zmiany i nauczyć chłopca dbania o higienę w tym zakresie, np. porozmawiać o przycinaniu włosów pod pachami, dokładnym codziennym myciu potliwych miejsc i używaniu dezodorantów.

Na penisie mogą pojawić się białe grudki, czyli gruczoły łojowe, które nie powinny być powodem niepokoju, ale jeśli będą wydawać się nietypowe lub pojawi się ból, to konsultacja urologiczna jest potrzebna, bo infekcja może zdarzyć się w każdym wieku. Pod napletkiem będzie się intensywniej zbierać substancja określana jako mastka. O tym już w wieku przedszkolnym chłopiec powinien wiedzieć, ale teraz należy mu przypomnieć, że do codziennej higieny należy ściąganie napletka i mycie całego penisa.

MŻ: Jak o tym wszystkim mówić? Jakiego używać języka, żeby pokazać dziecku, że te zmiany są czymś dobrym, fascynującym?

Odpowiem jednym słowem - naturalnie, tzn. bez skrępowania, zgodnie z dostępną wiedzą, zrozumiałym językiem, bez nadmiernej potoczności i naukowości. Z zaciekawieniem i spokojem. Dobrze też jest dodać do tego entuzjazm, pokazywać dojrzewanie jako coś fascynującego, cieszyć się z niego. Jeśli dorosły ma z tym problem, niech najpierw porozmawia z innym dorosłym, żeby nabrać tzw. swobody psychologicznej. To świetna okazja, żeby rodzice obgadali to ze sobą, a potem porozmawiali z dzieckiem przy nadarzającej się okazji. Odradzam urządzanie specjalnych pogadanek. Życie codzienne, wydarzenia w najbliższym otoczeniu przysparzają wiele okazji ku temu.

Pytanie od Piotra z Warszawy: Syn ma 12 lat - zacząć już jakieś rozmowy o ejakulacji i wzwodzie?

Już dziewięcioletni chłopiec powinien wiedzieć, że będzie mieć polucje. W tym wieku to będzie dla niego ciekawostka biologiczna, bo to go jeszcze w ogóle nie dotyczy. Powinien też wiedzieć, że może o tym fakcie powiedzieć rodzicom albo może zachować to dla siebie. Jeden radośnie oznajmi: ,,Już mam polucje, jak się używa pralki, bo muszę uprać pościel", drugi poprosi o czyste prześcieradło, trzeci będzie zawstydzony, mimo że wcześniej z nim o tym rozmawialiśmy. Należy to uszanować jako coś intymnego i postępować zgodnie z odczuciami chłopca. Ten temat można poruszyć podczas ogólnej rozmowy o dojrzewaniu, mówiąc: "u nastolatków i osób dorosłych w nocy zdarzają się erekcje i wytryski, penis robi się większy, twardszy i wypływa z niego sperma. To znak, że osoba zdrowo się rozwija. Plamę na bieliźnie lub pościeli pierze się, a z ciała zmywa". Ważne, żeby chłopiec wcześniej wiedział, że to objaw prawidłowego rozwoju i jak ma zadbać o siebie, np. zmienić piżamę, a nie po kryjomu ją upychać do pralki.

Transpłciowe dziecko

IZ: Do tej pory w tej książce pierwsze pytanie zadawali rodzice. Ale tym razem zróbmy wyjątek. Możecie powiedzieć, czy wcześniej, przed tym, jak wasza córka powiedziała wam, że jest kobietą, a nie mężczyzną, podejrzewaliście, że jej tożsamość płciowa nie jest zgodna z płcią metrykalną?

MJ: Trochę to spadło na nas jak grom z jasnego nieba. Jesteśmy rodzicami młodej dorosłej osoby transpłciowej, która wyoutowała się tuż po uzyskaniu pełnoletności. To, o czym w tej książce piszecie przez pierwsze pięć rozdziałów, przeszliśmy w przekonaniu, że dwójka naszych dzieci to syn i córka. Przez wiele lat wiedzieliśmy, że coś jest nie tak. To nie było szczęśliwe dziecko, to nie był szczęśliwy nastolatek. Gubiliśmy się w domysłach. Próbowaliśmy się dowiedzieć, wypytać. Mieliśmy hipotezy idące w stronę orientacji homoseksualnej. Ale deklaracja na temat transpłciowości była dla mnie całkowitym zaskoczeniem.

PJ: Jakiś rok, półtora przed wyoutowaniem dowiedzieliśmy się od naszego dziecka, że ma orientację biseksualną. Wtedy po raz pierwszy w naszej rozmowie pojawił się wątek seksualności. Oczywiście wcześniej uświadamialiśmy dzieci, ale pierwszy raz nasze dziecko wyraźnie powiedziało coś na temat swojej własnej sfery seksualnej.

Jak zareagowaliście?

PJ: Luz, okej.

MJ: I nic więcej się po tym nie wydarzyło. W naszym domu nie zaczęli się pojawiać partnerzy albo partnerki. W ogóle nikt znajomy nie przychodził do naszego dziecka. To był właśnie problem - nasze dziecko było wycofane, samotne, nieszczęśliwe, cierpiące po cichu. Nic nie byliśmy w stanie zrobić. Wypychaliśmy je do pracy wakacyjnej, do zajęć pozaszkolnych.

PJ: Do ludzi. "Kochanie, może pojedź na kurs językowy".

MJ: Na jakikolwiek kurs! Może na żaglówki?

Udawało się?

MJ: Niby tak, ale każda próba była okupiona rozczarowaniem. Nic z tego nie wynikało. Pojawiały się krótkotrwałe znajomości, które nie przechodziły w żadną trwałą relację.

PJ: To rozczarowanie było obopólne. Nasze dziecko było rozczarowane swoim życiem, ale nie możemy ukrywać tego, że my też byliśmy rozczarowani.

MJ: Może raczej zasmuceni...

PJ: Zasmuceni to brzmi tak, jakbyśmy byli tacy superdobrzy i zatroskani. A my nie byliśmy superdobrzy. Byliśmy...

Zniecierpliwieni?

MJ: To prawda. Miałam czasami momenty takiego jakiegoś wkurzenia i myśli, czy to dziecko nie mogłoby wreszcie wyjść z tego domu i coś zrobić ze sobą?

To zupełnie naturalne.

MJ: Strasznie źle się z tym czuję, bo teraz wiem, co było źródłem ówczesnego cierpienia. Nasze dziecko non stop siedziało w domu, w takim małym pokoju, w klitce, leżało na piętrowym łóżku, nigdzie nie wychodziło. Niedawno zrobiliśmy remont, wyburzyliśmy ścianę do tego pokoju. Oczywiście spytaliśmy dziecko, czy możemy to zrobić. Powiedziała, że tak, bo nie ma dobrych wspomnień z tego miejsca. Przyznaję, długo nie przechodziło mi przez gardło słowo: "córka" czy imię, które sobie wybrała. Teraz już tak się do niej zwracam, mówię: "córeczko". Nasze rozmowy się zmieniły, tak jak i relacje. Ale na początku mówiłam i myślałam: "dziecko". W telefonie miałam ją zapisaną jako "dziecko warszawskie". Bo mamy też młodsze dziecko, gdyńskie.

PJ: Wypchnęliśmy nasze dziecko z Gdyni, gdzie mieszkamy, do Warszawy, na studia. Jej wyoutowanie odbyło się przez telefon. Umówiła się z nami na rozmowę. Jakiś czas przed tym powiedziałem do Magdy, że nie zdziwiłbym się, jakby było trans. Wcześniej tego nie podejrzewałem, ale przed tą rozmową często słyszeliśmy, że nasze dziecko robi badania, spotyka się z lekarzami. Nagle w głowie zaczął mi się z tych kawałków puzzli układać większy obraz.

MJ: Ja akurat prędzej spodziewałabym się informacji, że zostaniemy dziadkami. A usłyszeliśmy, że nasze dziecko od dawna czuje się kobietą, że ma wybrane nowe imię. Byłam kompletnie zaskoczona.

Jak na to zareagowała wasza młodsza córka?

MJ: Zmagała się ze stratą dawnego rodzeństwa. Nasze dzieci zawsze miały bliską relację, bardzo dobrze się dogadywały. Bawiły się razem, grały na komputerze. Nigdy nie było między nimi kłótni, bójek. Już to, że starsze dziecko wyjechało na studia, było dla młodszej córki trudne. I stało się jeszcze trudniejsze.

Słucham waszej historii i myślę, że ona w zasadzie odzwierciedla doświadczenia wielu innych rodziców. Rodzice widzą, że dziecko jest smutne, apatyczne, nie nawiązuje relacji, nie wchodzi w związki, nie chce się z nikim spotykać. Rodzice na początku przypisują takie reakcje i zachowania wiekowi dojrzewania i przekonują siebie, że to samo przejdzie. Kiedy nie przechodzi, zaczynają szukać przyczyn, rozmawiają z dzieckiem i kiedy dowiadują się, co leży u podłoża, są kompletnie zaskoczeni. To przygnębienie i wycofanie dziecka pojawia się jako rezultat przeżywania swojej tożsamości płciowej jako innej od tej nadanej, metrykalnej, i wszystkich tego konsekwencji: gwałtownych zmian ciała, które pokazują, że to, co się dzieje, jest często nieodwracalne, ale przede wszystkim obaw przed czyjąś negatywną reakcją i napięcia związanego z realnym zagrożeniem wyśmiania, odrzucenia, przemocy. Nastolatek czy nastolatka transpłciowa nie ma możliwości przeżywać siebie jak większość rówieśników i rówieśniczek. Ten stres związany z ukrywaniem się, silnym poczuciem, że nie może żyć zgodnie z tym, kim się czuje, doprowadza do tego, że człowiek nie jest w stanie nic zrobić - realizować zainteresowań, uczyć się, poznawać ludzi. Nierozumiejący zwykle świat pokazuje takiemu dziecku, że uważa je za dziwne, inne, więc ono nie umie się odnaleźć w rzeczywistości, bo rzeczywistość wymaga, aby było kimś innym. To właśnie jest przyczyna, dla której wpada w silne stany depresyjne, lękowe.

MJ: Często chyba jest tak, że szuka kontaktu ze światem w internecie.

Dokładnie. Boi się wyjść z domu, powiedzieć komukolwiek o sobie, boi się odrzucenia, stygmatyzacji, tego, że informacja rozniesie się w szkole. Poziom lęku i napięcia jest tak wysoki, że w konsekwencji powoduje izolację i wycofanie, zamknięcie we własnym wewnętrznym świecie. A przypomnijmy, że dodatkowo taka nastoletnia osoba również mierzy się ze wszystkimi etapami dojrzewania, które omówiono we wcześniejszych rozdziałach tej książki.

Druga typowa rzecz, o której mówicie, to sposób, w jaki informacja o transpłciowości jest przekazywana rodzicom. To napięcie związane z ukrywaniem tajemnicy przez tak długi czas narasta do poziomu, w którym prawie można się nią udusić, i przychodzi moment, kiedy to pęka. Czasem mówi się o tym nagle, bo towarzyszą temu jakieś zewnętrzne okoliczności, innym razem jakoś tak mimochodem, czasem na odległość: listownie albo tak jak w waszym przypadku - przez telefon. Tak jest łatwiej - nie widać reakcji rodzica, nie trzeba się z nią mierzyć, po zakończonej rozmowie rodzic lub oboje zostaną z tą informacją, którą będą musieli przetrawić. Rodzice są ważni dla nastolatków - o tym, jak bardzo, świadczą, dość paradoksalnie, wyniki badań. Według różnych danych rodzice dowiadują się o transpłciowości dziecka jako ostatni z bliskich osób. Tak duża jest jego obawa, czy zostanie przez rodziców zaakceptowane. I dzieje się tak nawet wtedy, gdy rodzice na co dzień są wspierający i nie ma żadnych sygnałów wskazujących, że mogliby dziecko po takim wyznaniu odrzucić.

MJ: Od znajomych rodziców dzieci transpłciowych wiem, że czują zawód i smutek. Pytają, trochę retorycznie, dlaczego dziecko nie powiedziało im wcześniej, dlaczego nie zaufało, dlaczego obawiało się odrzucenia. To dla nich bardzo trudne.

Rozumiem ich. Rodzice chcą, aby dziecko było z nimi szczere, żeby to im mówiło o wszystkich ważnych sprawach w swoim życiu. Ale to jest tak ważna rzecz i tak poważna, że pełna lęku perspektywa dziecka ("Jak zareagują moi rodzice?") jest dla mnie w pełni naturalna. Choć od razu wyłania się tu kolejna, trzecia charakterystyczna kwestia: rodzice najczęściej się nie spodziewają, że dziecko jest transpłciowe, i ta wiadomość ich zupełnie zaskakuje. Pytam rodziców na konsultacjach, czy miał pan, pani jakieś podejrzenia. I niemal zawsze w odpowiedzi słyszę: "Nie! Nie miałem, nie miałam żadnych podstaw, żeby tak myśleć!". A tymczasem dziecko wysyła sygnały, że coś się dzieje, ale tych sygnałów rodzice albo nie dostrzegają, albo - nawet gdy je widzą - nie przychodzi im do głowy, że tożsamość płciowa ich dziecka różni się od nadanej mu lub jej płci.

I wreszcie czwarta rzecz, o której właśnie powiedzieliście: smutek i poczucie utraty. Powiedzmy, że rodzice przez kilkanaście lat myśleli, że żyli z synem, i nagle dowiadują się, że tego syna nie ma. Że to jest i zawsze była córka. W opracowaniach naukowych ten stan emocjonalny jest porównywany do procesu żałoby po śmierci lub utracie kogoś bliskiego. Pojawiają się typowe dla żałoby reakcje szoku, złości, negocjowania, zaklinania rzeczywistości i nadziei, przejmującego smutku. Rodzicowi może się wydawać, że jeśli COŚ zrobi, to wszystko będzie jak dawniej. Rodzic ma prawo tak się czuć i nie ma w tym nic nieadekwatnego. I dobrze, żeby wtedy miał z kim to przeżywać. Może o tym mówić w grupie wsparcia, podczas wizyty u psychologa, terapeutki, w rozmowie z kimś bliskim. Byle nie z dzieckiem. Ono nie może być powiernikiem tego żalu ani być odpowiedzialne za to, jak rodzic sobie z tym radzi. Zresztą - ono przeżywa tę sprawę zupełnie inaczej. Nareszcie może być sobą. Nie tą osobą, którą opłakuje rodzic.

PJ: Dorzucę na pocieszenie, że równolegle do procesu żegnania się ze "starym" dzieckiem trwa proces witania się z "nowym" dzieckiem. I, co też krzepiące, żegnamy dziecko mroczne, nieszczęśliwe, samotne. A witamy to samo dziecko, ale jasne, rozpoczynające takie życie, jakim od dawna chciało żyć. To, co najgorsze, ono ma już za sobą.

Wchodzenie w bliskie związki

AK: W jakim stopniu niepełnosprawność ogranicza możliwość zbliżeń? Ktoś może mieć jakieś rurki, coś wystaje z brzucha, ktoś nie podniesie ręki albo nogi...

Jest wiele specyficznych charakterystyk ciała z niepełnosprawnością, ale nie określałabym ich jako ograniczające. Tu raczej chodzi o poszukiwanie alternatywnych rozwiązań do tych powszechnie stosowanych. Tego właśnie uczymy na warsztatach dotyczących seksualności młodych dorosłych z niepełnosprawnością. Ekspresja seksualności to obszar intymności, więc rolą rodziców jest raczej kontakt z organizacjami, które zajmują się tym tematem, a nie bezpośredni instruktaż. Zasobem jest informacja o charakterze emocjonalnym - postrzegamy ciebie jako młodą kobietę/mężczyznę/osobę niebinarną i to oczywiste dla nas, że będziesz samostanowić o swojej seksualności.

DS: Ja też chciałbym się dowiedzieć, jak to wygląda, chociażby ze względu na naszą córkę. Ale z drugiej strony czuję, że taka moja ciekawość to wchodzenie z butami do czyjegoś intymnego życia. No i przecież każdy przypadek jest inny.

Super, że o tym mówisz. Nasza seksualność jest wpisana w tzw. proces autonomizacji. Kiedy stajemy się nastolatkami, to mamy wywalone na rodziców i nie mówimy im o swojej seksualności. I to jest prawidłowe, bo bez tego nie możemy się wyodrębnić, odłączyć od nich i stać się dorośli. I niepełnosprawność nic do tego nie ma.

Życie seksualne waszej córki od 11. roku życia będzie zasadniczo jej sprawą. Pewnie czasem będzie się wam wypłakiwać, jak się nieszczęśliwie zakocha albo jak będzie przeżywać swój wygląd. Sprawna dziewczyna też to przeżywa. Będziecie też przy niej przy pierwszej miesiączce, przy kiełkujących piersiach czy nawet w pierwszych drgnieniach związanych z odczuwaniem pożądania. Możliwe, że z takimi sprawami będzie jej łatwiej zwrócić się do mamy.

DS: A jaka jest rola ojca?

Przypomina mi się pewna dziewczyna, z którą kiedyś rozmawiałam. Jest feministką, studentką, bardzo walczącą o swoją samodzielność. Powiedziała mi, że bardzo dużo zawdzięcza ojcu, który mówił do niej w trakcie rehabilitacji: "Ćwiczymy, staraj się, bo nie będę cię na randki prowadzał". Dawał jej do zrozumienia, że postrzega ją jako dziewczynę, że będzie kiedyś dorosłą, samodzielną kobietą i już ją do tego przygotowuje. I to jest symbolicznie rola ojca - żeby wierzył w swoje dziecko.

DS: Kiedyś Amelka szukała dla siebie chłopaka. Chciała, żeby wyglądał jak Draco Malfoy z Harry'ego Pottera. Szukałem razem z nią zdjęć w internecie i mówiłem: "Kiedyś znajdziesz takiego chłopaka". Ona czuje, że my wiemy, że ona na pewno znajdzie swojego Draco Malfoya.

Myślę, że to jest ważne, żeby z jednej strony wkręcać dziecko w świat ludzi sprawnych, ale z drugiej strony, żeby nie izolować od innych dzieci z niepełnosprawnościami. Rodzice czasami wyobrażają sobie partnera/partnerkę dla swojego dziecka trochę jako przyszłego opiekuna lub opiekunkę - że to będzie sprawny facet, sprawna kobieta.

A prawda jest taka, że może w życiu waszej córki pojawi się sprawny facet albo sprawna kobieta. A może to będzie osoba równie nienormatywna jak ona. Może będzie wymagać jakiejś pomocy, nie będzie w pełni samoobsługowa, ale będzie kochać i rozumieć waszą córkę. Niech to będzie jej pole wyboru.

AK: Jak zadbać o to, żeby dziecko z niepełnosprawnością miało swoje grono kolegów i koleżanek?

Jeśli to tylko możliwe, powinno spotykać rówieśników i rówieśniczki w szkole. W naszym kraju często niestety jest tak, że dziecko z niepełnosprawnością wprawdzie jest włączone w system edukacyjny, ale odbywa indywidualne lekcje w domu. I to jest złe dla rozwoju, również seksualnego.

Ale o wiele rzeczy mogą zadbać rodzice. Od nich zależy, z kim dziecko będzie przebywać. Czy będzie odwiedzać inne dzieci w domach, bawić się z nimi, umawiać. Trzeba sobie poukładać takie kwestie, jak pomaganie dziecku, zaspokajanie potrzeb, gdy jest z kimś innym niż z rodzicami. Np. ustalić z opiekunami innych dzieci, żeby nie przejmowali się naszą pociechą bardziej niż swoimi. Chodzi o pewnego rodzaju normalność, równość.

AK: A jeśli dziecko ma jednak specjalne potrzeby i trzeba mu pomagać bardziej niż innym?

Dziecko z niepełnosprawnością już w wieku 9-10 lat powinno wiedzieć, jakiego wsparcia potrzebuje, i umieć o tym mówić. To powinno być wyuczone. Za chwilę wejdzie w okres wczesnego dojrzewania (10-11 lat) i zarówno ono samo, jak i jego rówieśnicy zaczną się zmieniać. Dzieci w tym wieku porównują się między sobą. I to jest ważne, żeby dziecko z niepełnosprawnością nie było przez kolegów i koleżanki odbierane ani jako roszczeniowe, ani jako zamknięte w sobie, bo wtedy nie odnajdzie się w grupie rówieśniczej. Powinno umieć w otwarty i prosty sposób powiedzieć, czego potrzebuje. Np. zaczepić obcą osobę na ulicy, żeby pomogła pokonać schody. Powiedzieć komuś, że potrzebuje, żeby przenieść wózek, wyjaśnić, jak go złapać, żeby nie zrobić nikomu krzywdy. Trochę starsze dziecko jeżdżące na wózku, powiedzmy czternastoletnie, powinno choćby wiedzieć, jak znaleźć toaletę, w której będzie mogło się samo wycewnikować. Bo jeżeli tego nie będzie potrafiło zrobić, to nie pójdzie z kolegami i koleżankami do kina czy na pizzę. Musi umieć wyłuskać z grupy taką osobę, którą może poprosić, żeby np. przytrzymała drzwi toalety. Jeśli dziecko ma się prawidłowo rozwijać psychospołecznie, to jest ważne, żeby jako nastolatek/nastolatka mogło w miarę komfortowo przebywać z rówieśnikami, a nie pozostawać wciąż pod rodzicielskim kloszem.

DS: Jak wyczuć, w czym dziecku pomagać, wyręczać, a co ono może zrobić samo?

Tu przydadzą się specjaliści. Szczególnie fizjoterapeuci. Z nimi pracuje się nad tym, co osoba z niepełnosprawnością może robić sama, a czego robić nie może. I ten obszar niemożliwości zaspokajają najpierw rodzice, ale potem trzeba nauczyć dziecko, jak ma sobie dać radę, kiedy rodziców w pobliżu nie ma.

Znam młodych ludzi na wózkach, którzy bez towarzystwa rodziców jeżdżą na koncerty, wycieczki - wiedzą, jak i kogo poprosić o pomoc. To jest też ważne, żeby młoda osoba z niepełnosprawnością miała takich zaufanych ludzi w swoim otoczeniu, których np. może poprosić, by byli gdzieś w pobliżu, na wszelki wypadek, gdy umawia się na randkę z nowo poznanym człowiekiem. Żeby umiała zadbać o swoje bezpieczeństwo.

AK: W jakim stopniu niepełnosprawność ogranicza możliwość zbliżeń? Ktoś może mieć jakieś rurki, coś wystaje z brzucha, ktoś nie podniesie ręki albo nogi...

Jest wiele specyficznych charakterystyk ciała z niepełnosprawnością, ale nie określałabym ich jako ograniczające. Tu raczej chodzi o poszukiwanie alternatywnych rozwiązań do tych powszechnie stosowanych. Tego właśnie uczymy na warsztatach dotyczących seksualności młodych dorosłych z niepełnosprawnością. Ekspresja seksualności to obszar intymności, więc rolą rodziców jest raczej kontakt z organizacjami, które zajmują się tym tematem, a nie bezpośredni instruktaż. Zasobem jest informacja o charakterze emocjonalnym - postrzegamy ciebie jako młodą kobietę/mężczyznę/osobę niebinarną i to oczywiste dla nas, że będziesz samostanowić o swojej seksualności.

DS: Ja też chciałbym się dowiedzieć, jak to wygląda, chociażby ze względu na naszą córkę. Ale z drugiej strony czuję, że taka moja ciekawość to wchodzenie z butami do czyjegoś intymnego życia. No i przecież każdy przypadek jest inny.

Super, że o tym mówisz. Nasza seksualność jest wpisana w tzw. proces autonomizacji. Kiedy stajemy się nastolatkami, to mamy wywalone na rodziców i nie mówimy im o swojej seksualności. I to jest prawidłowe, bo bez tego nie możemy się wyodrębnić, odłączyć od nich i stać się dorośli. I niepełnosprawność nic do tego nie ma.

Życie seksualne waszej córki od 11. roku życia będzie zasadniczo jej sprawą. Pewnie czasem będzie się wam wypłakiwać, jak się nieszczęśliwie zakocha albo jak będzie przeżywać swój wygląd. Sprawna dziewczyna też to przeżywa. Będziecie też przy niej przy pierwszej miesiączce, przy kiełkujących piersiach czy nawet w pierwszych drgnieniach związanych z odczuwaniem pożądania. Możliwe, że z takimi sprawami będzie jej łatwiej zwrócić się do mamy.

DS: A jaka jest rola ojca?

Przypomina mi się pewna dziewczyna, z którą kiedyś rozmawiałam. Jest feministką, studentką, bardzo walczącą o swoją samodzielność. Powiedziała mi, że bardzo dużo zawdzięcza ojcu, który mówił do niej w trakcie rehabilitacji: "Ćwiczymy, staraj się, bo nie będę cię na randki prowadzał". Dawał jej do zrozumienia, że postrzega ją jako dziewczynę, że będzie kiedyś dorosłą, samodzielną kobietą i już ją do tego przygotowuje. I to jest symbolicznie rola ojca - żeby wierzył w swoje dziecko.

DS: Kiedyś Amelka szukała dla siebie chłopaka. Chciała, żeby wyglądał jak Draco Malfoy z Harry'ego Pottera. Szukałem razem z nią zdjęć w internecie i mówiłem: "Kiedyś znajdziesz takiego chłopaka". Ona czuje, że my wiemy, że ona na pewno znajdzie swojego Draco Malfoya.

Myślę, że to jest ważne, żeby z jednej strony wkręcać dziecko w świat ludzi sprawnych, ale z drugiej strony, żeby nie izolować od innych dzieci z niepełnosprawnościami. Rodzice czasami wyobrażają sobie partnera/partnerkę dla swojego dziecka trochę jako przyszłego opiekuna lub opiekunkę - że to będzie sprawny facet, sprawna kobieta.

A prawda jest taka, że może w życiu waszej córki pojawi się sprawny facet albo sprawna kobieta. A może to będzie osoba równie nienormatywna jak ona. Może będzie wymagać jakiejś pomocy, nie będzie w pełni samoobsługowa, ale będzie kochać i rozumieć waszą córkę. Niech to będzie jej pole wyboru.

AK: Jak zadbać o to, żeby dziecko z niepełnosprawnością miało swoje grono kolegów i koleżanek?

Jeśli to tylko możliwe, powinno spotykać rówieśników i rówieśniczki w szkole. W naszym kraju często niestety jest tak, że dziecko z niepełnosprawnością wprawdzie jest włączone w system edukacyjny, ale odbywa indywidualne lekcje w domu. I to jest złe dla rozwoju, również seksualnego.

Ale o wiele rzeczy mogą zadbać rodzice. Od nich zależy, z kim dziecko będzie przebywać. Czy będzie odwiedzać inne dzieci w domach, bawić się z nimi, umawiać. Trzeba sobie poukładać takie kwestie, jak pomaganie dziecku, zaspokajanie potrzeb, gdy jest z kimś innym niż z rodzicami. Np. ustalić z opiekunami innych dzieci, żeby nie przejmowali się naszą pociechą bardziej niż swoimi. Chodzi o pewnego rodzaju normalność, równość.

AK: A jeśli dziecko ma jednak specjalne potrzeby i trzeba mu pomagać bardziej niż innym?

Dziecko z niepełnosprawnością już w wieku 9-10 lat powinno wiedzieć, jakiego wsparcia potrzebuje, i umieć o tym mówić. To powinno być wyuczone. Za chwilę wejdzie w okres wczesnego dojrzewania (10-11 lat) i zarówno ono samo, jak i jego rówieśnicy zaczną się zmieniać. Dzieci w tym wieku porównują się między sobą. I to jest ważne, żeby dziecko z niepełnosprawnością nie było przez kolegów i koleżanki odbierane ani jako roszczeniowe, ani jako zamknięte w sobie, bo wtedy nie odnajdzie się w grupie rówieśniczej. Powinno umieć w otwarty i prosty sposób powiedzieć, czego potrzebuje. Np. zaczepić obcą osobę na ulicy, żeby pomogła pokonać schody. Powiedzieć komuś, że potrzebuje, żeby przenieść wózek, wyjaśnić, jak go złapać, żeby nie zrobić nikomu krzywdy. Trochę starsze dziecko jeżdżące na wózku, powiedzmy czternastoletnie, powinno choćby wiedzieć, jak znaleźć toaletę, w której będzie mogło się samo wycewnikować. Bo jeżeli tego nie będzie potrafiło zrobić, to nie pójdzie z kolegami i koleżankami do kina czy na pizzę. Musi umieć wyłuskać z grupy taką osobę, którą może poprosić, żeby np. przytrzymała drzwi toalety. Jeśli dziecko ma się prawidłowo rozwijać psychospołecznie, to jest ważne, żeby jako nastolatek/nastolatka mogło w miarę komfortowo przebywać z rówieśnikami, a nie pozostawać wciąż pod rodzicielskim kloszem.

DS: Jak wyczuć, w czym dziecku pomagać, wyręczać, a co ono może zrobić samo?

Tu przydadzą się specjaliści. Szczególnie fizjoterapeuci. Z nimi pracuje się nad tym, co osoba z niepełnosprawnością może robić sama, a czego robić nie może. I ten obszar niemożliwości zaspokajają najpierw rodzice, ale potem trzeba nauczyć dziecko, jak ma sobie dać radę, kiedy rodziców w pobliżu nie ma.

Znam młodych ludzi na wózkach, którzy bez towarzystwa rodziców jeżdżą na koncerty, wycieczki - wiedzą, jak i kogo poprosić o pomoc. To jest też ważne, żeby młoda osoba z niepełnosprawnością miała takich zaufanych ludzi w swoim otoczeniu, których np. może poprosić, by byli gdzieś w pobliżu, na wszelki wypadek, gdy umawia się na randkę z nowo poznanym człowiekiem. Żeby umiała zadbać o swoje bezpieczeństwo.