Dlaczego dżdżownica nie ma nóg?
Marysia otwiera oczy. Jej wzrok pada najpierw na niebiesko-złotą urodzinową koronę z wielką piątką pośrodku. Raptem przypomina sobie: dziś ma przecież urodziny! Dzisiaj kończy pięć lat!
Szybko wyskakuje z łóżka i zakłada koronę. Sama ją zrobiła i jest z niej bardzo dumna. Nagle dociera do niej znajomy zapach. Tak pachnie jej ulubiona szarlotka! Marysia szybko zbiega po schodach. I rzeczywiście! Kiedy wpada do kuchni, mama właśnie wyciąga ciasto z piekarnika.
- Oj, pycha! - woła Marysia i z radości klaszcze w ręce.
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, córeczko - mówi mama i podstawia jej pachnące ciasto pod sam nos. Ale zanim Marysia zdąży uszczknąć kawałeczek, mama szybko zabiera blachę z szarlotką. - To na przyjęcie dla twoich gości!
Już po chwili mama wyczarowuje pięknie zapakowane paczki i kładzie je na stole. A tata odkłada swoją ulubioną gazetę i zza zasłony w salonie wyciąga wielki długi pakunek.
- Najserdeczniejsze życzenia urodzinowe - mówi.
Marysia cieszy się. Tyle upominków. Co też może być w tych wszystkich paczkach? Najbardziej interesuje ją ten wielki prezent. Jednym ruchem zrywa z niego ozdobny, kolorowy papier i jej oczom ukazuje się siatka na owady.
- Och, jaka cudna! - woła Marysia. - Będę łapać motyle!
Potem rozpakowuje pozostałe prezenty. W pierwszym pakunku znajdują się lupa i pęseta. W drugim dwa pojemniki na owady. A w trzecim książka. W niej, na kolorowych obrazkach, przedstawione są żuki, gąsienice i motyle.
- To zestaw młodego badacza - wyjaśnia tata.
- Zestaw młodego badacza? - dziwi się Marysia.
- Tak - tłumaczy mama. - Możesz łapać owady i dokładnie je oglądać. A jeśli nie będziesz wiedziała, jakie zwierzątko złapałaś, sprawdzisz to w książce.
- Super! - Marysia biegnie z siatką na motyle do ogrodu. Mama i tata idą za nią, niosąc puszki, pęsetę, lupę i książkę.
Marysia rozgląda się. Ale w powietrzu nie widać żadnych motyli. Jedynym zwierzęciem jest gruby szaro-czarny kocur sąsiadów o imieniu Bruno. Wyleguje się leniwie na trawie w promieniach słońca.
- Zobaczmy, co się kryje w twojej sierści - mówi Marysia i bierze lupę. Bada nią dokładnie sierść kota. Zwierzakowi bardzo się to podoba, aż zaczyna mruczeć. Ale niestety, kot nie ma ani pcheł, ani kleszczy. A może na szczęście! Marysia zostawia kota - zawiedzionego, że nikt go już nie głaszcze - na trawniku i biegnie z lupą do grządki, na której rosną kwiaty. Zatrzymuje się przy rumiankach i krzyczy głośno: - Ooo! Ależ on strasznie wygląda!
- Co takiego? - pyta tata.
- Pająk! Zobacz! Kiedy patrzę przez lupę, jest ogromny!
Tata również spogląda przez lupę.
- Rzeczywiście. - Ogląda pająka z każdej strony i wcale nie zamierza oddawać lupy Marysi, tak mu się to spodobało. Teraz obserwuje ziemię na grządce. I po chwili odkrywa dżdżownicę.
- Szybko, podaj mi pojemnik, zanim znowu zniknie w ziemi - woła tata. Żeby temu zapobiec, podnosi zwierzątko z grządki. Dżdżownica szamoce się w jego palcach. - Musimy uważać na naszą małą przyjaciółkę, dżdżownice są bardzo pożyteczne w ogrodzie! - mówi tata.
- Jak to?
- One żyją pod ziemią i bez przerwy przekopują glebę, szukając pożywienia.
- A co jedzą? - pyta z ciekawością dziewczynka.
- Ziemię - odpowiada tata.
- Eeee! Przecież ziemia jest niesmaczna! - Marysia wykrzywia usta.
- Dżdżownicy ziemia smakuje. Znajdują się w niej różne drobne części roślin. I nimi odżywiają się dżdżownice. A ich odchody są bardzo dobrym nawozem, użyźniającym glebę - tłumaczy tata. - Ale to nie wszystko! Dzięki licznym tunelom, którymi poruszają się dżdżownice, ziemia staje się pulchniutka. A to dobrze wpływa na wzrost roślin, bo ich korzenie łatwiej sięgają do składników odżywczych.
Plask! Dżdżownica ląduje w pojemniku, który podała Marysia.
Tata obserwuje schwytane zwierzątko przez lupę. Dziewczynka też chce się przyjrzeć dżdżownicy.
- A gdzie ona ma oczy? - pyta zdziwiona.
- Wcale nie ma oczu - odpowiada tata. - I nie potrzebuje ich, ponieważ pod ziemią jest ciemno jak w nocy. Tak samo jest z kretem. On również mieszka przeważnie pod ziemią i nic nie widzi.
- A gdzie ona ma buzię? - chce wiedzieć Marysia.
- Jej usta są tak małe, że gołym okiem ich nie widać. Ale przez lupę możesz zobaczyć maciupeńki otwór.
- Rzeczywiście! - Dziewczynka nie może się nadziwić. - A dlaczego dżdżownica nie ma nóg? - dopytuje się.
- Żeby nie zmokły jej stopy, kiedy pada deszcz - żartuje tata i śmieje się. Marysia też się śmieje.
Mama potrząsa głową z rozbawieniem i mówi:
- Kiedy ma się nogi, trzeba również mieć szkielet. A dżdżownica go nie ma.
Marysia już wie, co to jest szkielet. U lekarza w przedszkolu stoi taki szkielet z plastiku. Nazywa się Felek. Marysia już mu kiedyś uścisnęła rękę i od tej pory nie boi się Felka.
- No tak, Felka u niej nie widać - woła teraz.
- Właśnie - potakuje mama. - My, ludzie, mamy szkielet z kości, mamy kręgosłup, który podpiera nasze ciało i łączy je z głową i kończynami. Nasz szkielet nosi nazwę szkieletu wewnętrznego, po prostu dlatego, że znajduje się wewnątrz ciała. Taki rodzaj szkieletu mają ludzie, ryby, ptaki, koty...
- ...i Bruno! - woła Marysia.
Mama kiwa głową.
- Są też zwierzęta, które mają szkielet zewnętrzny. Jak na przykład raki, owady i pająki. Ale kiedy nie ma się żadnego szkieletu, nie można też mieć nóg. Bo na czym miałyby się one trzymać?
- A jak porusza się dżdżownica, skoro nie ma nóg? - pyta Marysia.
- Dzięki mięśniom. - Mama ostrożnie odwraca pojemnik. Dżdżownica wypada na grządkę. Jest chyba bardzo szczęśliwa, że poczuła znowu ziemię, bo ze wszystkich sił stara się uciec. Marysia obserwuje ją uważnie. Nagle dżdżownica robi się bardzo długa i bardzo cienka. Potem kurczy się i staje się krótka i gruba. I za każdym razem kiedy tak się dzieje, przesuwa się kawałeczek do przodu. A po chwili całkowicie znika w ziemi.
- Ojej, ależ ona ma mięśnie! - dziwi się Marysia.
- Ja też. - Tata z dumą napina bicepsy. - Mam też główkę nie od parady i wiem coś jeszcze.
Mama i Marysia słuchają z zaciekawieniem.
- Wiem, skąd pochodzi nazwa dżdżownica. Od staropolskiego słowa deżdż, jak kiedyś pisało się deszcz. Dżdżownica wychodzi z ziemi po deszczu, czyli po dżdżu. Kiedy pada, jej tunele wypełniają się wodą. I żeby się nie utopić, bardzo szybko wypełza na powierzchnię. To dlatego po deszczu widać tak dużo dżdżownic.
Teraz dziewczynka już wie, dlaczego dżdżownica nie ma nóg. I dowiedziała się wielu innych ciekawych rzeczy. Jak to dobrze, że mama i tata kupili jej na urodziny zestaw małego badacza. Marysia nie potrafi sobie wyobrazić bardziej interesującego prezentu. A kto wie, co jeszcze ciekawego odkryje?