Smakoterapia. Żyj, karm i kochaj. Dziecko - Iwona Zasuwa

Reflow text when sidebars are open.
Ta książka nie jest neutralnym poradnikiem, a osobistym zaproszeniem do zmiany.
Dawno, dawno temu jako świeżo upieczona mama wyruszyłam wraz z narodzinami mojego Syna w niezwykłą podróż pełną wyzwań, z której, jak wiadomo, nie ma powrotu. Ta nieuchronność i ciężar odpowiedzialności mogą wydawać się bardzo trudne do udźwignięcia, zwłaszcza gdy po raz pierwszy przychodzi się zmierzyć z rolą rodzica. Macierzyństwo, choć tak często lukrowane w opowieściach innych osób, przyniosło mi wiele wyzwań, lęków i nieprzespanych nocy. Był to jednak także potężny dar przemiany, który zaowocował nie tylko głęboką osobistą transformacją, ale i nową życiową rolą, sięgającą znacznie głębiej niż samo bycie mamą. Stało się podróżą do samej siebie.
Mimo trudności, które towarzyszyły nam od początku naszej wspólnej drogi, a może właśnie dzięki nim, narodziła się Smakoterapia. Bezpieczna przystań kulinarna dla mnie i moich czytelników mogła powstać, ponieważ zdobywałam zarówno wiedzę, jak i praktykę, zachłannie czerpiąc z wielkiej mądrości Wschodu i wiedzy Zachodu. Dziś staję tu przed Tobą niekoniecznie jako dietetyczka i pedagożka, a także stale edukująca się terapeutka medycyny chińskiej, łącząca perspektywę ciała, umysłu i ducha, ale przede wszystkim jako Mama. Staję przed Tobą jako rodzic, pokorny i absolutnie niedoskonały. Taki, który wiele przegapił, coś stracił, czegoś w porę nie zauważył, a potem zmagał się z poczuciem winy. Chcę Ci powiedzieć, że nie ma rodziców idealnych. Są tacy, którzy się starają, chcą być wystarczająco dobrzy, obecni, a błędy traktują jako część życia i własnego rozwoju.
Dlatego zapraszam Cię: żyj, karm i kochaj. Nie bez powodu w takiej kolejności. Jesteś najważniejszym elementem tej układanki, którą nazywamy rodziną. Dlatego zachęcam, mamo, tato, zacznijcie od siebie.
Człowiek jest dla mnie istotą wielowymiarową, nie da się go zredukować do samej fizjologii ani wyłącznie aspektów rozumu lub duchowości. Dietetyka i psychodietetyka uczą mnie patrzeć na dziecko przez pryzmat zarówno fizjologii, jak i psychologicznych aspektów odżywiania. Odżywianie, trawienie, mikrobiom, rytm dobowy, sen współtworzą fundamenty prawidłowego rozwoju, a psychodietetyka pomaga wcielić tę wiedzę w życie, tak by budować dobrą relację z jedzeniem. Razem pozwalają spojrzeć na apetyt, wybory żywieniowe czy niechęć do nowych smaków jako na obszary do zrozumienia i mądrego wsparcia. Pokazują stan współczesnej wiedzy, podają na tacy konkrety i porządkują rozumienie zdrowia.
Pedagogika i psychologia pokazują, jak ważne jest rozumienie etapów rozwoju dziecka, jak zmieniają się jego myślenie, emocje i potrzeby, żeby towarzyszyć mu tak, jak ono tego potrzebuje. Dziecko potrzebuje nie tylko dobrego jedzenia i zaspokojenia podstawowych potrzeb fizycznych, ale też emocjonalnych, czyli obecności, bezpieczeństwa, uważności i mądrego prowadzenia. Potrzebuje dorosłego, który pracuje nad sobą i dba o siebie, bo to on zawsze jest wzorem, jak traktować samego siebie i innych. Dziecku do rozwoju potrzebna jest "cała wioska" [Stein, Stańczyk 2015]. Rodzice, dziadkowie, ciocie i inni krewni, przyjaciele, znajomi oraz sąsiedzi. To jego planeta, z której zasobami, wspierającymi lub raniącymi, pójdzie w świat. To nasza sprawczość, nasza odpowiedzialność za to, z czym wejdzie w dorosłość.
Medycyna chińska uczy mnie patrzeć na człowieka całościowo, jako istotę będącą częścią większej całości, która doświadcza życia poprzez ciało, psychikę, ducha i relacje ze światem, a wszystkie te obszary wzajemnie na siebie wpływają. W medycynie chińskiej celem jest zawsze przywracanie harmonii, budowanie dobrostanu. Zamiast zatrzymywać się na pojedynczym objawie, szuka się zależności między środowiskiem, w jakim żyje dziecko (klimat, sposób odżywiania, ilość ruchu, poziom stresu, relacje itp.), a tym, jak trawi, sypia, jak przeżywa emocje. W TCM objawy są przede wszystkim informacją o określonych wzorcach działania organizmu, a nie zestawem symptomów, których chcemy się jedynie pozbyć. Taka perspektywa pozwala widzieć dziecko nie tylko przez pryzmat wyników badań czy siatek centylowych, ale jako niezwykłą, niepowtarzalną, jedyną w swoim rodzaju całość, z własnymi zasobami, wrażliwością i sposobem reagowania na świat.
Dla tych, którzy chcą lepiej rozumieć siebie i swoje dziecko, by wspierać jego dobrostan. Dla tych, którzy czują, że samo hasło "zdrowa dieta" to za mało. Wiedza, co jeść, niekoniecznie musi być skomplikowana, ale już to, jak sprawić, żeby dziecko chciało zdrowo jeść, może być trudniejsze. Dla tych, którzy szukają nie tylko przepisów, lecz także inspiracji, jak towarzyszyć dziecku w rozwoju na każdym etapie. Dla tych, którzy chcą zrozumieć, jak połączone są różne elementy, od fizjologii po emocje. Dla tych, którzy nie chcą wybierać między wiedzą Zachodu a mądrością Wschodu, lecz pragną czerpać z obu źródeł, ucząc się, co naprawdę służy dobrostanowi i równowadze.
I jeszcze jedno.
Kochany Rodzicu,
wiedz, że piszę z ogromnym szacunkiem w stosunku do Ciebie. Wiem, jak bardzo starasz się zrobić wszystko, co najlepsze, dla swoich dzieci. Wiem też, jak łatwo zgubić spokój wśród morza wykluczających się wzajemnie informacji. Nie musisz być idealny. Nie musisz wiedzieć wszystkiego. Nie musisz również zmieniać w swoim życiu wszystkiego.
Wystarczy, że jesteś.
Że się starasz.
Że szukasz.
Że kochasz i wspierasz swoje dziecko tak, jak potrafisz.
Że patrzysz i słuchasz uważnie.
Że chcesz zrozumieć.
Że uczysz się akceptować, iż dziecko zmienia się z każdym rokiem, i chcesz za nim nadążać.
Z takim podejściem jesteś wystarczający - tu i teraz.
Nie zapominając o sobie.
Do takiej drogi chcę Cię zaprosić.
Iwona Zasuwa
Smakoterapia
Ważne!
