Smoczuś Fifcio i jego przyjaciele. Część 4 - Małgorzata Strękowska-Zaremba

Kup ebooka

29.90 zł
24.82 zł (29,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Copyright ? by Małgorzata Strękowska-Zaremba, 2011

Copyright ? by Grupa Wydawnicza Foksal, 2025

Redakcja: Magdalena Gonta-Biernat | To Się WydaKorekta: Maria Gonta | To Się WydaSkład: Gabriel Gonta | To Się WydaProjekt okładki: Beata Woźniak

Wydanie II

Warszawa 2025

ISBN 978-83-272948-7-6

Książka jest objęta ochroną prawa autorskiego. Wszelkie udostępnianie osobom trzecim, upowszechnianie i upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Konwersja do wersji elektronicznej: Tomasz Biernat / To Się Wyda

Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o. ul. Marszałkowska 116/122 00-017 Warszawa

Zobacz nas na

Smoczuś Fifcio i jego przyjaciele się zastanawiają, co im przyniesie nowy rok. Jaki będzie? Wilk Klif, który lubi narzekać, oznajmia, że nic dobrego nie czeka mieszkańców w Smoczej Puszczy. Czy sprawdzi się jego przepowiednia? A może wręcz przeciwnie - w puszczy będzie jeszcze weselej i ciekawiej? Bo czy nie jest zabawne to, że mądra sowa Sara chce zostać osłem, smoczuś Fifcio całuje żaby w nadziei, że któraś zamieni się w królewnę, a malec Teoś chce pocałować zarozumiałego żubra Rutka?

Tylko co z tą złamaną choinką? Znajdą się pod nią prezenty?

ZŁA GODZINA

Zaczął się nowy rok i nikt nie wiedział, co też przyniesie mieszkańcom Smoczej Puszczy.

- Nic dobrego nie może nas spotkać - przepowiedział wilk Klif i zaszył się w ciemnej głuszy.

- Wypowiedział to w złą godzinę - orzekła złowróżbnie łasica Lusia i zbielała niczym śnieżny bałwan.

- Ja też chcę zbałwa... - "Zbałwanieć" próbował powiedzieć malutki Teoś, jednak Fifcio skarcił go wzrokiem.

- W złą godzinę najlepiej jest milczeć! - rzekł z przekonaniem.

Teoś nie umiał milczeć zbyt długo, więc na wszelki wypadek zacisnął ząbki, zakrył pyszczek łapką i znieruchomiał. Natychmiast poczuł się bardzo nieszczęśliwy. Zamiast pilnować własnej buzi, wolałby bawić się w śnieżki, zjeżdżać z górki i krzyczeć: "hu-ha!". Jednak nie chciał zadzierać ze złą godziną, stał więc cierpliwie na leśnej polanie i marzł.

Fifcio, ucieszony, że ma całą godzinę tylko dla siebie, pobiegł do jaskini i położył się wygodnie na posłaniu. Po chwili chrapał równie głośno jak miś Bim.

Tymczasem na polanę, na której stał zmarznięty Teoś, wpadł żubr Rutek.

- Z drogi! - ryknął na widok malca, aż śnieg posypał się z gałęzi.

- Cicho. Mamy złą godzinę - szeptem uprzedził go Teoś.

- Co?! - Żubr ryczał równie głośno jak poprzednio.

- Przyszła zła godzina. Trzeba trochę pomilczeć - wyjaśnił smoczek.

- Nikt mi nie będzie rozkazywał: ani smok, ani zła godzina! Jestem tutaj najsilniejszy! - darł się Rutek.

Na to Teoś stracił cierpliwość i zapominając o milczeniu, zawołał:

- Nieprawda! Najsilniejszy jest Fifcio!

Wystraszona cisza zadrżała. Teoś zrozumiał, że odezwał się za wcześnie. Zakłopotany, pobiegł do jaskini.

Fifcio wprawdzie nie przejął się złą godziną i przepowiednią wilka Klifa, ale gdy usłyszał, co powiedział żubr, wpadł w gniew. Pędem wbiegł na polanę, stanął przed Rutkiem i obrzucił go srogim spojrzeniem.

- Skarciłem go wzrokiem - wyjaśnił Teosiowi.

Rutek chyba wcale nie poczuł się skarcony, ponieważ wciągnął powietrze w nozdrza i z całych sił fuknął na Fifcia.

Oburzony takim zachowaniem Teoś stanął obok przyjaciela, wspiął się na palce i chociaż sięgał Rutkowi pod brodę, zawołał:

- Przeproś nas!

- Ani mi się śni przepraszać nieprawdziwe smoki! - odburknął żubr.

I nie wiadomo, jakie nieszczęście by z tego wynikło, gdyby na polanie nie pojawiła się Tusia. Smoczka nie wiedziała wprawdzie, o co chodzi, ale wzięła Rutka w obronę.

- Dajcie mu spokój. Nie wstyd wam? - zwróciła się do smoków.

- Nie - rzekł szczerze Teoś. - On mówi, że jest najsilniejszy! W dodatku darł się w złą godzinę i ściągnął na naszą puszczę nieszczęście! - Malec aż podskoczył z oburzenia.

- Żubry nie boją się żadnej godziny, bo mają rogi cały rok! - rzekł Rutek i dumnie potrząsnął rogatym łbem.

- On ma rogi cały rok - zauważył dzik Muniek i poczuł wielki podziw dla żubra.

Fifcio zrozumiał, że nie potrafi znaleźć godnej odpowiedzi na tak niezwykłe zjawisko, więc tylko pogardliwie zadarł ogonek i odszedł.

- A my mamy ogonki cały rok! - oznajmił niezrażony Teoś, ale nie wypadło to przekonująco.

Odtąd żubr dumnie paradował po puszczy, a za nim dreptał dzik Muniek i powtarzał wszystkim wokoło:

- Jelenie gubią poroże, a żubr ma rogi cały rok!

Zwierzęta przychodziły oglądać Rutka jak jakąś gwiazdę filmową. O smokach zupełnie zapomniały. Dla Fifcia i Teosia było to straszne nieszczęście, bo żaden smok nie potrafi żyć w zapomnieniu.