Wstęp
Wstęp
We współczesnej Europie istnieje obecnie dwanaście monarchii, wśród
których znajdziemy siedem królestw, cztery księstwa, jak również jedną
monarchię teokratyczną - Watykan. Państwo Watykańskie jako jedyne ma
ustrój monarchistyczny, w którym głowa państwa jest wybierana na drodze
elekcji dokonywanej przez kardynałów w konklawe. W pozostałych
obowiązuje dziedziczność tronu, przy czym w większości z nich jest to
zasada absolutnej primogenitury (dziedziczności), co oznacza, iż tron
dziedziczy najstarszy potomek w linii prostej panującego władcy,
niezależnie od płci. Obecnie, w 2021 roku, primogenitura męska, a więc
zasada, zgodnie z którą prawo do tronu przechodzi na syna władcy w najstarszej linii rodu, obowiązuje w Księstwie Liechtensteinu, w Księstwie Monako zaś tron dziedziczy najstarszy męski potomek władcy, a jeżeli go nie ma - najstarsza potomkini.
Oprócz Watykanu zasada dziedziczności nie obowiązuje też w Księstwie
Andory, niewielkim kraju w Pirenejach, będącym, jak określa to ustawa
zasadnicza państwa, niezależnym, demokratycznym, parlamentarnym
współksięstwem. Głową państwa są tu dwaj współksiążęta - jednym z nich
jest biskup katolickiej diecezji Urgel, a drugim - prezydent Francji.
Obaj pełnią wyłącznie funkcje reprezentacyjne, aczkolwiek mają prawo
weta wobec międzynarodowych traktatów.
Państwo Watykańskie jest jedyną w Europie, a zarazem jedną z nielicznych
na świecie, monarchią absolutną, pozostałe to dziedziczne monarchie
parlamentarne (Wielka Brytania, Hiszpania) lub dziedziczne monarchie
konstytucyjne (Norwegia, Szwecja, Dania, Holandia, Belgia, Wielkie
Księstwo Luksemburga, Liechtenstein, Monako). Z tego względu funkcje
monarchy, będącego głową państwa, są ograniczone do obowiązków
reprezentacyjnych i honorowych, natomiast realna władza spoczywa w rękach demokratycznie obranego parlamentu i rządu. O ile jednak w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii parlament ma faktycznie większą władzę niż
panujący władca, o tyle w niewielkich księstwach Monako i Liechtenstein
jest odwrotnie. W Księstwie Liechtensteinu panujący książę, uznawany
przez konstytucję państwa za suwerena, obok narodu, ma stosunkowo silną
władzę: nie tylko kontrasygnuje wszelkie akty prawne wprowadzone przez
władzę ustawodawczą, ale także ma realny wpływ na rząd. Natomiast w przypadku Księstwa Monako głowa państwa, którą jest panujący książę, ma
władzę ustawodawczą pospołu z Radą Narodową, czyli parlamentem księstwa.
Książę wnosi projekty ustaw, które są przyjmowane lub odrzucane przez
Radę na drodze głosowania, tymczasem władza wykonawcza spoczywa
wyłącznie w rękach władcy, przed którym osobiście odpowiadają członkowie
rządu.
Powyższe uwarunkowania sprawiają, że współcześni monarchowie nie
przypominają tych sprzed wieków i nie otacza ich nimb pomazańców bożych,
spoglądających na maluczkich z wyniosłości swojego tronu. Odbiciem tego
jest chociażby fakt, iż w większości monarchii europejskich ceremoniał
koronacyjny zastąpiono intronizacją o świeckim charakterze, podczas
której nowy władca składa przysięgę przed parlamentem bądź rządem, a przede wszystkim przed narodem. Nikt nie namaszcza go olejami ani nie
nakłada insygniów koronacyjnych. Ostatnia ceremonia koronacyjna w tradycyjnym obrządku odbyła się 2 czerwca 1953 roku w Wielkiej Brytanii,
kiedy koronowano Elżbietę II z dynastii Windsorów. Formalnie jednak
Elżbieta została królową ponad rok wcześniej, 6 lutego 1952 roku, w dniu
śmierci swojego ojca i poprzednika na tronie, króla Jerzego VI. Zgodnie
z jej wolą ceremonia koronacji była transmitowana przez telewizję. Z kolei obecnie panujący w Norwegii Harald V, podobnie jak jego małżonka,
został wprawdzie wyświęcony przez duchownego podczas uroczystej
ceremonii w katedrze, ale zrezygnował z rytuału koronacji - insygnia
koronacyjne spoczywały na poduszce umieszczonej na postumencie obok
ołtarza.
Współcześni monarchowie, podobnie jak członkowie ich rodzin oraz dwory,
utrzymywani są z budżetu państwa. Z badań Hermana Matthijsa, naukowca z Wolnego Uniwersytetu w Brukseli, wynika, iż najdroższa w utrzymaniu jest
monarchia brytyjska, otrzymująca rocznie z państwowej kasy 49 milionów
euro, tuż za nią plasuje się holenderska rodzina królewska z budżetem w wysokości 40 milionów euro, kolejkę zamyka Hiszpania i niewielki
Luksemburg - panującym tam władcom musi wystarczyć "zaledwie" 9 milionów
euro rocznie. Z tych środków pokrywane są także koszty zagranicznych
podróży, ochrony oraz utrzymania rezydencji. Z pieniędzy otrzymywanych z budżetu rozliczają się rodziny królewskie z dwóch krajów: Wielkiej
Brytanii i Holandii. Nie oznacza to bynajmniej, że współcześni
monarchowie biedują, wręcz przeciwnie - nie brakuje wśród nich krezusów,
bo obok corocznych wpływów z budżetu państwa każda królewska rodzina
dysponuje własnym majątkiem. Bez wątpienia do najbogatszych monarchów
należą książę Monako i królowa Elżbieta II, ale także rodzina władająca
Luksemburgiem, której majątek szacowany jest na 5 miliardów euro,
ulokowanych głównie w nieruchomościach, jak również holenderska rodzina
królewska, do której niegdyś należała jedna czwarta udziałów jednej z doskonale prosperujących spółek naftowych.
Media uważnie przyglądają się wydatkom współczesnych monarchii,
skrupulatnie odnotowując i piętnując wszelkie marnotrawstwo pieniędzy
podatników, chociażby na nieuzasadnione loty prywatnymi samolotami. Pod
lupą znajdują się także wydatki kobiet z rodzin królewskich poniesione
na reprezentacyjne i nie tylko reprezentacyjne kreacje. Co roku
najpoczytniejsze magazyny modowe zamieszczają spis członkiń rodów
panujących i wyliczają ich wydatki na garderobę. W 2019 roku, ostatnim
przed pandemią, która mocno ograniczyła wszelkiego rodzaju gale,
spektakle, wydarzenia kulturalne, jak również oficjalne imprezy, a co za
tym idzie także zakupy kreacji, na dziesiątym miejscu zestawienia
znalazła się księżniczka Wiktoria, następczyni tronu Szwecji, z kwotą 35
tysięcy dolarów. Wyprzedziła ją królowa Holandii Maxima, wydając na
swoje kreacje 45 tysięcy dolarów. Na miejscu ósmym uplasowała się
bratowa księżniczki Wiktorii, księżna Zofia, z wydatkami na poziomie 48
tysięcy dolarów. Nieco więcej na stroje wydały kolejno: królowa
Hiszpanii Letycja - 50 tysięcy dolarów, hrabina Wessex Zofia, żona
księcia Edwarda - 56 tysięcy dolarów. Kolejną pozycję zajmują także
członkinie brytyjskiej rodziny królewskiej: księżniczka Beatrice oraz
księżna Kate, przy czym pierwsza z nich wydała na stroje 63 tysiące
dolarów, żona zaś księcia Williama przeznaczyła na ten cel 69 tysięcy.
Obie wyprzedziła jednak żona następcy duńskiego tronu Fryderyka, księżna
Mary, z 70 tysiącami, a obok niej na podium znalazły się też księżna
Sussex Meghan oraz Charlene, księżna Monako. Zdobywczyni drugiego
miejsca, małżonka księcia Harry'ego, wydała na nowe kreacje niemalże 112
tysięcy euro, ale Charlene, żona księcia Alberta, zostawiła ją daleko w tyle, gdyż na swoją garderobę przeznaczyła aż 150 tysięcy euro.
Niewykluczone jednak, że duńska księżna w niedalekiej przyszłości straci
swoją pozycję na podium, wyznała bowiem w jednym z wywiadów, że zamierza
się skoncentrować na recyklingu starych ubrań. Jej deklaracja spotkała
się z aplauzem ekologów, od dawna wskazujących na fakt, że przemysł
odzieżowy, zużywając co roku aż 1,5 tryliona litrów wody, przyczynia się
do niekorzystnych zmian klimatycznych na naszej planecie. Za swoje
podejście do mody chwalona jest także córka Elżbiety II, księżniczka
Anna, która od czterdziestu lat nie zmienia garderoby, poddając swoje
kreacje jedynie niewielkiej renowacji, dopasowując je do obowiązujących
kanonów mody bądź zmieniając dodatki. Jak się okazuje, jej osobista
stylistka dba o to, by ubrania pracodawczyni były przechowywane w odpowiednich warunkach, zachowując zarówno fason, jak i kolory. Kiedyś
media z tego drwiły, ale dziś zachwycają się, że księżniczka przyczynia
się do ochrony środowiska naturalnego.
Wbrew utyskiwaniom lewicowych polityków i skrajnych liberałów,
uznających instytucję monarchii za skostniały przeżytek, większość
współczesnych ludzi ekscytuje się życiem panujących i ich rodzin,
traktując ich jak celebrytów. Socjologowie i psychologowie badający ów
fenomen uznali, że dla współczesnych ludzi obserwowanie życia
koronowanych głów stanowi substytut baśniowego świata. Życie na
świeczniku nie jest jednak łatwe ani przyjemne, dlatego każda europejska
rodzina królewska zatrudnia specjalistów od marketingu, reklamy oraz
PR-u, dbających o jakość królewskiego wizerunku, jak również
wykorzystujących media społecznościowe. Nawiasem mówiąc, konto
brytyjskiej rodziny królewskiej na Instagramie obserwuje niemal milion
osób. I nic w tym dziwnego, gdyż Windsorowie są obecnie
najpopularniejszą rodziną królewską świata, czego dowodzi sukces serialu
The Crown.
Bez wątpienia wielkie zainteresowanie opinii publicznej brytyjską
rodziną królewską zapoczątkowało pojawienie się Diany Spencer,
poślubionej w 1981 roku przez następcę tronu, księcia Walii Karola,
pozytywnie wyróżniającej się na tle pozostałych Windsorów. Wielkie
zainteresowanie mediów wzbudziły także perypetie miłosne jej synów,
Williama i Harry'ego, którym udało się iść za głosem serca i poślubić
dziewczyny spoza panujących rodów. Zdaniem wielu, historia ich wybranek,
Kate i Meghan, obecnie będących najpopularniejszymi członkiniami
brytyjskiej rodziny, jest współczesną wersją bajki o Kopciuszku. Jednak
obie dość daleko odbiegły od swego baśniowego pierwowzoru, w niczym nie
przypominają bowiem owej biednej, aczkolwiek szlachetnej i anielsko
dobrej dziewczyny znanej chociażby z Disneyowskiej wersji owej historii.
Kate Middleton dorastała w zamożnej rodzinie, otoczona dobrobytem, na
koncie zaś przyszłej księżnej Sussex, zanim poślubiła Harry'ego,
widniało 3,8 miliona dolarów. Samą Meghan można uznać za przeciwieństwo
najbardziej feministycznej postaci ukazanej w filmie zrealizowanym przez
wytwórnię Disneya, Merindy Walecznej - rudowłosej dziewczyny, która
chociaż przyszła na świat jako księżniczka, nie chce nią być i nie ma
zamiaru poślubić księcia. Tymczasem Meghan Markle okazała się
feministką, która chciała poślubić księcia i postawiła na swoim, ale
ostatecznie doszła do wniosku, że niezupełnie o to jej w życiu chodziło...
Mimo wysiłków sztabu specjalistów od pijaru i wizerunku członkom rodzin
królewskich i książęcych zdarza się popełniać różne gafy i wywoływać
skandale, o których szeroko rozpisują się media, rozpalając ciekawość
opinii publicznej. I dotyczy to nie tylko najpopularniejszych
królewskich celebrytów z Wielkiej Brytanii, ale także członków
pozostałych europejskich rodów panujących. W tej książce zostały
opowiedziane właśnie takie bulwersujące poczynania współczesnych
monarchów oraz ich krewnych, lokujących uczucia w nieodpowiednich
partnerach, zdradzających swoich małżonków i trwoniących publiczne
pieniądze. Zajrzyjmy zatem przez dziurkę od klucza na królewskie dwory i przekonajmy się, jakie tajemnice skrywają ich mieszkańcy.
Ród Grimaldich -
najbardziej dysfunkcyjna rodzina królewska na świecie?
"Cud Grimaldich"
Zanim świat zainteresował się Windsorami, rolę królewskich celebrytów, o których pisała prasa i których perypetie fascynowały opinię publiczną,
odgrywała dynastia Grimaldich, władająca niewielkim Księstwem Monako,
drugim po Watykanie najmniejszym niezależnym państwem. Wprawdzie
państewko to zajmuje obszar ponad dwadzieścia razy mniejszy od
warszawskiej dzielnicy Ursynów, ale swoim mieszkańcom, jak również
turystom, ma do zaoferowania naprawdę wiele. Daje bowiem ponad trzysta
słonecznych dni w roku, możliwość gry w najsłynniejszym na świecie
kasynie, w którym bywał filmowy James Bond, piękne pejzaże, a dla
wielbicieli sportów samochodowych - Grand Prix Formuły 1, rozgrywane na
najbardziej wymagającym, przez wielu uznawanym nawet za
najniebezpieczniejszy, torze biegnącym ciasnymi ulicami Monte Carlo oraz
wiele innych atrakcji. Wszyscy odwiedzający Monako muszą zobaczyć także
najsłynniejszą na świecie, ekskluzywną marinę Port Hercules, gdzie
cumują najdroższe i najwspanialsze jachty. W sierpniu odbywają się tu
największe targi superjachtów w Europie. Można też pooglądać wystawy
luksusowych butików, w których zaopatrują się milionerzy, i zajrzeć,
najlepiej przez okno, do najbardziej ekskluzywnych, a zarazem
najdroższych restauracji. Każdy, kto miał okazję spędzić w Monako trochę
czasu, przyzna rację sloganom reklamowym przedstawiającym je jako "plac
zabaw dla milionerów". Niewielkie księstwo jest bowiem istną esencją
ekskluzywności i luksusu, a przy okazji również rajem podatkowym.
Zdaniem ekspertów to właśnie system podatkowy Monako, a nie walory
turystyczne, jest najsilniejszym magnesem przyciągającym tu możnych z całego świata.
Władze owego niewielkiego państwa przez lata opracowywały system prawny
jak najbardziej korzystny nie tylko dla osób fizycznych, dysponujących
pokaźnymi dochodami, ale także dla instytucji finansowych. Nie oznacza
to jednak, że do Monako gremialnie ściągają typy spod ciemnej gwiazdy,
bo wprawdzie rezydenci księstwa cieszą się wielkimi przywilejami, nie
płacąc chociażby podatku dochodowego, ale jednocześnie władze państwa
dbają o wysokie standardy i starają się unikać sytuacji mogących narazić
na szwank panującego władcę. Z tego względu uzyskanie stałego pobytu w księstwie, podobnie jak rejestracja spółki, nie jest łatwe i traktowane
jest jak przywilej. Poza tym zakres oraz rygoryzm tajemnicy bankowej w Monako znacznie przekracza standardy banków szwajcarskich, dlatego też
księstwo jest jednym z trzech państw znajdujących się na sporządzonej
przez międzyrządową Organizację Współpracy i Rozwoju (OECD) liście
państw niewspółpracujących z administracjami podatkowymi innych krajów.
Sprawę ułatwia fakt, że choć walutą Monako jest euro, to państwo to nie
jest członkiem Unii Europejskiej, ale jako kraj mający szczególne
stosunki z Francją, z którą zawarł unię celną, jest uprawnione do
stowarzyszenia z krajami wchodzącymi w skład UE. W efekcie jest tylko
częściowo zintegrowane ze strukturami Unii Europejskiej, ale zachowuje
niezależność, dzięki czemu jest w stanie chronić wolność osobistą swoich
rezydentów, jak również zachować daleko posuniętą dyskrecję dotyczącą
ich stanu majątkowego.
Ród Grimaldich wprawdzie nie zdołał jeszcze pokonać Osmanów, dynastii,
która najdłużej w dziejach świata dzierżyła władzę, ale i tak może się
poszczycić wyjątkowo długim nieprzerwanym panowaniem. Przedstawiciele
tego rodu zasiadają bowiem na monakijskim tronie od XIII stulecia, a więc od czasów, kiedy Polska była w okresie rozbicia dzielnicowego,
Anglią władali Plantageneci, a Francją - Kapetyngowie. Podczas gdy
zarówno Piastowie, jak i wymienione dynastie angielska i francuska dawno
przeszły do historii, władcy z rodu Grimaldich zdołali przetrwać
wszystkie zawirowania dziejowe, włącznie z wojną trzydziestoletnią,
rewolucją francuską, pierwszą wojną światową, która zmiotła Habsburgów,
Hohenzollernów i Romanowów, udało im się również wyjść bez szwanku z drugiej wojny światowej. A przecież ze względu na korzystne pod względem
strategicznym położenie niewielkie Monako było łakomym kąskiem dla
ościennych państw - mimo to Grimaldim udało się nie tylko zachować
władzę, ale i niepodległość oraz samodzielność niewielkiego państwa,
którym przyszło im władać. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że każda
dynastia wymiera wraz ze zgonem jej ostatniego męskiego potomka,
wypadałoby uznać, iż książęcy ród Grimaldich tak naprawdę już nie
istnieje. Ciągłość dynastii udało się jednak zachować dzięki prawu,
zgodnie z którym mąż następczyni tronu w chwili ślubu niejako z automatu
przybiera nazwisko żony, a dzieci pary noszące nazwisko Grimaldi mają
prawo do tronu.
Początki księstwa giną w mrokach dziejów, ale wiadomo, że pierwszą osadę
na tym terenie założyli Fenicjanie. Potem wspomniana osada znalazła się
kolejno w rękach Greków, sama nazwa państwa pochodzi od nazwy greckiej
kolonii Monoikos, i Rzymian, by ostatecznie znaleźć się pod panowaniem
Genueńczyków, którzy w 1215 roku zbudowali tu warowny zamek, niemalże
nie do zdobycia. Do czasu, kiedy tego śmiałego zadania w 1297 roku
podjął się Franciszek Grimaldi, nie bez kozery noszący przydomek
Przebiegły, korzystając ze wsparcia swego kuzyna Rainiera I. Wdawszy się
w konflikt z prawem w rodzinnej Genui, postanowił przejąć twierdzę
będącą wówczas w posiadaniu możnego rodu genueńskiego. Dokonał tego,
uciekając się do podstępu: przebrany za franciszkańskiego mnicha zapukał
do bramy zamku z prośbą o nocleg. Kiedy niczego niepodejrzewający
strażnicy otworzyli przed nim podwoje, fałszywy zakonnik wyciągnął
ukryty w habicie miecz i zawołał czających się w pobliżu swoich ludzi,
by do niego dołączyli. Zaskoczeni Genueńczycy zostali w ten sposób
pokonani, a Grimaldi przejął twierdzę. Niezbyt długo cieszył się
zdobyczą: nie mając dostatecznych środków, by skutecznie odpierać
najazdy genueńskich wojsk, po czterech latach musiał uciekać z Monako.
Część historyków uznaje jednak przytoczoną historię za legendę, źródła
historyczne bowiem mówią tylko o utracie przez Genuę kontroli nad
zamkiem w kwietniu 1301 roku. Natomiast faktem jest, że oficjalny tytuł
senioralny "pana Monako" otrzymał w 1314 roku syn Rainiera I, Karol I,
który swoją władzę w państwie ugruntował dopiero szesnaście lat później.
W 1419 roku ród Grimaldich uzyskał tytuł książęcy i właśnie wówczas, po
trwających stulecia walkach, w których ścierał się z innymi możnymi
rodzinami Italii, ugruntował na dobre swoją władzę w państwie. Genua
długo nie rezygnowała z planów zdobycia księstwa - ostatnią, zresztą
nieudaną, próbę zajęcia tego terytorium podjęła jeszcze w 1509 roku.
Co ciekawe, pałac książęcy w Monako, oficjalna rezydencja rodziny
książęcej, opiera się na fundamentach średniowiecznej twierdzy. Z czasem
do pierwotnie istniejącej budowli dodawano skrzydła, a pomieszczenia
przebudowywano, by dopasować je do potrzeb kolejnych mieszkańców. Nawet
jeżeli przyjmiemy, że ród Grimaldich panuje w Monako dopiero od 1314 czy
1419 roku, kiedy otrzymał tytuł książęcy, to i tak utrzymanie władzy w rękach jednej dynastii przez tak długi okres należy uznać za wyjątkowy
sukces. Tym bardziej że, jak wspomniano, zgodnie z prawami dziedziczenia
dynastia powinna zniknąć wraz ze śmiercią ostatniego męskiego potomka. A jednak tak się nie stało.
Do poważnego kryzysu dynastycznego doszło w pierwszej połowie XIX
stulecia, kiedy Księstwem Monako władał Albert I, zdeklarowany pacyfista
i naukowiec-amator, pasjonat oceanografii i archeologii, któremu Monako
zawdzięcza powstanie Muzeum Oceanograficznego. Jego zasługi na polu
nauki były tak duże, że w 1909 roku został przyjęty w poczet członków
Brytyjskiej Akademii Nauki. W życiu prywatnym natomiast wiodło mu się
znacznie gorzej: jego pierwsze małżeństwo z angielską arystokratką,
Marią Wiktorią Hamilton, zakończyło się rozwodem, a drugie, z Alicją
Heine, również okazało się katastrofą. W dodatku w 1901 roku na
prapremierze opery Kuglarz madonny Albert publicznie zarzucił żonie
niewierność, wymierzając jej siarczysty policzek i wykrzykując nazwisko
jej kochanka. Był nim dyrygent występującej orkiestry... Wprawdzie Albert
i Alicja nigdy formalnie się nie rozwiedli, ale od 1902 roku żyli w separacji. Na domiar złego książę, który 10 września 1889 roku wstąpił
na tron, doczekał się tylko jednego dziecka, syna Ludwika, urodzonego ze
związku z Marią Wiktorią Hamilton. A na skutek zawirowań rodzinnych
młody książę praktycznie nie znał ani swojego ojca, ani państwa, w którym w przyszłości miał objąć władzę, wychowywał się bowiem u boku
matki, dorastając w Niemczech, gdzie była księżna zamieszkała wraz ze
swoim drugim mężem, węgierskim hrabią Tolna, z którym doczekała się
jeszcze czwórki dzieci. Nic zatem dziwnego, że Ludwik nie palił się do
przyjazdu do swego rodzinnego księstwa ani do przejęcia władzy. Wolał za
to wojować, dlatego po ukończeniu szkoły wojskowej wstąpił do
francuskiej Legii Cudzoziemskiej. Jako legionista trafił do Algierii,
gdzie poznał miłość swojego życia. Pech jednak chciał, że ulokował swoje
uczucia w kobiecie, która w żaden sposób nie była odpowiednia do roli
żony władcy. Maria Juliette Louvet nie była bowiem arystokratką, ale
artystką kabaretową, w dodatku rozwódką i matką dwójki dzieci. Trudno
się zatem dziwić, że książę Albert nie był zachwycony wyborem jedynego
syna. Jak głosiła plotka, Ludwik zawarł z Marią związek małżeński, choć
nie ma na to żadnych dowodów. Ani Albert, ani obywatele Monako nie
dopuściliby, aby na tronie obok prawowitego władcy zasiadła kobieta o tak złej reputacji. Z czasem następca tronu znudził się Marią, którą
porzucił w 1908 roku, wracając do Monako, mimo że 30 września 1898 roku
doczekał się z nią dziecka - córki Charlotte Luizy Julietty, noszącej
nazwisko matki.
Wprawdzie książę Albert nigdy nie zaakceptował wyboru syna, ale
dowiedziawszy się o istnieniu wnuczki, starał się wywiązać z obowiązków
dziadka i żywo interesował się losem Charlotte. Dzięki niemu dziewczyna
zdobyła staranne wykształcenie, a w 1911 roku Albert przyznał jej tytuł
Madame de Valentinois. Było to przemyślane posunięcie, podjęte w trosce
nie tyle o samą dziewczynę, ile o losy księstwa. Ludwik, formalny
następca tronu, ani myślał się żenić, co groziło wygaśnięciem sukcesji.
Gdyby tak się stało, władza w Monako trafiłaby w ręce jego kuzyna
Wilhelma Karla von Urach, posiadającego przez swoją matkę, Florestynę
Grimaldi, prawo do tronu księstwa. Tymczasem Francja stanowczo
przeciwstawiała się temu, żeby władzę w Monako objął niemiecki książę.
Wobec tego Albert w maju 1911 roku doprowadził do zmiany przepisów,
uznając Charlotte za córkę Ludwika, a co za tym idzie - za członkinię
rodu Grimaldich, nadając jej jednocześnie takie nazwisko. Wkrótce
okazało się jednak, że akt jest sprzeczny z wcześniejszymi przepisami
pozostającymi w mocy, ale niezrażony tym książę bezzwłocznie wydał nowy
przepis, umożliwiający oficjalną adopcję Charlotte przez jej
biologicznego ojca, co Ludwik posłusznie uczynił 16 maja 1911 roku. Mało
tego, troskliwy dziadek postarał się także odpowiednio wydać ją za mąż,
zaręczając dwudziestodwuletnią księżniczkę ze starszym od niej o trzy
lata hrabią Pierre'em de Polignac, wywodzącym się z francuskiego
arystokratycznego rodu.
Wybranek Alberta przypadł do gustu Charlotte, gdyż był nie tylko
przystojny, ale także gruntownie wykształcony, władał kilkoma językami,
jak również słynął z nienagannych manier. Krótko mówiąc, idealny
kandydat na męża przyszłej władczyni Monako. Albert doprowadził swoje
dzieło do końca i 20 marca 1920 roku para stanęła przed ołtarzem. Dwa
dni wcześniej Pierre nie tylko zrzekł się hrabiowskiego tytułu, ale i nazwiska, jednocześnie przyjmując nazwisko swojej przyszłej żony -
Grimaldi. W ten sposób ciągłość dynastii została zachowana, a wybieg
Alberta przeszedł do historii jako "cud Grimaldich". Przyszłość
przyznała rację księciu - jego syn Ludwik, który wstąpił na tron 27
czerwca 1922 roku, nie doczekał się innych dzieci, mimo że zawarł
związek małżeński. Stan cywilny zmienił wyjątkowo późno, bo dopiero w wieku siedemdziesięciu sześciu lat, poślubiając w lipcu 1946 roku Gizelę
Dommanget, francuską aktorkę, rozwódkę. Ich małżeństwo pozostało
bezdzietne.
Klątwa sprzed wieków
Księżna Charlotte, dla której dziadek Albert zmienił przepisy, nigdy
jednak nie zasiadła na tronie - w maju 1944 roku z inspiracji swego
ojca, księcia Ludwika, zrzekła się praw do tronu na rzecz syna, Rainiera
Louisa Henriego Maxence'a Bertranda, który przyszedł na świat 31 maja
1923 roku. Rainier nie był ani jedynym, ani najstarszym dzieckiem
księżnej i jej małżonka - para miała jeszcze starszą córkę, Antoinette
Louise Alberte Suzanne, i pierwotnie to właśnie ona miała zostać
następczynią tronu, co udaremniły narodziny męskiego potomka.
Losy małżeństw księcia Alberta I oraz jego wnuczki zdają się potwierdzać
prawdziwość legendy o klątwie rzuconej przed wiekami na ród Grimaldich,
zgodnie z którą członkowie tej rodziny nigdy nie znajdą szczęścia w małżeństwie. Co ciekawe, istnieją dwie wersje owej historii, mającej
rozegrać się jeszcze w średniowieczu. Pierwsza z nich głosi, jakoby
kuzyn i sojusznik zdobywcy monakijskiej twierdzy, Franciszka
Grimaldiego, Rainier I Grimaldi, uprowadził i zgwałcił nieznaną z imienia piękną dziewczynę, którą następnie porzucił. Nie zdawał sobie
jednak sprawy, z kim zadziera: żądna zemsty panna postanowiła zgłębić
tajniki wiedzy tajemnej, zostając czarownicą. Wszystko po to, by rzucić
klątwę na gwałciciela i jego potomków, za której sprawą członkowie tego
rodu mieli nie zaznać szczęścia w miłości. Druga wersja głosi, że to
właśnie Rainier w przebraniu mnicha wkradł się podstępem do zamku w Monako, ale zanim sprowadził tam swoich ludzi, zdołał zdobyć nie tylko
zaufanie gospodarzy, ale także miłość ich córki. Wszystko po to, by
podstępem zdobyć twierdzę. Mieszkańcy zamku zostali wymordowani, a sam
Rainier wyjątkowo okrutnie obszedł się z rozkochaną w nim księżniczką,
kazał ją bowiem zamurować żywcem w jednej z zamkowych komnat.
Nieszczęsna dziewczyna, zanim umarła, zdążyła na wiarołomnego kochanka i jego potomków rzucić klątwę.
Perypetie uczuciowe księcia Alberta, którego oba małżeństwa zakończyły
się rozstaniem, wydają się potwierdzać istnienie wspomnianej klątwy.
Także jego wnuczka nie znalazła szczęścia w zaaranżowanym przez dziadka
małżeństwie, chociaż początkowo wydawało się, iż tworzą z Pierre'em
zgodne i szczęśliwe stadło. Z czasem jednak nad ich związkiem zebrały
się czarne chmury, głównie za sprawą księcia, który wprawdzie był
uwielbiany przez kobiety, ale zdecydowanie wolał towarzystwo
przedstawicieli swojej płci. W dodatku wyjątkowo źle układały się
stosunki między Pierre'em a jego teściem Ludwikiem, mimo, a może właśnie
dlatego, że mąż Charlotte cieszył się wielką sympatią poddanych. Kiedy w 1923 roku na świat przyszedł upragniony wnuk władcy Monako, mały książę
Rainier, Ludwik, doskonale zorientowany w problemach małżeńskich swojej
córki, dał zięciowi wyraźnie do zrozumienia, że jego obecność na dworze
w zasadzie jest zbędna. Sam Pierre nie ubolewał z tego powodu, zwłaszcza
że zachował swój tytuł oraz przywileje, i wyprowadził się do Paryża.
Zresztą jego małżeństwo od czasu narodzin syna i tak było fikcją, a Charlotte zdradzała go z wieloma mężczyznami. Kiedy jednak księżna
zupełnie straciła głowę dla kolejnego kochanka, Włocha, z którym uciekła
z Monako, Pierre wystąpił o rozwód, stanowczo żądając przyznania opieki
nad dziećmi. Rozwód wprawdzie uzyskał, ale o opiece nad potomstwem mógł
zapomnieć, w dodatku w Monako został objęty banicją, za co zresztą
uzyskał rekompensatę finansową. Zgodnie z ustaleniami rozwodowymi mógł
jednak decydować o edukacji swojego syna, którego posłał do szkoły w Wielkiej Brytanii. Ponieważ jednak chłopiec czuł się tam bardzo źle i słał do dziadka list za listem z prośbą o umożliwienie mu powrotu do
rodzinnego kraju, książę Ludwik wszczął postępowanie o opiekę nad
wnukami, które bez problemu wygrał i Rainier wrócił do Monako. Gdyby
opisywane tu wydarzenia rozgrywały się dzisiaj, wszędobylskie media
miałyby używanie, a ród Grimaldich z pewnością zyskałby miano
królewskich skandalistów. Na szczęście dla Ludwika, jego córki i wnuków
ówcześni dziennikarze byli znacznie bardziej powściągliwi.
Tymczasem księżna Charlotte, niezrażona niepowodzeniem w pierwszym
małżeństwie, usiłowała ułożyć sobie życie: w 1934 roku planowała ślub z greckim milionerem Basilem Zaharoffem, zresztą przyjacielem jej ojca.
Podobno była to prawdziwa miłość, aczkolwiek Basil był starszy od swojej
ukochanej o niemal czterdzieści lat. Jednak parze nie było pisane
małżeńskie szczęście, Zaharoff bowiem zmarł w 1936 roku. Kolejną
miłością Charlotte był włoski markiz Carlo Strozzi, rozwodnik, ale i tym
razem matrymonialne plany księżnej nie doczekały się realizacji. Księżna
już nigdy nie wyszła za mąż, choć nie była samotna, jednak jej partnerzy
budzili co najmniej konsternację. I nie ma się czemu dziwić, skoro jej
ostatnim kochankiem był niejaki René Girier, trudniący się w przeszłości... kradzieżą biżuterii i posługujący się dość osobliwym
przydomkiem René de la Canne, czyli René Laska.
Legenda o klątwie rzuconej w dalekiej przeszłości na ród Grimaldich
wróciła za sprawą losów syna Charlotte, księcia Rainiera III, i perypetii jego dzieci, których doczekał się z piękną Grace Kelly.
Książę i grecki milioner - pomysłodawcy świetności Monako
Książę Rainier, który od 1949 roku zasiadał na tronie Monako, w czasach
młodości przeżył wielką miłość. Nieszczęśliwy w dzieciństwie z powodu
rozstania rodziców i wojny toczonej o dzieci między matką a ojcem,
wyrósł na samotnika. Mimo to bardzo podobał się kobietom, był bowiem
przystojnym, choć niewysokim, brunetem, obdarzonym muskularną sylwetką
boksera, doskonale pływał, a nawet amatorsko parał się grą w teatrze.
Swoje robiło też doskonałe wykształcenie - książę był absolwentem
elitarnego Instytutu Nauk Politycznych w Paryżu, jak również
Uniwersytetu Montpellier, wrażenie na przedstawicielkach płci pięknej
wywierał także książęcy tytuł oraz sława bohatera wojennego. Rainier
bowiem pod koniec września 1944 roku zaciągnął się do Francuskiej Armii
Wyzwolenia, francuskich sił zbrojnych powstałych w końcowym okresie
wojny z połączenia części Armii Rozejmowej, podległej wcześniej Vichy, i Sił Wolnych Francuzów, skupionych wokół generała de Gaulle'a. Za swoje
bohaterstwo na polu walki Grimaldi otrzymał Legię Honorową oraz Krzyż
Wojenny.
Rok przed wstąpieniem na tron podczas pobytu w Paryżu Rainier poszedł do
teatru wystawiającego jakąś niezbyt ambitną farsę opowiadającą o zakazanej miłości plebejuszki i arystokraty i zakochał się od pierwszego
wejrzenia w odtwórczyni głównej roli, urodziwej brunetce Gis?le Pascal,
notabene córce straganiarza. Panna była nie tylko ładna, ale i utalentowana; w 1942 roku zadebiutowała w filmie La Belle aventure i we Francji do dziś uznawana jest za jedną z największych gwiazd
filmowych swoich czasów. Zauroczony książę zaprosił aktoreczkę na swój
jacht, a ta, jak się można domyślać, zaproszenie przyjęła. Wkrótce
wieści o romansie przystojnego następcy tronu obiegły świat, a dziennikarze wieszczyli rychły ślub. Panna Pascal pytana przez
reporterów o relacje łączące ją z księciem z nieśmiałym uśmiechem
mówiła, że żyje w bajce... Para nawet zamieszkała razem w należącej do
Grimaldich willi i zapewne doszłoby do ślubu, gdyby nie prawo
stanowiące, że w razie bezpotomnej śmierci władcy Monako księstwo
automatycznie zostanie przejęte przez sąsiednią Francję. Doradcy księcia
sugerowali przeprowadzenie badań płodności jego partnerki, które
wykazały, że Gis?le nigdy nie będzie matką, i para musiała się rozstać.
Najwyraźniej jednak lekarze przeprowadzający badania okazali się
nierzetelnymi fachowcami albo badania były niewłaściwe, bowiem w 1955
roku aktorka wyszła za mąż za Raymonda Pellegrina, z którym pięć lat
później doczekała się córki. Biografowie Grimaldich podejrzewają, że
wyniki testów nie były jednoznaczne, a Rainier wykorzystał je jako
pretekst do zerwania, dowiedziawszy się o romansie Gis?le z amerykańskim
aktorem Garym Cooperem. Tak czy inaczej, Rainier, wstępując na tron 9
maja 1949 roku, był kawalerem i swego stanu cywilnego nie zmienił przez
następne siedem lat. Oczywiście myślał o ożenku, ponoć zastanawiał się
nawet nad kandydaturą księżniczki Małgorzaty, młodszej siostry królowej
Elżbiety, ale nie zdecydował się na żadne konkretne posunięcia.
Początek lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia nie był dobrym okresem
dla Monako. A przecież od XIX wieku to niewielkie państewko było istną
mekką dla europejskich bogaczy, głównie za sprawą funkcjonujących tam
kasyn, ale nie tylko. Wspomniana wcześniej druga żona księcia Alberta I,
Alice Heine, z pochodzenia Amerykanka, po ślubie z władcą Monako
zamieniła to księstwo w przybytek sztuki przez duże S. Za jej sprawą
miejscowa opera zyskała taką renomę, że porównywano ją z mediolańską La
Scalą, organizowano w niej olśniewające festiwale wagnerowskie. Do
Monako przyjeżdżali na gościnne występy francuscy aktorzy, na czele ze
słynną Sarah Bernhardt. Częstym gościem był też książę Walii Edward,
który przyjeżdżał tam ze swoją kochanką, Lillie Langtry, słynącą ze
słabości do gier hazardowych, co więcej, oboje przyjaźnili się z Alice i Albertem. Matka księcia Edwarda, królowa Wiktoria, nawet gdy przebywała
na wypoczynku w pobliskiej Nicei, nie chciała postawić stopy na ziemi
księstwa, uznając je za przybytek rozpusty i zepsucia.
Do pogorszenia sytuacji księstwa w latach pięćdziesiątych niewątpliwie
przyczynił się Festiwal Filmowy w Cannes organizowany tam od 1946 roku.
Za sprawą tego wydarzenia, a zwłaszcza uczestniczących w nim gwiazd, na
Lazurowe Wybrzeże ściągały tłumy, co wkrótce zaowocowało popularnością
tej części Francji, a co za tym idzie - istnym wysypem luksusowych
kurortów na tym terenie. W ten sposób księstwu wyrosła potężna
konkurencja, a turyści zaczęli omijać miniaturowe państewko, co odbiło
się zarówno na finansach państwa, jak i na sytuacji jego mieszkańców.
Krótko mówiąc, Monako wyszło z mody. Książę gorączkowo myślał, jak
zaradzić tej sytuacji.
Tymczasem w Monako rozgościł się jeden najbogatszych ludzi ówczesnego
świata - grecki miliarder Arystoteles Onassis. Podstępnie wykupił
większość udziałów w spółce będącej właścicielem monakijskiego kasyna,
potem nabył także większość nieruchomości i jego stan posiadania w Monako przewyższył stan posiadania samego księcia. Na domiar złego w 1954 roku największy bank Monako splajtował, książęcy skarbiec świecił
pustkami, a państwo stanęło w obliczu groźby bankructwa. "Z wyjątkiem
monarchy, którego Francuzi traktują jak nieistotnego jegomościa
zainteresowanego wyłącznie posiadaniem stałego źródła dochodów,
pozwalającego spełniać wszystkie zachcianki, za jedynego prawdziwego
władcę Monako należy obecnie uważać Onassisa"1 - twierdził J.
Edgar Hoover już w 1953 roku. Mało tego, pojawiły się nawet żarty, że
wkrótce Monte Carlo zostanie przemianowane na Monte Greco...
Tymczasem Rainier postanowił schować dumę do kieszeni i poradzić się
greckiego miliardera, jak uratować swoje państwo i co zrobić, żeby do
księstwa ponownie przyciągnąć możnych tego świata. Onassis, który z niejednego pieca chleb jadł i odnosił jeden biznesowy sukces za drugim,
miał dla niego gotowy plan: Rainier powinien ożenić się z gwiazdą
filmową, i to taką z najwyższej półki, jaśniejącą blaskiem w hollywoodzkiej fabryce snów. Mało tego, ułożył nawet listę odpowiednich
kandydatek, na której znalazły się same blondwłose piękności: Eve Saint
Martin, Deborah Kerr oraz najsłynniejsza blondynka wszech czasów -
Marilyn Monroe. Ponoć książę opowiadał się za tą ostatnią, a i sama MM
poważnie rozważała małżeństwo z Grimaldim. Zresztą była tak pewna
siebie, że nawet oświadczyła, iż owinie go sobie wokół palca w ciągu
kilku minut, ale jednocześnie wyrażała się o potencjalnym narzeczonym
zbyt poufale, nazywając go "księciuniem Rainierkiem". Grimaldi, kiedy mu
o tym doniesiono, uznał to za ewidentny przejaw braku szacunku dla
monarchii, wykreślając seksowną Marilyn z listy kandydatek. Jak widać,
nazwisko Grace Kelly, aktorki, która ostatecznie poślubiła Grimaldiego,
nawet nie figurowało w sporządzonym przez Onassisa spisie, mimo że była
posągowo piękną blondynką, doskonałą amerykańską aktorką, mającą na swym
koncie Oscara.
W 1955 roku Grace przyjechała do Cannes w celu promocji filmu Hitchcocka
Złodziej w hotelu, w którym grała główną rolę żeńską, partnerując
Cary'emu Grantowi. Była wówczas ulubioną aktorką Hitchcocka, który
obsadził ją w swoich doskonałych filmach, mających premierę rok
wcześniej: M jak morderstwo oraz Okno na podwórze. Spotkanie księcia
i zjawiskowej Amerykanki zostało zaaranżowane przez dziennikarzy "Paris
Match", organizujących sesję zdjęciową w monakijskim pałacu, w której
aktorce miał partnerować sam Grimaldi. Grace była jednak bardzo
rozczarowana, książęcy gospodarz bowiem się spóźniał. Miała nawet zamiar
wrócić do Cannes, rezygnując ze spotkania z Grimaldim, jawnie łamiącym
zasady gościnności, ale kiedy władca Monako w końcu się zjawił,
zdecydowała się zostać. I bardzo szybko znalazła się pod urokiem
eleganckiego, starszego od niej o sześć lat, wysportowanego księcia o czarnych oczach, pamiątce po przodkach wywodzących się z Genui. A on,
jak na prawdziwego macho przystało, umiał zrobić na urodziwej
dziewczynie odpowiednie wrażenie: zabrał ją do miejscowego ogrodu
zoologicznego tylko po to, by w jej obecności pogłaskać tygrysa, czym
miał dowieść swojej niezwykłej odwagi.
Potem sprawy potoczyły się błyskawicznie: książę był pod wielkim urokiem
Grace, a ona zadurzyła się w nim jak nastolatka. I to mimo że była
wówczas związana z Jeanem-Pierre'em Aumontem, który planował się jej
oświadczyć pod koniec pobytu Kelly w Cannes. Zanim jednak do tego
doszło, Grace zerwała znajomość. A wróciwszy do Stanów, zaczęła
regularną korespondencję z Rainierem. W grudniu tego samego roku cała
amerykańska prasa pisała o wizycie księcia Monako w rodzinnym domu Grace
Kelly w Filadelfii. Fakt, że władca Monako osobiście pofatygował się do
Stanów i odwiedził rodziców aktorki, świadczył o jednym - książę ma
poważne zamiary wobec Grace. Czas pokazał, że nie była to dziennikarska
kaczka, władca rzeczywiście poprosił ojca dziewczyny, Johna Kelly'ego, o rękę panny i został przyjęty, a na palcu aktorki zalśnił pierścionek z dziesięciokaratowym brylantem od Cartiera. Grace promieniała ze
szczęścia i zaczęła się przygotowywać do najważniejszej roli w swoim
życiu - żony, księżnej i matki. Zanim jednak wcieliła się w nią, zagrała
w dwóch ostatnich filmach - Łabędziu w reżyserii Charlesa Vidora oraz
Wyższych sferach Charlesa Waltersa u boku Franka Sinatry. Po
zakończeniu zdjęć na dobre wzięła rozbrat z kinem.
Do Monako przybyła na początku kwietnia 1956 roku razem z krewnymi i dobytkiem mieszczącym się w przeszło osiemnastu kufrach. Kiedy schodziła
z pokładu statku, została obsypana setkami róż, ale nie był to
bynajmniej dowód sympatii poddanych jej męża, ale romantyczne powitanie,
jakie zgotował jej rezydujący w księstwie Onassis. Cywilny ślub Rainiera
i Grace odbył się 18 kwietnia 1956 roku w pałacu, następnego dnia w katedrze Świętego Mikołaja wzięli ślub kościelny. Ceremonię okrzyknięto
ślubem stulecia i transmitowano w telewizji w wielu krajach, w związku z czym oglądało ją aż trzydzieści milionów osób.
Grace faktycznie wyglądała olśniewająco. Jej ślubną suknię w kolorze
kości słoniowej, zaprojektowaną przez Helen Rose, znaną kostiumolog
pracującą dla wytwórni filmowej MGM, uszyto ze stuletniej koronki
Valenciennes ozdobionej haftem punktowym w róże oraz z jedwabnej tafty
ozdobionej tysiącami maleńkich pereł. Ponieważ stary przesąd głosił, że
panna młoda musi mieć na sobie coś niebieskiego, dodano błękitne
kokardki, niewidoczne jednak dla postronnych oczu, gdyż ukryto je pod
każdą z trzech warstw halki. Początkowo głowę panny młodej miała zdobić
tiara, ale Grace ostatecznie zdecydowała się na czepek inspirowany
kostiumem Szekspirowskiej Julii, udekorowany kwiatami pomarańczy.
Dopełnieniem ślubnej kreacji był tiulowy welon. Pan młody wystąpił w mundurze własnego projektu, inspirowanym umundurowaniem armii
napoleońskiej, a jego pierś zdobiły liczne ordery - przedmiot kpin
obserwatorów. A przecież książę otrzymał je za zasługi wojenne. Mimo
wszystko ubranie Rainiera nie było udane pod względem stylistycznym:
złoty szamerunek i epolety, jak również czerwono-biała szarfa w barwach
Monako sprawiały, iż przypominał bohatera operetki...
W katedrze ceremonię obserwowało sześciuset gości. Pewnym zgrzytem było
odrzucenie zaproszenia przez królową Elżbietę II, która nie przyjechała
do Monako, uznając, iż na ślubie będzie "za dużo gwiazd". Prywatnie
gardziła zarówno samym Rainierem, uważając go za podrzędnego księcia,
jak i Grace, uznając ją za hollywoodzką gwiazdkę, która chce wejść do
rodziny książęcej, i nie wróżyła ich małżeństwu świetlanej przyszłości.
Ciekawe, co by powiedziała, gdyby jakiś jasnowidz oświadczył jej, że w przyszłości jej własny wnuk również poślubi aktorkę, i to znacznie
skromniejszego formatu niż Grace Kelly?
Na ceremonii ślubnej nie zabrakło wprawdzie arystokratów, ale niemal
wszyscy podzielali zdanie angielskiej królowej. Samą uroczystość uznano
wręcz za kpinę ze względu na obecność prasy i reporterów, a urodziwa
Grace nie budziła sympatii członków socjety. Co więcej, mimo obaw
Elżbiety II na ślubie znanej hollywoodzkiej aktorki zabrakło aktorskich
gwiazd. Do Monako przyjechali jedynie David Niven z żoną, Gloria Swanson
i zaprzyjaźniona z Kelly Ava Gardner, ale bez swojego ówczesnego męża -
Franka Sinatry, bo para właśnie wszczęła procedury rozwodowe.
Przewidywania Onassisa sprawdziły się co do joty: obecność pięknej Grace
u boku księcia Rainiera dodała upadającemu księstwu niezwykłego blasku
i... Monako znowu stało się modne. Osoba księżnej przyciągała tu wielkich
tego świata, jak również zwyczajnych turystów. Księstwo wróciło do
dawnej świetności, a bogaci przybysze, tak samo jak niegdyś, zostawiali
tu miliony dolarów.
"Wulkan pokryty śniegiem"
Postronnym wydawało się, że za murami pięknego pałacu w Monako urodziwa
księżna wiedzie szczęśliwe, wręcz baśniowe życie, zwłaszcza że ówczesna
prasa chętnie zamieszczała zdjęcia Rainiera i Grace w otoczeniu trojga
uroczych dzieci, których się doczekali. Ale to była tylko piękna fasada,
za którą kryła się smutna prawda, bo ani księżna, ani jej małżonek nie
byli ze sobą szczęśliwi. Trzeba przyznać, że oboje dbali o swój
nieskazitelny image w oczach opinii publicznej, pilnując, aby żaden
niewygodny sekret nie przedostał się do mediów, co im się zresztą udało.
Sama Grace była postrzegana jako ideał współczesnej księżnej: pięknej,
eleganckiej, oddanej mężowi i dzieciom i z zapałem zajmującej się
działalnością charytatywną. W dodatku nigdy się nie wywyższała: lubiła
robić zakupy w tych samych sklepach co "zwyczajni" mieszkańcy Monako,
nie stroniła od rozmów ze swoimi poddanymi ani turystami. Jej
biografowie zawsze podkreślają jej głęboką wiarę i przywiązanie do
religii katolickiej, w której jako potomkini emigrantów z Irlandii
została wychowana. Ponoć po jej tragicznej śmierci w 1982 roku złożono
nawet w Watykanie petycję o uznanie jej świętą. Jeżeli to prawda, to
wspomniany dokument utknął w watykańskich archiwach, pokrywając się
kurzem, i zapewne nikt się nad nim nie pochylił. Grace wprawdzie dla
wielu była ucieleśnieniem anioła i rzeczywiście była głęboko wierząca,
jak również pobożna, ale z pewnością nie była odpowiednią osobą do
wyniesienia na ołtarze.
Grace Patricia Kelly - tak brzmiało rodowe nazwisko oraz imiona nadane
jej na chrzcie - przyszła na świat w Filadelfii 12 listopada 1929 roku
jako zodiakalny Skorpion, co z lubością podkreślała przy każdej okazji.
Z pewnością nie była kopciuszkiem, gdyż urodziła się w jednej z najbogatszych filadelfijskich rodzin. Jej ojcem był John Brendan Kelly,
zwany przez bliskich Jackiem, zapalony sportowiec i pasjonat
wioślarstwa. W tej dyscyplinie odniósł niemały sukces: w 1920 roku
podczas igrzysk olimpijskich w Antwerpii zdobył złoty medal w jedynkach
i dwójce podwójnej, czego nikt do tej pory nie zdołał powtórzyć. Kelly
okazał się równie dobrym biznesmenem jak był sportowcem. Założona przez
niego firma szybko się rozrosła, a on sam osiągnął status milionera w branży budowlanej, chociaż karierę w budownictwie zaczynał od stanowiska
pomocnika murarza, którego zadaniem było noszenie cegieł. Fiaskiem
zakończyła się natomiast próba zrobienia przez Kelly'ego kariery w polityce: w 1935 roku z ramienia demokratów wziął udział w wyborach na
burmistrza Filadelfii, ale przegrał, notabene najmniejszą różnicą głosów
w historii wyborów w tym mieście.
John był przystojnym, dobrze zbudowanym mężczyzną, nic zatem dziwnego,
że nigdy nie narzekał na brak powodzenia u płci pięknej, z czego chętnie
korzystał. Na żonę wybrał sobie poznaną na basenie wysportowaną
blondynkę, młodszą od niego o dziewięć lat, smukłą i wysoką - Margaret
Katherine Majer, córkę niemieckich emigrantów. Po latach, gdy Grace
zyska status hollywoodzkiej gwiazdy, a potem księżnej, prasa będzie
pisać o jej irlandzkich korzeniach, z uporem przemilczając fakt, że w jej żyłach płynie całkiem spora domieszka niemieckiej krwi.
Przedstawiano ją uparcie jako rdzenną mieszkankę Filadelfii, potomkinię
irlandzkich emigrantów. Nie bez powodu: kiedy Kelly pojawiła się na
ekranie, a więc w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, pamięć o okropieństwach drugiej wojny światowej wciąż była żywa, a Niemcy, mówiąc
oględnie, nie cieszyli się za oceanem sympatią. I zapewne dlatego
wytwórnie filmowe reklamowały ją jako stuprocentową Amerykankę o irlandzkich korzeniach. Po krewnych ze strony matki Grace odziedziczyła
nie tylko nieskazitelną cerę, jasne włosy i niebieskie oczy, ale także
samodyscyplinę, skromność, szacunek do pracy, oszczędność, punktualność
oraz przekonanie, że danego słowa nie można nigdy złamać. Wprawdzie ku
rozpaczy "mamci Kelly", jak w rodzinie nazywano Margaret, żadne z jej
dzieci nie opanowało w zadowalającym stopniu języka niemieckiego, to
udało się jej wpoić córkom oszczędność oraz przekonanie, że kobieta
nigdy nie może siedzieć bezczynnie. Wszystkie trzy panny umiały zatem
robić na drutach i szydełkować, a robótki ręczne zajmowały Grace wolny
czas także gdy została księżną. Oszczędna była do końca życia: jako
uznana gwiazda samodzielnie sklejała sobie buty, a będąc księżną, na
Boże Narodzenie każdego roku wręczała członkom personelu pałacowego... po
kostce mydła, wprawdzie bardzo drogiego. Nigdy nie wyrzucała ubrań, a jej młodsza córka, księżniczka Stefania, musiała donaszać rzeczy po
starszej Karolinie. Z kolei irlandzkim genom przyszła gwiazda ekranu
zawdzięczała doskonałą, wręcz fotograficzną pamięć, z której słynął jej
dziadek, John Henry Kelly, jak również wytrwałość i upór oraz... nieco
sprośne poczucie humoru.
Miłość do teatru też miała w genach - jej stryj, George Kelly, zdobył
sławę i uznanie jako autor znakomitych sztuk teatralnych, a za jedną z nich otrzymał nawet nagrodę Pulitzera. Dramatopisarz miał jednak pewien
bolesny sekret, o którym nie mówiono otwarcie nawet w gronie
najbliższych krewnych - był homoseksualistą. Kiedy odwiedzał rodzinny
dom ze swoim partnerem, Williamem Weagleyem, z którym spędził aż
pięćdziesiąt lat, zawsze przedstawiał go jako... swojego pokojowca. Grace
musiała się jednak domyślić, jakie były relacje łączące obu
dżentelmenów, a ponieważ bardzo kochała i podziwiała swojego stryja,
jako dorosła osoba miała dużo tolerancji dla osób nieheteronormatywnych.
Grace urodziła się jako drugie z czworga dzieci Margaret i Jacka, którzy
poza nią doczekali się jeszcze dwóch córek: Margaret Katherine, zwanej w rodzinie Peggy, oraz Elizabeth Anne, zwanej przez bliskich Lizanne, i jednego syna, najmłodszego z całej gromadki, Johna Brendana Juniora,
nazywanego Kell. Chociaż dziś nikt nie może w to uwierzyć, dla ojca,
marzącego, by wszystkie jego dzieci kontynuowały jego karierę sportową,
mała Grace, najsłabsza, najchudsza i zarazem najbardziej chorowita z całego rodzeństwa, była jednym wielkim rozczarowaniem. Ojciec uważał ją
wręcz za brzydką i głupią. Największe nadzieje wiązał natomiast ze swoją
najstarszą latoroślą, Peggy, będącą jego ulubienicą, oraz z jedynym
synem, w zamiarach ojca mającym kontynuować karierę w wioślarstwie. A tymczasem mała Grace była w ojca wpatrzona jak w obraz i od zawsze
pragnęła jego miłości i akceptacji, której jej nie okazywał.
Gdy była małą dziewczynką, przyszła księżna uwielbiała bawić się w teatr, wykorzystując do tego swoje misie i lalki, ale kiedy nieco
podrosła, chciała zostać baletnicą i rzeczywiście uczyła się tańca.
Jednak podczas jakichś wakacji nastoletnia Grace osiągnęła wzrost sto
siedemdziesiąt centymetrów i okazało się, że jest za wysoka na tancerkę
baletową, tak więc marzenia o karierze primabaleriny rozwiały się niczym
poranna mgła. Wówczas skierowała się ku aktorstwu, zwłaszcza że nie
dostała się do Bennington College, oblewając egzamin z matematyki, czym
po raz kolejny rozczarowała wymagającego ojca. Zapewne dlatego nie
protestował, kiedy postanowiła zostać aktorką, w październiku 1947 roku
rozpoczynając naukę w nowojorskiej Akademii Sztuk Dramatycznych. Jak
przystało na dziewczynę o niemieckich korzeniach, była pracowita i dużo
czasu spędzała na nauce, jednocześnie zarabiając na utrzymanie jako
modelka. Za udział w kampaniach i spotach reklamowych, często
emitowanych w telewizji, zarabiała od siedmiu do dwudziestu dolarów za
godzinę, czasem jej tygodniowe zarobki wynosiły nawet kilkaset dolarów.
Jej twarz trafiła na okładkę "Cosmopolitan", można było ją również
oglądać na reklamach papierosów, sprzętu AGD oraz... środków
owadobójczych. Produkty te reklamowała także w spotach telewizyjnych, a podczas ich kręcenia miała okazję spróbować swoich sił przed kamerą. Ale
nie były to udane występy. "Ci, którzy widzieli mnie namawiającą do
palenia Pall Malli, pewnie szybko przerzucali się na Camele"2 -
wspominała te czasy. W przerwach między pozowaniem, nauką i kręceniem
spotów chodziła na randki.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki