Skąpiec. Lektura z opracowaniem - Molière
4.99 zł

Reflow text when sidebars are open.
SCENA PIERWSZA
Walery, Eliza
WALERY
Cóż to, nadobna Elizo, zapadłaś, widzę, w smutek po chwili serdecznego zapału, który sprawił, iż tak wspaniałomyślnie oddałaś mi wiarę i słowo? Wzdychasz, gdy ja jestem tak pełen radości? Powiedz, miałażbyś1 żałować, żeś mnie uczyniła szczęśliwym? Chciałażbyś cofnąć zadatek uczuć, do którego miłość moja zdołała cię nakłonić?
ELIZA
Nie, Walery, nie żałuję niczego. Zbyt słodka jakaś władza niewoli mnie ku tobie; nie mam nawet siły pragnąć, aby się to nie było stało. Ale jeżeli mam być szczerą, przyszłość napełnia mnie niepokojem; wielce się obawiam, że miłość zaprowadziła mnie dalej, niżby się godziło.
WALERY
I czemuż twoje ustępstwo napełnia cię obawą? Czegóż się lękasz?
ELIZA
Ach! nie jednej, ale stu rzeczy: porywczości ojca, wymówek rodziny, sądu świata; ale nade wszystko, Walery, odmiany twego serca i tego okrutnego zobojętnienia, jakim wy, mężczyźni, odpłacacie najczęściej zbyt tkliwe dowody niewinnego uczucia.
WALERY
Ach, nie czyń mi tej krzywdy i nie sądź wedle innych. Posądzaj mnie o wszystko raczej, Elizo, niż o to, bym mógł uchybić temu, com ci powinien. Nazbyt cię kocham, a miłość moja trwać będzie do grobu.
ELIZA
Ach, Walery, każdy wszak mówi to samo! W słowach wszyscy mężczyźni podobni są do siebie; czyny dopiero odsłaniają różnice.
WALERY
Skoro więc czyny jedynie dają poznać, czym w istocie jesteśmy, zaczekaj przynajmniej, aż będziesz mogła wedle nich osądzić me serce, i nie obarczaj mnie zbrodniami, czerpanymi w przedwczesnych podejrzeniach. Nie rań mnie, błagam, tak dotkliwym ciosem i zostaw mi czas, abym tysiącznymi dowodami mógł ci dowieść stałości mych płomieni.
ELIZA
Ach, jakże łatwo jest nas przekonać, gdy kogoś kochamy! O tak, Walery! i ja mniemam, że serce twoje niezdolne byłoby mnie zawieść. Wierzę, że kochasz prawdziwie i że mi będziesz wierny: nie chcę wątpić o tym i drżę już jedynie przed potępieniem świata.
WALERY
Ale skąd tak czarne przypuszczenia?
ELIZA
Nie lękałabym się niczego, gdyby każdy patrzał na cię moimi oczyma: w osobie twej znajduję dostateczne usprawiedliwienie wszystkiego, com uczyniła2. Moje serce, na swoją obronę, może się powołać na wszystkie twoje przymioty, poparte jeszcze długiem wdzięczności, który niebo kazało mi względem ciebie zaciągnąć. Co chwila staje mi przed oczami straszliwe niebezpieczeństwo, które po raz pierwszy zbliżyło nas do siebie; szlachetna odwaga, z jaką nie wahałeś się narazić życia, aby mnie wydrzeć wściekłości wzburzonych fal; pełna tkliwości opieka, jaką mnie otoczyłeś, wydobywszy z wody, oraz te wytrwałe świadectwa żarliwej miłości, której ani czas, ani przeszkody nie zdołały odstręczyć. Więcej jeszcze! wszakże ta miłość każe ci zapominać o domu i ojczyźnie, zatrzymuje cię w tym mieście, zmusza cię, abyś, ze względu na mnie, trzymał w ukryciu stan i nazwisko, a wreszcie skłania do tego, iż aby mnie widywać, przyjąłeś obowiązki domownika mego ojca. Wszystko to nie mogło mnie nie przywiązać do ciebie i wystarcza najzupełniej w moich oczach, aby wytłumaczyć krok, na jaki się zgodziłam; nie wystarczy może jednak, aby go uniewinnić w oczach ludzi. Ach, wcale nie jestem pewna, czy świat zechce zrozumieć moje uczucia!
WALERY
Ze wszystkiego, coś tu na mą korzyść wymieniła, jedynie mej miłości pragnąłbym przypisać jakąś zasługę; co zaś do skrupułów, to sam ojciec stara się aż nadto, aby postępek twój uczynić zrozumiałym dla świata. Ten bezmiar skąpstwa i surowość, z jaką obchodzi się z dziećmi, zdolne są usprawiedliwić najśmielszą decyzję. Przebacz mi, urocza Elizo, że się wyrażam w ten sposób; wiesz wszakże, że trudno by było złagodzić sąd w tej mierze. Skoro jednak, jak się spodziewam, uda mi się odszukać rodziców, z łatwością przyjdzie nam ich ubłagać. Oczekuję z całym upragnieniem wiadomości i sam gotów jestem udać się po nie, jeśli rzecz będzie się przewlekała.
ELIZA
Ach, Walery, nie ruszaj się stąd, błagam, staraj się tylko zjednać przychylność ojca!
WALERY
Widzisz sama, jak usilnie pracuję nad tym, i ile trzeba było zręczności, aby dostać się do jego domu; jak się maskuję nieustannie, byle mu się przypodobać, i jaką rolę odgrywam tutaj, jedynie dla kupienia sobie jego życzliwości. Czynię w niej zresztą zadziwiające postępy. Przekonuję się, że aby pozyskać sobie ludzi, nie ma na świecie lepszej drogi, jak stroić się we własne ich skłonności, przejmować się ich mniemaniami, patrzeć z zachwytem na ich wady i przyklaskiwać wszystkim uczynkom. Nie ma obawy, aby można było przesadzić w tej komedii, choćby się ją grało w sposób najwidoczniejszy w świecie. Gdy chodzi o pochlebstwo, najmędrsi ludzie posiadają istne skarby naiwności; nie ma nic tak bezczelnego ani tak niedorzecznego, czego by nie połknęli, skoro się należycie rzecz zaprawi pochwałami. Szczerość szwankuje cokolwiek przy takim zatrudnieniu, ale cóż, kiedy się potrzebuje kogoś, trzeba się doń nagiąć! Skoro to jest jedyny sposób zdobycia ufności, wina nie leży po stronie pochlebców, lecz tych, którzy domagają się pochlebstwa.
ELIZA
Ale czemu nie próbujesz również zjednać sobie poparcia mego brata, na wypadek, gdyby służącej przyszła ochota zdradzić tajemnicę?
WALERY
Nie można zabiegać naraz o jedno i drugie; charakter ojca i syna są tak sprzeczne, że trudno by utrzymać się w podwójnej roli. Ale ty, ze swej strony, staraj się wpłynąć na brata i skorzystaj z przyjaźni, jaką ma dla ciebie, aby go nastroić przychylnie. Idzie właśnie. Odchodzę. Pomów z nim i odsłoń mu tyle, ile uznasz za stosowne.
ELIZA
Nie wiem, czy potrafię się zdobyć na to wyznanie.
SCENA DRUGA
Kleant, Eliza
KLEANT
Bardzo rad jestem, że cię samą zastaję, siostro; pragnąłem pomówić z tobą i zwierzyć się z pewnego sekretu.
ELIZA
Z miłą chęcią, bracie. Cóż masz mi do powiedzenia?
KLEANT
Wiele rzeczy, moja siostro; i to w jednym słowie. Kocham.
ELIZA
Kochasz?
KLEANT
Tak, kocham. Ale nim powiem cośkolwiek dalej, wiem, że zależny jestem od ojca, i że powinność syna czyni mnie podwładnym jego woli; że nie godzi się przyjmować zobowiązania bez zezwolenia tych, którym zawdzięczamy życie; że niebo uczyniło ich panami naszych uczuć i że wolno nam rozrządzać sobą jedynie za ich wskazówką; że, nie ulegając wpływom szaleńczej namiętności, mogą mieć sąd o wiele zdrowszy i lepiej widzieć, co jest dla nas odpowiednie; że raczej trzeba polegać na bystrości ich rozsądku, niż na zaślepieniu żądzy, i że młodzieńcze porywy prowadzą nas najczęściej ku niebezpiecznym przepaściom. Mówię to wszystko, siostro, abyś ty nie potrzebowała sobie zadawać tego trudu; miłość moja bowiem nie chce o niczym słyszeć, i proszę cię, byś oszczędziła sobie wszelkich perswazji.
ELIZA
Czy już związałeś się3, bracie, wobec tej, którą tak kochasz?
KLEANT
Nie; ale jestem na to zupełnie przygotowany i błagam raz jeszcze, nie staraj się mnie odwodzić.
ELIZA
Czyż jestem, bracie, tak ograniczoną?
KLEANT
Nie, siostro, ale ty nie kochasz; nie znasz słodkiej potęgi, z jaką tkliwe uczucie owłada sercem; dlatego lękam się twego rozsądku.
ELIZA
Ach, bracie, nie mówmy o moim rozsądku; nie ma człowieka, którego by on nie zdradził przynajmniej raz w życiu. Gdybym ci otworzyła serce, być może, okazałabym się w twoich oczach jeszcze mniej rozsądną od ciebie.
KLEANT
Och, dałby Bóg, aby twoje serce, podobnie jak moje...
ELIZA
Omówmyż4 najpierw twoją sprawę; powiedz mi, kto jest ta, którą pokochałeś?
KLEANT
Młoda osoba, która od niedawna mieszka w tej dzielnicy. Zda się, niebo samo stworzyło ją po to, aby natchnęła miłością każdego, kto się do niej zbliży. Na świecie nie może istnieć nic powabniejszego; wyznaję, iż straciłem zmysły od pierwszej chwili, kiedy ją ujrzałem. Nazywa się Marianna; mieszka z poczciwą matką, która prawie ciągle jest chora i do której przywiązana jest w sposób wprost niewiarygodny. Pielęgnuje ją, tuli i pociesza z czułością, która by cię wzruszyła do głębi. Wszystko, co czyni, tchnie jakimś niewymownym wdziękiem; w każdym postępku mieszczą się tysiące powabów, słodycz pełna uroku, pociągająca dobroć, uczciwość bez zmazy... ach, siostro, chciałbym, abyś ją mogła poznać.
ELIZA
Poznałam już niemal, bracie, z tego, co mówisz; abym zaś czuła dla niej sympatię, wystarczą mi, że ty ją kochasz.
KLEANT
Domyśliłem się, choć nic mi o tym nie mówiły, że nie są w zbyt świetnych stosunkach5 i że, mimo skromnego trybu, zaledwie mogą nastarczyć potrzebom. Czy ty pojmujesz, siostro, co to za szczęście móc się przyczynić do poprawienia losu osoby, którą się kocha; zręcznie udzielać nieznacznej pomocy skromnym potrzebom zacnej rodziny! Zrozum tedy, jak bolesne jest uczucie, że wskutek skąpstwa ojca niepodobieństwem jest dla mnie kosztować tej słodyczy i złożyć ukochanej w całej pełni świadectwo mej miłości.
ELIZA
Och, doskonale odczuwam, jak to musi być przykro.
KLEANT
Ach, siostro, bardziej, niż sobie można wyobrazić! Bo, powiedz, czy może być coś bardziej nieludzkiego, niż te drobiazgowe braki, które cierpimy w tym domu, i ta straszna surowość, w jakiej jęczymy bez przerwy? I na cóż się nam przyda, że będziemy mieli kiedyś majątek, skoro posiądziemy go wówczas, gdy miną najpiękniejsze lata! Toż dziś, aby się utrzymać, muszę wręcz zadłużać się na wszystkie strony; jestem, jak i ty zresztą, zniewolony uciekać się do łaski kupców, aby po prostu ubrać się przyzwoicie. Słowem, chciałem z tobą mówić, abyś mi dopomogła wybadać ojca, jak się zapatruje na moje uczucie; gdybym napotkał na przeszkody, zdecydowany jestem wraz z ukochaną szukać szczęścia gdzie indziej... Na wszystkie strony staram się w tym celu zebrać potrzebną sumę. Jeśli ty, siostro, znajdujesz się w podobnym położeniu i jeśli ojciec będzie się sprzeciwiał naszym pragnieniom, opuścimy go oboje i wyzwolimy się z przemocy, w jakiej nieznośne skąpstwo więzi nas od tak dawna.
ELIZA
To prawda, z każdym dniem daje on nam więcej powodów do opłakiwania przedwczesnej śmierci matki...
KLEANT
Słyszę jego głos; oddalmy się nieco dla dokończenia zwierzeń, następnie zaś połączymy siły, aby przewalczyć ojcowską tyranię.
SCENA TRZECIA
Harpagon, Strzałka
HARPAGON
Precz mi stąd zaraz, w tej chwili, bez tłumaczeń! Dalej, zabierać mi się z domu, ty arcyhultaju, ty urodzony wisielcze!
STRZAŁKA
na stronie
Nie widziałem w życiu takiej złej bestii, jak ten przeklęły starzec! Doprawdy, myślę czasem, że on ma diabła w sobie.
HARPAGON
Mruczysz jeszcze?
STRZAŁKA.
Za co mnie pan wygania?
HARPAGON
Będziesz się pytał, za co, obwiesiu jeden? Umykaj czym prędzej, bo cię ubiję na miejscu!
STRZAŁKA
Cóż ja zrobiłem?
HARPAGON
To zrobiłeś, że chcę, abyś się wynosił.
STRZAŁKA
Mój pan, a syn pański, kazał mi tu czekać.
HARPAGON
To idź, czekaj na ulicy, a nie stercz mi w domu, jak szyldwach6 na warcie, aby podpatrywać, co się dzieje, i ciągnąć ze wszystkiego korzyści. Nie chcę mieć bez ustanku pod nosem szpiega, zdrajcy, którego przeklęte oczy śledzą wciąż, co robię, pożerają wszystko, co posiadam, i myszkują na wsze7 strony, czyby się nie udało czegoś złasować8.
STRZAŁKA
Jakże pan chcesz, u diabła, aby panu można było coś złasować? Jakim cudem tego dokazać, skoro wszystko zamykasz pod kluczem i stoisz na straży we dnie jak i w nocy?
HARPAGON
Będę zamykał, co mi się podoba, i stał na straży, ile tylko zechcę. Patrzcie mi wścibskich, którzy czuwają nad każdym moim krokiem!
po cichu na stronie
Drżę cały, czy on nie domyśla się czegoś o moich pieniądzach.
głośno
Ty może byłbyś zdolny rozsiewać plotki, że ja mam schowane pieniądze?
STRZAŁKA
Pan ma schowane pieniądze?
HARPAGON
Nie, łotrze, nie mówię tego wcale.
po cichu
To można oszaleć!
głośno
Pytam, ot tak, czy nie puszczasz takich bajeczek, aby mi na złość zrobić?
STRZAŁKA
Ech, cóż komu na tym zależy, czy pan masz, czy nie masz; dla nas to wychodzi na jedno i to samo.
HARPAGON
zamierzając się, aby mu dać policzek
Będziesz mędrkował! Ja ci to mędrkowanie prędko wybiję z głowy! Zabieraj się; ostatni raz ci powiadam.
STRZAŁKA
Dobrze więc: zabieram się.
HARPAGON
Czekaj: nie wynosisz czego z domu?
STRZAŁKA
Et! cóż bym mógł stąd wynieść?
HARPAGON
Chodź, chodź tutaj, niech zobaczę. Pokaż ręce.
STRZAŁKA
Oto.
HARPAGON
Drugie!
STRZAŁKA
Drugie?
HARPAGON
Tak.
STRZAŁKA
Oto.
HARPAGON
wskazując na spodnie Strzałki
Nic tutaj nie schowałeś?
STRZAŁKA
Niechże pan zobaczy.
HARPAGON
obmacując spodnie Strzałki
Te szerokie hajdawery9, to jakby stworzone na magazyny złodziejskie. Bardzo bym rad, aby kogo zaprowadziły na szubienicę.
STRZAŁKA
na stronie
Ach, jakże taki człowiek wart byłby swego losu, i z jakąż radością okradłbym go naprawdę!
HARPAGON
Hę?
STRZAŁKA
Co?
HARPAGON
Co ty mówisz o okradzeniu?
STRZAŁKA
Mówię, że może pan wszystko przetrząsnąć, aby się przekonać, czy go nie okradłem.
HARPAGON
Właśnie, właśnie.
Harpagon przetrząsa kieszenie Strzałki.
STRZAŁKA
na stronie
Niech zaraza wygniecie skąpstwo i dusigroszów!10
HARPAGON
Hę? Co powiadasz?
STRZAŁKA
Co powiadam?
HARPAGON
Tak; co powiadasz o skąpstwie i dusigroszach?
STRZAŁKA
Mówię, żeby zaraza wygniotła skąpstwo i dusigroszów.
HARPAGON
O kimże to chcesz mówić?
STRZAŁKA
O dusigroszach.
HARPAGON
Któż to są ci dusigrosze?
STRZAŁKA
Obrzydliwcy i brudasy.
HARPAGON
Ale kogo przez to rozumiesz?...
STRZAŁKA
Cóż się pan o to tak troszczy?
HARPAGON
Bo mi się podoba.
STRZAŁKA
Myśli pan, że chciałem mówić o panu?
HARPAGON
Myślę, co myślę; ale chcę, abyś powiedział, do kogoś to mówił.
STRZAŁKA
Mówiłem... mówiłem do mojej czapki.
HARPAGON
Ejże, bo ja przemówię do twojego grzbietu.
STRZAŁKA
Zabroni mi pan wymyślać na skąpców?
HARPAGON
Nie; ale zabronię odpowiadać i być zuchwałym. Milczeć!
STRZAŁKA
Nie wymieniłem nikogo.
HARPAGON
Piśnij jeszcze, a kości ci połamię.
STRZAŁKA
Uderz w stół...
HARPAGON
Nie zmilczysz?
STRZAŁKA
Niech stracę.
HARPAGON
Ej! ej!
STRZAŁKA
pokazując Harpagonowi jeszcze jedną kieszeń
O, jeszcze jedna: czyś pan zadowolony?
HARPAGON
Dalej, oddaj bez obszukiwania.
STRZAŁKA
Co?
HARPAGON
To, co wziąłeś.
STRZAŁKA
Nic nie wziąłem.
HARPAGON
Z pewnością?
STRZAŁKA
Z pewnością.
HARPAGON
No, to z panem Bogiem. Ruszaj do wszystkich diabłów!
STRZAŁKA
na stronie
Ładna odprawa, daję słowo!
HARPAGON
Odpowiesz za to przed twoim sumieniem.
1 miałażbyś (dawn.) - czyżbyś miała.
2 com uczyniła (dawn.) - co uczyniłam, ruchoma końcówka czasownika.
3 związać się wobec kogoś - tu w znaczeniu: oświadczyć się, związać się przysięgą.
4 omówmyż - forma z użyciem partykuły wzmacniającej -ż.
5 nie są w zbyt świetnych stosunkach - tu w znaczeniu: nie są w najlepszej sytuacji materialnej.
6 szyldwach (dawn., niem.) - wartownik, strażnik.
7 wsze (dawn.) - wszystkie.
8 złasować (dawn.) - wyjeść po kryjomu.
9 hajdawery (dawn., ukr.) - szerokie spodnie, szarawary.
10 dusigrosz - skąpiec, sknera.
Główne wątki w Skąpcu są oparte na antycznej komedii Plauta zatytułowanej Aulularia. Z tego utworu Moli?re zaczerpnął wątek skrzyni z pieniędzmi zakopanej w ogrodzie i obsesyjny lęk głównego bohatera, Eukaliona, że zostanie ona skradziona. Eukalion ponadto zamierza wydać swoją córkę Faedrię za starszego mężczyznę, nie zważając na jej związek z Lykonidesem. Moli?re przetworzył i twórczo rozwinął wątki z komedii Plauta, trzeba jednak pamiętać, że w XVII-wiecznej Francji daleko posunięte naśladowanie utworów antycznych nie było niczym nagannym, a stosunek do oryginalności dzieła był zupełnie inny niż obecnie. Wzorowanie się na sztuce antyku było pożądane i wysoko oceniane przez krytyków, zgodnie z wymogami poetyki klasycystycznej.
W momencie wystawienia Skąpca po raz pierwszy w 1668 roku w teatrze Palais Royal zespół teatralny Moli?re'a był w szczególnym momencie. Grupa cieszyła się wciąż królewskim patronatem, ale spadała na nią coraz silniejsza krytyka ze względu na śmiałe i bezkompromisowe podejmowanie niektórych tematów i ukazywanie przywar społeczeństwa francuskiego.
Moli?re stworzył odrębny gatunek dramatyczny, wymykający się jasnym klasyfikacjom gatunkowym, od jego pseudonimu nazywany komedią molierowską. Komedie Moli?re'a łączyły cechy klasycznej komedii, comedia dell'arte, farsy, tragedii oraz komedii intrygi i charakterów. Akcja jest skonstruowana tak, aby uwypuklić cechy głównego bohatera, w przypadku Skąpca zmierza ona do tego, aby podkreślić stosunek Harpagona do gromadzenia i wydawania pieniędzy. Wyraziście zarysowana, komiczna sylwetka głównego bohatera skrywa najczęściej tragiczne losy - skąpstwo Harpagona jest zabawne i przerysowane, ale jego wpływ na głównego bohatera i jego relacje rodzinne jest już mniej zabawny, a bardziej przejmujący i smutny. Moli?re korzysta z trzech rodzajów komizmu: postaci (Harpagon, Frozyna, służba), sytuacyjnego (np. w scenie, w której Jakub jest pośrednikiem w konflikcie Harpagona i Kleanta) i językowego (wypowiedzi służących i Frozyny). Wykorzystanie licznych lapsusów i omyłek nadaje komediom Moli?re'a cech farsy, a akcja oparta na interakcjach wyrazistych, przerysowanych, "marionetkowych" postaci upodabnia je do comedia dell'arte. Moli?re wierzył w edukacyjny potencjał komedii, swoimi utworami chciał nie tylko bawić publikę, ale także przeobrażać ją, bezlitośnie wytykając wady francuskiego społeczeństwa i komentując problemy i napięcia społeczne. Ostrze jego satyry było wycelowane przede wszystkim w skostniałe formy życia, fałsz, hipokryzję i okrucieństwo. Moli?re zawsze opowiadał się po stronie młodych, autentycznych, wrażliwych postaci chcących podążać własną drogą, skontrastowanych ze starszymi, okrutnymi i obłudnymi. W swoich komediach stworzył galerię postaci, reprezentujących różne typy ludzkie (np. Skąpiec, Świętoszek, Mizantrop).
Pieniądze są jednym z najważniejszych tematów w Skąpcu. Obsesja gromadzenia pieniędzy warunkuje wszystkie decyzje i zachowania Harpagona, z kolei Kleant uważa je za środek do prowadzenia dostatniego i przyjemnego życia, ale z powodu skąpstwa ojca jest zmuszony zdobywać je na różne sposoby. Z kolei Anzelm nie przywiązuje do nich większej wagi - najpierw rezygnuje z posagu Elizy, następnie godzi się ponieść wszelkie koszty, jeśli ma to zagwarantować szczęście jego dzieci - ważniejsze są dla niego relacje z bliskimi. Problematyka związana z pieniędzmi i stosunkiem ludzi do nich zostanie rozwinięta na większą skalę w literaturze XIX wieku (np. w cyklu Komedia ludzka Honoriusza Balzaka czy powieściach Charlesa Dickensa). Moli?re koncentruje się raczej na relacji człowieka z pieniędzmi, a nie na potrzebach ekonomicznych. Harpagon jest ogarnięty obsesją gromadzenia pieniędzy nie dlatego, że są mu potrzebne, ale dla samego ich posiadania. Nie używa ich jako środka do osiągnięcia celu, są dla niego celem samym w sobie. Aby pomnożyć majątek, zajmuje się lichwą, udzielaniem pożyczek na bardzo wysoki procent. Jako że nie jest akceptowalny społecznie sposób zarabiania, Harpagon nie robi tego jawnie, korzysta z pośredników, co przy okazji czyni z niego obłudnika. Początkowo Harpagon sprawia wrażenie śmiesznego starszego pana, kurczowo przywiązanego do swojego majątku i ganiącego syna za rozrzutność. W kolejnych scenach widać jednak, jak skąpstwo wpływa na Harpagona oraz jego rodzinę. Oszczędność i pomnażanie majątku zamienia się w obsesję, która kieruje wszystkimi decyzjami głównego bohatera. Swoje dzieci traktuje obcesowo i okrutnie, oczekuje od nich całkowitego posłuszeństwa, a zarazem nieustannie podejrzewa je o okradanie go, chce się jak najszybciej pozbyć ich z domu, nie uszczuplając swojego majątku. Nie liczy się z ich zdaniem, nie dba o ich szczęście. Dzieci także postrzegają go jako tyrana, spod władzy którego pragną się wyzwolić. Więzi rodzinne uległy totalnemu rozpadowi - w finałowej scenie Kleant i Eliza odchodzą z narzeczonymi, a Harpagon idzie uściskać szkatułkę z pieniędzmi, która jest jego prawdziwą namiętnością.
Skąpiec został osadzony w realiach XVII-wiecznego społeczeństwa francuskiego, dlatego też relacje rodzinne znacznie odbiegają od współczesnych. Jest to widoczne zwłaszcza w przypadku pozycji kobiet. Eliza jest całkowicie zależna od ojca, jedyną szansą na uwolnienie się spod jego władzy jest małżeństwo. Nie może jednak swobodnie decydować o tym, kogo poślubi, w tej kwestii także jest zdana na ojca, który chce ją wydać za mąż jak najmniejszym kosztem - najlepiej, aby kandydat na męża zrezygnował z posagu, który powinien wypłacić ojciec panny młodej. Z kolei ucieczka z Walerym i małżeństwo wbrew woli ojca okryłyby dziewczynę hańbą, dlatego też Eliza biernie czeka, aż jej ukochany i Kleant znajdą wyjście z sytuacji. W niewiele lepszej sytuacji jest Marianna, która nie posiada majątku, a jej jedyną szansą na zdobycie stabilizacji ekonomicznej jest małżeństwo, dlatego też Frozyna przekonuje ją do chłodnej kalkulacji: Harpagon jest co prawda stary, ale to oznacza, że szybko umrze, zostawiając młodej żonie majątek. Jako młoda, zamożna wdowa będzie mogła ułożyć sobie życie na nowo. Nie są jasne motywacje Harpagona, dotyczące małżeństwa z Marianną. Prawdopodobnie liczy na otrzymanie posagu, ale dziewczyna nie należy do majętnych, co Frozyna próbuje ukryć przed Harpagonem.
W odmiennej sytuacji od Elizy i Marianny jest Frozyna - także nie posiada majątku, jej status jest niejasny (nie wiadomo, czy ma męża, czy jest wdową, czy nigdy nie wyszła za mąż), utrzymuje się z pośrednictwa i swatania, wykorzystując swoje znajomości oraz talenty. To jednak sprawia, że jest zależna od kaprysów osób korzystających z jej usług - Harpagon sprytnie unika płacenia Frozynie. Kleant także nie jest w pełni samodzielny. Co prawda pochodzi z zamożnej rodziny, ale przez skąpstwo ojca nie może żyć na poziomie właściwym dla jego klasy społecznej, pieniądze zdobywa poprzez zaciąganie długów i grę w karty. Warto zwrócić uwagę, że w XVII wieku byt rodziny był w najwyższym stopniu zależny od głowy rodu. Nie istniała praca zarobkowa w dzisiejszym jej rozumieniu, wiele ścieżek kariery (np. wojskowych, duchownych czy dworskich) było zależnych od posiadanego majątku, dlatego też Kleant jest zależny od decyzji ojca. W połączeniu z jego skąpstwem i oschłością wobec dzieci syn także nie okazuje przywiązania względem ojca, lekko ręcząc, że zwróci dług w przeciągu kilku miesięcy, spodziewa się bowiem rychłej śmierci ojca, który zostawi mu majątek. Wydziedziczenie, którym Harpagon wielokrotnie grozi Kleantowi, pozbawi go jakichkolwiek perspektyw życiowych.
Przeciwwagą dla Harpagona jest Anzelm, który stawia relacje rodzinne na pierwszym miejscu. Zrzeka się posagu Elizy, ponieważ zależy mu przede wszystkim na towarzyszce życia, ale kiedy dowiaduje się, że jej serce należy do innego, ustępuje i nie zamierza konkurować z młodzieńcem. Kiedy odnajduje swoje dzieci, Walerego i Mariannę, zależy mu przede wszystkim na ich szczęściu. Godzi się ponieść wszelkie koszty, aby tylko jego dzieci były szczęśliwe i mogły poślubić tych, których kochają. Najważniejsze jest dla niego ponowne spotkanie z żoną, podczas gdy dla Harpagona najważniejsze jest odzyskanie szkatułki z pieniędzmi, nieważne, ile osób skrzywdzi na drodze do osiągnięcia tego celu.
W Skąpcu nie ma rozterek i intryg miłosnych, od początku wiadomo, jak mają wyglądać pary, które zostaną złączone węzłem małżeńskim. Ważniejsze jest, jak ten cel osiągają. W tym wypadku skontrastowane zostały postawy Walerego i Kleanta. Walery chce zdobyć przychylność Harpagona poprzez pochlebstwa, ale droga ta prowadzi donikąd, Walery zgadza się z planem Harpagona, aby wydać Elizę za Anzelma ze względów finansowych i młodzieniec nie wie, jak wybrnąć z tej sytuacji. Inaczej postępuje Kleant, który wchodzi niejednokrotnie w otwarty konflikt z ojcem, a ostatecznie decyduje się na szantaż, aby zmusić ojca do rezygnacji z małżeństwa z Marianną. Postawa Kleanta jest znacznie bardziej skuteczna niż strategia Walerego. Autor nie pozostawia złudzeń i gorzko ocenia zaślepienie Harpagona pieniędzmi. W tej walce pokoleń Moli?re stanowczo opowiada się po stronie młodych, którzy mają prawo do wyboru własnej ścieżki życiowej i szukania szczęścia.
Skąpiec mógłby zostać uznany za utwór bliski realiom życia, jednak pod koniec komedii wprowadzone zostało fantastyczne, mało prawdopodobne rozwiązanie. W momencie, kiedy niemożliwe jest szczęśliwe zakończenie, a sytuacja jest patowa - Harpagon wydziedzicza Kleanta, nie zamierza rezygnować z małżeństwa z Marianną, a Walerego oskarża o kradzież szkatułki z pieniędzmi i uwiedzenie Elizy, która ma zostać wysłana do klasztoru - następuje odkrycie tożsamości Walerego. Przedstawia się on jako syn Tomasza d'Alburci, neapolitańczyka, który uciekł z miasta w trakcie zamieszek i zaginął. Na dowód swojego pochodzenia ma rubinową pieczęć, bransoletę z agatów i słowa starego sługi. Marianna rozpoznaje w Walerym zaginionego brata, a Anzelm, który miał się żenić z Elizą, wyznaje, że to on sam jest Tomaszem d'Alburci. Do tej pory był przekonany, że jego rodzina zginęła, a sam przyjął nowe imię i nazwisko, by uniknąć prześladowań. Takie rozwiązanie, nazywane często deus ex machina (dosł. bóg z maszyny, rozwiązanie stosowane w dramatach antycznych, boska interwencja przerywała niemożliwą do rozwiązania w inny sposób sytuację), sprawia, że utwór można uznać za komedię dzięki szczęśliwemu, choć mało realistycznemu zakończeniu. Wszystkie pary narzeczonych mogą się pobrać, Kleant i Eliza wyzwalają się spod władzy ojca. Bez tego mało realistycznego rozwiązania utwór ciążyłby w kierunku tragedii - skąpstwo i okrucieństwo Harpagona doprowadziło do rozpadu rodziny, a położenie wszystkich bohaterów jest zgoła beznadziejne. Dlatego też Tadeusz Boy-Żeleński, tłumacz i znawca Moli?re'a, nazwał ten utwór komedią ponurą - tragizm sytuacji zostaje przykryty szczęśliwym, choć mało prawdopodobnym rozwiązaniem, a komizm, choć mistrzowsko zastosowany w sylwetce głównego bohatera i farsowych scenach, jest raczej gorzkim śmiechem z tytułowego skąpca.
Skąpiec - najważniejsze informacje!
komedia molierowska wystawiony po raz pierwszy w 1668 roku źródła komizmu: komizm postaci (Harpagon, służący, Frozyna), sytuacyjny (Jakub jako pośrednik w konflikcie Harpagona i Kleanta), językowy (wypowiedzi służących, Frozyny) skąpstwo jako cecha deprawująca samego Harpagona, jak i prowadząca do rozpadu więzi rodzinnych konflikt pokoleń (Harpagon - Kleant, Eliza); autor wyraźnie opowiada się po stronie dorosłych dzieci