Skazani na zapomnienie. Żydowski Związek Wojskowy - Ireneusz T. Lisiak

Kup ebooka

39.90 zł

-
Proszę czekać
WPROWADZENIE

Każdy naród, każda społeczność posiada swoją tożsamość narodową, kulturową czy religijną. Polaków łączy świadomość przyjęcia chrztu świętego i wejścia w ten sposób w obręb kultury łacińskiej. W ślad za tym pierwszym historycznym zdarzeniem mocno wpisanym w pamięć narodu polskiego idą kolejne elementy naszej tożsamości, takie jak wiedza o wielkości dynastii Piastów, hegemonii Polski w okresie panowania Jagiellonów, a także o upadku Rzeczypospolitej, przegranych powstaniach i odrodzeniu Polski. W pamięci zbiorowej przechowujemy przeżycia milionów obywateli Polski w czasach II wojny światowej, indoktrynacji komunistycznej i mordów w okresie PRL, a obecnie, także starcie dwóch idei - idei propagowanej przez środowiska liberalno-lewicowe, polityki wstydu skonfrontowanej z odradzaniem się dumy z przeszłości, którą kultywują środowiska patriotyczne. Pamięć pozwala na tworzenie pewnego ładu poznawczego, uporządkowanie przekazów rodzinnych i historycznych w spójną całość. Do tej zbiorowej pamięci z czasów ostatniej wojny należy także powstanie w getcie warszawskim. Dla Żydów uratowanych z Zagłady, powstanie w getcie warszawskim stanowi historyczną cezurę i stało się źródłem dumy, ponieważ wtedy właśnie zerwali z utrwalonym przekonaniem o ich bezradności i bierności wobec eksterminacyjnej polityki Niemców. Powstanie w warszawskim getcie jest niekwestionowaną i nierozłączną częścią historii II wojny światowej. Weszło także do pamięci zbiorowej w wielu miejscach na świecie i to tak dalece, że dziś wśród wielu ludzi zdumienie budzi fakt, że w Warszawie miały miejsce dwa powstania przeciwko niemieckiemu okupantowi. Ba, wielu ludzi żyjących w diasporach żydowskich usiłuje zaprzeczać temu, że drugie powstanie nie dość, że miało miejsce, to jeszcze trwało dwa miesiące i było największym zrywem ludności przeciwko Niemcom w czasie II wojny. Ale, co trzeba z naciskiem podkreślić, powstanie w getcie warszawskim było pierwszym w historii II wojny światowej zbrojnym, miejskim zrywem przeciwko Niemcom. Przez lata rządów PRL powstanie to obrosło w szereg niedomówień, nawet w szereg zafałszowań jego dziejów. W wielu opracowaniach historycznych czy też tylko publicystycznych przekazywano do wiadomości społecznej, że wyłącznie ŻOB był synonimem oporu żydowskiego. Niestety, spotkamy się często z pracami historycznymi, które nie poszukują prawdy obiektywnej, choć sprawiają takie pozory. W istocie usiłują dostosować pamięć zbiorową do planowanego rezultatu. Inaczej mówiąc, "szyją" nowe obrazy z przeszłości do założonych wcześniej swoich i nie tylko swoich oczekiwań. W tym działaniu kreują negatywny obraz dotychczasowych bohaterów, niektórych wręcz wykreślają z pamięci. Tak jest z pamięcią o udziale Żydowskiego Związku Wojskowego w powstaniu w getcie warszawskim. Możemy, bez obawy popełnienia większej pomyłki skonstatować, że pomijanie ŻZW w pamięci historycznej spowodowane zostało przez dwie przyczyny. Po pierwsze, praktycznie wszyscy bojowcy prawicowego ŻZW polegli w akcjach zbrojnych, a ponadto nie zachowała się żadna dokumentacja ŻZW z okresu powstania. Drugim powodem było i prawdopodobnie nadal jest skrajne upolitycznienie badań naukowych dotyczących Zagłady, w tym również powstania, zarówno w Izraelu jak i w Polsce. Wspomina o tym Tom Segev w swojej książce Siódmy milion, pisząc:

Ruch związkowy [lewicowy - przyp. aut.], który przywłaszczył sobie mit bojowników getta, umniejszył i zupełnie pominął rolę Betaru w powstaniu[1].

Nie bez znaczenia jest również to, że po 1989 roku, gdy zaczęliśmy poznawać prawdziwe dzieje prawicowej partyzantki polskiej, lewicowi historycy zauważyli, że w dyskursie pojawiają się coraz częściej związki prawicowej konspiracji polskiej z ŻZW. Na światło dzienne wyszła obrona przez ŻZW budynku przy ul. Muranowskiej 7 pod dwoma sztandarami: polskim i żydowskim. O pewnej niechęci historyków piszących o warszawskim getcie świadczy również ich stosunek do opracowań dotyczących ŻZW. Najczęściej kwitują je ironicznym, ale mocno deprecjonującym stwierdzeniem: "...książka nie wnosi nic w sensie poznawczym". Możliwe, że historia ŻZW jest dobrze znana wielu specjalistom od historii, ale dla przeciętnego czytelnika zainteresowanego historią, już sam fakt istnienia i walki ŻZW jest nowością. Jest jeszcze jedna sprawa, którą muszę zasygnalizować. W dobie zmasowanej krytyki Polaków i opisywania wydumanego, wręcz, zdaniem niektórych historyków, masowego udziału Polaków w eksterminacji Żydów, fakt, że ŻZW współpracował z prawicową konspiracją polską jest trudny do zaakceptowania przez piewców lewicy. Przecież z wielu wypowiedzi Marka Edelmana wyłania się obraz polskiej konspiracji, która nie chciała uzbroić Żydów. Dlatego do przedstawienia OW-KB w czarnych barwach znajdą się historycy, którzy bohaterów tych kontaktów opisują albo jako SB-eków, albo jako świadków Jehowy. Ale na pytanie, jaki wpływ miało zachowanie tych ludzi po wojnie, na ich współdziałanie z ŻZW w czasie wojny, odpowiedzi brak.

Marek Edelman, ps. "Marek" - polski polityk i działacz społeczny pochodzenia żydowskiego, lekarz kardiolog, jeden z przywódców powstania w getcie warszawskim

Niestety, smutną prawdą jest, że literatura polska i światowa poświęcona losom warszawskiego getta, a także archiwa polskie, zawierają bardzo mało informacji na temat udziału ŻZW w powstaniu. Ten fakt pozwala na takie kreowanie przez lewicowych historyków przebiegu powstania, które pozwala na eliminowanie pamięci o ŻZW z historii. Bowiem te śladowe wręcz informacje jakie spotykamy, pochodzą przede wszystkim z publikowanych wspomnień krewnych, bądź nielicznych ocalałych uczestników powstania, którzy walczyli w szeregach ŻZW. Pojawiające się po wojnie dokumenty z procesu Jürgena Stroopa pokazały, że dotychczas znany opis zmagań w getcie warszawskim jest zbyt monolityczny i uproszczony, a przede wszystkim dalece niekompletny. Nasuwa się wniosek, że dokonano wykreślenia z historii prawicowych bojowców w getcie w imię źle pojętej "czystości ideologicznej". Wokół powstania w getcie narósł przez lata mur przemilczeń i zakłamań. W dostępnej literaturze, przede wszystkim wspomnieniowej, przekazuje się, że przygotowanie i przebieg powstania był udziałem tylko lewej strony środowiska żydowskiego. W czasach trwania PRL w świadomości Polaków, a także świata utwierdzano przekonanie, że jedyną grupą walczącą w getcie była Żydowska Organizacja Bojowa z jej dowódcą Mordechajem Anielewiczem. Wyparto zupełnie istnienie Żydowskiego Związku Wojskowego i jego udział w walkach w getcie. To bojowcom ŻOB stawiano pomniki, ich imionami nazywano ulice, skwery, szkoły. Dla lewicowych opisywaczy zdarzeń w getcie warszawskim, każda publikacja usiłująca przywrócić pamięć o ŻZW była i jest obrazoburcza, nie zasługująca na uznanie. A przecież o Żydowskim Związku Wojskowym znajdujemy notki w Małej Encyklopedii Wojskowej, a także w Encyklopedii Powszechnej PWN, gdzie czytamy:

Żydowski Związek Wojskowy (ŻZW), Żydowski Związek Walki, konspiracyjna organizacja wojskowa, utworzona w XII. 1939 w Warszawie (inicjatywa polskiej organizacji Zbrojne Wyzwolenie i grupy Żydów - oficerów WP); komendant - kapitan M.D. Apfelbaum ("Kowal", "Jankowski"); pomoc AK w uzbrojeniu i wyszkoleniu; udział w walce przeciwko próbie likwidacji getta w I.1943, następnie udział w powstaniu w getcie warszawskim; nieliczni żołnierze ŻZW uratowali się przy pomocy KB [Korpus Bezpieczeństwa - przyp. aut.] i AK[2].

Na nic zatem zdało się męstwo i poświęcenie żołnierzy ŻZW, ponieważ tylko z powodów ideowych zostali na wiele lat wymazani z kart historii. Ten proces wymazywania czy wręcz spychania na margines dokonań ŻZW trwa do dziś. Warto zatem zastanowić się nad przyczynami takiego stanu rzeczy. Należy też, bez względu na okoliczności, odsłaniać ukrywane i skazane na zapomnienie oraz przemilczenie bohaterskie czyny bojowców z ŻZW. Bo naginanie historii trwa nadal. Wymownym tego przykładem jest manipulacja dotycząca tekstu uchwały Sejmu RP z 2008 r. Sejm podjął wówczas taką uchwałę:

Nieliczna grupa słabo uzbrojonych bojowców, reprezentujących głównie Żydowską Organizację Bojową i Żydowski Związek Wojskowy, pod flagami polską i żydowską stawiała dramatyczny opór niemieckim okupantom dokonującym całkowitej likwidacji Warszawskiego Getta. Warszawa po raz kolejny - tak jak w 1939 r. i później, w roku 1944 - była świadkiem bohaterstwa i ofiarności w heroicznej walce z dysponującym olbrzymią przewagą wrogiem.

Wielu Powstańców okupiło życiem ten tragiczny bój. Wspierało ich Polskie Państwo Podziemne, dostarczając broń, amunicję i żywność, podejmując akcje zbrojne, a przede wszystkim przekazując Warszawie i światu informacje o tej heroicznej walce.

Trwające około miesiąca Powstanie w Getcie Warszawskim stało się symbolem męstwa i ofiarności.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej w 65 rocznicę Powstania w Getcie Warszawskim składa hołd wszystkim ofiarom i bohaterom tego Powstania, którzy swym poświęceniem zasłużyli na najwyższy podziw, szacunek i pamięć[3].

Taką też treść uchwały można znaleźć na stronie Onetu czy Polskiego Radia. Ale, jak się łatwo przekonać, nawet uchwała Sejmu RP podlega manipulacji. Dokonała jej Katolicka Agencja Informacyjna - z tekstu podjętej przez Sejm Uchwały usunęła nazwę Żydowskiego Związku Wojskowego, który współpracował z polskim podziemiem niepodległościowym. Do tego był organizacją prawicową, przez lata wykreślaną z pamięci zbiorowej zarówno Polaków jak i Żydów przez lewicowych członków ŻOB i komunistów polskich[4].

Nieliczna grupa słabo uzbrojonych bojowców, reprezentujących głównie Żydowską Organizację Bojową, pod flagami polską i żydowską stawiała dramatyczny opór niemieckim okupantom dokonującym całkowitej likwidacji Warszawskiego Getta [...][5].

Jak widać zabrakło słów "i Żydowski Związek Wojskowy". Sprawa wbrew pozorom nie jest błaha. Kto z nas słyszał o ŻZW? A kto o ŻOB? Dlaczego tak się dzieje? Przecież dziś już wiemy, że na pl. Muranowskim pod flagą polską i żydowską walczyły wyłącznie oddziały ŻZW. ŻOB nie walczył pod tymi flagami.

Może pewne powody takiego stawiania sprawy ŻZW wyjaśni wypowiedź zawarta w liście skierowanym do Adama Michnika przez Stanisława Aronsona - polskiego Żyda, żołnierza AK (ppor "Rysiek"), zamieszkałego w Tel Awiwie. List ten został napisany po pamiętnym artykule Michała Cichego, który zarzucił AK "wytłukiwanie" resztek Żydów, odnosi się więc do innych kwestii, ale podany fragment może mieć pewne znaczenie również w przypadku ŻZW.

Jak wiadomo, w 1955[6] powstał w Jerozolimie Instytut Pamięci Narodowej Yad Vashem i wkrótce przystąpił do zbierania relacji o losach Żydów podczas wojny. Niektórzy z zajmujących się tym młodych historyków byli to komuniści, wyszkoleni w stalinowskiej Polsce. Mieli oni wpojoną nienawiść do AK i uwielbienie do AL i innych formacji komunistycznych. Stąd też wysoce prawdopodobne jest redakcyjne "modelowanie" uzyskiwanych relacji, często więc nie można mieć do nich pełnego zaufania[7].

Wielu historyków piszących o Holocauście jest owładniętych bardzo potężną obsesją, która nie pozwala im także dostrzec licznych ludobójstw na innych narodach, jakie miały miejsce w historii cywilizacji, a szczególnie podczas II wojny światowej. Podobnie rzecz ma się, gdy zaczynają opisywać dzieje powstania w getcie warszawskim. Proweniencja lewicowa tych historyków doprowadziła do tego, że zupełnie bagatelizuje się lub wręcz pomija wkład ŻZW w walkę w getcie. Zaskakują nas wypowiedzi Marka Edelmana, który nie przepuszczał żadnej okazji, by deprecjonować żydowską prawicę.

A.G. Ringelblum pisze o wizycie w ich dowództwie na Muranowskiej 7.

M.E. No i co z tego? To była banda tragarzy, szmuglerów i złodziei [podkr. aut.]. Zamknęli się w tym domu, trochę postrzelali i uciekli tego samego dnia. Nie ma o czym mówić. Jest możliwe, że to oni wywiesili ten sztandar.

A.G. Podobno wisiały dwa.

M.E. Możliwe. [...]

A.G. Ale to "barachło"[8] też chciało walczyć.

M.E. A skąd ty to wiesz? Oni przede wszystkim chcieli wyjść z getta. Postrzelało tam parę osób, podobno powiesili flagę, ja o tym nie wiem, ale możliwe [...][9].

Powiedzmy uczciwie, niechęć Marka Edelmana do żydowskiej prawicy łatwo dostrzec praktycznie w każdym jego wywiadzie. Nie był w tej niechęci odosobniony. Ba, irracjonalna nienawiść do prawicy, także żydowskiej, powoduje, że nawet podając do wiadomości czytelników treść Uchwały Sejmu RP, dokonuje się szalbierstwa, wykreślając z tejże Uchwały wzmiankę o ŻZW.

Adam Michnik (ur. 17 października 1946 w Warszawie) - polski publicysta, eseista, pisarz, historyk i działacz polityczny. Od 1989 redaktor naczelny "Gazety Wyborczej"

W tej zmanipulowanej wersji uchwała traci sens, ponieważ wspomina tylko o ŻOB, a jednocześnie wskazuje na fakt walki pod dwoma sztandarami, a to właśnie ŻZW wywiesił dwa sztandary, co wywołało furię Niemców i osobistą interwencję Himmlera. I to tych sztandarów ŻZW bronił. Kat Powstania w getcie Jürgen Stroop powiedział:

Sprawa flag miała doniosłe znaczenie polityczne i moralne. Przypominała setkom tysięcy ludzi o sprawie polskiej, inspirowała ich i podniecała. Integrowała ludność Generalnej Guberni - szczególnie Żydów i Polaków. Sztandary i kolory narodowe są takim samym instrumentem walki jak szybkostrzelne działo, jak tysiąc takich dział[10].

I jeszcze jeden cytat dotyczący flag i sporów wokół tego faktu. J. P. Eisner w tekście Nadać sens śmierci zamieszczonym we "Wprost" z dnia 8 czerwca 2003 roku napisał:

Jestem jednym z niewielu, którzy przeżyli warszawskie getto, jako nastolatek brałem czynny udział w powstaniu. Na kanwie mojej książki The Holocaust Survivor została oparta sztuka The Survivor (wystawiona na Broadwayu w teatrze Morosco w 1984 roku) i film fabularny War and Love. Książka wydana była w wielu językach, także po polsku pod tytułem Przeżyłem. W USA i we Francji stała się bestsellerem.

Gabriele Lesser w artykule Nadać sens śmierci (Nr 16) pisze: "Jedni mówią, że na dachach płonącego getta powiewała flaga biało-czerwona, inni, że niebiesko-biała, jeszcze inni, że czerwona". W mojej książce, już prawie 25 lat temu, bardzo dokładnie opisałem wywieszenie flag: biało-czerwonej i niebiesko-białej. Zdecydowanie nie było tam flagi czerwonej. Jakże mogłaby być, skoro nasza grupa - prawicowy Betair odpowiedzialny za wywieszenie flag 20 kwietnia 1943 roku na dachu budynku stojącego przy placu Muranowskim - była grupą antykomunistyczną!

Stosunek do komunizmu był właśnie powodem naszego oddzielenia się od ŻOB, organizacji, która miała w swoich szeregach prokomunistycznych wyznawców. Kiedy moja książka ukazała się w Izraelu (1986 r.), krytyk Alexander Zvieli poświęcił ponad pół strony na bardzo pochlebną recenzję. Podał tylko w wątpliwość moją relację z wywieszenia flag. Kilka lat później Alicja Kaczyńska wydała w Polsce swoje wspomnienia, w których potwierdziła prawdziwość podanych przeze mnie faktów. Mieszkając po drugiej stronie placu Muranowskiego, przez lornetkę obserwowała, jak młodzież żydowska wywieszała obie flagi. Alexander Zvieli opublikował wówczas artykuł, w którym skorygował to, co napisał wcześniej. Każdy, kto chciałby zrozumieć historyczny wymiar wydarzeń w warszawskim getcie, musi wiedzieć, że z prawie dwustu bojowników ŻZW (Beitar) przeżyło zaledwie trzech lub czterech. Natomiast z organizacji ŻOB, która liczyła o wiele setek więcej bojowników, przeżyło ponad pięćdziesiąt osób, między nimi dwóch dowódców - Antek Zuckerman i Marek Edelman. W powojennych czasach członkowie ŻOB, kiedy pisali czy mówili o walce zbrojnej w getcie, przedstawiali wydarzenia ze swojego punktu widzenia, pomijając nasz udział [czyli ŻZW] i nie wspominając o wywieszeniu flag, chociaż też nigdy nie odważyli się zaprzeczyć, że ono się odbyło[11].

Trzeba podkreślić, że żydowskie środowiska prawicowe, Rewizjonistów i Bejtaru były, podobnie jak AK, BCh, a przede wszystkim NSZ i NOW, wypierane bezpośrednio po wojnie z dyskursu historycznego. Odbierano także ŻZW niewątpliwe zasługi w walce i zgodnie z doktryną Stalina określano ich mianem faszystów. To przecież Stalin wyraził myśl, chętnie stosowaną do dziś przez lewicę i lewaków, aby swoich przeciwników określać mianem "faszystów", bo wówczas będą całą energię tracić na udowadnianie, że tymi faszystami nie są. Nie było żadnego szacunku ze strony byłych bojowników ŻOB dla ofiary życia, złożonej przez żołnierzy ŻZW. Choćby te słowa Marka Edelmana o bojowcach ŻZW, które zawierają w sobie nie tylko niechęć, ale wręcz atawistyczną, nieukrywaną nienawiść:

Chłopcy z ŻZW to byli półłobuzy, które zadawały się z podejrzanym elementem [...][12].

W wielu opracowaniach historycznych czy też publicystycznych w świadomości społecznej utrwalano przekonanie, że wyłącznie bojowcy ŻOB stanowili jedyną "słuszną" siłę walczącą w getcie. Powstanie w getcie zostało zatem zawłaszczone przez "jedynie słusznych" bojowców ŻOB, a nieśmiałe próby przypomnienia o żołnierzach ŻZW były w najlepszym wypadku kwitowane w sposób, w jaki uczynił to Marek Edelman w rozmowie z dziennikarką Anną Grupińską w roku 2000.

- Marku, poważnie. Istnieje sporo wspomnień o powstaniu w getcie warszawskim spisanych przez syjonistów i nie syjonistów. I nikt nic nie mówi o ŻZW.

- Bo nie ma o czym mówić.

- Ty, w Polsce wiele razy opowiadałeś...

- ...o ŻZW?

- Nie, no właśnie, opowiadałeś o powstaniu, zawsze milcząc o ŻZW. Warto może porozmawiać o faktach.

- O jakich faktach? Nie było faktów [...][13].

Co można powiedzieć na ostatnie słowa powyższego wywiadu? Edelman zaprzecza faktom historycznym. Wpisuje się to w ogólny trend lewicowych wspomnień związanych z powstaniem w getcie. Członkowie ŻOB, którzy szczęśliwie pozostali przy życiu, zapamiętali tylko własne doświadczenia. To można zrozumieć, ale trudno zrozumieć świadome przemilczanie czy wręcz fałszowanie historii. Bo byli bojownicy ŻOB, gdy tylko nadarzała się sposobna okazja, deprecjonowali walkę ŻZW. Powstałe po wojnie ugrupowania polityczne, do których należeli ocaleni z ŻOB, z determinacją walczyły o to, by cały splendor tej walki przypisać sobie. Nie wszyscy jednak tak myśleli. Ringelblum był człowiekiem o lewicowych przekonaniach, ale był też historykiem, i to historykiem uczciwym. Świadczy o tym poniższy cytat:

W ostatnich miesiącach życia Ringelblum odpłacił za okazane mu przez ŻZW zaufanie[14]. W liście do Adolfa Bermana z 28 grudnia 1943 roku upominał się o to, by przyszli historycy powstania w warszawskim getcie nie pomijali roli odegranej przez ŻZW[15].

Niestety, członkowie ŻOB nie byli zainteresowani, by działania ŻZW w jakikolwiek sposób nagłaśniać. Poza tym, o czym napiszę poniżej, ŻZW miał ścisłe kontakty z organizacją OW-KB, która po tzw. akcji scaleniowej znalazła się w strukturach AK, a ponadto nieduża część żołnierzy OW-KB oraz AK walczyła w getcie i pod jego murami. To zadaje kłam lewicowej, żydowskiej narracji, że powstańcy nie otrzymywali pomocy od polskich organizacji. Nie bez znaczenia jest fakt, że po stronie ŻOB przy życiu pozostało kilkadziesiąt osób, w tym także kilka osób ze ścisłego kierownictwa organizacji, takich jak Edelman i Cukierman, natomiast po stronie ŻZW ze ścisłego kierownictwa przeżył bodajże jeden, dr Wdowiński. Dehumanizowali żołnierzy ŻZW i bardzo często konsekwentnie stosowali stalinowską zasadę określania ich "faszystami". Ci ludzie nie mogli się bronić, o czym zapewne wiedział Marek Edelman, ponieważ praktycznie wszyscy zginęli. Ocalało, jak wspomniałem powyżej, zaledwie kilka osób z ŻZW. Działania byłych członków ŻOB miały na celu odczłowieczanie tych żołnierzy, odbieranie im zasług i stawianie ich po stronie wroga. Niedawno coś zaczęło zmieniać się w postrzeganiu roli ŻZW w powstaniu w getcie. Pamięć o ŻZW zaczęto najpierw przywracać w Izraelu i na Zachodzie (Francja, USA). W Izraelu tamtejsza poczta wyemitowała niedawno znaczek z podobizną Pawła Frenkela[16], dowódcy ŻZW. O bardzo mizernym stanie dokumentów dotyczących bezpośrednio ŻZW świadczyć może i to, że... nie znaleziono, mimo poszukiwań, żadnego zdjęcia z podobizną Pawła Frenkela. Jego podobiznę wykonali policyjni rysownicy na podstawie zeznań osób, które się z nim zetknęły. Ponieważ po ŻZW praktycznie nie pozostały żadne dokumenty, dysponujemy tylko wspomnieniami kilku osób, które uratowały się z powstania. To z kolei powoduje, że wielu historyków, szczególnie w Polsce, poddaje te wspomnienia jednostronnej krytyce, podpierając się często dokumentami z SB, których o dziwo nie traktują równie podejrzliwie, gdy opisują powiązania Polaków z ŻZW. Po wojnie, jako że ŻOB był zorientowany lewicowo, nikogo nie interesowało wspominanie prawicowego ŻZW. A jeśli powstawały opracowania dotyczące historii ŻZW to ich działania w powstaniu przemilczano albo deprecjonowano. Przykładem takiego potraktowania mogą być autorzy, których prace poddawano krytyce, tacy jak Mosze Arens, były minister obrony Izraela czy Marian Apfelbaum. Warto przytoczyć opinię wyrażoną o Mosze Arensie przez znanego w Polsce, byłego ambasadora Izraela, prof. Szewacha Weissa. Trudno bowiem posądzić prof. Szewacha Weissa o "grzecznościową opinię". Oto co napisał o prof. Mosze Arensie:

Profesor Arens przesiąknięty jest na wskroś izraelskością, urodzony w Kownie, pionier, bejtarowiec z krwi i kości. Naukowiec, polityk o szerokich horyzontach, symbol żydowskiego oświecenia, syjonista i gentelman. Przez wiele lat stał na czele przemysłu obronnego, był profesorem na politechnice w Hajfie, długoletnim członkiem izraelskiego parlamentu, ambasadorem w USA, wieloletnim ministrem, między innymi spraw zagranicznych i obrony, a w końcu poświęcił swój czas i talent na rzecz badań historycznych.

Głównym wątkiem niniejszej książki jest wkład organizacji Bejtar w heroiczne czyny w czasie powstania w getcie warszawskim. Z niezmożonym uporem, dokładnością, święcie przekonany o sprawiedliwej drodze w walce o politykę pamięci [podkr. aut.], Arens osiągnął w końcu swój cel, opisując jeden z najistotniejszych rozdziałów historii bohaterstwa i Zagłady. Książka ta uzupełnia nieskończoną ilość publikacji, po części napisanych zaraz po Holocauście, w pierwszych latach państwa Izrael, kiedy izraelska lewica sprawowała władzę. Profesor Mosze Arens zapełnia tę lukę, rozszerzając historyczną perspektywę[17].

Sporządzona na podstawie zeznań podobizna Pawła Frenkela, dowódcy ŻZW na znaczku pocztowym Izraela

Prof. Weiss nie owijając w bawełnę, wspomina w powyższym tekście, że książka prof. Arensa wypełnia lukę w wiedzy o powstaniu w getcie warszawskim, pokazując dzieje ŻZW, które nawet w Izraelu były nieznane, co nie dziwi, bowiem przez 29 lat rządzili w Izraelu przedstawiciele lewicy. Ale, co także istotne, wypowiedź prof. Szewacha Weissa potwierdza przytoczoną powyżej wypowiedź Stanisława Aronsona o pisaniu historii, także w Izraelu, przez lewicowych badaczy. Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Yad Vashem w Jerozolimie został powołany na mocy Ustawy o Pamięci przez Kneset 19.08.1953 r. Inicjatywę ustawodawczą w tej sprawie wniósł do Knesetu ówczesny minister edukacji prof. Ben-Cijon Dinur.

Mosze Arens - izraelski naukowiec, polityk i dyplomata, profesor aeronautyki. W latach 1988-1990 minister spraw zagranicznych, w latach 1983-1984, 1990-1992 oraz w 1999 minister obrony, w latach 1984-1987 oraz w 1988 minister bez teki. W latach 1982-1983 ambasador Izraela w Stanach Zjednoczonych, w latach 1973-1982, 1984-1992 oraz 1999-2003 poseł do Knesetu z listy Likudu

Chcąc spuentować to, co historycy, głównie żydowscy i lewicowi członkowie żydowskich ugrupowań, zrobili z pamięcią o walkach w getcie warszawskim, posłużmy się cytatem żydowskiego historyka Toma Segeva:

[...] Byli tacy, którzy zniekształcali dziedzictwo Zagłady, czyniąc zeń dziwaczny kult pamięci, śmierci i kiczu. Inni je wykorzystywali, igrali z nim, zarabiali na nim, popularyzowali i upolityczniali. W miarę jak Zagłada przechodzi do coraz odleglejszej historii, wnioski z niej płynące stają się argumentami w zaciekłej walce o kształt współczesnej polityki, ideologii i moralności[18].

Musimy przede wszystkim pamiętać, że na podstawie rozporządzenia o ograniczeniach pobytu w Generalnym Gubernatorstwie z 13 września 1940 r. i przed ukazaniem się zarządzenia gubernatora dystryktu warszawskiego Ludwiga Fischera, Żydzi mogli mieszkać w dotychczasowych mieszkaniach. Byli jednak w różny sposób szykanowani, m.in. przez obowiązek noszenia na prawym rękawie ubioru opaski z gwiazdą Dawida, zdejmowania nakrycia głowy przed każdym napotkanym Niemcem, schodzenia przed Niemcami z chodnika na jezdnię. Pomimo tych szykan, możliwe były wówczas kontakty z Polakami. Zarządzenie o utworzenia getta warszawskiego ogłoszono 2 października 1940 r., a getto zostało zamknięte 16 listopada 1940 r. W Warszawie musiało wprowadzić się na jego teren 140 tys. Żydów. Zarazem strefę tę musiało w tak krótkim czasie opuścić 113 tys. Polaków. Do czasu zamknięcia getta była okazja i możliwości tworzenia zaczątków konspiracji. Takie podwaliny konspiracji zaczęli budować Polacy i Żydzi. Jedną z pierwszych organizacji była Polska Ludowa Akcja Niepodległościowa - PLAN, która powstała już 15 października 1939 r. Warto nadmienić, że w sztabie tej organizacji działał Gustaw Herling-Grudziński, a także Kazimierz Andrzej Kot - obaj pochodzenia żydowskiego. W styczniu 1940 r. Gestapo aresztowało wielu członków PLAN-u. Co interesujące, pisze o tych aresztowaniach w swoich dziennikach A. Czerniakow:

Dziś rozplakatowano o Kocie 2000 zł nagrody z fotografią[19].

Proporzec ŻZW

Także kronikarz getta warszawskiego, Emanuel Ringelblum, odnotował nieco szerzej ten fakt:

(19 stycznia). Dziś rozplakatowano obwieszczenie w sprawie Kazimierza Andrzeja Kotta, za którego schwytanie bądź wskazanie miejsca pobytu wyznaczono nagrodę 2000 zł. Oskarżają go o usiłowanie dokonania mordu. Kott jest przechrztą. W wieku 17 lat wychrzcił się z przekonania jako asymilator [...][20].

[1] T. Segev, Siódmy milion. Izrael - piętno Zagłady, Warszawa 2012, s. 414 - zob. przypis.

[2] Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1976, t. 4, s. 844.

[3] Uchwała Sejmu Monitor Polski nr 33; Uchwała Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 11 kwietnia 2008 r. w 65 rocznicę wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim; poz. 287.

[4] Dziwny błąd Katolickiej Agencji Informacyjnej; wpisano 15.04.2008: https://www.salon24.pl/u/salski/42685,dziwny-blad-katolickiej-agencji-informacyjnej-przy-cytowaniu-uch (dostęp: 16.02.2019).

[5] Żydowski Związek Wojskowy - Żołnierze Wyklęci?, zob.: https://www.salon24.pl/u/bernardo/11257,zydowski-zwiazek-wojskowy-zolnierze-wykleci (opublikowano: 15.04.2008; dostęp: 16.02.2018).

[6] Autor listu do GW pomylił datę utworzenia Instytutu Yad Vashem. Yad Vashem został powołany Ustawą Knesetu 19.08.1953 r.

[7] Bernard; za: https://www.salon24.pl/u/bernardo/11257,zydowski-zwiazek-wojskowy-zolnierze-wykleci,2 (dostęp: 16.02.2019).

[8] Takiego określenia użył M. Edelman w stosunku do bojowców ŻZW.

[9] A. Grupińska, Ciągle po kole. Rozmowy z żołnierzami getta warszawskiego, Warszawa 2000, s. 274-275.

[10] K. Moczarski, Rozmowy z katem, Kraków 2004, s. 199-200.

[11] J. P. Eisner, Nadać sens śmierci, "Wprost" z dnia 8 czerwca 2003 roku; cyt. za: E. Kurek, Poza granicą solidarności. Stosunki polsko-żydowskie 1939-1945, Radom 2006, s. 263 przyp. 207.

[12] W. Bereś, K. Burnetko, Marek Edelman. Życie po prostu, Warszawa 2008, s. 165.

[13] A. Grupińska, op. cit., s. 273-275. Także: M. Apfelbaum, Dwa sztandary. Rzecz o powstaniu w getcie warszawskim, Kraków 2003, s. 15-16.

[14] Chodzi o zaproszenie Ringelbluma i pokazanie mu arsenału ŻZW na Muranowskiej 7.

[15] S.D. Kassow, Kto napisze naszą historię?, Warszawa 2010, s. 325.

[16] W dostępnej literaturze spotykamy dwie pisownie nazwiska - Paweł Frenkel lub Frenkiel. W dalszej części będę używał nazwiska Frenkel.

[17] Sz. Weiss - notka o książce i prof. Mosze Arensie [w:] M. Arens, Flagi nad Gettem. Rzecz o Powstaniu w Getcie Warszawskim, Kraków-Budapeszt 2011, skrzydełko okładki s. 3.

[18] T. Segev, op. cit., s. 16.

[19] M. Fuks, red., Adama Czerniakowa dziennik getta warszawskiego 6 IX 1939-23 VII 1943, Warszawa 1983, s. 79.

[20] E. Ringelblum, Kronika getta warszawskiego wrzesień 1939 - styczeń 1943, Warszawa 1983, s. 83.

1. PODZIAŁY IDEOLOGICZNE SPOŁECZNOŚCI ŻYDOWSKIEJ W POLSCE I NA ŚWIECIE PRZED II WOJNĄ ŚWIATOWĄ

Aby zrozumieć sytuację, w jakiej znaleźli się byli członkowie ŻZW i powody sporów ideologicznych w gettach podczas II wojny światowej, musimy przenieść się do czasów przedwojennych. Po odzyskaniu niepodległości Żydzi nie zajęli jednoznacznego stanowiska wobec odradzającej się Polski. Najmniej problemów sprawiali Żydzi spolonizowani, którzy uważali się za Polaków. Ale w różnych częściach Polski, które były pod zaborami przez 123 lata sytuacja kształtowała się odmiennie. Na ziemiach byłego zaboru pruskiego zdecydowanie większa liczba Żydów była albo zgermanizowana albo ciążyła ku Niemcom. Znalazło to także swoje odbicie podczas powstania wielkopolskiego, kiedy to wielu Żydów walczyło po stronie niemieckiej. Musimy też brać pod uwagę Żydów wyemancypowanych, którzy od samego początku odzyskania przez Polskę niepodległości, podjęli z rządem polskim walkę o uzyskanie autonomii. To spośród nich rekrutowała się grupa, która związała się z komunizmem i prowadziła z odrodzoną Polską bezpardonową walkę. Pozostali, zresztą najliczniejsi, zaliczali się do ortodoksów i poza swoim światem nie interesowali się otoczeniem. Te podziały istniały także podczas wojny w gettach.

Ortodoksi są zadowoleni z getta, uważają (rabin, potomek Szmula Zbytkowera), że tak powinno być. Żydzi [są] wśród swoich. Nie są jednak zadowoleni ze zjawisk towarzyszących gettu. Nie ma wypadków "kidusz haszem"[21], natomiast są fakty zrywania rodałów przez nabożnych Żydów i tym podobne sceny; nie narażają się przez czynne przeciwstawianie się [złoczyńcom][22].

Ponadto, musimy mieć świadomość, że w okresie międzywojennym Żydzi stanowili drugą pod względem liczebności mniejszość etniczną w Polsce. Pierwszą byli Ukraińcy, liczący blisko 4 mln. osób, a zatem 16 % ogółu ludności. W trakcie spisu ludności w 1921 r. deklarację przynależności do narodu żydowskiego złożyło 2,5 mln. osób[23]. Do roku 1939 liczba Żydów urosła do 3,5 mln. Z kolei Komunikat Informacyjny Oddziału II Ministerstwa Spraw Wojskowych z 20 lipca 1920 r. dzielił ludność żydowską na wielką grupę ortodoksyjną i częściowo zasymilowane mieszczaństwo, które sympatyzowało z ruchem syjonistycznym. Natomiast warstwa robotnicza i drobnomieszczańska sympatyzowała według tego komunikatu z ruchem socjalistycznym reprezentowanym przez Poalej Syjon i Bund.

W pierwszej grupie zauważyć można było wysiłek w kierunku przełamania lodów dzielących społeczeństwo polskie od Żydów, których wyrazem było szereg odezw wydanych w Warszawie i na prowincji, nawołujących Żydów do spełnienia obowiązku wobec Ojczyzny. W drugiej grupie widoczne były sympatie bolszewickie i dostrzec można było wrogość wobec akcji werbunkowej[24].

Sympatia do bolszewizmu, ale przede wszystkim wrogość do dopiero co powstałej po latach zaborów Polski, była szczególnie widoczna w środowiskach Poalej Syjon i Bundu. Nie zmieni się ten stosunek nawet w obliczu tragedii II wojny światowej. Wcześniej po raz pierwszy polska opinia publiczna zetknęła się podczas wojny z bolszewikami w 1920 roku, z tak gwałtowną propagandą żydowską, wrogością wobec odradzającej się Polski, siejącą przy tym defetyzm, mający na celu zniechęcenie Polaków do obrony Ojczyzny.

Rzeczywiście przedstawiciele Bundu i KPRP prowadzili intensywną działalność wywiadowczą na rzecz bolszewickiej Rosji. Występowali oni przeciw poborowi oraz rozbudowie polskiej armii. Potępiali ideę federacyjną Józefa Piłsudskiego. Organizowali antywojenne pochody m.in. w Łomży i Płocku. Kolportowali oni również ulotki i broszury antywojenne wśród żołnierzy[25].

Musimy też pamiętać, że przed II wojną światową Warszawa była największym skupiskiem Żydów w Europie. Na świecie największy ośrodek żydowski znajdował się w Nowym Jorku. W samej Warszawie mieszkało wówczas ponad 300 tys. Żydów. Jak w każdej społeczności, tak i w społeczności żydowskiej istniał ostry podział światopoglądowy. To w Warszawie, jako centrum społeczności żydowskiej w Polsce, miały swoje przedstawicielstwa wszystkie żydowskie partie polityczne. Można je z grubsza pogrupować jako partie: religijne, syjonistyczne i antysyjonistyczne. Wychodziły też dzienniki i pisma żydowskie, głównie o orientacji syjonistycznej. Istniały ponadto młodzieżowe stowarzyszenia, takie jak: Haszomer Hacair, Dror, Gorgonia. Były to organizacje syjonistyczno-socjalistyczne. Poza ugrupowaniami o orientacji lewicowo-socjalistycznej działała również młodzieżowa grupa syjonistyczna Bejtar (Betar). Był to obliczony na masowość ruch założony przez Żabotyńskiego, króry, poza formami kształcenia intelektualnego, proponował swym członkom przede wszystkim przygotowanie wojskowe. Wynikało to z fascynacji Żabotyńskiego osobą Józefa Piłsudskiego i jego drużyn strzeleckich, z których powstały legiony. Ta droga dla odzyskania swojej ziemi wydawała się Żabotyńskiemu słuszna. Mało kto wie, że Żabotyński jako czołowy przedstawiciel rewizjonistów, podpisał z rządem polskim porozumienie dotyczące szkolenia wojskowego młodzieży żydowskiej z Bejtaru. Takie obozy szkoleniowe istniały w Rembertowie i w Andrychowie. Ale nie tylko w Polsce szkolono młodzież z Bejtaru. Podobny ośrodek istniał we Włoszech, gdzie szkolono przyszłych marynarzy. W ośrodku Civitavecchia szkolenie w 1934 roku rozpoczęło 134 bejtarowców. Prowadzono również kursy lotnicze. Warto zaznaczyć, że w 1939 roku 13 bejtarowców uzyskało licencje pilotów. Ponadto rząd polski zobowiązał się dostarczyć bojowcom Bejtaru broń do Palestyny i udzielił na ten cel stronie żydowskiej stosownych kredytów. Podkreślić też z całą mocą należy, że w obliczu powszechnej mobilizacji z sierpnia 1939 roku duża część młodzieży z Bejtaru zgłaszała się do jednostek. Natomiast Żydzi z organizacji socjalistycznych albo uciekali na wschód, albo niszczyli karty mobilizacyjne. Istniały zatem duże różnice światopoglądowe wśród żydowskiej społeczności, które determinowały jej stosunek do Polski, a także uniemożliwiały jakąkolwiek współpracę Żydów z ...Żydami jeszcze przed wojną, nie wspominając o współdziałaniu z Polakami. Spory ideowe, przeradzające się, głównie po stronie lewicowych działaczy, w skrajną nienawiść, zablokowały wszelką współpracę podczas wojny. Po wojnie natomiast ta ideowa nienawiść będzie stanowić główny imperatyw lewicy w dehumanizowaniu prawicowych grup żydowskich.

Zew Żabotyński (1880-1940) w mundurze Legionu Żydowskiego - wikipedia

Jak powyżej wspomniałem, wzajemna nienawiść wśród Żydów, narastała już przed wojną. Wymownie świadczyć o tym mogą wybory do Gminy Żydowskiej w 1936 roku. Zakończyły się one remisem pomiędzy socjalistycznym Bundem a syjonistami z Agudat Israel. Obustronny sprzeciw przeciwko utworzeniu koalicji uniemożliwił powstanie stabilnej sytuacji w Prezydium Gminy. W tej sytuacji polski rząd, zgodnie z obowiązującym prawem, rozwiązał Radę i mianował na to miejsce Żydów nie związanych z żadną partią. Przewodniczącym został Moris Meisel, który cieszył się powszechnym szacunkiem, a do tego miał dobre relacje z polskimi władzami. Do Rady wszedł także Adam Czerniakow, późniejszy prezes Judenratu.

Nie była to zaskakująca sytuacja, bowiem wówczas w środowiskach żydowskich walczyli wszyscy ze wszystkimi. Religijni Żydzi występowali przeciw syjonistom, syjoniści przeciwko antysyjonistom, narodowcy żydowscy przeciwko asymilatorom, prawie wszyscy przeciwko komunistom. Co interesujące, większość istniejących grup na czele z Bundem koncentrowała swe działania na zwalczaniu Sojuszu Rewizjonistycznych Syjonistów Żabotyńskiego. Ale nie tylko to komplikowało Żabotyńskiemu sytuację. Impulsu do wrogich działań przeciwko niemu istniejącym w Polsce organizacjom żydowskim dostarczyła sytuacja w międzynarodowym ruchu syjonistycznym. Żabotyński ze swoimi zwolennikami nawoływał do bardziej aktywnych działań na rzecz powstania państwa żydowskiego. Oskarżył Światową Organizację Syjonistyczną i Chaima Weinzmanna o pasywność, która spowodowała, że Wielka Brytania odstąpiła od realizacji zobowiązań zawartych w deklaracji Balfoura. Wreszcie, na kongresie syjonistycznym w Bazylei w 1931 roku, Żabotyński zaproponował przyjęcie deklaracji, która jednoznacznie stwierdzała, że celem ruchu syjonistycznego jest ustanowienie w Palestynie państwa żydowskiego. Kongres nie zgodził się na tak brzmiące oświadczenie, w odpowiedzi na co Żabotyński zgłosił projekt deklaracji, która stwierdzała, że odbywający się kongres nie jest kongresem syjonistycznym. Ta deklaracja została przyjęta przez jego zwolenników, ale w konsekwencji spowodowało to wyjście Żabotyńskiego ze Światowej Organizacji Syjonistycznej i w latach 1931-1935 doszło do dramatycznej zmiany w jego relacjach ze Światową Organizacją Syjonistyczną.

Dramatyczna zmiana w relacjach między ruchem Żabotyńskiego a innymi ugrupowaniami syjonistycznymi nastąpiła w czerwcu 1933 roku wraz ze śmiercią Chaima Arlozorowa. Arlozorow - wybitna postać w przywództwie socjalistyczno-syjonistycznym - stojący na czele wydziału politycznego Agencji Żydowskiej [w Palestynie - przyp. aut.], został zamordowany przez dwóch nieznajomych podczas spaceru z żoną po deptaku w Tel Awiwie. O popełnienie tego zabójstwa kręgi zbliżone do Partii Pracy w Palestynie i na świecie oskarżyły rewizjonistów[26].

Ten tragiczny incydent spowodował atak wszystkich odłamów syjonizmu na rewizjonistów Żabotyńskiego. Powstała antyrewizjonistyczna koalicja, której przywódcy podpisali deklarację żądającą delegalizacji partii Żabotyńskiego.

Oświadczamy, iż moralna odpowiedzialność za popełnienie tego brutalnego morderstwa spada na barki całego ruchu rewizjonistycznego, spośród którego wyszedł morderca. [...] Każdy, komu bliski jest los syjonizmu, musi porzucić swą rewizjonistyczną przeszłość. Nie należy utrzymać żadnych kontaktów z rewizjonistami! Naszym hasłem jest: "wydalić rewizjonistyczne bandy z żydowskiego życia!"[27].

Młodzież bejtarowska - wikipedia.org

Ostatecznie zbojkotowanie po śmierci Arlozorowa ruchu rewizjonistów na kongresie syjonistycznym w 1933 roku spowodowało opuszczenie syjonistów przez zwolenników Żabotyńskiego. Ten konflikt przeniósł się na inne sfery życia społecznego. Rewizjoniści sprzeciwiali się propagowanej mocno przez socjalistów i komunistów walce klasowej pomiędzy robotnikami a pracodawcami, uważając, że powinny ją zastąpić negocjacje. Ten z kolei spór był powodem, dla którego rewizjoniści założyli w Palestynie Narodowe Związki Zawodowe. Przyczyniło się to do nowych konfliktów, bowiem Związki Zawodowe o orientacji socjalistycznej oskarżały Narodowe Związki o łamanie strajków, a te z kolei oskarżenia przenoszono na rewizjonistów. Wrogość wobec organizacji Żabotyńskiego nie pozostała bez echa w Polsce. Tu do sporu pomiędzy ruchem syjonistycznym, szczególnie o lewicowym zabarwieniu, a ruchem rewizjonistycznym doszło w 1936 roku. Wówczas to Żabotyński na wiecu w Warszawie wezwał wszystkich Żydów mieszkających w Polsce i Europie Wschodniej, aby ewakuowali się do Palestyny. Apel ten podyktowany był jego pragmatyczną oceną sytuacji międzynarodowej, szczególnie w Niemczech, po uchwaleniu Ustaw Norymberskich w 1935 roku. Ponadto, co podkreślił, widział z jednej strony nędzną wegetację Żydów Europie Wschodniej, z drugiej natomiast, dostrzegał nadciągającą katastrofę w Europie. Jego apel do Żydów wywołał w Polsce falę krytyki ze strony lewicowych środowisk żydowskich. Nie przebierano w środkach, aby "dołożyć" Żabotyńskiemu. Żydowska gazeta "Dawar" szydziła z "führera Żabotyńskiego", choć trudno w jego warszawskim wystąpieniu dopatrzyć się "ciągot wodzowskich". Była to raczej troska o nadchodzący los Żydów, a przy okazji chęć utworzenia Erec Israel w Palestynie. Do tego celu zmierzał Żabotyński. By jednak Erec Israel mógł zaistnieć, potrzebni byli ludzie. I do tego namawiał Żabotyński. Ale jak to w zwyczaju lewicy bywa, argumentem pozwalającym zarzucać Żabotyńskiemu sprzyjanie faszystom, okazały się jego kontakty i ustalenie z rządem polskim kwot ilościowych emigracji Żydów z Polski do Palestyny. Kolejnym powodem oskarżeń stały się szkolenia wojskowe.

Jednakże najgłośniejszy protest wobec programu ewakuacji Żabotyńskiego dochodził ze strony Bundu. Usunięcie Żydów z Polski stało w opozycji do ideologii zakładającej włączenie ich w budowę przyszłej socjalistycznej Polski. Cel ten miał być zrealizowany dzięki wspólnym wysiłkom polskiej i żydowskiej klasy robotniczej. Zdaniem Bundu plan ewakuacji był "fałszywym i zbrodniczym spiskiem", a Żabotyński "duchowym ojcem żydowskiego faszyzmu"[28].

Jakby działań rozłamowych w ruchu żydowskim nie było dość, to jeszcze w 1937 roku doszło do rozłamu w Haganie. Hagana była organizacją wojskową w Palestynie, która wzięła na siebie obronę społeczności żydowskiej przed arabskimi atakami. W wyniku tych konfliktów, które wstrząsały organizacjami żydowskimi, Hagana podzieliła się na tych, którzy gotowi byli na "wstrzemięźliwą politykę" wobec arabskich agresji na Żydów, oraz na zwolenników zdecydowanej, bezwzględnie ostrej reakcji. Powstały zatem dwie wojskowe organizacje: Hagana - gotowa przyjąć politykę Histadrutu, popieraną przez większość syjonistów i Ecel (Irgun Cwai Leumi - Wojskowa Organizacja Narodowa), która wybrała Żabotyńskiego na stanowisko naczelnego dowódcy. Od początku zaczęło dochodzić do pogróżek ze strony Hagany, która oficjalnie ogłaszała, że zbrojnie zniszczy Ecel. W Polsce po stronie Ecel zdecydowanie opowiedział się Bejtar. Członkowie Bejtaru w Polsce i innych krajach widzieli się, po szkoleniach wojskowych odbywanych w Europie, w szeregach Ecel. I na odwrót, dowództwo Ecel z dużą aprobatą oceniało wojskowe przygotowanie członków Bejtaru.

Obraz sporów żydowskiej lewicy z żydowską prawicą byłby niepełny, gdybyśmy pominęli działania i opinie, wówczas wyrażane przez środowiska żydowskie, po dojściu Hitlera do władzy. Opinie te wyrażano na terenie Palestyny, a opierały się głównie na doniesieniach prasy brytyjskiej i tekstach nadsyłanych przez własnych korespondentów. Już dzień po wyborze Hitlera na stanowisko kanclerza Niemiec (31.01.1931 r.), liberalny dziennik "Ha-Arec" skrytykował to "niezwykle negatywne wydarzenie historyczne". Jakkolwiek, gazeta ta podając informacje o "antysemickim horrorze w Niemczech", jednocześnie uspokajała czytelników, pisząc: "Należy przypuszczać, że hitleryzm odrzuci teraz metody terrorystyczne: rządzenie wymaga odpowiedzialności"[29]. W podobnym tonie wypowiadały się inne dzienniki, w tym również prawicowy "Do'ar Ha-Yom". Ale, trzeba przyznać, że wstępne oceny rozpoczynających się rządów Hitlera w Niemczech były w żydowskiej prasie w Palestynie bardzo powierzchowne. Zwracano jednak uwagę, że walka żydowska nie jest walką z narodem niemieckim, ale walką z oszalałym reżimem Hitlera. Inne stanowisko zajął Żabotyński: "...siedemnaście milionów - tylu głosowało na Hitlera - to coś więcej niż drobna partyjka - pisał przywódca rewizjonistów Żabotyński, potępiając cały naród niemiecki"[30]. Jak się w niedalekiej przyszłości okazało, miał rację, bowiem nikt z narodu niemieckiego nie protestował, gdy zaczęto realizować antyżydowską politykę, od Kryształowej Nocy począwszy po morderczy epilog krematoriów w obozach koncentracyjnych.

Przede wszystkim, zgodnie z żydowskim zwyczajem, rozpoczęto niekończące się dywagacje nad narodowym socjalizmem w Niemczech. Rozwój narodowego socjalizmu i związane z tym prześladowanie Żydów, niektórzy ideolodzy syjonizmu nazywali "karą" za próby zintegrowania się z narodem niemieckim.

Powinni byli wyjechać do Palestyny, gdy wciąż istniała taka możliwość, teraz będą musieli uciekać w panice "jak przerażone myszy" - pisała gazeta. [...] Niemieccy Żydzi są teraz prześladowani nie dlatego, że nie podejmowali starań, by stać się częścią swego kraju [Niemiec - przyp. aut.], ale z powodu tych starań[31].

Inne stanowisko zajął już w 1933 roku Żabotyński, który oświadczył, że:

Antyżydowskie plany Hitlera stanowią organiczną część jego ideologii, więc zapewne będzie starał się je zrealizować.

W 1935 roku, a więc dwa lata po powyższej wypowiedzi, Żabotyński oświadczył:

Polityka Trzeciej Rzeszy wobec Żydów to wojna mająca na celu eksterminację. Prowadzona jest w sposób wykraczający poza granice ludzkiej natury[32].

Tymczasem tacy działacze syjonistyczni jak Ben Gurion, mimo wcześniejszej lektury Mein Kampf Hitlera, mieli nadzieję, że "zwycięstwo hitleryzmu stanie się dla syjonizmu "ożywczą siłą". Nie widzieli tego, co przewidywał Żabotyński, że nazizm to siła eksterminująca Żydów.

Pisarz i działacz Mapai Mosze Bejlinson pojechał do Niemiec, skąd donosił Berlowi Kacnelsonowi, wydawcy "Downaru" i jednemu z przywódców Mapai: "Na ulicach leży więcej pieniędzy, niż kiedykolwiek mogliśmy marzyć w historii naszego syjonistycznego przedsięwzięcia. Oto szansa, by budować i rozwijać się, jakiej nigdy wcześniej nie mieliśmy i nigdy mieć nie będziemy[33].

Co było powodem takiej bezrefleksyjnej postawy Żydów z Agencji Żydowskiej w Palestynie? Przecież wiemy, że przedstawiciele Agencji Żydowskiej prowadzili rozmowy z Niemcami dotyczące warunków emigracji Żydów do Palestyny... ale tylko z Niemiec. Nikogo w Agencji Żydowskiej nie interesowali Żydzi z Europy Wschodniej. Dlatego, gdy w gettach na terenie Polski masowo ginęli pogardzani przez Żydów Ostjuden to Agencja Żydowska nie kiwnęła palcem, aby nieść jakąkolwiek pomoc.

1.1. Stosunek socjalistów żydowskich do polskich w okresie międzywojennym

Pamiętać musimy, że okres od uzyskania niepodległości do wybuchu II wojny światowej był czasem wściekłej nagonki socjalistów żydowskich na nowo powstałą Polskę. Możemy prześledzić to na podstawie postępowania dwóch sztandarowych osób działających w PPS. Chodzi o towarzyszy walki o wolność - Józefa Piłsudskiego i Maksymiliana Horwitza. Jeszcze w 1904 r. Piłsudski był świadkiem na ślubie Horwitza, ale już w 1905 r. na VII zjeździe partii (PPS) tzw. "młodzi", którym przewodził Horwitz przeforsowali uchwałę, która problem niepodległości Polski odsuwała w bliżej nieokreśloną przyszłość. Dla grupy, głównie żydowskich socjalistów, związanej z Horwitzem podstawowym celem było wspieranie rewolucji w Rosji i domaganie się autonomii politycznej i obywatelskiej przede wszystkim dla mniejszości żydowskiej. W czerwcu 1905 r. odsunięto Piłsudskiego od rządów w PPS, a władzę przejęli skrajni lewicowcy z Horwitzem jako głównym ideologiem. PPS zaczęło zmierzać coraz bardziej na lewo, dążąc do stworzenia jednego, kosmopolitycznego społeczeństwa żyjącego w jednym, socjalistycznym "raju". Stąd w późniejszych wypowiedziach Piłsudskiego pojawia się fraza, że "wysiadł on z pociągu Socjalizm na stacji Niepodległość Polski".

Nie można zaprzeczyć, że obaj, niedawno bliscy sobie bojownicy PPS, walczyli o Wolność. Jednak rozumieli ją inaczej. Dla Piłsudskiego była to WOLNOŚĆ Polski, dla Horwitza WOLNOŚĆ oznaczała zrównanie praw Żydów z prawami innych narodów, a bez znaczenia dla niego było, kto rządzi.

Maksymilian Horwitz (1877-1937) - wikipedia.org

Gdy w listopadzie 1918 r. Piłsudski, za zgodą Rady Regencyjnej, został Naczelnikiem Odrodzonej Rzeczypospolitej, to już w grudniu tego samego roku Horwitz wszedł w skład nowo utworzonej Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Piłsudski opowiedział się po stronie Niepodległości Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, tymczasem Horowitz:

[...] w grudniu 1918 roku Maksymilian Horwitz-Walecki wszedł w skład Komitetu Centralnego nowo utworzonej Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Zamierzała ona drogą gwałtownej rewolucji złamać aparat burżuazyjnego państwa [polskiego], znieść demokrację, rozwiązać parlament i zamiast nich utworzyć rząd dyktatury proletariackiej, szukający sojuszu z Rosją Sowiecką[34].

Jak z powyższego widać, Horwitz i jego komunistyczni towarzysze konsekwentnie dążyli do zniszczenia odrodzonej Rzeczypospolitej. Czuli się prawie zwycięzcami, bo 2 lipca 1920 roku wsparł ich destrukcyjne działania wobec Polski sam Tuchaczewski, który wydał następujący rozkaz:

Żołnierze armii Czerwonej! Nadszedł czas rozrachunku!

Armia Czerwonego sztandaru oraz armia drapieżnego Orła Białego stanęły naprzeciw siebie przed bojem na śmierć i życie. Przez trupa Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze. Na naszych bagnetach przyniesiemy szczęście i pokój masom pracującym. Na zachód! Wybiła godzina natarcia. Na Wilno, Mińsk i Warszawę! Naprzód marsz![35]

Nie koniec na tym. W swojej działalności politycznej i publicystycznej Horwitz rzucał obelgami w kierunku swoich niedawnych kolegów z PPS, a Polsce, która dopiero co odzyskała niepodległość życzył wszystkiego najgorszego.

[tym] pajacom, pachołkom, szalbierzom, sprzedawczykom, pasożytom, służącym zgniliźnie i ohydzie burżuazyjnej polityki.

Nawoływał, aby Polaków i odbudowane przez nich Państwo Polskie: "Niszczyć! Zwalczać! Burzyć! Obalać! Unicestwiać! Obracać w perzynę! Rozsadzać!"[36].

Ciąg dalszy w wersji pełnej

[21] Kidusz haszem (hebr.) - uświęcenie imienia boskiego. Oznacza to ponoszenie ofiar, ze śmiercią włącznie.

[22] E. Ringelblum, op. cit., s. 252-253.

[23] Pr. zb., Pierwszy Powszechny Spis Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 30 września 1921 roku. Mieszkania, ludność, stosunki zawodowe, tablice, tabela XI. Ludność według wyznania religijnego i narodowości, Warszawa 1927, s. 56.

[24] J. Szczepański, Wojna 1920 na Mazowszu i Podlasiu, Warszawa-Pułtusk 1995, s. 102.

[25] J. Szczepański, Społeczność żydowska Mazowsza w XIX-XX wieku, Pułtusk 2005, s. 234.

[26] M. Arens, op. cit., s. 19.

[27] Ibidem, s. 20.

[28] Ibidem, s. 21.

[29] T. Segev, op. cit., s. 21.

[30] Ibidem.

[31] Ibidem, s. 22.

[32] Ibidem.

[33] Ibidem.

[34] E. Kurek, op. cit, s. 60.

[35] Rozkaz Tuchaczewskiego za: E. Kurek, op. cit., s. 251, przyp. 98.

[36] Ibidem, s. 61.

WSTĘP

Ireneusz Lisiak jest uznanym i cenionym autorem z zakresu najnowszej historii Polski. Szczególne miejsce w jego zainteresowaniach zajmują stosunki polsko-żydowskie w XX wieku. O tym nigdy zbyt wiele, albowiem ta część naszej, najnowszej historii Polski była, jest i - niestety - nadal będzie podlegać manipulacjom i zafałszowaniom.

Problem narasta i jest to szczególnie widoczne w ciągu ostatnich lat. Na arenie międzynarodowej nie mamy praktycznie nic do powiezienia, dominują zakłamane, miałkie intelektualnie i toporne metodologicznie prace autorów żydowskich. Poważniejszy wysiłek z ich strony jest praktycznie zbędny, odbiorcy ich dzieł nie mają większych wymagań, poza tym i tak "wszystko wiadomo". Obowiązuje zatem utarty schemat. Wojna rozpoczęła się w zasadzie od niemieckiej polityki eksterminacyjnej wobec Żydów, innym ofiarom poświęca się coraz mniej uwagi. Aksjomatem stał się "polski antysemityzm", reprezentowany przez warstwy przywódcze i przede wszystkim "polski Kościół", który coraz częściej przedstawiany jest w jeszcze gorszym świetle niż... Niemcy.

Ordynarne manipulacje dotyczą liczb, wydarzeń, dat, okoliczności. Zafałszować można praktycznie wszystko, bo przecież absolutnie nic za to nie grozi....

A teraz wyobraźmy sobie wiedzę o tej części naszej historii bez pasjonatów, takich jak Ireneusz Lisiak. Pozostałaby wyłącznie schematyczna, turpistyczna narracja o złych Polakach i nieszczęśliwych ofiarach. A przecież bywało różnie: ci jakoby zawsze "źli" stawali na wyżynach człowieczeństwa, stając w obliczu przeraźliwego zagrożenia na wysokości zadania i udzielali pomocy nieszczęśnikom, jakże często za cenę życia własnego, swych rodzin, sąsiadów. A życie jest bardziej skomplikowane, niż w topornych schematach. Była zatem agentura żydowska, policja, instytucje żydowskie w gettach, które współdziałały z Niemcami w gnębieniu własnej społeczności. I było "żydowskie gestapo", jak choćby w przypadku osławionej "Trzynastki" w warszawskim getcie, na którego czele stał rabin Abraham Gancwajch... Była również zbrodnicza "Żagiew", zajmująca się m.in. szmalcownictwem, czyli wyłapywaniem i wydawaniem Niemcom ukrywających się rodaków. Jej członkowie mieli nie tylko niemieckie przepustki, ale nawet pozwolenia na posiadanie broni!

Opracowanie Ireneusza Lisiaka to systematyczny przegląd stosunków polsko-żydowskich, poczynając od II RP, przez okres wojny i okupacji aż po powojenne spory i fałszerstwa. Praca tego Autora jest bogato udokumentowana, co oznacza odpowiedzialność za słowo. Z pewnością będzie bardzo przydatna dla tych Czytelników, którzy chcą wiedzieć coś więcej, ponad oficjalną propagandę, a nie chcą, lub nie mogą na bieżąco śledzić ukazującej się literatury z tego zakresu. W ten sposób kolejna luka ulega zapełnieniu, choć to nie wyczerpuje tematu i zapewne Autor również będzie nadal podejmować wysiłki w kontynuowaniu swych zainteresowań. Na zdecydowaną politykę historyczną, zgodną z naszym interesem narodowym i oczywistymi oczekiwaniami nie możemy liczyć.

Leszek Żebrowski