PROLOG: RADOŚĆ SOLISTY JAZZOWEGO
Wyobraź sobie, że siedzisz przy pianinie w przytulnym klubie jazzowym.
Przez cały utwór idealnie zgrywasz się z resztą zespołu. Każdy wykonuje
swoją pracę, a ty w skupieniu starasz się nie wypaść z tonacji i nie
zgubić rytmu.
I wtedy nadchodzi twój moment. Pozostałe instrumenty usuwają się w cień
i oddają ci pierwszeństwo. Zamykasz oczy i pozwalasz dłoniom
rozpierzchnąć się po klawiaturze w poszukiwaniu nowych akordów i wariacji. Nigdzie ci się nie spieszy. Jesteś szczęśliwy, tworząc jedność
z instrumentem, który staje się twoim życiem. Mihály Csíkszentmihályi
określa ten stan mianem flow.
Gdy kończysz solówkę, otrzymujesz długie owacje, ale nie przestajesz
grać i cieszysz się muzyką. Po koncercie kłaniasz się publiczności,
żegnasz kolegów z zespołu i idziesz do domu.
Spacerujesz po ciemnych ulicach z rękami w kieszeniach, jak James Dean
na słynnym zdjęciu, w myślach odtwarzasz najlepsze momenty występu.
Jesteś zadowolony i masz dużo nowych pomysłów, które chcesz wprowadzić w życie na najbliższych próbach i koncertach.
Kiedy znajdujesz się już w mieszkaniu, mościsz się na kanapie i popijasz
uprzednio przygotowaną zimną lemoniadę, czekającą na ciebie w lodówce.
Obserwujesz miasto przez okno i odpowiadasz na kilka wiadomości od osób,
które przyszły na koncert. Dziękujesz za miłe słowa. Odpisujesz też paru
znajomym: jeden zaprasza cię na kawę, aby przegadać jakiś projekt, a drugi chce pójść z tobą do kina i potem na kolację, by podzielić się
wrażeniami z seansu.
Blokujesz telefon i idziesz do łóżka. To był długi i pełen emocji dzień.
Cieszysz się, że masz szeroki na metr czterdzieści materac tylko dla
siebie i możesz wiercić się i przeciągać ile wlezie. Od razu zasypiasz.
Budzi cię poranne słońce. Idziesz pod prysznic, a gdy po ciele spływa ci
gorący strumień wody, słyszysz w głowie nową, świeżą i oryginalną
wariację, którą wypróbujesz na następnym koncercie. Przychodzi ci też do
głowy nowe ćwiczenie, jakie zadasz studentom akademii muzycznej.
Wkładasz czyste ubrania i przygotowujesz ulubione śniadanie, słuchając w tle puszczonej głośno i wprawiającej cię w dobry nastrój płyty.
Pijesz mocną czarną kawę, jak to masz w zwyczaju, w myślach odtwarzasz
plan dnia. Masz sporo do zrobienia, ale jesteś pełen energii. Kochasz
życie. Masz kontrolę nad własnym czasem, własnymi błędami i sukcesami:
uwielbiasz to uczucie.
Wychodzisz na ulicę z takim samym entuzjazmem jak turysta, który właśnie
trafił do nowego miasta. Jakie niespodzianki czekają dziś na ciebie?
Kogo poznasz? Życie jest pełną emocji przygodą!
Postawa tego solisty nie jest wyłączną domeną muzyków jazzowych. Jest w zasięgu każdego, bez względu na talent czy profesję, bo zależy przede
wszystkim od indywidualnego settingu, czyli od tego, w jaki sposób
postanawiamy podejść do naszego życia i je przeżywać.
Ta książka ma na celu pogrzebać wiele fałszywych przekonań, takich jak
to, że nie da się cieszyć życiem w pojedynkę.
Wszyscy znamy kogoś, kto męczy się w relacjach pełnych napięć, pretensji
lub zwykłego znudzenia. I nie chodzi mi wyłącznie o związki romantyczne.
Istnieją przecież grupy znajomych, opierające się na przyzwyczajeniu i rutynie; rodziny, których członkowie czują obowiązek spotykania się bez
większego entuzjazmu i na których barki spada ogromne poczucie winy, gdy
nie zjawią się na niedzielnym obiedzie.
Jak to się ma do samorealizacji? Nijak.
Poczucie szczęścia i zadowolenia nie zależy od tego, kto stoi przy twoim
boku, ale od tego, jak się ze sobą obchodzisz. Jeśli żyjesz w zgodzie z własnymi ideałami, szanujesz się, dbasz o siebie i nie zadowala cię
nudna i powtarzalna egzystencja, to, jak napisał Rudyard Kipling w wierszu Jeżeli, "Twoją jest ziemia i to, co jest na niej"1.
Powstało wiele teorii dotyczących ludzkich potrzeb, a jako psycholożka z ponadpiętnastoletnim stażem miałam okazję obserwować przeróżne sytuacje.
Jednak mało kto pamięta, że sami jesteśmy kowalami własnego losu. Tylko
ty odpowiadasz za jakość swojej egzystencji. Nikt inny cię nie uratuje,
ale też nikt nie może bez twojej zgody zrujnować ci życia.
Solozofia to sztuka, która pozwala czuć się spełnionym i cieszyć się
życiem w pojedynkę.
Jak to osiągnąć, dowiesz się z tej książki. Nauczysz się:
Odrzucać uprzedzenia i fałszywe założenia dotyczące tego, jak "należy"
żyć i wchodzić w relacje z innymi.
Przejmować kontrolę nad przeznaczeniem, tak aby zależało ono wyłącznie
od twoich decyzji i wyborów.
Podchodzić do życia z humorem, chęcią podejmowania wyzwań i miłością
do samego siebie.
Poznawać swoje pragnienia i priorytety życiowe i być swoim najlepszym
przyjacielem.
Opierać samoocenę na rozwijaniu umiejętności i realizowaniu
zamierzonych celów.
Wstępne założenie solozofii brzmi: "bycie samemu to nie to samo, co
poczucie osamotnienia". W języku angielskim wyraźnie rozróżnia się te
dwa pojęcia: loneliness i solitude. Pierwsze z nich odnosi się do
niechcianej samotności, poczucia braku i smutku. Drugie zaś to stan
dobrowolny, wynikający z chęci bycia panem swojego czasu i przestrzeni,
otwarcia się na kreatywność i swobodną interakcję z innymi.
Chciałabym, żebyś po przeczytaniu tej książki stał się solistą wiodącym
prym na scenach życia. Aby to osiągnąć, oddaję w twoje ręce praktyczny
przewodnik, który da ci wskazówki, jak rozwijać się i cieszyć życiem bez
zbędnych zobowiązań i nie rezygnując z samego siebie.
Jak mawiał Cyceron: "Nigdy się nie jest mniej samotnym, niż gdy się jest
samotnym". Masz do dyspozycji samego siebie. Czy istnieje lepsze
towarzystwo?
Witam na kursie solozofii!
CZYM JEST SOLOZOFIA?
Jeśli czytasz tę książkę, to znaczy, że kupiłeś ją (lub ktoś ci ją
podarował) z myślą, że jest właśnie dla ciebie. Być może dlatego, że
jesteś już solozofem, tylko nikt ci jeszcze o tym nie powiedział. A może
dlatego, że twoje życie w zdecydowanie zbyt dużym stopniu zależy od
innych i chcesz odnaleźć nową filozofię życiową.
Niezależnie od powodu trzymasz w rękach podręcznik i mapę podróży
zarazem. Znajdziesz w nim wskazówki, jak odkrywać radość nie tylko w sobie, ale też w zupełnie niespodziewanych sytuacjach. Solozofię można
zdefiniować bowiem jako sztukę oraz umiejętność pozwalającą osiągnąć
poczucie spełnienia i cieszyć się życiem w pojedynkę.
Erich Fromm zrewolucjonizował koncepcję miłości, uznając ją za sztukę,
którą powinniśmy ćwiczyć i doskonalić każdego dnia. Umiejętność
cieszenia się życiem w pojedynkę również nie rodzi się sama z siebie, z dnia na dzień, szczególnie jeśli nigdy nie czułeś takiej potrzeby.
Dlatego pod koniec każdego rozdziału znajdziesz ćwiczenia, które pozwolą
ci wejrzeć w głąb siebie i wprawić się w tej rewolucyjnej sztuce.
Zanim przejdziemy do sedna, powinniśmy umieć odróżnić solozofa od
samotnika. Samotnik nie potrzebuje w swoim życiu innych osób, nie
pragnie ich towarzystwa i nie lubi dzielić pasji i zainteresowań z bliskimi. Zawsze szuka osobnych przestrzeni i sama już obecność ludzi
drażni go lub powoduje wzrost napięcia.
Solozof to ktoś, kto lubi otaczać się ludźmi. Potrafi wypracować zdrowe
relacje i dzieli się z bliskimi swoimi wątpliwościami, przemyśleniami i anegdotami. Jednocześnie umie wsłuchać się w swój wewnętrzny głos.
Dobrze się zna i wie, czego w danej chwili potrzebuje. Dlatego z szacunku do siebie szuka własnych przestrzeni i umie o siebie czule
zadbać.
Inną cechą osoby zaznajomionej z solozofią jest umiejętność niewydawania
osądów na podstawie uprzedzeń, zarówno w stosunku do innych, jak i do
samego siebie. Bardzo często zdarza się, że przy podejmowaniu decyzji
blokuje nas myśl "co ludzie powiedzą". I pewnie znajdą się tacy, którzy
z wielką chęcią ocenią na głos twoje wybory, ale ostatecznie to ty
zostaniesz z tymi doświadczeniami i będziesz je ze sobą niósł. Nikt nie
siedzi w twojej skórze (co omówimy w rozdziale 3) i nikt nie wie lepiej
od ciebie, jak się czujesz ani czego ci potrzeba.
W procesie poszukiwania szczęścia w drobnych codziennych czynnościach
postaramy się odkryć, czego potrzebujesz i co możesz zrobić, aby wyzbyć
się poczucia winy i przestać się przejmować tym, co mogą powiedzieć lub
pomyśleć inni.
Jeśli chcesz żyć na własnych zasadach, pamiętaj, że będziesz musiał
przemyśleć i zadecydować, co chcesz zrobić ze swoim czasem i życiem. A to może sprawić, że wiele osób nie zrozumie twoich wyborów.
Byung-Chul Han w eseju Wypędzenie innego pisze o dyskomforcie, jaki
niesie za sobą podążanie za większością i związane z tym porzucenie
własnej natury, która czyni nas autentycznymi. Ten koreański filozof
uważa, że owczy pęd jest nie tylko bolączką społeczeństwa, ale także
źródłem wielu dzisiejszych problemów psychicznych.
Nie należy podążać za modą, zasadami, stereotypami czy trendami.
Solozofia jest narzędziem pozwalającym ci zrozumieć samego siebie, kim
tak naprawdę jesteś, oraz samodzielnie podejmować decyzje, dokąd
zmierzasz.
Poświęć sobie czas
Kończysz pracę. Wyłączasz komputer, zabierasz swoje rzeczy, gasisz
światło, zamykasz drzwi i idziesz do domu. Wpadasz jeszcze do
supermarketu po zakupy. Przychodzisz do domu, witasz się z dziećmi i partnerem/partnerką, a przygotowując kolację, opowiadacie sobie, co się
wam tego dnia przydarzyło. Po kolacji wszyscy rozchodzą się do swoich
pokojów, a ty w końcu siadasz na kanapie. To moment na sprawdzenie, co
nowego w mediach społecznościowych, na porozmawianie ze znajomymi i przeczytanie wiadomości, które spłynęły w ciągu dnia, a do których nie
miałeś wcześniej czasu zajrzeć. Gdy sen puka do twych drzwi, dziesz
spać.
I tak dzień za dniem, miesiąc za miesiącem, rok za rokiem.
Aż pewnego razu, sam nie wiesz dlaczego, czujesz, jak płynące z samych
trzewi, z wnętrza duszy zmęczenie, przeciążenie i zniechęcenie przejmują
kontrolę nad twoim ciałem. Masz wrażenie, że życie przecieka ci przez
palce i nie udało ci się go posmakować, dogłębnie poczuć. Uświadamiasz
sobie, że przez te wszystkie lata nie "pobyłeś sam ze sobą" ani przez
chwilę.
Kiedy wpadamy w wir codzienności, bardzo ciężko jest znaleźć moment na
to, by się sobą zaopiekować. Dajemy się złapać w pułapkę rzeczy pilnych
i zapominamy o tym, co ważne. A gdy tak się dzieje, to -?jak mawiał
Stephen Covey -?rodzi się brak satysfakcji i emocjonalny dyskomfort.
Często zauważam, że nie potrafimy odróżnić rzeczy ważnych od pilnych,
zarówno w naszym własnym życiu, jak i u innych. Mamy w zwyczaju
przywdziewać strój strażaka i gasić pożary, zarywać noce, aby zdążyć
przed dedlajnami i zaspokajać cudze potrzeby. Takie życie nieuchronnie
prowadzi do wyczerpania, a my nie mamy nawet czasu, żeby pomyśleć nad
najlepszym wyjściem z sytuacji.
Zapominając o sobie i przedkładając rzeczy pilne nad ważne, zapominamy
także o najważniejszym aspekcie życia: naszym dobrym samopoczuciu.
Solozofia stanowi zachętę do życia w harmonii z innymi, bez rezygnowania
lub oddawania w zastaw własnej przestrzeni i czasu. Krótko mówiąc, uczy,
że aby być szczęśliwym, należy odnaleźć równowagę pomiędzy tym, co
dajesz innym, a tym, co dajesz samemu sobie.
Solozof czy sędzia?
Kiedy rozmawiałam o tej książce z Anną Periago, moją wydawczynią,
dyskutowałyśmy nad trudnościami, jakie mogą stać na przeszkodzie przed
wprowadzeniem w życie sztuki solozofii. Zgodnie uznałyśmy, że jednym z problemów są uprzedzenia związane z robieniem rzeczy w pojedynkę.
W społeczeństwie istnieje przyzwolenie, by pewne rzeczy robić samemu. Na
przykład chodzenie do kina bez towarzystwa: w jakimś stopniu
przyswoiliśmy je sobie i nie dziwimy się, gdy ktoś mówi, że poszedł sam
na interesujący go film.
Możliwe, że początkowo w naszej głowie rodzą się pytania w stylu: "nikt
nie chciał z tobą pójść?"; albo: "tak dziwny był ten film?". Mimo to
siedzimy cicho i uznajemy, że pewnie ciężko mu się było z kimś zgrać.
Okej, w takim wypadku samotne wyprawy do kina nie wydają się nam
ekscentryczne.
Ale nie ma to przełożenia na inne czynności, takie jak chodzenie do
teatru, dobrych restauracji czy wyjazd na urlop. Kiedy słyszymy, że ktoś
zrobił to całkowicie sam, otwieramy szeroko oczy, a gdy wyobrażamy
sobie, że jesteśmy na jego miejscu, od razu nawiedza nas mieszanka
trwogi i wstydu.
Co sprawia, że uznajemy pewne sytuacje za normalne, właściwe lub
akceptowalne, podczas gdy inne tak bardzo nas szokują? Co sprawia, że
nasz umysł odrzuca samą myśl o tym, że możemy tak robić?
Odpowiedź znowu sprowadza się do tego samego: uprzedzeń. Według
definicji podanej w Słowniku Języka Polskiego PWN "uprzedzenie" to
nieuzasadniony, negatywny stosunek do kogoś lub czegoś.
Ciągle jesteśmy do różnych rzeczy uprzedzeni, mimo że nie mamy
wystarczającej wiedzy lub kogoś nie znamy. To fakt. Różnica pomiędzy
ograniczającymi przekonaniami a otwartością bierze się z naszych
przeżyć, tego, czego się nauczyliśmy, a także z tkwiących w naszej
głowie schematów myślowych.
Dzielimy świat na to, co dobre i złe, co akceptowalne i nie do
zaakceptowania. Prawdopodobnie ta tendencja do szufladkowania życia na
dwóch przeciwstawnych biegunach bierze się z tradycji
judeochrześcijańskiej, która tak mocno wdrukowana jest w naszą moralność
i sposób działania. Jeśli czynisz dobro, to pójdziesz do nieba, a jeśli
zło, to spłoniesz w piekle. Niebo pojmowane jest jako harmonia,
wspólnota, szczęście i spokój; w opozycji do niego stoi piekło, czyli
chaos, samotność, odrzucenie i cierpienie.
I choć ta dychotomia czyni życie łatwiejszym, jest niezwykle
ograniczająca zarówno w postrzeganiu świata, jak i w podejmowaniu
decyzji; wszystko, co robisz, ogranicza się do tego, co "dobre" lub
"złe". Taki redukcjonizm wydaje się całkowicie nierealny. Nie wszystko w życiu jest dobre lub złe, zabawne lub wstydliwe, białe lub czarne. Żeby
zilustrować to podejście podczas spotkań z pacjentami mówię im, że nie
możemy podzielić 24 godzin doby na dzień i noc. Ograniczając się do
takiego rozróżnienia, zapominamy o wschodach i zachodach słońca, które
dla mnie są najbardziej magicznymi momentami w ciągu dnia i które
uwielbiam kontemplować.
W takim razie jak przestać być sędzią oceniającym życie własne i innych
ludzi? Jak odstawić na bok uprzedzenia i nauczyć się być bardziej
tolerancyjnymi solozofami? Teoria wydaje się prosta, ale wprowadzenie
jej w życie może być problematyczne. Dlatego proponuję ćwiczenie, które
pomoże ci uporządkować to, czego właśnie się nauczyłeś: doceniać to, co
znajduje się pośrodku; tam, gdzie wszystko jest ważne.
- ĆWICZENIE: BIEL, CZERŃ I INNE ODCIENIE PANTONE -
Jako że uprzedzenia zazwyczaj rodzą się z braku informacji,
doświadczenia lub z ekstremalnych postaw, w tym ćwiczeniu skupimy się,
by zachować otwarty, bardziej tolerancyjny i dostosowany do
rzeczywistości umysł.
Wybierz jakąś opinię, która jest dla ciebie oczywista i całkowicie
niekwestionowana. Zacznij od takiej, która nie będzie emocjonalnie
obciążająca, np. "nie lubię deszczowych dni".
Następnie zastanów się, co musiałoby się stać, żebyś -?jak w tym
przypadku -?czerpał radość z deszczowego dnia: z kim chciałbyś go
spędzić, co takiego mógłbyś zrobić w domu, na co zazwyczaj nie masz
czasu (np. poczytać książkę lub ugotować coś dobrego), zdać sobie
sprawę, że padająca woda jest dobra dla środowiska itp.
Pewnie nadal będziesz wolał słoneczne dni, ale nastawienie, z jakim
podejdziesz do tych deszczowych, zmieni się, gdy uświadomisz sobie, co
mogą ci przynieść. Nie chodzi o to, byś zmienił swoje upodobania, tylko
żebyś zachował otwarty umysł pozwalający zaakceptować ci otaczającą
rzeczywistość i wykorzystać ją w najlepszy możliwy sposób; tak aby twój
nastrój nie zależał od rzeczy od ciebie niezależnych ani stawianych
przed sobą ograniczeń.
Strach nie zawsze jest najlepszym doradcą
Ty, tylko ty definiujesz to, co możesz, a czego nie możesz zrobić. Nawet
gdy inni mówią, że jak to, jak możesz jechać na wakacje bez
partnera/partnerki albo poświęcać dwa wieczory w tygodniu na to, co
naprawdę lubisz robić, i nie zajmować się dziećmi, tylko od ciebie
zależy, czy pozwolisz, aby te komentarze cię ograniczały, czy też
puścisz je mimo uszu, nie przywiązując do nich wielkiej wagi.
Znowu wracamy do tematu uprzedzeń, które -?z definicji oraz w praktyce -
są bardzo ograniczające. Wyrażając opinie lub osądy, zawsze wypowiadamy
się z pozycji własnych doświadczeń, wartości i, nie bójmy się tego
powiedzieć, lęków. To właśnie one są bez wątpienia wrogiem numer jeden
stojącym na przeszkodzie do nieskrępowanej praktyki solozofii.
Lęki są bowiem wiernymi stróżami i obrońcami naszego życia, bo mają za
zadanie nas ostrzegać i uczulać na nadchodzące (prawdziwe lub zmyślone)
zagrożenia, które nasz umysł przetwarza za pomocą dostępnych informacji.
Nie chodzi o to, by nie bać się niczego, ale o to, by nadać naszym lękom
odpowiednią wagę i wykorzystywać je, aby w taki czy inny sposób zapobiec
przerażającym nas możliwym zagrożeniom.
Dlatego aby pokonać strach przed tym, co ludzie pomyślą, gdy pójdziesz
sam do teatru -?przez który być może zostaniesz w domu i ostatecznie nie
zobaczysz spektaklu -?powinieneś uświadomić sobie, że istotą teatru jest
obcowanie ze sztuką, a nie sprawdzanie, kto z kim przychodzi.
Poczucie humoru jest wielkim sprzymierzeńcem solozofów. Reductio ad
absurdum jest niezbędnym narzędziem psychologicznym, pozwalającym na
radzenie sobie ze strachem i na osiąganie zamierzonych celów.
Być może sądzisz, że nie masz wystarczającego poczucia humoru lub
bystrości potrzebnej do reagowania w chwilach, gdy ktoś kwestionuje twój
solozoficzny tryb życia. Jak w przypadku każdej sztuki, wymagają one
czasu, praktyki i wprawy.
Możesz zacząć od wizualizacji i wyobrazić sobie, że idziesz gdzieś sam i ktoś cię przez to ocenia. Jesteś w bezpiecznym środowisku, więc nie
musisz dać natychmiastowej odpowiedzi: zastanów się, co chciałbyś w takim wypadku odpowiedzieć. Przećwicz to zdanie tyle razy, ile
potrzebujesz, aby w twoim umyśle stało się ono naturalną i automatyczną
odpowiedzią.
Kiedy dokładnie wiemy, czego chcemy, pozostajemy sobie wierni, cudze
lęki nie robią na nas wrażenia, bo rozumiemy, że przekonania innych
ludzi są ograniczające wyłącznie dla nich. Ich lęki chcą uchronić nas
przed niebezpieczeństwem, którego my sami nie widzimy ani nie czujemy.
Dlatego gdy nauczysz się żyć bez strachu i uprzedzeń w stosunku do
samego siebie oraz innych, staniesz się adeptem sztuki życia w zgodzie z własnymi potrzebami oraz z tym, co czujesz, myślisz i robisz. Krótko
mówiąc, będziesz rozwijać swoje solozoficzne umiejętności.
- PRZYKŁADOWE REAKCJE NA CUDZE LĘKI OPARTE NA ZDROWYM ROZSĄDKU -
Ktoś: Poszedłeś sam na koncert?
Ty: Tak! Odkryłem, że nie trzeba kupować dwóch biletów, żeby zobaczyć
ulubionego artystę. Super, co nie?
Ktoś: Jedziesz sama na wakacje? Nie boisz się, że ci się coś stanie?
Ty: Nie bardziej niż wtedy, gdy idę sama po ulicy.
Ten sam ktoś: Ale przecież nie mówisz w lokalnym języku!
Ty: To prawda. Ale gesty są uniwersalne, a poza tym to nie język, a odrobina chęci i zainteresowania ze strony drugiego człowieka pozwalają
nam się porozumieć.
SOLO NIE ZNACZY SAMOTNIE
Ile razy zdarzyło się, że pomimo otaczających nas osób czuliśmy się
samotni? Być może nawet mieliśmy wtedy ochotę sobie pójść, ale jakiś
trudny do zdefiniowania ogarniający nas od środka niepokój nam na to nie
pozwalał.
Jak to możliwe, że czujemy się samotnie w otoczeniu naszych przyjaciół,
znajomych czy członków rodziny?
A teraz odwróćmy sytuację. Pewnie nieraz zdarzyło się, że nikogo nie
było w pobliżu i od kilku godzin nie miałeś z nikim kontaktu, ani
fizycznego, ani wirtualnego. A mimo to nie czułeś się samotny.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki