Zawarliśmy z cukrem faustowski pakt. To krótkotrwała korzyść uzyskana kosztem przewlekłego nieszczęścia.
David Wolfe, amerykański dietetyk
DLACZEGO KRAKUSOM PSUJĄ SIĘ ZĘBY?
79 rok naszej ery na Półwyspie Apenińskim, okolice Pompejów i Herkulanum. Jest południe, gdy z wulkanu Wezuwiusz zaczynają wydobywać się wysokie słupy ognia. Później czarna chmura przesłania słońce i na Pompeje spada deszcz rozżarzonych skał i popiołu wulkanicznego. Miasto płonie. Pod popiołami giną tysiące mieszkańców. Ludzi zabijają także trujące gazy. Erupcja trwa trzy dni i pokrywa obydwa miasta warstwą popiołów o grubości pięciu-sześciu metrów.
Od 1861 roku na miejscu pracują archeolodzy, odtwarzają dzieła sztuki, układ urbanistyczny i życie codzienne Pompejów. Dentyści, którzy towarzyszą archeologom, badają zatopione w popiołach szczątki i ze zdumieniem odkrywają, że większość z nich ma doskonale utrzymane zęby, niemal bez śladu próchnicy. Rzymianie nie znali cukru. Dzień zaczynali lekkim śniadaniem: chleb, wino, czasem jajka, ser, owoce i miód. Na obiad dużo warzyw, na deser owoce. Mięso i ryby na kolację.
Archeolodzy badający stare polskie cmentarzyska mają zupełnie inne doświadczenia. U połowy pochowanych w kościele Mariackim (szczątki z XV-XVIII wieku) i u 65,6 procent zwłok z wyspy Tum we Wrocławiu znajdują próchnicę. Fatalnie w Poznaniu - aż 72 procent zwłok z XIV-XVIII wieku ma próchnicę.
W średniowiecznym Poznaniu czy Krakowie także cukru nie jedzono, dlaczego więc to poznaniakom i krakusom psuły się zęby?
*
Zepsute, czarne zęby i ubytki w szczękach to wina jakości jedzenia. Europę w średniowieczu nawiedzają susze, mroźne zimy, ulewy, huragany, powodzie, szarańcza, pomory bydła, plagi szczurów, wojny. Głód jest wszechobecny. Gdy nie ma czego zbierać z pól, wieśniacy jedzą to, co świnie: czyściec błotny, kozibród łąkowy, pięciornik prosty, szczaw, rdest, perz, lebiodę, kąkol. Z paproci orlicy, kaczeńca, łopianu wyrabiają mąkę i pieką z niej chleb.
Taki jadłospis szybko doprowadza do wycieńczenia organizmu. Człowiek gwałtownie chudnie, maleje mu objętość osocza krwi, zmniejsza się wątroba, zanikają mięśnie. Mniej erytrocytów powoduje anemię, serce jest osłabione, więc krew zalega w naczyniach krwionośnych. Pojawiają się problemy z oddychaniem, nadciśnienie, arytmia, zaburzenia koordynacji ruchów, omdlenia, wycieńczające biegunki, wrzody w układzie pokarmowym. Brak witamin wywołuje szkorbut i próchnicę.
*
W 2005 roku w katedrze we Fromborku odnaleziona zostaje czaszka Mikołaja Kopernika. Na jej podstawie naukowcy odtwarzają prawdopodobny wygląd słynnego astronoma. Mimo dużego orlego nosa był mężczyzną przystojnym, o pociągłej twarzy. Nos złamał jeszcze w dzieciństwie, ale w jego czasach nikt nie potrafił dobrze nastawić chrząstki. Miał też bliznę na czole. Musiał być szczupły.
Naukowców zadziwia znakomity stan jego uzębienia. Poza siekaczami, które najpewniej wypadły już po śmierci, w szczęce nie ma innych ubytków - zęby astronoma są białe, równe i bez śladów próchnicy.
Nic dziwnego, Kopernik żył zdrowo. Jadał przede wszystkim świeże ryby, bo Frombork żył z rybołówstwa. Zamiast wody pił słabe piwo. Często się kąpał. Zmarł w wieku 70 lat.
KRÓLOWĄ WYPEŁNIA SŁODYCZ
Brytyjska królowa Elżbieta I na żadnym ze swoich portretów się nie uśmiecha. Śmiech nie przystoi monarchini, jest uznawany za wulgarny. Ale być może jest także inna przyczyna?
W 1597 roku francuski ambasador po spotkaniu z 64-letnią królową zauważa, że "jej zęby są bardzo żółte i nierówne", a w szczęce widać spore ubytki. "Gdy szybko mówi, bardzo trudno ją zrozumieć". Rok później niemiecki poseł zapisze w raporcie, że zęby królowej są czarne. Dodaje, że to "defekt, który pojawia się u Anglików zapewne wskutek nadmiernego spożywania cukru".
Niemiecki poseł z pewnością ma na myśli królewski dwór. Cukier jest w cenie złota, poddani królowej z pewnością nie jedzą go na co dzień. Nawet w królewskiej kuchni dodaje się go jak bezcenną przyprawę tylko do niektórych, najbardziej wystawnych potraw.
Co innego królowa, Elżbieta I uwielbia słodycze. Kuchnia codziennie przygotowuje dla niej porcję łakoci z masy składającej się z jaj, cukru i żelatyny. Masę można dowolnie formować, barwić, dodawać do niej orzechy, migdały, rodzynki... Królowa zajada się także potrawą o nazwie leach. To słodkie kostki robione z mleka, cukru i wody różanej. Nie pogardzi także formowanym w różne kształty i bogato zdobionym marcepanem oraz pierniczkami z dodatkiem imbiru.
Zawsze nosi przy sobie torebkę z łakociami. Jej usta niemal bez przerwy wypełnia słodycz. Podobno cukru używa nawet jak proszku do czyszczenia zębów.
Nie jest rannym ptaszkiem, po przebudzeniu staje przy oknie swojej sypialni i nasłuchuje rozmów, które dochodzą z ogrodu - Elżbieta I na portrecie z 1588 r.
*
Nie zawsze Elżbieta straszyła gości potwornym stanem swoich zębów. Gdy w 1558 roku objęła tron po ojcu Henryku VIII, miała 25 lat. Szczupła, wysoka, zgrabna, z pięknymi dłońmi i rudozłotymi, lśniącymi włosami - nawet ci, którzy jej nie lubili, uznawali ją za przystojną.
17 listopada, w dniu jej koronacji, Londyn bije w dzwony. Pije, śpiewa i tańczy. Niebo rozświetlają płomienie tysiąca ognisk. Na drewnianych barierkach wzdłuż ulic wiszą gobeliny i aksamity, okna domów zdobią kolorowe chorągiewki. Co kilkaset metrów na zbitych z drewna podestach aktorzy odgrywają scenki rodzajowe sławiące cnoty nowej królowej, promujące jedność i zgodę, czas i prawdę (jej uosobieniem jest Elżbieta trzymająca w dłoniach Pismo Święte). Wszędzie rozbrzmiewa muzyka.
Elżbieta pięknie wygląda w złotej sukni obszytej gronostajami. Przemierza miasto w lektyce posypanej złotym brokatem i wyściełanej białą satyną. Co jakiś czas rozkazuje zatrzymać lektykę, by odezwać się do poddanych lub pozdrowić ich słowami: "Niech Bóg was wszystkich wynagrodzi". Potem przesiada się na konia, w końcu macha do poddanych ze złotej łodzi, którą płynie po Tamizie. Kronikarze notują: "Jeśli ktoś w ogóle posiadał dar zdobywania serc ludu, to z pewnością obdarzona nim była Elżbieta".
Nie wszystkim się to podoba. Arystokracja uznaje, że królowa jest zbyt pobłażliwa dla prostego ludu, przekroczyła granice powagi i dobrych obyczajów. Ale Elżbieta wie, co robi. Po swojej starszej siostrze Marii odziedziczyła królestwo w złym stanie. Anglia jest podzielona - katolicy walczą z protestantami. Skarbiec świeci pustką, bo Maria wciągnęła kraj w wyniszczającą wojnę przeciwko Francji i straciła port Calais, swoją ostatnią posiadłość na francuskim brzegu. Dworzanie powtarzają: "Królowa biedna, królestwo wyczerpane, lud zdemoralizowany".
Elżbieta wie, że lud musi się stać jej sojusznikiem, musi ją pokochać. Wierzy, że jej obowiązkiem jest roztaczać wokół siebie atmosferę przepychu, jak słońce ogrzewać blaskiem swoich poddanych i tak zdobywać ich wierność. Wciąż powtarza: "Nie żyję w ukryciu. Tysiące oczu obserwują wszystko, co robię".
Powszechnie wiadomo więc, że królowa:
? rzadko przyjmuje gości wczesnym rankiem, bo nie jest rannym ptaszkiem;
? często budzi się późno, staje przy oknie swojej sypialni i nasłuchuje rozmów, które dochodzą z ogrodu;
? bardzo dba o urodę, kąpie się przynajmniej raz w tygodniu, najchętniej w wodzie o zapachu różanym;
? zęby czyści szczoteczką i szmatką, a usta przepłukuje płynem z rozmarynem lub cynamonem, żeby oddech był przyjemny;
? korzysta z nocnika ustawianego w przenośnym taborecie z wyściełanym, aksamitnym siedzeniem;
? ubieranie królowej zajmuje służbie co najmniej dwie godziny; najdłużej trwa wybieranie odpowiedniej sukni, pod którą trzeba nałożyć gorset i krynolinę. Na nogach nosi obcisłe jedwabne pończochy. Uwielbia je, mówi, że są "delikatne i śliczne";
? lubi perły;
? choruje rzadko;
? dba o ćwiczenia, codziennie wykonuje sześć, siedem gaillarde'ów, czyli żywiołowych francuskich tańców (najprostszy gaillarde składa się z pięciu energicznych kroków i podskoku);
? większość dnia zajmuje jej czytanie korespondencji, dyktowanie listów, spotkania z członkami Rady Królewskiej, popołudniami można ją spotkać na spacerze lub przejażdżce konnej po okolicy;
? kolacje jada sama, w swojej sypialni, głównie drób i białe pieczywo;
? lubi widzieć wokół siebie ładne buzie; jej damy dworu są piękne, a dworzanie bardzo przystojni.
*
Koniuszy królewski Robert Dudley jest wysoki i ma ciemne oczy. Przez dworzan przezywany jest "Cyganem". Przystojny i piekielnie inteligentny. Dwór plotkuje, że Elżbieta składa nocne wizyty w jego komnatach, że żona Dudleya choruje na płuca i królowa tylko czeka na jej śmierć, żeby poślubić swojego "Cygana".
Nic z tego. Elżbieta nie zamierza wychodzić za mąż, choć doradcy od lat ją do tego przekonują.
Nikt nie może zrozumieć tego uporu królowej. Dopiero niedawno naukowcy z kanadyjskiego Simon Fraser University odkrywają, że Elżbieta I nie mogła mieć dzieci. Cierpiała na tzw. zespół feminizujących jąder. Takie osoby mają jeden chromosom X i jeden Y, genetycznie są więc mężczyznami, ale mają rozwinięte piersi i czasem częściowo ukształtowaną pochwę. Macica i jajniki są szczątkowe. Historycy są niemal pewni, że królowa nigdy nie została przebadana ginekologicznie. Przed koronacją lekarze orzekli, że Elżbieta może zajść w ciążę, ale badanie oparli na analizie wyglądu, zachowań i astrologicznego horoskopu władczyni. Sprawdzili jej także puls i obejrzeli mocz. Nikt nie ośmieliłby się ją zapytać o menstruację.
W 1566 roku członkowie parlamentu przynoszą 33-letniej królowej petycję z prośbą, by w końcu wyszła za mąż. Elżbieta nie kryje wściekłości. Przypomina deputowanym, że to sprawa poufna i nie nadaje się do publicznego roztrząsania. Kilka tygodni później członkowie Izby Lordów znów naciskają. Skoro nie chce mieć męża, niech przynajmniej wyznaczy następcę tronu. Mają mocny argument - Elżbieta jest ostatnią z rodu Tudorów, gdyby coś jej się stało, pretensje do tronu z pewnością zgłosi jej kuzynka Maria Stuart. Katoliczka. Anglia znów pogrąży się w wojnie domowej między katolikami a protestantami.
Królowa odpowiada, że w najbliższym czasie nie zamierza umierać. Prosi, by na nią spojrzeli. Czy tak wygląda ktoś, kto wybiera się na tamten świat? Nie potrafi zapanować nad wzburzeniem. Jest wściekła na lordów. Księcia Norfolku nazywa zdrajcą, markizowi Northampton radzi, żeby pilnował własnych spraw. Nie może przeżyć, że przeciwko niej jest nawet jej ukochany Robert Dudley. Jak mogą lekceważyć jej zdanie? Cudzoziemiec na tronie Anglii z pewnością wplącze królestwo w niebezpieczne sojusze. Czy zapomniał już o jej siostrze Marii, która wyszła za Hiszpana Filipa II i wplątała Anglię w wojnę z Francją?
A Anglik u boku Elżbiety? Jeszcze gorzej! Wrogowie królowej natychmiast skupiliby się wokół niego. Czy Dudley i inni lordowie nie potrafią tego zrozumieć?
Królowa zwołuje wszystkich do sali tronowej i lodowatym głosem oznajmia: "Ja jestem waszą królową, pomazańcem bożym. Nigdy niczego nie zrobię pod przymusem". Obiecuje, że być może kiedyś wyznaczy następcę tronu, ale na pewno nie na żądanie stojących niżej od niej, bo "byłoby straszne, gdyby stopy rządziły głową".
A więc dobrze, niech tak będzie - lordowie poddają się. Ciało Elżbiety to ciało Anglii, a stabilność państwa niech zależy od dobrostanu królowej. Niech powstają sztuki, wiersze i obrazy podtrzymujące mistyczny wizerunek władczyni, jej urodę i mądrość. Niech będzie czysta i nieosiągalna. Niech się stanie Królową Dziewicą, uosobieniem Anglii.
*
Królowa Dziewica cierpi z powodu miłości do cukru. W grudniu 1578 roku dokucza jej ból zęba. Medycy radzą, żeby go usunąć, ale Elżbieta odmawia, bo boi się zabiegu. Otuchy dodaje jej John Aylmer, biskup Londynu. Na jej oczach pozwala sobie wyrwać ząb, choć ma ich już niewiele.
W 1588 roku umiera Robert Dudley. Królowa nie może pogodzić się z tą stratą, popada w depresję. Coraz rzadziej pojawia się publicznie, zamyka się w swoich komnatach. Krąży po sypialni na bosaka, z mieczem w dłoni, zadając ciosy postaciom na gobelinach. Nie kąpie się, przez wiele tygodni nie zmienia ubrań. Słodycze to jej jedyna przyjemność.
Elżbieta starzeje się, siwe, wypadające włosy musi zakrywać peruką. Zmarszczki na twarzy i ślady po ospie maskuje białą ołowianą maścią i pudrem. Ołów jeszcze bardziej niszczy skórę, czyniąc ją szarą i bardziej pomarszczoną. A więc jeszcze więcej białej, ołowianej maski podczas publicznych wystąpień. Z czarnymi, wypadającymi zębami i cuchnącym oddechem nic nie można zrobić.
Elżbieta I żąda, by portretować ją tylko jako młodą dziewczynę z bujnymi rudymi lokami. Jej suknie ozdobione są mnóstwem klejnotów, by odwracać uwagę od twarzy. Ze swojej sypialni rozkazuje wynieść wszystkie lustra. Nie chce patrzeć na swoją starość. Nikt poza zaufanymi damami dworu nie może jej widzieć w tym stanie.
W 1599 roku Robert Devereux, hrabia Essex, niechcący łamie zakaz i wpada do sypiali królowej. Widzi starą kobietę w prostej koszuli nocnej, z twarzą pooraną zmarszczkami i niemal łysą głową, z kosmykami włosów wiszącymi wokół uszu. Za tę zuchwałość hrabia Essex płaci życiem. Zostaje oskarżony o zdradę i ścięty.
Czarne zęby nie odstraszają jednak dworzan. Wręcz przeciwnie - stają się oznaką statusu. Najpierw damy dworu, potem arystokraci, a nawet klasa średnia malują zęby na czarno. Na znak bogactwa albo niespełnionych aspiracji.
Królowa już nie dba o zęby, woli je usuwać. Pod koniec życia nie ma ich już prawie wcale. Aby zatuszować zapadające się policzki, wypełnia braki w szczęce wkładką z bawełnianej tkaniny. Ropiejące rany wywołują zakażenie, owrzodzenie i obrzęk gardła. Elżbiecie trudno oddychać, ale nie chce się położyć do łóżka. Powtarza, że gdy to zrobi, już więcej nie wstanie. Całe dnie spędza w pozycji siedzącej, na poduszkach ułożonych na podłodze. W końcu opada z sił. Damy dworu przenoszą ją do łóżka. Królowa nie odzyskuje już sił, umiera 24 marca 1603 roku, w wieku 70 lat.
TWOJA CHUDOŚĆ MNIE ZABIJA
W XVII wieku cała Europa patrzy na Francję, w której panuje Ludwik XIV, zwany Królem Słońce. W 1682 roku wprowadza się do Wersalu. Pałac staje się wzorem dla reszty Europy - wieczorami płonie w nim 100 tysięcy świec, ozdabiają go meble ze srebra, obrazy, gobeliny i dywany. Król Słońce dba, żeby jego 10 tysięcy dworzan nigdy się nie nudziło. Urządza im polowania, maskarady, koncerty, bale, wystawia sztuki teatralne, opery i balet. Udział we wszystkich wydarzeniach był obowiązkowy - nieobecni narażają się na utratę królewskich względów. Nikt nie może opuścić Wersalu bez zgody króla. Złota klatka.
*
Według kronik mały Ludwik rodzi się z dwoma siekaczami. W liście z 1638 roku Hugo Grotius (1583-1645), słynny jurysta ze Zjednoczonych Prowincji (dzisiejsza Holandia), zaświadcza o żarłoczności dziecka i mamkach, którym dokucza ból piersi rozrywanych na kawałki przez uzębionego delfinka.
Ludwik XIV praktycznie nie rozstaje się ze słodyczami, szczególnie lubi przyrządzane specjalnie dla niego pralinki. Służący noszą za nim koszyki wypełnione łakociami.
Wzorem swojego króla cały Paryż pławi się w słodkościach. Co nie jest już niemożliwe, bo cukier płynie statkami z amerykańskich kolonii, jest go dużo i wielu poddanych może sobie na taki luksus pozwolić. Zajadają się ciastkami, kremami, leguminami, popijają je słodzonymi kompotami i syropami.
Ludwik XIV zajada się ciastkami, kremami, leguminami, popija je słodzonymi kompotami i syropami. Naśladuje go dwór, a wkrótce większość Europy - portret króla pędzla Hyacinthe'a Rigauda z roku 1701 r.
W wydanej w 1676 roku "Farmakopei królewskiej" Moyse Charas, francuski aptekarz, zauważa gwałtowny wzrost ilości masła i cukru we francuskiej kuchni. Martin Lister, angielski lekarz i ginekolog, odwiedza miasto w 1698 roku. Był tutaj kilka lat wcześniej i teraz zauważa zmianę - paryżanie przytyli. W pamiętniku z podróży zapisze: "Ze szczupłych i chudych zamienili się w tłustych i tęgich".
Roger de Piles, francuski pisarz i malarz, twierdzi, że ludzie sami są sobie winni. Oskarża: "Główną przyczyną, dla której dzisiejsi ludzie różnią się od starożytnych, jest gnuśność i nawyk życia bez ćwiczeń. Dlatego przeważają wypchane brzuchy, ociężałe z powodu stale odkładanego cukru, nogi odmięśnione i ramiona stale zachowujące piętno bezczynności".
Cukier zmienia kanon urody. Komu się powodzi, jest gruby, ale ukryta tęsknota za wysportowanymi ciałami starożytnych nie pozwala być jednak zbyt tłustym. Idealnie jest być "przy tuszy", czyli zachować równowagę między otyłością a chudością. Kobieta powinna mieć "kształty obfite", tylko wtedy może być uznana za piękną. O mężczyznach "przy tuszy" mówi się: "nadzwyczaj dobrze zbudowani co do swej postaci". Chudymi się pogardza - są "lichej postury". W domyśle - biedni.
Markiza de Sevigné w listach rozpacza nad brakiem urody swojej córki. Pisze do niej z wyrzutem: "Twoja chudość mnie zabija", "Myśli o tym, jak wychudłaś, moje serce nie może znieść". Albo: "Mój Boże, jak ja nienawidzę tej Twojej chudości". Radzi się przyjaciół, pyta lekarzy, chce, żeby jej córka była "tłusta", ale nie "opasła". Bo nadmierna otyłość wciąż jest jednak brzydka.
Paryskiego aktora Montfleury'ego można oglądać w spektaklach wystawianych w Hôtel de Bourgogne. Świetny aktor, niestety okrągły - śmieje się z niego Molier, a Cyrano de Bergerac pisze liścik: "Same pańskie nogi i głowa przez swój ogrom tak doskonale wpisują się w ogólną pana kulistość, że przypominasz pan już tylko piłkę".
Trudno utrzymać odpowiednią tuszę, ale kobiety mają swoje sposoby. Po Paryżu krąży przepis na odchudzanie, jaki stosują wenecjanki i neapolitanki. Trzeba kupić orzechy kokosowe, migdały, pistacje, orzechy piniowe, pestki melona, mięso kuropatw i kapłonów. Rozgnieść to wszystko razem na miazgę i dodać cukru, aż uzyska się coś w rodzaju słodkiego marcepanu. Każdego ranka należy zjadać kawałek tego specjału i popijać cypryjskim winem.
*
W magnackich i szlacheckich dworach w Polsce furorę robi książka kucharska "Moda bardzo dobra smażenia różnych konfektów i innych słodkości, a także przyrządzania wszelakich potraw, pieczenia chleba i inne sekreta gospodarskie". Anonimowy autor, zakochany w cukrze, poleca go stosować w przepisach na dania rybne, mięsne i warzywne, dodawać do sosów. O słodyczach są tu osobne rozdziały poświęcone "Tortom różnym", "Z pigw rzeczom różnym", "Ciastom różnym francuskim pieczonym i tretowanym", "Pierniczkom i kołaczkom różnym" oraz "Biszkoktom różnym".
W sumie około 150 przepisów na słodycze i słodkie ciasta. Można więc zrobić ciasto z samego cukru i imbiru, bułki wyłącznie z cukru i soku porzeczkowego, cukier "lodowaty" i "dęty" albo masę cukrową, z której da się ulepić, co tylko się chce. W cukrze można podawać brzoskwinie, morele, cytryny, śliwki, jabłka i wiśnie albo zalewać je gęstym syropem.
Magnaci zatrudniają cukierników. Szkoleni we Francji zarabiają fortunę - 12 dukatów miesięcznie, co daje 216 złotych. Para butów kosztuje wtedy 3 złote, tyle samo, ile funt cukru.
Żadna wystawna uczta nie może się już obejść bez instalacji z cukru, która teraz zajmuje środek stołu. Może to być cały ogród z kolorowej masy cukrowej albo ulica z kamienicami, karocami i cukrowymi postaciami, albo scena z baśni z rycerzami, smokami, lwami, syrenami i innymi bestiami. Obok małe karafki z konfiturami z porzeczek, agrestu, śliwek. Na talerzykach gruszki w cukrze smażone, migdały cukrem białym oblewane, różne masy cukrowe ze śmietany, np. w kształcie arbuzów. Obok galarety z rosołu mięsnego i cukru biszkokty, makaroniki, pierniczki.
Ksiądz Jędrzej Kitowicz w "Opisie obyczajów" pisze: "Takie cukry zajmowały środek stołu na pięć ćwierci łokcia [około 75 centymetrów - przyp. aut.]; na reszcie pozostałego placu stawiano potrawy i talerze do jedzenia". Zwykle rosół, barszcz, sztuki mięsa i bigos, gęś gotowaną ze śmietaną i grzybami, zasypaną kaszą perłową, flaki zaprawione szafranem, cielęcinę, drób, bażanty, baraninę z czosnkiem, prosięta, nogi wołowe w galarecie, wędzonki wołowe, baranie i wieprzowe. Do tego przyprawy: migdały, goździki, gałka muszkatołowa, imbir, pieprz, pistacje, miód i cukier do smaku. Dalej: kiełbasy, kiszki nadziewane ryżem, zające, sarny, jelenie, dziki, przepiórki, kuropatwy. Z warzyw: marchewka, pasternak, rzepa, buraki, biała kapusta.
Obowiązuje zwyczaj "zastaw się, a postaw się", więc misy muszą być czubate. Na stole między mięsami piętrzą się tarty i ciasta francuskie, raczej na słono, "lepsze od klusków i pierogów".
*
O ucztach Jędrzej Kitowicz pisze: "Panowie tak w domach, jak na publicznych miejscach przebywając kochali się w wielkich stołach, dawali sobie na publice nawzajem obiady i wieczerze; do tych zapraszali przyjaciół, obywatelów, wojskowych i sędziackich; w domach zjeżdżali się do nich pobliżsi sąsiedzi; rzadki był dzień bez gościa; częste biesiady z tańcami i pijatyką. W całym kraju pędzono życie na wesołości i lusztykach, wyjąwszy małą garsztkę skromnych w napoju".
Trzeba pić do utraty przytomności. Gospodarz jest dopiero wtedy zadowolony, gdy od służących słyszy, z?e nie ma gos?cia, który w czasie jego uczty nie zwalił sie? z nóg - uczta u Radziwiłłów, obraz Aleksandra Orłowskiego
Już przy drugim daniu, to jest od pieczystego, gospodarz pił z dużego kielicha zdrowie honorowego gościa. Honor kazał gościowi odwzajemnić szybko toast kielichem o nie mniejszej objętości. Gospodarz musiał zauważyć wszystkich gości, a goście odwzajemnić toast. Potem pito zdrowie grupowo: za szlachcianki, zakonników, oficerów, a na końcu za całe towarzystwo. Przed pijaństwem nie było obrony. "U niektórych panów - pisze ksiądz Kitowicz - lokaje, hajducy, węgrzynkowie, mieli rozkaz raz na zawsze podczas uczty pilnować, kto nie wypił, aby mu dolano. (...) Trafiało się i to, że komu trunku aż po dziurki pełnemu nagle gardło puściło i postrzelił jak z sikawki naprzeciw siebie znajdującą się osobę, czasem damę po twarzy i gorsie oblał tym pachnącym spirytusem, co bynajmniej nie psuło dobrej kompanii".
Nie psuło, bo trzeba pić do utraty przytomności. Gospodarz jest dopiero wtedy zadowolony, gdy od służących słyszy, że nie ma gościa, który w czasie jego uczty nie zwalił się z nóg.
Rano na kaca pija się herbatę z mlekiem - albo bez - ale zawsze z cukrem. Potem wódkę gdańską, cynamonkę, dubelt-hanyż, ratafię i krambambulę. W przerwach kosztuje się konfitur albo piernika toruńskiego, sucharków cukrowych. I znowu wódka.
W szlacheckich dworkach zamiast drogich wódek gdańskich stoi gorzałka przepalana, domowej roboty, spożywana z konfiturami smażonymi w miodzie, pierniczkami i słodkimi sucharkami. Do obiadu piwo i wino. Wieczorem także.
Gdy modna staje się kawa, wypiera poranną herbatę. Ale dosypuje się do niej jeszcze więcej cukru. "Kawa - według księdza Kitowicza - od ludzi majętnych przeszła nareszcie do całego pospólstwa, podniosły się po miastach kafenhauzy. Szewcy, krawcy, przekupnie, przekupki, tragarze i najostatniejszy motłoch udał się do kawy. Nie była już wtenczas droga. Za sześć groszy miedzianych dostał filiżanki kawy z mlekiem i cukrem".
*
W elżbietańskiej Anglii smak słodyczy to przywilej królów i arystokracji. Sto lat później Europa czyta o zaletach cukru: miły w smaku, zadowoli każdego, zbawienny jako lekarstwo; połączony z wodą i ogrzewany daje syropy, połączony z winem - krzepi, w połączeniu z mąką daje ciasta, kremy i galaretki, z owocami - konfitury, marmolady, owoce kandyzowane. Jest przyprawą uniwersalną, która niczemu nie szkodzi, a zastosowanie cukru zależy tylko od gustu narodów i jednostek. Kto chce, może spróbować. Słodyczy mogą zaznawać już nie tylko królowie.
Jak to się stało, że Europa w sto lat tak bardzo uzależniła się od cukru?