Siła przetrwania. Największe górskie tragedie - Maciej Piera

Kup ebooka

38.00 zł
31.16 zł (32,22 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
Au­tor: Ma­ciej Pie­ra
Re­dak­cja: Mag­da­le­na Bin­kow­ska
Ko­rek­ta: Ka­ta­rzy­na Zio­ła-Ze­mczak
Re­dak­cja tech­nicz­na: Ja­ro­sław Ja­błoń­ski
Pro­jekt gra­ficz­ny ma­kie­ty: Stu­dio KA­RAN­DASZ
Skład: Iza­be­la Kruź­lak
Pro­jekt gra­ficz­ny okład­ki: Faj­ne Chło­pa­ki
Zdję­cia: ar­chi­wum Joh­na Duf­fa (109, 110, 125, 140), ar­chi­wum ro­dzi­ny Pro­da­now (187, 194, 197, 217, 225, 229), Issi Ban­ner­man (101, 115, 134-135), do­me­na pu­blicz­na (31, 43, 52, 53, 55, 62, 81, 82, 154, 155, 159, 183, 247, 249, 251, 252, 257, 258, 259, 263, 270, 271, 319, 321, 327), Ali­na Go­lo­vko (lewe skrzy­deł­ko okład­ki), One step for­ward (70-71), Ry­szard Paw­łow­ski (281, 289, 293, 295, 306), Ka­ta­rzy­na Pe (16), Ma­ciej Pie­ra (59, 61, 66), Pi­xa­bay (20-21, 22, 57, 77, 80, 143, 192, 205, 218, 328, 335, 352, 356), Unsplash (8-9, 12, 26-27, 28, 33, 44, 65, 83, 86-87, 90, 118, 146, 163, 169, 172-173, 176, 190, 236, 314, 320, 322-323, 331, 340-341, 344-345, 350, 354, 362-363, 367)
Re­dak­tor pro­wa­dzą­cy: Ro­man Ksią­żek
Kie­row­nik re­dak­cji: Agniesz­ka Gó­rec­ka
? Co­py­ri­ght by Ma­ciej Pie­ra ? Co­py­ri­ght for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Pas­cal
Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Żad­na część tej książ­ki nie może być po­wie­la­na lub prze­ka­zy­wa­na w ja­kiej­kol­wiek for­mie bez pi­sem­nej zgo­dy wy­daw­cy, z wy­jąt­kiem re­cen­zen­tów, któ­rzy mogą przy­to­czyć krót­kie frag­men­ty tek­stu.
Biel­sko-Bia­ła 2021
Wy­daw­nic­two Pas­cal sp. z o.o. ul. Za­po­ra 25 43-382 Biel­sko-Bia­ła tel. 338282828, fax 338282829 pas­cal@pas­cal.pl www.pas­cal.pl
ISBN 978-83-8103-761-7
Kon­wer­sja: eLi­te­ra s.c.

BIA­ŁA ŚMIERĆ - NAJ­TRA­GICZ­NIEJ­SZY DZIEŃ W TA­TRACH

Po­kój za­bi­tym w gó­rach

Kie­dy srebr­nym osnu­te po­pio­łem

Góry śnież­ną ze­pchnę­ły la­wi­nę,

Czy­jeś ser­ce jęk­nę­ło w do­li­nie

I skurcz prze­czuć na usta padł sine.

Ręce Two­je - niby skrzy­deł dwo­je!

W gó­rze - gwiaz­dy i gwiaz­dy się tło­czą!

W śmier­ci Two­jej - świę­te­go tak wie­le.

Po­kój za­mknię­tym oczom.

Sa­bi­na Ra­ciąż­ków­na[1]

[1] Stro­fy o gó­rach, wyb. Ja­cek Kol­bu­szew­ski, War­sza­wa 1981, s. 170.
.

Wybie­ra­jąc się zimą na ta­trzań­skie szla­ki, za­wsze czu­ję oba­wę zwią­za­ną z la­wi­na­mi, o któ­rych w obec­nych cza­sach wie­my już bar­dzo wie­le, jed­nak mimo to są tak nie­prze­wi­dy­wal­nym ży­wio­łem, że na­wet do­świad­cze­ni, do­brze prze­szko­le­ni wspi­na­cze i tu­ry­ści mogą paść ich ofia­rą.

War­to pa­mię­tać, że nie tyl­ko w Ta­trach la­wi­ny sta­no­wią re­al­ne za­gro­że­nie. Rów­nie śmier­cio­no­śny może się oka­zać ów ży­wioł w Kar­ko­no­szach, Biesz­cza­dach, Be­ski­dzie Ży­wiec­kim, Pie­ni­nach, a przy wy­jąt­ko­wo nie­ko­rzyst­nych wa­run­kach at­mos­fe­rycz­nych tak­że w in­nych pa­smach gór­skich w Pol­sce. Od 2005 roku re­gu­lar­ne ob­ser­wa­cje i ana­li­zy la­win pro­wa­dzi Sek­cja Ni­wo­lo­gii przy od­dzia­le kra­kow­skie­go In­sty­tu­tu Me­te­oro­lo­gii i Go­spo­dar­ki Wod­nej.

Za dzia­ła­nia za wszel­ką cenę wbrew roz­sąd­ko­wi w gó­rach moż­na za­pła­cić ży­ciem

W tym roz­dzia­le chciał­bym przy­bli­żyć hi­sto­rię naj­więk­szej ta­trzań­skiej tra­ge­dii zwią­za­nej z zej­ściem la­wi­ny. Dra­mat ten wy­da­rzył się po sło­wac­kiej stro­nie Tatr, w Do­li­nie Mię­gu­szo­wiec­kiej. Niech ta hi­sto­ria sta­no­wi ostrze­że­nie dla wszyst­kich lu­bią­cych cza­sem za­ry­zy­ko­wać i wy­ru­szać na szlak mimo ostrze­żeń la­wi­no­wych wy­da­wa­nych przez gór­skie służ­by ra­tun­ko­we. Ta­bli­ca pa­miąt­ko­wa po­świę­co­na ofia­rom w Do­li­nie Mię­gu­szo­wiec­kiej sta­no­wi swo­iste me­men­to, przy­po­mi­na­jąc o tym wiel­kim za­gro­że­niu. Gdy jest wy­so­kie, nie ma w Ta­trach szla­ków, na któ­rych moż­na się czuć cał­ko­wi­cie bez­piecz­nie. Za dzia­ła­nia za wszel­ką cenę wbrew roz­sąd­ko­wi w gó­rach moż­na za­pła­cić ży­ciem.

Szczyrb­skie Je­zio­ro (1346 m n.p.m.) w zi­mo­wej sce­ne­rii

FE­RIE NA NAR­TACH

Miej­sco­wość Ko­már­no, z któ­rej po­cho­dzi­li bo­ha­te­ro­wie tego roz­dzia­łu, po­ło­żo­na nad brze­giem Du­na­ju, na po­łu­dniu Sło­wa­cji, po­dob­nie jak Cie­szyn jest po­dzie­lo­na przez rze­kę mię­dzy dwa kra­je: Sło­wa­cję (w cza­sie ak­cji wy­da­rzeń Cze­cho­sło­wa­cję) i Wę­gry. Zna­na jest szcze­gól­nie mi­ło­śni­kom ope­re­tek, jako miej­sce uro­dze­nia słyn­nych ar­ty­stów - kom­po­zy­to­ra Fran­cisz­ka Le­hára[2] i pi­sa­rza Móra Jó­ka­ia[3].

[2] Fran­ci­szek Le­hár (1870-1948) - zna­ny rów­nież jako Franz Le­hár, był wę­gier­skim kom­po­zy­to­rem ope­ret­ko­wym. Jego naj­bar­dziej zna­ny­mi ope­ret­ka­mi są We­so­ła wdów­ka i Kra­ina uśmie­chu.
[3] Mór Jó­kai de Ásva (1825-1904) - zna­ny rów­nież jako Maurns Jo­kay, był wę­gier­skim pi­sa­rzem i po­li­ty­kiem. Jego dzie­ła prze­tłu­ma­czo­no na dwa­dzie­ścia pięć ję­zy­ków (w tym pol­ski). Jed­ną z jego naj­bar­dziej zna­nych po­wie­ści jest wy­da­ny w 1854 roku Wę­gier­ski ma­gnat. Z ko­lei no­we­la Saf­fi była pod­sta­wą li­bret­ta Ba­ro­na cy­gań­skie­go, słyn­nej ope­ret­ki Jo­han­na Straus­sa (syna).

Mimo że aż sześć­dzie­siąt je­den pro­cent te­ry­to­rium Sło­wa­cji sta­no­wią licz­ne pa­sma gór­skie i wzgó­rza, Ko­már­no na gra­ni­cy z Wę­gra­mi leży na pła­skim te­re­nie, na wy­so­ko­ści oko­ło 100 m n.p.m., a od naj­bliż­szych pasm gór­skich jest od­da­lo­ne o wie­le ki­lo­me­trów. Aby do­trzeć w Ta­try, miesz­kań­cy mu­szą po­ko­nać aż 300 ki­lo­me­trów, co na wa­run­ki tak ma­łe­go kra­ju sta­no­wi spo­rą od­le­głość. Nie dzi­wi więc fakt, że kie­dy zimą 1974 roku ucznio­wie tech­ni­kum bu­dow­la­ne­go w Ko­már­nie do­wie­dzie­li się o wy­jeź­dzie w Ta­try na spe­cjal­nie dla nich zor­ga­ni­zo­wa­ny kurs na­uki jaz­dy na nar­tach, byli bar­dzo pod­eks­cy­to­wa­ni. Wie­lu z nich po raz pierw­szy mia­ło zo­ba­czyć góry, któ­re są wi­zy­tów­ką Sło­wa­cji i jej naj­więk­szą atrak­cją, więc chęt­nych było bar­dzo wie­lu.

Licz­na, bo oko­ło pięć­dzie­się­cio­oso­bo­wa gru­pa uczniów z klas IIIa i IIIb do­tar­ła na pół­noc kra­ju po­cią­giem, na­stęp­nie pie­szo po­ko­na­ła ostat­ni frag­ment dro­gi nad Po­pradz­ki Staw w po­ło­wie stycz­nia 1974 roku. To tam, nad po­ło­żo­nym na wy­so­ko­ści 1495 m n.p.m. je­zio­rem znaj­do­wa­ła się baza noc­le­go­wa kur­san­tów - w Schro­ni­sku nad Po­pradz­kim Sta­wem, zna­nym rów­nież jako cha­ta ka­pi­tána Mo­rávku. Wśród uczest­ni­ków kur­su było za­le­d­wie sześć dziew­czyn.

Gór­ski Ho­tel Po­pradz­ki Staw (d. Schro­ni­sko nad Po­pradz­kim Sta­wem)

Emo­cje ro­sły, bo ma­je­sta­tycz­ne Ta­try zro­bi­ły na mło­dzie­ży wiel­kie wra­że­nie, a cze­ka­ją­ce ją wy­zwa­nia na sto­ku przy­pra­wia­ły o szyb­sze bi­cie serc. Przed mło­dy­mi ludź­mi było kil­ka emo­cjo­nu­ją­cych dni, pod­czas któ­rych w oko­li­cy schro­ni­ska mie­li opa­no­wać pod­sta­wy jaz­dy na nar­tach, a ostat­nie­go dnia pla­no­wa­no za­wo­dy. W Ta­trach obo­wią­zy­wał pierw­szy (ni­ski) sto­pień za­gro­że­nia la­wi­no­we­go[4], ale mimo to aura nie była naj­lep­sza: od po­cząt­ku kur­su zma­ga­no się z opa­da­mi śnie­gu, sil­nym wia­trem i mgłą ogra­ni­cza­ją­cą wi­docz­ność. Na po­czą­tek dzie­ci wzię­ły udział w krót­kim szko­le­niu la­wi­no­wym, pod­czas któ­re­go in­struk­tor im po­wie­dział, że ry­zy­ko zej­ścia la­wi­ny jest nie­wiel­kie. Za­pew­nił, że w ra­zie po­gor­sze­nia po­go­dy prze­nio­są się na bez­piecz­ny stok. Uczest­ni­cy wy­jaz­du pod­czas na­uki nie ko­rzy­sta­li z wy­cią­gu nar­ciar­skie­go. Ich tre­nin­gi od­by­wa­ły się w dol­nych par­tiach zbo­cza Oster­wy (1984 m n.p.m.) oraz na zbo­czu mię­dzy Ża­bim Po­to­kiem a as­fal­to­wą dro­gą pro­wa­dzą­cą do schro­ni­ska. W cza­sie za­jęć mu­siał im wy­star­czyć za­im­pro­wi­zo­wa­ny wy­ciąg, wła­sne siły i en­tu­zjazm, któ­re­go nie bra­ko­wa­ło.

[4] Obec­nie sto­su­je się w Eu­ro­pie jed­no­li­tą pię­cio­stop­nio­wą ska­lę za­gro­że­nia la­wi­no­we­go, usta­no­wio­ną w la­tach dzie­więć­dzie­sią­tych XX wie­ku. Mimo że naj­mniej­sze za­gro­że­nie zej­ścia la­wi­ny jest przy 1. stop­niu, to war­to pa­mię­tać, że ta­kie ry­zy­ko ist­nie­je rów­nież wte­dy. Na­wet pięć pro­cent wy­pad­ków śmier­tel­nych w wy­ni­ku zej­ścia la­wi­ny no­tu­je się wła­śnie przy 1. stop­niu za­gro­że­nia la­wi­no­we­go. W cza­sach gdy ucznio­wie z Ko­már­na od­by­wa­li kurs w Ta­trach, obo­wią­zy­wa­ła czte­ro­stop­nio­wa ska­la za­gro­że­nia la­wi­no­we­go.

Po­pradz­ki Staw (1495 m n.p.m.)

Na­uka roz­po­czę­ła się w czwar­tek. Ucznio­wie na krót­kich od­cin­kach ćwi­czy­li pod okiem swo­ich na­uczy­cie­li i in­struk­to­rów. Przez pierw­sze trzy dni, mimo nie­sprzy­ja­ją­cych wa­run­ków, za­ję­cia prze­bie­ga­ły bez­pro­ble­mo­wo (nie li­cząc obo­wiąz­ko­wych w tej sy­tu­acji si­nia­ków). W nocy z so­bo­ty na nie­dzie­lę za­czął in­ten­syw­nie pa­dać śnieg, to­wa­rzy­szył mu też po­ry­wi­sty wiatr. Ran­kiem 20 stycz­nia, nie zwa­ża­jąc na trud­ne wa­run­ki, ucznio­wie opu­ści­li schro­ni­sko i zgod­nie z pla­nem pie­szo uda­li się na za­ję­cia. Zro­bi­li to, mimo że kie­row­nik kur­su nar­ciar­skie­go zo­stał po­in­for­mo­wa­ny o zwięk­szo­nym ry­zy­ku zej­ścia la­wi­ny. Wa­run­ki pa­nu­ją­ce w Ta­trach w ostat­nich dniach bar­dzo się po­gor­szy­ły, cze­go do­bit­nym do­wo­dem było za­ob­ser­wo­wa­nie kil­ku­na­stu już la­win. W cią­gu jed­ne­go dnia (19 stycz­nia) na Szczyrb­skim Je­zio­rze (1346 m n.p.m.) od­no­to­wa­no aż 39 cen­ty­me­trów świe­że­go śnie­gu, a w re­jo­nie Łom­nic­kie­go Sta­wu (1750 m n.p.m.) przy­by­ło aż 47 cen­ty­me­trów! In­for­ma­cję o du­żym za­gro­że­niu la­wi­no­wym po­da­wa­no za­rów­no w ra­diu, jak i schro­ni­skach oraz ośrod­kach nar­ciar­skich. HS[5] na­ka­zał go­spo­da­rzom schro­nisk wy­wie­sze­nie żół­to-czar­nej sza­chow­ni­cy in­for­mu­ją­cej o za­gro­że­niu la­wi­no­wym. Nie­ste­ty, nie zmie­ni­ło to de­cy­zji opie­ku­na mło­dzie­ży, któ­ry oko­ło dzie­wią­tej po­sta­no­wił wy­ru­szyć ze swo­imi pod­opiecz­ny­mi na stok. Był to ostat­ni dzień tre­nin­go­wy; na­za­jutrz mia­ły się od­być po­że­gnal­ne za­wo­dy i pod­su­mo­wa­nie wy­jaz­du. Gru­pa zo­sta­ła po­dzie­lo­na na dwa ze­spo­ły: słab­szy udał się na zbo­cze Oster­wy, a szko­le­nie po­zo­sta­łych od­by­wa­ło się w po­bli­żu dro­gi as­fal­to­wej od­da­lo­nej od schro­ni­ska o oko­ło 400 me­trów (zbo­cze jest obec­nie za­le­sio­ne).

[5] Hor­ská slu­žba (HS) - gór­skie po­go­to­wie ra­tun­ko­we dzia­ła­ją­ce na te­re­nie Sło­wa­cji. Pod swo­ją ju­rys­dyk­cją ma za­rów­no Ta­try, jak i inne pa­sma gór­skie na te­re­nie kra­ju. Od 2002 roku zna­na jako Hor­ská záchran­ná slu­žba (HZS).

In­for­ma­cję o du­żym za­gro­że­niu la­wi­no­wym po­da­wa­no za­rów­no w ra­diu, jak i schro­ni­skach oraz ośrod­kach nar­ciar­skich. Nie­ste­ty, nie zmie­ni­ło to de­cy­zji opie­ku­na mło­dzie­ży

Ucznio­wie roz­po­czę­li za­ję­cia od ugnia­ta­nia du­żych ilo­ści śnie­gu, aby przy­go­to­wać stok do jaz­dy. Ze wzglę­du na bar­dzo trud­ne wa­run­ki po­go­do­we in­struk­tor już po trzy­dzie­stu mi­nu­tach zde­cy­do­wał się za­koń­czyć tre­ning. Ze­gar­ki wska­zy­wa­ły wte­dy go­dzi­nę dzie­sią­tą. Od rana tem­pe­ra­tu­ra ro­sła i sy­pią­cy śnieg mo­men­ta­mi za­mie­niał się w deszcz. Je­den z na­uczy­cie­li ze­brał na as­fal­to­wej dro­dze dzie­się­cio­oso­bo­wą gru­pę i cze­kał z nią na po­zo­sta­łych nar­cia­rzy wy­ko­nu­ją­cych ostat­nie zjaz­dy. Nikt nie spo­dzie­wał się nad­cho­dzą­ce­go nie­bez­pie­czeń­stwa. Na­gły huk od­wró­cił uwa­gę gru­py od za­jęć, dzie­ci po­my­śla­ły jed­nak, że to naj­praw­do­po­dob­niej od­głos ni­sko le­cą­ce­go sa­mo­lo­tu.

Wi­dok na Po­pradz­ki Staw, w tym zbo­cze, któ­rym ze­szła la­wi­na

Ta­bli­ce upa­mięt­nia­ją­ce ofia­ry Tatr na Ta­trzań­skim Cmen­ta­rzu Sym­bo­licz­nym (w tle Prze­łęcz nad Sko­kiem, spod któ­rej ze­szła la­wi­na w 1974 r.)

Gę­sta mgła spra­wi­ła, że nie było wi­dać, skąd nad­cho­dzi za­gro­że­nie

Chwi­lę póź­niej ol­brzy­mie masy wil­got­ne­go śnie­gu ru­szy­ły na­gle spod Prze­łę­czy nad Sko­kiem mię­dzy Skraj­ną Basz­tą (2203 m n.p.m.) a Małą Basz­tą (2287 m n.p.m.) i z wy­so­ko­ści oko­ło 2200 m n.p.m., to­cząc się nie­by­wa­le szyb­ko, zy­ska­ły ogrom­ną pręd­kość i siłę, mknąc wprost ku as­fal­to­wej dro­dze do Po­pradz­kie­go Sta­wu. Im­pet i nie­spo­ty­ka­ne roz­mia­ry la­wi­ny spra­wi­ły, że gdy wpa­dła do do­li­ny, nie za­trzy­ma­ła się na prze­pły­wa­ją­cym przez nią Hiń­czo­wym Po­to­ku, a ru­szy­ła w górę, na prze­ciw­le­gły stok, gdzie tre­no­wa­li ucznio­wie tech­ni­kum. Tony roz­pę­dzo­ne­go cięż­kie­go śnie­gu po­ko­na­ły oko­ło 1500 me­trów, nisz­cząc wszyst­ko, co na­po­tka­ły na swo­jej dro­dze. Kur­san­ci nie mie­li żad­nych szans na uciecz­kę i ra­tu­nek; po gło­śnym huku i na­ra­sta­ją­cym ha­ła­sie na­stą­pi­ło na­głe ude­rze­nie. Gę­sta mgła spra­wi­ła, że nie było wi­dać, skąd nad­cho­dzi za­gro­że­nie. Ci, któ­rzy znaj­do­wa­li się na as­fal­to­wej dro­dze, zo­sta­li czę­ścio­wo przy­sy­pa­ni. Nie­któ­rzy mie­li szczę­ście i nie zna­leź­li się pod śnie­giem, więc od razu ru­szy­li na ra­tu­nek. Za­sy­pa­ni do po­ło­wy od­ko­py­wa­li się sa­mo­dziel­nie, ktoś bie­giem ru­szył do schro­ni­ska po po­moc, jesz­cze inni za­czę­li prze­szu­ki­wać la­wi­ni­sko. Tak zej­ście la­wi­ny wspo­mi­nał je­den z uczniów, osiem­na­sto­let­ni Otto Be­rze: "Zde­cy­do­wa­li­śmy się na jesz­cze je­den zjazd i do­pie­ro po­tem za­mie­rza­li­śmy wró­cić do schro­ni­ska. Za­czą­łem zjeż­dżać ze wszyst­ki­mi, ale się prze­wró­ci­łem, chy­ba w po­ło­wie. Od­pią­łem więc nar­ty i za­czą­łem pod­cho­dzić w stro­nę as­fal­to­wej dro­gi, żeby tam po­cze­kać na po­zo­sta­łych. I wte­dy to się sta­ło. Naj­pierw na­ra­sta­ją­cy ha­łas; chcia­łem ucie­kać, ale po­dmuch po­wie­trza prze­wró­cił mnie na zie­mię i na­tych­miast oto­czy­ła mnie bia­ła ciem­ność. Naj­pierw nie ro­zu­mia­łem, co się dzie­je, ale dość szyb­ko po­ją­łem, że to musi być la­wi­na. Pró­bo­wa­łem ja­kimś spo­so­bem wy­grze­bać się ze śnie­gu, ale nie mo­głem po­ru­szyć ani rę­ko­ma, ani no­ga­mi. Czu­łem się jak za­be­to­no­wa­ny. Pod­ją­łem jesz­cze kil­ka prób i stra­ci­łem przy­tom­ność"[6].

[6] J. Švorc, Śmierć nie wy­bie­ra, Ta­trzań­ska Łom­ni­ca 2018, s. 164-165.
Za­pra­sza­my do za­ku­pu peł­nej wer­sji książ­ki