Basia
Zmęczona nie tyle ciężkim dniem i pracą, ile rozmyślaniem oraz dręczeniem się pesymistycznymi wizjami związanymi z sytuacją Sedata, weszłam do hotelowego baru. Nie często sięgałam po alkohol, ale dziś zdecydowanie miałam ochotę na jakiś kolorowy, słodki, ale jednocześnie mocny koktajl. Musiałam pozwolić sobie na chwilę zapomnienia. Tak, aby rozluźnić się i po prostu cieszyć cudownym życiem, jakie podarowała mi moja cudowna szefowa.
- Co dla pani? - spytał przystojny Grek stojący za barem. - Frappe? Coś ciepłego? A może w końcu skusi się pani na jeden z moich popisowych drinków?
- Ma być mocne, słodkie i kuszące wizualnie - na pół poprosiłam, na pół rozkazałam, rozsiadając się na hokerze.
- I takie wyzwania to ja lubię, postaram się nie zawieść pani oczekiwań - ucieszył się mężczyzna, mając nadzieję zapunktować. W końcu podczas nieobecności Anny to ja najczęściej kierowałam tym kurortem. Normalnie zwróciłabym mu uwagę, aby traktował mnie tak jak każdego naszego gościa, ale dziś specjalne traktowanie mi nie przeszkadzało.
Dosłownie trzy minuty później postawił przede mną idealnie oszronioną szklankę wypełnioną pomarańczowo-czerwonym płynem otaczającym drobno pokruszony lód. Całość zaś udekorował kandyzowaną wisienką oraz kawałkiem pomarańczy. Na sam widok pociekła mi ślinka.
- Prosty, ale smaczny drink Bahama Mama, przygotowany na bazie rumu. Na pewno przypadnie pani do gustu.
Upiłam pierwszy łyk i poczułam się jak w raju. Posmak tropikalnych owoców mieszał się ze słodkim aromatem alkoholu, przywodząc na myśl parne noce na plażach Karaibów. Mruknęłam z zadowoleniem, wywołując tym samym uśmiech barmana.
Porozmawialiśmy chwilę tak naprawdę o niczym, po czym mężczyzna wrócił do swoich obowiązków zawodowych. Kończyła się pora kolacji, dlatego hotelowy bar zaczął powoli zapełniać się ludźmi spragnionymi wieczornej rozrywki przy szklaneczce czegoś mocniejszego. Na liczbę gości wpłynęło zapewne również przedstawienie kabaretowe przewidziane w grafiku animatorów mające zacząć się już niebawem.
Trzy koktajle później tłum dla odmiany zaczął się przerzedzać, a część świateł została wygaszona. Półmrok otaczający niewielką grupę hotelowych gości tworzył przytulną, niemal intymną atmosferę sprzyjającą flirtom i romansom. Zrelaksowana, lekko pijana trwającą chwilą i chociażby tymczasowym oderwaniem się od rzeczywistości, rozkoszowałam się spokojnym wieczorem. Jakże był on różny od tego, który miał miejsce zaledwie trzy dni wcześniej w Marmaris. Na samo wspomnienie poczułam, jak ogarniają mnie złe emocje, a nie chciałam, by zepsuły mi one ten sielski wieczór.
- Można się przysiąść?
Pytanie to całkowicie mnie zaskoczyło, wyrywając ze złudnej bańki szczęścia, w której znalazłam się za sprawą trwającej chwili i alkoholu. Uniosłam wzrok utkwiony do tej pory w nicości, zlokalizowanej gdzieś nieco ponad jednym z przygaszonych żyrandoli i zerknęłam na trzech młodych oraz zdecydowanie przystojnych mężczyzn. Każdy z nich z powodzeniem mógłby wystąpić w rozbieranych reklamach bielizny Calvina Kleina. Wszyscy pracowali dla mnie, a raczej dla Anny, w jej autorskim projekcie "panów do towarzystwa".
- Już po pracy? - spytałam, patrząc na najstarszego z nich.
Tacjusz dobiegał trzydziestki, jednak nieustannie cieszył się popularnością wśród naszych klientek. Prawdopodobnie decydowało o tym nie tylko jego pięknie wyrzeźbione ciało, czy czarujący uśmiech, ale również ujmująca osobowość oraz fakt, że mężczyzna był dobrze wykształcony oraz niezwykle elokwentny. Czasami, rozmawiając z nim, sama dziwiłam się, dlaczego wykonuje akurat taką pracę, skoro mógłby robić karierę w jakimś korpo lub budować własną markę. Cóż, to był jego wybór, a ja nie zamierzałam go z tego powodu oceniać.
- Sezon dopiero się rozkręca. Na razie więcej czasu poświęcamy na udoskonalanie naszych sposobów uwodzenia czy sprawiania przyjemności niż na możliwościach wcielania tej użytecznej w naszym przypadku wiedzy w życie.
To prawda. Początek kwietnia w tym roku był niezwykle spokojny, zupełnie jakby turyści nie wybudzili się z zimowego snu gdzieś w przytulnej wiosce narciarskiej w Alpach. Dawało to możliwość przygotowania się do sezonu, ale też wzbudzało frustrację związaną z przymusową bezczynnością.
- Jeszcze kilka tygodni i nie będziecie wiedzieli, gdzie ręce włożyć - zapewniłam, chcąc nieco podnieść chwiejące się morale chłopaków.
- Raczej, gdzie umoczyć... - zasugerował natychmiast Janis.
Mężczyźni wybuchnęli śmiechem, tym samym udowadniając, że nie ma między nimi zazdrości czy rywalizacji często obecnej wśród przedstawicieli nie tylko tego zawodu. To było właśnie wyjątkowe w biznesie Anny. Dosłownie każdy jego aspekt był przemyślany, aby raz wprawiona w ruch maszyna nigdy się nie zacinała. Mnie też ten fakt czynił dumną, ponieważ od dwóch lat to właśnie ja praktycznie sama go prowadziłam.
- A może... - zaczął, ale po chwili urwał lekko zmieszany Tacjusz.
- ...przetestujemy nowe sztuczki na pani Basi? - Janis natychmiast odczytał jego myśli i dopowiedział to, czego jego kolega z jakiegoś powodu obawiał się wyrazić na głos.
- Doskonały pomysł - podchwycił natychmiast Agis, trzeci z młodzieńców znajdujących się na firmowej liście płac.
Chciałam zaprotestować, podrywając się z barowego krzesła, ale wypity alkohol dał o sobie znać i nogi odmówiły mi posłuszeństwa, nie pozwalając ruszyć się z miejsca. Siedziałam więc niczym zahipnotyzowana, próbując zrozumieć, co tu się tak naprawdę dzieje.
- Przecież nie zrobimy nic obscenicznego, w końcu jesteśmy w miejscu publicznym - przypomniał natychmiast Tacjusz, w ten sposób nieco mnie uspakajając.
- Po prostu nazwijmy to kontrolą jakości świadczonych przez nas usług - odezwał się Agis, ujmując moją łydkę tylko po to, by położyć ją na swoim umięśnionym udzie.
Zwinne palce zainicjowały delikatny masaż, który przyniósł ulgę zmęczonemu ciału. Jego dotyk był niezwykle przyjemny, powiedziałabym, że niemal relaksujący. Opuszki palców na zmianę muskały moją skórę i mięśnie, tylko po to, by za moment znacznie zwiększyć nacisk.
Rozkosz przemieszana z lekkim bólem sprawiła, że poczułam spokój graniczący z sennością. Miałam ochotę odpłynąć w niebyt. Jednocześnie w sposobie, w jaki mnie muskał, było coś, co sprawiało, że z rutynowej hibernacji obudziły się wszystkie moje zmysły, wprowadzając ciało w stan wyższej gotowości.
