Skóra jest elastyczną powłoką, która otacza całe ciało - Bjorn Rasmussen

Kup ebooka

21.00 zł
17.43 zł (17,85 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
NOWY EU­RO­PEJ­SKI KA­NON LI­TE­RACKI 21
BJ?RN RASMUS­SEN: Skóra jest ela­styczną po­włoką, która ota­cza całe ciało
TYTUŁ ORY­GI­NAŁU: Hu­den er det ela­sti­ske hyl­ster der omgi­ver hele le­ge­met
PPRZE­KŁAD Z JĘ­ZYKA DUŃ­SKIEGO - Bo­gu­sława So­chań­ska
REDAK­CJA I KO­REKTA - Jo­anna Mu­el­ler
ILU­STRA­CJA NA OKŁADCE - Go­sia Herba
PRO­JEKT LAY­OUTU OKŁADKI - Mi­ko­łaj Pa­siń­ski
PRO­JEKT TY­PO­GRA­FICZNY ŚRODKA KSIĄŻKI - Ar­tur Burszta
Co­py­ri­ght ? by Bj?rn Ra­smus­sen & Gyl­den­dal, Co­pen­ha­gen 2011. Pu­bli­shed by agre­ement with Gyl­den­dal Group Agency Co­py­ri­ght ? by Bo­gu­sława So­chań­ska, 2024 Co­py­ri­ght ? by Go­sia Herba, 2024 Co­py­ri­ght ? by Biuro Li­te­rac­kie, 2024
BIURO LITE­RAC­KIE
poczta@biu­ro­li­te­rac­kie.pl
www.biu­ro­li­te­rac­kie.pl
ISBN 978-83-67706-70-4
Pu­bli­ka­cja po­wstała dzięki wspar­ciu Duń­skiej Fun­da­cji Sztuki.
Ten pro­jekt zo­stał zre­ali­zo­wany przy wspar­ciu fi­nan­so­wym Ko­mi­sji Eu­ro­pej­skiej. Pro­jekt lub pu­bli­ka­cja od­zwier­cie­dlają je­dy­nie sta­no­wi­sko ich au­torki i Ko­mi­sja Eu­ro­pej­ska nie po­nosi od­po­wie­dzial­no­ści za umiesz­czoną w nich za­war­tość me­ry­to­ryczną.
KON­WER­SJA: eLi­tera s.c.

KOCHA­NEK

Byłem już star­szy, kiedy któ­re­goś dnia w holu pew­nej in­sty­tu­cji pod­szedł do mnie męż­czy­zna. Wi­dzia­łem twoją sztukę, po­wie­dział, mocno mnie po­ru­szyła. Nie po­zna­łem go, roz­po­zna­łem tylko jego ru­chy, ten cheł­pliwy chód czło­wieka wy­cho­wa­nego na pro­win­cji. Mógł być kim­kol­wiek. Wciąż pa­lisz, po­wie­dział, go­rąco tu i duszno, dużo lu­dzi, chodźmy w ja­kieś spo­kojne miej­sce, mogę cię po­czę­sto­wać fajką?

Bar­dzo wcze­śnie w moim ży­ciu było już za późno. Gdy skoń­czy­łem sie­dem­na­ście lat, było już za późno. Kiedy mia­łem dwa­na­ście lat, na­peł­nia­łem skar­petę spermą, ma­rzy­łem tylko o tym, żeby zaj­rzeć w mę­ski od­byt i wdy­chać to szcze­gólne po­wie­trze, mi­łość, my­śla­łem, coś jak trze­pot pta­sich skrzy­deł. Gdy mia­łem pięt­na­ście i pół, po­ja­wił się in­struk­tor jazdy kon­nej.

Czę­sto my­ślę o tym ob­ra­zie, wciąż go wi­dzę, ni­gdy o nim nie mó­wi­łem. Skóra bry­cze­sów na we­wnętrz­nej stro­nie ud, szew w kroku, na ca­łym sie­dzi­sku skóra, skóra. Ostry smród koń­skiej uryny, amo­niak barwi słomę na czer­wono i staje się ciężka, my­dło do czysz­cze­nia sio­dła, szorst­kie ręce in­struk­tora jazdy kon­nej. Tak.

To wiem, opo­rzą­dza­łem klacz, ja­dłem w zim­nej kuchni z braćmi i matką, jej szczęka: klap, klap. To je­dyne, co mnie z nią łą­czy: ten chłodny smu­tek i klap, klap, nie przy­cho­dzi mi do głowy nic in­nego, to jej "po­nie­waż". To matki "po­nie­waż":

Gdy się pew­nego ranka obu­dziła, u jej boku nie było uko­cha­nego. Może po­szedł nad mo­rze, za­sta­na­wiała się, może do wa­rzyw­niaka po figi i kar­czo­chy, może do stajni. W nocy cho­dziła wzdłuż ro­wów i szu­kała go w ciem­no­ściach. Wy­obra­żała so­bie uko­cha­nego krwa­wią­cego, po­gry­zio­nego przez wilki, i sama wyła do nieba jak wilk w tę mroźną noc, śpie­wała i krzy­czała. W dzień owi­jała się w ciemny fio­let i wy­no­siła do od­wie­dzo­nych nocą ro­wów duże bla­szane wia­dra ce­mentu, na­peł­niała nim rowy, by za­zna­czyć, od­ha­czyć; tu go nie było.

Opo­wiem ci, mam pięt­na­ście i pół roku.

Jadę au­to­bu­sem nu­mer 491 w kie­runku Fjal­tring.

Nie prze­bra­łem się, mam przy­je­chać w ta­kim sta­nie, w koń­skim smro­dzie, tak jest w kontr­ak­cie, taka jest in­struk­cja; zdej­mij ubra­nie, śmier­dzisz gów­nem. Słońce świeci przez okno au­to­busu, pła­skie pola, mo­rze, od­wie­dzam go pierw­szy raz.

Miesz­kam w pań­stwo­wej szkole z in­ter­na­tem. Jem, śpię, uczę się, mam sie­dem­na­ście lat, to wiem. Wiem, że matka ma kon­takty, w prze­ciw­nym ra­zie nie sie­dział­bym tu­taj, na pro­win­cji są pro­ce­dury, ist­nieją pre­ce­densy do­ty­czące przy­go­to­wa­nia kieł­basy. Wiem, że wy­słano mnie pro­mem, bra­cia ma­chali z kei, matka pła­kała, naj­pierw po­że­gna­nie z uko­cha­nym, po­tem z we­imar­czy­kiem, a te­raz Mały. Ja nie pła­ka­łem. Nie pła­ka­łem, od­kąd w pod­sta­wówce spa­dłem z huś­tawki i as­falt roz­kwa­sił mi ka­wa­łek ko­lana, ale sku­pi­łem się tylko na drob­nym za­dra­pa­niu na dłoni, to mała kro­pla krwi na opuszce kciuka spra­wiła, że krzy­cza­łem.

Bra­cia ugięli się w ko­la­nach, matka przy­nio­sła jo­dynę.

Ro­dzina jest kon­kretna, ro­dzina jest mi­mo­wol­nie ślepa, to wiemy. Ro­dzina jest po to, by przy­po­mi­nać Ma­łemu, że ist­nieją ko­rze­nie, i ko­rze­nie bolą, i ko­rze­nie, ko­rze­nie trzeba chro­nić, to obo­wią­zek, i miej­sce ko­rzeni trzeba chro­nić, flaga na maszt. Dziś ma­rzę o pa­le­niu flag na uli­cach, tę­sk­nię za oka­zy­wa­niem więk­szego sza­cunku tek­sty­liom niż przez ozda­bia­nie ich sym­bo­lami, gów­nem, sprze­ci­wiam się ozda­bia­niu no­wo­rod­ków; oto twoja płeć, twoje imię, twoja flaga i twoja ro­dzina, je­śli bę­dziesz pró­bo­wał się od tego uwol­nić, udła­wisz się wła­snymi wy­mio­ci­nami, zo­sta­niesz od­rzu­cony.

Nie, Mały na po­kła­dzie nie pła­kał, ni­gdy nie pła­kał za tą ro­dziną, nie wy­mio­to­wał od czasu ginu wy­pi­tego u in­struk­tora jazdy kon­nej, od­kąd wziął in­struk­tora po ko­rzeń w gi­nie, gi­nie, od czasu ginu, ginu, Mały nie rzu­cił się w in­nego, nie rzu­cił się w in­nego, nie wdy­chał tego szcze­gól­nego po­wie­trza, które na­zywa mi­ło­ścią, od czasu ginu, ginu, a te­raz wdy­cha po­wie­trze w au­to­ma­cie w cen­trum mia­sta, włó­czy się po par­kin­gach na pro­win­cji, wy­py­cha­jąc bio­dra do przodu, uśmie­cha się i od­pływa.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

NOWY EU­RO­PEJ­SKI KA­NON LI­TE­RACKI

HAŁYNA KRUK Kto­kol­wiek, tylko nie ja(prze­kład Boh­dan Za­dura)

MAREK VADAS Ucieczka(prze­kład We­ro­nika Go­gola)

NAJAT EL HACHMI Ostatni pa­triar­cha(prze­kład Anna Sa­wicka)

ALEŠ ŠTE­GER Księga rze­czy(prze­kład Mi­łosz Bie­drzycki)

CLAU­DIU KOMAR­TIN ko­balt(prze­kład Ja­kub Korn­hau­ser)

MAJA URBAN Sta­tua wol­no­ści(Mi­łosz Wa­li­gór­ski)

BÉREN­G?RE COUR­NUT Z ka­mie­nia i ko­ści(Hanna Igal­son-Ty­giel­ska)

FRÍ?A ÍSBERG Świerzb(Ja­cek Go­dek)

MARIA NAVARRO SKA­RAN­GER Emily fo­re­ver(Ka­ro­lina Droz­dow­ska)

BENE­DEK TOTTH SKA­RAN­GER Trupi bieg(Elż­bieta So­bo­lew­ska)

JAN ŠKROB Real(Zo­fia Bał­dyga)

RAD­MILA PETRO­VIĆ Moja mama wie, co się wy­pra­wia w mia­stach(Alek­san­dra Woj­ta­szek)

MAT­TEO BUSSOLA Viola i Nie­bie­ski(Ka­ta­rzyna Skór­ska)

CHAR­LOTTE VAN DEN BRO­ECK Roz­cierki z ziemi(Olga Ni­zio­łek)

RUMENA BUŽA­RO­VSKA Mój pan mąż(Do­rota Jo­vanka Ćir­lić)

IEVA TOLE­IKYT? Czer­wony śli­ski pa­łac(Do­mi­nika Ja­giełka)

LISA KRÄN­ZLER Po­nie­wcza­sie(Do­rota Stro­iń­ska)

DIMI­TYR KENA­ROW Zwie­rzęta apo­kry­ficzne(Mag­da­lena Py­tlak)

R?TA BRIEDE Pies, który roz­we­se­lił smutki(Agnieszka Sma­rzew­ska)

DOIRE­ANN NÍ GHRÍOFA Skry na mrok(Je­rzy Jar­nie­wicz)

BJ?RN RASMUS­SEN Skóra to ela­styczna osłona, która ota­cza całe ciało(Bo­gu­sława So­chań­ska)