ROZDZIAŁ 1
Wielka przyjaźń Reichswehry i Armii Czerwonej
W 1918 r. niemiecka armia Ober-Ostu okupowała ponad 100 tys. km? obszaru należącego do Rosji. Teren ten miał zostać oderwany, co zostało nawet usankcjonowane w traktacie pokojowym pomiędzy państwami centralnymi a Rosją z 3 marca 1918 r., uprawomocnionym trzy dni przed końcem miesiąca. W porozumieniu pokojowym zawartym pomiędzy Niemcami a państwami Ententy uzgodniono termin i zasady wycofywania niemieckich wojsk, jednakże bolszewicy, będący wówczas w trakcie przejmowania władzy, uznali te ustalenia za nieobowiązujące. To właśnie ten moment można uznać za pierwszą odsłonę współpracy niemiecko-rosyjskiej. Władze obu państw uzgodniły bowiem ze sobą zasady, na jakich następowało wycofywanie Niemców i zajmowanie tych terenów przez Armię Czerwoną.
Zarówno Republika Weimarska, jak i Rosja Radziecka czuły się poszkodowane rozstrzygnięciami I wojny światowej. To zbliżenie doprowadziło do zacieśnienia współpracy. Jej kolejny etap nastąpił w 1920 r. Pobite pod Warszawą, wycofujące się oddziały konne Gaja Chana, skierowały się w stronę Prus, przez które droga wiodła już wprost do Rosji. Był to ewidentny przejaw kooperacji pomiędzy tymi państwami, choć nie został w żaden sposób sformalizowany.
Trudno dziwić się tej komitywie, skoro bolszewicy, z Leninem na czele, byli finansowani właśnie kapitałem niemieckim. Jego wysokość szacuje się na od 30 do 50 mln marek, co odpowiadałoby ówczesnej wartości nawet 10 ton złota. Sam Lenin został przez Niemców przewieziony ze Szwajcarii, by stanął na czele rewolucji. Była to iście pokerowa zagrywka ostatniej szansy.
W dniu poprzedzającym wyjazd z Zurychu, przywódca bolszewików zatelefonował do amerykańskiej ambasady w Bernie. Słuchawkę podniósł młody człowiek o nazwisku Allan Dulles. Znał on Lenina z nazwiska, ale ponieważ była akurat Niedziela Wielkanocna, a on wybierał się na mecz tenisowy, doradził rozmówcy: Proszę zadzwonić w poniedziałek. Warto przypomnieć, że w późniejszych latach Dulles został szefem CIA, a tę historię opowiadał z uśmiechem kolejnym rekrutom agencji.
Jeszcze przed wygłoszeniem przez Włodzimierza Uljanowa jego tez kwietniowych oficer niemieckiego ministerstwa spraw zagranicznych wysłał swoim mocodawcom notatkę, w której chwalił się, że Lenin pracuje w pełnej zgodzie z niemieckimi życzeniami. I mimo że jako przywódca bolszewików szybko się usamodzielnił, spełnił jednak pokładane w nim nadzieje, podpisując rozejm, dzięki któremu wojska cesarskie mogły skupić się na walce z państwami Ententy.
W kontekście tej najwcześniejszej już współpracy, znamienne są słowa Szefa Sztabu Generalnego Reichswehry, gen. Hansa von Seeckta, który dążył wszelkimi sposobami do podjęcia współpracy z Rosją i jednoczesnego zniszczenia Polski. Stwierdził on: Odrzucam pomoc dla Polski, nawet wobec niebezpieczeństwa, że może zostać pochłonięta. Przeciwnie - liczę na to[1].
Marzenia o pogłębieniu kooperacji ziściły się już 16 kwietnia 1922 r. w Rapallo, gdzie doszło do podpisania porozumienia. Układ składał się z czterech artykułów. W pierwszym zapisano, że Rzesza Niemiecka i Rosyjska Socjalistyczna Federacyjna Republika Radziecka (RSFRR) zrzekają się wzajemnych roszczeń finansowych za "wydatki wojenne, jak i za szkody wojenne, a mianowicie te szkody, które zostały wyrządzone im oraz ich obywatelom na terenie działań wojennych wskutek operacji wojskowych, włączając w to rekwizycje dokonane na terytorium strony przeciwnej".
Zaniechano również wypłaty odszkodowań za tzw. szkody niewojenne, rozwiązanie na zasadzie wzajemności spraw spornych dotyczących przejęcia przez którąś ze stron podczas wojny niemieckich lub rosyjskich statków handlowych. Obie strony zobowiązały się zaniechać żądań zwrotu wydatków na utrzymanie obcej armii na swoim terytorium, jeńców wojennych oraz za przejęcie i sprzedaż sprzętu wojskowego przejętego podczas działań zbrojnych. Zgodnie z drugim artykułem państwa-sygnatariusze zrzekały się roszczeń wynikających ze stosowania rozporządzeń obu krajów wobec obywateli rosyjskich i niemieckich oraz ich praw prywatnych.
Artykuł trzeci umowy stwierdzał, że z chwilą jej wejścia w życie zostaną przywrócone dyplomatyczne i konsularne stosunki między Niemcami a Rosją. W artykule czwartym uzgodniono, że we wzajemnych stosunkach handlowych i gospodarczych oraz w zakresie poszanowania praw mniejszości niemieckiej i rosyjskiej będzie obowiązywać zasada najwyższego uprzywilejowania.
Układ z Rapallo stanowił zaledwie wstęp do dalszej współpracy. Już w lipcu podpisano kolejną umowę. Tym razem dotyczącą współpracy wojskowej. Obie strony były zadowolone. Armia Czerwona zyskała dobrych instruktorów i dostęp do nowych technologii. Ponadto Rosjanie otrzymać mieli uzbrojenie i amunicję dla stu osiemdziesięciu pułków piechoty, ciężkie działa dla dwudziestu pułków artylerii dywizyjnej i pięćset samolotów typu Junkers. Poza samym sprzętem Rosjanie zobligowali Niemców do pomocy przy odbudowie floty wojennej na Bałtyku i Morzu Czarnym, a także do przysłania instruktorów i przekazania dokumentacji dotyczącej broni chemicznej[2].
Hans von Seeckt skomentował podpisanie tejże umowy kolejnym atakiem skierowanym przeciwko Polsce: Ten najmocniejszy filar Traktatu wersalskiego z pomocą Związku Radzieckiego zostanie wymazany z mapy Europy, Francja zostanie poważnie osłabiona, a Niemcy odzyskają granicę sprzed 1914 r.
Na przełomie lat 1921 i 1922 w strukturach Truppenamtu - Biura Wojskowego stanowiącego przykrywkę niemieckiego Sztabu Generalnego aż do 1935 r. - utworzono Sondergruppe R. Była to specjalna komórka składająca się z oficerów zajmujących się kontaktami z Armią Czerwoną. Litera "R" w nazwie pochodzi od słowa "Rußland".
Jak pisze znawca tematu, Krzysztof Fudalej: W jej skład weszli: mjr Carl von Schubert, mjr Kurt von Schleicher, kpt. Herbert Fischer, kpt. Fritz Tschunke, kpt. dr Oskar Ritter von Niedermayer. Grupą, początkowo podporządkowaną bezpośrednio szefowi Zarządu Wojsk, gen. Wilhelmowi Heye, kierował szef Wydziału Wojsk Lądowych (T1) - płk Otto Hasse. Od 1924 do 1928 r. dowodził nią mjr Herbert Fischer. 1 IV 1927 r. grupa, pod nazwą T2 I (Fi.), została włączona do Wydziału Organizacyjnego Wojsk Lądowych (T2), by następnie, w 1928 r., jako T3 (V) trafić do Wydziału Statystycznego Wojsk Lądowych (T3), którym od listopada 1930 do kwietnia 1933 kierował Herbert Fischer, a następnie płk Carl-Heinrich von Stülpnagel. T3 (V), funkcjonujące też pod nazwą Zentrale Berlin, zajmowało się m.in.: wyznaczaniem, po uzgodnieniu z szefem Zarządu Wojsk, oficerów, którzy mieli zostać wysłani do ZSRS oraz prowadzeniem korespondencji ze znajdującymi się tam niemieckimi ośrodkami szkoleniowo-doświadczalnymi. Po likwidacji organizacji Gefu/Wiko T3 (V) odpowiadało również za stronę finansową współpracy ze stroną sowiecką oraz załatwianie wiz, biletów itd.[3]
Rosjanie byli początkowo bardzo zadowoleni z podjętej współpracy. Liczyli mocno na inwestycje niemieckiego kapitału i technologii. W 1926 r. w ośrodku lotniczym w Lipiecku, o czym informował Stalina zastępca ludowego komisarza obrony Józef Unszlicht, przeszkolono szesnastu pilotów, czterdziestu pięciu mechaników i czterdziestu pięciu innych specjalistów lotniczych. Jednak już w kolejnych miesiącach ludowy komisarz obrony Kliment Woroszyłow uskarżał się stronie niemieckiej na to, że używane w trakcie szkoleń samoloty są przestarzałe i nie interesują Rosjan.
W 1929 r. rozpoczęto praktyczne ćwiczenia pancerne w Kazaniu. Tu rozbieżności pomiędzy sojusznikami ukazały się już w pełni. Niemcom zależało, by wyspecjalizowana grupa oficerów posiadała możliwie najszerszą wiedzę, z kolei Rosjanom, by kurs zaliczyła jak największa liczba ich żołnierzy. Jednakże do 1931 r. udało się to jedynie sześćdziesięciu pięciu specjalistom, którzy przekazywali zdobyte doświadczenie dalej już w swoich jednostkach.
Strona rosyjska liczyła też bardzo na utworzenie przez Niemców szkoły gazowej. Kiedy ostatecznie stało się to faktem, po kilku próbach i testach bojowych Rosjanie zaczęli powątpiewać w zamiary sojusznika. Domagali się wprowadzenia nowych gazów bojowych. Na tłumaczenie Niemców, że możliwości ich specjalistów zostały już w danym roku wyczerpane, jeden z radzieckich oficerów poradził: niemiecki przemysł chemiczny jest najbardziej znany na świecie. Trudno jest nam sobie wyobrazić, że wasi fachowcy nic nowego nie mogą już zaprezentować. Zamknijcie ich panowie w jakimś domu i nie wypuszczajcie wcześniej, aż czegoś nie wymyślą. Przekonacie się, jak szybko opracują nowy gaz bojowy[4].
Tak więc wkrótce Rosjanie zakończyli współpracę z Niemcami na niwie broni chemicznej. Ocenili, że Niemcy ukrywają wyniki badań nad gazami bojowymi i w tej sytuacji dalszą kooperację uznali za niekorzystną dla siebie.
W 1931 r. dowództwo Armii Czerwonej zaprosiło szefa Tuppenamtu, gen. Wilhelma Adama, do zwiedzenia sowieckich zakładów zbrojeniowych. Generał zabrał ze sobą, jako oficera towarzyszącego, ppłk. Ericha von Mansteina. Ten tak wspominał tę podróż:
W Moskwie zostaliśmy przyjęci nader przyjaźnie przez ambasadora von Dirksena i jego małżonkę oraz tamtejszego nieoficjalnego przedstawiciela Reichswehry doktora Rittera von Niedermayera, który zaopiekował się nami w sposób wzorowy. (...) Na początku naszego pobytu w Moskwie miało się odbyć spotkanie z zastępcą ludowego komisarza obrony, marszałkiem Tuchaczewskim, podczas którego mieliśmy omówić wiele kwestii, szczególnie problem kosztów naszych prób z użyciem nowych rodzajów uzbrojenia przeprowadzanych w Związku Sowieckim. Zanim pojechaliśmy do LKO, nasz mentor (...) poinformował generała Adama o (...) sposobie, w jaki Rosjanie zwykli prowadzić negocjacje. (...) Po powitaniu zapadła pełna wyczekiwania cisza. Obie strony starały się, by to przeciwnik zaczął rozmowę. Po dwóch czy trzech minutach cierpliwość generała Adama jednak się wyczerpała, jego temperament nie pozwolił mu dłużej czekać. Zagaił rozmowę i w ten sposób sowiecki dowódca osiągnął to, czego chciał. Rosjanie mieli po prostu inne pojęcie czasu - mogli bardzo długo czekać![5]
Układ z Rapallo i współpraca wojskowa trwały w najlepsze aż do 1933 roku. Kiedy do władzy doszła NSDAP prowadzona przez Adolfa Hitlera, odrzucił on dotychczasową kooperację z Sowietami na rzecz walki ideologicznej. Przynajmniej do czasu.
Ten czas nadszedł w sierpniu 1939 r.
Wytłumaczenie Niemcom przesłanek zawarcia układu o współpracy z komunistyczną Rosją było prawdziwym propagandowym majstersztykiem. Zwłaszcza że praktycznie cała ideologia nazistowska, pomijając nienawiść do Żydów, winnych rzekomo klęski w 1918 r., opierała się właśnie na antykomunizmie. Jak do tego doszło?
26 maja 1939 r. minister spraw zagranicznych III Rzeszy Joachim Ribbentrop sporządził instrukcję dotyczącą postępowania w rozmowach ze Związkiem Radzieckim. Została ona przekazana Friedrich-Wernerowi, grafowi von der Schulenburg, ambasadorowi niemieckiemu w ZSRR. Zgodnie z nią nadszedł najwyższy czas, by przystąpić do normalizacji stosunków pomiędzy oboma krajami. Ponadto Ribbentrop sugerował, że odejście od wzajemnych ataków propagandowych może doprowadzić do swego rodzaju porozumienia dyplomatycznego. Zwłaszcza że, jak miał przekazać ambasador, Niemcy gwarantowały, iż nie mają wobec ZSRR agresywnych zamiarów. Niemniej, znając credo Hitlera wyłożone w Mein Kampf - a Stalin znał je z całą pewnością - trudno byłoby uwierzyć w te zapewnienia.
Ostatecznie jednak propozycje te nigdy nie trafiły na biurko Wiaczesława Mołotowa. Powód był prosty. W przypadku upublicznienia faktu, że władze sondują możliwość porozumienia ze zwalczanymi dotąd komunistami, naraziłyby się na śmieszność i całkowite niezrozumienie ze strony samych Niemców. Dlatego też Hitler zablokował działania Ribbentropa.
Führer miał nieco odmienną wizję wszczęcia negocjacji. Z pomocą jego planom przyszły dążenia III Rzeszy do osiągnięcia samowystarczalności gospodarczej. Pomimo usilnych starań i olbrzymich grabieży prowadzonych w późniejszym czasie na terenie niemal całej Europy, niemiecka gospodarka nigdy nie stała się samowystarczalna.
W maju 1939 r. dotychczasowego ministra spraw zagranicznych Maksyma Litwinowa zastąpił Wiaczesław Mołotow. Zmiana nastąpiła dlatego, że nowy minister od dawna optował za porozumieniem z Niemcami. Nie bez znaczenia było również spore zaufanie, którym darzył go Stalin, przywilej wcale nieczęsty wśród kremlowskich działaczy.
Na początku czerwca 1939 r. podjęto rozmowy dotyczące zawarcia z ZSRR umowy gospodarczej. Żaden inny kraj nie mógł zapewnić Niemcom potrzebnych surowców w takiej ilości, jak właśnie Sowieci.
Szybko okazało się, że wcześniejsze obawy Hitlera co do potencjalnego sceptycyzmu Sowietów były całkowicie bezpodstawne. Jak stwierdził historyk Frank McDonaugh: W toku tych negocjacji wkrótce stało się oczywiste, że Mołotow wręcz pali się do rozpoczęcia negocjacji politycznych[6].
Równocześnie z podjętymi rozmowami Hitler nakazał wzmocnienie działań propagandowych przeciwko Polsce. Głównym celem ataków stała się kwestia Wolnego Miasta Gdańska, które wolne pozostawało jedynie z nazwy.
Rozpoczęto wysyłanie do Królewca statków towarowych, które niespodziewanie na wysokości Gdańska "doznawały awarii i musiały wpłynąć do portu". Pod osłoną nocy opróżniano ładownie i zapełniano magazyny z uzbrojeniem - od ćwieków do podkuwania butów, po działa kalibru 150 mm. Pod rozmaitymi pretekstami posyłano do Gdańska również żołnierzy, jak choćby sportową drużynę SS, która po zakończonych zawodach do Rzeszy już nie powróciła. Przygotowania do operacji "Fall Weiss", czyli napaści na Polskę, toczyły się pełną parą.
W lipcu większość nazistowskich notabli udała się na urlopy. Führer jednak nie próżnował. O ile zwykli ludzie odmierzają przeżyte już lata, wódz III Rzeszy odliczał lata, które według niego mu pozostały. Wiedział, że musi doprowadzić do wielkiej wojny, która przywróci Niemcom rzekomo utracone przez nich niegdyś ziemie. Dlatego też nie skorzystał z normalnego urlopu, jak czynili to inni przywódcy. Jednej rzeczy nie potrafił sobie wszak odmówić.
W lipcu w Bayreuth odbywał się doroczny festiwal Wagnerowski. Jako wielki miłośnik twórczości tego niemieckiego kompozytora Hitler oddawał się wówczas orgii muzycznej. Nie zapominał wszelako o jaśniejącej na horyzoncie wizji porozumienia ze Stalinem. Wiedział, że musi doprowadzić do niego. Od tego zależały jego dalsze posunięcia, a może nawet przyszłość tysiącletniej Rzeszy.
2 sierpnia nakazał Joachimowi Ribbentropowi, dawnemu sprzedawcy szampana, a obecnie ministrowi spraw zagranicznych, dać do zrozumienia sowieckiemu chargé d'affaires, że o losie Polski powinny rozstrzygnąć Berlin i Moskwa. Minister przekazał przy okazji, że pomiędzy Bałtykiem a Morzem Czarnym nie istnieje żadna kwestia sporna, której nie dałoby się rozwiązać drogą dyplomatyczną. Na koniec, niby mimochodem, Ribbentrop zapewnił, że nie ma pośpiechu odnośnie daty podpisania ewentualnego traktatu czy też porozumienia. Kłamał wówczas "jak z nut". Planiści w Oberkommando der Wehrmacht pracowali już bowiem pełną parą nad planami podbicia "wersalskiego bękarta", jak określano odrodzoną II Rzeczpospolitą.
Sowieci podjęli grę i zapewnili, że oczywiście nie ma pośpiechu, pomimo iż w rzeczywistości chętnie spisaliby i podpisali takie porozumienie natychmiast, "na serwetce". To była rozgrywka wielu kłamstw, zaprzeczeń oraz zapewnień obu stron, które pośród podejmowanych prób wysondowania przyszłego sojusznika, docelowo miały wręcz przyśpieszyć tok negocjacji. I rzeczywiście, dalej wszystko poszło już bardzo szybko.
22 sierpnia poinformowano, że rządy III Rzeszy i Rosji Sowieckiej doszły do porozumienia w kwestii nieagresji. Już następnego dnia w Moskwie podpisano słynny pakt, nazwany od nazwisk dwóch sygnatariuszy: Ribbentrop - Mołotow.
Do paktu dołączony został również tajny protokół. Określał on granice "stref interesów w przypadku reorganizacji terytorialnej i politycznej". W rzeczywistości stanowił o zaborze i podziale terytorialnym całych państw bałtyckich i Polski oraz części Finlandii i Rumunii. Na granice "interesów" w Polsce wyznaczono bieg rzek Narwi, Wisły i Sanu.
Na "przyszłej mapie" terytorium Polski, przedzielonej linią oznaczającą granicę pomiędzy obu krajami podpisał się zamaszyście minister spraw zagranicznych Niemiec, a także Józef Stalin, który złożył podpis największy. Już sam ten fakt wskazywał na jego zadowolenie z wcześniej zawartego porozumienia i jego skutków. Jest ono zresztą widoczne również na zdjęciach wykonanych w trakcie podpisywania dokumentów. Co ciekawe, na każdej oficjalnej fotografii dokonano retuszu, usuwając z ręki Stalina palonego papierosa. Naród nie mógł ujrzeć nałogu swojego wodza.
Podpisane porozumienie dla każdego z krajów oznaczało co innego. III Rzesza zyskała niemal nieograniczone dostawy potrzebnych surowców oraz żywności na potrzeby przyszłej wojny. Teoretycznie mogła czuć się pewnie. Po zakończeniu inwazji na Polskę Wehrmacht mógł swobodnie przerzucić swoje dywizje na zachód, nie obawiając się ataku sowieckiego sąsiada.
Jednak z perspektywy czasu i późniejszej wojny pomiędzy III Rzeszą a ZSRR zauważyć można, że porozumienie z 23 sierpnia 1939 r. przede wszystkim znacząco przyczyniło się do ostatecznego zwycięstwa ZSRR w 1945 r. Stalin, atakując polskie ziemie i przyłączając je do swojego państwa, znacząco, o wiele kilometrów, oddalił granicę od Moskwy. I to posunięcie sprawiło, że wojska niemieckie nie zdołały ostatecznie opanować sowieckiej stolicy. Ponadto, za przesyłane dostawy surowców, Sowieci otrzymywali plany tak potrzebnego im nowoczesnego sprzętu wojskowego, na podstawie których powstawały całkowicie już odrębne, radzieckie konstrukcje.
Najbardziej skutki zbliżenia dwóch odwiecznych wrogów odczuła II Rzeczpospolita. Podzielona strefami wpływów i atakiem ZSRR 17 września 1939 r., nie była w stanie bronić się wystarczająco długo, by móc realnie myśleć o pomocy militarnej ze strony Francuzów czy też Brytyjczyków, którzy zresztą mieli odnośnie Niemców własne plany i oczekiwania.
Już następnego dnia po podpisaniu porozumienia w Moskwie jego treść była znana Amerykanom. Ci przekazali informacje o tajnym protokole Brytyjczykom, którzy posłali je dalej, do Francuzów. Oni jednak pozyskali je wcześniej z innego źródła. Trafiły do Paryża już 25 sierpnia po południu za sprawą ambasadora w Berlinie, Roberta Coulondre'a, którego źródłem było otoczenie Hansa Lammersa, ówczesnego szefa Kancelarii Rzeszy.
Pomimo układów sojuszniczych wiążących Francuzów i Brytyjczyków z Rzeczpospolitą ani jedni, ani drudzy nie przekazali Polsce żadnych informacji o pakcie[7]. Wskazuje to dobitnie, iż przestała się ona liczyć dla państw zachodnich jako element zbiorowego bezpieczeństwa. Jak trafnie podkreśla prof. Wojciech Mazur:
Dwustronnie zagrożona Rzeczpospolita przestała się liczyć jako podstawowy element przyszłego wschodniego frontu - dla zachodnich sojuszników przestała się więc liczyć niemal w ogóle. Mogła już tylko doraźnie zaabsorbować część niemieckich sił, by nie zwróciły się one w przeciwnym kierunku. Jak sformułował to płk Slessor: "...naszym celem stać się musi odbudowa niepodległości Polski przez pokonanie Niemiec. (...) Nasza akcja winna być określana od początku nie przez rozważania, w jaki sposób moglibyśmy dostarczyć Polsce bezpośredniej pomocy, ale jak najlepiej możemy pokonać Niemcy w długiej perspektywie"[8].
Głos płk. Johna Slessora miał znaczenie. Zajmując od 1937 r. wpływowe stanowiska w brytyjskim Ministerstwie Lotnictwa, objął ostatecznie funkcję szefa planowania. 1 stycznia 1939 roku został adiutantem lotniczym samego króla. Jako zastępca szefa sztabu RAF-u brał w 1943 r. udział w śledztwie w sprawie katastrofy na Gibraltarze, w której zginął gen. Władysław Sikorski. Rok później decydował o dostawach lotniczych dla powstania warszawskiego. Ze względu na "wysokie straty ponoszone w takich wyprawach przez lotnictwo brytyjskie" był ich zdecydowanym przeciwnikiem.
[1] N. Davies, Biały Orzeł i Czerwona Gwiazda. Wojna polsko-sowiecka 1919-1920, Warszawa 1997.
[2] Z. Kuśmierek, Współpraca Reichswehry i Armii Czerwonej w latach 1920-1933, [w:] Zeszyty Naukowe Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Witelona w Legnicy, nr 16(3)/2015, s. 31.
[3] K. Fudalej, Współpraca Reichswehry i Armii Czerwonej przed 1933 rokiem - fakty a mity polskiej historiografii, [w:] "Dzieje Najnowsze", Rocznik XLIX - 2017, nr 1, s. 58-59.
[4] Z. Kuśmierek, op. cit., s. 38.
[5] E. von Manstein, Żołnierskie życie. Moja służba w Reichswehrze i Wehrmachcie 1919-1939, Kraków 2013, s. 171.
[6] F. McDonaugh, Czas Hitlera. Triumf 1933-1939, Poznań 2020, s. 440.
[7] W. Mazur, Fakty i mity wokół paktu Ribbentrop-Mołotow, [w:] "Polityka" nr 34, 22.08.2017 r. [Dostęp: 28.08.2022 r.].