One po prostu się wyostrzyły. Intensywniej czułam ucisk z nutą dominacji, ale nie tylko to wpływało na moją wyobraźnię. Nieco agresywny, a na pewno męski zapach jego perfum przemieszany z aromatem rozgrzanej południowym słońcem skóry oraz naturalnych feromonów odurzał mnie niczym najprzedniejsze opium.
Wsłuchałam się w lekko przyśpieszony oddech mężczyzny, z niedowierzaniem odnajdując w nim podniecenie, którego nie mógł, a może nie chciał ukryć. To wszystko podziałało na mnie niczym mieszanka wybuchowa. Zapragnęłam więcej, dużo więcej. Chciałam zobaczyć, co poza masażem Tacjusz mógłby mi zaoferować jako kobiecie.
Wypity rum podpowiadał mi, że przecież nie robię nic złego. Nie uprawiam seksu, przeprowadzam tylko kontrolę jakości usług oferowanych przez moich pracowników. Dokładnie tak, jak powiedział jeden z nich.
Po chwili zupełnie się tego nie spodziewając, poczułam męskie dłonie na ramionach. Zaskoczona odchyliłam nieco głowę, natychmiast dostrzegając pochylonego nade mną Janisa. Uśmiechnął się do mnie czule, po czym wibrującym tonem stwierdził:
- Jesteś bardzo zestresowana, potrzebujesz chwili relaksu.
Tak, zdecydowanie miał rację. Stres ostatnich dni ciążył mi strasznie, psując samopoczucie, ale też wywołując nieustającą falę czarnowidztwa. Kumulował się w mojej duszy niczym wypiętrzone fale tsunami gotowe zmieść wszystko z powierzchni ziemi. Zdecydowanie należała mi się chwila wyciszenia, dlatego też poddałam się naciskowi silnych, ale jednocześnie delikatnych rąk.
Zanim zdążyłam przyzwyczaić się do tego nowego dotyku, ktoś ujął moją dłoń, po czym zaczął leciutko ją ugniatać, wywołując we mnie kolejną falę niezwykłych wrażeń. Lekkie dreszcze przenikały moje ciało, sprawiając, że miałam ochotę jęknąć, może nie z rozkoszy, ale z całą pewnością z przyjemności.
Nie czułam się tak lekko i dobrze od... Do cholery, jeszcze nigdy się tak nie czułam! Przymknęłam oczy, pozwalając zmysłom napawać się tym nowym doznaniem. Było w tym wszystkim coś nieprzyzwoitego. Trzech mężczyzn dotykało mnie w miejscu publicznym, a ja nie miałam najmniejszej ochoty zaprotestować, czy ich powstrzymywać. Jednocześnie szumiący mi w głowie alkohol podpowiadał, że bez trudu mogłabym przenieść tę imprezę w zacisze mojego hotelowego apartamentu. Jakiś pierwotny instynkt pragnął tego, niemal wył z chęci spełnienia. Zdrowy rozsądek jednak natychmiast przypomniał mi o Sedacie. Chociaż nasz związek nie wszedł jeszcze na poziom fizyczności, zdawałam sobie sprawę, że uleganie dzisiejszej chwili byłoby zdradą. Czymś, czego nie chciałam się dopuścić. Na wspomnienie tego niezwykłego mężczyzny i naszego pełnego pasji pocałunku przed hotelem, otrzeźwiałam nieco, ale dotyk dłoni, delikatnie gładzących moje ramiona, ręce i łydki, szybko zabrał mnie na powrót do krainy bezwolności.
Gdzieś w tle zadzwonił telefon, ale w pierwszej chwili nie zwróciłam na to nawet uwagi. Dopiero gdy ktoś, nawet nie bardzo wiem kto, wepchnął mi komórkę do dłoni, odruchowo odebrałam połączenie, nie sprawdzając nawet, z kim za chwilę będę miała okazję rozmawiać. Nadal pozostawałam w transie wywołanym przez masaż na sześć dłoni.
Ocknęłam się jednak w ułamku sekundy, gdy na ekranie ujrzałam zaskoczoną twarz Sedata. Uświadomiłam sobie, trochę poniewczasie, że połączył się ze mną za pomocą WhatsAppa i prawdopodobnie zobaczył, że nie spędzam tego wieczoru samotnie. Niestety już jego pierwsze słowa potwierdziły moje obawy.
- Przeszkadzam w czymś?
Chociaż z reguły nie używałam słów powszechnie uznawanych za niecenzuralne, to właśnie w tym momencie poczułam potrzebę zaklęcia pod nosem tradycyjnym polskim "kurwa". Jednocześnie natychmiast poderwałam się z hokera i szybkim krokiem, a może właściwie trzeba byłoby to określić mianem biegu, oddaliłam się od moich podwładnych.
- Oczywiście, że nie - zaprzeczyłam szybko w nadziei, że robię to przekonywająco. - Nigdy nie przeszkadzasz!
Odpowiedziała mi chwilowa cisza. Jego ciemne oczy z niepokojem wpatrywały się w ekran telefonu, a tym samym kamery, w której oku i ja mogłam go zobaczyć.
- Wiesz, gdy odebrałaś, byłaś otoczona przez trzech naprawdę przystojnych facetów... - powiedział w końcu i widać było, że nie jest mu łatwo o tym mówić.
Cóż, pewnie, gdybym przyłapała go w podobnej sytuacji, też nie byłabym zachwycona.
Myśl, myśl, myśl - nakazałam sobie bezgłośnie, próbując pokonać chwilowe zaćmienie umysłu. W końcu doszłam do wniosku, że zawsze najlepszym kłamstwem jest to najbliższe prawdzie!
- To moi podwładni. Mieliśmy małe zebranie personelu, na którym ustalaliśmy strategię działania przed nadchodzącym sezonem. - Te słowa niemal same popłynęły z moich ust i wydały mi się całkiem racjonalnym wytłumaczeniem niezręcznej sytuacji, której niechcący był świadkiem.
- O tej porze? W barze? I dlaczego oni wszyscy wyglądają, jakby mieli zaraz pozować do jakiejś reklamy męskiej bielizny lub środka na potencję? - spytał na poczekaniu, wytykając mi słabe punkty mojej wypowiedzi.
Wypity rum na skutek stresu zaczął ze mnie wyparowywać w tempie iście ekspresowym, dzięki czemu zaczęłam odzyskiwać możliwość logicznego myślenia.
- Musiałam zaczekać, aż wszyscy skończą pracę, a pusty o tej porze bar wydaje się całkiem niezłym miejscem. Przecież wiesz, że pracuję w branży hotelarskiej. A wygląd? Ludzie wolą, aby obsługa była miła dla oka. Przyjemniej pije się drinka podanego przez przystojnego barmana.
Pójdę do piekła, pójdę do piekła - krzyczało w tym czasie moje sumienie, jasno dając mi odczuć, że coraz bardziej brnę w kłamstwa. Zdawałam sobie sprawę, że popełniam olbrzymi błąd. Nie mogłam jednak powiedzieć mu prawdy ani na temat dzisiejszego wieczoru, ani tym bardziej na temat charakteru mojej pracy. Jeszcze nie teraz. Zwłaszcza że środowisko, z którym byłam związana, stanowiło prawdopodobnie o niebo większe niebezpieczeństwo, niż ludzie, wśród których obracał się on sam.
I właśnie wtedy doznałam olśnienia. Zrozumiałam, co muszę zrobić i z kim porozmawiać. Niestety musiałam z tym poczekać do rana. Na razie mogłam tylko wyrzucać sobie, czemu do tej pory nie pomyślałam o tym rozwiązaniu, które teraz wydawało się najwłaściwsze.
Nie przerywając połączenia wideo, ruszyłam w kierunku swojego apartamentu, co uspokoiło Sedata. Musiałam utwierdzić go w przekonaniu, że tu w Grecji nie mam nikogo i nadal chcę walczyć o naszą szczęśliwą i wspólną przyszłość.
#
Kolejny dzień zaczął się jak każdy inny. Anna pojawiła się w gabinecie punktualnie o dziewiątej, prosząc o kawę oraz dostarczoną wcześniej pocztę. Potem wydała kilka najpilniejszych dyspozycji oraz zapytała o najważniejsze uwzględnione dziś w grafiku spotkania, po czym zostawiła mnie samą. Ja zaś walczyłam z lekkim kacem oraz być może przesadzonym poczuciem winy związanym z moim wczorajszym zachowaniem. To jednak jeszcze bardziej motywowało mnie do tego, aby podjąć pewne działania. Musiałam tylko trafić na odpowiedni moment.
Naprawdę chciałam skupić się na pracy, ale moje myśli zajmowało tylko jedno, jedyne pytanie, na które odpowiedzieć mogła mi tylko moja szefowa. Niezgrabnie, z lekkim ociąganiem wstałam z fotela i zdeterminowana chęcią poznania prawdy, ruszyłam na spotkanie z panną Archiallis.
Weszłam do gabinetu, niepewnie przystając na progu, po czym zamknęłam za sobą cichutko drzwi i mrużąc lekko oczy ze strachu, zapytałam donośnym tonem:
- Czy MY jesteśmy mafią?
Wiem, zadałam to pytanie dość bezceremonialnie, spoglądając na Annę z nadzieją. Miałam świadomość, że jeśli nie uczynię tego teraz, to później po prostu zabraknie mi odwagi.
Annę zamurowało. Byłam tego pewna. Z pewnością nie spodziewała się, że jej asystentka, a może po części również przybrana młodsza siostra, bo tak wielokrotnie mnie traktowała, zada jej kiedykolwiek tego rodzaju pytanie.
Oczywiście, wszyscy znaliśmy na nie odpowiedź i z całą pewnością była ona twierdząca, ale prawdopodobnie nikt nigdy nie spytał o to tak otwarcie, czekając przy tym na oficjalne potwierdzenie.
- Moja droga - zaczęła spokojnym tonem - zdaję sobie sprawę, że kiedy się poznałyśmy, prosiłam cię, abyś z każdą rzeczą, która cię zaniepokoi, przychodziła do mnie...
- Pytam całkiem serio! - przerwałam jej nerwowym tonem, próbując ukryć narastającą we mnie panikę. - Wiem, że jesteśmy, to znaczy, tylko jakiś bezmózgi idiota nie zorientowałby się po wydarzeniach na Sycylii, ale... Może ja zadam moje pytanie inaczej, abyś lepiej pojęła, o co mi chodzi. Czy MY jesteśmy potężną mafią? Taką, która jest w stanie poradzić sobie z jakimś domorosłym ojcem chrzestnym terroryzującym jeden, podkreślam tylko jeden kurort turystyczny na Wybrzeżu Egejskim oraz swoją własną wiochę, gdzieś hen na wschodzie Turcji.
Moje, dopiero co doprecyzowane pytanie z całą pewnością wprawiło siedzącą na fotelu kobietę w szok. Emocje malujące się na jej twarzy zmieniały się niemal jak w kalejdoskopie. Wśród nich prym wiodło zmartwienie oraz zdenerwowanie.
- Kiedyś przeczytałam w jednym polskim romansie mafijnym jak potężny szef mafii, o ile dobrze pamiętam rosyjskiej, mawiał o sobie: "mafia to ja" - zaczęła dyplomatycznie Anna, pozwalając sobie na niewinny żart. - Nie lubię stosować takiej stereotypowej terminologii, ale tak "mafia to ja" i zdecydowanie jakiś drobny gracz nie jest w stanie mi podskoczyć. Przekonał się o tym chociażby Don Sergio z Sycylii... a on z całą pewnością nie był płotką. Po prostu powiedz mi, kto ci przeszkadza i z jakiego powodu, a ja zobaczę, czy możemy coś z tym fantem zrobić.
Ulga, jaka natychmiast mnie ogarnęła, była nie do opisania. Oto właśnie na końcu tunelu pojawiało się nie tyle małe światełko nadziei, ile całe morze światłości, które przepędziło z moje duszy mrok i wszelkie obawy.
- No więc jest pewien mężczyzna... - wyszeptałam ogarnięta nagle nieśmiałością.
Nie było w tym nic dziwnego, w końcu poznałam Annę właśnie przez moje niewydarzone przygody sercowe, i bałam się nieco, że teraz, gdy wpakowałam się w nowe kłopoty, pożałuje, że wtedy tak bardzo mi pomogła.
Szefowa zaśmiała się nieznacznie, spoglądając na mnie z miną matki czekającej na wyjaśnienia niesfornego dziecka.
- Który jak domyślam się mieszka w Marmaris i z tego właśnie powodu stałaś się ostatnimi czasy stałą klientką firmy promowej kursującej między Grecją a Turcją. Dostałaś kartę rabatową? - dodała, nadając całej rozmowie lekkiego tonu, którego ta dyskusja tak bardzo wymagała. - Ale do rzeczy, kim jest ów domorosły ojciec chrzestny, jak sama go określiłaś? I co twoim zdaniem powinnam z nim zrobić?
Na moment zaparło mi dech w piersi. Wiedziałam, że panna Archiallis nie lubi tracić czasu na bzdety, ale nie spodziewałam się, że tak szybko i rzeczowo przejdzie do meritum sprawy.
- Sedat, mój, nazwijmy go, przyjaciel...
Tu Anna zachichotała na samo brzmienie tego słowa, przerywając mi na chwilę. Zamilkłam, czekając na jej wypowiedź, ale ta nie nastąpiła. Kobieta za to skinęła mi głową, maskując przy tym uśmiech i dając znak, abym kontynuowała swoją opowieść.
- Pracuje dla niejakiego Arslana Özdo?ana, właściciela kilku barów, który bez skrupułów potrafi pozbyć się niewygodnego konkurenta, czy ściągnąć haracz od niewielkich firm funkcjonujących w mieście. Tych nieposłusznych bez mrugnięcia okiem eliminuje. Sedat chciałby stamtąd odejść, ale boi się, bo jego szef nie zechce mu na to pozwolić.
- Jak daleko ten gość jest w stanie się posunąć? Zabija, jeśli trzeba? - weszła mi w słowo szefowa, prawdopodobnie chcąc lepiej zwizualizować sobie zakres działalności owego człowieka.
- Sedat nie chciał mi tego powiedzieć wprost. Wspominał coś o broni, bójkach i o tym, że widział zbyt dużo. Pewnie nie chciał mnie straszyć. Oczywiście, nie zdaje sobie sprawy, że coś takiego nie wywołałoby we mnie szczególnie wielkiego szoku.
- Mam nadzieję, że nie ma pojęcia o NAS - wtrąciła się Anna, a w jej głosie wyczułam nutę niepokoju.
Przez jedną krótką chwilę poczułam smutek i żal. Jak mogła wątpić w moją lojalność? Jednocześnie jednak rozumiałam, dlaczego musiała zadać to pytanie.
- Oczywiście, że nie. Jestem po prostu asystentką właścicielki hotelu na Rodos. I wierz mi, nigdy nie dopytywał o szczegóły dotyczące mojej pracy. Z tego, co wywnioskowałam z jego słów, myśli, że cały dzień ślęczę nad terminarzem i pomagam ci nieco w zarządzaniu całością. Z całą pewnością nie traktuje mojej pracy poważnie. Wręcz przeciwnie, z tego, co nieśmiało zaczął planować, chce, abym pewnego dnia przeprowadziła się do niego, do Turcji.
Teraz to Anna wyglądała na smutną i zawiedzioną. Te uczucia pojawiły się w jej oczach zaledwie na jeden, krótki ułamek sekundy, ale dostrzegłam je, zanim kobieta zdążyła je zamaskować narzuconą sobie obojętnością.
- Twoja przyszłość jest w twoich rękach, nie mogę wywierać na ciebie żadnego nacisku, ale nawet jeśli się pożegnamy, to nie spuścimy z ciebie oka. Za dużo wiesz moja droga.
- Ale ja nie chcę odchodzić - zaprotestowałam natychmiast. - Jesteście moją rodziną! Jedyną, na którą mogę tak naprawdę liczyć!
Te słowa płynęły prosto z mojego serca. Dokładnie tak czułam. I chociaż miałam rodziców w Polsce, to w najtrudniejszym momencie życia odwrócili się ode mnie. Gdy padłam ofiarą łasego na pieniądze Mohammada i zostałam z przysłowiowym niczym, to Anna, a za jej sprawą również Aseel oraz inni współpracownicy pośpieszyli mi z pomocą. A przecież byłam dla nich totalnie obcą osobą.
- Co więc zamierzasz zrobić? - spytała bardzo przytomnie moja szefowa, nie ulegając ani sile wspomnień, ani emocji, które od kilku dni całkowicie przejęły nade mną kontrolę.
- Nie wiem - przyznałam szczerze. - Poszukać mu czegoś na Rodos? - dodałam nie całkiem przekonana do tego pomysłu, zdając sobie sprawę, że Sedat nie planuje opuścić ojczyzny.
- Myślisz, że bez mrugnięcia okiem zamieni pracę w jednej mafii na stanowisko w szeregach innej, silniejszej rodziny?
- Z tego Arslana to jest taka mafia jak z koziej dupy trąbka - mruknęłam cicho.
Anna popatrzyła na mnie zaskoczona, po czym po prostu wybuchnęła śmiechem, szczerym i niepohamowanym. Cóż, chyba jednak nie powiedziałam tego na tyle niewyraźnie, jak myślałam i niechcący ją rozśmieszyłam. I to do tego stopnia, że po chwili w kącikach jej oczu pojawiły się łzy...
- Dobrze... - szepnęła, próbując nadać swojemu głosowi poważny ton - sprawdzimy, czy ten domorosły mafioso, jak go nazywasz, odrobił lekcję z symboliki i niewerbalnych przekazów stosowanych przez Cosa Nostrę czy Kamorrę.
Dosłownie poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy, a w gardle skumulował się duszący strach.
- Ale... nie chcę, aby coś się stało Sedatowi - jęknęłam, przerażona wizją ostrzelania baru z karabinu maszynowego czy wylatującego w powietrze budynku.
Anna czule pogładziła mnie po policzku, przez co na moment w moich oczach stała się kochającą siostrą, dbającą o mnie jak o swoje własne rodzeństwo.
- Nikomu nic się nie stanie - zapewniła mnie opanowanym tonem - przynajmniej na razie. Jeśli ten facet ma chociaż jedną sprawnie działającą komórkę mózgową, to na tym pojedynczym ostrzeżeniu powinno się skończyć... Jeśli nie, no cóż, miejmy nadzieję, że nie czeka nas powtórka z Sycylii. A teraz proszę, powiedz mi wszystko. Punkt po punkcie, ze szczegółami i nie pomijaj żadnego, nawet pozornie nic nieznaczącego detalu. Chcę wiedzieć, co się wydarzyło, a także to, dlaczego jakiś lokalny mafioso stoi na drodze do twojego szczęścia.
Po raz kolejny odetchnęłam z ulgą. Wyglądało na to, że nie będę musiała sama stawać przeciwko całemu światu, Anna, jak zawsze zresztą, czuwała nad moim bezpieczeństwem. Usiadłam więc w fotelu i zaczęłam swoją opowieść.