Choć oddaję w Twoje ręce wiedzę, doświadczenie i praktykę, ta książka nie zastępuje konsultacji lekarskiej, diagnozy ani pracy ze specjalistą. Ta książka jest zbiorem praktycznych inspiracji dotyczących dobrostanu, a nie podręcznikiem do samodzielnego diagnozowania czy leczenia. Odwołuję się zarówno do współczesnej dietetyki, pedagogiki, jak i do tradycyjnej medycyny chińskiej (TCM). Należy pamiętać, że pojęcia zaczerpnięte z TCM wywodzą się z medycyny tradycyjnej i nie należy ich utożsamiać z diagnozami ani metodami leczenia w rozumieniu medycyny zachodniej. W wielu sytuacjach uważna obserwacja, odpowiednie żywienie, uregulowanie rytmu dnia czy mądre wsparcie organizmu mogą być pomocne. Jednak w przypadku objawów chorobowych, wątpliwości dotyczących zdrowia dziecka, istniejących alergii lub chorób przewlekłych, a także przed rozpoczęciem jakiegokolwiek leczenia lub suplementacji konieczna jest konsultacja z lekarzem lub innym odpowiednim specjalistą. Autorka i wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje zdrowotne podjęte na podstawie treści książki bez takiej konsultacji.
Kochany Rodzicu, Mamo, Tato, nie ma ani odrobiny przesady w tym zdaniu. To ogromny przywilej i wielka odpowiedzialność być dla kogoś całym światem. Kiedy zostałam mamą, z pewnością podobnie jak Ty chciałam jak najlepiej dla swojego dziecka, ale nie zawsze potrafiłam i nie zawsze dawałam sobie radę. Za to wyjątkowo łatwo wpadałam w poczucie winy, że jestem niewystarczająca, że popełniam błędy, a odpowiedzialność bywała dla mnie przytłaczająca. Dlatego proszę, przeczytaj to, co piszę, na spokojnie i nie daj się własnym myślom postawić w stan oskarżenia.
Dla dziecka my, rodzice, jesteśmy całym światem. To przez pryzmat rodzica mały człowiek widzi siebie, innych ludzi i całą rzeczywistość. Wiesz co to oznacza? Małe dziecko patrzy na świat... naszymi oczami. Potrzebuje miłości i poczucia bezpieczeństwa znacznie bardziej niż idealnych posiłków, perfekcyjnych zabaw rozwojowych czy nieskazitelnie czystego domu. Miłość dziecko odczuwa nie z deklaracji, lecz z faktów: z tego, jak na nie patrzymy, jak do niego mówimy, czy jesteśmy obecni, gdy dziecko czegoś potrzebuje, czy umiemy je zauważyć także wtedy, kiedy nie robi nic wyjątkowego. Bezpieczeństwo nie polega na tym, że w domu nigdy nic trudnego się nie dzieje, ale na tym, że w obliczu trudności jest obok dorosły, który je widzi, nazywa i szuka rozwiązań, a także jest w stanie pomieścić w sobie wszystkie trudne dziecięce emocje.
Twoje dziecko nie potrzebuje rodzica doskonałego, niepopełniającego błędów, zawsze znającego najlepsze rozwiązania. Potrzebuje rodzica żywego, autentycznego, wystarczająco dobrego, obecnego, gotowego dostrzec własne ograniczenia i szukać pomocy, kiedy przestaje dawać radę.
Dla dziecka miłość rodzicielska nie jest uczuciem abstrakcyjnym, to konkrety. Bezwarunkowa miłość to nasze czyny, czas i obecność. To suma codziennych gestów, drobnych wyborów i powtarzanych komunikatów. Sposób, w jaki patrzymy na dziecko, jak reagujemy na jego płacz, złość, lęk, jak mówimy o nim do innych, jak traktujemy jego ciało i jego granice, buduje jego wewnętrzny obraz samego siebie: "jestem ważny" albo "jestem problemem".
Wierzę, że większość rodziców kocha swoje dzieci. Mimo to wiele osób dorasta w poczuciu braku miłości, szacunku, sensu życia. Miłość, której dziecko nie może doświadczyć w sposób dla niego czytelny, staje się niewidzialna. To właśnie dlatego tak ważne jest, by miłość nie ograniczała się do przekonania rodzica "przecież je kocham", lecz była widoczna w codziennych gestach: obecności, trosce o wspólny czas, gotowości do rozmowy, reagowaniu na emocje i sygnały płynące z ciała.
Miłość ma również wymiar fizyczny. Przytulaj jak najczęściej, głaszcz po włosach, weź za rękę, uklęknij przy małym dziecku, posadź na kolanach, wykonaj czuły gest wobec starszego dziecka. To bardzo ważne sposoby budowania bliskości i poczucia bezpieczeństwa. Ciało także uczestniczy w relacji. Czuły dotyk, akceptowany przez dziecko, może pomagać w regulowaniu napięcia i przekazywać prosty komunikat: "Jestem przy tobie". Czułość musi jednak iść w parze z poszanowaniem granic, bo dziecko może potrzebować przytulenia, a chwilę później przestrzeni. Może powiedzieć: "Nie chcę". Warto, aby od początku doświadczało, że jego ciało należy do niego i że bliskość można proponować, przyjmować, ale również jej odmawiać. Czasem najczulszym pytaniem będzie:
Czy chcesz, żebym cię przytuliła?
Dziecko musi mieć pewność, że jest kochane, także wtedy, gdy przeżywa trudne emocje, jest zmęczone, krzyczy, odmawia jedzenia albo ma gorszy dzień. Granice są częścią troski, bo pokazują małemu człowiekowi, że jest dla nas ważną osobą. Dziecko potrzebuje czuć, że dorosłe "nie" wynika z troski o jego bezpieczeństwo i dobro, a nie z odrzucenia czy złości. W budowaniu takiej relacji szczególnie bliskie są mi dwie ścieżki:
Porozumienie bez przemocy (ang. NVC - Nonviolent Communication)Sposób porozumiewania się opracowany przez Marshalla Rosenberga może być bardzo pomocny w budowaniu relacji nie tylko z dzieckiem. Istotą tego podejścia jest zrozumienie, że za każdym zachowaniem człowieka kryją się potrzeby. Zwykle nie różnimy się pod tym kątem (większość z nas ma zbliżone potrzeby), ale na poziomie zaspokajania owych potrzeb już tak. Bardzo polecam edukację własną w nurcie NVC oraz uczenie dzieci czterech kroków: obserwacji, nazywania własnych uczuć i emocji, rozpoznawania potrzeb oraz szukania konkretnych strategii (czasem będzie to prośba skierowana do drugiej osoby, czasem własne działania podejmowane, aby zaspokoić daną potrzebę).
Świadoma komunikacja pomaga tworzyć autentyczne, dobre relacje z dziećmi oraz osobami dorosłymi. Pomaga zrozumieć, że nie zgadzając się na wszystko, stawiając granice, nie negujemy osoby, nie przestajemy kochać, nie odrzucamy człowieka. Dlatego nie mówimy: "Jesteś leniwy!" (ocena osoby), ale nazywamy fakty ("Nie włożyłeś klocków z powrotem do pudełka"). Nie etykietujemy dziecka także wtedy, kiedy je chwalimy. "Jesteś mądry", "Jesteś zdolna", "Jesteś grzeczny" - takie określenia brzmią dobrze, ale wiążą sukces z obrazem samego siebie. W badaniach wykazano, że dzieci chwalone za inteligencję po porażce szybciej się poddawały i częściej uznawały, że po prostu nie są wystarczająco zdolne. Lepiej zauważać konkret: "Sam znalazłeś rozwiązanie", "Spróbowałaś inaczej", "Poprosiłeś o pomoc". Można też powiedzieć: "Jestem z ciebie dumna. A ty z czego jesteś dumny?". W ten sposób dziecko uczy się rozumieć własne działania zamiast budować obraz siebie, korzystając z etykiet podsuwanych przez dorosłych.
Dziecko uczy się przede wszystkim przez modelowanieNie rodzi się z wyobrażeniem, jak należy traktować siebie, swoje ciało czy emocje. Uczy się od Ciebie, widzi, jak o siebie dbasz, jak odpoczywasz, jak reagujesz, gdy jesteś zły albo smutny, jak mówisz o sobie, o swoim ciele, o innych ludziach. Jeśli chcesz nauczyć dziecko dbałości o siebie, jednocześnie konsekwentnie zaniedbujesz samego siebie, poświęcając się, przemęczając, to dziecko nie nauczy się troski, lecz poświęcenia. Jeśli powtarzasz, że warzywa są ważne, ale zjadasz byle co, stojąc przy blacie w kuchni albo w biegu, mały człowiek zapamięta to, co widzi zamiast Twoich słów. Gdy mówisz: "Słodyczy nie jemy codziennie", a praktyka temu przeczy i słodkie rzeczy pojawiają się przy każdej okazji (zwłaszcza kiedy wydaje Ci się, że nikt nie widzi), dziecko koduje właśnie ten wzorzec. Jego układ nerwowy rejestruje domowe rytuały, nawyki, atmosferę przy stole, Twoje sposoby radzenia sobie z wyzwaniami. Dziecko widzi i czuje znacznie więcej, niż dorosłym czasem się wydaje...
To samo dotyczy emocji. Jeśli udajesz, że wszystko jest w porządku, gdy czujesz gniew, rozżalenie, smutek, albo jeśli uśmiechasz się na siłę, dziecko odczuwa dysonans. Jego ciało wyczuwa napięcie, którego nie potrafi nazwać. Ponieważ wie, że coś się nie zgadza, uczy się bardziej ufać temu, co widzi na zewnątrz (uśmiech), niż temu, co czuje w środku (niepokój). Z czasem może przestać wierzyć własnym odczuciom. Rodzic, który stale zaprzecza temu, co dziecko wyczuwa, wprowadza zamieszanie i osłabia jego zaufanie do własnych odczuć ("nic się nie stało", choć wszystko się wali), tworzy świat iluzji. Dziecko żyjące w takim świecie może mieć słabszy kontakt z własną intuicją, większą trudność z ufaniem sobie i z rozpoznawaniem własnych stanów, ponieważ nauczyło się, że to, co czuje, jest mniej ważne niż to, co mówią dorośli.
Jeśli czytając powyższe, czujesz napięcie, wstyd albo pojawia się w Tobie myśl: "To o mnie", zatrzymaj się na chwilę. Wdech, wydech... To, że widzisz swoje zachowania, nie znaczy, że jesteś złym rodzicem - wręcz przeciwnie. Oznacza, że jesteś wystarczająco uważny, by zobaczyć, co realnie dzieje się między Tobą a dzieckiem. Poczucie winy rzadko prowadzi do trwałej zmiany. Częściej zamienia się w paraliż albo w zaprzeczanie: "Nie przesadzajmy, każdy tak robi". Odpowiedzialność to przyjęcie faktu, że Twoje wybory mają znaczenie. Odpowiedzialność nie odbiera Ci przecież prawa do bycia człowiekiem i uczenia się na własnych błędach.
Odpowiedzialność to również gotowość na wyznanie prawdy zrozumiałej i nieobciążające dla dziecka. To gotowość, by powiedzieć: "Napotykam teraz trudności i szukam rozwiązań. Nie martw się, znajdę sposób, chodzę do specjalisty (lekarza, terapeuty). Wiem, co robić, a jeśli czegoś nie wiem, to pytam". Tego typu komunikat jest zdrową alternatywą dla dwóch skrajności: zrzucania na dziecko własnych problemów lub udawania, że wszystko jest w porządku. Dziecko nie musi dźwigać Twoich lęków ani znać szczegółów Twoich problemów. Jeśli coś się dzieje, potrzebuje usłyszeć, że wolno mu to czuć (np. napięcie w domu), ale że to nie ono ma szukać rozwiązań. Tym zajmują się dorośli. Bywa, że rodzic, który sam jest przeciążony, chory, nieszczęśliwy, w dobrej wierze próbuje "przetrwać" w tym stanie latami, nie szukając pomocy. Mówi, że nie chce obciążać dzieci, ale to właśnie przedłużająca się bezsilność najbardziej je obciąża. Najtrudniejszy może być dla dziecka nie tyle pojedynczy kryzys, ile długotrwały chaos, nieustające napięcie i brak bezpiecznego oparcia w dorosłych. Zadbany dorosły ma zasoby, by obdarować dziecko uwagą, spokojem, radością, ciekawością świata, realną obecnością. Zaniedbany rodzic, nie z wyboru, lecz z przeciążenia, może mimowolnie przekazywać dalej cierpienie, ból, chaos. Najcenniejsze, co możesz podarować dziecku, to własne zdrowie (na tyle, na ile to możliwe), względne poczucie równowagi, uczciwość, gotowość do szukania wsparcia i udział w rozwiązywaniu problemów - zamiast udawania, że ich nie ma.
Proszenia o pomoc dziecko również uczy się od rodziców. Kiedy widzi dorosłego, który potrafi powiedzieć: "Nie wiem", "Nie potrafię tego zrobić", "Potrzebuję pomocy", "Zapytam kogoś, kto zna się na tym lepiej", odbiera ważną lekcję samodzielności. Dojrzałość nie polega na radzeniu sobie ze wszystkim samemu, lecz także na umiejętnym rozpoznaniu granic własnych możliwości i sięganiu po wsparcie wtedy, kiedy jest potrzebne. Warto, aby proszenie o pomoc było w domu czymś naturalnym. Dziecko powinno mieć pewność, że może przyjść do rodzica, kiedy czegoś nie rozumie, boi się, popełniło błąd, znalazło się w trudnej sytuacji albo zwyczajnie nie wie, co zrobić. Powinno też wiedzieć, że jeśli z jakiegoś powodu trudno mu zwrócić się do rodzica, może szukać wsparcia u innego zaufanego dorosłego.
Ogromne znaczenie ma również sposób, w jaki w domu mówimy o ludziach potrzebujących pomocy. Jeśli chcemy, aby dziecko kiedyś umiało powiedzieć: "Nie radzę sobie, potrzebuję wsparcia", trzeba oswajać je z wiedzą, że to normalne, że ludzie chodzą do psychologa, korzystają z terapii, proszą o poradę, potrzebują pomocy w nauce, czyli gdy czegoś nie rozumieją, nie wiedzą, zwracają się do innych ludzi.
Umiejętność proszenia o pomoc jest częścią naszej sprawczości. Człowiek sprawczy potrafi działać sam, szukać rozwiązań, korzystać z własnych zasobów, a kiedy to potrzebne, sięgnąć również po zasoby innych ludzi.
Dlatego Kochany Rodzicu, Mamo, Tato, dbaj o siebie! Szukaj pomocy, jeśli jest Ci ciężko. Nie bój się terapii, diagnoz, wizyt u specjalistów. Twoje dziecko potrzebuje Cię zdrowego na tyle, na ile to możliwe, silnego i choć odrobinę szczęśliwego.
Jesteś dla dziecka całym światem.
My, dorośli, bardzo często patrzymy na dziecko przez pryzmat własnych możliwości. Skoro ja potrafię zrozumieć argument, opanować się w stresowej sytuacji, zjeść wtedy, kiedy podają obiad, mimo że nie czuję dużego głodu, albo poczekać na deser, to oczekuję, że dziecko też będzie do tego zdolne, tylko trzeba je "nauczyć", "przekonać" albo "zdyscyplinować". To jest zupełnie naturalny, spontaniczny odruch: mierzymy dziecko miarą dorosłego, którym sami jesteśmy.
"Przecież mówiłam już tysiąc razy, że...", "On dobrze wie, co jest zdrowe, a i tak wybiera inaczej", "Ona na pewno robi to specjalnie", "W tym wieku to już powinien zrozumieć"...Za tymi zdaniami często stoi założenie, że dziecko ma podobne zasoby jak dorosły, że może nad sobą zapanować, przewidzieć skutki, odroczyć przyjemność, spojrzeć na sprawę z innej perspektywy. Problem w tym, że to założenie jest nieprawdziwe. Dziecko nie jest mniejszą wersją dorosłego, lecz organizmem podlegającym intensywnym zmianom na wielu poziomach. Jego mózg i układ nerwowy są na innym etapie dojrzewania niż u osoby dorosłej, a jego pojemność emocjonalna jest zupełnie inna. W pewnym sensie mały człowiek jest jak przybysz z innej planety, nie zna tutejszych norm, zasad, języka - wszystkiego musi się nauczyć, ale nie jest w stanie zrozumieć ani zrobić tego, do czego jego mózg i układ nerwowy jeszcze nie dojrzał. Dotyczy to nie tylko umiejętności chodzenia czy mówienia, ale także rozpoznawania i regulowania własnych emocji, czekania na swoją kolej, akceptowania zmiany planu lub czyjejś odmowy.
Kiedy zrozumiałam, że rozwój dziecka przebiega równocześnie w dwóch wymiarach - ilościowym i jakościowym - zmieniłam spojrzenie na wyzwania, jakie niesie ze sobą codzienna relacja z dzieckiem. Wymiar ilościowy dotyczy zmian, które łatwo zmierzyć: dziecko rośnie, przybiera na wadze, zmieniają się proporcje jego ciała, zwiększają się siła, wytrzymałość i zasób słownictwa. Z tego też powodu wraz z wiekiem zmienia się zapotrzebowanie na energię i składniki odżywcze. Ale to w wymiarze jakościowym obserwujemy to, co kluczowe: pojawiają się zasoby, do których dziecko do tej pory nie miało dostępu. W toku rozwoju mały człowiek traci część wcześniejszych, bardzo prostych sposobów reagowania, a zyskuje coraz bardziej zróżnicowany repertuar odpowiedzi: w myśleniu, emocjach, ciele, kontaktach z innymi. To właśnie sprawia, że dzieci potrzebują od nas, dorosłych, nie tylko miłości, ale również o ich rozwoju i zrozumienia jego etapów, po to, by nie wymagać od nich rzeczy niemożliwych. Nie oczekiwać od nich tego, czego oczekujemy od dorosłych, np. że malec pojmie skomplikowane metafory, sarkazm, zapanuje nad emocjami, zobaczy konteksty społeczne albo będzie w stanie sam się uspokoić.
Dziecko nie potrafi myśleć jak dorosły.
Stopniowo przechodzi od postrzegania świata głównie przez własne doświadczenie i bieżącą chwilę do coraz lepszego rozumienia przyczyn, skutków oraz perspektywy innych osób. Szczególnie w wieku przedszkolnym silnie dominuje to, co dziecko czuje i czego potrzebuje "teraz". Dlatego dziecko może znać jakąś zasadę, a mimo to nie umieć wcielić jej w życie, gdy jest zmęczone, głodne albo bardzo pobudzone. Kontrola impulsów, przewidywanie konsekwencji i zdolność czekania dojrzewają stopniowo.
W codziennych sytuacjach nie spiesz się z podawaniem dziecku gotowych rozwiązań. Jeśli dziecko ma już możliwości, by samo się zastanowić, zapytaj:
"Co możemy z tym zrobić?", "Masz jakiś pomysł?", "Czego jeszcze można spróbować?".Pozwól mu szukać, sprawdzać i zmieniać sposób działania. W ten sposób rozwija samodzielne myślenie i doświadcza własnej sprawczości: "Potrafię znaleźć rozwiązanie, a kiedy go nie znajduję, mogę poprosić o pomoc".
Dziecko stopniowo uczy się radzić sobie z emocjami.
Początkowo reaguje przede wszystkim poprzez ciało i działanie: płacz, krzyk, ruch, wycofanie, napięcie. Dopiero z czasem uczy się nazywać swoje stany, lepiej je różnicować i coraz bardziej świadomie korzystać z relacji z dorosłym jako źródła ukojenia i współregulacji.
Współregulacja oznacza, że dziecko, zanim nauczy się samodzielnie wracać do równowagi, potrzebuje obecności i wsparcia ze strony dorosłego, jego spokojnego tonu głosu oraz przewidywalności i stabilności. Dlatego także rodzic potrzebuje uczyć się rozpoznawać i regulować własne emocje. Kiedy dziecko się rozsypuje, spokój dorosłego pomaga mu wrócić do równowagi i uczy panowania nad napięciem.
W silnym pobudzeniu zwykle bardziej pomagają spokojny głos i obecność niż tłumaczenie. Można powiedzieć po prostu: "Jestem przy tobie. Chcesz, żebym została obok?". Kiedy napięcie zaczyna opadać, można wrócić do tego, co się wydarzyło, i pomóc dziecku nazwać emocję, zrozumieć, czego potrzebuje, oraz poszukać możliwych sposobów działania.
Rozwój tej umiejętności można zobaczyć jako pewien ciąg:
zauważam, co czuję ? potrafię to nazwać ? próbuję zrozumieć, co się wydarzyło ? rozpoznaję swoją potrzebę ? zastanawiam się, co mogę zrobić ? coraz częściej potrafię zatrzymać pierwszy impuls i zdecydować, co zrobięNa przykład: brat zabrał mi zabawkę ? czuję złość ? zaciskam pięści, robi mi się gorąco ? chcę odzyskać zabawkę i dalej się bawić ? zatrzymuję się, myślę, co mogę zrobić ? mówię, co mi nie odpowiada, albo proszę dorosłego o pomoc.
Samoregulacja, czyli zdolność rozpoznawania własnego stanu, wyciszania pobudzenia i stopniowego kierowania swoim zachowaniem, jest wpisana w proces rozwojowy, rozwija się przez wiele lat, dojrzewa wraz z układem nerwowym, nabywaniem doświadczeń i dzięki wspierającym relacjom z dorosłymi. U kilkulatków i młodszych uczniów widać początki samoregulacji: w pewnych sytuacjach potrafią się zatrzymać, podczas gdy w innych porywa je fala emocji.
Dziecko odczuwa głód, sytość, zmęczenie, napięcie i dyskomfort, zanim nauczy się rozumieć, co właściwie dzieje się w jego ciele. Z czasem coraz lepiej rozpoznaje sygnały głodu i sytości, zauważa, kiedy zmęczenie lub napięcie wpływają na jego zachowanie, a także uczy się komunikować, że po określonym posiłku czuje dyskomfort. Dlatego trudne zachowanie to nie grymaszenie. Odmowa, rozdrażnienie albo nagłe domaganie się przekąski mogą być również sygnałem przeciążenia, zmęczenia lub trudności z regulacją emocji.
Dla małego dziecka naturalne jest silne skupienie na własnej potrzebie ("ja chcę", "teraz", "moja kolej"). Dopiero z czasem wykształcają się zdolność do czekania, współpracy i zauważania, że inni ludzie również mają swoje potrzeby. Dotyczy to także jedzenia. Dziecko może bardzo silnie domagać się przekąski albo protestować przy wspólnym posiłku nie dlatego, że świadomie manipuluje, lecz dlatego, że dopiero uczy się dostrzegać granice i działać wspólnie z innymi ludźmi.
Jeszcze pokolenie temu dominowało podejście, w którym zachowanie dziecka oceniano przede wszystkim w kategoriach posłuszeństwa i charakteru. Dobre dziecko to takie, które ładnie je, nie marudzi, śpi, kiedy trzeba, i nie robi scen. Jeśli coś szło nie tak, pytanie brzmiało: "Co ono wyprawia?" albo "Co z tym dzieckiem jest nie tak?", znacznie rzadziej rodzice zastanawiali się, jak ich dziecko się czuje lub co się z nim dzieje.
Współczesna wiedza z psychologii rozwojowej, neurobiologii, gastroenterologii i immunologii pokazuje, że takie rozdzielanie zachowania od ciała jest błędne. Dziecko jest skomplikowanym rozwijającym się organizmem, w którym trawienie, układ nerwowy, odporność oraz sen pozostają ze sobą w ścisłym związku. To, jak dziecko je, śpi, choruje i reaguje emocjonalnie, często nie jest wynikiem pojedynczego problemu czy złej woli, lecz wypadkową etapu rozwoju, aktualnego stanu organizmu i warunków, w jakich dziecko funkcjonuje. Przykładem takiej zależności może być sekwencja:
zaburzenia trawienia ? pogorszona jakość snu ? osłabiona odporność ? trudności w regulacji zachowania.
Takie zależności są przedmiotem analiz zarówno w medycynie chińskiej, jak i we współczesnych badaniach nad nad osią jelito-mózg-sen.
Dobrym przykładem jest mikrobiom jelitowy, czyli złożony ekosystem tworzony przez mikroorganizmy zamieszkujące jelita, który uczestniczy nie tylko w trawieniu, ale może wpływać też na nastrój, koncentrację i zdolność radzenia sobie z napięciem. Przeglądy badań nad dziećmi pokazują, że skład i różnorodność mikrobiomu jelitowego łączą się zarówno z objawami ze strony przewodu pokarmowego, jak i z gorszym samopoczuciem, lękiem, poziomem pobudzenia i trudnościami z koncentracją. U dzieci z przewlekłymi problemami jelitowymi częściej opisuje się również nasiloną drażliwość, impulsywność i kłopoty z regulacją emocji. Wiemy też, że przewlekłe stany zapalne, w tym te związane z jelitami, oraz alergie mogą wpływać na funkcje poznawcze, koncentrację, poziom zmęczenia i ogólne samopoczucie. Często wygląda to tak, że dziecko szybciej się męczy, ma mniej cierpliwości i łatwiej je wyprowadzić z równowagi. Rodzic obserwuje wówczas powtarzające się wybuchy, silne reakcje przy drobnych trudnościach czy bardzo niski próg frustracji, podczas gdy organizm dziecka funkcjonuje na podwyższonym poziomie stresu i zużywa więcej energii na utrzymanie wewnętrznej stabilności.
Rytm i jakość snu wpływają nie tylko na nastrój, ale również na regulację hormonów związanych z apetytem i gospodarką węglowodanową oraz na aktywność układu odpornościowego. Gdy sen jest przewlekle zaburzony, np. dziecko często się wybudza, ma trudności z zasypianiem, śpi za krótko, częściej pojawiają się problemy z regulacją emocji, ze skupieniem uwagi, z większą impulsywnością i podatnością na infekcje.
Dla jasności: nie namawiam Cię do tłumaczenia każdego zachowania dziecka wyłącznie biologią. Chcę tylko podkreślić, że dziecko z bólem brzucha, trzytygodniowym kaszlem, dwoma nieprzespanymi nocami i napiętą sytuacją w przedszkolu lub domu nie dysponuje takimi zasobami regulacyjnymi jak wypoczęty, zdrowy dorosły.
Innymi słowy: to, co dziecko je, i jak śpi, oddziałuje nie tylko na jego odżywienie i odporność, ale także na nastrój, koncentrację i zdolność radzenia sobie ze stresem. Jednocześnie sam stan emocjonalny dziecka ma wpływ na jego apetyt, wybory żywieniowe i jakość snu.
Zobaczmy to czarno na białym.
Efekt natychmiastowy (godziny):
Głód lub długa przerwa od jedzenia ? U części dzieci pogorszenie koncentracji, mniejsza cierpliwość, drażliwość, impulsywność, częstsze wybuchy złości Zbyt krótki / przerywany sen poprzedniej nocy ? Obniżona zdolność regulacji emocji, niższy próg frustracji, trudność z czekaniem i słuchaniemEfekt krótkoterminowy (dni, tygodnie):
Nieregularne pory posiłków ? Niestabilny poziom energii w ciągu dnia, trudność z przewidywaniem, kiedy dziecko będzie w formie Powtarzający się niedobór snu ? Kumulujący się deficyt, który obniża odporność (dziecko częściej łapie infekcje) i pogarsza koncentrację w szkole / przedszkolu Częste infekcje ? Gorsza jakość snu w tym okresie ? Jeszcze mniej zasobów na regulację emocji następnego dnia, czyli błędne koło (łatwiej uzdrowić ten stan, dbając o regenerację, niż walcząc z samym zachowaniem)Efekt długofalowy (miesiące, lata):
Jakość diety na co dzień, dużo warzyw, błonnika i różnorodność przy ograniczeniu cukru i żywności wysokoprzetworzonej ? Korzystny wpływ na skład i funkcjonowanie mikrobiomu jelitowego. Badania wskazują także na związki mikrobiomu z nastrojem i procesami zapalnymi, choć - szczególnie gdy chodzi o dzieci - jest to wciąż rozwijająca się dziedzina badań.W medycynie chińskiej ciało i psychika nie są rozpatrywane oddzielnie. Mówi się o jednym organizmie, w którym wszystkie procesy są ze sobą powiązane. Trawienie, odporność, sen i sposób przeżywania emocji są różnymi przejawami tej samej całości. Centralne miejsce zajmują Śledziona (Trzustka) oraz Żołądek, nie jako narządy anatomiczne, ale funkcjonalny układ odpowiedzialny za przetwarzanie pokarmu w Qi (energię życiową) i Krew. To właśnie Qi Śledziony wpływa na myślenie, skupienie i zdolność uczenia się dziecka. Osłabienie Śledziony (np. po infekcji, przy diecie bogatej w produkty o właściwościach wychładzających, wilgociotwórczych lub przy przewlekłym stresie) prowadzi nie tylko do zaburzeń trawiennych, lecz także do obniżonej koncentracji, nadmiernej męczliwości i obniżenia nastroju.
W TCM funkcjonuje określenie Wei Qi, energii obronnej działającej przede wszystkim na poziomie skóry, tkanek powierzchownych i mięśni, chroniącej organizm przed czynnikami zewnętrznymi. Wei Qi powstaje dzięki procesom trawiennym (Śledziona) i pozostaje w ścisłym związku z funkcją Płuc, dzięki którym jest rozprowadzana. Kiedy u dziecka występują zaburzenia trawienia, wzrasta jego podatność na infekcje. Gdy dziecko jest zmęczone i niewyspane, Wei Qi słabnie. Można tu zauważyć pewne podobieństwo do pierwszej linii obrony organizmu, opisywanej we współczesnej immunologii, choć Wei Qi nie jest pojęciem immunologicznym.
Jest ściśle powiązany z trawieniem i krwią. To właśnie Śledziona przekształca pokarm w Qi i Krew (Xue). Jeśli dziecko nie je odżywczych pokarmów lub jego trawienie jest osłabione (np. przez zimne lub słodkie produkty, nieregularne posiłki, przewlekłe zamartwianie się), Śledziona nie wytwarza wystarczającej ilości Krwi. Wówczas Krew nie może prawidłowo odżywiać ciała ani stanowić stabilnego oparcia dla Shen (umysłu / ducha) na czas snu i sen staje się zaburzony. W nocy Shen powinno spoczywać w sercu, potrzebuje do tego odpowiedniej ilości Krwi. Przewlekle niespokojny, płytki sen może świadczyć między innymi o niedoborze Krwi (Xue). W konsekwencji dziecko budzi się zmęczone, drażliwe, ma trudności z regulacją emocji i jest bardziej podatne na infekcje. Jeśli dziecko nie sypia spokojnie, nie budzi się wypoczęte i radosne, trzeba szukać przyczyn takiego stanu, konsultując się z lekarzem. Warto również skorzystać z konsultacji u terapeuty medycyny chińskiej. Zapotrzebowanie na sen i jego rytm zmieniają się wraz z rozwojem dziecka.
Nie są oddzielone od ciała. Każda nadmiarowa bądź przedłużająca się lub tłumiona emocja może uszkadzać określony obieg czynnościowy (uwaga, nie mówimy o narządach w ujęciu medycyny zachodniej - zob. słowniczek:
złość - Wątroba, nadmierne myślenie, zamartwianie się - Śledziona, strach - Nerki, radość (rozumiana również jako nadmierna ekscytacja) - Serce, smutek i żal - Płuca.Te same zależności medycyna chińska widzi jako dwukierunkowe, np. długotrwałe zaburzenie funkcji Śledziony może prowadzić do tendencji do nadmiernego myślenia i zamartwiania się. Nadmierne myślenie i zamartwianie się osłabia Śledzionę, a więc zdolność do transformacji i transportu pokarmów i płynów.
W teorii Pięciu Przemian Śledziona i Żołądek należą do Przemiany Ziemi. Ziemia symbolizuje centrum, stabilność, zakorzenienie i poczucie oparcia. Wiąże się ze zdolnością przyjmowania i przetwarzania zarówno pokarmu, jak i - w tradycyjnym języku medycyny chińskiej - myśli oraz doświadczeń. Dlatego jej znaczenie wykracza poza samo trawienie i obejmuje również psychiczny wymiar poczucia stabilności i "bycia u siebie".
W ujęciu TCM emocje są jednym z czynników, które mogą wpływać na funkcjonowanie organizmu, zwłaszcza gdy są silne, długotrwałe lub tłumione. Jeśli dziecko żyje w przewlekłym napięciu, jego ciało może odpowiedzieć różnymi objawami, a dziecko może też częściej chorować. To tylko sygnał, że gdzieś w systemie środowisko-dziecko potrzebna jest zmiana. W tradycyjnym ujęciu TCM poszczególne emocje łączy się z określonymi obiegami czynnościowymi i charakterystycznymi objawami.
Emocja / Stan mentalny
Obieg czynnościowy wg tcm
Objawy
Gniew, frustracja, złość Wątroba napięcie, wybuchowość, bóle głowy, zgrzytanie zębami, trudności z zasypianiem Radość (nadmierna, przedłużająca się ekscytacja) Serce niepokój, nadpobudliwość, kołatanie serca, trudności z wyciszeniem, problemy z koncentracją Smutek, żal, przygnębienie Płuca przewlekły kaszel, osłabiona odporność, częste infekcje, bladość, brak energii Strach, lęk (przewlekły) Nerki moczenie nocne, lęk przed ciemnością, zimne stopy, słabe kości i zęby, późniejsze dojrzewanie Nadmierne myślenie, zamartwianie się Śledziona słabe trawienie, wzdęcia, brak apetytu, zmęczenie, gorsza koncentracjaSpojrzenie na zachowanie dziecka przez pryzmat jego aktualnego stanu i możliwości może całkowicie zmienić rodzicielskie podejście do wyzwań, jakie przynoszą rozwój i wychowanie. Zamiast pytać: "Jak sprawić, żeby ono wreszcie zaczęło jeść?" czy "Jak sprawić, żeby zaczęło zachowywać się normalnie?" pytamy:
W jakim stanie jest jego organizm? Jak trawi? Jak śpi? Czy przechodzi / przeszło infekcję? Czy jest zmęczone, głodne, śpiące, przeciążone? Jakie ma w tej chwili realne zasoby regulacyjne, biorąc pod uwagę wiek, etap rozwoju, obciążenia? Co mogę zrobić, jak reagować, żeby wesprzeć dziecko, a nie dokładać mu kolejnych trudności?Nie wszystko da się wytłumaczyć biologią i nie zachęcam Cię, by odpuszczać tam, gdzie potrzebne są jasne granice. Kluczowe jest to, by nie stawiać dziecku wymagań w oderwaniu od jego aktualnych możliwości. Dziecko, które funkcjonuje na granicy własnych zasobów biologicznych i emocjonalnych, pokazuje Ci czerwone światło. W tym stanie nie skorzysta z kolejnego wykładu, tłumaczenia, tym bardziej krzyku czy Twojej frustracji. Ono Cię nie usłyszy. Najpierw potrzebuje ulgi, regulacji i powrotu do równowagi. Działaj ze współczuciem i troską, poczekaj z tłumaczeniem na zielone światło, lepsze samopoczucie, większe zasoby, większe możliwości skupienia uwagi, na dogodny moment. Sprawdź, czy dziecko nie jest głodne, zmęczone, przegrzane, przeziębione, przeciążone bodźcami. Zapewnij mu bezpieczeństwo i swoją spokojną obecność. Przytul, jeśli potrzebuje. Bądź blisko, nie naciskaj. Odczekaj, aż samo ochłonie. Dziecko skorzysta jeśli zrozumiesz mechanizmy, na które ono nie ma wpływu.
Wierzę, że rodzice troszczą się o dzieci najlepiej, jak potrafią. Komunikaty typu "Nie rób", "Uważaj", "Zaraz spadniesz" są bardzo częste i zwykle płyną z troski, ale nie zawsze pokazują dziecku, co konkretnie może zmienić. Komunikat wspierający opisuje daną czynność i pomaga dziecku uczyć się samoregulacji oraz samodzielności. Podane niżej przykłady ilustrują tę zmianę języka w różnych sytuacjach.
Typowe zakazy
Komunikat wspierający
Uważaj, bo się oparzysz! Chwyć kubek za ucho. Zaraz spadniesz! Trzymaj się mocno poręczy. Nie biegnij! Patrz pod nogi. Uważaj, bo rozlejesz. Złap kubek obiema rękami. Nie rzucaj! Połóż to tutaj spokojnie. Nie właź tam! Wejdź tutaj, tu jest stabilnie. Nie krzycz! Powiedz mi to ciszej. Nie pchaj się! Zapytaj, czy możesz stanąć pierwszy. Jeśli nie, stań za nimi i poczekaj. Zostaw, ja to zrobię. Ty zacznij, ja ci pomogę.W tej książce proponuję, żeby w codzienności zamieniać zakazy na konkretne, wspierające komunikaty. Są jednak momenty, kiedy nie ma czasu na wyjaśnienia ani na łagodne "wskazówki".
"STOP!" jest jak awaryjny hamulec. Używamy go w sytuacji realnego zagrożenia, kiedy nie ma czasu na tłumaczenie czy refleksję. Warto zadbać, by dla dziecka znaczyło zawsze to samo: zatrzymuję się i patrzę na rodzica. Taka umowa działa najlepiej, gdy używamy "STOP!" rzadko, najlepiej wyłącznie w sytuacjach zagrożenia bezpieczeństwa, a wcześniej na spokojnie tłumaczymy, co to słowo oznacza. Dzięki temu ma ono wagę wtedy, gdy jest naprawdę potrzebne.
Jeszcze nie tak dawno jedzenie było dla większości rodzin czymś banalnie prostym. Dziecko jadło to, co było w domu, wybór produktów był niewielki, a jedzenie rzadziej konkurowało z kolorowymi przekąskami, słodkimi napojami, reklamami i produktami wysokoprzetworzonymi (z ang. UPF - Ultra Processed Food). Dzisiaj dzieci dorastają w środowisku, które bardzo skutecznie zachęca do jedzenia rzeczy słodkich, atrakcyjnych wizualnie i smakowo, wysokoprzetworzonych. To sprawia, że zdrowe odżywianie nie jest w stanie samoistnie konkurować z taką podażą i wymaga podpowiedzi, przykładów, prowadzenia i codziennego towarzyszenia dziecku w wyborach żywieniowych. Wymaga regularnej edukacji żywieniowej.
Dla jasności, nie mam tu na myśli tworzenia atmosfery napięcia, straszenia niezdrowym jedzeniem czy kontroli przy każdym posiłku, ale uczciwe uznanie faktu, że współczesne środowisko żywieniowe nie wspiera dziecka w naturalny sposób. Zachęca raczej do sięgania po to, co najbardziej atrakcyjne smakowo i najłatwiejsze do zjedzenia. Dziecko nie rodzi się z wiedzą, jak poruszać się w takim świecie. Nie potrafi samo odróżnić jedzenia, które od czasu do czasu może być dodatkiem do diety, od tego, które je rzeczywiście odżywia, buduje zdrowie, sytość, stabilną energię w ciągu dnia i wspiera rozwój.
Wielu dorosłych wychowywało się w świecie, w którym słodycze były czymś odświętnym, a gotowe przekąski nie były dostępne na każdym kroku. Dziś dziecko styka się z niskiej jakości jedzeniem niemal bez przerwy: w sklepie, w reklamie, w przedszkolu, w szkole, na stacji benzynowej, w drodze do domu, na placu zabaw, podczas rodzinnych spotkań. Bardzo duża część tej oferty to żywność ultraprzetworzona (UPF) zaprojektowana tak, by była kusząca, atrakcyjna, intensywna w smaku, wciągająca tak, że trudno odmówić sobie kolejnego kęsa. Przeglądy badań i metaanalizy pokazują, że częste spożywanie takiej żywności jest kojarzone z wyższym ryzykiem nadwagi i otyłości, a także z szeregiem innych chorób, które nazywamy dziś dietozależnymi. To nie pojedyncze przekąski konsumowane od święta, ale wzorzec, w którym produkty wysokoprzetworzone stają się stałym elementem codziennego jadłospisu, głównym źródłem energii zamiast okazjonalnym dodatkiem, może stać się źródłem problemów zdrowotnych. W takim świecie dziecko potrzebuje świadomego przewodnika, z którego będzie mogło brać przykład, ucząc się od niego rozsądnych wyborów żywieniowych, umiejętności rozpoznawania głodu i sytości. Wraz z wiekiem potrzebuje również rozmów zarówno o wartości jedzenia, jak i o konsekwencjach naszych wyborów dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Potrzebuje także wiedzy o masowej produkcji żywności, dodatkach do żywności, które nie są obojętne dla zdrowia, i samym jedzeniu UPF, które nie odżywia. Potrzebuje wreszcie rozmów o dzisiejszym świecie, w którym zdrowe odżywianie nie jest już czymś oczywistym. Jest umiejętnością, której wszyscy powinniśmy się uczyć.
Dane Europejskiego Systemu Monitorowania Otyłości Dziecięcej WHO (tzw. badanie COSI, z ang. Childhood Obesity Surveillance Initiative) pokazują, że nadwaga i otyłość w wieku szkolnym pozostają jednym z najpoważniejszych wyzwań w dzisiejszej Europie. Dane WHO COSI z lat 2022-2024 pokazują, że w krajach uczestniczących w badaniu około 25 procent dzieci w wieku od siódmego do dziewiątego roku życia mierzy się z nadwagą lub otyłością, a 11 procent z otyłością. W Polsce nadmierną masę ciała ma około 33 procent ośmiolatków, czyli co trzecie dziecko, a otyłość dotyczy 15 procent dzieci w tym wieku. Oznacza to, że także w naszym kraju z nadmierną masą ciała zmaga się co trzecie dziecko już na początku edukacji szkolnej. To moment, w którym dziecko dopiero uczy się samodzielności, także w jedzeniu, a jednocześnie coraz częściej przebywa poza domem, w środowisku, na które rodzic ma ograniczony wpływ. Są to dane alarmujące, bo pokazują, że nie mówimy o zjawisku marginalnym, ale szerokim zjawisku populacyjnym, silnie związanym ze środowiskiem, w którym dzieci dorastają, jedzą i uczą się podejmować codzienne wybory żywieniowe.
Badania pokazują również, że dzieci z nadwagą i otyłością odróżnia od rówieśników z prawidłową masą ciała nie tylko ilość spożywanych kalorii, lecz także cały styl żywienia. Częściej obserwuje się u nich nieregularne pory posiłków, większą ilość słodkich produktów, przekąsek i napojów dosładzanych oraz znacznie mniej prostych, mniej przetworzonych potraw, domowych posiłków przygotowywanych od podstaw. To ważne, bo udowadnia, że sposób odżywiania dziecka to temat wielowątkowy, związany z codziennie powtarzanymi wyborami dokonywanymi w sklepie i przy stole.
Nadmierna masa ciała w dzieciństwie nie jest problemem estetycznym, z którego się wyrasta. Wiąże się z wyższym ryzykiem rozwoju nadciśnienia tętniczego, zaburzeń lipidowych, insulinooporności i nieprawidłowej tolerancji glukozy - i to już w wieku dziecięcym i nastoletnim. U części dzieci i nastolatków może prowadzić do rozpoznania cukrzycy typu 2, choroby, którą przez lata uważano za niemal wyłącznie dotykającą osób dorosłych. Zmiany te rzadko pojawiają się z dnia na dzień i mogą być związane z wieloma czynnikami, w tym z niską aktywnością fizyczną oraz menu, w którym dominują produkty wysokoprzetworzone, fast foody, produkty bogate w cukry dodane i słodzone napoje.
Równolegle lekarze i epidemiolodzy zwracają uwagę na zjawisko rosnącej liczby zachorowań na raka jelita grubego u osób przed pięćdziesiątym rokiem życia. To nadal przede wszystkim problem dorosłych, nie dzieci, ale jest to ważny sygnał związany również z codziennymi wyborami żywieniowymi. Wśród czynników ryzyka wymienia się m.in. niskie spożycie błonnika, duży udział żywności przetworzonej, otyłość i siedzący tryb życia. Innymi słowy, to, jak jemy przez lata, i czego uczymy się w dzieciństwie, może wpływać na stan zdrowia wiele dekad później.
Coraz więcej badań pokazuje, że dodatki do żywności nie są obojętne dla zdrowia. Stosuje się je po to, by poprawić smak, kolor, trwałość i konsystencję produktów, a także w innych celach technologicznych. Część z nich służy bezpieczeństwu lub trwałości żywności, wiele jednak po prostu zwiększa również jej atrakcyjność sensoryczną i ułatwia produkcję wysokoprzetworzonych produktów. Nie wszystkie dodatki działają tak samo i nie wszystkie budzą takie same zastrzeżenia zdrowotne. Część dodatków jest badana pod kątem wpływu na mikrobiotę jelitową i metabolizm, a niektóre syntetyczne barwniki wiąże się ze zmianami aktywności, koncentracji i uwagi u części dzieci. Rozsądnym założeniem jest więc, że dodatki do żywności warto w miarę możliwości omijać, zwłaszcza w menu dzieci, które potrzebują przede wszystkim odżywczych posiłków z uwagi na okres gwałtownego rozwoju i wzrostu.
Jednym z najlepiej opisanych przykładów jest badanie zespołu z Uniwersytetu w Southampton opublikowane w "The Lancet". Wykazano w nim, że po podaniu dzieciom mieszanin wybranych syntetycznych barwników i benzoesanu sodu u części z nich nasilały się zachowania hiperaktywne w porównaniu z napojem placebo. Na tej podstawie wyodrębniono grupę barwników, potocznie nazywanych "szóstką z Southampton" (E102, E104, E110, E122, E124, E129), i w krajach Unii Europejskiej wprowadzono obowiązek umieszczania na etykiecie ostrzeżenia, że mogą one niekorzystnie wpływać na aktywność i skupienie uwagi u dzieci.
Zatem im mniej produktów z długą listą dodatków (barwników, słodzików, emulgatorów, konserwantów) pojawia się w naszym codziennym menu, tym lepiej. Wybierajmy zwykłe domowe posiłki lub domowe babcine ciasta, a nie kolorowe produkty wytworzone tak, by były jak najbardziej atrakcyjne wizualnie i jak najdłużej zdatne do spożycia.
Co to za barwniki?
E102 - tartrazyna E104 - żółcień chinolinowa E110 - żółcień pomarańczowa E122 - azorubina / karmoizyna E124 - czerwień koszenilowa, pąs 4R E129 - czerwień allura ACTa grupa barwników ma kolory: żółty, pomarańczowy i czerwony. Najczęściej znajdują się w produktach, których kolor ma przyciągać uwagę: w: napojach smakowych, oranżadach, galaretkach, żelkach, cukierkach, ciastkach, deserach, lodach, dżemach, polewach, kolorowych lukrach oraz niektórych płatkach śniadaniowych.
Osobiście staram się unikać wszystkich sztucznych barwników, zwłaszcza w menu dzieci. Jeśli chcesz nadać potrawom lub domowym słodkościom piękne barwy, sięgnij po książkę Smakoterapia 2. W rozdziale Ulubione triki w mojej kuchni pokazuję, jak uatrakcyjnić kolory na dziecięcym talerzu (żółte, wszelkie odmiany purpury, niebieski).
Coraz lepiej rozumiemy, że problem żywności wysokoprzetworzonej nie dotyczy tylko tzw. pustych kalorii czy nadmiaru cukru. To, co dziecko je na co dzień, wpływa także na skład i funkcjonowanie mikrobioty jelitowej, ogromnej społeczności bakterii zamieszkujących jelita, wspierających trawienie, odporność i regulację procesów metabolicznych. Przeglądy badań wskazują, że dieta typu zachodniego, bogata w produkty wysokoprzetworzone, tłuszcze nasycone, cukry proste oraz różnego rodzaju dodatki do żywności, sprzyja dysbiozie, zwiększonej przepuszczalności bariery jelitowej i przewlekłemu stanowi zapalnemu o niskim nasileniu, wiązanemu m.in. z otyłością, cukrzycą typu 2 i chorobami układu sercowo-naczyniowego.
Na szczególną uwagę zasługują szeroko stosowane dodatki technologiczne: syntetyczne substancje słodzące, emulgatory, konserwanty, barwniki, zagęszczacze i stabilizatory. W badaniach na zwierzętach wykazano, że niektóre z nich, nawet w dawkach mieszczących się w zakresie uznawanym za dopuszczalny, mogą zmieniać skład i różnorodność mikrobioty jelitowej, przesuwać równowagę w stronę bakterii sprzyjających stanowi zapalnemu i zaburzeniom metabolicznym. Wciąż brakuje badań, które jednoznacznie pokazałyby, jak te zmiany przekładają się na konkretne objawy u dzieci, ale kierunek danych jest spójny: duży udział żywności wysokoprzetworzonej oraz obecność niektórych dodatków technologicznych w diecie mogą sprzyjać zmianom składu i pogorszeniu funkcjonowania mikrobioty jelitowej.
U części dzieci wpływ codziennego jedzenia na funkcjonowanie jest szczególnie wyraźny. Dotyczy to m.in. dzieci i młodzieży w spektrum autyzmu, u których częściej obserwuje się zarówno przewlekłe dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego, jak i trudne zachowania żywieniowe: wybiórczość pokarmową, niechęć do próbowania nowych produktów, awersję do określonych konsystencji, zapachów, smaków czy reakcje na sposób podania posiłku. W mojej pracy magisterskiej, opartej na badaniu osiemdziesięciu czterech rodzin wychowujących dzieci ze spektrum autyzmu, analizowałam, jak stosowane przez rodziców interwencje żywieniowe wiążą się z codziennym funkcjonowaniem dziecka, w takich obszarach jak zachowanie, relacje społeczne, emocje, koncentracja uwagi, sen oraz objawy ze strony układu pokarmowego. Uzyskane wyniki pokazały m.in., że tam, gdzie wprowadzono uporządkowaną dietę z ograniczeniem żywności wysokoprzetworzonej (UPF) i słodyczy, gdzie rzadziej pojawiało się w jadłospisie typowe śmieciowe jedzenie, rodzice częściej oceniali funkcjonowanie dziecka jako lepsze we wszystkich analizowanych obszarach: zachowanie, relacje społeczne, emocje, koncentracja uwagi, sen oraz objawy ze strony układu pokarmowego. Duża liczba rodzin stosujących dietę bezglutenową i bezkazeinową również wskazywała na poprawę funkcjonowania dzieci. Mimo wysokiej liczby takich deklaracji wynik nie był istotny statystycznie, co sugeruje potrzebę dalszych badań w tym zakresie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki