GORGONI, CELJA, PIASTUNKA
Celji.
CELIA
wychodzi zapłakana; ojciec idzie za nią:
Nie, mój ojcze, nie zgodzę się nigdy z tym losem.
GORGONI:
Co ty tam, żmijko mała, mamrotasz pod nosem!
Ty chcesz zmieniać, com sobie ułożył tak pięknie?
Myślisz, że od twych fochów wola moja zmięknie?
I głupie urojenia twej głowizny młodej
Śmią z ojcowskim rozumem puszczać się w zawody?
Czy ojciec, czy też córka, prawa tu dyktuje?
Kto z nas dwojga, jak myślisz, trafniej odgaduje,
Co będzie lepszem, głupia dziewczyno, dla ciebie.
Ej, nie drażnij mnie dłużej, bo, jak Bóg na niebie,
Mogłabyś poznać, gdy cię przez plecy popieszczę,
Czy me ojcowskie ramię dość krzepkie jest jeszcze!
To też, najlepiej zrobisz, tak mi się wydaje,
Biorąc bez fochów męża, którego ci daję.
Powiadasz, że nieznaną ci jego osoba;
Chciałabyś wiedzieć wprzódy czy ci się spodoba.
Ja znam jego majątek: w roztropnym wyborze,
O cóż jeszcze innego mam się troszczyć może?
I gdy mąż ma dukatów dwadzieścia tysięcy,
Aby się mógł spodobać, czegóż trzeba więcej?
Możesz mi, moja córko, zawierzyć na słówko,
Nie może być zły człowiek z tak piękną gotówką.
CELIA: O Boże!
GORGONI: Co: "o Boże"! Cóż to znów u licha?
Ejże, niech mi panienka tak bardzo nie wzdycha,
Bo gdy raz ma cierpliwość wreszcie się odmieni,
Zaśpiewasz mi: "o Boże"! ale trochę cieniej!
To skutki twoich książek: oto są owoce,
Że panna nos w romansach trzyma dnie i noce;
Pełna głowa u ciebie tych miłosnych bredni,
Lepiej znasz żywot Klelj, niż pacierz powszedni.
Rzuć do ognia piśmideł tych głupich kram cały,
Co już tyle dusz młodych na zgubę wydały;
Wolałabyś, miast czytać te baśnie jałowe,
Kwartynami Pibraka wzbogacić swą głowę,
Lub wziąć do rąk Matjasza
Tablice uczone,
Z których niejedną wartoby spamiętać stronę.
Ucieczka grzesznych też jest dobra dla młodzieży;
Z niej nauczysz się rychło jak ci żyć należy,
I, gdybyś była wzrosła w takich myśli kole,
Umiałabyś dziś lepiej szanować mą wolę.
CELJA: Jakto, ojcze! więc żądasz, aby moja dusza
Zdeptała dzisiaj miłość i wiarę Leljusza?
Słuchać twoich rozkazów jam była gotową,
Lecz sam mu wszak oddałeś serce me i słowo.
GORGONI:
Chociażbym dziesięć razy dał mu słowo twoje,
Przyszedł inny, bogatszy, o więcej nie stoję.
Leljusz jest ładny chłopiec, lecz, w męża wyborze,
Żaden wzgląd nad majątkiem przeważyć nie może.
Złoto i najbrzydszego przystroi w powaby;
Bez złota, wszelki urok jest z czasem zbyt słaby.
Nie kochasz Walerego; lecz, w małżeńskiej próbie,
Chociaż go dziś nie kochasz, pokochasz po ślubie,
Pożycie łączy ludzi; rzecz to pospolita,
Że miłość wśród małżeństwa dopiero zakwita.
Ale czym ja oszalał, że się w racje bawię
Tam, gdzie rozkazać jestem w najpełniejszem prawie!
Dość na tem; nie kuś mojej cierpliwości świętej;
Niechaj się wreszcie skończą twe głupie lamenty.
Dziś wieczór zięć mój stanie przed twojem obliczem:
Pilnuj się, proszę, byś mu nie chybiła w niczem;
Jeśli go tu nie przyjmiesz jak umiesz najładniej,
Już ja cię... Nie chcę mówić, ale sama zgadnij.