WSTĘP. NIEBYT
Nie było jej na mapach długo. Bardzo długo. I nawet miejscowi nie wiedzieli, że jest. Byli stąd, a to wystarczało. Coś ich łączyło z tymi, co mieszkali w osadzie po drugiej stronie góry, a z tymi z odległych ziem już nie. Byli Slovni[1*] - "mówiący tymi samymi słowami" - i Némci - "niemi, [...] których nie sposób zrozumieć[1]. Ale poczucia wspólnoty ani państwa długo nie było.
Cała ich tożsamość została nakreślona słowami. Wielu Słoweńców, mając w pamięci wyuczone w szkole formułki, początek swoich dziejów umiejscawia na przełomie wieków dziesiątego i jedenastego, gdyż tak datuje się zabytki fryzyńskie, czyli najstarszy dokument spisany w języku Słowian alpejskich. Przez rodzimych badaczy traktowane są jako najstarszy zachowany tekst słoweński. Historycy starszego pokolenia twierdzą, że historia ich narodu zaczyna się od Karantanii - jednego z pierwszych państw słowiańskich, które istniało właśnie na terenie dzisiejszej Słowenii w siódmym wieku. Ich tezę chętnie powtarzają Słoweńcy o poglądach nacjonalistycznych. Opowieść o nim traktują jako mityczny początek swojego kraju, jej granice jako pierwszy jego zarys, a księcia Waluka uznają za pierwszego słoweńskiego władcę[2]. Współcześni badacze za początek kreślenia słoweńskiej tożsamości narodowej uznają dopiero wiek szesnasty, gdy powstała pierwsza napisana po słoweńsku książka. Jej autora, protestanckiego duchownego Primoža Trubara, uważa się dziś za ojca literackiej słoweńszczyzny, który dał podstawy dalszej emancypacji narodowej[3].
Słowenia położona w trójkącie bermudzkim narodów, na styku kultur germańskiej, romańskiej, słowiańskiej i węgierskiej, zupełnie niesłusznie czasem przypisywana do Bałkanów, przez wieki była podzielona i podległa Habsburgom, Węgrom oraz Republice Weneckiej. W międzyczasie przez siedem lat rządził tu Napoleon, który na zdobytych ziemiach utworzył Prowincje Iliryjskie. Wprowadził kodeks nadający wolność obywatelom oraz zezwolił na posługiwanie się językiem ojczystym. Francuska myśl rewolucyjna wpłynęła na dalszy rozwój słoweńskiej tożsamości narodowej. Po pierwszej wojnie światowej Słowenia weszła w skład Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców (w 1929 roku przemianowanego na Królestwo Jugosławii), a po zakończeniu drugiej wojny światowej stała się częścią Federacyjnej Ludowej Republiki Jugosławii (od 1963 roku Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii). Niepodległość ogłosiła w 1991 roku.
Dzisiejsza Słowenia jest zlepkiem wszystkich tych światów. Ślady historii dostrzec można w różnych elementach dziedzictwa kulturowego: w architekturze miast, miasteczek i wsi, w obyczajach, mnogości dialektów i mentalności jej mieszkańców. Wystarczy wsłuchać się w język danej społeczności, by odgadnąć przeszłość regionu - na pograniczu z Węgrami wyłapać słowa pełne mocnych umlautów, w Lublanie wiele zapożyczeń z niemieckiego, a na Pomorzu italianizmy.
Co ciekawe, język słoweński, którym posługuje się niespełna dwa i pół miliona osób[4], ma aż czterdzieści sześć narzeczy. Dialekty różnią się na tyle, że potrafią utrudnić komunikację rozmówcom pochodzącym z innych zakątków kraju. Zresztą nawet w sąsiednich wsiach ta sama rzecz może nosić odmienną nazwę. Na przykład ziemniak - po słoweńsku krompir - w słoweńskojęzycznym regionie Rosenthal w Austrii nazywany jest podzemeljska hrus?ka (podziemna gruszka), na zachód od Mariboru w narzeczu juz?nopohorskim używa się słowa repa, ale już na południowo-wschodnim krańcu obszaru tego narzecza ziemniak to bob. A w dolinie Resia (Rezija) we włoskich Alpach, gdzie wciąż żyją Słoweńcy, mówi się kartufla, od niemieckiego die Kartoffel. Ta często goszcząca na stołach bulwa doczekała się w języku słoweńskim aż dwudziestu określeń[5].
Słowenia, mimo powierzchni liczącej nieco ponad dwa tysiące kilometrów kwadratowych, zaskakuje także zróżnicowaniem geograficznym. Dokładnie tutaj stykają się dwie strefy klimatyczne, podzwrotnikowa i umiarkowana. Patrząc na mapę, widzimy i góry, i morze, i równiny - ściśnięte blisko siebie, jakby ktoś akurat w tym miejscu zgiął fragment planu powstającego świata. Słowo "różnorodność" dobrze opisuje Słowenię. Jedność w jej przypadku to wyjątkowo kruchy i iluzoryczny konstrukt, bardzo często słabszy niż lokalność. Wielu Słoweńców na pytanie "Skąd jesteś?" z dumą poda nazwę konkretnego miejsca, choćby było prawie nikomu nieznane.
Słoweński krajobraz zaskakuje i urzeka swoją różnorodnością. Na zdjęciu Alpy Kamnickie
Pamiętam, jak w ciepły wiosenny wieczór w 2022 roku rozmawialiśmy ze znajomym o wojnie w Ukrainie, przegranej w wyborach dotychczasowego słoweńskiego premiera Janeza Janšy i nadziei na lepsze jutro w kraju po słonecznej stronie Alp. Mój kolega zamyślił się i po chwili oznajmił pół żartem, pół serio:
- Myślę, że gdyby wojna wybuchła u nas, nagle okazałoby się, że każdy jest ze swojej wsi, miasteczka, że nie będzie bronił kraju, bo co to jest ta "Słowenia"? Tutaj, w tej wsi jest moja ojczyzna. Ale na szczęście nie wybuchnie, bo prawie nikt nie potrafi wskazać jej na mapie - dodał ze śmiechem.
Uśmiechnęły się także panie przy sąsiednim stoliku.
Kilka tygodni później w jednym z lublańskich muzeów wraz z moim chłopakiem przypadkowo poznaliśmy Szwajcara o polskich korzeniach. Pomiędzy oglądaniem dokumentu o najbardziej znanym słoweńskim architekcie a sprawdzaniem wygody zaprojektowanych przez niego krzeseł moi towarzysze wycieczki porównywali słoweński, polski i szwajcarski patriotyzm. Zgodzili się, że w Słowenii nie ma hurrapatriotyzmu. Owszem, ludzie chętnie opowiadają o swoim kraju cudzoziemcom, ale nie porywają się na wielkie słowa, nie wychwalają swojej ojczyzny pod niebiosa. Tego - stwierdziliśmy zgodnie - zarówno Polacy, jak i Szwajcarzy mogliby się od Słoweńców uczyć.
W kraju tak długo pozbawionym państwowości wykształciły się liczne mity narodowotwórcze. Wspomnianego protestanckiego duchownego Primoža Trubara nazywa się ojcem narodu, a o romantycznym poecie France Prešernie mawia się, że wskrzesił Słowenię. Zakorzenione są tu takie legendy jak ta o przemytniku soli Martinie Krpanie, który pokonał olbrzyma nękającego Wiedeń, albo historia o dobrym królu Matjažu. Schował się on w jaskini przed innymi zazdrosnymi władcami, ale wróci na świat, by wyplenić z niego całe zło, gdy jego broda dziewięć razy owinie kamienny stół, przy którym zasiadł[6].
Z biegiem historii świat nieuchronnie się ujednolica. W wielu miejscach globalizacja osłabia kultury lokalne, ale w Słowenii tradycja to nie echo przeszłości pamiętanej jedynie przez najstarszych, lecz wiecznie żywa materia z dumą pielęgnowana przez kolejne pokolenia. Kalendarze Słoweńców wypełniają rozmaite obchody: karnawału, powitania wiosny, dnia Świętego Marcina. Jak mówi słoweńskie porzekadło, če zapustiš praznike, zapustijo prazniki tebe, jeśli pominiesz święta, święta pominą ciebie. Siłę tego powiedzenia zrozumiałam, gdy znalazłam się wśród chmary radosnych Słoweńców w każdym wieku na pochodzie karnawałowym w liczącej zaledwie około dwustu trzydziestu mieszkańców Drežnicy.
"Z dumą mogę powiedzieć: jestem Słoweńcem! Jestem Słoweńcem!"[7] - brzmią słowa popularnej piosenki ludowej. Kiedy ją słyszę, przed oczami jawi mi się chłopak kochający wieś, w której się urodził. Jeździ tam na każde święta, a na obchody karnawału czeka cały rok. Jest dumny z miodu od słoweńskich pszczół. Nie omieszka wspomnieć, że najstarsza winorośl na świecie rośnie w Mariborze, a ponad wszystko ceni wino zrobione przez swojego ojca, które w plastikowych baniakach wozi do akademika, razem z walizką ubrań i laptopem. Pakuje też harmonię. Niektórym może się wydawać, że to instrument z zamierzchłych czasów, ale po całej Słowenii niesie się wygrywana na harmonii melodia do słów:
Gdzie piękniej jest niż w domu?
Słowenio, skąd Twoje piękno?
Pozdrawiamy cię z serca,
szczęśliwi jesteśmy tu w domu.
Słowenio, niech ci zaśpiewam pieśń[8].
O Słowenii mówi się, że to Szwajcaria po słonecznej stronie Alp. Po kryzysie uchodźczym z lat 2015 i 2016 pojawiło się także zgoła odmienne określenie - Zlovenija, neologizm utworzony ze słów zlo - zło i Slovenija - Słowenia. Pisząc tę książkę, starałam się uniknąć obu tych skrajności i spojrzeć z możliwie różnych, także nieoczywistych perspektyw. Do niedawna Słowenia była krajem znanym nielicznym, dla Polaków stanowiła przede wszystkim krótki odcinek drogi wiodącej na chorwackie wybrzeże, czasem nawet mylono ją z nieodległą Słowacją. W ostatnich latach staje się coraz popularniejszym kierunkiem podróży, a mimo to nadal mówi się i pisze o niej niewiele. Artykuły w większości skierowane do turystów wybierających się na wakacje rzadko opisują coś więcej niż jezioro Bled czy odmieńca jaskiniowego (po słoweńsku človeška ribica - "ludzka rybka"), endemiczny gatunek płaza żyjącego w jaskinie Postojna. I choć niewątpliwie warto zobaczyć Bled i Postojnę, to przecież Słowenia ma do zaoferowania o wiele więcej.
Ta książka to zapis moich doświadczeń, mozaika ludzkich historii i szereg obserwacji z ostatnich lat, podróży, które rozpoczęłam jeszcze jako studentka slawistyki, i dłuższych pobytów. Starałam się nakreślić szczery portret Słowenii, jaką poznałam. Choć spędziłam tu sporo czasu, nadal pozostaje ona nieco tajemnicza, wielowymiarowa, ciekawi i intryguje. Czy ją rozumiem? Jak stwierdził jeden z najbardziej znanych słoweńskich pisarzy Drago Jančar, Słowenia to "naprawdę najbardziej skomplikowany zakątek Europy. Nawet my, którzy tu żyjemy, nie potrafimy go zrozumieć"[9]. Ale ja, niezrażona, wciąż próbuję.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki