Słowenia. W krainie winnic, dzikiej przyrody i absolutnego zauroczenia - Aleksandra Zagórska-Chabros

Kup ebooka

49.99 zł
40.99 zł (40,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Idyl­liczny kraj?

Sie­dzimy z Bo­ja­nem na ka­mie­ni­sto-tra­wia­stym zbo­czu, w miej­scu zna­nym pod na­zwą Vzle­ti­šče Li­jak. To jedno z bar­dziej po­pu­lar­nych i ce­nio­nych star­to­wisk dla pa­ra­lot­nia­rzy w Sło­we­nii. My jed­nak tego dnia nie usku­tecz­niamy pa­ra­lot­niar­stwa. Po­goda, a do­kład­niej wiatr, ma dla nas inne plany.

- Wi­dzisz Olu, to, czego te­raz do­świad­czasz, na­zy­wamy "pa­ra­wa­iting". Cze­ka­nie to nie­odzowny ele­ment tego sportu.

Cze­ka­nie mi nie prze­szka­dza. Zwłasz­cza że kilka mi­nut wcze­śniej pod­ję­li­śmy próbę wy­star­to­wa­nia. Skoń­czyła się ona dla nas upad­kiem, na szczę­ście nie­zbyt groź­nym. Głów­nie ucier­piała moja duma oraz... ucho, z któ­rego wy­padł złoty kol­czyk. I to nie byle jaki kol­czyk. Był to pre­zent na pierw­szą ko­mu­nię. Przez tyle lat udało mi się go nie zgu­bić. Aż do tego dnia. Mimo wszystko hu­mory nas nie opusz­czają. Ale jak mo­żemy mieć zły na­strój, skoro je­ste­śmy w tak pięk­nym miej­scu? W dole, nie­mal u na­szych stóp Do­lina Vi­pavy z rzeką przy­po­mi­na­jącą nitkę, zie­lo­nymi łą­kami, mia­stecz­kami. Na prawo Nowa Go­rica, a za nią znaj­dują się już Wło­chy. Przed nami na ho­ry­zon­cie skrzy się Ad­ria­tyk. Jest nieco za mgłą, ale bez trudu można go do­strzec. Na­to­miast na lewo cią­gną się wyż­sze góry, które od pół­nocy od­gra­dzają Do­linę Vi­pavy. Bo­jan ko­lejno opi­suje mi co cie­kaw­sze ele­menty tego sie­lan­ko­wego kra­jo­brazu. Zna tę oko­licę jak wła­sną kie­szeń, w końcu lata nad nią re­gu­lar­nie. Pa­ra­lot­niar­stwo to nie tylko jego hobby, ale też praw­dziwa pa­sja - coś, co jest mu nie­zbędne do funk­cjo­no­wa­nia. Na moje py­ta­nie, czy żyje z tego, że lata z klien­tami w tan­de­mie, od­po­wiada:

- Nie, od czasu do czasu chęt­nie po­lecę z kimś ko­mer­cyj­nie, ale moja praca za­rob­kowa zwią­zana jest z czymś zu­peł­nie in­nym. Ba­łem się, że gdy la­ta­nie sta­nie się moim obo­wiąz­kiem, to stracę do niego serce.

Roz­ma­wiamy też o ży­ciu w Pol­sce i w Sło­we­nii. Bo­jan milk­nie i dłuż­szą chwilę pa­trzy w bez­kre­sną zie­leń przed nami, po czym stwier­dza:

- Pra­co­wa­łem w róż­nych kra­jach Eu­ropy, mia­łem też oka­zję miesz­kać przez ja­kiś czas w Chi­nach. I wiesz, że wszę­dzie tam mia­łem po­czu­cie, że się du­szę? Po czym wra­ca­łem tu, do Sło­we­nii i na­gle czu­łem, że znów żyję, że mogę od­dy­chać. Ta zie­leń, ta czy­stość po­wie­trza, te kra­jo­brazy. To jest moje miej­sce na ziemi. Nie chcę już miesz­kać ni­g­dzie in­dziej.

Z ra­cji tego, że cały czas złą­czeni je­ste­śmy uprzę­żami i sie­dzimy bar­dzo bli­sko sie­bie, to emo­cje, któ­rym na chwilę pod­daje się Bo­jan, prze­cho­dzą też na mnie. I czuję to samo wzru­sze­nie, które to­wa­rzy­szy temu pra­wie dwu­me­tro­wemu męż­czyź­nie o twa­rzy sma­ga­nej słoń­cem i oczach, w któ­rych tlą się iskierki, gdy tylko wspo­mina o pa­ra­lot­niar­stwie lub Sło­we­nii. Nie była to ani pierw­sza, ani ostat­nia tego typu roz­mowa, jaką prze­pro­wa­dzi­łam ze Sło­weń­cami pod­czas mo­ich licz­nych wi­zyt w tym kraju.

A czy w końcu udało nam się z Bo­ja­nem wy­star­to­wać? Tak! Po po­nad dwóch go­dzi­nach cze­ka­nia wiatr staje się na tyle sta­bilny, że mo­żemy wznieść się po­nad Do­linę Vpiavy. A wraz z nami kil­ku­na­stu in­nych pa­ra­lot­nia­rzy. Niebo nad do­liną oraz po­nad Vzle­ti­šče Li­jak wy­peł­nia się róż­no­ko­lo­ro­wymi glaj­tami[1]. Gdy znaj­du­jemy się w po­wie­trzu, Bo­jan od razu za­raża mnie swą ra­do­ścią do la­ta­nia i szybko za­po­mi­nam o moim lek­kim stra­chu przed wy­so­ko­ścią i ogromną, otwartą prze­strze­nią. Dzięki niemu i jego umie­jęt­no­ściom czuję się bez­tro­sko, a mój za­chwyt nad Sło­we­nią i jej miesz­kań­cami z każdą mi­nutą lotu się umac­niał. Bo tu na­prawdę można być szczę­śli­wym.

Ale czy na pewno? Czy ten idyl­liczny ob­raz Sło­we­nii nie jest tylko fa­sadą, za którą kryją się ta­kie same pro­blemy, jak wszę­dzie in­dziej? Uno­sząc się w po­wie­trzu, oczy­wi­ście nie mia­łam ochoty od­po­wia­dać na te py­ta­nia. Wtedy rów­nież te wąt­pli­wo­ści nie były w sta­nie prze­bić się przez wy­bu­chową wręcz mie­szankę emo­cji i ad­re­na­liny jaka we mnie bu­zo­wała. Ale na wszystko jest czas i miej­sce. Dla­tego wkrótce po­wie­dzia­łam: SPRAW­DZAM! I ta książka jest tego na­ma­cal­nym do­wo­dem. A za­tem, dro­dzy Czy­tel­nicy, roz­siądź­cie się wy­god­nie, bo za­bie­ramy Was w po­dróż po Sło­we­nii. W po­dróż, któ­rej prze­bieg za­sko­czył na­wet mnie.

SŁO­WE­NIA W LICZ­BACH

- 2,1 mln - liczba lud­no­ści

- 20 273 km? - cał­ko­wita po­wierzch­nia Sło­we­nii

- 212 - liczba gmin

- 46,6 km - dłu­gość li­nii brze­go­wej

- 43,9 lat - śred­nia wieku

- 78/83 lat - śred­nia dłu­gość ży­cia męż­czyzn/ko­biet

- 8,5% - pro­cent cu­dzo­ziem­ców w po­pu­la­cji Sło­we­nii

- 4% - po­ziom bez­ro­bo­cia

- 2024,03 ? - śred­nie, mie­sięczne za­robki brutto

- 24,64% - udział od­na­wial­nych źró­deł ener­gii

- 1093 - liczba wszyst­kich sło­weń­skich mu­zeów i ga­le­rii

- 3,3% - udział tu­ry­styki w PKB

- 2864 m n.p.m. - wy­so­kość Tri­glavu, czyli naj­wyż­szego sło­weń­skiego szczytu

- 556,8 m - śred­nia wy­so­kość nad po­zio­mem mo­rza

Dane ze­brane na pod­sta­wie: www.slo­ve­nia.info/en/plan-your-trip/facts-about-slo­ve­nia oraz www.stat.si.

[1] Pa­ra­lot­nia lub pa­ra­pet; na­zwa uży­wana w pa­ra­lot­niar­skim żar­go­nie.
Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki